Category: Uncategorized

  • Hit z udziałem Świątek. Na taki obrazek aż przykro patrzeć

    Hit z udziałem Świątek. Na taki obrazek aż przykro patrzeć

    Iga Świątek i Naomi Osaka po długim oczekiwaniu wreszcie wyszły na kort, jednak obrazki, jakie tam zastały, z pewnością nie były imponujące. Choć o awans do ćwierćfinału miały walczyć dwie naprawdę mocne i utytułowane zawodniczki, frekwencja na trybunach wcale tego nie odzwierciedlała – te świeciły bowiem pustkami.
    Słaba frekwencja na meczu Świątek z Osaką

    Słaba frekwencja na meczu Świątek z Osakąfot. Mateusz Stańczyk/Interia Sport, Clive BrunskillGetty Images

    Iga Świątek idzie jak burza w turnieju Internazionali BNL d’Italia. Polka ze względu na swoje rozstawienie w pierwszej rundzie otrzymała wolny los, a zmagania rozpoczęła od 1/32 finału. Na tym etapie imprezy rywalką Raszynianki była jej była deblowa partnerka Catherine McNally. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa nie okazała jednak litości i wygrała to spotkanie 6:1, 6:7(5), 6:3. W kolejnej rundzie 24-latka w ekspresowym tempie odprawiła z kwitkiem reprezentantkę gospodarzy Elisabettę Cocciaretto, wygrywając z Włoszką 6:1, 6:0. Tym samym awansowała do 1/8 finału, w której przyszło jej zmierzyć się z Naomi Osaką.

    Pustki na meczu Igi Świątek i Naomi Osaki. “Atmosfera parkingu”

    Pierwotnie zakładano, że Japonka i Świątek batalię rozpoczną nie przed godziną 18.00. Na kilka godzin przed stało się jasne, że na mecz byłej i obecnej podopiecznej Tomasza Wiktorowskiego trzeba będzie nieco dłużej poczekać. Kilka minut przed godziną 20.00 panie wyszły na kort i rozpoczęły rozgrzewkę, po której nadszedł czas na mecz o awans do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie.

    Zanim jednak byłe liderki światowego rankingu kobiecego tenisa rozpoczęły swoją batalię, zobaczyć mogliśmy niezwykle przykre obrazki. Podczas transmisji telewizyjnej zaprezentowano bowiem obie tenisistki, jednak zdecydowanie bardziej w oczy rzucały się widoczne tuż za nimi trybuny. Te świeciły bowiem pustkami.

    Media społecznościowe błyskawicznie obiegły zdjęcia i nagrania z kortu, a na reakcję internautów wcale nie trzeba było długo czekać. “Ilość kibiców jest porażająca, nie ma co”, “K***a, jak pusto. Dwie mistrzynie wielkoszlemowe, a atmosfera parkingu”, “Dystrybucja biletów w tenisie jest dziwna. Dopiero co wyskoczył mi Tik Tok dziewczyny jakiejś która nie może zdobyć biletów na ten mecz, a tu takie pustkie na trybunach. Mam nadzieję że to po prostu ludzie poszli na przerwę i zaraz stadion się wypełni” – komentowali.
    Kobieta w sportowym stroju i czapce z daszkiem na korcie ziemnym, unosi obie dłonie złożone do oklasków i delikatnie się uśmiecha.

    Iga ŚwiątekDOMENICO CIPPITELLIAFP
    Zawodniczka w czapce sportowej dynamicznie odbija piłkę tenisową rakietą, koncentrując się na mocnym uderzeniu podczas meczu.

    Iga Świątek, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie tenisowym.

    Naomi OsakaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Frances Tiafoe – Andrea Pellegrino.

  • Skandalistka chciała rewanżu na Świątek. Wkroczyła Pegula. Znamy ćwierćfinalistkę

    Skandalistka chciała rewanżu na Świątek. Wkroczyła Pegula. Znamy ćwierćfinalistkę

    Dwa lata temu w grze o ćwierćfinał French Open Anastazxja Potapowa została rozbita przez Igę Świątek w 40 minut – nie ugrała gema, łącznie zapisała 10 małych punktów. Tylko raz dostała szansę rewanżu na Polce, ale nie na mączce – przegrała z Igą zeszłego lata w Cincinnati. Ale nie na mączce. Taka szansa pojawiła się teraz w Rzymie: ona musiała pokonać Jessicę Pegulę, a Polka – Naomi Osakę. Potapowa była w świetnej formie, w Madrycie dotarła do 1/2 finału, w Rzymie wygrała już pięć spotkań, m.in. z Karoliną Muchovą. Ćwierćfinalistkę poznaliśmy po 98 minutach walki.
    article cover

    Jessica Pegula i Anastazja PotapowaJavier SORIANO/AFP & Robert Prange/Getty ImagesAFP/Getty Images

    Jessica Pegula nie jest specjalistką od kortów ziemnych – w Europie nie wygrała na nich żadnego turnieju, choć raz była w finale w Madrycie. Za to w Charleston, na zielonej mączce, pokazywała się ostatnio ze świetnej strony: triumfowała rok temu, triumfowała pod koniec marca.

    W Madrycie nie błysnęła, szybko pożegnała się z turniejem, ale też trafiła na rewelacyjną ostatnio Martę Kostiuk. Ukrainka błyszczała, zdobyła tytuł, a w półfinale ograła Anastazją Potapową – inne objawienie ostatnich tygodni. Zawodniczkę, którą okrzyknięto trzy lata temu skandalistką, gdy – już po inwazji wojsku Putina na Ukrainę – paradowała w Dubaju i Indian Wells w koszulce Spartaka Moskwa. A w grudniu zeszłego roku… zdecydowała się na zmianę obywatelstwa, przyjęła austriackie.

    Teraz zaś Potapowa, która w Rzymie znów przebijała się przez kwalifikacje, a łącznie triumfowała już w pięciu spotkaniach, stanęła do walki właśnie z Pegulą. O ćwierćfinał – a w nim być może pierwszą na mączce grę z Igą Świątek od pamiętnego 0:6, 0:6 w Paryżu, dwa lata temu. Mierzyły się później w Cincnnati, ale to jednak korty twarde, trochę inna bajka. Choć końcowy efekt był podobny, Polka wygrała mecz, oddała Potapowej pięć gemów, później zdobyła tytuł.

    Pegula jednak miała tu coś więcej do ugrania – ona rywalizuje z Coco Gauff o miejsce w czwórce rankingu WTA – obie nie mogą wyprzedzić Igi Świątek, jedynie jedna. A ta z nich, która będzie wyżej, uniknie ewentualnego wpadnięcia na Sabalenkę, Rybakinę czy Świątek już na etapie ćwierćfinału French Open.

    WTA 1000 w Rzymie. Anastazja Potapowa kontra Jessica Pegula. Stawką ćwierćfinał. I mecz ze Świątek lub Osaką

    Potapowa zaczęła to spotkanie nieco lepiej, szybko uzyskała breaka, odskoczyła na 3:1. I tak szybko jak go zdobyła, musiała pogodzić się ze stratą. Narzekała, że przeszkadza jej zachodzące słońce, no ale przecież obie warunki miały takie same. Pegula z kolei imponowała spokojem.

    Kluczowe znacznie dla losów tego seta mógł mieć siódmy gem, ostatni przed wymianą piłek na nowe. Serwowała Potapowa, była poirytowana tym, co się dzieje na Pietrangeli. Już po akcji przy stanie 30-30, przegranej przez siebie, kwestionowała miejsce odbicia piłki, ona sama widziała aut. Wtedy jeszcze przed przełamaniem się wybroniła, ale za drugim razem – już nie. Mimo że miała Pegulę przy siatce, Amerykanka dwa razy idealnie przewidziała kierunki zagrań. By kilkadziesiąt sekund później cieszyć się z breaka, po kapitalnym bekhendzie.
    Tenisistka w niebieskiej sukience odbija piłkę rakietą podczas meczu na ceglastym korcie.

    Jessica Pegula, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP

    Amerykanka wkrótce podwyższyła na 5:3, była o krok od zamknięcia seta. Potapowa kwestionowała… stan przygotowania kortu, widziała nierówności. Mimo że chwilę wcześniej obsługa pracowała z siatkami, by właśnie przy liniach końcowych powierzchnia była możliwie najlepsza.

    Amerykanka nie wykorzystała jednak szans w tych dwóch gemach, ale jeszcze raz przełamała pochodzącą z Rosji obywatelkę Austrii. Na 6:5. A później obroniła break pointa, trafiając w linię. I… jednak seta kończył tie-break. Potapowa co chwilę krzyczała coś w kierunku swojego trenera Hennera Nehlesa. A on cieprliwie odpowiadał: “Next point”.

    W decydującej rozgrywce Pegula prowadziła 4-2, za chwilę jej rywalka wyrównała. Zdecydowało małe przełamanie na 5-4. Amerykanka miała dwa kolejne serwisy, w pierwszej sytuacji szybko przejęła inicjatywę. A to dało jej dwa setbole. Potapowa rzuciła wszystko do ataku, grała ryzykownie, ale i skutecznie. Wyrównała na 6-6. I… seta przegrała. 6-8 w tie-braku po nieco ponad godzinnej grze. Niezłej i widowiskowej.

    Zawodniczka rozstawiona z “piątką” rozpoczynała też drugą partię – od razu posłała asa. I zakończyła gema asem, a to był dla niej dobry zwiastun. Od początku spotkania grała w stylu, z którym może mieć problem Iga Świątek: nisko nad siatką, odgrywała piłkę często zaraz po koźle.

    W tym drugim secie już wyraźniej było widać jej wyższość. Przełamała Potapową na 3:1, za chwilę potwierdziła tego breaka we własnym gemie. I już nie dała rywalce większych nadziei. Jeśli Świątek wygra z Osaką, będzie musiała w środę strzec się przed forhendem Peguli. Bo ta dzisiaj pokazała, że doskonale czuje go na ziemnych kortach na Foro Italico.

    Drugą partię Amerykanka wygrała 6:2, Potapowa miała już problemy zdrowotne. 13 spotkań w Madrycie i Rzymie zrobiło jednak swoje, prawdopodobnie poczuła ból w mięśniu czworogłowym prawego uda. Dokończyła spotkanie, ale już nie zagroziła Amerykance.

    Pegula zagra więc w środę w ćwierćfinale – jej rywalkę wyłoni mecz Świątek z Osaką.
    Anastazja Potapowa

    Anastazja PotapowaBARBARA GINDL / APAAFP
    Kobieta w sportowym stroju tenisowym, skoncentrowana i lekko spocona, z białą czapką z daszkiem i spiętymi włosami, na tle rozmytego stadionu.

    Jessica PegulaClive BrunskillAFP

    Frances Tiafoe – Andrea Pellegrino. Skrót meczu

  • Nagły zwrot w meczu Chwalińskiej. Polka poddała spotkanie

    Nagły zwrot w meczu Chwalińskiej. Polka poddała spotkanie

    Maja Chwalińska nie dokończyła meczu I rundy w ramach zawodów WTA 125 (WTA Challenger) na kortach ziemnych w Parmie. Przy stanie 6:3 dla Włoszki Federiki Urgesi polska tenisistka skreczowała.

    W zeszłym tygodniu Maja Chwalińska (WTA 113) startowała we francuskim Saint-Gaudens w imprezie rangi ITF World Tennis Tour. W ćwierćfinale skuteczniejsza od 24-latki okazała się Francuzka Jessika Ponchet (więcej tutaj).

    Po tamtym występie Chwalińska przeniosła się na mączkę do Parmy. Tutaj w zawodach rangi WTA 125 jej pierwszą rywalką była nagrodzona dziką kartą Włoszka Federica Urgesi (WTA 410). Po zakończeniu premierowej odsłony Polka skreczowała.

    Jedyny set w meczu był pełen zwrotów akcji. Chwalińska jako pierwsza zdobyła przełamanie (2:0), ale następnie przegrała trzy kolejne gemy. Potem Polka doprowadziła do stanu po 3, lecz końcówka należała do Urgesi. Włoszka zdobyła dwa breaki, kończąc partię otwarcia rezultatem 6:3.

    Chwalińska nie przystąpiła do drugiego seta. Polka podziękowała za grę rywalce, która tym samym awansowała do 1/8 finału. Na razie nie wiadomo, jaka była przyczyna kreczu naszej tenisistki.

    Zmagania w głównej drabince zawodów Parma Ladies Open 2026 potrwają do soboty (16 maja). Triumfatorka otrzyma 125 rankingowych punktów oraz czek na sumę 13,4 tys. euro.

    Parma Ladies Open, Parma (Włochy)
    WTA 125, kort ziemny, pula nagród 115 tys. dolarów
    poniedziałek, 11 maja

    I runda gry pojedynczej:

    Federica Urgesi (Włochy, WC) – Maja Chwalińska (Polska) 6:3 i krecz

  • Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Poniedziałkowy wieczór w kompleksie Foro Italico miał upłynąć pod znakiem jednego z najbardziej wyczekiwanych pojedynków tegorocznego turnieju WTA 1000 w Rzymie. Kibice od wielu godzin żyją bowiem starciem dwóch wielkich gwiazd kobiecego tenisa – Iga Świątek oraz Naomi Osaka. Wszystko wskazuje jednak na to, że fani będą musieli wykazać się sporą cierpliwością, ponieważ mecz 1/8 finału najprawdopodobniej rozpocznie się znacznie później, niż pierwotnie zakładano.

    Polska tenisistka ma za sobą intensywny początek sezonu na kortach ziemnych. Choć w poprzednich latach dominowała zarówno w Stuttgarcie, jak i w Madrycie, tym razem nie udało jej się sięgnąć po kolejne tytuły. Najpierw w Niemczech musiała uznać wyższość młodej rosyjskiej sensacji, Mirra Andriejewa, a później w Madrycie jej występ zakończył się w dramatycznych okolicznościach. W trakcie spotkania z Ann Li Polka zmuszona była poddać mecz z powodu problemów zdrowotnych, co wywołało niepokój wśród jej kibiców.

    Rzym przyniósł jednak zupełnie inną energię. Na włoskiej mączce Świątek od początku prezentuje się zdecydowanie lepiej i wygląda na zawodniczkę, która odzyskała pewność siebie. W pierwszym meczu pokonała swoją dawną partnerkę deblową Catherine McNally 6:1, 6:7(5), 6:3, pokazując zarówno skuteczność, jak i odporność psychiczną. Jeszcze bardziej imponująco zaprezentowała się w kolejnym spotkaniu, gdy całkowicie zdominowała reprezentantkę gospodarzy Elisabetta Cocciaretto, wygrywając 6:1, 6:0.

    Teraz przed siedmiokrotną mistrzynią wielkoszlemową zdecydowanie trudniejsze wyzwanie. Po drugiej stronie siatki stanie bowiem Naomi Osaka, była liderka światowego rankingu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci współczesnego sportu. Dodatkowego smaczku temu pojedynkowi dodaje fakt, że Japonka od pewnego czasu współpracuje z Tomasz Wiktorowski, który przez lata był trenerem Igi Świątek i doskonale zna mocne oraz słabsze strony swojej byłej podopiecznej.

    Pierwotnie organizatorzy zaplanowali rozpoczęcie spotkania nie wcześniej niż o godzinie 18.00. Już kilka godzin przed meczem stało się jednak jasne, że harmonogram mocno się posypał. Wszystko przez przeciągające się pojedynki rozgrywane wcześniej na BNP Paribas Arena. Dwa pierwsze mecze trwały niemal po dwie godziny, co automatycznie wywołało efekt domina dla kolejnych zawodników oczekujących na wyjście na kort.

    W momencie gdy kibice zaczęli analizować możliwe opóźnienie meczu Świątek z Osaką, na korcie trwało jeszcze spotkanie Elina Switolina z Nikola Bartunkova. To jednak nie był koniec problemów organizatorów. Przed meczem Polek i Japonki zaplanowano jeszcze starcie w męskiej części turnieju, w którym mieli zmierzyć się Daniił Miedwiediew oraz Pablo Llamas Ruiz.

    W tej sytuacji coraz więcej wskazuje na to, że Iga Świątek i Naomi Osaka pojawią się na korcie dopiero około godziny 19.20 lub nawet później. Oczywiście wiele zależy od przebiegu wcześniejszych spotkań – jeśli mecze będą wyjątkowo wyrównane lub dojdzie do tie-breaków i długich setów, kibice mogą czekać jeszcze dłużej.

    Jedno pozostaje jednak pewne – zainteresowanie tym pojedynkiem jest ogromne. Starcie Świątek z Osaką to nie tylko walka o ćwierćfinał prestiżowego turnieju WTA 1000, ale również pojedynek dwóch tenisistek, które przez ostatnie lata wyznaczały standardy kobiecego tenisa. Emocji z pewnością nie zabraknie, nawet jeśli kibice będą musieli poczekać na pierwszy serwis znacznie dłużej, niż pierwotnie planowano.

  • Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Poniedziałkowy harmonogram turnieju Internazionali d’Italia był wyjątkowo napięty. Organizatorzy zaplanowali wszystkie mecze 1/8 finału kobiet jednego dnia, co oznaczało, że część tenisistek musiała rywalizować dzień po dniu. W takiej sytuacji znalazła się także Jelena Ostapenko, która oprócz singla wciąż walczy również w deblu. Łotyszka zmierzyła się z Anną Kalinską, a przed spotkaniem trudno było wskazać zdecydowaną faworytkę. Szybko jednak okazało się, że Rosjanka zmaga się z problemami zdrowotnymi, przez co widowisko straciło na wyrównanym charakterze.

    Turniejowa drabinka została podzielona tak, że zawodniczki z górnej części rozgrywały swoje mecze trzeciej rundy już w sobotę, a tenisistki z dolnej połowy – dzień później. Mimo to wszystkie uczestniczki 1/8 finału musiały pojawić się na kortach Foro Italico właśnie w poniedziałek. Organizatorzy zachowali jednak równowagę w terminarzu – ćwierćfinały dla zawodniczek grających wcześniej odbędą się we wtorek, natomiast ewentualny mecz Iga Świątek z ćwierćfinałowym rywalkami został zaplanowany dopiero na środę, o ile Polka pokona Naomi Osakę. Taki sam system obowiązywał wcześniej podczas turnieju w Madrycie.

    Mecz Ostapenko z Kalinską rozegrano na malowniczym korcie Pietrangeli, który stał się dla Łotyszki niemal domowym obiektem podczas tegorocznej edycji imprezy. Było to już jej trzecie spotkanie singlowe na tym korcie. Choć Ostapenko słynie z nieprzewidywalności i jest znana jako „zmora” Świątek dzięki bilansowi 6-0 przeciwko Polce, tym razem ciążyła nad nią zupełnie inna seria. W czterech wcześniejszych starciach z Kalinską nie wygrała ani razu, choć nigdy wcześniej nie mierzyły się na kortach ziemnych.

    Od początku spotkania widać było jednak, że Rosjanka nie jest w pełni sił. Jeszcze w pierwszym gemie serwisowym zdołała obronić break pointy, ale później jej problemy stawały się coraz bardziej widoczne. Już po trzecim gemie sięgnęła po środki przeciwbólowe, a chwilę później arbiter Tom Sweeney zwrócił uwagę, gdy próbowała konsultować się z trenerką Patricią Tarabini. Pierwszy set zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Ostapenko 6:1, a Kalinska poprosiła o przerwę medyczną poza kortem. Rosjanka od początku grała z bandażem na udzie, a pod koniec partii praktycznie nie poruszała się po korcie.

    Wiele wskazywało na to, że mecz zakończy się kreczem, ale Kalinska postanowiła walczyć do końca. W drugim secie zdołała utrzymać dwa pierwsze gemy serwisowe i doprowadzić do stanu 2:2. Ostapenko nie zamierzała jednak zwalniać tempa. Łotyszka regularnie kierowała serwis w ciało przeciwniczki, a następnie próbowała zmuszać ją do biegania po korcie. Kluczowy okazał się piąty gem, w którym Kalinska została przełamana po podwójnym błędzie serwisowym. Wtedy stało się jasne, że to Ostapenko jest o krok od awansu do ćwierćfinału.

    Rosjance nie można było odmówić ambicji, ale tego dnia Łotyszka była zdecydowanie lepsza. Spotkanie trwało 70 minut, choć część tego czasu pochłonęły przerwy związane z pomocą medyczną. Ostatecznie Ostapenko zwyciężyła 6:1, 6:2 i po dwóch latach ponownie zameldowała się w ćwierćfinale rzymskiego turnieju.

    Po zakończeniu meczu doszło jednak do zaskakującej sytuacji. Po ostatniej piłce Kalinska nie podeszła do siatki, by podziękować rywalce za spotkanie i nie podała jej ręki. Rosjanka od razu skierowała się do swojej ławki, gdzie doszło jeszcze do krótkiej wymiany zdań z trenerką. Tymczasem Ostapenko mogła świętować nie tylko awans do najlepszej ósemki turnieju, ale również praktycznie zapewnione rozstawienie przed losowaniem drabinki Roland Garros.

  • Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Fani tenisa, którzy z zapartym tchem oczekują pojedynku Igi Świątek i Naomi Osaki w 1/8 finału turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie muszą uzbroić się w cierpliwość. Wszystko wskazuje na to, że spotkanie dwóch ikon kobiecego tenisa, które pierwotnie miało rozpocząć się nie przed godziną 18.00, może sporo się opóźnić.
    Iga Świątek, Naomi Osaka

    Iga Świątek, Naomi OsakaDomenico Cippitelli/NurPhoto/Thomas COEXAFP

    Iga Świątek ma za sobą słodko-gorzkie rozpoczęcie sezonu na mączce. Choć w przeszłości wygrywała zarówno turniej w Stuttgarcie, jak i w Madrycie, tym razem musiała obejść się smakiem i oba te miasta opuściła bez końcowego trofeum. W Niemczech Raszynianka musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej. W Hiszpanii natomiast, w trakcie meczu z Ann Li, była liderka światowego rankingu kobiecego tenisa skreczowała z powodu problemów zdrowotnych.

    W Rzymie jednak wszystko układa się po myśli siedmiokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej. W meczu otwarcia Polka pokonała dawną deblową partnerkę Catherine McNally 6:1, 6:7(5), 6:3. W kolejnej rundzie odprawiła z kwitkiem Elisabettę Cocciaretto 6:1, 6:0.

    W 1/8 finału nasza reprezentantka zmierzy się z naprawdę mocną przeciwniczką, która obecnie szlifuje swoje umiejętności pod okiem byłego trenera Polki, Tomasza Wiktorowskiego. Mecz Igi Świątek i Naomi Osaki pierwotnie miał rozpocząć się w poniedziałek nie wcześniej niż przed godziną 18.00. Na kilka godzin przed wyjściem obu pań na kort stało się jednak jasne, że starcie to rozpocząć się może z opóźnieniem.

    Mecz Igi Świątek i Naomi Osaki może rozpocząć się z opóźnieniem. Oto powód

    Sytuacja na BNP Paribas Arena mocno się skomplikowała po tym, jak pierwsze mecze odbywające się na tym korcie przeciągnęły się do blisko dwóch godzin każdy. Obecnie na obiekcie trwa starcie Elina Switolina – Nikola Bartunkova, a jeszcze zanim Świątek i Osaka rozpoczną swoją batalię, na korcie zobaczymy Daniiła Miedwiediewa i Pablo Llamasa Ruiza.

    Biorąc pod uwagę obecną sytuację wiele wskazuje na to, że Iga Świątek i Naomi Osaka na kort wkroczą około godziny 19.00. Wszystko jednak może jeszcze ulec zmianie.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga Świątek Aaron FavilaEast News
    Kobieta w sportowym stroju i czapce z daszkiem na korcie ziemnym, unosi obie dłonie złożone do oklasków i delikatnie się uśmiecha.

    Iga Świątek DOMENICO CIPPITELLIAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie tenisowym.

    Naomi OsakaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Matteo Arnaldi – Rafael Jodar. Skrót meczu.

  • 6:1, 6:0. Świątek po meczu zaczęła mówić o Naomi Osace

    6:1, 6:0. Świątek po meczu zaczęła mówić o Naomi Osace

    Bardzo przyjemny mecz dla Igi Świątek w Rzymie. Polska tenisistka nie miała najmniejszych kłopotów i w zaledwie 65 minut uporała się z Elisabettą Cocciaretto, wygrywając 6:1, 6:0. Awansowała tym samym do 1/8 finału turnieju rangi WTA 1000. Po spotkaniu nasza reprezentantka zabrała głos w pomeczowym wywiadzie. Skomentowała m.in. nadchodzące hitowe starcie z Naomi Osaką.
    Fot. Ciro De Luca / REUTERS

    Dla Igi Świątek starcie z Cocciaretto było drugim takim w jej karierze. Rok temu zagrała z Włoszką dokładnie w tym samym miejscu, czyli w Rzymie. Skończyło się to brutalną egzekucją, bo Polka straciła tylko jednego gema, zwyciężając 6:1, 6:0. Tym razem, mimo słabszej formy w bieżącym roku, też zanosiło się, że może skończyć się podobnie. Bardzo szybko przekonaliśmy się, iż możliwa jest wręcz w stu procentach dokładna kopia tamtego spotkania.

    Zobacz wideo Co dalej z karierą Szczęsnego? Żelazny: Wojtek przeszedł tę grę. Już jest wygranym
    Kopiuj/wklej w wersji Igi Świątek

    Zgadzał się bowiem wynik pierwszego seta. Świątek potrzebowała tylko 30 minut, by wygrać go 1:0. Ciut dłużej niż rok wcześniej, bo wtedy było to 26 minut. Oczywiście nagłe zwroty akcji się zdarzają, ale postawa Włoszki jasno sugerowała, że ona bardziej powalczy o to, by nie przegrać drugiego do zera, jak wtedy. Nie udało jej się to, choć walczyła do końca, bo przy stanie 0:5 miała kilka breakpointów. Ostatecznie jednak Polka nie miała dla niej żadnej litości i ponownie rozgromiła ją 6:1, 6:0. Tym razem w 65 minut (wtedy 54).
    Czas na Osakę! Tak nadchodzące wyzwanie skomentowała Świątek

    Po zwycięstwie Świątek zabrała głos w tradycyjnej pomeczowej rozmowie dla triumfatorki. – Chciałam być solidna i koncentrować się na sobie niezależnie od wyniku. Czasem rywalce łatwiej jest się rozluźnić i iść na całość w samej końcówce. Trzymałam się więc planu, który realizowałam przez cały mecz. Podobało mi się, jak dzisiaj grałam, dobrze serwowałam i otwierałam w ten sposób kort – powiedziała Świątek.

    Nasza reprezentantka jest już w 1/8 finału, ale tam poprzeczka idzie w górę. Jej rywalką będzie trenowana przez Tomasza Wiktorowskiego Naomi Osaka. Japonka w swoim meczu rozniosła 6:1, 6:2 Rosjankę Dianę Sznajder, pokazując świetną formę. – Naomi jest świetną zawodniczką, wiele razy ze sobą grałyśmy. Miałam z nią bardzo trudny mecz dwa lata temu podczas Roland Garros. Wiem, co potrafi zaprezentować i jak grać, gdy czuje się dobrze na korcie – skomentowała nadchodzące starcie z Osaką nasza reprezentantka. Ten mecz już w poniedziałek 11 maja nie przed godziną 18:00.

  • Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Na poniedziałek organizatorzy Internazionali d’Italia zaplanowali wszystkie spotkania 1/8 finału w zmaganiach WTA, połowa zawodniczek musiała więc grać dzień po dniu. W przypadku Jeleny Ostapenko też tak się stało, choć z innego powodu: rywalizuje jeszcze w deblu. W poniedziałek “Zmorę Świątek” czekał mecz z Anną Kalinską, trudno tu było wskazać wyraźną faworytkę. Dość szybko okazało się, że jednak z nich nie jest w pełni sprawna. I zamiast zaciętej batalii, zrobiło się jednostronne widowisko.

    Kontuzja wpłynęła na wynik meczu Anny Kalinskiej z Jeleną OstapenkoMateusz Stańczyk

    Górna połowa drabinki swoje spotkania w trzeciej rundzie rozgrywała w sobotę, dolna – w niedzielę. A dziś na różnych kortach na Foro Italico musiały stawić się wszystkie, które dotarły do etapu 1/8 finału. Nie ma tu jednak mowy o nierówności – we wtorek odbędą się ćwierćfinały dla tych, które grały wcześniej w sobotę. A Iga Świątek, jeśli pokona Naomi Osakę, wystąpi dopiero w środę.

    Taki sam kalendarz był w Madrycie.

    Piękny kort Pietrangeli znów stał się “domem” Jeleny Ostapenko. Łotyszka rozgrywała tu już swoje trzecie z czterech singlowych spotkań w tej edycji. A grała z Anną Kalinską, trudno tu było wskazać faworytkę. “Zmora” Igi Świątek, mająca z Polką bilans 6-0, jest bowiem wyjątkowo nieobliczalna. Choć ta statystyka bezpośrednich starć… była tu przekleństwem Łotyszki. Rywalizowała z Kalinską cztery razy, cztery razy przegrała. Choć nigdy na mączce.

    A każda seria zwykle ma jednak kiedyś swój koniec.

    WTA Rzym. Jelena Ostapenko kontra Anna Kalinska na Pietrangeli. 70 minut meczu

    Kalinska od początku miała w tym spotkaniu problemy. Zdołała obronić jeszcze break pointy w swoim pierwszym gemie serwisowym, ale w kolejnych – już nie. Po trzecim gemie dostała już tabletki przeciwbólowe, po czwartym podszedł do niej arbiter Tom Sweeney, gdy próbowała konsultować się z trenerką Patricią Tarabini. Przegrała seta 1:6, poprosiła o pomoc medyczną. A ta została udzielona poza kortem. Już na starcie na Pietrangeli Rosjanka pojawiła się z bandażem na udzie. I w końcówce pierwszej partii niemal się nie ruszała za środka kortu.
    Zawodniczka tenisowa uśmiecha się i układa dłonie w kształt serca, trzymając w jednej z nich rakietę, ubrana w czarny strój sportowy.

    Jelena Ostapenko, Rzym 2026WANG KAIYAN/XinhuaAFP

    Wydawało się, ze ten mecz musi zakończyć się kreczem. A dobiegł do końca w normalnym trybie. Kalinska dzielnie walczyła, przynajmniej w swoich gemach serwisowych. Dwa pierwsze wygrała, stąd i 2:2. Bo Łotyszka była tu bezwzględna. Często serwowała na ciało rywalki, później chciała zmusić ją do biegania.

    A gdy w piątym gemie doszło do pierwszego breaka, na dodatek po podwójnym błędzie Anny, było już praktycznie jasne, jak zakończy się to spotkanie. I że Ostapenko po dwóch latach znów zamelduje się w ćwierćfinale na Foro Italico.

    Rosjanka walczyła, nie można jej odmówić ambicji. Ostapenko jednak była po prostu lepsza. Po 70 minutach, z których jednak zapewne około 10 miało miejsce przy pomocy dla Kalinskiej, spotkanie się zakończyło. Wynikiem 6:1, 6:2 dla Łotyszki.

    A później doszło do czegoś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Po ostatniej akcji, Kalinska wpakowała drajwa w siatkę, Rosjanka ruszyła do swojej ławki. Nie podziękowała Ostapenko, nie podała jaj ręki. Miała też scysję słowną z trenerką.

    A Jelena fetowała – po dwóch latach przerwy znów jest w 1/8 finału na Foro Italico. I jednak zapewniła sobie rozstawienie w losowaniu drabinki w Paryżu.
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoTHOMAS KIENZLE / AFPAFP

    Matteo Arnaldi – Rafael Jodar. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Pokaz siły w meczu pogromczyni Sabalenki w Rzymie. Wyżej notowana odpada

    Pokaz siły w meczu pogromczyni Sabalenki w Rzymie. Wyżej notowana odpada

    Sorana Cirstea sprawiła jedną z największych sensacji tegorocznego turnieju WTA 1000 w Rzymie. Rumunka, która już kilka miesięcy temu zapowiedziała zakończenie kariery po obecnym sezonie, najpierw wyeliminowała liderkę światowego rankingu Arynę Sabalenkę, a następnie poszła za ciosem i wywalczyła pierwszy w karierze awans do ćwierćfinału imprezy w stolicy Włoch. W poniedziałkowym meczu czwartej rundy pokonała Lindę Noskovą 6:2, 6:4.

    Po zwycięstwie nad Sabalenką 36-letnia tenisistka nie ukrywała radości. Podkreślała, że ciężka praca wciąż przynosi efekty, a pokonanie najlepszej zawodniczki świata było dla niej wyjątkowym momentem. Jednocześnie zaznaczyła, że Białorusinka pozostaje tenisistką najwyższej klasy, mimo że w ostatnich dniach zmagała się z problemami zdrowotnymi.

    Dwa dni później Cirstea ponownie pojawiła się na Campo Centrale, gdzie jej rywalką była rozstawiona z numerem 13 Linda Noskova. Czeszka do tej pory prezentowała się bardzo pewnie i w dwóch wcześniejszych spotkaniach straciła zaledwie dziewięć gemów. Mimo to od początku meczu inicjatywa należała do Rumunki.

    Noskova już w pierwszym gemie serwisowym popełniała błędy i szybko została przełamana. Cirstea natomiast imponowała spokojem, skutecznym serwisem i odważną grą. Już po kilkunastu minutach prowadziła 4:0, całkowicie dominując wydarzenia na korcie. Rumunka świetnie radziła sobie w dłuższych wymianach, a efektowne skróty i pewna gra przy siatce dodatkowo podkreślały jej przewagę. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2.

    W drugiej partii Noskova próbowała wrócić do gry i momentami prezentowała się zdecydowanie lepiej. Po raz kolejny jednak straciła serwis, a Cirstea szybko odskoczyła na prowadzenie. Gdy wydawało się, że Rumunka kontroluje przebieg spotkania, Czeszka zdołała odrobić stratę przełamania i doprowadziła do remisu 4:4.

    Końcówka meczu należała jednak do bardziej doświadczonej zawodniczki. Cirstea wykorzystała błędy rywalki, ponownie ją przełamała, a chwilę później przy własnym podaniu przypieczętowała zwycięstwo efektowną akcją przy siatce. Całe spotkanie trwało 82 minuty.

    Dzięki wygranej 6:2, 6:4 Rumunka po raz pierwszy w karierze zameldowała się w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie. O miejsce w półfinale zagra z Anną Kalinską lub Jeleną Ostapenko.

  • Godziny do meczu Świątek z Osaką. Głośno o Wiktorowskim. “Trochę niepewności”

    Godziny do meczu Świątek z Osaką. Głośno o Wiktorowskim. “Trochę niepewności”

    Mecz Iga Świątek z Naomi Osaka w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie budzi ogromne emocje nie tylko ze względu na sportową stawkę. W centrum uwagi znalazł się również Tomasz Wiktorowski, który przez lata współpracował ze Świątek, a obecnie prowadzi japońską gwiazdę. Zdaniem Michała Dembka właśnie ten wątek może odegrać istotną rolę w poniedziałkowym starciu.

    Polka ma już za sobą dwa spotkania na kortach Foro Italico. Na otwarcie turnieju pokonała Catherine McNally 6:1, 6:7(5), 6:3, choć nie obyło się bez trudniejszych momentów. Znacznie pewniej wyglądała w kolejnym meczu, gdy rozbiła Elisabettę Cocciaretto 6:1, 6:0. Były tenisista Michał Dembek w programie „Sofa Sportowa” podkreślił jednak, że rywalka nie postawiła Świątek większych wymagań i dlatego z oceną formy liderki trzeba jeszcze poczekać.

    Ekspert zwrócił uwagę na zmiany widoczne w grze raszynianki. Według niego Świątek wygląda obecnie bardziej stabilnie i spokojniej buduje akcje niż jeszcze kilka miesięcy temu. Dembek zauważył, że Polka stara się utrzymywać lepszą równowagę przy uderzeniach i ograniczać chaos w wymianach. Jego zdaniem starcie z Osaką będzie pierwszym poważnym testem, który pokaże, czy nowe elementy funkcjonują także pod dużą presją.

    Do tej pory Świątek i Osaka mierzyły się trzykrotnie, a dwa zwycięstwa odniosła Polka. Najbardziej pamiętny był ich pojedynek podczas Roland Garros 2024, gdy Świątek po dramatycznym meczu triumfowała 7:6(1), 1:6, 7:5.

    Tym razem dodatkowym smaczkiem będzie obecność Wiktorowskiego w sztabie Japonki. Szkoleniowiec pracował ze Świątek od końcówki 2021 roku do października 2024, a latem 2025 rozpoczął współpracę z Osaką. Dembek uważa, że były trener doskonale zna mocne i słabe strony swojej dawnej podopiecznej i z pewnością przygotował konkretny plan na ten mecz.

    Jednocześnie ekspert zaznaczył, że sama strategia to jeszcze nie wszystko. Jego zdaniem Osaka musi być w stanie realizować założenia przez cały mecz, a właśnie utrzymanie stabilnego poziomu bywa u niej największym problemem. Dembek przewiduje, że Japonka będzie chciała od początku przejąć inicjatywę i zdominować Świątek agresywną grą, zamiast oddawać jej przestrzeń na korcie.

    Kluczowym elementem spotkania może okazać się serwis. Jeśli Osaka będzie regularnie wygrywać łatwe punkty po podaniu i pewnie utrzymywać swoje gemy, presja po stronie Świątek znacząco wzrośnie. Dembek podkreśla, że właśnie wtedy w głowie Polki mogą pojawić się dodatkowe myśli związane z obecnością byłego trenera po drugiej stronie kortu.

    Były tenisista spodziewa się wyrównanego, nawet trzysetowego pojedynku. Według niego Świątek musi przede wszystkim utrzymywać głęboką grę, dobrze serwować i zachować spokój mentalny, by nie pozwolić Osace narzucić własnych warunków.

    Spotkanie Świątek z Osaką zaplanowano na poniedziałek 11 maja. Mecz ma rozpocząć się nie wcześniej niż o godzinie 18:00.