Category: Uncategorized

  • Wiktorowski na ustach całej Japonii. Tego się nie spodziewał

    Wiktorowski na ustach całej Japonii. Tego się nie spodziewał

    Tomasz Wiktorowski zaliczył znakomity debiut w roli szkoleniowca Naomi Osaki. Choć Japonka przegrała w finale prestiżowego turnieju WTA 1000 w Montrealu z rewelacyjną 18-letnią Kanadyjką Victorią Mboko, to i tak był jej najlepszy występ od lat na tak wysokim poziomie rywalizacji. W japońskich mediach panuje przekonanie, że współpraca z polskim trenerem może być początkiem czegoś naprawdę wielkiego. Coraz częściej pojawiają się pytania, czy to właśnie Wiktorowski jest człowiekiem, który przywróci Osakę na tenisowy szczyt.

    Powrót na wielką scenę po latach
    Na początku kwietnia tego roku minęły trzy lata od ostatniego finału Naomi Osaki w turnieju rangi WTA 1000. Dokładnie 2 kwietnia 2022 roku Japonka uległa Idze Świątek w Miami 4:6, 0:6. Z kolei 6 października 2025 roku minie sześć lat od jej ostatniego triumfu w takiej imprezie – miało to miejsce w Pekinie w 2019 roku, gdzie w finale pokonała Ashleigh Barty. Owszem, w międzyczasie Osaka zdobywała jeszcze tytuły wielkoszlemowe – US Open 2020 i Australian Open 2021 – ale od tego czasu jej kariera znalazła się na zakręcie. Zmagała się z problemami natury mentalnej, a w życiu prywatnym powitała na świecie dziecko.

    Zmiana trenera i pierwsze efekty
    Sportowa forma Osaki długo pozostawiała wiele do życzenia. Od wspomnianego Australian Open 2021 nie udało jej się przebrnąć trzeciej rundy w turniejach wielkoszlemowych – również w tym sezonie. Po tegorocznym Wimbledonie Japonka zdecydowała się zakończyć współpracę z Patrickiem Mouratoglou i powierzyć swoją karierę Tomaszowi Wiktorowskiemu. Polski szkoleniowiec miał na przygotowania niewiele czasu, ale jego debiut wypadł imponująco – finał WTA 1000 w Montrealu był najlepszym rezultatem Osaki od lat. Choć w meczu o tytuł musiała uznać wyższość Mboko, to sama droga do finału i sposób gry Japonki wyraźnie pokazały pierwsze zmiany.

    Nowa jakość w grze Japonki
    Szczególnie w ćwierćfinale turnieju w Montrealu widoczny był odmieniony styl gry Osaki. Zamiast forsować tempo i szukać natychmiastowych zakończeń wymian, zachowywała lepszy balans między ofensywą a defensywą. Jej serwis zyskał nowe warianty – częściej stosuje bardziej ścięte podania. W forhendzie widać teraz więcej rotacji, dzięki czemu piłka leci wyżej nad siatką, co zmniejsza ryzyko błędu. Choć takie zagrania nieco redukują prędkość uderzenia, to w połączeniu z jej naturalną siłą sprawiają, że piłka po odbiciu wyżej wyskakuje z kortu, utrudniając rywalkom kontrolę nad wymianą. Jak podkreśla portal hochi.news, jest to wyraźny znak pracy nowego trenera.

    Wiktorowski doceniany na świecie
    Pozytywne opinie o Polaku płyną także z innych stron świata. Portal motociclismo.pt zauważa, że Wiktorowskiego wyróżnia holistyczne podejście do zawodniczki i jej rozwoju. – Wyszukuje mocne strony, a następnie dopasowuje taktykę, aby zniwelować słabości. Takie analityczne podejście nie tylko podnosi poziom gry, ale też pomaga wypracować dobre nawyki taktyczne. Współpraca Osaki z Wiktorowskim zapowiada się ekscytująco, a fani z niecierpliwością oczekują kolejnych rezultatów. Dla Naomi może to być punkt zwrotny i okazja do zdefiniowania na nowo jej tenisowego dziedzictwa – czytamy w artykule.

    Jeszcze mocniej poszło dimkai.com, które napisało, że polski szkoleniowiec „stworzył potwora powoli podnoszącego się z popiołów”. Autorzy podkreślają jednak, że jeden dobry turniej to za mało, by mówić o pełnym odrodzeniu, ale dla Osaki to i tak pierwszy od dawna tak wyraźny sygnał nadziei.

    Kolejne wyzwania przed Osaką
    Następnym przystankiem w kalendarzu Japonki jest turniej w Cincinnati. Dzięki awansowi do finału w Montrealu Osaka otrzymała wolny los w pierwszej rundzie, a w drugiej zmierzy się z wymagającą rywalką – Lindą Noskovą. To spotkanie będzie kolejnym sprawdzianem nowej jakości w jej grze i szansą na potwierdzenie, że droga obrana wraz z Tomaszem Wiktorowskim może rzeczywiście zaprowadzić ją z powrotem w okolice tenisowego szczytu.

  • 40 minut i koniec. Takiego meczu Świątek nigdy nie zagrała

    40 minut i koniec. Takiego meczu Świątek nigdy nie zagrała

    Takiego meczu, jaki rozegrała Iga Świątek w czwartej rundzie Roland Garros 2024, nie widzieliśmy ani wcześniej, ani później w jej karierze. Był to pokaz absolutnej dominacji, który – jak podkreślono na oficjalnej stronie WTA – można określić mianem „czystej furii”. Dla polskiej tenisistki miało to dodatkowy, symboliczny wymiar – na to zwycięstwo czekała aż osiem lat. Teraz los ponownie zetknął ją z Anastasiją Potapową, tym razem w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati.

    Historia ich rywalizacji sięga czasów juniorskich. Jako nastolatki zmierzyły się czterokrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Rosjanka. Ostatni juniorski pojedynek rozegrały w ćwierćfinale Roland Garros 2016 – wtedy Świątek prowadziła 6:4, ale ostatecznie przegrała 6:4, 3:6, 0:6. W tamtym okresie Potapowa była uznawana za jedną z największych nadziei światowego tenisa, a jej talent wręcz wynoszono na piedestał.

    Od 0:4 w juniorskich starciach do deklasacji 48:10 w Paryżu

    Na okazję do rewanżu Świątek musiała czekać bardzo długo. Spotkanie na paryskich kortach w 2024 roku było ich pierwszym starciem w dorosłym tourze. Rola faworytki tym razem należała do Polki – liderki światowego rankingu – lecz trudno było przewidzieć, że rywalizacja z niżej notowaną o blisko 40 miejsc przeciwniczką przybierze tak jednostronny przebieg.

    Świątek rozbiła Potapową, wygrywając aż 48 z 58 rozegranych punktów. Ani razu nie pozwoliła jej doprowadzić choćby do równowagi w gemie. Już przy stanie 4:0 padło słynne „jazda!”, po czym Polka jeszcze bardziej podkręciła tempo. Pierwszy set zakończył się po zaledwie 19 minutach, a cały mecz – po kolejnych 21.

    – Czysta furia – podsumowała WTA, zwracając uwagę, że pod koniec pojedynku Potapowa przewracała oczami, a osoby w jej boksie kiwały głowami w geście bezradności. Na oficjalnej stronie Roland Garros Polkę opisano jako „bezwzględną i skuteczną”, dodając, że była 21. rakieta świata „nie miała się gdzie ukryć, gdy ekspres Świątek ruszył po kolejne kultowe zwycięstwo”.

    Historyczne osiągnięcie

    Było to najszybsze zwycięstwo Świątek w pełnym meczu w zawodowym tourze. Co więcej, drugi rok z rzędu odprawiła w Paryżu rywalkę „na rowerze”, czyli 6:0, 6:0. W 2023 roku w trzeciej rundzie pokonała w takim stosunku Xinyu Wang w 51 minut. Dzięki wygranej nad Potapową zapisała się w historii – została trzecią tenisistką w Erze Open, która odnotowała zwycięstwa 6:0, 6:0 w dwóch kolejnych edycjach Roland Garros. Wcześniej dokonały tego Gabriela Sabatini (1992–93) i Mary Pierce (1993–94).

    Reakcje po meczu

    – To było dosyć dziwne, że poszło tak szybko – przyznała Polka, dodając, że wyczuła u przeciwniczki spore zdenerwowanie. Potapowa potwierdziła te słowa, tłumacząc, że od kilku dni żyła w „bańce niepewności”, nie wiedząc, czy w ogóle zagra. Kolejne przerwy spowodowane deszczem odbierały jej energię, a stres narastał. – Źle jadłam, źle spałam. Wczoraj nie przespałam nawet godziny. Dzień wcześniej spędziłam na kortach od 9 do 19, nie odbijając ani jednej piłki. To nie są przygotowania na mecz czwartej rundy z numerem jeden na świecie – relacjonowała.

    Niewygodna przeszłość

    Dziennikarze przypomnieli też wcześniejszy incydent – w 2023 roku Potapowa wywołała kontrowersje, pojawiając się na kortach Indian Wells w koszulce Spartaka Moskwa. Świątek zareagowała skargą do WTA, ponieważ w czasie rosyjskiej agresji na Ukrainę symbole Rosji były w tourze zakazane.

    Po meczu w Paryżu Rosjanka stwierdziła, że nie jest przyjaciółką Polki, ale ją szanuje. – Jako tenisistka jest największa – podkreśliła. Świątek z kolei zaznaczyła, że skupiała się wyłącznie na tenisie. – Polityką się nie gra w tenisa – ucięła.

    Kolejne „rowery” i powrót do rywalizacji

    Wkrótce po paryskim triumfie Świątek zanotowała kolejne zwycięstwo 6:0, 6:0 – w finale Wimbledonu, gdzie w 57 minut pokonała Amandę Anisimovą, zdobywając swój pierwszy tytuł od triumfu w Roland Garros 2023.

    Turniej w Cincinnati to dopiero drugi start Polki od sensacyjnej wygranej w Londynie, łącznie jej 23. tytułu w karierze. W Montrealu odpadła w 1/8 finału po porażce z Clarą Tauson. Potapowa, obecnie 44. rakieta świata, ma na koncie trzy wygrane turnieje. Ich sobotnie starcie w Cincinnati zapowiada się jako kolejny rozdział tej wyjątkowej historii.

  • Trzaskowski zamarzył o inwestycyjnej perełce. Minister reaguje

    Trzaskowski zamarzył o inwestycyjnej perełce. Minister reaguje

    Rafał Trzaskowski zapowiadał budowę nowoczesnej hali sportowej w Warszawie, a impulsem do ożywienia dyskusji na ten temat był tegoroczny sukces koszykarzy Legii Warszawa, którzy zdobyli mistrzostwo Polski. Czy jednak obiekt rzeczywiście powstanie? Jakie są perspektywy realizacji tej inwestycji i co o niej myśli nowy minister sportu? Jego wypowiedź przytacza „Przegląd Sportowy”.

    W czerwcu prezydent stolicy ogłosił, że na terenach Skry powstanie nowa hala widowiskowo-sportowa. Decyzję motywował nie tylko triumfem Legii, ale i rosnącą popularnością warszawskich drużyn koszykarskich i siatkarskich. – Warszawski sport, świetnie radzące sobie stołeczne kluby oraz ich kibice po prostu na to zasługują. Szczegóły wkrótce – napisał wówczas na platformie X.

    Minister z ostrożnym komentarzem
    Nowy minister sportu, Jakub Rudnicki, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” zaznaczył, że inwestycje w infrastrukturę sportową są potrzebne, jednak priorytetem powinno być zapewnienie odpowiednich warunków do szkolenia młodzieży.
    – Jest wiele inwestycji związanych z siatkówką. Zapowiedzieliśmy też budowę Centrum Sportów Plażowych w Poznaniu – to duży krok w promowaniu tej dyscypliny. Jeśli chodzi o obiekty, musimy pamiętać, że mając taki projekt jak Siatkarskie Ośrodki Szkolne, działający już blisko 14 lat, najpierw powinniśmy zadbać, by w każdej szkole była sala gimnastyczna na odpowiednim poziomie. Gdy będą sale i odpowiednie szkolenie, będziemy też stawiać piękne hale, które zapełnią się kibicami. W Polsce już ich nie brakuje, choć wiem, że Warszawa powinna mieć taki obiekt w przyszłości – podkreślił Rudnicki.

    Słowa ministra sugerują, że plan budowy hali w stolicy może zostać odłożony w czasie. Tymczasem wielu mieszkańców Warszawy uważa tę inwestycję za niezwykle istotną dla rozwoju sportu w mieście.

    Moda na koszykówkę wraca
    Jak przypomina Sport.pl, w ostatnich latach w Warszawie odrodziło się zainteresowanie koszykówką. Legia regularnie walczy o najwyższe cele, Dziki Warszawa przebojem weszły do ekstraklasy i starają się przyciągnąć kibiców widowiskową grą, a Polonia marzy o powrocie do elity. W 2026 roku w stolicy odbędą się też mistrzostwa świata w koszykówce 3×3.

    Punktem zwrotnym był rok 2022, gdy Legia zdobyła pierwszy od 53 lat medal mistrzostw Polski, przegrywając dopiero w finale ze Śląskiem Wrocław. Wtedy Trzaskowski po raz pierwszy zapowiedział budowę hali na Skrze, zapewniając, że projekt traktowany jest priorytetowo. Dziś jednak przyszłość tej inwestycji pozostaje niepewna.

  • Jest medal! Polak przeszedł do historii. Pobił rekord świata

    Jest medal! Polak przeszedł do historii. Pobił rekord świata

    Kacper Majchrzak znów w wodzie – tym razem z rekordem świata i złotem The World Games

    Kacper Majchrzak przez lata był jednym z najlepszych polskich pływaków w stylu dowolnym, a jego nazwisko kojarzyło się kibicom głównie z sukcesami na dystansach 100 i 200 metrów. Do dziś zresztą pozostaje rekordzistą kraju na obu tych dystansach w rywalizacji na krótkim basenie. Choć 32-latek zakończył już karierę w wyczynowym pływaniu, wciąż pozostaje wierny wodzie – teraz jednak realizuje się w innej dyscyplinie. Podczas trwających w chińskim Chengdu The World Games 2025 Majchrzak sięgnął po złoty medal w ratownictwie wodnym, a jego wyczyn okrasił nowym rekordem świata.

    Impreza dla sportów poza igrzyskami
    The World Games to największa na świecie impreza sportowa dla dyscyplin, które nie znajdują się w programie igrzysk olimpijskich. Udział biorą w niej zarówno konkurencje o ugruntowanej pozycji, jak lacrosse, snooker czy karate, jak i te niszowe – choćby wyścigi dronów czy bieg na orientację. Zawody odbywają się co cztery lata i gromadzą około 5000 sportowców z ponad 100 państw. Sześć lat temu gospodarzem był Wrocław, a w tym roku gospodarzem zostało chińskie Chengdu.

    Trzykrotny olimpijczyk w nowej roli
    Majchrzak, który ma w dorobku starty na trzech igrzyskach olimpijskich – w Londynie (2012), Rio de Janeiro (2016) i Tokio (2021) – w Chengdu reprezentował Polskę w ratownictwie wodnym. Ta wymagająca dyscyplina obejmuje aż szesnaście różnych konkurencji, łączących elementy pływania, technik ratunkowych i pracy z manekinami. Polak wybrał start w wyścigu na 100 metrów, w którym zawodnik musi jak najszybciej wyłowić manekina z dna basenu i dopłynąć z nim do ściany finiszowej.

    Złoto i rekord świata
    Finał w wykonaniu Majchrzaka był popisem zarówno siły, jak i taktyki. Po pierwszej połowie dystansu zajmował dopiero trzecie miejsce, jednak w drugiej części wyścigu przyspieszył i zdominował rywali. Na mecie wyprzedził m.in. obrońcę tytułu z 2022 roku Francesco Ippolito oraz Simone Locchiego. Co więcej, ustanowił nowy rekord świata – 57,64 s, poprawiając poprzedni wynik o dwie setne sekundy.

    Historyczny sukces
    Warto podkreślić, że w swojej pływackiej karierze Majchrzak rzadko miał okazję cieszyć się ze złotych medali na najważniejszych międzynarodowych imprezach. Zdobywał medale mistrzostw Europy, Uniwersjady czy światowych wojskowych igrzysk sportowych, ale zawsze były to srebra lub brązy. Dopiero teraz może świętować tytuł mistrza świata w swojej nowej specjalności, a jego nazwisko na stałe zapisze się w historii ratownictwa wodnego.

    Dla Majchrzaka to nie tylko sportowy triumf, ale także symbol nowego etapu w karierze – etapu, w którym dawna pasja do pływania znalazła nowe, równie ekscytujące pole do popisu.

  • Absolutna sensacja w finale! Osaka czekała na ten mecz trzy lata

    Absolutna sensacja w finale! Osaka czekała na ten mecz trzy lata

    Finał turnieju WTA 1000 w Montrealu przyniósł prawdziwą sensację – zarówno pod względem obsady, jak i samego rozstrzygnięcia. Odbudowująca swoją karierę pod okiem byłego trenera Igi Świątek, Tomasza Wiktorowskiego, Naomi Osaka musiała uznać wyższość rewelacyjnej 18-letniej Kanadyjki Victorii Mboko. Publiczność w Montrealu mogła świętować narodziny nowej tenisowej gwiazdy.

    Do Kanady przyjechały niemal wszystkie czołowe zawodniczki świata – z wyjątkiem odpoczywającej Aryny Sabalenki – jednak rywalizacja potoczyła się w sposób, którego nikt się nie spodziewał. Jeszcze przed startem turnieju mało kto mógłby przypuszczać, że trofeum zdobędzie młodziutka i szerzej nieznana Mboko. Równie duże uznanie należy się Osace, która po raz pierwszy od trzech lat znalazła się w finale imprezy tej rangi. Ostatnio walczyła o tytuł w Miami w 2022 roku, gdzie przegrała z Igą Świątek.

    Finał rozegrano w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego. Początek meczu wskazywał, że Japonka pewnie zmierza po zwycięstwo, na które czekała od sześciu lat – ostatni raz w zawodach tej rangi triumfowała w 2019 roku, pokonując Ashleigh Barty. Tym razem po drugiej stronie kortu stała jednak debiutująca w takim finale, lecz niezwykle utalentowana Kanadyjka. Osaka już w pierwszym gemie przełamała rywalkę i szybko wyszła na prowadzenie 3:0, by ostatecznie wygrać seta 6:2, oddając Mboko zaledwie dwa gemy.

    Druga odsłona meczu przyniosła jednak niespodziewany zwrot akcji. Osaka przegrała wszystkie cztery swoje pierwsze gemy serwisowe, a choć sama trzykrotnie przełamała Mboko, to Kanadyjka ostatecznie zwyciężyła 6:4. O losach meczu zdecydował więc trzeci set, który stał się popisem młodej gospodyni. Mboko wygrała wszystkie gemy przy serwisie Japonki, a swoje podanie straciła tylko raz. Zwyciężyła 6:1 i cały mecz 2:1.

    Choć finał zakończył się porażką Osaki, widać, że czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych powoli wraca do wysokiej dyspozycji. Czy to efekt współpracy z Tomaszem Wiktorowskim? Na jednoznaczne wnioski jest jeszcze za wcześnie, ale z pewnością ten duet warto bacznie obserwować. Japonka ponownie zaczyna liczyć się w walce z najlepszymi.

    Victoria Mboko – Naomi Osaka 2:1 (2:6, 6:4, 6:1)

  • Świat oszalał, Świątek reaguje. “Wyobrażam sobie siebie za 30 lat”

    Świat oszalał, Świątek reaguje. “Wyobrażam sobie siebie za 30 lat”

    Trzy rzeczy, które najmocniej zapisały się w pamięci kibiców po ostatnim Wimbledonie, to triumf Igi Świątek, tradycyjny makaron z truskawkami oraz… słynne już zabieranie ręczników przez Polkę z turnieju. Ten pozornie błahy wątek stał się prawdziwym hitem w mediach i wśród kibiców, a sama liderka światowego rankingu przyznaje, że nie spodziewała się takiego zainteresowania. – Szczerze mówiąc, nie myślałam, że to stanie się aż tak gorącym tematem – powiedziała Świątek. Jak zdradziła, niemal wszystkie ręczniki trafiły już w ręce rodziny i przyjaciół, a jej samej został tylko jeden egzemplarz.

    Od wielkoszlemowego triumfu minęło już kilkanaście dni. Było to pierwsze turniejowe zwycięstwo Świątek w tym sezonie, choć nie brakowało opinii, że nie została wystawiona na poważną próbę. – Nie powiedziałbym, że Iga gra świetnie na trawie, bo na Wimbledonie tak naprawdę nie miała ani jednego poważniejszego egzaminu. Trafiała na rywalki wyraźnie słabsze tenisowo, żadna nie mogła jej zagrozić – stwierdził w rozmowie z „Super Expressem” Jerzy Janowicz.

    Zapytana, co będzie dla niej najcenniejszym wspomnieniem za trzy dekady, Iga nie miała wątpliwości: – Wyobrażam sobie siebie za 30 lat, trzymającą ten ręcznik i powtarzającą, że wygrałam Wimbledon. To piękna pamiątka po wyjątkowym sukcesie.

    Świątek żartowała też, że sama nie wie, czy powinna oficjalnie przyznawać się do wynoszenia ręczników z turniejów. – Nikt o tym głośno nie mówi, ale my, tenisistki, kochamy nasze ręczniki. Po każdym szlemie mam w głowie listę dziesięciu znajomych i członków rodziny, którzy proszą o taki prezent. Przepraszam, Wimbledon. Naprawdę mam ich już sporo w domu i nie potrzebuję więcej. Ale jeśli mam grać jeszcze przez 15 lat, to nie chcę nawet myśleć, ile ich uzbieram – mówiła po meczu pierwszej rundy z Poliną Kudermetową, wygranym 7:5, 6:1.

    Nie wszystkim jednak taki zwyczaj przypadł do gustu. Holenderka Ellen Hoog, dwukrotna mistrzyni olimpijska w hokeju na trawie, skomentowała: – Powiedziała, że bierze ręczniki z każdych zawodów, bo są miękkie i świetnej jakości, używa ich na co dzień i rozdaje bliskim. Ale, szczerze, mając tyle pieniędzy… czy to nie jest trochę żenujące? – pytała retorycznie. Agencja „Reuters” żartobliwie nazwała Świątek „złodziejką ręczników”.

  • 6:0, 6:0 dla Świątek! Rywalka dostanie szansę na rewanż

    6:0, 6:0 dla Świątek! Rywalka dostanie szansę na rewanż

    Iga Świątek poznała swoją pierwszą przeciwniczkę w turnieju WTA w Cincinnati. W drugiej rundzie na liderkę światowego rankingu czeka Anastazja Potapowa. Rosjanka w czwartek pokonała Laurę Siegemund 6:4, 6:4, choć nie obyło się bez trudnych momentów. Ostatnie spotkanie obu tenisistek miało miejsce podczas ubiegłorocznego Roland Garros, gdzie Świątek rozgromiła rywalkę 6:0, 6:0.

    Po szybkiej przegranej w turnieju w Montrealu, Świątek przeniosła się do Stanów Zjednoczonych, by przygotować się do rywalizacji w Cincinnati. Z racji rozstawienia Polka rozpocznie zmagania od drugiej rundy, a jej przeciwniczka została wyłoniona w meczu pierwszej rundy pomiędzy Potapową a Siegemund.

    Potapowa lepsza od Siegemund, zmierzy się ze Świątek

    Czwartkowe spotkanie rozpoczęło się o 18:50 czasu polskiego. Od pierwszych gemów trwała wyrównana walka, a obie zawodniczki skutecznie broniły własnego serwisu. W piątym gemie Siegemund przełamała Rosjankę i wydawało się, że kontroluje przebieg seta. Potapowa jednak szybko odpowiedziała przełamaniem powrotnym, a po chwili znów odebrała Niemce podanie, ostatecznie wygrywając pierwszą partię 6:4.

    W drugiej odsłonie meczu to Siegemund od początku nadawała ton grze. Już w pierwszym gemie przełamała Potapową i długo utrzymywała bezpieczną przewagę. Wszystko zmieniło się w ósmym gemie – wtedy Rosjanka wróciła do gry, przełamała rywalkę i wyrównała stan seta na 4:4. Następnie wygrała swój serwis i objęła prowadzenie.

    Końcówka spotkania należała zdecydowanie do Potapowej. W ostatnim gemie przełamała Niemkę po raz kolejny, pieczętując zwycięstwo 6:4. Cały mecz zakończył się wynikiem 6:4, 6:4 na korzyść Rosjanki, która tym samym zapewniła sobie starcie z Igą Świątek w drugiej rundzie turnieju w Cincinnati. Mecz odbędzie się w sobotę lub niedzielę.

    Do tej pory Świątek i Potapowa spotkały się na korcie dwukrotnie – za każdym razem górą była Polka. Ich ostatnie starcie podczas Roland Garros w 2024 roku zakończyło się absolutną dominacją liderki rankingu WTA – 6:0, 6:0. Jeśli Świątek wygra również tym razem, w trzeciej rundzie jej rywalką będzie zwyciężczyni meczu Marta Kostiuk – Tatjana Maria.

  • Fornal nie ma litości. Oto co chciał zrobić z wypowiedzią Świątek

    Fornal nie ma litości. Oto co chciał zrobić z wypowiedzią Świątek

    Tomasz Fornal nie miał szczęścia – przez kontuzję nie mógł wystąpić w wielkim finale Ligi Narodów, w którym Polacy zmierzyli się z Włochami. Teraz 27-letni przyjmujący ujawnił, jaką drobną złośliwość planował wobec rywali tuż przed decydującym spotkaniem.

    Polska reprezentacja siatkarzy kilka dni temu sięgnęła po historyczny sukces, wygrywając po raz drugi w historii Ligę Narodów. Podopieczni Nikoli Grbicia w finale zagrali koncertowo i rozgromili Włochów 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). Choć fazę zasadniczą zakończyli na piątej pozycji, to w turnieju finałowym nie stracili ani jednego seta – pokonali również Japonię i Brazylię po 3:0.

    Fornal z dystansem i humorem. Chciał przypomnieć Włochom o „kulinarnej zbrodni”

    Jednym z najbardziej odczuwalnych braków w składzie na finał był właśnie Tomasz Fornal. Doznał on kontuzji kostki w półfinale z Brazylią, a trener Grbić nie chciał ryzykować pogłębienia urazu. Teraz siatkarz udzielił wywiadu „Przeglądowi Sportowemu”, w którym zdradził kulisy swoich żartobliwych planów wobec włoskich rywali.

    – W internecie krążą memy, że największe koszmary Włochów to połamane spaghetti, pizza z ananasem i reprezentacja Polski. Co byś jeszcze do tego dorzucił? – zapytała dziennikarka.

    – Zdecydowanie makaron z truskawkami, który wszyscy tak uwielbiamy. Myślałem nawet, żeby wrzucić przed finałem na Insta Story wypowiedź Igi Świątek, ale ostatecznie odpuściłem. Już im wystarczyło. Na boisku dostali wystarczająco dużo – odpowiedział z uśmiechem Fornal.

    Przypomnijmy, że Iga Świątek podczas tegorocznego Wimbledonu podzieliła się swoim kulinarnym wspomnieniem z dzieciństwa: – Mam swoje ulubione danie, które jadłam jako dziecko. To makaron z truskawkami i jogurtem. Powinniście spróbować, jest pyszne – mówiła liderka światowego tenisa. Jej słowa wywołały niemałe poruszenie, zwłaszcza w krajach, gdzie taka kompozycja smaków jest kompletnie nieznana.

    Czy mecze z Włochami staną się nową klasyką? Fornal odpowiada

    Dziennikarka zapytała także, czy rywalizacja z Italią może przerodzić się w sportowy klasyk.

    – Zobaczymy. Z tego, co słyszałem, istnieje duża szansa, że znów trafimy na Włochów w półfinale, a wcześniej zmierzymy się z Japonią w ćwierćfinale. Będziemy trenować i zobaczymy, jak się wszystko potoczy – zakończył Fornal.

  • Sondaż: PiS na prowadzeniu. Dramatyczne wyniki Polski 2050 i PSL-u

    Sondaż: PiS na prowadzeniu. Dramatyczne wyniki Polski 2050 i PSL-u

    Sondaż Opinia24: Rządząca koalicja traci większość. Polska 2050 i PSL poniżej progu

    Gdyby wybory parlamentarne odbyły się na początku sierpnia, obecna koalicja rządząca nie utrzymałaby większości w Sejmie – wynika z najnowszego sondażu pracowni Opinia24. Badanie pokazuje również, że ugrupowania tworzące jeszcze niedawno Trzecią Drogę znalazłyby się poza parlamentem.

    Pięć ugrupowań w Sejmie

    Według sondażu Prawo i Sprawiedliwość utrzymuje pozycję lidera, zdobywając 29 proc. poparcia (spadek o 0,2 pkt proc. w porównaniu z lipcem). Tuż za nim uplasowała się Koalicja Obywatelska z wynikiem 28,2 proc. (spadek o 1,1 pkt proc.). Trzecie miejsce przypadło Konfederacji, którą wskazało 14,2 proc. badanych (spadek o 0,7 pkt proc.).

    Do Sejmu dostałyby się również Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna z wynikiem 6 proc. (wzrost o 0,4 pkt proc.) oraz Nowa Lewica, którą popiera 5,9 proc. respondentów (wzrost o 0,9 pkt proc.).

    Trzecia Droga poza Sejmem

    Dramatyczne wyniki odnotowały ugrupowania, które w 2023 roku startowały wspólnie jako Trzecia Droga. Polska 2050 uzyskała zaledwie 3,4 proc. (spadek o 1,3 pkt proc.), a PSL tylko 1,4 proc. (spadek o 0,4 pkt proc.), co oznacza, że oba ugrupowania znalazłyby się pod progiem wyborczym.

    Podobny los spotkałby Partię Razem (4,1 proc., wzrost o 0,2 pkt proc.). Na inne partie chciałoby zagłosować 0,7 proc. respondentów, natomiast 7,1 proc. badanych wciąż nie podjęło decyzji.

    Sondaż został przeprowadzony w dniach od poniedziałku do środy na reprezentatywnej grupie 1003 pełnoletnich Polaków z wykorzystaniem metod CATI (wywiad telefoniczny) i CAWI (ankieta internetowa).

    Porównanie z wynikami wyborów z 2023 roku

    Dla porównania, w wyborach parlamentarnych w 2023 roku Prawo i Sprawiedliwość uzyskało 35,38 proc. głosów, Koalicja Obywatelska – 30,7 proc., a Trzecią Drogę (koalicję Polski 2050 i PSL) poparło 14,4 proc. wyborców.

    Wówczas mandaty w Sejmie zdobyli także przedstawiciele Lewicy (8,61 proc.) i Konfederacji (7,16 proc.). Przełożyło się to na następujący podział mandatów: PiS – 194, KO – 157, Trzecia Droga – 65, Lewica – 26, Konfederacja – 18.

    Obecne wyniki pokazują wyraźny spadek poparcia dla formacji, które współtworzyły koalicję rządzącą, oraz wzrost szans ugrupowań antysystemowych. Wydaje się, że polityczny krajobraz Polski może w najbliższych miesiącach ulec znaczącym zmianom.

    33

  • Oto najnowsze wieści ws. przyszłości Andrzeja Dudy

    Oto najnowsze wieści ws. przyszłości Andrzeja Dudy

    Andrzej Duda może zostać członkiem MKOl? Nowe informacje w sprawie jego kandydatury

    Andrzej Duda, który we wtorek zakończył pełnienie funkcji prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej po dwóch kadencjach, może wkrótce objąć nowe, prestiżowe stanowisko na arenie międzynarodowej. Jak informuje „Przegląd Sportowy”, jego kandydatura do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) nadal pozostaje aktualna i jest obecnie rozpatrywana przez odpowiednią komisję.

    Duda kandydatem do MKOl

    Pierwsze doniesienia o możliwym wstąpieniu Andrzeja Dudy do grona członków MKOl pojawiły się już w grudniu ubiegłego roku i wywołały spore poruszenie. Oficjalne zgłoszenie popłynęło z Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który publicznie zarekomendował kandydaturę urzędującego wówczas prezydenta. Spośród 36 głosujących członków PKOl, aż 26 opowiedziało się za Dudą.

    – Prezydent Andrzej Duda od dawna wspiera ideę olimpizmu. Wiele razy pomagał PKOl i warto zaznaczyć, że sprawnie porusza się w strukturach międzynarodowych – argumentowano wówczas decyzję.

    Co dalej z kandydaturą?

    Według najnowszych ustaleń dziennikarzy „Przeglądu Sportowego”, sprawa nadal jest w toku. Kandydatura Dudy została przekazana do komisji opiniującej MKOl, a ostateczna decyzja ma zapaść podczas jednej z najbliższych sesji komitetu – prawdopodobnie już w 2025 roku.

    Jeśli kandydatura zostanie zaakceptowana, Duda obejmie 8-letnią kadencję w jednej z najbardziej wpływowych organizacji sportowych świata. Kadencja ta może być następnie przedłużana.

    Choć w ostatnich miesiącach temat ucichł, teraz ponownie wraca na pierwszy plan – zwłaszcza w kontekście zakończenia prezydentury Dudy. Sam zainteresowany oraz PKOl nie skomentowali oficjalnie dalszych etapów procedury, jednak wszystko wskazuje na to, że proces wciąż trwa.

    Głos Włoszczowskiej

    Rekomendacja dla Dudy nie obyła się bez kontrowersji. Swoje zdanie w tej sprawie wyraziła Maja Włoszczowska – dwukrotna wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim i przedstawicielka Polski w MKOl.

    – Każda kandydatura musi przejść przez komisję wyborczą, zostać zatwierdzona przez zarząd i ostatecznie przegłosowana na sesji MKOl – zaznaczyła. – Moja własna kadencja w komisji zawodniczej i związane z nią członkostwo w MKOl kończy się w 2028 roku. Na razie nie chcę spekulować o mojej dalszej przyszłości w strukturach MKOl. Obecnie skupiam się na pracy na rzecz sportowców i ruchu olimpijskiego – dodała, sugerując, że przyszłość Dudy w strukturach komitetu wciąż stoi pod znakiem zapytania.

    Nowy etap po prezydenturze?

    Wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda może obrać nowy kierunek swojej kariery – tym razem nie politycznej, a sportowo-dyplomatycznej. Jeśli MKOl pozytywnie oceni jego kandydaturę, były prezydent Polski wejdzie do elitarnego grona, które kształtuje przyszłość światowego sportu.