Agata Kaczmarska mistrzynią świata w boksie w kategorii powyżej 80 kg! To, czego nie udało się osiągnąć Julii Szeremecie, dokonała jej reprezentacyjna koleżanka. W finałowym starciu w Liverpoolu Polka pokonała na punkty Sheoran Nupur z Indii. Choć Kaczmarska kontrolowała przebieg walki, decyzje sędziów wywoływały spore kontrowersje. – Co to za faceci tam sędziują? – pytali oburzeni komentatorzy już po pierwszej rundzie.
Droga do finału
Kaczmarska od początku mistrzostw prezentowała się znakomicie. Najpierw wyeliminowała faworyzowaną i imponującą warunkami fizycznymi Yilian Zhan, a następnie całkowicie zdominowała Yeldanę Talipovą. – Bez trudu niwelowała różnicę wzrostu i zasięgu, była szybka, dynamiczna i regularnie trafiała mocnymi ciosami. Rywalka wyglądała na kompletnie zagubioną – relacjonował dziennikarz Marcin Jaz. Te zwycięstwa otworzyły Polce drogę do finału, gdzie czekała na nią Sheoran Nupur.
Walka o złoto
Pojedynek Kaczmarskiej był również okazją do swoistego rewanżu za porażkę Julii Szeremety, która kilka chwil wcześniej uległa innej reprezentantce Indii, Jaismine Lamborii. Polka musiała zmierzyć się z przewagą wzrostu i zasięgu rywalki, ale świetnie sobie z tym radziła – skracała dystans, narzucała tempo i zadawała celne ciosy. Nupur nie była w stanie jej poważnie zagrozić, jednak dwóch sędziów uznało, że w pierwszej rundzie to Hinduska była lepsza. – To jest jakaś paranoja! Na koniu byś zobaczył, że Kaczmarska wygrała rundę, ale dwóch „jednookich mistrzów” widziało inaczej – komentowali z oburzeniem eksperci Polsatu Sport.
Podrażniona takim werdyktem Polka w drugiej rundzie walczyła jeszcze agresywniej. Kilkukrotnie powaliła rywalkę na deski i popisywała się efektownymi kombinacjami. Choć jej przewaga była wyraźna, także tym razem część sędziów punktowała na korzyść Induski.
Decydujące starcie
O losach złotego medalu rozstrzygnęła trzecia runda. Obie zawodniczki były już zmęczone i częściej klinczowały niż atakowały. W samej końcówce Kaczmarska trafiła jednak rywalkę mocnym lewym prostym, który zrobił ogromne wrażenie. Chwilę później zabrzmiał gong, a w polskim narożniku wybuchła euforia. Arbitrzy punktowali 3:2 dla Kaczmarskiej, co oznaczało, że to ona została mistrzynią świata.
Szansa na kolejne złoto
Polska kadra wciąż ma jeszcze jedną nadzieję na złoty medal. W niedzielę, ostatniego dnia mistrzostw w Liverpoolu, w finale kategorii do 60 kg zobaczymy Anetę Rygielską, która zmierzy się z Rebecą Santos.
Category: Uncategorized
-

Zrobiła to! Mamy złoty medal MŚ w boksie! “Co za piękna niespodzianka”
-

Dawid Kubacki wygrał konkurs w Rasnovie! Polacy w czołówce. Oto wyniki
Dawid Kubacki triumfował w sobotnim konkursie Letniej Grand Prix w skokach narciarskich, który rozegrano w rumuńskim Rasnovie. Na podium obok Polaka stanęli dwaj Japończycy – Sakutaro Kobayashi oraz Ren Nikaido. Bardzo dobrze zaprezentowali się także inni reprezentanci Polski: Kamil Stoch zajął piąte miejsce, a Aleksander Zniszczoł uplasował się na szóstej pozycji.
Kubacki prowadził już po pierwszej serii. W trudnych warunkach, przy mocnym i niekorzystnym wietrze, oddał skok na 91 m. W drugiej próbie osiągnął 88,5 m, co w sumie dało mu 242,3 pkt. Kobayashi (96 i 95 m) stracił do niego 3,9 pkt, a Nikaido (95,5 i 89 m) – 5,2 pkt. Stoch uzyskał kolejno 85,5 m i 92 m, natomiast Zniszczoł skoczył 91,5 m i 91 m. Z innych Polaków Maciej Kot (88 i 96 m) zakończył rywalizację na 11. miejscu, a Piotr Żyła (86,5 i 94 m) był piętnasty.
Letnia GP w Rasnovie i wcześniejsze zawody
Rasnov to trzeci przystanek tegorocznego cyklu. Wcześniej skoczkowie rywalizowali w Courchevel oraz w Wiśle, gdzie zwycięstwo odniósł Maciej Kot, a na najniższym stopniu podium stanął Kamil Stoch. Już w niedzielę w Rumunii odbędzie się kolejny konkurs.W Rasnovie zabrakło wielu czołowych zawodników – m.in. reprezentacji Niemiec, które zrezygnowały z wyjazdu. W klasyfikacji generalnej LGP nadal prowadzi Niklas Bachlinger (330 pkt), choć Austriak nie startował w Rumunii. Za nim plasują się Sakutaro Kobayashi (195 pkt), Dawid Kubacki (191 pkt) i Kamil Stoch (179 pkt).
-

Sędzia już wydał wyrok na Polaków. Nagle włączyli walec. Co za demolka
Pierwszy mecz polskich siatkarzy na mistrzostwach świata wcale nie był dla nich łatwym wejściem w turniej. Już w inauguracyjnym secie wydawało się, że sędzia odbierze im zwycięstwo i zapisze porażkę, ale drużyna Nikoli Grbicia potrafiła się podnieść. Potem pokazała, że Rumuni to rywal stojący o co najmniej klasę niżej.
Kto spodziewał się szybkiego i gładkiego zwycięstwa „w godzinę z prysznicem”, mógł być zaskoczony. Mecz z reprezentacją Rumunii długo trzymał w napięciu, a pierwszy set był prawdziwą wojną nerwów. Ostatecznie jednak biało-czerwoni wygrali całe spotkanie 3:0 (34:32, 25:15, 25:19) i to właśnie końcowy rezultat okazał się najważniejszy.
Trudne początki i „zmartwychwstanie” po ataku Kurka
– To Rumuni wyglądają swobodnie, a Polacy są spięci – oceniał na antenie Polsatu Sport ekspert Wojciech Drzyzga. Rzeczywiście, nasi zawodnicy męczyli się przez niemal cały pierwszy set. Popełnili aż dziewięć błędów w polu serwisowym, przez co w końcówce musieli grać ostrożniej, ułatwiając zadanie rywalom. Rumuni korzystali z tego bez wahania, a Polacy mieli kłopoty zarówno w ataku, jak i w kontrach.
Choć w pewnym momencie biało-czerwoni odrobili straty i objęli prowadzenie, końcówka partii była dramatyczna. Rumuni mieli dwie piłki setowe, później Polacy cztery – żadnej nie wykorzystali. Przy stanie 31:32 dla Rumunów, atak Bartosza Kurka wydawał się daleki od linii boiska. Sędzia wskazał punkt dla rywali i praktycznie zamknął seta. Polacy jednak złożyli protest, a challenge wykazał, że piłka otarła się o blok. Chwilę później Jakub Kochanowski zamknął partię szczęśliwą zagrywką, która spadła tuż za siatką. Wynik 34:32 wywołał ogromną ulgę. – Lepiej późno niż wcale – żartował Drzyzga.
Polacy odzyskali pewność
Drugi set wyglądał już zupełnie inaczej. Biało-czerwoni grali swobodnie i bez większych błędów, dominując we wszystkich elementach. Rumuni zostali zepchnięci do defensywy i przegrali aż 15:25. Polacy pokazali, że dzieli ich od rywali wyraźna różnica poziomów.
Nikola Grbić w pierwszej partii postawił na podstawową siódemkę: Kurka, Komendę, Kochanowskiego, Hubera, Leona, Fornala i Popiwczaka. Zgodnie z zapowiedziami trener chciał jednak od początku dawać szansę zmiennikom. W drugiej partii na boisku pojawił się Artur Szalpuk, a w trzeciej Kamil Semeniuk, który szybko udowodnił swoją wartość.
Debiuty i mocne zakończenie
W trzeciej partii Grbić sięgnął po jeszcze szerszą rotację. Debiut na mistrzostwach świata zaliczyli Maksymilian Granieczny, Jan Firlej, Kewin Sasak i Szymon Jakubiszak. Polska drużyna kontrolowała grę i mimo ambitnych prób Rumunów spokojnie zmierzała po zwycięstwo.
– Teraz to już zabawa – komentował Tomasz Swędrowski, gdy Polacy prowadzili 21:15. Chwilę później Semeniuk zakończył spotkanie asem serwisowym, ustalając wynik seta na 25:19 i całego meczu na 3:0.
Udany start, czas na kolejne wyzwania
Choć inauguracja była nerwowa, Polacy rozpoczęli turniej tak, jak trzeba – od pewnego zwycięstwa bez straty seta. Teraz mogą się napędzać przed trudniejszymi rywalami.
Kolejne spotkanie rozegrają w poniedziałek 15 września z Katarem o godzinie 15:30, a fazę grupową zakończą w środę 17 września meczem z Holandią (12:00). Relacje na żywo dostępne będą w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE.
-

Tak Hiszpanie podsumowali Pajor po tym, co zrobiła. Króciutko
- Piłkarki FC Barcelony kontynuują swoją imponującą serię w hiszpańskiej lidze. W trzeciej kolejce nie dały żadnych szans drużynie DUX Logroño, wygrywając pewnie 4:0. W kolejnym efektownym zwycięstwie swój znaczący udział miała Ewa Pajor, której występ ponownie nie przeszedł bez echa w katalońskich mediach.
Polka w centrum uwagi
Kibice Dumy Katalonii mogli rozpocząć weekend w doskonałych nastrojach. Zawdzięczają to kobiecej ekipie Blaugrany, a w szczególności reprezentantce Polski. Barcelona już do przerwy prowadziła 3:0 – dwa razy na listę strzelczyń wpisała się Aitana Bonmatí, a tuż przed zejściem do szatni swoje trafienie dołożyła Pajor. Napastniczka otrzymała znakomite podanie od Patricii Guijarro i bez problemu pokonała bramkarkę rywalek.
Po zmianie stron wynik ustaliła Kika Nazareth, przypieczętowując efektowny triumf 4:0. Duma Katalonii może się pochwalić wręcz imponującym bilansem: trzy mecze, komplet zwycięstw, aż 20 zdobytych goli i zaledwie jedno trafienie stracone.
Hiszpańska prasa pełna pochwał
Nic dziwnego, że dzienniki z Barcelony rozpisują się w superlatywach o zespole i samej Pajor.
„Ewa Pajor, skoncentrowana na zdobywaniu jak największej liczby bramek, strzeliła trzeciego gola przed przerwą i zmniejszyła dystans do Aitany w klasyfikacji strzelczyń. To jej czwarte trafienie w tym sezonie” – podkreśliło Mundo Deportivo.Z kolei Sport wyróżnił Patricię Guijarro, która popisała się dwiema asystami:
„Brugts i Pina były najbardziej wytrwałe, ale to Patri Guijarro okazała się najrówniej grającą i najbardziej inspirującą zawodniczką. Jej podanie zewnętrzną częścią stopy zostało perfekcyjnie wykorzystane przez ‘terminatorkę’ Pajor”.Dominacja Barcelony w lidze
Świetna dyspozycja Blaugrany znajduje odzwierciedlenie w klasyfikacji strzelczyń. Pięć czołowych miejsc zajmują zawodniczki Barcelony. Prowadzi Aitana Bonmatí z pięcioma golami, tuż za nią plasuje się Pajor z czterema trafieniami. Trzecia jest Claudia Pina (3 gole), a Kika Nazareth i Vicky Lopez zgromadziły po dwa.
Polka już na początku sezonu stała się jednym z filarów ofensywy Barcelony, a jej skuteczność i charakterystyczny styl gry sprawiają, że w Katalonii nazywają ją „terminatorką”.
- Piłkarki FC Barcelony kontynuują swoją imponującą serię w hiszpańskiej lidze. W trzeciej kolejce nie dały żadnych szans drużynie DUX Logroño, wygrywając pewnie 4:0. W kolejnym efektownym zwycięstwie swój znaczący udział miała Ewa Pajor, której występ ponownie nie przeszedł bez echa w katalońskich mediach.
-

Co za gol Roberta Lewandowskiego. Znowu błysnął, FC Barcelona pokazuje
Plan oszczędnego gospodarowania siłami Roberta Lewandowskiego, realizowany wspólnie przez Hansiego Flicka i Jana Urbana, zaczyna przynosić widoczne rezultaty. Polski napastnik najpierw zdobył bramkę i zanotował asystę w meczu z Finlandią, a teraz imponuje formą podczas treningów Barcelony. „Duma Katalonii” przygotowuje się do spotkania z Valencią, a jej kapitan ofensywy w jednej z akcji treningowych pokazał wielką klasę. Kibice liczą, że wkrótce przełoży dobrą dyspozycję na liczby w oficjalnych meczach, bo w sierpniu rozegrał dla klubu zaledwie 26 minut.
Wygląda na to, że Lewandowski jest w coraz lepszej dyspozycji – zarówno fizycznej, jak i czysto piłkarskiej. Podczas zgrupowania reprezentacji Polski Jan Urban konsekwentnie ograniczał jego czas gry, łącznie do 132 minut (64 przeciwko Holandii i 68 z Finlandią). W Rotterdamie „Lewy” musiał pracować głównie w defensywie w środkowej strefie, natomiast w Chorzowie miał okazję zabłysnąć w ataku – zdobył gola i zaliczył asystę.
Systematyczne zmiany w drugich połowach spotkań to element nowej strategii zarządzania obciążeniami kapitana reprezentacji. Ten sam model stosuje też Flick w Barcelonie. Obaj szkoleniowcy są zgodni: by Lewandowski mógł utrzymywać wysoką formę, czasami musi odpocząć.
– On już doskonale rozumie, że są momenty, kiedy musi odpuścić, by lepiej przygotować się fizycznie. Piłkarz o takiej charakterystyce musi wiedzieć, kiedy nie jest w stanie dać drużynie wszystkiego. Dobry kontakt z trenerem pozwala wydobyć z zawodnika maksimum, szczególnie biorąc pod uwagę jego wiek. Nie będzie on coraz silniejszy z roku na rok. Najlepszą wersję Lewandowskiego zobaczymy wtedy, gdy nie będzie grał absolutnie w każdym meczu. To naturalne – powiedział selekcjoner w rozmowie z radiem SER w audycji „Que Thi Jugues”.
Lewandowski po zgrupowaniu w Katowicach powrócił do Barcelony i w piątek uczestniczył w treningu przed niedzielnym meczem z Valencią, który odbędzie się na stadionie im. Johanna Cruyffa. Klub opublikował w mediach społecznościowych nagrania z zajęć, na jednym z nich Polak popisał się efektownym trafieniem.
„Lewy” stojąc tyłem do bramki, przyjął podanie od Pedriego i lekkim ruchem boczną częścią stopy zmienił kierunek lotu piłki, całkowicie zaskakując bramkarza.
Takie akcje cieszą kibiców Barcelony, którzy stęsknili się za błyskotliwymi zagraniami swojego snajpera. Dotychczas w tym sezonie Lewandowski rozegrał tylko 26 minut, bo po kontuzji, która wykluczyła go z inauguracji ligi z Getafe, był stopniowo wprowadzany do gry.
-

Iga Świątek wyszła z samolotu i się zaczęło. A obok Abramowicz i Fissette
Przed Igą Świątek wyjątkowy moment w karierze – po raz pierwszy wystąpi w turnieju w Seulu. Liderka światowego rankingu wylądowała już w stolicy Korei Południowej, gdzie czekało na nią serdeczne powitanie. Organizatorzy Korea Open przygotowali kwiaty i zadbali o ciepłą atmosferę, a w mediach społecznościowych podkreślili, jak bardzo cieszą się z jej obecności.
Na miejscu towarzyszą jej niezmiennie trener Wim Fissette i psycholożka Daria Abramowicz. Oficjalny profil turnieju opublikował serię zdjęć z lotniska, na których widać całą ekipę Polki, dodając komentarz:
„Jesteśmy absolutnie zachwyceni, że możemy gościć Igę Świątek! Dziękujemy za to, że zdecydowała się na tak długą podróż. Nie możemy się doczekać nadchodzących emocjonujących meczów!”Turniej Korea Open to impreza rangi WTA 500. Kwalifikacje są już w toku, a główna drabinka ruszy w poniedziałek. Losowanie odbyło się w sobotę rano (czasu polskiego) i Świątek poznała swoje pierwsze potencjalne rywalki – w 1/8 finału zmierzy się z Chinką Lin Zhu lub Rumunką Soraną Cirsteą. W kolejnych rundach na jej drodze mogą stanąć m.in. Barbora Krejcikova, Emma Raducanu, Clara Tauson czy Sofia Kenin. Największą faworytką po drugiej stronie drabinki jest rozstawiona z numerem dwa Jekaterina Aleksandrowa – potencjalna przeciwniczka w meczu finałowym zaplanowanym na niedzielę, 21 września.
Sama Iga nie kryje radości z nowego wyzwania. Już w maju zapowiadała na Instagramie swój występ w Seulu:
– Jestem niezwykle podekscytowana, że w tym roku po raz pierwszy zagram w waszym turnieju. To będzie fantastyczne doświadczenie. Słyszałam wiele dobrego o Korei i nie mogę się doczekać, aby zobaczyć wasz kraj. Przede wszystkim jednak cieszę się, że spotkam się z fanami. Postaram się pokazać wam jak najlepszy tenis – mówiła. -

Nieprawdopodobny wyczyn Świątek. Alcaraz i Sabalenka mogą tylko zazdrościć
Iga Świątek ma za sobą niezwykle udany czas. Choć w Nowym Jorku nie zdołała odzyskać trofeum US Open, to pierwszy raz w karierze sięgnęła po triumf na Wimbledonie. Tym samym wszelkie spekulacje o kryzysie formy można już odłożyć do przeszłości. Potwierdzają to nie tylko jej wyniki, lecz także statystyki, które zaprezentował portal Tennis Bakery. Okazuje się, że Polka w jednym z kluczowych zestawień wyprzedziła nawet Carlosa Alcaraza i Jannika Sinnera.
Mocny powrót Świątek
Ostatnie tygodnie były dla Igi niezwykle intensywne i pełne sukcesów. Wygrała Wimbledon, a następnie turniej w Cincinnati, prezentując tenis najwyższej próby. Nic dziwnego, że w US Open uchodziła za jedną z głównych faworytek do tytułu. Po świetnym początku turnieju niespodziewanie zatrzymała ją jednak Amanda Anisimova w ćwierćfinale – ta sama zawodniczka, którą Polka zaledwie kilka tygodni wcześniej rozbiła w londyńskim finale 6:0, 6:0. Mimo tej porażki trudno mieć wątpliwości, że dawne problemy Igi to już historia.
Rekordowa statystyka
Były szkoleniowiec m.in. Marii Szarapowej i sióstr Williams, Rick Macci, jest przekonany, że Świątek ma przed sobą kolejne wielkie osiągnięcia. – Punisher, jak ją nazywam, jest gotowa sięgnąć nieba i wejść na jeszcze wyższy poziom. Iga znakomicie pracuje nogami i wkrótce ponownie zostanie numerem jeden – ocenił na portalu X.
Dziennikarze Tennis Bakery przedstawili natomiast liczby, które nie pozostawiają wątpliwości. Świątek w tym sezonie wygrała aż 34 sety wynikiem 6:0 lub 6:1. To najlepszy rezultat w całym tourze – zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Dla porównania, Carlos Alcaraz ma na koncie 33 takie sety, Jannik Sinner – 27, a wśród tenisistek najbliżej Polki znajduje się Jelena Rybakina z dorobkiem 21.
Najwięcej setów wygranych 6:0 lub 6:1 w 2025 roku:
- Iga Świątek – 34
- Carlos Alcaraz (Hiszpania) – 33
- Jannik Sinner (Włochy) – 27
- Jelena Rybakina (Kazachstan) – 21
- Aryna Sabalenka (Białoruś) – 20
- Mirra Andriejewa (Rosja) – 18
- Alex de Minaur (Australia) – 18
- Jelina Switolina (Ukraina) – 18
- Elise Mertens (Belgia) – 17
Powrót w Seulu
Kolejnym przystankiem w kalendarzu Świątek będzie turniej WTA 500 w Seulu, co sama tenisistka potwierdziła już kilka miesięcy temu. – To będzie coś niesamowitego. Słyszałam wiele dobrego o waszym kraju i nie mogę się doczekać, by zobaczyć go na własne oczy. Najważniejsze będzie jednak spotkanie z fanami. Postaram się pokazać wam dobry tenis – zapowiedziała.
Jej występ długo stał jednak pod znakiem zapytania z powodu urazu stopy. – Umówiliśmy się, że Iga zagra tylko wtedy, gdy będzie w pełni zdrowa. Po powrocie z Nowego Jorku przeszła badania, a w sobotę dostałem od niej wiadomość: „Od wtorku lub środy będę mogła znowu grać w tenisa. Seul nie będzie problemem”. Nie chcieliśmy ryzykować, zależało nam, by odzyskała pełną sprawność – zdradził członek jej sztabu.
-

Ależ pogrom w meczu Barcelony. Oto co zrobiła Ewa Pajor
Ewa Pajor nie zwalnia tempa! W trzecim ligowym występie dla FC Barcelony Femeni ponownie wpisała się na listę strzelczyń, a jej drużyna odniosła kolejne przekonujące zwycięstwo.
Barcelona wciąż bezlitosna dla rywalek
Początek sezonu w wykonaniu mistrzyń Hiszpanii to prawdziwy popis siły. Najpierw rozgromiły Alhamę 8:0, następnie rozbiły Athletic Bilbao 8:1, a teraz wysoko pokonały DUX Logroño. Kibice zgromadzeni na Stadionie Johana Cruyffa mogli być pewni, że ich zespół nie tylko wygra, ale i ponownie zrobi to w efektownym stylu.
Bonmatí daje sygnał do ataku
Spotkanie rozpoczęło się od totalnej dominacji gospodyń, które miały ponad 80% posiadania piłki i nieustannie kreowały sytuacje pod bramką przeciwniczek. Na gole nie trzeba było długo czekać – w 21. minucie wynik otworzyła Aitana Bonmatí. Chwilę później, bo już po trzech minutach, powiększyła swój dorobek i Barcelona prowadziła 2:0.
Pajor z kolejnym trafieniem
W 42. minucie swoje show rozpoczęła Ewa Pajor. Polska snajperka po podaniu Patricii Guijarro zdobyła trzecią bramkę dla Barcelony. Do przerwy gospodynie prowadziły już 3:0, a rywalki praktycznie nie miały nic do powiedzenia.
“Tylko” 4:0
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – Barcelona wciąż atakowała, ale była mniej skuteczna niż w poprzednich kolejkach. Jedynego gola w drugiej połowie zdobyła Kika Nazareth w 68. minucie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:0, który i tak należy uznać za bardzo wyraźny.
Pajor błyszczy w Hiszpanii
Ewa Pajor kontynuuje znakomitą passę. W trzech ligowych występach dla Barcelony strzeliła już cztery bramki i dołożyła do tego trzy asysty, udowadniając, że błyskawicznie odnalazła się w nowym klubie.
FC Barcelona – DUX Logroño 4:0 (3:0)
Bramki: Bonmatí (21’, 24’), Pajor (42’), Nazareth (68’) -

Zrobiła to! Kolejna Polka w finale MŚ! To był koncert
Co za dzień dla polskiego boksu! Po sukcesach Anety Rygielskiej i Julii Szeremety do finału awansowała także Agata Kaczmarska, rywalizująca w kategorii powyżej 80 kilogramów. Polka absolutnie zdominowała w ringu Kazaszkę Yeldanę Talipovą – znakomicie zniwelowała różnicę wzrostu i zasięgu ramion, była szybka, ruchliwa i regularnie trafiała rywalkę mocnymi uderzeniami. Talipova momentami wyglądała, jakby kompletnie nie wiedziała, jak odpowiedzieć na ataki Kaczmarskiej.
Awans do półfinału Kaczmarska wywalczyła sensacyjnie, pokonując faworyzowaną Chinkę Yilian Zhan. Talipova natomiast w swoim ćwierćfinale bez większych problemów rozprawiła się z reprezentantką Nowej Zelandii, Celine Lee-Lo. Obie zawodniczki miały już zapewnione co najmniej brązowe medale, ponieważ na mistrzostwach świata w Liverpoolu nie rozgrywa się walk o trzecie miejsce.
Dominacja Polki od pierwszego gongu
Choć Kazaszka była wyższa i miała większy zasięg ramion, nie potrafiła wykorzystać tej przewagi. To Kaczmarska narzuciła tempo od pierwszych sekund – boksowała agresywnie, szybko i z dużym zaangażowaniem. Świetnie balansowała ciałem, jedynie raz dając się czysto trafić. Polka wyprowadzała serie uderzeń, a szczególnie efektowny był lewy prosty na minutę przed końcem pierwszej rundy. W pełni zasłużenie sędziowie jednogłośnie przyznali jej zwycięstwo w tej odsłonie.W drugiej rundzie obraz walki nie uległ zmianie – Kaczmarska łatwo skracała dystans i regularnie trafiała lewym prostym. Talipova była wolniejsza, a przez to bezradna wobec agresywnej postawy Polki. Sędzia upomniał Kazaszkę za nieczyste zagrania, a Kaczmarska pewnie wygrała kolejną rundę na kartach punktowych.
Mimo bezpiecznej przewagi, Polka nie zamierzała zwalniać. Do samego końca trzeciej rundy konsekwentnie spychała rywalkę do defensywy, nie pozwalając jej na odzyskanie inicjatywy. Talipova próbowała odpychać przeciwniczkę i szukała okazji do prostych ciosów, lecz Kaczmarska była za szybka i świetnie unikała zagrożenia.
W finałowej rundzie sędziowie ponownie jednogłośnie wskazali na Kaczmarską. Na ich kartach pojawił się wynik 5:0, a końcowy rezultat 30:26 tylko potwierdził pełną dominację Polki. To był prawdziwy pokaz bokserskich umiejętności w wykonaniu naszej reprezentantki.
-

Było 14 sekund do końca walki o finał MŚ. Polka została ukarana. “To skandal!”
Aneta Rygielska zapisała piękną kartę w historii polskiego boksu. W półfinale mistrzostw świata stoczyła niezwykle zacięty pojedynek z utytułowaną Chinką Yang Chengyu, by ostatecznie sprawić ogromną niespodziankę i awansować do wielkiego finału!
Droga do półfinału
Polka rozpoczęła turniej w znakomitym stylu. Najpierw wyeliminowała reprezentantkę Indii Sanju Khatri, następnie pokonała Amerykankę Jajairę Gonzalez, a w ćwierćfinale nie dała szans Japonce Ayace Taguchi. W półfinale jej rywalką była nie byle kto – mistrzyni świata IBA sprzed dwóch lat w wadze do 60 kg, Yang Chengyu.
Starcie z mistrzynią świata
Rygielska od początku narzuciła swój styl. Zaczęła mocnym prawym sierpowym i lewym prostym, które zrobiły wrażenie na rywalce. Choć nie zawsze trzymała szczelną gardę, chętnie przechodziła do ataku i to ona dyktowała tempo. Chengyu próbowała odpowiadać kontrami, lecz brakowało jej ciosu, który mógłby odwrócić losy walki.
Pierwsza runda była wyrównana, ale sędziowie nieznacznie ocenili ją na korzyść Chinki (3:2). W drugiej odsłonie Polka zaczęła pracować jeszcze lepiej – świetnie poruszała się na nogach, trafiała celnie prawą ręką, a rywalka coraz częściej uciekała do klinczu. Na kilkanaście sekund przed końcem Rygielska posłała Chengyu na deski, co zapewniło jej pewne zwycięstwo w rundzie.
Decydująca, trzecia runda miała dramatyczny przebieg. Chinka ruszyła do ataku, ale Polka trzymała ją na dystans. Ostatnie fragmenty walki były szarpane i pełne klinczów. Ku zdziwieniu komentatorów, sędzia główny ukarał punktowo tylko Rygielską, mimo że to Chengyu częściej inicjowała klincz. „To skandal” – mówili komentatorzy Polsatu Sport.
Emocje do samego końca
Po ostatnim gongu obie zawodniczki uniosły ręce, przekonane o zwycięstwie. Sędziowie przyznali trzecią rundę Chince (4:1), co oznaczało, że o wyniku decyduje punktacja. Dwóch arbitrów wskazało na zwycięstwo Chengyu (29:27), natomiast trzech pozostałych przy remisie 28:28 uznało, że to Polka była lepsza w ringu. Ostatecznie Rygielska wygrała 3:2 i awansowała do finału mistrzostw świata!
Historyczna szansa
W niedzielę o godzinie 14:00 Aneta Rygielska stanie przed największym wyzwaniem w karierze – walką o tytuł mistrzyni świata. Jej przeciwniczką będzie Brazylijka Rebeka De Lima Santos.