Category: Uncategorized

  • Majchrzak ujawnił, co z jego zdrowiem. “Szanse są małe”

    Majchrzak ujawnił, co z jego zdrowiem. “Szanse są małe”

    Kamil Majchrzak pozostaje dziś największą nadzieją męskiego tenisa w Polsce i aktualnie zajmuje najwyższe miejsce spośród wszystkich naszych reprezentantów w rankingu ATP. Niestety, jego świetną passę przerwała kontuzja, której nabawił się podczas wielkoszlemowego US Open. Choć jeszcze niedawno imponował formą i odwrócił losy niezwykle dramatycznego meczu z Karenem Chaczanowem, teraz musi skoncentrować się na rehabilitacji i walce o powrót do pełni sił.

    Droga Majchrzaka na szczyt i bolesne zatrzymanie

    29-letni tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego jest przykładem ogromnej determinacji. Kilka lat temu został niesłusznie zawieszony za doping, co sprawiło, że jego kariera niemal legła w gruzach. Musiał zaczynać od zera, grając w mniejszych turniejach i odbudowując ranking. Dziś widać, że jego praca i cierpliwość przynoszą efekty – w najnowszym zestawieniu ATP zajmuje 62. miejsce, wyprzedzając o dziesięć pozycji Huberta Hurkacza, który długo uchodził za najlepszego polskiego singlistę. Hurkacz zmaga się jednak z problemami zdrowotnymi i to właśnie Majchrzak stał się obecnie liderem naszego męskiego tenisa.

    W Nowym Jorku kibice oglądali go w kapitalnej dyspozycji. Po przegraniu dwóch pierwszych setów w starciu z Chaczanowem, Majchrzak wykazał się niebywałym charakterem i odwrócił wynik meczu, wygrywając w super tie-breaku. Niestety, triumf ten okupił dużym wysiłkiem i urazem. W kolejnym meczu, przeciwko Leandro Riediemu, nie był już w stanie grać na swoim poziomie i przy stanie 3:5 w pierwszym secie musiał skreczować. Badania wykazały naderwanie mięśnia międzyżebrowego – kontuzję wyjątkowo kłopotliwą dla tenisisty.

    „Jeszcze chwilę muszę poczekać” – najnowsze wieści o stanie zdrowia

    Majchrzak od momentu US Open nie wrócił na kort. Jak sam przyznał w rozmowie z TVP Sport, cały czas przechodzi intensywną rehabilitację i jego organizm powoli reaguje na obciążenia.

    – Nadal jestem w trakcie rehabilitacji. Jeszcze nie mogę normalnie grać w tenisa. Idzie to do przodu, ale na tym etapie mogę jedynie wracać do aktywności fizycznej. Na moment, w którym ponownie wezmę rakietę do ręki, muszę jeszcze chwilę poczekać – podkreślił 29-latek.

    Co z powrotem na kort?

    Tenisista żałuje, że nie będzie mógł wystąpić w Pucharze Davisa przeciwko reprezentacji Wielkiej Brytanii (12–13 września). W jego planach były także starty w azjatyckiej części sezonu – najpierw w turnieju ATP 250 w Chinach, później w Tokio. Te plany musiał jednak zweryfikować.

    – Miałem zagrać w Davis Cup, ale to oczywiście zostało wykluczone. Później miał być turniej 250 w Chinach, ale to też odpadło. Wciąż walczymy o Tokio. Szanse są małe, ale nie zostało to jeszcze przekreślone. Celem głównym pozostaje jednak Szanghaj, który startuje za trzy tygodnie i mam nadzieję, że tam już zdołam zagrać – powiedział Majchrzak.

    Turniej w Tokio rozpoczyna się 24 września, natomiast prestiżowa impreza w Szanghaju – 1 października. Występ w niej wydaje się obecnie najbardziej realnym scenariuszem, choć sam tenisista studzi oczekiwania i podkreśla, że priorytetem jest zdrowie.

    Nadzieja dla polskiego tenisa

    Powrót Majchrzaka na światowe korty jest niezwykle istotny nie tylko dla niego samego, ale także dla całego polskiego tenisa. W momencie, gdy Hubert Hurkacz zmaga się z problemami, a młodsze pokolenie dopiero przebija się do czołówki, to właśnie piotrkowianin daje kibicom powody do dumy.

    Jeżeli uda mu się wrócić na kort w Szanghaju i utrzymać formę z ostatnich miesięcy, polscy kibice mogą liczyć na kolejne wielkie emocje. Wszystko jednak zależy od tego, jak szybko uda się zakończyć proces rehabilitacji i czy uraz żeber nie pozostawi długotrwałych problemów.

  • Sensacyjny ruch rywali Polaków. Grbić powiedział “nie”. “Z całym szacunkiem”

    Sensacyjny ruch rywali Polaków. Grbić powiedział “nie”. “Z całym szacunkiem”

    Reprezentacja Kataru to wciąż wielka niewiadoma dla polskich siatkarzy, jednak to właśnie egzotyczni rywale próbowali wykonać dodatkowy ruch przed poniedziałkowym spotkaniem obu drużyn w mistrzostwach świata. Katarczycy wyszli z nietypową propozycją, której Nikola Grbić jednak nie przyjął.

    Grbić jasno o celu Polaków

    Selekcjoner i jego zespół nie zamierzają owijać w bawełnę – faza grupowa ma być dla Biało-Czerwonych tylko przetarciem przed walką o medale. Plan minimum to trzy szybkie zwycięstwa nad Rumunią, Katarem i Holandią. Nawet jeśli o dwóch pierwszych przeciwnikach Polacy nie wiedzą zbyt wiele, to trudno sobie wyobrazić, by wicemistrzowie olimpijscy z Paryża i liderzy rankingu FIVB mogli mieć z nimi większe kłopoty.

    Organizacyjne ograniczenia w Manili

    Tegoroczne MŚ na Filipinach przejdą do historii – po raz pierwszy wystąpi w nich aż 32 reprezentacje. Skutkiem ubocznym jest olbrzymie obłożenie dwóch manilskich hal. Polacy fazę grupową rozegrają w Smart Araneta Coliseum, a w kolejnej części turnieju przeniosą się do SM Mall of Asia Arena. Treningi zostały skrócone z tradycyjnych 90 do 60 minut. – Tak długo, jak wszyscy mają równe warunki, nie mam z tym problemu – wyjaśnił Grbić.

    Katarczycy chcieli sparingu

    Właśnie ta ograniczona formuła zajęć sprawiła, że Katarczycy zaproponowali Polakom wspólny trening połączony z meczem towarzyskim. – Trenowali przed nami, więc zsumowanie zajęć dawałoby dwie godziny. Chcieli wykorzystać to na sparing z nami – relacjonował trener. Ostatecznie odmówił, podkreślając, że rywalizacja w systemie „sześciu na sześciu” wewnątrz kadry jest i tak trudniejsza niż gra kontrolna z Katarem. – Wolę skupić się na nas, niż na obserwowaniu przeciwników – zaznaczył.

    Szacunek, ale i świadomość przewagi

    Serbski szkoleniowiec wyjaśnił, że jego decyzja nie oznacza lekceważenia rywali. – Szacunek należy się każdemu, ale różnica poziomów jest oczywista. Jeśli będziemy serwować agresywnie, utrzymywać koncentrację w ataku i skutecznie pracować w bloku oraz obronie, to i bez szczegółowej analizy ich gry nasza jakość powinna wystarczyć – powiedział.

    Podobnie wypowiedział się Tomasz Fornal. Przyjmujący przyznał, że nie śledzi na co dzień drużyn spoza czołówki, ale wie, że nawet niżej notowane ekipy przyjadą do Manili z ogromną ambicją. – Każdy będzie chciał się sprawdzić na tle Polski, każdy zagrać życiowy mecz. Dlatego podejdziemy do spotkań grupowych w pełni skoncentrowani. Ale też nie udawajmy – jeśli pokażemy swoją siatkówkę, nie mają z nami szans – podsumował.

    Pierwszym przeciwnikiem Polaków w turnieju będzie w sobotę reprezentacja Rumunii. Choć analiza wideo jeszcze nie została przeprowadzona, to Fornal przypomniał, że zawodnicy z tego kraju grali niedawno w PlusLidze i prezentowali solidny poziom. Dlatego Biało-Czerwoni traktują każdy mecz poważnie, nawet jeśli faworyt w tej rywalizacji jest tylko jeden.

  • Sabalenka od razu wskazała na Igę Świątek. “To nie jest łatwe”

    Sabalenka od razu wskazała na Igę Świątek. “To nie jest łatwe”

    Aryna Sabalenka wzięła udział w rozmowie w The Jay Shetty Podcast, gdzie otwarcie opowiedziała o rywalizacji z Igą Świątek. – Fizycznie i psychicznie bardzo trudno jest utrzymać siłę i być przygotowanym na to, że piłka zawsze wróci – przyznała liderka światowego rankingu, wskazując Polkę jako jedną z dwóch zawodniczek, które stanowią dla niej największe wyzwanie.

    Sezon pełen emocji i zwrotów akcji

    Dla Sabalenki bieżący rok to pasmo sukcesów, choć długo brakowało jej upragnionego wielkoszlemowego triumfu. W styczniu zatrzymała ją w finale Australian Open Madison Keys, w czerwcu w decydującym meczu Roland Garros lepsza była Coco Gauff, a Wimbledon zakończyła na półfinale po porażce z Amandą Anisimovą. Dopiero podczas US Open dopięła swego – sięgnęła po tytuł, rewanżując się Amerykance za wcześniejszą przegraną w Londynie.

    „Największe wyzwanie fizyczne? Dwa nazwiska”

    W trakcie podcastu Sabalenka została zapytana, które rywalki najbardziej dają jej się we znaki pod względem fizycznym. Nie miała wątpliwości i natychmiast wskazała dwie tenisistki – Igę Świątek i Coco Gauff.

    Coco i Iga to największe wyzwanie fizyczne. Obie świetnie się poruszają. Czasem budujesz punkt i masz świadomość, że przeciwko innej przeciwniczce taki atak zakończyłby wymianę, a z nimi trzeba często zaczynać wszystko od nowa. To ogromny wysiłek – wyjaśniła Białorusinka.

    Niełatwo jest utrzymać energię i psychicznie przygotować się na to, że każda piłka wróci. Trzeba być niezwykle odpornym, aby sprostać takiej intensywności – dodała.

    Trzy dominatorki kobiecego tenisa

    Sabalenka, Świątek i Gauff od miesięcy uznawane są za ścisłą czołówkę światowego tenisa, co potwierdza ranking WTA – zajmują w nim trzy pierwsze miejsca, a każda z nich ma już na koncie tytuł wielkoszlemowy w tym sezonie.

    Paradoks polega jednak na tym, że mimo pozycji liderki rankingu i najlepszych ogólnych wyników, Sabalenka ma ujemny bilans meczów zarówno ze Świątek, jak i z Gauff. Z Polką zmierzyła się trzynaście razy – wygrała pięciokrotnie, przegrała osiem. Z kolei w pojedynkach z Amerykanką również ma na koncie pięć zwycięstw, ale aż sześć razy musiała uznać jej wyższość.

  • A jednak! Pogromczyni Świątek podjęła decyzję. “Zrezygnowała”

    A jednak! Pogromczyni Świątek podjęła decyzję. “Zrezygnowała”

    Iga Świątek szykuje się do swojego premierowego występu na kortach w Seulu. Polska liderka światowego tenisa będzie główną faworytką do zwycięstwa, zwłaszcza że w stolicy Korei zabraknie wielu czołowych zawodniczek. Co więcej, z gry wycofała się także jej ostatnia pogromczyni – powodem jest kontuzja.

    Po świetnych rezultatach na Wimbledonie oraz w Cincinnati Świątek jechała na US Open jako jedna z kandydatek do tytułu. Udowodniła formę, gładko odprawiając w pierwszej rundzie Emilianę Arango 6:1, 6:2, a następnie notując trzy kolejne zwycięstwa. Kibice byli przekonani, że powtórzy sukces sprzed trzech lat. Niespodziewanie zatrzymała ją jednak Amanda Anisimowa, którą Polka kilka tygodni wcześniej rozbiła w finale Wimbledonu 6:0, 6:0. Po porażce Świątek spotkała się z falą krytyki, zwłaszcza za swoje zachowanie podczas konferencji prasowej.

    Dobra wiadomość dla Świątek – Anisimowa nie zagra w Seulu

    Iga zagra w turnieju WTA 500 w Seulu, co potwierdziła jeszcze w maju. – To będzie coś wyjątkowego. Słyszałam wiele dobrego o Korei i nie mogę się doczekać, by was poznać i zaprezentować się przed tamtejszymi kibicami – mówiła. Początkowo jedyną zawodniczką z TOP 10, która miała tam rywalizować obok Polki, była właśnie Anisimowa. Ostatecznie jednak Amerykanka ogłosiła, że rezygnuje z występu. Jak przekazali organizatorzy, uraz kostki odniesiony podczas meczu w Nowym Jorku zmusił ją do wycofania się z zawodów. Najwyżej rozstawioną tenisistką w Seulu będzie więc Jekaterina Aleksandrowa (11. WTA).

    Anisimowa w ostatnich miesiącach imponuje formą i awansowała już na czwarte miejsce w światowym rankingu. Legendarny John McEnroe podkreśla jednak, że jeszcze długo nie przebije się przed duet Sabalenka–Świątek. – Na razie nie spodziewam się większych zmian na szczycie. Nadal najlepiej prezentują się Sabalenka i Świątek, a wszystko zależy od ich dyspozycji – ocenił. Jednocześnie dodał, że Amerykanka ma ogromny potencjał. – Śledzę jej karierę od dawna. Będę zdziwiony, jeśli przy obecnym poziomie gry nie sięgnie po tytuł wielkoszlemowy – zaznaczył.

    Turniej w Seulu rozpocznie się w poniedziałek 15 września i potrwa tydzień. Niewykluczone, że zaraz po nim Świątek uda się do Chin, gdzie planowane są jej starty w Pekinie oraz Wuhan.

  • Sabalenka przemówiła ws. rosyjskiego ataku. “To by uratowało wiele żyć”

    Sabalenka przemówiła ws. rosyjskiego ataku. “To by uratowało wiele żyć”

    Od momentu, gdy Aryna Sabalenka wspięła się na tenisowy szczyt, wielokrotnie pytano ją o wojnę w Ukrainie. Zazwyczaj jednak unikała jednoznacznych odpowiedzi, a już na pewno nie potępiała działań Rosji wprost. Po triumfie w US Open udzieliła jednak wywiadu amerykańskiemu podcasterowi Jay’owi Shetty’emu, w którym – choć nie padło bezpośrednie pytanie o Ukrainę – w końcu zdradziła swój prawdziwy stosunek do wojny.

    Wizerunek Sabalenki od lat obciążony jest jej relacjami z białoruskim reżimem. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przez długi czas utrzymywała dobre kontakty z Aleksandrem Łukaszenką. Pojawiała się u jego boku publicznie, słyszała z jego ust liczne pochwały, gościła na spotkaniach w Mińsku. W 2020 roku podpisała nawet list poparcia dla dyktatora, gdy brutalnie tłumił protesty w kraju.

    Zmiana przyszła dopiero po wybuchu wojny w Ukrainie, w której Białoruś wspiera Rosję. Wtedy Sabalenka zaczęła przyznawać, że nie identyfikuje się już z Łukaszenką. – Jej odejście od poparcia Łukaszenki nastąpiło dopiero niedawno, i to głównie w sferze słownej. Wcześniej mu wierzyła i ufała – tłumaczył w 2023 roku dla Sport.pl białoruski dziennikarz Aleksandr Putiła. Mimo tego Sabalenka nigdy wprost nie potępiła wojny tak, jak zrobiły to inne zawodniczki – chociażby Iga Świątek czy reprezentująca Australię Daria Kasatkina.

    Po ostatnim triumfie w Nowym Jorku Sabalenka znów zabrała głos. W podcaście Shetty’ego została zapytana, jakie prawo wprowadziłaby, gdyby miała taką możliwość. Tym razem nie uciekła od odpowiedzi. – Chciałabym, żeby wszystkie spory rozwiązywano przy stole rozmów. Bez wojen, bez konfliktów. Usiądźcie, rozmawiajcie i nie wychodźcie, dopóki nie znajdziecie porozumienia. To uratowałoby wiele żyć. Właśnie tego teraz potrzebuje świat – powiedziała Białorusinka. To prawdopodobnie jej najmocniejsze dotąd słowa przeciwko wojnie, choć pytanie nie odnosiło się bezpośrednio do sytuacji w Ukrainie.

    Przed Sabalenką końcówka sezonu zapowiada się intensywnie. W planach ma jeszcze dwa duże turnieje rangi WTA 1000 – w Pekinie i Wuhan. W tym drugim będzie bronić aż tysiąca punktów rankingowych za zeszłoroczny triumf. Na starcie w Wuhan na pewno pojawi się także Iga Świątek. Sabalenka ma już zagwarantowany udział w kończących sezon WTA Finals w Rijadzie – imprezie, której jeszcze nigdy nie udało jej się wygrać.

  • Szeremeta nagle ruszyła na dziennikarza. Ależ sceny po walce na MŚ

    Szeremeta nagle ruszyła na dziennikarza. Ależ sceny po walce na MŚ

    Julia Szeremeta po raz kolejny udowodniła, że potrafi walczyć do końca i wytrzymywać presję. Po niezwykle wymagającym ćwierćfinale mistrzostw świata awansowała do strefy medalowej, co oznacza dla niej co najmniej brąz. Sama jednak jasno podkreśla – jej celem jest złoto.

    Radość i niespodziewana scena po walce

    Tuż po zakończeniu pojedynku, w tunelu za halą, zawodniczkę i jej sztab zaczepił reporter TVP Sport Piotr Jagiełło. – Wykończą mnie te boksy – żartował, zwracając się do polskiej ekipy. Na nagraniu, które później opublikował, widać było ogromną radość Szeremety. W przypływie euforii pięściarka niespodziewanie wskoczyła na operatora Szymona Wodzickiego i mocno go wyściskała. – Niedźwiadek! – krzyknęła, biegnąc w jego stronę.

    Trudny początek, mocny finisz

    W rozmowie z TVP Sport Szeremeta przyznała, że pojedynek wcale nie układał się po jej myśli od samego startu. – Pierwsza runda przegrana, a ja lubię zaczynać od zwycięstwa i później spokojnie kontrolować walkę. Musiałam jednak zachować zimną krew i nie dać się ponieść emocjom, bo rywalka mogłaby mnie skontrować. Wytrzymałam i odwróciłam losy starcia – tłumaczyła.

    Decydująca okazała się trzecia runda. – Po drugiej chciałam od razu poznać punktację, to dla mnie bardzo ważne. Prowadziłam 3:2, więc wiedziałam, że muszę przekonać jeszcze kilku sędziów. W trzeciej rundzie starałam się wchodzić na jej ciosy i natychmiast kontrować prostym tylną ręką. To mogło przechylić szalę zwycięstwa – analizowała.

    Medal już jest, ale apetyt rośnie

    Dzięki wygranej Polka zapewniła sobie minimum brązowy medal mistrzostw świata. Sama jednak traktuje to jako etap w drodze po najwyższy cel. – Jestem dumna z siebie i z dziewczyn z kadry. To dla mnie ważny moment, bo moja historia na mistrzostwach świata dopiero się pisze. Mam nadzieję, że wrócimy do kraju ze złotem i pokażemy, że Polska ma mocną drużynę – podkreśliła.

    Emocje i stres przed wielką stawką

    Choć zwykle uchodzi za zawodniczkę odporną psychicznie, przyznała, że tym razem czuła dodatkowe napięcie. – Miałam lekki stresik, a to mi się rzadko zdarza. Przede mną była przecież walka o medal, a sparing przed turniejem nie poszedł najlepiej. Na szczęście w ringu potrafiłam zachować spokój i opanować emocje – mówiła.

    https://x.com/KrolJagiello/status/1965842500247261433?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1965842500247261433%7Ctwgr%5Ef873db0289d430ac9dd70118c8ba327df58fd6e6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fboks%2F76499232243242szeremeta-nagle-ruszyla-na-dziennikarza-alez-sceny-po-walce.html

    Walka o finał

    W półfinale Julia Szeremeta stanie naprzeciw Kolumbijki Valerii Arboledy Mendozy. Pojedynek odbędzie się w piątek 12 września, a dzień później – w przypadku wygranej – Polka zawalczy o złoto mistrzostw świata.

  • Szeremeta nagle padła na deski, a potem stało się to! Jest medal na MŚ!

    Szeremeta nagle padła na deski, a potem stało się to! Jest medal na MŚ!

    Ćwierćfinałowy pojedynek Julii Szeremety z Kariną Ibragimową zaczął się dla Polki w dramatycznych okolicznościach. Już na początku Kazaszka zaskoczyła ją mocnym ciosem i posłała na deski. Wicemistrzyni olimpijska nie poddała się jednak presji – pokazała charakter i ogromną wolę walki. Odwróciła losy starcia i ostatecznie triumfowała na punkty, zapewniając sobie medal mistrzostw świata!

    Polska pięściarka wcześniej świetnie weszła w turniej, pewnie pokonując w pierwszej walce Chinkę Yan Cai 5:0. W ćwierćfinale czekało ją jednak zdecydowanie większe wyzwanie – Ibragimowa to niezwykle doświadczona rywalka, mająca na koncie aż trzy krążki mistrzostw świata: brąz z 2018 roku w wadze do 60 kg, brąz z 2022 roku w kategorii 57 kg oraz srebro wywalczone w 2023 roku w Nowym Delhi.

    Choć początek nie zwiastował sukcesu, Szeremeta szybko odzyskała równowagę. Mimo że po mocnym ciosie rywalki wylądowała na deskach, nie dała się wyliczyć i kontynuowała walkę w swoim charakterystycznym stylu – z opuszczoną gardą i dużą ruchliwością w ringu. W pierwszej rundzie miała jednak problem z przebiciem się przez obronę wyższej przeciwniczki, a jej uderzenia częściej mijały cel niż dochodziły do głowy Ibragimowej.

    W drugiej rundzie Polka wyraźnie przyspieszyła i zaczęła skutecznie skracać dystans, niwelując przewagę wzrostu i zasięgu rąk Kazaszki. Dzięki temu trzech z pięciu sędziów wskazało na jej zwycięstwo w tym starciu. Decydująca, trzecia odsłona była bardzo chaotyczna – momentami walka bardziej przypominała zapasy, bo obie zawodniczki często lądowały na deskach po wzajemnych przepychankach. Choć Ibragimowa trafiała celniej, to Szeremeta prowadziła akcję i zdołała przekonać arbitrów. Ci punktowali jednogłośnie dla Polki w trzeciej rundzie (5:0), a w całej walce przyznali jej zwycięstwo 3:2.

    Dzięki temu Julia Szeremeta została trzecią reprezentantką Polski, która w Liverpoolu sięgnęła po medal mistrzostw świata! W półfinale, który odbędzie się 12 września o godzinie 19:00, zmierzy się z Kolumbijką Arboledą Mendozą.

    Reprezentacja prowadzona przez trenera Tomasza Dylaka spisuje się w Liverpoolu znakomicie. Jeszcze przed ćwierćfinałem Szeremety swoje walki wygrały jej koleżanki z drużyny – Aneta Rygielska (60 kg), która pokonała Ayakę Taguchi, oraz Agata Kaczmarska (+80 kg), która sensacyjnie rozprawiła się z aktualną mistrzynią świata, Yilian Zhan. Obie odniosły pewne zwycięstwa 5:0, co podkreśla świetną formę polskiej ekipy na tegorocznych MŚ.

     

  • Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Szeremeta. “Zawał”

    Lawina komentarzy po tym, co zrobiła Szeremeta. “Zawał”

    Julia Szeremeta z medalem mistrzostw świata! „To był prawdziwy thriller”

    Julia Szeremeta znów udowodniła, że jest zawodniczką z charakterem i stalowymi nerwami. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża w ćwierćfinale mistrzostw świata w Liverpoolu przeżywała prawdziwy rollercoaster emocji. Po dramatycznym początku, gdy w pierwszej rundzie znalazła się na deskach, potrafiła się podnieść i odwrócić losy pojedynku z utytułowaną Kariną Ibragimową z Kazachstanu. Sędziowie wskazali jej zwycięstwo 3:2, a to oznacza, że Polka zapewniła sobie co najmniej brązowy medal.

    Już sama dramaturgia tego pojedynku sprawiła, że kibice i eksperci długo będą go wspominać. „Co za thriller!”, „Człowiek prawie zszedł na zawał!”, „Zrobiła to w wielkim stylu” – to tylko niektóre z komentarzy, jakie pojawiły się w sieci tuż po końcowym gongu.


    Od upadku do triumfu

    Ćwierćfinał w kategorii do 57 kilogramów rozpoczął się dla Polki najgorzej, jak tylko mógł. Ibragimova, trzykrotna medalistka mistrzostw świata, już w pierwszej odsłonie zadała celny cios, po którym Szeremeta znalazła się na deskach. Wydawało się, że walka może zakończyć się przed czasem. Jednak to właśnie w takich momentach objawia się prawdziwy mistrzowski charakter.

    W drugiej rundzie Polka zaczęła odrabiać straty, stopniowo skracając dystans i neutralizując przewagę lewej ręki Kazaszki. Sędziowie zapisali tę część na jej korzyść w stosunku 3:2. W decydującej, trzeciej rundzie Szeremeta nie pozostawiła już żadnych wątpliwości – wszyscy arbitrzy jednogłośnie wskazali ją jako zwyciężczynię.


    Eksperci zachwyceni: „Wyszarpała to zwycięstwo”

    Łukasz Gagaska nie krył emocji po werdykcie:
    – Julia Szeremeta w półfinale mistrzostw świata w Liverpoolu! To już trzeci medal dla Polski. Przyznam szczerze, że nerwy przed ogłoszeniem wyniku były ogromne. O wszystkim zadecydowała trzecia runda. Brawo, Julia!

    Piotr Jagiełło z TVP Sport podkreślał, że Polka musiała gonić wynik:
    – Trzeba było odrabiać straty i Julka zrobiła to w wielkim stylu. Rywalka to przecież trzykrotna medalistka mistrzostw świata. Co za horror!

    Profil RingBlog.pl relacjonował niemal na żywo:
    – Julia nie weszła dobrze w pierwszą rundę, Ibragimova skutecznie punktowała przednią ręką. Druga odsłona to już poprawa – 3:2 dla Szeremety. Trzecią rundę wygrała u wszystkich sędziów. Odrobiła to i wyszarpała! To jest właśnie znak mistrzów. Człowiek prawie zszedł na zawał…

    Mateusz Hencel również nie szczędził pochwał:
    – Co za thriller! Julka Szeremeta wyrwała tę walkę w spektakularnym stylu. Ibragimova była niezwykle trudna do boksowania, ale nasza zawodniczka znakomicie rotowała pozycją i odnalazła sposób, by ją przełamać. Mamy już trzy medale mistrzostw świata – co za historia!


    „Boks jest piękny i cholernie trudny”

    Na koniec warto przytoczyć słowa Artura Czaplińskiego, który jeszcze przed pojedynkiem zwracał uwagę na wyjątkowy dzień dla polskiego boksu:
    – Dziś w Liverpoolu jeden z najważniejszych dni dla naszego boksu olimpijskiego od dekad. Siedem ćwierćfinałów, każda wygrana to medal. Każda walka ma swoją historię. Boks jest piękny, ale i cholernie trudny. Dlatego go kochamy!


    Julia Szeremeta udowodniła, że jest nie tylko medalistką olimpijską, ale również zawodniczką, która potrafi podnieść się w najtrudniejszym momencie i odwrócić losy walki. Teraz przed nią półfinał i szansa, by powalczyć o jeszcze więcej niż brąz. Bez względu na dalszy rozwój wydarzeń, już teraz zapisała kolejny wspaniały rozdział w historii polskiego boksu.

  • Nie mam wątpliwości”. Oto co słynny trener Szarapowej wróży Świątek

    Nie mam wątpliwości”. Oto co słynny trener Szarapowej wróży Świątek

    Iga Świątek uchodziła za jedną z największych faworytek tegorocznego US Open. Choć początkowo wszystko układało się po jej myśli, to jednak w ćwierćfinale niespodziewanie zatrzymała ją Amanda Anisimova. Polka musiała wówczas zmierzyć się z falą krytyki, zarówno za samą porażkę, jak i późniejsze zachowanie na konferencji prasowej. Mimo to jej dokonania i potencjał wciąż budzą zachwyt legend światowego tenisa. Jeden z nich, słynny trener Rick Macci, nie ukrywa podziwu dla Świątek. – Nie mam żadnych wątpliwości, że wkrótce zostanie numerem jeden – podkreślił.

    Forma Igi w ostatnich tygodniach była imponująca – najpierw triumfowała w Wimbledonie, a następnie w prestiżowym turnieju w Cincinnati. Nic więc dziwnego, że w Nowym Jorku wymieniano ją w gronie głównych kandydatek do zwycięstwa. Tym większym zaskoczeniem okazała się ćwierćfinałowa przegrana z Anisimovą, którą zaledwie kilka tygodni wcześniej Polka zdominowała w londyńskim finale, nie oddając jej nawet gema.

    Choć po tym spotkaniu pojawiło się wiele krytycznych głosów, legendy tenisa nie tracą wiary w 23-latkę. John McEnroe podkreśla, że Świątek wciąż prezentuje wysoki poziom. – Iga rozegrała w Nowym Jorku świetny turniej. Miała chwilę słabości, ale w ostatnich miesiącach udowodniła, że ten trudniejszy okres jest już za nią – zaznaczył były mistrz.

    Jeszcze dalej w swoich komplementach poszedł Rick Macci, który w przeszłości pracował m.in. z Marią Szarapową i siostrami Williams. Amerykanin od dawna określa Świątek przydomkiem Punisher. – Punisher jest gotowa sięgnąć nieba, wznieść się na wyższy poziom i latać – powiedział, szczególnie chwaląc jej fenomenalną pracę nóg i ruch po korcie. – Iga ma ogromne ambicje i nie mam wątpliwości, że wkrótce obejmie prowadzenie w rankingu – dodał na platformie X.

    Macci nie po raz pierwszy tak wysoko ocenił Polkę. Już wcześniej zwracał uwagę na jej wyjątkową odporność psychiczną. – Jej umysł jest z granitu. To jedna z najsilniejszych mentalnie zawodniczek od czasów Sereny Williams. W Wimbledonie, kiedy dopadła rywalkę, była jak polski pitbull – nie odpuszczała – pisał podczas londyńskiego turnieju.

    Na razie nie wiadomo jeszcze dokładnie, kiedy Świątek wróci do gry. Najprawdopodobniej jej kolejnym startem będzie turniej WTA 500 w Seulu, co zapowiedziała już w maju. Następnie planowane są występy w Chinach – w Pekinie oraz Wuhan.

    https://x.com/RickMacci/status/1965661446261424258?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1965661446261424258%7Ctwgr%5E77898442e5b951af1e421fd04354f97b0c2ae924%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732241522nie-mam-watpliwosci-oto-co-slynny-trener-szarapowej-wrozy.html

     

  • 2, 6:0. Skompromitowała się. A dopiero była “postrachem” Świątek

    2, 6:0. Skompromitowała się. A dopiero była “postrachem” Świątek

    Jeszcze do niedawna Maria Sakkari należała do ścisłej czołówki kobiecego tenisa, a dla Igi Świątek była wyjątkowo wymagającą rywalką. Dziś jednak Greczynka jest jedynie cieniem dawnej siebie, a jej występ w I rundzie turnieju WTA 500 w Guadalajarze pokazał dobitnie, jak głęboki kryzys przeżywa. Sakkari poniosła bolesną porażkę z zawodniczką niżej notowaną w rankingu WTA.

    Z postrachu Świątek do tenisistki w kryzysie

    Jeszcze dwa lata temu grała w prestiżowych WTA Finals i uchodziła za jedną z najgroźniejszych przeciwniczek Świątek. Teraz pozostaje jej jedynie wspominać dawne sukcesy. Obecnie plasuje się na 55. miejscu w rankingu WTA, a bieżący sezon jest pierwszym od 2020 roku, w którym nie zdołała awansować do żadnego finału. W całym 2025 roku tylko w trzech turniejach udało jej się wygrać więcej niż jeden mecz w głównej drabince. Po przyzwoitym, choć nie spektakularnym, występie w US Open (III runda, porażka z Beatriz Haddad Maią), Greczynka udała się do Guadalajary. Miała powody, by tam jechać – w 2023 roku to właśnie w Meksyku świętowała jeden z największych triumfów w karierze. Tym razem jednak skończyło się na sportowej kompromitacji.

    Upokorzenie w Guadalajarze

    Rywalką Sakkari była 22-letnia Francuzka Elsa Jacquemot, notowana na 83. miejscu w rankingu WTA. Choć na papierze to Greczynka uchodziła za faworytkę, na korcie role szybko się odwróciły. Pierwszy set skończył się jeszcze stosunkowo łagodnie – Sakkari urwała dwa gemy, ale ani razu nie wywalczyła sobie szansy na przełamanie.

    Prawdziwy dramat rozegrał się jednak w drugiej partii. Tam Sakkari praktycznie nie istniała. Wygrała jedynie dziesięć wymian i nie zdobyła ani jednego gema. Set trwał zaledwie 27 minut i zakończył się wynikiem 6:0 dla Francuzki. Cały mecz zamknął się w 76 minutach, a Jacquemot awansowała do 1/8 finału, gdzie zmierzy się z Elise Mertens.

    Dla Sakkari to kolejny bolesny sygnał, że jej forma niebezpiecznie szybkuje w dół. Z tenisistki, która jeszcze niedawno potrafiła eliminować najlepsze zawodniczki świata, dziś została zawodniczka walcząca z własnymi słabościami i coraz częściej ponosząca upokarzające porażki.