Category: Uncategorized

  • Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy, ale po raz kolejny udowodniła swoją klasę. Polka pokonała w drugiej rundzie US Open Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4 i zameldowała się w kolejnym etapie turnieju. Dzięki temu zwycięstwu zbliżyła się do Coco Gauff w rankingu WTA, choć jej pozycja wciąż pozostaje bez zmian.

    Na otwarcie nowojorskiej imprezy liderka polskiego tenisa bez większych problemów ograła Emilianę Arango 6:1, 6:2. Spotkanie z Lamens okazało się już znacznie bardziej wymagające – Świątek szybko wygrała pierwszego seta, lecz później musiała uznać wyższość rywalki. O wszystkim zadecydowała trzecia partia, w której Polka zachowała więcej spokoju i ostatecznie triumfowała.

    Świątek nadal trzecia, ale coraz bliżej Gauff

    Triumf nad Lamens nie przyniósł zmian w klasyfikacji generalnej. Iga Świątek wciąż zajmuje trzecie miejsce, jednak znacząco zmniejszyła stratę do Coco Gauff. Polka ma obecnie na koncie 7633 punkty i traci zaledwie 77 „oczek” do Amerykanki, która rozegra swój mecz drugiej rundy z Donną Vekić w piątek.

    Na szczycie rankingu nie doszło do przetasowań – liderką pozostaje Aryna Sabalenka z dorobkiem 9355 punktów. Aby Świątek mogła ją wyprzedzić już podczas tego turnieju, musiałaby zwyciężyć w całych zawodach i liczyć na bardzo szybkie odpadnięcie Białorusinki, co wydaje się mało prawdopodobnym scenariuszem.

    Ranking WTA po meczu Świątek z Lamens

    1. Aryna Sabalenka – 9355 pkt

    2. Coco Gauff – 7704 pkt

    3. Iga Świątek – 7633 pkt

    4. Mirra Andriejewa – 4793 pkt

    5. Madison Keys – 4579 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4006 pkt

    7. Qinwen Zheng – 4003 pkt

    8. Amanda Anisimova – 3929 pkt

    9. Jessica Pegula – 3733 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3723 pkt

    W trzeciej rundzie US Open Iga Świątek zagra z Anną Kalinską. Rosjanka wcześniej wyeliminowała Julię Putincewą, wygrywając 6:1, 7:5.

  • Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Na kortach US Open emocje sięgają zenitu nie tylko z powodu wyników meczów, ale także przez wydarzenia poza nimi. Jedną z bohaterek ostatnich dni, choć wcale nie w pozytywnym sensie, stała się Jelena Ostapenko. Łotyszka po niespodziewanej porażce w drugiej rundzie z Amerykanką Taylor Townsend znalazła się w centrum kontrowersji, które rozgrzały do czerwoności sportowe media i internetowe dyskusje. Teraz głos w tej sprawie zabrała także liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała, że jej koleżanka z kortu „czasami traci kontrolę nad sobą”.

    Spotkanie Ostapenko (26. WTA) z Townsend (139. WTA) samo w sobie już było dużym wydarzeniem, bo faworytka z Łotwy wyraźnie zawiodła i przegrała 5:7, 1:6. Jednak to, co wydarzyło się później, przyćmiło nawet wynik meczu. Pod siatką doszło do spięcia – jak relacjonował Norbert Amlicki ze Sport.pl, Ostapenko zarzuciła rywalce brak sportowej postawy i domagała się przeprosin za zagranie, w którym piłka trafiła w górną część siatki i spadła po jej stronie. Townsend miała odpowiedzieć chłodno, że nie ma absolutnie za co przepraszać. Od tej wymiany zdań zaczęła się burzliwa kłótnia.

    Amerykanka w swoim pomeczowym wywiadzie nie gryzła się w język. – To jest rywalizacja, to są emocje… ludzie reagują różnie, gdy przegrywają. Niektórzy mówią rzeczy, których później żałują. Ona powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA – wyznała Townsend. Jej słowa wywołały falę komentarzy, a cała sytuacja szybko nabrała dodatkowego wymiaru. Ostapenko w mediach społecznościowych próbowała się bronić i odpowiadała nawet na zarzuty o rasizm, jednak po kilku godzinach zdecydowała się usunąć większość wpisów. Zostawiła jedynie krótką rolkę, w której dziękowała kibicom za wsparcie.

    Nic więc dziwnego, że cała sprawa odbiła się szerokim echem także wśród innych tenisistek. Podczas konferencji prasowej po swoim meczu w drugiej rundzie została o nią zapytana Aryna Sabalenka (1. WTA). Liderka światowego rankingu nie ukrywała, że sytuacja jest dla niej trudna do oceny, ale jednocześnie zdecydowała się na dość szczery komentarz. – Rozmawiałam z Jeleną po meczu i nadal nie do końca rozumiem, co się wydarzyło. To naprawdę miła dziewczyna, ale czasami traci kontrolę nad sobą. Starałam się ją uspokoić, pokazać, że można podejść do tej sytuacji dojrzale i spokojnie, ale ona była kompletnie pogrążona we własnych emocjach – mówiła Białorusinka.

    Sabalenka posunęła się nawet do osobistej refleksji na temat rywalki z touru. – Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumie, co się dzieje. Wydaje mi się, że Jelena zmaga się z trudnościami, które nie ograniczają się tylko do tenisa. To sprawia, że bywa osobą niestabilną. Chciałabym, żeby znalazła równowagę – dodała.

    Dyskusja wokół Ostapenko to kolejny przykład, jak cienka jest granica między sportową rywalizacją a osobistymi emocjami. Jedni winią Łotyszkę za brak profesjonalizmu, inni wskazują, że tenis to nie tylko technika i przygotowanie fizyczne, ale też presja, która potrafi przytłoczyć nawet doświadczonych zawodników.

    Tymczasem sama Sabalenka skupia się na dalszej walce w turnieju. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Leylah Fernandez (30. WTA). Dla wielu kibiców to starcie zapowiada się niezwykle emocjonująco, bo obie tenisistki mierzyły się już w pamiętnym półfinale US Open w 2021 roku. Wtedy Kanadyjka okazała się lepsza po trzysetowym boju – 7:6(3), 4:6, 6:4. Teraz faworytką będzie Sabalenka, ale biorąc pod uwagę formę Fernandez i jej styl gry, kibice mogą liczyć na kolejne widowisko na najwyższym poziomie.

  • 74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    Jeszcze niedawno zachwycała kibiców świetnymi występami w wielkoszlemowych turniejach. Była czwarta runda Australian Open, był półfinał Wimbledonu – Belinda Bencic przeżywała bardzo dobry rok. Nawet kłopoty zdrowotne, które wykluczyły ją z Roland Garros, nie zatrzymały jej rozpędu. Tym większym zaskoczeniem okazał się tegoroczny start w Nowym Jorku – najgorszy dla Szwajcarki wynik w US Open od siedmiu lat.

    Udany sezon, obiecujące sygnały

    Rozstawiona z numerem 19. Bencic prezentowała w 2025 roku solidną i równą formę. W Melbourne dotarła do czwartej rundy, gdzie po trzech setach uległa Coco Gauff, a kilka tygodni później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 500 w Abu Zabi. Później były jeszcze ćwierćfinał w Indian Wells oraz czwarta runda w Madrycie. Po wymuszonej przerwie zdrowotnej Bencic wróciła do rywalizacji w wielkim stylu – na kortach Wimbledonu zameldowała się w półfinale, zatrzymana dopiero przez Igę Świątek, która rozbiła ją 6:2, 6:0.

    W Nowym Jorku wielkie rozczarowanie

    Choć jej przygotowania do US Open nie były idealne – szybkie porażki w Montrealu i Cincinnati budziły niepokój – historia ostatnich lat sugerowała, że Bencic potrafi grać w Nowym Jorku znakomicie. Po pierwszorundowej wpadce w 2018 roku notowała już tylko coraz lepsze występy: półfinał (2019), ćwierćfinał (2021), trzecia runda (2022) czy czwarta runda (2023). Dlatego tym bardziej zaskoczył kibiców fakt, że tym razem jej przygoda zakończyła się tak szybko.

    Po zwycięstwie w pierwszym meczu ze Shuai Zhang (6:3, 6:3) wydawało się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jednak w drugiej rundzie Szwajcarka natrafiła na świetnie dysponowaną Ann Li. Amerykanka grała pewnie, wykorzystywała kluczowe momenty i bezlitośnie obnażyła słabsze punkty rywalki. W całym spotkaniu przełamała Bencic czterokrotnie, oddając serwis tylko raz. W efekcie mecz zakończył się błyskawicznie – 6:3, 6:3 w zaledwie 74 minuty.

    Tak zakończyła się tegoroczna przygoda półfinalistki Wimbledonu z US Open. Jej porażka to kolejna niespodzianka w turnieju, który już na początku przynosi sensacyjne rozstrzygnięcia.

    Ann Li pisze własną historię

    Triumf nad Bencic otworzył przed Amerykanką drzwi do trzeciej rundy, w której czeka na nią Australijka Priscilla Hon (126. WTA). Będzie to pierwsze spotkanie obu zawodniczek, a jego stawką może być życiowy sukces którejś z nich.

  • Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko i Townsend w centrum burzy po meczu US Open. Poszło o brak przeprosin i oskarżenia o rasizm

    Mecz drugiej rundy US Open między Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend zakończył się nie tylko pewnym zwycięstwem Amerykanki (5:7, 1:6), ale i głośną kłótnią, która przeniosła się później do mediów społecznościowych. Łotyszka zarzuciła rywalce brak szacunku i domagała się przeprosin za jedną z ostatnich akcji. Townsend nie zamierzała ich składać, co doprowadziło do ostrej wymiany zdań.

    Awantura na korcie i po meczu

    Tuż po zakończeniu spotkania obie tenisistki wdały się w emocjonalną sprzeczkę, której fragmenty szybko obiegły internet. Na nagraniach widać, jak Ostapenko kilkukrotnie powtarza w stronę rywalki „nie masz wykształcenia”, a Townsend odpowiada, by Łotyszka „nauczyła się lepiej znosić porażki”.

    Amerykanka później opowiedziała dziennikarzom, jak wyglądała sytuacja z jej perspektywy. – To rywalizacja. Ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią wtedy złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA – relacjonowała.

    Ostapenko tłumaczy swoje zachowanie

    Łotyszka w mediach społecznościowych przedstawiła swoją wersję wydarzeń. – Powiedziałam mojej przeciwniczce, że zachowała się niegrzecznie, ponieważ w decydującym momencie zagrała piłkę po taśmie i nie przeprosiła. Odpowiedziała, że nie musi tego robić. W tenisie istnieją pewne zasady i po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją – pisała.

    Następnie dodała: – To, że gra się w ojczyźnie, nie daje prawa do lekceważenia przeciwnika. Publiczność może być po twojej stronie, ale nie powinna być wykorzystywana w taki sposób. Niestety, pochodzę z małego kraju i nie mam tak ogromnego wsparcia jak inni.

    Oskarżenia o rasizm

    Sprawa szybko nabrała jeszcze poważniejszego wymiaru. Ostapenko poinformowała, że zaczęła otrzymywać wiadomości, w których zarzucano jej rasizm. – Nigdy w życiu nie byłam rasistką. Szanuję wszystkie narody i nie ma dla mnie znaczenia, skąd ktoś pochodzi. Uwielbiam grać w Stanach Zjednoczonych i na US Open, ale po raz pierwszy spotkałam się z tak lekceważącym podejściem – podkreśliła.

    Niedługo później jednak usunęła większość swoich wpisów, zostawiając jedynie krótkie nagranie z podziękowaniami dla fanów.

    Townsend odpowiada na konferencji prasowej

    Na pomeczowym spotkaniu z mediami Amerykanka nie gryzła się w język. – Takie zachowania nie są niczym nowym w przypadku Ostapenko. Często po porażkach wyładowuje swoje emocje i robi to w podobny sposób. Dla mnie granica została przekroczona, bo nie zamierzam tolerować braku szacunku – stwierdziła Townsend.

    Teraz Amerykanka może skupić się już na kolejnym meczu. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Rosjanka Mirra Andriejewa, która bez większych problemów wyeliminowała Anastazję Potapową.

  • Nocna sensacja w US Open! Rosjanka wyrzucona. “Mam dość”

    Nocna sensacja w US Open! Rosjanka wyrzucona. “Mam dość”

    Wielka sensacja w US Open. Samsonowa zatrzymana przez kwalifikantkę

    Noc ze środy na czwartek czasu polskiego przyniosła ogromną niespodziankę w Nowym Jorku. Rozstawiona z numerem 17 Ludmiła Samsonowa po dwóch godzinach walki odpadła już w II rundzie US Open. Pogromczynią Rosjanki została Australijka Priscilla Hon, która do turnieju głównego przebijała się przez kwalifikacje. – Mam dość słuchania, że jestem utalentowana. Chcę wreszcie zrobić coś wielkiego – przyznała szczęśliwa zwyciężczyni.

    Faworytka zawiodła, debiutantka zachwyciła

    Samsonowa (20. WTA) przystępowała do meczu jako zdecydowana faworytka. Hon (126. WTA) nigdy wcześniej nie dotarła do trzeciej rundy turnieju wielkoszlemowego, a różnica między zawodniczkami w rankingu wynosiła aż 106 miejsc. Dodatkowo Australijka chińskiego pochodzenia dopiero co przebrnęła przez eliminacje, w których nie straciła ani seta.

    Pierwszy set wyglądał zgodnie z przewidywaniami – Samsonowa wygrała 6:4, choć na początku przegrywała już 0:3. Potem jednak role się odwróciły. W drugiej partii o wszystkim zadecydowało jedno przełamanie na korzyść Australijki. W trzecim secie Rosjanka prowadziła jeszcze 2:1, ale od tego momentu przegrała pięć gemów z rzędu. Sensacja stała się faktem.

    Statystyki mówią same za siebie – Hon posłała aż 18 asów (przy 7 Samsonowej), uderzyła więcej winnerów (36–21) i popełniła mniej niewymuszonych błędów (23–30).

    Największy sukces w karierze

    27-letnia Hon przeżywa najlepszy okres w swojej karierze. Kilka miesięcy temu po raz pierwszy zagrała w głównej drabince Wimbledonu, a teraz może pochwalić się serią pięciu zwycięstw w Nowym Jorku – licząc od kwalifikacji. – To był prawdziwy rollercoaster emocji. Starałam się nie tracić koncentracji, nawet po zakwalifikowaniu się i wygraniu pierwszej rundy. Zawsze, kiedy pozwalałam sobie poczuć się zbyt dobrze, szybko przegrywałam. Dlatego tym razem powtarzałam sobie: wytrzymaj, trzymaj nerwy na wodzy. Gdy zdałam sobie sprawę, że wygrałam, popłynęły łzy. To było ogromne przełamanie w mojej karierze – powiedziała Hon.

    Australijka nie kryła, że irytowały ją dotychczasowe opinie otoczenia. – Wielu ludzi mówiło mi: „Jesteś taka utalentowana”. A ja mam już tego dość. Nie chcę być tylko „utalentowana”. Chcę osiągnąć coś naprawdę dużego. Ten triumf daje mi ogromną wiarę w siebie. To przełamanie bariery, która długo mnie blokowała. A do tego w moim ulubionym turnieju wielkoszlemowym – obok Australian Open. Kocham Nowy Jork, kibice są tu niesamowici, pełni energii. Nie mogłabym być szczęśliwsza – dodała.

    Następny krok

    W trzeciej rundzie Hon zmierzy się z Amerykanką Ann Li (58. WTA), która również sprawiła niespodziankę, eliminując rozstawioną z numerem 19 Belindę Bencić 6:3, 6:3.

    US Open – II runda
    Ludmiła Samsonowa – Priscilla Hon 6:4, 3:6, 2:6

  • ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Głośno o kłótni Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend, która wyeliminowała Łotyszkę z US Open. Tenisistki starły się przy siatce i doszło do przykrej wymiany zdań, a teraz “koszmar” Igi Świątek wplątał ją w aferę, która nie ma z nią nic wspólnego. Zobaczcie sami.

    ‎Jelena Ostapenko pożegnała się z US Open. Nie obyło się bez afery

    ‎Jelena Ostapenko zawsze znajdzie sposób na Igę Świątek, jednak ten sezon nie układa się po jej myśli. W pierwszej rundzie turnieju Łotyszka nie bez problemów pokonała chińską kwalifikantkę Xiyu Wang 6:4, 6:3, a w meczu drugiej rundy nie dała rady Amerykance Taylor Townsend, która pokonała ją 7:5, 6:1. Po nerwowym spotkaniu doszło do kłótni zawodniczek przy siatce.

    ‎Ostra wymiana zdań Ostapenko i Townsend

    ‎https://x.com/josemorgado/status/1960851910820249845

    ‎Amerykanka w pomeczowym wywiadzie powiedziała, co usłyszała od rywalki. “To rywalizacja… ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym przekonała się, co się stanie, gdy wyjedziemy poza Stany Zjednoczone” — wyznała Townsend.

    ‎Jelena Ostapenko nie pozostawiła jej słów bez odpowiedzi, co zrobiła za pomocą mediów społecznościowych. “Krótka aktualizacja dotycząca meczu. Dziś po meczu powiedziałam mojej przeciwniczce, że zachowała się bardzo niegrzecznie, ponieważ w decydującym momencie straciła piłkę i nie przeprosiła, ale ona odpowiedziała, że w ogóle nie musi przepraszać” — napisała Łotyszka, która później wspominała o tym, że w tenisie są zasady, stąd też nie można robić tego, co się chce…

    ‎https://x.com/josemorgado/status/1960855874710462732

    ‎Ostepenko zarzucono rasizm. Miała dość

    ‎Chwilę później Jelena Ostapenko musiała odpierać zarzuty od fanów, którzy zarzucali jej rasizm. “Wow, ile wiadomości dostałam, że jestem rasistką. NIGDY w życiu nie byłam rasistką i szanuję wszystkie narody świata, dla mnie nie ma znaczenia, skąd pochodzisz. W tenisie obowiązują pewne zasady i niestety, gdy kibice są z tobą, nie możesz ich wykorzystywać w sposób lekceważący wobec przeciwnika” — pisała oburzona Ostapenko, która niedługo później usunęła swoje relacje z instastories. Wcześniej jednak w aferę wplątała też Igę Świątek.

    ‎https://x.com/z_kortu/status/1960868960871547184

    ‎Ostapenko wmieszała w aferę Świątek

    ‎”Przepraszanie za net jest podstawą — Sabalenka i Iga robią to automatycznie. Brak przeprosin jest odbierany jako niegrzeczny, a reakcja Ostapenko jest zrozumiała” — napisał jeden z internautów, którego relację udostępniła Łotyszka na swoim instastories. Niedługo później znów skasowała wpis. Teraz w jej relacjach zostało tylko podziękowanie dla osób, które wsparły ją w tej kontrowersyjnej sytuacji

    ‎”Dziękuję wszystkim moim fanom za wasze wsparcie. Wrócę silniejsza. Sytuacje takie, jak ta, motywują mnie do cięższej pracy” — zaznaczył “koszmar” Igi Świątek.

    ‎

  • Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    US Open: Burzliwy mecz Ostapenko z Townsend. Awantura przy siatce po ostatniej piłce

    Spotkanie drugiej rundy US Open z udziałem Jeleny Ostapenko i Taylor Townsend przyniosło kibicom ogromne emocje – zarówno na korcie, jak i tuż po jego zakończeniu. Choć Łotyszka przez długi czas kontrolowała przebieg pierwszego seta, to ostatecznie przegrała dziewięć gemów z rzędu i całe spotkanie 5:7, 1:6. Po meczu doszło do gorącej wymiany zdań, która wywołała poruszenie na trybunach.

    Od 5:3 do katastrofy

    Początek meczu należał do mistrzyni Roland Garros 2017. Ostapenko błyskawicznie objęła prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem i wydawało się, że ma rywalizację pod kontrolą. Townsend odrobiła część strat, lecz Łotyszka wciąż utrzymywała przewagę i przy stanie 5:3 była o krok od wygrania pierwszej partii. Wtedy jednak nastąpił nagły zwrot – Amerykanka złapała rytm, zaczęła seryjnie punktować i wygrała cztery kolejne gemy, triumfując 7:5.

    Bezradność w drugim secie

    Druga odsłona była już jednostronna. Townsend serwowała pewnie, niemal bezbłędnie rozgrywając swoje gemy. Ostapenko natomiast nie potrafiła domknąć żadnego z własnych podań – mimo że w kilku gemach prowadziła 40:30 czy nawet 40:15. Wydawało się, że Amerykanka zakończy seta „na sucho”, ale przy stanie 5:0 Łotyszka zdołała urwać honorowego gema. To jednak tylko opóźniło nieuniknione – chwilę później liderka deblowego rankingu WTA zamknęła mecz 7:5, 6:1 i awansowała do trzeciej rundy, gdzie czeka już na nią młoda Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Napięcie przy siatce

    Zwyczajowy gest sportowej wymiany uścisków po meczu tym razem przerodził się w otwarty konflikt. Ostapenko, która pierwsza zaczęła rozmowę, ostro zaatakowała rywalkę, a cała sytuacja przerodziła się w krótką, ale intensywną kłótnię. Gestykulacje obu zawodniczek wywołały poruszenie na trybunach, a publiczność głośno wygwizdała Łotyszkę. Townsend, oddalając się od siatki, dodatkowo gestami zachęcała kibiców do aplauzu i wskazywała na swoją przeciwniczkę.

    Ostre słowa po meczu

    W rozmowie z ESPN Amerykanka nie kryła oburzenia zachowaniem rywalki. – Powiedziała mi, że nie mam klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjadę poza USA – relacjonowała Townsend.

    Tak więc drugorundowe starcie Ostapenko z Townsend przejdzie do historii nie tylko z powodu sportowych emocji, ale także głośnej „dogrywki” przy siatce, która wzbudziła równie wiele komentarzy, co sam przebieg meczu.

    https://x.com/espn/status/1960835104663605429?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960835104663605429%7Ctwgr%5E4556f51b50eb08802345013e50c5485d087cdd23%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fus-open%2Fnews-tak-ostapenko-potraktowala-rywalke-awantura-na-korcie-lotysznId22178792

  • Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Iga Świątek dobrze pamięta, jak trudna bywa druga runda US Open. Cztery lata temu, w 2021 roku, jej mecz z Fioną Ferro przeszedł do historii jako prawdziwy rollercoaster emocji. Polka przegrywała już 3:6, 0:1, a chwilę później straciła kolejne podanie. Wtedy w oczach Świątek pojawiły się łzy – kamery uchwyciły moment, gdy kucnęła przy krzesełku, schowała głowę i nie potrafiła powstrzymać emocji. To był jeden z najtrudniejszych momentów w jej karierze wielkoszlemowej. A jednak właśnie z niego narodził się spektakularny powrót, zakończony zwycięstwem 3:6, 7:6, 6:0.

    Komentator podsumował trzeci set słowami: „sprintem do mety”. Rzeczywiście, decydująca partia była już jednostronnym widowiskiem, w którym tenisistka z Raszyna pokazała pełnię swoich możliwości. Ale zanim do tego doszło, Świątek musiała przetrwać prawdziwy maraton – pełen błędów, frustracji i chwiejnej psychiki.

    Ferro, notowana wówczas na 74. miejscu rankingu WTA, w pierwszym secie dyktowała warunki. Grała odważnie, zdobyła osiem piłek kończących i popełniła zaledwie pięć niewymuszonych błędów. Świątek była na minusie (11 winnerów przy 15 błędach), a w końcówce oddała seta po podwójnym błędzie serwisowym i kolejnym nieudanym returnie.

    Na początku drugiej odsłony obraz gry wcale się nie poprawił. Polka straciła serwis, a Francuzka objęła prowadzenie 2:0. Wtedy Świątek musiała dać upust emocjom – popłakała się, a potem zirytowana przekazywała coś swojemu sztabowi. Po meczu przyznała:

    – Nie zaczęłam dobrze, miałam problemy z poruszaniem się. To nie pierwszy raz, więc wiem, że muszę nad tym pracować. W drugim secie rozluźniłam się i zmieniłam trochę taktykę.

    Stopniowo jej forhend zaczął siać spustoszenie. Wyszła na prowadzenie 4:2, lecz Ferro walczyła do końca – w dwunastym gemie obroniła dwie piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. Tam jednak inicjatywę przejęła Świątek. Znakomity forhend po linii dał jej prowadzenie 5:2, a błędy rywalki dokończyły dzieła.

    Trzeci set był już popisem czystej dominacji. Polka wygrała go 6:0 i mogła pochwalić się lepszym bilansem winnerów niż błędów (37-35). To zwycięstwo pokazało jej ogromną siłę mentalną.

    Eksperci zwracali uwagę, że przy stanie 3:6, 0:2 wielu kibiców włączało transmisję, by sprawdzić, co się dzieje z faworytką. – Widzieli, że Iga ma problemy, ale nad nimi pracuje. Że potrafi się skupić, zamknąć oczy i sięgnąć po narzędzia, które pomagają jej wrócić do gry – oceniano.

    Ówczesny sztab Świątek podkreślał, że nigdy nie zwątpili w jej zwycięstwo, nawet przy tak trudnym wyniku. A łzy? Trener apelował, by dać zawodniczce prawo do przeżywania emocji.

    – To pokazuje, jak wielkim wysiłkiem jest taki mecz. Łzy to nie oznaka słabości, lecz naturalna reakcja. Dlaczego mielibyśmy tego Idze odmawiać? Zawodnik z pierwszej dziesiątki musi być Supermanem? Nie musi. Ona jest pod większą presją niż każdy z nas – mówił.

    Od tamtej pory Świątek nigdy więcej nie musiała grać tak dramatycznego meczu w drugiej rundzie US Open. Teraz, gdy na tym samym etapie turnieju zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, wydaje się, że droga powinna być znacznie prostsza. Choć historia z 2021 roku przypomina, że na wielkoszlemowych kortach niczego nie można być pewnym.

  • Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Jedna z największych sensacji tegorocznego US Open stała się faktem. Casper Ruud, jeszcze niedawno finalista wielkoszlemowych zawodów w Nowym Jorku, tym razem nie przebrnął nawet drugiej rundy. Pogromcą Norwega okazał się Raphael Collignon – 23-letni Belg spoza pierwszej setki rankingu ATP!

    Upadek faworyta

    Sezon Ruuda od początku nie układa się najlepiej. Choć utrzymuje wysoką pozycję w rankingu (aktualnie jest 12. rakietą świata), to jego wyniki nie powalają. W całym roku sięgnął po zaledwie jedno trofeum – w Madrycie – a w turniejach wielkoszlemowych spisywał się poniżej oczekiwań. W Australian Open i Roland Garros zwyciężył tylko w pierwszych rundach, z kolei Wimbledon opuścił z powodu kłopotów zdrowotnych. Również na kortach w Nowym Jorku los nie był dla niego łaskawy.

    Na otwarcie imprezy Norweg poradził sobie jeszcze bez większych problemów, eliminując w trzech setach Sebastiana Ofnera. Drugi mecz miał być teoretycznie łatwiejszy – rywalem był bowiem nieznany szerszej publiczności Collignon. Szybko jednak okazało się, że spotkanie przerodzi się w prawdziwy koszmar dla Ruuda.

    Belg pisze historię

    Już na początku pierwszego seta 23-latek przełamał wyżej notowanego przeciwnika i konsekwentnie utrzymywał przewagę. Ruud zdołał jeszcze odrobić stratę przy stanie 3:4, ale Collignon natychmiast odpowiedział kolejnym przełamaniem i zamknął partię na swoją korzyść.

    Wydawało się jednak, że faworyt zdoła opanować sytuację – w kolejnych dwóch setach to on kontrolował przebieg wydarzeń i wyszedł na prowadzenie 2:1. Publiczność zaczęła przygotowywać się na rutynowe zakończenie. Nic bardziej mylnego.

    Collignon, mimo że popełnił aż 17 podwójnych błędów serwisowych, rozgrywał wymiany z niezwykłą odwagą i skutecznością. To on dominował w czwartej partii, a w decydującym secie obaj zawodnicy stoczyli niemal godzinny bój, pełen dramaturgii i nerwowych momentów. Ku zdumieniu kibiców to Belg wytrzymał próbę charakteru i zakończył mecz zwycięstwem.

    Wynik, który przejdzie do historii

    Ruud musiał pogodzić się z kolejną wielkoszlemową porażką, natomiast Collignon cieszył się z największego sukcesu w swojej dotychczasowej karierze i awansu do trzeciej rundy. Tam jego rywalem będzie Czech Jiří Lehečka.

    Casper Ruud – Raphael Collignon 6:4, 3:6, 3:6, 6:4, 7:5

  • ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co to był za mecz! W środowe popołudnie reprezentantki Polski w siatkówce zapewniły nam niezapomniane emocje. W ostatnim meczu fazy grupowej nasze siatkarki pokonały Niemki 3:2 po tie-breaku, choć “stały już nad przepaścią”. “Nie mogliśmy tego wygrać, ale wygraliśmy ” – komentują zachwyceni eksperci.

    ‎

    ‎”Biało-Czerwone” fatalnie zaczęły mecz z Niemkami, w czwartym secie musiały bronić się przed piłkami meczowymi, a mimo to triumfowały. Po wygranym przez nie tie-breaku hala w Phuket w Tajlandii hala niemal eksplodowała euforią” – opisywał prosto z miejsca turnieju Damian Gołąb z Interii Sport.

    ‎

    ‎Zawodniczki prowadzone przez Stefano Lavariniego rozgrywały trzeci, czyli ostatni mecz fazy grupowej. Od jego wyniku zależało, na kogo trafią w 1/8 finału. Ostatecznie o ćwierćfinał Polki zagrają z Belgijkami. Na szczęście udało się uniknąć Włoszek, które są w kosmicznej formie. Nic dziwnego, że po ostatniej akcji środowego meczu z Niemcami eksperci byli wniebowzięci.

    ‎

    ‎Tak eksperci zareagowali na triumf Polek. Posypały się gratulacje

    ‎

    ‎”Paulina Damaske w czwartym secie:

    ‎

    ‎- super bloki (2)

    ‎

    ‎- 50 procent w ataku

    ‎

    ‎- 63 procent w przyjęciu

    ‎

    ‎BOHATERKA” – odnotowała Sara Kalisz z “TVP Sport”, dodając wcześniej ujęcie z… rollercoastera – w ten sposób podsumowała emocje w meczu “Biało-Czerwonych”.

    ‎

    ‎”Paulino Damaske, Ty nasz narodowy skarbie siatkarski prosto z prostokąta dla rezerwowych wyciągający nas z opresji!!” – czytamy na profilu Krzysztofa Sędzickiego z redakcji “WP SportoweFakty”.

    ‎

    ‎”Jeżeli ten horror z happy endem nie będzie przełomem w tych mistrzostwach, to nie wiem, co by nim mogło być. Paulina Damaske powinna sobie wpisać do CV punkt “bohaterka dreszczowców” – napisała Agnieszka Niedziałek ze “Sport.pl”.

    ‎

    ‎”Stefano Lavarini i tak żywiołowe reakcje to ogromna rzadkość. Po ostatniej piłce było widać, ile kosztowało go to spotkanie. Nieopisana radość i uściskanie Pauliny Damaske pokazały, że ma ogromną wiarę w tę zawodniczkę, a ta odpłaca mu kapitalną grą” – dodaje Seweryn Czernek.

    ‎

    ‎”Podopieczne Stefano Lavariniego z kompletem zwycięstw w fazie grupowej siatkarskiego mundialu! Biało-czerwone wygrywają właśnie szalone starcie po tie-breaku z reprezentacją Niemiec! Pisałem rano, nieważne w jakim stylu, ale byleby się udało wygrać to starcie na koniec fazy grupowej! BRAWO! PS: Zdenerwowana Magda Stysiak – to najlepsza Magda Stysiak” – podsumował Jakub Balcerzak.

    ‎

    ‎”JAAKKKKKKK!?!??!?!?!?!?!!?! NIE MOGLIŚMY TEGO WYGRAĆ! Ale wygraliśmy. Mega jaja z tym meczem. Zero przewidywalności, zero powtarzalności. Nic. Na przypale, tylko fluidy. Wyszarpane zwycięstwo z Niemkami, tak jak podczas kwalifikacji olimpijskich” – ocenił Mateusz Wasiewski z “WP SportoweFakty”.

    ‎