Category: Uncategorized

  • Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Tomasz Wiktorowski pracuje z Naomi Osaką. „Bardzo go lubię” – Japonka chwali byłego trenera Świątek

    Tomasz Wiktorowski, były trener Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej, rozpoczął nowy etap swojej kariery trenerskiej. Polski szkoleniowiec dołączył do sztabu Naomi Osaki podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu. Obecnie ich współpraca znajduje się w fazie próbnej, jednak już teraz można mówić o pierwszych pozytywnych sygnałach. Japonka pod okiem Polaka spisuje się znakomicie, a jej słowa o nowym trenerze mogą napawać optymizmem.

    Nowy etap po rozstaniu z Mouratoglou

    Naomi Osaka, czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i była liderka rankingu WTA, niedawno zakończyła współpracę z Patrickiem Mouratoglou. W poszukiwaniu nowego szkoleniowca postanowiła dać szansę Tomaszowi Wiktorowskiemu. We wtorek Polak pojawił się w Montrealu, gdzie wspólnie rozpoczęli testowy okres współpracy. Choć to dopiero początki, rezultaty są imponujące.

    Już przed przylotem Wiktorowskiego Osaka pokazała solidną formę, pokonując w pierwszej rundzie Kanadyjkę Arianę Arseneault 6:4, 6:2. Prawdziwe wyzwania rozpoczęły się jednak dopiero później. W kolejnym meczu, już z Wiktorowskim w boksie trenerskim, Osaka stoczyła zacięty bój z Rosjanką Ludmiłą Samsonową. Musiała bronić aż trzech piłek meczowych, ale ostatecznie wyszła z opresji zwycięsko – 4:6, 7:6(6), 6:3.

    W piątek Japonka dołożyła kolejne cenne zwycięstwo, pokonując Jelenę Ostapenko – tenisistkę, która nieraz uprzykrzała życie Idze Świątek. Mecz zakończył się wynikiem 6:2, 6:4, a Osaka awansowała do 1/8 finału prestiżowej imprezy.

    Zaskoczenie i pochwały – Osaka o Wiktorowskim

    Po serii zwycięstw dziennikarze i organizatorzy turnieju zapytali Osakę o jej wrażenia ze współpracy z nowym trenerem. Jej odpowiedzi były bardzo wymowne. – Myślę, że jeśli chodzi o osobowość, na początku byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wydawał mi się trochę surowy – przyznała szczerze Japonka.

    Jednak z biegiem czasu jej spojrzenie na Polaka się zmieniło. – Okazało się, że jest zabawny. Czasami powie żart, którego zupełnie się nie spodziewam. Bardzo go lubię – dodała z uśmiechem.

    W słowach Osaki nie zabrakło również uznania dla profesjonalizmu Wiktorowskiego. – Wiem, że rozegraliśmy dopiero dwa mecze, ale sprawia wrażenie osoby bardzo konkretnej. Wie, czego chce, i potrafi to jasno przekazać. Dla mnie to niezwykle pomocne – podkreśliła tenisistka.

    Czy to początek dłuższej współpracy?

    Choć współpraca Osaki i Wiktorowskiego dopiero się zaczęła, wszystko wskazuje na to, że obie strony są na dobrej drodze do porozumienia. Jeśli Japonka utrzyma formę, a atmosfera w sztabie nadal będzie tak pozytywna, można spodziewać się, że okres próbny zamieni się w pełnoprawny kontrakt.

    Na razie jednak przed Osaką kolejne wyzwanie – mecz o ćwierćfinał turnieju w Montrealu. Jej rywalką będzie rewelacja imprezy, 35-letnia Anastasija Sevastova. Łotyszka w poprzedniej rundzie sensacyjnie wyeliminowała Jessicę Pegulę, rozstawioną z numerem czwartym.

    Zwyciężczyni tego starcia zmierzy się następnie z jedną z finalistek Wimbledonu – Amandą Anisimovą lub Jeliną Switoliną. Dla Osaki będzie to doskonała okazja, by udowodnić, że z nowym trenerem u boku wraca do ścisłej światowej czołówki.

    Jeśli tak się stanie, Tomasz Wiktorowski może znów odegrać kluczową rolę w rozwoju jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa.

  • Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Polska z kolejnym triumfem! Pewna wygrana z Włochami i pierwsze miejsce w rankingu FIVB

    Reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn znów pokazała klasę! Biało-czerwoni w znakomitym stylu wygrali finał Ligi Narodów 2025, pokonując reprezentację Włoch aż 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). To nie tylko kolejny medal w erze Nikoli Grbicia, ale również ważne utrzymanie pozycji lidera w światowym rankingu FIVB.

    Udany rewanż za finał MŚ. Polska nie dała Włochom szans

    Po sobotnim półfinale, w którym Polacy pokonali Brazylię, w niedzielę przyszedł czas na wielki finał przeciwko Włochom. To właśnie z tym rywalem biało-czerwoni przegrali finał mistrzostw świata w 2022 roku, ale tym razem historia potoczyła się zupełnie inaczej. Polacy od początku narzucili własne warunki gry, a każda kolejna partia tylko potwierdzała ich dominację. Ostatecznie zwyciężyli 3:0, a w ostatnim secie wręcz rozbili rywala, zostawiając go bez większych szans.

    Dla reprezentacji Polski to drugie w historii zwycięstwo w Lidze Narodów. Co więcej, ten sukces pozwolił nie tylko zachować, ale i umocnić prowadzenie w rankingu FIVB.

    Ranking FIVB po finale Ligi Narodów

    Przed finałem Polska miała na koncie 390,90 punktów, a Włosi – 377,26. Dzięki wygranej nad Italią biało-czerwoni dopisali sobie 9,24 pkt, co daje obecnie 400,14 pkt. Przewaga nad drugą w zestawieniu reprezentacją Włoch wzrosła do ponad 30 punktów. Trzecie miejsce zajmuje Brazylia, która w meczu o brązowy medal pokonała Słowenię 3:1.

    Aktualna klasyfikacja FIVB (po finale LN 2025):

    1. Polska – 400,14 pkt
    2. Włochy – 368,02 pkt
    3. Brazylia – 356,43 pkt
    4. Francja – 353,60 pkt
    5. Japonia – 331,08 pkt
    6. USA – 319,50 pkt
    7. Słowenia – 315,98 pkt
    8. Niemcy – 264,34 pkt
    9. Argentyna – 262,20 pkt
    10. Kuba – 260,69 pkt

    Mistrzostwa świata coraz bliżej

    Triumf w Lidze Narodów to nie tylko potwierdzenie siły reprezentacji Polski, ale i świetny sygnał przed zbliżającymi się mistrzostwami świata. Najważniejsza siatkarska impreza roku rozpocznie się we wrześniu, a jej gospodarzem będą tym razem Filipiny. Przypomnijmy, że Polska w trzech ostatnich edycjach MŚ zawsze docierała do finału – dwukrotnie zdobywając złoto (2014 i 2018), a w 2022 roku kończąc z srebrem.

    Teraz cel jest jasny – odzyskać tytuł mistrza świata. A zwycięstwo w Lidze Narodów pokazuje, że podopieczni Grbicia są na dobrej drodze.

  • Znamy brązowych medalistów Ligi Narodów! A było już 0:1

    Znamy brązowych medalistów Ligi Narodów! A było już 0:1

    Brazylia z brązowym medalem Ligi Narodów. Słowenia postawiła się tylko na chwilę

    W niedzielny poranek czasu polskiego poznaliśmy brązowego medalistę tegorocznej edycji siatkarskiej Ligi Narodów. Choć Słowenia miała na koncie tylko jedno zwycięstwo w dziesięciu ostatnich spotkaniach z Brazylią, to właśnie ona lepiej rozpoczęła mecz o trzecie miejsce. Ostatecznie jednak to ekipa Bernardo Rezende wygrała 3:1 i sięgnęła po pierwszy medal w tych rozgrywkach od 2021 roku.

    Turniej finałowy Ligi Narodów w chińskim Ningbo wchodzi w decydującą fazę. Po sobotnich półfinałach było już wiadomo, że o złoto zagrają Polska i Włochy. Biało-Czerwoni pewnie pokonali Brazylię 3:0 (28:26, 25:19, 25:21), a Włosi okazali się lepsi od Słoweńców, wygrywając 3:1 (25:22, 22:25, 25:21, 25:18). W meczu o trzecie miejsce doszło więc do starcia Słowenii z Brazylią – drużyn, które w ostatnich latach często rywalizowały na wysokim poziomie, ale z wyraźną przewagą „Canarinhos”.

    Słowenia zaczęła od mocnego uderzenia

    Początek meczu był bardzo obiecujący dla Słowenii. Choć przez większość pierwszego seta to Brazylia miała niewielką przewagę, końcówka należała do podopiecznych Gheorghe Cretu. Przy stanie 22:22 Słoweńcy przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Piłkę setową wykorzystał Rok Mozić, który obił brazylijski blok, a piłka wypadła na aut. Słowenia wygrała 25:23 i objęła prowadzenie w meczu 1:0.

    Brazylia odpowiada zdecydowanie

    W drugim secie Brazylijczycy wrócili do gry, szybko wychodząc na prowadzenie 16:12. Doszło wtedy do kontrowersyjnej sytuacji – Mozić nie zgadzał się z decyzją sędziego po wideoweryfikacji, co zakończyło się dla niego żółtą kartką. Mimo chwilowego powrotu Słowenii do remisu 16:16, końcówka należała do Brazylii. Drużyna Rezende wygrała seta 25:20, wyrównując stan meczu.

    Emocje w trzecim secie i as na wagę prowadzenia

    Trzeci set znów zaczął się lepiej dla Słowenii – prowadzili już 10:5, głównie dzięki błędom rywali. Brazylia jednak szybko wyrównała (10:10), a od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt. W końcówce znów decydujący okazał się serwis – Darlan Souza posłał asa serwisowego przy stanie 24:23, dając swojej drużynie zwycięstwo w secie 25:23 i prowadzenie 2:1.

    “Wirus błędów” i koniec słoweńskich marzeń

    Czwarty set obfitował w błędy z obu stron – jak zauważył komentujący spotkanie Wojciech Drzyzga, obie drużyny miały już na koncie ponad 25 błędów własnych. Brazylia jednak potrafiła lepiej wykorzystać potknięcia rywali. Od stanu 11:11 zbudowała bezpieczną przewagę, a po nieudanym ataku Tonceka Sterna zrobiło się 15:11 dla Canarinhos. Słowenia nie była już w stanie odrobić strat, przegrywając 19:25.

    Brazylia wraca na podium po czterech latach

    Zwycięstwo 3:1 (23:25, 25:20, 25:23, 25:19) dało Brazylii pierwszy medal Ligi Narodów od 2021 roku, kiedy to sięgnęła po złoto, pokonując w finale Polskę. Tym razem musiała zadowolić się brązem, ale forma prezentowana w końcówce turnieju może być dla tej drużyny budująca w kontekście zbliżających się igrzysk olimpijskich.

    Finał Polska – Włochy odbędzie się w niedzielę o godzinie 13:00 czasu polskiego. Relację na żywo można śledzić na portalu Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Polska pokazała Brazylii, jak się gra w siatkówkę! Mamy finał Ligi Narodów

    Polska pokazała Brazylii, jak się gra w siatkówkę! Mamy finał Ligi Narodów

    Polscy siatkarze zagrają w kolejnym finale Ligi Narodów! Brazylia bez szans po potężnym meczu Biało-Czerwonych

    Reprezentacja Polski siatkarzy po raz czwarty w historii zagra w finale Ligi Narodów (wcześniej Ligi Światowej). Po triumfach z 2012 i 2023 roku nasi zawodnicy mają szansę sięgnąć po kolejne trofeum. W sobotnim półfinale rozbili Brazylijczyków 3:0 (28:26, 25:19, 25:21), mimo że mecz nie był wolny od nerwów, błędów i momentów niepewności.

    Brazylijczycy zagubieni i pełni błędów, Sasak znów błyszczy

    Od pierwszych minut spotkania było widać, że Brazylia ma ogromny respekt przed Polakami. Grała bardzo nerwowo, popełniała mnóstwo błędów, a mimo to Polacy nie potrafili od razu przejąć pełnej kontroli nad meczem. Zespół Nikoli Grbicia wyglądał momentami nierówno, ale imponował siłą w ataku – głównie za sprawą Kewina Sasaka, który raz po raz wbijał piłki w brazylijską stronę boiska z nieprawdopodobną mocą.

    Pierwszy set to mieszanka dobrej gry Polaków i fatalnych błędów Brazylijczyków. Przy stanie 13:13 nasza drużyna wrzuciła wyższy bieg – zagrywka Leona, skuteczność Sasaka i szczelny blok (Nowak, Fornal) dały prowadzenie 21:16. Niestety, problemy z lewym skrzydłem i słaba dyspozycja Wilfredo Leona niemal wypuściły wygraną z rąk. Leon skończył zaledwie 25% ataków, a mimo to to właśnie on zdobył kluczowy punkt na 28:26, kończąc seta.

    Drugi set: kontuzja Fornala i przełamanie bez Leona

    Początek drugiej partii był znacznie spokojniejszy – Polacy prowadzili 7:3, jednak znów przydarzył się przestój. Najbardziej niepokojący moment to uraz Tomasza Fornala, który po ataku źle wylądował na jednej nodze i padł na parkiet. Na szczęście kontuzja nie okazała się groźna i przyjmujący wrócił do gry, choć z widocznym dyskomfortem.

    W dalszej części seta Grbić postanowił w końcu dać odpocząć Leonowi, który był bardzo nieskuteczny – wszedł za niego Kamil Semeniuk. Zespół od razu wyglądał lepiej, a show kontynuował Sasak, który w tej partii zdobył siedem punktów przy dziewięciu atakach. Brazylijczycy zdołali zbliżyć się do stanu 18:16, ale wtedy znów Polacy przejęli kontrolę i zamknęli seta 25:19 – również dzięki prezentowi od Judsona Nunesa, który popełnił błąd serwisowy przy piłce setowej.

    Trzeci set: Fornal schodzi, wraca Leon, ale Polacy dokańczają dzieła

    W trzecim secie emocji nie brakowało. Brazylia była pod ścianą i grała o wszystko. Na boisko musiał wrócić Leon, bo Fornal ostatecznie opuścił parkiet z powodu urazu. Niestety, powrót Leona oznaczał też powrót problemów z lewego skrzydła. Na szczęście zagrywką potrafił wywrzeć presję na rywalach.

    Końcówka seta to prawdziwa demonstracja siły Biało-Czerwonych. Przy stanie 20:20 Polacy wrzucili wyższy bieg – punktowy atak Sasaka, blok Kochanowskiego, kapitalna zagrywka Leona i błędy Brazylijczyków pozwoliły zdobyć cztery piłki meczowe. Wykorzystali drugą z nich po autowej zagrywce rywali i wygrali całe spotkanie 3:0.

    Wielki sukces, ale też lekcje do wyciągnięcia

    To było bardzo dobre spotkanie w wykonaniu reprezentacji Polski. Mimo problemów – nierównej gry, kontuzji Fornala i fatalnego dnia Leona – nasza drużyna pokazała siłę, jakość i wielką klasę. Bohaterem meczu bez wątpienia był Kewin Sasak, który zakończył starcie z kosmiczną skutecznością 76%.

    Biało-Czerwoni awansowali do swojego czwartego finału tych rozgrywek (z uwzględnieniem Ligi Światowej). Wcześniej triumfowali dwa razy – w 2012 i 2023 roku, pokonując za każdym razem USA. Jedyny finał przegrali w 2021 roku… właśnie z Brazylią. Tym razem role się odwróciły.

    W niedzielę o godzinie 13:00 czasu polskiego Polacy zagrają w wielkim finale z reprezentacją Włoch. Brazylia o 9:00 zmierzy się w meczu o brąz ze Słowenią. Transmisję i relację na żywo będzie można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Świetne wieści dla Świątek! Tak wygląda drabinka w Montrealu

    Świetne wieści dla Świątek! Tak wygląda drabinka w Montrealu

    Iga Świątek kontynuuje swój występ w turnieju WTA 1000 w Montrealu. W trzeciej rundzie pewnie pokonała Evę Lys 6:2, 6:2 i już przygotowuje się do meczu o ćwierćfinał. Tymczasem z turniejem pożegnały się inne faworytki, w tym Jessica Pegula i Belinda Bencić, co znacząco wpłynęło na potencjalną drogę Polki do finału. Jak więc obecnie wygląda turniejowa drabinka Świątek?

    Pewne zwycięstwo z Lys, ale nie bez wyzwań

    W nocy z piątku na sobotę Iga Świątek rozegrała bardzo solidny mecz przeciwko Evie Lys. Choć wynik 6:2, 6:2 może sugerować łatwą przeprawę, to jak zauważył Łukasz Jachimiak z Sport.pl, tym razem nie był to spacer, lecz wartościowy sprawdzian formy Polki przed kolejnymi wyzwaniami w Montrealu.

    Z kim teraz zagra Iga Świątek? Znamy jej drabinkę

    W IV rundzie turnieju (1/8 finału) Świątek zmierzy się z Clarą Tauson. Dunka w poprzedniej rundzie wyeliminowała Julię Starodubcewą, która z kolei była pogromczynią Magdaleny Fręch. Co ciekawe, Świątek i Tauson spotkały się już niedawno – w IV rundzie tegorocznego Wimbledonu. Wówczas Polka wygrała pewnie 6:4, 6:1. Teraz Dunka będzie miała okazję do rewanżu.

    W ćwierćfinale Świątek może trafić na Madison Keys lub Karolinę Muchovą. Początkowo wydawało się, że w tej fazie może dojść do powtórki z półfinału Wimbledonu i meczu Świątek z Belindą Bencić, ale Szwajcarka odpadła w III rundzie po porażce z Muchovą.

    Półfinał bez Peguli, finał może z Gauff

    Kolejną niespodzianką turnieju była porażka Jessiki Peguli. Amerykanka, czwarta rakieta świata, przegrała sensacyjnie z Anastasiją Sevastovą i tym samym nie dojdzie do potencjalnego półfinału Świątek – Pegula, który mógłby być rewanżem za finał w Bad Homburg.

    W walce o finał Iga Świątek może teraz zmierzyć się z kimś z grona: Anastasija Sevastova, Amanda Anisimova (finalistka Wimbledonu), Jelina Switolina lub Naomi Osaka. Co ważne, to właśnie Osaka pokonała Jelenę Ostapenko, co oznacza, że Polka uniknie potencjalnej konfrontacji z Łotyszką, z którą jeszcze nigdy nie wygrała.

    Finał? Gauff i inne wielkie nazwiska

    Jeśli Iga dotrze do finału, może czekać ją jedno z najtrudniejszych wyzwań – mecz z Coco Gauff. Amerykanka, obecnie druga w światowym rankingu, zagra w IV rundzie z Victorią Mboką. W tej części drabinki do finału aspirują również Marta Kostiuk, Jelena Rybakina oraz Dajana Jastremska.

    Drabinka Igi Świątek w Montrealu – możliwe rywalki:

    • 1/8 finału: Clara Tauson
    • Ćwierćfinał: Madison Keys / Karolina Muchova
    • Półfinał: Amanda Anisimova / Jelina Switolina / Naomi Osaka / Anastasija Sevastova
    • Finał: Coco Gauff / Marta Kostiuk / Jelena Rybakina / Dajana Jastremska

    Droga do finału wydaje się otwarta, ale niełatwa. Dzięki odpadnięciu kilku faworytek Świątek uniknie najgroźniejszych rywalek, z którymi miała negatywny bilans, ale przed nią wciąż potencjalnie trudne mecze z czołowymi zawodniczkami.

  • Oto co wydarzyło się przy siatce po meczu Świątek. Mina Polki mówi wszystko

    Oto co wydarzyło się przy siatce po meczu Świątek. Mina Polki mówi wszystko

    Iga Świątek awansowała do kolejnej rundy turnieju w Montrealu. Zachwyciła nie tylko grą, ale i atmosferą po meczu

    Iga Świątek zameldowała się w kolejnej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu po przekonującym zwycięstwie nad Evą Lys. Choć na korcie dominowała Polka, to uwagę przyciągnęły także ciepłe relacje między obiema tenisistkami – co najlepiej pokazały sceny po meczu.

    Było to trzecie spotkanie Świątek z Niemką w zawodowym tourze. Znowu górą okazała się liderka światowego rankingu, która wygrała 6:2, 6:2. Mimo jednostronnego wyniku mecz przebiegał w przyjaznej atmosferze. Po ostatniej piłce obie zawodniczki serdecznie przybiły piątkę i zamieniły kilka zdań z uśmiechami na twarzach.

    Jak relacjonuje oficjalna strona turnieju, Lys zażartowała przy siatce: „Cieszę się, że tym razem zagrałam więcej gemów niż ostatnio!”. W Australian Open 2024 Świątek oddała jej zaledwie jednego gema – teraz aż cztery.

    Iga odniosła się do tego z humorem:
    – To naprawdę bardzo miła dziewczyna z dużym poczuciem humoru. Doceniam to. Na początku nie usłyszałam, co mówi, bo te rozmowy przy siatce są często takie dziwne i krótkie. Ale bardzo mi się podobało, że potrafi podejść do tego z dystansem – przyznała Polka.

    W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Clarą Tauson – Dunka to dobrze znana jej rywalka, z którą wygrała niedawno podczas Wimbledonu (6:4, 6:1). Również tym razem faworytką będzie raszynianka, a w przypadku wygranej awansuje do ćwierćfinału, gdzie jej przeciwniczką będzie zwyciężczyni pojedynku Madison Keys – Karolina Muchova.

    Montreal to szczęśliwe miejsce dla Igi Świątek – w 2023 roku dotarła tam do półfinału, gdzie uległa późniejszej triumfatorce, Jessice Peguli. Tegoroczna edycja turnieju w Kanadzie jest jednym z kluczowych etapów przygotowań do zbliżającego się US Open – ostatniego turnieju wielkoszlemowego w sezonie.

  • Komentator patrzył na mecz Świątek i nie mógł się nadziwić. “Trudno tego nie przypominać”

    Komentator patrzył na mecz Świątek i nie mógł się nadziwić. “Trudno tego nie przypominać”

    To nie był spacer dla Igi Świątek. W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu, 69. rakieta świata Eva Lys zrobiła wszystko, by postawić się Polce, która zajmuje 3. miejsce w rankingu. Niemka zebrała zasłużone brawa, ale Świątek zasługuje na jeszcze większe oklaski, bo mimo trudnego meczu, wygrała pewnie 6:2, 6:2.

    W styczniu Eva Lys otrzymała owację w Melbourne, kiedy przy stanie 0:6, 0:3 wygrała jednego gema z Igą Świątek w czwartej rundzie Australian Open. Teraz, w trzeciej rundzie Montrealu, Niemka o ukraińskim pochodzeniu była skazana na porażkę. Mimo to, Polka pokonała ją pewnie. Jednak tym razem Świątek nie miała łatwego meczu, tylko solidne wyzwanie, które było cennym sprawdzianem przed kolejnymi rywalkami.

    Wspomniane starcie w Australian Open Świątek wygrała 6:0, 6:1, a w 2022 roku w Stuttgarcie 6:1, 6:1. “Trudno tego nie przypominać. Jak w czterech setach wygrywasz tylko trzy gemy, to trudno wyjść z tak pozytywnym podejściem” – komentował Żelisław Żyżyński, który analizował to starcie. Tym razem jednak, do stanu 4:2 dla Polki, Lys walczyła dzielnie. Solidnie serwowała, walczyła w długich wymianach, biegając od lewej do prawej strony kortu, nie ustępując ani o krok, mimo że zaczęła mecz od utraty podania i przez cały czas była w tyle.

    Świątek musiała się sporo napracować, aby zdobyć pierwsze przełamanie na 2:0 oraz kolejne, które dało jej prowadzenie 5:2. “To nie są łatwe gemy dla Igi, to nie jest spacerek, jest bardzo dużo jakości w tenisie Lys” – podkreślali komentatorzy Żyżyński i Klaudia Jans-Ignacik. Oceniając grę Niemki, komentatorzy zauważyli dużą poprawę w porównaniu z wcześniejszymi występami Lys, które były słabiej oceniane przez innych komentatorów.

    Wówczas, w Australii, pierwszy set trwał prawie dwukrotnie krócej niż teraz w Montrealu (24 minuty do 40 minut). W drugim secie Świątek zdecydowanie poczuła się pewniej, a Lys wyglądała fizycznie gorzej i mentalnie także nie była już tak silna. Przy stanie 2:6, 0:3, Lys próbowała walczyć, zaciskała pięść i powtarzała sobie coś pod nosem, ale zdawała sobie sprawę, że na 2:6, 0:1, przy swoim serwisie przegrała do zera. Kolejne przełamanie na 6:2, 3:0 również było wynikiem jej błędów.

    Przy stanie 6:2, 3:0, Świątek zaledwie po 10 minutach drugiego seta zbliżyła się do końca meczu. Lys walczyła, zbierała brawa od kanadyjskiej publiczności, ale przy stanie 2:6, 0:3 miała swoją jedyną szansę na breaka, której nie wykorzystała, po czym wyrzuciła forhend w aut. Świątek nie denerwowała się, spokojnie realizując swój plan. Kiedy prowadziła 6:2, 4:0, Lys urwała jej jeszcze jeden gem, co wywołało śmiech Niemki, która cieszyła się z trzeciego wygranego gema w meczu. “To jej rekord w spotkaniach z Igą Świątek” – komentowali to komentatorzy, zauważając, że cieszy się z małych sukcesów.

    Lys ostatecznie ugrała cztery gemy, a Świątek była zdecydowanie za dobra, by Niemka mogła zagrozić jej w tym meczu. Polka zakończyła spotkanie po godzinie i 14 minutach, wykorzystując pierwszego meczbola.

    W czwartej rundzie Świątek zmierzy się z Dunką Clarą Tauson (19. miejsce WTA). Niedawno pokonała ją w czwartej rundzie Wimbledonu 6:4, 6:1 i ma z nią bilans 3:0.

     

  • Iga Świątek totalnie pominięta. Rok temu wybuchła wielka burza

    Iga Świątek totalnie pominięta. Rok temu wybuchła wielka burza

    Dziękuję za ten obszerny opis – sprawa rzeczywiście pokazuje, jak bardzo prestiżowe, ale i kontrowersyjne potrafią być nagrody ESPY, zwłaszcza gdy w grę wchodzi popularność sportowców w USA.

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

    Kluczowe punkty z Twojego tekstu:

    Coco Gauff zdobyła nagrodę ESPY drugi rok z rzędu – tym razem bez większych kontrowersji, ponieważ w ocenianym okresie wygrała Roland Garros 2025.

    Iga Świątek nie została nawet nominowana, mimo że rok temu to właśnie brak jej zwycięstwa wywołał medialną burzę – wtedy wielu ekspertów i fanów uważało, że była bardziej zasłużoną kandydatką niż Gauff

    W przeszłości, w 2022 roku, podobna sytuacja dotyczyła Emmy Raducanu, która wygrała nagrodę ESPY mimo sukcesów Świątek i jej pozycji liderki WTA

    ESPY przyznawane są przez publiczność (głosowanie fanów) po wcześniejszym wytypowaniu kandydatów przez jury – co tłumaczy, dlaczego częściej wygrywają sportowcy popularni w USA

    Dlaczego Iga Świątek nie została nominowana w 2025?

    Okres oceniany przez jury to druga połowa 2024 i pierwsza połowa 2025.

    W tym czasie Świątek nie wygrała żadnego turnieju wielkoszlemowego, a Coco Gauff zdobyła tytuł mistrzyni Roland Garros 2025 – co mocno podnosi jej notowania.

    Brak nominacji może wynikać z tego, że jury skupia się na wynikach z konkretnego okresu, nie zaś na całokształcie czy ogólnej pozycji w rankingu WTA.

    Komentarz:

    Nagrody takie jak ESPY są często mocno subiektywne – wpływa na nie nie tylko sportowy dorobek, ale też rozpoznawalność, marketing i popularność medialna. Iga Świątek, mimo świetnych wyników i pozycji numer 1 w rankingu, nie zawsze cieszy się takim rozgłosem w USA jak Gauff czy Raducanu. To niestety typowy problem plebiscytów opartych na głosowaniu publiczności.

    Wielu fanów Świątek w Polsce (i nie tylko) może czuć zawód, ale w tym roku – biorąc pod uwagę wyraźne zwycięstwo Gauff w Paryżu – trudno mówić o skandalu.

     

     

  • Rennae Stubbs wydała wyrok ws. Świątek po Wimbledonie. “Wyczerpana”

    Rennae Stubbs wydała wyrok ws. Świątek po Wimbledonie. “Wyczerpana”

    To, co wydarzyło się na kortach Wimbledonu, wciąż wzbudza wiele emocji i komentarzy. Tym razem swoimi przemyśleniami na temat finału podzieliła się Rennae Stubbs. – Nawet w finale Iga Świątek nie odpuściła. Konsekwentnie realizowała swój plan – stwierdziła była tenisistka i trenerka Sereny Williams.

    Był to najbardziej jednostronny finał Wimbledonu kobiet od ponad stu lat. Iga Świątek potrzebowała zaledwie 57 minut, by pokonać Amandę Anisimową 6:0, 6:0 i zapisać się w historii jako pierwsza Polka, która wygrała tę prestiżową imprezę. Dla Świątek to już szósty tytuł wielkoszlemowy – co więcej, wszystkie finały, w których wystąpiła, zakończyła zwycięstwem.

    Amanda Anisimowa debiutowała w meczu o tak wysoką stawkę. Na korcie centralnym All England Clubu wyraźnie było widać, że towarzyszy jej ogromna presja. Amerykanka była spięta i nie potrafiła zaprezentować tenisowej klasy, która doprowadziła ją do finału. Mimo to Rennae Stubbs uważa, że ta porażka może okazać się cenną lekcją.

    – Nawet w takim meczu Iga Świątek była bezwzględna. Wiedziała, co ma robić, i po prostu to robiła. Amanda była całkowicie przytłoczona – prawdopodobnie wyczerpana po trudnym półfinale. Wyszła na kort zdenerwowana i fizycznie zmęczona. Jej ruchy były nienaturalne, brakowało jej równowagi, nie była sobą. Myślałam, że dosłownie zamarła na korcie. Ale takie sytuacje się zdarzają. Jestem przekonana, że wyciągnie z tego doświadczenia wnioski i wróci silniejsza – oceniła Stubbs.

    Przypomnijmy, że w półfinale Anisimowa stoczyła zacięty, trzysetowy bój z Aryną Sabalenką.

    Pomimo porażki, finał Wimbledonu pozwolił jej awansować na 7. miejsce w rankingu WTA – to najwyższa pozycja w jej karierze. Natomiast Iga Świątek dzięki triumfowi w Londynie awansowała na 3. miejsce i walczy o powrót na fotel liderki światowego rankingu.

  • Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    John McEnroe słynie z kontrowersyjnych opinii. Legenda tenisa, a dzisiaj komentator odniósł się jeszcze do wydarzeń z kobiecego finału Wimbledonu. Bardzo chwalił Igę Świątek, ale jedna rzecz mu się bardzo nie spodobała. W związku z tym zaapelował do tenisistek oraz władz Wimbledonu.

     

    Powoli już opadają emocje po tegorocznym Wimbledonie. Iga Świątek wygrała turniej w wielkim stylu i mogła cieszyć się ze swojego szóstego wielkoszlemowego triumfu. Z całego świata popłynęły gratulacje dla 24-latki z Raszyna. Polkę chwaliła m.in. legenda tenisa John McEnroe.

     

    – Muszę oddać Świątek, że zasłużyła na to zwycięstwo. Pełne uznanie dla niej. Zagrała fantastyczną godzinę. Grała przeciwko komuś, kto kompletnie zamarł, a to bardzo trudne do oglądania – mówił po finale.

     

    Legenda skrytykowała Świątek. Nietypowy powód

     

    Tyle że McEnroe potrafi jednocześnie pochwalić i skrytykować. 66-latkowi nie spodobały się… słuchawki, w których tenisistki wychodziły na kort.

     

    Dziewczyny, dajcie spokój

     

    powiedział John McEnroe na antenie BBC.

    – Oni nie powinni zezwalać na noszenie słuchawek. Musicie sprawić, że one poczują się dobrze w tej atmosferze, a nie że one puszczają muzykę – apelował do władz Wimbledonu były tenisista.

     

    Świątek weszła na kort centralny w dużych nausznych słuchawkach, a Anisimova miała mniejsze, douszne. Zresztą Polka nie ukrywa, że bardzo lubi słuchać muzyki przed meczami. Wielokrotnie w wywiadach przyznawała, że lubi słuchać muzyki rockowej przed wejściem na kort. – Kocham Pearl Jam, a teraz głównie ACDC i Led Zeppelin. Spiker na początku meczu powiedział, że cały czas słucham rocka, ale to nie jest prawda. Głównie słucham popu i jazzu – opowiadała Polka w trakcie tegorocznego Australian Open.

     

    Krytykowali Świątek po finale Wimbledonu

     

    Świątek była krytykowana nie tylko przez McEnroe. M.in. po finale na łamach portalu BBC pojawił się artykuł Dana Roana, który zaczął rozliczać Polkę i Jannika Sinnera z wpadek antydopingowych.

     

    Z kolei Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, a dziś ekspert tenisowy ESPN próbował umniejszyć sukces 24-latki. – Szalone. Jak wskazują statystyki poturniejowe Igi, najwyżej notowaną zawodniczką, z którą grała podczas Wimbledonu, była znajdująca się na 19. miejscu w rankingu Ludmiła Samsonowa. Nie wiem, kiedy ostatni raz zdarzyło się tak, że ktoś wygrał szlem bez wygranej z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu – mówił.

     

    Świątek nie przejmuje się takimi opiniami, chociaż krytyczne komentarze do niej zawsze docierają. Na konferencji po finale zwróciła się do polskich dziennikarzy. – Na pewno w ostatnich miesiącach to, jak media mnie opisują, a muszę przyznać, niestety, polskie media, jak traktowały mnie i moją drużynę, nie było to zbyt przyjemne – odparła. I wyraziła wiarę, że sytuacja ulegnie zmianie – mówiła.

     

    24-latka po Wimbledonie na chwilę wróciła do Polski, ale lada dzień rusza na podbój Kanady i USA. 28 lipca startuje turniej WTA 1000 w Montrealu. Następnie przeniesie się do Cincinnati, a ostatnim akordem tournee będzie oczywiście wielkoszlemowy US Open, który rozpocznie się 25 sierpnia.