Category: Uncategorized

  • Nocna sensacja w US Open! Rosjanka wyrzucona. “Mam dość”

    Nocna sensacja w US Open! Rosjanka wyrzucona. “Mam dość”

    Wielka sensacja w US Open. Samsonowa zatrzymana przez kwalifikantkę

    Noc ze środy na czwartek czasu polskiego przyniosła ogromną niespodziankę w Nowym Jorku. Rozstawiona z numerem 17 Ludmiła Samsonowa po dwóch godzinach walki odpadła już w II rundzie US Open. Pogromczynią Rosjanki została Australijka Priscilla Hon, która do turnieju głównego przebijała się przez kwalifikacje. – Mam dość słuchania, że jestem utalentowana. Chcę wreszcie zrobić coś wielkiego – przyznała szczęśliwa zwyciężczyni.

    Faworytka zawiodła, debiutantka zachwyciła

    Samsonowa (20. WTA) przystępowała do meczu jako zdecydowana faworytka. Hon (126. WTA) nigdy wcześniej nie dotarła do trzeciej rundy turnieju wielkoszlemowego, a różnica między zawodniczkami w rankingu wynosiła aż 106 miejsc. Dodatkowo Australijka chińskiego pochodzenia dopiero co przebrnęła przez eliminacje, w których nie straciła ani seta.

    Pierwszy set wyglądał zgodnie z przewidywaniami – Samsonowa wygrała 6:4, choć na początku przegrywała już 0:3. Potem jednak role się odwróciły. W drugiej partii o wszystkim zadecydowało jedno przełamanie na korzyść Australijki. W trzecim secie Rosjanka prowadziła jeszcze 2:1, ale od tego momentu przegrała pięć gemów z rzędu. Sensacja stała się faktem.

    Statystyki mówią same za siebie – Hon posłała aż 18 asów (przy 7 Samsonowej), uderzyła więcej winnerów (36–21) i popełniła mniej niewymuszonych błędów (23–30).

    Największy sukces w karierze

    27-letnia Hon przeżywa najlepszy okres w swojej karierze. Kilka miesięcy temu po raz pierwszy zagrała w głównej drabince Wimbledonu, a teraz może pochwalić się serią pięciu zwycięstw w Nowym Jorku – licząc od kwalifikacji. – To był prawdziwy rollercoaster emocji. Starałam się nie tracić koncentracji, nawet po zakwalifikowaniu się i wygraniu pierwszej rundy. Zawsze, kiedy pozwalałam sobie poczuć się zbyt dobrze, szybko przegrywałam. Dlatego tym razem powtarzałam sobie: wytrzymaj, trzymaj nerwy na wodzy. Gdy zdałam sobie sprawę, że wygrałam, popłynęły łzy. To było ogromne przełamanie w mojej karierze – powiedziała Hon.

    Australijka nie kryła, że irytowały ją dotychczasowe opinie otoczenia. – Wielu ludzi mówiło mi: „Jesteś taka utalentowana”. A ja mam już tego dość. Nie chcę być tylko „utalentowana”. Chcę osiągnąć coś naprawdę dużego. Ten triumf daje mi ogromną wiarę w siebie. To przełamanie bariery, która długo mnie blokowała. A do tego w moim ulubionym turnieju wielkoszlemowym – obok Australian Open. Kocham Nowy Jork, kibice są tu niesamowici, pełni energii. Nie mogłabym być szczęśliwsza – dodała.

    Następny krok

    W trzeciej rundzie Hon zmierzy się z Amerykanką Ann Li (58. WTA), która również sprawiła niespodziankę, eliminując rozstawioną z numerem 19 Belindę Bencić 6:3, 6:3.

    US Open – II runda
    Ludmiła Samsonowa – Priscilla Hon 6:4, 3:6, 2:6

  • ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Nie do wiary! Jelena Ostapenko wmieszała w aferę Igę Świątek

    ‎Głośno o kłótni Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend, która wyeliminowała Łotyszkę z US Open. Tenisistki starły się przy siatce i doszło do przykrej wymiany zdań, a teraz “koszmar” Igi Świątek wplątał ją w aferę, która nie ma z nią nic wspólnego. Zobaczcie sami.

    ‎Jelena Ostapenko pożegnała się z US Open. Nie obyło się bez afery

    ‎Jelena Ostapenko zawsze znajdzie sposób na Igę Świątek, jednak ten sezon nie układa się po jej myśli. W pierwszej rundzie turnieju Łotyszka nie bez problemów pokonała chińską kwalifikantkę Xiyu Wang 6:4, 6:3, a w meczu drugiej rundy nie dała rady Amerykance Taylor Townsend, która pokonała ją 7:5, 6:1. Po nerwowym spotkaniu doszło do kłótni zawodniczek przy siatce.

    ‎Ostra wymiana zdań Ostapenko i Townsend

    https://x.com/josemorgado/status/1960851910820249845

    ‎Amerykanka w pomeczowym wywiadzie powiedziała, co usłyszała od rywalki. “To rywalizacja… ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym przekonała się, co się stanie, gdy wyjedziemy poza Stany Zjednoczone” — wyznała Townsend.

    ‎Jelena Ostapenko nie pozostawiła jej słów bez odpowiedzi, co zrobiła za pomocą mediów społecznościowych. “Krótka aktualizacja dotycząca meczu. Dziś po meczu powiedziałam mojej przeciwniczce, że zachowała się bardzo niegrzecznie, ponieważ w decydującym momencie straciła piłkę i nie przeprosiła, ale ona odpowiedziała, że w ogóle nie musi przepraszać” — napisała Łotyszka, która później wspominała o tym, że w tenisie są zasady, stąd też nie można robić tego, co się chce…

    https://x.com/josemorgado/status/1960855874710462732

    ‎Ostepenko zarzucono rasizm. Miała dość

    ‎Chwilę później Jelena Ostapenko musiała odpierać zarzuty od fanów, którzy zarzucali jej rasizm. “Wow, ile wiadomości dostałam, że jestem rasistką. NIGDY w życiu nie byłam rasistką i szanuję wszystkie narody świata, dla mnie nie ma znaczenia, skąd pochodzisz. W tenisie obowiązują pewne zasady i niestety, gdy kibice są z tobą, nie możesz ich wykorzystywać w sposób lekceważący wobec przeciwnika” — pisała oburzona Ostapenko, która niedługo później usunęła swoje relacje z instastories. Wcześniej jednak w aferę wplątała też Igę Świątek.

    https://x.com/z_kortu/status/1960868960871547184

    ‎Ostapenko wmieszała w aferę Świątek

    ‎”Przepraszanie za net jest podstawą — Sabalenka i Iga robią to automatycznie. Brak przeprosin jest odbierany jako niegrzeczny, a reakcja Ostapenko jest zrozumiała” — napisał jeden z internautów, którego relację udostępniła Łotyszka na swoim instastories. Niedługo później znów skasowała wpis. Teraz w jej relacjach zostało tylko podziękowanie dla osób, które wsparły ją w tej kontrowersyjnej sytuacji

    ‎”Dziękuję wszystkim moim fanom za wasze wsparcie. Wrócę silniejsza. Sytuacje takie, jak ta, motywują mnie do cięższej pracy” — zaznaczył “koszmar” Igi Świątek.

  • Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    US Open: Burzliwy mecz Ostapenko z Townsend. Awantura przy siatce po ostatniej piłce

    Spotkanie drugiej rundy US Open z udziałem Jeleny Ostapenko i Taylor Townsend przyniosło kibicom ogromne emocje – zarówno na korcie, jak i tuż po jego zakończeniu. Choć Łotyszka przez długi czas kontrolowała przebieg pierwszego seta, to ostatecznie przegrała dziewięć gemów z rzędu i całe spotkanie 5:7, 1:6. Po meczu doszło do gorącej wymiany zdań, która wywołała poruszenie na trybunach.

    Od 5:3 do katastrofy

    Początek meczu należał do mistrzyni Roland Garros 2017. Ostapenko błyskawicznie objęła prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem i wydawało się, że ma rywalizację pod kontrolą. Townsend odrobiła część strat, lecz Łotyszka wciąż utrzymywała przewagę i przy stanie 5:3 była o krok od wygrania pierwszej partii. Wtedy jednak nastąpił nagły zwrot – Amerykanka złapała rytm, zaczęła seryjnie punktować i wygrała cztery kolejne gemy, triumfując 7:5.

    Bezradność w drugim secie

    Druga odsłona była już jednostronna. Townsend serwowała pewnie, niemal bezbłędnie rozgrywając swoje gemy. Ostapenko natomiast nie potrafiła domknąć żadnego z własnych podań – mimo że w kilku gemach prowadziła 40:30 czy nawet 40:15. Wydawało się, że Amerykanka zakończy seta „na sucho”, ale przy stanie 5:0 Łotyszka zdołała urwać honorowego gema. To jednak tylko opóźniło nieuniknione – chwilę później liderka deblowego rankingu WTA zamknęła mecz 7:5, 6:1 i awansowała do trzeciej rundy, gdzie czeka już na nią młoda Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Napięcie przy siatce

    Zwyczajowy gest sportowej wymiany uścisków po meczu tym razem przerodził się w otwarty konflikt. Ostapenko, która pierwsza zaczęła rozmowę, ostro zaatakowała rywalkę, a cała sytuacja przerodziła się w krótką, ale intensywną kłótnię. Gestykulacje obu zawodniczek wywołały poruszenie na trybunach, a publiczność głośno wygwizdała Łotyszkę. Townsend, oddalając się od siatki, dodatkowo gestami zachęcała kibiców do aplauzu i wskazywała na swoją przeciwniczkę.

    Ostre słowa po meczu

    W rozmowie z ESPN Amerykanka nie kryła oburzenia zachowaniem rywalki. – Powiedziała mi, że nie mam klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjadę poza USA – relacjonowała Townsend.

    Tak więc drugorundowe starcie Ostapenko z Townsend przejdzie do historii nie tylko z powodu sportowych emocji, ale także głośnej „dogrywki” przy siatce, która wzbudziła równie wiele komentarzy, co sam przebieg meczu.

    https://x.com/espn/status/1960835104663605429?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960835104663605429%7Ctwgr%5E4556f51b50eb08802345013e50c5485d087cdd23%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fus-open%2Fnews-tak-ostapenko-potraktowala-rywalke-awantura-na-korcie-lotysznId22178792

  • Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Iga Świątek dobrze pamięta, jak trudna bywa druga runda US Open. Cztery lata temu, w 2021 roku, jej mecz z Fioną Ferro przeszedł do historii jako prawdziwy rollercoaster emocji. Polka przegrywała już 3:6, 0:1, a chwilę później straciła kolejne podanie. Wtedy w oczach Świątek pojawiły się łzy – kamery uchwyciły moment, gdy kucnęła przy krzesełku, schowała głowę i nie potrafiła powstrzymać emocji. To był jeden z najtrudniejszych momentów w jej karierze wielkoszlemowej. A jednak właśnie z niego narodził się spektakularny powrót, zakończony zwycięstwem 3:6, 7:6, 6:0.

    Komentator podsumował trzeci set słowami: „sprintem do mety”. Rzeczywiście, decydująca partia była już jednostronnym widowiskiem, w którym tenisistka z Raszyna pokazała pełnię swoich możliwości. Ale zanim do tego doszło, Świątek musiała przetrwać prawdziwy maraton – pełen błędów, frustracji i chwiejnej psychiki.

    Ferro, notowana wówczas na 74. miejscu rankingu WTA, w pierwszym secie dyktowała warunki. Grała odważnie, zdobyła osiem piłek kończących i popełniła zaledwie pięć niewymuszonych błędów. Świątek była na minusie (11 winnerów przy 15 błędach), a w końcówce oddała seta po podwójnym błędzie serwisowym i kolejnym nieudanym returnie.

    Na początku drugiej odsłony obraz gry wcale się nie poprawił. Polka straciła serwis, a Francuzka objęła prowadzenie 2:0. Wtedy Świątek musiała dać upust emocjom – popłakała się, a potem zirytowana przekazywała coś swojemu sztabowi. Po meczu przyznała:

    – Nie zaczęłam dobrze, miałam problemy z poruszaniem się. To nie pierwszy raz, więc wiem, że muszę nad tym pracować. W drugim secie rozluźniłam się i zmieniłam trochę taktykę.

    Stopniowo jej forhend zaczął siać spustoszenie. Wyszła na prowadzenie 4:2, lecz Ferro walczyła do końca – w dwunastym gemie obroniła dwie piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. Tam jednak inicjatywę przejęła Świątek. Znakomity forhend po linii dał jej prowadzenie 5:2, a błędy rywalki dokończyły dzieła.

    Trzeci set był już popisem czystej dominacji. Polka wygrała go 6:0 i mogła pochwalić się lepszym bilansem winnerów niż błędów (37-35). To zwycięstwo pokazało jej ogromną siłę mentalną.

    Eksperci zwracali uwagę, że przy stanie 3:6, 0:2 wielu kibiców włączało transmisję, by sprawdzić, co się dzieje z faworytką. – Widzieli, że Iga ma problemy, ale nad nimi pracuje. Że potrafi się skupić, zamknąć oczy i sięgnąć po narzędzia, które pomagają jej wrócić do gry – oceniano.

    Ówczesny sztab Świątek podkreślał, że nigdy nie zwątpili w jej zwycięstwo, nawet przy tak trudnym wyniku. A łzy? Trener apelował, by dać zawodniczce prawo do przeżywania emocji.

    – To pokazuje, jak wielkim wysiłkiem jest taki mecz. Łzy to nie oznaka słabości, lecz naturalna reakcja. Dlaczego mielibyśmy tego Idze odmawiać? Zawodnik z pierwszej dziesiątki musi być Supermanem? Nie musi. Ona jest pod większą presją niż każdy z nas – mówił.

    Od tamtej pory Świątek nigdy więcej nie musiała grać tak dramatycznego meczu w drugiej rundzie US Open. Teraz, gdy na tym samym etapie turnieju zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, wydaje się, że droga powinna być znacznie prostsza. Choć historia z 2021 roku przypomina, że na wielkoszlemowych kortach niczego nie można być pewnym.

  • Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Gigantyczna sensacja w US Open! Pięciosetowy koszmar partnera Świątek

    Jedna z największych sensacji tegorocznego US Open stała się faktem. Casper Ruud, jeszcze niedawno finalista wielkoszlemowych zawodów w Nowym Jorku, tym razem nie przebrnął nawet drugiej rundy. Pogromcą Norwega okazał się Raphael Collignon – 23-letni Belg spoza pierwszej setki rankingu ATP!

    Upadek faworyta

    Sezon Ruuda od początku nie układa się najlepiej. Choć utrzymuje wysoką pozycję w rankingu (aktualnie jest 12. rakietą świata), to jego wyniki nie powalają. W całym roku sięgnął po zaledwie jedno trofeum – w Madrycie – a w turniejach wielkoszlemowych spisywał się poniżej oczekiwań. W Australian Open i Roland Garros zwyciężył tylko w pierwszych rundach, z kolei Wimbledon opuścił z powodu kłopotów zdrowotnych. Również na kortach w Nowym Jorku los nie był dla niego łaskawy.

    Na otwarcie imprezy Norweg poradził sobie jeszcze bez większych problemów, eliminując w trzech setach Sebastiana Ofnera. Drugi mecz miał być teoretycznie łatwiejszy – rywalem był bowiem nieznany szerszej publiczności Collignon. Szybko jednak okazało się, że spotkanie przerodzi się w prawdziwy koszmar dla Ruuda.

    Belg pisze historię

    Już na początku pierwszego seta 23-latek przełamał wyżej notowanego przeciwnika i konsekwentnie utrzymywał przewagę. Ruud zdołał jeszcze odrobić stratę przy stanie 3:4, ale Collignon natychmiast odpowiedział kolejnym przełamaniem i zamknął partię na swoją korzyść.

    Wydawało się jednak, że faworyt zdoła opanować sytuację – w kolejnych dwóch setach to on kontrolował przebieg wydarzeń i wyszedł na prowadzenie 2:1. Publiczność zaczęła przygotowywać się na rutynowe zakończenie. Nic bardziej mylnego.

    Collignon, mimo że popełnił aż 17 podwójnych błędów serwisowych, rozgrywał wymiany z niezwykłą odwagą i skutecznością. To on dominował w czwartej partii, a w decydującym secie obaj zawodnicy stoczyli niemal godzinny bój, pełen dramaturgii i nerwowych momentów. Ku zdumieniu kibiców to Belg wytrzymał próbę charakteru i zakończył mecz zwycięstwem.

    Wynik, który przejdzie do historii

    Ruud musiał pogodzić się z kolejną wielkoszlemową porażką, natomiast Collignon cieszył się z największego sukcesu w swojej dotychczasowej karierze i awansu do trzeciej rundy. Tam jego rywalem będzie Czech Jiří Lehečka.

    Casper Ruud – Raphael Collignon 6:4, 3:6, 3:6, 6:4, 7:5

  • ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co za słowa po triumfie Polek. Wielkie zachwyty po ograniu Niemek

    ‎Co to był za mecz! W środowe popołudnie reprezentantki Polski w siatkówce zapewniły nam niezapomniane emocje. W ostatnim meczu fazy grupowej nasze siatkarki pokonały Niemki 3:2 po tie-breaku, choć “stały już nad przepaścią”. “Nie mogliśmy tego wygrać, ale wygraliśmy ” – komentują zachwyceni eksperci.

    ‎”Biało-Czerwone” fatalnie zaczęły mecz z Niemkami, w czwartym secie musiały bronić się przed piłkami meczowymi, a mimo to triumfowały. Po wygranym przez nie tie-breaku hala w Phuket w Tajlandii hala niemal eksplodowała euforią” – opisywał prosto z miejsca turnieju Damian Gołąb z Interii Sport.

    ‎Zawodniczki prowadzone przez Stefano Lavariniego rozgrywały trzeci, czyli ostatni mecz fazy grupowej. Od jego wyniku zależało, na kogo trafią w 1/8 finału. Ostatecznie o ćwierćfinał Polki zagrają z Belgijkami. Na szczęście udało się uniknąć Włoszek, które są w kosmicznej formie. Nic dziwnego, że po ostatniej akcji środowego meczu z Niemcami eksperci byli wniebowzięci.

    ‎Tak eksperci zareagowali na triumf Polek. Posypały się gratulacje

    ‎”Paulina Damaske w czwartym secie:

    ‎- super bloki (2)

    ‎- 50 procent w ataku

    ‎- 63 procent w przyjęciu

    ‎BOHATERKA” – odnotowała Sara Kalisz z “TVP Sport”, dodając wcześniej ujęcie z… rollercoastera – w ten sposób podsumowała emocje w meczu “Biało-Czerwonych”.

    ‎”Paulino Damaske, Ty nasz narodowy skarbie siatkarski prosto z prostokąta dla rezerwowych wyciągający nas z opresji!!” – czytamy na profilu Krzysztofa Sędzickiego z redakcji “WP SportoweFakty”.

    ‎”Jeżeli ten horror z happy endem nie będzie przełomem w tych mistrzostwach, to nie wiem, co by nim mogło być. Paulina Damaske powinna sobie wpisać do CV punkt “bohaterka dreszczowców” – napisała Agnieszka Niedziałek ze “Sport.pl”.

    ‎”Stefano Lavarini i tak żywiołowe reakcje to ogromna rzadkość. Po ostatniej piłce było widać, ile kosztowało go to spotkanie. Nieopisana radość i uściskanie Pauliny Damaske pokazały, że ma ogromną wiarę w tę zawodniczkę, a ta odpłaca mu kapitalną grą” – dodaje Seweryn Czernek.

    ‎”Podopieczne Stefano Lavariniego z kompletem zwycięstw w fazie grupowej siatkarskiego mundialu! Biało-czerwone wygrywają właśnie szalone starcie po tie-breaku z reprezentacją Niemiec! Pisałem rano, nieważne w jakim stylu, ale byleby się udało wygrać to starcie na koniec fazy grupowej! BRAWO! PS: Zdenerwowana Magda Stysiak – to najlepsza Magda Stysiak” – podsumował Jakub Balcerzak.

    ‎”JAAKKKKKKK!?!??!?!?!?!?!!?! NIE MOGLIŚMY TEGO WYGRAĆ! Ale wygraliśmy. Mega jaja z tym meczem. Zero przewidywalności, zero powtarzalności. Nic. Na przypale, tylko fluidy. Wyszarpane zwycięstwo z Niemkami, tak jak podczas kwalifikacji olimpijskich” – ocenił Mateusz Wasiewski z “WP SportoweFakty”.

  • Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Olbrzymie emocje i niesamowity finał towarzyszyły starciu reprezentacji Polski z Niemkami na mistrzostwach świata siatkarek w Phuket. “Biało-Czerwone” rozpoczęły spotkanie bardzo słabo, w czwartym secie musiały bronić piłek meczowych, a mimo to odwróciły losy rywalizacji i po dramatycznym tie-breaku wygrały 3:2. Ten triumf ma ogromne znaczenie – Polki uniknęły w 1/8 finału niezwykle groźnych mistrzyń olimpijskich z Włoch i zmierzą się z Belgią.

    Trudny początek i przegrany pierwszy set

    To, co od wielu tygodni jest problemem Polek, znów dało o sobie znać. Nasza drużyna weszła w mecz ospale i nie potrafiła odnaleźć rytmu. Kilka piłek zmarnowała Magdalena Stysiak, blokiem zatrzymana została Martyna Czyrniańska i Niemki odskoczyły na 6:1. Trener Stefano Lavarini szybko zareagował, ale choć Polki stopniowo zmniejszały stratę, nie potrafiły doprowadzić do remisu. Gdy brakowało asekuracji w obronie, włoski szkoleniowiec nie krył frustracji. Ostatecznie Niemki utrzymały przewagę i zwyciężyły 25:21.

    Świetna odpowiedź w drugiej partii

    Drugi set to już zupełnie inna gra Polek. Skuteczne serwisy Czyrniańskiej i Agnieszki Korneluk pozwoliły odskoczyć rywalkom, a problemy Niemek w ataku sprawiły, że to “Biało-Czerwone” dyktowały warunki. Sześć punktów dołożyła Martyna Łukasik, ulubienica lokalnej publiczności, a Polska pewnie wygrała 25:15, doprowadzając do remisu.

    Powrót Niemek i problemy Polek

    Trzecia partia to ponownie przewaga Niemek. Choć Polki miały swoje momenty – jak efektowna obrona nogą Aleksandry Szczygłowskiej czy bloki Korneluk – to rywalki w decydujących fragmentach były dokładniejsze. Końcówka seta należała do drużyny Vitala Heynena, która wygrała 25:19.

    Set pełen zwrotów akcji i obronione piłki meczowe

    Czwarta odsłona również nie układała się po myśli Polek. Niemki prowadziły, a Lavarini musiał wprowadzić na boisko Paulinę Damaske, która wniosła sporo energii. To jej bloki pozwoliły doprowadzić do remisu 16:16. Emocje sięgały zenitu w końcówce – Polki przegrywały 22:24, ale obroniły piłki meczowe. Były błędy Niemek, nerwy związane z urazem Malwiny Smarzek i wreszcie decydujący atak Łukasik. Polska wygrała 28:26 i doprowadziła do tie-breaka.

    Tie-break jak thriller

    Decydujący set był festiwalem nerwów. Polska zaczęła dobrze, ale po kilku akcjach to Niemki prowadziły 6:5. Na boisku wciąż pozostawała Damaske, a na zmianę nie wróciła Czyrniańska. W kluczowych momentach świetną zagrywką popisała się Marlena Kowalewska, a blok pozwolił odzyskać przewagę. Ostatecznie po dramatycznej końcówce Polki zwyciężyły 19:17, a hala w Phuket eksplodowała radością.

    Polska w 1/8 finału z Belgią

    Triumf nad Niemkami daje Polkom nie tylko wielką satysfakcję, lecz także korzystniejszy układ w drabince pucharowej. W 1/8 finału “Biało-Czerwone” zagrają z Belgią, podczas gdy Niemki trafią na niepokonane od ponad roku Włoszki. Teraz Polki czeka dwa dni przerwy – w czwartek przenoszą się do Bangkoku, gdzie w sobotę rozegrają mecz o ćwierćfinał mistrzostw świata.

  • Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Iga Świątek bez najmniejszych problemów przeszła przez pierwszą rundę tegorocznego US Open i już przygotowuje się do kolejnego meczu. Między spotkaniami Polka postanowiła przekazać kibicom bardzo istotną informację.

    Turniej w Nowym Jorku rozpoczęła od starcia z Emilianą Arango. Liderka rankingu WTA zaprezentowała się znakomicie – od początku narzuciła swój rytm i nie pozwoliła rywalce na rozwinięcie skrzydeł. Kolumbijka mogła tylko chwilami nawiązywać walkę, ale ostatecznie Świątek gładko wygrała 6:1, 6:2 i pewnie awansowała do kolejnej fazy. – Fajerwerków nie było, bo i przeciwniczka nie miała zbyt wiele do zaoferowania. Iga była solidna i zdecydowanie za mocna – podsumowali eksperci.

    Ważne ogłoszenie Świątek – powrót do Chin

    Równolegle z rywalizacją w Nowym Jorku, Polka opublikowała wideo, w którym potwierdziła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. – Cześć, tu Iga. Do wszystkich moich chińskich fanów: jestem bardzo podekscytowana, że w tym roku zagram w Pekinie – powiedziała tenisistka. Impreza rozpocznie się 24 września.

    Warto przypomnieć, że rok temu Świątek nie mogła wystąpić w tej imprezie z powodu miesięcznego zawieszenia po wykryciu śladowych ilości trimetazydyny. Substancja ta pojawiła się w jej organizmie w wyniku zażycia zanieczyszczonej melatoniny. W konsekwencji Polka nie zagrała również w turniejach w Seulu i Wuhan. Dwa lata temu za to odniosła w Pekinie wielki sukces – w finale pokonała Ludmiłę Samsonową i sięgnęła po tytuł.

    Na razie jednak cała uwaga Świątek skupia się na US Open. W drugiej rundzie zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, a spotkanie zaplanowano na czwartek.

    https://x.com/z_kortu/status/1960657125501222972?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960657125501222972%7Ctwgr%5E28d645550051d9f2fb5b7ff4f21e164d6570abbb%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732206742trwa-us-open-a-swiatek-oglosila-takie-wiesci-jestem-bardzo.html

  • Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Czy już w pierwszej rundzie US Open byliśmy świadkami najbardziej efektownego powrotu całego turnieju? Bardzo możliwe. To, czego dokonał Francisco Cerundolo w starciu z Matteo Arnaldim, z miejsca stało się jednym z głównych kandydatów do miana „come-backu roku” w Nowym Jorku. Argentyńczyk znajdował się w dramatycznej sytuacji – przegrywał 3:6, 2:6, 1:3 i był o krok od niespodziewanej porażki. A jednak udowodnił, że w sporcie nigdy nie wolno się poddawać.

    „It’s not over, until it’s over” – mówiła Iga Świątek po spektakularnym odwróceniu losów meczu z Danielle Collins na Australian Open 2024. Wtedy Polka odrobiła straty w decydującym secie, choć przegrywała już 1:4. Podobnymi słowami mógłby opisać swój wyczyn Cerundolo. Argentyńczyk, mimo że wracał po kłopotach zdrowotnych – kontuzja mięśni brzucha zmusiła go niedawno do poddania meczu z Alexandrem Zverevem w Toronto i wykluczyła z turnieju w Cincinnati – w Nowym Jorku znalazł w sobie siłę, by odmienić losy rywalizacji.

    Arnaldi dyktował warunki. Do czasu

    Na papierze to Cerundolo był faworytem – wyżej notowany (19. ATP wobec 64. miejsca Arnaldiego), bardziej doświadczony. Jednak to Włoch przez długi czas kontrolował wydarzenia. W pierwszych dwóch setach serwował jak natchniony, dając przeciwnikowi tylko dwie szanse na przełamanie, z czego tylko jedna została wykorzystana. Sam natomiast czterokrotnie odebrał podanie Argentyńczykowi i pewnie wygrał partie 6:3, 6:2.

    Trzeci set miał być formalnością. Kolejne przełamanie dało Arnaldiemu prowadzenie 3:1, a Cerundolo wyglądał na bezradnego. Ale właśnie wtedy nastąpił przełom. Argentyńczyk odłamał rywala w szóstym gemie, a przy stanie 5:6 zdominował go do zera przy jego własnym serwisie. Wygrał 7:5 i całkowicie odwrócił bieg meczu.

    Walka do końca i finałowa eksplozja

    Czwarty set był znacznie bardziej wyrównany, lecz w decydującym momencie znów lepszy okazał się Cerundolo. Przy stanie 5:4 przełamał Arnaldiego, odbierając mu podanie i wyrównując stan meczu na 2:2 w setach.

    O wszystkim decydował piąty set. Już na samym początku to Arnaldi miał szansę przechylić szalę na swoją stronę, lecz zmarnował dwa break pointy. Cerundolo natychmiast wykorzystał okazję – sam przełamał, objął prowadzenie 3:0 i nie oglądał się za siebie. Od tego momentu Włoch zdołał wygrać przy serwisie rywala zaledwie jedną wymianę. Argentyńczyk triumfował 3:6, 2:6, 7:5, 6:4, 6:3 po niemal czterech godzinach heroicznej walki (3 h 45 min).

    W nagrodę Cerundolo zagra w drugiej rundzie ze Szwajcarem Leandro Riedim (435. ATP). Zwycięzca tego meczu zmierzy się w kolejnej rundzie z lepszym z pary Kamil Majchrzak – Karen Chaczanow.

  • Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Naomi Osaka w dobrym stylu zameldowała się w drugiej rundzie US Open. Japonka w ciągu zaledwie 84 minut rozprawiła się z Greentje Minnen 6:3, 6:4, a po spotkaniu podkreślała, jak dużą rolę w jej grze odgrywa Tomasz Wiktorowski.

    Udany początek współpracy z Polakiem

    Pod koniec lipca media obiegła informacja, że Osaka (24. WTA) rozpoczęła tymczasową współpracę z Tomaszem Wiktorowskim. Początek był obiecujący – w Montrealu Japonka dotarła aż do finału turnieju rangi WTA 1000, gdzie po trzech setach uległa Victorii Mboko (23. WTA). W Nowym Jorku para kontynuuje współpracę, a już pierwszy mecz na US Open stał się testem tego, nad czym pracowali wspólnie na treningach.

    Kontrola meczu od połowy pierwszego seta

    Spotkanie z Minnen zaczęło się od wymiany przełamań, ale przy stanie 2:3 Osaka włączyła wyższy bieg. Triumfatorka US Open z 2018 i 2020 roku zaczęła dominować w wymianach, pewnie serwowała i nie dawała rywalce żadnych szans przy jej podaniu. Cztery gemy z rzędu wystarczyły, by wygrać pierwszego seta 6:3 w 38 minut.

    Druga partia rozpoczęła się równie dobrze – Japonka wyszła na prowadzenie 2:0, co oznaczało serię sześciu wygranych gemów z rzędu. Wkrótce jednak inicjatywa na chwilę przeszła w ręce Belgijki, która przy stanie 3:3 przełamała Osakę i prowadziła 4:3. Japonka jednak błyskawicznie odzyskała kontrolę – wygrała 12 z 15 kolejnych punktów i zakończyła spotkanie wynikiem 6:3, 6:4.

    „Po prostu robię to, co mówi Tomasz”

    Na konferencji prasowej Osaka przyznała, że towarzyszył jej duży stres:
    — Mogłam mieć lepsze nastawienie. Byłam strasznie zestresowana, bo to dla mnie wyjątkowy turniej. Chciałam bardzo wygrać. Żałuję, że bardziej myślałam o wyniku niż o procesie, ale cieszę się, że dałam radę — powiedziała.

    Następnie odniosła się do pracy z Wiktorowskim:
    — Muszę ufać sobie. To trudne, kiedy serwujesz dobrze, a nagle zostajesz przełamana. Tomasz dużo ze mną pracował nad returnami i dzięki temu czuję się pewniej. To właśnie pozwoliło mi szybko odrobić stratę w drugim secie i był to kluczowy moment meczu.

    Osaka dodała także z uśmiechem:
    — Nie próbuję iść śladami innych. Po prostu robię to, co każe mi Tomasz. Wprowadziłam pewną zmianę, o której raczej nikomu nie powiem, bo daje mi to sporą przewagę. Mam nadzieję, że nikt się tego nie domyśli.

    Kolejne wyzwanie – Hailey Baptiste

    W drugiej rundzie Naomi Osaka zmierzy się z Hailey Baptiste (47. WTA). To będzie ich trzeci mecz w tym sezonie. Dwa poprzednie – w Auckland i Miami – kończyły się zwycięstwami Japonki, choć oba były zacięte i rozstrzygały się w trzech setach.