Category: Uncategorized

  • Największa sensacja ostatnich tygodni w światowym tenisie. Przebiła Świątek

    Największa sensacja ostatnich tygodni w światowym tenisie. Przebiła Świątek

    Victoria Mboko – nazwisko, które warto zapamiętać. 18-letnia rewelacja turnieju WTA w Montrealu

    Victoria Mboko szturmem podbija tenisowy świat. 18-letnia Kanadyjka, która do głównej drabinki turnieju WTA 1000 w Montrealu dostała się dzięki “dzikiej karcie”, z każdym meczem zadziwia coraz bardziej. Po sensacyjnym zwycięstwie nad drugą rakietą świata, Coco Gauff, zameldowała się w półfinale i zdaje się nie zamierzać na tym poprzestać.

    Zwycięstwo, które odbiło się echem

    Mboko pokonała Gauff 6:1, 6:4 w zaledwie 62 minuty. Wynik szokujący? Dla tych, którzy wcześniej nie śledzili jej występów – być może. Jednak ci, którzy przyglądają się jej rozwojowi, wiedzą, że ten moment musiał nadejść. Już w maju podczas turnieju w Rzymie Kanadyjka zagrała z Gauff bardzo dobre spotkanie, choć wówczas przegrała w trzech setach. Później dotarła do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie uległa olimpijskiej mistrzyni Qinwen Zheng. Chinka po meczu przyznała bez wahania: – Victoria będzie jedną z najlepszych zawodniczek na świecie.

    Podczas Wimbledonu Mboko również zaskakiwała. Choć początkowo nie przeszła eliminacji, ostatecznie – po wycofaniu się Anastazji Potapowej – dostała się do głównej drabinki. Dowiedziała się o tym na dwie godziny przed pierwszym meczem, ale stres jej nie sparaliżował – pokonała rozstawioną Magdalenę Fręch w dwóch setach. Tomasz Wiktorowski, komentujący ten mecz dla Polsatu Sport, chwalił jej serwis i dojrzałość taktyczną. – Ma dużą moc i potrafi różnicować rotację, a to rzadkość w tym wieku – oceniał.

    Piorunujący awans i rekordy

    Mboko rozpoczęła sezon 2025 jako 333. tenisistka świata. Teraz, dzięki sukcesowi w Montrealu, zanotuje skok o niemal 300 pozycji i zadebiutuje w top 50. Wcześniej wygrała pięć turniejów ITF z rzędu, notując serię 25 zwycięstw. W WTA Tour zadebiutowała w marcu, a Rzym był dopiero jej drugim turniejem tego cyklu. Coco Gauff po ich majowym pojedynku powiedziała: – Zagramy jeszcze niejeden mecz, a Victoria osiągnie wiele. Trudno było przypuszczać, że rewanż nadejdzie tak szybko i będzie tak bolesny dla Amerykanki.

    Co ciekawe, Mboko została dopiero drugą zawodniczką z “dziką kartą” w historii Canadian Open, która pokonała najwyżej rozstawioną rywalkę (Gauff). Wcześniej udało się to tylko Stephanie Dubois w 2006 roku. Jednocześnie Kanadyjka jest piątą najmłodszą tenisistką od 2009 roku, która wygrała z turniejową „jedynką” w imprezie rangi WTA 1000.

    Rodzinne wsparcie i droga do sukcesu

    Victoria Mboko urodziła się w Charlotte (Karolina Północna), jako najmłodsza z czworga dzieci Cypriena i Godee – imigrantów z Demokratycznej Republiki Konga. Cała rodzina przeniosła się później do Toronto, gdzie Victoria zaczęła trenować tenis w wieku trzech lat. Trenowała m.in. w renomowanej akademii Justine Henin w Belgii. – W Kongo oglądałem mecze Agassiego i Steffi Graf. Gdy zamieszkaliśmy w Kanadzie, chciałem, by nasze dzieci też uprawiały ten sport – wspominał ojciec w rozmowie z „Ontario Tennis”.

    Talent Victorii rozwijał się pod skrzydłami federacji Tennis Canada, ale także dzięki wsparciu starszych koleżanek z kortu. Bianca Andreescu, mistrzyni US Open z 2019 roku, publikowała zdjęcie z młodziutką Mboko i apelowała o wsparcie dla kanadyjskiego programu tenisowego. Eugenie Bouchard także nie była zaskoczona jej sukcesami – pamiętała, jak 14-letnia Victoria wygrywała z nią wymiany forhendem.

    Powrót po problemach

    W 2022 roku Mboko dotarła do półfinału juniorskiego Wimbledonu i US Open. Potem jednak jej kariera nieco wyhamowała z powodu problemów z kolanami. Treningi na twardej nawierzchni zastąpiły długie sesje na mączce, które miały zminimalizować ryzyko urazu. Teraz znów jest w pełni sił – i to widać.

    Czas na Rybakinę

    W półfinale turnieju w Montrealu Mboko zmierzy się z reprezentującą Kazachstan Jeleną Rybakiną. To będzie najtrudniejsze dotychczasowe wyzwanie dla młodej Kanadyjki, ale patrząc na jej rozwój i odporność psychiczną, nie sposób ją lekceważyć.

    Victoria Mboko nie tylko błyszczy na korcie, ale też pokazuje, że kanadyjski tenis ma przed sobą kolejną wielką postać. Jeśli ominą ją kontuzje, może bardzo szybko na stałe zadomowić się w ścisłej czołówce światowego tenisa.

    https://x.com/bebem00m00/status/1928538073442246823?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1928538073442246823%7Ctwgr%5Eadbd3bd04ae6a14420d7cc91705b4d39967e5432%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732156273najwieksza-sensacja-ostatnich-tygodni-w-swiatowym-tenisie-przebila.html

  • Świątek czeka na mecz, a tu totalna katastrofa.

    Świątek czeka na mecz, a tu totalna katastrofa.

    Iga Świątek nie zaliczyła udanego występu w Montrealu – odpadła z turnieju WTA 1000 już w czwartej rundzie, przegrywając w dwóch setach z Dunką Clarą Tauson. Po tej porażce Polka szybko przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, by przygotować się do kolejnych zawodów tej samej rangi – WTA 1000 w Cincinnati. Tymczasem organizacyjny bałagan wokół tego turnieju budzi coraz większe emocje. Do jego rozpoczęcia zostało zaledwie kilkadziesiąt godzin, a wciąż nie opublikowano kobiecej drabinki. “Totalny chaos” – alarmuje dziennikarz Sport.pl, Dominik Senkowski.

    Po zakończeniu Wimbledonu tenisowy cykl zawitał za ocean – najpierw do Kanady, gdzie w Montrealu trwa obecnie prestiżowy turniej z udziałem takich zawodniczek jak Jelena Rybakina, Naomi Osaka, Clara Tauson i rewelacyjna Victoria Mboko. Kolejnym przystankiem jest Cincinnati – zawody rozpoczną się tam już 7 sierpnia i potrwają do 18 sierpnia. To właśnie tam ponownie zobaczymy Igę Świątek, która dzięki wysokiemu rozstawieniu rozpocznie rywalizację od drugiej rundy, mając w pierwszej tzw. wolny los.

    Jednak w Stanach Zjednoczonych panuje obecnie ogromne zamieszanie informacyjne. Choć organizatorzy zdążyli już opublikować męską drabinkę turniejową – wiadomo m.in., że Jannik Sinner zmierzy się z kwalifikantem lub Czechem Vitem Koprivą – to wciąż nie udostępniono oficjalnej wersji kobiecej drabinki. Tymczasem nieoficjalna wersja pojawiła się już w internecie, m.in. na stronie tnnslive.com.

    Z tej wersji wynika, że pierwszą rywalką Świątek będzie albo Rosjanka Anastazja Potapowa, albo jedna z kwalifikantek. Choć nie jest to jeszcze oficjalnie potwierdzone, możliwy scenariusz dalszego przebiegu turnieju dla Polki zaczyna się rysować. W trzeciej rundzie może na nią czekać Marta Kostiuk z Ukrainy, a w czwartej – potencjalnie – jedna z dwóch tenisistek: Magdalena Fręch lub utalentowana Rosjanka Diana Sznajder. W ćwierćfinale zaś Iga może zmierzyć się z Amandą Anisimovą, natomiast w półfinale może dojść do elektryzującego starcia z Aryną Sabalenką.

    Tymczasem nie brakuje głosów krytyki wobec organizatorów. „Totalny chaos przy turnieju kobiecym w Cincinnati. Losowanie drabinki miało się odbyć we wtorek, ale nie podano godziny, nie było transmisji, a teraz po Twitterze krąży grafika z drabinką, której wciąż nie ma na stronie turnieju ani WTA. Na oficjalnej stronie zamieszczono tylko męską” – relacjonuje Dominik Senkowski. Podobne uwagi zgłasza także Michał Chojecki, który dodaje: „Na oficjalnej stronie turnieju i WTA nadal nie ma kobiecej drabinki. Co za chaos”.

    Cała sytuacja rodzi frustrację i niepokój wśród zawodniczek, kibiców i dziennikarzy. W przypadku największych turniejów WTA takie opóźnienia i brak przejrzystości są czymś niedopuszczalnym – szczególnie że zawodniczki muszą przygotowywać się do konkretnych meczów, a niepewność co do przeciwniczki może mieć wpływ na ich nastawienie mentalne i strategię. Świątek, która po porażce w Montrealu z pewnością będzie chciała pokazać się z lepszej strony, może nie mieć łatwego zadania, jeśli organizacyjny chaos w Cincinnati nie ustanie.

  • Switolina przegrała z Osaką. Haniebne, co się stało po meczu

    Switolina przegrała z Osaką. Haniebne, co się stało po meczu

    Hejt wobec tenisistów i tenisistek to niestety zjawisko powszechne, jednak to, co spotkało Elinę Switolinę po porażce z Naomi Osaką, przekroczyło wszelkie granice. Ukrainka postanowiła nagłośnić sprawę i pokazać wiadomości, które otrzymała od osób zawiedzionych wynikami obstawionych zakładów bukmacherskich. Jej stanowcza reakcja spotkała się z dużym poparciem – głos zabrał m.in. Nick Kyrgios.

    Switolina zakończyła już swój udział w turnieju WTA 1000 w Montrealu, przegrywając w ćwierćfinale z Naomi Osaką. Japonka, trenowana obecnie przez Tomasza Wiktorowskiego, byłego szkoleniowca Igi Świątek, zagrała znakomity mecz, natomiast Ukrainka musiała zmierzyć się nie tylko z porażką, ale też z falą brutalnego hejtu.

    Po meczu Switolina opublikowała na Instagramie fragmenty wiadomości, jakie otrzymała od kibiców, którzy postawili na jej zwycięstwo u bukmachera. “Do wszystkich obstawiających: jestem przede wszystkim mamą, dopiero później sportowcem. Sposób, w jaki rozmawiacie z kobietami – matkami – jest HANIEBNY. Gdyby wasze mamy zobaczyły te wiadomości, byłyby zniesmaczone…” – napisała tenisistka.

    Wśród wiadomości znalazły się skandaliczne treści, w tym życzenia śmierci dla wszystkich Ukraińców oraz rasistowskie komentarze pod adresem jej męża, Gaela Monfilsa. Nie brakowało także wulgarnych i seksualnych obelg.

    Wpis Switoliny, zawierający screeny wiadomości, został podchwycony przez profil The Tennis Letter na portalu X, co pozwoliło nagłośnić całą sytuację. Post udostępnił dalej Nick Kyrgios, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi, który tym razem jednoznacznie wsparł koleżankę z touru. “Obrzydliwe” – tak podsumował zachowanie hejterów.

    Elina Switolina to 13. zawodniczka światowego rankingu WTA, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Tokio i trzykrotna półfinalistka turniejów wielkoszlemowych. Jej profil na Instagramie obserwuje ponad 1,8 miliona użytkowników.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1952942081993031783?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1952942081993031783%7Ctwgr%5Ea05676a965672304b08598343ddfc9eba56a64a9%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732156594switolina-przegrala-z-osaka-haniebne-co-sie-stalo-po-meczu.html

  • Karol Nawrocki chce wskrzesić “stare CPK”. “To pójście na wojnę z rządem”

    Karol Nawrocki chce wskrzesić “stare CPK”. “To pójście na wojnę z rządem”

    Karol Nawrocki chce przywrócić “stare CPK”. Czy to w ogóle możliwe?

    Jedną z głównych obietnic wyborczych Karola Nawrockiego, który już 6 sierpnia zostanie zaprzysiężony na prezydenta Polski, jest reaktywacja Centralnego Portu Komunikacyjnego w formie znanej sprzed wyborów parlamentarnych z 2023 roku. Projekt “Tak dla CPK” ma na celu przywrócenie poprzedniego kształtu i harmonogramu tej gigantycznej inwestycji. Pytanie tylko, czy pomysł ten ma szansę na realizację w obecnym układzie politycznym.

    Powrót do wizji PiS z 2023 roku

    Jeszcze w kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że jego pierwszą inicjatywą ustawodawczą jako głowy państwa będzie poparcie dla obywatelskiego projektu ustawy dotyczącego CPK. Projekt ten powstał we współpracy ze stowarzyszeniem “Tak dla CPK” i zakłada przywrócenie inwestycji do stanu sprzed zmiany władzy – czyli do października 2023 roku, gdy za projekt odpowiadał rząd Prawa i Sprawiedliwości. Oznaczałoby to m.in. oddanie portu do użytku już w 2028 roku.

    Problem w tym, że ten sam projekt obywatelski został już wcześniej – w lutym 2025 roku – odrzucony przez sejmową Komisję Infrastruktury. Maciej Lasek, pełnomocnik rządu ds. CPK, uzasadniał wtedy decyzję komisji tym, że projekt “zawierał mnóstwo luk prawnych” i “był niezgodny z konstytucją”.

    Eksperci: “Polityczna wojna, nie realne wsparcie”

    Głos w sprawie zabrał Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. W rozmowie z portalem Next.gazeta.pl podkreślił, że wokół CPK toczy się nieustanna walka polityczna, a nie merytoryczna dyskusja o przyszłości infrastruktury.

    – Najgorsze jest to, że cała sprawa zamiast skupiać się na realnej pracy, toczy się wokół politycznych przepychanek. Dobrze przynajmniej, że już nikt nie twierdzi, iż budowa została wstrzymana – zaznaczył Furgalski, wskazując m.in. na podpisaną umowę dotyczącą budowy tunelu Kolei Dużych Prędkości w Łodzi oraz na ogłoszenie przetargu na terminal lotniczy.

    Ekspert nie pozostawia jednak złudzeń co do losów obywatelskiego projektu forsowanego przez prezydenta-elekta. – Jeśli projekt będzie powieleniem poprzedniego, to trudno traktować go poważnie. Wpisywanie konkretnych dat zakończenia tak ogromnych inwestycji w tekst ustawy jest nieprofesjonalne. Opóźnienia są nieuniknione – dodał Furgalski. – To nie próba realnego wsparcia dla CPK, ale polityczna zagrywka przeciw rządowi – ocenił.

    Rząd ma już własny harmonogram

    Obecna koncepcja rządu zakłada realizację inwestycji w innym terminie niż ten sugerowany przez Karola Nawrockiego. Zgodnie z aktualnym planem:

    • Nowe lotnisko i odcinek Kolei Dużych Prędkości na trasie Warszawa–Łódź mają powstać do 2032 roku,
    • Odcinki linii „Y” – z Łodzi do Wrocławia oraz z Sieradza do Poznania – mają być gotowe do 2035 roku.

    Koszt realizacji całego projektu do 2032 roku oszacowano na 131,7 miliarda złotych. W obliczu takich liczb i harmonogramów, obietnice Nawrockiego o uruchomieniu portu już w 2028 roku brzmią mało realnie – zwłaszcza, że rząd ma już swoje, zatwierdzone plany i procedury przetargowe.

    Szeroki pakiet obietnic nowego prezydenta

    Reaktywacja CPK to tylko jedna z wielu zapowiedzi Karola Nawrockiego. Nowy prezydent zamierza również:

    • Obniżyć stawkę VAT z 23 proc. do 22 proc.,
    • Wprowadzić zmiany w systemie waloryzacji emerytur i rent od 2026 roku,
    • Zlikwidować tzw. podatek Belki,
    • Podnieść drugi próg podatkowy – wyższy PIT miałby obowiązywać od 140 tys. zł dochodu rocznie, a nie jak dotychczas od 120 tys. zł,
    • Wprowadzić zerowy PIT dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci,
    • Zwolnić z podatku spadki oraz wynagrodzenia za nadgodziny.

    Zaprzysiężenie Karola Nawrockiego na prezydenta Polski odbędzie się we wtorek, 6 sierpnia w Warszawie. Już wkrótce okaże się, czy deklaracje nowej głowy państwa znajdą swoje odbicie w realnych działaniach legislacyjnych i czy projekt “Tak dla CPK” zostanie podjęty na nowo – tym razem z większym powodzeniem.

  • Tauson zalała się łzami. “Dowiedziałam się dzień po tym, jak pokonałam Świątek”

    Tauson zalała się łzami. “Dowiedziałam się dzień po tym, jak pokonałam Świątek”

    Clara Tauson, młoda duńska tenisistka, sprawiła jedną z największych niespodzianek tegorocznego turnieju WTA 1000 w Montrealu, eliminując liderkę rankingu Igę Świątek. Zwyciężyła z Polką w dwóch setach 7:6(1), 6:3, pokazując niezwykłą odporność psychiczną i konsekwencję w grze. Jak się jednak okazało, za kulisami jej sukcesu kryła się głęboka tragedia osobista. Dzień po pokonaniu Świątek Clara dowiedziała się o śmierci swojego dziadka, co bardzo ją poruszyło.

    — Po wygraniu pierwszego seta czułam, że muszę utrzymać poziom, bo wiedziałam, że Iga nigdy się nie poddaje i zawsze walczy do końca, niezależnie od okoliczności — relacjonowała Tauson po meczu z Polką. Tym razem jednak to Dunka zdołała zachować chłodną głowę i narzucić własne warunki. Jej gra była przemyślana i skuteczna, a zwycięstwo dało jej awans do ćwierćfinału prestiżowego turnieju.

    W kolejnym meczu Tauson zmierzyła się z Madison Keys — Amerykanką, która w styczniu sięgnęła po tytuł na Australian Open. Choć faworytką wydawała się bardziej doświadczona rywalka, to Duńska zawodniczka znów zaskoczyła świat tenisa. Spotkanie od samego początku układało się po jej myśli. Już w pierwszym gemie obroniła dwa break pointy, a potem sama skutecznie przełamała rywalkę. W całym pierwszym secie, zakończonym wynikiem 6:1, Tauson imponowała pewnością siebie, wygrywając aż 79 procent punktów po pierwszym serwisie.

    Druga partia zaczęła się równie dobrze. Clara błyskawicznie objęła prowadzenie 3:1, po wcześniejszym przełamaniu Keys. Choć Amerykanka próbowała jeszcze odwrócić losy spotkania, Dunka nie pozwoliła jej wrócić do gry. Obroniła break pointa przy stanie 4:3 i pewnie zmierzała do końcowego triumfu. Ostatecznie zamknęła mecz wynikiem 6:1, 6:4 i tym samym zameldowała się w półfinale turnieju, gdzie czeka ją starcie z powracającą do wielkiej formy Naomi Osaką.

    Po meczu Tauson nie kryła emocji. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy, gdy opowiadała o tragedii, jaka ją spotkała. — Niestety, dwa dni temu zmarł mój dziadek. Bardzo chciałam wygrać dla niego ten mecz. Dowiedziałam się o jego śmierci dzień po spotkaniu z Igą. Nadal jestem w szoku. Chciałam dziś zagrać najlepiej, jak potrafię. Mam nadzieję, że oglądał mój występ — powiedziała poruszona Dunka.

    WTA zauważyła, że było to już 32. zwycięstwo Tauson w tym sezonie. Dla porównania, w całym trzyletnim okresie od 2022 do 2024 roku wygrała łącznie mniej niż 35 spotkań. To najlepiej pokazuje, jak duży postęp zrobiła w ostatnich miesiącach i jak bardzo ugruntowuje swoją pozycję w światowej czołówce.

    Jeśli Tauson pokona Naomi Osakę w półfinale, zagra w wielkim finale turnieju w Montrealu z lepszą z pary Victoria Mboko – Jelena Rybakina. Dla duńskiej tenisistki byłby to największy sukces w karierze i potencjalny punkt zwrotny, który może na długo zmienić jej sportową trajektorię.

     

  • Wiktorowski aż nie dowierzał. Mecz Osaki ze Switoliną trwał 69 minut

    Wiktorowski aż nie dowierzał. Mecz Osaki ze Switoliną trwał 69 minut

    Iga Świątek już poza turniejem w Montrealu. Osaka zachwyca – w półfinale z rewelacyjną Tauson

    Iga Świątek zakończyła już swój udział w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Montrealu. W grze pozostała jednak jej pogromczyni – Clara Tauson, która w półfinale zmierzy się z odbudowującą się Naomi Osaką. Fani japońskiej tenisistki mogą być zaskoczeni jej formą. W ćwierćfinale Osaka błyskawicznie rozprawiła się z Eliną Switoliną, co może być pierwszym widocznym efektem jej współpracy z byłym trenerem Świątek – Tomaszem Wiktorowskim.

    Turniej w Montrealu wkroczył w decydującą fazę. Na placu boju zostały już tylko cztery zawodniczki. Najwyżej rozstawiona z nich to Jelena Rybakina, która w półfinale zmierzy się z rewelacyjną młodą Kanadyjką Victorią Mboko. W drugim pojedynku półfinałowym zobaczymy Clarę Tauson oraz Naomi Osakę, która wraca do formy pod okiem polskiego szkoleniowca.

    Osaka w półfinale – czy sięgnie po tytuł?

    Naomi Osaka, obecnie 49. rakieta świata, marzy o powrocie do światowej czołówki. Jej współpraca z Tomaszem Wiktorowskim zdaje się już przynosić efekty. W ćwierćfinale Japonka mierzyła się z 13. w rankingu WTA Eliną Switoliną. Spotkanie zakończyło się po zaledwie 69 minutach – Wiktorowski nie krył zaskoczenia, jak szybko jego podopieczna zdominowała rywalkę.

    Osaka już w pierwszym secie przełamała Ukrainkę w czwartym gemie, a następnie nie pozwoliła jej wygrać żadnego z trzech kolejnych serwisów. Set zakończył się wynikiem 6:2. W drugiej partii kluczowy moment nadszedł przy stanie 3:2, gdy Switolina ponownie straciła podanie. Japonka imponowała zwłaszcza skutecznością po pierwszym serwisie – wygrała aż 82% punktów w tym elemencie, podczas gdy jej rywalka tylko 62%. Popełniła też mniej podwójnych błędów.

    W pięciu dotychczasowych meczach w Montrealu Osaka straciła tylko jednego seta – w pojedynku z Ludmiłą Samsonową, kiedy musiała bronić aż trzech piłek meczowych. Teraz jednak poprzeczka idzie w górę.

    W półfinale rywalką Osaki będzie będąca w znakomitej formie Clara Tauson. Dunka nie przegrała jeszcze seta w całym turnieju, a w ostatnich dwóch meczach odprawiła najpierw Igę Świątek, a potem Madison Keys, którą pokonała w 73 minuty. Teraz stanie naprzeciw Osaki, która wraca na tenisowe salony z ogromną determinacją.

    W drugim półfinale kibice zobaczą starcie Jeleny Rybakiny z niespodzianką turnieju – 17-letnią Victorią Mboko.

    Dla Naomi Osaki to szansa na pierwszy finał turnieju rangi WTA 1000 od trzech lat. Ostatni raz grała w finale tej rangi w 2022 roku w Miami, gdzie uległa Idze Świątek. Jej ostatni tytuł tej kategorii to zwycięstwo w Pekinie w 2019 roku, gdzie pokonała Ashleigh Barty.

    Wynik ćwierćfinału:
    Switolina – Osaka 2:6, 2:6.

  • Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń

    Wstrząs w świecie tenisa: Wybuch legendy Wielkiego Szlema stawia Igę Świątek w centrum burzy

    Coś niezwykłego dzieje się podczas tegorocznego US Open – i już teraz wywołuje to ogromne poruszenie w tenisowym świecie. Choć wydawało się, że całe widowisko będzie rozgrywać się wyłącznie na korcie, tym razem to wydarzenia zza kulis przyciągają największą uwagę. A w samym środku narastającej burzy znalazła się nie kto inny jak Iga Świątek – ukochana gwiazda polskiego tenisa.

     

    Organizatorzy US Open podjęli bezprecedensową decyzję, ogłaszając nowy, zaskakujący format turnieju miksta. Dotychczas często traktowany marginalnie przez szeroką publiczność, w tym roku zyska wyjątkową oprawę – w szranki staną najlepsi singliści i singlistki świata, a stawką będzie zawrotna nagroda w wysokości miliona dolarów. Obecność gwiazdorskich duetów, jak chociażby Świątek i norweski as Casper Ruud, miała rozgrzać emocje i przyciągnąć globalną uwagę. Ale zamiast marketingowego triumfu, organizatorzy otrzymali falę krytyki – i to ze strony najbardziej utytułowanych deblistów.

     

    Triumf na trawie, który zmienił wszystko dla Świątek

     

    Dla Igi Świątek sezon 2025 już teraz można uznać za wyjątkowy. Jej historyczne zwycięstwo na kortach trawiastych Wimbledonu – nawierzchni, która przez lata była jej piętą achillesową – ugruntowało jej pozycję jako zawodniczki kompletnej, zdolnej do triumfu na każdej nawierzchni. To zwycięstwo nie tylko wyniosło jej karierę na nowy poziom, ale też diametralnie zmieniło sposób, w jaki będzie oceniany ten sezon. Mając w rękach trofeum z Wimbledonu, Świątek może wejść w drugą połowę roku z dużo mniejszą presją niż dotychczas.

     

    W zeszłym roku bowiem – od sierpnia do końca sezonu – Polka zdobyła niewiele punktów rankingowych, co teraz pozwala jej grać z większą swobodą. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Aryny Sabalenki – jej głównej rywalki – która musi bronić ogromnej liczby punktów zdobytych w końcówce sezonu 2024, co oznacza potężne psychiczne obciążenie dla Białorusinki.

     

    Ikona debla zabiera głos: „To policzek dla nas wszystkich”

     

    Gdy Świątek szykuje się do kolejnego wielkiego występu – tym razem w mikście – głos zabrała jedna z największych legend tenisa deblowego. I jej słowa rozchodzą się echem po całym środowisku.

     

    Katerina Siniakova – jedenastokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej, ceniona i szanowana w całym tenisowym świecie – nie gryzła się w język. W rozmowie z WP SportoweFakty Czeszka otwarcie skrytykowała pomysł zapraszania singlowych gwiazd do rywalizacji, która od lat była domeną deblistów.

     

    – Nie mam pojęcia, co się dzieje – powiedziała Siniakova. – Wciąż czekam na decyzję organizatorów. Jeśli nie dostaniemy dzikiej karty, będę w szoku.

     

    Czeszka, która zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo, podkreśliła rażącą sprzeczność: organizowanie walki o tytuł wielkoszlemowy w formie imprezy pokazowej i jednoczesne pomijanie czołowych deblistów.

     

    – Jeśli najlepsi debliści są pomijani w wielkoszlemowym turnieju, to jak można traktować to poważnie? – zapytała wyraźnie zirytowana.

     

    „Marketing ponad zasługi”: narastający konflikt w świecie tenisa

     

    To, co szczególnie zabolało deblowe środowisko, to nie tylko sama decyzja, ale sposób, w jaki została ona podjęta. Siniakova przyznała, że gdyby nie zabrała głosu, cała sprawa prawdopodobnie przeszłaby bez echa.

     

    – To najsmutniejsze. Mam wrażenie, że nikogo by to nie obeszło – przyznała.

     

    Choć dostrzega, że z marketingowego punktu widzenia decyzja może mieć sens – przyciągając widzów i sponsorów – to według niej ucierpiała na tym integralność turnieju.

     

    – Organizatorzy często twierdzą, że wszystko robią dla dobra zawodników. Ale w tym przypadku to po prostu nieprawda. To zła zmiana, która jest niesprawiedliwa – dodała.

     

    Wcześniej swoje rozczarowanie wyraził także Polak Jan Zieliński – kolejny specjalista od debla, który nie krył frustracji nowym kierunkiem obranym przez US Open.

     

    Punkt zwrotny dla miksta?

     

    Nowa formuła miksta na US Open miała być strzałem w dziesiątkę. Widowiskowe pary – jak Świątek i Ruud – miały rozbudzić wyobraźnię kibiców. Tymczasem zamiast entuzjazmu, decyzja wywołała burzę i rozpętała gorącą debatę o roli debla w dzisiejszym tenisie.

     

    W miarę jak turniej się zbliża, wszyscy będą przyglądać się nie tylko temu, jak zaprezentują się singlowe gwiazdy, ale też, jak na kontrowersję zareaguje całe tenisowe środowisko.

     

    Bo choć Iga Świątek po raz kolejny znajdzie się w blasku reflektorów, tym razem nie chodzi o jej wyczyny na korcie. Chodzi o jej udział w sporze, który może zdefiniować przyszłość wielkoszlemowego miksta.

     

  • Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymuje oddech. Leon ogłosił ws. przyszłości w kadrze

    Cała Polska wstrzymała oddech. Wilfredo Leon ogłosił decyzję ws. gry w kadrze

    – Zamierzam korzystać z dobrego samopoczucia. Skoro zdrowie dopisuje, to nie ma powodu, żebym mecze reprezentacji oglądał w telewizji – zapowiada Wilfredo Leon. W rozmowie z portalem WP SportoweFakty siatkarz opowiada o swoim podejściu do gry w kadrze i zdradza, jaką deklarację złożył selekcjonerowi Nikola Grbiciowi.

    Leon niedawno pomógł reprezentacji Polski sięgnąć po złoty medal Ligi Narodów. Już niebawem ma ponownie stanąć do walki – tym razem o jak najlepszy wynik na mistrzostwach świata na Filipinach. Jego podejście do występów w narodowych barwach jest jednoznaczne i nie pozostawia wątpliwości.

    Leon nie miał wątpliwości. Grbić wiedział o jego decyzji od dawna

    Poprzedni rok był dla przyjmującego wyjątkowo intensywny – przede wszystkim ze względu na udział w igrzyskach olimpijskich. Mimo ogromnego wysiłku, Leon nie planował żadnej przerwy od kadry. Jak przyznaje, już dawno przedstawił swoje stanowisko trenerowi Grbiciowi.

    – Taka opcja nigdy nie wchodziła w grę. Zaraz po igrzyskach odbyłem rozmowę z trenerem i już wtedy zadeklarowałem, że jeśli tylko zdrowie mi pozwoli, to jestem do jego dyspozycji. Walka o mistrzostwo świata bardzo mnie ekscytuje i zależy mi na tym trofeum – mówi Leon.

    Długi sezon klubowy, ale Leon nie zwalnia tempa

    Choć ma za sobą wyczerpujący sezon w klubie – Bogdanka Lublin rywalizowała do samego końca i sięgnęła po mistrzostwo Polski – Leon nie zamierza rezygnować z gry w kadrze, dopóki tylko będzie w stanie godzić oba obowiązki.

    – Wiem, że przyjdzie taki moment, kiedy po sezonie klubowym nie starczy mi sił, by w pełni zaangażować się w reprezentację. Ale na razie tego nie czuję. Czuję się dobrze, zdrowie dopisuje, więc nie widzę powodu, bym miał oglądać mecze kadry przed telewizorem. Będę grał w reprezentacji tak długo, jak pozwoli mi na to zdrowie – podkreśla.

    Wilfredo Leon drugi rok z rzędu bez urlopu. “To było trudne”

    Postawa Leona zasługuje na tym większy szacunek, że praktycznie nie miał urlopu. Po zakończeniu zmagań klubowych musiał porzucić prywatne plany na rzecz innych zobowiązań. Najwięcej straciła na tym jego rodzina.

    – Sezon w PlusLidze zakończył się dla mnie dopiero w pierwszej połowie maja. Miałem zaplanowany ciekawy urlop, dostałem 20 dni wolnego, ale nie udało się wyjechać z rodziną. Klub zorganizował mi w tym czasie dodatkowe akcje marketingowe. To było dla mnie trudne – przyznał siatkarz. Dodał, że w zeszłym roku zaraz po igrzyskach musiał przeprowadzić się do Polski i rozpocząć treningi z nowym zespołem po transferze z Perugii.

    Po zakończeniu Ligi Narodów Leon również nie będzie miał wiele wytchnienia. Kadra lada moment rozpocznie przygotowania do wrześniowych mistrzostw świata, które rozpoczną się już 12 września.

  • Andrzej Duda wygłosił pożegnalne orędzie. Ekspert: Został narażony na śmieszność

    Andrzej Duda wygłosił pożegnalne orędzie. Ekspert: Został narażony na śmieszność

    Ekspert o pożegnalnym orędziu Andrzeja Dudy: “Został narażony na śmieszność”

    We wtorek 5 sierpnia prezydent Andrzej Duda wygłosił swoje pożegnalne orędzie, w którym podsumował dwie kadencje swojej prezydentury. Dzień później, 6 sierpnia, odbędzie się zaprzysiężenie jego następcy – Karola Nawrockiego. – To było dziesięć lat bardzo dobrych dla Polski – mówił ustępujący prezydent, dziękując obywatelom za zaufanie i życzliwość. Wystąpieniu Dudy przyjrzał się ekspert od mowy ciała i autor książki “Mowa ciała mówcy”, Maurycy Seweryn. Jego wnioski nie są jednoznacznie pozytywne.

    Andrzej Duda – silny początek i koniec, ale chaos w środku

    Prezydent Duda, którego uważam za bardzo dobrego mówcę, był sobą tylko przez pierwsze 15 i ostatnie 45 sekund wystąpienia – ocenił Seweryn. W tych fragmentach, według eksperta, prezydent był naturalny, uśmiechnięty, mówił wolniej, lepiej gestykulował i był najbardziej przekonujący. – To właśnie wtedy w pełni wykorzystał swój potencjał, by wzbudzić sympatię i zaprezentować swoją prezydenturę jako sukces – dodał.

    Niestety, pozostała część orędzia – zdaniem specjalisty – wypadła znacznie słabiej. – Dla przeciętnego Kowalskiego był to obraz eleganckiego mężczyzny w ładnym otoczeniu, ale mówiącego zbyt szybko i gestykulującego chaotycznie – zauważył Seweryn.

    Teleprompter winny chaosu? “Prezydent ścigał się z tekstem”

    Jak wskazuje ekspert, głównym źródłem chaosu było tempo odczytywania tekstu z telepromptera. – Prezydent został narażony na śmieszność, bo tekst był puszczany zbyt szybko – w tempie około 135-140 słów na minutę – tłumaczył Seweryn. To, jak zaznacza, tempo zbliżone do tego, w jakim wypowiadają się rzecznicy prasowi – a przecież prezydent to nie rzecznik, tylko głowa państwa.

    Zdaniem trenera wystąpień publicznych, zbyt szybkie tempo uniemożliwiło prezydentowi odpowiednią gestykulację i zmusiło go do wytężonego wpatrywania się w ekran. – Zabrakło wyraźnego stosowania znaków interpunkcyjnych, a tempo znacząco utrudniało przekazanie głębi i sensu treści – ocenił ekspert. – Choć starał się mówić wyraźnie, nie miał możliwości, by dodać do wypowiedzi emocji i naturalności. A przecież nie mówimy o początkującym polityku, tylko o prezydencie kończącym dziesięć lat urzędowania – podsumował Maurycy Seweryn.

  • Dwa weta na koniec prezydentury Andrzeja Dudy. Jedną ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Dwa weta na koniec prezydentury Andrzeja Dudy. Jedną ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Andrzej Duda tuż przed końcem kadencji podjął decyzje w sprawie trzech ustaw. Dwie zawetował, jedną skierował do Trybunału Konstytucyjnego

    Na dzień przed zakończeniem drugiej kadencji Andrzej Duda ogłosił swoje decyzje dotyczące trzech ustaw. Dwie z nich zostały zawetowane, natomiast trzecia – dotycząca dostępu do pomocy psychologicznej dla młodzieży – została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego w trybie prewencyjnym, co blokuje jej wejście w życie do czasu rozstrzygnięcia.

    Weto wobec likwidacji Akademii Kopernikańskiej

    Pierwsza z zawetowanych ustaw, uchwalona 25 lipca 2025 roku, zakładała likwidację Akademii Kopernikańskiej oraz Szkoły Głównej Mikołaja Kopernika. Prezydent odmówił jej podpisania. – Niestety musiałem skierować dwie ustawy do Sejmu do ponownego rozpatrzenia, ponieważ nie mogę się zgodzić na działania godzące w polskie uczelnie wyższe – tłumaczył Andrzej Duda w rozmowie z Telewizją Republika. – Akademia Kopernikańska powstała z okazji rocznicy kopernikańskiej i miała prowadzić międzynarodową współpracę w dziedzinach, które promują imię tego wybitnego polskiego astronoma, naukowca i człowieka, który zmienił świat – podkreślił.

    Sprzeciw wobec zmian w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości

    Drugie weto dotyczyło ustawy z 25 czerwca 2025 roku, zmieniającej przepisy o Służbie Więziennej, Policji oraz o tzw. programie modernizacji służb mundurowych. Nowelizacja zakładała przekształcenie Akademii Wymiaru Sprawiedliwości w Akademię Służby Więziennej. – Ta ustawa de facto prowadzi do przejęcia kadrowego uczelni – mówił prezydent. – Chodzi przede wszystkim o wymianę obecnych władz na „swoich” ludzi. To typowy skok na stołki. W mojej ocenie to naruszenie autonomii uczelni, dlatego nie mogę się na to zgodzić – dodał.

    Ustawa o pomocy psychologicznej dla nastolatków trafiła do TK

    Trzecią ustawą, wobec której prezydent nie zdecydował się na weto, była nowelizacja przepisów dotyczących praw pacjenta. Zakładała ona umożliwienie osobom powyżej 13. roku życia skorzystania z pomocy psychologa lub psychiatry bez zgody rodzica czy opiekuna prawnego, choć z obowiązkiem poinformowania go o wizycie w ciągu 7 dni – chyba że powiadomienie mogłoby zagrozić dobru pacjenta.

    Prezydent Duda skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w trybie prewencyjnym, co oznacza, że nie wejdzie ona w życie do czasu wydania orzeczenia. – W mojej ocenie ta regulacja budzi poważne wątpliwości konstytucyjne, szczególnie w kontekście praw rodziców i bezpieczeństwa dzieci. Trzynastolatek to nadal dziecko, a jego zdolność do czynności prawnych jest niepełna – tłumaczył Duda.