Category: Uncategorized

  • Świątek nie ma innego wyjścia. Cały świat mówi jednym głosem. “Nadszedł czas”

    Świątek nie ma innego wyjścia. Cały świat mówi jednym głosem. “Nadszedł czas”

    Iga Świątek była wyraźnie słabsza od Jasmine Paolini (1:6, 2:6) w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Tak jednostronny wynik zaniepokoił zagranicznych dziennikarzy, którzy zaczęli zastanawiać się nad przyczynami słabszej formy Polki. Jeden z portali tenisowych nie tylko przeanalizował jej sytuację, ale też zasugerował, co powinna zrobić po zakończeniu azjatyckiego tournee. Zdaniem autora to może być jedyne rozsądne rozwiązanie.

    Trudny, ale wciąż udany sezon Świątek

    Bieżący sezon w wykonaniu Igi Świątek można uznać za bardzo solidny, choć niepozbawiony problemów. Polka ma na koncie trzy wygrane turnieje, w tym najcenniejszy – Wimbledon, czyli imprezę, która do tej pory uchodziła za jej najsłabszą. Wygrała też w Cincinnati i Seulu, gdzie zadebiutowała. To wyjątkowy rok, bo triumfy przyszły tam, gdzie wcześniej brakowało sukcesów. Paradoksalnie – na jej ukochanej mączce nie udało się sięgnąć po żadne trofeum.

    Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że forma liderki polskiego tenisa faluje. Pojawiają się mecze, w których Świątek traci świeżość, koncentrację i energię. Powodów może być wiele, jednak – jak podkreśla dziennikarz portalu The Tennis Gazette – kluczowy z nich to zwyczajne zmęczenie.

    „Nadszedł czas, by Świątek odpoczęła”

    W tym sezonie Polka rozegrała już 76 meczów – to ogromne obciążenie. Wygrała aż 61 z nich, co daje skuteczność na poziomie 80 procent, ale sama przyznawała wielokrotnie, że kalendarz WTA jest zbyt napięty, a spełnienie wszystkich wymogów dotyczących obecności w turniejach graniczy z cudem.

    Jak przypomina The Tennis Gazette, po historycznym triumfie w Wimbledonie Świątek nie miała praktycznie żadnej dłuższej przerwy. Po krótkim odpoczynku wróciła do treningów, by przygotować się do gry na twardych kortach. Już 30 lipca rozpoczęła zmagania w Montrealu, a później wystąpiła jeszcze w pięciu turniejach, z których dwa zakończyła zwycięstwem – w Cincinnati i Seulu.

    Portal zwraca uwagę, że w ostatnich tygodniach Polka wygląda na wyraźnie zmęczoną, a trudne warunki klimatyczne w Chinach tylko pogłębiają problem. W ćwierćfinale w Wuhan Świątek była bezradna wobec Jasmine Paolini, z którą wcześniej wygrała wszystkie sześć spotkań.

    „Po tym, jak jej kampania w Wuhan Open zakończyła się nietypową dla niej porażką z zawodniczką, nad którą dotąd dominowała, nadszedł czas, by Świątek zrobiła sobie dłuższą przerwę od tenisa i w pełni zadbała o formę fizyczną przed WTA Finals” – napisał portal The Tennis Gazette.

    Przerwa przed finałem sezonu może być kluczowa

    Jeśli Świątek rzeczywiście zdecyduje się na odpoczynek, nie zobaczymy jej w oficjalnym meczu przez około trzy tygodnie. Turniej WTA Finals w Rijadzie startuje 1 listopada i potrwa tydzień. Polka doskonale wie, jak ważna jest ta impreza – w 2023 roku wygrała ją w znakomitym stylu, natomiast rok później odpadła w fazie grupowej.

    Dziennikarze podkreślają, że Świątek wciąż ma szansę zakończyć sezon z przytupem. Warunek jest jeden – musi pozwolić organizmowi i głowie odpocząć. Tylko wtedy w Rijadzie może znów zagrać tenis, który w najlepszym wydaniu doprowadził ją na szczyt światowego rankingu.

  • Sabalenka zabrała głos po bolesnej porażce z Pegulą na WTA Wuhan. Oto co miała do przekazania

    Sabalenka zabrała głos po bolesnej porażce z Pegulą na WTA Wuhan. Oto co miała do przekazania

    Sobota okazała się wyjątkowo bolesna dla Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu była o krok od awansu do finału turnieju WTA 1000 w Wuhan – prowadziła już 5:2 w decydującym secie półfinałowego starcia z Jessicą Pegulą, a mimo to przegrała. Spotkanie zakończyło się tie-breakiem, który w ostatnich miesiącach był domeną Białorusinki. Tym razem jednak szczęście jej nie sprzyjało. Kilka godzin po porażce, późnym wieczorem czasu lokalnego, Sabalenka zabrała głos w mediach społecznościowych. W jej wpisie pojawiły się słowa o zakończeniu, którego nie chciała.

    Do tej pory bilans Sabalenki w Wuhan wynosił 20 zwycięstw i ani jednej porażki. Białorusinka miała status niepokonanej na chińskich kortach – triumfowała tam w 2018 i 2019 roku, a także w 2024, gdy turniej powrócił do kalendarza po pandemicznej przerwie. Wczorajszy mecz z Pegulą przerwał tę znakomitą serię i uniemożliwił jej zdobycie czwartego z rzędu tytułu w Wuhan.

    Półfinał obfitował w dramatyczne zwroty akcji. Jessica Pegula miała piłki meczowe, ale straciła koncentrację przy własnym podaniu, popełniając aż cztery podwójne błędy serwisowe – wszystkie w dwunastym gemie trzeciego seta. O wszystkim zadecydował więc tie-break, w którym tym razem to Amerykanka przejęła inicjatywę i nie pozwoliła rywalce na powrót. Rozstawiona z numerem 6 tenisistka zwyciężyła 2:6, 6:4, 7:6(2), zapewniając sobie udział w amerykańskim finale turnieju WTA 1000. Dziś o godz. 12:30 czasu polskiego zmierzy się z Coco Gauff o tytuł.

    Dla Sabalenki to spotkanie oznaczało koniec dwóch imponujących serii. Po pierwsze, po 20 wygranych z rzędu przestała być niepokonana w Wuhan. Po drugie, przerwana została jej fantastyczna passa 19 wygranych tie-breaków z rzędu – ostatnią porażkę w takim decydującym fragmencie gry zanotowała jeszcze w lutym, w meczu z Jekateriną Aleksandrową w Dosze. Mimo wszystko jej bilans w tie-breakach w sezonie 2025 nadal budzi podziw – wynosi 21 zwycięstw i zaledwie 2 porażki.

    Kilka godzin po zakończeniu meczu Sabalenka opublikowała w sieci emocjonalny wpis, w którym podsumowała swoją wizytę w Chinach:
    „Koniec Wuhan Open. Nie takiego zakończenia oczekiwałam, ale jestem wdzięczna za czas spędzony tutaj. Dziękuję wszystkim fanom za wsparcie i za to, że na tym stadionie czuję się jak w domu” – napisała Białorusinka. Na jej słowa niemal natychmiast zareagował partner, Georgios Frangulis, który publicznie ją wsparł.

    Pomimo porażki w Wuhan, Sabalenka może być spokojna o swoją pozycję liderki rankingu WTA na koniec sezonu. Zadecydowało o tym wcześniejsze odpadnięcie Igi Świątek w ćwierćfinale oraz rezygnacja Polki z udziału w pozostałych turniejach rangi WTA 500. Teraz obie zawodniczki mają przed sobą kilkanaście dni przerwy i przygotowań do finałowego wydarzenia sezonu – WTA Finals, które rozpocznie się 1 listopada w Rijadzie.

  • Jest komunikat Barcelony w sprawie Ewy Pajor. Fatalna kontuzja

    Jest komunikat Barcelony w sprawie Ewy Pajor. Fatalna kontuzja

    Koszmarne zakończenie meczu z Atletico Madryt dla Ewy Pajor. Polka, która rozpoczęła spotkanie w znakomitym stylu i wpisała się na listę strzelczyń, nie zdołała jednak dokończyć meczu. W drugiej połowie musiała opuścić boisko ze łzami w oczach po groźnie wyglądającym urazie kolana. Niedługo później klub potwierdził najgorsze obawy – pojawił się oficjalny komunikat medyczny FC Barcelony.

    Niedzielne starcie na szczycie ligi hiszpańskiej pomiędzy Barceloną a Atletico Madryt obfitowało w emocje. Piłkarki „Blaugrany” zaprezentowały ofensywną moc, gromiąc rywalki aż 6:0. Jedną z autorek bramek była Ewa Pajor, która od pierwszych minut imponowała aktywnością i skutecznością. Niestety, radość polskiej napastniczki trwała krótko.

    W 70. minucie po jednym z pojedynków o piłkę Pajor upadła na murawę, trzymając się za kolano. Na twarzy zawodniczki widać było ogromny ból. Szybko wezwano sztab medyczny, a po chwili Polka w asyście fizjoterapeutów opuściła boisko. W jej oczach pojawiły się łzy – to był wyraźny znak, że sytuacja jest poważna.

    Kilka godzin później FC Barcelona wydała oficjalny komunikat. „Zawodniczka pierwszego zespołu, Ewa Pajor, zeszła z boiska z powodu skręcenia prawego kolana. W poniedziałek przejdzie szczegółowe badania i testy medyczne, które pozwolą dokładnie określić zakres urazu” – poinformował klub w mediach społecznościowych.

    Oznacza to, że Polkę czeka przerwa od gry. Jak długa – tego dowiemy się po poniedziałkowych badaniach. Wszystko zależy od tego, czy kontuzja okaże się tylko lekkim skręceniem, czy też coś poważniejszego stało się w strukturach kolana. Fani Barcelony i reprezentacji Polski trzymają kciuki, by przerwa była jak najkrótsza i by Ewa Pajor jak najszybciej wróciła na boisko w pełni sił.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1977359869385568431?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977359869385568431%7Ctwgr%5E33d0cb7dada6327c4ac8b154a24113281ff27f8e%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2F32JGlt836%2F

  • Tak wygląda ranking WTA po niesamowitym finale w Wuhan

    Tak wygląda ranking WTA po niesamowitym finale w Wuhan

    Ranking WTA po emocjonującym finale w Wuhan. Gauff coraz bliżej Świątek

    W niedzielę 12 października zakończył się turniej WTA 1000 w Wuhan, który przez cały tydzień dostarczał kibicom ogromnych emocji. Dla Igi Świątek rywalizacja w Chinach zakończyła się na etapie ćwierćfinału – Polka musiała uznać wyższość Jasmine Paolini. W wielkim finale spotkały się dwie Amerykanki: Jessica Pegula i Coco Gauff. Po bardzo zaciętym meczu triumfowała młodsza z nich, zwyciężając 6:4, 7:5.

    Od 6 do 12 października Wuhan stało się centrum światowego tenisa kobiecego. Po latach przerwy turniej ponownie przyciągnął najlepsze zawodniczki globu, a kibice w Chinach mogli oglądać tenis na najwyższym poziomie. Iga Świątek dopisała do swojego dorobku rankingowego 210 punktów, ale nie udało jej się awansować do półfinału. Największe powody do radości ma Coco Gauff, która po raz kolejny w tym sezonie udowodniła, że jest gotowa walczyć o najwyższe cele.

    Nowy ranking WTA po turnieju w Wuhan

    Na czele światowego zestawienia pozostała Aryna Sabalenka. Białorusinka, mimo porażki w półfinale, wciąż utrzymuje znaczną przewagę nad rywalkami, choć straciła 610 punktów. Jej dorobek wynosi obecnie 10 400 punktów. Na drugiej pozycji znajduje się Iga Świątek z dorobkiem 8 768 punktów, a jej strata do liderki to 1632 punkty.

    Tuż za Polką plasuje się Coco Gauff, która za zwycięstwo w Wuhan dopisała 610 punktów i ma ich łącznie 7 873. Amerykanka sukcesywnie zmniejsza dystans do Świątek i zapowiada się, że końcówka sezonu może przynieść kolejne przetasowania w czołówce.

    Wysokie pozycje zajmują też inne reprezentantki USA – Amanda Anisimova (4. miejsce, 5934 pkt), Jessica Pegula (5. miejsce, 5183 pkt) oraz Madison Keys (7. miejsce, 4450 pkt). W pierwszej dziesiątce znalazły się również dwie Rosjanki – Mirra Andriejewa i Jekaterina Aleksandrowa, a także Jasmine Paolini z Włoch i Jelena Rybakina z Kazachstanu.

    Czołowa dziesiątka rankingu WTA po turnieju w Wuhan:

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 10 400 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) – 8 768 pkt
    3. Coco Gauff (USA) – 7 873 pkt
    4. Amanda Anisimova (USA) – 5 934 pkt
    5. Jessica Pegula (USA) – 5 183 pkt
    6. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4 643 pkt
    7. Madison Keys (USA) – 4 450 pkt
    8. Jasmine Paolini (Włochy) – 4 331 pkt
    9. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 4 113 pkt
    10. Jekaterina Aleksandrowa (Rosja) – 3 158 pkt

    Po turnieju w Wuhan układ sił w kobiecym tenisie wydaje się coraz ciekawszy. Coco Gauff jest już bardzo blisko Igi Świątek, a różnice punktowe w czołówce zwiastują pasjonującą walkę o pozycję numer jeden w końcówce sezonu.

  • Szalony finał Gauff – Pegula! Co za powrót w drugim secie

    Szalony finał Gauff – Pegula! Co za powrót w drugim secie

    To był najdłuższy i bez wątpienia najtrudniejszy mecz Coco Gauff podczas całego turnieju w Wuhanie. Amerykanka musiała zmierzyć się nie tylko z Jessicą Pegulą, ale też z własnymi wahaniami formy i problemami przy serwisie. Finał WTA 1000 w Chinach był pełen zwrotów akcji i nierównego tempa, jednak w decydujących momentach to Gauff zachowała więcej spokoju i determinacji. Ostatecznie trzecia rakieta świata zwyciężyła 6:4, 7:5 i sięgnęła po kolejny prestiżowy tytuł.

    Zmęczona Pegula kontra rozpędzona Gauff

    Po jednej stronie siatki stanęła Coco Gauff, która wcześniej błyskawicznie odprawiała kolejne rywalki – w drugiej rundzie zanotowała nawet najszybsze zwycięstwo w karierze. Po drugiej – Jessica Pegula, mająca za sobą aż cztery trzysetowe boje i ponad dziewięć godzin spędzonych na korcie w Wuhanie. Mimo ogromnego obciążenia fizycznego, do finału przystąpiła z energią i koncentracją. Dopiero w końcówce spotkania zaczęło brakować jej sił.

    Finał pełen wzlotów i upadków

    Gauff rozpoczęła mecz z przytupem. Od pierwszych piłek dominowała, grała niezwykle dynamicznie i precyzyjnie zarówno forhendem, jak i bekhendem. Pegula próbowała spowalniać tempo i wciągać młodszą rywalkę w dłuższe wymiany, lecz Gauff nie dawała się złapać w jej rytm – odpowiadała efektownymi winnerami i błyskawicznie wyszła na prowadzenie 4:1.

    Nagle jednak jej gra załamała się bez wyraźnego powodu. Zaczęła mylić się seriami, spóźniała uderzenia, traciła pewność siebie. Pegula bezlitośnie wykorzystała kryzys, doprowadzając do remisu 4:4. Ale gdy wydawało się, że przejmie inicjatywę, Gauff odzyskała równowagę – zaczęła uderzać z większą mocą i precyzją, znów dominując wymiany. Zakończyła seta wynikiem 6:4, wykorzystując drugiego setbola.

    Nerwy, błędy i przełamanie w decydujących chwilach

    Druga partia rozpoczęła się fatalnie dla Gauff. Trzykrotnie oddała gema właściwie za darmo, a serwis całkowicie ją zawodził – tylko w tym secie popełniła aż sześć podwójnych błędów serwisowych. Pegula prowadziła już 3:0 i wydawało się, że mecz zmierza ku trzeciemu setowi.

    Jednak Gauff ponownie udowodniła, że potrafi odrodzić się w najtrudniejszym momencie. Zaczęła grać agresywniej, skuteczniej broniła i odbierała nawet najtrudniejsze skróty rywalki. Szybko odrobiła straty, doprowadzając do wyrównania 3:3. Potem ponownie wpadła w chwilowy dołek i Pegula odskoczyła na 5:3, lecz to był jej ostatni zryw.

    Końcówka należała w pełni do Gauff. Amerykanka wygrała cztery kolejne gemy, imponując siłą, regularnością i odpornością psychiczną. Odrobiła stratę, wygrała seta 7:5 i przypieczętowała triumf w turnieju bez konieczności rozgrywania trzeciej partii.

    Wynik finału turnieju WTA 1000 w Wuhanie:

    Coco Gauff (USA, WTA 3) – Jessica Pegula (USA, WTA 6) 6:4, 7:5

    Gauff potwierdziła, że mimo młodego wieku potrafi zachować zimną krew w najważniejszych momentach. Ten finał był dla niej prawdziwą próbą charakteru – z której wyszła zwycięsko.

  • Dramat Ewy Pajor w Madrycie. Piękny gol, a później fatalna kontuzja. Zeszła ze łzami w oczach

    Dramat Ewy Pajor w Madrycie. Piękny gol, a później fatalna kontuzja. Zeszła ze łzami w oczach

    • W siódmej kolejce ligi hiszpańskiej kobiet sezonu 2025/26 doszło do prawdziwego hitu – lider, FC Barcelona, zmierzył się na wyjeździe z wiceliderem, Atletico Madryt. Spotkanie zapowiadało się emocjonująco i faktycznie dostarczyło kibicom wielu wrażeń – zarówno tych radosnych, jak i dramatycznych. Bohaterką i zarazem największą ofiarą meczu została Ewa Pajor. Polka najpierw zdobyła pięknego gola, a niedługo później doznała poważnej kontuzji, po której zalała się łzami i musiała opuścić murawę.

      Piorunujący początek Barcelony
      Zawodniczki Barcelony rozpoczęły mecz w imponującym stylu. Już w 2. minucie objęły prowadzenie po trafieniu 22-letniej Esmee Brugts, która najlepiej odnalazła się w zamieszaniu pod bramką Atletico i z bliskiej odległości posłała piłkę do siatki. Przed przerwą Katalonki podwyższyły prowadzenie – po składnej akcji i precyzyjnym podaniu Claudii Piny gola zdobyła Patricia Guijarro.

      Gol Pajor i dramatyczny zwrot akcji
      W drugiej połowie wydawało się, że Barcelona ma pełną kontrolę nad przebiegiem meczu. W 53. minucie do listy strzelczyń dopisała się Ewa Pajor, skutecznie wykorzystując podanie od Aitany Bonmatí, świeżo upieczonej zdobywczyni Złotej Piłki. Dla polskiej napastniczki był to moment ogromnej radości i potwierdzenie znakomitej formy. Niestety, szczęście nie trwało długo.

      Przy stanie 4:0 dla Barcelony – po tym, jak Alexia Putellas dołożyła kolejne trafienie – w 71. minucie doszło do dramatycznego zdarzenia. Pajor walczyła o piłkę w polu karnym rywalek, ale przy jednym z upadków bardzo niefortunnie wygięła prawą nogę. Już po chwili było widać, że coś jest nie tak – Polka chwyciła się za kolano, a z jej oczu popłynęły łzy. Pomoc medyczna natychmiast pojawiła się na murawie, a zawodniczka, przy aplauzie publiczności, została odprowadzona z boiska.

      Niepokój kibiców i wysokie zwycięstwo Barcelony
      Choć kontuzja Pajor przyćmiła końcówkę meczu, jej koleżanki z drużyny dokończyły dzieła zniszczenia. Barcelona ostatecznie rozgromiła Atletico Madryt aż 6:0. W końcówce do siatki trafiły jeszcze 19-letnia Vicky López oraz Laia Aleixandri López.

      Dzięki tej wygranej piłkarki FC Barcelony umocniły się na pozycji liderek ligi hiszpańskiej, powiększając przewagę nad Atletico do siedmiu punktów. Teraz przed zespołem z Katalonii nieco łatwiejsze zadanie – w następnej kolejce na Estadi Johan Cruyff zmierzy się z Gironą. Z kolei Atletico spróbuje odbudować się na wyjeździe w starciu z Deportivo La Coruña.

      Największym pytaniem pozostaje jednak stan zdrowia Ewy Pajor. Fani Barcelony i polscy kibice z niepokojem czekają na oficjalne informacje. Wszystko wskazuje na to, że uraz może być poważny, choć wszyscy mają nadzieję, że Polka szybko wróci do gry.

  • Wybuchła burza po tym, co zrobiła Sabalenka. “Gdyby to była Iga…”

    Wybuchła burza po tym, co zrobiła Sabalenka. “Gdyby to była Iga…”

    Aryna Sabalenka nie zdołała obronić tytułu w chińskim Wuhan. W półfinale turnieju WTA 1000 Białorusinka przegrała z Jessicą Pegulą po zaciętym, trzysetowym pojedynku. W końcówce spotkania doszło jednak do sytuacji, która przyćmiła sportowy aspekt meczu. Po jednej z nieudanych akcji Sabalenka w napadzie złości rzuciła rakietą o kort – ta odbiła się w stronę chłopca od podawania piłek i omal go nie trafiła. Nagranie błyskawicznie obiegło sieć, a w komentarzach szybko pojawiły się porównania do Igi Świątek.

    Upadek królowej Wuhan

    Wuhan przez lata uchodziło za szczęśliwe miejsce dla Aryny Sabalenki. Białorusinka triumfowała w trzech ostatnich edycjach imprezy, a jej bilans spotkań w tym turnieju przed półfinałem wynosił imponujące 20–0. Wszystko wskazywało, że i tym razem dopisze kolejne zwycięstwo – pierwszy set zakończyła pewnie wynikiem 6:2. W drugiej partii inicjatywę przejęła jednak Jessica Pegula, wygrywając 6:4, a o losach meczu zadecydował trzeci set. Po wielu emocjach i zwrotach akcji to Amerykanka triumfowała w tie-breaku 7:6 (2), kończąc serię zwycięstw Sabalenki w Wuhan.

    Incydent, który wywołał burzę

    W samej końcówce spotkania doszło do niebezpiecznego incydentu. Po nieudanej wymianie Sabalenka, wściekła na siebie, rzuciła rakietą o kort z dużą siłą. Sprzęt odbił się i niemal uderzył stojącego obok chłopca od podawania piłek. Liderka światowego rankingu natychmiast podeszła, by przeprosić, jednak wielu internautów nie uznało tego za wystarczające.

    W mediach społecznościowych pojawiła się fala komentarzy krytykujących zachowanie Białorusinki. Część kibiców podkreślała, że podobny incydent mógł skończyć się poważnym urazem. Inni z kolei zwracali uwagę na różne standardy oceniania zawodniczek – i wprost porównywali Sabalenkę do Igi Świątek.

    „Gdyby to była Iga, świat by oszalał”

    „Gdyby to była Iga Świątek, cały świat by oszalał. Iga to, Iga tamto…” – napisał jeden z użytkowników platformy X.
    „Niezły bait na emocje, ale gdyby to była Iga, pewnie zrobiłabym o tym cały post” – żartowała inna fanka.
    Nie brakowało też bardziej gorzkich komentarzy: „Zobaczymy, czy jej to ujdzie na sucho. Gdyby Iga tak zrobiła, zostałaby zjedzona żywcem”, „U Świątek to ‘mental siada’, a u Sabalenki to tylko ‘ekspresyjność’. To są te podwójne standardy”.

    Dlaczego znów wspomniano o Świątek

    Porównania do Igi Świątek nie są przypadkowe. Polka w przeszłości również bywała krytykowana za emocjonalne reakcje na korcie – nawet wtedy, gdy nie były one szczególnie gwałtowne. Media, zwłaszcza zagraniczne, często analizowały jej zachowanie w kategoriach „presji” i „słabości mentalnej”. Tymczasem w przypadku Sabalenki część komentatorów skłonna jest usprawiedliwiać podobne wybuchy „temperamentem”.

    Incydent z Wuhan znów przypomniał o tym, jak różnie potrafi być oceniane zachowanie czołowych tenisistek – zwłaszcza gdy w grę wchodzi Iga Świątek.

    https://x.com/iloveanisimova/status/1977011042581725195?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977011042581725195%7Ctwgr%5E4b8e5666f555f8792acff7a132c6eed6ad09da7b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732318304wybuchla-burza-po-tym-co-zrobila-sabalenka-gdyby-to-byla.html

  • Zespół Świątek potwierdza! Polka podjęła decyzję po porażce z Paolini

    Zespół Świątek potwierdza! Polka podjęła decyzję po porażce z Paolini

    Nie było jasne, czy Iga Świątek zdecyduje się jeszcze na jakiekolwiek starty przed finałowym turniejem sezonu – WTA Finals w Rijadzie. W kalendarzu nie ma już imprez rangi WTA 1000, pozostały wyłącznie turnieje niższej kategorii – WTA 500 i WTA 250. Jak poinformował Aleksander Bernard ze Sport.pl, najlepsza polska tenisistka podjęła już ostateczną decyzję w tej sprawie.

    Za Świątek trudne zakończenie azjatyckiej części sezonu. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan Polka uległa Jasmine Paolini 1:6, 2:6 – zawodniczce, z którą wcześniej miała perfekcyjny bilans meczów (6:0). Po wcześniejszej porażce w 1/8 finału w Pekinie z Emmą Navarro, występy w Chinach trudno uznać za udane. U naszej reprezentantki dało się zauważyć spore wahania formy – od znakomitych momentów po wyraźne załamania gry.

    Świątek wybrała spokój. Teraz liczy się tylko Rijad

    Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju w Wuhan pojawiały się pytania, czy Świątek – niezależnie od uzyskanego wyniku – zdecyduje się zagrać w którymś z pozostałych turniejów przed finałami sezonu. Do rozpoczęcia rywalizacji w Rijadzie pozostały jedynie imprezy rangi WTA 500 (Tokio, Ningbo) i WTA 250 (Chennai, Osaka, Guangzhou, Jinjiang, Hongkong). Już wtedy wydawało się mało prawdopodobne, by Polka zdecydowała się na udział w którejkolwiek z nich.

    Teraz mamy już pewność – Świątek nie pojawi się na żadnym z tych turniejów. Informację tę przekazał dziennikarz Sport.pl Aleksander Bernard. „Iga Świątek nie planuje startów w żadnym z pozostałych turniejów rangi WTA 250 ani WTA 500 przed WTA Finals, które rozpoczną się na początku listopada – przekazała mi Daria Sulgostowska, PR menedżerka Igi” – napisał na platformie X. Oznacza to, że przed liderką polskiego tenisa pozostała już tylko jedna szansa na zdobycie punktów rankingowych w tym sezonie – w Rijadzie.

    Walka o ostatnie miejsca w WTA Finals

    Turniej finałowy odbędzie się w dniach 1–8 listopada. Już przed Wuhan awans do WTA Finals miały zapewniony: Aryna Sabalenka, Iga Świątek, Coco Gauff, Amanda Anisimowa i Madison Keys (Amerykanka wyprzedzała w klasyfikacji Jessicę Pegulę, jednak mistrzynie wielkoszlemowe mają zagwarantowany udział, o ile utrzymują się w czołowej dwudziestce rankingu Race). Po świetnym występie w Wuhan do tego grona dołączyła Pegula.

    O dwa pozostałe miejsca wciąż trwa rywalizacja. W najlepszej sytuacji jest Rosjanka Mirra Andriejewa, która ma 407 punktów przewagi nad dziewiątą Jeleną Rybakiną. Kazaszka z kolei traci 218 punktów do ósmej Jasmine Paolini, więc losy kwalifikacji wciąż nie są przesądzone.

  • 6:0 w meczu Polki z wielkoszlemową pogromczynią Igi Światek. Deklasacja na korcie

    6:0 w meczu Polki z wielkoszlemową pogromczynią Igi Światek. Deklasacja na korcie

    W sobotni poranek, 11 października, o godzinie 9:40 czasu polskiego rozpoczął się mecz kwalifikacyjny do turnieju WTA 500 w chińskim Ningbo. Na korcie pojawiła się Katarzyna Kawa, która stanęła naprzeciw Julii Putincewej. Niestety, rywalka z Kazachstanu okazała się zbyt wymagająca i Polka nie zdołała wywalczyć miejsca w głównej drabince turnieju. Spotkanie przebiegało pod całkowite dyktando Putincewej, która pierwszego seta wygrała bez straty gema, a w drugim przypieczętowała swoje zwycięstwo.

    Kawa wiedziała, że zadanie, które przed nią stoi, będzie niezwykle trudne. W kwalifikacjach trafiła bowiem na zawodniczkę o zdecydowanie większym doświadczeniu i wyższym notowaniu w rankingu. Choć Julia Putincewa w tym sezonie zaliczyła wyraźny spadek formy — z 20. miejsca na początku roku na obecne 63. — to wciąż prezentuje poziom, do którego Polka, sklasyfikowana na 122. pozycji, musi dopiero aspirować.

    Mecz rozpoczął się w sposób, który nie pozostawił złudzeń co do przewagi Kazaszki. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:0, a Putincewa dominowała w każdym elemencie gry. Kawa miała swoją szansę w szóstym gemie, kiedy wypracowała breakpointa, ale przeciwniczka obroniła się skutecznie i po chwili zamknęła partię.

    W drugiej odsłonie Polka zaprezentowała się zdecydowanie lepiej. Choć szybko została przełamana, zdołała odpowiedzieć tym samym i doprowadziła do wyrównania 3:3. Wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców, jednak Putincewa ponownie podkręciła tempo. Dwa szybkie przełamania sprawiły, że Kazaszka wygrała również drugiego seta, kończąc spotkanie wynikiem 6:0, 6:3.

    Warto przypomnieć, że Julia Putincewa wciąż uchodzi za groźną rywalkę dla najlepszych. To właśnie ona w 2024 roku sprawiła jedną z największych sensacji sezonu, eliminując Igę Świątek w trzeciej rundzie Wimbledonu. Teraz ponownie pokazała, jak skutecznie potrafi wykorzystać swoje doświadczenie.

    Dla Katarzyny Kawy oznacza to koniec przygody z turniejem w Ningbo. Z kolei Julia Putincewa w decydującym meczu kwalifikacyjnym o awans do głównej drabinki Ningbo Open 2025 zmierzy się z Australijką Talią Gibson.

  • Koniec panowania Sabalenki. Sensacyjny zwrot akcji. Ostatnie słowo należało do Polki

    Koniec panowania Sabalenki. Sensacyjny zwrot akcji. Ostatnie słowo należało do Polki

    Po zwycięstwie Coco Gauff nad Jasmine Paolini przyszedł czas na wyłonienie jej rywalki w finale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Na korcie centralnym w drugim półfinale zmierzyły się Aryna Sabalenka i Jessica Pegula. Spotkanie zapowiadało się pasjonująco i rzeczywiście dostarczyło kibicom ogromnych emocji. Po 139 minutach walki polska arbiter Marta Mrozińska ogłosiła triumf Amerykanki, która po kapitalnym powrocie pokonała liderkę światowego rankingu 2:6, 6:4, 7:6(2). Pegula odrobiła stratę z 2:5 w trzecim secie i przerwała imponującą serię Sabalenki w Wuhan.

    Emocje od pierwszej piłki

    Choć w półfinałach zabrakło Igi Świątek, kibice wciąż mogli liczyć na tenis najwyższej próby. Pierwszy sobotni mecz rozpoczął się o 11:00 czasu polskiego i zakończył zwycięstwem Coco Gauff, która pokonała Jasmine Paolini 6:4, 6:3. Amerykanka zrewanżowała się Włoszce za trzy wcześniejsze porażki w tym sezonie, a mecz obfitował w aż jedenaście przełamań z rzędu na przełomie pierwszego i drugiego seta. W końcówce lepiej serwowała Gauff, dzięki czemu zameldowała się w finale.

    Po krótkiej przerwie przyszedł czas na drugie półfinałowe starcie — rewanż za tegoroczny US Open pomiędzy Aryną Sabalenką i Jessicą Pegulą. W Nowym Jorku górą była Białorusinka, która po stracie pierwszego seta potrafiła odwrócić losy meczu i sięgnąć po końcowy triumf w turnieju. W Wuhan wydawało się, że historia może się powtórzyć — Sabalenka była niepokonana na chińskich kortach (bilans 20-0) i liczyła na czwarty z rzędu finał w tej lokalizacji.

    Sabalenka lepsza na początku

    Pierwsze minuty należały do Peguli, która już w inauguracyjnym gemie przełamała rywalkę. Sabalenka błyskawicznie jednak odpowiedziała, wyrównując po chwili na 1:1. W dalszej części premierowej odsłony liderka rankingu stopniowo przejmowała kontrolę. Mocny serwis i agresywna gra dały jej serię wygranych gemów, a Amerykanka nie potrafiła utrzymać własnego podania. W efekcie set zakończył się wynikiem 6:2 dla obrończyni tytułu.

    Pegula odradza się w drugim secie

    Druga partia rozpoczęła się identycznie jak pierwsza — od przełamania na korzyść Peguli. Tym razem jednak Amerykanka poszła za ciosem i po raz pierwszy w meczu pewnie utrzymała serwis. Choć Sabalenka szybko doprowadziła do remisu 3:3, Pegula zaczęła grać odważniej, częściej wchodziła w kort i zmuszała rywalkę do błędów. Kluczowy okazał się siódmy gem — Amerykanka zdobyła przełamanie, którego już nie oddała. Zwycięstwo 6:4 w drugim secie oznaczało, że o awansie do finału zadecyduje trzeci set.

    Dramatyczna końcówka i sensacyjny zwrot akcji

    Decydująca odsłona rozpoczęła się po myśli Sabalenki, która prowadziła już 5:2 i wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Pegula jednak nie zamierzała się poddawać. Z niesamowitą determinacją odrobiła stratę, wyrównała na 5:5, a frustracja Białorusinki rosła z każdą kolejną wymianą. W kluczowym momencie Sabalenka zaczęła popełniać błędy — nie trafiła w kort, rzucała rakietą i traciła panowanie nad emocjami.

    Pegula miała nawet okazję zakończyć spotkanie w dwunastym gemie, ale podwójny błąd serwisowy doprowadził do tie-breaka. Tam Amerykanka zdominowała rywalkę, wygrywając pięć punktów z rzędu i ostatecznie zwyciężając 7:6(2).

    Dwie Amerykanki w wielkim finale

    Jessica Pegula dokonała rzeczy wyjątkowej — przerwała znakomitą serię Sabalenki w Wuhan i po raz kolejny potwierdziła, że należy do ścisłej światowej czołówki. W niedzielnym finale zmierzy się z Coco Gauff, swoją rodaczką i jednocześnie jedną z największych rywalek z amerykańskiego podwórka. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 12:30 czasu polskiego. Wszystko wskazuje na to, że kibiców czeka prawdziwy tenisowy spektakl.