Category: Uncategorized

  • Niebotyczny występ Polaka na ME! Złoto i rekord! Przeszedł do historii

    Niebotyczny występ Polaka na ME! Złoto i rekord! Przeszedł do historii

    Hubert Trościanka został mistrzem Europy w dziesięcioboju do lat 20! Podczas czempionatu w fińskim Tampere reprezentant Polski zaprezentował formę życia – nie tylko sięgnął po złoty medal, ale także ustanowił serię imponujących rekordów. Jego dorobek punktowy to najlepszy wynik w historii tej kategorii wiekowej.

    Trościanka rozpoczął zmagania w czwartek 7 sierpnia, notując po pierwszym dniu 4361 punktów, co dawało mu świetną pozycję przed piątkowym finałem. Drugi dzień okazał się prawdziwym pokazem mocy i determinacji młodego Polaka.

    Zawodnik urodzony w 2006 roku stopniowo nabierał rozpędu. W biegu na 110 m przez płotki uzyskał czas 14,23 s, a w rzucie dyskiem posłał sprzęt na odległość 43,46 m. Potem przyszły dwa kapitalne występy – w skoku o tyczce zaliczył 4,80 m, co jest jego nowym rekordem życiowym, a w rzucie oszczepem osiągnął 68,87 m, bijąc historyczny rekord mistrzostw Europy U-20 w tej konkurencji. Już wtedy złoto było pewne, lecz Trościanka chciał czegoś więcej.

    Pozostał bieg na 1500 m – kluczowy dla ustanowienia rekordu świata. Polak spisał się znakomicie, finiszując w czasie 4:28,59. Łączny dorobek 8514 punktów oznacza, że po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy U-20 przekroczono granicę 8500 pkt. Dotychczasowy rekord Niklasa Kaula z 2017 roku (8435 pkt) odszedł w zapomnienie.

    Trościanka wyjeżdża z Tampere z całą kolekcją rekordów. Już pierwszego dnia pobił życiówkę w biegu na 100 m (10,74 s), a dystans 400 m pokonał w 46,21 s – to najlepszy wynik w dziejach rywalizacji dziesięcioboistów na ME U-20.

    Na drugim stopniu podium stanął Holender Luuk Pelkmans, który z wynikiem 8293 pkt (rekord życiowy) przyjechał do Tampere jako lider światowych list. Brąz zdobył Szwajcar Leon Krummenacher – 7972 pkt (rekord życiowy).

    Mistrzostwa Europy do lat 20 w Tampere potrwają do 10 sierpnia. Kolejna edycja odbędzie się za dwa lata w Bydgoszczy, gdzie polscy kibice będą mogli zobaczyć najlepszych młodych lekkoatletów Starego Kontynentu na własnym terenie.

  • Nowe wieści ws. kontuzji Lewandowskiego! Niestety

    Nowe wieści ws. kontuzji Lewandowskiego! Niestety

    Robert Lewandowski doznał kontuzji! W piątek klub FC Barcelona poinformował, że polski napastnik podczas treningu odczuł dyskomfort w mięśniu dwugłowym lewego uda. Wiadomo już, że z tego powodu opuści sobotnie starcie z Como o Puchar Gampera, jednak niewykluczone, że to nie koniec złych wiadomości. Kolejne, niepokojące informacje przekazał dziennikarz „Sportu” Sergi Capdevila.

    Lewandowski miał w połowie sierpnia rozpocząć swój czwarty, a zarazem ostatni zaplanowany w kontrakcie sezon w barwach Barcelony. Okres przygotowawczy napastnik zakończył z dobrym bilansem — trafił do siatki w meczach z FC Seoul i Daegu FC, a jego forma wyglądała obiecująco. Piątkowy komunikat klubu był więc prawdziwym ciosem: 36-latek doznał urazu, który może pokrzyżować jego plany na początek rozgrywek.

    W oświadczeniu Barcelony czytamy: „Robert Lewandowski poczuł dyskomfort w mięśniu dwugłowym lewego uda. Nie zagra w niedzielnym meczu o Puchar Gampera, a jego dalsza dostępność będzie oceniana na podstawie postępów rehabilitacji i wyników kolejnych badań”. Oznacza to, że Polaka na pewno zabraknie 10 sierpnia w spotkaniu z Como (początek o 21:00). Wciąż jednak otwarte pozostaje pytanie o jego udział w inauguracji LaLiga.

    Start ligowych zmagań zaplanowano na niespełna tydzień później. Dziennikarz Sergi Capdevila przekazał jednak, że występ Lewandowskiego w tym meczu stoi pod dużym znakiem zapytania. – Robert Lewandowski nie zagra z powodu bólu ścięgna udowego. Opuści niedzielny mecz o Puchar Gampera, a jego udział w inauguracyjnym spotkaniu ligowym na Majorce jest niepewny – napisał na platformie X.

    Ostateczna decyzja zapadnie po kolejnych badaniach. Jeżeli Lewandowski nie będzie gotowy, trener Xavi będzie mógł postawić na Ferrana Torresa lub nowy nabytek — Marcusa Rashforda, o ile ten zostanie do tego czasu zarejestrowany.

    Kontuzja Lewandowskiego to niejedyny problem kadrowy Barcelony. Capdevila poinformował również, że w piątek indywidualnie trenował Dani Olmo. W jego przypadku powodem była lekka kontuzja mięśniowa, jednak istnieje szansa, że Hiszpan zdoła wrócić do gry już na mecz z Como.

  • Jacht z KPO to nowe ośmiorniczki? Łukasz Pawłowski: Ogromne zagrożenie dla rządu

    Jacht z KPO to nowe ośmiorniczki? Łukasz Pawłowski: Ogromne zagrożenie dla rządu

    Łukasz Pawłowski, szef Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, w rozmowie z Gazeta.pl ocenia, że afera związana z wydatkowaniem środków z KPO ma potencjał, by na długo zdominować debatę publiczną. – Ta sprawa będzie „żarła”. Podobny efekt widzieliśmy w przypadku afery podsłuchowej, z której zapamiętaliśmy słynne ośmiorniczki. One stały się symbolem, a w polityce symbolika bywa ważniejsza niż liczby – podkreśla ekspert.

    „Nowe ośmiorniczki” z KPO

    Pawłowski przypomina, że fundusze z KPO były jednym z kluczowych tematów kampanii wyborczej przed październikiem 2023 roku. – Warto pamiętać, że Donald Tusk w swoim spocie pokazywał palety pieniędzy czekających, by trafić do Polski. Środki zostały odblokowane i to był sukces, ale wielu wyborców sądziło, że zobaczą je w wymierny sposób. Przez dwa lata nic takiego się nie wydarzyło, aż nagle dociera do nich informacja, że pieniądze poszły na jachty czy solaria. To w rzeczywistości niewielki fragment całej historii, ale wystarczy, by u przeciętnego wyborcy wywołać oburzenie – tłumaczy.

    Od czwartku w mediach nie milkną doniesienia o wątpliwych dotacjach dla firm z branży hotelarsko-gastronomicznej. Według oficjalnych danych środki przeznaczono m.in. na kursy brydża, czarter jachtów czy zakup ośmioosobowej łodzi. – Mamy do czynienia z projektami, które nie realizują celów KPO i sprawiają wrażenie cwaniackiego podejścia do publicznych pieniędzy – stwierdził na konferencji prasowej wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jan Szyszko.

    Szyszko ujawnił, że po ujawnieniu skali nieprawidłowości z końcem lipca odwołano szefową Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Katarzynę Duber-Stachurską. Zlecono też kontrolę, zaczynając od Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, wobec której „jest najwięcej zastrzeżeń”.

    Pawłowski zaznacza, że nawet jeśli nieprawidłowości obejmują mniej niż 0,5 proc. całej puli KPO, argument ten w odbiorze społecznym nie ma znaczenia. – Dla większości obywateli miliardy złotych to liczby abstrakcyjne. Skupiają się na tym, co namacalne – na jachtach, solariach czy innych luksusach. Jeśli to one staną się symbolem KPO, może to być poważne zagrożenie dla rządu – ocenia.

    Reakcja premiera

    Premier Donald Tusk zapowiedział „zero tolerancji dla marnotrawstwa pieniędzy z KPO”. Odnosząc się do doniesień o zakupie za unijne środki jachtów, saun, ekspresów do kawy czy maszyn do lodów, zapewnił, że sprawa będzie skrupulatnie zbadana. Poinformował, że w drodze na Pomorze rozmawiał o tym z ministrą funduszy Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz i oczekuje od niej pełnego raportu na temat domniemanych nadużyć.

  • Iga Świątek coraz bliżej! Może tego dokonać już w Cincinnati

    Iga Świątek coraz bliżej! Może tego dokonać już w Cincinnati

    Iga Świątek w najbliższych dniach rozpocznie zmagania w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Jej pierwszą rywalką będzie Rosjanka Anastazja Potapowa. Polka wciąż próbuje zbliżyć się do liderki światowego rankingu Aryny Sabalenki – obecnie dzieli je ponad pięć tysięcy punktów w klasyfikacji WTA. Znacznie ciekawiej wygląda jednak sytuacja w rankingu WTA Race, który decyduje o udziale w kończących sezon WTA Finals. Tutaj Świątek jest już naprawdę blisko realizacji celu.

    Sezon WTA 2025 przekroczył półmetek, a Polka ma na koncie jeden wygrany turniej – i to od razu tej najwyższej rangi. Na trawnikach Wimbledonu Świątek rozbiła w finale Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, zdobywając pierwszy tytuł w roku. Ostatni występ nie był jednak aż tak udany – w Montrealu odpadła w czwartej rundzie po porażce 6:7(1), 3:6 z Dunką Clarą Tauson. Teraz czas na Cincinnati, gdzie czeka ją start od drugiej rundy.

    Jak blisko jest WTA Finals?

    Do turnieju finałowego WTA awansuje osiem najlepszych zawodniczek rankingu Race, uwzględniającego wyłącznie punkty zdobyte w danym roku. Granicą pewnego awansu jest w tym sezonie 6676 punktów. Jak dotąd tylko Aryna Sabalenka zdołała tę barierę przekroczyć – ma ich 7405. Świątek zajmuje drugie miejsce z dorobkiem 6113 punktów, a więc brakuje jej niewiele.

    Aby już w Cincinnati zapewnić sobie grę w Rijadzie (1–8 listopada), Iga musi co najmniej awansować do finału. Taki wynik dałby jej 650 punktów, natomiast triumf w turnieju oznaczałby dopisanie aż 1000 punktów. Dla porównania – przed rokiem Świątek dotarła w Cincinnati do półfinału (390 pkt), przegrywając w nim 3:6, 3:6 z Sabalenką.

    Jeśli plan nie powiedzie się w Cincinnati, niemal pewne jest, że uda się to na US Open, gdzie Polka w 2024 roku dotarła do ćwierćfinału (430 pkt).

    TOP 10 WTA Race na 8 sierpnia:

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 7405 pkt

    2. Iga Świątek (Polska) – 6113 pkt

    3. Coco Gauff (USA) – 4739 pkt

    4. Madison Keys (USA) – 4330 pkt

    5. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4059 pkt

    6. Amanda Anisimova (USA) – 3583 pkt

    7. Jessica Pegula (USA) – 3375 pkt

    8. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 3131 pkt

    9. Jasmine Paolini (Włochy) – 2756 pkt

    10. Elina Switolina (Ukraina) – 2596 pkt

    Świątek w Cincinnati rozpocznie od meczu z Potapową w drugiej rundzie. W kolejnych etapach może trafić na Martę Kostiuk (III runda), Dianę Sznajder (IV runda), Jekatierinę Aleksandrową (ćwierćfinał) i – być może – na Sabalenkę w półfinale.

    Relacje na żywo z występów Polki można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Wiktorowski na ustach całej Japonii. Tego się nie spodziewał

    Wiktorowski na ustach całej Japonii. Tego się nie spodziewał

    Tomasz Wiktorowski zaliczył znakomity debiut w roli szkoleniowca Naomi Osaki. Choć Japonka przegrała w finale prestiżowego turnieju WTA 1000 w Montrealu z rewelacyjną 18-letnią Kanadyjką Victorią Mboko, to i tak był jej najlepszy występ od lat na tak wysokim poziomie rywalizacji. W japońskich mediach panuje przekonanie, że współpraca z polskim trenerem może być początkiem czegoś naprawdę wielkiego. Coraz częściej pojawiają się pytania, czy to właśnie Wiktorowski jest człowiekiem, który przywróci Osakę na tenisowy szczyt.

    Powrót na wielką scenę po latach
    Na początku kwietnia tego roku minęły trzy lata od ostatniego finału Naomi Osaki w turnieju rangi WTA 1000. Dokładnie 2 kwietnia 2022 roku Japonka uległa Idze Świątek w Miami 4:6, 0:6. Z kolei 6 października 2025 roku minie sześć lat od jej ostatniego triumfu w takiej imprezie – miało to miejsce w Pekinie w 2019 roku, gdzie w finale pokonała Ashleigh Barty. Owszem, w międzyczasie Osaka zdobywała jeszcze tytuły wielkoszlemowe – US Open 2020 i Australian Open 2021 – ale od tego czasu jej kariera znalazła się na zakręcie. Zmagała się z problemami natury mentalnej, a w życiu prywatnym powitała na świecie dziecko.

    Zmiana trenera i pierwsze efekty
    Sportowa forma Osaki długo pozostawiała wiele do życzenia. Od wspomnianego Australian Open 2021 nie udało jej się przebrnąć trzeciej rundy w turniejach wielkoszlemowych – również w tym sezonie. Po tegorocznym Wimbledonie Japonka zdecydowała się zakończyć współpracę z Patrickiem Mouratoglou i powierzyć swoją karierę Tomaszowi Wiktorowskiemu. Polski szkoleniowiec miał na przygotowania niewiele czasu, ale jego debiut wypadł imponująco – finał WTA 1000 w Montrealu był najlepszym rezultatem Osaki od lat. Choć w meczu o tytuł musiała uznać wyższość Mboko, to sama droga do finału i sposób gry Japonki wyraźnie pokazały pierwsze zmiany.

    Nowa jakość w grze Japonki
    Szczególnie w ćwierćfinale turnieju w Montrealu widoczny był odmieniony styl gry Osaki. Zamiast forsować tempo i szukać natychmiastowych zakończeń wymian, zachowywała lepszy balans między ofensywą a defensywą. Jej serwis zyskał nowe warianty – częściej stosuje bardziej ścięte podania. W forhendzie widać teraz więcej rotacji, dzięki czemu piłka leci wyżej nad siatką, co zmniejsza ryzyko błędu. Choć takie zagrania nieco redukują prędkość uderzenia, to w połączeniu z jej naturalną siłą sprawiają, że piłka po odbiciu wyżej wyskakuje z kortu, utrudniając rywalkom kontrolę nad wymianą. Jak podkreśla portal hochi.news, jest to wyraźny znak pracy nowego trenera.

    Wiktorowski doceniany na świecie
    Pozytywne opinie o Polaku płyną także z innych stron świata. Portal motociclismo.pt zauważa, że Wiktorowskiego wyróżnia holistyczne podejście do zawodniczki i jej rozwoju. – Wyszukuje mocne strony, a następnie dopasowuje taktykę, aby zniwelować słabości. Takie analityczne podejście nie tylko podnosi poziom gry, ale też pomaga wypracować dobre nawyki taktyczne. Współpraca Osaki z Wiktorowskim zapowiada się ekscytująco, a fani z niecierpliwością oczekują kolejnych rezultatów. Dla Naomi może to być punkt zwrotny i okazja do zdefiniowania na nowo jej tenisowego dziedzictwa – czytamy w artykule.

    Jeszcze mocniej poszło dimkai.com, które napisało, że polski szkoleniowiec „stworzył potwora powoli podnoszącego się z popiołów”. Autorzy podkreślają jednak, że jeden dobry turniej to za mało, by mówić o pełnym odrodzeniu, ale dla Osaki to i tak pierwszy od dawna tak wyraźny sygnał nadziei.

    Kolejne wyzwania przed Osaką
    Następnym przystankiem w kalendarzu Japonki jest turniej w Cincinnati. Dzięki awansowi do finału w Montrealu Osaka otrzymała wolny los w pierwszej rundzie, a w drugiej zmierzy się z wymagającą rywalką – Lindą Noskovą. To spotkanie będzie kolejnym sprawdzianem nowej jakości w jej grze i szansą na potwierdzenie, że droga obrana wraz z Tomaszem Wiktorowskim może rzeczywiście zaprowadzić ją z powrotem w okolice tenisowego szczytu.

  • 40 minut i koniec. Takiego meczu Świątek nigdy nie zagrała

    40 minut i koniec. Takiego meczu Świątek nigdy nie zagrała

    Takiego meczu, jaki rozegrała Iga Świątek w czwartej rundzie Roland Garros 2024, nie widzieliśmy ani wcześniej, ani później w jej karierze. Był to pokaz absolutnej dominacji, który – jak podkreślono na oficjalnej stronie WTA – można określić mianem „czystej furii”. Dla polskiej tenisistki miało to dodatkowy, symboliczny wymiar – na to zwycięstwo czekała aż osiem lat. Teraz los ponownie zetknął ją z Anastasiją Potapową, tym razem w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati.

    Historia ich rywalizacji sięga czasów juniorskich. Jako nastolatki zmierzyły się czterokrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Rosjanka. Ostatni juniorski pojedynek rozegrały w ćwierćfinale Roland Garros 2016 – wtedy Świątek prowadziła 6:4, ale ostatecznie przegrała 6:4, 3:6, 0:6. W tamtym okresie Potapowa była uznawana za jedną z największych nadziei światowego tenisa, a jej talent wręcz wynoszono na piedestał.

    Od 0:4 w juniorskich starciach do deklasacji 48:10 w Paryżu

    Na okazję do rewanżu Świątek musiała czekać bardzo długo. Spotkanie na paryskich kortach w 2024 roku było ich pierwszym starciem w dorosłym tourze. Rola faworytki tym razem należała do Polki – liderki światowego rankingu – lecz trudno było przewidzieć, że rywalizacja z niżej notowaną o blisko 40 miejsc przeciwniczką przybierze tak jednostronny przebieg.

    Świątek rozbiła Potapową, wygrywając aż 48 z 58 rozegranych punktów. Ani razu nie pozwoliła jej doprowadzić choćby do równowagi w gemie. Już przy stanie 4:0 padło słynne „jazda!”, po czym Polka jeszcze bardziej podkręciła tempo. Pierwszy set zakończył się po zaledwie 19 minutach, a cały mecz – po kolejnych 21.

    – Czysta furia – podsumowała WTA, zwracając uwagę, że pod koniec pojedynku Potapowa przewracała oczami, a osoby w jej boksie kiwały głowami w geście bezradności. Na oficjalnej stronie Roland Garros Polkę opisano jako „bezwzględną i skuteczną”, dodając, że była 21. rakieta świata „nie miała się gdzie ukryć, gdy ekspres Świątek ruszył po kolejne kultowe zwycięstwo”.

    Historyczne osiągnięcie

    Było to najszybsze zwycięstwo Świątek w pełnym meczu w zawodowym tourze. Co więcej, drugi rok z rzędu odprawiła w Paryżu rywalkę „na rowerze”, czyli 6:0, 6:0. W 2023 roku w trzeciej rundzie pokonała w takim stosunku Xinyu Wang w 51 minut. Dzięki wygranej nad Potapową zapisała się w historii – została trzecią tenisistką w Erze Open, która odnotowała zwycięstwa 6:0, 6:0 w dwóch kolejnych edycjach Roland Garros. Wcześniej dokonały tego Gabriela Sabatini (1992–93) i Mary Pierce (1993–94).

    Reakcje po meczu

    – To było dosyć dziwne, że poszło tak szybko – przyznała Polka, dodając, że wyczuła u przeciwniczki spore zdenerwowanie. Potapowa potwierdziła te słowa, tłumacząc, że od kilku dni żyła w „bańce niepewności”, nie wiedząc, czy w ogóle zagra. Kolejne przerwy spowodowane deszczem odbierały jej energię, a stres narastał. – Źle jadłam, źle spałam. Wczoraj nie przespałam nawet godziny. Dzień wcześniej spędziłam na kortach od 9 do 19, nie odbijając ani jednej piłki. To nie są przygotowania na mecz czwartej rundy z numerem jeden na świecie – relacjonowała.

    Niewygodna przeszłość

    Dziennikarze przypomnieli też wcześniejszy incydent – w 2023 roku Potapowa wywołała kontrowersje, pojawiając się na kortach Indian Wells w koszulce Spartaka Moskwa. Świątek zareagowała skargą do WTA, ponieważ w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę symbole Rosji były w tourze zakazane.

    Po meczu w Paryżu Rosjanka stwierdziła, że nie jest przyjaciółką Polki, ale ją szanuje. – Jako tenisistka jest największa – podkreśliła. Świątek z kolei zaznaczyła, że skupiała się wyłącznie na tenisie. – Polityką się nie gra w tenisa – ucięła.

    Kolejne „rowery” i powrót do rywalizacji

    Wkrótce po paryskim triumfie Świątek zanotowała kolejne zwycięstwo 6:0, 6:0 – w finale Wimbledonu, gdzie w 57 minut pokonała Amandę Anisimovą, zdobywając swój pierwszy tytuł od triumfu w Roland Garros 2023.

    Turniej w Cincinnati to dopiero drugi start Polki od sensacyjnej wygranej w Londynie, łącznie jej 23. tytułu w karierze. W Montrealu odpadła w 1/8 finału po porażce z Clarą Tauson. Potapowa, obecnie 44. rakieta świata, ma na koncie trzy wygrane turnieje. Ich sobotnie starcie w Cincinnati zapowiada się jako kolejny rozdział tej wyjątkowej historii.

  • Trzaskowski zamarzył o inwestycyjnej perełce. Minister reaguje

    Trzaskowski zamarzył o inwestycyjnej perełce. Minister reaguje

    Rafał Trzaskowski zapowiadał budowę nowoczesnej hali sportowej w Warszawie, a impulsem do ożywienia dyskusji na ten temat był tegoroczny sukces koszykarzy Legii Warszawa, którzy zdobyli mistrzostwo Polski. Czy jednak obiekt rzeczywiście powstanie? Jakie są perspektywy realizacji tej inwestycji i co o niej myśli nowy minister sportu? Jego wypowiedź przytacza „Przegląd Sportowy”.

    W czerwcu prezydent stolicy ogłosił, że na terenach Skry powstanie nowa hala widowiskowo-sportowa. Decyzję motywował nie tylko triumfem Legii, ale i rosnącą popularnością warszawskich drużyn koszykarskich i siatkarskich. – Warszawski sport, świetnie radzące sobie stołeczne kluby oraz ich kibice po prostu na to zasługują. Szczegóły wkrótce – napisał wówczas na platformie X.

    Minister z ostrożnym komentarzem
    Nowy minister sportu, Jakub Rudnicki, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” zaznaczył, że inwestycje w infrastrukturę sportową są potrzebne, jednak priorytetem powinno być zapewnienie odpowiednich warunków do szkolenia młodzieży.
    – Jest wiele inwestycji związanych z siatkówką. Zapowiedzieliśmy też budowę Centrum Sportów Plażowych w Poznaniu – to duży krok w promowaniu tej dyscypliny. Jeśli chodzi o obiekty, musimy pamiętać, że mając taki projekt jak Siatkarskie Ośrodki Szkolne, działający już blisko 14 lat, najpierw powinniśmy zadbać, by w każdej szkole była sala gimnastyczna na odpowiednim poziomie. Gdy będą sale i odpowiednie szkolenie, będziemy też stawiać piękne hale, które zapełnią się kibicami. W Polsce już ich nie brakuje, choć wiem, że Warszawa powinna mieć taki obiekt w przyszłości – podkreślił Rudnicki.

    Słowa ministra sugerują, że plan budowy hali w stolicy może zostać odłożony w czasie. Tymczasem wielu mieszkańców Warszawy uważa tę inwestycję za niezwykle istotną dla rozwoju sportu w mieście.

    Moda na koszykówkę wraca
    Jak przypomina Sport.pl, w ostatnich latach w Warszawie odrodziło się zainteresowanie koszykówką. Legia regularnie walczy o najwyższe cele, Dziki Warszawa przebojem weszły do ekstraklasy i starają się przyciągnąć kibiców widowiskową grą, a Polonia marzy o powrocie do elity. W 2026 roku w stolicy odbędą się też mistrzostwa świata w koszykówce 3×3.

    Punktem zwrotnym był rok 2022, gdy Legia zdobyła pierwszy od 53 lat medal mistrzostw Polski, przegrywając dopiero w finale ze Śląskiem Wrocław. Wtedy Trzaskowski po raz pierwszy zapowiedział budowę hali na Skrze, zapewniając, że projekt traktowany jest priorytetowo. Dziś jednak przyszłość tej inwestycji pozostaje niepewna.

  • Jest medal! Polak przeszedł do historii. Pobił rekord świata

    Jest medal! Polak przeszedł do historii. Pobił rekord świata

    Kacper Majchrzak znów w wodzie – tym razem z rekordem świata i złotem The World Games

    Kacper Majchrzak przez lata był jednym z najlepszych polskich pływaków w stylu dowolnym, a jego nazwisko kojarzyło się kibicom głównie z sukcesami na dystansach 100 i 200 metrów. Do dziś zresztą pozostaje rekordzistą kraju na obu tych dystansach w rywalizacji na krótkim basenie. Choć 32-latek zakończył już karierę w wyczynowym pływaniu, wciąż pozostaje wierny wodzie – teraz jednak realizuje się w innej dyscyplinie. Podczas trwających w chińskim Chengdu The World Games 2025 Majchrzak sięgnął po złoty medal w ratownictwie wodnym, a jego wyczyn okrasił nowym rekordem świata.

    Impreza dla sportów poza igrzyskami
    The World Games to największa na świecie impreza sportowa dla dyscyplin, które nie znajdują się w programie igrzysk olimpijskich. Udział biorą w niej zarówno konkurencje o ugruntowanej pozycji, jak lacrosse, snooker czy karate, jak i te niszowe – choćby wyścigi dronów czy bieg na orientację. Zawody odbywają się co cztery lata i gromadzą około 5000 sportowców z ponad 100 państw. Sześć lat temu gospodarzem był Wrocław, a w tym roku gospodarzem zostało chińskie Chengdu.

    Trzykrotny olimpijczyk w nowej roli
    Majchrzak, który ma w dorobku starty na trzech igrzyskach olimpijskich – w Londynie (2012), Rio de Janeiro (2016) i Tokio (2021) – w Chengdu reprezentował Polskę w ratownictwie wodnym. Ta wymagająca dyscyplina obejmuje aż szesnaście różnych konkurencji, łączących elementy pływania, technik ratunkowych i pracy z manekinami. Polak wybrał start w wyścigu na 100 metrów, w którym zawodnik musi jak najszybciej wyłowić manekina z dna basenu i dopłynąć z nim do ściany finiszowej.

    Złoto i rekord świata
    Finał w wykonaniu Majchrzaka był popisem zarówno siły, jak i taktyki. Po pierwszej połowie dystansu zajmował dopiero trzecie miejsce, jednak w drugiej części wyścigu przyspieszył i zdominował rywali. Na mecie wyprzedził m.in. obrońcę tytułu z 2022 roku Francesco Ippolito oraz Simone Locchiego. Co więcej, ustanowił nowy rekord świata – 57,64 s, poprawiając poprzedni wynik o dwie setne sekundy.

    Historyczny sukces
    Warto podkreślić, że w swojej pływackiej karierze Majchrzak rzadko miał okazję cieszyć się ze złotych medali na najważniejszych międzynarodowych imprezach. Zdobywał medale mistrzostw Europy, Uniwersjady czy światowych wojskowych igrzysk sportowych, ale zawsze były to srebra lub brązy. Dopiero teraz może świętować tytuł mistrza świata w swojej nowej specjalności, a jego nazwisko na stałe zapisze się w historii ratownictwa wodnego.

    Dla Majchrzaka to nie tylko sportowy triumf, ale także symbol nowego etapu w karierze – etapu, w którym dawna pasja do pływania znalazła nowe, równie ekscytujące pole do popisu.

  • Absolutna sensacja w finale! Osaka czekała na ten mecz trzy lata

    Absolutna sensacja w finale! Osaka czekała na ten mecz trzy lata

    Finał turnieju WTA 1000 w Montrealu przyniósł prawdziwą sensację – zarówno pod względem obsady, jak i samego rozstrzygnięcia. Odbudowująca swoją karierę pod okiem byłego trenera Igi Świątek, Tomasza Wiktorowskiego, Naomi Osaka musiała uznać wyższość rewelacyjnej 18-letniej Kanadyjki Victorii Mboko. Publiczność w Montrealu mogła świętować narodziny nowej tenisowej gwiazdy.

    Do Kanady przyjechały niemal wszystkie czołowe zawodniczki świata – z wyjątkiem odpoczywającej Aryny Sabalenki – jednak rywalizacja potoczyła się w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Jeszcze przed startem turnieju mało kto mógłby przypuszczać, że trofeum zdobędzie młodziutka i szerzej nieznana Mboko. Równie duże uznanie należy się Osace, która po raz pierwszy od trzech lat znalazła się w finale imprezy tej rangi. Ostatnio walczyła o tytuł w Miami w 2022 roku, gdzie przegrała z Igą Świątek.

    Finał rozegrano w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego. Początek meczu wskazywał, że Japonka pewnie zmierza po zwycięstwo, na które czekała od sześciu lat – ostatni raz w zawodach tej rangi triumfowała w 2019 roku, pokonując Ashleigh Barty. Tym razem po drugiej stronie kortu stała jednak debiutująca w takim finale, lecz niezwykle utalentowana Kanadyjka. Osaka już w pierwszym gemie przełamała rywalkę i szybko wyszła na prowadzenie 3:0, by ostatecznie wygrać seta 6:2, oddając Mboko zaledwie dwa gemy.

    Druga odsłona meczu przyniosła jednak niespodziewany zwrot akcji. Osaka przegrała wszystkie cztery swoje pierwsze gemy serwisowe, a choć sama trzykrotnie przełamała Mboko, to Kanadyjka ostatecznie zwyciężyła 6:4. O losach meczu zdecydował więc trzeci set, który stał się popisem młodej gospodyni. Mboko wygrała wszystkie gemy przy serwisie Japonki, a swoje podanie straciła tylko raz. Zwyciężyła 6:1 i cały mecz 2:1.

    Choć finał zakończył się porażką Osaki, widać, że czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych powoli wraca do wysokiej dyspozycji. Czy to efekt współpracy z Tomaszem Wiktorowskim? Na jednoznaczne wnioski jest jeszcze za wcześnie, ale z pewnością ten duet warto bacznie obserwować. Japonka ponownie zaczyna liczyć się w walce z najlepszymi.

    Victoria Mboko – Naomi Osaka 2:1 (2:6, 6:4, 6:1)

  • Świat oszalał, Świątek reaguje. “Wyobrażam sobie siebie za 30 lat”

    Świat oszalał, Świątek reaguje. “Wyobrażam sobie siebie za 30 lat”

    Trzy rzeczy, które najmocniej zapisały się w pamięci kibiców po ostatnim Wimbledonie, to triumf Igi Świątek, tradycyjny makaron z truskawkami oraz… słynne już zabieranie ręczników przez Polkę z turnieju. Ten pozornie błahy wątek stał się prawdziwym hitem w mediach i wśród kibiców, a sama liderka światowego rankingu przyznaje, że nie spodziewała się takiego zainteresowania. – Szczerze mówiąc, nie myślałam, że to stanie się aż tak gorącym tematem – powiedziała Świątek. Jak zdradziła, niemal wszystkie ręczniki trafiły już w ręce rodziny i przyjaciół, a jej samej został tylko jeden egzemplarz.

    Od wielkoszlemowego triumfu minęło już kilkanaście dni. Było to pierwsze turniejowe zwycięstwo Świątek w tym sezonie, choć nie brakowało opinii, że nie została wystawiona na poważną próbę. – Nie powiedziałbym, że Iga gra świetnie na trawie, bo na Wimbledonie tak naprawdę nie miała ani jednego poważniejszego egzaminu. Trafiała na rywalki wyraźnie słabsze tenisowo, żadna nie mogła jej zagrozić – stwierdził w rozmowie z „Super Expressem” Jerzy Janowicz.

    Zapytana, co będzie dla niej najcenniejszym wspomnieniem za trzy dekady, Iga nie miała wątpliwości: – Wyobrażam sobie siebie za 30 lat, trzymającą ten ręcznik i powtarzającą, że wygrałam Wimbledon. To piękna pamiątka po wyjątkowym sukcesie.

    Świątek żartowała też, że sama nie wie, czy powinna oficjalnie przyznawać się do wynoszenia ręczników z turniejów. – Nikt o tym głośno nie mówi, ale my, tenisistki, kochamy nasze ręczniki. Po każdym szlemie mam w głowie listę dziesięciu znajomych i członków rodziny, którzy proszą o taki prezent. Przepraszam, Wimbledon. Naprawdę mam ich już sporo w domu i nie potrzebuję więcej. Ale jeśli mam grać jeszcze przez 15 lat, to nie chcę nawet myśleć, ile ich uzbieram – mówiła po meczu pierwszej rundy z Poliną Kudermetową, wygranym 7:5, 6:1.

    Nie wszystkim jednak taki zwyczaj przypadł do gustu. Holenderka Ellen Hoog, dwukrotna mistrzyni olimpijska w hokeju na trawie, skomentowała: – Powiedziała, że bierze ręczniki z każdych zawodów, bo są miękkie i świetnej jakości, używa ich na co dzień i rozdaje bliskim. Ale, szczerze, mając tyle pieniędzy… czy to nie jest trochę żenujące? – pytała retorycznie. Agencja „Reuters” żartobliwie nazwała Świątek „złodziejką ręczników”.