Category: Uncategorized

  • Świątek schowała pomocną dłoń. Komentatorka powtarzała jedno słowo

    Świątek schowała pomocną dłoń. Komentatorka powtarzała jedno słowo

    Anna Kalinska mogła odczuwać deja vu, bo piątkowy ćwierćfinał turnieju w Cincinnati z Igą Świątek w dużej mierze przypominał scenariusz, który Rosjanka przewidywała już ponad rok temu. Wtedy to ona spróbowała zaskoczyć Polkę i narzucić jej własne warunki gry, jednak tym razem – mimo wielu prób – nie zdołała odwrócić losów meczu. Świątek wygrała 6:3, 6:4, rewanżując się za sensacyjną porażkę sprzed kilkunastu miesięcy.

    Podczas transmisji w Canal+ komentatorka Joanna Sakowicz-Kostecka wielokrotnie powtarzała jedno określenie w odniesieniu do 34. w rankingu WTA Kalinskiej – „spóźniona”. Rzeczywiście, Rosjanka często nie nadążała za tempem wymian, które Świątek tradycyjnie narzucała od pierwszych piłek. Było to podwójnie dotkliwe: z jednej strony przez wyjątkowo wymagające warunki w Cincinnati (upał i duża wilgotność), a z drugiej – z powodu wyraźnych problemów zdrowotnych Kalinskiej.

    Jeszcze przed meczem 26-latka dała w mediach społecznościowych upust frustracji z powodu terminarza. Zaledwie kilka godzin po nocnym pojedynku z rodaczką Jekateriną Aleksandrową, zakończonym po drugiej w nocy, dowiedziała się, że następnego dnia zagra pierwszy ćwierćfinał o godzinie 11. – Jak można oczekiwać od zawodników pełnej dyspozycji przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? – pytała retorycznie.

    Na korcie jej fizyczne problemy stały się widoczne już w początkowej fazie meczu. Przy stanie 2:1 dla Świątek poprosiła o przerwę medyczną i wróciła z zabandażowaną łydką. Mimo to próbowała realizować swój plan – skracała wymiany, często stosowała skróty i chciała szybko kończyć akcje. Jednak skuteczne zagrania przeplatała prostymi błędami.

    Przed rokiem w Dubaju Kalinska zastosowała podobną strategię i odniosła największe wówczas zwycięstwo w karierze, pokonując Świątek 6:4, 6:4. – Wiedziałam, że jeśli nie będę agresywna, to ona mnie zniszczy – mówiła wtedy z entuzjazmem. Tamten mecz był jednak w wykonaniu Polki daleki od ideału; sama przyznała, że czuła brak mocy i kontroli, a do tego popełniła 18 niewymuszonych błędów.

    Tym razem role się odwróciły. To Kalinskiej brakowało sił i regularności, a liczba pomyłek rosła z każdą kolejną wymianą. Wciąż atakowała, czasem efektownie, ale – jak zauważyła Sakowicz-Kostecka – „nie liczyła się z konsekwencjami”. W końcówce broniła cztery piłki meczowe, lecz Świątek zamknęła spotkanie, choć mogła zrobić to szybciej. W obu setach zdarzało jej się oddawać rywalce gemy „w prezencie”, co nieco opóźniło moment triumfu.

    Dla Świątek turniej w Cincinnati jest okazją do odbudowy formy po Wimbledonie i przestawieniu się na amerykańskie korty twarde. Co ciekawe, do ćwierćfinału dotarła, rozgrywając zaledwie trzy mecze – w pierwszej rundzie miała wolny los, a w 1/8 finału skorzystała z walkowera Marty Kostiuk. Wcześniej zaliczyła wpadkę w meczu z Anastazją Potapową oraz nie najlepszy występ przeciwko Soran Cirstei, gdy popełniła aż 33 niewymuszone błędy.

    Mimo tych potknięć po raz trzeci z rzędu zameldowała się w półfinale Cincinnati, potwierdzając reputację zawodniczki o wyjątkowej regularności. Teraz stanie przed szansą na pierwszy finał w tej imprezie – o miejsce w nim powalczy ze zwyciężczynią starcia liderki rankingu Aryny Sabalenki z Jeleną Rybakiną.

  • UEFA reaguje po tym, co zrobili Izraelczycy! Raków może dostać karę

    UEFA reaguje po tym, co zrobili Izraelczycy! Raków może dostać karę

    Komisja Dyscyplinarna UEFA opublikowała oficjalny komunikat dotyczący skandalu, do którego doszło podczas meczu Maccabi Hajfa — Raków Częstochowa. Jak się okazuje, władze europejskiej federacji nie zamierzają badać wyłącznie oburzających zachowań izraelskich kibiców — identyczną liczbę zarzutów postawiono także polskiemu klubowi.

    Przypomnijmy: wszystko wydarzyło się w czwartek wieczorem, gdy podczas spotkania w Debreczynie fani Maccabi wywiesili transparent, w którym nazwali Polaków „mordercami od 1939 roku”. Na trybunach pojawiły się również obraźliwe hasła oraz szokujące sceny z manekinem ubranym w biało-czerwone barwy. Wkrótce po tym incydencie zareagowały zarówno polski rząd, jak i PZPN, informując o przekazaniu sprawy do UEFA. Dzień później federacja wydała własne oświadczenie.

    Z opublikowanego komunikatu wynika, że zarówno Maccabi Hajfa, jak i Raków Częstochowa otrzymały po dwa zarzuty. W przypadku izraelskiego klubu dotyczą one przede wszystkim skandalicznego zachowania podczas czwartkowego meczu. W przypadku polskiej drużyny UEFA zarzuca m.in. użycie pirotechniki oraz „przekazywanie wiadomości niepasującej do wydarzenia sportowego”. Można się domyślać, że chodzi o transparent wywieszony przez kibiców Rakowa podczas pierwszego meczu w Częstochowie, na którym widniało hasło „Izrael morduje, świat milczy” — odniesienie do działań Izraela w Strefie Gazy.

    Poniżej treść oświadczenia UEFA:

    „Postępowanie dyscyplinarne zostało wszczęte przeciwko Maccabi Haifa FC oraz Raków Częstochowa zgodnie z art. 55 przepisów dyscyplinarnych UEFA (DR) po meczu konferencyjnym UEFA 2025/2026 rozegranym 14 sierpnia 2025 roku w Debreczynie na Węgrzech.

    Zarzuty wobec Maccabi Haifa FC:

    niewłaściwe zachowanie drużyny

    przekazywanie wiadomości niepasującej do wydarzenia sportowego

    Zarzuty wobec Rakowa Częstochowa:

    użycie pirotechniki

    przekazywanie wiadomości niepasującej do wydarzenia sportowego

    Decyzja organów dyscyplinarnych UEFA zostanie podjęta w odpowiednim czasie.”

  • Godziny do meczu z Rosjanką, tak nazwali Igę Świątek

    Godziny do meczu z Rosjanką, tak nazwali Igę Świątek

    Portal tennisuptodate.com przygotował szczegółową zapowiedź ćwierćfinałowego starcia turnieju WTA 1000 w Cincinnati, w którym zmierzą się Iga Świątek (3. WTA) i Anna Kalinska (34. WTA). Autorzy tekstu zwrócili uwagę, że w kontekście gry Polki pojawia się jedno szczególnie mocne określenie – „władcza” – które ma oddawać sposób, w jaki radziła sobie w drodze do tej fazy zawodów.

    Świątek rozpoczęła rywalizację w Cincinnati od pewnego zwycięstwa w drugiej rundzie z Anastazją Potapową 6:1, 6:4, prezentując od samego początku pełną kontrolę nad przebiegiem meczu. W kolejnej rundzie Polka otrzymała walkower od Marty Kostiuk, co pozwoliło jej zachować więcej sił na dalszą część turnieju. W 1/8 finału liderka polskiego tenisa pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:3, pokazując zarówno stabilność w grze z głębi kortu, jak i zdolność do przejmowania inicjatywy w kluczowych momentach. Zdaniem dziennikarzy serwisu jej gra cechowała się pełną koncentracją oraz umiejętnością kontrolowania długich wymian.

    Kalinska natomiast dotarła do ćwierćfinału po bardzo wymagającej przeprawie. Turniej rozpoczęła od zaciętego, trzysetowego meczu z Peyton Stearns, który zakończyła wynikiem 7:6(4), 4:6, 6:1. W kolejnej rundzie Rosjanka niespodziewanie wyeliminowała rozstawioną z numerem 5 Amandę Anisimową, wygrywając 7:5, 6:4. W 1/8 finału czekało ją kolejne trudne zadanie – starcie z rozstawioną z numerem 12 Jekatieriną Aleksandrową. Kalinska przegrywała w setach, ale dzięki dużej odporności psychicznej i skuteczności w kluczowych momentach odwróciła losy spotkania, zwyciężając 3:6, 7:6(5), 6:1.

    W zapowiedzi przypomniano, że obie tenisistki mierzyły się już w ubiegłym roku w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju, gdzie Rosjanka niespodziewanie pokonała Świątek 6:4, 6:4. Tym razem jednak – jak podkreślają autorzy – warunki i okoliczności będą inne, a stawka meczu wysoka. „Agresywna dominacja i konsekwencja Świątek w grze z linii końcowej zostaną wystawione na próbę w starciu z taktyczną elastycznością Kalinskiej i jej zdolnością do posyłania winnerów pod presją” – czytamy w analizie.

    Według ekspertów można się spodziewać niezwykle dynamicznego meczu, w którym Polka będzie musiała od pierwszych piłek utrzymywać maksymalną koncentrację i nie pozwolić rywalce na przejęcie inicjatywy. Kalinska z kolei będzie starała się wykorzystać każdy moment spadku tempa gry Świątek, licząc na powtórkę z Dubaju. Pojedynek zapowiada się więc jako starcie dwóch zupełnie różnych stylów – stabilnej i konsekwentnej gry z głębi kortu w wykonaniu Świątek oraz kreatywnej, zmiennej i ofensywnej taktyki Kalinskiej, opartej na szukaniu odważnych rozwiązań w najtrudniejszych momentach wymian.

  • Sikorski ostro o kibicach: „Zakute łby” i groźba zakazu wjazdu do Polski

    Sikorski ostro o kibicach: „Zakute łby” i groźba zakazu wjazdu do Polski

    W piątkowy poranek Radosław Sikorski pochwalił stanowczą reakcję Ambasady Izraela na skandaliczny incydent podczas meczu Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa. Przypomnijmy, że w trakcie spotkania izraelscy kibice wywiesili transparent z napisem „mordercy od 1939 r.”, skierowany wprost do Polaków. Minister spraw zagranicznych nie poprzestał jednak na samym komentarzu – zapowiedział, że osoby odpowiedzialne za ten czyn, jeśli zostaną zidentyfikowane, otrzymają zakaz wjazdu do Polski. Kibiców, którzy rozwiesili obraźliwy baner, nazwał „zakutymi łbami”.

    Po zakończeniu meczu eliminacji Ligi Konferencji między Rakowem Częstochowa a Maccabi Hajfa w sieci szybko pojawiły się zdjęcia i nagrania dokumentujące kontrowersyjny transparent. Reakcja polskich władz była natychmiastowa – ostre potępienie tego aktu wyraziła również Ambasada Izraela w Polsce.

    Sikorski w pierwszym wpisie w mediach społecznościowych napisał:
    „Dobrze, że Ambasada Izraela zareagowała na skandaliczny transparent. Mam nadzieję, że izraelska młodzież jest uczona, iż w 1939 roku to hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę i zaczęły mordować jej obywateli wszystkich wyznań i narodowości”.

    Kilka minut później minister zamieścił kolejny, znacznie ostrzejszy komentarz. Wskazał w nim, że incydent nie jest winą państwa Izrael, lecz – jak to ujął – „tamtejszych zakutych łbów”. Zapowiedział, że wspólnie z ministrem spraw wewnętrznych Marcinem Kierwińskim ustalili, iż jeśli Węgry pomogą w ustaleniu tożsamości winnych, osoby te otrzymają zakaz wjazdu do Polski. Dodał również znamienne porównanie:
    „Proszę też rozważyć, czy chcemy, aby nasz ambasador był wzywany na dywanik w Tel Awiwie za każdym razem, gdy jakiś dureń napisze »ŁKS Żydy«”.

  • Czy starcie Świątek – Kalinska jest już „rozstrzygnięte”? Śmiałe oskarżenie, które wstrząsnęło Cincinnati

    Czy starcie Świątek – Kalinska jest już „rozstrzygnięte”? Śmiałe oskarżenie, które wstrząsnęło Cincinnati

    Czy starcie Świątek – Kalinska jest już „rozstrzygnięte”? Śmiałe oskarżenie, które wstrząsnęło Cincinnati

    Scena w Cincinnati jest gotowa na ćwierćfinał o wysoką stawkę pomiędzy Igą Świątek i Anną Kalinską — ale zanim padnie pierwszy punkt, nad turniejem zawisła chmura kontrowersji. Rosyjska tenisistka uderzyła w mediach społecznościowych w organizatorów, twierdząc, że harmonogram meczu jest niesprawiedliwy. Jej słowa rozpaliły dyskusję nie tylko o bezpieczeństwie i regeneracji zawodniczek, lecz także o tym, czy niewidzialna ręka nie przechyla szali na korzyść liderki rankingu WTA.

    Czy może mieć rację? A może to tylko burza w szklance wody?

    Ćwierćfinał w cieniu oskarżeń

    W piątek o godzinie 11:00 czasu lokalnego w Ohio Świątek i Kalinska wyjdą na kort centralny, by rozegrać ćwierćfinał turnieju WTA 1000. Dla polskich kibiców oznacza to start sześć godzin później, w godzinach popołudniowych — ale dla Kalinskiej to właśnie pora rozpoczęcia jest problemem.

    Jej frustracja ma źródło w brutalnej sekwencji wydarzeń poprzedzających mecz. Po pokonaniu rodaczki Jekateriny Aleksandrowej w wyczerpującym pojedynku czwartej rundy, Kalinska opuściła obiekt dopiero około godziny 3 nad ranem. Wczesnym rankiem następnego dnia, wciąż pod wpływem adrenaliny i niemal bez snu, pojawiła się na treningu — tylko po to, by dowiedzieć się, że kolejnego dnia otworzy program meczów przeciwko Świątek.

    Internetowa salwa Kalinskiej

    Późnym czwartkowym wieczorem Rosjanka opublikowała w mediach społecznościowych mocny wpis:

    > „Jak WTA i organizatorzy turnieju mogą oczekiwać, że zawodniczki pokażą wszystko, co najlepsze, gdy harmonogram jest tak niesprawiedliwy? Po meczu z Aleksandrową wróciłam o 2:40 w nocy i nie mogłam zasnąć aż do 4. Potem trenowałam, a później dowiaduję się, że jutro gram o 11 rano. Jak oczekują, że się zregeneruję i będę wciąż zmieniać swój rytm snu, który jest tak istotny dla odbudowy sił? To wydaje się trochę jednostronne.”

    Ostatnie słowa — „trochę jednostronne” — zabrzmiały jak zawoalowane oskarżenie. Czy sugerowała, że Świątek, która swój poprzedni mecz zakończyła ponad 11 godzin wcześniej, dostała przewagę?

    Dlaczego harmonogram zamienił się w chaos

    Zamieszanie w Cincinnati nie wzięło się jednak wyłącznie z zaniedbań. Turniej padł ofiarą ekstremalnych warunków: najpierw panował ogromny upał, a później spadły ulewne deszcze. Mecze były przekładane i upychane w każde wolne okienko, bo kalendarz nie pozwalał na przedłużenie imprezy — tuż za rogiem czeka US Open w mikście w Nowym Jorku, w którym zagra wielu czołowych singlistów.

    Do piątku trzeba było rozegrać wszystkie ćwierćfinały kobiet, więc pole manewru było niewielkie. Zawodniczki z dolnej części drabinki — Paolini vs. Gauff oraz Graczowa vs. Kudermietowa — musiały grać późno w czwartek wieczorem. Aby dać im więcej czasu na regenerację, ich mecze ćwierćfinałowe zaplanowano na późniejsze godziny w piątek.

    To sprawiło, że pary Świątek – Kalinska oraz Sabalenka – Rybakina musiały wyjść na kort wcześniej. Organizatorzy mogli co najwyżej zamienić kolejność tych spotkań, ale oba i tak musiały zostać rozegrane, aby półfinały odbyły się w niedzielę.

    Znany problem w elicie tenisa

    Rozczarowanie Kalinskiej ma pewne uzasadnienie. Zakończenie meczu po północy, po czym obowiązki medialne, zabiegi regeneracyjne i podwyższony poziom adrenaliny, potrafią poważnie zaburzyć rytm dobowy sportowca. Nawet jeśli w czwartek miała wolny dzień, jej cykl snu został mocno rozregulowany.

    Jednak w profesjonalnym tenisie umiejętność dostosowania się to część gry. Opóźnienia spowodowane deszczem, mecze maratońskie i nieprzewidywalne przerwy są na porządku dziennym. Czasem zdarza się, że zawodniczki rozgrywają dwa spotkania w tym samym dniu.

    Większe pytanie brzmi: dlaczego turnieje tak prestiżowe jak Cincinnati — z pulą nagród 5 milionów dolarów dla kobiet i 9 milionów dla mężczyzn — wciąż są całkowicie podatne na paraliż spowodowany deszczem? Wiele obiektów wielkoszlemowych ma już dachy, tymczasem turnieje rangi WTA i ATP 1000 pozostają w tyle. Miasta takie jak Rzym od lat obiecują zadaszenie kortów centralnych, a i tak liczą tylko na to, że pogoda dopisze.

    Sugestia, która podniosła ciśnienie

    To jednak ostatnia uwaga Kalinskiej nadała całej sprawie dodatkowej dramaturgii. Określając decyzję jako „trochę jednostronną”, zdawała się sugerować, że Świątek została potraktowana ulgowo.

    Tymczasem fakty są takie: Polka zakończyła swój poprzedni mecz około godziny 13 w środę — na długo przed tym, jak Kalinska rozegrała swój późnonocny pojedynek. Różnica wynikała wyłącznie z rozbitego przez deszcz terminarza, a nie z intencji faworyzowania którejkolwiek zawodniczki.

    W rzeczywistości pole manewru organizatorów było minimalne. W najlepszym razie mogli zamienić jej mecz z parą Sabalenka – Rybakina, co przesunęłoby start o kilkadziesiąt minut. Teoria, że był to celowy zabieg na korzyść Polki, nie ma mocnych podstaw.

    Werdykt

    Kalinska ma pełne prawo krytykować wymagające warunki i napięty harmonogram — kwestia regeneracji i zdrowia zawodniczek jest poważna, a praktyki WTA wymagają dyskusji. Jednak w tym konkretnym przypadku zarzut faworyzowania Świątek wydaje się bezpodstawny. Ten mecz nie jest „rozstrzygnięty” zanim się zacznie; to po prostu efekt zatkanego, zniszczonego przez pogodę terminarza, który organizatorzy starali się utrzymać w ryzach.

    Mimo to, gdy obie zawodniczki wyjdą na kort w Cincinnati, ten kontekst będzie unosił się w powietrzu. Kalinska będzie walczyć nie tylko z liderką rankingu, ale i z poczuciem — słusznym czy nie — że od samego początku gra przeciwko przewadze rywalki.

  • Mecz Świątek – Kalinska już “rozstrzygnięty”? Niewiarygodne, co sugeruje Rosjanka

    Mecz Świątek – Kalinska już “rozstrzygnięty”? Niewiarygodne, co sugeruje Rosjanka

    Anna Kalińska nie kryje pretensji do organizatorów turnieju WTA 1000 w Cincinnati przed ćwierćfinałowym meczem z Igą Świątek. Rosjanka uważa, że została potraktowana niesprawiedliwie, choć w rzeczywistości część jej zarzutów można zrozumieć jedynie częściowo. Natomiast sugestia, że godzina meczu została ustalona specjalnie z myślą o polskiej tenisistce, wydaje się przesadzona i pozbawiona podstaw.

    Spór o harmonogram Spotkanie Świątek – Kalińska zaplanowano na piątek, na godzinę 11:00 czasu miejscowego (w Polsce będzie to 17:00). Rosjanka twierdzi, że termin ten jest dla niej wyjątkowo niekorzystny. W mediach społecznościowych opisała, że po zwycięskim meczu czwartej rundy z Jekateriną Aleksandrową wróciła do hotelu dopiero o 2:40 w nocy, a zasnęła około 4:00. Kilka godzin później odbyła trening, a następnie dowiedziała się, że już następnego dnia rano ma wyjść na kort w ćwierćfinale. – Jak WTA i organizatorzy mogą oczekiwać od zawodników maksymalnej formy przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? Regeneracja, w tym prawidłowy rytm snu, jest kluczowa. Wydaje się to trochę jednostronne – napisała Kalińska.

    Trudne warunki pogodowe Zamieszanie wynika z kapryśnej pogody w Ohio. Najpierw ogromny upał, później intensywny deszcz wymusiły liczne zmiany w terminarzu. Turniej musi zakończyć się w poniedziałek, bo już we wtorek i środę w Nowym Jorku odbędzie się mikstowy US Open z udziałem wielu czołowych tenisistów. Dlatego w piątek zaplanowano wszystkie ćwierćfinały kobiet, a w niedzielę – półfinały. Problem w tym, że zawodniczki z dolnej części drabinki – Paolini, Gauff, Graczowa i Kudermietowa – swoje mecze czwartej rundy rozgrywały dopiero w czwartek. Organizatorzy dali im więc najpóźniejsze możliwe godziny ćwierćfinałów. Pozostałe dwa mecze – Świątek z Kalińską oraz Sabalenka z Rybakiną – musiały odbyć się wcześniej, kolejno po sobie na korcie centralnym.

    Czy Rosjanka ma rację? Częściowo tak – późne zakończenie meczu z Aleksandrową faktycznie zaburzyło rytm dnia i utrudniło regenerację. Jednak między tym spotkaniem a starciem ze Świątek minie ponad 30 godzin, co w turniejowej rzeczywistości nie jest wyjątkową sytuacją. Zawodniczki często grają dzień po dniu, a czasem nawet dwa mecze w ciągu jednego dnia. Kalińska nie musiała też w czwartek rywalizować, miała czas na odpoczynek i przygotowania.

    Problem większy niż jeden mecz Prawdziwym kłopotem jest brak dachu nad kortami w turniejach tej rangi. Cincinnati to prestiżowa impreza z wielomilionową pulą nagród, a mimo to deszcz potrafi sparaliżować rywalizację. Podobnie dzieje się w Rzymie, gdzie od lat mówi się o zadaszeniu, ale póki co organizatorzy mogą tylko liczyć na dobrą pogodę.

    Kontrowersyjna sugestia Najbardziej dyskusyjne w wypowiedzi Rosjanki jest stwierdzenie, że sytuacja jest „jednostronna”, co można odczytać jako insynuację, iż godzina meczu została dobrana pod Igę Świątek. To jednak nie ma żadnego uzasadnienia – Polka zakończyła swój mecz w środę wczesnym popołudniem, więc naturalne było, że w piątek może zagrać wcześniej. Układ godzin wynikał z konieczności dostosowania planu do warunków pogodowych i równoległego turnieju ATP, a nie z faworyzowania którejkolwiek z zawodniczek.

    Podsumowując – można zrozumieć rozczarowanie Kalińskiej spowodowane zaburzonym rytmem, ale jej sugestia o preferencyjnym traktowaniu Świątek jest całkowicie bezpodstawna.

  • Grbić stracił dla niej głowę. Nie powstrzymasz miłości

    Grbić stracił dla niej głowę. Nie powstrzymasz miłości

    Nikola Grbić, trener reprezentacji Polski siatkarzy, nie ukrywa, że u boku swojej żony znalazł prawdziwe ukojenie i szczęście. – Jej rola w naszym życiu była i jest ogromna. To wyjątkowa kobieta – mówi z dumą o Stanisławie, z którą tworzy niezwykle udany związek.

    12 stycznia 2022 roku były znakomity rozgrywający i wielokrotny reprezentant Serbii objął stanowisko selekcjonera biało-czerwonych. Od tamtej chwili jego drużyna odnosi liczne sukcesy: wicemistrzostwo świata (2022), mistrzostwo Europy (2023) oraz cztery medale Ligi Narodów, w tym dwa złote.

    Życie prywatne pełne harmonii

    Równie udane, jak kariera trenerska, jest życie rodzinne Grbicia. Od 15 lipca 2006 roku jest mężem Stanisławy, z którą ślub wzięli na malowniczym toskańskim wybrzeżu. W tym roku para świętowała 19. rocznicę małżeństwa. Wspólnie wychowują dwóch synów – 18-letniego Matiję oraz 15-letniego Milosa.

    Stanisława poświęciła się rodzinie i wychowaniu dzieci, często w dużej mierze samodzielnie, gdy mąż przebywał na zgrupowaniach i turniejach. – Nie jest łatwo praktycznie w samotności wychowywać dwójkę dzieci, ale gdy zakończę karierę, wynagrodzę to żonie i synom. Znalazłem u jej boku prawdziwy spokój. Staram się pomagać w domu, jednak największy ciężar spoczywa na niej – mówił trener w 2010 roku, gdy na świat przyszedł jego młodszy syn.

    Wspólne zasady i wychowanie

    Grbić podkreśla, że w kwestiach wychowawczych z żoną zawsze mówią jednym głosem. – Stasa i ja mamy takie samo podejście do dzieci. Są granice, których się nie przekracza, ale też kwestie, które warto omówić. Zawsze jesteśmy zgodni, a to sprawia, że wszystko jest prostsze. Nie jestem surowym ojcem, ale potrafię egzekwować swoje decyzje bez krzyku – mówił w wywiadzie dla „Story”.

    Początek pięknej historii

    Para poznała się w 2003 roku na przyjęciu u wspólnych znajomych we Włoszech. Od pierwszych chwil między nimi zaiskrzyło. Z czasem odkryli, że mają wiele wspólnego, świetnie się rozumieją i patrzą na świat w podobny sposób. Choć żyją z dala od blasku fleszy, cenią sobie czas spędzony z rodziną.

    Nikola przekazał synom miłość do siatkówki – tak jak on zakochali się w tym sporcie. Czy pójdą w ślady ojca? – Czas pokaże – pisała na początku sierpnia tego roku „Viva.pl”.

  • Znamy godzinę meczu Świątek! Rywalka jest wściekła

    Znamy godzinę meczu Świątek! Rywalka jest wściekła

    Iga Świątek została najmłodszą tenisistką od czasów Simony Halep w 2015 roku, która po raz trzeci z rzędu awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA w Cincinnati. W tegorocznej edycji Polka zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską, a organizatorzy ujawnili już datę i godzinę tego spotkania. Rywalka liderki rankingu nie kryje irytacji decyzją o harmonogramie.

    Świątek pewnie kroczy przez turniej w Ohio. W środowym meczu pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:3, zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce. Warunki atmosferyczne były wymagające – temperatura sięgała 30 stopni Celsjusza, a wilgotność przekraczała 70 procent. Komentatorzy określili fragmenty tego starcia jako „szarpaninę na korcie”.

    Godzina meczu Świątek – Kalinska
    O półfinał Polka zagra z Anną Kalinską, która sensacyjnie wyeliminowała Jekaterinę Aleksandrową, wygrywając 3:6, 7:6 (7-5), 6:1. Będzie to ich drugie spotkanie – poprzednio zmierzyły się w półfinale turnieju WTA w Dubaju w 2024 roku. Wtedy lepsza okazała się Rosjanka, triumfując 6:4, 6:4 i awansując do finału, w którym uległa Jasmine Paolini.

    Teraz Świątek stanie przed szansą na rewanż. Organizatorzy poinformowali, że ćwierćfinał odbędzie się w piątek 15 sierpnia, a zawodniczki wyjdą na kort nie wcześniej niż o godz. 17:00 czasu polskiego.

    Kalinska krytykuje harmonogram
    Rosjanka w mediach społecznościowych wyraziła niezadowolenie z ustalonej godziny meczu. Jej zdaniem przerwa między spotkaniami jest zbyt krótka, by mogła w pełni się zregenerować.

    – Jak WTA i organizatorzy mogą oczekiwać od sportowców maksymalnego wysiłku przy tak niesprawiedliwym harmonogramie? Po meczu z Aleksandrową wróciłam o 2:40 nad ranem i zasnęłam dopiero o 4. Potem trochę pospałam, przyjechałam na trening, a następnie dowiaduję się, że gram jutro o 11 rano czasu lokalnego. Jak mam odzyskać siły i dostosować rytm snu, który jest kluczowy dla regeneracji? To wygląda jednostronnie – napisała na Instagramie.

    Szacunek dla rywalki
    Mimo krytyki harmonogramu Kalinska podkreśla, że czeka ją wymagające wyzwanie: – Jestem podekscytowana. To będzie mecz na wysokim poziomie, Iga jest wojowniczką. Zobaczymy, jak to się potoczy. Może odpocznę w szatni – stwierdziła.

    Zwyciężczyni meczu Świątek – Kalinska w półfinale zmierzy się z triumfatorką pojedynku Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina.

    Historyczny wynik Świątek
    Jak wyliczył profil „The Tennis Letter”, będzie to już 24. ćwierćfinał turnieju rangi WTA 1000 w karierze Igi Świątek i jednocześnie trzeci z rzędu w Cincinnati. Tym samym Polka jest najmłodszą zawodniczką od czasów Halep, której udało się trzy razy z rzędu dotrzeć do tego etapu zmagań w Ohio.

  • Świątek prowadziła 4:2 i nie wytrzymała. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nie wytrzymała. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek niespodziewanie uległa Annie Kalińskiej w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju w lutym ubiegłego roku, a dopiero po kilku miesiącach zdradziła, co przeszkadzało jej wtedy w grze. Teraz, po upływie półtora roku, obie tenisistki ponownie spotkają się na korcie – tym razem w ćwierćfinale prestiżowego turnieju w Cincinnati. Czy tym razem Polka zdoła zrewanżować się rywalce?

    Trzecia rakieta świata pokonała w czwartej rundzie Soranę Cirsteę (138. WTA) 6:4, 6:3, dzięki czemu awansowała do najlepszej ósemki imprezy. W walce o półfinał zmierzy się z 34. w rankingu Anną Kalińską, która w swoim poprzednim meczu wyeliminowała rozstawioną z numerem 16 Jekaterinę Aleksandrową 3:6, 7:6, 6:1.

    Będzie to dopiero drugie bezpośrednie starcie Świątek i Kalińskiej. Pierwsze miało miejsce w Dubaju w 2024 r., gdy Polka była liderką światowego rankingu, a Rosjanka zajmowała 40. pozycję. Wówczas sensacyjnie lepsza okazała się Kalińska, wygrywając 6:4, 6:4.

    Dubaj 2024 – mocny start i frustracja Polki
    Mecz rozpoczął się obiecująco dla Świątek. Przy stanie 3:2 przełamała rywalkę, wykorzystując piątego break pointa. Niestety już w kolejnym gemie popełniła dwa podwójne błędy serwisowe i przewaga szybko stopniała. Chwilę później ponownie straciła podanie – tym razem po prostych błędach przy otwartym korcie. W końcówce pierwszego seta to niewymuszone pomyłki Polki przesądziły o wyniku 4:6.

    Początek drugiej partii również należał do Kalińskiej, która wygrała sześć gemów z rzędu, obejmując prowadzenie 2:0. W tym momencie Świątek dała upust emocjom – mocno uderzyła rakietą o kort, po czym musiała ją wymienić. Choć pod koniec próbowała jeszcze odrobić straty, obroniła dwie piłki meczowe i miała szansę na remis, ostatecznie Rosjanka zamknęła mecz po 102 minutach gry.

    Kariera Kalińskiej nabrała tempa
    Wygrana w Dubaju dała Kalińskiej awans do finału, w którym po zaciętej walce uległa Jasmine Paolini 6:4, 5:7, 5:7. Był to jej pierwszy finał na poziomie WTA 1000, osiągnięty po przejściu eliminacji. Sezon 2024 okazał się najlepszy w jej karierze – dotarła do ćwierćfinału Australian Open, finału w Berlinie, a po drodze pokonała m.in. Świątek, Coco Gauff i Arynę Sabalenkę. Zaczynała rok jako 80. rakieta świata, a kończyła na 11. pozycji, zdobywając nominację WTA w kategorii „Progres Roku”.

    Przed meczem w Dubaju sztuczna inteligencja dawała Rosjance jedynie 15% szans na zwycięstwo. Nie mogła jednak przewidzieć, że Polka zmagała się wtedy z konsekwencjami zakażenia COVID-19, co ujawniła dopiero w grudniu w serialu Canal+ „Cztery pory Igi”.

    Obecna forma obu zawodniczek
    Początek sezonu 2025 był dla Kalińskiej trudny. Z powodu kontuzji opuściła Australian Open, w kilku turniejach kreczowała, a w Indian Wells, Dubaju i Dosze odpadała w pierwszych rundach. Na mączce również nie odnosiła sukcesów, przegrywając wcześnie w Rzymie i Roland Garros. W Berlinie nie przeszła kwalifikacji, a na Wimbledonie przegrała w drugiej rundzie z Clarą Tauson. Przełamanie przyszło dopiero na kortach twardych – w Waszyngtonie dotarła do finału, eliminując po drodze m.in. Magdę Linette i Emmę Raducanu. W Cincinnati niespodziewanie ograła finalistkę Wimbledonu Amandę Anisimową.

    Mimo że forma Rosjanki ostatnio wyraźnie zwyżkuje, Iga Świątek ma wszystkie atuty, by powalczyć o półfinał. Spotkanie obu zawodniczek zaplanowano na piątek, około godziny 17:00 czasu polskiego. Zwyciężczyni zmierzy się z Arynę Sabalenką lub Jeleną Rybakiną. Turniej w Cincinnati to dla Świątek ostatni ważny sprawdzian przed rozpoczynającym się 24 sierpnia US Open.

  • Karol Nawrocki reaguje na to, jak Izraelczycy nazwali Polaków

    Karol Nawrocki reaguje na to, jak Izraelczycy nazwali Polaków

    Podczas rewanżowego meczu Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa doszło do wydarzeń, które przyćmiły sportowy aspekt rywalizacji. Choć zespół Marka Papszuna odniósł cenne zwycięstwo 2:0 i wywalczył awans do decydującej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji, to atmosfera spotkania została poważnie zakłócona przez skandaliczne zachowanie części kibiców drużyny z Izraela.

    Spotkanie odbyło się na Węgrzech, gdzie Raków musiał odrobić straty z pierwszego meczu przegranego 0:1. Piłkarze z Częstochowy wykonali swoje zadanie znakomicie – jeszcze przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgier Peter Barath, który trafił do siatki w doliczonym czasie pierwszej połowy. Wynik ustalił w 76. minucie Lamine Diaby-Fadiga, pieczętując awans polskiego klubu.

    Jednak to, co wydarzyło się na trybunach w drugiej połowie, wywołało oburzenie nie tylko w Polsce, ale także w środowisku międzynarodowym. Kibice Maccabi Hajfa wywiesili transparent z napisem „Murderers since 1939” („Mordercy od 1939 roku”), bezpośrednio wymierzony w Polaków. To nie wszystko – jeden z sympatyków izraelskiej drużyny dopuścił się skandalicznej prowokacji, symulując akt seksualny z manekinem owiniętym w polską flagę.

    Na incydent natychmiast zareagował prezydent RP Karol Nawrocki. W swoim wpisie w serwisie X potępił zachowanie kibiców, zwracając uwagę na jego skrajną obraźliwość i historyczną ignorancję:

    > „Skandaliczny transparent wywieszony przez kibiców Maccabi Hajfa obraża pamięć o obywatelach polskich – ofiarach II wojny światowej, wśród których było 3 mln Żydów. Głupota, której nie tłumaczą żadne słowa”.

    Prezydent zaznaczył również, że tego typu działania powinny spotkać się z dotkliwymi sankcjami ze strony organizatorów rozgrywek oraz władz piłkarskich, gdyż nie mają one nic wspólnego z duchem sportu ani zasadami fair play.

    Choć awans Rakowa Częstochowa jest sportowym sukcesem, zwłaszcza w kontekście trudnego meczu wyjazdowego i konieczności odrobienia strat, to wydarzenia z trybun pozostawiły gorzki posmak. Teraz częstochowianie w decydującym dwumeczu o fazę grupową Ligi Konferencji zmierzą się z bułgarską Ardą Kyrdżali, ale nad tymi rozgrywkami nadal unosi się cień skandalu z udziałem kibiców Maccabi Hajfa.

    Chcesz, żebym przygotował też rozszerzoną wersję tego tekstu z szerszym tłem historycznym i analizą możliwych konsekwencji dla Maccabi Hajfa?