• Roszada w rankingu za plecami Świątek. Taka sytuacja w Wielką Sobotę

    Roszada w rankingu za plecami Świątek. Taka sytuacja w Wielką Sobotę

    Turniej w Charleston oficjalnie zaczął poważną grę na mączce – gwiazdami w Karolinie Południowej miały być piąta i szósta rakieta świata: Jessica Pegula i Amanda Anisimova. Ta druga, już po losowaniu, wycofała się jednak z gry. A mimo tego do dziś zajmowała piąte miejsce w rankingu WTA “na żywo”, tuż za plecami Igi Świątek. To efekt tego, że Pegula broniła punktów za zeszłoroczny sukces. Dziś jednak sytuacja między nimi musiała się ostatecznie wyjaśnić. I wyjaśniła.

    W Wielką Sobotę wyjaśniło się, która zawodniczką będzie w kwietniu światową czwórką: Jessica Pegula czy Amanda AnisimovaRICH STORRY/Getty Images via AFP &CHARLY TRIBALLEAUAFP

    Turniej WTA 500 w Charleston rozpoczął “poważne” zmagania na mączce, choć to akurat zmagania nietypowe. Na zielonych kortach, do tego w USA. Bo jednak najważniejsze zmagania na tej nawierzchni odbywają się w Europie: w Linzu, Stuttgarcie, Madrycie, Rzymie, Strasuburgu. I wreszcie w Paryżu, w drugiej połowie maja. Tam zostanie rozdany drugi Wielki Szlem.

    W jakiej kolejności zawodniczki przystąpią do losowania drabinki WTA 1000 w Madrycie? To już będzie jasne za tydzień, po turnieju w Linzu. Niemniej w czołowej szóstce, a nawet ósemce – była tylko jedna niewiadoma. A dotyczyła tego, kto znajdzie się za plecami Igi Świątek. W ostatnim notowaniu była to Jessica Pegula – miała jednak tylko 63 punkty przewagi nad Amandą Anisimovą. Mistrzyni WTA 1000 z Dubaju broniła jednak w Charleston tytułu, tu zdobyła rok temu aż 500 punktów. A Amanda – “tylko” 185. I ta druga wycofała się z rywalizacji w Karolinie Południowej.

    Pegula mogła więc obronić swoją pozycję, ale warunek był jeden: awans do finału tego turnieju. Tymczasem od początku każdy mecz niemal przepychała.

    WTA Charleston. Jessica Pegula kontra Iva Jovic. Stawką finał turnieju 500

    W każdym z trzech pierwszych spotkań Pegula przegrywała pierwsze sety. A później odwracała losy spotkań, choć nie bez kłopotów. Decydowało jej doświadczenie i umiejętność rozgrywania takich właśnie końcówek. Julię Putincewą pokonała po ponad trzygodzinnym boju, Elisabettę Cocciaretto i Dianę Sznajder – po ponad dwugodzinnych.
    Młoda kobieta w sportowym stroju i białej czapce z daszkiem unosi ręce, wygląda na skoncentrowaną; na tle widoczne rozmyte logo turnieju tenisowego.

    Iva JovićUlises RuizAFP

    Dziś zmierzyła się z młodszą o 14 lat Ivą Jovic – wielką nadzieją amerykańskiego tenisa. Zawodniczką, która już jest 16. w rankingu, mimo młodego wieku. I wygląda na to, że potrafi mniej emocjonalnie podchodzić do gry od nieco starszej Mirry Andriejewej.

    Dziś Jovic prowadziła już 3:0, zanosiło się na to, że Pegula znów przegra seta otwarcia. A na dodatek mogła czuć się sfrustrowana po tym, jak nie wykorzystała siedmiu break pointów w jednym gemie. Zdołała jednak odrobić straty, później przełamała Jovic na 5:4. Młodsza z Amerykanek zaczęła ryzykować, w końcówce nie dało to jej jednak dobrych rezultatów. Przegrała tę partię 4:6.
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym, skoncentrowana i lekko spocona, z białą czapką z daszkiem i spiętymi włosami, na tle rozmytego stadionu.

    Jessica Pegula rywalizowała o awans do ćwierćfinału WTA 1000 w Indian WellsClive BrunskillAFP

    Później Iva zaczęła jednak fantastycznie serwować, w sześciu swoich gemach w drugiej partii oddała Peguli tylko trzy punkty. Jessica też jednak dobrze wprowadzała piłkę do gry, pewnie wygrywała swoje gemy. Aż do tego dwunastego, który miał decydować o tie-breaku. Przegrała trzy akcje, zrobiło się 0-40. Dwa pierwsze break pointy obroniła, trzeciego – już nie. I przegrała 5:7.

    W trzecim secie Jovic prowadziła już 2:0, a później Pegula zrobiła znów to, co wcześniej w tym tygodniu. Wygrała cztery kolejne gemy – i już kontrolowała sytuację. Wygrała to spotkanie 6:4, 5:7, 6:3.

    A to zaś oznacza, że w najbliższym notowaniu listy WTA Pegula na pewno będzie piąta – dziś ma przewagę 73 punktów nad Anisimovą. Aby zachować ją na kolejne dwa tygodnie, musi jednak wygrać cały turniej w Charleston. Jej odpadnie bowiem zdobycz (108 pkt) za zeszłoroczny ćwierćfinał Porsche Open w Stuttgarcie – obie z Anisimovą nie zgłosiły się do tegorocznej rywalizacji.
    Zawodniczka wykonująca dynamiczny serwis podczas meczu tenisowego, skupiona twarz, napięta sylwetka i wyraźnie widoczna rakieta tenisowa, kontrastujące z niebieskim tłem kortu.

    Jessica PegulaKena BetancurAFP
    Zawodniczka tenisa w fioletowej sukience sportowej skupiona w trakcie meczu na korcie tenisowym, z rakietą w dłoniach i gotowością do odbioru piłki

    Amanda AnisimovaMinas PanagiotakisAFP

    Igrzyska 2040 w Polsce? “To marzenie, ale realne”.

  • Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc

    Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc

    Rywalizacja na kortach twardych zamknęła pierwszą część sezonu 2026 w kobiecym tenisie, a turnieje w Charleston i Bogocie zainaugurowały kolejną fazę zmagań – tym razem na nawierzchni ziemnej. Choć najważniejsze imprezy dopiero nadejdą w Europie, już teraz nie brakuje ciekawych historii. Jedną z nich napisała w USA Magdalena Fręch, która osiągnęła życiowy sukces – choć nie w tej konkurencji, w której się tego spodziewano.

    Gdyby nie występ pod koniec lutego w Meridzie, bilans Fręch na kortach twardych wyglądałby bardzo skromnie. Zawodniczka z Łodzi nie mogła złapać rytmu w Australii – w Brisbane, Hobart i Melbourne wygrywała po jednym meczu. W Hobart na drodze do lepszego wyniku stanęła kontuzja, która zmusiła ją do wycofania się z meczu przeciwko Emmie Raducanu.

    Na turniejach na Bliskim Wschodzie Polka odpadała w finałach kwalifikacji, choć kilkukrotnie dostawała się do głównych drabinek jako szczęśliwa przegrana. Tam udało jej się wygrać jedno spotkanie – z Ludmiłą Samsonową. Przełom przyszedł dopiero w Meksyku, gdzie w turnieju rangi WTA 500 w Meridzie Fręch dotarła aż do finału. Choć obsada nie była najmocniejsza, Polka wykorzystała swoją szansę, ulegając dopiero w decydującym meczu Cristinie Bucsie 1:6, 6:4, 4:6. Ten wynik pozwolił jej wrócić do czołowej czterdziestki rankingu WTA i dał nadzieję na rozstawienie w Australian Open.

    Niestety, kolejne turnieje – w Indian Wells i Miami – przyniosły rozczarowanie, bo Fręch odpadała już w pierwszych rundach. Również start na zielonej mączce w Charleston nie przyniósł przełomu w singlu – Polka przegrała swój pierwszy mecz z Anną Bondar. Mimo to wyjedzie z Karoliny Południowej z poczuciem dużego sukcesu.

    Stało się tak za sprawą rywalizacji deblowej, w której Fręch połączyła siły właśnie z Bondar – tą samą zawodniczką, która wcześniej ją pokonała w singlu. To było dość nieoczekiwane posunięcie, bo 28-latka rzadko gra w deblu, skupiając się głównie na singlu. W poprzednim sezonie zdecydowała się na taki krok tylko podczas US Open, gdzie w parze z Anną Blinkową wygrała jedno spotkanie. To wystarczyło jednak, by zaistnieć w rankingu deblowym WTA, w którym przed Charleston zajmowała dopiero 535. miejsce.

    Dzięki pozycji w rankingu singlowym Polka mogła jednak wystąpić w głównej drabince debla w Charleston – i w pełni to wykorzystała. Wspólnie z Węgierką wygrały już trzy mecze, eliminując uznane pary deblowe. Co ciekawe, w żadnym z tych spotkań nie były faworytkami, a w pierwszym pojedynku musiały nawet bronić piłki meczowej.

    W niedzielę o godzinie 17 czasu polskiego Fręch i Bondar staną przed szansą zdobycia tytułu. Dla Polki byłoby to pierwsze zwycięstwo w deblu w głównym cyklu WTA – dotąd triumfowała jedynie w turniejach ITF. Bondar ma na swoim koncie dwa tytuły, ale niższej rangi. Ich rywalkami w finale będą Caty McNally i Desirae Krawczyk.

    Niezależnie od wyniku finału, Magdalena Fręch już może mówić o ogromnym sukcesie. Dzięki zdobytym 325 punktom za awans do finału zanotowała skok o około 360 miejsc w rankingu deblowym WTA. W zestawieniu „na żywo” zajmuje obecnie 175. pozycję, co oznacza, że jest o krok od swojego najlepszego wyniku w karierze, osiągniętego w sierpniu 2022 roku.

    A to jeszcze nie koniec. Jeśli Polka i jej partnerka wygrają finał, Fręch może zyskać dodatkowe 175 punktów, co przełożyłoby się na kolejny awans – tym razem w okolice 128. miejsca w rankingu. Wyżej od niej plasowałyby się już tylko trzy Polki: Katarzyna Piter, Magda Linette oraz Weronika Falkowska.

  • Collins nie daje o sobie zapomnieć. Zwróciła się do Świątek. “Przerażające”

    Collins nie daje o sobie zapomnieć. Zwróciła się do Świątek. “Przerażające”

    W czwartek Iga Świątek ogłosiła, że jej nowym trenerem został doświadczony Francisco Roig. Informacja ta błyskawicznie obiegła światowe media oraz tenisowych ekspertów. W taką rolę ostatnio wciela się Danielle Collins, która regularnie zasiada w studiu Tennis Channel. Amerykańska tenisistka skomentowała treningi Polki z Roigem i Rafaelem Nadalem w Hiszpanii oraz… złożyła jej ciekawą propozycję.
    Iga Świątek w białym stroju z uniesioną ręką i Danielle Collins w granatowym na tle kortu tenisowego.

    Iga Świątek i Danielle CollinsMINAS PANAGIOTAKIS / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFP / IMAGO/NEWSPIX.PLAFP

    Po nieudanym początku sezonu, na który złożyły się porażki m.in. z Marią Sakkari, Eliną Switoliną i Magdą Linette, Iga Świątek rozstała się z Wimem Fissette’m. Belg był jej trenerem przez niespełna 18 miesięcy. W ostatnich tygodniach czekaliśmy, jaki szkoleniowiec dołączy do sztabu Polki.

    Wybór padł na Francisco Roiga. To 58-letni Hiszpan, który przez kilkanaście lat pełnił ważną funkcję w sztabie Rafaela Nadala. Teraz Świątek przebywa na Majorce w akademii legendarnego tenisisty, gdzie pod okiem obu wymienionych panów przygotowuje się do kolejnych turniejów. Co ciekawe, sam Nadal czynnie bierze udział w sesjach, skupiając się na poprawie techniki uderzeń naszej zawodniczki. Relacje można śledzić w mediach społecznościowych.

    Tomasz Tomaszewski: Iga jest nieszczęśliwa, niezadowolona i sfrustrowana. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

    Świątek pokazała trening z Nadalem. Collins nie mogła milczeć. Apel do Polki

    Wątek współpracy czwartej rakiety świata z nowym szkoleniowcem został poruszony w jednym z ostatnich programów na Tennis Channel. Obecnie jako ekspertka pracuje tam Danielle Collins, która nadal nie doszła do pełnego zdrowia do kontuzji.

    Na początku prowadzący omówili cały kontekst współpracy Igi Świątek z Francisco Roigem i Rafaelem Nadalem, podkreślając że hiszpańska legenda jest idolem Polki. Wtedy Collins została zapytana, z którym ze swoich idoli chciałaby nawiązać współpracę w idealnym świecie.

    W odpowiedzi Amerykanka… zwróciła się do młodszej koleżanki z touru. – Nadal na pewno byłby wysoko. Kto wie, może Iga mnie zaprosi do Hiszpanii. Możemy zrobić taki mały blok treningowy razem, to byłoby naprawdę zabawne – powiedziała dosyć życzliwie, wybierając przy okazji Jimmy’ego Connorsa na swojego “wymarzonego trenera”.

    Przypomnijmy, na przestrzeni niemal dwóch lat relacje na linii Świątek – Collins były dosyć chłodne. Wszystko przez kaprysy 32-latki, która rozpoczęła i często zaostrzała konflikt.

    Tym razem wypowiadała się nt. naszej reprezentantki w bardzo ciepłych słowach. – Myślę, że kiedy miałaś sukces, który Iga już osiągnęła, zwłaszcza w młodym wieku, to jedyna osoba, z którą możesz pracować w tej chwili (o treningach z Nadalem w Hiszpanii – red.) To osoba, która była na najwyższym, zdecydowanie najwyższym poziomie, i ty też byłaś na tym poziomie. Więc to może być przerażające dla każdej zawodniczki z toru, jak będzie prezentowała się Iga Świątek z nowym trenerem – zapowiada Amerykanka.

    Na koniec Collins zaznaczyła, że sama obecność Świątek na słonecznej Majorce może wpłynąć na grę i samopoczucie Polki. – Czasami czujesz się lepiej po kilku tygodniach w Hiszpanii. Zwłaszcza, jeśli możesz pójść na plażę i zjeść margaritę – podsumowała.
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce z rakietą w ręku, patrząca do góry z wyrazem zdziwienia lub rozczarowania na twarzy, na tle niebieskiej tablicy z napisem.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News
    Tenisistka w białym stroju i czapce odbija piłkę rakietą podczas meczu tenisowego, skupiona na precyzji uderzenia.

    Danielle CollinsDaisuke Urakami / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Igrzyska 2040 w Polsce? “To marzenie, ale realne”.

  • Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc

    Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc

    Wielki sukces Fręch, zaskakujący efekt. WTA oznajmia. Ponad 350 miejsc

    Rywalizacja na kortach twardych zakończyła pierwszą część sezonu 2026 w kobiecym tenisie, zmagania w Charleston i Bogocie otworzyły tę drugą. Na mączce, choć te najważniejsze turnieje odbędą się w Europie. W USA do rywalizacji przystąpiła Magdalena Fręch – i dość niespodziewanie odniosła życiowy sukces. Ale nie w tej rywalizacji, w której wszyscy się tego spodziewali. Oto efekt.

    Magdalena FręchPatrick HAMILTONAFP

    Gdyby nie jeden turniej, pod koniec lutego w Meridzie, dorobek Magdaleny Fręch na kortach twardych byłby bardzo kiepski. Łodziance nie szło w Australii – w Brisbane, Hobart i Melbourne wygrała tylko po jednym meczu, choć na Tasmanii w większym sukcesie przeszkodziła kontuzja. Musiała wycofać się ze starcia z Emmą Raducanu.

    Na Bliskim Wschodzie przegrywała w finałach kwalifikacji, ale dostawała się do głównych drabinek jako szczęśliwa przegrana. W nich wygrała jeden mecz, z Ludmiłą Samsonową. A później przyszedł znakomity występ w WTA 500 w Meridzie, choć akurat zmagania w Meksyku miały znów stosunkowo słabą obsadę. Łodzianka dotarła jednak do finału, przegrała go 1:6, 6:4, 4:6 z Cristiną Bucsą. To pozwoliło wrócić do TOP 40 rankingu WTA. I dało perspektywę walki o rozstawienie w Australian Open.

    W Indian Wells i Miami znów było jednak kiepsko (przegrane mecze w pierwszej rundzie), przełomu nie przyniosła rywalizacja na zielonej glinie w Charleston. Fręch przegrała pierwsze spotkanie z Anną Bondar. A jednak wyjeżdżając z Karoliny Południowej będzie mogła czuć się spełniona. Wszystko za sprawą wspólnych występów z Węgierką, która… wcześniej ją ograła.

    Magdalena Fręch z olbrzymim awansem w rankingu WTA po sukcesie w Charleston

    Fręch i Bondar przystąpiły bowiem do rywalizacji deblowej – i to była spora niespodzianka. 28-latka rzadko decyduje się na debla, swoją karierę ukierunkowała na grę pojedynczą. W zeszłym sezonie podobny krok wykonała tylko podczas US Open – wspólnie z Anną Blinkową wygrały jedno spotkanie. Pozwoliło ono jednak Polce zaistnieć w deblowym rankingu WTA – teraz była w nim na 535. pozycji. Dlaczego więc w tak wysoko notowanym turnieju jak Charleston Open mogła znaleźć się w głównej drabince? Bo może wykorzystać ten singlowy.
    Magdalena Fręch zanotowała kolejny awans w rankingu WTA

    Magdalena FręchUlises Ruiz / AFPAFP

    W tym turnieju Polka i Węgierka wygrały już trzy spotkania, choć w pierwszym z nich broniły piłki meczowej. Wyeliminowały w każdym ze spotkań świetne deblistki, w żadnym nie były faworytkami. W niedzielę o godz. 17 polskiego czasu Magdalena powalczy o swój pierwszy tytuł w grze podwójnej w głównym cyklu WTA, wcześniej wygrywała tylko zmagania w ITF. Bondar ma dwa tytuły w dorobku, ale rangi 250. To dla niej też szansa na życiowy sukces. Rywalkami będą: Catty McNally i Desirae Krawczyk.

    Bez względu jednak na wynik tego starcia Fręch stanie się bohaterką deblowego notowania WTA. Łodzianka, dzięki 325 punktom za miejsce w finale, już awansowała o 360 pozycji. I w klasyfikacji “na żywo” jest teraz 175. To zaledwie o jedną pozycję niżej od jej rekordowego notowania z sierpnia 2022 roku.
    dwie tenisistki w jasnych strojach sportowych obejmują się na korcie po zwycięskim meczu, w tle widoczna siatka oraz fragment rankingu WTA z nazwiskami, flagami państw, zdobytymi punktami i awansem w klasyfikacji

    Tak wygląda ranking WTA “na żywo” przed finałem w Charleston. Magdalena Fręch awansowała już o 360 pozycjiMatthew Stockman/Getty ImagesAFP

    A przecież finał dopiero przed polsko-węgierską parą. W niedzielę Fręch i Bondar mogą zyskać jeszcze 175 punktów. Reprezentantce Polski dałyby one awans o kolejnych blisko 50 miejsc. W poniedziałek znalazłaby się na 128. miejscu w deblowym rankingu WTA. Wyżej są tylko trzy Polki: Katarzyna Piter (będzie 61.), Magda Linette (będzie 119. lub 120.) oraz Weronika Falkowska (124-125).
    Zawodniczka tenisa ubrana w sportową odzież z opaską Reebok i czarnym podkoszulkiem, trzymająca rakietę podczas meczu na kortach tenisowych, wyraz twarzy sugeruje skupienie i zmęczenie.

    Magdalena FręchIzhar KHAN / AFPAFP

    Magdalena Fręch vs. Beatriz Haddad Maia. SKRÓT.

  • “Stan Wyjątkowy”. Nawrocki mebluje Trybunał. Morawiecki spiskuje. Tusk ma oko na Kosiniaka

    “Stan Wyjątkowy”. Nawrocki mebluje Trybunał. Morawiecki spiskuje. Tusk ma oko na Kosiniaka

    “Stan Wyjątkowy”. Nawrocki mebluje Trybunał. Morawiecki spiskuje. Tusk ma oko na Kosiniaka

    Posłuchaj najnowszego odcinka podcastu

    Gdybyśmy tydzień temu dowiedzieli się, że prezydent Karol Nawrocki przyjmie ślubowanie od świeżo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to bylibyśmy wstrząśnięci i zmieszani jednocześnie. No bo przecież nie jest tajemnicą, że Pałac Prezydencki do spółki z Prawem i Sprawiedliwością od tygodni szukali pretekstu, żeby zablokować wejście do sądu konstytucyjnego nominatów obecnej większości sejmowej. Ba, pisowcy zdecydowali się na ruch tak kuriozalny, że aż moglibyśmy powiedzieć o nim “zabawny”, gdyby sprawa nie dotyczyła rzeczy śmiertelnie poważnej.
    Fikołki Nawrockiego

    Złożyli oni mianowicie skargę do TK na… własną ustawę sprzed dekady, która m.in. wskazywała, że to Regulamin Sejmu zawiera instrukcję wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

  • Nowy trener Świątek podsumowany. Kilka szczerych słów. Oto werdykt

    Nowy trener Świątek podsumowany. Kilka szczerych słów. Oto werdykt

    Dwa dni temu Iga Świątek ogłosiła, że jej trenerem został Francisco Roig. To Hiszpan zajął miejsce Wima Fissette’a. Czy pod wodzą nowego szkoleniowca Polka powróci do swojej najlepszej wersji? – Za sukcesem tenisisty nie stoi trener. Za sukcesem tenisisty stoi sam tenisista – mówi Karol Stopa w podcascie “Trzeci Serwis”.
    Francisco Roig w niebieskiej koszulce polo i czapce z napisem ‘CASA LOTOS’, siedzi z ręką opartą o twarz.

    Francisco RoigMatthew StockmanAFP

    Po zakończeniu współpracy z Wimem Fissette’m całe tenisowe środowisko czekało, kto zostanie nowym trenerem Igi Świątek. Ostatecznie padło na Francisco Roiga. Hiszpan przez wiele lat był członkiem sztabu Rafaela Nadala, jednego z najlepszych tenisistów w historii.

    “Roig zwracał Nadalowi uwagę na detale, które jego zdaniem powinien poprawić. W środowisku tenisowym przyjęło się mówić, że bez Roiga w zespole prawdopodobnie Rafa w drugim etapie swojej kariery nie stałbym się zawodnikiem zdecydowanie bardziej ofensywnym, niż na jej początku” – analizował ostatnio Rafał Sierhej z Interii Sport.

    Tomasz Tomaszewski: Rola Roiga w sztabie Świątek będzie ograniczona. Są jeszcze Abramowicz i RyszczukPolsat Sport

    Zobaczył, kogo zatrudniła Świątek. Szczerzej się nie dało. “Mówimy o kimś”

    Od razu po ogłoszeniu nazwiska nowego szkoleniowca tenisowi eksperci ruszyli do komentarzy. Jednego z nich w podcascie “Trzeci Serwis” Lecha Sidora udzielił Karol Stopa. Doświadczony znawca i komentator uważa, że z teoretycznego punktu widzenia Roig powinien być dobrym wyborem dla Raszynianki.

    – W przypadku Roiga – w moim rozumieniu – mówimy o kimś, kto z bardzo dużym prawdopodobieństwem do gry Igi Świątek będzie pasował – powiedział. – Dlaczego? No bo Iga to jest kopia Rafy Nadala. Jeżeli ten facet spędził 17 lat, patrząc na Nadala, to kto może to zrobić? Jeżeli problemy Igi Świątek sprowadzają się do techniki uderzeń. Ja mam co do tego sporo wątpliwości, ale nie będę teraz tego wyciągał. Poczekajmy, jak to będzie wyglądało – dodał.

    Następnie ekspert rozwodził się nad technicznymi aspektami gry czwartej obecnie rakiety świata. – Technika gry Igi jest nie tylko podobna do Rafy, ale jest również techniką bardzo trudną (…) Za sukcesem tenisisty nie stoi trener. Za sukcesem tenisisty stoi sam tenisista – tłumaczył Stopa, zwracając uwagę na to, w jaki sposób dany zawodnik potrafi zaadaptować się do pomysłu swojego szkoleniowca.
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątekvia ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News
    Iga Świątek i jej nowy trener Wim Fissette

    Iga Świątek i jej nowy trener Wim FissetteAFP

    Igrzyska 2040 w Polsce? “To marzenie, ale realne”.

  • Sensacyjna porażka Realu, ale co zrobiła Barcelona. Lewandowski na pomoc z ławki

    Sensacyjna porażka Realu, ale co zrobiła Barcelona. Lewandowski na pomoc z ławki

    FC Barcelona znakomicie wykorzystała potknięcie największego rywala i wykonała ważny krok w kierunku mistrzostwa Hiszpanii. Po przerwie reprezentacyjnej „Blaugrana” stanęła przed trudnym wyzwaniem – wyjazdowym starciem z Atletico Madryt. Sytuacja w tabeli ułożyła się jednak dla niej idealnie, bo Real Madryt niespodziewanie przegrał na Majorce. Dzięki temu zwycięstwo w 30. kolejce La Liga mogło znacząco powiększyć przewagę nad „Królewskimi”. Tak też się stało – Barcelona wygrała w Madrycie 2:1, a decydującego gola w 87. minucie zdobył Robert Lewandowski.

    Jeszcze przed marcową przerwą drużyna z Katalonii rozegrała niezwykle wymagający mecz z Rayo Vallecano na Camp Nou, który wygrała skromnie 1:0, w dużej mierze dzięki świetnej postawie Joana Garcii. W tym samym czasie Real Madryt rzutem na taśmę triumfował w derbach, co oznaczało utrzymanie czteropunktowej przewagi Barcelony w tabeli.

    Wydawało się, że jej powiększenie w kolejnej serii spotkań będzie trudne – Real grał na wyjeździe z Majorką, a Barcelonę czekał hit z Atletico. Los jednak sprzyjał liderowi – porażka „Królewskich” otworzyła przed nim wielką szansę.

    Spotkanie w Madrycie od początku było dynamiczne. Pierwszą groźną akcję przeprowadził Antoine Griezmann, który w 10. minucie minął dwóch obrońców, lecz zamiast strzelać, podał wprost do bramkarza Barcelony. Chwilę później odpowiedzieli goście, ale Fermin Lopez nie wykorzystał dobrej okazji.

    Z czasem przewagę zaczęli zdobywać gospodarze i udokumentowali ją w 39. minucie. Po znakomitym podaniu Clementa Lengleta piłkę do siatki skierował Simeone. Radość Atletico nie trwała jednak długo – już trzy minuty później duet Marcus Rashford – Dani Olmo rozmontował defensywę rywali, a Anglik doprowadził do wyrównania.

    Końcówka pierwszej połowy była bardzo nerwowa. W doliczonym czasie gry doszło do przepychanek, a arbiter ukarał zawodników trzema żółtymi kartkami. Chwilę później Atletico znalazło się w jeszcze trudniejszej sytuacji – Nico Gonzalez brutalnie sfaulował rywala i po analizie VAR zobaczył czerwoną kartkę. Do przerwy był remis 1:1, ale gospodarze grali w osłabieniu.

    Druga połowa rozpoczęła się od kolejnej kontrowersji. Gerrard Martin z Barcelony ostro zaatakował przeciwnika, a sędzia początkowo pokazał mu czerwoną kartkę. Po interwencji VAR zmienił jednak decyzję na żółtą, co wywołało ogromne oburzenie kibiców na stadionie.

    Barcelona stopniowo przejmowała kontrolę nad meczem, choć długo nie potrafiła tego wykorzystać. Swoje okazje zmarnowali m.in. Lamine Yamal i Ferran Torres. W końcu trener zdecydował się wprowadzić Roberta Lewandowskiego, co okazało się kluczowym ruchem.

    Na kilka minut przed końcem Atletico nie zdołało skutecznie wybić piłki z własnego pola karnego. Joao Cancelo oddał strzał, który bramkarz odbił niefortunnie wprost pod nogi Lewandowskiego. Polski napastnik zachował zimną krew i zdobył zwycięską bramkę.

    Dzięki temu triumfowi Barcelona zwiększyła przewagę nad Realem Madryt do siedmiu punktów i może ze znacznie większym spokojem patrzeć na kolejne tygodnie rywalizacji w La Liga.

  • Collins nie daje o sobie zapomnieć. Zwróciła się do Świątek. “Przerażające”

    Collins nie daje o sobie zapomnieć. Zwróciła się do Świątek. “Przerażające”

    W czwartek Iga Świątek ogłosiła rozpoczęcie współpracy z nowym trenerem – doświadczonym Hiszpanem Francisco Roig. Wiadomość błyskawicznie obiegła świat tenisowy i wywołała szerokie komentarze ekspertów. Jedną z osób, które zabrały głos w tej sprawie, była Danielle Collins, obecnie pełniąca rolę komentatorki w Tennis Channel.

    Decyzja o zmianie szkoleniowca była następstwem niezbyt udanego początku sezonu w wykonaniu Świątek. Polka zanotowała kilka rozczarowujących porażek, m.in. z Maria Sakkari, Elina Svitolina oraz Magda Linette. W efekcie zakończyła współpracę z Wim Fissette, który prowadził ją przez ostatnie kilkanaście miesięcy.

    Nowym szkoleniowcem został Roig – trener o ogromnym doświadczeniu, przez lata związany ze sztabem Rafael Nadal. Obecnie Świątek przebywa na Majorce, gdzie trenuje w akademii legendarnego Hiszpana. Co ciekawe, sam Nadal aktywnie uczestniczy w zajęciach, pomagając Polce w doskonaleniu techniki uderzeń. Fragmenty treningów regularnie pojawiają się w mediach społecznościowych i wzbudzają duże zainteresowanie kibiców.

    Temat tej współpracy został poruszony w jednym z programów Tennis Channel, gdzie Collins podzieliła się swoją opinią. Amerykanka, zapytana o wymarzonego trenera, niespodziewanie zwróciła się bezpośrednio do Świątek. – Nadal byłby wysoko na mojej liście. Kto wie, może Iga zaprosi mnie do Hiszpanii? Mogłybyśmy zrobić wspólny blok treningowy, to byłoby naprawdę świetne doświadczenie – powiedziała z uśmiechem, dodając jednocześnie, że jej idealnym mentorem byłby Jimmy Connors.

    Warto przypomnieć, że relacje między Świątek a Collins w przeszłości bywały napięte. Tym razem jednak Amerykanka wypowiadała się o Polce w wyjątkowo ciepłym tonie. Podkreśliła, że współpraca z kimś takim jak Nadal może być ogromnym krokiem naprzód.

    – Gdy osiągasz sukcesy na poziomie, na którym jest Iga, najlepszym rozwiązaniem jest praca z kimś, kto również był na absolutnym szczycie. To może być nawet trochę przerażające dla reszty zawodniczek, kiedy zobaczymy, jaką formę osiągnie Świątek po tej współpracy – oceniła Collins.

    Na zakończenie dodała pół żartem, pół serio, że sama zmiana otoczenia może przynieść pozytywne efekty. – Czasem już kilka tygodni w Hiszpanii sprawia, że czujesz się lepiej. Zwłaszcza jeśli możesz wyskoczyć na plażę i napić się margarity – podsumowała.

  • Wyjaśniona sytuacja w sąsiedztwie Swiątek. Roszada w Wielką Sobotę

    Wyjaśniona sytuacja w sąsiedztwie Swiątek. Roszada w Wielką Sobotę

    Turniej w Charleston oficjalnie zainaugurował poważną część sezonu na kortach ziemnych, choć odbywa się on w dość nietypowych warunkach — na zielonej mączce w Stanach Zjednoczonych. Głównymi gwiazdami imprezy w Karolinie Południowej miały być piąta i szósta rakieta świata: Jessica Pegula oraz Amanda Anisimova. Ostatecznie jednak Anisimova wycofała się z rywalizacji już po losowaniu drabinki. Mimo to jeszcze przez pewien czas utrzymywała wysoką, piątą pozycję w rankingu WTA „na żywo”, tuż za Igą Świątek. Wynikało to z faktu, że Pegula broniła w Charleston punktów za ubiegłoroczny triumf. Dzisiejsze rozstrzygnięcia definitywnie wyjaśniły jednak sytuację między obiema Amerykankami.

    Choć Charleston otwiera sezon na mączce, kluczowe turnieje tej części roku tradycyjnie odbywają się w Europie — w Stuttgarcie, Madrycie, Rzymie czy Strasburgu, a zwieńczeniem zmagań będzie oczywiście wielkoszlemowy Roland Garros w Paryżu. Już za tydzień, po zakończeniu kolejnych turniejów, poznamy dokładną kolejność rozstawienia zawodniczek w prestiżowej imprezie WTA 1000 w Madrycie. W czołowej szóstce rankingu pozostawała jedna niewiadoma — kto znajdzie się tuż za plecami Igi Świątek. Przed rozpoczęciem zmagań była to Jessica Pegula, ale jej przewaga nad Amandą Anisimovą wynosiła zaledwie 63 punkty.

    Sytuacja Peguli była o tyle wymagająca, że musiała bronić aż 500 punktów zdobytych za zeszłoroczne zwycięstwo w Charleston, podczas gdy Anisimova miała do obrony tylko 185 punktów. Wycofanie się tej drugiej znacząco ułatwiło zadanie Peguli, choć warunek utrzymania pozycji był jasny — awans co najmniej do finału. Amerykanka od początku turnieju nie miała jednak łatwej drogi, w każdym z pierwszych trzech spotkań przegrywała pierwszego seta, by później odwracać losy rywalizacji. O jej sukcesach decydowały doświadczenie oraz umiejętność gry pod presją w kluczowych momentach. Julię Putincewą pokonała po ponad trzech godzinach walki, a Elisabettę Cocciaretto i Dianę Sznajder — po długich, ponad dwugodzinnych pojedynkach.

    W półfinale jej rywalką była młodsza o 14 lat Iva Jović, uznawana za jedną z największych nadziei amerykańskiego tenisa. Mimo młodego wieku zajmuje już wysokie miejsce w rankingu i imponuje spokojem na korcie. Spotkanie rozpoczęło się po myśli Jović, która szybko objęła prowadzenie 3:0. Pegula miała dodatkowe powody do frustracji, gdy nie wykorzystała aż siedmiu break pointów w jednym gemie. Zdołała jednak odrobić straty i przełamać rywalkę przy stanie 5:4, a następnie wygrać pierwszego seta 6:4.

    Druga partia przebiegała już pod dyktando Jović, która znakomicie serwowała, tracąc w swoich gemach zaledwie kilka punktów. Pegula również utrzymywała wysoki poziom serwisu, jednak w decydującym momencie — przy stanie 5:6 — nie wytrzymała presji. Przegrała gema serwisowego do zera i cały set 5:7.

    W decydującej odsłonie młodsza Amerykanka ponownie rozpoczęła lepiej, wychodząc na prowadzenie 2:0. Wtedy jednak Pegula pokazała swoją klasę i doświadczenie, wygrywając cztery kolejne gemy i przejmując kontrolę nad spotkaniem. Ostatecznie zwyciężyła 6:4, 5:7, 6:3, zapewniając sobie awans do finału.

    To zwycięstwo oznacza, że w najbliższym notowaniu rankingu WTA Jessica Pegula utrzyma piątą pozycję, mając obecnie 73 punkty przewagi nad Amandą Anisimovą. Jeśli jednak chce zachować tę lokatę na dłużej, musi wygrać cały turniej w Charleston. W przeciwnym razie straci punkty za ubiegłoroczny ćwierćfinał w Stuttgarcie, co może ponownie otworzyć rywalizację między obiema zawodniczkami.

  • Wim Fissette ujawnia największe wyzwania, z jakimi mierzył się, trenując Iga Świątek

    Wim Fissette ujawnia największe wyzwania, z jakimi mierzył się, trenując Iga Świątek

    Wim Fissette ujawnia największe wyzwania, z jakimi mierzył się, trenując Iga Świątek
    Partnerstwo Iga Świątek i Wim Fissette dobiegło końca po trudnym początku sezonu 2026 w wykonaniu Polki.
    Świątek potwierdziła rozstanie po wczesnym odpadnięciu z Miami Open, co spowodowało jej spadek poza czołową dwójkę rankingu WTA.
    Nowym trenerem Świątek został Francisco Roig, który wcześniej współpracował krótko m.in. z Emma Raducanu oraz Giovanni Mpetshi Perricard.
    Po zakończeniu współpracy Fissette ujawnił więcej szczegółów dotyczących swojego czasu pracy z mistrzynią wielkoszlemową.
    Wim Fissette podsumowuje współpracę z Igą Świątek
    W wywiadzie dla The Athletic Fissette wziął na siebie odpowiedzialność za słabszą formę Świątek w ostatnich miesiącach.
    „Są zespoły, które potrafią zachować spokój w trudnych warunkach. Inne czują, że coś trzeba zmienić. Jak w każdym sporcie – to trener najczęściej jako pierwszy ponosi konsekwencje” – powiedział.
    „Na najwyższym poziomie to część pracy. Trzeba to zaakceptować. Przez kilka lat byli niemal nie do pokonania, więc oczekiwania są ogromne. Każda porażka boli podwójnie.”
    Fissette zasugerował również, z jakimi trudnościami musiał się mierzyć, pracując ze Świątek – w tym barierą językową oraz funkcjonowaniem w już istniejącym sztabie, w którym ważną rolę odgrywa psycholog Daria Abramowicz.
    „Byłem świadomy trudności tego projektu. Nie dało się zrobić więcej. Mimo to cieszę się, że podjąłem to wyzwanie i jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy.
    Iga jest niezwykłą zawodniczką i atletką. Każde słowo, które do niej kierujesz, jest dla niej czymś nowym. Z szacunku do niej nie chcę wchodzić w szczegóły.”
    Fissette szybko znalazł nowe zajęcie – poprowadzi reprezentację Belgii w meczu Billie Jean King Cup przeciwko Stanom Zjednoczonym jeszcze w tym miesiącu.
    Bilans Igi Świątek pod wodzą Fissette’a
    Fissette przepracował ze Świątek jeden pełny sezon, a wyniki Polki były w tym czasie solidne.
    Choć nie dominowała już tak zdecydowanie jak wcześniej, zakończyła sezon 2025 bilansem 64 zwycięstw i 17 porażek.
    Daje to imponującą skuteczność na poziomie 79%, o której wiele zawodniczek WTA może tylko marzyć.
    Jednak liczba zwycięstw przełożyła się tylko na trzy tytuły, zdobyte w ciągu dwóch miesięcy pod koniec lata.
    Świątek triumfowała na Wimbledon, w Cincinnati oraz w Korei między lipcem a wrześniem, ale poza tym nie zdołała już dotrzeć do żadnego finału pod wodzą Fissette’a.