Category: Uncategorized

  • Oto skutki sensacji i 0:6 Świątek w Pekinie. Sabalenka już bardzo blisko tytułu

    Oto skutki sensacji i 0:6 Świątek w Pekinie. Sabalenka już bardzo blisko tytułu

    Iga Świątek przez ostatnie dwa lata niemal nie przegrywała meczów o ćwierćfinał turnieju – z 25 takich spotkań poległa tylko dwa razy. Tym większym zaskoczeniem okazała się porażka w Pekinie, gdzie lepsza od niej była Emma Navarro. Amerykanka, która jeszcze w styczniu w Australian Open dostała od Polki srogą lekcję tenisa, tym razem zwyciężyła w wielkim stylu, a decydującego seta wygrała aż 6:0. To wynik, który z pewnością ucieszył Arynę Sabalenkę, rywalkę Świątek w walce o miano najlepszej tenisistki sezonu.

    Niespodzianki w Pekinie

    Tuż przed meczem Świątek na drugim co do wielkości korcie w China National Tennis Center doszło do innej sensacji – Mirra Andriejewa przegrała w trzech setach z Brytyjką Sonay Kartal. Bukmacherzy oceniali jednak szanse Rosjanki wyżej niż Navarro w starciu z Igą, choć różnica rankingowa w przypadku Polki i Amerykanki wynosiła tylko 15 miejsc, a między Andriejewą i Kartal ponad 70.

    Scenariusz wydawał się prosty – Świątek miała po raz 14. w tym roku zameldować się w ćwierćfinale, zbliżyć się do Sabalenki w rankingu, a potem walczyć o tytuł w Pekinie i pokaźną nagrodę finansową. Navarro całkowicie zniweczyła te plany, pokazując cierpliwą i konsekwentną grę.

    Zmarnowana okazja w pogoni za Sabalenką

    Przed rozpoczęciem meczu strata Świątek do liderującej Białorusinki wynosiła w klasyfikacji WTA prawie 2500 punktów. W „na żywo” uwzględniono już odjęcie 215 punktów Sabalence za ubiegłoroczny China Open oraz dodanie 120 punktów Idze za awans do 1/8 finału. Polka walczyła więc o kolejne 95 punktów, a największe zdobycze czekałyby dopiero w półfinale i finale.

    Dużo lepiej sytuację oddawał ranking WTA Race, obejmujący tylko punkty z obecnego sezonu. Tam przewaga Sabalenki nad Świątek wynosiła niecałe 1500 punktów, a Polka wciąż mogła zdobyć dodatkowe 880. To pozwoliłoby zmniejszyć stratę nawet do 600 punktów – różnicy, którą dałoby się zniwelować jeszcze w Wuhanie (1000 pkt za tytuł) czy podczas finału sezonu w Rijadzie (1500 pkt do zdobycia).

    Po dzisiejszej porażce sytuacja mocno się skomplikowała. Strata Igi w klasyfikacji Race wzrosła do 1457 punktów, a do końca sezonu pozostały już tylko dwa turnieje. Sabalenka jest o krok od powtórzenia swojego sukcesu sprzed roku, a Świątek, by jej przeszkodzić, będzie potrzebowała prawdziwego „sportowego cudu” – być może nawet większego niż w Cancun w 2023 roku.

    Ranking WTA „na żywo” po meczu Świątek:

    1. Aryna Sabalenka – 11 010 pkt
    2. Iga Świątek – 8 553 pkt
    3. Coco Gauff – 7 088 pkt (wciąż gra w Pekinie)
    4. Amanda Anisimowa – 5 204 pkt (wciąż gra w Pekinie)
    5. Mirra Andriejewa – 4 698 pkt
    6. Madison Keys – 4 459 pkt
    7. Jessica Pegula – 4 383 pkt (wciąż gra w Pekinie)
    8. Jasmine Paolini – 4 156 pkt (wciąż gra w Pekinie)
    9. Jelena Rybakina – 3 833 pkt
    10. Qinwen Zheng – 3 678 pkt
  • Demolka na koniec starcia Świątek z Navarro. Polka sensacyjnie żegna się z Pekinem

    Demolka na koniec starcia Świątek z Navarro. Polka sensacyjnie żegna się z Pekinem

    Środowe spotkanie Igi Świątek w ramach turnieju WTA 1000 w Pekinie zaplanowano w sesji wieczornej. Polka wyszła na główną arenę około godziny 13:00 czasu polskiego, by powalczyć o miejsce w ćwierćfinale. Jej rywalką była rozstawiona z numerem 16 Emma Navarro. Mecz rozpoczął się obiecująco dla liderki turniejowej drabinki, która szybko objęła prowadzenie 2:0. Potem jednak sytuacja zaczęła się komplikować. Po trzysetowej batalii triumfowała Amerykanka 6:4, 4:6, 6:0. Była to pierwsza porażka Świątek w stolicy Chin.

    Droga Świątek do 1/8 finału

    Na otwarcie imprezy Świątek zmierzyła się z reprezentantką gospodarzy Yue Yuan. Choć w drugim secie Chinka postawiła jej trudniejsze warunki, Polka wygrała pewnie 6:0, 6:3. W kolejnej rundzie czekała na nią Camila Osorio. Spotkanie zakończyło się jednak przedwcześnie – Kolumbijka skreczowała przy stanie 6:0, 0:0 i przewadze 40-0 dla Polki.

    Podobny scenariusz rozegrał się w meczu Navarro przeciwko Lois Boisson. Amerykanka prowadziła 6:2, 1:0, kiedy jej rywalka nie była w stanie kontynuować gry. Starcie z Igą było więc ich trzecim oficjalnym pojedynkiem. Pierwszy, jeszcze w 2018 roku w Charleston, wygrała Polka 6:0, 6:2. Drugi, rozegrany na tegorocznym Australian Open, zakończył się szybkim zwycięstwem Świątek 6:1, 6:2. Teraz jednak Navarro znalazła sposób, by odwrócić losy rywalizacji.

    Przebieg meczu Świątek – Navarro

    Spotkanie otworzył serwis Polki. Już w inauguracyjnym gemie Navarro miała cztery okazje na przełamanie, ale Świątek obroniła się i wyszła na prowadzenie. Chwilę później, po podwójnym błędzie serwisowym rywalki, sama przełamała i prowadziła 2:0. Niestety, w kolejnych fragmentach zaczęły pojawiać się błędy, z których skorzystała Amerykanka. Navarro odrobiła straty, przejęła inicjatywę i wyszła na 4:2. Choć Polka zdołała jeszcze poprawić wynik, to set zakończył się wygraną rywalki 6:4. Statystyki potwierdzały kłopoty Świątek – aż 23 niewymuszone błędy przy zaledwie 11 winnerach.

    Druga partia miała nerwowy początek, ale tym razem to Świątek wykazała się większą determinacją w kluczowych momentach. Przy stanie 5:4 dla Polki doszło do decydującego przełamania – agresywny return Igi dał jej zwycięstwo w secie 6:4 i doprowadził do wyrównania.

    Trzeci set zaczął się jednak fatalnie. Navarro od razu wypracowała trzy break pointy i choć Świątek próbowała się bronić, straciła serwis. Amerykanka poszła za ciosem, zdobyła kolejne przełamania i szybko objęła prowadzenie 4:0. Polka nie była w stanie zatrzymać tej fali – popełniała kolejne błędy i nie wykorzystywała okazji na punkty. Ostatecznie Navarro zamknęła mecz efektownym 6:0 w decydującej partii.

    Pierwsza porażka w Pekinie

    Świątek, która dotąd legitymowała się w Pekinie bilansem 8-0, po raz pierwszy musiała uznać wyższość rywalki. Do ćwierćfinału awansowała Emma Navarro, a jej kolejną przeciwniczką będzie Jessica Pegula lub Marta Kostiuk.

  • Sabalenka rozbiła małżeństwo? Wszystko się nagrało, tak ujawniono jej partnera

    Sabalenka rozbiła małżeństwo? Wszystko się nagrało, tak ujawniono jej partnera

    Aryna Sabalenka z powodu urazu była zmuszona wycofać się z turniejów w Seulu i Pekinie. Czas poza kortem poświęciła zarówno na rehabilitację, jak i na odpoczynek. Równocześnie znów zrobiło się głośno o jej życiu prywatnym. Związek tenisistki od miesięcy budzi spore emocje, a ona sama została oskarżona o rozbicie cudzego małżeństwa. Głos w tej sprawie zabrała nawet żona jej obecnego partnera.

    Życie uczuciowe Sabalenki od dawna znajduje się pod lupą mediów i kibiców. Jeszcze większe zainteresowanie wzbudziło po dramatycznych wydarzeniach z 2024 roku, gdy w marcu świat sportu obiegła wiadomość o śmierci Konstantina Kołcowa – byłego hokeisty i wieloletniego partnera Białorusinki. Choć ich relacja zakończyła się już wcześniej, strata mocno nią wstrząsnęła.

    Niedługo potem Sabalenka zaczęła pojawiać się publicznie u boku znanych osób. Plotki wiązały ją z Davidem Grutmanem, znanym jako „król nocnego życia Miami”, jednak szybko okazało się, że była to jedynie towarzyska znajomość. Inaczej sprawa wyglądała z Georgiosem Frangulisem.

    Właściciel marki Oakberry został po raz pierwszy dostrzeżony podczas turnieju w Madrycie, gdzie z trybun żywiołowo dopingował Sabalence. Kamery uchwyciły jego reakcje, a wkrótce pojawiło się nagranie, na którym para wymienia pocałunki po jednym z treningów. Tak świat dowiedział się o ich związku.

    To jednak wywołało burzę. Szybko ujawniono, że Frangulis był wówczas żonaty, a w mediach pojawiły się oskarżenia, że Sabalenka zniszczyła jego małżeństwo. Spekulacje potwierdziła sama żona biznesmena, Beh Armentano, która wprost napisała, że ich relacja trwa „od Kalifornii” i zasugerowała złożenie pozwu rozwodowego.

    Dziś Sabalenka i Frangulis nie ukrywają już swojego uczucia. Regularnie publikują wspólne zdjęcia w mediach społecznościowych, otwarcie okazując sobie czułość. Liderka światowego rankingu przyznała, że poznali się przy okazji podpisania kontraktu sponsorskiego z Oakberry. – „Zaczęło się od kolacji i tak to się potoczyło. Jesteśmy razem od roku. To dla mnie ważne, że mój partner może być przy mnie, nawet gdy pracuje na całym świecie. Motywuje mnie, gdy widzę go w boksie podczas meczu. To naprawdę wiele dla mnie znaczy” – mówiła Sabalenka w lipcu.

  • Sceny w meczu Andriejewej w Pekinie! Rywalka napisała najpiękniejszą historię

    Sceny w meczu Andriejewej w Pekinie! Rywalka napisała najpiękniejszą historię

    Mirra Andriejewa miała w Pekinie spore problemy i niespodziewanie odpadła z turnieju. Rosjanka, rozstawiona z numerem 5, uległa Brytyjce Sonay Kartal po trzysetowym pojedynku pełnym zwrotów akcji.

    WTA Pekin: Kartal sprawiła sensację i wyeliminowała Andriejewą

    Spotkanie od samego początku było bardzo wyrównane. Już w trzecim gemie pierwszego seta Andriejewa miała dwie szanse na przełamanie, lecz Kartal obroniła się świetnym serwisem i konsekwencją w wymianach. Obie tenisistki długo utrzymywały swoje podania, ale w końcówce Rosjanka zaczęła popełniać błędy – w tym podwójny błąd serwisowy. Kartal wykorzystała okazję i przełamała rywalkę, zamykając seta wynikiem 7:5.

    Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg. Podrażniona Andriejewa wyszła na kort zdecydowanie bardziej skoncentrowana. Już w pierwszym gemie przełamała serwis Brytyjki, a w siódmym ponownie wykorzystała break pointa, obejmując prowadzenie 5:2. Chwilę później wygrała seta 6:2 i doprowadziła do remisu 1:1 w meczu.

    Decydująca partia była prawdziwą wojną nerwów. Żadna z zawodniczek nie potrafiła wyjść na wyraźne prowadzenie. Kartal miała szansę na przełamanie w drugim gemie, Andriejewa w jedenastym – ale obie zmarnowały okazje. Dopiero przy stanie 6:5 Brytyjka zachowała chłodną głowę i przechyliła szalę na swoją stronę, wygrywając 7:5 i cały mecz 2:1.

    Dla Sonay Kartal to historyczne zwycięstwo – po raz pierwszy w karierze pokonała tenisistkę z czołowej dziesiątki rankingu WTA i awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000. Spotkanie trwało 2 godziny i 27 minut.

  • Zawrzało w Pekinie, rywalce Świątek puściły hamulce. “Nikt z tobą nie gada”

    Zawrzało w Pekinie, rywalce Świątek puściły hamulce. “Nikt z tobą nie gada”

    Turniej WTA w Pekinie wkracza w kluczową fazę, a Iga Świątek przygotowuje się już do swojego meczu w 1/8 finału. Jej przeciwniczką będzie Emma Navarro, która jeszcze niedawno znajdowała się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. Zanim jednak Polka i Amerykanka stanęły na korcie, w stolicy Chin doszło do głośnego incydentu z udziałem dwóch innych gwiazd kobiecego tenisa.

    Błyskawiczna droga Świątek do 1/8 finału

    Dla Świątek awans do kolejnej rundy okazał się wyjątkowo prosty. Najpierw liderka światowego rankingu rozbiła niżej notowaną Yue Yuan, a następnie w pojedynku z Camilą Osorio potrzebowała jedynie jednego seta. Polka wygrała 6:0, a Kolumbijka nie była w stanie kontynuować gry i skreczowała. Dzięki temu 24-latka bez większego wysiłku znalazła się w najlepszej ósemce turnieju.
    W środę poprzeczka pójdzie jednak zdecydowanie w górę – po drugiej stronie siatki stanie Emma Navarro, obecnie 17. rakieta świata, która jeszcze niedawno plasowała się w TOP 10.

    Nerwy na korcie – starcie Gauff z Bencić

    Zanim kibice zobaczyli Świątek, uwagę przykuło pełne emocji spotkanie Coco Gauff z Belindą Bencić. Amerykanka po trudnym boju wywalczyła awans do ćwierćfinału, choć początkowo musiała gonić wynik. Szwajcarka wygrała pierwszego seta 6:4, lecz w dwóch kolejnych lepsza okazała się trzecia zawodniczka rankingu.
    Pojedynek nie obył się jednak bez kontrowersji. Przy stanie 4:3 w drugim secie Bencić, po przełamaniu Gauff, zaczęła dyskutować z sędzią, twierdząc, że sztab Amerykanki rozprasza ją w trakcie serwisu.

    – Kiedy wymiana się kończy, nie mam nic przeciwko dopingowi. Ale w momencie, gdy podchodzę do linii, żeby zaserwować, nie jest to potrzebne – narzekała 28-latka.

    W tym momencie w rozmowę włączyła się także Gauff, która głośno protestowała, co wywołało jeszcze ostrzejszą reakcję Bencić. – Nikt z tobą nie rozmawia. Ona mówi do mnie, jasne? Twój sztab ciągle coś komentuje. Ja jestem za stara na takie gierki – grzmiała Szwajcarka.

    Gauff wykorzystała nerwy rywalki

    Co ciekawe, właśnie od tego momentu Gauff zaczęła grać swobodniej, a zdenerwowana Bencić traciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Amerykanka przejęła inicjatywę, wygrała tie-breaka w drugim secie, a w decydującej partii już dominowała. Po 149 minutach walki to ona mogła cieszyć się z awansu, zwyciężając 4:6, 7:6(4), 6:2.

    https://x.com/pavyg/status/1972966794886611272

     

  • Słowa Świątek podzieliły cały świat. Alcaraz stanowczo zareagował

    Słowa Świątek podzieliły cały świat. Alcaraz stanowczo zareagował

    Sezon tenisowy 2025 powoli zbliża się do końca, a najlepsi zawodnicy rywalizują obecnie w Azji w turniejach rangi 1000 i 500. Niestety wiele spotkań nie stoi na najwyższym poziomie, ponieważ coraz częściej dochodzi do kreczów spowodowanych urazami. Z kortów musieli schodzić już m.in. Lorenzo Musetti, Qinwen Zheng, Lois Boisson, Jakub Mensik, Paula Badosa czy Barbora Krejčíková.

    Głośne słowa Igi Świątek

    Na problem trudów sezonu zwróciła niedawno uwagę Iga Świątek. Jej słowa wywołały duże poruszenie w świecie tenisa. – Sezon jest bardzo długi i w drugiej części wszyscy odczuwamy coraz większe zmęczenie – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzami.

    Polka wskazała, że szczególnie wymagająca jest azjatycka część rozgrywek. – Masz wrażenie, że wszystko dobiega końca, a jednak wciąż musisz grać na pełnych obrotach. Nie wiem, jak będzie wyglądała moja kariera za kilka lat, ale możliwe, że będę zmuszona rezygnować z niektórych turniejów, nawet obowiązkowych. Obecne przepisy WTA czynią ten harmonogram szaleństwem – nie da się pogodzić wszystkiego – oceniła.

    Carlos Alcaraz popiera Świątek

    Do słów Polki odniósł się Carlos Alcaraz. Hiszpan przyznał, że w pełni podziela jej opinię. – Uważam, że kalendarz jest naprawdę przeładowany. Zbyt wiele turniejów jest obowiązkowych, zbyt wiele odbywa się bez przerwy. Przepisy nakazują nam startować w imprezach Masters 1000 czy 500, ale ograniczają nasze prawo do samodzielnego decydowania o udziale – powiedział, cytowany przez „The Tennis Letter”.

    Alcaraz przyznał, że sam rozważa zmiany w swoim podejściu. – Muszę myśleć nie tylko o formie fizycznej, ale też o zdrowiu psychicznym. Gra w tak wielu imprezach pod rząd jest bardzo obciążająca. Dlatego w przyszłości mogę zrezygnować z niektórych obowiązkowych startów – dla dobra swojego organizmu i głowy. Zgadzam się z Igą i sądzę, że wielu graczy pójdzie w tym kierunku – zakończył.

    Inne spojrzenie Qinwen Zheng

    Nie wszyscy jednak podzielają zdanie Świątek i Alcaraza. Qinwen Zheng, która w Pekinie musiała kreczować, uważa, że kalendarz nie jest przesadnie wymagający. – Moim zdaniem profesjonaliści powinni sobie z nim radzić. Najsilniejsi przetrwają i taka zasada mi przyświeca – skomentowała.

    Chinka przyznała jednocześnie, że w jej przypadku decyzja o starcie była ryzykowna. – Wracam po operacji i może trochę zbyt szybko zdecydowałam się na występ. Ale też chciałam sprawdzić, w jakiej kondycji jest teraz moje ciało – dodała.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1973123660010656255?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973123660010656255%7Ctwgr%5E8c97bab08f1ea0e43bdca53e6fd1ffbcdd9465ec%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732291740slowa-swiatek-podzielily-caly-swiat-alcaraz-stanowczo-zareagowal.html

  • Siatkarze na to nie zasłużyli. Polacy szybko zapomnieli, co się wydarzyło

    Siatkarze na to nie zasłużyli. Polacy szybko zapomnieli, co się wydarzyło

    Brąz siatkarzy. Dlaczego to wciąż wielki sukces?

    Żyjemy w naprawdę wyjątkowych czasach dla polskiego sportu. Do tego stopnia, że medal mistrzostw świata w siatkówce zaczynamy traktować jako porażkę. Jak łatwo zapomnieliśmy, że kiedyś taki wynik wydawał się czymś zupełnie nieosiągalnym.

    Po zwycięstwie nad Czechami w meczu o brązowy medal nie było wśród naszych siatkarzy wielkiej euforii – i to akurat dobrze o nich świadczy. Niedosyt, który widać w drużynie, pokazuje, jak ambitna to grupa. Nikt nie udawał, że trzecie miejsce to szczyt marzeń. Kamil Semeniuk nazwał medal wręcz pogardliwie „blachą”. A jednak w przeciwieństwie do dawnych gwiazd polskiego sportu – choćby Zbigniewa Bońka, który po mundialu w 1986 roku wieszczył klątwę na całe pokolenia – nikt z obecnej drużyny nie zareagował na krytykę histerycznie.

    Ósmy turniej z rzędu, ósmy medal

    Owszem, w kraju rozległy się głosy rozczarowania. Padają opinie, że Polacy zawiedli, bo w całym turnieju rozegrali tylko jeden naprawdę wymagający mecz – przegrany 0:3 półfinał z Włochami. Ale czy naprawdę można mówić o klęsce, skoro to już ósmy wielki turniej z rzędu zakończony medalem? Takiej serii nie ma dziś żadna inna siatkarska potęga.

    Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega, Łukasz Jachimiak, warto spojrzeć na sytuację szerzej. Francja – aktualny mistrz olimpijski – zakończyła MŚ 2025 już w fazie grupowej. Brazylia wypadła równie blado. Amerykanie, którzy razem z nami i Francuzami stali na podium w Paryżu, pożegnali się w ćwierćfinale. Tymczasem w naszej reprezentacji doszło do ogromnych zmian – w składzie było tylko sześciu z trzynastu wicemistrzów olimpijskich sprzed roku – a mimo to Polska znów wraca z medalem.

    Filipiny jak Korea i Japonia w 2002

    Turniej na Filipinach obfitował w niespodzianki. Dla wielu siatkarskich potęg zakończył się dramatem. Nasza drużyna utrzymała poziom i choć nie sięgnęła po złoto, wciąż stanęła na podium. Warto pamiętać, że podróż na drugi koniec świata była dla wszystkich ekip sporym wyzwaniem.

    Cała impreza przypominała piłkarski mundial z 2002 roku w Korei i Japonii. Tam również doszło do wstrząsów – w grupie odpadły Francja, Argentyna czy Portugalia, a do ćwierćfinałów dotarły drużyny, których nikt się nie spodziewał, jak Senegal, USA czy Korea Południowa. Podobnie na Filipinach błysnęli Czesi i Bułgarzy. I choć z perspektywy faworytów to szok, dla całej dyscypliny to znak, że światowa hierarchia nie jest niezmienna.

    Polacy zapomnieli trudne czasy

    Dlatego tym bardziej dziwią krytyczne głosy płynące z polskiego środowiska siatkarskiego. Wszyscy pamiętamy przecież czasy, gdy sami byliśmy drużyną z aspiracjami, ale bez wyników. Przegrywaliśmy eliminacje mistrzostw Europy ze Słowacją czy Izraelem, a sam awans na mundial był marzeniem ściętej głowy. Do Ligi Światowej przyjęto nas nie z powodu poziomu sportowego, lecz dzięki temu, że polscy kibice i sponsorzy gwarantowali wpływy finansowe.

    Dziś sytuacja jest nieporównywalna. Polska siatkówka stoi na szczycie, a medale z kolejnych turniejów stały się niemal rutyną. Owszem, można dyskutować, czy Nikola Grbić mógł lepiej reagować w przegranym półfinale z Włochami. Ale nie mamy żadnej pewności, że inne decyzje zmieniłyby wynik. Fakty są takie: Polacy wracają z medalem mistrzostw świata – i to powinno nas cieszyć.

    Poprzednie pokolenia kibiców mogły tylko o tym marzyć. A dziś, kiedy w wielu innych dyscyplinach działacze i kibice marzą choćby o „rozczarowaniu” w postaci brązu, my mamy luksus narzekania na brak złota. Rewanż nadejdzie szybko – już za dwa lata mistrzostwa świata odbędą się w Polsce.

  • Skandal na turnieju w Pekinie. Ależ awantura

    Skandal na turnieju w Pekinie. Ależ awantura

    Daniił Miedwiediew ma wyjątkowego pecha do niecodziennych i kontrowersyjnych sytuacji na korcie. Kolejna z nich wydarzyła się w jego półfinałowym meczu turnieju ATP 500 w Pekinie przeciwko Learnerowi Tienowi. Rosjanin w decydującym secie zmagał się z silnymi skurczami, przez co w pewnym momencie nawet nie podjął próby odebrania serwisu rywala. Został za to ukarany ostrzeżeniem, co wywołało jego gwałtowną reakcję i długą dyskusję z sędzią oraz supervisorem.

    Miedwiediew znów w centrum uwagi

    29-letni tenisista, obecnie 18. rakieta świata, od lat słynie z niezwykle ekspresyjnych zachowań. Nawet gdy to nie on jest bezpośrednim winowajcą, i tak przyciąga uwagę kibiców oraz mediów. Podobnie było podczas tegorocznego US Open, gdy w meczu z Benjaminem Bonzim zamieszanie na trybunach wywołane przez fotografa przerodziło się w awanturę, do której sam Miedwiediew dołożył swoje trzy grosze. W Pekinie historia się powtórzyła – choć tym razem powodem były problemy zdrowotne.

    Kłopoty zdrowotne i szokująca decyzja arbitra

    Spotkanie z Tienem zaczęło się dla Rosjanina obiecująco – pierwszego seta wygrał 7:5, drugiego przegrał w takim samym stosunku. W trzeciej partii role się odwróciły. Już na początku decydującego seta Miedwiediew miał poważne problemy – przy stanie 0:1 i 15-30 praktycznie osunął się na rakietę, próbując złapać oddech i złagodzić ból mięśni. Gdy Tien szykował się do serwisu, Rosjanin nie wykonał żadnego ruchu, aby odebrać piłkę.

    Wtedy interweniował sędzia Adel Nour, ogłaszając ostrzeżenie za „niedawanie z siebie wszystkiego”. Decyzja ta kompletnie zaskoczyła i rozwścieczyła byłego lidera światowego rankingu. Chwiejnym krokiem podszedł do arbitra i w ostrych słowach skrytykował jego postawę. Na korcie pojawił się także supervisor, do którego Miedwiediew skierował swoje pretensje, uciszając przy tym próbującego wtrącić się Noura. – Teraz nie mówisz, rozmawiam z nim – rzucił Rosjanin.

    Burzliwa wymiana zdań

    Miedwiediew nie krył oburzenia. – Więc wolisz, żebym skreczował? Powiedz do kamery, że wolisz, aby zawodnicy kreczowali! Daję z siebie wszystko, więc dlaczego on daje mi ostrzeżenie? Kim jesteś, żeby decydować za mnie? Jak się nazywasz? – grzmiał w stronę arbitra.

    Rosjanin dodawał, że po US Open bardzo stara się zachowywać spokojniej, a mimo to sędziowie „próbują go zastraszyć”. – Dlaczego każdy sędzia na świecie próbuje mnie uciszyć? – pytał retorycznie.

    Po tej awanturze wrócił jeszcze do gry, a nawet wygrał jedną akcję po returnie, lecz z każdą kolejną piłką było widać, że jego organizm nie wytrzymuje tempa rywalizacji.

    Koniec meczu i awans Tiena

    Przy stanie 0:4 w decydującym secie Miedwiediew ostatecznie poddał spotkanie. Jego przeciwnik, 19-letni Learner Tien, awansował tym samym do finału turnieju w Pekinie, gdzie czeka na niego rozstawiony z numerem drugim Jannik Sinner.

    Miedwiediew po raz kolejny zakończył mecz w atmosferze dużych emocji i kontrowersji – tym razem jednak główną rolę odegrały nie tylko jego reakcje, lecz przede wszystkim problemy zdrowotne.

    https://x.com/asud683385/status/1972989744188670242?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972989744188670242%7Ctwgr%5Ee296f412d5d6e1046e2aa643f5fe3c1b9a97e107%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732291383skandal-na-turnieju-w-pekinie-alez-awantura.html

  • Nareszcie! Świątek znów jest numerem jeden. Długo na to czekała

    Nareszcie! Świątek znów jest numerem jeden. Długo na to czekała

    Iga Świątek ponownie znalazła się na szczycie rankingu Universal Tennis Rating (UTR) – globalnego systemu oceny tenisistek i tenisistów. Polka wyprzedziła Coco Gauff, która przez pewien czas przewodziła stawce. To potwierdzenie znakomitej formy 24-latki w ostatnich miesiącach.

    Pasmo sukcesów Świątek

    Od czerwca najlepsza polska tenisistka ma wiele powodów do dumy. Najpierw w wielkim stylu triumfowała na kortach Wimbledonu, pokonując w finale Amandę Anisimovą aż 6:0, 6:0. Kilka tygodni później dołożyła do kolekcji tytuł w turnieju w Cincinnati, który poprzedzał US Open. Choć w Nowym Jorku dotarła „zaledwie” do ćwierćfinału, szybko powetowała sobie ten wynik, wygrywając zawody rangi WTA 500 w Seulu.

    W obecnym sezonie Świątek ma już na koncie trzy trofea i wciąż mierzy w kolejne. Do Pekinu przyleciała jako najwyżej rozstawiona zawodniczka i potwierdza swoją klasę. Najpierw pewnie pokonała Yue Yuan (6:0, 6:3), a w drugiej rundzie rozprawiła się z Camilą Osorią – Kolumbijka skreczowała przy stanie 6:0, 1:0 dla Polki.

    Czym jest ranking UTR?

    Zestawienie Universal Tennis Rating różni się od klasyfikacji WTA. Bierze pod uwagę przede wszystkim aktualną formę tenisistek z ostatnich tygodni i miesięcy, a nie cały rok startów. Dodatkowo wyżej punktowane są zwycięstwa nad wymagającymi rywalkami. Skala ocen w UTR wynosi od 1,00 do 16,50.

    Polka liderką, Sabalenka poza pierwszą dwójką

    Świątek dzięki świetnym występom odzyskała prowadzenie i zepchnęła Coco Gauff na drugą pozycję. Trzecie miejsce zajmuje Aryna Sabalenka, a pierwszą dziesiątkę zamyka Elina Switolina z Ukrainy.

    Co ciekawe, jak zauważa serwis tennis365.com, w okolice czołówki powraca Emma Raducanu. Brytyjka, która sensacyjnie wygrała US Open w 2021 roku, plasuje się obecnie na 12. miejscu.

    Cel: numer 1 także w rankingu WTA

    Świątek liczy, że wkrótce odzyska również prowadzenie w klasyfikacji WTA. Aktualnie zajmuje w niej drugą lokatę, ustępując jedynie Arynie Sabalence. Białorusinka nie występuje jednak w Pekinie, co daje Polce szansę na znaczące zmniejszenie różnicy punktowej.

    Pierwsza dziesiątka rankingu UTR (kobiety):

    1. Iga Świątek
    2. Coco Gauff
    3. Aryna Sabalenka
    4. Jelena Rybakina
    5. Jekaterina Aleksandrowa
    6. Mirra Andriejewa
    7. Zheng Qinwen
    8. Marketa Vondrousova
    9. Amanda Anisimova
    10. Elina Switolina
  • Sceny w Pekinie. Rosjanin znów na ustach wszystkich. Sędzia bez litości

    Sceny w Pekinie. Rosjanin znów na ustach wszystkich. Sędzia bez litości

    Daniił Miedwiediew zakończył swój udział w turnieju ATP 500 w Pekinie na etapie półfinału. Rosjanin poddał spotkanie w trzecim secie meczu przeciwko Amerykaninowi Learnerowi Tienowi. Chwilę wcześniej doszło jednak do sporej kontrowersji – sędzia ostrzegł go za „zbyt mały wysiłek”, co wywołało wściekłość tenisisty.

    Trudny sezon Miedwiediewa

    Bieżący rok jest dla Rosjanina wyjątkowo nieudany. Wszystko zaczęło się od rozczarowującego występu w Australian Open, gdzie – zamiast powtórzyć sukces sprzed roku i znów zagrać w finale – odpadł już w drugiej rundzie, przegrywając właśnie z Tienem. Później sytuacja jedynie się pogarszała. W kolejnych turniejach wielkoszlemowych Miedwiediew nie potrafił przejść dalej niż do pierwszej rundy.

    Po nieudanym US Open tenisista zdecydował się na radykalne zmiany. Zakończył wieloletnią współpracę z dotychczasowym trenerem, licząc, że nowy sztab pozwoli mu otworzyć świeży rozdział w karierze. Pierwszym sprawdzianem nowej konfiguracji miał być turniej w Pekinie, zwłaszcza że w obsadzie brakowało kilku czołowych graczy, m.in. Carlosa Alcaraza czy Taylora Fritza.

    Obiecujący początek, dramatyczny finał

    Pierwsze mecze w Pekinie dawały powody do optymizmu. Wydawało się, że Miedwiediew odzyskuje formę, a starcie półfinałowe z Tienem będzie okazją do potwierdzenia tej tendencji. Początek wyglądał dobrze – Rosjanin, choć przegrywał już 1:4 z dwoma przełamaniami straty, zdołał odwrócić losy seta i wygrał 7:5.

    Kłopoty zaczęły się w końcówce drugiej partii. Obaj gracze mieli problem z utrzymaniem własnego podania, a dodatkowo Miedwiediew zaczął odczuwać skurcze. W efekcie przegrał seta 5:7.

    Decydująca odsłona była już dla niego prawdziwym koszmarem. Oddał serwis i przy podaniu rywala niemal nie podejmował prób returnowania, ponieważ ból skutecznie go paraliżował. Wówczas sędzia ukarał go ostrzeżeniem za „zbyt mały wysiłek”. Ten werdykt rozwścieczył Rosjanina, ale z racji fizycznego wyczerpania ograniczył się jedynie do rozmowy przy siatce. Na kort wezwano supervisora, z którym prowadził dyskusję, zwracając się do arbitra głównego Kadera Nouniego słowami: „Nie rozmawiamy teraz ze sobą”.

    Sprawa ma ciąg dalszy

    Jak donosi „The Athletic”, władze ATP uznały decyzję o przyznaniu ostrzeżenia za błędną. Miedwiediew może złożyć odwołanie, choć nie wiadomo jeszcze, czy zdecyduje się na ten krok. Przedstawiciele zawodnika nie chcieli tego komentować.