Category: Uncategorized

  • Fibak zobaczył porażkę Świątek z Tauson i wydał werdykt. “Cieszmy się”

    Fibak zobaczył porażkę Świątek z Tauson i wydał werdykt. “Cieszmy się”

    Fibak po porażce Świątek: „Dała z siebie wszystko. Iga jest najbardziej wszechstronna”

    Iga Świątek musiała uznać wyższość Clary Tauson w czwartej rundzie turnieju WTA w Montrealu. Polka przegrała z Dunką 6:7, 3:6 i pożegnała się z rozgrywkami, które miały być jednym z ostatnich etapów przygotowań do US Open. Mimo porażki, głos w jej obronie zabrali eksperci, w tym Wojciech Fibak, który podkreślił ogromny potencjał liderki światowego rankingu.

    Tauson zrewanżowała się Świątek za porażkę z Wimbledonu, gdzie przegrała w 1/8 finału. Tym razem zaprezentowała się znacznie lepiej, co zauważył również komentator Canal+ Żelisław Żyżyński. – To była niespodzianka, ale nie sensacja – ocenił w rozmowie z WP SportowymiFaktami. – Dunka zagrała świetnie. Oglądałem jej wcześniejsze mecze i pomyślałem: „Ależ ona dobrze gra”. Pokazała, że potrafi utrzymać wysoki poziom nawet przeciwko zwyciężczyni Wimbledonu. Nie ma żadnego powodu do paniki – uspokajał kibiców dziennikarz.

    Zdecydowanie mocniej wypowiedział się Wojciech Fibak. Były znakomity tenisista i triumfator Australian Open nie miał wątpliwości, że porażka Świątek nie powinna przyćmić jej osiągnięć. – Cieszmy się, że podczas Wimbledonu widzieliśmy zupełnie inną Clarę Tauson niż tę, która zagrała w Montrealu. W Londynie praktycznie oddała mecz bez walki, teraz pokazała, jak niebezpieczną potrafi być zawodniczką – powiedział.

    Fibak przyrównał Dunkę do tenisistek z najwyższej półki – takich jak Jelena Rybakina, Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. – To grono zawodniczek, które potrafią zdobyć punkt jednym uderzeniem – czy to serwisem, returnem, czy forhendem. I to bywa frustrujące – dodał.

    Jednocześnie nie szczędził pochwał pod adresem Świątek. – Dała z siebie wszystko, walczyła do końca. Moim zdaniem Iga jest najbardziej wszechstronną zawodniczką w całym tourze. Jeśli weźmiemy pod uwagę mentalność, szybkość, poruszanie się po korcie, forhend, bekhend i serwis – nie ma sobie równych – podkreślił.

    Fibak wskazał również słabości jej największych rywalek. – Rybakina nie porusza się tak sprawnie i nie ma tak silnej psychiki. U Gauff forhend zdecydowanie odstaje. W grze zostają więc może tylko Iga i Sabalenka, ale i ona nie jest tak zwrotna. Muchova czy Krejcikowa to bardzo utalentowane tenisistki, ale bywają chimeryczne – ocenił.

    – Iga jest najlepsza, bo ma wszystko – zakończył Fibak z przekonaniem.

  • Dwa miesiące i koniec. Rywalka Świątek powiedziała dość

    Dwa miesiące i koniec. Rywalka Świątek powiedziała dość

    Diana Sznajder kończy współpracę z uznanym trenerem. Po niespełna dwóch miesiącach

    Diana Sznajder uchodzi za jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek młodego pokolenia w kobiecym tenisie. Choć sezon 2024 przyniósł jej wiele sukcesów, ostatnie tygodnie nie były już tak udane. 21-letnia Rosjanka, w przeszłości uhonorowana przez Władimira Putina państwowym odznaczeniem, zdecydowała się na zaskakujący krok – zakończyła współpracę z hiszpańskim szkoleniowcem Carlosem Martinezem, mimo że ich współpraca trwała zaledwie dwa miesiące.

    Sznajder ma za sobą kapitalny ubiegły sezon, w którym sięgnęła po cztery tytuły WTA, a podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu sensacyjnie wywalczyła srebrny medal w grze podwójnej. Nadal plasuje się wysoko w rankingu – obecnie zajmuje 17. miejsce na świecie – jednak jej ostatnie występy budzą niepokój. W tegorocznych turniejach wielkoszlemowych – Roland Garros i Wimbledonie – zanotowała zaledwie dwa zwycięstwa. W Montrealu natomiast odpadła już w pierwszej rundzie.

    Rozstanie z Martinezem. “To nie wyglądało tak, jak powinno”

    Seria słabszych wyników najwyraźniej przelała czarę goryczy. Za pośrednictwem portalu “UbiTennis”, Carlos Martinez ogłosił, że nie jest już trenerem młodej Rosjanki. – To trochę trudne do zrozumienia. Zacząłem współpracę z Dianą podczas turnieju w Queen’s Club. Przepracowaliśmy razem sezon na trawie, a potem polecieliśmy do Montrealu. Po jej porażce w pierwszej rundzie zdecydowaliśmy się zakończyć współpracę – powiedział Hiszpan. – Moim zdaniem nie wszystko funkcjonowało tak, jak powinno. Myślę, że ona również miała podobne odczucia. Uznaliśmy, że to odpowiedni moment, by się rozstać. Wiem, że teraz testuje współpracę z Saschą – dodał.

    Martinez to ceniony szkoleniowiec, który w przeszłości prowadził takie gwiazdy jak Simona Halep, Daria Kasatkina czy Clara Tauson. Tym bardziej zaskakuje, że jego współpraca ze Sznajder trwała tak krótko.

    Jak zdradził sam Hiszpan, nowym trenerem Rosjanki najprawdopodobniej zostanie Sascha Bajin – kolejny renomowany specjalista, który współpracował z Naomi Osaką i Karoliną Pliskovą. Obie tenisistki mają na swoim koncie finały wielkoszlemowe, a Japonka zdobywała nawet tytuły. Jeśli ta zmiana przyniesie oczekiwane efekty, Sznajder może wkrótce wrócić na zwycięską ścieżkę.

  • Świątek przegrała z Tauson, a oto co zrobiła Sabalenka. Amerykanie już trąbią

    Świątek przegrała z Tauson, a oto co zrobiła Sabalenka. Amerykanie już trąbią

    Sabalenka odpoczywa, a Świątek i Gauff żegnają się z Montrealem. Liderka rankingu korzysta z wolnego czasu

    Druga część tenisowego sezonu właśnie nabrała rozpędu. Najlepsze zawodniczki świata rywalizują w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. Niemal wszystkie – bo w oczy rzuca się nieobecność jednej z kluczowych postaci kobiecego touru. Aryna Sabalenka, liderka światowego rankingu, nie pojawiła się w Kanadzie, co nie umknęło uwadze mediów. Portal sportskeeda.com ujawnił, jak Białorusinka spędza czas, podczas gdy inne tenisistki walczą na korcie.

    Iga Świątek rozpoczęła drugą część sezonu z przytupem – zwyciężyła w Wimbledonie, pokonując w finale Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Jednak w Montrealu nie zdołała powtórzyć tego sukcesu. Polka pożegnała się z turniejem już w 1/8 finału, ponosząc pierwszą w karierze porażkę z Clarą Tauson. Szeroką analizę tego spotkania przedstawił na łamach Sport.pl dziennikarz Łukasz Jachimiak.

    Do Świątek dołączyła także Coco Gauff – rozstawiona z numerem “2” Amerykanka również zakończyła udział na etapie 1/8 finału, przegrywając z reprezentantką gospodarzy Victorią Mboko. W ten sposób z turniejem pożegnały się druga i trzecia tenisistka światowego rankingu.

    W tym czasie Aryna Sabalenka postanowiła odpuścić występ w Kanadzie i udała się na krótki urlop. Sportskeeda.com poinformował, że Białorusinka korzysta z wolnych chwil, relaksując się nad morzem. – „Podczas gdy Coco Gauff i Iga Świątek odpadają z rywalizacji w Canadian Open, Aryna Sabalenka delektuje się spokojnym wypoczynkiem z drinkiem w ręku” – relacjonuje portal.

    Sabalenka opublikowała na Instagramie relację z wakacji, gdzie widać, że spędza czas z przyjaciółką w nadmorskiej scenerii. Choć nie bierze udziału w turnieju, nie musi martwić się o swoją pozycję liderki – w rankingu WTA ma niemal pięć tysięcy punktów przewagi nad Gauff i bezpieczną przewagę nad kolejnymi rywalkami.

    Wszystkie trzy zawodniczki – Sabalenka, Gauff i Świątek – szykują się teraz do kolejnych wyzwań w końcówce sezonu. Największym z nich będzie zbliżający się wielkoszlemowy US Open. Turniej w Nowym Jorku zapowiada się niezwykle emocjonująco, zwłaszcza że to właśnie one triumfowały w trzech ostatnich edycjach: Świątek w 2022 roku, Gauff w 2023, a Sabalenka w 2024. Czy któraś z nich ponownie sięgnie po tytuł?

  • Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Pierwszy sąd sprzeciwia się Żurkowi. “Musi się liczyć” vs. “skandaliczne”

    Dramatyczne starcie w polskim sądownictwie: Waldemar Żurek napotyka pierwszy opór. Gdański sąd mówi „nie” – prawnicy głęboko podzieleni

     

    W polskim systemie sprawiedliwości rozgrywa się dramatyczne starcie. Nowo mianowany minister sprawiedliwości Waldemar Żurek napotkał swój pierwszy poważny opór. W kontrowersyjnym ruchu Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku wydało negatywną opinię wobec wniosku Żurka o odwołanie prezesów tamtejszych sądów, co wywołało falę reakcji w środowisku prawniczym. Podczas gdy jedni chwalą niezależność sądu, inni określają decyzję jako „skandaliczną” i motywowaną politycznie.

     

    Podzielony front: jeden minister, dwie opinie

     

    W odważnym oświadczeniu dla Interii były prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Zoll, podkreślił znaczenie samorządności sędziowskiej. – Minister Żurek musi liczyć się z decyzją kolegium – zaznaczył Zoll, dodając, że choć opinia nie jest wiążąca, ma istotne znaczenie w procedurze sądowej.

     

    Zoll wskazał, że takie konflikty prawdopodobnie będą się powtarzać podczas kadencji Żurka. – Procedura ta nadaje sądownictwu znaczącą rolę. Nawet jeśli decyzja ma jedynie charakter opinii, nie można jej ignorować. Żyjemy w czasach nadzwyczajnych, a więc potrzebne są nadzwyczajne decyzje – stwierdził.

     

    Zupełnie inne zdanie przedstawił sędzia Piotr Gąciarek, który skrytykował postawę gdańskiego sądu jako „skandaliczną”. Zarzucił środowisku sędziowskiemu lokalny patriotyzm i brak dbałości o interes publiczny. – Sąd to nie tylko zakład pracy. Osoby, które wspierały neo-KRS lub zostały neosędziami, nie mają legitymacji do pełnienia funkcji kierowniczych – argumentował.

     

    Gdańsk mówi „nie”: cios w sądową czystkę Żurka

     

    Jak podał Onet, Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku stosunkiem głosów 10 do 1 negatywnie zaopiniowało wniosek ministra Żurka o odwołanie kluczowych postaci w sądownictwie, w tym wiceprezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Przemysława Jasinkiewicza i prezesa Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe Tomasza Jabłońskiego. Obaj są kontrowersyjnymi postaciami, określanymi przez krytyków mianem „neosędziów” ze względu na ich powiązania z polityką byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

     

    Ten opór znacznie komplikuje plan reformy sądownictwa realizowany przez Żurka. Choć ministerstwo sprawiedliwości ma formalne prawo do inicjowania odwołań, negatywna opinia kolegium sądu stanowi istotne utrudnienie. Zgodnie z prawem, Żurek może teraz przekazać sprawę do Krajowej Rady Sądownictwa (KRS), ale jeśli Rada wyda negatywną opinię większością dwóch trzecich głosów, stanie się ona wiążąca.

     

    Problem w tym, że Żurek wielokrotnie podważał legalność obecnej KRS, uznając ją za upolitycznioną strukturę stworzoną przez poprzednią władzę. To rodzi pytania w środowisku prawniczym: co zrobi minister?

     

    Na rozdrożu: eksperci ostrzegają przed kryzysem systemowym

     

    Ta prawna batalia na nowo rozbudziła debatę o stanie polskiego wymiaru sprawiedliwości – szczególnie w kontekście „neosędziów”, czyli osób powołanych z udziałem kontrowersyjnej KRS. Krytycy argumentują, że próba ich usunięcia to konieczne naprawienie szkód wyrządzonych przez lata upolityczniania sądownictwa. Z kolei zwolennicy decyzji gdańskiego sądu obawiają się, że dopuszczenie ministra do decydowania o składach kierownictwa sądów może stanowić niebezpieczny precedens.

     

    Eksperci, tacy jak mec. Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważają, że minister Żurek spodziewał się takiego oporu. – Teraz wszystko zależy od jego strategii na dalsze działania. Sytuacja prawna jest niejasna i musimy poczekać na kolejne decyzje – powiedział Rosati w rozmowie z Interią.

     

    Pierwsze kroki Żurka: ogólnopolska czystka w sądach

     

    To zamieszanie wybuchło tuż po serii kadrowych decyzji Żurka. Podczas jednej z pierwszych konferencji prasowych ogłosił on odwołanie 46 prezesów i wiceprezesów sądów w całym kraju. Dodatkowo cofnął delegacje dziewięciu urzędników w Ministerstwie Sprawiedliwości, a kolejne decyzje kadrowe są w toku.

     

    W jednym z bardziej kontrowersyjnych posunięć Żurek wystąpił do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o rozważenie odwołania 44 sędziów pełniących funkcję komisarzy wyborczych. Uzasadnił to zarzutem zaangażowania tych osób w działania niezgodne z konstytucją, co podważa – jego zdaniem – ich zdolność do sprawiedliwego pełnienia obowiązków.

     

    Ponadto Żurek odwołał ostatniego rzecznika dyscyplinarnego powołanego przez Ziobrę. Jak stwierdził, ten krok był mocno spóźniony. – Wielu w środowisku nie rozumiało, dlaczego dwóch rzeczników z poważnymi zarzutami zostało odwołanych, a ten jeden wciąż pełnił funkcję – wyjaśnił.

     

    Ostateczny werdykt? Jeszcze nie teraz

     

    Cała sytuacja uwypukliła kruchą równowagę między władzą wykonawczą a sądowniczą w Polsce. Waldemar Żurek objął urząd z mandatem do przeprowadzenia głębokich reform i przywrócenia niezależności sądów. Teraz jednak znalazł się pomiędzy młotem a kowadłem – z jednej strony presja polityczna i społeczna, z drugiej – opór instytucjonalny oraz skomplikowane procedury prawne.

     

    Jedno jest pewne: przyszłość polskiego wymiaru sprawiedliwości wisi na włosku, a ten pierwszy test może na zawsze zdefiniować kadencję Waldemara Żurka. Czy uszanuje opinię instytucji, czy mimo wszystko będzie realizował swoją wizję? Światprawniczy – i cała Polska – czekają.

     

  • Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Dariusz Michalczewski się nie kryje. Tak podsumował Karola Nawrockiego

    Michalczewski o Karolu Nawrockim: “Wporzo gość, ale Trzaskowski bardziej mi pasuje”

    6 sierpnia Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na prezydenta RP. W maju, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, Dariusz Michalczewski w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet opowiedział o swojej znajomości z Nawrockim oraz o własnych politycznych sympatiiach. Były mistrz świata w boksie przyznaje, że zna kandydata z ramienia PiS, ale jego poparcie kieruje w stronę Rafała Trzaskowskiego.

    Michalczewski: Znam Karola, to sympatyczny facet

    — Siedzę często z chłopakami na kawie, którzy znają Karola z dawnych lat, ale nawet nie będę powtarzał, co o nim mówią — zaznacza “Tiger”. — To nie są ludzie, których bym traktował jako wiarygodne źródło informacji.

    Michalczewski zna Nawrockiego z wydarzeń charytatywnych i imprez sportowych. — To mój młodszy kolega z Gdańska. Spotkaliśmy się kilka razy. Karol to bardzo sympatyczny i fajny facet — mówi. — Ale jeśli chodzi o jego dokonania w boksie, to nie mam pojęcia. Wiem tylko, że trenował, ale nigdy nie widziałem go w ringu. Gdy on zaczynał przygodę z boksem, ja już byłem w Niemczech.

    “Wporzo gość, ale Trzaskowski to mój kandydat”

    Mimo sympatii do Nawrockiego, Michalczewski jasno określa swoje polityczne preferencje. — Od lat wspieram Koalicję Obywatelską. Uważam, że lepiej będzie, jeśli prezydentem zostanie Rafał Trzaskowski. Wtedy to wszystko pójdzie do przodu. Jak prezydent będzie z innej opcji niż rząd, znowu zacznie się konflikt — ocenia.

    — Trzaskowski reprezentuje kierunek proeuropejski, który bardzo mi odpowiada. Nie chcę powiedzieć, że trzeba wybierać “mniejsze zło”, ale on wydaje mi się najbardziej racjonalnym wyborem — podkreśla “Tiger”.

    — Karol to fajny gość, podchodzi do mnie z respektem, ale widziałem go może pięć razy, głównie na turniejach i imprezach charytatywnych. Lubię ludzi związanych z boksem, więc i jego darzę sympatią. Ale nie wiem nawet, czy stoczył jakiekolwiek walki amatorskie — dodaje.

    “Freak fighty to tragedia. Ale boks w Polsce odżywa”

    Michalczewski odniósł się również do obecnej kondycji boksu w Polsce i mody na treningi wśród młodych ludzi. — Dzisiaj boks jest bardzo popularny jako hobby. Widzę, jak w Gdańsku rodzice, a nawet dziadkowie, zapisują dzieci na zajęcia. To cieszy — mówi.

    Zaznacza jednak, że nie jest fanem freak fightów. — Dla mnie to tragedia. To antysport. Ci ludzie nic nie potrafią, tylko się wyzywają. Na szczęście ta moda chyba powoli przemija — uważa.

    — Dobrze, że powstała Polska Liga Boksu. Widać światełko w tunelu. Będę się starał ją wspierać. Mamy coraz więcej talentów, widać postęp — dodaje.

    O obecnym rządzie i roli prezydenta

    Były mistrz świata skomentował też obecną sytuację polityczną. — Trzeba teraz wszystko uporządkować. Nie wiadomo, kto za co odpowiada. Musimy działać wspólnie, bo inaczej będzie jak w sporcie — jak kilku trenerów mówi co innego, to robi się chaos — mówi Michalczewski.

    — Jasne, obecny rząd popełnia błędy, ale każdy je popełnia. Trzeba teraz dużo naprawić. Potrzebujemy prezydenta, który będzie miał “łeb na karku” i nie będzie przeszkadzał. Nawet jeśli nie będzie to Trzaskowski, to powinien być ktoś obiektywny — zaznacza.

    “Pomagam młodym sportowcom. To jest mój świat”

    Na pytanie, czy obecna władza zrobiła coś dla sportu, Michalczewski odpowiada szczerze: — Nie śledziłem tego dokładnie. Skupiam się na własnej działalności. Prowadzę fundację, wspieram dzieci z domów dziecka i utalentowanych juniorów. To im poświęcam czas.

    — Widzę postępy. Chłopaki zaczynają trenować. Sale są pełne. Oby tylko sport przyciągał młodzież, a nie te wszystkie wyzwiska i “celebryckie” pojedynki. Bo boks to ciężka, wymagająca dyscyplina, a nie cyrk — kończy Michalczewski.

  • Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Było już 5:6 w meczu Polaka i nagle sensacja! Dzieli ich ponad 300 miejsc

    Świetny początek Polaków w Kozerkach. Cztery zwycięstwa i emocjonujący bój Kaśnikowskiego

    Turniej w Kozerkach rozpoczął się znakomicie dla reprezentantów Polski. Już pierwsze trzy mecze zakończyły się ich zwycięstwami. Rozstawiony z numerem 1 Kamil Majchrzak pokonał Białorusina Ilję Iwaszkę, a niespodziankę sprawił Tomasz Berkieta, który ograł sklasyfikowanego o 400 miejsc wyżej Chilijczyka Matiasa Soto (ATP 250 vs 650). Obydwaj Polacy zmierzą się teraz ze sobą w 1/8 finału, co oznacza, że mamy już pewnego ćwierćfinalistę. Awans do kolejnej rundy wywalczył także Olaf Pieczkowski (ATP 477), który pokonał Norwega Viktora Durasovicia (ATP 222).

    Maks Kaśnikowski nie był faworytem, ale pokazał klasę

    Czwartym z Polaków, który wyszedł na kort, był Maks Kaśnikowski. Zadanie miał niełatwe – jego rywalem był rozstawiony z numerem 8 Francuz Hugo Grenier, były gracz Top 100 rankingu ATP (najwyżej na 95. miejscu), obecnie zajmujący 192. pozycję. Kaśnikowski, który w tym sezonie zmagał się z problemami zdrowotnymi, wraca jednak do formy – niedawno triumfował w turnieju ITF M25 w Koszalinie.

    Pierwszy set nie ułożył się po myśli Polaka. Dwukrotnie stracił podanie, a decydujące przełamanie Grenier zdobył przy stanie 4:5, kończąc partię wynikiem 6:4. W drugim secie Kaśnikowski rozpoczął z impetem, przełamując rywala już w pierwszym gemie. Niestety, Francuz zdołał wyrównać na 3:3 i o losach tej odsłony zdecydował tiebreak. Obaj zawodnicy szli punkt za punkt, a każdy błąd mógł przesądzić o wyniku. Szczęśliwie to Grenier pomylił się przy piłce setowej, co dało Kaśnikowskiemu zwycięstwo 7:5 i wyrównanie stanu meczu.

    Kapitalny trzeci set. Kaśnikowski zdemolował rywala

    Wydawało się, że przed nami długa, trzysetowa batalia, mogąca potrwać nawet trzy godziny. Tymczasem trzecia partia przyniosła zaskakujący zwrot. Grenier zupełnie się zatrzymał, a Kaśnikowski całkowicie przejął kontrolę nad meczem. Narzucił swoje tempo i styl gry, na co Francuz nie potrafił odpowiedzieć. W pierwszych pięciu gemach wygrał zaledwie siedem wymian, nie zdobywając żadnego gema. Polak prowadził już 5:0 i był o krok od awansu.

    Choć nie udało się wygrać seta do zera, wynik 6:1 mówi wszystko. Znakomita gra Kaśnikowskiego w końcówce spotkania dała mu awans do 1/8 finału oraz zapewniła Polakom czwarte z rzędu zwycięstwo w Kozerkach. Do rozegrania pozostał już tylko mecz Filipa Pieczonki, który zmierzy się z byłym półfinalistą Australian Open – Asłanem Karacewem (2021). Sam Kaśnikowski w walce o ćwierćfinał zagra z Estończykiem Daniiłem Glinką (ATP 371).

  • To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    To dlatego Niewiadoma nie zaprosiła na ślub swoich rodziców

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney o sekretnym ślubie: “Nie zaprosiliśmy nawet rodziny”

    Katarzyna Niewiadoma-Phinney od ponad roku jest szczęśliwą mężatką. Jej wybrankiem został były amerykański kolarz Taylor Phinney. Ich ślub odbył się w tajemnicy, bez udziału rodziny i przyjaciół. Dlaczego para zdecydowała się na tak kameralną ceremonię?

    – Byłam tylko ja i Taylor. Jesteśmy osobami publicznymi, dlatego fajnie było przeżyć to wielkie wydarzenie bardzo prywatnie. Nie zaprosiliśmy nawet nikogo z rodziny – wyjaśniła Niewiadoma.

    Ceremonia odbyła się w absolutnej ciszy medialnej. Dopiero później kolarka opublikowała kilka romantycznych zdjęć z tego dnia i opisała swojego męża jako “najpiękniejszego mężczyznę na świecie”.

    Miłość od pierwszego wejrzenia

    Para poznała się podczas zawodów w Katarze, krótko po igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. W kwietniu tego roku świętowali siódmą rocznicę związku. Od początku uchodzili za wyjątkowo zgrany duet.

    – Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Dziękuję ci za to, że potrafisz uczynić zwykłe chwile czymś niezwykłym, za twoją ciekawość świata, nieustanną inspirację, pozytywność, muzykę, sztukę i wszystko, co tworzysz. Nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ty. W moich oczach jesteś po prostu doskonały – pisała kolarka o Phinneyu w czerwcu 2021 roku.

    Sukcesy i nowe drogi

    W tym roku Katarzyna Niewiadoma-Phinney znów potwierdziła swoją klasę, zajmując trzecie miejsce w kobiecym Tour de France. To jej drugie z rzędu podium w tym prestiżowym wyścigu – w 2024 roku triumfowała, a teraz zainkasowała 10 tysięcy euro za miejsce na najniższym stopniu podium.

    Jej mąż, Taylor Phinney, zakończył karierę kolarską sześć lat temu. Był czterokrotnym medalistą mistrzostw świata na torze oraz dwukrotnym medalistą w kolarstwie szosowym. Swoją decyzję o zakończeniu kariery tłumaczył tak:

    – Zmagałem się z tą decyzją przez długi czas. Ostatecznie to moje ciało zdecydowało za mnie. Czułem, że pora skierować energię w coś nowego, nieznanego – powiedział. – Odchodzę, by tworzyć sztukę i muzykę.

  • Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Były mistrz świata się nie certoli. Oto co powiedział o Nawrockim

    Michalczewski o nowym prezydencie RP. „Sympatyczny gość”

    W środę, 6 sierpnia, Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wybory, które odbyły się 1 czerwca, zakończyły się jego zwycięstwem nad Rafałem Trzaskowskim w drugiej turze. Jednym z tych, którzy poparli kandydata Koalicji Obywatelskiej, był Dariusz Michalczewski. Legendarny bokser nie ukrywał swojego politycznego zaangażowania i w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” otwarcie mówił, że zależy mu na tym, by prezydent oraz osoby kierujące rządem wywodzili się z tej samej formacji politycznej.

    Mimo to, „Tiger” nie żywi urazy wobec nowego prezydenta. Wręcz przeciwnie – wypowiadał się o nim z szacunkiem i sympatią.

    — Widziałem go parę razy. Bardzo sympatyczny gość. Podchodził do mnie z dużym respektem, bo ja jednak jestem jego starszym kolegą z dużym dorobkiem. Wporzo gość. Na tyle, na ile go poznałem – bo widzieliśmy się może pięć razy, głównie przy okazji imprez charytatywnych czy turniejów. Lubię wszystkich, którzy są probokserscy, bo to moja dyscyplina – powiedział Michalczewski jeszcze przed wyborami prezydenckimi.

    Karol Nawrocki, podobnie jak Michalczewski, pochodzi z Gdańska. W przeszłości trenował boks, choć nigdy nie miał okazji zaprezentować swoich umiejętności przed „Tigerem”.

    — On trenował boks, gdy ja już wyjechałem do Niemiec. Osobiście nigdy nie widziałem Karola na treningu, ale wiem, że ćwiczył – dodał były mistrz.

    Dariusz Michalczewski po zakończeniu kariery sportowej na stałe osiadł w Gdańsku. Choć większość zawodowych walk stoczył pod niemiecką flagą, cztery ostatnie pojedynki rozegrał już jako reprezentant Polski. W latach 1991–2003 pozostawał niepokonany, stając do walki 50 razy, z czego 48 zakończył zwycięstwem (38 przez nokaut). Na swoim koncie ma mistrzowskie pasy federacji WBA, WBO i IBF w wadze półciężkiej oraz WBO w wadze junior ciężkiej.

  • Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

    Niewiarygodne, kogo jeszcze odznaczył Duda. “Odkleja się Andrzejowi”

     

    Szokujące decyzje odchodzącego prezydenta. Kogo jeszcze odznaczył Andrzej Duda? Internauci: “Totalnie się odkleja”

    Andrzej Duda pod koniec swojej drugiej kadencji postanowił zaskoczyć środowisko piłkarskie – i to mocno. Prezydent odznaczył aż 17 osób związanych z polskim futbolem, co samo w sobie byłoby jeszcze do przyjęcia, gdyby nie fakt, że wśród uhonorowanych znalazł się wyjątkowo kontrowersyjny działacz. W sieci zawrzało. „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie” – napisał jeden z użytkowników platformy X.

    Mowa o Pawle Żelemie – postaci dobrze znanej w polskim środowisku piłkarskim, ale od lat owianej złą sławą. Żelem w przeszłości pełnił funkcje prezesa w Piastcie Gliwice, Śląsku Wrocław oraz Lechii Gdańsk. Tym samym został pierwszym działaczem, który zaliczył „hattricka” – zarządzając trzema klubami Ekstraklasy. Jego kariera była jednak daleka od wzorowej – w tle pojawiały się poważne zarzuty, w tym o mobbing.

    – Powiem tyle: jeden z pracowników musiał przez wiele miesięcy leczyć się psychiatrycznie po zakończeniu współpracy z Lechią. Praca siedem dni w tygodniu, absurdalne wymagania, nieustanna krytyka, czepianie się o każdy wyimaginowany błąd – relacjonowała anonimowo osoba z jego otoczenia w rozmowie z weszlo.com. Podobne praktyki miał stosować również w innych klubach, którymi zarządzał.

    Srebrny Krzyż Zasługi dla Żelema. Oburzenie w sieci

    W poniedziałek, 4 sierpnia, Andrzej Duda wręczył Pawłowi Żelemowi Srebrny Krzyż Zasługi. Decyzja prezydenta natychmiast podzieliła środowisko piłkarskie i wywołała falę negatywnych komentarzy w sieci.

    – Kulesza to jedno, ale Duda odznaczył Pawła Żelema – faceta wielokrotnie oskarżanego o mobbing, o którym pisał New York Times. Ale żeby to wiedzieć, to trzeba by było przeczytać coś więcej niż swoją książkę – skomentował dziennikarz Paweł Paczul.

    Inni internauci nie szczędzili sarkazmu:
    „Pewnie za wybitne osiągnięcia w mobbingu otrzymał to odznaczenie”,
    „Żelem? Za niszczenie polskich klubów?”,
    „Odkleja się Andrzejowi na koniec i to tak porządnie”.

    Nie tylko Żelem. Wątpliwości wobec innych odznaczonych

    Choć to właśnie wyróżnienie dla Pawła Żelema wywołało największe kontrowersje, również inne nazwiska z listy Dudy wzbudziły konsternację. Internauci nie rozumieli m.in. uhonorowania Cezarego Kuleszy – prezesa PZPN, który również nie cieszy się najlepszą opinią.

    – Nie ma jak kompromitacja na koniec kadencji,
    – Ja p******ę, z urzędu i powagi można zrobić wszystko, co się tylko chce – komentowali użytkownicy X.

    Co dalej z Andrzejem Dudą?

    Odznaczenia te były jednymi z ostatnich decyzji Dudy jako prezydenta. Już 6 sierpnia oficjalnie zakończy się jego druga kadencja, a na fotelu głowy państwa zastąpi go Karol Nawrocki – zwycięzca drugiej tury wyborów, który pokonał Rafała Trzaskowskiego nieznaczną przewagą.

    Nowy prezydent kompletował w ostatnich dniach swój sztab i wkrótce obejmie oficjalnie urząd. Tymczasem nie wiadomo, jaką ścieżkę obierze Andrzej Duda. Pojawiały się spekulacje, że może próbować zdobyć miejsce w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim (MKOl), ale te plany upadły i wywołały sporo krytyki. Na polityczną emeryturę Duda jednak – przynajmniej na razie – się nie wybiera.

     

  • Izrael reaguje po słowach Donalda Tuska. “Niedopuszczalna aluzja”

    Izrael reaguje po słowach Donalda Tuska. “Niedopuszczalna aluzja”

    Dyplomatyczna Burza: Izrael potępia odniesienia Tuska do Holokaustu w kontekście kryzysu w Gazie — Polski premier i MSZ nie ustępują mimo narastającej krytyki

     

    Już i tak napięty globalny dyskurs wokół konfliktu w Strefie Gazy nabrał dramatycznego tempa w tym tygodniu, gdy doszło do dyplomatycznego spięcia między Polską a Izraelem. Powód? Wywołujące emocje i silne skojarzenia historyczne oświadczenie premiera Donalda Tuska, który nawiązał do II wojny światowej, krytykując działania izraelskiego rządu w obliczu katastrofy humanitarnej w Gazie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela szybko zareagowało, określając wypowiedź Tuska jako „całkowicie niedopuszczalną aluzję”, co wywołało burzę moralno-polityczną w całej Europie i na Bliskim Wschodzie.

     

    Tusk zabiera głos: przestroga z historii

     

    W miniony weekend premier Donald Tusk przerwał milczenie w sprawie dramatycznych wydarzeń w Strefie Gazy. W poście opublikowanym na platformie X (dawniej Twitter) zadeklarował, że Polska jednoznacznie potępia działania Hamasu i wszelki terroryzm, ale zaznaczył, że nie może popierać izraelskich polityków, których decyzje — jak to ujął — „prowadzą do głodu i śmierci matek i dzieci”.

     

    Jego przekaz nie kończył się jednak na tej deklaracji. W mocnym nawiązaniu historycznym przypomniał, że takie wydarzenia powinny głęboko poruszać „narody, które wspólnie przeszły przez piekło II wojny światowej”. Sugestia, że Izrael — państwo powstałe w cieniu Holokaustu — powinien być szczególnie świadomy konsekwencji zbiorowego cierpienia, wywołała ostrą reakcję w Jerozolimie.

     

    Reakcja Izraela: „Niedopuszczalna aluzja”

     

    W poniedziałek izraelskie MSZ opublikowało mocno sformułowane oświadczenie w odpowiedzi na słowa premiera Polski. Resort zarzucił Tuskowi, że dokonał „niedopuszczalnej aluzji”, łącząc cierpienie z czasów Holokaustu z obecną krytyką izraelskiej polityki. „Premier Polski powinien pamiętać lekcję zawartą w haśle ‘Nigdy więcej’” — napisano w komunikacie, próbując w ten sposób odwrócić moralny przekaz Tuska.

     

    Izraelskie władze uznały, że tego typu wypowiedzi zacierają granicę między słusznym potępieniem Hamasu a niesprawiedliwym demonizowaniem izraelskich decydentów. Odwołanie się do Holokaustu w tym kontekście uznano za obraźliwe i nieodpowiedzialne politycznie.

     

    Kryzys w Gazie: cena humanitarna

     

    W czasie gdy trwa wojna słów, rzeczywistość w samej Strefie Gazy staje się coraz bardziej dramatyczna. Międzynarodowe organizacje humanitarne biją na alarm z powodu fatalnych warunków panujących w oblężonej enklawie. Brakuje żywności, wody, infrastruktura cywilna jest zniszczona, a konwoje z pomocą są blokowane na przejściach granicznych kontrolowanych przez Izrael.

     

    Raporty z terenów objętych walkami potwierdzają, że wśród ofiar nalotów są kobiety i dzieci. Dostarczenie pomocy humanitarnej jest niemal niemożliwe, ponieważ izraelskie władze ściśle kontrolują dostęp do Strefy Gazy, powołując się na względy bezpieczeństwa i zagrożenie ze strony Hamasu.

     

    Lewica zabiera głos: Adrian Zandberg żąda działań

     

    Burza wywołana słowami Tuska dotarła także do polskiego parlamentu. W poniedziałek Adrian Zandberg, współprzewodniczący partii Razem, z mównicy sejmowej odniósł się do kryzysu i reakcji rządu. Skrytykował symboliczne gesty w mediach społecznościowych, domagając się realnych kroków politycznych.

     

    — Jeśli kiedykolwiek był moment, kiedy trzeba zachować przyzwoitość, to właśnie teraz — powiedział Zandberg. — Jeżeli historia kogokolwiek rozliczy, to tych, którzy sądzą, że wystarczy napisać tweeta, gdy dochodzi do masowego mordowania ludności cywilnej.

     

    Zandberg wezwał następnie do wypowiedzenia umowy stowarzyszeniowej Unii Europejskiej z Izraelem i wprowadzenia sankcji wobec izraelskich polityków odpowiedzialnych — jego zdaniem — za zbrodnie wojenne.

     

    Ministerstwo Spraw Zagranicznych: ostrożne, ale stanowcze

     

    W obliczu narastającej międzynarodowej presji, swoje stanowisko przedstawiło także polskie MSZ. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaapelował do Izraela o przestrzeganie międzynarodowego prawa humanitarnego i konieczność ograniczenia cierpienia cywilów.

     

    „Polska bezwzględnie potępia wszystkie akty terroru i konsekwentnie wzywa do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zakładników” — podkreślono w oświadczeniu. MSZ przypomniało również o poparciu Polski dla rezolucji ONZ z 12 grudnia 2023 roku dotyczących ochrony ludności cywilnej i egzekwowania zobowiązań prawa międzynarodowego.

     

    Co dalej?

     

    Konsekwencje słów Donalda Tuska i izraelskiej odpowiedzi mogą pogłębić i tak już delikatną sytuację geopolityczną. W obliczu podzielonej postawy Unii Europejskiej wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego, stanowcza retoryka Polski może z jednej strony wywołać większą presję dyplomatyczną, a z drugiej — narazić Warszawę na izolację w pewnych kręgach międzynarodowych.

    Jedno pozostaje jednak pewne: kryzys w Strefie Gazy przestał być wyłącznie problemem Bliskiego Wschodu. Stał się gl