Półfinał z Chwalińską, doszło do powtórki w Waszyngtonie. I znów to samo

Written by

in

Rok temu, także w sierpniu, Diana Sznajder po raz ostatni grała w finale turnieju WTA, mówimy tu o singlu. Imprezę w Monterrey, w tygodniu poprzedzającym US Open, omijają tenisistki ze ścisłej światowej czołówki, one są już wtedy w Nowym Jorku. Ona sama przyleciała do Meksyku jako 22. rakieta świata, została rozstawiona z trójką, w finale pokonała Jekaterinę Aleksandrową.

Ta sama Aleksandrowa zrewanżowała się jej później w półfinale identycznego turnieju w Ningbo, w tym roku 22-letnia już Sznajder znów występowała na tym etapie. W Adelajdzie uległa 3:6, 2:6 Mirze Andriejewej, trudno to uznać za jakąś niespodziankę. Ale taką niespodzianką był już wynik z Paryża, z batalii o finał Roland Garros. Sznajder do meczu z Mają Chwalińską przystępowała na Court Philippe Chatrier jako tenisistka rozstawiona, Polka przebijała się przez kwalifikacje. A później napisała piękną przygodę w głónej drabince.

Wygrała z Rosjanką 7:6 (4), 6:4 – było to jej dziewiąte zwycięstwo w tamtym turnieju. Serię przerwała dwa dni później Andriejewa.

Sznajder i tak, dzięki owemu półfinałowi, zdołała wrócić do TOP 20 rankingu WTA. Na trawie wybitnie jej nie poszło, jakby miała w pamięci zmarnowaną szansę z Paryża. Wygrała tylko jedno z czterech spotkań. Inaczej było już w Waszyngtonie – została tu rozstawiona z “4”, najpierw rozbiła w 55 minut Anastazję Potapową, później w 89 – Ludmiłę Samsonową. Obie wygrały tylko 10 gemów.

Pojawiła się szansa na pierwszy finał od 12 miesięcy. Została tylko jedna przeszkoda.

WTA Waszyngton. Mecz Diany Sznajder z Jessicą Pegulą wyłonił pierwszą finalistkę

Rywalką Rosjanki w grze o finał byłą turniejowa “1” – Jessica Pegula. Gdyby nie zawalony cykl turniejów na mączce w Europie, być może dziś mówilibyśmy o Amerykance jako poważnej kandydatce do przejęcia fotela liderki rankingu WTA. Tyle że w Madrycie przegrała już drugie spotkanie, w Rzymie dostała potężne lanie od Świątek w ćwierćfinale, w Paryżu sensacyjnie odpadła w pierwszej rundzie. Później był finał turnieju w Berlinie, ćwierćfinał Wimbledonu – i już ta Pegula, która tak dobrze prezentowała się w Melbourne czy Dubaju.
Tenisistka w błękitnym stroju skupiona na nadlatującej piłce podczas meczu, z białą czapką na głowie.

Jessica PegulaFILIPPO MONTEFORTEAFP

W Waszyngtonie początkowo nie planowała startu, dostała się do drabinki jako zawodniczka zastępująca inną z TOP 30 rankingu WTA. Miała problemy w początkowej fazie spotkania z Magdaleną Fręch, później już zdominowała Polkę. Bez straty seta ograła za to Annę Kalinską.

Sznajder dominowała w początkowej fazie półfinału, dwukrotnie przełamała Pegulę, prowadziła już nawet 5:2. Powtórzyła się jednak sytuacja z ich kwietniowego starcia w Charleston, gdy Rosjanka prowadziła w decydującej partii 2:0. I straciła sześć gemów z rzędu. Teraz oddała pięć, co skończyło się porażką 5:7.

W drugim secie przełamanie na 3:2 dla Peguli też przyspieszyło koniec. Mógł nastąpić już trzy gemy później, Amerykanka miała meczbola na 7:5, 6:2. Wtedy sytuacja wymknęła się jej z rąk, dała się przełamać. Chwilę później wszystko jednak się zakończyło. Pegula wygrała 7:5, 6:4, wynik był więc niemal identyczny jak w starciu Chwalińskiej ze Sznajder w Paryżu. Polka jednak w pierwszym secie musiała grać tie-breaka.

Drugą finalistką dość nieoczekiwania została Alexandra Eala – po 76 minutach gry Filipinka pokonała 6:4, 6:2 Naomi Osakę.

W niedzielę o godz. 18 polskiego czasu dojdzie do potyczki o finał.
Diana Sznajder

Diana SznajderMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP

Liga Narodów. Najlepsze akcje półfinałów.

Comments

Leave a Reply