• Wielka rywalka Świątek ogłasza, zaskakujące rozstanie. Jest oficjalny komunikat

    Wielka rywalka Świątek ogłasza, zaskakujące rozstanie. Jest oficjalny komunikat

    W ubiegłym sezonie Amanda Anisimova znalazła się na ustach licznych sympatyków tenisa – wszystko to dzięki swym fantastycznym wynikom osiąganym na światowych kortach, w tym w turniejach wielkoszlemowych. W bieżącej kampanii Amerykanka również miała swoje przebłyski, więc tym bardziej dość zaskakująca może okazać się jej decyzja o… rozbracie z trenerem Rickiem Vleeshouwersem. Oficjalne ogłoszenie w tej sprawie pojawiło się we wczesne piątkowe popołudnie.
    Amanda Anisimova w czarnym stroju z żółtą opaską, zaciska pięść; wstawka ze zdjęciem dwóch osób z kciukami w górę.

    Amanda Anisimova już nie będzie współpracować z trenerem Rickiem VleeshouwersemMauricio Paiz / NurPhoto / NurPhoto via AFP – instagram.com/amandaanisimova/AFP

    Amanda Anisimova w poprzednim sezonie wspięła się na absolutne szczyty światowego tenisa – reprezentantka USA rosyjskiego pochodzenia triumfowała bowiem w dwóch “tysięcznikach”, w Dosze oraz Pekinie, a także dotarła do finału Queen’s Club Championships (WTA 500) oraz dwóch finałów wielkoszlemowych, na US Open i Wimbledonie, w tym drugim przypadku mierząc się o trofeum z Igą Świątek.

    Na początku tego roku Anisimova do tego znalazła się na trzecim, najwyższym w swej karierze, miejscu w rankingu WTA, a obecnie obejmuje ona wciąż bardzo wysoką, szóstą lokatę w tej klasyfikacji.

    W trakcie obecnej kampanii 24-latka również notowała nie najgorsze wyniki – podczas Australian Open odpadła w ćwierćfinale, w Dubaju dotarła do półfinału, a naprawdę niekorzystnie wyglądał z pozoru tylko jej występ w Dosze, gdzie odpadła już po jednym meczu – wówczas jednak… po prostu musiała kreczować.

    Dosyć zaskakujące jest więc to, że 27 marca Amerykanka… ogłosiła zakończenie współpracy z trenerem Rickiem Vleeshouwersem.

    Amanda Anisimova ogłosiła rozbrat z trenerem. Pogodne pożegnanie z Vleeshouwersem

    “To była niesamowita wspólna podróż. Zeszły rok przyniósł tak wiele wyjątkowych przeżyć i osiągnięć, których nigdy nie zapomnę! Zdobyliśmy kilka trofeów i osiągnęliśmy niesamowite kamienie milowe, ale wszystkie te momenty śmiechu i zakulisowe chwile będę wspominać jeszcze lepiej. Dziękuję, Ricku, dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś” – napisała m.in. na Instagramie Anisimova.

    “Jestem niezmiernie dumny z tego, co zbudowaliśmy, ale jeszcze bardziej z podróży, którą przeżyliśmy po drodze, ciężkiej pracy, nowych doświadczeń, wyzwań, śmiechu i chwil, których ludzie nie zawsze dostrzegają. Zawsze będę nosił te wspomnienia w sobie” – napisał też, w podobnym duchu, sam Vleeshouwers na swoim instagramowym profilu. Widać więc, że wszystko odbyło się w dobrej atmosferze.

    Amanda Anisimova szykuje się do zmagań w Charleston

    Amanda Anisimova niedawno zakończyła swój udział w turnieju w Miami na poziomie 1/8 finału, ulegając Belindzie Bencic 2:6, 2:6. Po raz kolejny powinniśmy zobaczyć tę zawodniczkę w akcji w ramach Credit One Charleston Open, zawodów rangi 500, które odbędą się na przełomie marca i kwietnia.
    Sportowa tenisistka w niebieskiej sukience wykonuje gest triumfu, trzymając rakietę w ręku, na tle kortu tenisowego z widocznymi elementami reklamowymi.

    Amanda AnisimovaTIMOTHY A. CLARYAFP
    Zawodniczka tenisa w fioletowej sukience sportowej skupiona w trakcie meczu na korcie tenisowym, z rakietą w dłoniach i gotowością do odbioru piłki

    Amanda AnisimovaMinas PanagiotakisAFP
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP

    Frances Tiafoe – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Słynna rywalka Świątek ogłasza, zaskakujące rozstanie. Jest oficjalny komunikat

    Słynna rywalka Świątek ogłasza, zaskakujące rozstanie. Jest oficjalny komunikat

    Amanda Anisimova w poprzednim sezonie wspięła się na absolutne szczyty światowego tenisa. Reprezentantka USA rosyjskiego pochodzenia triumfowała w dwóch turniejach rangi WTA 1000 – w Dosze oraz Pekinie – a także dotarła do finału Queen’s Club Championships (WTA 500) oraz aż dwóch finałów wielkoszlemowych: US Open i Wimbledonu. W Londynie o tytuł walczyła z Iga Świątek.

    Na początku bieżącego roku Anisimova osiągnęła najwyższą w karierze, trzecią pozycję w rankingu WTA, a obecnie wciąż utrzymuje się w ścisłej czołówce – zajmuje szóste miejsce.

    Miniony sezon sprawił, że Amerykanka znalazła się w centrum uwagi kibiców i ekspertów. W obecnej kampanii również notowała solidne wyniki, co czyni jej najnowszą decyzję dość zaskakującą. 27 marca ogłosiła bowiem zakończenie współpracy ze swoim trenerem, Rick Vleeshouwers.

    24-letnia tenisistka w tym sezonie dotarła do ćwierćfinału Australian Open, półfinału w Dubaju, a jej słabszy występ w Dosze – zakończony już po pierwszym meczu – był efektem kreczowania, a nie wyraźnie słabszej formy.

    Mimo stabilnych wyników Anisimova zdecydowała się na zmianę. Rozstanie z Vleeshouwersem przebiegło jednak w bardzo dobrej atmosferze.
    „To była niesamowita wspólna podróż. Zeszły rok przyniósł tak wiele wyjątkowych przeżyć i osiągnięć, których nigdy nie zapomnę. Zdobyliśmy trofea i osiągnęliśmy ważne kamienie milowe, ale równie cenne były wszystkie chwile poza kortem. Dziękuję za wszystko” – napisała zawodniczka w mediach społecznościowych.

    Równie serdecznie pożegnał ją szkoleniowiec, podkreślając dumę z ich wspólnej pracy i doświadczeń, które razem zdobyli.

    Anisimova nie zamierza jednak długo rozpamiętywać tej zmiany. Niedawno zakończyła udział w turnieju w Miami na etapie 1/8 finału, przegrywając z Belinda Bencic 2:6, 2:6. Kolejnym przystankiem w jej kalendarzu będzie Credit One Charleston Open, który odbędzie się na przełomie marca i kwietnia.

  • Sabalenka nagle wypaliła o Świątek. Tego już nie cofnie, poszło w świat

    Sabalenka nagle wypaliła o Świątek. Tego już nie cofnie, poszło w świat

    W ramach chwili relaksu między meczami Aryna Sabalenka wzięła udział w krótkiej sesji pytań i odpowiedzi, której zapis szybko trafił do sieci. W trakcie rozmowy padło także nazwisko Iga Świątek. Białorusinka spontanicznie wskazała Polkę jako zawodniczkę, która „zafundowała jej bajgla”, czyli wygrała seta 6:0. Jak się jednak okazało, była to pomyłka – gdy usłyszała prawidłową odpowiedź, nie kryła zaskoczenia.

    Sabalenka znajduje się obecnie w znakomitej formie. W tym sezonie wystąpiła w trzech turniejach i we wszystkich dotarła do finału. W Australian Open musiała uznać wyższość Jelena Rybakina, przegrywając po trzech setach, ale już w Indian Wells zrewanżowała się rywalce. Teraz stoi przed kolejną szansą na triumf – w finale Miami Open zmierzy się z Coco Gauff.

    Po półfinałowym zwycięstwie Sabalenka zapowiedziała, że kibice mogą spodziewać się widowiska pełnego długich wymian, emocji i walki. Bez względu na wynik finału jej pozycja liderki rankingu WTA pozostaje niezagrożona – ma wyraźną przewagę punktową nad rywalkami. Za nią plasują się Rybakina i Gauff, a tuż za podium znajduje się Świątek.

    Podczas wspomnianego nagrania Sabalenka odpowiadała na szybkie pytania dotyczące zarówno życia prywatnego, jak i kariery sportowej. Podała m.in. liczbę karatów pierścionka zaręczynowego, próbowała oszacować swoje zarobki oraz przypominała szczegóły pierwszego zwycięstwa w turnieju wielkoszlemowym. W pewnym momencie została zapytana, od której tenisowej gwiazdy otrzymała „bajgla”. Bez chwili wahania wskazała Świątek.

    Prowadzący szybko jednak sprostował, że chodziło o Rybakinę. Białorusinka była wyraźnie zdziwiona, bo – jak można się domyślać – skojarzenie ze Świątek nie było przypadkowe. Polka słynie bowiem z dominujących występów i często wygrywa sety do zera.

    W rzeczywistości chodziło o finał turnieju w Brisbane w 2024 roku, kiedy Rybakina pokonała Sabalenkę 6:0, 6:3. Mimo pomyłki wypowiedź liderki rankingu można odczytywać jako wyraz uznania dla umiejętności Świątek, która w ostatnich sezonach wyjątkowo często „rozdaje bajgle” rywalkom.

    Statystyki tylko to potwierdzają – w 2025 roku Świątek aż 34 razy wygrywała sety w stosunku 6:0 lub 6:1, przewyższając pod tym względem nawet takie gwiazdy jak Carlos Alcaraz czy Jannik Sinner.

  • Abramowicz wezwana na dywanik ws. Świątek. To musiało się tak skończyć

    Abramowicz wezwana na dywanik ws. Świątek. To musiało się tak skończyć

    Rozstanie z Wim Fissette wcale nie uspokoiło atmosfery wokół Iga Świątek. Wręcz przeciwnie – coraz więcej kibiców oraz ekspertów domaga się zmian także w innych obszarach jej sztabu szkoleniowego. Najwięcej uwagi skupia się na Daria Abramowicz, która od lat odpowiada za przygotowanie mentalne liderki polskiego tenisa. W sprawie zdecydowanie wypowiedział się Lech Sidor, sugerując, że sytuacja wymaga jasnych wyjaśnień.

    Decyzja o zakończeniu współpracy z Fissette’em była bezpośrednią konsekwencją słabszych wyników Świątek. Punktem zwrotnym okazała się niespodziewana porażka w pierwszym meczu turnieju w Miami, gdzie Polka uległa Magda Linette 6:1, 5:7, 3:6. Jak się później okazało, przegrana ta miała poważne skutki – nie tylko doprowadziła do zmian w sztabie i szybkiego wyjazdu zawodniczki z Florydy, ale także wpłynęła na jej pozycję w rankingu. W obliczu awansu Coco Gauff do finału turnieju w Miami, Świątek spadnie na czwarte miejsce w zestawieniu WTA, choć sezon rozpoczynała jako wiceliderka.

    Coraz częściej pojawiają się głosy, że źródło problemów Polki leży przede wszystkim w sferze mentalnej. To właśnie za ten aspekt odpowiada Abramowicz, ciesząca się dużym zaufaniem zawodniczki. Lech Sidor nie owija w bawełnę i otwarcie sugeruje, że psycholog powinna publicznie odnieść się do sytuacji.

    W lutym szerokim echem odbiła się dyskusja Sidora z Artur Szostaczka w programie „Trzeci Serwis”. Szostaczka zwracał uwagę na nietypową, bardzo bliską relację między zawodniczką a psychologiem, podkreślając, że rzadko spotyka się sytuację, w której sportowiec spędza z psychologiem niemal cały czas – zarówno podczas turniejów, jak i poza nimi. Zaznaczał jednak, że jeśli taka forma współpracy odpowiada Świątek, nie należy jej kwestionować.

    Sidor był jednak bardziej krytyczny. Po występach w Australii i Dosze nie dostrzegał efektów pracy mentalnej, wskazując, że tenisistka sprawia wrażenie spiętej i zagubionej. Jako przykład podał jeden z pomeczowych wywiadów, w którym Świątek przepraszała kibiców za swoją postawę. Zdaniem eksperta zawodniczka z takimi osiągnięciami nie powinna czuć potrzeby tłumaczenia się w ten sposób.

    Komentator zauważa również zmianę w zachowaniu 24-latki – jego zdaniem nie przypomina ona już tej samej pewnej siebie i walecznej tenisistki, lecz sprawia wrażenie kruchej i niepewnej. W jego opinii sytuacja jest na tyle poważna, że wymaga jasnych odpowiedzi.

    Sidor nie ma wątpliwości, że to właśnie Abramowicz powinna zostać skonfrontowana z pytaniami. Zwraca uwagę, że opinia publiczna coraz częściej zastanawia się, kto odpowiada za obecny stan psychiczny zawodniczki. Podkreśla przy tym, że nie jest to rola trenera ani członków sztabu od przygotowania fizycznego, lecz właśnie psychologa.

    Na koniec stawia sprawę jasno – jego zdaniem Abramowicz powinna publicznie odnieść się do sytuacji i wyjaśnić, czy jest zadowolona z obecnej kondycji mentalnej swojej podopiecznej, która – jak zauważa – coraz częściej reaguje emocjonalnie i przegrywa mecze w trudnych momentach.

  • Burza po tym zachowaniu Nawrockiego w szatni Polaków. “Upokarza mnie”

    Burza po tym zachowaniu Nawrockiego w szatni Polaków. “Upokarza mnie”

    Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na meczu reprezentacji Polski, by z trybun wspierać „Biało-Czerwonych” w walce o awans na mistrzostwa świata. Po zakończeniu spotkania – podobnie jak już wcześniej – udał się do szatni drużyny Robert Lewandowski i jego kolegów. Nagranie z tego wydarzenia szybko obiegło internet, wywołując burzliwą dyskusję i falę komentarzy. Wśród opinii pojawiły się nawet postulaty, by ograniczyć takie wizyty. Głos w sprawie zabrał m.in. Marek Migalski.

    Reprezentacja Polski pokonała Albanię 2:1 w półfinale baraży o mundial 2026, dzięki czemu 31 marca zmierzy się ze Szwecją w decydującym starciu o awans. Spotkanie na Stadionie Narodowym w Warszawie z trybun oglądał prezydent, który regularnie pojawia się na meczach kadry oraz rozgrywkach ligowych. Po końcowym gwizdku ponownie odwiedził piłkarzy w szatni, gdzie – w swoim stylu – włączył się w celebrację zwycięstwa.

    To nie pierwszy raz, gdy głowa państwa zachowała się w ten sposób. Już wcześniej, po wygranym meczu z Finlandią, zwrócił się do zawodników z charakterystycznym pytaniem: „Kto wygrał mecz?”, na co drużyna odpowiedziała chóralnie: „Polska!”. Tym razem scenariusz się powtórzył – prezydent ponownie zainicjował okrzyk i razem z piłkarzami odśpiewał znaną stadionową przyśpiewkę. Całość została zarejestrowana i udostępniona w mediach społecznościowych.

    Reakcje internautów okazały się skrajnie podzielone. Część komentujących doceniła swobodę i zaangażowanie prezydenta, podkreślając jego sportową przeszłość i autentyczność. Wskazywano, że dobrze odnajduje się w piłkarskim środowisku i potrafi stworzyć pozytywną atmosferę.

    Nie brakowało jednak głosów krytycznych. Niektórzy uznali, że politycy nie powinni ingerować w przestrzeń sportową, a takie zachowanie może być próbą budowania wizerunku kosztem sukcesu drużyny. Pojawiły się także opinie, że powtarzalność podobnych wizyt odbiera im spontaniczność i staje się sztuczna, a nawet niezręczna.

    Do dyskusji odniósł się również Marek Migalski. Zwrócił uwagę na wyraźny podział opinii społecznej, przyznając, że takie zachowanie nie odpowiada jego wyobrażeniu o roli prezydenta, ale jednocześnie zauważył, iż wielu Polaków może je odbierać bardzo pozytywnie.

    Sami zawodnicy nie komentują szerzej wizyty prezydenta, koncentrując się na przygotowaniach do najważniejszego meczu. Przed nimi decydujące starcie ze Szwecją, które rozstrzygnie, czy Polska zagra na mundialu.

    https://x.com/LaczyNasPilka/status/2037291095734804850?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2037291095734804850%7Ctwgr%5E3cf136bd0cdd6719f7b5035deef40f65a628715b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-burza-po-tym-zachowaniu-nawrockiego-w-szatni-polakow-upokarznId23319582

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

  • Oto co Tusk napisał w trakcie meczu Polaków. Nie czekał na ostatni gwizdek. “Zawsze”

    Oto co Tusk napisał w trakcie meczu Polaków. Nie czekał na ostatni gwizdek. “Zawsze”

    Reprezentacja Polski po bardzo trudnym i nerwowym spotkaniu pokonała Albanię na PGE Narodowym w Warszawie. Drużyna prowadzona przez Jana Urbana do przerwy przegrywała 0:1, ale po zmianie stron – także dzięki odrobinie szczęścia – zdołała odwrócić losy rywalizacji. Kluczową rolę odegrali doświadczeni liderzy kadry: Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński. Na końcowy wynik szybko zareagował także premier Donald Tusk.

    Po meczu selekcjoner nie ukrywał, że jego zespół sam wpędził się w problemy. Zwrócił uwagę na liczne błędy w rozegraniu, które napędziły rywali i pozwoliły im złapać pewność siebie. Podkreślił również, że Albania to drużyna bardzo dobrze zorganizowana w defensywie i potrafiąca wykorzystać każdą przestrzeń, jeśli tylko przeciwnik na to pozwoli. W jego ocenie momentami Polacy mieli duże trudności z kombinacyjną grą rywali.

    Problemy zaczęły się jeszcze przed przerwą. W 42. minucie poważny błąd popełnił Jan Bednarek, który jako ostatni obrońca stracił piłkę na rzecz Arbëra Hoxhy. Albańczyk bez większych problemów minął Kamila Grabarę i skierował futbolówkę do pustej bramki. Polacy schodzili więc do szatni z jednobramkową stratą i musieli szukać sposobu na odwrócenie sytuacji.

    Po przerwie trener zdecydował się na zmiany – na boisku pojawił się m.in. młody Oskar Pietuszewski. Choć jego wejście wniosło nieco energii, to decydujące momenty należały do bardziej doświadczonych zawodników.

    W 63. minucie wyrównanie dał Robert Lewandowski. Po dośrodkowaniu Sebastiana Szymańskiego z rzutu rożnego kapitan reprezentacji świetnie odnalazł się w polu karnym i precyzyjnym strzałem głową pokonał bramkarza Albanii. Gol przywrócił nadzieję i wyraźnie podniósł morale zespołu.

    Mimo wyrównania rywale nadal byli groźni i potrafili stwarzać sytuacje pod bramką Polski. Kilkakrotnie ratował nas Kamil Grabara, a innym razem Albańczykom brakowało skuteczności. Ostateczny cios zadał jednak Piotr Zieliński. Na niespełna kwadrans przed końcem spotkania pomocnik Interu Mediolan oddał kapitalny strzał z dystansu, nie dając szans Thomasowi Strakoszy.

    Dzięki temu trafieniu Polska wygrała 2:1 i awansowała do finału baraży. Jeszcze w trakcie meczu, tuż po bramce Zielińskiego, na wydarzenia na boisku zareagował premier Donald Tusk. W krótkim wpisie w mediach społecznościowych wskazał dwóch kluczowych bohaterów spotkania, podkreślając, że na Roberta i Piotra zawsze można liczyć.

  • Nawrocki wszedł do polskiej szatni. I się zaczęło. Sceny na Narodowym

    Nawrocki wszedł do polskiej szatni. I się zaczęło. Sceny na Narodowym

    Honorowym gościem w loży VIP na PGE Narodowym podczas czwartkowego starcia Polska – Albania był prezydent RP Karol Nawrocki. Zgodnie z przewidywaniami, po zwycięstwie 2:1 głowa państwa udała się do szatni reprezentacji, gdzie osobiście pogratulowała piłkarzom i wspólnie z nimi świętowała sukces. Moment ten uchwycono na nagraniach, które szybko obiegły internet.

    Karol Nawrocki, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, pojawił się na stadionie, by z trybun wspierać „Biało-Czerwonych” w barażowym meczu. Towarzyszył mu syn Antoni. Obaj zasiedli w loży VIP obok prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Cezarego Kuleszy. Co ciekawe, obecność prezydenta nie została oficjalnie ogłoszona przez spikera przed pierwszym gwizdkiem. Na trybunach nie pojawiły się także żadne reakcje kibiców skierowane w jego stronę – ani okrzyki, ani transparenty. Wszystko odbywało się więc w spokojnej, dyskretnej atmosferze.

    Sytuacja zmieniła się po końcowym gwizdku. Po wygranym przez Polaków spotkaniu 2:1 prezydent zszedł na murawę, gdzie miał okazję zamienić kilka słów z zawodnikami. To jednak był dopiero początek.

    Następnie Karol Nawrocki udał się do szatni drużyny prowadzonej przez selekcjonera Jana Urbana. Tam dołączył do świętujących piłkarzy, a atmosfera szybko stała się bardzo żywiołowa. Na opublikowanych nagraniach widać, jak prezydent inicjuje wspólne okrzyki, pytając głośno: „Kto wygrał mecz?!”, na co drużyna odpowiada w euforii.

    Zdjęcia z tego wieczoru pojawiły się również w mediach społecznościowych prezydenta. Widać na nich m.in. rozmowę z Mattym Cashem na murawie oraz powitanie z kapitanem reprezentacji, Robertem Lewandowskim, który zdobył pierwszą bramkę dla Polski w tym meczu.

    „Gramy dalej! Brawo Polacy” – napisał krótko Karol Nawrocki, podsumowując emocjonujący wieczór na PGE Narodowym.

  • A jednak, Nawrocki składa podpis pod tą ustawą. Kancelaria potwierdza

    A jednak, Nawrocki składa podpis pod tą ustawą. Kancelaria potwierdza

    Kancelaria Prezydenta RP oficjalnie potwierdziła, że Karol Nawrocki podjął ostateczną decyzję i podpisał nowelizację ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. To istotna wiadomość zwłaszcza dla czołowych polskich sportowców, takich jak Kacper Tomasiak, Paweł Wąsek czy Władimir Semirunnij, ponieważ dotyczy opodatkowania nagród za osiągnięcia olimpijskie. Jednocześnie oszacowano wpływ tej decyzji na finanse państwa.

    25 marca Kancelaria poinformowała, że dzień wcześniej prezydent podpisał siedem ustaw. Wśród nich znalazła się nowelizacja z 13 lutego 2026 roku dotycząca podatku dochodowego od osób fizycznych, która ma szczególne znaczenie dla uczestników zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 oraz przyszłych reprezentantów Polski na tej imprezie.

    Najważniejszą zmianą jest rozszerzenie zwolnienia podatkowego na nagrody rzeczowe przyznawane sportowcom. Dotychczas obejmowało ono jedynie nagrody pieniężne. Po wejściu w życie nowych przepisów z podatku zwolnione będą także nagrody rzeczowe otrzymywane od Polski Komitet Olimpijski, Polski Komitet Paralimpijski, Polski Związek Sportu Niesłyszących oraz Stowarzyszenie Olimpiady Specjalne Polska za wyniki osiągnięte odpowiednio na igrzyskach olimpijskich, paralimpijskich, igrzyskach głuchych i światowych igrzyskach Olimpiad Specjalnych.

    Nowe przepisy zaczną obowiązywać dzień po ich ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, jednak będą miały zastosowanie do dochodów uzyskanych już od 1 stycznia 2026 roku. W praktyce oznacza to, że obejmą również medalistów niedawnych igrzysk we Włoszech – w tym Tomasiaka, który zdobył trzy medale, oraz srebrnych medalistów Wąska i Semirunnija. Ich nagrody rzeczowe nie będą podlegały opodatkowaniu.

    W trakcie prac legislacyjnych w Senacie Jarosław Neneman oszacował, że rozszerzenie zwolnienia podatkowego oraz objęcie nim nowych grup sportowców, w tym finalistów Olimpiad Specjalnych, będzie kosztować budżet państwa około 400 tysięcy złotych.

    Nie wszyscy senatorowie byli zgodni co do zasadności tej zmiany. Kazimierz Kleina wyraził sceptycyzm, podkreślając, że co do zasady nie popiera wyjątków w systemie podatkowym, choć ostatecznie skłaniał się ku poparciu projektu. Z kolei Wiktor Durlak opowiedział się zdecydowanie za nowelizacją, argumentując, że dotyczy ona wyłącznie wybitnych sportowców reprezentujących kraj na arenie międzynarodowej. Podobne stanowisko zajął Artur Dunin, wskazując, że państwo powinno umożliwić medalistom cieszenie się nagrodami bez dodatkowych obciążeń.

    Warto jednak zaznaczyć, że nowe przepisy nie obejmują nagród otrzymywanych od sponsorów – w ich przypadku sportowcy nadal będą zobowiązani do zapłaty podatku dochodowego.

  • Nawrocki wszedł na trybuny. Niespodziewany scenariusz. Trzeci wariant

    Nawrocki wszedł na trybuny. Niespodziewany scenariusz. Trzeci wariant

    Na półfinałowym spotkaniu barażowym o awans na mistrzostwa świata 2026, w którym Polska zmierzyła się z Albanią, na trybunach PGE Narodowego pojawił się prezydent Karol Nawrocki. Głowa państwa zasiadła w loży VIP, gdzie towarzyszyli mu m.in. prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej Cezary Kulesza oraz jego syn Antoni. Obecność prezydenta wzbudzała spore zainteresowanie, zwłaszcza w kontekście niedawnych wydarzeń politycznych.

    W ostatnich miesiącach mecze reprezentacji Polski coraz częściej stawały się miejscem politycznych manifestacji. Kibice w większości wyrażali poparcie dla Karola Nawrockiego, jednocześnie kierując krytyczne hasła w stronę premiera Donalda Tuska. Głośnym echem odbiły się sceny z Kowna, gdzie podczas wizyty szefa rządu – siedzącego obok litewskiej premier Ingi Ruginiene – z trybun popłynęły wulgarne okrzyki i pojawiły się wymowne transparenty.

    W związku z tym pojawiały się pytania, jak tym razem zostanie przyjęty prezydent. Tym bardziej że w ostatnich dniach na stadionach pojawiały się banery krytykujące jego decyzję o zawetowaniu ustawy dotyczącej zmian w kodeksie postępowania karnego (druk sejmowy nr 1600). Projekt zakładał m.in. zakaz wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów, ograniczenie stosowania tymczasowego aresztu, zwiększenie roli sądów kosztem prokuratury, a także wzmocnienie prawa do obrony i ułatwienie dostępu do pomocy prawnej z urzędu.

    Można było się spodziewać, że reakcja kibiców będzie wyraźna – albo w formie wsparcia, albo krytyki. Tymczasem doszło do zaskakującej sytuacji. Na stadionie zapanowała cisza. Prezydent nie został oficjalnie powitany, a w trakcie meczu nie pojawiły się ani okrzyki pod jego adresem, ani transparenty. Brak reakcji utrzymał się zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie spotkania.

    Sam mecz zakończył się pomyślnie dla reprezentacji Polski, która pokonała Albanię 2:1 i zapewniła sobie awans do finału baraży, gdzie zmierzy się ze Szwecją o miejsce na mundialu.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Pogrom w meczu Gauff. 89 minut i koniec

    Na ten wynik czekała Świątek. Pogrom w meczu Gauff. 89 minut i koniec

    Iga Świątek od pewnego czasu nie uczestniczy już w rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Miami, jednak czwartkowe wydarzenia miały ogromne znaczenie dla jej pozycji w światowym rankingu. Coco Gauff stanęła przed szansą wyprzedzenia Polki, walcząc o miejsce w finale. Jej rywalką w półfinale była Karolína Muchová, z którą Amerykanka miała dotychczas perfekcyjny bilans 5-0. Spotkanie trwało zaledwie 89 minut i przyniosło jednoznaczne rozstrzygnięcie.

    Gauff dotarła do półfinału po serii wymagających, trzysetowych pojedynków. Pokonała kolejno Elisabetta Cocciaretto, Alycia Parks, Sorana Cîrstea oraz Belinda Bencic. W starciu ze Szwajcarką była nawet w trudnej sytuacji w decydującym secie, ale potrafiła odwrócić losy meczu, wygrywając cztery ostatnie gemy. Dzięki temu znalazła się o krok od przeskoczenia Iga Świątek w rankingu WTA, co oznaczałoby awans na podium i jednoczesny spadek Polki na czwarte miejsce.

    Choć dotychczasowe mecze z Muchovą zdecydowanie przemawiały na korzyść Gauff, Czeszka liczyła na przełamanie niekorzystnej passy. Początek spotkania dawał jej nadzieję – już w pierwszym gemie przełamała rywalkę. Szybko jednak inicjatywę przejęła Amerykanka, która zaczęła grać coraz pewniej i skuteczniej. Kluczowe okazały się niewykorzystane okazje Muchovej – mimo licznych break pointów nie potrafiła ich zamienić na przełamania.

    Z biegiem czasu przewaga Gauff rosła. Amerykanka dominowała zarówno w wymianach, jak i przy własnym serwisie, podczas gdy Muchová popełniała coraz więcej błędów. Pierwszy set zakończył się zdecydowanym wynikiem 6:1.

    Druga partia miała podobny przebieg. Gauff szybko objęła prowadzenie, przełamując rywalkę już na początku, a następnie kontrolowała wydarzenia na korcie. W pewnym momencie wygrała aż dziesięć gemów z rzędu, praktycznie odbierając Muchovej nadzieję na powrót do meczu. Choć Czeszka zdołała w końcu przerwać tę serię, było już za późno, by realnie zagrozić przeciwniczce.

    Ostatecznie Coco Gauff wygrała 6:1, 6:1, meldując się w finale turnieju w Miami i zapewniając sobie miejsce na podium rankingu WTA kosztem Iga Świątek. W decydującym starciu o tytuł zmierzy się z jedną z dwóch rywalek: Aryna Sabalenka lub Elena Rybakina.