Category: Uncategorized

  • Tauson zalała się łzami. “Dowiedziałam się dzień po tym, jak pokonałam Świątek”

    Tauson zalała się łzami. “Dowiedziałam się dzień po tym, jak pokonałam Świątek”

    Clara Tauson, młoda duńska tenisistka, sprawiła jedną z największych niespodzianek tegorocznego turnieju WTA 1000 w Montrealu, eliminując liderkę rankingu Igę Świątek. Zwyciężyła z Polką w dwóch setach 7:6(1), 6:3, pokazując niezwykłą odporność psychiczną i konsekwencję w grze. Jak się jednak okazało, za kulisami jej sukcesu kryła się głęboka tragedia osobista. Dzień po pokonaniu Świątek Clara dowiedziała się o śmierci swojego dziadka, co bardzo ją poruszyło.

    — Po wygraniu pierwszego seta czułam, że muszę utrzymać poziom, bo wiedziałam, że Iga nigdy się nie poddaje i zawsze walczy do końca, niezależnie od okoliczności — relacjonowała Tauson po meczu z Polką. Tym razem jednak to Dunka zdołała zachować chłodną głowę i narzucić własne warunki. Jej gra była przemyślana i skuteczna, a zwycięstwo dało jej awans do ćwierćfinału prestiżowego turnieju.

    W kolejnym meczu Tauson zmierzyła się z Madison Keys — Amerykanką, która w styczniu sięgnęła po tytuł na Australian Open. Choć faworytką wydawała się bardziej doświadczona rywalka, to Duńska zawodniczka znów zaskoczyła świat tenisa. Spotkanie od samego początku układało się po jej myśli. Już w pierwszym gemie obroniła dwa break pointy, a potem sama skutecznie przełamała rywalkę. W całym pierwszym secie, zakończonym wynikiem 6:1, Tauson imponowała pewnością siebie, wygrywając aż 79 procent punktów po pierwszym serwisie.

    Druga partia zaczęła się równie dobrze. Clara błyskawicznie objęła prowadzenie 3:1, po wcześniejszym przełamaniu Keys. Choć Amerykanka próbowała jeszcze odwrócić losy spotkania, Dunka nie pozwoliła jej wrócić do gry. Obroniła break pointa przy stanie 4:3 i pewnie zmierzała do końcowego triumfu. Ostatecznie zamknęła mecz wynikiem 6:1, 6:4 i tym samym zameldowała się w półfinale turnieju, gdzie czeka ją starcie z powracającą do wielkiej formy Naomi Osaką.

    Po meczu Tauson nie kryła emocji. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy, gdy opowiadała o tragedii, jaka ją spotkała. — Niestety, dwa dni temu zmarł mój dziadek. Bardzo chciałam wygrać dla niego ten mecz. Dowiedziałam się o jego śmierci dzień po spotkaniu z Igą. Nadal jestem w szoku. Chciałam dziś zagrać najlepiej, jak potrafię. Mam nadzieję, że oglądał mój występ — powiedziała poruszona Dunka.

    WTA zauważyła, że było to już 32. zwycięstwo Tauson w tym sezonie. Dla porównania, w całym trzyletnim okresie od 2022 do 2024 roku wygrała łącznie mniej niż 35 spotkań. To najlepiej pokazuje, jak duży postęp zrobiła w ostatnich miesiącach i jak bardzo ugruntowuje swoją pozycję w światowej czołówce.

    Jeśli Tauson pokona Naomi Osakę w półfinale, zagra w wielkim finale turnieju w Montrealu z lepszą z pary Victoria Mboko – Jelena Rybakina. Dla duńskiej tenisistki byłby to największy sukces w karierze i potencjalny punkt zwrotny, który może na długo zmienić jej sportową trajektorię.

     

  • Wiktorowski aż nie dowierzał. Mecz Osaki ze Switoliną trwał 69 minut

    Wiktorowski aż nie dowierzał. Mecz Osaki ze Switoliną trwał 69 minut

    Iga Świątek już poza turniejem w Montrealu. Osaka zachwyca – w półfinale z rewelacyjną Tauson

    Iga Świątek zakończyła już swój udział w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. W grze pozostała jednak jej pogromczyni – Clara Tauson, która w półfinale zmierzy się z odbudowującą się Naomi Osaką. Fani japońskiej tenisistki mogą być zaskoczeni jej formą. W ćwierćfinale Osaka błyskawicznie rozprawiła się z Eliną Switoliną, co może być pierwszym widocznym efektem jej współpracy z byłym trenerem Świątek – Tomaszem Wiktorowskim.

    Turniej w Montrealu wkroczył w decydującą fazę. Na placu boju zostały już tylko cztery zawodniczki. Najwyżej rozstawiona z nich to Jelena Rybakina, która w półfinale zmierzy się z rewelacyjną młodą Kanadyjką Victorią Mboko. W drugim pojedynku półfinałowym zobaczymy Clarę Tauson oraz Naomi Osakę, która wraca do formy pod okiem polskiego szkoleniowca.

    Osaka w półfinale – czy sięgnie po tytuł?

    Naomi Osaka, obecnie 49. rakieta świata, marzy o powrocie do światowej czołówki. Jej współpraca z Tomaszem Wiktorowskim zdaje się już przynosić efekty. W ćwierćfinale Japonka mierzyła się z 13. w rankingu WTA Eliną Switoliną. Spotkanie zakończyło się po zaledwie 69 minutach – Wiktorowski nie krył zaskoczenia, jak szybko jego podopieczna zdominowała rywalkę.

    Osaka już w pierwszym secie przełamała Ukrainkę w czwartym gemie, a następnie nie pozwoliła jej wygrać żadnego z trzech kolejnych serwisów. Set zakończył się wynikiem 6:2. W drugiej partii kluczowy moment nadszedł przy stanie 3:2, gdy Switolina ponownie straciła podanie. Japonka imponowała zwłaszcza skutecznością po pierwszym serwisie – wygrała aż 82% punktów w tym elemencie, podczas gdy jej rywalka tylko 62%. Popełniła też mniej podwójnych błędów.

    W pięciu dotychczasowych meczach w Montrealu Osaka straciła tylko jednego seta – w pojedynku z Ludmiłą Samsonową, kiedy musiała bronić aż trzech piłek meczowych. Teraz jednak poprzeczka idzie w górę.

    W półfinale rywalką Osaki będzie będąca w znakomitej formie Clara Tauson. Dunka nie przegrała jeszcze seta w całym turnieju, a w ostatnich dwóch meczach odprawiła najpierw Igę Świątek, a potem Madison Keys, którą pokonała w 73 minuty. Teraz stanie naprzeciw Osaki, która wraca na tenisowe salony z ogromną determinacją.

    W drugim półfinale kibice zobaczą starcie Jeleny Rybakiny z niespodzianką turnieju – 17-letnią Victorią Mboko.

    Dla Naomi Osaki to szansa na pierwszy finał turnieju rangi WTA 1000 od trzech lat. Ostatni raz grała w finale tej rangi w 2022 roku w Miami, gdzie uległa Idze Świątek. Jej ostatni tytuł tej kategorii to zwycięstwo w Pekinie w 2019 roku, gdzie pokonała Ashleigh Barty.

    Wynik ćwierćfinału:
    Switolina – Osaka 2:6, 2:6.

  • Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Wstrząs w świecie tenisa: Wybuch legendy Wielkiego Szlema stawia Igę Świątek w centrum burzy

    Coś niezwykłego dzieje się podczas tegorocznego US Open – i już teraz wywołuje to ogromne poruszenie w tenisowym świecie. Choć wydawało się, że całe widowisko będzie rozgrywać się wyłącznie na korcie, tym razem to wydarzenia zza kulis przyciągają największą uwagę. A w samym środku narastającej burzy znalazła się nie kto inny jak Iga Świątek – ukochana gwiazda polskiego tenisa.

     

    Organizatorzy US Open podjęli bezprecedensową decyzję, ogłaszając nowy, zaskakujący format turnieju miksta. Dotychczas często traktowany marginalnie przez szeroką publiczność, w tym roku zyska wyjątkową oprawę – w szranki staną najlepsi singliści i singlistki świata, a stawką będzie zawrotna nagroda w wysokości miliona dolarów. Obecność gwiazdorskich duetów, jak chociażby Świątek i norweski as Casper Ruud, miała rozgrzać emocje i przyciągnąć globalną uwagę. Ale zamiast marketingowego triumfu, organizatorzy otrzymali falę krytyki – i to ze strony najbardziej utytułowanych deblistów.

     

    Triumf na trawie, który zmienił wszystko dla Świątek

     

    Dla Igi Świątek sezon 2025 już teraz można uznać za wyjątkowy. Jej historyczne zwycięstwo na kortach trawiastych Wimbledonu – nawierzchni, która przez lata była jej piętą achillesową – ugruntowało jej pozycję jako zawodniczki kompletnej, zdolnej do triumfu na każdej nawierzchni. To zwycięstwo nie tylko wyniosło jej karierę na nowy poziom, ale też diametralnie zmieniło sposób, w jaki będzie oceniany ten sezon. Mając w rękach trofeum z Wimbledonu, Świątek może wejść w drugą połowę roku z dużo mniejszą presją niż dotychczas.

     

    W zeszłym roku bowiem – od sierpnia do końca sezonu – Polka zdobyła niewiele punktów rankingowych, co teraz pozwala jej grać z większą swobodą. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Aryny Sabalenki – jej głównej rywalki – która musi bronić ogromnej liczby punktów zdobytych w końcówce sezonu 2024, co oznacza potężne psychiczne obciążenie dla Białorusinki.

     

    Ikona debla zabiera głos: „To policzek dla nas wszystkich”

     

    Gdy Świątek szykuje się do kolejnego wielkiego występu – tym razem w mikście – głos zabrała jedna z największych legend tenisa deblowego. I jej słowa rozchodzą się echem po całym środowisku.

     

    Katerina Siniakova – jedenastokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej, ceniona i szanowana w całym tenisowym świecie – nie gryzła się w język. W rozmowie z WP SportoweFakty Czeszka otwarcie skrytykowała pomysł zapraszania singlowych gwiazd do rywalizacji, która od lat była domeną deblistów.

     

    – Nie mam pojęcia, co się dzieje – powiedziała Siniakova. – Wciąż czekam na decyzję organizatorów. Jeśli nie dostaniemy dzikiej karty, będę w szoku.

     

    Czeszka, która zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo, podkreśliła rażącą sprzeczność: organizowanie walki o tytuł wielkoszlemowy w formie imprezy pokazowej i jednoczesne pomijanie czołowych deblistów.

     

    – Jeśli najlepsi debliści są pomijani w wielkoszlemowym turnieju, to jak można traktować to poważnie? – zapytała wyraźnie zirytowana.

     

    „Marketing ponad zasługi”: narastający konflikt w świecie tenisa

     

    To, co szczególnie zabolało deblowe środowisko, to nie tylko sama decyzja, ale sposób, w jaki została ona podjęta. Siniakova przyznała, że gdyby nie zabrała głosu, cała sprawa prawdopodobnie przeszłaby bez echa.

     

    – To najsmutniejsze. Mam wrażenie, że nikogo by to nie obeszło – przyznała.

     

    Choć dostrzega, że z marketingowego punktu widzenia decyzja może mieć sens – przyciągając widzów i sponsorów – to według niej ucierpiała na tym integralność turnieju.

     

    – Organizatorzy często twierdzą, że wszystko robią dla dobra zawodników. Ale w tym przypadku to po prostu nieprawda. To zła zmiana, która jest niesprawiedliwa – dodała.

     

    Wcześniej swoje rozczarowanie wyraził także Polak Jan Zieliński – kolejny specjalista od debla, który nie krył frustracji nowym kierunkiem obranym przez US Open.

     

    Punkt zwrotny dla miksta?

     

    Nowa formuła miksta na US Open miała być strzałem w dziesiątkę. Widowiskowe pary – jak Świątek i Ruud – miały rozbudzić wyobraźnię kibiców. Tymczasem zamiast entuzjazmu, decyzja wywołała burzę i rozpętała gorącą debatę o roli debla w dzisiejszym tenisie.

     

    W miarę jak turniej się zbliża, wszyscy będą przyglądać się nie tylko temu, jak zaprezentują się singlowe gwiazdy, ale też, jak na kontrowersję zareaguje całe tenisowe środowisko.

     

    Bo choć Iga Świątek po raz kolejny znajdzie się w blasku reflektorów, tym razem nie chodzi o jej wyczyny na korcie. Chodzi o jej udział w sporze, który może zdefiniować przyszłość wielkoszlemowego miksta.

     

  • Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymała oddech. Wilfredo Leon ogłosił decyzję ws. gry w kadrze

    – Zamierzam korzystać z dobrego samopoczucia. Skoro zdrowie dopisuje, to nie ma powodu, żebym mecze reprezentacji oglądał w telewizji – zapowiada Wilfredo Leon. W rozmowie z portalem WP SportoweFakty siatkarz opowiada o swoim podejściu do gry w kadrze i zdradza, jaką deklarację złożył selekcjonerowi Nikola Grbiciowi.

    Leon niedawno pomógł reprezentacji Polski sięgnąć po złoty medal Ligi Narodów. Już niebawem ma ponownie stanąć do walki – tym razem o jak najlepszy wynik na mistrzostwach świata na Filipinach. Jego podejście do występów w narodowych barwach jest jednoznaczne i nie pozostawia wątpliwości.

    Leon nie miał wątpliwości. Grbić wiedział o jego decyzji od dawna

    Poprzedni rok był dla przyjmującego wyjątkowo intensywny – przede wszystkim ze względu na udział w igrzyskach olimpijskich. Mimo ogromnego wysiłku, Leon nie planował żadnej przerwy od kadry. Jak przyznaje, już dawno przedstawił swoje stanowisko trenerowi Grbiciowi.

    – Taka opcja nigdy nie wchodziła w grę. Zaraz po igrzyskach odbyłem rozmowę z trenerem i już wtedy zadeklarowałem, że jeśli tylko zdrowie mi pozwoli, to jestem do jego dyspozycji. Walka o mistrzostwo świata bardzo mnie ekscytuje i zależy mi na tym trofeum – mówi Leon.

    Długi sezon klubowy, ale Leon nie zwalnia tempa

    Choć ma za sobą wyczerpujący sezon w klubie – Bogdanka Lublin rywalizowała do samego końca i sięgnęła po mistrzostwo Polski – Leon nie zamierza rezygnować z gry w kadrze, dopóki tylko będzie w stanie godzić oba obowiązki.

    – Wiem, że przyjdzie taki moment, kiedy po sezonie klubowym nie starczy mi sił, by w pełni zaangażować się w reprezentację. Ale na razie tego nie czuję. Czuję się dobrze, zdrowie dopisuje, więc nie widzę powodu, bym miał oglądać mecze kadry przed telewizorem. Będę grał w reprezentacji tak długo, jak pozwoli mi na to zdrowie – podkreśla.

    Wilfredo Leon drugi rok z rzędu bez urlopu. “To było trudne”

    Postawa Leona zasługuje na tym większy szacunek, że praktycznie nie miał urlopu. Po zakończeniu zmagań klubowych musiał porzucić prywatne plany na rzecz innych zobowiązań. Najwięcej straciła na tym jego rodzina.

    – Sezon w PlusLidze zakończył się dla mnie dopiero w pierwszej połowie maja. Miałem zaplanowany ciekawy urlop, dostałem 20 dni wolnego, ale nie udało się wyjechać z rodziną. Klub zorganizował mi w tym czasie dodatkowe akcje marketingowe. To było dla mnie trudne – przyznał siatkarz. Dodał, że w zeszłym roku zaraz po igrzyskach musiał przeprowadzić się do Polski i rozpocząć treningi z nowym zespołem po transferze z Perugii.

    Po zakończeniu Ligi Narodów Leon również nie będzie miał wiele wytchnienia. Kadra lada moment rozpocznie przygotowania do wrześniowych mistrzostw świata, które rozpoczną się już 12 września.

  • Andrzej Duda wygłosił pożegnalne orędzie. Ekspert: Został narażony na śmieszność

    Andrzej Duda wygłosił pożegnalne orędzie. Ekspert: Został narażony na śmieszność

    Ekspert o pożegnalnym orędziu Andrzeja Dudy: “Został narażony na śmieszność”

    We wtorek 5 sierpnia prezydent Andrzej Duda wygłosił swoje pożegnalne orędzie, w którym podsumował dwie kadencje swojej prezydentury. Dzień później, 6 sierpnia, odbędzie się zaprzysiężenie jego następcy – Karola Nawrockiego. – To było dziesięć lat bardzo dobrych dla Polski – mówił ustępujący prezydent, dziękując obywatelom za zaufanie i życzliwość. Wystąpieniu Dudy przyjrzał się ekspert od mowy ciała i autor książki “Mowa ciała mówcy”, Maurycy Seweryn. Jego wnioski nie są jednoznacznie pozytywne.

    Andrzej Duda – silny początek i koniec, ale chaos w środku

    Prezydent Duda, którego uważam za bardzo dobrego mówcę, był sobą tylko przez pierwsze 15 i ostatnie 45 sekund wystąpienia – ocenił Seweryn. W tych fragmentach, według eksperta, prezydent był naturalny, uśmiechnięty, mówił wolniej, lepiej gestykulował i był najbardziej przekonujący. – To właśnie wtedy w pełni wykorzystał swój potencjał, by wzbudzić sympatię i zaprezentować swoją prezydenturę jako sukces – dodał.

    Niestety, pozostała część orędzia – zdaniem specjalisty – wypadła znacznie słabiej. – Dla przeciętnego Kowalskiego był to obraz eleganckiego mężczyzny w ładnym otoczeniu, ale mówiącego zbyt szybko i gestykulującego chaotycznie – zauważył Seweryn.

    Teleprompter winny chaosu? “Prezydent ścigał się z tekstem”

    Jak wskazuje ekspert, głównym źródłem chaosu było tempo odczytywania tekstu z telepromptera. – Prezydent został narażony na śmieszność, bo tekst był puszczany zbyt szybko – w tempie około 135-140 słów na minutę – tłumaczył Seweryn. To, jak zaznacza, tempo zbliżone do tego, w jakim wypowiadają się rzecznicy prasowi – a przecież prezydent to nie rzecznik, tylko głowa państwa.

    Zdaniem trenera wystąpień publicznych, zbyt szybkie tempo uniemożliwiło prezydentowi odpowiednią gestykulację i zmusiło go do wytężonego wpatrywania się w ekran. – Zabrakło wyraźnego stosowania znaków interpunkcyjnych, a tempo znacząco utrudniało przekazanie głębi i sensu treści – ocenił ekspert. – Choć starał się mówić wyraźnie, nie miał możliwości, by dodać do wypowiedzi emocji i naturalności. A przecież nie mówimy o początkującym polityku, tylko o prezydencie kończącym dziesięć lat urzędowania – podsumował Maurycy Seweryn.

  • Dwa weta na koniec prezydentury Andrzeja Dudy. Jedną ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Dwa weta na koniec prezydentury Andrzeja Dudy. Jedną ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Andrzej Duda tuż przed końcem kadencji podjął decyzje w sprawie trzech ustaw. Dwie zawetował, jedną skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Na dzień przed zakończeniem drugiej kadencji Andrzej Duda ogłosił swoje decyzje dotyczące trzech ustaw. Dwie z nich zostały zawetowane, natomiast trzecia – dotycząca dostępu do pomocy psychologicznej dla młodzieży – została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego w trybie prewencyjnym, co blokuje jej wejście w życie do czasu rozstrzygnięcia.

    Weto wobec likwidacji Akademii Kopernikańskiej

    Pierwsza z zawetowanych ustaw, uchwalona 25 lipca 2025 roku, zakładała likwidację Akademii Kopernikańskiej oraz Szkoły Głównej Mikołaja Kopernika. Prezydent odmówił jej podpisania. – Niestety musiałem skierować dwie ustawy do Sejmu do ponownego rozpatrzenia, ponieważ nie mogę się zgodzić na działania godzące w polskie uczelnie wyższe – tłumaczył Andrzej Duda w rozmowie z Telewizją Republika. – Akademia Kopernikańska powstała z okazji rocznicy kopernikańskiej i miała prowadzić międzynarodową współpracę w dziedzinach, które promują imię tego wybitnego polskiego astronoma, naukowca i człowieka, który zmienił świat – podkreślił.

    Sprzeciw wobec zmian w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości

    Drugie weto dotyczyło ustawy z 25 czerwca 2025 roku, zmieniającej przepisy o Służbie Więziennej, Policji oraz o tzw. programie modernizacji służb mundurowych. Nowelizacja zakładała przekształcenie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości w Akademię Służby Więziennej. – Ta ustawa de facto prowadzi do przejęcia kadrowego uczelni – mówił prezydent. – Chodzi przede wszystkim o wymianę obecnych władz na „swoich” ludzi. To typowy skok na stołki. W mojej ocenie to naruszenie autonomii uczelni, dlatego nie mogę się na to zgodzić – dodał.

    Ustawa o pomocy psychologicznej dla nastolatków trafiła do TK

    Trzecią ustawą, wobec której prezydent nie zdecydował się na weto, była nowelizacja przepisów dotyczących praw pacjenta. Zakładała ona umożliwienie osobom powyżej 13. roku życia skorzystania z pomocy psychologa lub psychiatry bez zgody rodzica czy opiekuna prawnego, choć z obowiązkiem poinformowania go o wizycie w ciągu 7 dni – chyba że powiadomienie mogłoby zagrozić dobru pacjenta.

    Prezydent Duda skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie prewencyjnym, co oznacza, że nie wejdzie ona w życie do czasu wydania orzeczenia. – W mojej ocenie ta regulacja budzi poważne wątpliwości konstytucyjne, szczególnie w kontekście praw rodziców i bezpieczeństwa dzieci. Trzynastolatek to nadal dziecko, a jego zdolność do czynności prawnych jest niepełna – tłumaczył Duda.

  • Fibak zobaczył porażkę Świątek z Tauson i wydał werdykt. “Cieszmy się”

    Fibak zobaczył porażkę Świątek z Tauson i wydał werdykt. “Cieszmy się”

    Fibak po porażce Świątek: „Dała z siebie wszystko. Iga jest najbardziej wszechstronna”

    Iga Świątek musiała uznać wyższość Clary Tauson w czwartej rundzie turnieju WTA w Montrealu. Polka przegrała z Dunką 6:7, 3:6 i pożegnała się z rozgrywkami, które miały być jednym z ostatnich etapów przygotowań do US Open. Mimo porażki, głos w jej obronie zabrali eksperci, w tym Wojciech Fibak, który podkreślił ogromny potencjał liderki światowego rankingu.

    Tauson zrewanżowała się Świątek za porażkę z Wimbledonu, gdzie przegrała w 1/8 finału. Tym razem zaprezentowała się znacznie lepiej, co zauważył również komentator Canal+ Żelisław Żyżyński. – To była niespodzianka, ale nie sensacja – ocenił w rozmowie z WP SportowymiFaktami. – Dunka zagrała świetnie. Oglądałem jej wcześniejsze mecze i pomyślałem: „Ależ ona dobrze gra”. Pokazała, że potrafi utrzymać wysoki poziom nawet przeciwko zwyciężczyni Wimbledonu. Nie ma żadnego powodu do paniki – uspokajał kibiców dziennikarz.

    Zdecydowanie mocniej wypowiedział się Wojciech Fibak. Były znakomity tenisista i triumfator Australian Open nie miał wątpliwości, że porażka Świątek nie powinna przyćmić jej osiągnięć. – Cieszmy się, że podczas Wimbledonu widzieliśmy zupełnie inną Clarę Tauson niż tę, która zagrała w Montrealu. W Londynie praktycznie oddała mecz bez walki, teraz pokazała, jak niebezpieczną potrafi być zawodniczką – powiedział.

    Fibak przyrównał Dunkę do tenisistek z najwyższej półki – takich jak Jelena Rybakina, Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. – To grono zawodniczek, które potrafią zdobyć punkt jednym uderzeniem – czy to serwisem, returnem, czy forhendem. I to bywa frustrujące – dodał.

    Jednocześnie nie szczędził pochwał pod adresem Świątek. – Dała z siebie wszystko, walczyła do końca. Moim zdaniem Iga jest najbardziej wszechstronną zawodniczką w całym tourze. Jeśli weźmiemy pod uwagę mentalność, szybkość, poruszanie się po korcie, forhend, bekhend i serwis – nie ma sobie równych – podkreślił.

    Fibak wskazał również słabości jej największych rywalek. – Rybakina nie porusza się tak sprawnie i nie ma tak silnej psychiki. U Gauff forhend zdecydowanie odstaje. W grze zostają więc może tylko Iga i Sabalenka, ale i ona nie jest tak zwrotna. Muchova czy Krejcikowa to bardzo utalentowane tenisistki, ale bywają chimeryczne – ocenił.

    – Iga jest najlepsza, bo ma wszystko – zakończył Fibak z przekonaniem.

  • Dwa miesiące i koniec. Rywalka Świątek powiedziała dość

    Dwa miesiące i koniec. Rywalka Świątek powiedziała dość

    Diana Sznajder kończy współpracę z uznanym trenerem. Po niespełna dwóch miesiącach

    Diana Sznajder uchodzi za jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek młodego pokolenia w kobiecym tenisie. Choć sezon 2024 przyniósł jej wiele sukcesów, ostatnie tygodnie nie były już tak udane. 21-letnia Rosjanka, w przeszłości uhonorowana przez Władimira Putina państwowym odznaczeniem, zdecydowała się na zaskakujący krok – zakończyła współpracę z hiszpańskim szkoleniowcem Carlosem Martinezem, mimo że ich współpraca trwała zaledwie dwa miesiące.

    Sznajder ma za sobą kapitalny ubiegły sezon, w którym sięgnęła po cztery tytuły WTA, a podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu sensacyjnie wywalczyła srebrny medal w grze podwójnej. Nadal plasuje się wysoko w rankingu – obecnie zajmuje 17. miejsce na świecie – jednak jej ostatnie występy budzą niepokój. W tegorocznych turniejach wielkoszlemowych – Roland Garros i Wimbledonie – zanotowała zaledwie dwa zwycięstwa. W Montrealu natomiast odpadła już w pierwszej rundzie.

    Rozstanie z Martinezem. “To nie wyglądało tak, jak powinno”

    Seria słabszych wyników najwyraźniej przelała czarę goryczy. Za pośrednictwem portalu “UbiTennis”, Carlos Martinez ogłosił, że nie jest już trenerem młodej Rosjanki. – To trochę trudne do zrozumienia. Zacząłem współpracę z Dianą podczas turnieju w Queen’s Club. Przepracowaliśmy razem sezon na trawie, a potem polecieliśmy do Montrealu. Po jej porażce w pierwszej rundzie zdecydowaliśmy się zakończyć współpracę – powiedział Hiszpan. – Moim zdaniem nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno. Myślę, że ona również miała podobne odczucia. Uznaliśmy, że to odpowiedni moment, by się rozstać. Wiem, że teraz testuje współpracę z Saschą – dodał.

    Martinez to ceniony szkoleniowiec, który w przeszłości prowadził takie gwiazdy jak Simona Halep, Daria Kasatkina czy Clara Tauson. Tym bardziej zaskakuje, że jego współpraca ze Sznajder trwała tak krótko.

    Jak zdradził sam Hiszpan, nowym trenerem Rosjanki najprawdopodobniej zostanie Sascha Bajin – kolejny renomowany specjalista, który współpracował z Naomi Osaką i Karoliną Pliskovą. Obie tenisistki mają na swoim koncie finały wielkoszlemowe, a Japonka zdobywała nawet tytuły. Jeśli ta zmiana przyniesie oczekiwane efekty, Sznajder może wkrótce wrócić na zwycięską ścieżkę.

  • Świątek przegrała z Tauson, a oto co zrobiła Sabalenka. Amerykanie już trąbią

    Świątek przegrała z Tauson, a oto co zrobiła Sabalenka. Amerykanie już trąbią

    Sabalenka odpoczywa, a Świątek i Gauff żegnają się z Montrealem. Liderka rankingu korzysta z wolnego czasu

    Druga część tenisowego sezonu właśnie nabrała rozpędu. Najlepsze zawodniczki świata rywalizują w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. Niemal wszystkie – bo w oczy rzuca się nieobecność jednej z kluczowych postaci kobiecego touru. Aryna Sabalenka, liderka światowego rankingu, nie pojawiła się w Kanadzie, co nie umknęło uwadze mediów. Portal sportskeeda.com ujawnił, jak Białorusinka spędza czas, podczas gdy inne tenisistki walczą na korcie.

    Iga Świątek rozpoczęła drugą część sezonu z przytupem – zwyciężyła w Wimbledonie, pokonując w finale Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Jednak w Montrealu nie zdołała powtórzyć tego sukcesu. Polka pożegnała się z turniejem już w 1/8 finału, ponosząc pierwszą w karierze porażkę z Clarą Tauson. Szeroką analizę tego spotkania przedstawił na łamach Sport.pl dziennikarz Łukasz Jachimiak.

    Do Świątek dołączyła także Coco Gauff – rozstawiona z numerem “2” Amerykanka również zakończyła udział na etapie 1/8 finału, przegrywając z reprezentantką gospodarzy Victorią Mboko. W ten sposób z turniejem pożegnały się druga i trzecia tenisistka światowego rankingu.

    W tym czasie Aryna Sabalenka postanowiła odpuścić występ w Kanadzie i udała się na krótki urlop. Sportskeeda.com poinformował, że Białorusinka korzysta z wolnych chwil, relaksując się nad morzem. – „Podczas gdy Coco Gauff i Iga Świątek odpadają z rywalizacji w Canadian Open, Aryna Sabalenka delektuje się spokojnym wypoczynkiem z drinkiem w ręku” – relacjonuje portal.

    Sabalenka opublikowała na Instagramie relację z wakacji, gdzie widać, że spędza czas z przyjaciółką w nadmorskiej scenerii. Choć nie bierze udziału w turnieju, nie musi martwić się o swoją pozycję liderki – w rankingu WTA ma niemal pięć tysięcy punktów przewagi nad Gauff i bezpieczną przewagę nad kolejnymi rywalkami.

    Wszystkie trzy zawodniczki – Sabalenka, Gauff i Świątek – szykują się teraz do kolejnych wyzwań w końcówce sezonu. Największym z nich będzie zbliżający się wielkoszlemowy US Open. Turniej w Nowym Jorku zapowiada się niezwykle emocjonująco, zwłaszcza że to właśnie one triumfowały w trzech ostatnich edycjach: Świątek w 2022 roku, Gauff w 2023, a Sabalenka w 2024. Czy któraś z nich ponownie sięgnie po tytuł?

  • Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Dramatyczne starcie w polskim sądownictwie: Waldemar Żurek napotyka pierwszy opór. Gdański sąd mówi „nie” – prawnicy głęboko podzieleni

     

    W polskim systemie sprawiedliwości rozgrywa się dramatyczne starcie. Nowo mianowany minister sprawiedliwości Waldemar Żurek napotkał swój pierwszy poważny opór. W kontrowersyjnym ruchu Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku wydało negatywną opinię wobec wniosku Żurka o odwołanie prezesów tamtejszych sądów, co wywołało falę reakcji w środowisku prawniczym. Podczas gdy jedni chwalą niezależność sądu, inni określają decyzję jako „skandaliczną” i motywowaną politycznie.

     

    Podzielony front: jeden minister, dwie opinie

     

    W odważnym oświadczeniu dla Interii były prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll, podkreślił znaczenie samorządności sędziowskiej. – Minister Żurek musi liczyć się z decyzją kolegium – zaznaczył Zoll, dodając, że choć opinia nie jest wiążąca, ma istotne znaczenie w procedurze sądowej.

     

    Zoll wskazał, że takie konflikty prawdopodobnie będą się powtarzać podczas kadencji Żurka. – Procedura ta nadaje sądownictwu znaczącą rolę. Nawet jeśli decyzja ma jedynie charakter opinii, nie można jej ignorować. Żyjemy w czasach nadzwyczajnych, a więc potrzebne są nadzwyczajne decyzje – stwierdził.

     

    Zupełnie inne zdanie przedstawił sędzia Piotr Gąciarek, który skrytykował postawę gdańskiego sądu jako „skandaliczną”. Zarzucił środowisku sędziowskiemu lokalny patriotyzm i brak dbałości o interes publiczny. – Sąd to nie tylko zakład pracy. Osoby, które wspierały neo-KRS lub zostały neosędziami, nie mają legitymacji do pełnienia funkcji kierowniczych – argumentował.

     

    Gdańsk mówi „nie”: cios w sądową czystkę Żurka

     

    Jak podał Onet, Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku stosunkiem głosów 10 do 1 negatywnie zaopiniowało wniosek ministra Żurka o odwołanie kluczowych postaci w sądownictwie, w tym wiceprezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Przemysława Jasinkiewicza i prezesa Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Tomasza Jabłońskiego. Obaj są kontrowersyjnymi postaciami, określanymi przez krytyków mianem „neosędziów” ze względu na ich powiązania z polityką byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

     

    Ten opór znacznie komplikuje plan reformy sądownictwa realizowany przez Żurka. Choć ministerstwo sprawiedliwości ma formalne prawo do inicjowania odwołań, negatywna opinia kolegium sądu stanowi istotne utrudnienie. Zgodnie z prawem, Żurek może teraz przekazać sprawę do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), ale jeśli Rada wyda negatywną opinię większością dwóch trzecich głosów, stanie się ona wiążąca.

     

    Problem w tym, że Żurek wielokrotnie podważał legalność obecnej KRS, uznając ją za upolitycznioną strukturę stworzoną przez poprzednią władzę. To rodzi pytania w środowisku prawniczym: co zrobi minister?

     

    Na rozdrożu: eksperci ostrzegają przed kryzysem systemowym

     

    Ta prawna batalia na nowo rozbudziła debatę o stanie polskiego wymiaru sprawiedliwości – szczególnie w kontekście „neosędziów”, czyli osób powołanych z udziałem kontrowersyjnej KRS. Krytycy argumentują, że próba ich usunięcia to konieczne naprawienie szkód wyrządzonych przez lata upolityczniania sądownictwa. Z kolei zwolennicy decyzji gdańskiego sądu obawiają się, że dopuszczenie ministra do decydowania o składach kierownictwa sądów może stanowić niebezpieczny precedens.

     

    Eksperci, tacy jak mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważają, że minister Żurek spodziewał się takiego oporu. – Teraz wszystko zależy od jego strategii na dalsze działania. Sytuacja prawna jest niejasna i musimy poczekać na kolejne decyzje – powiedział Rosati w rozmowie z Interią.

     

    Pierwsze kroki Żurka: ogólnopolska czystka w sądach

     

    To zamieszanie wybuchło tuż po serii kadrowych decyzji Żurka. Podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych ogłosił on odwołanie 46 prezesów i wiceprezesów sądów w całym kraju. Dodatkowo cofnął delegacje dziewięciu urzędników w Ministerstwie Sprawiedliwości, a kolejne decyzje kadrowe są w toku.

     

    W jednym z bardziej kontrowersyjnych posunięć Żurek wystąpił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o rozważenie odwołania 44 sędziów pełniących funkcję komisarzy wyborczych. Uzasadnił to zarzutem zaangażowania tych osób w działania niezgodne z konstytucją, co podważa – jego zdaniem – ich zdolność do sprawiedliwego pełnienia obowiązków.

     

    Ponadto Żurek odwołał ostatniego rzecznika dyscyplinarnego powołanego przez Ziobrę. Jak stwierdził, ten krok był mocno spóźniony. – Wielu w środowisku nie rozumiało, dlaczego dwóch rzeczników z poważnymi zarzutami zostało odwołanych, a ten jeden wciąż pełnił funkcję – wyjaśnił.

     

    Ostateczny werdykt? Jeszcze nie teraz

     

    Cała sytuacja uwypukliła kruchą równowagę między władzą wykonawczą a sądowniczą w Polsce. Waldemar Żurek objął urząd z mandatem do przeprowadzenia głębokich reform i przywrócenia niezależności sądów. Teraz jednak znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem – z jednej strony presja polityczna i społeczna, z drugiej – opór instytucjonalny oraz skomplikowane procedury prawne.

     

    Jedno jest pewne: przyszłość polskiego wymiaru sprawiedliwości wisi na włosku, a ten pierwszy test może na zawsze zdefiniować kadencję Waldemara Żurka. Czy uszanuje opinię instytucji, czy mimo wszystko będzie realizował swoją wizję? Światprawniczy – i cała Polska – czekają.