Category: Uncategorized

  • Bukowiecka zamknęła usta krytykom na MŚ! Nagle taka deklaracja

    Bukowiecka zamknęła usta krytykom na MŚ! Nagle taka deklaracja

    Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości co do Natalii Bukowieckiej, to może je odłożyć na bok. Największa gwiazda polskiej lekkoatletyki znów zachwyca! W półfinale mistrzostw świata w Tokio nasza specjalistka od 400 metrów pobiegła znakomicie – zwyciężyła z czasem 49,67 s, zostawiając za plecami nawet mistrzynię olimpijską Marileidy Paulino. Tym występem pokazała, że jest gotowa walczyć o kolejne podium.

    Bukowiecka ma dopiero 27 lat, a już może się pochwalić medalami w każdym kolorze z igrzysk olimpijskich, srebrnym krążkiem z mistrzostw świata oraz bogatą kolekcją trofeów z mistrzostw Europy, w tym dwoma złotymi medalami, które smakują szczególnie. Teraz nasza najlepsza lekkoatletka ostatnich lat zmierza po następny sukces.

    W półfinale w Tokio zmierzyła się z największą gwiazdą dystansu, Marileidy Paulino. Dominikanka to aktualna mistrzyni olimpijska, a także triumfatorka mistrzostw świata w Budapeszcie (2023) i Eugene (2022). Paulino była typowana na faworytkę również teraz, w Tokio, jednak Bukowiecka potrafiła ją ograć.

    Dla polskich kibiców był to szczególnie ważny moment, bo po trudnym sezonie nie było jasne, czy Natalia poradzi sobie choćby z utalentowaną Norweżką Henriette Jaeger. 22-latka, ósma zawodniczka finału olimpijskiego, szybko robi postępy, ale tym razem nie zbliżyła się na tyle, by realnie zagrozić brązowej medalistce igrzysk z 2024 roku.

    Polka pobiegła znakomicie od pierwszych metrów. Na ostatniej prostej, kiedy znajdowała się jeszcze na drugiej pozycji, zdecydowała się na atak i wyprzedziła Paulino, która oszczędzała siły, mając pewny awans. Wygrana w półfinale była dla Natalii kluczowa – da jej lepszy tor w walce o medal.

    – Wiedziałam, że jestem w formie i muszę to pokazać. Mówiłam sobie, że jestem świetna i chcę się tym cieszyć. Kiedyś chciałam coś udowadniać, teraz po prostu biegłam – mówiła Bukowiecka przed kamerami TVP, nie chcąc jednak zdradzać za wiele o swoich finałowych planach. Przyznała tylko, że już czuje satysfakcję i podejdzie do biegu na luzie, a po powrocie do kraju zamierza zrobić tatuaż ze słowem „believe”.

    Bukowiecka pokazała, że wciąż jest w światowej czołówce i potrafi uciszyć krytyków. O medal będzie jednak trudno – w półfinale uzyskała piąty wynik. Najlepsza była Amerykanka Sydney McLaughlin-Levrone z fenomenalnym czasem 48,29 s. Lepsze rezultaty od Polki miały jeszcze Brytyjka Amber Anning (49,38), Jamajka Nickisha Pryce (49,46) oraz Salwa Eid Naser z Bahrajnu (49,47).

    Finał zapowiada się pasjonująco, a Bukowiecka ponownie stanie przed szansą na zapisanie kolejnego rozdziału w swojej bogatej karierze.

  • Niesamowite, co zrobiła Bukowiecka w półfinale MŚ!

    Niesamowite, co zrobiła Bukowiecka w półfinale MŚ!

    Natalia Bukowiecka w wielkim stylu zameldowała się w finale mistrzostw świata na 400 metrów w Tokio. Liderka polskiej reprezentacji nie tylko wygrała swój półfinał, ale zrobiła to z najlepszym wynikiem w tym roku. Co więcej – tuż przed metą dopadła i wyprzedziła wielką faworytkę tej konkurencji, dominującą od lat Marileidy Paulino z Dominikany.

    Pewny awans mimo trudnej stawki

    Bukowiecka rozpoczęła mistrzostwa od spokojnego biegu eliminacyjnego. Wynik 50.16 sekundy wystarczył do awansu, choć nie był jeszcze popisem pełni jej możliwości. W półfinale Polka musiała już jednak zaprezentować pełnię formy, bo los przydzielił jej niezwykle mocne rywalki. Na torze obok biegła Paulino – mistrzyni świata i niekwestionowana dominatorka ostatnich sezonów. Do tego dochodziła groźna Amerykanka Aaliyah Butler, która w tym roku była blisko złamania bariery 49 sekund. Nie wolno było lekceważyć także ambitnej Henrietty Jaeger z Norwegii i Jamajki Dejaney Oakley.

    Emocjonujący bieg

    Bukowiecka dobrze weszła w rywalizację, trzymając tempo Paulino, a jednocześnie odpierając atak Butler. Po 200 metrach wydawało się, że walka o bezpośredni awans rozegra się właśnie między nimi. Wtedy jednak Paulino włączyła wyższy bieg i mocno przyspieszyła, a za nią ruszyła Polka. Butler nie wytrzymała tempa i odpadła z rywalizacji.

    Na ostatniej prostej Paulino wydawała się mieć pewną przewagę, lecz Bukowiecka kontrolowała sytuację i wiedziała, że awans jest bezpieczny. W końcówce groźnie zaatakowała jeszcze Jaeger, ale Polka skutecznie się obroniła. Największe emocje czekały jednak tuż przed metą. Paulino – przekonana o pewnym awansie – niespodziewanie zwolniła, niemal spacerowym tempem wpadła na linię finiszu. Bukowiecka nie odpuściła i wykorzystała moment, wyprzedzając faworytkę w samej końcówce.

    Najlepszy wynik w sezonie

    Polka triumfowała w półfinale z rewelacyjnym czasem 49.67 sekundy – najlepszym w tym roku. Paulino dobiegła druga (49.82), a Jaeger (49.87) awansowała jako jedna z najszybszych poza pierwszą dwójką.

    Natalia Bukowiecka potwierdziła, że w Tokio jest w wielkiej formie i w finale będzie walczyć nie tylko o medal, ale nawet o najwyższe podium.

    https://x.com/sport_tvppl/status/1967927386009158096?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1967927386009158096%7Ctwgr%5Eaaca607fa6b82aa12c2ad14d5149e83d7e5d827c%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Flekkoatletyka%2F76498932255681niesamowite-co-zrobila-bukowiecka-w-polfinale-ms.html

  • Dramat Pawła Fajdka w finale MŚ! Zabrakło 0,27 m

    Dramat Pawła Fajdka w finale MŚ! Zabrakło 0,27 m

    Paweł Fajdek kończy mistrzostwa świata w Tokio bez medalu. Finał konkursu rzutu młotem stał na niesamowicie wysokim poziomie – aż czterech zawodników przekroczyło granicę 80 metrów. Niestety Polakowi zabrakło do niej sporo i ostatecznie uplasował się poza czołową szóstką. Jego najlepszy wynik to 77,75 m, co dało mu siódme miejsce.

    Choć Fajdek aż pięciokrotnie w karierze sięgał po złoto mistrzostw świata, tym razem nie był stawiany w roli głównego faworyta. Ostatnie lata nie były dla niego tak udane – dwa lata temu w Budapeszcie zajął czwarte miejsce, a rok temu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu był piąty. Mimo to wielu kibiców liczyło, że w Tokio ponownie powalczy o podium.

    Do finału Polak przystąpił jako siódmy zawodnik tegorocznych list światowych z wynikiem 79,07 m. Nadzieje kibiców rozbudził jego występ w kwalifikacjach – już w drugiej próbie uzyskał 78,78 m i pewnie awansował do finału. Lepszy od niego był tylko broniący tytułu i największy kandydat do złota, Kanadyjczyk Ethan Katzberg.

    Decydująca rywalizacja zaczęła się dla Fajdka fatalnie – pierwsza próba wylądowała w siatce, podczas gdy trzej rywale od razu przekroczyli 80 m. Największą niespodziankę sprawił 23-letni Niemiec Merlin Hummel, który rzucił 82,77 m, bijąc rekord życiowy. Tuż za nim był Katzberg (82,66 m), a na trzeciej pozycji Węgier Bence Halasz (81,51 m). Już wtedy wiadomo było, że Polakowi będzie niezwykle trudno o medal.

    Drugi rzut Fajdka był ważny – 76,69 m pozwoliło mu wrócić do gry. Trzecia próba była spalona, ale wynik z drugiej kolejki wystarczył do awansu do ścisłego finału – Polak wszedł do niego z ósmym rezultatem. W tym czasie Katzberg zachwycił, osiągając 84,70 m i ustanawiając nowy rekord mistrzostw świata. Hummel i Halasz wciąż utrzymywali poziom powyżej 80 m, a Węgier poprawił się na 82,69 m, zachowując trzecie miejsce.

    Fajdek w czwartej kolejce uzyskał 77,75 m, co pozwoliło mu przesunąć się na siódmą lokatę. W piątej próbie nie zdołał się poprawić – 76,63 m okazało się jego ostatnim rzutem. Z powodu nowych zasad tylko pierwsza szóstka miała prawo do szóstej próby, więc Polak musiał zakończyć rywalizację. Do znalezienia się w najlepszej szóstce zabrakło mu zaledwie 27 centymetrów.

    Wyniki finału rzutu młotem – MŚ Tokio 2025:

    1. Ethan Katzberg (Kanada) – 84,70 m
    2. Merlin Hummel (Niemcy) – 82,77 m
    3. Bence Halasz (Węgry) – 82,69 m
    4. Mychajło Kochan (Ukraina) – 82,02 m
    5. Rudy Winkler (USA) – 78,52 m
    6. Thomas Mardal (Norwegia) – 78,02 m
    7. Paweł Fajdek (Polska) – 77,75 m
    8. Armin Szabados (Węgry) – 77,15 m
    9. Eivind Henriksen (Norwegia) – 76,47 m
    10. Trey Knight (USA) – 76,11 m
    11. Daniel Raba (Węgry) – 75,22 m
    12. Denzel Comenentia (Holandia) – 74,86 m
  • Co za bieg Polaka na MŚ! Komentator nie wytrzymał: “Ho, ho, ho!”

    Co za bieg Polaka na MŚ! Komentator nie wytrzymał: “Ho, ho, ho!”

    Maciej Wyderka sprawił ogromną niespodziankę w eliminacjach biegu na 800 metrów podczas mistrzostw świata w Tokio. W swojej serii zmierzył się z absolutną czołówką – mistrzem Europy, mistrzem świata z hali, medalistą poprzednich mistrzostw oraz rekordzistą świata juniorów. Mimo tak trudnego zestawienia rywali, 23-letni debiutant zaprezentował się znakomicie i pewnie awansował do półfinału.

    Spektakularny debiut

    Eliminacyjna seria Polaka była tak silnie obsadzona, że jeszcze przed startem trudno było szukać dla niego realnych szans. Tymczasem Wyderka pobiegł jak profesor – przejął inicjatywę, kontrolował sytuację i finiszował na pierwszym miejscu. – Ho, ho, ho! No tylko bić brawo! Po mistrzowsku to zrobił – komentował na żywo podekscytowany Marek Rudziński z TVP.

    Choć ktoś mógłby stwierdzić, że to „tylko eliminacje”, Wyderka zasłużył na ogromne uznanie. Jego występ pokazał, że potrafi nie tylko biec na wysokim poziomie, ale też zachować chłodną głowę i świetnie rozegrać taktycznie kluczowy moment.

    Rywale z najwyższej półki

    Na liście pokonanych znaleźli się uznani zawodnicy. Gabriel Tual, mistrz Europy z Rzymu i finalista olimpijski z Paryża. Ben Pattison, brązowy medalista mistrzostw świata z Budapesztu. Mariano Garcia, podwójny złoty medalista – z mistrzostw Europy na stadionie i z halowych mistrzostw świata. Do tego Cooper Lutkenhaus, zaledwie 16-letni amerykański fenomen, rekordzista świata juniorów młodszych z niesamowitym wynikiem 1:42,27 – o ponad trzy sekundy lepszym niż życiówka Wyderki (1:45,66).

    A jednak to właśnie Polak wyszedł z tego starcia zwycięsko. – Nosi mnie. Już przed startem mnie nosiło. No i widać efekty – mówił z uśmiechem w wywiadzie dla TVP.

    Perfekcyjna taktyka i największy sukces

    Wyścig nie był szybki, tempo długo pozostawało umiarkowane. W takiej sytuacji kluczowe było wyczucie chwili i odwaga. Wyderka doskonale to wykorzystał – ruszył do przodu, objął prowadzenie i nie pozwolił nikomu się zbliżyć. Na mecie uniósł rękę w geście triumfu, meldując się z czasem 1:46,30.

    Dla młodego zawodnika z Polski awans do półfinału mistrzostw świata to już przełomowy moment kariery. A przecież w Tokio może być jeszcze lepiej. Półfinały biegu na 800 metrów zaplanowano na czwartek, 18 września, o godzinie 14:45 czasu polskiego.

    Niestety, dla pozostałych reprezentantów biało-czerwonych – Patryka Sieradzkiego i Filipa Ostrowskiego – przygoda z mistrzostwami zakończyła się już na etapie eliminacji.

  • Niepokojące wieści ws. Szeremety. Nie wygląda to dobrze

    Niepokojące wieści ws. Szeremety. Nie wygląda to dobrze

    Julia Szeremeta wróciła z Liverpoolu do Polski ze srebrnym medalem mistrzostw świata i poważną kontuzją ręki. Choć sukces jest ogromny, towarzyszą mu mieszane emocje – radość z osiągnięcia i rozczarowanie, że nie udało się sięgnąć po złoto.

    Zaraz po walce pojechałam na SOR, gdzie lekarz zabronił mi kontynuowania zawodów. Kiedy to usłyszałam, miałam łzy w oczach. Ale postanowiłam, że i tak wyjdę do ringu – opowiada 22-letnia pięściarka.

    Srebro zamiast wymarzonego złota

    Szeremeta w finale uległa Hindusce Jaismine Jaismine niejednogłośną decyzją sędziów. Kluczowa była druga runda, którą Polka – ku zdziwieniu wielu – przegrała u wszystkich arbitrów. Sama zawodniczka przyznaje, że po słowach trenera Tomasza Dylaka o niekorzystnym wyniku zaczęła za wszelką cenę odrabiać straty, co w konsekwencji kosztowało ją przegraną w decydującej rundzie.

    Chciałam ryzykować, walczyć do końca, wyrwać to zwycięstwo. Ale przez to straciłam trzecią rundę i całą walkę – tłumaczy.

    Głos mistrzów

    Na trybunach w Liverpoolu obecny był Ołeksandr Usyk, mistrz świata wagi ciężkiej, a Szeremeta miała okazję porozmawiać z inną legendą – Giennadijem Gołowkinem. – Powiedział mi, że na pewno nie przegrałam drugiej rundy. To było budujące – przyznaje z uśmiechem.

    Kontrowersje i kontuzja

    Polka nie ukrywa, że niektóre decyzje sędziów na mistrzostwach były trudne do zrozumienia, także w walkach innych reprezentantek Polski. – Każdy arbiter ma inny styl oceny, ale momentami te rozstrzygnięcia były naprawdę dziwne – zauważa.

    Dodatkowo od ćwierćfinału walczyła z urazem ręki. Przedramię było spuchnięte i obolałe, nie mogła złożyć dłoni w pięść. – Najgorsze były pierwsze chwile, gdy praktycznie nie mogłam nią ruszać. Dzięki pomocy sztabu udało się choć trochę opanować sytuację, ale lekarze w Anglii jednoznacznie odradzali dalszą walkę – wspomina.

    Medalistka na początku drogi

    Mimo przeciwności, Szeremeta nie wróciła bez medalu – a to kolejny w jej dorobku. W wieku zaledwie 22 lat ma już na koncie srebro igrzysk olimpijskich, Pucharu Świata i teraz mistrzostw globu. – Z każdej dużej imprezy przywożę medal, więc nie spadam z formą. A że wciąż jestem młoda, mam jeszcze wiele startów przed sobą – podkreśla. W planach są młodzieżowe mistrzostwa Europy i Puchar Świata w Indiach.

    Bohaterka dokumentu i książki

    Szeremeta nie narzeka na brak zainteresowania. Towarzyszy jej ekipa filmowa pracująca nad dokumentem, a od niedawna powstaje też biografia. – Na razie bez komentarza – uśmiecha się, wyraźnie zmęczona intensywnymi tygodniami. Marzy o chwili spokoju i odpoczynku w domu.

  • Tego o Świątek nikt nie wiedział. W końcu to ujawniła. “Byłam w szoku”

    Tego o Świątek nikt nie wiedział. W końcu to ujawniła. “Byłam w szoku”

    Iga Świątek zdradza, bez czego nie rusza się w podróż. Szczerze wyznanie Polki przed startem w Seulu

    Już za kilka dni Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 500 w Seulu. Będzie to jej pierwszy występ w tej imprezie, a jednocześnie Polka od razu znalazła się w gronie największych gwiazd i została rozstawiona z najwyższym numerem. Tym samym z miejsca stała się główną faworytką do końcowego triumfu. Świątek rozpoczęła już treningi w Korei, mierząc się m.in. ze swoją dobrą znajomą z touru, a także wypełnia obowiązki medialne. Właśnie podczas jednego z takich nagrań padło pytanie, które wywołało niemałe poruszenie wśród fanów i dziennikarzy.

    “Bez czapki nie mogę grać” – Świątek zdradza swój nawyk

    W jednym z materiałów Overtime Tennis zadano jej pytanie: „Jedna rzecz w torbie od tenisa, bez której nie możesz podróżować?”. Odpowiedź liderki światowego rankingu była szybka i zaskakująco szczera.

    Słuchawki i czapeczka tenisowa – przyznała bez chwili wahania. – Bez czapki na głowie nie jestem w stanie grać – dodała z uśmiechem.

    O ile zamiłowanie Polki do muzyki nie jest żadną tajemnicą – sama wielokrotnie mówiła, że to właśnie ulubione utwory pomagają jej wyciszyć się i skoncentrować przed meczem – o tyle wątek czapki wzbudził większe zainteresowanie. Dziennikarka postanowiła dopytać, czy chodzi jedynie o ochronę przed słońcem. Odpowiedź Świątek zaskoczyła jeszcze bardziej.

    Na początku używałam jej, żeby ukrywać włosy, bo nie podobały mi się. Może to nie najlepszy powód, ale taka jest prawda – przyznała 24-latka. – Z biegiem czasu tak się jednak do niej przyzwyczaiłam, że gdy raz zagrałam trening bez nakrycia głowy, byłam naprawdę zdziwiona. Przy wyrzucie piłki do serwisu nagle zobaczyłam… swoją rakietę. Byłam w szoku – opowiadała ze śmiechem.

    Ta szczerość i odrobina autoironii od razu zwróciły uwagę mediów. Serwis essentiallysports.com opatrzył materiał nagłówkiem: „Iga Świątek przyznaje się do destrukcyjnego nawyku na korcie przed turniejem w Korei”. Dziennikarze docenili nie tylko humorystyczny ton wypowiedzi, ale także otwartość liderki rankingu. „To idealne połączenie szczerości i lekkości – typowe dla Świątek: na korcie zacięta i bezkompromisowa, poza nim – naturalna i świadoma siebie” – napisali.

    Start w Seulu coraz bliżej

    Polka czeka już na swoją pierwszą rywalkę w turnieju. Pierwotnie miała zmierzyć się ze zwyciężczynią pojedynku Sorana Cirstea – Lin Zhu, jednak Chinka wycofała się z zawodów. Jej miejsce zajęła Anastasija Zacharowa, więc w meczu otwierającym turniej dojdzie do rumuńsko-rosyjskiego starcia, którego triumfatorka zagra przeciwko Świątek w 1/8 finału.

    Dla Polki starty w Azji mają ogromne znaczenie. W poprzednim sezonie opuściła cały ten fragment kalendarza z powodu wykrycia w jej organizmie niedozwolonej substancji, co sprawiło, że w tym roku praktycznie nie ma punktów do obrony. To oznacza, że każdy zwycięski mecz może umocnić jej pozycję w rankingu i dodać pewności siebie przed kolejnymi wyzwaniami.

  • 5:7, 1:6, a potem takie słowa. Rosjanka powiedziała, co myśli o Świątek

    5:7, 1:6, a potem takie słowa. Rosjanka powiedziała, co myśli o Świątek

    Za Igą Świątek wyjątkowo wymagający sezon, choć mimo trudności zdołała dopisać do swojego dorobku historyczne zwycięstwo na Wimbledonie. Był to jej pierwszy wielkoszlemowy triumf na trawie, a zarazem przełomowy moment w karierze. Wyczyn Polki nie przeszedł bez echa – doceniły go także rywalki, w tym Rosjanka Polina Kudermietowa, która wprost odniosła się do sukcesu liderki światowego rankingu.

    Rok pełen wyzwań i wielki przełom na trawie

    Sezon 2025 powoli dobiega końca, a Świątek z pewnością zapamięta go dzięki zwycięstwu w Londynie. W lipcu sięgnęła po trzeci wielkoszlemowy tytuł w karierze, wygrywając Wimbledon – jedyny turniej tej rangi, którego brakowało jej wcześniej na liście trofeów. W pamiętnym finale rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. W drodze po tytuł pokonała kolejno: Polinę Kudermietową, Catherine McNally, Danielle Collins, Clarę Tauson, Ludmiłę Samsonową oraz Belindę Bencić.

    Kudermietowa o Świątek

    Rosyjska tenisistka, która była pierwszą rywalką Igi w tegorocznym Wimbledonie (przegrała 5:7, 1:6), podkreśliła w rozmowie na kanale „Bolshe!” na YouTube, cytowanej przez portal championat.com:
    – Grałam z Igą na trawie. To zdecydowanie trudniejsza nawierzchnia przeciwko niej niż każda inna. Jej uderzenia są bardzo rotacyjne, co na tej powierzchni daje ogromną przewagę. Gdybym miała okazję zmierzyć się z nią na twardym korcie, wiedziałabym więcej, ale na trawie jest naprawdę wyjątkowa.

    22-letnia zawodniczka pokusiła się również o porównanie Świątek do Aryny Sabalenki:
    – Sabalenka uderza piłkę mocniej, bo wkłada w to całe ciało. Iga natomiast gra bardziej sercem – nie aż tak siłowo, ale z niesamowitą rotacją.

    Cztery mistrzynie wielkoszlemowe

    Sezon wielkoszlemowy 2025 zakończył się nietypowo – każda z czterech imprez padła łupem innej zawodniczki. Australian Open wygrała Madison Keys, Roland Garros – Coco Gauff, Wimbledon – Iga Świątek, a US Open – Aryna Sabalenka.

  • Była 4:30, gdy Fajdek odzyskał medal. Potężne zamieszanie na MŚ

    Była 4:30, gdy Fajdek odzyskał medal. Potężne zamieszanie na MŚ

    Menedżer Pawła Fajdka stanowczo dementował: „On nie był pijany”. W mediach krążyły jednak różne wersje – jedni twierdzili, że złoty medal znalazł się w rękach kierowcy taksówki, inni, że został na tylnym siedzeniu auta. Do dziś nie ma pewności, jak było naprawdę. Z kolei chińskie media utrzymywały, że po zakrapianej kolacji Fajdek zapłacił za kurs taksówką swoim medalem. Tak wyglądały wydarzenia sprzed dekady w Pekinie, gdy Polak był u szczytu formy. Teraz pytanie brzmi: czy na mistrzostwach świata w Tokio stać go na kolejny krążek?

    Paweł Fajdek to pięciokrotny mistrz globu w rzucie młotem, który wciąż marzy o kolejnym sukcesie. W eliminacjach w Tokio pokazał dobrą dyspozycję – uzyskał drugi wynik, 78,78 m. – W finale chcę walczyć o medal i przekroczyć granicę 80 metrów – zapowiedział pewnie.

    W kwalifikacjach zaczął od 75,74 m, by później poprawić się na 78,78 m. Lepszy rezultat uzyskał tylko obrońca tytułu, Kanadyjczyk Ethan Katzberg, który posłał młot na odległość aż 81,85 m.

    „Wezmę se szósty tytuł”

    Choć Katzberg może być poza zasięgiem, Fajdek udowodnił, że nadal stać go na rywalizację z najlepszymi. W sierpniu, podczas mistrzostw Polski, rzucił 79,07 m – to siódmy wynik na świecie w tym roku. A wszystko wskazuje na to, że forma Polaka idzie w górę i rekord może jeszcze zostać poprawiony.

    Do najlepszych w sezonie – Bence Halasza z Węgier, Amerykanina Rudy’ego Winklera czy wspomnianego Katzberga – wciąż traci około czterech metrów. Dwa lata temu deklarował jednak: „Za dwa lata w Tokio wezmę szósty tytuł”. W 2023 roku w Budapeszcie nie mógł spełnić tej zapowiedzi – skręcił kostkę i zakończył rywalizację tuż za podium. Wtedy był przekonany, że bez urazu zdobyłby złoto.

    Fajdek przez dekadę zdominował konkurencję – wygrywał nieprzerwanie w latach 2013, 2015, 2017, 2019 i 2022. Dopiero czwarte miejsce w Budapeszcie przerwało tę imponującą serię. Teraz, mając 36 lat, mierzy się już nie tylko z rywalami, ale i z upływem czasu. Zdrowie nie jest takie jak dawniej, a młodsi zawodnicy depczą mu po piętach. Złoto może być poza zasięgiem, ale medal wciąż pozostaje realnym celem.

    Medal, który „zniknął”

    Dla kibiców nazwisko Fajdka nierozerwalnie kojarzy się z historią z Pekinu 2015. Wtedy zdobył swoje trzecie złoto, które… na chwilę zniknęło. Jedni mówili, że zostawił je w taksówce, inni – że wręczył kierowcy w ramach zapłaty.

    „Jak się dowiedzieliśmy, taksówkarz chciał zdjęcie z mistrzem i medalem. Potem medal został w aucie, które odjechało. Na szczęście szybko podjęto działania – sprawdzono monitoring w hotelu, odnaleziono samochód i o 4.30 rano medal wrócił do właściciela” – pisał wówczas „Super Express”.

    Z kolei agencja Xinhua utrzymywała, że Fajdek wracał po zakrapianej kolacji i postanowił zapłacić medalem. Dopiero następnego dnia, zorientowawszy się, co się stało, poszedł na policję, która odzyskała zgubę.

    Menedżer Czesław Zapała stanowczo zaprzeczał tej wersji: – Paweł był zmęczony, może wypił piwo, ale nic więcej. Medal został w taksówce, a kierowca zachwycony zrobił sobie zdjęcie – tłumaczył. Sam Fajdek później żartował z całej sytuacji w mediach społecznościowych.

    Od incydentu do żartu

    Dwa lata później, podczas Uniwersjady w Tajpej, Fajdek zdobył złoto i w żartach płacił medalem za kurs taksówką, opowiadając swoją historię. Twierdził nawet, że dzięki tej przygodzie stał się drugim najbardziej rozpoznawalnym lekkoatletą świata – zaraz po Usainie Bolcie.

    Kiedy w 2019 roku znów sięgnął po złoto, jedna z firm taksówkarskich wykorzystała anegdotę w reklamie, zapewniając komfortowy powrót mistrza i jego medalu z lotniska.

    Teraz Polak ponownie ma okazję walczyć o podium. W Tokio, gdzie podczas igrzysk w 2021 roku wywalczył brąz, będzie chciał dopisać do swojej kolekcji kolejny krążek. Wtedy triumfował Wojciech Nowicki, który obecnie zmaga się z problemami zdrowotnymi i w mistrzostwach świata nie wystartuje.

  • Iga Świątek już po pierwszym “starciu” w Seulu. Walka na korcie z Kasatkiną

    Iga Świątek już po pierwszym “starciu” w Seulu. Walka na korcie z Kasatkiną

    Iga Świątek już w najbliższą środę rozpocznie zmagania w tegorocznej edycji turnieju WTA 500 w Seulu. Zanim jednak wyjdzie na kort w meczu drugiej rundy, Polka postanowiła sprawdzić formę w sparingu z jedną z najtrudniejszych rywalek. W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z jej pierwszego treningu w Korei Południowej.

    Intensywny czas przed Świątek

    Przed liderką polskiego tenisa rozpoczyna się najbardziej wymagający fragment sezonu. W najbliższych tygodniach Świątek weźmie udział w serii turniejów rozgrywanych w Azji, gdzie będzie walczyć o powrót na pierwsze miejsce w rankingu WTA. Seul jest pierwszym przystankiem na tej drodze – Korea Open potrwa od 15 do 21 września.

    Rozstawiona z numerem 1 sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w pierwszej rundzie otrzymała wolny los i na kort wyjdzie dopiero 17 września. To jednak nie oznaczało dla niej odpoczynku – już w poniedziałek Świątek pojawiła się na korcie, gdzie odbyła intensywny trening. I to w wyjątkowym towarzystwie.

    Trening z Darią Kasatkiną

    Partnerką Igi podczas pierwszej sesji treningowej w Seulu była Daria Kasatkina – rosyjska tenisistka reprezentująca obecnie Australię, z którą raszynianka stoczyła już kilka zaciętych meczów w tourze. Statystyki przemawiają na korzyść Polki, ale każda ich konfrontacja dostarczała kibicom dużych emocji.

    Tym razem atmosfera była zupełnie inna – przyjazna i luźna, co pokazuje, że nawet największe rywalki potrafią współpracować i wzajemnie się wspierać. Obie doskonale wiedzą, że w Seulu czekają je wymagające zadania. Co ciekawe, zgodnie z drabinką turniejową mogłyby trafić na siebie dopiero w finale – co z pewnością dodałoby dodatkowego smaczku ich rywalizacji.

    Kto na początek?

    Świątek rozpocznie turniej od meczu drugiej rundy, w którym zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania Sorana Cirstea – Anastazja Zacharowa. Ta ostatnia wskoczyła do głównej drabinki w miejsce kontuzjowanej Lin Zhu, która z powodu problemów z biodrem musiała wycofać się z rywalizacji.

    Kibice w Polsce będą mogli na bieżąco śledzić występy Igi Świątek w azjatyckiej części sezonu dzięki transmisjom i relacjom publikowanym w Interii.

  • Opublikowali “prawdziwy” ranking WTA. Oto miejsce Świątek. Można się zdziwić

    Opublikowali “prawdziwy” ranking WTA. Oto miejsce Świątek. Można się zdziwić

    Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff to aktualnie trzy najwyżej sklasyfikowane zawodniczki w oficjalnym rankingu WTA. Ale czy faktycznie to one są dziś najmocniejsze w całym kobiecym tourze? Nad tym zastanowili się dziennikarze portalu tennis365.com, przygotowując własne, alternatywne zestawienie. I właśnie tam pojawiły się duże niespodzianki – zwłaszcza na trzecim i czwartym miejscu.

    Sabalenka numerem jeden – bez dyskusji

    Nie ma wątpliwości, że Białorusinka potwierdziła swoją dominację. W tym sezonie osiągała świetne wyniki w turniejach wielkoszlemowych – była w półfinale Wimbledonu, w finałach Australian Open i Roland Garros, a wreszcie sięgnęła po triumf w US Open. Jej pozycja liderki w rankingu WTA, jak i w alternatywnym zestawieniu, jest więc niepodważalna.

    Świątek wysoko, ale…

    Na drugim miejscu w obu rankingach znalazła się Iga Świątek. Polka wiosną miała trudniejszy moment, jednak później wróciła do świetnej dyspozycji. Wygrała Wimbledon, zwyciężyła też w Cincinnati, pokazując, że nadal potrafi być niezwykle groźna. Choć w US Open nie spełniła własnych oczekiwań, eksperci są przekonani, że w azjatyckich i halowych turniejach znów będzie liczyć się w walce o tytuły.

    Największe zaskoczenia – Anisimova i Osaka

    Na trzecim i czwartym miejscu dziennikarze umieścili zawodniczki, których próżno szukać w czołowej piątce rankingu WTA. Amanda Anisimova – finalistka Wimbledonu i US Open – według portalu „wyniosła swoją reputację na zupełnie inny poziom” i od tej pory musi być traktowana jako kandydatka do każdego wielkiego tytułu.

    Jeszcze większe zaskoczenie to Naomi Osaka. Japonka w oficjalnym rankingu jest dopiero 14., ale dziennikarze zwrócili uwagę na jej rewelacyjną formę po rozstaniu z Patrickiem Mouratoglou. „Jej gra jest niesamowita, odnalazła równowagę i na pewno wierzy, że wkrótce zdobędzie kolejny tytuł Wielkiego Szlema” – podkreślili.

    Gauff rozczarowaniem

    Zupełnie inaczej oceniono Coco Gauff. Amerykanka, która oficjalnie zajmuje trzecie miejsce na świecie, w alternatywnym rankingu znalazła się dopiero na ósmej pozycji. Jak argumentowali dziennikarze – jej ostatnie tygodnie są zwyczajnie rozczarowujące.

    TOP 10 „prawdziwego” rankingu WTA wg tennis365.com

    1. Aryna Sabalenka (1. w oficjalnym rankingu WTA)
    2. Iga Świątek (2.)
    3. Amanda Anisimova (4.)
    4. Naomi Osaka (14.)
    5. Jessica Pegula (6.)
    6. Jelena Rybakina (10.)
    7. Mirra Andriejewa (5.)
    8. Coco Gauff (3.)
    9. Jasmine Paolini (8.)
    10. Clara Tauson (12.)

    Co dalej dla Świątek?

    Choć zestawienie portalu tennis365.com to oczywiście subiektywna ocena formy tenisistek, oficjalny ranking pozostaje najważniejszy. Prowadzi w nim Sabalenka, ale wiele wskazuje na to, że Iga Świątek wciąż ma szansę ją wyprzedzić w 2025 roku. Polka nie broni wielu punktów z ubiegłego sezonu, bo wtedy opuściła azjatycką część rozgrywek. Teraz wraca na korty w Seulu, gdzie w turnieju WTA 500 jest najwyżej rozstawioną zawodniczką. Na otwarcie zagra z Soraną Cirsteą lub Lin Zhu.