Category: Uncategorized

  • Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Po tym pytaniu Świątek wybuchła. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

    Iga Świątek pokonała w drugiej rundzie US Open Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4), choć spotkanie nie obyło się bez komplikacji. Polka świetnie rozpoczęła mecz, pewnie wygrywając pierwszego seta. W drugiej partii, mimo prowadzenia 4:3 z przełamaniem, niespodziewanie pozwoliła rywalce na odrobienie strat i doprowadzenie do remisu w setach. Ostatecznie jednak to liderka światowego rankingu zachowała więcej zimnej krwi w decydującym secie i zapewniła sobie awans do kolejnej rundy.

    Emocje nie skończyły się jednak na korcie. Podczas konferencji prasowej doszło do dość nietypowych scen, których głównym bohaterem stał się dziennikarz Tomasz Moczerniuk. Już przy pierwszym pytaniu miał problemy z jasnym przekazaniem swojej myśli. – „Było pytanie o Taylor Swift… to znaczy nie, o Tomka Wiktorowskiego. Wczoraj spotkaliście się na korcie…” – zaczął.

    Świątek, wyraźnie zaskoczona, dopytała: – „To o kogo chodzi?”. Dopiero wtedy dziennikarz sprecyzował, że pyta o potencjalne spotkanie Polki z jej byłym trenerem. – „Jeśli kamery to zarejestrowały, to można było zauważyć, że ja kończyłam trening, a trener dopiero zaczynał. Nie mieliśmy czasu porozmawiać” – wyjaśniła tenisistka.

    Na tym jednak się nie skończyło. Moczerniuk zapytał następnie, czy Świątek kiedykolwiek myślała o wpleceniu koralików we włosy, nawiązując do stylizacji Naomi Osaki. Liderka rankingu WTA nie kryła irytacji: – „Co to jest za pytanie? Przepraszam, ale nie. Nigdy o tym nie myślałam. O co tutaj chodzi?”.

    Nagranie z konferencji szybko obiegło internet, a na dziennikarza spadła fala krytyki. Kibice zarzucali mu brak profesjonalizmu i nieadekwatne pytania. Sam zainteresowany postanowił odnieść się do sprawy w mediach społecznościowych. – „Trzeba znać cały kontekst. Końcówka konferencji była dość nerwowa, a ja chciałem nieco rozładować atmosferę, stąd pomysł na luźniejsze pytanie. Wyszło, jak wyszło – czasu nie cofnę. Igę przeproszę przy najbliższej okazji” – napisał Moczerniuk.

    W kolejnych komentarzach dodał: – „Zamiast rozładować atmosferę, dolałem oliwy do ognia. To dla mnie nauczka. Podczas konferencji na US Open takie pytania obyczajowe są normą, ale najwyraźniej nie wyczułem odpowiedniego momentu”.

    Świątek kolejne spotkanie w turnieju rozegra w sobotę, 30 sierpnia. Jej przeciwniczką będzie Rosjanka Anna Kalinskaja.

  • Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Łzy Gauff w meczu z wicemistrzynią olimpijską. “Gorzej niż kiedykolwiek”

    Na trybunach największego kortu w Nowym Jorku zasiedli przedstawiciele świata sportu i kina, a na samym korcie rozegrał się spektakl pełen napięcia i emocji. Spotkanie Coco Gauff z Donną Vekić w drugiej rundzie US Open miało w sobie wszystko: dramatyczne zwroty akcji, atmosferę wielkiego wydarzenia i momenty, które chwytały za serce. Zwłaszcza w pierwszym secie, który przypominał prawdziwy kalejdoskop zdarzeń. To właśnie wtedy na twarzy młodej Amerykanki pojawiły się łzy.

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, już w pierwszej rundzie musiała mocno się natrudzić, by wywalczyć awans. W trzygodzinnym maratonie pokonała Australijkę Ajlę Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5. W tamtym pojedynku popełniła aż 59 niewymuszonych błędów i 10 podwójnych błędów serwisowych, co mogło kosztować ją porażkę. Mimo wszystko udźwignęła presję i znalazła się w drugiej rundzie.

    Na tym etapie czekała na nią finalistka olimpijska z Paryża, Chorwatka Donna Vekić. Pierwszy set ich pojedynku był kwintesencją sportowych emocji. Vekić rozpoczęła znakomicie – szybko przełamała serwis Amerykanki i prowadziła 2:0. Jednak Gauff odpowiedziała serią czterech gemów z rzędu i wyszła na prowadzenie 4:2, grając pewniej niż w swoim poprzednim meczu. Mogło się wydawać, że od tej chwili kontroluje wydarzenia na korcie.

    Nic bardziej mylnego – w tym meczu pewności nie było niemal do samego końca. Vekić odzyskała rytm i wygrała trzy kolejne gemy, dwukrotnie przełamując Gauff. Chorwatka prowadziła 5:4 i szykowała się do serwisu, który mógł zapewnić jej zwycięstwo w secie. To właśnie w tej chwili Amerykanka nie wytrzymała emocji i w jej oczach pojawiły się łzy.

    Jednak historia seta potoczyła się zupełnie inaczej. Vekić nie dostała nawet piłki setowej. Obie tenisistki na przemian traciły swoje podania i o wszystkim musiał zadecydować tie-break. Ten był niezwykle wyrównany – punkt za punkt, wymiana za wymianę. Dopiero w samej końcówce Gauff zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i po 65 minutach walki wygrała pierwszą partię 7:6(5).

    Drugi set miał już zupełnie inny przebieg. Tym razem Amerykanka grała dużo spokojniej i bardziej zdecydowanie. Vekić wygrała tylko dwa gemy – pierwszy i czwarty – a reszta to była dominacja Gauff, która zwyciężyła 6:2. Całe spotkanie trwało sto minut i zakończyło się triumfem Coco Gauff 7:6(5), 6:2. Dzięki temu awansowała ona do trzeciej rundy turnieju, gdzie jej rywalką będzie Magdalena Fręch. Polka grała z Amerykanką już dwukrotnie i za każdym razem musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając w dwóch setach.

    Po meczu Gauff nie ukrywała, że emocje, które widać było na korcie, były naturalną reakcją. – Łzy? To ludzkie. Jesteśmy sportowcami, ale wielu ludzi zapomina, że wciąż jesteśmy też zwykłymi ludźmi. Gdybym jutro zakończyła karierę i nigdy więcej nie chwyciła za rakietę, to i tak miałabym za sobą coś, o czym marzy wielu. Ale kiedy staję na korcie w takich sytuacjach, czuję presję. To normalne. Każdy sportowiec, który był w tym samym miejscu co ja, przeżywał podobne emocje – czasem publicznie, jak ja, a czasem w ciszy, z dala od oczu innych – mówiła na konferencji prasowej.

    Dla Coco Gauff mecz z Donną Vekić był więc czymś więcej niż tylko zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy. Był też dowodem na to, jak cienka bywa granica między słabością a siłą – i jak często jedno wynika z drugiego.

  • Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Wrze po tym, co Ostapenko zrobiła na US Open. Osaka nie wytrzymała

    Skandal po meczu Ostapenko – Townsend. Osaka nie gryzła się w język

    Atmosfera po meczu II rundy US Open pomiędzy Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend daleka była od sportowej. Łotyszka przegrała 5:7, 1:6, ale to nie sam wynik, a jej zachowanie po zakończonym spotkaniu wywołało ogromną burzę.

    Według relacji „The Athletic”, pod siatką Ostapenko miała pretensje do Amerykanki, że ta nie przeprosiła za piłkę, która po taśmie spadła po stronie rywalki. Townsend odpowiedziała, że nie ma za co przepraszać, co tylko zaogniło dyskusję. „Pod koniec Ostapenko powtarzała kilkakrotnie, że nie mam wykształcenia, aż w końcu odpowiedziałam jej, że może kiedyś nauczy się lepiej znosić porażki” – opowiadała później Amerykanka.

    Townsend zdradziła także, że usłyszała znacznie ostrzejsze słowa. „Powiedziała mi, że nie mam klasy, ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA” – cytuje zawodniczkę „The Athletic”.

    Sytuacja szybko przerodziła się w skandal, bo Ostapenko zaczęto oskarżać o rasizm. Łotyszka, chcąc się bronić, przedstawiła własną wersję wydarzeń i udostępniła w mediach społecznościowych wpis, w którym jeden z kibiców bronił jej stanowiska. Jako przykład podał m.in. Igę Świątek czy Arynę Sabalenkę, które w takich sytuacjach automatycznie przepraszają rywalki. „Brak przeprosin odbierany jest jako brak szacunku, a reakcja Ostapenko była naturalna” – pisał.

    Do całej sytuacji odniosła się również Naomi Osaka, która po łatwym zwycięstwie z Hailey Baptiste (6:3, 6:1) nie kryła oburzenia. – To jedna z najgorszych rzeczy, jakie można powiedzieć czarnoskóremu tenisiście. Ten sport wciąż zdominowany jest przez białych. To był najgorszy moment i najgorsza osoba, do której można było to skierować. Nie wiem, czy Ostapenko zdaje sobie sprawę z historii podobnych sytuacji w Ameryce – podkreśliła Japonka.

    Dla Ostapenko oznacza to koniec rywalizacji w singlu nowojorskiego turnieju, ale pozostała jej jeszcze gra deblowa w duecie z Barborą Krejcikovą. Świątek, która po wygranych z Arango i Lamens awansowała do III rundy, zmierzy się z Anną Kalinską. Osaka natomiast spotka się z Darią Kasatkiną.

  • Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Świątek. “Będzie test”

    Świątek przeszła trudny test w Nowym Jorku. Eksperci: „Te ciężary mogą dać jej siłę”

    Nikt nie zakładał, że już w drugiej rundzie US Open Iga Świątek będzie musiała stawić czoła poważnym problemom. A jednak – pojedynek z Suzan Lamens wcale nie był dla niej spacerkiem. Polka musiała mocno się napocić, by w czwartek zapewnić sobie miejsce w trzeciej rundzie. Eksperci zgodnie przyznają: takie zwycięstwa, choć okupione nerwami, mogą okazać się bezcenne w drodze po końcowy sukces.

    Świątek przyjechała do Nowego Jorku w znakomitych nastrojach. W połowie sierpnia triumfowała w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a niedługo później świetnie wypadła w mikście na US Open – wspólnie z Casperem Ruudem dotarła aż do finału. Równie obiecująco zaczęła rywalizację w singlu. Na otwarcie pewnie pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango (6:1, 6:2).

    Mecz, który wymagał charakteru

    Spotkanie z Lamens początkowo układało się zgodnie z przewidywaniami. Pierwszy set padł łupem Świątek w zaledwie pół godziny (6:1). Wydawało się, że druga odsłona będzie formalnością. Tymczasem Holenderka odnalazła rytm i wykorzystała słabszy fragment gry Polki, doprowadzając do remisu. Liderka rankingu WTA musiała wówczas pokazać hart ducha i konsekwencję – dopiero w decydującym secie przypieczętowała zwycięstwo i awans.

    Komentarze ekspertów: „Takie mecze budują”

    – Zgadzam się z tym, co po meczu podkreślił Lech Sidor: te ciężary, które dziś dźwigała Iga Świątek, mogą dać jej siłę na kolejne rundy – napisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Podobnego zdania był Szymon Przybysz. – Nie było łatwo, chwilami było wręcz bardzo ciężko. Ale liczy się to, kto wygrał ostatnią piłkę. Były problemy w drugiej rundzie Wimbledonu z Caty McNally, teraz kłopoty z Suzan Lamens. Oby zakończenie turnieju również okazało się szczęśliwe – zaznaczył ekspert.

    Hubert Błaszczyk zwrócił uwagę na presję towarzyszącą Polce. – To był pojedynek nie tylko z Lamens, ale i z samą sobą. Oczekiwania, presja, nerwy – z tym musiała się mierzyć. W drugim secie nie wyglądało to dobrze. Prawdziwy test nadejdzie jednak w starciu z Anną Kalinską – podkreślił dziennikarz.

    Nieco krócej skomentował wydarzenia Rafał Smoliński. – Na szczęście Lamens to nie Pegula – napisał publicysta WP SportoweFakty.

    Z kolei Adam Romer uznał, że Polka wykonała zadanie. – Mieliśmy trochę emocji, trochę ciekawych wymian, świetną postawę Suzan Lamens, ale koniec końców wszystko skończyło się tak, jak powinno. Świątek w trzeciej rundzie US Open – podsumował redaktor naczelny „Tenisklubu”.

    Co dalej?

    W trzeciej rundzie liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską. To będzie kolejny test – nie tylko tenisowych umiejętności, ale i odporności psychicznej.

  • To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    Iga Świątek zameldowała się już w trzeciej rundzie US Open! Polka po trudnym i pełnym zwrotów akcji meczu pokonała Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej zwycięstwo wspierały nie tylko umiejętności, ale także wymowne podpowiedzi sztabu z trybun. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać zwykłym awansem, w rzeczywistości to triumf o znacznie większym znaczeniu – być może zapowiedź naprawdę wielkich rzeczy w Nowym Jorku.

    Pewna dominacja na otwarcie

    Świątek (2. WTA) rozpoczęła tegoroczną edycję US Open od spotkań z rywalkami, których wcześniej nie miała okazji poznać na korcie. W pierwszej rundzie gładko uporała się z Kolumbijką Emilianą Arango (84. WTA), wygrywając 6:1, 6:2. W czwartek jej przeciwniczką była Suzan Lamens (66. WTA) z Holandii.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły w wykonaniu naszej tenisistki. Trwał zaledwie pół godziny i zakończył się rezultatem 6:1. Komentatorzy nie kryli, że Polka czuła się na korcie bardzo swobodnie. „Iga bawi się w tym gemie, to wygląda jak treningowe granie” – oceniali, gdy przy wyniku 4:1 Lamens była bezradna wobec precyzyjnych uderzeń faworytki. Holenderka nie była w stanie zakończyć akcji, jej serwis nie przekraczał często nawet 100 km/h, a kolejne błędy sprawiały, że musiała liczyć wyłącznie na pomyłki Świątek.

    Nic więc dziwnego, że gdy kamera pokazała sztab naszej zawodniczki, na ich twarzach malowała się spokojna satysfakcja. Pierwszy set przypominał przebieg spotkania z Arango – pełna kontrola i okazje do przetestowania nowych rozwiązań, m.in. gry przy siatce. Jak podkreślał ekspert Eurosportu Lech Sidor: „To idealny poligon doświadczalny. Jeśli nie próbować tutaj, to gdzie?”.

    Kryzys i pierwsze ostrzeżenie

    Druga partia przyniosła jednak zwrot akcji. Świątek zaczęła grać mniej precyzyjnie, a Lamens wykorzystała moment słabości. W drugim gemie Polka musiała bronić się przed przełamaniem, chwilę później straciła serwis do zera. Z trybun padły wówczas pierwsze wskazówki od Darii Abramowicz: „Dawaj, bez rozpamiętywania błędów, tylko następna piłka!”.

    Holenderka poczuła, że może nawiązać walkę. Grała coraz odważniej, szukała uderzeń kończących i kilkukrotnie skutecznie minęła Świątek przy siatce. Polka z kolei nie potrafiła ustabilizować gry – raz prowadziła 4:3 i serwowała, by zaraz stracić kolejne gemy i cały set 4:6. Komentator Marek Furjan podsumował: „Mamy sensację”. Po jednostronnym otwarciu meczu nikt nie spodziewał się, że o wszystkim rozstrzygnie trzecia odsłona.

    Walka nerwów i wsparcie z trybun

    Decydujący set był pełen napięcia. Świątek szybko odskoczyła na 4:1, lecz przewaga błyskawicznie stopniała do 4:3. W tym momencie bardzo aktywny stał się jej sztab. Trener Wim Fissette i pozostali współpracownicy głośno dawali znać, jak reagować. „Najpierw musisz otworzyć kort!” – krzyknął fizjoterapeuta Maciej Ryszczuk. To wsparcie, w połączeniu z doświadczeniem Polki, okazało się kluczowe. Ostatecznie to ona rozstrzygnęła pojedynek na swoją korzyść i zamknęła mecz wynikiem 6:4 w trzecim secie.

    To zwycięstwo może okazać się ważniejsze, niż się wydaje. Świątek wielokrotnie w drodze po największe triumfy musiała na wczesnym etapie turnieju stawić czoła trudnościom. Wystarczy przypomnieć Wimbledon sprzed kilku tygodni, gdzie dopiero po trzech setach wyeliminowała Caty McNally. Rok temu na Roland Garros w podobnych okolicznościach wygrała z Naomi Osaką, a w sezonie 2022 z Qinwen Zheng w Paryżu i Jule Niemeier w Nowym Jorku toczyła trójsetowe boje, które były preludium do wielkoszlemowych sukcesów.

    Rekordowa regularność i kolejna przeszkoda

    Statystycy wyliczyli przy okazji, że Świątek jest jedyną tenisistką, która w tej dekadzie zawsze dochodziła co najmniej do trzeciej rundy turniejów Wielkiego Szlema w singlu. To imponujący dowód regularności i stabilności na najwyższym poziomie.

    W Nowym Jorku jej kolejną rywalką będzie Anna Kalińska (29. WTA). Rosjanka w drugiej rundzie ograła Julię Putincewą 6:1, 7:5. Obie zawodniczki spotkały się niedawno w Cincinnati – wtedy lepsza była Świątek, która wygrała 6:3, 6:4 i wyrównała bilans pojedynków na 1:1. W sobotnim starciu Polka będzie musiała zagrać zdecydowanie równiej niż w spotkaniu z Lamens. Szczególnie istotne może być poprawienie serwisu.

    Nie ma jednak tenisisty, który przeszedłby turniej wielkoszlemowy bez chwil słabości. Kluczowe jest to, że nawet w trudniejszych momentach Świątek potrafi znaleźć sposób na zwycięstwo. To właśnie takie mecze często budują fundamenty wielkich sukcesów.

  • Po tym pytaniu Świątek zakryła twarz z zażenowaniem. “Przepraszam?”

    Po tym pytaniu Świątek zakryła twarz z zażenowaniem. “Przepraszam?”

    Iga Świątek w czwartek pokonała Suzan Lamens i awansowała do trzeciej rundy US Open. Po meczu wzięła udział w konferencji prasowej, która niespodziewanie zakończyła się małą burzą. Powód? Pytanie jednego z polskich dziennikarzy wywołało u liderki naszej reprezentacji spore zaskoczenie i irytację.

    Świątek z problemami, ale wciąż w grze

    Turniej w Nowym Jorku Świątek rozpoczęła od gładkiego zwycięstwa nad Emilianą Arango. Wydawało się, że podobny scenariusz powtórzy się w kolejnym spotkaniu. Suzan Lamens była skazywana na porażkę, a jednak potrafiła wykorzystać słabsze momenty Polki i sensacyjnie wyrwała jej drugiego seta. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:1, 4:6, 7:5 dla Świątek, która – mimo wahań formy – zameldowała się w trzeciej rundzie.

    Kontrowersja na konferencji

    Tuż po spotkaniu Polka przyznała, że nie był to jej najlepszy występ, ale najważniejszy okazał się sam awans. Chwilę później czekały ją jednak obowiązki medialne. Podczas konferencji prasowej jeden z polskich dziennikarzy zadał jej pytanie, które zupełnie ją zbiło z tropu: zapytał, czy rozważała zmianę fryzury i wplecenie sobie koralików we włosy.

    Reakcja Świątek była błyskawiczna i pełna zdziwienia. – Co to jest za pytanie, przepraszam? Czy myślałam o tym, żeby sobie wpleść koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to jest za pytanie? – odpowiedziała wyraźnie poirytowana.

    Skąd to pytanie?

    Najprawdopodobniej była to próba nawiązania do Naomi Osaki, która w pierwszej rundzie US Open pojawiła się na korcie z czerwonymi ozdobami we włosach. Sama Świątek uznała jednak, że to zupełnie niepoważny temat w kontekście jej gry i sportowych wyzwań.

    Kolejne wyzwanie

    W trzeciej rundzie US Open Iga Świątek zmierzy się z Anną Kalinskają. Polka będzie faworytką tego starcia, choć dotychczasowe mecze pokazały, że w Nowym Jorku niczego nie można brać za pewnik.

  • Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy, ale po raz kolejny udowodniła swoją klasę. Polka pokonała w drugiej rundzie US Open Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4 i zameldowała się w kolejnym etapie turnieju. Dzięki temu zwycięstwu zbliżyła się do Coco Gauff w rankingu WTA, choć jej pozycja wciąż pozostaje bez zmian.

    Na otwarcie nowojorskiej imprezy liderka polskiego tenisa bez większych problemów ograła Emilianę Arango 6:1, 6:2. Spotkanie z Lamens okazało się już znacznie bardziej wymagające – Świątek szybko wygrała pierwszego seta, lecz później musiała uznać wyższość rywalki. O wszystkim zadecydowała trzecia partia, w której Polka zachowała więcej spokoju i ostatecznie triumfowała.

    Świątek nadal trzecia, ale coraz bliżej Gauff

    Triumf nad Lamens nie przyniósł zmian w klasyfikacji generalnej. Iga Świątek wciąż zajmuje trzecie miejsce, jednak znacząco zmniejszyła stratę do Coco Gauff. Polka ma obecnie na koncie 7633 punkty i traci zaledwie 77 „oczek” do Amerykanki, która rozegra swój mecz drugiej rundy z Donną Vekić w piątek.

    Na szczycie rankingu nie doszło do przetasowań – liderką pozostaje Aryna Sabalenka z dorobkiem 9355 punktów. Aby Świątek mogła ją wyprzedzić już podczas tego turnieju, musiałaby zwyciężyć w całych zawodach i liczyć na bardzo szybkie odpadnięcie Białorusinki, co wydaje się mało prawdopodobnym scenariuszem.

    Ranking WTA po meczu Świątek z Lamens

    1. Aryna Sabalenka – 9355 pkt

    2. Coco Gauff – 7704 pkt

    3. Iga Świątek – 7633 pkt

    4. Mirra Andriejewa – 4793 pkt

    5. Madison Keys – 4579 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4006 pkt

    7. Qinwen Zheng – 4003 pkt

    8. Amanda Anisimova – 3929 pkt

    9. Jessica Pegula – 3733 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3723 pkt

    W trzeciej rundzie US Open Iga Świątek zagra z Anną Kalinską. Rosjanka wcześniej wyeliminowała Julię Putincewą, wygrywając 6:1, 7:5.

  • Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Na kortach US Open emocje sięgają zenitu nie tylko z powodu wyników meczów, ale także przez wydarzenia poza nimi. Jedną z bohaterek ostatnich dni, choć wcale nie w pozytywnym sensie, stała się Jelena Ostapenko. Łotyszka po niespodziewanej porażce w drugiej rundzie z Amerykanką Taylor Townsend znalazła się w centrum kontrowersji, które rozgrzały do czerwoności sportowe media i internetowe dyskusje. Teraz głos w tej sprawie zabrała także liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała, że jej koleżanka z kortu „czasami traci kontrolę nad sobą”.

    Spotkanie Ostapenko (26. WTA) z Townsend (139. WTA) samo w sobie już było dużym wydarzeniem, bo faworytka z Łotwy wyraźnie zawiodła i przegrała 5:7, 1:6. Jednak to, co wydarzyło się później, przyćmiło nawet wynik meczu. Pod siatką doszło do spięcia – jak relacjonował Norbert Amlicki ze Sport.pl, Ostapenko zarzuciła rywalce brak sportowej postawy i domagała się przeprosin za zagranie, w którym piłka trafiła w górną część siatki i spadła po jej stronie. Townsend miała odpowiedzieć chłodno, że nie ma absolutnie za co przepraszać. Od tej wymiany zdań zaczęła się burzliwa kłótnia.

    Amerykanka w swoim pomeczowym wywiadzie nie gryzła się w język. – To jest rywalizacja, to są emocje… ludzie reagują różnie, gdy przegrywają. Niektórzy mówią rzeczy, których później żałują. Ona powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA – wyznała Townsend. Jej słowa wywołały falę komentarzy, a cała sytuacja szybko nabrała dodatkowego wymiaru. Ostapenko w mediach społecznościowych próbowała się bronić i odpowiadała nawet na zarzuty o rasizm, jednak po kilku godzinach zdecydowała się usunąć większość wpisów. Zostawiła jedynie krótką rolkę, w której dziękowała kibicom za wsparcie.

    Nic więc dziwnego, że cała sprawa odbiła się szerokim echem także wśród innych tenisistek. Podczas konferencji prasowej po swoim meczu w drugiej rundzie została o nią zapytana Aryna Sabalenka (1. WTA). Liderka światowego rankingu nie ukrywała, że sytuacja jest dla niej trudna do oceny, ale jednocześnie zdecydowała się na dość szczery komentarz. – Rozmawiałam z Jeleną po meczu i nadal nie do końca rozumiem, co się wydarzyło. To naprawdę miła dziewczyna, ale czasami traci kontrolę nad sobą. Starałam się ją uspokoić, pokazać, że można podejść do tej sytuacji dojrzale i spokojnie, ale ona była kompletnie pogrążona we własnych emocjach – mówiła Białorusinka.

    Sabalenka posunęła się nawet do osobistej refleksji na temat rywalki z touru. – Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumie, co się dzieje. Wydaje mi się, że Jelena zmaga się z trudnościami, które nie ograniczają się tylko do tenisa. To sprawia, że bywa osobą niestabilną. Chciałabym, żeby znalazła równowagę – dodała.

    Dyskusja wokół Ostapenko to kolejny przykład, jak cienka jest granica między sportową rywalizacją a osobistymi emocjami. Jedni winią Łotyszkę za brak profesjonalizmu, inni wskazują, że tenis to nie tylko technika i przygotowanie fizyczne, ale też presja, która potrafi przytłoczyć nawet doświadczonych zawodników.

    Tymczasem sama Sabalenka skupia się na dalszej walce w turnieju. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Leylah Fernandez (30. WTA). Dla wielu kibiców to starcie zapowiada się niezwykle emocjonująco, bo obie tenisistki mierzyły się już w pamiętnym półfinale US Open w 2021 roku. Wtedy Kanadyjka okazała się lepsza po trzysetowym boju – 7:6(3), 4:6, 6:4. Teraz faworytką będzie Sabalenka, ale biorąc pod uwagę formę Fernandez i jej styl gry, kibice mogą liczyć na kolejne widowisko na najwyższym poziomie.

  • 74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    Jeszcze niedawno zachwycała kibiców świetnymi występami w wielkoszlemowych turniejach. Była czwarta runda Australian Open, był półfinał Wimbledonu – Belinda Bencic przeżywała bardzo dobry rok. Nawet kłopoty zdrowotne, które wykluczyły ją z Roland Garros, nie zatrzymały jej rozpędu. Tym większym zaskoczeniem okazał się tegoroczny start w Nowym Jorku – najgorszy dla Szwajcarki wynik w US Open od siedmiu lat.

    Udany sezon, obiecujące sygnały

    Rozstawiona z numerem 19. Bencic prezentowała w 2025 roku solidną i równą formę. W Melbourne dotarła do czwartej rundy, gdzie po trzech setach uległa Coco Gauff, a kilka tygodni później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 500 w Abu Zabi. Później były jeszcze ćwierćfinał w Indian Wells oraz czwarta runda w Madrycie. Po wymuszonej przerwie zdrowotnej Bencic wróciła do rywalizacji w wielkim stylu – na kortach Wimbledonu zameldowała się w półfinale, zatrzymana dopiero przez Igę Świątek, która rozbiła ją 6:2, 6:0.

    W Nowym Jorku wielkie rozczarowanie

    Choć jej przygotowania do US Open nie były idealne – szybkie porażki w Montrealu i Cincinnati budziły niepokój – historia ostatnich lat sugerowała, że Bencic potrafi grać w Nowym Jorku znakomicie. Po pierwszorundowej wpadce w 2018 roku notowała już tylko coraz lepsze występy: półfinał (2019), ćwierćfinał (2021), trzecia runda (2022) czy czwarta runda (2023). Dlatego tym bardziej zaskoczył kibiców fakt, że tym razem jej przygoda zakończyła się tak szybko.

    Po zwycięstwie w pierwszym meczu ze Shuai Zhang (6:3, 6:3) wydawało się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jednak w drugiej rundzie Szwajcarka natrafiła na świetnie dysponowaną Ann Li. Amerykanka grała pewnie, wykorzystywała kluczowe momenty i bezlitośnie obnażyła słabsze punkty rywalki. W całym spotkaniu przełamała Bencic czterokrotnie, oddając serwis tylko raz. W efekcie mecz zakończył się błyskawicznie – 6:3, 6:3 w zaledwie 74 minuty.

    Tak zakończyła się tegoroczna przygoda półfinalistki Wimbledonu z US Open. Jej porażka to kolejna niespodzianka w turnieju, który już na początku przynosi sensacyjne rozstrzygnięcia.

    Ann Li pisze własną historię

    Triumf nad Bencic otworzył przed Amerykanką drzwi do trzeciej rundy, w której czeka na nią Australijka Priscilla Hon (126. WTA). Będzie to pierwsze spotkanie obu zawodniczek, a jego stawką może być życiowy sukces którejś z nich.

  • Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko i Townsend w centrum burzy po meczu US Open. Poszło o brak przeprosin i oskarżenia o rasizm

    Mecz drugiej rundy US Open między Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend zakończył się nie tylko pewnym zwycięstwem Amerykanki (5:7, 1:6), ale i głośną kłótnią, która przeniosła się później do mediów społecznościowych. Łotyszka zarzuciła rywalce brak szacunku i domagała się przeprosin za jedną z ostatnich akcji. Townsend nie zamierzała ich składać, co doprowadziło do ostrej wymiany zdań.

    Awantura na korcie i po meczu

    Tuż po zakończeniu spotkania obie tenisistki wdały się w emocjonalną sprzeczkę, której fragmenty szybko obiegły internet. Na nagraniach widać, jak Ostapenko kilkukrotnie powtarza w stronę rywalki „nie masz wykształcenia”, a Townsend odpowiada, by Łotyszka „nauczyła się lepiej znosić porażki”.

    Amerykanka później opowiedziała dziennikarzom, jak wyglądała sytuacja z jej perspektywy. – To rywalizacja. Ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią wtedy złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA – relacjonowała.

    Ostapenko tłumaczy swoje zachowanie

    Łotyszka w mediach społecznościowych przedstawiła swoją wersję wydarzeń. – Powiedziałam mojej przeciwniczce, że zachowała się niegrzecznie, ponieważ w decydującym momencie zagrała piłkę po taśmie i nie przeprosiła. Odpowiedziała, że nie musi tego robić. W tenisie istnieją pewne zasady i po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją – pisała.

    Następnie dodała: – To, że gra się w ojczyźnie, nie daje prawa do lekceważenia przeciwnika. Publiczność może być po twojej stronie, ale nie powinna być wykorzystywana w taki sposób. Niestety, pochodzę z małego kraju i nie mam tak ogromnego wsparcia jak inni.

    Oskarżenia o rasizm

    Sprawa szybko nabrała jeszcze poważniejszego wymiaru. Ostapenko poinformowała, że zaczęła otrzymywać wiadomości, w których zarzucano jej rasizm. – Nigdy w życiu nie byłam rasistką. Szanuję wszystkie narody i nie ma dla mnie znaczenia, skąd ktoś pochodzi. Uwielbiam grać w Stanach Zjednoczonych i na US Open, ale po raz pierwszy spotkałam się z tak lekceważącym podejściem – podkreśliła.

    Niedługo później jednak usunęła większość swoich wpisów, zostawiając jedynie krótkie nagranie z podziękowaniami dla fanów.

    Townsend odpowiada na konferencji prasowej

    Na pomeczowym spotkaniu z mediami Amerykanka nie gryzła się w język. – Takie zachowania nie są niczym nowym w przypadku Ostapenko. Często po porażkach wyładowuje swoje emocje i robi to w podobny sposób. Dla mnie granica została przekroczona, bo nie zamierzam tolerować braku szacunku – stwierdziła Townsend.

    Teraz Amerykanka może skupić się już na kolejnym meczu. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Rosjanka Mirra Andriejewa, która bez większych problemów wyeliminowała Anastazję Potapową.