Category: Uncategorized

  • Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Michalczewski o Karolu Nawrockim: “Wporzo gość, ale Trzaskowski bardziej mi pasuje”

    6 sierpnia Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP. W maju, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, Dariusz Michalczewski w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet opowiedział o swojej znajomości z Nawrockim oraz o własnych politycznych sympatiiach. Były mistrz świata w boksie przyznaje, że zna kandydata z ramienia PiS, ale jego poparcie kieruje w stronę Rafała Trzaskowskiego.

    Michalczewski: Znam Karola, to sympatyczny facet

    — Siedzę często z chłopakami na kawie, którzy znają Karola z dawnych lat, ale nawet nie będę powtarzał, co o nim mówią — zaznacza “Tiger”. — To nie są ludzie, których bym traktował jako wiarygodne źródło informacji.

    Michalczewski zna Nawrockiego z wydarzeń charytatywnych i imprez sportowych. — To mój młodszy kolega z Gdańska. Spotkaliśmy się kilka razy. Karol to bardzo sympatyczny i fajny facet — mówi. — Ale jeśli chodzi o jego dokonania w boksie, to nie mam pojęcia. Wiem tylko, że trenował, ale nigdy nie widziałem go w ringu. Gdy on zaczynał przygodę z boksem, ja już byłem w Niemczech.

    “Wporzo gość, ale Trzaskowski to mój kandydat”

    Mimo sympatii do Nawrockiego, Michalczewski jasno określa swoje polityczne preferencje. — Od lat wspieram Koalicję Obywatelską. Uważam, że lepiej będzie, jeśli prezydentem zostanie Rafał Trzaskowski. Wtedy to wszystko pójdzie do przodu. Jak prezydent będzie z innej opcji niż rząd, znowu zacznie się konflikt — ocenia.

    — Trzaskowski reprezentuje kierunek proeuropejski, który bardzo mi odpowiada. Nie chcę powiedzieć, że trzeba wybierać “mniejsze zło”, ale on wydaje mi się najbardziej racjonalnym wyborem — podkreśla “Tiger”.

    — Karol to fajny gość, podchodzi do mnie z respektem, ale widziałem go może pięć razy, głównie na turniejach i imprezach charytatywnych. Lubię ludzi związanych z boksem, więc i jego darzę sympatią. Ale nie wiem nawet, czy stoczył jakiekolwiek walki amatorskie — dodaje.

    “Freak fighty to tragedia. Ale boks w Polsce odżywa”

    Michalczewski odniósł się również do obecnej kondycji boksu w Polsce i mody na treningi wśród młodych ludzi. — Dzisiaj boks jest bardzo popularny jako hobby. Widzę, jak w Gdańsku rodzice, a nawet dziadkowie, zapisują dzieci na zajęcia. To cieszy — mówi.

    Zaznacza jednak, że nie jest fanem freak fightów. — Dla mnie to tragedia. To antysport. Ci ludzie nic nie potrafią, tylko się wyzywają. Na szczęście ta moda chyba powoli przemija — uważa.

    — Dobrze, że powstała Polska Liga Boksu. Widać światełko w tunelu. Będę się starał ją wspierać. Mamy coraz więcej talentów, widać postęp — dodaje.

    O obecnym rządzie i roli prezydenta

    Były mistrz świata skomentował też obecną sytuację polityczną. — Trzeba teraz wszystko uporządkować. Nie wiadomo, kto za co odpowiada. Musimy działać wspólnie, bo inaczej będzie jak w sporcie — jak kilku trenerów mówi co innego, to robi się chaos — mówi Michalczewski.

    — Jasne, obecny rząd popełnia błędy, ale każdy je popełnia. Trzeba teraz dużo naprawić. Potrzebujemy prezydenta, który będzie miał “łeb na karku” i nie będzie przeszkadzał. Nawet jeśli nie będzie to Trzaskowski, to powinien być ktoś obiektywny — zaznacza.

    “Pomagam młodym sportowcom. To jest mój świat”

    Na pytanie, czy obecna władza zrobiła coś dla sportu, Michalczewski odpowiada szczerze: — Nie śledziłem tego dokładnie. Skupiam się na własnej działalności. Prowadzę fundację, wspieram dzieci z domów dziecka i utalentowanych juniorów. To im poświęcam czas.

    — Widzę postępy. Chłopaki zaczynają trenować. Sale są pełne. Oby tylko sport przyciągał młodzież, a nie te wszystkie wyzwiska i “celebryckie” pojedynki. Bo boks to ciężka, wymagająca dyscyplina, a nie cyrk — kończy Michalczewski.

  • Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Świetny początek Polaków w Kozerkach. Cztery zwycięstwa i emocjonujący bój Kaśnikowskiego

    Turniej w Kozerkach rozpoczął się znakomicie dla reprezentantów Polski. Już pierwsze trzy mecze zakończyły się ich zwycięstwami. Rozstawiony z numerem 1 Kamil Majchrzak pokonał Białorusina Ilję Iwaszkę, a niespodziankę sprawił Tomasz Berkieta, który ograł sklasyfikowanego o 400 miejsc wyżej Chilijczyka Matiasa Soto (ATP 250 vs 650). Obydwaj Polacy zmierzą się teraz ze sobą w 1/8 finału, co oznacza, że mamy już pewnego ćwierćfinalistę. Awans do kolejnej rundy wywalczył także Olaf Pieczkowski (ATP 477), który pokonał Norwega Viktora Durasovicia (ATP 222).

    Maks Kaśnikowski nie był faworytem, ale pokazał klasę

    Czwartym z Polaków, który wyszedł na kort, był Maks Kaśnikowski. Zadanie miał niełatwe – jego rywalem był rozstawiony z numerem 8 Francuz Hugo Grenier, były gracz Top 100 rankingu ATP (najwyżej na 95. miejscu), obecnie zajmujący 192. pozycję. Kaśnikowski, który w tym sezonie zmagał się z problemami zdrowotnymi, wraca jednak do formy – niedawno triumfował w turnieju ITF M25 w Koszalinie.

    Pierwszy set nie ułożył się po myśli Polaka. Dwukrotnie stracił podanie, a decydujące przełamanie Grenier zdobył przy stanie 4:5, kończąc partię wynikiem 6:4. W drugim secie Kaśnikowski rozpoczął z impetem, przełamując rywala już w pierwszym gemie. Niestety, Francuz zdołał wyrównać na 3:3 i o losach tej odsłony zdecydował tiebreak. Obaj zawodnicy szli punkt za punkt, a każdy błąd mógł przesądzić o wyniku. Szczęśliwie to Grenier pomylił się przy piłce setowej, co dało Kaśnikowskiemu zwycięstwo 7:5 i wyrównanie stanu meczu.

    Kapitalny trzeci set. Kaśnikowski zdemolował rywala

    Wydawało się, że przed nami długa, trzysetowa batalia, mogąca potrwać nawet trzy godziny. Tymczasem trzecia partia przyniosła zaskakujący zwrot. Grenier zupełnie się zatrzymał, a Kaśnikowski całkowicie przejął kontrolę nad meczem. Narzucił swoje tempo i styl gry, na co Francuz nie potrafił odpowiedzieć. W pierwszych pięciu gemach wygrał zaledwie siedem wymian, nie zdobywając żadnego gema. Polak prowadził już 5:0 i był o krok od awansu.

    Choć nie udało się wygrać seta do zera, wynik 6:1 mówi wszystko. Znakomita gra Kaśnikowskiego w końcówce spotkania dała mu awans do 1/8 finału oraz zapewniła Polakom czwarte z rzędu zwycięstwo w Kozerkach. Do rozegrania pozostał już tylko mecz Filipa Pieczonki, który zmierzy się z byłym półfinalistą Australian Open – Asłanem Karacewem (2021). Sam Kaśnikowski w walce o ćwierćfinał zagra z Estończykiem Daniiłem Glinką (ATP 371).

  • To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney o sekretnym ślubie: “Nie zaprosiliśmy nawet rodziny”

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney od ponad roku jest szczęśliwą mężatką. Jej wybrankiem został były amerykański kolarz Taylor Phinney. Ich ślub odbył się w tajemnicy, bez udziału rodziny i przyjaciół. Dlaczego para zdecydowała się na tak kameralną ceremonię?

    – Byłam tylko ja i Taylor. Jesteśmy osobami publicznymi, dlatego fajnie było przeżyć to wielkie wydarzenie bardzo prywatnie. Nie zaprosiliśmy nawet nikogo z rodziny – wyjaśniła Niewiadoma.

    Ceremonia odbyła się w absolutnej ciszy medialnej. Dopiero później kolarka opublikowała kilka romantycznych zdjęć z tego dnia i opisała swojego męża jako “najpiękniejszego mężczyznę na świecie”.

    Miłość od pierwszego wejrzenia

    Para poznała się podczas zawodów w Katarze, krótko po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. W kwietniu tego roku świętowali siódmą rocznicę związku. Od początku uchodzili za wyjątkowo zgrany duet.

    – Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Dziękuję ci za to, że potrafisz uczynić zwykłe chwile czymś niezwykłym, za twoją ciekawość świata, nieustanną inspirację, pozytywność, muzykę, sztukę i wszystko, co tworzysz. Nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ty. W moich oczach jesteś po prostu doskonały – pisała kolarka o Phinneyu w czerwcu 2021 roku.

    Sukcesy i nowe drogi

    W tym roku Katarzyna Niewiadoma-Phinney znów potwierdziła swoją klasę, zajmując trzecie miejsce w kobiecym Tour de France. To jej drugie z rzędu podium w tym prestiżowym wyścigu – w 2024 roku triumfowała, a teraz zainkasowała 10 tysięcy euro za miejsce na najniższym stopniu podium.

    Jej mąż, Taylor Phinney, zakończył karierę kolarską sześć lat temu. Był czterokrotnym medalistą mistrzostw świata na torze oraz dwukrotnym medalistą w kolarstwie szosowym. Swoją decyzję o zakończeniu kariery tłumaczył tak:

    – Zmagałem się z tą decyzją przez długi czas. Ostatecznie to moje ciało zdecydowało za mnie. Czułem, że pora skierować energię w coś nowego, nieznanego – powiedział. – Odchodzę, by tworzyć sztukę i muzykę.

  • Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Michalczewski o nowym prezydencie RP. „Sympatyczny gość”

    W środę, 6 sierpnia, Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wybory, które odbyły się 1 czerwca, zakończyły się jego zwycięstwem nad Rafałem Trzaskowskim w drugiej turze. Jednym z tych, którzy poparli kandydata Koalicji Obywatelskiej, był Dariusz Michalczewski. Legendarny bokser nie ukrywał swojego politycznego zaangażowania i w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” otwarcie mówił, że zależy mu na tym, by prezydent oraz osoby kierujące rządem wywodzili się z tej samej formacji politycznej.

    Mimo to, „Tiger” nie żywi urazy wobec nowego prezydenta. Wręcz przeciwnie – wypowiadał się o nim z szacunkiem i sympatią.

    — Widziałem go parę razy. Bardzo sympatyczny gość. Podchodził do mnie z dużym respektem, bo ja jednak jestem jego starszym kolegą z dużym dorobkiem. Wporzo gość. Na tyle, na ile go poznałem – bo widzieliśmy się może pięć razy, głównie przy okazji imprez charytatywnych czy turniejów. Lubię wszystkich, którzy są probokserscy, bo to moja dyscyplina – powiedział Michalczewski jeszcze przed wyborami prezydenckimi.

    Karol Nawrocki, podobnie jak Michalczewski, pochodzi z Gdańska. W przeszłości trenował boks, choć nigdy nie miał okazji zaprezentować swoich umiejętności przed „Tigerem”.

    — On trenował boks, gdy ja już wyjechałem do Niemiec. Osobiście nigdy nie widziałem Karola na treningu, ale wiem, że ćwiczył – dodał były mistrz.

    Dariusz Michalczewski po zakończeniu kariery sportowej na stałe osiadł w Gdańsku. Choć większość zawodowych walk stoczył pod niemiecką flagą, cztery ostatnie pojedynki rozegrał już jako reprezentant Polski. W latach 1991–2003 pozostawał niepokonany, stając do walki 50 razy, z czego 48 zakończył zwycięstwem (38 przez nokaut). Na swoim koncie ma mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO i IBF w wadze półciężkiej oraz WBO w wadze junior ciężkiej.

  • Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

    Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

     

    Szokujące decyzje odchodzącego prezydenta. Kogo jeszcze odznaczył Andrzej Duda? Internauci: “Totalnie się odkleja”

    Andrzej Duda pod koniec swojej drugiej kadencji postanowił zaskoczyć środowisko piłkarskie – i to mocno. Prezydent odznaczył aż 17 osób związanych z polskim futbolem, co samo w sobie byłoby jeszcze do przyjęcia, gdyby nie fakt, że wśród uhonorowanych znalazł się wyjątkowo kontrowersyjny działacz. W sieci zawrzało. „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie” – napisał jeden z użytkowników platformy X.

    Mowa o Pawle Żelemie – postaci dobrze znanej w polskim środowisku piłkarskim, ale od lat owianej złą sławą. Żelem w przeszłości pełnił funkcje prezesa w Piastcie Gliwice, Śląsku Wrocław oraz Lechii Gdańsk. Tym samym został pierwszym działaczem, który zaliczył „hattricka” – zarządzając trzema klubami Ekstraklasy. Jego kariera była jednak daleka od wzorowej – w tle pojawiały się poważne zarzuty, w tym o mobbing.

    – Powiem tyle: jeden z pracowników musiał przez wiele miesięcy leczyć się psychiatrycznie po zakończeniu współpracy z Lechią. Praca siedem dni w tygodniu, absurdalne wymagania, nieustanna krytyka, czepianie się o każdy wyimaginowany błąd – relacjonowała anonimowo osoba z jego otoczenia w rozmowie z weszlo.com. Podobne praktyki miał stosować również w innych klubach, którymi zarządzał.

    Srebrny Krzyż Zasługi dla Żelema. Oburzenie w sieci

    W poniedziałek, 4 sierpnia, Andrzej Duda wręczył Pawłowi Żelemowi Srebrny Krzyż Zasługi. Decyzja prezydenta natychmiast podzieliła środowisko piłkarskie i wywołała falę negatywnych komentarzy w sieci.

    – Kulesza to jedno, ale Duda odznaczył Pawła Żelema – faceta wielokrotnie oskarżanego o mobbing, o którym pisał New York Times. Ale żeby to wiedzieć, to trzeba by było przeczytać coś więcej niż swoją książkę – skomentował dziennikarz Paweł Paczul.

    Inni internauci nie szczędzili sarkazmu:
    „Pewnie za wybitne osiągnięcia w mobbingu otrzymał to odznaczenie”,
    „Żelem? Za niszczenie polskich klubów?”,
    „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie”.

    Nie tylko Żelem. Wątpliwości wobec innych odznaczonych

    Choć to właśnie wyróżnienie dla Pawła Żelema wywołało największe kontrowersje, również inne nazwiska z listy Dudy wzbudziły konsternację. Internauci nie rozumieli m.in. uhonorowania Cezarego Kuleszy – prezesa PZPN, który również nie cieszy się najlepszą opinią.

    – Nie ma jak kompromitacja na koniec kadencji,
    – Ja p******ę, z urzędu i powagi można zrobić wszystko, co się tylko chce – komentowali użytkownicy X.

    Co dalej z Andrzejem Dudą?

    Odznaczenia te były jednymi z ostatnich decyzji Dudy jako prezydenta. Już 6 sierpnia oficjalnie zakończy się jego druga kadencja, a na fotelu głowy państwa zastąpi go Karol Nawrocki – zwycięzca drugiej tury wyborów, który pokonał Rafała Trzaskowskiego nieznaczną przewagą.

    Nowy prezydent kompletował w ostatnich dniach swój sztab i wkrótce obejmie oficjalnie urząd. Tymczasem nie wiadomo, jaką ścieżkę obierze Andrzej Duda. Pojawiały się spekulacje, że może próbować zdobyć miejsce w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim (MKOl), ale te plany upadły i wywołały sporo krytyki. Na polityczną emeryturę Duda jednak – przynajmniej na razie – się nie wybiera.

     

  • Izrael reaguje po słowach Donalda Tuska. “Niedopuszczalna aluzja”

    Izrael reaguje po słowach Donalda Tuska. “Niedopuszczalna aluzja”

    Dyplomatyczna Burza: Izrael potępia odniesienia Tuska do Holokaustu w kontekście kryzysu w Gazie — Polski premier i MSZ nie ustępują mimo narastającej krytyki

     

    Już i tak napięty globalny dyskurs wokół konfliktu w Strefie Gazy nabrał dramatycznego tempa w tym tygodniu, gdy doszło do dyplomatycznego spięcia między Polską a Izraelem. Powód? Wywołujące emocje i silne skojarzenia historyczne oświadczenie premiera Donalda Tuska, który nawiązał do II wojny światowej, krytykując działania izraelskiego rządu w obliczu katastrofy humanitarnej w Gazie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela szybko zareagowało, określając wypowiedź Tuska jako „całkowicie niedopuszczalną aluzję”, co wywołało burzę moralno-polityczną w całej Europie i na Bliskim Wschodzie.

     

    Tusk zabiera głos: przestroga z historii

     

    W miniony weekend premier Donald Tusk przerwał milczenie w sprawie dramatycznych wydarzeń w Strefie Gazy. W poście opublikowanym na platformie X (dawniej Twitter) zadeklarował, że Polska jednoznacznie potępia działania Hamasu i wszelki terroryzm, ale zaznaczył, że nie może popierać izraelskich polityków, których decyzje — jak to ujął — „prowadzą do głodu i śmierci matek i dzieci”.

     

    Jego przekaz nie kończył się jednak na tej deklaracji. W mocnym nawiązaniu historycznym przypomniał, że takie wydarzenia powinny głęboko poruszać „narody, które wspólnie przeszły przez piekło II wojny światowej”. Sugestia, że Izrael — państwo powstałe w cieniu Holokaustu — powinien być szczególnie świadomy konsekwencji zbiorowego cierpienia, wywołała ostrą reakcję w Jerozolimie.

     

    Reakcja Izraela: „Niedopuszczalna aluzja”

     

    W poniedziałek izraelskie MSZ opublikowało mocno sformułowane oświadczenie w odpowiedzi na słowa premiera Polski. Resort zarzucił Tuskowi, że dokonał „niedopuszczalnej aluzji”, łącząc cierpienie z czasów Holokaustu z obecną krytyką izraelskiej polityki. „Premier Polski powinien pamiętać lekcję zawartą w haśle ‘Nigdy więcej’” — napisano w komunikacie, próbując w ten sposób odwrócić moralny przekaz Tuska.

     

    Izraelskie władze uznały, że tego typu wypowiedzi zacierają granicę między słusznym potępieniem Hamasu a niesprawiedliwym demonizowaniem izraelskich decydentów. Odwołanie się do Holokaustu w tym kontekście uznano za obraźliwe i nieodpowiedzialne politycznie.

     

    Kryzys w Gazie: cena humanitarna

     

    W czasie gdy trwa wojna słów, rzeczywistość w samej Strefie Gazy staje się coraz bardziej dramatyczna. Międzynarodowe organizacje humanitarne biją na alarm z powodu fatalnych warunków panujących w oblężonej enklawie. Brakuje żywności, wody, infrastruktura cywilna jest zniszczona, a konwoje z pomocą są blokowane na przejściach granicznych kontrolowanych przez Izrael.

     

    Raporty z terenów objętych walkami potwierdzają, że wśród ofiar nalotów są kobiety i dzieci. Dostarczenie pomocy humanitarnej jest niemal niemożliwe, ponieważ izraelskie władze ściśle kontrolują dostęp do Strefy Gazy, powołując się na względy bezpieczeństwa i zagrożenie ze strony Hamasu.

     

    Lewica zabiera głos: Adrian Zandberg żąda działań

     

    Burza wywołana słowami Tuska dotarła także do polskiego parlamentu. W poniedziałek Adrian Zandberg, współprzewodniczący partii Razem, z mównicy sejmowej odniósł się do kryzysu i reakcji rządu. Skrytykował symboliczne gesty w mediach społecznościowych, domagając się realnych kroków politycznych.

     

    — Jeśli kiedykolwiek był moment, kiedy trzeba zachować przyzwoitość, to właśnie teraz — powiedział Zandberg. — Jeżeli historia kogokolwiek rozliczy, to tych, którzy sądzą, że wystarczy napisać tweeta, gdy dochodzi do masowego mordowania ludności cywilnej.

     

    Zandberg wezwał następnie do wypowiedzenia umowy stowarzyszeniowej Unii Europejskiej z Izraelem i wprowadzenia sankcji wobec izraelskich polityków odpowiedzialnych — jego zdaniem — za zbrodnie wojenne.

     

    Ministerstwo Spraw Zagranicznych: ostrożne, ale stanowcze

     

    W obliczu narastającej międzynarodowej presji, swoje stanowisko przedstawiło także polskie MSZ. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaapelował do Izraela o przestrzeganie międzynarodowego prawa humanitarnego i konieczność ograniczenia cierpienia cywilów.

     

    „Polska bezwzględnie potępia wszystkie akty terroru i konsekwentnie wzywa do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zakładników” — podkreślono w oświadczeniu. MSZ przypomniało również o poparciu Polski dla rezolucji ONZ z 12 grudnia 2023 roku dotyczących ochrony ludności cywilnej i egzekwowania zobowiązań prawa międzynarodowego.

     

    Co dalej?

     

    Konsekwencje słów Donalda Tuska i izraelskiej odpowiedzi mogą pogłębić i tak już delikatną sytuację geopolityczną. W obliczu podzielonej postawy Unii Europejskiej wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego, stanowcza retoryka Polski może z jednej strony wywołać większą presję dyplomatyczną, a z drugiej — narazić Warszawę na izolację w pewnych kręgach międzynarodowych.

    Jedno pozostaje jednak pewne: kryzys w Strefie Gazy przestał być wyłącznie problemem Bliskiego Wschodu. Stał się gl

  • Polska legenda wzywa Lewandowskiego do odejścia z Barcelony i ucieczki do Arabii Saudyjskiej. Zaczynamy!

    Polska legenda wzywa Lewandowskiego do odejścia z Barcelony i ucieczki do Arabii Saudyjskiej. Zaczynamy!

    „Nie Jest Już Mile Widziany?” Legenda Polskiej Piłki Uderza w Lewandowskiego – Wzywa Go do Natychmiastowego Odejścia z Barcelony i Przeprowadzki do Arabii Saudyjskiej

    Wypowiedź, która wstrząsnęła światem polskiego i hiszpańskiego futbolu – legendarny bramkarz reprezentacji Polski Jan Tomaszewski publicznie wezwał Roberta Lewandowskiego do zakończenia swojej przygody z FC Barceloną. Pomimo imponującej liczby zdobytych bramek i wywalczonych trofeów, Tomaszewski twierdzi, że 36-latek stał się outsiderem w szatni i powinien pójść śladem Cristiano Ronaldo i Karima Benzemy, przenosząc się do ligi saudyjskiej.

    ⚠️ „Nie Jest Zbyt Lubiany” – Tomaszewski Bez Owijania w Bawełnę

    W rozmowie z Super Expressem, cytowanej przez Mundo Deportivo, Tomaszewski nie przebierał w słowach. Były reprezentant Polski przedstawił ponury obraz sytuacji Lewandowskiego w Barcelonie:

    > „Robert powinien już teraz zakończyć swoją przygodę z Barceloną i przenieść się do ‘lżejszego’ klubu w Arabii Saudyjskiej, tak jak zrobili to najlepsi piłkarze świata – z wyjątkiem [Lionela] Messiego,” stwierdził Tomaszewski.

    > „Spójrzmy prawdzie w oczy – to koniec. Robert nie jest zbyt lubiany w drużynie, a najlepsi zawodnicy Barcelony nie podają mu piłki.”

    Te słowa odbiły się szerokim echem zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Czy naprawdę jeden z największych piłkarzy w historii Polski stał się niechciany w szeregach Dumy Katalonii?

    🏆 Wciąż w Wielkiej Formie?

    Mimo zarzutów Tomaszewskiego, statystyki mówią coś zupełnie innego. W ubiegłym sezonie Lewandowski zdobył aż 42 gole we wszystkich rozgrywkach, prowadząc Barcelonę do dubletu – mistrzostwa Hiszpanii oraz triumfu w Pucharze Króla. 36-latek nie daje po sobie poznać oznak spadku formy fizycznej i wielokrotnie podkreślał, że chce dalej grać na Camp Nou, mimo pojawiających się plotek o transferze do Arabii.

    Jednak coraz więcej doniesień wskazuje na napięcia w szatni. Młodsi koledzy z drużyny oraz zmiany taktyczne pod wodzą trenera Hansiego Flicka sprawiły, że Lewandowski bywa coraz bardziej osamotniony na boisku.

    🛫 Transfer do Arabii – Coraz Bardziej Realny?

    Pomysł Tomaszewskiego nie jest pozbawiony podstaw. Saudyjska Pro League w ostatnich latach intensywnie zabiega o wielkie nazwiska, oferując im astronomiczne kontrakty – z powodzeniem przyciągnęła już Neymara, Benzemę i Ronaldo. Choć Lewandowski do tej pory odrzucał takie oferty, obecna sytuacja w Barcelonie może zmusić go do zmiany zdania – zwłaszcza jeśli rzeczywiście jest marginalizowany przez kolegów z drużyny.

    Przenosiny do „lżejszego” klubu, jak ujął to Tomaszewski, mogą kusić doświadczonego napastnika, który zbliża się do 37. urodzin. Może to być ostatnia szansa, by skorzystać z lukratywnej oferty poza Europą.

    ⚽ Co Dalej?

    Lewandowski ma wystąpić w kolejnym meczu sparingowym Barcelony przeciwko południowokoreańskiemu Daegu FC w poniedziałek, a następnie zakończyć przygotowania meczem z włoskim Como w niedzielę. Teraz jednak wszyscy będą obserwować nie tylko jego grę, ale też mowę ciała, interakcje z kolegami i to, czy rzeczywiście jest traktowany jak gwiazda, na jaką zasługuje.

    Czy zostanie i powalczy o miejsce w podstawowym składzie Blaugrany? A może kontrowersyjne słowa Tomaszewskiego staną się początkiem transferowej burzy?

    Jedno jest pewne: saga z Robertem Lewandowskim w roli głównej daleka jest od zakończenia.

     

  • Andrzej Duda nagradza prezesów PZPN. Kulesza z orderem

    Andrzej Duda nagradza prezesów PZPN. Kulesza z orderem

    Druga kadencja Andrzeja Dudy jako prezydenta dobiega końca. W środę urząd głowy państwa obejmie zaprzysiężony Karol Nawrocki. Jak donoszą media, Andrzej Duda postanowił uhonorować na zakończenie swojej prezydentury osoby związane z polskim futbolem. Wśród wyróżnionych znalazł się między innymi prezes PZPN, Cezary Kulesza.

    Nowy prezydent RP, Karol Nawrocki, zostanie zaprzysiężony w środę i zastąpi urzędującego od dziesięciu lat Andrzeja Dudę. Tymczasem – jak podaje prasa – ustępujący prezydent zdecydował się uhonorować przedstawicieli świata piłki nożnej, przyznając im państwowe odznaczenia. W gronie nagrodzonych znalazł się Cezary Kulesza.

    Portal Weszło.com poinformował: „Prezydent Andrzej Duda odznaczył orderami prezesa PZPN Cezarego Kuleszę oraz nowo mianowanego wiceprezesa PZPN Dariusza Mioduskiego. Dodatkowo wyróżnienia otrzymali Marcin Animucki, wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa profesjonalnego, Wojciech Cygan, który do niedawna pełnił tę funkcję, oraz Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań”.

  • Lewandowski strzela. Szczęsny wszedł, ale nie dograł do końca. Deklasacja!

    Lewandowski strzela. Szczęsny wszedł, ale nie dograł do końca. Deklasacja!

    FC Barcelona w wielkim stylu kończy azjatyckie tournee. Lewandowski z golem, Rashford z debiutanckim trafieniem

    FC Barcelona efektownie zakończyła swoje tournee po Azji, gromiąc południowokoreańskie Daegu FC aż 5:0. Dla drużyny prowadzonej przez Hansiego Flicka był to trzeci z rzędu przekonujący triumf w ramach przygotowań do nowego sezonu. Katalończycy dominowali od pierwszej do ostatniej minuty, a na listę strzelców wpisał się m.in. Robert Lewandowski, który tym samym udowodnił, że już teraz jest gotowy na rywalizację w La Lidze.

    Imponująca forma Barcelony przed sezonem

    Barcelona rozpoczęła swoje przygotowania do sezonu od sparingów z japońskim Visselem Kobe (3:1) i koreańskim FC Seoul (7:3), pokazując ofensywną moc zespołu Flicka. Starcie z Daegu było ostatnim aktem azjatyckiego tournee, a drużyna z Katalonii potraktowała to spotkanie bardzo poważnie, dominując przeciwnika praktycznie przez całe 90 minut.

    Gavi i Lewandowski bohaterami pierwszej połowy

    Od pierwszego gwizdka piłkarze Barcelony przejęli inicjatywę. Zespół często utrzymywał się przy piłce i z łatwością przedostawał się pod pole karne gospodarzy. W 21. minucie padł pierwszy gol — Gavi wykorzystał zamieszanie w polu karnym i pewnym strzałem otworzył wynik. Sześć minut później Katalończycy podwyższyli prowadzenie. Gerard Martin posłał idealne podanie w pole karne, a Robert Lewandowski nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. To jego kolejne trafienie podczas tego tournee i sygnał, że forma Polaka rośnie z meczu na mecz.

    Piłkarze Daegu byli wyraźnie zagubieni i jedyną groźną sytuację stworzyli dopiero w końcówce pierwszej połowy, kiedy Geovani Reis zmarnował znakomitą okazję, pudłując w dogodnej sytuacji. Tuż przed przerwą Barca ponownie przycisnęła, a drugi raz tego dnia na listę strzelców wpisał się Gavi, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:0.

    Zmiany, nowa jedenastka i kolejna dominacja

    W przerwie Hansi Flick wymienił całą jedenastkę. Robert Lewandowski zszedł z boiska, a jego miejsce zajął Marcus Rashford. Co ciekawe, między słupkami pojawił się Wojciech Szczęsny, który rozegrał spokojną połowę. Rywale nie oddali żadnego celnego strzału na jego bramkę, a jedyne, czym wyróżnił się polski golkiper, to dwukrotne wybiegnięcia daleko poza pole karne, gdzie skutecznie przeciął akcje przeciwników.

    W 75. minucie Szczęsny został zmieniony przez 19-letniego Diego Kochena, który również nie miał zbyt wiele pracy, lecz zebrał cenne minuty w barwach pierwszej drużyny.

    Barcelona nie zamierzała zwalniać tempa. W 54. minucie na 4:0 podwyższył 17-letni Toni Fernandez, a jedenaście minut później swoją debiutancką bramkę w barwach “Blaugrany” zdobył Marcus Rashford, finalizując szybki atak drużyny Flicka.

    Efektowny finisz i spokojna końcówka

    Do końca spotkania Barcelona dalej atakowała, jednak brakowało jej już nieco precyzji i skuteczności. Pomimo kilku kolejnych dogodnych okazji, wynik nie uległ zmianie, a mecz zakończył się wysokim, w pełni zasłużonym zwycięstwem Katalończyków 5:0. Styl gry, pressing i płynność akcji mogły się podobać i bez wątpienia napełniają optymizmem przed startem nowego sezonu.

    Ostatni test i start La Ligi

    FC Barcelona ma jeszcze przed sobą jeden sprawdzian — 10 sierpnia zagra mecz towarzyski z włoskim Como. Będzie to ostatnia próba generalna przed inauguracją nowego sezonu La Ligi, którą Barca rozpocznie już 16 sierpnia od wyjazdowego starcia z RCD Mallorca.


    FC Barcelona – Daegu FC 5:0 (3:0)
    Bramki:
    Gavi (21’, 45+2’)
    Robert Lewandowski (27’)
    Toni Fernandez (54’)
    Marcus Rashford (65’)

    Skład Barcelony:
    I połowa: Garcia – Kounde, Araujo, Martin, Balde – de Jong, Gavi – Yamal, Fernandez, Raphinha – Lewandowski
    II połowa: Szczęsny (75’ Kochen) – Garcia, Cubarsi, Christensen, Torrents – Pedri, Casado, Olmo – Roony, Fernandez, Rashford


    Nowa Barcelona Flicka powoli nabiera kształtów, a letnie sparingi potwierdzają, że drużyna ma potencjał, by walczyć o najwyższe cele.

  • Na całym świecie piszą to samo po triumfie Polski. Po prostu “zbyt mocna”

    Na całym świecie piszą to samo po triumfie Polski. Po prostu “zbyt mocna”

    W niedzielę reprezentacja Polski zdobyła złoty medal Ligi Narodów, rozbijając w wielkim finale Włochów 3:0. Drużyna prowadzona przez Nikolę Grbicia rozegrała znakomite spotkanie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do swojej dominacji. “Włosi nie byli w stanie zbliżyć się do rywali w żadnym secie ani w żadnym elemencie gry. Ani przez chwilę nie było wątpliwości, która drużyna jest lepsza” — podkreśla portal sportklub.n1info.si. I nie jest to jedyny głos zachwytu – podziw dla Biało-Czerwonych płynie z całego świata.

    Polacy rozegrali wręcz koncertową fazę finałową turnieju w Ningbo. W trzech kolejnych spotkaniach – z Japonią, Brazylią i Włochami – nie stracili nawet seta, pokazując najwyższy poziom siatkówki. Finałowe starcie tylko potwierdziło ich wybitną dyspozycję – triumfowali pewnie 3:0 i sięgnęli po złoto.

    Zachwycone postawą Polaków są media z różnych zakątków świata. Brazylijski portal webvolei.com.br pisał:
    „Włosi dosłownie zagubieni na boisku, rozbici technicznie i mentalnie. Giannelli i Michieletto nie ukrywali frustracji. Polska, niewzruszona problemami przeciwnika, narzuciła swoje agresywne tempo, z Leonem i Semeniukiem wiodącymi prym w kontratakach”.

    Z kolei słoweński sportklub.n1info.si zwracał uwagę na absolutną dominację Biało-Czerwonych. „Włosi, którzy w półfinale ograli Słowenię i zapewnili sobie pierwszy w historii medal Ligi Narodów, nie potrafili zagrozić Polakom ani przez chwilę. W żadnym secie nie zdołali nawiązać walki, nie istnieli w żadnym aspekcie gry”.

    Francuskie Le Figaro podkreśliło rolę Wilfredo Leona, który zdobył 16 punktów i był najskuteczniejszym zawodnikiem meczu. “Polacy zagrali perfekcyjnie w Chinach. Dominowali od początku do końca. Włosi – mimo że grali w swoim pierwszym finale Ligi Narodów od 2004 roku – nie mieli nic do powiedzenia przeciwko znakomicie zorganizowanej drużynie Grbicia”.

    Podobne wnioski przedstawił również inny francuski dziennik – L’Équipe:
    „Trzeci set był już czystą formalnością. Polska systematycznie powiększała przewagę (10:5, 17:8), nie pozwalając Włochom na złapanie oddechu. To drugi triumf Polaków w Lidze Narodów – poprzedni wywalczyli w 2023 roku. W tegorocznej edycji zdetronizowali Francuzów”.

    Z kolei włoskie media nie zostawiły na swoich reprezentantach suchej nitki. Corriere dello Sport surowo podsumowało występ Azzurrich:
    „Liga Narodów. Polska zbyt silna. Włosi muszą zadowolić się srebrem. Zespół trenera De Giorgiego został zmiażdżony w finale przez ekipę Grbicia. Marzenie o pierwszym historycznym tytule prysło”.

    Polska drużyna po raz kolejny udowodniła, że należy do światowej czołówki. W takiej formie jest gotowa na każde wyzwanie.