Coś pięknego. Świątek odrodziła się w piekielnie ważnym momencie [OPINIA]

Written by

in

Iga Świątek zmagała się z własnymi słabościami, a niebawem czeka ją obrona tytułu w Cincinnati. Widmo wypadnięcia z czołowej dziesiątki było realne, ale już go nie ma, bo Iga we wspaniałym stylu odrodziła się w Toronto. Klasa mistrzyni.

Ileż my możemy podać przykładów spotkań z tego sezonu, w których Iga Świątek musiała zmierzyć się z własnymi demonami. Pojawiały się nagłe, nieoczekiwane spadki formy. Świetne fragmenty były przeplatane fatalnymi. I tak turniej po turnieju, z meczu po mecz. Schemat pozostawał ten sam.

Przed zmaganiami w Toronto trudno było oczekiwać nagłej, nieoczekiwanej przemiany w wykonaniu naszej wybitnej reprezentantki. Ona dotychczas po prostu nie miała najlepszych wspomnień z tym miejscem, jeśli chodzi o osiągnięcia.

ZOBACZ WIDEO: Tenisistki zachwycone Warszawą. “Mam tu swoją ulubioną restaurację”

Duże zagrożenie. Iga mogła stanąć przed ścianą

Dwa lata temu się wycofała, cztery – dotarła do trzeciej rundy. W niej uległa Beatriz Haddad Mai (4:6, 6:3, 5:7), co wtedy było ogromnym szokiem dla wielu. Stało się to w sezonie, w którym ówczesna podopieczna Tomasza Wiktorowskiego zanotowała ikoniczną serię 37 wygranych meczów z rzędu.

To wszystko sprawiło, że, przyznam uczciwie, obawiałem się tego, co Iga pokaże w Toronto. Istotny jest tu kontekst całego cyklu ważnych startów w Ameryce Północnej.

Po Kanadzie bowiem zawodniczki udadzą się do amerykańskiego Cincinnati. Tam zawodniczka trenująca obecnie pod okiem Francisco Roiga zagra jako obrończyni tytułu wywalczonego w sezonie 2025. Przypomnijmy, że był to ostatni jej sukces przed wielkim triumfem w Toronto.

Wyobraźmy sobie, co by się mogło wydarzyć, gdyby wygranej ani dobrego wyniku w Kanadzie by nie było. No, w tym kontekście nieciekawe scenariusze piszą się same. Wielka presja powtórzenia wyniku, ogromna niepewność związana ze wcześniejszymi występami. Mieszanka wybuchowa.

A to nie koniec zmartwień. Idze Świątek realnie groziło wypadnięcie nawet z czołowej dziesiątki zestawienia WTA. Wydaje się, że Polka jest w tym elitarnie gronie od zawsze. Może to nieco przesadzone poczucie, ale faktycznie. Ostatni raz triumfatorka 26 szlemów była poza dziesiątką w październiku 2021 roku.

Spokój przed obroną tytułu

Tak się nie stało i nie stanie. Wygraną w NBO Toronto w kontekście zestawienia, do którego nawiązuję, nasza tenisistka kupiła sobie spokój. Awansowała na piątą lokatę, dzięki czemu wypracowała bufor bezpieczeństwa w razie ewentualnego niepowodzenia.

Mam nadzieję, że Świątek pójdzie jednak za ciosem i tuż przed US Open (30 sierpnia – 13 września) rozegra serię kolejnych wartościowych meczów. Tym bardziej, że w Kanadzie Polka zbudowała coś więcej niż tylko rankingową pozycję.

Jej pewność własnych zagrań na korcie bardzo mocno wzrosła na przestrzeni całego minionego turnieju. To musi mieć znaczenie. Tak jak napisałem wcześniej – podczas ostatnich tygodni tego przekonania Idze brakowało. Teraz ono powinno się pojawić. I oby pozostało jak najdłużej.

Jedno jest pewne. Z Polki – obarczonej nieprzechylnymi komentarzami z różnych stron – zeszło napięcie. Już w trakcie turnieju w Kanadzie podkreśliła, że za nią najtrudniejszy moment sezonu. Po wygranym finale z kolei zamieściła jednoznaczny wpis na Instagramie.

“Dla mnie to zwycięstwo to więcej niż tylko kolejny wynik w turnieju. Dziś chcę zadedykować ten tytuł wszystkim, którzy mierzą się z niesprawiedliwą oceną, negatywnością i hejtem – czy to w sporcie, czy w innym obszarze życia. Pamiętajcie, to nie czyjeś opinie Was definiują. Tylko wy wiecie, ile wysiłku i poświęceń za tym stoi. Zobaczcie, gdzie jestem dzisiaj wieczorem…” – czytamy.

Trzymam kciuki za to, żeby nasza tenisistka cały czas wierzyła, że znów może być najlepsza na świecie. W Toronto ona sama dostarczyła wystarczających dowodów, aby stwierdzić, iż jej gra w formie wciąż budzi postrach.

Jazda, Iga!

Mateusz Wasiewski, WP SportoweFakty

Comments

Leave a Reply