Category: Uncategorized

  • To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    Iga Świątek powalczy z Amandą Anisimovą o miejsce w ćwierćfinale US Open. Zanim jednak Polka i Amerykanka mogły pojawić się na korcie, kibice obejrzeli prawdziwy maraton w wykonaniu Alexa De Minaura i Felixa Auger-Aliassime’a. Ich starcie trwało ponad cztery godziny i zakończyło się triumfem Kanadyjczyka 4:6, 7:6(7), 7:5, 7:6(4).

    Świątek (2. WTA) i Anisimova (9. WTA) miały rozpocząć swój mecz w środę najwcześniej o godz. 19:00 czasu polskiego, jednak wszystko zależało od długości poprzedzającego ich spotkania. De Minaur (8. ATP) i Auger-Aliassime (27. ATP) zaczęli rywalizację około 17:45, a ich pasjonująca walka mocno wydłużyła oczekiwanie fanów oraz samych zawodniczek.

    Początek należał do De Minaura
    Australijczyk pewnie wszedł w mecz – w siódmym gemie przełamał rywala i po obronie dwóch break pointów dowiózł prowadzenie do końca partii, zwyciężając 6:4. To jednak był dopiero wstęp do wielkich emocji.

    Tie-break na wagę seta
    W drugiej odsłonie De Minaur miał okazję na szybkie przełamanie, ale jej nie wykorzystał. Później obaj zawodnicy wymienili się stratami serwisu, a o losach seta zdecydował tie-break. Australijczyk prowadził już 6:5, ale nie wykorzystał piłki setowej. Szansę zmarnował też Auger-Aliassime (7:6), lecz w kolejnych akcjach przechylił szalę na swoją korzyść i zwyciężył 9:7 po ponad godzinie gry.

    Kanadyjczyk odwraca losy meczu
    W trzecim secie Auger-Aliassime szybko objął prowadzenie 3:2 z przełamaniem, a choć stracił serwis przy stanie 5:4, od razu odpowiedział skutecznym re-breakiem. Drugą piłkę setową zamienił na wygraną 7:5 i zrobił krok w stronę awansu.

    Zryw De Minaura i dramatyczna końcówka
    Czwarta partia zaczęła się od przewagi Australijczyka, który prowadził już 4:1, a później 5:3. Wydawało się, że doprowadzi do decydującego seta, ale Kanadyjczyk pokazał ogromny charakter – wyrównał na 5:5 i doprowadził do tie-breaka. W nim zachował więcej zimnej krwi, wygrywając 7:4.

    Po 250 minutach morderczej batalii to Auger-Aliassime cieszył się z awansu do ćwierćfinału. W kolejnym etapie zmierzy się ze zwycięzcą meczu Jannik Sinner (1. ATP) – Lorenzo Musetti (10. ATP).

  • Alarm w kadrze! Lewandowski może nie zagrać z Holandią

    Alarm w kadrze! Lewandowski może nie zagrać z Holandią

    Robert Lewandowski może rozpocząć mecz z Holandią na ławce rezerwowych. Wszystko z powodu problemów zdrowotnych, z którymi kapitan reprezentacji Polski zmagał się w ostatnich tygodniach. – Musimy dobrze to przemyśleć, by nie narazić go na kolejny uraz – podkreślił Jan Urban, który w czwartek zadebiutuje w roli selekcjonera biało-czerwonych.

    – Mogę potwierdzić, że wszyscy zawodnicy są gotowi do gry – oznajmił Urban na konferencji prasowej. Zaznaczył jednak, że nie oznacza to braku zmian w wyjściowym składzie na spotkanie w Rotterdamie. Jedną z największych niespodzianek może być brak Lewandowskiego od pierwszej minuty.

    37-letni napastnik Barcelony wrócił do kadry po burzliwym okresie. W czerwcu poprosił o wolne, tłumacząc się zmęczeniem, a później wszedł w otwarty konflikt z Michałem Probierzem, deklarując, że dopóki ten prowadzi drużynę, on w niej nie wystąpi. Zmiana na stanowisku selekcjonera sprawiła, że Lewandowski znów założy opaskę kapitana, ale jego rola w składzie nie jest pewna.

    Kłopoty zdrowotne dodatkowo komplikują sprawę. Polak opuścił pierwszy mecz nowego sezonu La Liga, a w dwóch kolejnych rozegrał łącznie zaledwie 26 minut – przeciwko Levante (14 minut) i Rayo Vallecano (11 minut). Nie wystąpił też w spotkaniu z Mallorcą.

    – Robert przepracował okres przygotowawczy, grał w sparingach, ale później doznał kontuzji i w lidze praktycznie nie występował. Czy w tej sytuacji powinien rozegrać dwa mecze po 90 minut w tak krótkim odstępie czasu? To ryzykowne. Musimy podjąć najlepszą decyzję, żeby nie doprowadzić do kolejnego urazu – wyjaśniał Urban.

    Jednocześnie selekcjoner zaznaczył, że nie zamierza odpuszczać starcia z Holandią: – Nie możemy sobie pozwolić, by traktować to spotkanie jako mniej ważne. Musimy dać z siebie wszystko i zagrać najlepiej, jak potrafimy – dodał.

    Mecz Holandia – Polska rozpocznie się w czwartek o godzinie 20:45 w Rotterdamie. Relację na żywo przeprowadzi Sport.pl.

  • Tak Osaka nazwała Wiktorowskiego. Tego już nie cofnie

    Tak Osaka nazwała Wiktorowskiego. Tego już nie cofnie

    Naomi Osaka w szczerych słowach o Tomaszu Wiktorowskim. „Jak pluszowy miś”

    Naomi Osaka podczas konferencji prasowej opowiedziała o współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. Japonka przyznała, że kiedy szukała nowego trenera, zależało jej przede wszystkim na kimś z ogromną wiedzą i doświadczeniem. – Nie lubię mieć wątpliwości, czy trener naprawdę wie, o czym mówi – podkreśliła.

    Do współpracy doszło pod koniec lipca i już pierwsze tygodnie przyniosły widoczne efekty. Osaka dotarła do finału prestiżowego turnieju WTA 1000 w Montrealu, gdzie uległa Victorii Mboko 6:2, 4:6, 1:6. Obecnie Japonka kontynuuje wspólne przygotowania z Polakiem i osiąga świetne wyniki – awansowała właśnie do ćwierćfinału US Open, co jest jej najlepszym występem w turnieju wielkoszlemowym od triumfu w Australian Open w 2021 roku.

    – Na początku uważałam go za „strasznego”, bo nigdy się nie uśmiechał – przyznała Osaka z uśmiechem. – Ale kiedy to robi, jest jak pluszowy miś. Daje mi poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń, w której mogę w pełni wyrażać siebie oraz swój tenis – dodała.

    Była liderka światowego rankingu zaznaczyła, że Wiktorowski w bardzo krótkim czasie wprowadził w jej grze istotne, a zarazem proste zmiany, które przyniosły spektakularne efekty. Podkreśliła też, że zwycięstwo nad Coco Gauff w czwartej rundzie US Open zawdzięcza planowi taktycznemu przygotowanemu przez polskiego szkoleniowca.

    W ćwierćfinale Naomi Osaka zagra z Karoliną Muchovą. Będzie to ich szóste spotkanie – do tej pory Japonka wygrała trzy razy, a Czeszka dwa. Mecz zaplanowano na noc ze środy na czwartek o godz. 1:00 czasu polskiego. Zwyciężczyni tego starcia w półfinale zmierzy się z lepszą z pary Iga Świątek – Amanda Anisimova.

  • była lekcja siatkówki! Demolka w meczu Polek o półfinał MŚ

    była lekcja siatkówki! Demolka w meczu Polek o półfinał MŚ

    Polskie siatkarki bez wątpienia należą dziś do światowej czołówki. Najlepszym dowodem jest fakt, że właśnie zagrały w ćwierćfinale mistrzostw świata. Problem w tym, że gdy przychodzi moment walki o strefę medalową, nasza reprezentacja wciąż nie potrafi zrobić decydującego kroku. W Bangkoku boleśnie przypomniały o tym Włoszki, które udzieliły Polkom prawdziwej lekcji siatkówki na najwyższym poziomie, wygrywając 3:0 (25:17, 25:21, 25:18).

    Italia prezentuje się wręcz fenomenalnie. Julio Velasco, legenda trenerskiego fachu, zbudował zespół niemal nie do zatrzymania. Po olimpijskim złocie sprzed roku, drużyna idzie po kolejny wielki triumf – tym razem mistrzostwo świata. Wygrana nad Polską była ich 34. zwycięstwem z rzędu. W takim starciu musiały wyjść na jaw ograniczenia naszej reprezentacji.

    Stefano Lavarini przejął polską kadrę w 2022 roku, po tym jak sensacyjnie poprowadził Koreę Południową do półfinału igrzysk w Tokio. Od tamtej pory Polki regularnie meldują się w elicie – zawsze w najlepszej ósemce:

    • MŚ 2022 – ćwierćfinał
    • ME 2023 – ćwierćfinał
    • IO 2024 – ćwierćfinał
    • MŚ 2025 – ćwierćfinał

    To bezsprzecznie duży postęp. Po raz pierwszy od ponad 60 lat Polska zagrała dwa razy z rzędu w ćwierćfinale MŚ, a na igrzyskach nasze siatkarki nie występowały przez 16 lat. Do tego dochodzą trzy brązowe medale Ligi Narodów (2023, 2024, 2025). Lavarini zasłużył więc na uznanie, choć apetyty są większe – kibice marzą o przełamaniu bariery ćwierćfinałów.

    Czy realnie można było tego dokonać w Bangkoku? Patrząc na formę Polek – raczej nie. Już grupowe mecze z Wietnamem (3:1), Kenią (3:1) i Niemcami (3:2) pokazały, że drużyna gra nierówno. Z Belgią w 1/8 finału męczyła się do tie-breaka. Na tle potężnych Włoszek nie miała argumentów, by myśleć nawet o wyrównanej walce.

    Pierwszy set od początku układał się pod dyktando Italii. Lavarini brał czasy, próbował korygować ustawienia, ale rywalki kontrolowały sytuację i wygrały 25:17. W drugiej partii Polki zdołały nawet wyjść na prowadzenie 14:13, jednak po przerwie na żądanie Velasco Włoszki zdobyły cztery punkty z rzędu i szybko odskoczyły. Trzeci set wyglądał podobnie – chwilowe prowadzenie Polek (6:5) natychmiast zamieniło się w przewagę rywalek (8:12). Ostatecznie 0:3 oddaje pełną dominację Italii.

    To kolejny przypadek, gdy w meczu o medalową strefę Polki odbijają się od siatkarskiej potęgi. W 2022 roku były blisko sensacji, przegrywając w Gliwicach z Serbią 2:3. Potem jednak przyszły coraz wyraźniejsze porażki:

    • ME 2023 z Turcją 0:3 (23:25, 22:25, 18:25)
    • IO 2024 z USA 0:3 (22:25, 14:25, 20:25)
    • MŚ 2025 z Włochami 0:3 (17:25, 21:25, 18:25)

    Tendencja jest więc niepokojąca. Polki są w ścisłej czołówce, ale jeszcze nie w tej grupie, która zdobywa medale. Zadaniem Lavariniego i jego drużyny pozostaje wykonanie następnego kroku – pytanie tylko, czy to w ogóle możliwe.

  • Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    „Bitwa płci” wraca po latach. Kyrgios prowokuje przed meczem z Sabalenką

    Legendarny pokazowy pojedynek tenisowy między Bobbym Riggsem a Billie Jean King z 1973 roku przeszedł do historii jako „bitwa płci”. Ponad pół wieku później kibice znów zobaczą podobne widowisko. Na początku przyszłego roku Nick Kyrgios zmierzy się z Aryną Sabalenką, a Australijczyk już teraz dba o to, by wokół wydarzenia było głośno. – Myślisz, że muszę dać z siebie sto procent? – pytał prowokacyjnie, jednocześnie wskazując wynik, jaki jego zdaniem padnie.

    Kyrgios znów na ustach kibiców

    Choć w ostatnich latach nie potrafi nawiązać do gry czołówki, Kyrgios nie daje o sobie zapomnieć. Australijczyk regularnie wywołuje kontrowersje, a szczególnie często wytyka dopingowe afery Idze Świątek i Jannikowi Sinnerowi. Teraz jednak postanowił zyskać rozgłos w inny sposób – zaproponował zorganizowanie nowej „bitwy płci”, w której rywalką ma być liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka.

    „Ona wierzy w zwycięstwo”

    Do pierwszej konfrontacji tego typu doszło w 1973 roku. Billie Jean King pokonała wówczas Bobby’ego Riggsa, a mecz obejrzało na całym świecie ponad 90 mln widzów. Spotkanie Kyrgiosa z Sabalenką ma odbyć się w styczniu przy okazji turnieju ATP 250 w Hongkongu. Do rywalizacji pozostaje jeszcze trochę czasu, ale atmosfera jest już rozgrzewana.

    Australijczyk w podcaście „First & Red” prowadzonym przez Aleksandra Bublika opowiadał o planowanym meczu. – Sabalenka jest świetna, ma niesamowity charakter. To typ zawodniczki, która naprawdę wierzy w zwycięstwo – mówił, szeroko się uśmiechając.

    „Nie muszę grać na sto procent”

    Bublik zapytał kolegę, czy on sam potraktuje spotkanie poważnie. Kyrgios bez wahania odpowiedział: – Ona mnie nie pokona. Naprawdę uważasz, że muszę grać na sto procent? Spróbuję, będę skoncentrowany. Reprezentuję także ciebie i całą męską stronę.

    – Nie wybrałbym ciebie jako naszego reprezentanta! – odpowiedział żartobliwie Bublik. Kyrgios jednak nie odpuszczał: – Nie chcę, żeby ona wygrała. Typuję 6:2 – obstawał przy swoim.

    Fani nie pozostawili suchej nitki

    W sieci szybko pojawiły się reakcje kibiców. „Całkowicie nie docenia siły i umiejętności Sabalenki, a przecenia swoje własne”, „Przynajmniej nie będzie mógł tłumaczyć się wymówkami, gdy dostanie 6:0, 6:1”, „My, faceci, też nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby Kyrgios przegrał. Niech spróbuje” – komentowali internauci.

    Nie brakowało również głosów, że Australijczyk w ostatniej chwili się wycofa i w ogóle nie stanie na korcie. Jego pewność siebie budzi dodatkowe wątpliwości, ponieważ w meczu pokazowym ma mieć utrudnione zadanie – jego część kortu będzie powiększona, a do dyspozycji nie będzie miał drugiego serwisu.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962897633695158658

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

  • Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    „Gauff utknęła w miejscu”. Coraz więcej krytyki wobec młodej Amerykanki

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, zakończyła udział w tegorocznym US Open znacznie wcześniej, niż wszyscy się spodziewali. Obrończyni tytułu sprzed roku nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki z powracającą do formy Naomi Osaką. Japońska mistrzyni wygrała pewnie 6:3, 6:2, a cały pojedynek trwał zaledwie 66 minut. Wynik i styl gry Amerykanki wywołały falę krytyki, zarówno ze strony ekspertów, jak i byłych tenisowych gwiazd.

    Od mistrzostwa do rozczarowania

    Rok temu Gauff przeżywała jeden z najpiękniejszych momentów kariery – triumfowała w Nowym Jorku, pokonując w finale Arynę Sabalenkę. Wydawało się, że będzie to początek ery, w której młoda Amerykanka zacznie sięgać po kolejne wielkoszlemowe trofea. Tymczasem dwanaście miesięcy później sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Jej gra stanęła w miejscu, a słabości techniczne i mentalne wychodzą na jaw w najważniejszych momentach.

    W starciu z Osaką Gauff zanotowała zaledwie osiem kończących uderzeń, przy czym aż 33 razy popełniła niewymuszone błędy. Japonka zaprezentowała się solidnie, ale nie musiała grać niczego spektakularnego – wystarczyło utrzymać równy poziom i wykorzystywać liczne pomyłki rywalki.

    Henin: „Brak postępu to poważny problem”

    Jedną z pierwszych, które skomentowały występ Amerykanki, była Justine Henin, była liderka rankingu i wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Belgijka nie owijała w bawełnę.
    – Osaka nie musiała prezentować geniuszu, wystarczyła jej solidność i koncentracja. Już od pierwszych gemów było widać, że Gauff wraca do dawnych, złych nawyków – w serwisie i forhendu. To wyglądało katastrofalnie. Najbardziej martwi mnie brak rozwoju. W jej wieku nie można stać w miejscu, trzeba cały czas iść do przodu – oceniła Henin.

    Stubbs: „Coco walczy sama ze sobą”

    Krytyczne słowa padły także z ust Rennae Stubbs, znakomitej australijskiej deblistki i byłej trenerki Sereny Williams.
    – Coco nie czuje się pewnie na korcie. Zmaga się nie tylko z serwisem, ale też z własną psychiką. Jej trener od podania, Gavin MacMillan, stara się poprawić pewne elementy, ale takich zmian nie da się przeprowadzić w tydzień – podkreśliła Stubbs.
    Australijka doradziła również, aby Amerykanka zrobiła dłuższą przerwę. – Moim zdaniem powinna odpuścić resztę sezonu i szczegółowo przeanalizować każdy aspekt swojej gry. Osaka zaprezentowała się jako tenisistka kompletna – ma lepszy serwis, pewniejszy chwyt rakiety, wie, dokąd zmierza. Niestety tego samego nie można powiedzieć o Coco – dodała.

    Henman: „Potrzebuje czasu, by złapać oddech”

    Do chóru krytyków dołączył także Tim Henman, były czołowy tenisista i obecny ekspert. Brytyjczyk podkreślił, że Gauff była na korcie kompletnie zagubiona.
    – Była zbyt skoncentrowana na jednym elemencie – serwisie. W takim stanie trudno o najlepszy tenis, zwłaszcza przeciwko zawodniczce z najwyższej półki. Pod koniec spotkania sprawiała wrażenie, jakby chciała jak najszybciej zejść z kortu. Widać było emocje, a momentami nawet łzy. To wyglądało jak prawdziwa trauma. Coco musi teraz zrobić krok w tył, odpocząć, odciąć się od presji i spokojnie przemyśleć swoje kolejne ruchy – stwierdził Henman.

    Gauff na zakręcie kariery

    Zaledwie rok po największym sukcesie Coco Gauff znalazła się w trudnym momencie swojej kariery. Zamiast kolejnych zwycięstw i nowych trofeów pojawiają się pytania o stagnację, braki techniczne i presję, której młoda tenisistka nie potrafi udźwignąć. Krytyka ze strony dawnych mistrzów może być dla niej bolesna, ale jednocześnie stanowi jasny sygnał – jeśli chce powrócić na szczyt, musi dokonać poważnych zmian.

  • Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Iga Świątek staje przed szansą na drugi w karierze triumf w US Open, rozgrywanym na kortach twardych w Nowym Jorku. Polka w ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimovą. Zarówno dziennikarze WTA, jak i tennis.com nie mają większych wątpliwości, kto jest faworytką tego pojedynku. Do ponownego zdobycia tytułu w Nowym Jorku Świątek potrzebuje już tylko dwóch wygranych spotkań.

    Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w środę stanie naprzeciw Anisimovej (9. WTA). Media szeroko komentują nadchodzące starcie. Portal tennis.com prowokacyjnie pyta: „Czy Amanda Anisimova zdoła zrewanżować się za porażkę 0:6, 0:6 z Igą Świątek na Wimbledonie?”. Autor tekstu, Pete Bodo, porównał obie tenisistki, pokazując ich kontrastujące historie.

    O Anisimovej pisze jako o introwertycznej 24-latce, niegdyś cudownym dziecku tenisa, które zmagało się z problemami psychicznymi i musiało zrobić przerwę w karierze. Dziś wraca jako czołowa zawodniczka, mająca za sobą finał Wimbledonu, choć tam została zdeklasowana przez Świątek. Jej postawę po tej porażce – pełną godności i klasy – doceniło jednak wielu kibiców.

    Świątek z kolei została opisana jako pełna energii 24-letnia Polka, sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, przez długi czas liderka światowego rankingu. Jej największy triumf to niedawny finał Wimbledonu, w którym bezlitośnie ograła właśnie Anisimovą, nie oddając jej nawet gema. Teraz ponownie wkroczy na kort Arthura Ashe, gdzie zmierzy się z przeciwniczką wspieraną przez głośną amerykańską publiczność.

    Zdaniem Bodo to Świątek powinna dyktować warunki gry – zmuszać rywalkę do biegania, wykorzystywać skuteczny pierwszy serwis oraz rotowane forhendy. Jego zdaniem mecz będzie obrazem esencji tenisa: walki o każdy punkt, mocnych wymian i gry na granicy ryzyka. Autor przypomniał również, że Polka wielokrotnie w swojej karierze odbierała rywalkom marzenia o wielkim zwycięstwie, a jej podejście – by walczyć o każdy punkt – jest kodeksem prawdziwej mistrzyni.

    Z kolei w przedmeczowej analizie na WTA.com podkreślono przede wszystkim dominację Świątek. Przypomniano, że wynik 6:0, 6:0 z Wimbledonu wisi nad tym spotkaniem jak cień. Polka, mimo że kojarzona z kortami ziemnymi, od czterech lat jako jedyna w kobiecym tourze wygrywa co najmniej 30 meczów rocznie na twardej nawierzchni. Jej bilans w turniejach wielkoszlemowych to imponujące 104 zwycięstwa przy 20 porażkach, co daje współczynnik wygranych 83,9%.

    Atuty Anisimovej przedstawiono znacznie krócej – podkreślono jej umiejętność podnoszenia się po trudnych porażkach i zdolność do tworzenia efektownych zagrań z końcowej linii. To, że potrafiła się otrząsnąć po bolesnym finale w Londynie, uznano za kluczowy dowód jej siły mentalnej.

    Spotkanie Świątek – Anisimova zaplanowano jako drugi mecz dnia na korcie Arthura Ashe. Początek rywalizacji przewidziano nie wcześniej niż na godzinę 19:00 czasu polskiego, po zakończeniu pojedynku Felixa Augera-Aliassime’a z Alexem de Minaurem.

  • Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Kibice z ogromnym zainteresowaniem wyczekiwali ćwierćfinałowego starcia Aryny Sabalenki z Marketą Vondrousovą podczas US Open. Wielu zastanawiało się, czy Czeszka będzie w stanie sprawić niespodziankę. Niestety, doszło do rozczarowania – i to w najgorszym możliwym sensie. Vondrousova nie była w stanie wyjść na kort z powodu kontuzji odniesionej w poprzednim meczu.

    Sama tenisistka opublikowała w sieci poruszające oświadczenie, w którym wyjaśniła swoją decyzję:
    „Serce mi pęka, że nie mogę zagrać na US Open z powodu urazu, którego doznałam w ostatnim spotkaniu. To miejsce jest dla mnie wyjątkowe – dokładnie rok temu byłam w szpitalu i nie wiedziałam, czy w ogóle wrócę do gry. Powrót tutaj, ponowna rywalizacja i możliwość przeżywania tak pięknych chwil na korcie znaczą dla mnie więcej, niż potrafię opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za całe wsparcie i miłość” – napisała Vondrousova, tłumacząc się z oddania meczu walkowerem.

    Na jej dramat błyskawicznie zareagowała Aryna Sabalenka. Kilkanaście minut po oficjalnej informacji o wycofaniu się Czeszki Białorusinka zamieściła krótką relację w mediach społecznościowych, w której zwróciła się bezpośrednio do rywalki:
    „Jest mi bardzo przykro z powodu Markety po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi ją to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia. Kocham, Aryna” – przekazała pierwsza rakieta świata.

    Internauci nie kryli uznania dla tego gestu. W komentarzach dominowały słowa podziwu i szacunku: „Wielka klasa”, „Akt serdeczności i wdzięczności”, „Idealnie powiedziane”.

    Dzięki decyzji Vondrousovej Sabalenka bez gry zameldowała się w półfinale. Tam zmierzy się z Jessicą Pegulą, ulubienicą amerykańskiej publiczności. Eksperci więcej szans dają Białorusince – tym bardziej, że broni tytułu, a do tej pory w Nowym Jorku nie straciła ani jednego seta, choć stoczyła kilka zaciętych bojów. Co ważne, niezależnie od wyniku półfinału Sabalenka pozostanie liderką rankingu WTA po zakończeniu turnieju.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1963001091454599344?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1963001091454599344%7Ctwgr%5E14c329b62a6fa428e156f2240a42661dcc301146%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732222087wielki-dramat-mistrzyni-wimbledonu-sabalenka-natychmiast-zareagowala.html

  • O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    Jessica Pegula nie musiała długo czekać, by poznać swoją półfinałową rywalkę. Po szybkim zwycięstwie nad Barborą Krejčíkovą Amerykanka miała zmierzyć się z lepszą z pary Aryna Sabalenka – Markéta Vondroušová. Losy meczu rozstrzygnęły się jednak jeszcze przed jego rozpoczęciem, bo Czeszka wycofała się z turnieju, oddając spotkanie walkowerem.

    Sabalenka awansuje bez gry

    Organizatorzy US Open potwierdzili, że mistrzyni Wimbledonu 2023 nie zdoła wyjść na kort z powodu kontuzji. Już na wtorkowym treningu ESPN uchwyciło moment, w którym Vondroušová po jednym z forhendom chwyta się za kolano i natychmiast kończy zajęcia. Decyzja o rezygnacji z gry zapadła niedługo potem.

    To oznacza, że Aryna Sabalenka awansowała bez gry do półfinału i powalczy z Jessicą Pegulą – największą nadzieją gospodarzy na triumf w Nowym Jorku.

    Poruszające słowa Vondroušovej

    Czeszka zwróciła się do kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wyjaśniła, że problem zdrowotny, którego nabawiła się w meczu z Jeleną Rybakiną, znacznie się nasilił.
    – Serce mi pęka, że nie mogę wystąpić podczas US Open. Dokładnie rok temu leżałam w szpitalu i nie wiedziałam, czy jeszcze wrócę do rywalizacji. Powrót tutaj i rozegranie tak pięknych spotkań znaczy dla mnie więcej, niż mogę opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie i miłość, którą od was otrzymuję – napisała tenisistka.

    Reakcja Sabalenki

    Na słowa rywalki odpowiedziała również Białorusinka. W swoim InstaStories okazała współczucie i podziw dla Czeszki:
    – Jest mi bardzo przykro z powodu Markéty. Grała wspaniały tenis i wiem, jak bardzo ta sytuacja musi ją boleć. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia – podkreśliła Sabalenka.

    Sezon Sabalenki i konsekwencje dla rankingu

    Dla Białorusinki to kolejny wielkoszlemowy półfinał w tym sezonie. Wcześniej dotarła do finału Australian Open i Roland Garros oraz do półfinału Wimbledonu. Za każdym razem zatrzymywały ją Amerykanki – Madison Keys, Coco Gauff i Amanda Anisimova. Teraz w Nowym Jorku broni tytułu, a niezależnie od wyniku zachowa pozycję liderki rankingu WTA.

    Z kolei Vondroušová, mimo wcześniejszego wycofania się z turnieju, może cieszyć się z awansu w klasyfikacji – z 60. miejsca przesunie się na 36. pozycję.

  • Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Robert Lewandowski, Jan Bednarek i Piotr Zieliński – trzej ostatni kapitanowie reprezentacji Polski w piłce nożnej – pojawili się w Spodku, by z trybun obejrzeć mecz koszykarskiej kadry z Francją podczas EuroBasketu. Zajęli miejsca w pierwszym rzędzie przy samym boisku, obok m.in. siatkarza Tomasza Fornala.

    O tym, że piłkarze mogą odwiedzić Spodek, mówiło się już dzień wcześniej. Sam Lewandowski, zapytany na konferencji prasowej, przyznał, że chętnie wybrałby się na spotkanie Polska – Francja. Polski Związek Koszykówki był w kontakcie z PZPN i oficjalnie zaprosił zawodników.

    Do ostatnich chwil nie było jednak jasne, czy piłkarze faktycznie się pojawią – decyzja miała zapaść dopiero po treningu. Gdy drużyny przygotowywały się do rozpoczęcia meczu, w strefie VIP można już było dostrzec m.in. Tomasza Fornala, Kamila Glika oraz Lukasa Podolskiego.

    Lewandowski, Zieliński, Bednarek oraz pozostali reprezentanci – wśród nich Krzysztof Piątek, Nicola Zalewski, Tomasz Kędziora czy Łukasz Skorupski – weszli na halę chwilę po rozpoczęciu gry, w trzeciej minucie. Przeszli za stanowiskami telewizyjnymi i zajęli miejsca tuż przy parkiecie, w jednym rzędzie niedaleko Podolskiego. Niemal wszyscy od razu sięgnęli po telefony, co nie umknęło uwadze kibiców ani realizatorów transmisji.

    Z czasem jednak cała grupa coraz uważniej śledziła wydarzenia na boisku. Piłkarze dyskutowali między sobą, wymieniali komentarze, a Lewandowski – siedzący obok Podolskiego – dał się ponieść zabawie podczas przerwy z udziałem „Kiss Cam”. W przerwie między pierwszą a drugą kwartą „Lewy” przechadzał się wzdłuż trybuny VIP, witając się z Tomaszem Fornalem, prezesem PZKosz Grzegorzem Bachańskim oraz raperem Okim.

    Dopiero w 17. minucie spotkania spiker oficjalnie powitał piłkarzy. Obraz z trybuny VIP pojawił się na telebimie, a największy aplauz publiczności wywołał widok Roberta Lewandowskiego.

    Mecz Polska – Francja był czwartym pojedynkiem Biało-Czerwonych w fazie grupowej EuroBasketu w Katowicach. Po trzech wcześniejszych zwycięstwach Polacy mieli już zapewniony awans do 1/8 finału.