Category: Uncategorized

  • Komentatorzy zobaczyli, co robi rywalka Świątek. Tak się nie da

    Komentatorzy zobaczyli, co robi rywalka Świątek. Tak się nie da

     

    Camila Osorio próbowała wszystkiego, ale nie miała żadnych argumentów. Iga Świątek okazała się dla niej rywalką z zupełnie innego poziomu – o klasę, a może i dwie wyżej. Kolumbijka, przy stanie 0:6 i 0:40 w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie, zrezygnowała z dalszej gry. Przegrała nie tylko z Polką, ale też z własnym urazem.

    Osorio, obecnie 83. w rankingu WTA (najwyżej była 33.), to zawodniczka słynąca z waleczności. Tę cechę pokazywała również w starciu z wiceliderką światowego rankingu, ale nawet jej ogromne zaangażowanie nie wystarczyło, by postawić Świątek większy opór.

    – Jak to mówił papa Woźniacki, ona biega po Beijingu – żartował w Canal+ komentator Maciej Łuczak, nawiązując do słów ojca i trenera Caroline Wozniacki. Chodziło oczywiście nie o spacer po Pekinie, a o poruszanie się po napisie „Beijing”, umieszczonym daleko za linią końcową kortu. Klaudia Jans-Ignacik dodała, że Osorio momentami „biegała nawet jeszcze dalej – za Pekinem”, bo Świątek spychała ją do głębokiej defensywy.

    Szczególnie wyraźnie widać to było przy serwisie Kolumbijki i doskonałych returnach Polki. Osorio popełniła aż sześć podwójnych błędów serwisowych – ryzykowała, próbując zaskoczyć rywalkę, ale nie była w stanie. Wbrew temu, co mogłoby sugerować suche 0:6, nie wszystkie gemy były jednostronne. Pięć z sześciu rozegranych toczyło się na przewagi. Tyle że w najważniejszych momentach Świątek była bezlitosna, wygrywając kluczowe piłki i odbierając przeciwniczce resztki wiary w powodzenie.

    W desperacji Osorio sięgnęła nawet po serwis od dołu, uchodzący w świecie tenisa za zaskakujący, lecz niezbyt elegancki. I tym razem Polka poradziła sobie bez trudu – dobiegła do piłki i odegrała efektownie, obejmując prowadzenie 5:0. Chwilę później Kolumbijka poprosiła o przerwę medyczną. Fizjoterapeutka masowała okolice jej żeber, a Świątek spokojnie czekała na wznowienie gry. Po powrocie Osorio zdołała jeszcze wywalczyć breakpointa, lecz znów w decydującej akcji górą była Polka.

    Gem na 6:0 okazał się ostatnim pełnym w tym meczu. Przy stanie 0:40 w drugim secie Osorio poddała spotkanie. – Widać, że zdaje sobie sprawę z realiów. Szanse ma minimalne, a nie chce ryzykować pogłębienia urazu – komentował Łuczak. Jans-Ignacik przyznała: – Tak, nie ma sensu ryzykować.

    Statystyki potwierdzają dominację Świątek: Polka zanotowała dziewięć kończących uderzeń przy dziesięciu niewymuszonych błędach, rywalka – zaledwie dwa winnersy i aż 16 błędów. W punktach Świątek zwyciężyła 33:17. Do poprawy pozostaje skuteczność pierwszego podania – trafiła 54 proc., choć i tak wyglądało to dużo lepiej niż u Osorio (38 proc.).

    W czwartej rundzie w Pekinie Iga Świątek zmierzy się z Emmą Navarro (17. WTA), która awansowała po tym, jak Lois Boisson skreczowała przy stanie 6:2, 1:0 dla Amerykanki.

  • 47 minut i nagły koniec! Oto potencjalna rywalka Świątek

    47 minut i nagły koniec! Oto potencjalna rywalka Świątek

    To mogły być dwa szybkie sety w wykonaniu Emmy Navarro w meczu 1/16 finału turnieju WTA 1000 w Pekinie. Mogły, ale nie były – bo spotkanie zakończyło się jeszcze szybciej. Amerykanka już po 47 minutach wiedziała, że czeka na nią zwyciężczyni pojedynku Igi Świątek z Camilą Osorio. Powodem była kontuzja rywalki – Lois Boisson – która skreczowała na początku drugiego seta. W tej partii rozegrano zaledwie jednego gema.

    Turniej w Pekinie nabiera tempa. Iga Świątek na otwarcie pokonała reprezentantkę gospodarzy, Yue Yuan (6:0, 6:3). W poniedziałek Polka zmierzy się z Camilą Osorio z Kolumbii, która wcześniej wyeliminowała Annę Kalinską. Teraz wiadomo już, że triumfatorka tego pojedynku trafi w kolejnej rundzie na Emmę Navarro.

    Spotkanie Navarro z Boisson trwało niespełna godzinę. Amerykanka bez problemów wygrała pierwszego seta 6:2. W drugim, przy stanie 1:0 dla rozstawionej tenisistki, Francuzka zrezygnowała z dalszej gry.

    Więcej informacji wkrótce.

  • Męczarnie na start, 6:1 w drugim secie. 92 minuty walki w meczu Andriejewej

    Męczarnie na start, 6:1 w drugim secie. 92 minuty walki w meczu Andriejewej

    Mirra Andriejewa udanie rozpoczęła singlową rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Po pewnej wygranej z Lin Zhu w drugiej rundzie, w kolejnym etapie zmierzyła się z Jessiką Bouzas Maneiro. Czwarta rakieta świata musiała się sporo napocić zwłaszcza w pierwszej partii, którą wygrała 6:4. Drugi set – choć rezultat na to nie wskazuje – był jeszcze bardziej zacięty, a cały pojedynek zakończył się po 92 minutach.

    Powrót po przerwie

    Dla Rosjanki był to pierwszy turniej po kilkutygodniowej przerwie, jaką zrobiła sobie po rozczarowującym występie na US Open. Jej start w Pekinie nie rozpoczął się najlepiej – razem z Dianą Sznajder przegrała już w pierwszej rundzie debla. Rozstawione z numerem 5 Rosjanki uległy Terezie Mihalikovej i Olivii Nicholls, dlatego Andriejewej pozostała koncentracja na grze pojedynczej.

    Jako turniejowa „czwórka” rozpoczęła od wolnego losu, a w drugiej rundzie bez większych problemów pokonała Lin Zhu 6:2, 6:2. W trzeciej trafiła na Hiszpankę Jessikę Bouzas Maneiro, która wcześniej wyeliminowała Jaqueline Cristian i rozstawioną Dajanę Jastremską.

    Zacięty pierwszy set

    Od samego początku spotkanie było wyrównane. Andriejewa już w pierwszym gemie musiała się bronić, ale ostatecznie zdobyła prowadzenie. Chwilę później dała się przełamać, lecz natychmiast odpowiedziała tym samym. Hiszpanka, zajmująca 48. miejsce w rankingu, zdołała jeszcze obronić dwa break pointy przy stanie 2:3, jednak w dziesiątym gemie całkowicie się pogubiła i nie zdobyła nawet punktu. Rosjanka wykorzystała okazję i zamknęła seta 6:4 po 44 minutach gry.

    Przewaga w drugiej partii

    Druga odsłona również rozpoczęła się wyrównanie, lecz tym razem to Bouzas Maneiro pierwsza straciła podanie. Andriejewa objęła prowadzenie 3:1 i zaczęła kontrolować wydarzenia na korcie. Hiszpanka próbowała odpowiadać agresywną i ryzykowną grą, ale mnożyła błędy. Przy stanie 4:1 obroniła wprawdzie trzy break pointy, ale przy czwartym uderzyła w aut i znalazła się w trudnej sytuacji.

    Choć wynik 6:1 może sugerować łatwe zwycięstwo, w rzeczywistości set był długi i wymagający. Bouzas Maneiro walczyła do końca – obroniła nawet pierwszą piłkę meczową. Przy drugiej była już jednak bezradna, gdy Andriejewa popisała się efektowną akcją przy siatce i zmusiła rywalkę do błędu.

    Awans do czwartej rundy

    Ostatecznie Mirra Andriejewa triumfowała 6:4, 6:1 i zameldowała się w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Pekinie. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Mayą Joint a Sonay Kartal.

    Chcesz, żebym przeredagował ten tekst jeszcze bardziej w stylu prasowej relacji sportowej (z nagłówkami, mocniejszym akcentem emocji), czy wolisz, aby pozostał w neutralnym tonie informacyjnym

  • Lewandowski jeszcze raz bezwzględny. Barcelona już na szczycie tabeli

    Lewandowski jeszcze raz bezwzględny. Barcelona już na szczycie tabeli

    Barcelona liderem La Liga. Gol Lewandowskiego dał zwycięstwo nad Realem Sociedad

    FC Barcelona pokonała na własnym stadionie Real Sociedad 2:1 w 7. kolejce La Liga. Decydującego gola zdobył Robert Lewandowski, który wykorzystał precyzyjną asystę powracającego po kontuzji Lamine Yamala. Dzięki wygranej „Duma Katalonii” awansowała na pierwsze miejsce w tabeli, wyprzedzając Real Madryt o jeden punkt. Spotkanie było też szczególne z innego powodu – po raz pierwszy w tym sezonie w barwach Barcelony wystąpił Wojciech Szczęsny.

    Idealny scenariusz dla kibiców Barcelony

    Ostatni weekend września układał się dla fanów Barçy niemal perfekcyjnie. Najpierw Real Madryt poniósł dotkliwą porażkę w derbach stolicy, ulegając Atletico aż 2:5. Była to pierwsza strata punktów „Królewskich” w tym sezonie, którzy do tej pory mogli pochwalić się kompletem zwycięstw. Później pozostało już tylko, by Barcelona sięgnęła po pełną pulę przeciwko Baskom – i plan udało się zrealizować.

    Trudny początek dla Polaków

    Od pierwszego gwizdka na murawie pojawili się Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny, zastępujący kontuzjowanego Joana Garcię. Pierwsze minuty nie były jednak udane dla polskiego duetu. Lewandowski był niewidoczny, a Szczęsny musiał skapitulować po trafieniu Alvaro Odriozoli w 31. minucie, gdy zbyt łatwo ograł Julesa Kounde.

    Barcelona odpowiedziała dopiero pod koniec pierwszej połowy. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego winowajca wcześniejszej bramki – Kounde – odkupił swoje błędy i celną główką wyrównał na 1:1. Chwilę wcześniej gospodarze mogli mówić o sporym szczęściu, gdy Igor Zubeldia o mały włos nie skierował piłki do własnej bramki, lecz Alex Remiro uratował zespół fenomenalną interwencją.

    Lewandowski znów kluczowy

    Po przerwie Barcelona ruszyła do ataku i zdominowała rywala. W 59. minucie na boisku pojawił się Lamine Yamal i szybko zaznaczył swoją obecność. Po dynamicznej akcji i świetnym dośrodkowaniu młodego Hiszpana, Robert Lewandowski głową trafił na 2:1 – był to jego czwarty gol w sezonie ligowym.

    Sociedad próbował jeszcze odpowiedzieć. Strzał Mikela Oyarzabala z ostrego kąta obronił Szczęsny, a Takefusa Kubo najpierw trafił w słupek, a później w poprzeczkę – przy czym w jednej z sytuacji znajdował się na spalonym. Swoją szansę miał też Lewandowski, ale uderzył tylko w poprzeczkę. Do siatki trafił Yamal, lecz i on był na pozycji spalonej.

    Barcelona na szczycie

    Mimo nerwowej końcówki mistrzowie Hiszpanii dowieźli zwycięstwo i od dziś są liderem La Liga. Lewandowski ma już cztery ligowe trafienia na koncie, choć do lidera klasyfikacji strzelców – Kyliana Mbappe – wciąż sporo mu brakuje, bo Francuz zdobył ich osiem.

  • Lewandowski znowu to zrobił! Niezwykły mecz w Barcelonie

    Lewandowski znowu to zrobił! Niezwykły mecz w Barcelonie

    FC Barcelona długo szukała sposobu na przełamanie Realu Sociedad, ale ostatecznie znalazł go Robert Lewandowski. Polak trafił do siatki w drugiej połowie, jednak mimo kilku kolejnych okazji nie zdołał już podwyższyć swojego dorobku. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:1.

    Lewandowski bohaterem, choć mogło być więcej

    Decydująca akcja miała miejsce w 59. minucie. Chwilę wcześniej na murawie zameldował się 18-letni Lamine Yamal i to właśnie on rozruszał prawą flankę. Po efektownym rajdzie dośrodkował w pole karne, gdzie najlepiej odnalazł się Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski strzałem głową trafił do siatki – piłka odbiła się jeszcze od słupka i zmyliła bramkarza. Był to już czwarty gol „Lewego” w tym sezonie La Ligi, a Barcelona objęła prowadzenie 2:1.

    Lewandowski mógł zostać bohaterem pełną gębą – w końcówce miał bowiem dwie świetne okazje na hat-tricka. Najpierw jego strzał z ostrego kąta został zablokowany, a w 84. minucie zaledwie z siedmiu metrów huknął w poprzeczkę.

    Polskie akcenty od pierwszych minut

    Po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowej jedenastce Barcelony znalazło się dwóch Polaków. Obok Lewandowskiego wystąpił także Wojciech Szczęsny, który dostał szansę ze względu na kontuzję Joana Garcii.

    Spotkanie miało dużą wagę – po porażce Realu Madryt w derbach z Atletico, Barça mogła wskoczyć na fotel lidera tabeli.

    Przebieg meczu

    Barcelona mogła prowadzić już w 11. minucie, gdy Marcus Rashford oddał groźny strzał po sprytnie rozegranym rzucie rożnym, lecz Alex Remiro popisał się znakomitą interwencją. Chwilę później gospodarze zostali skarceni – w 31. minucie Ander Barrenetxea w kontrze ograł Julesa Kounde i podał do Alvaro Odriozoli, który z bliska pokonał Szczęsnego.

    Duma Katalonii natychmiast ruszyła do odrabiania strat. Najpierw Remiro popisał się serią parad, broniąc m.in. groźne uderzenia i ratując zespół przed samobójczym golem. Dopiero w 44. minucie Kounde odkupił swoją wcześniejszą pomyłkę i strzałem głową po rzucie rożnym doprowadził do wyrównania.

    Tuż przed przerwą Lewandowski miał szansę, aby wyprowadzić Barcelonę na prowadzenie, lecz fatalnie przyjął piłkę w polu karnym. Trener Hansi Flick jednak mu zaufał i zostawił na drugą połowę – jak się okazało, słusznie.

    Lider przed hitem w Lidze Mistrzów

    Ostatecznie gol Lewandowskiego dał Barcelonie komplet punktów i fotel lidera La Ligi. W końcówce spotkania emocji nie brakowało – po strzale Takefusy Kubo piłka trafiła w poprzeczkę, chwilę później w ten sam sposób odpowiedział Lewandowski.

    Teraz przed Barçą seria wymagających spotkań. Już w środę, 1 października, na Camp Nou przyjedzie PSG w hicie Ligi Mistrzów. W lidze z kolei piłkarze Flicka zmierzą się w niedzielę, 5 października, na wyjeździe z Sevillą.


    FC Barcelona – Real Sociedad 2:1 (1:1)
    Bramki: Kounde (44.), Lewandowski (59.) – Odriozola (31.)

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde (żółta kartka), Araujo, Christensen, Martin (78. Garcia) – de Jong, Pedri (95. Casado), Fernandez (46. Olmo) – Bardghji (58. Yamal), Lewandowski, Rashford (78. Torres).
    Real Sociedad: Remiro – Odriozola (57. Gomez), Zubeldia (żółta kartka), Caleta-Car (żółta kartka), Munoz – Turrientes (66. Soler), Oyarzabal, Gorrotxategi, Marin (66. Mendez), Barrenetxea (81. Sadiq) – Guedes (57. Kubo). (more…)

  • Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili Lewandowskiego i Szczęsnego

    Hiszpanie nie czekali do końca meczu. Tak ocenili Lewandowskiego i Szczęsnego

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny znaleźli się w podstawowym składzie FC Barcelony na ligowy mecz z Realem Sociedad w ramach 7. kolejki Primera Division sezonu 2025/26. Po pierwszej połowie rywalizacji na tablicy wyników widniał remis 1:1. Hiszpańskie media zdążyły już ocenić występy obu Polaków.

    Polacy od pierwszej minuty

    Barcelona rozpoczęła sezon imponująco – w sześciu kolejkach zdobyła 16 punktów, tracąc oczko jedynie w starciu z Rayo Vallecano (1:1). W meczu z Realem Sociedad trener Hansi Flick postawił na Roberta Lewandowskiego w ataku oraz Wojciecha Szczęsnego między słupkami. Polski bramkarz wskoczył do wyjściowej jedenastki, korzystając z kontuzji Joana Garcii, który zmaga się z urazem kolana.

    Odriozola zaskoczył, Kounde wyrównał

    W 31. minucie meczu Szczęsny musiał wyciągać piłkę z siatki po uderzeniu Álvaro Odriozoli. Dla gości była to dopiero druga ofensywna akcja, lecz zakończona skutecznie. Barcelona odpowiedziała jeszcze przed przerwą – Jules Kounde wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzałem głową doprowadził do remisu.

    Oceny hiszpańskich mediów

    Dziennik „Mundo Deportivo” w swoich komentarzach nie szczędził krytyki wobec Lewandowskiego. – „W starciu z tak ustawionym Realem Sociedad, przy ograniczonej przestrzeni, Lewandowski prawie nie istniał. A gdy już się pokazywał, brakowało mu dokładności” – napisano. Z kolei o występie Szczęsnego gazeta stwierdziła: – „Plan rywala nie sprawiał mu większych problemów, ale Odriozola wykorzystał okazję. Wcześniej zagrożenie sprawiło tylko uderzenie głową Mikela Oyarzabala”.

    Inny kataloński dziennik, „Sport”, określił Polaków jeszcze dosadniej. Szczęsny został nazwany „ukaranego”, gdyż – jak podkreślono – „nie miał szans przy straconym golu, a poza tym był spokojny”. Natomiast Lewandowski według tej gazety był „uwięziony”. – „Obrońcy Sociedad otoczyli go i skutecznie odcięli od gry. Robert starał się cofać po piłkę, aby w ogóle wziąć udział w akcji, a w jednej sytuacji wymusił żółtą kartkę dla Ivana Zubeldii” – ocenili dziennikarze.

  • Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

    Finał MŚ już się skończył, a tu takie wieści o Polaku! Znowu

     

    Nie mogło być inaczej – świetna dyspozycja Jakuba Kochanowskiego ponownie została wyróżniona. Środkowy reprezentacji Polski znalazł się w Drużynie Marzeń zakończonych mistrzostw świata i tym samym kontynuuje swoją znakomitą serię indywidualnych nagród. Organizatorzy zadbali też o efektowną oprawę, unikając wpadek, jakie zdarzały się wcześniej innym federacjom.

    Jakub Kochanowski – symbol stabilności

    Mówiąc o Kochanowskim, można od razu dodać: gwarancja jakości. Podczas turnieju w Manili forma wielu Biało-Czerwonych falowała, niektórzy zmagali się z problemami zdrowotnymi, lecz 28-letni środkowy nie zawodził ani przez chwilę. Jego obecność w elitarnym gronie najlepszych zawodników mistrzostw była właściwie oczywistością.

    Jedyny Polak w finałowej gali

    Kochanowski od lat stanowi filar kadry, ale w tym sezonie jego rola była jeszcze większa – szczególnie wobec nieobecności Mateusza Bieńka i późnego powrotu Norberta Hubera. Na Filipinach okazał się zawodnikiem absolutnie kluczowym. Choć Polacy marzyli o złocie, po półfinałowej porażce 0:3 z Włochami musieli zadowolić się brązowym medalem, wywalczonym dzień później z Czechami (3:1). Po meczu brązowego finału nasi siatkarze odebrali medale i zakończyli turniej. Wyjątek stanowił Kochanowski – jako laureat nagrody dla najlepszego środkowego musiał wrócić do hali, aby osobiście odebrać swoje wyróżnienie.

    Organizatorzy na plus

    Ceremonia wręczenia nagród zasługuje na pochwałę. Zawodnicy Drużyny Marzeń zostali ustawieni na specjalnych podestach przed trybuną, a w momencie wyczytywania nazwisk padały na nich reflektory. Całość zakończyła się wspólnym wejściem na podium. To rozwiązanie znacznie atrakcyjniejsze niż w Lidze Narodów, gdzie siatkarze o wyróżnieniach dowiadywali się… mailowo, dzień po finale.

    Zwycięska passa Polaka

    Dla Kochanowskiego to już czwarty z rzędu prestiżowy wybór do Drużyny Marzeń wielkiej imprezy. Wcześniej był najlepszym środkowym igrzysk olimpijskich w Paryżu oraz Ligi Narodów w latach 2023, 2024 i 2025. W edycji LN sprzed kilku miesięcy otrzymał nawet tytuł MVP.

    Drużyna Marzeń mistrzostw świata 2025

    Nie mogło zabraknąć dominacji Włochów, którzy obronili tytuł mistrzowski. MVP i najlepszym przyjmującym został Alessandro Michieletto, nagroda dla najlepszego rozgrywającego trafiła do Simone Gianellego, dla atakującego do Yuriego Romanova, a dla libero – Fabio Balaso. Doceniono również dwóch Bułgarów, finalistów turnieju: przyjmującego Aleksandara Nikołowa oraz środkowego Aleksa Grozdanowa z Bogdanki LUK Lublin.

  • Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Wymowny gest Świątek. Chinka poprosiła ją o wspólne zdjęcie

    Iga Świątek rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie w świetnym stylu. W drugiej rundzie pewnie pokonała Chinkę Yue Yuan, a w sieci pojawiło się nagranie pokazujące, jak Polka zachowała się wobec jednej z kibicek jeszcze przed pierwszym meczem w stolicy Chin.

    Świątek i nietypowy prezent od organizatorów

    Do Pekinu przyjechała jako główna faworytka do końcowego triumfu, zwłaszcza że w zawodach nie występuje liderka rankingu WTA, Aryna Sabalenka. Polka przystąpiła do zmagań świeżo po sukcesie w Seulu, gdzie w dramatycznym finale turnieju WTA 500 odwróciła losy spotkania z Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 1:6, 7:6(3), 7:5.

    Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w Pekinie sporo mówiło się o prezencie, jaki Świątek otrzymała od organizatorów. Zamiast tradycyjnych kwiatów, wręczono jej maskotkę Labubu – popularną zabawkę, która w Chinach bije rekordy popularności wśród dzieci i nastolatków. Mina Polki wyrażała lekkie zaskoczenie, a sama tenisistka nie wydawała się szczególnie zachwycona gadżetem.

    Spotkanie z fanką

    W sieci udostępniono też nagranie z udziałem Świątek, kiedy jedna z chińskich kibicek poprosiła ją o wspólne zdjęcie. Polka zgodziła się bez wahania, ale zanim stanęła do fotografii, sprytnie schowała maskotkę za siebie, by nie znalazła się w kadrze. Wszystko wskazuje na to, że wiceliderka światowego rankingu nie przepada za tego typu pamiątkami, choć Labubu dla chińskich dzieci to prawdziwy hit – oryginalne figurki kosztują nawet kilkaset złotych i szybko znikają ze sklepów.

    Pekin szczęśliwy dla Igi

    Nie dziwi, że przyjazd Świątek do Pekinu wzbudza ogromne zainteresowanie. W zeszłym sezonie nie brała udziału w azjatyckiej części touru, więc lokalni kibice nie mieli okazji oglądać jej na żywo. Tymczasem w 2023 roku to właśnie ona triumfowała w China Open, pokonując w finale Ludmiłę Samsonową 6:2, 6:2.

    Teraz Świątek znów walczy o najwyższe cele. Już w poniedziałek zmierzy się w trzeciej rundzie z Camilą Osorio. Zgodnie z harmonogramem spotkanie zaplanowano jako drugie w kolejności – tuż po starciu Lois Boisson z Emmą Navarro, które rozpocznie się o 7:00 czasu polskiego.

    https://x.com/igaswiarchive/status/1971922745991770622?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971922745991770622%7Ctwgr%5Eadc8a7765d5355258488e4c749da1fada42a8fc6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732284328wymowny-gest-swiatek-chinka-poprosila-ja-o-wspolne-zdjecie.html

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści napłynęły z Pekinu

    Iga Świątek udanie zainaugurowała swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polka bez większych kłopotów pokonała reprezentantkę gospodarzy, Yue Yuan, a organizatorzy już ogłosili termin jej kolejnego występu. Rywalką liderki polskiego tenisa będzie Camila Osorio, a znamy już dokładną datę i godzinę meczu.

    Zgodnie z oficjalnym harmonogramem, Świątek i Osorio wyjdą na kort w poniedziałek 29 września jako druga para dnia, po spotkaniu Lois Boisson z Emmą Navarro. Mecz Polki na korcie Lotus rozpocznie się nie wcześniej niż o godz. 8:30 czasu polskiego (14:30 czasu lokalnego w Chinach).

    W starciu z Yuan Iga Świątek nie dała rywalce większych szans. Zwyciężyła 6:0, 6:3 w 76 minut, kontrolując przebieg całego pojedynku. Wydaje się jednak, że Kolumbijka może postawić jej trudniejsze warunki. Osorio ma już za sobą dwa wyczerpujące mecze w Pekinie i udowodniła, że potrafi walczyć z wymagającymi przeciwniczkami.

    Na otwarcie turnieju Osorio stoczyła prawdziwy maraton z Amerykanką Ann Li. Spotkanie trwało ponad trzy godziny i zakończyło się wynikiem 7:5, 6:7, 7:5 na korzyść Kolumbijki. W kolejnej rundzie, przeciwko wyżej notowanej Annie Kalinskiej, również musiała rozegrać trzy sety, triumfując 6:1, 4:6, 6:4.

    Obecnie Osorio zajmuje 83. miejsce w rankingu WTA. Do tej pory tylko raz zmierzyła się z Świątek – w 1/32 finału Australian Open 2023. Wówczas Polka zwyciężyła pewnie 6:2, 6:3. Kibice mają nadzieję, że podobny scenariusz powtórzy się również w Pekinie.

    Stawką pojedynku będzie awans do 1/8 finału, gdzie zwyciężczyni zmierzy się z triumfatorką meczu Lois Boisson – Emma Navarro. Warto przypomnieć, że w chińskim turnieju nie bierze udziału obecna liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka.

  • Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Tylko spójrzcie, kto wręczał Polakom medale MŚ. “Poszedł w kulturystykę”

    Reprezentacja Polski zakończyła mistrzostwa świata w siatkówce na Filipinach z brązowym medalem. W niedzielę, 28 września, podopieczni Nikoli Grbicia pokonali Czechów 3:1 i tym samym zapewnili sobie miejsce na podium. Chwilę później Biało-Czerwoni odebrali medale – a kibice od razu zwrócili uwagę na osobę, która wręczała krążki.

    „Poszedł w kulturystykę” – reakcje internautów

    „Richard Lambourne poszedł w kulturystykę” – napisał na portalu X Piotr Świniarski z Radia Olsztyn, dołączając zdjęcie byłego siatkarza wręczającego medale Polakom. Z kolei Maciej Świniarski dodał szczegóły: „W cross-fit. Chyba nawet startował w mistrzostwach USA, albo stanowych”.

    Kim jest Richard Lambourne?

    Dla starszych kibiców siatkówki to postać dobrze znana. Lambourne przez wiele lat grał w reprezentacji Stanów Zjednoczonych, w której zadebiutował w 2000 roku. Największy sukces odniósł osiem lat później, zdobywając złoty medal olimpijski w Pekinie. Amerykanin miał także epizody w polskich klubach – reprezentował AZS Olsztyn, Delektę Bydgoszcz, a w 2011 roku podpisał kontrakt z Fartem Kielce.

    Brązowy medal – bez większej radości?

    Relacjonująca turniej dla Sport.pl Agnieszka Niedziałek zwróciła uwagę, że mecz o trzecie miejsce nie wzbudzał w Polakach wielkich emocji:
    – „Przegrani Czesi bardziej cieszyli się z czwartego miejsca niż polscy siatkarze z brązu. Widać było, że ani zawodnikom, ani kibicom szczególnie nie zależało na tym spotkaniu. Na otarcie łez pozostaje jednak zwycięstwo 3:1, które sprawia, że drużyna wraca do kraju z medalem”.

    Seria Nikoli Grbicia trwa

    Mimo że brąz nie daje pełnej satysfakcji, bilans Nikoli Grbicia jako selekcjonera Polaków robi ogromne wrażenie. Od objęcia kadry nasza drużyna w każdym z ośmiu turniejów zdobywała medal: brąz, srebro, złoto, złoto, brąz, srebro, złoto, brąz. „Takiego wyniku nie miał jeszcze żaden trener w historii reprezentacji Polski” – podkreśla Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Na zakończenie mistrzostw świata pozostał już tylko finał. W niedzielę o 12:30 czasu polskiego Włosi zmierzą się z Bułgarami o złoto turnieju.