• Koszmar Świątek trwa. Dokument WTA nie pozostawia złudzeń, to znów się wydarzyło

    Koszmar Świątek trwa. Dokument WTA nie pozostawia złudzeń, to znów się wydarzyło

    Iga Świątek wciąż mierzy się ze sporym kryzysem w początkowej fazie tegorocznych zmagań. Polka tym razem w Miami odpadła już po pierwszym meczu. Zaledwie kilka dni później ogłosiła natomiast zakończenie współpracy z Wimem Fissette’em. Nie jest to koniec niepokojących wieści dla kibiców mistrzyni Wimbledonu. W poniedziałkowy poranek naszego czasu oficjalnym dokumentem podzieliła się WTA. Kobieca organizacja potwierdziła ważną zmianę w rankingu.
    Iga Świątek w białej koszulce z rakietą, patrzy w górę na tle niebieskiej tablicy z napisem

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News

    Już sześć przegranych spotkań ma na koncie Iga Świątek w obecnie trwającym sezonie. Tak kiepskiego początku Raszynianka nie miała od wielu lat, co widoczne jest w rankingu WTA. Naszej rodaczce już na dobre uciekła prowadząca Aryna Sabalenka. Mało tego, 24-latka musi oglądać się za siebie, ponieważ w pogoń zabrały się pozostałe znane tenisistki. Podczas Indian Wells swego dopięła Jelena Rybakina, która wskoczyła na pozycję wiceliderki zestawienia.

    W Miami natomiast powody do radości miała Coco Gauff. Amerykanka wykonała plan minimum i znalazła się w decydującej fazie zmagań. To w połączeniu z odpadnięciem Igi Świątek już w drugiej rundzie spowodowało kolejną roszadę w klasyfikacji zawodniczek. Od kilkudziesięciu godzin widoczna była ona jedynie w rankingu na żywo. 30 marca na oficjalnej stronie WTA pojawiła się jednak oficjalna aktualizacja. Włodarze przygotowali między innymi dokument PDF.

    Iga Świątek już oficjalnie na czwartym miejscu w rankingu WTA. Czas na Stuttgart

    Reprezentantka USA wyprzedza triumfatorkę zeszłorocznego Wimbledonu o zaledwie piętnaście punktów. Spadek Igi Świątek to jednak obecnie najmniejsze zmartwienie sportsmenki. Ta zabrała się za poszukiwanie szkoleniowca po zakończeniu współpracy z Wimem Fissette’em. Drogi Belga oraz Polki rozeszły się w zeszłym tygodniu. Czara goryczy przelała się w Miami, gdy w drugiej rundzie 24-latka niespodziewanie uznała wyższość Magdy Linette.

    Kolejny cios dla kibiców z kraju nad Wisły przyszedł całkiem niedawno. Raszynianka zrezygnowała z kwietniowego występu w eliminacjach do finałów Billie Jean King Cup w Gliwicach. “Nie jest to dla mnie łatwe, bo granie w Polsce zawsze miało i ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i wiem, że wielu z Was czekało, żeby zobaczyć mnie na korcie” – napisała w mediach społecznościowych.

    Teraz trwa wielkie wyczekiwanie na zawody w Stuttgarcie. Dobry występ Igi Świątek pozwoliłby jej na powrót do czołowej trójki rankingu.

    Czołowa piątka rankingu WTA z notowania opublikowanego 30.03.2026:

    1. Aryna Sabalenka – 11 025 punktów

    2. Jelena Rybakina – 8 108

    3. Coco Gauff – 7 278

    4. Iga Świątek – 7 263

    5. Jessica Pegula – 6 243
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątekvia ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Tenis. Iga Świątek – wiceliderka rankingu WTA

    Tenis. Iga ŚwiątekKENA BETANCUR / AFPAFP
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News

    Alexander Zverev – Jannik Sinner. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Kamil Stoch wprost ws. religii, ogłosił to publicznie. Poruszenie w Polsce

    Kamil Stoch wprost ws. religii, ogłosił to publicznie. Poruszenie w Polsce

    Podczas pożegnalnego spotkania z kibicami w Planicy Kamil Stoch odniósł się do wartości, które są dla niego najważniejsze w życiu. Trzykrotny mistrz olimpijski nie unikał trudnych tematów i otwarcie opowiedział o swojej wierze w Boga. Jego słowa wywołały duże poruszenie – najpierw wśród obecnych na miejscu fanów, a później także w internecie.

    Jeszcze przed finałowym konkursem w Planicy kibice mogli spotkać się ze swoim idolem w Kranjskiej Gorze, gdzie zorganizowano tzw. Polski Dom. To właśnie tam Stoch odpowiadał na pytania zarówno fanów, jak i dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło życiowych priorytetów sportowca.

    – Przez całe życie zastanawiam się, co jest najważniejsze. Myślę, że na pierwszym miejscu zawsze jest Bóg. Niezależnie od tego, co się dzieje, On jest obecny – od nas zależy, czy Go przyjmiemy. Na drugim miejscu stawiam rodzinę i najbliższych. To relacje, o które trzeba dbać i zawsze znajdować dla nich czas – powiedział, czym wywołał entuzjastyczną reakcję publiczności.

    W dalszej części wypowiedzi podkreślił również znaczenie więzi z kibicami. Zaznaczył, że ogromnie ceni relację, którą wspólnie zbudowali przez lata, i docenia fakt, że fani potrafią pokonywać setki kilometrów, by go wspierać. Jak dodał, są to wartości bezcenne, których nie da się kupić.

    Szczere wyznanie Stocha odbiło się szerokim echem, zwłaszcza że padło na początku Wielkiego Tygodnia poprzedzającego Wielkanoc – najważniejsze święto w kalendarzu chrześcijańskim.

    W sieci szybko pojawiło się mnóstwo komentarzy. Kibice nie kryli uznania dla sportowca, podkreślając jego autentyczność, pokorę i jasno określony system wartości. Wielu z nich zwracało uwagę, że mimo ogromnych sukcesów pozostał osobą skromną i wierną swoim przekonaniom.

    Moment, w którym Stoch wypowiedział te słowa, został zarejestrowany przez dziennikarkę Interii Sport Natalia Kapustka. Nagranie szybko zaczęło krążyć w mediach społecznościowych, wzbudzając kolejne reakcje.

    Nie jest to pierwszy raz, gdy skoczek tak otwarcie mówi o swojej wierze. Już wcześniej przyznawał, że swoje sukcesy zawdzięcza Bogu i często dedykuje Mu swoje występy. Wspominał również, że przed zawodami modli się nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale także o zdrowie innych zawodników.

    O duchowości Stocha wypowiadał się w przeszłości także Edward Pleń, kapelan polskich olimpijczyków. Podkreślał on, że sportowiec mówi o wierze szczerze i zgodnie z tym, co nosi w sercu, a jego postawa jest naturalnym świadectwem życia opartego na wartościach religijnych.

  • Nieoczekiwany zwrot akcji: Zaplanowana akcja prezydenta Karola Nawrockiego

    Nieoczekiwany zwrot akcji: Zaplanowana akcja prezydenta Karola Nawrockiego

    Prezydent Karol Nawrocki pojawił się na meczu reprezentacji Polski, by z trybun kibicować “Biało-Czerwonym” w walce o awans na mundial. Po wszystkim, już po raz kolejny, wybrał się do szatni Roberta Lewandowskiego i spółki. Nagranie dokumentujące zachowanie trafiło do sieci. I się zaczęło. Ruszyła lawina komentarzy. Niektórzy postulują… objęcie prezydenta zakazem. Wybrzmiał też głos m.in. Marka Migalskiego.
    Karol Nawrocki i Cezary Kulesza, mecz Polska – Albania na Stadionie Narodowym w Warszawie

    Karol Nawrocki i Cezary Kulesza, mecz Polska – Albania na Stadionie Narodowym w WarszawiePIOTR KUCZA/FOTOPYKNewspix.pl

    Polska wygrała z Albanią w półfinale baraży o mundial 2026 (2:1), dzięki czemu we wtorek 31 marca zawalczy ze Szwecją o bilet na mistrzostwa świata. Zwycięstwo podopiecznych Jana Urbana prosto ze Stadionu Narodowego w Warszawie oklaskiwał m.in. Karol Nawrocki. Prezydent regularnie gości na piłkarskich meczach, zarówno Ekstraklasy, jak i kadry. Po spotkaniu, także swoim zwyczajem, pojawił się w szatni u Roberta Lewandowskiego i spółki. Zaintonował dobrze znaną kibicowską przyśpiewkę. Jego zachowanie zbiera wiele komentarzy.

    Prezydent Nawrocki wparował do szatni Polaków. I się zaczęło

    Po wrześniowym, wygranym 3:1 przez “Biało-Czerwonych”, meczu z Finlandią prezydent zagościł w szatni reprezentacji Polski, gdzie wygłosił krótkie przemówienie zakończone głośnym okrzykiem. “Kto wygrał mecz?!” – rozpoczął. “Polska!” – odpowiedzieli mu piłkarze i obecni na miejscu ludzie ze sztabu.

    Teraz historia się powtórzyła. Karol Nawrocki znów ryknął do zawodników z pytaniem o zwycięzcę pojedynku. A następnie, wspólnie z drużyną, dokończył doskonale znaną ze stadionów przyśpiewkę. Cały moment nagrano, a wideo udostępniono w sieci.

    I się zaczęło. Ruszyła lawina tysięcy komentarzy tworzących burzliwą dyskusję. Internauci są bowiem w ocenach podzieleni. Jednym imponuje zachowanie prezydenta. Nawiązują do faktu, że Karol Nawrocki przez 15 lat grał w Ex Siedlce Gdańsk i widać, że dobrze czuje się w piłkarskich klimatach.

    “Najlepsze w tym wszystkim jest to, że on jest w tym mega dobry. A mówię to jako były-harpagan-kapitan środkowy obrońca, do 4 ligi polskiej i 1 futsalu”, “Z takim gniazdowym nie byłoby pikniku na Narodowym”, “Charyzma i pewność siebie. Brawo”, “Dobrze jest. Brawo, panie prezydencie”, “Jest moc i charyzma”, “Wszedł jak do swoich i wykrzyczał tak, jak po każdym wygranym meczu” – opisują na platformie X.

    Drudzy apelują o oddzielenie sportu od polityki. Spekulują na temat domniemanego drugiego dna w zachowaniu prezydenta. “Polityk nie powiem grzać się w blasku sportowców”, “Ociepla swój wizerunek, otoczony błyskiem aparatów, aby odwrócić uwagę od istotnych spraw, które zawalił. Szkoda piłkarzy, którzy uczestniczą w tym cyrku”, “Wszędzie polityka, nie można spokojnie obejrzeć wydarzenia sportowego” – denerwują się.

    Są też głosy oburzenia podnoszące temat powtarzalności zachowania Nawrockiego. “Za pierwszym razem, jak Karol Nawrocki wszedł do szatni, to jeszcze było akceptowalne, ale teraz to się już robi słabe i żenujące. To jak taki wujek z wesela, który na siłę próbuję być zabawny, a reszta rodziny jest na tyle taktowana, że nie zwraca mu uwagi” “Robi sobie wygraną na zwycięstwie piłkarzy, już nie pierwszy raz”, “Tani chwyt marketingowy. Powtarzany staje się tandetny. (…) Zepsuł piłkarzom spontaniczną radość w szatni po wygranym meczu”, “Ale żenada. Politycy powinni mieć ustawowy zakaz wchodzenia do szatni. Zawsze chcą się podpiąć pod coś czego nie zrobili. Błazenada” – czytamy.

    Całą sytuację podsumował Marek Migalski, który dostrzegł dwugłos w ocenie ruchu prezydenta. “Prezydent drący się w piłkarskiej szatni upokarza mnie. Nie tak wyobrażam sobie zachowanie głowy państwa. Ale wiem, że miliony Polaków będą zachwycone tym obrazkiem. Takie czasy, taka populacja, taka polityka” – zaopiniował.

    Sami piłkarze o wizycie głowy państwa raczej nie wypowiadają się publicznie. Skupiają się na przygotowaniu do decydującego meczu ze Szwecją. W sobotę 28 marca odbędą trening na Stadionie Narodowym, a dzień później wylecą do Sztokholmu. Finał baraży rozpocznie się we wtorek 31 marca o godzinie 20.45.
    Grupa mężczyzn ubranych w garnitury i biało-czerwone szaliki z godłem Polski oraz napisami kibicowskimi śpiewa hymn lub doping na stadionie, stojąc za szklaną barierką.

    Karol Nawrocki, mecz Polska – Albania na Stadionie Narodowym w WarszawieJacek SzydlowskiAgencja FORUM
    mężczyzna w eleganckim płaszczu trzyma na ramionach biało-czerwony szalik z godłem Polski i napisem ‘Czerwoni’, stojąc wśród innych osób na tle stadionu

    Prezydent RP Karol Nawrocki na meczu Polska – AlbaniaPAP/Leszek SzymańskiPAP
    Grupa mężczyzn w eleganckich garniturach oraz stroju sportowym stoi na murawie stadionu, w centrum uwagi jest zawodnik w czerwonych spodenkach i sportowej kurtce otoczony przez rozmówców i kamerzystę, dominują żywe barwy czerwieni oraz atmosfera rozmów…

    Prezydent Karol Nawrocki gościł na meczu Polska – AlbaniaJAKUB PIASECKI / CYFRASPORTNewspix.pl

    Konferencja prasowa Jana Urbana po meczu Polska – Albani

  • Finał w Miami przerwany, później triumf turniejowej “2”. Sabalenka nie jest jedyna

    Finał w Miami przerwany, później triumf turniejowej “2”. Sabalenka nie jest jedyna

    Finał w Miami przerwany, później triumf turniejowej “2”. Sabalenka nie jest jedyna

    Aryna Sabalenka w sobotnim finale turnieju WTA 1000 w Miami pokonała Coco Gauff, czym przypieczętowała tzw. Sunshine Double, czyli tytuły wywalczone właśnie na Florydzie oraz w Indian Wells. Następnego dnia rozegrano z kolei decydujący mecz w turnieju singlowym mężczyzn, tutaj przed szansą na pójście w ślady Białorusinki stanął Jannik Sinner, czyli turniejowa “2”. Nie obyło się bez komplikacji, na początku drugiego seta spotkanie przerwano z powodu opadów deszczu.
    Jannik Sinner wykonuje uderzenie rakietą podczas meczu na jasno-niebieskim korcie w Miami

    Jannik Sinner w Miami przypieczętował Sunshine DoubleCarmen MandatoAFP

    Aryna Sabalenka w sobotę potwierdziła kapitalną formę i mimo problemów w drugim secie, zdołała ostatecznie pokonać Coco Gauff w finale turnieju WTA 1000 w Miami. Tym samym Białorusinka przypieczętowała Sunshine Duble, czyli triumf w dwóch następujących po sobie turniejach w Stanach Zjednoczonych – 15 marca zdobyła bowiem tytuł w Indian Wells, pokonując w decydującym starciu Jelenę Rybakinę.

    W niedzielę przed szansą pójścia w ślady tenisistki z Mińska i sięgnięcia po singlowy Sunshine Double stanął rozstawiony z “2” Jannik Sinner. Włoch bowiem w Indian Wells również był bezkonkurencyjny, a w Miami dotarł do finału.

    Kibice czekający na starcie wicelidera rankingu z pierwszą rakietą świata, czyli Carlosem Alcarazem, mogli czuć się zawiedzeni, ponieważ Hiszpan odpadł już na etapie trzeciej rundy. Sinner za to doskonale wywiązywał się z roli faworyta, bez straty seta dotarł do finału, pokonując po drodze m.in. Francesa Tiafoe i Alexandra Zvereva.

    ATP Miami. Przerwany finał z udziałem Jannika Sinnera

    Rywalem czterokrotnego mistrza wielkoszlemowego był Jiri Lehecka – 24-letni Czech, dla którego sam awans do finału był już ogromnym sukcesem, nigdy bowiem nie grał w finale turnieju rangi ATP Masters 1000.

    Mecz rozpoczął się przed godz. 23 czasu polskiego i szybko zaczął układać się po myśli Sinnera, Włoch bowiem przy drugiej okazji przełamał notowanego na 22. miejscu w rankingu rywala. Lehecka był bliski szybkiej odpowiedzi, w kolejnym gemie wypracował trzy break pointy, ale wicelider rankingu ostatecznie wyszedł z opresji. Przy stanie 5:3 zmarnował dwie piłki setowe, ale już przy własnym podaniu był bezbłędny, wygrał 6:4.

    Na początku drugiego seta stało się jasne, że na wyłonienie triumfatora turnieju jeszcze trochę poczekamy. Mecz przerwano bowiem z powodów opadów deszczu, ostatecznie po około 90 minutach spotkanie wznowiono. Lehecka ponownie znalazł się w opałach, już przy stanie 1:1 i 2:2 bronił break pointów, ale nie dał się przełamać. Skapitulował dopiero w dziewiątym gemie, wówczas Sinner znalazł się o krok od zwycięstwa. I szansę wykorzystał, ponownie przy własnym podaniu praktycznie nie dopuścił Czecha do głosu, pieczętując zwycięstwo w dwóch setach (6:4, 6:4).

    Tym samym Sinner, podobnie jak Sabalenka (a także duet Katerina Siniakova – Taylor Townsend), może poszczycić się w tym sezonie Sunshine Double. To zresztą pierwszy raz od 2017 roku i wyczynu Rogera Federera, kiedy tenisista wygrał singlowe zmagania w Indian Wells i Miami w tym samym sezonie.

    “To bardzo, bardzo wyjątkowy moment. Przyjazd tutaj i ponowne osiągnięcie tak dobrego wyniku po Indian Wells wiele dla mnie znaczy. Finały zawsze są bardzo różne i trudne do rozegrania. Nie było dziś łatwo, ale jestem bardzo szczęśliwy” – powiedział Włoch po zakończeniu finału.

    Czuję, że szczególnie w tym tygodniu serwowałem bardzo dobrze. Poza tym, kiedy jesteś trochę zmęczony fizycznie, kiedy masz kilka wolnych punktów, serwis bardzo ci pomaga. To na pewno. Czuję, że serwowałem lepiej niż w Indian Wells. Ale tak, ciężko pracowaliśmy, żeby znaleźć się w tym miejscu

    Na świetny serwis Sinnera zwrócił również uwagę Lehecka, który przypomniał sytuację z pierwszego seta, kiedy to miał szansę przełamać Włocha. “Czułem, że jeśli będzie grał więcej drugich serwisów, będę szansę na znalezienie rytmu i szansę, aby wywrzeć na niego presję tymi drugimi serwisami, ale myślę, że on czuł to samo i poprawił się. Od tego momentu było mi bardzo trudno wywierać na niego presję w jego gemach serwisowych” – przyznał.
    Jiri Lehecka

    Jiri LeheckaDAVID GRAY / AFPAFP
    Jiri Lehecka

    Jiri LeheckaANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Jannik Sinner

    Jannik SinnerMARCO BERTORELLO / AFPAFP

    Alexander Zverev – Jannik Sinner. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    W dniach 10-11 kwietnia reprezentacja Polski w Gliwicach zmierzy się z Ukrainą w kwalifikacjach Billie Jean King Cup. W ostatnią sobotę jasnym stało się, że tym razem kadrze nie pomoże Iga Świątek, której wyczekiwali wszyscy kibice “Biało-Czerwonych”. Jak się okazuje, decyzja sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej wpłynęła ponoć na poziom zainteresowania całym wydarzeniem. – No trudno, reprezentacja musi zejść na dalszy plan – komentuje Lech Sidor.
    Iga Świątek w stroju sportowym i białej czapce, z dłonią przy ustach, na rozmytym fioletowo-niebieskim tle.

    Iga ŚwiątekNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    W sobotę 28 marca Iga Świątek ogłosiła, że nie zagra w meczu reprezentacji Polski z Ukrainą, który za kilkanaście dni odbędzie się w Gliwicach. “Nie jest to dla mnie łatwe, bo granie w Polsce zawsze miało i ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i wiem, że wielu z Was czekało, żeby zobaczyć mnie na korcie. Ostatni czas jest dla mnie wymagający – zarówno sportowo, jak i pod względem zmian, które dzieją się wokół mnie. Czuję, że potrzebuję chwili, żeby się zatrzymać, poukładać pewne rzeczy, a także skupić się na spokojnej, jakościowej pracy. Mam nadzieję, że to rozumiecie” – przekazała w mediach społecznościowych.

    Oficjalny skład polskiej kadry na mecz w turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup został ogłoszony przez Polski Związek Tenisowy 12 marca. Znalazły się w nim Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa i Linda Klimovicova. Jednocześnie pojawiła się adnotacja o treści: “Nazwisko piątej tenisistki poznamy w późniejszym terminie”. Wszyscy mieli nadzieję, że ostatnią ze zgłoszonych zawodniczek będzie Świątek, ale tak się nie stało. Listę uzupełniła Martyna Kubka.

    Alexander Zverev – Jannik Sinner. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Ekspert skomentował decyzję Świątek. I zdradził kulisy

    Na ostateczną decyzję 24-latki z pewnością wpłynął kryzys, z którym zmaga się w ostatnich tygodniach. Po porażce z Linette w pierwszym meczu w Miami czwarta obecnie rakieta świata zakończyła współpracę z Wimem Fissettem. Do tej pory nie ogłosiła nazwiska nowego szkoleniowca.

    Nieobecność Igi Świątek na meczu z Ukrainką w PreZero Arena w Gliwicach skomentował Lech Sidor. Trener, komentator i ekspert rozpoczął od kwestii czysto sportowych. – Jesteśmy osłabieni, i to mocno. Magda Linette jako liderka… bez Magdaleny Fręch, bez Igi Świątek będzie problem, niestety. Ukraina przyjedzie na galowo, z Eliną Switoliną i Martą Kostiuk. Szanse naszej drużyny nie będą zbyt duże. Powiedziałem w jednym z programów, że bez Świątek tego meczu nie wygramy. Podtrzymuję swoje zdanie – powiedział w krótkim wideo, które ukazało się na profilu “Trzeci Serwis”.

    Następnie Sidor skupił się na samym wyborze Świątek, którego konsekwencją ma być zdecydowane obniżenie zainteresowania całym starciem. – Wybrała inną drogę przygotowań, jest na Majorce, pewnie dociera się z nowym trenerem. No trudno, reprezentacja musi zejść na dalszy plan – rzucił.

    – Na pewno tym dziewczynom, które szykowały się na mecz z udziałem Świątek, będzie bardzo przykro. Szkoda też kibiców. Była awantura z halą PreZero Arena, odwołano jakiś koncert, wszystko w diabły, psu na budę. Z tego co wiem, ludzie zwracają bilety albo starają się gdzieś je “opchnąć” w drugim obiegu, albo po prostu wyrzucą je do śmietnika – ujawnił ekspert, tłumacząc na koniec, że Polkom w starciu z silnymi Ukrainkami należy się wsparcie. Stawką meczu jest awans finałowego turnieju Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Chinach, we wrześniu.
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Tenisistka celebrująca zdobyty punkt na korcie, ubrana w biały top, czerwone spodenki i białą czapkę z daszkiem, w tle widoczna polska flaga oraz publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekSAEED KHAN/AFPEast News
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP

    “Czekamy na drugiego Lewandowskiego”. Co za słowa Hajty o Pietuszewskim.

  • Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Nieobecność Igi Świątek w meczu reprezentacji Polski z Ukrainą w kwalifikacjach Billie Jean King Cup wywołała spore poruszenie – zarówno w środowisku tenisowym, jak i wśród kibiców. Spotkanie zaplanowane na 10–11 kwietnia w Gliwicach miało być jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu dla „Biało-Czerwonych”, jednak decyzja liderki polskiego tenisa znacząco zmieniła jego odbiór.

    24-letnia Świątek poinformowała 28 marca, że nie wystąpi w tym spotkaniu. W swoim komunikacie podkreśliła, że była to dla niej trudna decyzja, zwłaszcza że gra przed własną publicznością zawsze miała dla niej szczególne znaczenie. Zaznaczyła jednak, że ostatnie tygodnie były dla niej bardzo wymagające – nie tylko pod względem sportowym, ale również w kontekście zmian zachodzących w jej sztabie. Przyznała, że potrzebuje chwili, by uporządkować pewne sprawy i skupić się na spokojnej pracy treningowej.

    Skład reprezentacji Polski został ogłoszony wcześniej, 12 marca, i znalazły się w nim: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa oraz Linda Klimovicova. Początkowo pozostawiono jedno wolne miejsce, które – jak wielu przypuszczało – miało przypaść właśnie Świątek. Ostatecznie jednak drużynę uzupełniła Martyna Kubka.

    Decyzja najlepszej polskiej tenisistki zbiegła się w czasie z jej sportowym kryzysem. Po niespodziewanej porażce z Magdą Linette w Miami Świątek zakończyła współpracę z trenerem Wimem Fissettem i do dziś nie ogłosiła nazwiska jego następcy. Wszystko wskazuje na to, że obecnie koncentruje się na odbudowie formy i pracy nad nowym etapem kariery.

    Brak Świątek w składzie mocno obniża szanse Polek – uważa Lech Sidor, trener i komentator tenisowy. Jego zdaniem drużyna jest wyraźnie osłabiona, szczególnie że nie wystąpi także Magdalena Fręch. W tej sytuacji rola liderki spadnie na Magdę Linette, jednak – jak podkreśla ekspert – rywalki przyjadą w najmocniejszym zestawieniu, z Eliną Switoliną i Martą Kostiuk na czele. Sidor nie ukrywa, że bez Świątek zwycięstwo Polski będzie bardzo trudne do osiągnięcia.

    Ekspert zwrócił również uwagę na pozasportowe skutki tej decyzji. Jego zdaniem brak największej gwiazdy znacząco wpłynął na zainteresowanie wydarzeniem. Pojawiły się informacje, że część kibiców zaczęła zwracać bilety lub odsprzedawać je na rynku wtórnym. Tym bardziej że wcześniej wokół organizacji meczu pojawiły się kontrowersje, m.in. związane z odwołaniem innego wydarzenia w hali PreZero Arena.

    Mimo rozczarowania Sidor podkreśla, że reprezentacja zasługuje na wsparcie. Przed Polkami trudne wyzwanie, ale stawka jest wysoka – awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który we wrześniu odbędzie się w Chinach.

  • Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    W nocy z 19 na 20 marca, gdy w Polsce większość kibiców spała, na kortach Florydy doszło do nieoczekiwanego rozstrzygnięcia. Iga Świątek po raz pierwszy od ponad czterech lat przegrała swój inauguracyjny mecz w turnieju. Co więcej, uległa rodaczce – Magda Linette. Wkrótce potem zawodniczka z Raszyna zdecydowała się zakończyć współpracę z trenerem Wim Fissette. Tymczasem dla Linette przygoda w Miami zakończyła się dwa dni później.

    Poznanianka planowała jednak szybko wrócić na kort – już w poniedziałek miała zmierzyć się z McCartney Kessler w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Charleston. Ostatecznie doszło jednak do niespodziewanego zwrotu wydarzeń.

    W spotkaniu drugiej rundy Miami Open Linette sensacyjnie pokonała Świątek. Choć pierwszą partię przegrała wyraźnie 1:6, w kolejnych dwóch setach odwróciła losy meczu i wyeliminowała wiceliderkę rankingu WTA. Ta porażka miała daleko idące konsekwencje – Świątek ogłosiła rozstanie z Fissette’em, rozpoczęła poszukiwania nowego szkoleniowca i zrezygnowała z występu w reprezentacji Polski przeciwko Ukrainie w Gliwicach.

    Linette z kolei odpadła w następnej rundzie, przegrywając z Alexandra Eala. W przeciwieństwie do Świątek planowała jeszcze jeden start przed powrotem do kraju – w turnieju WTA 500 w Charleston, rozgrywanym na zielonej mączce i z pulą nagród wynoszącą 2,3 miliona dolarów.

    Podczas losowania drabinki nazwisko Linette znalazło się wśród uczestniczek, jednak nie została rozstawiona – w odróżnieniu od Magdalena Fręch. Los nie był dla niej łaskawy, ponieważ trafiła na Kessler, zawodniczkę znajdującą się blisko niej w rankingu, ale wyjątkowo niewygodną. Obie tenisistki mierzyły się już dwukrotnie i za każdym razem górą była młodsza Amerykanka.

    Ostatecznie jednak Linette nie przystąpi do rywalizacji w Charleston. Już po losowaniu jej nazwisko zostało wykreślone z drabinki, a powodem okazała się choroba wirusowa. Jej miejsce zajmie jedna z zawodniczek z kwalifikacji, która zmierzy się z Kessler, a zwyciężczyni tego meczu trafi następnie na Janice Tjen.

    W tej sytuacji jedyną Polką w głównej części turnieju pozostaje Fręch, rozstawiona z numerem 11. Łodzianka rozpocznie rywalizację od drugiej rundy, gdzie zagra z Anna Bondar lub kwalifikantką. Co więcej, Fręch wystąpi także w deblu – właśnie w parze z Bondar.

    Warto dodać, że z udziału w turnieju w Charleston wcześniej wycofało się kilka znanych zawodniczek, w tym Amanda Anisimova, Jelena Ostapenko, Emma Navarro oraz Daria Kasatkina.

  • Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Iga Świątek wciąż nie ujawniła, kto zostanie jej nowym trenerem, a w mediach regularnie pojawiają się kolejne nazwiska potencjalnych kandydatów. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Iwański, który w rozmowie z PAP podkreślił, że czwarta rakieta świata nie musi koniecznie szukać szkoleniowca o głośnym nazwisku. Jego zdaniem kluczowe jest znalezienie osoby, która odnajdzie się w obecnym układzie jej sztabu i będzie potrafiła skutecznie współpracować z jego członkami.

    Po nieudanym występie w turnieju WTA 1000 w Miami Świątek zdecydowała się zakończyć współpracę z Wimem Fissettem i obecnie pozostaje bez trenera. Taka sytuacja nie potrwa jednak długo – można się spodziewać, że w najbliższym czasie Polka ogłosi nazwisko nowego szkoleniowca. Wśród najczęściej wymienianych kandydatów pojawiają się m.in. Dawid Celt oraz Francisco Roig.

    Bez względu na to, kto obejmie tę funkcję, będzie musiał nie tylko pomóc tenisistce wrócić do najwyższej formy, ale również dopasować się do jasno określonej struktury w jej zespole. Istotną rolę odgrywa w nim Daria Abramowicz, co wcześniej podkreślał ekspert tenisowy Adam Romer. Odnosząc się do kandydatury Roiga, zauważył, że doświadczony Hiszpan doskonale zdaje sobie sprawę z realiów, w jakich przyszłoby mu pracować.

    – Nie można odmówić Roigowi autorytetu, jest w tym środowisku od lat. Wie też, że w tym układzie kluczową postacią pozostaje Daria Abramowicz. Nie każdy trener byłby skłonny to zaakceptować, ale z drugiej strony praca z tak wybitną zawodniczką jak Świątek to ogromna szansa, więc takie warunki wpisuje się w koszty – zaznaczył Romer.

    W podobnym tonie wypowiedział się Tomasz Iwański. Były szkoleniowiec m.in. Nadii Pietrowej i Kamila Majchrzaka uważa, że najważniejsze nie jest nazwisko trenera, lecz jego zdolność do współpracy z otoczeniem zawodniczki. Chodzi zarówno o Darię Abramowicz, jak i pozostałych członków sztabu, w tym Macieja Ryszczuka.

    – Jeśli Iga nie planuje większych zmian w swoim zespole, potrzebuje kogoś, kto będzie potrafił się z nim porozumieć i uporządkować pewne elementy. W ostatnim czasie w jej grze pojawiło się sporo chaosu – ocenił Iwański.

    Szkoleniowiec zasugerował również, że proces poszukiwania nowego trenera rozpoczął się znacznie wcześniej, jeszcze przed zakończeniem współpracy z Fissettem.

    – Nie sądzę, by Iga zaczęła rozglądać się za trenerem dopiero w dniu rozstania z Wimem. Takie decyzje dojrzewają wcześniej. W cały proces zaangażowani są menedżerowie, ale też sami zawodnicy, którzy przez lata kariery budują sieć kontaktów – podsumował.

  • Jest oficjalne potwiedzenie. Świątek traci kolejną pozycję

    Jest oficjalne potwiedzenie. Świątek traci kolejną pozycję

    W poniedziałek ukazało się najnowsze notowanie rankingu WTA. Iga Świątek po raz drugi z rzędu spadła o jedno miejsce w światowym zestawieniu. Jak przedstawia się sytuacja jej oraz innych reprezentantek Polski?

    Po turnieju w Indian Wells Iga Świątek spadła z drugiego na trzecie miejsce. Po występie w Miami wypadła z podium. W poniedziałek WTA opublikowała najnowszy ranking, w którym Polka przesunęła się z trzeciej na czwartą lokatę. Stało się tak, ponieważ wyprzedziła ją Coco Gauff, która na Florydzie dotarła do finału.

    Świątek przegrała w Miami już w II rundzie, a jej pogromczynią okazała się Magda Linette. Nie powtórzyła tym samym zeszłorocznego ćwierćfinału i straciła kolejne punkty. W najnowszym notowaniu klasyfikacji WTA Gauff wyprzedza ją o zaledwie 15 punktów, ale to ona jest na najniższym stopniu podium.

    ZOBACZ WIDEO: “Dzięki, Kamil!”. Ludzie polskiego sportu oddają hołd Stochowi

    Na czele rankingu WTA pozostała Aryna Sabalenka. Białorusinka po raz drugi z rzędu wygrała Miami Open i tym samym obroniła 1000 punktów. W jej dorobku 11025 punktów. Na drugim miejscu umocniła się Kazaszka Jelena Rybakina, którą Sabalenka pokonała w czwartkowym półfinale.

    Amerykanka Jessica Pegula nie powtórzyła zeszłorocznego finału, ale pozostała piątą rakietą świata. Szósta jest jej rodaczka Amanda Anisimova. Na siódmą pozycję awansowała Ukrainka Elina Switolina, która wyprzedziła Włoszkę Jasmine Paolini. Top 10 zamykają dwie zdolne tenisistki, Kanadyjka Victoria Mboko i Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Magdalena Fręch bez powodzenia grała na Florydzie i dlatego spadła w rankingu z 37. na 38. pozycję. Z kolei Magda Linette po zwycięstwie nad Świątek odpadła w III rundzie. Ponieważ w zeszłym roku była w ćwierćfinale turnieju w Miami, zaliczyła spadek z 50. na 57. lokatę.

    Katarzyna Kawa przesunęła się ze 131. na 132. pozycję. Za jej plecami znalazła się Maja Chwalińska, która osunęła się w dół o pięć miejsc. Spadek zanotowała również Linda Klimovicova, która ostatnie dwa tygodnie spędziła w Słowenii. Polka jest aktualnie 154. rakietą świata.

    Liderką rankingu deblistek pozostała Belgijka Elise Mertens. Mistrzyniami Miami Open zostały Katerina Siniakova i Taylor Townsend. Czeszka utrzymała dzięki temu drugą pozycję, a Amerykanka awansowała na piątą. Trzecie miejsce zajmują Włoszki Sara Errani i Jasmine Paolini, które przegrały w niedzielnym finale. Najlepsza z Polek, Katarzyna Piter, awansowała na 69. lokatę.

    W tym tygodniu zostaną rozegrane dwa turnieje głównego cyklu. Tenisistki będą mogły rywalizować w Charleston (WTA 500) i Bogocie (WTA 250).

    Notowanie WTA w grze pojedynczej:
    1. Aryna Sabalenka 11025 pkt
    2. Jelena Rybakina (Kazachstan) 8108
    3. Coco Gauff (USA) 7278
    4. Iga Świątek (Polska) 7263
    5. Jessica Pegula (USA) 6243
    6. Amanda Anisimova (USA) 6180
    7. Elina Switolina (Ukraina) 3965
    8. Jasmine Paolini (Włochy) 3907
    9. Victoria Mboko (Kanada) 3531
    10. Mirra Andriejewa 3121
    11. Karolina Muchova (Czechy) 2993
    12. Belinda Bencić (Szwajcaria) 2983
    13. Jekaterina Aleksandrowa 2973
    14. Linda Noskova (Czechy) 2801
    15. Naomi Osaka (Japonia) 2324
    16. Iva Jović (USA) 2105
    17. Clara Tauson (Dania) 2040
    18. Madison Keys (USA) 2026
    19. Diana Sznaider 1953
    20. Elise Mertens (Belgia) 1936
    …
    38. Magdalena Fręch (Polska) 1348
    57. Magda Linette (Polska) 1059
    132. Katarzyna Kawa (Polska) 588
    133. Maja Chwalińska (Polska) 584
    154. Linda Klimovicova (Polska) 490
    283. Martyna Kubka (Polska) 236

  • Jedno zdanie wystarczyło. Tak Hiszpanie ocenili Pajor po El Clasico

    Jedno zdanie wystarczyło. Tak Hiszpanie ocenili Pajor po El Clasico

    FC Barcelona odniosła kolejne zwycięstwo nad Realem Madryt w tym sezonie. W niedzielny wieczór triumfowała 3:0, ale tym razem Ewa Pajor nie miała większego wpływu na wynik. Zaliczyła dość dyskretny występ, o czym piszą hiszpańskie media. Jedno zdanie wystarczyło, by podsumować jej postawę.
    Ewa Pajor
    X.com/screen

    FC Barcelona była faworytem do zwycięstwa z Realem Madryt. Obie drużyny mierzyły się kilka dni temu, w Lidze Mistrzyń, i górą były właśnie Katalonki – 6:2. Ba, dwa trafienia zdobyła Ewa Pajor. Tym razem na boisku od pierwszego gwizdka jej zabrakło. Weszła dopiero na 20 minut przed końcem, zmieniając Salmę Paralluelo. Wówczas Barcelona prowadziła 3:0 i takim też rezultatem zakończył się mecz.

    Zobacz wideo Czy to był ostatni mecz Lewandowskiego? Kosecki: On jest zawsze tam, gdzie Polska go potrzebuje. Jest nie do zastąpienia!
    Ewa Pajor niewidoczna. Hiszpanie chwalą rywalki

    Tym razem Pajor gola ani asysty zdobyć się nie udało. Nie miała też wielu sytuacji bramkowych, co wpłynęło na jej ocenę po meczu. Portal flashscore.pl wystawił jej “6,6” w 10-stopniowej skali, co było dość przeciętną notą. Nie miała jednak zbyt wiele czasu, by pokazać umiejętności strzeleckie. A jak oceniły ją hiszpańskie media?

    “Mundo Deportivo” napisało ledwie kilka słów w sprawie jej występu. “Skryta” – czytamy. “Jakim luksusem jest możliwość zatrzymania najlepszego strzelca w El Clasico” – dodali dziennikarze, podkreślając, że Real nie dał się rozpędzić Polce, która jest jednym z największych katów tego zespołu. Do niedzielnego wieczora to właśnie 29-latka dzierżyła miano najskuteczniejszej strzelczyni w historii kobiecych El Clasico, ex-aequo z Alexią Putellas. Miały po 13 trafień. W ostatnim meczu Hiszpanka trafiła jednak do siatki, zostając samodzielną liderką.

    Zobacz też: Hajto wprost o Pietuszewskim. “Nie mówię, żeby mu pomnik stawiać, ale…”.
    Niesamowite statystyki Barcelony

    Dzięki niedzielnemu zwycięstwu Katalonki umocniły się na prowadzeniu hiszpańskiej ligi. Mają aż 13 punktów więcej od Realu i tytuł jest praktycznie w ich rękach. Mogą go zgarnąć już w poniedziałek 6 kwietnia. Jak podają media, potrzebne do tego jest zwycięstwo z Levante Badalona i porażka bądź remis Realu z Madrid CFF. Wrażenie robi także bilans bramkowy – Barcelona straciła tylko sześć goli w lidze, a strzeliła aż… 106! 16 z tych trafień to zasługa naszej rodaczki.