Category: Uncategorized

  • Szeremeta startowała z list Konfederacji. Tyle dostała głosów

    Szeremeta startowała z list Konfederacji. Tyle dostała głosów

    Julia Szeremeta is one of the hottest names in Polish sport in recent months. At the World Championships in Liverpool, she won silver despite struggling with an injury. Her successes in the ring are widely admired, but from time to time a subject resurfaces that the boxer herself would prefer to forget – a brief episode connected with politics. “Some people tried to make me into a political fanatic,” she recalled in one interview.

    A brief flirt with politics

    Before Szeremeta became well known thanks to her sporting achievements, she took part in the 2024 local elections. Her name appeared on the Confederation’s lists in the race for the Lublin Voivodeship Assembly. She won 1,409 votes – just one percent in her district – not enough to secure a seat. As she later admitted, she never conducted any campaign and never treated her candidacy seriously.

    “I was kind of dragged into it, more or less unconsciously. I got one offer, then another. To have peace of mind, I agreed, but in reality I didn’t take part. I didn’t post anything online, I didn’t get involved, because politics has never interested me,” she said in an interview with Kanał Sportowy in August last year.

    Coach’s reaction and consequences

    The boxer’s decision caused tension within her team. Her coach, Tomasz Dylak, openly admitted he was unhappy ùùe, and we argued about it. I knew Julka would sooner or later become a star, and politics would only get in her way. While an athlete is pursuing a career, they should remain apolitical; later on, it’s their choice,” he stressed.

    “Politics is not my thing”

    Today, the athlete firmly distances herself from that episode. “I have never been interested in politics, and I’m still not. I never went to rallies, I don’t have any politicians’ banners in my home. The media tried to portray me as politically engaged, but I swallowed it and moved on. For me, sport and my career are what matter,” she said in an interview with WP SportoweFakty.

    The loudest name in Polish boxing

    Now Julia Szeremeta is already one of the biggest hopes of Polish boxing. She won Olympic silver in Paris and recently added a World Championship silver medal to her collection. In Liverpool, she lost her fight for gold after a split and widely debated judges’ decision. Many experts and fans were convinced that she should have been crowned the new world champion.

    Do you want me to expand this into a longer, more feature-style article in English, with more background on Szeremeta’s career and rise to success?

  • Absolutna sensacja w Pucharze Polski! Oto co zrobiła drużyna Piszczka

    Absolutna sensacja w Pucharze Polski! Oto co zrobiła drużyna Piszczka

    Dzisiejsze zmagania w Pucharze Polski rozpoczęły się od naprawdę interesującego widowiska. Rezerwy LKS-u Goczałkowice-Zdrój, w których wystąpił Łukasz Piszczek, zmierzyły się z wiceliderem II ligi – Stalą Stalowa Wola. Kibice, którzy śledzili to spotkanie, mogli zobaczyć nie tylko walkę na boisku, ale i dość nietypowe zagrania taktyczne gospodarzy. Jeden z ich rzutów rożnych niemal zakończył się… bramką dla rywali. Ostatecznie to jednak drużyna z Goczałkowic zwyciężyła po dogrywce 3:1.

    Choć na papierze starcie przedstawiało się jako pojedynek zespołu z V ligi z drugoligowcem, faktycznie sytuacja wyglądała nieco inaczej. LKS II wystąpił w składzie odpowiadającym poziomowi III ligi, natomiast Stal desygnowała do gry głównie rezerwowych. Dzięki temu rywalizacja od początku była wyrównana.

    Taktyka Piszczka przy stałych fragmentach gry

    Największą gwiazdą meczu był oczywiście Łukasz Piszczek – były reprezentant Polski i obecnie grający trener swojej drużyny. Już w 10. minucie kibice mogli obejrzeć jego firmowy pomysł na rzut rożny. Cała drużyna LKS-u, łącznie z bramkarzem, ruszyła pod pole karne Stali. Ta odważna decyzja mogła się skończyć fatalnie – po szybkim kontrataku drugoligowiec był o krok od zdobycia gola.


    Złota Piłka znów nie dla Polski

    Na gali w Paryżu ponownie nie doczekaliśmy się polskiego triumfu w plebiscycie Złotej Piłki. Robert Lewandowski, mimo świetnego sezonu, uplasował się dopiero na 17. pozycji, co wzbudziło sporo kontrowersji. Wielu ekspertów i kibiców liczyło, że 37-latek znajdzie się przynajmniej w pierwszej dziesiątce.

    Za to w kobiecej edycji wyróżniono Ewę Pajor. Polka zajęła 8. miejsce – najwyższe w swojej karierze – i choć nie zdobyła głównej nagrody, z Paryża wróciła z wyjątkowym trofeum. Została pierwszą kobietą w historii uhonorowaną Trofeum Gerda Muellera dla najlepszej strzelczyni roku. Jej dorobek robi wrażenie – aż 52 gole zdobyte w barwach klubu i reprezentacji.


    Gratulacje od Darii Abramowicz

    Sukces Pajor odbił się szerokim echem w świecie sportu. Gratulacje płynęły nie tylko od kibiców i dziennikarzy, ale również od znanych osobistości. Wśród nich była Daria Abramowicz – psycholożka sportowa współpracująca na co dzień z Igą Świątek, ale również wspierająca Pajor.

    Abramowicz udostępniła w mediach społecznościowych zdjęcie piłkarki z nagrodą i opatrzyła je wymownymi emotikonami: zaciśniętą pięścią symbolizującą siłę oraz dłońmi złożonymi do oklasków. W ten sposób podkreśliła determinację i sukces swojej podopiecznej.


    Hiszpańskie media zachwycone Polką

    Osiągnięcie Pajor zauważyły również hiszpańskie media, które pisały o niej z wielkim uznaniem. Określano ją mianem „kluczowej ofensywnej zawodniczki Barcelony” i „zabójczej napastniczki”. Podkreślano, że bez wątpienia pozostaje jedną z liderek ataku katalońskiego klubu i jest gotowa walczyć zarówno o kolejne Trofeum Gerda Muellera, jak i o samą Złotą Piłkę.

    Na razie jej liczby są imponujące – w czterech meczach tego sezonu zanotowała już cztery gole i trzy asysty, potwierdzając, że jej ambicje są jak najbardziej uzasadnione.

  • Świątek triumfuje, a oto co robi Sabalenka. Mówi o tym cały świat

    Świątek triumfuje, a oto co robi Sabalenka. Mówi o tym cały świat

    Iga Świątek w ostatnich dniach żyje w ogromnym tempie. Zaledwie zakończyła niezwykle udany występ w Seulu, gdzie sięgnęła po kolejny triumf, a już pojawiła się w Pekinie, by rozpocząć rywalizację w prestiżowym turnieju WTA 1000. W tym samym czasie Aryna Sabalenka zdecydowała się zrezygnować z udziału w zawodach, a jej aktywność poza kortem błyskawicznie przyciągnęła uwagę mediów na całym świecie – wszystko za sprawą jednego zdjęcia, które opublikowała w sieci.

    Polka w niedzielę sięgnęła po swoje 25. trofeum w zawodach rangi WTA. Choć w finale w Seulu przegrywała z Jekateriną Aleksandrową aż 1:6, zdołała odwrócić losy meczu i wygrała w emocjonujących okolicznościach 7:6(3), 7:5. Czasu na świętowanie jednak nie miała – już dwa dni później była w Pekinie, gotowa na kolejne wyzwanie. W drabince zabraknie liderki rankingu, Aryny Sabalenki, która wycofała się z rywalizacji.

    Organizatorzy tłumaczyli decyzję Białorusinki „drobniejszym urazem” i życzyli jej szybkiego powrotu do zdrowia. Sama Sabalenka jednak nie ukrywa, że czas przerwy wykorzystuje na wypoczynek. 27-latka wybrała się na wakacje do Grecji razem ze swoim partnerem, Georgiosem Frangulisem. Para spędza czas m.in. na luksusowym jachcie, pływając po Morzu Śródziemnym.

    Największe poruszenie wywołała jednak inna relacja z jej pobytu. Sabalenka spotkała się w Grecji z Novakiem Djokoviciem i zamieściła wspólne zdjęcie w InstaStories, opatrując je podpisem: „With the GOAT” („Z największym wszech czasów”). To wystarczyło, by media sportowe w Europie i poza nią zaczęły szeroko komentować tę znajomość. Francuski portal welovetennis.fr pisał nawet, że „Djoković i Sabalenka są niemal nierozłączni”, przypominając, że oboje darzą się sympatią i niejednokrotnie trenowali razem. Rosyjski serwis championat.com dodał, że tenisistów połączyła lokalizacja – Sabalenka spędza urlop w Grecji, a Djoković obecnie tam mieszka.

    Nieobecność Białorusinki w Pekinie będzie jednak miała swoje konsekwencje sportowe. Sabalenka straci 215 punktów w rankingu WTA, które przed rokiem zdobyła za awans do ćwierćfinału chińskiego turnieju.

  • Słowa Żodzik niosą się po Białorusi. “Nie chcę wracać”

    Słowa Żodzik niosą się po Białorusi. “Nie chcę wracać”

    Maria Żodzik okazała się jedyną reprezentantką Polski, która przywiozła medal z lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. W konkursie skoku wzwyż ustanowiła nowy rekord życiowy (2,00 m) i wywalczyła srebro, ratując honor biało-czerwonych. Jej historia wzbudza duże emocje nie tylko w Polsce, ale również na Białorusi, gdzie się urodziła i gdzie wciąż z zainteresowaniem śledzi się jej karierę. Po zdobyciu medalu powiedziała jednak stanowczo: „Nie chcę wracać na Białoruś” – słowa te szeroko komentują tamtejsze media.

    Żodzik pochodzi z Baranowicz, z rodziny o polskich korzeniach. Jeszcze do niedawna reprezentowała barwy Białorusi, lecz w 2022 roku przeniosła się do Polski. Dwa lata później otrzymała polskie obywatelstwo, co otworzyło jej drogę do występu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Tam nie osiągnęła wymarzonego wyniku, ale odkuła się w Tokio, zdobywając medal i zyskując status bohaterki polskiej ekipy.

    – Nie chcę wracać na Białoruś. W Polsce znalazłam swój dom – przyznała w rozmowie z Interią. – Jeszcze niedawno wydawało się, że w mojej ojczyźnie jest szansa na zmiany, ale teraz już w to nie wierzę. Chciałabym kiedyś odwiedzić rodziców, ale nie widzę tam dla siebie przyszłości. Dziś całe moje życie planuję w Polsce. Bałam się, że będzie mi trudno po wyjeździe, a tymczasem wszystko potoczyło się naturalnie. Tu czuję się jak u siebie.

    Jej wypowiedzi odbiły się szerokim echem w niezależnych białoruskich mediach, takich jak zerkalo.io (kontynuator zamkniętego przez reżim portalu TUT.by), pozirk.online czy nashaniva.com. Przypominają one również, że Żodzik w 2020 roku popierała prodemokratyczne protesty na Białorusi oraz publicznie potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.

    Media kontrolowane przez władze w Mińsku natomiast milczą – zarówno o jej sportowym sukcesie, jak i o głośnym oświadczeniu, że nie zamierza wracać do kraju swojego urodzenia.

  • Zdetronizowała Igę Świątek w jej królestwie. “Zdecydowanie czuję ulgę”

    Zdetronizowała Igę Świątek w jej królestwie. “Zdecydowanie czuję ulgę”

    Po trzech latach niepodzielnej dominacji Igi Świątek w Paryżu, w tym sezonie koronę na Roland Garros przejęła Coco Gauff. Amerykanka, która przygotowuje się teraz do występu w turnieju WTA 1000 w Pekinie, w ostatnich wypowiedziach zaskoczyła kibiców.

    Sezon pełen finałów
    21-letnia Gauff w tym roku dotarła już do trzech finałów, wszystkie na kortach ziemnych. Przegrała decydujące mecze w Madrycie (z Aryną Sabalenką 3:6, 6:7) oraz w Rzymie (z Jasmine Paolini 4:6, 2:6), ale odniosła triumf w najważniejszym turnieju – Roland Garros. To właśnie tam przerwała serię zwycięstw Igi Świątek, która sięgała po paryski tytuł cztery razy.

    „Zwycięstwo w Roland Garros zdjęło ze mnie presję”
    Gauff, która rok temu wygrała w Pekinie, pokonując w finale Karolinę Muchovą 6:1, 6:3, została zapytana, czy w tym roku odczuwa presję związaną z obroną trofeum. Jej odpowiedź była nietypowa:
    – Nie wiem dlaczego, ale pod koniec sezonu czuję się inaczej. Choć formalnie jestem broniącą tytułu, nie mam takiego odczucia. Nie chcę powiedzieć, że to dla mnie bez znaczenia, bo przecież nie zamierzam przegrywać celowo. Ale zdecydowanie czuję ulgę, bo cały sezon był dla mnie udany – przyznała Amerykanka w rozmowie z Puntodebreak.

    Według niej punktem zwrotnym był triumf w Paryżu.
    – Myślę, że zwycięstwo w Roland Garros pozwoliło mi zrzucić z barków część ciężaru. W zeszłym roku bardziej się tym przejmowałam, bo wciąż nie miałam na koncie wielkiego tytułu. Teraz trudno mi określić swoje emocje, ale na pewno czuję się swobodniej. Pekin traktuję trochę jak poligon doświadczalny. Zobaczymy, jak się wszystko ułoży – dodała Gauff.

    Bilans i plany
    W stolicy Chin rozstawiona jest z numerem 2 i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Zmierzy się w niej ze zwyciężczynią meczu Lucia Bronzetti (Włochy, 73. WTA) – Kamilla Rachimowa (Rosja, 89. WTA).

    Dotychczasowy bilans Amerykanki w sezonie to 39 zwycięstw i 13 porażek.

     

  • Świątek nie zdążyła nawet wyjść na kort i już afera. “Niedorzeczne”

    Świątek nie zdążyła nawet wyjść na kort i już afera. “Niedorzeczne”

    Iga Świątek poznała już układ drabinki turnieju WTA 1000 w Pekinie i – jak można było przewidzieć – dyskusja wśród kibiców natychmiast się rozpoczęła. Wielu fanów uważa, że losowanie nie było dla Polki łaskawe. „Naprawdę nie chcą, żeby Iga zdobyła te 1000 punktów” – napisano w jednym z popularnych wątków na portalu reddit.com.

    Świątek, która niedawno triumfowała w imprezie WTA 500 w Seulu, już w stolicy Chin będzie musiała zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami. Potencjalnie w drugiej rundzie może trafić na niewygodną Julię Putincewą, a w trzeciej na rozstawioną z numerem 29 Annę Kalinską. W kolejnych etapach jej rywalkami mogą zostać zawodniczki notowane w czołówce światowego rankingu – m.in. Emma Navarro (17. WTA), a w ćwierćfinale nawet Jessica Pegula (7. WTA). W tej samej części drabinki znalazła się też Naomi Osaka (14. WTA), która powoli wraca do najwyższej formy pod okiem Tomasza Wiktorowskiego.

    Fani nie kryją obaw, oceniając, że Polka trafiła do wyjątkowo trudnej sekcji turnieju. „Iga z najtrudniejszym losowaniem, coś nowego?”, „drabinka Igi jest niedorzeczna”, „wolałbym, żeby nie była najwyżej rozstawiona” – to tylko część komentarzy pojawiających się w sieci. Inny kibic zauważył: „To naprawdę skomplikowane losowanie. Grać z Putincewą tak wcześnie to spore ryzyko, potem Kalinska, a później mogą czekać Osaka lub Pegula”.

    Jednym z nielicznych pozytywów jest fakt, że w Pekinie nie zobaczymy Aryny Sabalenki (1. WTA). Białorusinka zmaga się z kontuzją, co w teorii ułatwia Świątek pogoń za pierwszym miejscem w rankingu.

    Turniej w Pekinie wystartuje w środę 25 września, a finał gry pojedynczej pań odbędzie się 5 października.

  • Wielka zmiana w zachowaniu Igi Świątek. “Już nie udaje”

    Wielka zmiana w zachowaniu Igi Świątek. “Już nie udaje”

    Ostatnie wystąpienia Igi Świątek na konferencjach prasowych wywołały szeroką dyskusję i momentami spotkały się z niezrozumieniem. Dziennikarze Przeglądu Sportowego postanowili sprawdzić, czy takie reakcje mogą w jakikolwiek sposób zaszkodzić jej wizerunkowi i poprosili o opinię ekspertów od PR i marketingu.

    Wokół polskiej tenisistki w ostatnich tygodniach pojawiło się sporo komentarzy, choć nie dotyczą one jej gry na korcie – ta wciąż stoi na bardzo wysokim poziomie – lecz kontaktów z mediami. Podczas US Open Świątek musiała odpowiadać na pytania, które niewiele miały wspólnego ze sportem, m.in. o koraliki we włosach czy o to, czy nie potrzebuje przerwy mentalnej. Jej reakcje były wymowne, co zwróciło uwagę wielu osób, także Dawida Celta. – Czasem odnoszę wrażenie, że Iga ma napięcie wobec polskich dziennikarzy, choć nie wiem, z czego to wynika. Może była zirytowana po porażce, może czuła się dotknięta – zastanawiał się były trener.

    Eksperci: Świątek jest autentyczna

    Adam Pawlukiewicz z Pentagon Research podkreślił, że wizerunek Świątek wciąż pozostaje bardzo pozytywny, bo wyróżnia się autentycznością. – Sportowiec nie musi zawsze się uśmiechać. Naturalność przyciąga uwagę i budzi szacunek. Konferencje prasowe nierzadko sprowadzają się do banalnych lub przewidywalnych pytań, czasem opartych na plotkach z mediów społecznościowych – zauważył ekspert.

    Podobnego zdania był Wojciech Kardyś. Jego zdaniem frustracja tenisistki przy pytaniu o koraliki była całkowicie zrozumiała. – Sam nie wiedziałbym, jak odpowiedzieć. Czy jej wizerunek jest w jakikolwiek sposób zagrożony? Absolutnie nie – stwierdził.

    Nowy etap w relacjach z mediami

    Kardyś zwrócił uwagę, że Świątek stopniowo wyznacza granice w kontaktach z prasą. – Nie udaje już osoby „miłej dla wszystkich”. Pamiętamy ją z początków kariery, gdy była jeszcze niedoświadczona, czasem powiedziała coś spontanicznie albo zabawnego. Dziś sytuacja jest inna. Po setkach godzin rozmów z mediami Iga zaczyna stawiać jasne granice i to kształtuje jej nowy wizerunek – zaznaczył.

    Ekspert podkreślił, że Świątek dojrzewa także medialnie. – To już gwiazda, która chce rozmawiać o tenisie, a nie o ozdobach we włosach. Jestem przekonany, że pracując z PR-owcami, nauczy się odpowiadać na tego typu pytania z humorem. Na to jednak potrzeba czasu – podsumował.

  • Cały świat usłyszał, co powiedziała Pajor. Kluczowe zdanie

    Cały świat usłyszał, co powiedziała Pajor. Kluczowe zdanie

    Ewa Pajor nigdy nie miała swojej idolki, dziś jednak sama stała się wzorem dla kolejnych pokoleń. Nie stworzyła kobiecego futbolu w Polsce, ale rozbudziła wyobraźnię, przesunęła granice i otworzyła drzwi tam, gdzie wcześniej były zamknięte. W poniedziałkowy wieczór zrobiła to raz jeszcze – na gali „France Football” odebrała nagrodę dla najskuteczniejszej napastniczki świata. – Nawet o tym nie marzyłam – wyznała ze sceny, szczęśliwa, dumna i nieco zdenerwowana. Jednego można być pewnym: nie jest jeszcze nasycona.

    Od Pęgowa po czerwony dywan

    Pajor doczekała się tego, o czym każda piłkarka mogłaby marzyć – czerwonego dywanu, złotej statuetki, prestiżowej gali w Théâtre du Châtelet, owacji od największych gwiazd futbolu i Luisa Figo wyczytującego jej nazwisko. Już na początku swojego przemówienia przypomniała, że pochodzi z małej miejscowości, a dziś stoi na scenie jako zawodniczka Barcelony, najlepsza napastniczka ubiegłego roku i pierwsza kobieta w historii uhonorowana nagrodą im. Gerda Muellera. Jak w takiej chwili nie czuć dumy? Jak nie pomyśleć o drodze, którą musiała przejść, aby znaleźć się w tym miejscu?

    Droga, której nikt przed nią nie przetarł

    W swoich słowach o rodzinnej miejscowości nie było przypadku. Pajor często wraca myślami do początku – do podwórka przy stodole, gdzie powstała jej pierwsza prowizoryczna bramka. Jako dziecko nie mogła nawet marzyć o takich scenach jak paryska gala. W Polsce kobieca piłka dopiero walczyła o zauważenie, a pierwszą transmisję meczu piłkarek zobaczyła dopiero jako szesnastolatka. Nie miała wzorców, akademii pod domem, a droga do Barcelony wydawała się odległa nawet z perspektywy Konina.

    Jej kariera to ciągłe przełamywanie barier – najpierw wspólny wyjazd z siostrą Pauliną, by łatwiej było im udźwignąć rozłąkę z domem, potem pierwsze kroki w Niemczech i walka o to, by nie zwątpić w siebie w starciu z lepiej przygotowanymi koleżankami z Zachodu. Trzeba było nadrabiać braki, pracować ciężej niż inni i iść pod wiatr, podczas gdy rywalki z Anglii czy Hiszpanii miały za sobą rozwinięte struktury. Dziś w najlepszej dziesiątce plebiscytu Złotej Piłki znalazło się pięć Angielek, cztery Hiszpanki i tylko jedna Polka – Ewa Pajor. Ta statystyka mówi wszystko.

    Symbol i odpowiedzialność

    Pajor od dawna oswaja nas ze swoją wielkością. Widzimy, jak reagują na nią kibice Barcelony, słyszymy pytania zagranicznych dziennikarzy na wielkich turniejach, pamiętamy okładki prestiżowych magazynów. W Uniejowie co roku organizuje własne turnieje, na których widać, jak młode dziewczynki patrzą na nią jak na bohaterkę. Jednak taki wieczór jak ten w Paryżu nadaje jej pozycji jeszcze większej mocy – to oficjalne potwierdzenie tego, co od dawna było oczywiste: Polska ma piłkarkę wyjątkową.

    To powód do dumy, ale i do odpowiedzialności. Pajor daje nam nie tylko gole, wzruszenia po awansie na Euro czy radość po historycznych zwycięstwach. Jej przykład to szansa, by wychować kolejne pokolenia zawodniczek, które będą wierzyć, że droga z małej miejscowości do wielkiego futbolu naprawdę istnieje.

    Przyszłość przed nią

    Poniedziałkowa nagroda to ważny moment, ale Pajor nie zamierza zatrzymywać się w miejscu. We wtorek wróciła już do treningów, patrząc nie wstecz, lecz przed siebie – ku kolejnym bramkom i trofeom. Jej droga jest konsekwentna: najpierw najlepsza w Pęgowie, potem w Koninie, w Polsce, w Niemczech, aż wreszcie w Barcelonie. W 2023 roku zajęła 18. miejsce w plebiscycie, teraz już 8. A przecież dopiero w grudniu skończy 29 lat. Największe cele – jak Liga Mistrzyń – wciąż są w jej zasięgu.

    Pytanie, czy polska piłka – sportowo, organizacyjnie i marketingowo – zdoła za nią nadążyć. Bo jedno jest pewne: Ewa Pajor się nie zatrzyma. I choć wielu rzeczy jeszcze sobie nie wymarzyła, to udowadnia, że marzenia można zamienić w rzeczywistość.

  • Tyle zarobiła Maria Żodzik za srebrny medal na MŚ w Tokio

    Tyle zarobiła Maria Żodzik za srebrny medal na MŚ w Tokio

    Maria Żodzik sprawiła ogromną niespodziankę podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio, zdobywając srebrny medal w skoku wzwyż. To jedyne trofeum, jakie wywalczyła reprezentacja Polski na tej imprezie. Polka nie tylko uratowała honor Biało-Czerwonych, ale także poprawiła swój rekord życiowy, skacząc 2,00 m. Sukces ten przyniósł jej również najwyższą premię finansową w dotychczasowej karierze.

    Żodzik, która uciekła z Białorusi po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w 2024 roku otrzymała polskie obywatelstwo. Już rok później wystąpiła w biało-czerwonych barwach na igrzyskach olimpijskich, a teraz zapisała się w historii mistrzostw świata.

    Na wrześniowych zawodach w Tokio okazała się jedyną medalistką z Polski. Gdyby nie jej wynik, reprezentacja wróciłaby do kraju bez choćby jednego krążka – co ostatni raz zdarzyło się w 1987 roku. Skok na wysokość 2,00 m dał jej drugie miejsce i ogromne uznanie w świecie lekkoatletyki.

    W rozmowie z Interią Żodzik przyznała, że to osiągnięcie otworzyło przed nią nowe możliwości:
    – To moja największa wypłata w karierze. Mam nadzieję, że teraz częściej będę zapraszana na zawody Diamentowej Ligi. Bardzo lubię w nich startować – powiedziała.

    Za srebrny medal w mistrzostwach świata Żodzik otrzymała nagrodę w wysokości 35 tysięcy dolarów.

    – Jestem wdzięczna moim trenerom, bo zrobiliśmy to razem. Jeszcze rok temu nie mogłam nawet marzyć o takim sukcesie. Igrzyska były dla mnie rozczarowaniem, nic się nie układało. A teraz ten medal… Dziękuję, trenerze – mówiła wzruszona po finale.

    Srebrny krążek to dopiero początek – Żodzik zapowiada, że jej celem jest jeszcze większy sukces na najważniejszej imprezie sportowej świata, czyli igrzyskach olimpijskich. Kolejna okazja do walki o medale pojawi się w 2028 roku w Los Angeles.

  • Pajor wśród najlepszych na świecie! Oto miejsce Polki w plebiscycie Złotej Piłki

    Pajor wśród najlepszych na świecie! Oto miejsce Polki w plebiscycie Złotej Piłki

    Ewa Pajor zakończyła tegoroczną galę Złotej Piłki z ogromnym sukcesem i nutą niedosytu. Polka zajęła ósme miejsce w siódmym plebiscycie France Football dla najlepszych piłkarek świata. Choć mogła liczyć na wyższe notowania, to i tak jest to jej największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze. Co więcej, wróci do kraju z wyjątkowym trofeum, które po raz pierwszy w historii trafiło w ręce kobiety.

    Pajor z najlepszym wynikiem w karierze

    Za napastniczką FC Barcelony stoi kapitalny sezon. Pajor nie tylko sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Królowej, ale również została królową strzelczyń obu tych rozgrywek. Mimo przegranego finału Ligi Mistrzyń jej nazwisko znalazło się w gronie trzydziestu nominowanych do głównej nagrody. Choć realne szanse na zwycięstwo były niewielkie, ósma lokata w prestiżowym rankingu stanowi potwierdzenie jej miejsca w światowej czołówce.

    Po raz trzeci z rzędu najlepszą piłkarką globu ogłoszono jej klubową koleżankę – Aitanę Bonmatí.

    Historyczne wyróżnienie – nagroda Gerda Muellera

    Pajor ma jednak powody do szczególnej dumy. Podczas gali odebrała statuetkę imienia Gerda Muellera – przyznawaną do tej pory wyłącznie mężczyznom. W tym roku organizatorzy po raz pierwszy zdecydowali się nagrodzić również kobietę. Polka zdeklasowała rywalki – w minionym sezonie zdobyła aż 52 bramki. Dla porównania druga w klasyfikacji, jej koleżanka z Barcelony Claudia Pina, strzeliła 33 gole.

    – Chciałabym podziękować całej drużynie. To trofeum jest dla nas wszystkich. Każdy dzień spędzony na boisku z takimi zawodniczkami sprawia, że staję się lepsza – mówiła Pajor, wspominając również o osiągnięciach z reprezentacją Polski. – Kocham piłkę nożną i cieszę się, że mogę być częścią rozwoju tej dyscypliny – dodała.

    Triumfy Barcelony i rozstrzygnięcia w innych kategoriach

    FC Barcelona miała jeszcze jeden powód do radości. Vicky López sięgnęła po nagrodę imienia Raymonda Kopy dla najlepszego piłkarza do 21. roku życia. Wśród mężczyzn drugi rok z rzędu tytuł ten przypadł Lamine’owi Yamalowi, który jako pierwszy w historii obronił to wyróżnienie. Najlepszym bramkarzem ogłoszono Gianluigiego Donnarummę.

    Co z męską Złotą Piłką?

    Wciąż trwa oczekiwanie na ostateczne rozstrzygnięcia w klasyfikacji mężczyzn. Głównymi kandydatami do nagrody pozostają Lamine Yamal oraz duet z PSG – Ousmane Dembélé i Vitinha, triumfatorzy ostatniej edycji Ligi Mistrzów. W kontekście Roberta Lewandowskiego spekulowano, że uplasuje się na wysokim, szóstym miejscu. Ostatecznie jednak kapitan reprezentacji Polski zakończył plebiscyt dopiero na 17. pozycji.