Category: Uncategorized

  • Dochodziła północ w Pekinie, gdy Paolini została trzy razy przełamana. Zaczęły się emocje

    Dochodziła północ w Pekinie, gdy Paolini została trzy razy przełamana. Zaczęły się emocje

    Jasmine Paolini i Marie Bouzkova nie miały szczęścia w losowaniu kortów – ich pojedynek zaplanowano na największym obiekcie China National Tennis Center, czyli korcie Diamond. Problem w tym, że wcześniejsze mecze tego dnia ciągnęły się niemiłosiernie – większość kończyła się dopiero w trzecich setach. Do tego doszedł jeszcze krecz Daniiła Miedwiediewa, trzysetowe boje Jannika Sinnera, Coco Gauff z Belindą Bencic czy Amandy Anisimovej z Karoliną Muchovą. Kibice mieli więc ogrom emocji, ale organizatorzy – poważny kłopot. W efekcie starcie Paolini z Bouzkovą rozpoczęło się dopiero po 22:40 czasu lokalnego, a kończyło już dobrze po północy. Trybuny pustoszały z każdą minutą – trudno się dziwić, większość widzów marzyła już wtedy o łóżku, a nie o nocnym maratonie tenisowym.

    Początek spotkania układał się po myśli Włoszki. Paolini była w znakomitej formie, a Czeszka grała zbyt nierówno, popełniała sporo błędów i miała kłopoty zwłaszcza przy drugim serwisie. Bouzkova zmarnowała swoje dwie szanse na przełamanie, natomiast Paolini wykorzystała obie okazje, które dostała. To wystarczyło, by po 40 minutach prowadziła 6:2.

    W drugim secie role zaczęły się jednak odwracać. Bouzkova zaczęła grać koncertowo w defensywie – biegała po całym korcie, podbijała niemal każdą piłkę i zmuszała Paolini do ryzyka. Włoszka coraz częściej się myliła, nawet przy prostych zagraniach, i dawała upust frustracji. Czeszka trzykrotnie przełamywała rywalkę, ale nigdy nie zdołała odskoczyć na dwa gemy. To okazało się kluczowe.

    Przy stanie 5:4 Paolini była o krok od zwycięstwa, miała dwie piłki meczowe, lecz Bouzkova wybroniła się w świetnym stylu. Chwilę później to Czeszka miała szansę objąć prowadzenie – dwa break pointy przy 5:5 – ale wtedy to Paolini zagrała bezbłędnie i obroniła swój serwis. Emocje sięgnęły zenitu, a po każdej udanej akcji Włoszka dodawała sobie otuchy okrzykiem „andiamo!”.

    Ostatecznie tie-breaka udało się uniknąć. Paolini wywalczyła trzecią i czwartą piłkę meczową, a przy tej ostatniej Bouzkova popełniła błąd przy drugim podaniu i nie zdążyła do returnu. Wynik końcowy: 6:2, 7:5 dla Włoszki.

    Jasmine Paolini w Pekinie kontynuuje znakomitą serię, choć tym razem zagrała nierówno i momentami bardzo przeciętnie – szczególnie w drugim secie, gdzie zaliczyła aż 25 niewymuszonych błędów. Mimo to znów udowodniła, że nawet w trudnych momentach potrafi znaleźć sposób na zwycięstwo.

    https://x.com/WTA/status/1973063113978032370?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973063113978032370%7Ctwgr%5Ed5bedf929bf952f69ae494d224bc94ef5e159f38%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-dochodzila-polnoc-w-pekinie-gdy-paolini-zostala-trzy-razy-prnId22425762

  • Oto “brzydka” strona medalu Polaków. O tym się nie mówi

    Oto “brzydka” strona medalu Polaków. O tym się nie mówi

    Na początku tego turnieju w oczy rzucała się dziecięca wręcz radość Bartosza Kurka, a w decydujących chwilach, gdy zabrakło 37-letniego kapitana, jego koledzy wyglądali jak zagubieni. Impreza, która sama w sobie była częściowo udanym eksperymentem, pokazała też, czego w najbliższych latach możemy spodziewać się po selekcjonerze Nikoli Grbiciu – pisze Agnieszka Niedziałek ze Sport.pl, która z bliska obserwowała drogę Polaków po brązowy medal mistrzostw świata na Filipinach.

    Medal, który wywołuje mieszane emocje

    „Brzydki” brąz to zwierciadło, w którym odbija się reprezentacja Polski. W żadnym innym zespole drużynowym medal mistrzostw świata nie byłby traktowany jako porażka czy półśrodek. Tymczasem siatkarze Grbicia przyzwyczaili kibiców do najwyższych laurów, dlatego dziś część fanów kręci nosem. To nie był krążek, na jaki liczono, ale mówienie o porażce jest przesadą – zwłaszcza że dla wielu zawodników był to pierwszy kontakt z wielkim turniejem, a dla kilku – debiut w kadrze na mistrzowskiej imprezie.

    Radość debiutantów, stonowanie weteranów

    Nowicjusze – Jakub Nowak, Jakub Popiwczak czy Maksymilian Granieczny – cieszyli się po ostatniej piłce jak dzieci. Starsi i bardziej utytułowani gracze reagowali ostrożniej, wciąż rozpamiętując półfinał z Włochami. „Lecimy po złoto” – mówili przed turniejem, bo Polacy jako liderzy rankingu i zwycięzcy Ligi Narodów byli faworytami. Jednak dla połowy drużyny były to dopiero pierwsze mistrzostwa świata.

    Na drugim biegunie był Bartosz Kurek. Kapitan, który debiutował na MŚ już w 2010 roku, emanował radością w fazie pucharowej. Świadomy, że może to być jego ostatnia szansa na medal, celebrował każdy punkt. Tym boleśniej wyglądało, gdy kontuzja wykluczyła go z półfinału i meczu o brąz.

    Decyzje Grbicia – pragmatyzm czy upór?

    Brak Kurka i kłopoty zdrowotne Tomasza Fornala mocno ograniczyły pole manewru trenera. Mimo problemów z plecami Fornal musiał grać – Grbić wybrał go zamiast Artura Szalpuka, którego nie wystawił nawet na Czechów w meczu o 3. miejsce. Tłumaczył to względami taktycznymi: lepszym przyjęciem Fornala i obawą przed zestawieniem Fornal–Leon, które w przyjęciu byłoby ryzykowne.

    Selekcjoner tradycyjnie stawiał na żelazną jedenastkę, rzadko sięgając po zmienników. Szalpuk, Nowak, Granieczny, Firlej czy Jakubiszak dostali tylko krótkie epizody. Wyjątkiem byli Marcin Komenda i Popiwczak, którzy na stałe wskoczyli w miejsce Janusza i Zatorskiego. Grbić tłumaczył po meczu:
    – Jestem, jaki jestem. Wierzę w swój sposób pracy. Gdybym zaczął działać pod dyktando komentarzy i opinii, zwariowałbym.

    Chaos w półfinale

    Jeszcze po ćwierćfinale z Turcją Grbić podkreślał, że jego drużyna radzi sobie z brakami kadrowymi. Ale po wypadnięciu Kurka w półfinale gra Polaków wyglądała chaotycznie, jak ruch uliczny w zakorkowanej Manili. Choć prowadzili w każdym z przegranych setów (13:10, 10:8, 14:9), nie potrafili tego utrzymać. Zawiodła zagrywka, brakowało świeżości i najwyższej formy, co przypominało problemy z igrzysk w Paryżu.

    Atmosfera w zespole pozostawała jednak dobra – siatkarze wspierali się wzajemnie, a na spotkaniach z mediami żartowali z siebie i trenera.

    Filipiny – kontrasty i lekcje organizacyjne

    Turniej w Manili miał dwie twarze, podobnie jak sam medal Polaków. Początkowo trybuny świeciły pustkami przez drogie bilety, później organizatorzy obniżyli ceny i rozdawali wejściówki studentom. Kibice w strefach fanów byli niezwykle serdeczni i hojni – wręczali zawodnikom prezenty i prosili o wspólne zdjęcia.

    Sama Manila również pełna była kontrastów – luksusowe centra handlowe tuż obok miejsc, gdzie ludzie spali na ulicach. Logistycznie turniej nie należał do łatwych: wszystkie 32 drużyny grały w dwóch halach, a kibice z e-biletami musieli i tak stać w kolejkach po papierowe wejściówki.

    Mimo niedociągnięć organizacyjnych sama idea rozszerzenia MŚ się sprawdziła. Widzieliśmy historie siatkarzy z Kataru czy Libii, historyczny półfinał Czechów czy wpadki gigantów – Francuzów, Brazylijczyków i Japończyków.

    Brąz, który zostawia pytania

    Nikola Grbić utrzymał serię medalowych zdobyczy z Polską, ale styl i chaos w decydujących meczach sprawiają, że ten brąz ma gorzki smak. Warto jednak pamiętać o kontekście – eksperymentalnym składzie, debiutantach i braku lidera. Polscy kibice dali temu wyraz już po powrocie drużyny – na lotnisku w Warszawie siatkarzy witał tłum pełen radości i wdzięczności.

  • Sensacyjny zwrot w Pekinie! 6:1 w 28 minut, a potem stało się coś niesamowitego

    Sensacyjny zwrot w Pekinie! 6:1 w 28 minut, a potem stało się coś niesamowitego

    Karolina Muchova rozpoczęła pojedynek z Amandą Anisimovą w imponującym stylu. W 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Pekinie Czeszka potrzebowała zaledwie 28 minut, by wygrać pierwszego seta 6:1. Później jednak doszło do zaskakującego zwrotu akcji, a decydująca partia dostarczyła ogromnych emocji.

    Błyskawiczny początek Muchovej

    Muchova (15. WTA), która w ubiegłym roku dotarła w Pekinie do finału, gdzie przegrała z Coco Gauff, weszła w mecz w znakomitej formie. Grała pewnie, wygrywając aż 80 proc. punktów po pierwszym i 83 proc. po drugim podaniu, przy czym jej rywalka osiągnęła odpowiednio tylko 44 i 13 proc. Amerykanka nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki – przegrała trzy swoje gemy serwisowe i w całym secie ugrała zaledwie jednego gema.

    Czeszka nie zatrzymywała się i w drugiej partii wyszła na prowadzenie 1:0. Wydawało się, że kontroluje przebieg gry, ale wtedy inicjatywę przejęła Anisimova.

    Sensacyjny zwrot

    Czwarta rakieta świata odpowiedziała serią pięciu wygranych gemów i ostatecznie triumfowała w secie 6:2. Wyróżniała się skutecznością w ataku – tylko w tej partii posłała 11 winnerów przy zaledwie trzech Muchovej.

    – Trudno było przewidzieć, czy Muchova wróci do poziomu z pierwszego seta, czy raczej Anisimova utrzyma świetną dyspozycję – komentował na antenie Canal+Sport Żelisław Żyżyński.

    Z kolei Dawid Celt, zachwycony wszechstronnością Czeszki, przypominał, że jej tenisowy idol to Roger Federer. „Roger Federer w spódnicy” – mówił, gdy Muchova popisała się kombinacją returnu slajsem i precyzyjnego bekhendu wzdłuż linii.

    Decydujący set pełen napięcia

    Trzecia odsłona meczu była już bardzo wyrównana. Obie tenisistki prezentowały wysoki poziom, a kluczowym momentem okazał się dziewiąty gem przy serwisie Muchovej. Prowadziła 40:30, ale Anisimova odpowiedziała trzema znakomitymi returnami i odwróciła losy gema, zdobywając przełamanie. Chwilę później, przy własnym podaniu, zamknęła mecz wygrywając gema do 30.

    – Cierpiałam na początku spotkania, ale udało mi się podnieść. Jestem bardzo szczęśliwa, że wygrałam ten trudny pojedynek – podkreśliła po meczu Amerykanka.

    Nie był to pierwszy raz w Pekinie, gdy Anisimova musiała walczyć do końca. W poprzedniej rundzie przeciwko Shuai Zhang (112. WTA) przegrywała w pierwszym secie 3:5, a mimo to zdołała zwyciężyć w tie-breaku 13:11.

    Kolejne wyzwanie

    Dzięki triumfowi nad Muchovą Anisimova awansowała do ćwierćfinału. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania Jasmine Paolini (8. WTA) – Marie Bouzkova (52. WTA).

  • Potężna awantura na korcie. Gauff reaguje na słowa Bencic. “Mówiłam jej”

    Potężna awantura na korcie. Gauff reaguje na słowa Bencic. “Mówiłam jej”

    Podczas meczu Coco Gauff z Belindą Bencic doszło do spięcia, które wywołało sporo emocji. Amerykanka po spotkaniu została zapytana o całą sytuację i przyznała, że starała się załagodzić atmosferę. – Powiedziałam jej, żeby była dla mnie uprzejma – ujawniła. Zdradziła również, co w tej sytuacji usłyszała od swojego zespołu.

    Coco Gauff, broniąca tytułu w Pekinie, odwróciła losy meczu i zameldowała się w ćwierćfinale turnieju. Choć przegrywała z Bencic 4:6, 3:4, zdołała przełamać rywalkę i ostatecznie zwyciężyła 4:6, 7:6, 6:2.

    Na konferencji prasowej podkreśliła, że napięcie i emocje potrafią działać na nią mobilizująco. – Czasami, gdy się zdenerwuję, potrafię grać lepiej. Nie chodzi o złość na siebie, ale o to, że jakaś sytuacja dodatkowo mnie pobudza – wyjaśniła, cytowana przez thetennisgazette.com.

    Gauff o spięciu z Bencic: “Chyba była zdenerwowana”

    W drugim secie doszło do wymiany zdań między zawodniczkami – poszło o doping w trakcie serwisu Szwajcarki. Na konferencji Gauff zdradziła, że według jej zespołu Bencic miała krzyknąć w ich kierunku „zamknij się”.

    – Wiedziałam, że coś powiedziała, ale nie byłam pewna co dokładnie. Potem dowiedziałam się od mojego zespołu, że użyła tych słów. Sama tego nie słyszałam, więc mogę polegać tylko na tym, co mi powiedziano – przyznała Amerykanka.

    – Prawdopodobnie zdenerwował ją doping mojej drużyny. Na stadionie panuje cisza i słychać obie strony, ale mnie to nie przeszkadza. Powiedziałam jej tylko, żeby była dla mnie miła. Ja również byłam uprzejma wobec jej zespołu poza kortem. Nie podobał mi się ten komentarz, ale od tamtej chwili nie rozmawiałyśmy. Ma prawo do własnych emocji, a ja do swojej reakcji – dodała.

    W ćwierćfinale Gauff zagra z rewelacyjnie spisującą się w Pekinie Evą Lys. Niemka ma już na rozkładzie Jelenę Rybakinę i teraz spróbuje sprawić kolejną sensację, mierząc się z trzecią rakietą świata. Spotkanie odbędzie się w piątek 3 października, a dokładna godzina nie została jeszcze ogłoszona.

  • Absolutny dramat wielkiej rywalki Świątek. To koniec. “Serce nam pęka”

    Absolutny dramat wielkiej rywalki Świątek. To koniec. “Serce nam pęka”

    Paula Badosa znów znalazła się w bardzo trudnym momencie kariery. Hiszpanka od dłuższego czasu zmaga się z ogromnymi problemami zdrowotnymi, a ostatni mecz w Pekinie zakończył się dla niej w dramatycznych okolicznościach. Z powodu kontuzji była zmuszona poddać spotkanie z Karoliną Muchovą przy stanie 2:4. Teraz przerwała milczenie i w poruszającym wpisie zwróciła się do swoich kibiców.

    Badosa przerwała sezon

    Ostatnie miesiące, a właściwie lata, są dla Badosy wyjątkowo bolesne. Jeszcze w 2022 roku była drugą rakietą świata, jednak od tamtej pory jej karierę nieustannie torpedują urazy i problemy zdrowotne. W 2024 roku tenisistka ujawniła, że zmagała się z depresją i kryzysem psychicznym, a w podcaście WTA Insider wyznała, że lekarze ostrzegali ją przed ryzykiem dalszego grania.

    Mimo to Badosa nie przestawała walczyć. Kilkakrotnie wracała na kort, pokazując ogromną determinację. Niestety w Pekinie historia się powtórzyła – podczas meczu z Muchovą doznała kolejnego urazu, tym razem nogi, i w łzach musiała się wycofać. „Paula Badosa wycofała się dziś z turnieju z płaczem po kolejnej kontuzji. To był dla niej prawdziwy koszmar. Serce nam pęka, gdy ją tak widzimy” – pisał w mediach społecznościowych dziennikarz Jose Moron.

    Wzruszające słowa do fanów

    Chwilę później Badosa poinformowała, że to definitywny koniec jej tegorocznego sezonu. Zrobiła to w osobistym wpisie na Instagramie:
    „Czasami pytam samą siebie, jak udaje mi się przetrwać najtrudniejsze chwile. Właśnie wtedy odkrywam w sobie największą siłę. Każda porażka boli, ale przypomina mi też, jak bardzo chcę walczyć i jak bardzo pragnę wrócić silniejsza” – wyznała.

    Podziękowała też kibicom za wsparcie: „Nie byłabym w stanie tego dokonać bez waszej wiary we mnie. Wasza obecność dodaje mi odwagi, a energia, którą od was czuję, jest nie do opisania. Nigdy nie zdołam wyrazić wdzięczności wystarczająco mocno”.

    Na zakończenie złożyła jednoznaczną obietnicę:
    „Bez względu na to, ile przeszkód pojawi się na mojej drodze, obiecuję wam jedno – będę walczyć i szukać drogi powrotnej. Do zobaczenia w 2026 roku”.

    Problem całego touru

    Trudności Badosy wpisują się w szerszy problem kobiecego tenisa. W Pekinie wielu zawodników i zawodniczek nie wytrzymało trudów długiego sezonu. Iga Świątek głośno przyznała, że kalendarz jest przeładowany:
    „Najcięższa jest ta azjatycka część cyklu – czujesz, że sezon dobiega końca, ale wciąż musisz dawać z siebie wszystko. Być może w przyszłości będę musiała zrezygnować z niektórych turniejów, nawet obowiązkowych. Obecne przepisy WTA to dla nas szaleństwo – nie da się zmieścić wszystkiego w harmonogramie” – powiedziała Polka po jednym z meczów.

  • Oto największa sensacja turnieju w Pekinie. Jest już w ćwierćfinale

    Oto największa sensacja turnieju w Pekinie. Jest już w ćwierćfinale

    Eva Lys po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać własną historię na kortach. Po świetnym występie na początku roku w Australian Open, teraz błyszczy w Chinach. Niemka pokonała już m.in. Jelenę Rybakinę, a w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Pekinie okazała się lepsza od wyżej notowanej McCartney Kessler. Dzięki temu osiągnęła kolejny przełomowy moment w swojej karierze.

    Od kwalifikantek do bohaterki turniejów

    O Lys zrobiło się głośno podczas tegorocznego Australian Open. Choć pierwotnie odpadła w finale kwalifikacji, los dał jej drugą szansę – wystąpiła w głównej drabince. Tam spisała się znakomicie, docierając aż do czwartej rundy. Jej przygoda zakończyła się dopiero na meczu z Igą Świątek, której uległa 0:6, 1:6. Był to jak dotąd największy sukces w karierze 22-latki.

    Fenomenalna forma w Pekinie

    Aktualnie 66. tenisistka świata imponuje formą w stolicy Chin. Już na starcie wyeliminowała Ivę Jović (37. WTA) oraz Ruien Zhang (836. WTA). Największe wrażenie zrobiło jednak jej zwycięstwo nad Jeleną Rybakiną – 6:3, 1:6, 6:4.

    Spotkanie z McCartney Kessler również dostarczyło wielu emocji. Amerykanka rozpoczęła lepiej, przełamując Niemkę i wygrywając pierwszego seta 6:4. W drugiej partii Lys odpowiedziała z pełną mocą – szybko objęła prowadzenie 4:0, a chwilę później oddała rywalce jedynie gema, wygrywając 6:1.

    W decydującym secie początek znów był wyrównany, ale od stanu 1:1 Niemka przejęła inicjatywę. Zdobyła cztery gemy z rzędu i wypracowała bezpieczną przewagę. Ostatecznie triumfowała 4:6, 6:1, 6:2, meldując się po raz pierwszy w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 1000.

    Historyczny awans i wielkie wyzwanie

    Dla Evy Lys to ogromny sukces i dowód, że jej tegoroczne występy nie są dziełem przypadku. W ćwierćfinale czeka ją jednak niezwykle trudne zadanie – zmierzy się z Coco Gauff, która w Pekinie wyeliminowała Belindę Bencic. Ten mecz zapowiada się wyjątkowo interesująco, a emocji na pewno nie zabraknie.

  • Kontrowersyjna reklama na turnieju ze Świątek. “Niebezpieczne”

    Kontrowersyjna reklama na turnieju ze Świątek. “Niebezpieczne”

    Najpierw Ozempic, teraz firma kojarzona z operacjami plastycznymi biustu. Kobiecy tenis ponownie wiąże się z kontrowersyjnym sponsorem. – Tego typu współpraca wysyła bardzo niebezpieczny sygnał: „Twoje ciało nie jest wystarczające” – podkreśla w rozmowie ze Sport.pl dr Katarzyna Kopeć-Ziemczyk. – Jeśli na zawodach tej rangi promuje się chirurgię plastyczną, to w podtekście pojawia się komunikat: „Popraw siebie, bo możesz być lepsza”.

    Od banku do implantów

    Pod koniec września Iga Świątek triumfowała w turnieju w Seulu, pokonując w finale Jekaterinę Aleksandrową. Głównym partnerem imprezy była firma Motiva, producent implantów piersiowych wykorzystywanych w operacjach plastycznych. Wcześniej tę rolę pełnił koreański Hana Bank.

    Logo Motivy pojawiało się na bandach reklamowych otaczających korty, w tym centralny. Informacje o współpracy umieszczono też na oficjalnej stronie turnieju. To pierwszy raz, gdy firma z branży chirurgii plastycznej tak mocno zaangażowała się w kobiecy tenis. Nie jest to jednak debiut Motivy w sporcie – trzy lata temu głośno było o jej współpracy z Międzynarodową Federacją Szachową (FIDE), która ogłosiła 2022 „rokiem kobiet w szachach”. Wówczas federacja była krytykowana za to, że przyjęła pieniądze od producenta implantów.

    W przypadku Seulu chodzi o sponsorowanie konkretnego turnieju. WTA – przynajmniej na razie – nie zdecydowała się na szerszą współpracę z firmą. Mimo to pojawiło się wiele pytań i wątpliwości.

    „Zarabianie na kompleksach”

    Karolina Czak, influencerka zajmująca się tematyką self care i body positive, uważa, że podobne reklamy powinny być traktowane ostrożnie. – Same zabiegi nie są niczym złym, ale dostęp do nich nie powinien być tak łatwy i banalizowany. Jeśli ktoś naprawdę chce – znajdzie informacje. Ale czy każdy widz meczu tenisa musi przez cały czas oglądać reklamy implantów? – pyta Czak.

    Dodaje też: – Reklamodawcy dobrze wiedzą, że im dłużej patrzymy na reklamę, tym większe prawdopodobieństwo, że pomyślimy: „Może to dla mnie?”. Skoro ta branża inwestuje w sponsoring dużych turniejów, oznacza to, że pieniądze, jakie się tam obraca, są ogromne. I oczywiście – to kobiety są główną grupą docelową.

    Nie ujawniono, ile Motiva zapłaciła za sponsoring. Wiadomo natomiast, że pula nagród wyniosła ponad milion dolarów, co sugeruje znaczącą skalę inwestycji. Turniej w Seulu był jedyną imprezą WTA na najwyższym poziomie rozgrywaną w dniach 15–22 września. Oprócz Świątek wystąpiły m.in. Barbora Krejcikova, Emma Raducanu, Daria Kasatkina, Clara Tauson czy Diana Sznajder.

    Koreański kontekst

    Korea Południowa od lat jest jednym z liderów w dziedzinie chirurgii plastycznej. Z danych ISAPS wynika, że już cztery lata temu kraj ten miał najwyższy na świecie wskaźnik operacji na mieszkańca. Popularna jest także turystyka medyczna – pacjenci przyjeżdżają głównie z Chin, Tajlandii, a coraz częściej również z USA i Europy.

    – Operacje plastyczne to w Korei temat powszechny, choć częściej dotyczą twarzy – mówi Wiola Błazucka, autorka kanału „Pierogi z Kimchi”. – Biust poprawia się rzadziej, ale sponsor mógł celować w klientów zagranicznych, bo to właśnie oni często przyjeżdżają do Seulu na tego typu zabiegi.

    W sierpniu szerokim echem odbiła się też współpraca turnieju WTA 1000 w Montrealu z producentem leku Ozempic. Reklamy tego środka na cukrzycę, często używanego do odchudzania, również były eksponowane na bandach. Jak tłumaczyła sędzia międzynarodowa Gabriela Załoga, lokalni sponsorzy muszą być zatwierdzani przez WTA – sprawdzane jest m.in., czy nie ma konfliktu interesów z partnerami globalnymi. Organizacja nie zakazuje jednak reklam leków czy usług chirurgii plastycznej.

    Etyka kontra biznes

    – Pytanie, dlaczego na turniejach kobiecego tenisa, które mają bardzo silny wizerunek sportowy, pojawiają się partnerzy budzący kontrowersje – zastanawia się dr Kopeć-Ziemczyk. – Promując chirurgię plastyczną czy leki na odchudzanie, wysyłamy w świat komunikat: „Twoje ciało nie jest wystarczające”.

    Ekspertka przypomina też o problemie zdrowia psychicznego w sporcie. – Sportowcy cierpią na depresję czy zaburzenia odżywiania równie często jak inni ludzie. W takiej sytuacji reklamowanie usług, które mogą pogłębiać kompleksy, jest mocno wątpliwe etycznie. Oczywiście biznesowo to się opłaca, ale czy naprawdę pieniądze zawsze powinny decydować o wszystkim?

    FIDE w przeszłości tłumaczyła, że nie namawia nikogo do operacji, a jedynie wspiera firmę, która angażuje się na rzecz kobiet. O komentarz w sprawie Motivy poproszono również WTA, jednak do tej pory nie odpowiedziała.

  • Awantura w meczu Bencic – Gauff. “Jestem za stara na te gierki”

    Awantura w meczu Bencic – Gauff. “Jestem za stara na te gierki”

    Spotkanie Belindy Bencic z Coco Gauff dostarczyło kibicom ogromnych emocji. W trakcie meczu doszło nawet do spięcia między tenisistkami. Szwajcarka w pewnym momencie nie wytrzymała i zgłosiła swoje uwagi sędziemu. Kiedy Amerykanka próbowała się wtrącić, szybko usłyszała stanowczą odpowiedź rywalki.

    Coco Gauff broni tytułu w Pekinie

    Amerykanka jest ubiegłoroczną triumfatorką turnieju WTA w Pekinie. W 2023 roku w finale pokonała Karolinę Muchovą 6:1, 6:3. W obecnej edycji także prezentuje solidną formę. W drodze do 1/8 finału pokonała kolejno Kamillę Rachimową 6:3, 6:0 oraz Leylah Fernandez 6:4, 4:6, 7:5.

    Napięta atmosfera w meczu z Bencic

    W spotkaniu o ćwierćfinał Coco Gauff zmierzyła się z Belindą Bencic. Od początku rywalizacja była bardzo wyrównana. Gauff rozpoczęła mocno i prowadziła już 4:1, jednak końcówka pierwszej partii należała do Szwajcarki. Bencic wygrała pięć gemów z rzędu i zwyciężyła 6:4.

    Drugi set był jeszcze bardziej dramatyczny. Obie tenisistki konsekwentnie broniły własnych podań aż do stanu 3:3. Wtedy Bencic przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie 4:3. To właśnie wtedy, podczas przerwy po gemie, doszło do ostrej wymiany zdań.

    Trybuny były niemal puste, więc każde słowo było doskonale słyszalne. Gdy Gauff próbowała włączyć się do rozmowy z arbitrem, Bencic ostro zareagowała:
    — Nikt nie mówi do ciebie, ona (sędzia) mówi do mnie, jasne? Jestem za stara na takie gierki psychologiczne — odpowiedziała Szwajcarka.

    Zwrot akcji i triumf Amerykanki

    Po tej sytuacji Bencic straciła prowadzenie. Została przełamana na 4:4, a następnie przegrała tie-break 4:7. W decydującym secie inicjatywa należała już wyłącznie do Gauff, która pewnie zwyciężyła 6:2 i w całym meczu 2:1 (4:6, 7:6, 6:2).

    Amerykanka obroniła awans i wciąż pozostaje w grze o utrzymanie tytułu w stolicy Chin.

    https://x.com/christianscourt/status/1972887417305882651?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972887417305882651%7Ctwgr%5Ed0b7ee191c44135d37877b6317196a90c2c15fb3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732288650awantura-w-meczu-bencic-gauff-jestem-za-stara-na-te-gierki.html

  • Sensacyjny transfer Roberta Lewandowskiego? “Spełnienie marzenia”

    Sensacyjny transfer Roberta Lewandowskiego? “Spełnienie marzenia”

    Kontrakt Roberta Lewandowskiego z FC Barceloną dobiega końca wraz z zakończeniem czerwca i coraz głośniej mówi się o możliwym rozstaniu z klubem. W mediach przewijają się dwa kierunki – Arabia Saudyjska lub MLS. Niespodziewanie jednak pojawiły się nowe, sensacyjne informacje. Dziennikarz Luca Cohen poinformował, że dyrektor sportowy jednego z włoskich gigantów nawiązał kontakt z agentem Polaka, Pinim Zahavim.

    Lewandowski w ostatnich tygodniach dał Barcelonie powody do zadowolenia. W meczu ligowym z Realem Oviedo wszedł na boisko dopiero w 65. minucie, a już pięć minut później cieszył się z gola. – To było trafienie o dużej wadze. Wszyscy wiemy, że w polu karnym Robert należy do najlepszych na świecie – komentował Hansi Flick. Kilka dni później, przeciwko Realowi Sociedad, kapitan reprezentacji Polski rozpoczął w podstawowym składzie i w drugiej połowie zamienił podanie Lamine’a Yamala na bramkę.

    AC Milan wkracza do gry

    Choć przyszłość napastnika w Barcelonie wciąż jest niepewna, coraz więcej wskazuje na to, że kontrakt nie zostanie przedłużony. Jak ujawnił Luca Cohen, dyrektor sportowy AC Milanu, Igli Tare, skontaktował się z Pinim Zahavim, aby „poznać sytuację piłkarza” i sprawdzić jego otwartość na nowe wyzwanie. Dziennikarz podkreśla, że sprowadzenie Lewandowskiego nie byłoby łatwą operacją, lecz dla Milanu stanowiłoby „spełnienie transferowego marzenia” i wyraźny sygnał ambicji.

    Allegri widzi w Lewandowskim kluczowego napastnika

    Portal milannews24.com zauważa, że Polak wciąż uchodzi za jednego z najbardziej kompletnych napastników na świecie. Pomimo wieku, jego gole i przywództwo są nie do przecenienia. Transfer do Milanu miałby być ruchem strategicznym, wzmacniającym zarówno siłę drużyny, jak i jej wizerunek w Serie A. Tare już wcześniej udowodnił, że potrafi działać odważnie na rynku, czego przykładem było sprowadzenie Luki Modricia. Dołączenie Lewandowskiego zapewniłoby Massimiliano Allegriemu wyjątkowego snajpera, który potrafiłby maksymalnie wykorzystać ofensywny potencjał Christiana Pulisicia i Rafaela Leão.

    Wysokie zarobki i rola Szczęsnego

    Największą przeszkodą w całej operacji mogą okazać się zarobki Polaka, które – jak podkreślają włoskie media – są „skomplikowanym” elementem układanki. Mimo to Milan pokazuje, że myśli o poważnym wzmocnieniu składu i jakościowym skoku. Allegri, znany z chęci stawiania na doświadczonych zawodników, miałby powitać 37-letniego Lewandowskiego z otwartymi ramionami. Nie można też wykluczyć, że do transferu będzie go zachęcał Wojciech Szczęsny, który wysoko ceni pracę włoskiego szkoleniowca.

    Na razie pozostaje czekać na dalsze rozmowy z Iglim Tare, który – jak podają dziennikarze – dąży do „zamiany marzeń w rzeczywistość”. Tymczasem Barcelona już w środę 1 października zmierzy się na własnym stadionie z PSG.

    https://x.com/lucacohen/status/1972757395211481226?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972757395211481226%7Ctwgr%5E5b39317c45ea6352a950cb6e77cf839b75e8b18e%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76494632288574sensacyjny-transfer-roberta-lewandowskiego-spelnienie-marzenia.html

  • Nokaut w meczu Świątek! Rywalka miała pretensje. “Myślałam, że zareaguje”

    Nokaut w meczu Świątek! Rywalka miała pretensje. “Myślałam, że zareaguje”

    Iga Świątek w środę zmierzy się z Emmą Navarro w meczu o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Pekinie. Będzie to ich drugie starcie w zawodowym tenisie, a pierwsze miało miejsce w styczniu podczas Australian Open. Wówczas najwięcej mówiło się nie o wyniku meczu, lecz o kontrowersyjnej decyzji sędzi.

    Krótka droga do czwartej rundy

    Polka awansowała do 1/8 finału po bardzo krótkim pojedynku z Camilą Osorio. Kolumbijka skreczowała przy stanie 0:6, 0:40, a cały mecz trwał zaledwie 41 minut. W podobnych okolicznościach awansowała także Navarro – Lois Boisson opuściła kort w drugim secie, przegrywając 2:6, 0:1.

    Australian Open – jednostronny mecz i jedna kontrowersja

    Pierwsze starcie Świątek z Navarro rozegrano w ćwierćfinale Australian Open. Polka od samego początku narzuciła wysokie tempo, przełamała rywalkę „na sucho” i szybko objęła kontrolę nad przebiegiem gry. Jej forhend pracował znakomicie, a Navarro nie była w stanie przejąć inicjatywy, zmuszona do biegania i defensywy. Po 36 minutach pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:1.

    W drugim secie Amerykanka zaczęła serwować lepiej i gra stała się bardziej wyrównana. Do stanu 2:2 Navarro mogła liczyć na niespodziankę, ale Świątek obroniła się przed przełamaniem i od tego momentu odzyskała pełną kontrolę. Wygrała ostatecznie 6:1, 6:2 po 91 minutach rywalizacji.

    Najwięcej emocji wzbudziła jednak sytuacja z drugiego seta. Przy stanie 3:2 dla Świątek sędzia Eva Asderaki przyznała punkt Polce, mimo że piłka odbiła się dwa razy po stronie Navarro. Telewizyjne powtórki potwierdziły błąd, lecz Amerykanka nie przerwała wymiany, więc nie mogła poprosić o challenge. Po meczu mówiła, że przepisy w takich sytuacjach są krzywdzące, bo tenisistki często kontynuują akcję, licząc, że jeszcze mogą wygrać punkt.

    Świątek tłumaczyła, że sama nie była pewna, czy doszło do podwójnego odbicia:
    – Biegłam na pełnej prędkości, nie widziałam dokładnie momentu odbicia. Myślałam, że jeśli coś było nie tak, sędzia to zauważy.

    Navarro nie miała pretensji do Polki, podkreślając, że decyzja należała do arbitra.

    Dwa różne kierunki formy

    Od tamtego meczu sytuacja obu tenisistek potoczyła się w odmienny sposób. Iga Świątek od czerwca prezentuje znakomitą formę, regularnie udowadniając, że jest najlepszą tenisistką świata. Emma Navarro natomiast nie zdołała utrzymać dyspozycji z poprzedniego sezonu, gdy została wyróżniona przez WTA jako zawodniczka z największym postępem.

    W 2025 roku Amerykanka gra nierówno – szybkie porażki w Montrealu, Waszyngtonie czy Cincinnati, rozczarowujący występ w Billie Jean King Cup i zaledwie trzecia runda US Open sprawiły, że spadła na 17. miejsce w rankingu. Brakuje jej stabilności, którą imponowała jeszcze rok temu.

    Faworytka jest jedna

    Świątek przystąpi do meczu jako wyraźna faworytka – zarówno ze względu na swoją świetną dyspozycję, jak i na aktualne problemy rywalki. Mecz Polki z Navarro o ćwierćfinał China Open zostanie rozegrany w środę, choć godzina rozpoczęcia nie jest jeszcze znana. Transmisję przeprowadzi Canal+ Sport, a relacja pojawi się w Sport.pl.