Category: Uncategorized

  • Skandaliczny atak na Igę Świątek. Wszelkie granice przekroczone

    Skandaliczny atak na Igę Świątek. Wszelkie granice przekroczone

    Iga Świątek głośno o hejcie. Polski tenis staje przed ogromnym wyzwaniem

    Iga Świątek, mimo że jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa, na co dzień mierzy się nie tylko z presją sportowej rywalizacji, lecz także z falą nienawiści w internecie. Po niedawnej porażce z Emmą Navarro w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie Polka opublikowała na Instagramie screeny wiadomości, które otrzymała od internautów. Ich treść mrozi krew w żyłach.

    Nie są to jednostkowe przypadki – podobnych wpisów Świątek dostaje setki, a fala hejtu pojawia się zarówno po jej przegranych, jak i po wygranych meczach. To problem, z którym od dawna zmagają się sportowcy w różnych dyscyplinach. W kobiecym tenisie coraz częściej mówią o tym zawodniczki – wcześniej publicznie poruszały temat m.in. Magda Linette, Linda Noskova czy Caroline Garcia.

    Dlatego szczególnie cenne jest to, że Świątek – dzięki swojej pozycji i ogromnym zasięgom (ponad 2,3 mln obserwujących na Instagramie) – nagłaśnia problem. Jej głos może dotrzeć daleko poza tenisową „bańkę”, pokazując skalę zjawiska i uświadamiając opinii publicznej, że zawodniczki nie są pozostawione same sobie.


    Władze tenisa muszą działać

    Hejt w sieci to dziś jedno z największych wyzwań dla światowego sportu. Organizacje tenisowe mają w tej sprawie wiele do zrobienia. Już dwa lata temu na Roland Garros testowano system Bodyguard, który automatycznie filtrował obraźliwe komentarze kierowane do zawodników. To krok w dobrą stronę, ale wciąż niewystarczający. Potrzebne są rozwiązania globalne, obejmujące wszystkie turnieje, a nie tylko pojedyncze wydarzenia.

    Problem jest jednak złożony, bo media społecznościowe w ostatnich latach zmieniły się diametralnie. Zjawisko botów, anonimowość użytkowników i algorytmy nastawione na wzbudzanie emocji sprawiają, że hejt przybrał niespotykane wcześniej rozmiary. Na to nakłada się jeszcze ścisłe powiązanie sportu z zakładami bukmacherskimi. Z jednej strony dzięki nim turnieje mają sponsorów, z drugiej – gracze, niezadowoleni z wyników, bez oporów wylewają frustrację na zawodniczki.


    Dlaczego Świątek jest szczególnie atakowana?

    W przypadku liderki polskiego tenisa skala hejtu wydaje się jeszcze większa. Wynika to nie tylko z jej popularności, ale też z powodów pozasportowych. Wciąż wytyka się jej wsparcie dla Ukrainy, gesty solidarności z walczącym narodem czy przekazywanie pomocy finansowej. Nietrudno odnieść wrażenie, że część ataków pochodzi z sieciowych farm trolli powiązanych z Rosją.

    Świątek i jej sztab obrywają również za współpracę z Darią Abramowicz, psycholożką sportową. Dla wielu wciąż niezrozumiałe jest znaczenie wsparcia mentalnego w profesjonalnym sporcie, więc po każdym słabszym meczu pojawiają się obraźliwe komentarze kierowane także do niej.

    Dodatkowym problemem jest ogromne oczekiwanie społeczne wobec Świątek. Każda jej porażka od triumfu w Roland Garros w 2020 roku bywa traktowana niemal jak narodowa tragedia. Gdy dziennikarze mówią, że mają dość czytania obraźliwych wpisów po jej meczach, można sobie tylko wyobrazić, co czuje sama zawodniczka.


    Hejt ma realne konsekwencje

    Niechlubnym przykładem jest historia Caroline Garcii, która po rekordowym sezonie 2022 zaczęła grać słabiej, a lawina hejtu doprowadziła u niej do ataków paniki i przedwczesnego zakończenia kariery. Sama Francuzka pisała: „Możesz myśleć, że to nas nie boli. Ale boli. Jesteśmy ludźmi”.

    Podobne sytuacje spotykają też inne zawodniczki, jak Aryna Sabalenka czy Coco Gauff. Widać, że to problem systemowy, dotykający w szczególności kobiecego sportu, wciąż przez część kibiców traktowanego z lekceważeniem.


    Rola mediów i kibiców

    Właśnie dlatego tak ważne jest, aby media przypominały o kontekście sportowych wydarzeń i tłumaczyły, że porażka nie czyni z mistrzyni „przegranej”. Przykład z wiosny tego roku – gdy Świątek odpadła w Madrycie z Gauff i spadła na nią fala krytyki, a dopiero później okazało się, że niedawno uczestniczyła w pogrzebie bliskiej osoby – pokazuje, jak łatwo wyciągać pochopne wnioski.

    Internetowa anonimowość sprawia, że granice są nagminnie przekraczane. Co gorsza, hejt nie kończy się na sieci – w Miami doszło do sytuacji, gdy znany internetowy hejter pojawił się na trybunach i zaczął zaczepiać Świątek i jej rodzinę. Turniej musiał zapewnić jej ochronę.


    Nie wolno milczeć

    Świątek, dzieląc się hejterskimi komentarzami, wykonała ważny krok – pokazała, że problem istnieje i że nie wolno go zamiatać pod dywan. Dla kibiców to sygnał, że sportowcy to przede wszystkim ludzie, którzy – tak jak każdy – mają prawo do słabości i prywatnych dramatów.

    Dopóki władze tenisa nie znajdą realnych rozwiązań, dopóty zawodniczki będą musiały mierzyć się z hejtem na własną rękę. Dlatego tak istotne jest, by o tym mówić, nagłaśniać sprawę i budować społeczną świadomość. Bo jeśli tego zabraknie, w przyszłości tenis może stracić kolejne talenty – nie z powodu kontuzji, lecz przez psychiczne wypalenie wywołane nienawiścią w sieci.

    https://x.com/dsenkowski07/status/1973771221436412093?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1973771221436412093%7Ctwgr%5E79d22598027de1b72530dba1f762c4b200afdfc0%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732298506skandaliczny-atak-na-ige-swiatek-wszelkie-granice-przekroczone.html

  • Pech Sabalenki, to już ostatnia szansa Świątek. Wszystko jasne w WTA 1000 Wuhan

    Pech Sabalenki, to już ostatnia szansa Świątek. Wszystko jasne w WTA 1000 Wuhan

    Iga Świątek przyleciała do Wuhanu z ogromnym sportowym głodem i podrażniona niespodziewaną porażką z Emmą Navarro w Pekinie. Aryna Sabalenka z kolei pojawiła się w Chinach wypoczęta, po miesięcznej przerwie. To właśnie w stolicy prowincji Hubei może rozstrzygnąć się kwestia tytułu najlepszej tenisistki świata w 2025 roku. Dla Polki będzie to ostatnia okazja, aby spróbować dogonić Białorusinkę. Problem w tym, że Sabalenka w Wuhan czuje się znakomicie – nie przegrała tu jeszcze meczu, jej bilans wynosi 17:0, a na koncie ma już trzy tytuły. W sobotę poznaliśmy układ drabinki. Zdecydowanie trudniejszą drogę do finału czeka Arynę.

    Ostatnia szansa Świątek

    Obecnie 1457 punktów dzieli Sabalenkę i Świątek w rankingu WTA Race, który uwzględnia wyłącznie tegoroczne wyniki. To spora różnica, biorąc pod uwagę, że do końca sezonu zostały już tylko dwa turnieje: właśnie WTA 1000 w Wuhanie oraz finał sezonu w Rijadzie. W Chinach zwyciężczyni zdobędzie 1000 punktów, a w Arabii Saudyjskiej aż 1500.

    Jeśli Sabalenka utrzyma swoją fantastyczną serię w Wuhan, już za tydzień może zapewnić sobie drugi w karierze tytuł najlepszej tenisistki sezonu. Jedyną, która może jeszcze pokrzyżować jej plany, jest Iga Świątek.

    Wuhan – trudniejsza drabinka, te same stawki punktowe

    Turniej w Wuhanie różni się znacząco od imprezy w Pekinie. Drabinka jest tu mniejsza, a wejście do turnieju głównego trudniejsze. Z pierwszej rundy zwolnionych jest tylko osiem tenisistek (w Pekinie – aż 32), a rozstawionych zostało jedynie 16 zawodniczek. To oznacza, że już od drugiej rundy możemy oglądać pojedynki największych gwiazd. Również nagrody finansowe są skromniejsze – budżet turnieju jest ponad dwa i pół razy mniejszy, a czek dla triumfatorki dwa razy niższy. Tylko punktacja pozostaje taka sama: 1000 dla zwyciężczyni, 650 dla finalistki i 390 za półfinał.

    Świątek, aby podtrzymać nadzieje na końcową „jedynkę”, musi w Wuhan co najmniej dorównać Sabalence. Nawet triumf w Chinach nie zagwarantuje jej końcowego sukcesu – wszystko rozstrzygnie się w Rijadzie.

    Droga Świątek i Sabalenki

    Polka miała szczęście w losowaniu. Rozpocznie zmagania od meczu w drugiej rundzie z Marie Bouzkovą lub Camilą Osorio, którą niedawno w Pekinie pokonała do zera. Następnie może zmierzyć się z Elise Mertens, Belindą Bencic lub Donną Vekić. W ćwierćfinale na drodze Igi mogą stanąć Jasmine Paolini lub Clara Tauson, a w półfinale rywalem może być Mirra Andriejewa albo Coco Gauff.

    Sabalenka zacznie od starcia z Anną Kalinską lub Rebeccą Sramkovą. Potem w jej drodze może stanąć Ludmiła Samsonowa (bilans 3:2). Jej ćwiartka wygląda znacznie trudniej – znalazły się tam Naomi Osaka, Linda Noskova czy Jelena Rybakina, a w połówce dodatkowo Amanda Anisimova i Jessica Pegula.

    Polki w Wuhan

    W głównej drabince znalazły się także dwie inne Polki. Magdalena Fręch w pierwszej rundzie zmierzy się z Weroniką Kudiermietową, a w przypadku zwycięstwa jej kolejną rywalką będzie Marta Kostiuk lub Karolina Muchova. Magda Linette rozpocznie od pojedynku z kwalifikantką, a w drugiej rundzie może trafić na Olgę Danilović albo Clarę Tauson.

    Najciekawsze mecze 1. rundy

    • Naomi Osaka – Leylah Fernandez
    • Jekaterina Aleksandrowa – Victoria Mboko
    • Marta Kostiuk – Karolina Muchova
    • Belinda Bencic – Donna Vekić
  • Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Świątek zamienia słabość w motywację po porażce w Pekinie. Czas na powrót w Wuhan

    Iga Świątek schodziła z kortu we łzach po przegranej z Emmą Navarro w turnieju WTA 1000 w Pekinie, ale polska gwiazda jest zdeterminowana, by te emocje stały się dla niej paliwem do dalszej walki, a nie piętnem porażki. Druga rakieta świata przyznała, że bała się być postrzegana jako „przegrana”, jednak odpowiedzią na to stała się jeszcze większa motywacja i chęć udowodnienia swojej wartości.

    Szczere wyznanie Świątek pojawiło się po trudnym etapie azjatyckiego touru, w którym 24-latka wciąż poszukuje najwyższej dyspozycji po długim i wymagającym sezonie. Choć rozczarowanie po odpadnięciu w czwartej rundzie było ogromne, Polka podkreśliła, że nie pozwoli, aby krytyka z zewnątrz – ani jej własne wątpliwości – zdominowały resztę jej roku.

    – Nie chcę być postrzegana jako przegrana – przyznała po meczu. – Ale właśnie ten lęk mnie napędza. On sprawia, że chcę walczyć jeszcze mocniej.

    Te słowa doskonale pokazują, dlaczego Świątek jest jedną z najbardziej fascynujących postaci na kobiecym tourze. Od swojego przełomu na Roland Garros w 2020 roku zbudowała reputację zawodniczki niezwykle odpornej psychicznie. Jej otwartość w mówieniu o presji i psychologicznych wyzwaniach związanych z tenisem sprawia, że kibice mogą zajrzeć za kulisy życia na szczycie i dostrzec emocjonalną stronę sportu.

    Teraz Polka przenosi swoją uwagę na Wuhan, gdzie w przyszłym tygodniu zagra w kolejnym turnieju rangi WTA 1000. Obsada zapowiada się bardzo mocna – w stawce mają znaleźć się m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Jessica Pegula. Dla Świątek będzie to nie tylko okazja, by odkupić słabszy występ w Pekinie, ale również ważny etap przygotowań do finałów WTA.

    Eksperci przypominają, że zdolność do szybkiego podnoszenia się po porażkach zawsze była jednym z największych atutów Polki. – Za każdym razem, gdy przeżywała trudny moment, potrafiła wrócić jeszcze silniejsza – komentowali byli zawodnicy po jej porażce w Pekinie. – To cecha mistrza: umieć zamienić frustrację w siłę.

    Dla Świątek dalsza droga to coś więcej niż same wyniki. To także próba udowodnienia sobie, że łzy i chwile słabości nie umniejszają jej waleczności, ale są świadectwem tego, jak wiele stawia na szali. Dzięki charakterystycznej intensywności i determinacji, którą dodatkowo wzmacnia krytyka, Polka pozostaje faworytką w każdym turnieju, w którym bierze udział.

    Pekin wciąż może boleć, ale Wuhan daje Świątek kolejną szansę, by pokazać, dlaczego wciąż jest jedną z największych postaci kobiecego tenisa – zawodniczką, która nie boi się płakać, ale też nigdy nie boi się powstać.

  • Paolini jednak zagra o tytuł w Pekinie. 6:0 w drugim secie, “koszmar” Świątek za burtą

    Paolini jednak zagra o tytuł w Pekinie. 6:0 w drugim secie, “koszmar” Świątek za burtą

    Zarówno Jasmine Paolini, jak i Jelena Ostapenko w turnieju singlowym WTA 1000 w Pekinie były rozstawione, jednak żadna z nich nie zdołała nawiązać walki o końcowy triumf. Włoszka dotarła do ćwierćfinału, natomiast Łotyszka, określana często mianem „koszmaru Igi Świątek”, pożegnała się z rywalizacją już w drugiej rundzie. Obie pozostały jednak w stolicy Chin, ponieważ były zgłoszone również do turnieju deblowego i to właśnie tam w sobotę rano czasu polskiego spotkały się po przeciwnych stronach siatki w meczu półfinałowym.

    Najwyżej rozstawioną zawodniczką singla była Iga Świątek, jedna z głównych faworytek zmagań. Niestety, Polka zakończyła udział na czwartej rundzie, przegrywając z Emmą Navarro. W ten sposób podzieliła los wielu innych czołowych tenisistek – wcześniej z turniejem pożegnały się m.in. Jelena Rybakina, Qinwen Zheng czy Jekaterina Aleksandrowa.

    Również Ostapenko nie poradziła sobie w singlu, choć uchodziła za groźną przeciwniczkę ze względu na bilans spotkań ze Świątek – do tej pory wygrała z Polką wszystkie sześć pojedynków. W Pekinie jednak odpadła niespodziewanie już w drugiej rundzie, ulegając Priscilli Hon. Z kolei Paolini zaprezentowała się solidniej, ale jej przygoda także zakończyła się przedwcześnie – w ćwierćfinale lepsza okazała się Marie Bouzkova.

    Obie zawodniczki miały jednak jeszcze jedną szansę na sukces, ponieważ rywalizowały również w deblu. Paolini tradycyjnie stworzyła duet z Sarą Errani, z którą w tym sezonie zdobyła już trzy tytuły – w Dosze, Rzymie i Roland Garros. W Pekinie Włoszki (rozstawione z „dwójką”) wygrały bez straty seta z Iriną Chromaczową i Aldilą Sutjadi, a także z Ludmyłą Kiczenok i Ellen Perez. Do ćwierćfinału awansowały walkowerem, po wycofaniu się Kamilli Rachimowej i Laury Siegemund.

    Ostapenko po raz kolejny zagrała z Su-wei Hsieh, z którą w tym roku triumfowała m.in. w Abu Zabi i Charleston. Para łotewsko-tajwańska, rozstawiona z „czwórką”, zapowiadała się na wymagające rywalki dla Włoszek.

    Półfinał rozpoczął się od przełamania serwisu Ostapenko i Hsieh, ale te szybko odpowiedziały tym samym. Gra była wyrównana, jednak przy stanie 3:2 Paolini i Errani zdobyły kolejne przełamanie i choć same straciły podanie, w kluczowych momentach to one zachowały chłodną głowę. Wygrały pierwszego seta 6:4.

    W drugiej partii dominacja włoskiego duetu była już pełna. Po niespełna kwadransie prowadziły 3:0, a rywalki nie potrafiły znaleźć sposobu na ich skuteczną grę przy siatce i mocne uderzenia z głębi kortu. Ostapenko próbowała jeszcze odwrócić losy meczu, lecz w długiej wymianie popełniła błąd, posyłając piłkę w siatkę. Przy stanie 5:0 dla Paolini i Errani losy spotkania były rozstrzygnięte. Chwilę później po efektownym woleju Errani włoski duet zamknął mecz, wygrywając 6:0 w drugim secie, a cały pojedynek 2:0 (6:4, 6:0).

    Paolini i Errani zameldowały się tym samym w finale turnieju w Pekinie. O tytuł zmierzą się z Miyu Kato i Fanny Stollar, które awansowały do decydującego meczu po walkowerze – ich półfinałowe rywalki, Priscilla Hon i Karolina Muchova, wycofały się z rywalizacji.

  • Historyczny sukces Majchrzaka w Szanghaju. Rozstawiony Amerykanin za burtą, 6:0 na koniec

    Historyczny sukces Majchrzaka w Szanghaju. Rozstawiony Amerykanin za burtą, 6:0 na koniec

    Polskich kibiców tenisa czekała dziś wyjątkowo wczesna pobudka. Już o godz. 6:30 czasu polskiego na kort w Szanghaju wyszedł Kamil Majchrzak, aby powalczyć o coś, czego nigdy wcześniej w karierze nie osiągnął – awans do trzeciej rundy turnieju rangi ATP Masters 1000. Rywalem Polaka był rozstawiony z numerem 29. Brandon Nakashima. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego rozegrał świetne spotkanie, a w drugim secie kompletnie zdominował przeciwnika. Wygrał 6:4, 6:0 i zapisał na swoim koncie historyczny sukces.

    Dla 66. rakiety światowego rankingu turniej w Szanghaju to pierwszy występ od US Open, gdzie z powodu kontuzji mięśnia międzyżebrowego musiał skreczować w trzeciej rundzie. Leczenie urazu wykluczyło go również z Pucharu Davisa i dwóch kolejnych startów w ATP. Do rywalizacji wrócił dopiero przed dwoma dniami, rozpoczynając zmagania w Chinach od pewnego zwycięstwa nad Ethanem Quinnem 6:3, 6:4.

    W sobotni poranek czekało go trudniejsze zadanie – starcie z wyżej notowanym Amerykaninem Brandonem Nakashimą, który w Szanghaju był rozstawiony. Dotychczas obaj spotykali się dwukrotnie, w 2022 roku, i w obu przypadkach górą był tenisista z USA. Teraz Majchrzak miał szansę na rewanż.

    Pierwszy set: nerwowy początek, pewna końcówka

    Mecz otworzył serwis Nakashimy. Już na starcie Polak wypracował sobie break pointy, a przy czwartej okazji popisał się efektownym dropszotem, po którym prowadził 1:0. Chwilę później utrzymał własne podanie i odskoczył na 2:0. Rywal szybko jednak wrócił do gry. Przy serwisie Majchrzaka, mimo prowadzenia 40-0, Polak przegrał pięć kolejnych piłek i stracił przewagę. Nakashima złapał rytm i wyszedł na prowadzenie.

    Przy stanie 4:4 Majchrzak miał szansę na przełamanie, jednak przy łatwym smeczu trafił w siatkę. Dopiero kolejna okazja została wykorzystana, a Kamil objął prowadzenie 5:4 i serwował po seta. Bez wahania zamknął partię 6:4, kończąc ją dwoma asami.

    Drugi set: totalna dominacja Polaka

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się identycznie – od przełamania na korzyść Majchrzaka. Choć Amerykanin miał piłkę na wygranie pierwszego gema, to po podwójnym błędzie serwisowym dał się przełamać. Polak potwierdził przewagę przy swoim podaniu i w kolejnych gemach wyglądał coraz pewniej.

    Nakashima był bezradny. Przy stanie 0:3 stracił kolejne podanie, a chwilę później na tablicy wyników widniało już 4:0. Amerykanin wyglądał na całkowicie pozbawionego wiary, a piąty gem przegrał do zera. Majchrzak serwował po zwycięstwo i wykorzystał trzeciego meczbola. Wynik 6:4, 6:0 mówi sam za siebie – to była pełna dominacja Polaka.

    Dzięki temu triumfowi Kamil Majchrzak po raz pierwszy w karierze awansował do trzeciej rundy turnieju rangi ATP Masters 1000. W walce o miejsce w najlepszej „16” w Szanghaju zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Alex de Minaur – Camilo Ugo Carabelli.

  • Pastwią się nad Świątek. Naprawdę jej to wypominają. “Po raz kolejny”

    Pastwią się nad Świątek. Naprawdę jej to wypominają. “Po raz kolejny”

    Nie milkną komentarze po bolesnej porażce Igi Świątek w Pekinie, gdzie w decydującym secie meczu z Emmą Navarro przegrała 0:6. Do sprawy odniósł się teraz brytyjski “Daily Express”, przypominając niechlubną statystykę z kariery Polki.

    Nieudany występ w Pekinie

    Świątek (2. WTA) nie zdołała obronić tytułu mistrzyni turnieju WTA 1000 w stolicy Chin. Już w 1/8 finału musiała uznać wyższość Amerykanki Emmy Navarro (17. WTA), przegrywając 4:6, 6:4, 0:6. Wynik trzeciego seta odbił się szerokim echem – Polka znana jest z tego, że sama bardzo często wygrywa partie do zera. W 2025 roku zdążyła już aż 16 razy „poczęstować” rywalki tzw. bajglem.

    „Daily Express” wytyka niechlubny rekord

    Brytyjski dziennik opublikował krótki tekst zatytułowany: „Iga Świątek przegrała 0:6 w Pekinie po raz 11”. Podkreślono w nim, że był to jedenasty w całej karierze przypadek, gdy Polka oddała seta bez wygrania choćby gema. Co więcej – tylko w tym sezonie stało się to już po raz trzeci.

    „Świątek rozdała w swojej młodej, lecz już niezwykle bogatej w sukcesy karierze ogromną liczbę bajgli. Jednak tym razem sama padła ich ofiarą. Najbardziej pamiętne były oczywiście jej zwycięstwa do zera w finałach, jak choćby w Wimbledonie przeciwko Amandzie Anisimovej” – czytamy w artykule.

    Lista niechcianych porażek

    „Daily Express” przytoczył także pełną listę rywalek, które w przeszłości wygrywały z Polką do zera w secie. Były to:

    • Aryna Sabalenka (Roland Garros 2025),
    • Madison Keys (Madryt 2025),
    • Daria Kasatkina (Eastbourne 2021),
    • Garbiñe Muguruza (Dubaj 2021),
    • Samantha Stosur (Eastbourne 2019),
    • Jelena Ostapenko (Birmingham Classic 2019),
    • Simona Halep i Monica Puig (Roland Garros 2019),
    • Natalia Wichlancewa (Billie Jean King Cup 2019),
    • Camila Giorgi (Australian Open 2019).

    Czas na Wuhan

    Teraz Świątek będzie miała okazję szybko zmazać nieudany występ w Pekinie. Już wkrótce rozpocznie rywalizację w kolejnym turnieju rangi WTA 1000 – tym razem na kortach twardych w Wuhan.

  • Tak podsumowali Świątek po turnieju w Pekinie. Trafili w samo sedno

    Tak podsumowali Świątek po turnieju w Pekinie. Trafili w samo sedno

    „To była jej wielka, zmarnowana szansa” – tak portal Tennis365.com ocenił występ Igi Świątek w turnieju WTA 1000 w Pekinie, umieszczając Polkę w gronie największych przegranych tej imprezy.

    Rozczarowujący wynik Świątek w Pekinie

    Kibice liderki polskiego tenisa liczyli, że w Pekinie zobaczą ją w finale i że uda się jej wyraźnie zmniejszyć dystans punktowy do Aryny Sabalenki w rankingu WTA. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna – Świątek odpadła już w 1/8 finału, przegrywając 4:6, 6:4, 0:6 z Amerykanką Emmą Navarro (17. WTA).

    Świątek wśród przegranych turnieju

    Choć w Pekinie rozgrywki dopiero dotarły do półfinałów, serwis Tennis365.com już przygotował zestawienie zwyciężczyń i przegranych rankingu po tej imprezie. Wśród tych drugich znalazła się właśnie Świątek. Artykuł zatytułowano:
    „Zwycięzcy i przegrani rankingu WTA w Pekinie. Świątek marnuje szansę, Pegula awansuje, Raducanu w pierwszej trzydziestce, Noskova +8 miejsc”.

    Dziennikarz podkreśla, że mimo minimalnego zmniejszenia przewagi Sabalenki, Polka nie wykorzystała szansy:
    „Różnica między Sabalenką a Świątek trochę się zmniejszyła, ale Polka niespodziewanie odpadła w IV rundzie z Navarro i nie odrobiła tylu punktów, ile mogła. To była jej duża stracona okazja. Gdyby zaszła dalej, zbliżyłaby się mocno do pierwszego miejsca” – napisano.

    Inne zawodniczki w gronie przegranych

    Obok Świątek do grona największych rozczarowań zaliczono również Karolinę Muchovą (15. WTA), która rok temu grała w finale, a tym razem odpadła już w 1/8 finału, oraz Paulę Badosę (18. WTA), która po ubiegłorocznym półfinale tym razem zakończyła udział w drugiej rundzie. Obie stracą sporo punktów w rankingu.

    Największe zwyciężczynie Pekinu

    Z kolei wśród triumfatorek rankingowych znalazła się przede wszystkim Linda Noskova, która z 27. pozycji awansowała już na 19., a w przypadku wygrania całego turnieju wskoczyłaby nawet na 13. miejsce. Poprawę swoich notowań zanotują także: Sonay Kartal (81. WTA), Eva Lys (66. WTA), Emma Navarro oraz Emma Raducanu (32. WTA).

    Półfinały w Pekinie

    W półfinałach turnieju zmierzą się:

    • Coco Gauff (3. WTA) z Amandą Anisimovą (4. WTA),
    • Jessica Pegula (7. WTA) z Lindą Noskovą (27. WTA).
  • Najpierw Świątek, a teraz to. Szambo na dobre wybiło

    Najpierw Świątek, a teraz to. Szambo na dobre wybiło

    Hejt coraz mocniej wkracza do świata tenisa i zaczyna dotykać kolejne zawodniczki. Niedawno doświadczyła tego Iga Świątek, a teraz o podobnych atakach zdecydowała się opowiedzieć Eva Lys. Niemiecka tenisistka ujawniła w sieci wiadomość, jaką otrzymała po swoim występie w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Treść była tak obrzydliwa, że aż trudno znaleźć słowa.

    Świątek i Lys ofiarami internetowej nienawiści

    Iga Świątek nie pozostała obojętna wobec fali hejtu, która spadła na nią po porażce z Emmą Navarro w 1/8 finału turnieju w Pekinie. Polska tenisistka udostępniła w relacji na Instagramie screeny z wiadomościami pełnymi obelg. – „To smutny element naszej rzeczywistości w sporcie. Boty, zakłady bukmacherskie, ale też tak zwani ‘fani’. Warto się nad tym zastanowić, zwłaszcza że zbliża się Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego” – apelowała 24-latka. Okazuje się, że nie tylko ona musiała w ostatnich dniach mierzyć się z brutalnymi komentarzami.

    Atak w stronę Evy Lys i jej matki

    Ofiarą hejtu padła również Eva Lys. 22-letnia Niemka świetnie spisała się w Pekinie – dotarła do ćwierćfinału i sprawiła kilka niespodzianek, pokonując m.in. Jelenę Rybakinę. Ostatecznie zatrzymała ją Coco Gauff. Niestety, oprócz sportowej porażki musiała zmierzyć się z potokiem nienawiści w internecie.

    Lys udostępniła w swoich mediach społecznościowych wyjątkowo wulgarną wiadomość, w której autor obrażał ją i jej matkę, posuwając się do życzenia im śmierci. Zawodniczka nie zamierzała milczeć – skwitowała to krótko: – „I nie zapominajmy o rzeczywistości, która nas otacza, gdy przegrywamy mecz”.

    Coraz częściej sportowcy decydują się publikować takie treści, aby pokazać skalę problemu. Hejt, szczególnie związany z zakładami bukmacherskimi i frustracją kibiców, staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla współczesnego sportu.

    Przełomowy turniej w karierze Lys

    Choć incydent z hejtem rzucił cień na jej występ, sam turniej w Pekinie może okazać się dla Lys momentem przełomowym. Po raz pierwszy w tym sezonie wygrała cztery mecze z rzędu, a jej forma poszła wyraźnie w górę. Dzięki temu awansuje na najwyższe miejsce w rankingu WTA w karierze – 45. lokatę. Dotąd najlepszym wynikiem Niemki była 55. pozycja.

    Rosnąca fala hejtu to poważny problem, z którym mierzą się dziś zarówno największe gwiazdy tenisa, jak i te dopiero wschodzące. Zarówno Świątek, jak i Lys przypominają, że za sukcesami i porażkami na korcie kryją się prawdziwi ludzie, którzy zasługują na szacunek.

  • Brawo, brawo! Popis Chwalińskiej we Włoszech. Jest już w półfinale

    Brawo, brawo! Popis Chwalińskiej we Włoszech. Jest już w półfinale

    Maja Chwalińska kontynuuje świetną passę i wciąż liczy się w walce o drugi w tym roku tytuł turniejowy. Polska tenisistka znakomicie spisuje się w Rende, gdzie awansowała już do półfinału, nie oddając dotąd rywalkom ani jednego seta.

    Powrót do dawnej formy

    Chwalińska stara się odbudować dyspozycję z Wimbledonu 2022, kiedy to przebrnęła przez kwalifikacje i dotarła do drugiej rundy turnieju głównego. Ostatnie miesiące należą do jednych z najlepszych w jej karierze. Kilka dni temu sięgnęła po drugie w karierze trofeum rangi WTA 125, triumfując w Montreux. W finale rozbiła Łotyszkę Darię Semenistaję 6:1, 6:2. Dzięki temu awansowała na 135. miejsce w rankingu WTA. W marcu plasowała się jeszcze wyżej – na 121. pozycji – głównie dzięki zwycięstwu w grudniowych zawodach WTA 125 we Florianopolis. Ważną zmianą w jej przygotowaniach była także współpraca z Maciejem Ryszczukiem, od lat obecnym w sztabie Igi Świątek.

    Droga do półfinału w Rende

    We włoskim challengerze Polka rozpoczęła od pewnego zwycięstwa 6:2, 6:4 nad Silvią Ambrosio (204. WTA). Następnie wzięła rewanż na Semenistai, pokonując ją jeszcze wyraźniej – 6:0, 6:4. W ćwierćfinale rywalką Chwalińskiej była 22-letnia Rosjanka Oksana Sielechmietjewa. Polka rozpoczęła znakomicie, błyskawicznie obejmując prowadzenie 3:0 i utrzymując kontrolę do końca partii, którą wygrała 6:3.

    W drugim secie raszynianka także szybko odskoczyła na 4:1, imponując cierpliwością i skutecznością zarówno w długich wymianach, jak i w akcjach przy siatce. Krótki kryzys sprawił, że rywalka odrobiła straty i doprowadziła do remisu 4:4, lecz w kluczowych momentach to Polka zachowała zimną krew. W dziewiątym gemie dwukrotnie zmusiła przeciwniczkę do defensywy i skończyła wymiany winnerami. Po godzinie i 36 minutach gry Chwalińska zamknęła mecz przy własnym serwisie, a ostatnia piłka popełnionym błędem oddana została przez Rosjankę. Tym samym Polka po raz drugi w karierze ograła Sielechmietjewą, wcześniej dokonała tego w Montpellier w lipcu ubiegłego roku.

    Co dalej?

    W półfinale Chwalińska zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Nuria Brancaccio (153. WTA) – Sara Bejlek (117. WTA). Bilans Polki w obecnym sezonie to 25 wygranych i 18 porażek. Dla porównania, poprzedni rok zakończyła z imponującym dorobkiem 48 zwycięstw i 22 przegranych.

    Ćwierćfinał w Rende:
    Maja Chwalińska – Oksana Sielechmietjewa 6:3, 6:4.

  • Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. To była autodestrukcja

    Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. To była autodestrukcja

     

    Pekin już za Świątek. Teraz Wuhan – czas na reakcję

    Po bolesnej porażce z Emmą Navarro w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie kibice Igi Świątek z niecierpliwością czekają na jej występy w Wuhan. Wydaje się, że najlepszym scenariuszem dla Polki byłoby trafienie na wymagające rywalki – tylko w takich starciach będzie mogła prawdziwie odpowiedzieć na to, co wydarzyło się w stolicy Chin. A wydarzyło się sporo, bo przegrany 0:6 trzeci set wyglądał jak autodestrukcja.

    Świątek uległa Navarro 4:6, 6:4, 0:6 i o tym meczu powiedziano już niemal wszystko. Nic dziwnego – aż 70 niewymuszonych błędów Polki sprawia, że ten występ należy do kategorii „porażek z samą sobą”. Dopiero w drugiej kolejności można mówić o świetnie dysponowanej rywalce.

    „Utknęłam” – przyznaje sama Świątek

    Polka nie chowała głowy w piasek. – Grałam źle. W drugim secie udało mi się trochę to poprawić, ale w trzecim wróciły błędy z początku spotkania. Widziałam, co robię źle, ale utknęłam w tym, zamiast szukać rozwiązań – przyznała na konferencji prasowej. – Czułam, że nic nie działa, dlatego rosła moja frustracja – dodała.

    Słowa te pokazują, że wiceliderka rankingu doskonale wie, gdzie leży problem. Ale świadomość to jedno, a reakcja w praktyce – drugie. Dlatego tak ważne będzie, czy w krótkiej przerwie przed Wuhanem Iga naprawdę przeanalizuje ten mecz i zrozumie, że jej upór w kluczowych momentach bywa zgubny.

    Liczby nie kłamią

    Statystyki są brutalne. W pierwszym secie Świątek miała 11 winnerów i 23 niewymuszone błędy – czyli ponad dwie trzecie punktów Navarro oddała sama. W drugiej partii nieco się poprawiła, ale wciąż popełniła 22 pomyłki. A w decydującym secie? 7 winnerów i aż 25 błędów własnych. Grała tak, jakby nie potrafiła nacisnąć hamulca.

    To przypominało dawne demony – niecierpliwość, frustrację, pośpiech. Podobny obraz widzieliśmy w półfinale Roland Garros z Aryną Sabalenką czy wcześniej w Madrycie z Coco Gauff. Tyle że Navarro to nie liderka rankingu, tylko 17. rakieta świata. Iga przegrała nie dlatego, że rywalka prezentowała kosmiczny tenis, lecz dlatego, że sama pogubiła się we własnej grze.

    Set 0:6 pod lupą

    Kolejne gemy były serią powtarzających się błędów – podwójne serwisy, źle rozegrane woleje, forhendy lądujące w siatce albo daleko za linią. Komentatorzy Canal+ zwracali uwagę, że wystarczyłoby zdjąć kilka procent siły z uderzeń, nadać im więcej rotacji, aby odzyskać kontrolę. Podobne wskazówki przekazywał jej sztab – Wim Fissette, Maciej Ryszczuk i Daria Abramowicz. Ale Świątek ich nie słuchała.

    To właśnie najbardziej niepokoi – Iga nie musi zwracać uwagi na dziennikarzy czy kibiców, ale ignorowanie własnych trenerów i specjalistów jest ryzykowne. Przecież jeszcze niedawno to właśnie dzięki nim odwracała trudne mecze – jak z Rybakiną w Paryżu czy podczas triumfu w Wimbledonie.

    Rekordowa liczba błędów

    Serwis Tennis Abstract policzył, że Polka nigdy wcześniej nie popełniła aż 70 niewymuszonych błędów w jednym meczu. Jej „rekord” wynosił dotąd 59. W Pekinie podarowała Navarro 70 z jej 99 zdobytych punktów. Bilans winnerów i błędów Świątek? –35. Trudno wyobrazić sobie, by tenisistka jej klasy mogła pozwolić sobie na coś podobnego w przyszłości.

    Porażka, która musi czegoś nauczyć

    Przegrany mecz sam w sobie nie jest tragedią – Świątek przegra jeszcze niejeden. Ale ten miał wyjątkowy charakter. Pokazał, że czasami jej upór i emocje biorą górę nad rozsądkiem. W starciu z Navarro, podobnie jak w niektórych wcześniejszych porażkach, Polka bardziej walczyła ze sobą niż z rywalką.

    Dlatego turniej w Wuhan może być kluczowy. Jeśli losowanie przydzieli Świątek trudne rywalki, zobaczymy, czy wyciągnęła odpowiednie wnioski. To będzie prawdziwy test – czy perfekcjonistka z Raszyna potrafi przełamać własne schematy i nauczyć się reagować inaczej.