Category: Uncategorized

  • 6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    Amanda Anisimova nie ukrywa, że porażka 0:6, 0:6 z Igą Świątek w finale tegorocznego Wimbledonu była dla niej bolesnym doświadczeniem. – Muszę zrobić wszystko, żeby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło – przyznała po tamtym meczu. Teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów stanie naprzeciw Polki, mówi otwarcie: – Kto by pomyślał, że tak szybko ponownie się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem zobaczymy prawdziwe widowisko.

    Świątek w wielkiej formie

    Polka zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju po pewnym zwycięstwie nad Jekatieriną Aleksandrową, rozstawioną z numerem 12. Choć spodziewano się zaciętej rywalizacji, Rosjanka zeszła z kortu pokonana w zaledwie 65 minut – 3:6, 1:6 – i nie kryła łez.

    Świątek udowodniła, że po nieco słabszych meczach z Suzan Lamens i Anną Kalinską, w kluczowych momentach potrafi włączyć wyższy bieg. Podobny scenariusz widzieliśmy podczas Wimbledonu – tam Polka rozkręcała się z meczu na mecz, by w finale zmiotła Anisimovą z kortu w 57 minut, nie oddając jej nawet gema.

    Anisimova: czas na rewanż?

    Amerykanka również prezentuje się solidnie. W drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Beatriz Haddad Maię 6:3, 6:0, a wcześniej wygrała trzy kolejne mecze, tracąc tylko jednego seta. Jej dyspozycja pozwala wierzyć, że tym razem rywalizacja ze Świątek może być bardziej wyrównana. – Ona gra teraz fantastyczny tenis. Liczę, że uda nam się stworzyć prawdziwe widowisko – mówi dziewiąta rakieta świata.

    Problemem dla Anisimovej może być jednak sfera mentalna. W lipcu wystąpiła w swoim pierwszym wielkoszlemowym finale, który na długo pozostanie dla niej bolesnym wspomnieniem. Porażka 0:6, 0:6 – tzw. „rower” – zdarzyła się w finale turnieju tej rangi po raz pierwszy od 1984 roku. – Czułam ogromny zawód, miałam poczucie winy, że nie pokazałam pełni możliwości. Dopiero późniejsze rozmowy i wsparcie innych pozwoliły mi to przetrawić – przyznaje dziś Anisimova.

    Historia nie daje jej nadziei

    Statystyki przemawiają jednak na korzyść Świątek. Polka w karierze aż dziewięć razy wygrywała mecze 6:0, 6:0 i żadna z tenisistek, które w ten sposób ograła, nigdy nie potrafiła jej się zrewanżować. Najbliżej była Karolina Pliskova, która po upokarzającej porażce w Rzymie w 2021 roku jeszcze kilkakrotnie próbowała – bezskutecznie. Podobnie było z Anastasiją Pawluczenkową czy Anastasiją Potapową, które po „podwójnym bajglu” również nie znalazły sposobu na Polkę.

    Lista ofiar Świątek, które kończyły mecz z wynikiem 0:6, 0:6, jest długa i obejmuje m.in. Vivian Tomę, Alessandrę Crump, Andreę Renee Villarreal, Andreę Prisacariu, Karolinę Pliskovą, Anastasiję Pawluczenkową, Wang Xinyu, Anastasiję Potapową i właśnie Amandę Anisimovą.

    Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli Amerykanka marzy o rewanżu, musi przełamać nie tylko grę Świątek, ale i statystyczną klątwę, która ciąży na rywalkach Polki po „rowerze”.

  • Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice nie kryli rozczarowania wydarzeniami z dziewiątego dnia wielkoszlemowego US Open. Na brak emocji narzekano zwłaszcza po meczach singlowych, a wśród uczestniczek znalazła się również Iga Świątek.

    Polka, która walczy o powtórzenie swojego największego sukcesu w Nowym Jorku, czyli triumfu z 2022 roku, kiedy w finale pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur 6:2, 7:6(5), zameldowała się już w ćwierćfinale.

    Krótkie mecze, niezadowoleni kibice

    Świątek słynie z ekspresowego tempa gry w tegorocznym turnieju. W trzech pierwszych rundach potrzebowała odpowiednio 61, 127 i 118 minut, aby rozbić kolejne przeciwniczki. Spotkanie czwartej rundy z Jekatieriną Aleksandrową (12. WTA) również nie potrwało długo – Polka zwyciężyła 6:3, 6:1 w zaledwie 66 minut.

    Tymczasem w poniedziałek większość meczów przebiegała podobnie jednostronnie. Wszystkie cztery spotkania mężczyzn zakończyły się w trzech setach, co sprawiło, że wielu kibiców poczuło się zawiedzionych. Jak zauważył portal Sportskeeda.com, tylko jeden z siedmiu pojedynków singlowych rozegranych na głównych stadionach – Arthur Ashe i Louis Armstrong – trwał ponad dwie godziny.

    Fani nie szczędzili ostrych komentarzy:

    • „Dotąd to była senna edycja turnieju”,
    • „Można śmiało powiedzieć, że mecze były przereklamowane”,
    • „Największe emocje dał dziś mecz deblowy. To był smutny dzień”,
    • „Oglądam US Open od ośmiu lat i nigdy nie widziałem, żeby nocna sesja skończyła się tak wcześnie. ESPN musiał zapełniać czas antenowy, bo spotkania skończyły się przed 22:30”.

    Wątpliwości co do doboru meczów na wieczorną część dnia pojawiły się także wśród komentatorów.

    Gilbert: „Nie pamiętam tak jednostronnej IV rundy”

    Do dyskusji dołączył Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, który w serwisie X napisał:
    – „Dzisiejsze mecze singlowe były bardzo jednostronne. Szczerze mówiąc, nie pamiętam takiej czwartej rundy w turnieju wielkoszlemowym. Mam nadzieję, że jutro zobaczymy bardziej wyrównane pojedynki”.

    Kolejny test: Anisimova

    W ćwierćfinale Iga Świątek zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimową (9. WTA). Tenisistka ze Stanów Zjednoczonych pewnie pokonała Brazylijkę Beatriz Haddad Maię (22. WTA) 6:0, 6:3.

    Przypomnijmy, że ostatnie starcie Świątek z Anisimovą miało miejsce w tegorocznym finale Wimbledonu. Wówczas Polka nie dała rywalce najmniejszych szans, wygrywając 6:0, 6:0.

    Relację na żywo z meczu Świątek – Anisimova będzie można śledzić na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Aryna Sabalenka nie ukrywa, że dobrze odnajduje się w roli liderki światowego rankingu. Tuż po awansie do ćwierćfinału US Open Białorusinka została zapytana o presję związaną z byciem numerem jeden w kobiecym tenisie. Jej odpowiedź była bezpośrednia i szczera. – Cieszę się z tej presji – stwierdziła, podkreślając, że wysokie miejsce w rankingu niesie ze sobą nie tylko oczekiwania, ale również ogromne korzyści.

    Sabalenka i życie liderki WTA

    27-latka nieprzerwanie przewodzi zestawieniu WTA od października ubiegłego roku. Po zwycięstwie nad Cristiną Bucsą (6:1, 6:4) zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki co najmniej do końca nowojorskiego turnieju. Jak przyznała, już dawno przywykła do tej roli, choć nie da się ukryć, że wiąże się ona także z presją. – Presja jest częścią naszego życia. Dla nas normalne jest to, że żyjemy pod presją. Trzeba jednak pamiętać również o dobrych stronach. Ja naprawdę cieszę się, że jestem numerem jeden na świecie i że mogę towarzyszyć temu uczuciu. Jednocześnie wiem, ile pracy kosztuje mnie to miejsce – podkreśliła w rozmowie cytowanej przez portal Puntodebreak.

    Korzyści większe niż trudności

    Sabalenka zaznaczyła, że mimo stresu, jaki niesie ze sobą pozycja liderki, pozytywne aspekty zdecydowanie przeważają. – Dopóki lubisz swoją pracę, bycie numerem jeden daje ci po prostu fajne życie. To otwiera wiele drzwi – możesz poznawać wyjątkowych ludzi, współpracować z wieloma markami i uczyć się czegoś więcej niż tylko samego tenisa. To właśnie piękno tego sportu – wyjaśniła.

    Sekret sukcesu: równowaga

    Podczas konferencji prasowej zdradziła również swój klucz do sukcesu. – Uważam, że w ostatnich latach nauczyłam się zachowywać idealny balans między intensywną pracą a odpoczynkiem i czasem wolnym. To właśnie dzięki temu czuję, że naprawdę cieszę się swoją drogą i swoim życiem. To jest najważniejsze – powiedziała.

    Przedsmak wielkiego starcia

    1. Sabalenka w ćwierćfinale zmierzy się z Marketą Vondrousovą. Po drugiej stronie drabinki o półfinał powalczy również Iga Świątek, której przeciwniczką będzie Amanda Anisimova.
  • Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Iga Świątek komentuje aferę z polskim przedsiębiorcą. “Nie o to w tym chodzi”

    Od kilku dni świat tenisa, a także media w Polsce i za granicą, żyją nie tyle wydarzeniami sportowymi, co głośną aferą, do której doszło podczas tegorocznego US Open. Poszkodowanym w całej sytuacji był małoletni chłopiec, a sprawcą – jak się później okazało – jeden z polskich biznesmenów. Teraz do sprawy w subtelny, ale jednoznaczny sposób odniosła się sama Iga Świątek. Liderka polskiego tenisa, choć nie wymieniła nazwisk, jasno zasugerowała, że nie akceptuje podobnych zachowań.

    Świątek pewnie w drodze po półfinał

    Na kortach Flushing Meadows Polka spisuje się znakomicie. Po nieco trudniejszych przeprawach w dwóch pierwszych rundach – z Holenderką Suzan Lamens i Rosjanką Anną Kalińską – Świątek złapała właściwy rytm i w poniedziałkowy wieczór bez większych kłopotów pokonała Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1. Już na korcie, tuż po zakończonym spotkaniu, podziękowała kibicom za obecność i wsparcie. – Dziękuję, że jesteście ze mną, gdziekolwiek gram. To daje mi ogromną energię – podkreślała 24-latka.

    Słowa o kibicach powróciły także podczas konferencji prasowej, gdzie dziennikarze zapytali liderkę polskiego tenisa o pamiątki, jakie zawodnicy często rozdają po meczach. Chodziło zwłaszcza o ręczniki, które – choć przepocone – bywają dla fanów cenną zdobyczą.

    “Chciałabym mieć ręcznik Nadala, ale…”

    Świątek odpowiedziała z charakterystycznym dla siebie humorem. – Nie uważam tego za coś dziwnego. Sama, kiedy byłam dzieckiem, marzyłabym o spoconym ręczniku Rafaela Nadala, jeszcze z jego zapachem – żartowała. Po chwili jednak spoważniała i dodała słowa, które wielu odebrało jako bezpośrednie nawiązanie do afery z udziałem Piotra Szczerka. – Czasami dziwne jest natomiast to, kiedy próbuję dać coś dziecku, a dorosła osoba mu to zabiera. Wtedy myślę sobie: “No weź… Nie o to w tym chodzi” – skwitowała Świątek.

    Choć nazwiska nie padły, wątpliwości nie było. Eksperci i użytkownicy mediów społecznościowych od razu powiązali wypowiedź Polki z sytuacją, jaka miała miejsce po jednym z meczów Kamila Majchrzaka.

    Afera z czapką Kamila Majchrzaka

    Przypomnijmy: polski tenisista, świętując zwycięstwo, postanowił podarować swoją czapkę młodemu fanowi. Niestety, zanim trafiła do rąk chłopca, zgarnął ją dorosły kibic – znany polski przedsiębiorca. Nagranie błyskawicznie obiegło internet, a na mężczyznę spadła fala krytyki. Sam Majchrzak nie krył rozczarowania, ale szybko zareagował – zorganizował akcję w mediach społecznościowych, aby odnaleźć dziecko i przekazać mu prezent.

    Sam biznesmen, przedstawiający się jako Piotr Szczerek, po kilku dniach przerwał milczenie i wydał oświadczenie. – Popełniłem poważny błąd. W emocjach, w tłumie radości byłem przekonany, że czapka trafia w moim kierunku – dla moich synów, którzy prosili wcześniej o autograf. Wiem, że wyglądało to jak świadome odebranie pamiątki dziecku, ale to nie była moja intencja – tłumaczył.

    Reakcje fanów i ekspertów

    Słowa Świątek odbiły się szerokim echem. W sieci pojawiły się setki komentarzy, a większość kibiców chwaliła Polkę za to, że w elegancki, ale stanowczy sposób odniosła się do całej sytuacji. – “Królowa, jak zawsze z klasą”, “Mądrze nie wymieniła nazwiska, bo jeszcze by ją pozwał”, “Połączyła Nadala i polskiego prezesa w jednej odpowiedzi – mistrzostwo” – pisali internauci.

    Eksperci zauważyli, że wypowiedź Świątek była czymś więcej niż tylko żartem. Był to jasny sygnał, że sport, a szczególnie tenis, powinien przede wszystkim dawać radość najmłodszym fanom i inspirować kolejne pokolenia, a nie być okazją dla dorosłych do egoistycznego zdobywania pamiątek.

    Kolejne wyzwanie – rewanż Anisimowej

    Teraz jednak Iga musi skupić się na kolejnym, sportowym wyzwaniu. Awans do ćwierćfinału US Open oznacza dla niej czwarty wielkoszlemowy ćwierćfinał w sezonie 2025. Jej rywalką będzie Amerykanka Amanda Anisimova. To spotkanie zapowiada się wyjątkowo ciekawie, bo tenisistki mierzyły się niedawno – w finale tegorocznego Wimbledonu. Wówczas Polka zdemolowała przeciwniczkę, oddając jej… zaledwie sześć gemów w całym meczu i triumfując 6:0, 6:0.

    Mecz ćwierćfinałowy odbędzie się w środę, 3 września. Dokładna godzina rozpoczęcia nie jest jeszcze znana, ale jedno jest pewne – emocji w Nowym Jorku z pewnością nie zabraknie.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962617073580032002?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1962617073580032002%7Ctwgr%5E4895d050b3060198e10c11be7bddc6dcb2f5e974%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732218912polski-biznesmen-wywolal-afere-na-caly-swiat-swiatek-reaguje.html

     

  • Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

    Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

     

    Amanda Anisimova wciąż ma świeżo w pamięci bolesną porażkę, jakiej doznała w lipcowym finale Wimbledonu z Igą Świątek. Los sprawił jednak, że okazja do rewanżu nadeszła znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – Amerykanka zmierzy się z Polką już w ćwierćfinale US Open. Tuż po awansie Anisimova nie kryła emocji. – Jestem bardzo podekscytowana – podkreśliła.

    Amerykanka i Świątek to rówieśniczki, które poznawały się jeszcze na kortach juniorskich. Ich sportowe ścieżki potoczyły się jednak odmiennie. Anisimova, mimo że już sześć lat temu zagrała w półfinale Roland Garros, do światowej czołówki na dobre przebiła się dopiero w 2025 roku, gdy po raz pierwszy znalazła się w TOP 10. Polka natomiast błyskawicznie wspięła się na szczyt – już jako nastolatka zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

    Ostatnie miesiące to dla Anisimovej pasmo znaczących sukcesów. W lutym triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Dosze, a latem zaskoczyła tenisowy świat, docierając do finału Wimbledonu. Po drodze wyeliminowała m.in. Arynę Sabalenkę, jednak w decydującym starciu nie miała żadnych argumentów przeciwko Świątek. Spotkanie zakończyło się błyskawicznie – 0:6, 0:6 w zaledwie 57 minut.

    Tamto doświadczenie mocno odbiło się na psychice 24-latki. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy. – Było mi bardzo ciężko, bo chciałam zaprezentować się lepiej, albo chociaż stawić większy opór, zwłaszcza w finale Wielkiego Szlema. Czułam się winna, że nie podjęłam walki. Na szczęście słowa wsparcia, jakie usłyszałam później, pomogły mi oswoić się z tą porażką – mówiła na początku sierpnia.

    Szansa na rehabilitację pojawiła się szybciej, niż przypuszczała. W 1/8 finału US Open Anisimova w świetnym stylu rozprawiła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią, wygrywając 6:0, 6:3, i zameldowała się w ćwierćfinale, gdzie czeka na nią Świątek. Tuż po meczu, jeszcze na korcie, Amerykanka z uśmiechem rzuciła:
    – Kto by pomyślał, że znów spotkamy się tak szybko? Jestem naprawdę podekscytowana. To będzie świetny pojedynek… mam nadzieję, że tym razem. Iga gra teraz fantastycznie, ale wierzę, że wspólnie stworzymy widowisko na najwyższym poziomie.

  • Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Iga Świątek poznała już przeciwniczkę, z którą zmierzy się w ćwierćfinale tegorocznego US Open – ostatniego wielkoszlemowego turnieju w sezonie. Będzie nią Amanda Anisimova, zawodniczka, którą Polka w tym roku dosłownie rozbiła w wielkim finale Wimbledonu.

    Pewny awans Świątek

    Liderka polskiego tenisa w 1/8 finału zagrała jeden z najlepszych meczów w ostatnich miesiącach. Pokonała rozstawioną z numerem 12. Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i potrzebowała na to zaledwie 76 minut. Rosjanka, która w poprzednich rundach nie dała szans Sevastovej, Wang ani Siegemund, tym razem była kompletnie bezradna. Świątek imponowała serwisem, zminimalizowała liczbę niewymuszonych błędów (zaledwie 13) i sama przejęła inicjatywę, kończąc aż 21 wymian uderzeniami wygrywającymi. Aleksandrowa schodziła z kortu ze łzami w oczach, co najlepiej oddaje skalę dominacji Polki.

    Rywalka wyłoniona późną nocą

    Spotkanie Świątek zakończyło się tuż po godzinie 20, ale nazwisko jej rywalki poznaliśmy dopiero nad ranem, około 4 w nocy polskiego czasu. W meczu o ćwierćfinał Amanda Anisimova zmierzyła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią i zwyciężyła bez najmniejszych problemów.

    Amerykanka weszła w mecz jak burza – wygrała 15 z pierwszych 17 wymian i błyskawicznie prowadziła 4:0. Pierwszy set zakończyła w zaledwie 27 minut, nie oddając przeciwniczce ani jednego gema. Druga partia była nieco bardziej wyrównana, ale także w niej Anisimova kontrolowała przebieg wydarzeń. Mimo że raz straciła serwis, trzy razy przełamała Brazylijkę i ostatecznie wygrała 6:3.

    Całe spotkanie trwało tylko godzinę i 16 minut. Statystyki mówią same za siebie – Anisimova wygrała 73 proc. punktów po pierwszym i 60 proc. po drugim podaniu, podczas gdy Haddad Maia odpowiednio 51 i zaledwie 23 proc. Brazylijka zdołała zdobyć raptem pięć uderzeń kończących, podczas gdy Amerykanka miała ich aż 27.

    Powtórka z Wimbledonu?

    Po meczu Anisimova nie kryła radości:
    – Wspaniale było wrócić na kort Arthura Ashe’a. Nie grałam tutaj od kilku lat, a atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Wiedziałam, że muszę być silna psychicznie i cieszę się, że to się udało. Teraz zagram z Igą. Jeszcze niedawno mierzyłyśmy się w finale Wimbledonu, więc nie spodziewałam się, że tak szybko ponownie dojdzie do naszego starcia. Jestem podekscytowana, czuję się świetnie i mam nadzieję na wspaniały mecz – powiedziała Amerykanka.

    Wspomniany finał Wimbledonu to bolesne wspomnienie dla Anisimovej. Wówczas Świątek zdeklasowała ją w 58 minut, wygrywając 6:0, 6:0 i zdobywając swój szósty wielkoszlemowy tytuł. Teraz Amerykanka będzie miała okazję do rewanżu, choć faworytką pozostaje Polka.

    Dla Anisimovej awans do ćwierćfinału US Open to najlepszy wynik w karierze w nowojorskim turnieju. Dotąd jej maksimum była trzecia runda w 2020 roku.

    Wynik 1/8 finału:
    Amanda Anisimova – Beatriz Haddad Maia 6:0, 6:3

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Czy podczas tegorocznego US Open jesteśmy świadkami wielkiego powrotu Naomi Osaki – i to pod okiem polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje. Japonka, od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, prezentuje w Nowym Jorku tenis na najwyższym poziomie. W poniedziałek w 1/8 finału rozbiła Coco Gauff, trzecią rakietę świata. Skala tego zwycięstwa może być określona tylko jednym słowem – sensacja.

    Turniej wyjątkowy dla obu

    US Open ma szczególne znaczenie zarówno dla Osaki, jak i dla Gauff. To właśnie w Nowym Jorku Japonka w 2018 roku zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dwa lata później powtórzyła ten wyczyn. Z kolei Amerykanka przed własną publicznością czuje się szczególnie zmotywowana – to tutaj w 2023 roku sięgnęła po swój pierwszy triumf w Wielkim Szlemie.

    Tegoroczna edycja miała być dla obu okazją do nowego otwarcia. Gauff, która po Roland Garrosie prezentowała się poniżej oczekiwań, rozpoczęła współpracę z Gavinem MacMillanen – ekspertem od biomechaniki. Z kolei Osaka oddała stery Tomaszowi Wiktorowskiemu. Pierwsze efekty tej współpracy są imponujące – Japonka już w trzeciej rundzie pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    Przełamanie kluczem do sukcesu

    Spotkanie z Gauff rozpoczęło się dla Osaki znakomicie. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, a własne podanie wygrała do zera. Choć Amerykanka zdołała ustabilizować serwis, to nie potrafiła znaleźć sposobu na returny Japonki. W kluczowych momentach to Osaka przejmowała inicjatywę i wygrywała najefektowniejsze wymiany. Pierwsza partia zakończyła się jej zwycięstwem 6:3 – znów po przełamaniu, tym razem przy serwisie Gauff w ostatnim gemie.

    Szybka egzekucja w drugim secie

    W drugiej odsłonie to Osaka dominowała praktycznie od początku. Grała pewnie, dokładnie i z polotem, momentami wręcz ośmieszając rywalkę. Gauff utrzymywała się w meczu jedynie dzięki uporowi i determinacji, ale w szóstym gemie wreszcie uległa. Po przełamaniu Japonka prowadziła 4:2 i pewnie zmierzała po zwycięstwo.

    Symbolicznym momentem była końcówka meczu – przy stanie 5:2 Gauff miała jeszcze przewagę 40:15 przy własnym podaniu, lecz sprawiała wrażenie zawodniczki, która myślami była już poza kortem. Osaka wykorzystała jej słabość, odwróciła losy gema i zakończyła spotkanie efektownym zwycięstwem 6:2. Cała rywalizacja trwała zaledwie 66 minut.

    Czas na ćwierćfinał

    Naomi Osaka melduje się w ćwierćfinale US Open, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

    Naomi Osaka – Coco Gauff 6:3, 6:2

     

  • Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Iga Świątek melduje się w ćwierćfinale US Open! Polka w wielkim stylu pokonała Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i udowodniła, że jest w kapitalnej formie. Rosjanka w końcówce spotkania reagowała gestami pełnymi frustracji, a na korcie wyraźnie brakowało jej wiary w sukces.

    Droga do meczu z Aleksandrową

    Świątek (2. WTA) wcześniej wyeliminowała w czwartej rundzie rodaczkę Aleksandrowej – Annę Kalinską (29. WTA), zwyciężając 7:6, 6:4. Sama Aleksandrowa (12. WTA) do meczu z liderką polskiego tenisa przystępowała w świetnym nastroju, bo wcześniej wręcz zmiażdżyła Niemkę Laurę Siegemund (52. WTA), oddając jej zaledwie jednego gema (6:0, 6:1).

    Pierwszy set – przełamanie i przejęcie kontroli

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Najpierw Rosjanka dała się przełamać, po czym Świątek oddała inicjatywę podwójnymi błędami serwisowymi (1:1). Później jednak Polka zaczęła coraz mocniej naciskać rywalkę. Przy stanie 3:3 Aleksandrowa popełniała błędy, które sama kwitowała ironicznymi gestami. Świątek wykorzystała moment słabości przeciwniczki, przełamała ją i objęła prowadzenie. Chwilę później Rosjanka wpadła w jeszcze większe kłopoty – zamiast grać, zaczęła „sędziować” własne piłki, pewna, że serwis Igi był autowy. Myliła się. Polka posłała asa, a Aleksandrowa wyglądała coraz bardziej bezradnie. Mimo prowadzenia 40:15 przy własnym serwisie Rosjanka nie utrzymała gema – dwa podwójne błędy serwisowe podcięły jej skrzydła. Iga zamknęła partię 6:3.

    Drugi set – pełna dominacja Świątek

    Od początku drugiej odsłony to Świątek nadawała ton wydarzeniom. Jej bekhend i skuteczność na returnie siały spustoszenie w grze rywalki. Przy stanie 3:1 Rosjanka coraz częściej wchodziła w dyskusje z samą sobą i gestykulowała z rezygnacją. Widać było, że traci wiarę w zwycięstwo. Tymczasem Polka nie zwalniała tempa – po kolejnym podwójnym błędzie Aleksandrowej objęła prowadzenie 4:1 i konsekwentnie zmierzała do końca meczu. Całość zamknęła wynikiem 6:1.

    Popis liderki rankingu

    Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut. Od stanu 3:3 w pierwszym secie Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Świątek dominowała i prezentowała tenis najwyższej klasy – agresywny, szybki, a jednocześnie niezwykle precyzyjny.

    Eksperci z Sportskeedy przed spotkaniem nie mieli wątpliwości, kto jest faworytką. „Świątek świetnie odnajduje się na twardych kortach – jej mocny topspin, forehand kontrolujący wymiany i znakomity ruch, pozwalający błyskawicznie przechodzić z defensywy do ataku, czynią z niej niemal nie do zatrzymania rywalkę”. Te przewidywania potwierdziły się w stu procentach.

    Ćwierćfinał coraz bliżej marzeń

    W walce o półfinał Iga Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Amanda Anisimova (9. WTA) – Beatriz Haddad-Maia (22. WTA). Spotkanie zaplanowano na noc z poniedziałku na wtorek, około godziny 3:00 czasu polskiego. Transmisję będzie można śledzić na HBO Max i w Eurosporcie, a relacje – w serwisie Sport.pl.

  • Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Jelena Rybakina zakończyła tegoroczny występ w US Open na czwartej rundzie. Kazaszka, rozstawiona z numerem dziesiątym, trafiła na Marketę Vondrousovą, która coraz śmielej wyrasta na specjalistkę od eliminowania faworytek. Czeszka po wyrównanym pojedynku wygrała 6:4, 5:7, 6:2 i zameldowała się w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju.

    Vondrousova znów zaskoczyła wyżej notowaną rywalkę

    Rybakina do tej pory nie straciła seta w tegorocznej edycji, lecz starcie z Vondrousovą okazało się dla niej znacznie trudniejsze. Czeszka, notowana dopiero na 60. miejscu w rankingu WTA, wcześniej odprawiła już Jasmine Paolini (nr 8), a teraz znalazła sposób również na faworyzowaną Kazaszkę.

    Pierwszy set dla Czeszki

    Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Vondrousovej, która szybko przełamała serwis rywalki. Rybakina zdołała odrobić straty (2:2), ale w końcówce partii znów musiała uznać wyższość przeciwniczki. Vondrousova w dziewiątym gemie wykorzystała drugiego break pointa, a następnie zakończyła seta przy własnym podaniu – 6:4.

    Rybakina walczy o wyrównanie

    Druga odsłona miała bardziej wyrównany przebieg. Obie zawodniczki pilnowały serwisu, choć Rybakina zdołała przełamać w szóstym gemie (4:2). Chwilę później przewaga stopniała, bo Vondrousova natychmiast odpowiedziała re-breakiem. Przy stanie 5:4 Kazaszka miała szansę zamknąć seta, ale nie wykorzystała break pointa. Dopiero w kolejnym gemie Rybakina dopięła swego i wygrała 7:5, doprowadzając do trzeciej partii.

    Decydujący set bez historii

    W rozstrzygającym secie Vondrousova szybko przejęła inicjatywę. Już przy stanie 2:1 zdobyła kluczowe przełamanie, a później powiększała przewagę. Rybakina nie była w stanie odwrócić losów meczu, a Czeszka, broniąc dwóch break pointów, zakończyła pojedynek przy pierwszej piłce meczowej. Ostatecznie zwyciężyła 6:4, 5:7, 6:2 po 111 minutach walki.

    Przed Vondrousovą kolejne wyzwanie

    W ćwierćfinale US Open Vondrousova spróbuje sprawić następną niespodziankę. Jej rywalką będzie liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która w poprzedniej rundzie bez większych problemów pokonała Cristinę Bucsę 6:1, 6:4.

  • Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Aryna Sabalenka w tegorocznym US Open nie zwalnia tempa. Liderka światowego rankingu w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego bez większych problemów rozprawiła się z Cristiną Bucsą, wygrywając 6:1, 6:4. Spotkanie trwało zaledwie 73 minuty i zapewniło jej miejsce w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju. Co więcej, wynik ten gwarantuje, że niezależnie od dalszych rezultatów Sabalenka pozostanie numerem jeden światowego tenisa po zakończeniu imprezy.

    Bez straty seta, pewna droga po obronę tytułu

    Białorusinka nie przestaje imponować formą. W drodze do ćwierćfinału odprawiła już Rebekę Masarovą, Polinę Kudiermietową oraz Leylah Fernandez, nie tracąc przy tym ani jednego seta. Podobnie było w starciu z Bucsą, sklasyfikowaną na 95. miejscu w rankingu WTA.

    Hiszpanka bez szans w pierwszym secie

    Początek meczu nie zapowiadał niespodzianki. Po krótkiej wymianie gemów Sabalenka od stanu 1:1 całkowicie przejęła inicjatywę. Grała agresywnie, dominowała w wymianach i błyskawicznie zamknęła seta 6:1 w zaledwie 27 minut.

    Bucsa walczy w drugim secie, ale bez przełomu

    Druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Choć Sabalenka znów kontrolowała przebieg gry, Hiszpanka miała swój moment chwały. Przy stanie 2:4 obroniła aż cztery breakpointy i po ponad dziesięciominutowym gemie utrzymała serwis, wywołując aplauz publiczności zgromadzonej na stadionie Louisa Armstronga.

    Na niewiele się to jednak zdało. Sabalenka nie pozwoliła już odebrać sobie przewagi przełamania i zakończyła mecz wynikiem 6:4, wykorzystując drugą piłkę meczową. – Drugi set był trudniejszy, ale cieszę się, że udało mi się go domknąć bez utraty podania. Wciąż miałam poczucie kontroli, choć ten długi gem przy 4:2 trochę mnie sfrustrował, bo byłam o krok od przełamania. Rywalka zagrała jednak kilka naprawdę świetnych punktów. Ogólnie jestem bardzo zadowolona ze swojego występu – przyznała na korcie po spotkaniu.

    12. raz z rzędu w ćwierćfinale Wielkiego Szlema

    Wygrana z Bucsą oznacza nie tylko awans do najlepszej ósemki US Open, ale też podtrzymanie znakomitej passy – Sabalenka po raz dwunasty z rzędu przeszła przez IV rundę turnieju wielkoszlemowego. Dodatkowo zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA.

    W ćwierćfinale czeka ją wymagające zadanie – pojedynek z Marketą Vondrousovą, która w 1/8 finału sensacyjnie wyeliminowała Jelenę Rybakinę 6:4, 5:7, 6:2.