Category: Uncategorized

  • Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Od Pewnego Zwycięstwa do Szokującej Katastrofy: Niewiarygodny Powrót na US Open

    Kiedy tablica wyników pokazywała 6:4, 5:1, historia wydawała się zakończona. Sześć piłek meczowych dzieliło Tylera Zinka od kolejnego etapu kwalifikacji do US Open. A jednak, pod jaskrawymi światłami Nowego Jorku, kibice tenisa byli świadkami zwrotu akcji tak szokującego, że komentatorzy oniemieli, a fani łapali się za głowy z niedowierzaniem.

    To, co wydarzyło się na twardych kortach Flushing Meadows, nie było zwykłym spotkaniem kwalifikacyjnym. To była lekcja, że w tenisie — dopóki nie zostanie rozegrana ostatnia piłka — nic nie jest przesądzone.

    Noc, Która Przepisała Oczekiwania

    US Open, ostatni wielkoszlemowy turniej roku, jeszcze się oficjalnie nie rozpoczął — a już podarował światu jedną z najbardziej niezapomnianych historii. Mecz pomiędzy Tylerem Zinkiem (ATP 328) ze Stanów Zjednoczonych a Reiem Sakamoto (ATP 200) z Japonii z pewnością przejdzie do historii jako jedna z najbardziej dramatycznych katastrof i zarazem cudownych powrotów w kwalifikacjach ostatnich lat.

    Zink wydawał się nie do zatrzymania. Po wygraniu pierwszego seta 6:4, błyskawicznie objął prowadzenie 5:1 w drugim. Publiczność wyczuwała już koniec. Eksperci byli pewni, że Amerykanin za chwilę zamknie spotkanie i awansuje. Ale w sporcie — szczególnie w tenisie — takie pewniki bywają zgubne.

    Sześć Piłek Meczowych. Sześć Zmarnowanych Szans.

    Przy stanie 5:1, serwując na zwycięstwo, Zink wypracował trzy piłki meczowe. Wszystko było w jego rękach. Rakieta, publiczność, moment. Zwycięstwo wydawało się kwestią sekund. A jednak zamiast postawić kropkę nad „i”, Zink zawahał się. Punkt po punkcie Sakamoto zaczynał odrabiać straty. Amerykanin zmarnował wszystkie trzy okazje.

    Chwilę później pojawiła się czwarta szansa — i także przepadła. Nadal prowadząc, Zink otrzymał kolejną okazję przy stanie 5:4. Tym razem zmarnował dwie kolejne piłki meczowe.

    Kiedy kurz opadł, okazało się, że Amerykanin wypuścił z rąk aż sześć szans na zakończenie meczu. Drugi set przerodził się w maraton, który trwał ponad 72 minuty. Sakamoto, korzystając z darowanej szansy, rzucił się do ataku i ostatecznie wygrał 7:5. Niemożliwe stawało się faktem.

    Decydujący Set na Ostrzu Noża

    Trzeci set był czystą szkołą nerwów. Obaj zawodnicy walczyli o każdy punkt, wymieniając się ciosami i odmawiając poddania się. Każda wymiana miała wagę całego meczu. Żaden nie ustąpił, dlatego o losach awansu musiał zadecydować tie-break — idealne zwieńczenie tej dramatycznej nocy.

    W decydujących chwilach to Sakamoto okazał się odporniejszy psychicznie. Zink walczył do końca, lecz gdy stawką były najważniejsze punkty, to Japończyk zachował chłodną głowę. W tie-breaku, pełnym wymian na granicy wytrzymałości, Sakamoto zwyciężył 10:8, pieczętując triumf, który godzinę wcześniej wydawał się całkowicie poza zasięgiem.

    Po niemal trzech godzinach gry — dokładnie 2 godziny i 53 minuty — tablica wyników brzmiała:

    Rei Sakamoto pokonał Tylera Zinka 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

    Wstrząs w Świecie Tenisa

    Analitycy i kibice od razu zdali sobie sprawę ze skali wydarzenia.

    „Powrót turnieju — jak dotąd. Sakamoto obronił sześć piłek meczowych, w tym przy stanie 0:40. Absolutnie niewiarygodne.” — napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Prowadził 6:4, 5:1, miał sześć piłek meczowych, dwa razy serwował na mecz… i przegrał. Brakuje słów, by to opisać.” — skomentował analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku US Open.” — dodał Tick Tock Tennis.

    To, co miało być rutynowym zwycięstwem w kwalifikacjach, stało się jednym z najbardziej komentowanych upadków sezonu — i jednocześnie jednym z najbardziej heroicznych powrotów, jakie kibice zobaczą w tym roku.

    Co Dalej dla Sakamoto?

    Po tym sensacyjnym zwycięstwie Rei Sakamoto melduje się w półfinale kwalifikacji, gdzie zmierzy się z Ignacio Buse z Peru (ATP 136). Japończyk, który już zapisał jedną z najdramatyczniejszych historii tegorocznego turnieju, jest teraz o krok od finału kwalifikacji — i o dwa od miejsca w głównej drabince US Open.

    Dla Tylera Zinka ta noc pozostanie bolesną lekcją niewykorzystanych szans. Dla kibiców zaś już teraz jest to spotkanie, które zmieniło zwykły wieczór kwalifikacji w widowisko, o którym będzie się opowiadać przez lata.

  • Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Było 6:4, 5:1 i sześć piłek meczowych. Nie do wiary, co się stało na US Open

    Nieprawdopodobne – właśnie tak można podsumować to, co wydarzyło się w kwalifikacjach do męskiego turnieju US Open. Choć główna część nowojorskiej imprezy jeszcze się nie zaczęła, eksperci już mówią o największym zwrocie akcji całej edycji.

    Ostatni wielkoszlem tego roku dopiero czeka na swój start, a już mamy historię, o której będzie się mówić długo. To, co wydarzyło się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego, wymyka się zdrowemu rozsądkowi.

    Sensacyjny powrót w Nowym Jorku

    Wszystko rozegrało się w meczu kwalifikacyjnym pomiędzy Amerykaninem Tylerem Zinkiem (328. ATP) a Japończykiem Reiem Sakamoto (200. ATP). Zink wygrał pierwszego seta 6:4, a w drugim po dwóch przełamaniach prowadził już 5:1. Wydawało się, że kwestia awansu jest rozstrzygnięta.

    W ósmym gemie Amerykanin miał trzy piłki meczowe przy własnym podaniu i… nie wykorzystał żadnej. Mało tego – chwilę później zmarnował czwartą szansę. W dziesiątym gemie historia się powtórzyła: kolejne dwie piłki meczowe poszły na marne. W sumie Zink nie wykorzystał aż sześciu okazji do zakończenia spotkania, a chwilę później przegrał seta 5:7. Ten fragment gry trwał aż godzinę i 12 minut.

    Decydujący set również dostarczył ogromnych emocji. Gra była wyrównana, a losy awansu rozstrzygnął tie-break. Sakamoto wytrzymał presję i zwyciężył 10:8. Całe spotkanie trwało niemal trzy godziny – dokładnie 2 godziny i 53 minuty.

    Eksperci: „to powrót turnieju”

    „Finałowy mecz pierwszej rundy kwalifikacji do US Open przyniósł jak dotąd największy powrót tego tygodnia. Sakamoto obronił cztery piłki meczowe przy stanie 2:5, w tym wychodząc z 0:40, oraz dwie kolejne przy stanie 4:5” – napisano na profilu edgeAl w serwisie X.

    „Określenie na linach to za mało, by oddać sytuację Zinka – prowadzenie 6:4, 5:1, aż sześć piłek meczowych w dwóch gemach serwisowych, w tym przy stanie 40:0. Niewiarygodne” – podkreślił analityk Damian Kust.

    „Powrót z krawędzi! Główna drabinka jeszcze się nie zaczęła, a już mamy faworyta do miana największego comebacku całego turnieju” – dodał z kolei profil Tick Tock Tennis.

    Co dalej?

    Rei Sakamoto zameldował się w półfinale kwalifikacji do US Open, gdzie jego rywalem będzie Ignacio Buse z Peru (136. ATP).

    Ćwierćfinał kwalifikacji US Open:
    Rei Sakamoto – Tyler Zink 4:6, 7:5, 7:6 (10:8)

  • Burza po zwycięstwie Świątek w Cincinnati. Nagle słowa Sabalenki. “Niesprawiedliwe”

    Burza po zwycięstwie Świątek w Cincinnati. Nagle słowa Sabalenki. “Niesprawiedliwe”

    Niespodziewanie po triumfie Igi Świątek w Cincinnati wybuchła gorąca dyskusja. Powód? Okazało się, że zwycięzca męskiego turnieju w tym samym czasie otrzymał od organizatorów ponad 250 tysięcy dolarów więcej niż Polka. Różnica w nagrodach oburzyła kibiców, a głos w sprawie przypomniała także Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała: – To niesprawiedliwe.

    Świątek jak burza, ale zarobiła mniej niż Alcaraz

    Polka zaprezentowała w Cincinnati tenis niemal perfekcyjny – w pięciu meczach nie oddała rywalkom ani jednego seta. Po drodze pokonała m.in. Jelenę Rybakinę i Jasmine Paolini. Zwycięstwo w prestiżowej imprezie rangi WTA 1000 było jej drugim wielkim sukcesem w tym sezonie, po sensacyjnym triumfie na Wimbledonie.

    Za zwycięstwo w Ohio Świątek zainkasowała 752 275 dolarów. Jednak Carlos Alcaraz, który sięgnął po tytuł w rywalizacji mężczyzn, otrzymał aż 1 124 380 dolarów. Choć tenis od lat uchodzi za jeden z nielicznych sportów, gdzie obowiązuje względna równość płac – w turniejach wielkoszlemowych pula nagród jest dzielona po równo – to w Cincinnati różnica okazała się ogromna.

    – Grali na tych samych kortach przez dwanaście dni. Grali do dwóch wygranych setów przez dwanaście dni. A mimo to nie zarobią tyle samo – zwrócił uwagę włoski dziennikarz Luigi Gatto na platformie X. Pod jego wpisem rozgorzała dyskusja. Część internautów tłumaczyła, że męski tenis przyciąga większą widownię i stąd różnice w nagrodach. Inni bronili zawodniczek, uznając taki podział za kompletnie nieuzasadniony. „To nie ma żadnego sensu. Ten turniej to porażka” – napisał jeden z fanów.

    Sabalenka o płacach: „To niesprawiedliwe”

    Sprawę szerzej opisało hiszpańskie Mundo Deportivo, które przypomniało wypowiedź Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu już wcześniej jasno wyraziła swoje zdanie: – To niesprawiedliwe! Z punktu widzenia telewizji, sprzedaży biletów, wszystkiego. Kobiety zasługują na takie same zarobki jak mężczyźni. Oni są silniejsi fizycznie, ale to nie znaczy, że nie pracujemy równie ciężko.

    Sabalenka mówiła wówczas o dysproporcji między jej zarobkami a premią Jannika Sinnera za triumf w Cincinnati w 2024 roku. Teraz jednak jej słowa wracają na nowo, bo amerykański turniej ponownie znalazł się w centrum kontrowersji związanych z nierównym podziałem nagród.

    Świątek nie zwalnia tempa

    Tymczasem Iga Świątek już rozpoczęła rywalizację w kolejnym turnieju. W US Open w nowym formacie miksta, w parze z Casperem Ruudem, pokonała duet Madison Keys – Frances Tiafoe i awansowała do dalszej fazy.

  • Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Nie do wiary, co zrobiła Iga Świątek. Dokonała niemal niemożliwego

    Jedni określają to mianem cudów, inni mówią o drodze pod prąd. Sama Iga Świątek przyznaje, że nie potrafi wskazać, dlaczego właśnie w Wimbledonie i Cincinnati – turniejach dotychczas uważanych za dla niej wyjątkowo trudne – przełamała się po dłuższym kryzysie. Faktem jest jednak, że kilka elementów złożyło się na to, iż Polka w ostatnich tygodniach zaskoczyła nie tylko kibiców, ale i samą siebie.

    Pierwsze reakcje po triumfach mówiły wszystko – opuszczona rakieta, niedowierzanie w oczach, chwytanie się za głowę, a dopiero później euforia. Tak wyglądał finał Wimbledonu i później Cincinnati w jej wykonaniu. Choć potencjał Świątek od dawna zwiastował, że prędzej czy później sięgnie po tytuły w tych imprezach, mało kto spodziewał się, że stanie się to teraz – po kilkunastu miesiącach bez finału i po serii rozczarowujących występów, nawet na ukochanej mączce.

    Gra pod prąd i filozofia „przekonywania”

    – Sama nie wiem, dlaczego wygrałam akurat te turnieje, w których najmniej bym się tego spodziewała. Dziękuję mojemu sztabowi za to, że pomaga mi stawać się lepszą tenisistką i uczy grać skuteczniej na szybszych nawierzchniach – mówiła z uśmiechem po zwycięstwie w Cincinnati nad Jasmine Paolini (7:5, 6:4).

    Nieco wcześniej, w londyńskim finale, dosłownie zmiażdżyła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. W sumie w czterech ostatnich startach aż trzy razy meldowała się w finale. To, że dokonała tego dwukrotnie na trawie i raz na szybkim hardzie, a więc w warunkach uznawanych dotąd za dla niej niewygodne, robi największe wrażenie.

    – Pierwsza część sezonu, zwłaszcza na ziemi, była rozczarowaniem. Ale od Wimbledonu to już droga zupełnie pod prąd – oceniał na antenie Canal+ Dawid Celt, kapitan reprezentacji Polski.

    Efekt współpracy i „kliknięcie” w odpowiednim momencie

    Ważnym czynnikiem był też czas. Świątek pracowała już ponad pół roku z trenerem Wimem Fissettem – a w środowisku tenisowym przyjęło się, że pierwsze efekty nowych relacji szkoleniowych pojawiają się właśnie po około sześciu miesiącach. Do tego dochodzi ogromna rola Darii Abramowicz, psycholożki sportowej, która od lat wspiera Polkę w pracy nad stabilnością mentalną.

    – W Cincinnati czułam się bardziej opanowana niż w Montrealu. Wcześniej bywało, że serwowałam nieźle, ale brakowało realizacji planu. Na trawie wreszcie „kliknęło”, teraz staram się to utrzymać – mówiła Świątek w rozmowie z Tennis Channel.

    Nie można też pominąć zasług Macieja Ryszczuka, który odpowiada za przygotowanie fizyczne. Dzięki niemu Polka od dawna wytrzymuje wyniszczające pojedynki i często zyskuje przewagę kondycyjną. W Cincinnati, przy skrajnych upałach i wilgoci, było to kluczowe. Pomógł również łut szczęścia – walkower Marty Kostiuk w trzeciej rundzie czy brak rywalki z Top 10 na drodze do triumfu w Londynie. Jak podkreśla trener Paweł Ostrowski, sama obecność okazji nie wystarczy – trzeba ją jeszcze udźwignąć psychicznie, a to udaje się nielicznym.

    Zmiany w nawierzchniach i adaptacja Świątek

    Na sukcesy Polki wpływ mają również ewolucje w samym tenisie. Od lat mówi się o spowalnianiu szybszych kortów, by wydłużyć wymiany i przyciągnąć kibiców. Wimbledon, od czasu zmiany mieszanki trawy w 2001 roku, nie jest już błyskawiczną nawierzchnią, a dodatkowo stosowane są większe piłki. Wielu zawodników narzeka, że gra przypomina coraz bardziej mecze na ziemi.

    – Piłki są fatalne, a ta trawa to żart. Ten kort jest wolniejszy niż niejedna mączka – frustrował się Denis Shapovalov. Dominic Inglot dodawał, że dziś na trawie można stosować serwis z rotacją, co dekadę temu było nie do pomyślenia. Sama Świątek potwierdziła, że zarówno w Londynie, jak i w Cincinnati korty są wyraźnie wolniejsze niż dawniej, co jej sprzyja.

    Naturalny potencjał i nowe perspektywy

    Mimo tych zmian nie można zapominać, że kluczowy jest sam rozwój Świątek. – Iga nigdy nie lubiła Cincinnati, ale jest tenisistką wyjątkową. Stale się rozwija i pokazuje, że potrafi wygrywać także tam, gdzie dotąd miała kłopoty – mówił Celt.

    Do tej pory jej najlepszym wynikiem w Wimbledonie był ćwierćfinał, a w Cincinnati nigdy nie grała w finale. Teraz sięgnęła po oba trofea i pokazała, że potrafi przełamywać własne bariery.

    Co dalej? W ostatnich dwóch sezonach zwyciężczynie z Cincinnati wygrywały później również US Open. Czy Świątek podtrzyma tę tradycję? Odpowiedź poznamy we wrześniu. Na razie udowodniła, że potrafi zaskakiwać wszystkich – także samą siebie.

  • Iga Świątek nie może przestać wygrywać! Niewiarygodne, co zrobiła w US Open

    Iga Świątek nie może przestać wygrywać! Niewiarygodne, co zrobiła w US Open

    W ciągu zaledwie jednej doby Iga Świątek udowodniła, że jej forma nie ma granic. W nocy z poniedziałku na wtorek Polka sięgnęła po triumf w finale turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a już następnego dnia wraz z Casperem Ruudem rozpoczęła rywalizację w nowym formacie miksta podczas US Open. Polsko-norweski duet najpierw łatwo ograł Madison Keys i Francesa Tiafoe, a chwilę później wyeliminował Caty McNally i Lorenzo Musettiego, meldując się w półfinale rozgrywek. W sumie w nieco ponad 20 godzin Świątek zanotowała aż trzy oficjalne zwycięstwa!

    Nowa formuła mikstów w US Open

    Turniej miksta, rozgrywany w eksperymentalnym formacie, od początku budził ciekawość kibiców. Spotkania toczą się bowiem w skróconych setach do czterech gemów, a każdy gem rozstrzygany jest przy tzw. decydującym punkcie. Dzięki temu mecze przypominają bardziej dynamiczne pokazówki niż typowe wielkoszlemowe batalie. Widać było, że uczestnicy nie muszą nadmiernie forsować organizmu, a tempo gry jest szybkie i atrakcyjne.

    Świątek i Ruud nie mieli czasu na długą regenerację – po efektownym zwycięstwie nad Keys i Tiafoe (4:1, 4:2) musieli niemal od razu stawić czoła McNally i Musettiemu. Amerykanka i Włoch mieli w dodatku nieco więcej odpoczynku, bo ich wcześniejsze spotkanie zakończyło się tuż przed wejściem Polki i Norwega na kort.

    Pewny awans do półfinału

    Ćwierćfinał rozpoczął się od podania Ruuda i błyskotliwej odpowiedzi Świątek na próbę zaskoczenia ze strony Musettiego. Polka od razu zapisała na swoje konto punkt, a solidny serwis Norwega pozwolił duetowi wygrać pierwszego gema.

    Musetti co prawda bez problemów utrzymał własne podanie, ale chwilę później Świątek również zrobiła to z pełną kontrolą. Coraz wyraźniej było widać, że o ile polsko-norweski duet grał bardzo harmonijnie, o tyle rywale opierali się głównie na skuteczności Włocha. Kiedy piłka trafiała na stronę McNally, przewaga Świątek i Ruuda stawała się widoczna. W efekcie po zaledwie 16 minutach zakończyli pierwszego seta zwycięstwem 4:1.

    Druga partia była bardziej wyrównana, bo McNally udało się obronić własne podanie. W piątym gemie popis formy dała jednak Świątek, odpierając kolejne mocne uderzenia Musettiego. To właśnie jej gra otworzyła drogę do przełamania, które ostatecznie przypieczętował Ruud. Wygrany gem przesądził o losach meczu – duet triumfował 4:2 i awansował do półfinału.

    Niezmordowana Świątek

    Choć serwis Ruuda odegrał istotną rolę w obu meczach, trudno nie docenić wkładu Świątek. Polka imponowała refleksem, skutecznością i odpornością, mimo ogromnego obciążenia ostatnich dni. W niespełna 24 godziny zdążyła najpierw zdobyć prestiżowy tytuł w Cincinnati, a następnie doprowadziła swoją parę do półfinału miksta US Open.

    Dla kibiców pozostaje pytanie: czy Iga Świątek to jeszcze tylko zawodniczka, czy już prawdziwa tenisowa maszyna, która nie zna pojęcia zmęczenia? Odpowiedź może nadejść bardzo szybko, bo półfinały i finał miksta odbędą się już w środę, 20 sierpnia.

    Wynik ćwierćfinału:
    Iga Świątek/Casper Ruud – Caty McNally/Lorenzo Musetti 4:1, 4:2

  • Prawie 17 godzin po finale Świątek wyszła na kort US Open. 39 minut i koniec

    Prawie 17 godzin po finale Świątek wyszła na kort US Open. 39 minut i koniec

    Czy można w Nowym Jorku obejrzeć na żywo dwie aktualne mistrzynie wielkoszlemowe i zapłacić za to jedynie 42 dolary? Okazało się, że tak – wystarczyło wybrać się na mecz miksta podczas tegorocznego US Open. W starciu przypominającym bardziej pokazówkę niż zaciętą rywalizację Iga Świątek w parze z Casperem Ruudem pokonała duet Madison Keys/Frances Tiafoe.

    Czy udział Świątek w mikście to dobry pomysł?

    Jeszcze przed spotkaniem wielu kibiców mogło mieć wątpliwości, czy Polka powinna w ogóle brać udział w turnieju miksta. W końcu dopiero co sięgnęła po tytuł w Cincinnati, a do startu w singlu podczas US Open pozostawał zaledwie tydzień. Teoretycznie to był idealny moment na odpoczynek, a nie dodatkowe mecze.

    Tymczasem pierwsze spotkania w nowym formacie jasno pokazały, że zawodnicy traktują te rozgrywki z dużym dystansem. Mecz bardziej przypominał luźne show niż walkę o wielkoszlemowe trofeum. Tenisiści próbowali efektownych zagrań, bawili się grą, a porażki przy ryzykownych uderzeniach przyjmowali z uśmiechem. Świątek i Ruud mogli więc podejść do meczu jak do lekkiej, treningowej sesji w gronie znajomych z touru.

    Polska–norweska para kontra gospodarze

    Rywalami Świątek i Ruuda byli Madison Keys oraz Frances Tiafoe. Tym samym na korcie spotkały się tegoroczna mistrzyni Australian Open (Keys) i świeżo upieczona triumfatorka Wimbledonu (Świątek), a widowisko uzupełnili dwaj czołowi tenisiści ATP. Publiczność w Nowym Jorku mogła więc zobaczyć taki zestaw już za 42 dolary. Choć poziom gry nie miał nic wspólnego z finałem wielkiego szlema, to pod względem marketingowym organizatorzy trafili w dziesiątkę – trybuny były dobrze wypełnione, a zainteresowanie duże.

    Na korcie najwięcej problemów miał niespodziewanie Tiafoe, który mimo przewagi fizycznej i atutów typowych dla tenisisty ATP przegrywał wiele wymian ze Świątek. Polka imponowała skutecznością, a Amerykanin przyjmował swoje błędy z dużym dystansem i humorem.

    Szybki spacer do ćwierćfinału

    Świątek i Ruud szybko złapali właściwy rytm. Pierwszego seta wygrali 4:1 w zaledwie 17 minut. Nie obyło się przy tym bez zabawnych wpadek – w jednej z akcji Ruud przypadkiem wpadł na Świątek, uniemożliwiając jej prosty return. To jednak tylko podkreślało atmosferę luźnego meczu pokazowego.

    W drugiej partii polsko-norweski duet przełamał serwis rywali już w trzecim gemie, a chwilę później Świątek bez problemów utrzymała własne podanie. Keys i Tiafoe zdołali jeszcze zdobyć gema przy swoim serwisie, ale ostateczny cios należał do Ruuda i Świątek. Spotkanie zakończyło się efektownym wolejem Polki.

    Kolejni rywale

    W ćwierćfinale Świątek i Ruud zagrają z Caty McNally oraz Lorenzo Musettim, którzy w swoim meczu pokonali Naomi Osakę i Gaela Monfilsa 5:3, 4:2. To spotkanie zaplanowano zaraz po ich zwycięskim pojedynku.

    Wynik meczu:
    Iga Świątek/Casper Ruud – Madison Keys/Frances Tiafoe 4:1, 4:2

  • Była 16:00, gdy Świątek zwróciła się do kibiców. “O mój Boże!”

    Była 16:00, gdy Świątek zwróciła się do kibiców. “O mój Boże!”

    Iga Świątek w świetnym nastroju udała się do Nowego Jorku, by rozpocząć rywalizację w US Open. Polka leci tam opromieniona triumfem w Cincinnati, gdzie sięgnęła po pierwszy w karierze tytuł w tym prestiżowym turnieju. Sama przyznała, że takiego rozstrzygnięcia do końca się nie spodziewała. W obszernym wpisie w mediach społecznościowych podzieliła się swoimi refleksjami, podkreślając, że klucz do sukcesów tkwi w cierpliwości, konsekwencji i wierze w możliwości. – Chodzi po prostu o stałą, świadomą pracę i przekonanie, że wszystko jest możliwe – napisała.

    W nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego Świątek zmierzyła się w finale z Jasmine Paolini. Choć statystyki wykazały, że popełniła więcej niewymuszonych błędów od Włoszki, na korcie potrafiła zaprezentować wyższy poziom. Wygrała 7:5, 6:4, a zwycięstwo to dało jej awans na drugą pozycję w światowym rankingu WTA, co oznacza także korzystniejsze rozstawienie w zbliżającym się US Open.

    „Najlepsze rzeczy przychodzą, gdy się ich najmniej spodziewasz”
    Sezon w wykonaniu 24-letniej Polki nagle nabrał zupełnie innego wymiaru. Choć nie zdołała zwyciężyć na swoich ulubionych kortach ziemnych, to w dorobku ma już w tym roku dwa spektakularne tytuły – na Wimbledonie i w Cincinnati. Oba turnieje rozgrywane są na nawierzchniach szybkich, które jeszcze niedawno uchodziły za słaby punkt w jej grze.

    – To chyba prawda, że najlepsze rzeczy przychodzą wtedy, gdy najmniej się ich spodziewasz. Jestem ogromnie dumna z pracy, jaką wykonujemy w zespole, by osiągać sukcesy. Staram się budować formę bez względu na okoliczności, uczę się odporności i cierpliwości. To nie zawsze jest łatwe ani naturalne. Ale wierzę, że dzięki konsekwentnej, świadomej pracy wszystko staje się możliwe. Teraz jestem naprawdę szczęśliwa – napisała Świątek na Instagramie.

    Polka nie zapomniała również o rywalce. Pogratulowała Paolini świetnego turnieju, a także podziękowała kibicom za wsparcie, mimo że wysokie temperatury dawały się wszystkim mocno we znaki.

    – Cincinnati Open, przeszliście samych siebie! Uwielbiam każdą chwilę spędzoną w waszym turnieju. Dziękuję za życzliwość i za to, że zawsze jesteście blisko nas. Do zobaczenia w Nowym Jorku – zakończyła swój wpis.

    A kiedy kibice zobaczą Świątek na kortach US Open? Turniej gry pojedynczej kobiet rozpocznie się 24 sierpnia i potrwa do 7 września. Jednak Polka zagra w Nowym Jorku wcześniej – już we wtorek, 19 sierpnia, wystąpi w nowym pokazowym turnieju miksta organizowanym przed startem imprezy. Rywalizacja potrwa tylko dwa dni, ale wezmą w niej udział czołowi tenisiści i tenisistki świata. Partnerem Świątek będzie Casper Ruud, a ich pierwszymi przeciwnikami – Madison Keys i Frances Tiafoe.

  • Tak partner Igi Świątek zareagował na jej sukces. Błyskawicznie

    Tak partner Igi Świątek zareagował na jej sukces. Błyskawicznie

    Nie ma mowy o dłuższej chwili wytchnienia dla Igi Świątek. Polska tenisistka w niedzielę sięgnęła po historyczny triumf w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, po raz pierwszy w karierze wygrywając tę prestiżową imprezę. Choć wielu mogłoby sądzić, że teraz przyjdzie czas na świętowanie i regenerację, rzeczywistość jest zupełnie inna. Już we wtorek nasza reprezentantka rozpocznie rywalizację w mikście podczas wielkoszlemowego US Open – i to w zupełnie nowym, eksperymentalnym formacie rozgrywek. Jej partnerem będzie norweski gwiazdor Casper Ruud, który nie przeszedł obojętnie obok sukcesu Polki w Ohio i od razu złożył jej gratulacje.

    Historyczny triumf w Cincinnati

    Do niedawna turniej w Cincinnati należał do wąskiej grupy „tysięczników”, których Świątek jeszcze nie miała w swoim bogatym dorobku. Rok 2025 od początku układa się jednak znakomicie dla 23-latki. Po premierowym zwycięstwie na kortach Wimbledonu przyszedł czas na przełamanie kolejnej bariery – triumf na twardych kortach w stanie Ohio. W finale Polka zmierzyła się z Jasmine Paolini i po emocjonującym pojedynku wygrała 7:5, 6:4. Tenisistka z Raszyna pokazała, że znajduje się w wysokiej formie tuż przed US Open, a jej pewność siebie rośnie z każdym kolejnym występem.

    Szybka przesiadka do Nowego Jorku

    Zaledwie kilkanaście godzin po odebraniu trofeum Iga musiała przenieść się do Nowego Jorku, by rozpocząć przygotowania do debiutu w mikście. Sama nie ukrywa, że gra podwójna nie jest jej specjalnością – rzadko bierze udział w tego typu turniejach. Tym razem jednak organizatorzy US Open zdecydowali się na odważny, budzący kontrowersje krok: do rywalizacji w mikście włączyli zawodników głównie na podstawie rankingu singlowego. Dzięki temu w nowej formule zobaczymy największe gwiazdy, w tym właśnie Świątek.

    Ruud z gratulacjami i zapowiedzią współpracy

    Partnerem Polki będzie Casper Ruud, obecnie zajmujący 12. miejsce w rankingu ATP i uznawany za najlepszego tenisistę Skandynawii. Norweg szybko zareagował na triumf Igi w Cincinnati – pod jej wpisem w mediach społecznościowych zamieścił krótką, ale wymowną wiadomość: „Niesamowite! Widzimy się jutro”. Ten gest pokazuje, że duet od samego początku stara się budować pozytywną atmosferę przed wspólnym występem. Sam Ruud nie miał powodów do radości w Cincinnati – już w drugiej rundzie odpadł po porażce z Francuzem Arturem Rinderknechem. Warto jednak pamiętać, że 26-latek wraca do pełnej dyspozycji po kontuzji, która wykluczyła go z gry m.in. podczas Wimbledonu.

    Amerykański sprawdzian

    Losowanie pierwszej rundy nie było dla Świątek i Ruuda najłatwiejsze. Już na starcie zmierzą się z amerykańskim duetem Madison Keys – Frances Tiafoe. Zwycięstwo da im od razu awans do ćwierćfinału, ponieważ w całej drabince znalazło się zaledwie 16 par. Co więcej, organizatorzy wprowadzili także rewolucję w samym systemie gry – każdy set będzie rozgrywany do czterech, a nie sześciu wygranych gemów, co zapowiada szybkie, dynamiczne mecze, pełne niespodziewanych zwrotów akcji.

    Brak czasu na odpoczynek

    Wszystko to sprawia, że o celebracji i spokojnym świętowaniu sukcesu w Ohio nie może być mowy. Dla Igi Świątek kolejne wyzwanie zaczyna się praktycznie natychmiast, a udział w nowym formacie miksta na kortach Flushing Meadows z pewnością będzie szeroko obserwowany zarówno przez kibiców, jak i ekspertów. Polka i Norweg zagrają swój pierwszy mecz we wtorek, 19 sierpnia, nie wcześniej niż o godzinie 18:00 czasu polskiego.

    Świątek, świeżo po kolejnym wielkim sukcesie, i Ruud, który pragnie wrócić do najlepszej dyspozycji, stworzą duet pełen ambicji i ciekawości. Dla fanów tenisa to wyjątkowa okazja, by zobaczyć najlepszą polską tenisistkę w zupełnie innej roli – w duecie z jednym z czołowych graczy ATP. Wszystko wskazuje na to, że emocji nie zabraknie.

  • Triumf Igi Świątek, a potem takie wieści. Zbliża się do wielkiego rekordu

    Triumf Igi Świątek, a potem takie wieści. Zbliża się do wielkiego rekordu

    Historyczny sukces Igi Świątek w Cincinnati. Rekord Sereny Williams coraz bliżej

    Iga Świątek po raz kolejny zapisała się złotymi zgłoskami w historii światowego tenisa. Polka, która w ostatnich latach zdążyła przyzwyczaić kibiców do wielkich triumfów, tym razem po raz pierwszy sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Jej zwycięstwo nad Jasmine Paolini 7:5, 6:4 oznacza nie tylko kolejne trofeum, ale również awans w ważnych klasyfikacjach i zbliżenie się do osiągnięcia, które dotąd należało do niekwestionowanej legendy – Sereny Williams.

    Pierwszy tytuł w Ohio – przełomowy moment kariery

    Finał w Cincinnati miał dla Świątek wyjątkowe znaczenie. Do tej pory w tym turnieju nie udawało jej się osiągnąć ostatecznego triumfu, a droga do finału wielokrotnie bywała wyboista. Tym razem jednak Polka pokazała pełnię swoich możliwości. Choć w pierwszym secie znalazła się w trudnej sytuacji – przegrywała już 0:3 – to dzięki konsekwentnej i cierpliwej grze zdołała odwrócić losy rywalizacji. Ostatecznie wygrała premierową partię 7:5, a w drugim secie zachowała spokój w kluczowych momentach i przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:4.

    Był to pierwszy w karierze triumf Świątek na kortach w Cincinnati, a zarazem dowód, że jej rozwój nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Polka dorzuciła do swojej kolekcji kolejne trofeum, które dodatkowo wzmacnia jej pozycję wśród najlepszych tenisistek świata.

    Światowe media o sukcesie Polki

    Wygrana Świątek odbiła się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Jej sukces zauważyły również rosyjskie media. Portal sport24.ru szczegółowo wyliczył osiągnięcia Polki i podkreślił, że jest ona coraz bliżej historycznego wyczynu, który wydawał się niemal nieosiągalny.

    „Wygrana w Ohio była 11. triumfem w karierze Igi Świątek w turniejach rangi Masters. Tym samym zrównała się w klasyfikacji z Lindsay Davenport, jedną z ikon kobiecego tenisa, a przy okazji wyprzedziła Wiktorię Azarenkę” – zauważono w rosyjskich komentarzach.

    Pogoń za rekordem Sereny Williams

    Triumf w Cincinnati oznacza, że 24-letnia Świątek ma na koncie już 11 tytułów WTA 1000. W klasyfikacji wszech czasów plasuje się tuż za Sereną Williams, która zgromadziła 13 takich triumfów i od lat pozostaje liderką zestawienia. Świątek, biorąc pod uwagę jej wiek i tempo rozwoju, stoi przed ogromną szansą, by nie tylko dogonić, ale nawet przegonić Amerykankę.

    Warto dodać, że zwycięstwo w Cincinnati dało jej także powrót na pozycję wiceliderki światowego rankingu WTA. Strata do Aryny Sabalenki wciąż istnieje, ale różnica punktowa wyraźnie się zmniejszyła, co otwiera realne perspektywy na ponowne objęcie fotela liderki.

    Z Cincinnati prosto do Nowego Jorku

    Na świętowanie tego sukcesu Świątek nie miała jednak wiele czasu. Tuż po ceremonii wręczenia nagród wsiadła do samolotu i udała się do Nowego Jorku, gdzie rozpoczyna się wielkoszlemowy US Open. Już kilkanaście godzin po finale w Ohio Polka miała zaplanowany występ w mikście. W duecie z Casperem Ruudem zmierzy się z amerykańską parą Madison Keys – Frances Tiafoe. Spotkanie wyznaczono na godzinę 18:00 czasu polskiego.

    Lato pełne przełomów

    Triumf w Cincinnati jest kolejnym dowodem na to, że Świątek wciąż się rozwija i poszerza swoje tenisowe horyzonty. Po historycznym zwycięstwie na Wimbledonie, teraz sięgnęła po trofeum w Ohio, które wcześniej było dla niej niezdobyte. Coraz częściej mówi się, że obecny sezon może być jednym z najważniejszych w jej karierze – sezonem, w którym przełamuje kolejne bariery i zmienia historię kobiecego tenisa.

    Przed Polką kolejne wyzwanie – walka o triumf w Nowym Jorku i możliwość zapisania się na kartach historii jeszcze grubszą czcionką. Rekord Sereny Williams jest już niemal na wyciągnięcie ręki.

  • Ona to ma! Cały świat mówi o popisie Igi Świątek. Lawina komentarzy

    Ona to ma! Cały świat mówi o popisie Igi Świątek. Lawina komentarzy

    Tak jest! Iga Świątek po raz kolejny udowodniła swoją klasę, triumfując w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. W rozegranym w środku nocy finale Polka pokonała Jasmine Paolini 7:5, 6:4 i tym samym zapisała na swoim koncie kolejny wielki sukces. W sieci natychmiast pojawiła się lawina komentarzy i gratulacji. „Kolejny klejnot w jej koronie!” – napisał oficjalny profil WTA.

    Zwycięstwo mimo trudnego początku

    Choć spotkanie zaczęło się dla Świątek nie najlepiej – w pierwszym secie przegrywała już 0:3 – to szybko udowodniła, że potrafi odwracać losy meczu. Dzięki konsekwentnej grze i świetnym returnom doprowadziła do wyrównania, a następnie wygrała partię 7:5. W drugim secie również nie brakowało emocji i przełamań, ale ostatecznie to Polka była skuteczniejsza i zamknęła pojedynek wynikiem 6:4.

    Reakcje po meczu

    Po finałowym triumfie w mediach społecznościowych zawrzało. Kibice i eksperci podkreślali klasę naszej zawodniczki, a wielu z nich nie szczędziło zachwytów.

    „Perfekcyjny dwunasty gem. Wygrywający serwis, wygrywający serwis, as serwisowy, wygrywający serwis” – skomentował Dawid Żbik z Eurosportu.

    „To piąty sezon z rzędu, w którym Iga zdobyła co najmniej dwa tytuły w cyklu głównym: 2021 – 2, 2022 – 8, 2023 – 6, 2024 – 5, 2025 – 2 (na ten moment)” – przypomniano na profilu „Z kortu – informacje tenisowe”.

    „Iga Świątek ma już 11 tytułów WTA 1000. To drugi najlepszy wynik od 2009 roku – ustępuje tylko Serenie Williams. Niesamowite” – podkreśla konto „The Tennis Letter”.

    Historyczny wynik i nowe perspektywy

    Dla Świątek był to drugi tytuł w tym sezonie i pierwszy triumf w imprezie rangi WTA 1000 od zeszłorocznych igrzysk olimpijskich. Eksperci zwracają uwagę, że Polka coraz śmielej zbliża się do pozycji liderki światowego rankingu. „Na koniec roku będzie miała realną szansę na przejęcie pierwszego miejsca, co po Roland Garros wydawało się mało prawdopodobne” – ocenił Jose Morgado.

    Oficjalny profil WTA podsumował krótko: „Kolejny klejnot w jej koronie! Iga Świątek po raz pierwszy zdobyła tytuł Cincinnati Open, pokonując Paolini 7:5, 6:4”.

    W stronę US Open

    Eksperci zwracają też uwagę na to, że choć finał nie był widowiskiem na najwyższym poziomie, liczy się rezultat i kolejne trofeum w kolekcji Polki. „Brawo Iga! To bardzo ciekawie wygląda w rankingu WTA przed US Open” – zauważył Piotr Bernaciak z Przeglądu Sportowego Onet.

    Ben Rothenberg z kolei w żartobliwym tonie dodał: „Iga dokonała cudów tego lata – do Wimbledonu dołożyła tytuł w Cincinnati. To dwa trofea, które jeszcze niedawno wydawały się dla niej najmniej prawdopodobne. A zdobyła je w tym samym sezonie”.

    Świątek po raz kolejny udowodniła, że potrafi wygrywać nawet w trudnych momentach, a jej tegoroczna kampania nabiera wyjątkowego blasku przed wielkoszlemowym US Open.