Category: Uncategorized

  • Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek prowadziła już 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z zadowoleniem kiwał głową, obserwując solidną grę swojej zawodniczki. Niespodziewanie jednak Anna Kalinska przejęła inicjatywę, wygrywając aż sześć gemów z rzędu. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała go do końca, choć Polka walczyła do ostatnich piłek. W tamtym spotkaniu sfrustrowana Świątek roztrzaskała rakietę o kort. To była ich pierwsza konfrontacja. Dwa tygodnie temu w Cincinnati Polka zrewanżowała się rywalce. Czy teraz ponownie znajdzie sposób na Kalinską – tym razem na kortach US Open?

    Awans do trzeciej rundy nowojorskiego turnieju nie przyszedł Świątek łatwo. Druga rakieta świata stoczyła ponad dwugodzinny bój z Suzan Lamens i dopiero po trzech setach (6:1, 4:6, 6:4) mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła swoją poprzednią rundę znacznie pewniej – rozbiła Julię Putincewą 6:1, 7:5, a całe spotkanie trwało tylko godzinę i 19 minut. Forma Rosjanki może zwiastować trudne starcie, choć faworytką pozostaje Polka.

    Rywalizacja tych tenisistek ma już swoją historię. W lutym 2024 roku spotkały się w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. Świątek była wówczas liderką rankingu i uchodziła za zdecydowaną faworytkę. Początek wyglądał zgodnie z przewidywaniami – przełamała serwis rywalki i wyszła na prowadzenie 4:2. Jednak Kalinska, zamiast się załamać, zaczęła grać jeszcze lepiej. Jej mocne, płaskie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. W serii sześciu gemów z rzędu Rosjanka wygrała aż 25 z 35 punktów. Świątek, sfrustrowana, rzuciła rakietą o kort, która rozpadła się na kawałki.

    Choć ta reakcja była nietypowa dla Igi, nie złamała jej charakteru. Po chwili wróciła do gry i obroniła dwa meczbole, doprowadzając do stanu 4:6, 4:5. Miała nawet dwie szanse na wyrównanie, ale błędy w kluczowych momentach sprawiły, że mecz zakończył się zwycięstwem Kalinskiej w dwóch setach.

    Dopiero później ujawniono, że tamto spotkanie miało dodatkowy kontekst. W grudniu 2024 roku w serialu „Cztery pory Igi” wyszło na jaw, że Polka w Dubaju zmagała się z objawami COVID-19. Jej sztab wspominał, że trudno było jej złapać oddech i skoncentrować się na grze. Sama Świątek przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”.

    Z kolei w Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała korzystać z przerwy medycznej i grała dalej z zabandażowaną łydką. Mimo bólu walczyła, lecz ostatecznie przegrała z Polką 3:6, 4:6.

    Teraz, w trzeciej rundzie US Open, kibice mają nadzieję, że żadna z tenisistek nie będzie musiała mierzyć się z problemami zdrowotnymi, a o wyniku zadecyduje wyłącznie dyspozycja na korcie.

  • Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Rok temu Bartosz Kurek został wicemistrzem olimpijskim i wielu kibiców spodziewało się, że wraz z tym sukcesem zakończy swoją przygodę z reprezentacją Polski. Na szczęście tak się nie stało. W piątek w Krakowie, dokładnie w dniu swoich 37. urodzin, kapitan naszej kadry wrócił na boisko po rocznej przerwie i od razu pomógł drużynie pewnie zwyciężyć 3:0 (25:20, 25:13, 25:22) z Serbią w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Najważniejsze, że w pełni wyleczył kontuzję pleców i już za kilka dni razem z kolegami poleci na mistrzostwa świata na Filipiny.

    Na taki moment – występ Kurka i Norberta Hubera w pierwszej szóstce – czekaliśmy od dawna. Obaj przez cały 2025 rok nie rozegrali ani jednego meczu w reprezentacji. Nikola Grbić, ogłaszając skład na mundial, mógł jednak wreszcie z ulgą stwierdzić, że rekonwalescenci wyglądają dobrze i zdrowotnie, i sportowo. Dla kibiców największym powodem do radości był oczywiście powrót kapitana.

    Sasak objawieniem, ale Kurek symbolem

    Podczas nieobecności Kurka w drużynie błyszczał Kewin Sasak. 28-letni atakujący z Bogdanki Lublin świetnie poradził sobie w Lidze Narodów i był jednym z filarów kadry, która sięgnęła po złoto. Jednak obecność Kurka to coś znacznie więcej niż tylko sportowa wartość – to symbol, ikona i lider. Trener Grbić doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w turnieju poprzedzającym mistrzostwa od razu postawił na doświadczonego atakującego i Hubera.

    W meczu z Serbią towarzyszyli im m.in. Wilfredo Leon i Tomasz Fornal na przyjęciu, Marcin Komenda na rozegraniu oraz Jakub Popiwczak na libero. Na środku obok Hubera wyszedł debiutant Jakub Nowak, a także Szymon Jakubiszak, którzy w ostatnich miesiącach z powodzeniem zastępowali kontuzjowanych kolegów.

    Pierwsze punkty kapitana

    Kurek nie wszedł w spotkanie najlepiej – przy stanie 4:3 nie trafił w boisko w sytuacji, gdy miał przed sobą tylko pojedynczy blok. Szybko jednak odrobił to potknięcie, zdobywając pierwszy punkt sprytną kiwką w długiej wymianie. – „Bartosz w sumie z najgorszej piłki zdobył swój pierwszy punkt” – zauważył komentujący w Polsacie Sport Wojciech Drzyzga.

    Od tego momentu Polacy systematycznie powiększali przewagę. Blokiem błysnęli Jakubiszak i Leon, asa dołożył Fornal. Serbowie próbowali odpowiadać, a po jednej z przerw szkoleniowca Gheorghe Cretu doprowadzili nawet do remisu 13:13. Jednak seria świetnych zagrywek Leona i Kurka ponownie dała Polsce wyraźne prowadzenie, które utrzymaliśmy do końca seta.

    Druga partia koncertem biało-czerwonych

    Najbardziej jednostronny okazał się drugi set. Polska od stanu 7:5 dla Serbów zdobyła serię punktów po świetnych blokach i kontrach, a Kurek dołożył efektowny punkt blokiem po akcji, którą uratował Fornal. Później nasz kapitan posłał dwa asy serwisowe z rzędu, a zaraz po nim potężnymi zagrywkami popisywał się Leon. Polska wygrała aż 25:13, pokazując swoją przewagę nad rywalem.

    Spokojna kontrola w trzecim secie

    W trzeciej odsłonie Grbić nie dokonał wielu zmian, stawiając na stabilność i ogranie podstawowej szóstki. Choć w końcówce przydarzył się przestój i Serbowie wyrównali z 18:14 na 18:18, Polacy zachowali zimną krew i zakończyli spotkanie wygraną 25:22.

    Kurek z meczu na mecz powinien wyglądać coraz lepiej – już w Krakowie zaprezentował się solidnie, bez oznak presji, z uśmiechem na twarzy. Emocji nie ukrywał jedynie przed pierwszym gwizdkiem, gdy kibice odśpiewali mu gromkie „Sto lat” na trybunach.

    Optymizm przed MŚ

    Dla Grbicia i całej kadry zwycięstwo nad Serbią było idealnym otwarciem Memoriału Wagnera i ważnym testem przed mistrzostwami świata. Polacy pokazali siłę ataku, serwisu i bloku, a powroty Kurka i Hubera dają jeszcze większe pole manewru.

    Już w sobotę biało-czerwoni zmierzą się w Krakowie z Brazylią (20:30). Canarinhos w swoim pierwszym meczu przegrali 0:3 z Argentyną, ale starcia Polski z Brazylią zawsze mają dodatkowy ciężar i są zapowiedzią prawdziwego siatkarskiego widowiska.

  • Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykański „New York Times” skrytykował występ Igi Świątek w drugiej rundzie US Open. Dziennik zwrócił uwagę, że Polka nie uniknęła błędów i tylko po ciężkiej walce pokonała Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej serwis miał być mniej skuteczny, a forhend bardziej podatny na pomyłki. Mimo krytyki, gazeta dostrzegła też pozytywne strony tego spotkania i określiła je mianem „pożytecznego testu”, z którego nasza mistrzyni może wyciągnąć cenne wnioski.

    Spotkanie rozpoczęło się dla Świątek zgodnie z planem – szybko wygrała pierwszego seta 6:1 i prowadziła 2:1 w kolejnym. Wtedy jednak jej koncentracja wyraźnie spadła, a Lamens niespodziewanie przejęła inicjatywę. Holenderka wygrała drugą partię 6:4 i doprowadziła do decydującego seta. W trzecim secie Polka musiała znów walczyć o kontrolę nad przebiegiem meczu, ale w końcówce pokazała większe doświadczenie i zwyciężyła 6:4, meldując się w trzeciej rundzie.

    „New York Times” odnotował, że Świątek awansowała „mimo iż była daleka od najlepszej dyspozycji”. Zdaniem dziennika jej gra różniła się od tej z pierwszej rundy, kiedy rozgromiła rywalkę. Podkreślono też, że występ Lamens był imponujący i pokazał, że niewiele dzieli ją od czołówki światowego tenisa.

    Gazeta przypomniała również, że po Rolandzie Garros Świątek znacząco poprawiła swój serwis, co przyniosło jej sukces na Wimbledonie. W starciu z Lamens właśnie ten element zawodził częściej niż zwykle, a Polka miała kłopoty także z przełamaniem rytmu gry narzuconego przez rywalkę.

    Mimo krytycznych uwag, „New York Times” wskazał, że mecz można traktować jako wartościowe doświadczenie. „Świątek, która zapowiadała, że chce częściej grać przy siatce, będzie mogła uznać ten występ za przykład spotkania, które mogłoby potoczyć się łatwiej, gdyby śmielej korzystała z nowych rozwiązań taktycznych i wykorzystywała je z większą pewnością siebie pod presją” – podsumowano.

    W trzeciej rundzie US Open liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (29. WTA). Niespełna dwa tygodnie temu Świątek pokonała ją w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati i mimo kłopotów w meczu z Lamens pozostaje zdecydowaną faworytką.

  • Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Iga Świątek walczy w tegorocznym US Open, a jej występy – jak zawsze – przyciągają uwagę światowych mediów. Tym razem portal Townandcountrymag.com skupił się nie tyle na samej tenisistce, ile na jej rodzinie, a szczególnie na ojcu, Tomaszu Świątku.

    Polka ma już za sobą dwa spotkania na nowojorskich kortach. W pierwszej rundzie gładko pokonała Emilianę Arango 6:1, 6:2. Znacznie trudniejsze zadanie czekało ją w kolejnym meczu przeciwko Suzan Lamens. Choć rywalka zdołała urwać seta, liderka polskiego tenisa ostatecznie zwyciężyła 6:1, 4:6, 6:4 i awansowała do trzeciej rundy.

    Amerykańscy dziennikarze zwrócili uwagę na ojca Igi. Podkreślili, że Tomasz Świątek reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku, gdzie zajął siódme miejsce w wioślarstwie. Przypomnieli też, że na początku kariery to on prowadził treningi córki, choć z czasem zdecydował się wycofać z tej roli. Cytowali jego dawną wypowiedź dla WP SportoweFakty, w której krytycznie ocenił rodziców nadmiernie kontrolujących sportowy rozwój swoich dzieci: – Są częścią komitetu szalonych rodziców – mówił.

    Portal wspomniał również o mamie tenisistki – Dorocie Świątek. Zaznaczono, że była ortodontką, jednak obecnie nie utrzymuje bliskich relacji z córką i rzadko pojawia się publicznie. „Jest osobą bardzo skrytą i w sieci można znaleźć o niej niewiele informacji” – napisano. Dziennikarze dodali, że Iga ma starszą siostrę Agatę, która pracuje jako dentystka.

    Teraz Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

  • Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Iga Świątek pokonała w drugiej rundzie US Open Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4), choć spotkanie nie obyło się bez komplikacji. Polka świetnie rozpoczęła mecz, pewnie wygrywając pierwszego seta. W drugiej partii, mimo prowadzenia 4:3 z przełamaniem, niespodziewanie pozwoliła rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do remisu w setach. Ostatecznie jednak to liderka światowego rankingu zachowała więcej zimnej krwi w decydującym secie i zapewniła sobie awans do kolejnej rundy.

    Emocje nie skończyły się jednak na korcie. Podczas konferencji prasowej doszło do dość nietypowych scen, których głównym bohaterem stał się dziennikarz Tomasz Moczerniuk. Już przy pierwszym pytaniu miał problemy z jasnym przekazaniem swojej myśli. – „Było pytanie o Taylor Swift… to znaczy nie, o Tomka Wiktorowskiego. Wczoraj spotkaliście się na korcie…” – zaczął.

    Świątek, wyraźnie zaskoczona, dopytała: – „To o kogo chodzi?”. Dopiero wtedy dziennikarz sprecyzował, że pyta o potencjalne spotkanie Polki z jej byłym trenerem. – „Jeśli kamery to zarejestrowały, to można było zauważyć, że ja kończyłam trening, a trener dopiero zaczynał. Nie mieliśmy czasu porozmawiać” – wyjaśniła tenisistka.

    Na tym jednak się nie skończyło. Moczerniuk zapytał następnie, czy Świątek kiedykolwiek myślała o wpleceniu koralików we włosy, nawiązując do stylizacji Naomi Osaki. Liderka rankingu WTA nie kryła irytacji: – „Co to jest za pytanie? Przepraszam, ale nie. Nigdy o tym nie myślałam. O co tutaj chodzi?”.

    Nagranie z konferencji szybko obiegło internet, a na dziennikarza spadła fala krytyki. Kibice zarzucali mu brak profesjonalizmu i nieadekwatne pytania. Sam zainteresowany postanowił odnieść się do sprawy w mediach społecznościowych. – „Trzeba znać cały kontekst. Końcówka konferencji była dość nerwowa, a ja chciałem nieco rozładować atmosferę, stąd pomysł na luźniejsze pytanie. Wyszło, jak wyszło – czasu nie cofnę. Igę przeproszę przy najbliższej okazji” – napisał Moczerniuk.

    W kolejnych komentarzach dodał: – „Zamiast rozładować atmosferę, dolałem oliwy do ognia. To dla mnie nauczka. Podczas konferencji na US Open takie pytania obyczajowe są normą, ale najwyraźniej nie wyczułem odpowiedniego momentu”.

    Świątek kolejne spotkanie w turnieju rozegra w sobotę, 30 sierpnia. Jej przeciwniczką będzie Rosjanka Anna Kalinskaja.

  • Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Na trybunach największego kortu w Nowym Jorku zasiedli przedstawiciele świata sportu i kina, a na samym korcie rozegrał się spektakl pełen napięcia i emocji. Spotkanie Coco Gauff z Donną Vekić w drugiej rundzie US Open miało w sobie wszystko: dramatyczne zwroty akcji, atmosferę wielkiego wydarzenia i momenty, które chwytały za serce. Zwłaszcza w pierwszym secie, który przypominał prawdziwy kalejdoskop zdarzeń. To właśnie wtedy na twarzy młodej Amerykanki pojawiły się łzy.

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, już w pierwszej rundzie musiała mocno się natrudzić, by wywalczyć awans. W trzygodzinnym maratonie pokonała Australijkę Ajlę Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5. W tamtym pojedynku popełniła aż 59 niewymuszonych błędów i 10 podwójnych błędów serwisowych, co mogło kosztować ją porażkę. Mimo wszystko udźwignęła presję i znalazła się w drugiej rundzie.

    Na tym etapie czekała na nią finalistka olimpijska z Paryża, Chorwatka Donna Vekić. Pierwszy set ich pojedynku był kwintesencją sportowych emocji. Vekić rozpoczęła znakomicie – szybko przełamała serwis Amerykanki i prowadziła 2:0. Jednak Gauff odpowiedziała serią czterech gemów z rzędu i wyszła na prowadzenie 4:2, grając pewniej niż w swoim poprzednim meczu. Mogło się wydawać, że od tej chwili kontroluje wydarzenia na korcie.

    Nic bardziej mylnego – w tym meczu pewności nie było niemal do samego końca. Vekić odzyskała rytm i wygrała trzy kolejne gemy, dwukrotnie przełamując Gauff. Chorwatka prowadziła 5:4 i szykowała się do serwisu, który mógł zapewnić jej zwycięstwo w secie. To właśnie w tej chwili Amerykanka nie wytrzymała emocji i w jej oczach pojawiły się łzy.

    Jednak historia seta potoczyła się zupełnie inaczej. Vekić nie dostała nawet piłki setowej. Obie tenisistki na przemian traciły swoje podania i o wszystkim musiał zadecydować tie-break. Ten był niezwykle wyrównany – punkt za punkt, wymiana za wymianę. Dopiero w samej końcówce Gauff zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i po 65 minutach walki wygrała pierwszą partię 7:6(5).

    Drugi set miał już zupełnie inny przebieg. Tym razem Amerykanka grała dużo spokojniej i bardziej zdecydowanie. Vekić wygrała tylko dwa gemy – pierwszy i czwarty – a reszta to była dominacja Gauff, która zwyciężyła 6:2. Całe spotkanie trwało sto minut i zakończyło się triumfem Coco Gauff 7:6(5), 6:2. Dzięki temu awansowała ona do trzeciej rundy turnieju, gdzie jej rywalką będzie Magdalena Fręch. Polka grała z Amerykanką już dwukrotnie i za każdym razem musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając w dwóch setach.

    Po meczu Gauff nie ukrywała, że emocje, które widać było na korcie, były naturalną reakcją. – Łzy? To ludzkie. Jesteśmy sportowcami, ale wielu ludzi zapomina, że wciąż jesteśmy też zwykłymi ludźmi. Gdybym jutro zakończyła karierę i nigdy więcej nie chwyciła za rakietę, to i tak miałabym za sobą coś, o czym marzy wielu. Ale kiedy staję na korcie w takich sytuacjach, czuję presję. To normalne. Każdy sportowiec, który był w tym samym miejscu co ja, przeżywał podobne emocje – czasem publicznie, jak ja, a czasem w ciszy, z dala od oczu innych – mówiła na konferencji prasowej.

    Dla Coco Gauff mecz z Donną Vekić był więc czymś więcej niż tylko zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy. Był też dowodem na to, jak cienka bywa granica między słabością a siłą – i jak często jedno wynika z drugiego.

  • Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Skandal po meczu Ostapenko – Townsend. Osaka nie gryzła się w język

    Atmosfera po meczu II rundy US Open pomiędzy Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend daleka była od sportowej. Łotyszka przegrała 5:7, 1:6, ale to nie sam wynik, a jej zachowanie po zakończonym spotkaniu wywołało ogromną burzę.

    Według relacji „The Athletic”, pod siatką Ostapenko miała pretensje do Amerykanki, że ta nie przeprosiła za piłkę, która po taśmie spadła po stronie rywalki. Townsend odpowiedziała, że nie ma za co przepraszać, co tylko zaogniło dyskusję. „Pod koniec Ostapenko powtarzała kilkakrotnie, że nie mam wykształcenia, aż w końcu odpowiedziałam jej, że może kiedyś nauczy się lepiej znosić porażki” – opowiadała później Amerykanka.

    Townsend zdradziła także, że usłyszała znacznie ostrzejsze słowa. „Powiedziała mi, że nie mam klasy, ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA” – cytuje zawodniczkę „The Athletic”.

    Sytuacja szybko przerodziła się w skandal, bo Ostapenko zaczęto oskarżać o rasizm. Łotyszka, chcąc się bronić, przedstawiła własną wersję wydarzeń i udostępniła w mediach społecznościowych wpis, w którym jeden z kibiców bronił jej stanowiska. Jako przykład podał m.in. Igę Świątek czy Arynę Sabalenkę, które w takich sytuacjach automatycznie przepraszają rywalki. „Brak przeprosin odbierany jest jako brak szacunku, a reakcja Ostapenko była naturalna” – pisał.

    Do całej sytuacji odniosła się również Naomi Osaka, która po łatwym zwycięstwie z Hailey Baptiste (6:3, 6:1) nie kryła oburzenia. – To jedna z najgorszych rzeczy, jakie można powiedzieć czarnoskóremu tenisiście. Ten sport wciąż zdominowany jest przez białych. To był najgorszy moment i najgorsza osoba, do której można było to skierować. Nie wiem, czy Ostapenko zdaje sobie sprawę z historii podobnych sytuacji w Ameryce – podkreśliła Japonka.

    Dla Ostapenko oznacza to koniec rywalizacji w singlu nowojorskiego turnieju, ale pozostała jej jeszcze gra deblowa w duecie z Barborą Krejcikovą. Świątek, która po wygranych z Arango i Lamens awansowała do III rundy, zmierzy się z Anną Kalinską. Osaka natomiast spotka się z Darią Kasatkiną.

  • Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Świątek przeszła trudny test w Nowym Jorku. Eksperci: „Te ciężary mogą dać jej siłę”

    Nikt nie zakładał, że już w drugiej rundzie US Open Iga Świątek będzie musiała stawić czoła poważnym problemom. A jednak – pojedynek z Suzan Lamens wcale nie był dla niej spacerkiem. Polka musiała mocno się napocić, by w czwartek zapewnić sobie miejsce w trzeciej rundzie. Eksperci zgodnie przyznają: takie zwycięstwa, choć okupione nerwami, mogą okazać się bezcenne w drodze po końcowy sukces.

    Świątek przyjechała do Nowego Jorku w znakomitych nastrojach. W połowie sierpnia triumfowała w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a niedługo później świetnie wypadła w mikście na US Open – wspólnie z Casperem Ruudem dotarła aż do finału. Równie obiecująco zaczęła rywalizację w singlu. Na otwarcie pewnie pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango (6:1, 6:2).

    Mecz, który wymagał charakteru

    Spotkanie z Lamens początkowo układało się zgodnie z przewidywaniami. Pierwszy set padł łupem Świątek w zaledwie pół godziny (6:1). Wydawało się, że druga odsłona będzie formalnością. Tymczasem Holenderka odnalazła rytm i wykorzystała słabszy fragment gry Polki, doprowadzając do remisu. Liderka rankingu WTA musiała wówczas pokazać hart ducha i konsekwencję – dopiero w decydującym secie przypieczętowała zwycięstwo i awans.

    Komentarze ekspertów: „Takie mecze budują”

    – Zgadzam się z tym, co po meczu podkreślił Lech Sidor: te ciężary, które dziś dźwigała Iga Świątek, mogą dać jej siłę na kolejne rundy – napisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Podobnego zdania był Szymon Przybysz. – Nie było łatwo, chwilami było wręcz bardzo ciężko. Ale liczy się to, kto wygrał ostatnią piłkę. Były problemy w drugiej rundzie Wimbledonu z Caty McNally, teraz kłopoty z Suzan Lamens. Oby zakończenie turnieju również okazało się szczęśliwe – zaznaczył ekspert.

    Hubert Błaszczyk zwrócił uwagę na presję towarzyszącą Polce. – To był pojedynek nie tylko z Lamens, ale i z samą sobą. Oczekiwania, presja, nerwy – z tym musiała się mierzyć. W drugim secie nie wyglądało to dobrze. Prawdziwy test nadejdzie jednak w starciu z Anną Kalinską – podkreślił dziennikarz.

    Nieco krócej skomentował wydarzenia Rafał Smoliński. – Na szczęście Lamens to nie Pegula – napisał publicysta WP SportoweFakty.

    Z kolei Adam Romer uznał, że Polka wykonała zadanie. – Mieliśmy trochę emocji, trochę ciekawych wymian, świetną postawę Suzan Lamens, ale koniec końców wszystko skończyło się tak, jak powinno. Świątek w trzeciej rundzie US Open – podsumował redaktor naczelny „Tenisklubu”.

    Co dalej?

    W trzeciej rundzie liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską. To będzie kolejny test – nie tylko tenisowych umiejętności, ale i odporności psychicznej.

  • To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    Iga Świątek zameldowała się już w trzeciej rundzie US Open! Polka po trudnym i pełnym zwrotów akcji meczu pokonała Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej zwycięstwo wspierały nie tylko umiejętności, ale także wymowne podpowiedzi sztabu z trybun. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać zwykłym awansem, w rzeczywistości to triumf o znacznie większym znaczeniu – być może zapowiedź naprawdę wielkich rzeczy w Nowym Jorku.

    Pewna dominacja na otwarcie

    Świątek (2. WTA) rozpoczęła tegoroczną edycję US Open od spotkań z rywalkami, których wcześniej nie miała okazji poznać na korcie. W pierwszej rundzie gładko uporała się z Kolumbijką Emilianą Arango (84. WTA), wygrywając 6:1, 6:2. W czwartek jej przeciwniczką była Suzan Lamens (66. WTA) z Holandii.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły w wykonaniu naszej tenisistki. Trwał zaledwie pół godziny i zakończył się rezultatem 6:1. Komentatorzy nie kryli, że Polka czuła się na korcie bardzo swobodnie. „Iga bawi się w tym gemie, to wygląda jak treningowe granie” – oceniali, gdy przy wyniku 4:1 Lamens była bezradna wobec precyzyjnych uderzeń faworytki. Holenderka nie była w stanie zakończyć akcji, jej serwis nie przekraczał często nawet 100 km/h, a kolejne błędy sprawiały, że musiała liczyć wyłącznie na pomyłki Świątek.

    Nic więc dziwnego, że gdy kamera pokazała sztab naszej zawodniczki, na ich twarzach malowała się spokojna satysfakcja. Pierwszy set przypominał przebieg spotkania z Arango – pełna kontrola i okazje do przetestowania nowych rozwiązań, m.in. gry przy siatce. Jak podkreślał ekspert Eurosportu Lech Sidor: „To idealny poligon doświadczalny. Jeśli nie próbować tutaj, to gdzie?”.

    Kryzys i pierwsze ostrzeżenie

    Druga partia przyniosła jednak zwrot akcji. Świątek zaczęła grać mniej precyzyjnie, a Lamens wykorzystała moment słabości. W drugim gemie Polka musiała bronić się przed przełamaniem, chwilę później straciła serwis do zera. Z trybun padły wówczas pierwsze wskazówki od Darii Abramowicz: „Dawaj, bez rozpamiętywania błędów, tylko następna piłka!”.

    Holenderka poczuła, że może nawiązać walkę. Grała coraz odważniej, szukała uderzeń kończących i kilkukrotnie skutecznie minęła Świątek przy siatce. Polka z kolei nie potrafiła ustabilizować gry – raz prowadziła 4:3 i serwowała, by zaraz stracić kolejne gemy i cały set 4:6. Komentator Marek Furjan podsumował: „Mamy sensację”. Po jednostronnym otwarciu meczu nikt nie spodziewał się, że o wszystkim rozstrzygnie trzecia odsłona.

    Walka nerwów i wsparcie z trybun

    Decydujący set był pełen napięcia. Świątek szybko odskoczyła na 4:1, lecz przewaga błyskawicznie stopniała do 4:3. W tym momencie bardzo aktywny stał się jej sztab. Trener Wim Fissette i pozostali współpracownicy głośno dawali znać, jak reagować. „Najpierw musisz otworzyć kort!” – krzyknął fizjoterapeuta Maciej Ryszczuk. To wsparcie, w połączeniu z doświadczeniem Polki, okazało się kluczowe. Ostatecznie to ona rozstrzygnęła pojedynek na swoją korzyść i zamknęła mecz wynikiem 6:4 w trzecim secie.

    To zwycięstwo może okazać się ważniejsze, niż się wydaje. Świątek wielokrotnie w drodze po największe triumfy musiała na wczesnym etapie turnieju stawić czoła trudnościom. Wystarczy przypomnieć Wimbledon sprzed kilku tygodni, gdzie dopiero po trzech setach wyeliminowała Caty McNally. Rok temu na Roland Garros w podobnych okolicznościach wygrała z Naomi Osaką, a w sezonie 2022 z Qinwen Zheng w Paryżu i Jule Niemeier w Nowym Jorku toczyła trójsetowe boje, które były preludium do wielkoszlemowych sukcesów.

    Rekordowa regularność i kolejna przeszkoda

    Statystycy wyliczyli przy okazji, że Świątek jest jedyną tenisistką, która w tej dekadzie zawsze dochodziła co najmniej do trzeciej rundy turniejów Wielkiego Szlema w singlu. To imponujący dowód regularności i stabilności na najwyższym poziomie.

    W Nowym Jorku jej kolejną rywalką będzie Anna Kalińska (29. WTA). Rosjanka w drugiej rundzie ograła Julię Putincewą 6:1, 7:5. Obie zawodniczki spotkały się niedawno w Cincinnati – wtedy lepsza była Świątek, która wygrała 6:3, 6:4 i wyrównała bilans pojedynków na 1:1. W sobotnim starciu Polka będzie musiała zagrać zdecydowanie równiej niż w spotkaniu z Lamens. Szczególnie istotne może być poprawienie serwisu.

    Nie ma jednak tenisisty, który przeszedłby turniej wielkoszlemowy bez chwil słabości. Kluczowe jest to, że nawet w trudniejszych momentach Świątek potrafi znaleźć sposób na zwycięstwo. To właśnie takie mecze często budują fundamenty wielkich sukcesów.

  • Po tym pytaniu Świątek zakryła twarz z zażenowaniem. “Przepraszam?”

    Po tym pytaniu Świątek zakryła twarz z zażenowaniem. “Przepraszam?”

    Iga Świątek w czwartek pokonała Suzan Lamens i awansowała do trzeciej rundy US Open. Po meczu wzięła udział w konferencji prasowej, która niespodziewanie zakończyła się małą burzą. Powód? Pytanie jednego z polskich dziennikarzy wywołało u liderki naszej reprezentacji spore zaskoczenie i irytację.

    Świątek z problemami, ale wciąż w grze

    Turniej w Nowym Jorku Świątek rozpoczęła od gładkiego zwycięstwa nad Emilianą Arango. Wydawało się, że podobny scenariusz powtórzy się w kolejnym spotkaniu. Suzan Lamens była skazywana na porażkę, a jednak potrafiła wykorzystać słabsze momenty Polki i sensacyjnie wyrwała jej drugiego seta. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:1, 4:6, 7:5 dla Świątek, która – mimo wahań formy – zameldowała się w trzeciej rundzie.

    Kontrowersja na konferencji

    Tuż po spotkaniu Polka przyznała, że nie był to jej najlepszy występ, ale najważniejszy okazał się sam awans. Chwilę później czekały ją jednak obowiązki medialne. Podczas konferencji prasowej jeden z polskich dziennikarzy zadał jej pytanie, które zupełnie ją zbiło z tropu: zapytał, czy rozważała zmianę fryzury i wplecenie sobie koralików we włosy.

    Reakcja Świątek była błyskawiczna i pełna zdziwienia. – Co to jest za pytanie, przepraszam? Czy myślałam o tym, żeby sobie wpleść koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to jest za pytanie? – odpowiedziała wyraźnie poirytowana.

    Skąd to pytanie?

    Najprawdopodobniej była to próba nawiązania do Naomi Osaki, która w pierwszej rundzie US Open pojawiła się na korcie z czerwonymi ozdobami we włosach. Sama Świątek uznała jednak, że to zupełnie niepoważny temat w kontekście jej gry i sportowych wyzwań.

    Kolejne wyzwanie

    W trzeciej rundzie US Open Iga Świątek zmierzy się z Anną Kalinskają. Polka będzie faworytką tego starcia, choć dotychczasowe mecze pokazały, że w Nowym Jorku niczego nie można brać za pewnik.