Category: Uncategorized

  • Iga Świątek zostanie matką? “Ciężko będzie wrócić”

    Iga Świątek zostanie matką? “Ciężko będzie wrócić”

    W świecie sportu coraz częściej obserwujemy sytuacje, gdy zawodniczki decydują się na przerwę w karierze, by zostać mamami. Po pewnym czasie wracają jednak na areny sportowe, czego przykładami są choćby Naomi Osaka czy Caroline Woźniacki. Podobne pytanie o macierzyństwo usłyszały niegdyś również dwie dominatorki kobiecego tenisa – Aryna Sabalenka i Iga Świątek. Ich reakcje były zupełnie różne.

    W Polsce taką decyzję o czasowym wstrzymaniu kariery podjęła niedawno Adrianna Sułek. Wieloboistka na pewien czas zniknęła z lekkoatletycznych aren, a kibice zamiast jej wyników sportowych śledzili wiadomości z jej życia prywatnego. Dziś Sułek wróciła już do rywalizacji. W podobny sposób postępowały także tenisistki – oprócz wspomnianej Osaki i Woźniacki, na macierzyństwo zdecydowały się m.in. Elina Switolina, Belinda Bencić czy Petra Kvitova.

    Aryna Sabalenka o dzieciach: „Pozwolę, by wszechświat zdecydował”

    W ostatnich latach to właśnie Aryna Sabalenka i Iga Świątek zdominowały światowy tenis. W 2024 roku Białorusinka postanowiła przeprowadzić na Instagramie sesję pytań i odpowiedzi. Jeden z fanów zapytał ją wprost, czy planuje w przyszłości dzieci.

    Sabalenka odpowiedziała w żartobliwy sposób – opublikowała nagranie z małą córką swojego partnera, która wesoło hałasowała i wydawała piskliwe dźwięki, typowe dla maluchów. Filmik sugerował, że tenisistka raczej nie spieszy się z założeniem rodziny. Dodała jednak wymowny podpis:
    „Tak, chcę. Może za pięć lat, może za dziesięć, a może za trzy. Pozwolę, by wszechświat o tym zadecydował” – napisała z uśmiechem.

    W dalszej części rozmowy przyznała, że gdyby już zdecydowała się zakończyć karierę, trudno byłoby jej wrócić do dawnej formy i rytmu. – „Na pewno przez długi czas czułabym, że to już nie to samo, co wcześniej” – dodała.

    Iga Świątek: „Mam wiele rzeczy, które chciałabym robić poza tenisem”

    Na podobne pytanie odpowiedziała również Iga Świątek. Polka przyznała, że w takiej sytuacji jej życiowe cele uległyby zmianie, a tenis zszedłby na dalszy plan. – „Zawsze było wiele rzeczy, które chciałam robić poza kortem. Może po prostu wtedy się nimi zajmę i nawet nie przyjdzie mi do głowy, by wracać” – powiedziała.

    Na koniec Świątek zaznaczyła, że nie chce zbyt wcześnie planować tak odległej przyszłości. – „Szczerze mówiąc, nie ma sensu wybiegać aż tak daleko. Do takich decyzji zostało jeszcze 10–15 lat” – podsumowała.

  • Ukryty fakt z życia Igi Świątek. Mało kto o tym wiedział. Daria Abramowicz miała powód

    Ukryty fakt z życia Igi Świątek. Mało kto o tym wiedział. Daria Abramowicz miała powód

    Choć Iga Świątek od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych sportsmenek na świecie, w jej życiu wciąż istnieją obszary, o których wie niewielu. Nawet jeśli sama kiedyś o nich wspominała. Jednym z takich wątków jest jej „alternatywna ścieżka kariery” – kierunek, który mogłaby obrać, gdyby nie tenis. Co ciekawe, temat ten wiąże się także z pewnym wyjątkowym prezentem, jaki podarowała jej Daria Abramowicz.

    Iga Świątek to znana miłośniczka muzyki. Często można ją zobaczyć tuż przed meczem ze słuchawkami na uszach — to dla niej sposób na skupienie i dodatkową motywację. O swoich muzycznych gustach opowiada regularnie w wywiadach. Jej ulubioną artystką jest oczywiście Taylor Swift, lecz na jej przedmeczowej playliście nie brakuje też utworów takich wykonawców jak AC/DC, Pearl Jam, Lana Del Rey czy Dua Lipa.

    Okazuje się jednak, że muzyka fascynuje Świątek nie tylko jako słuchaczkę. Gdy w 2020 roku Tomasz Smokowski zapytał ją w programie „Mój pierwszy raz” o to, jaką ścieżkę kariery wybrałaby, gdyby nie została tenisistką, odpowiedziała bez wahania – związaną z muzyką.
    – Myślę, że miałabym coś wspólnego z muzyką. Jeśli chodzi o inny sport, to tenis jest dla mnie idealny pod każdym względem, więc nie chciałabym zmieniać dyscypliny. Ale mogłabym pójść w stronę muzyki, tylko nie wiem, czy miałabym ku temu predyspozycje, bo, szczerze mówiąc, mam chyba jakiś antytalent – mówiła z uśmiechem.
    Doprecyzowała przy tym, że chodzi jej raczej o grę na instrumentach niż o śpiew.

    „Antytalent” z prezentem od Darii Abramowicz

    Jak się jednak okazało, Iga Świątek faktycznie spróbowała swoich sił w muzyce – i miała w tej kwestii poważne plany. Pomysł ten zainicjowała jej psycholożka sportowa, Daria Abramowicz, która postanowiła podarować swojej podopiecznej… ukulele. Powód? Chciała w ten sposób pomóc jej rozwijać cierpliwość i kreatywność.
    – Ukulele pojawiło się w moim życiu dzięki pani psycholog, z którą współpracuję. Był to prezent urodzinowy. Uznała, że będzie to dla mnie dobry trening cierpliwości i fajny sposób na rozwój umysłu. Z tym graniem to raczej za dużo powiedziane – śmiała się Iga w rozmowie z redbull.com. – Nazwałabym to raczej podejściem do gry na ukulele niż faktycznym graniem.

    Dodała również, że nie chciała uczyć się samodzielnie z internetu, tylko z pomocą nauczyciela, jednak z braku czasu jeszcze nie rozpoczęła lekcji.
    – Wychodzę z założenia, że chcę się uczyć od osoby, która będzie obok mnie. Na razie nie miałam okazji, by zapisać się na zajęcia. Czekam na odpowiedni moment. Kiedy skończę szkołę, powinnam mieć więcej czasu. Ukulele ma być dla mnie etapem przejściowym przed nauką gry na gitarze – tłumaczyła.

    Muzyka jako codzienny towarzysz

    W tym samym wywiadzie Świątek przyznała, że muzyka odgrywa ogromną rolę w jej życiu. Towarzyszy jej nie tylko w treningach czy meczach, ale również w codziennych zajęciach – nawet w czasie nauki do matury.
    – Muzyka była mi wtedy bardzo potrzebna. Podczas nauki słuchałam raczej spokojnych utworów, czasem klasyki, choć nie nazwałabym się znawczynią tego gatunku. Bezpośrednio przed egzaminem włączałam za to mój ukochany rock, który dodawał mi energii i mobilizował do działania. Często jeszcze pół godziny przed rozpoczęciem egzaminu miałam na uszach słuchawki i głośną muzykę – wspominała Iga Świątek.

    To pokazuje, że choć tenis jest jej największą pasją, muzyka stanowi ważny, osobisty element jej codzienności – źródło inspiracji, relaksu i emocji, bez którego trudno jej sobie wyobrazić życie.

  • Była 17:12, gdy Świątek oficjalnie przekazała znakomite wieści

    Była 17:12, gdy Świątek oficjalnie przekazała znakomite wieści

    Znakomita wiadomość dla polskich kibiców tenisa! Choć w naszym kraju trudno o duże turnieje WTA, przez co okazji do zobaczenia Igi Świątek na żywo nie ma zbyt wiele, tym razem fani będą mieli wyjątkową szansę. Już w listopadzie druga rakieta świata pojawi się na korcie w Polsce, by wystąpić w Billie Jean King Cup. Tenisistka sama potwierdziła to w mediach społecznościowych.

    Turniej play-off Billie Jean King Cup odbędzie się w dniach 14–16 listopada w Gorzowie Wielkopolskim. Jak informował w czerwcu dziennikarz Sport.pl, Szymon Szczepanik, losowanie wyłoniło przeciwniczki Biało-Czerwonych — będą nimi reprezentacje Rumunii oraz Nowej Zelandii. To niezwykle istotna wiadomość także dla samej Świątek, która mogła dzięki temu odpowiednio dopasować swój kalendarz startów, by zakończyć sezon przed własną publicznością.

    W czwartek Iga Świątek oficjalnie potwierdziła swój udział w rozgrywkach. Na Instagramie napisała:

    „Widzimy się w Gorzowie Wielkopolskim! Cieszę się, że mogę oficjalnie podzielić się tą informacją – zagram w play-offach Billie Jean King Cup. To będzie świetne zakończenie sezonu – zagrać dla swojego kraju i w swoim kraju, przed polskimi kibicami. W drużynie, która z pewnością da z siebie wszystko. Liczę, że będziecie z nami. Do zobaczenia!”

    Choć turniej odbędzie się jeszcze pod koniec 2025 roku, jego wyniki będą mieć ogromne znaczenie – play-offy zdecydują o tym, kto zagra w przyszłorocznych eliminacjach do głównej edycji Billie Jean King Cup. Format rywalizacji zakłada, że każda z drużyn zmierzy się z każdą. Polki rozpoczną zmagania 14 listopada spotkaniem z Nową Zelandią, a dwa dni później zagrają z Rumunią. Do kolejnego etapu awansuje tylko zwyciężczyni grupy.

    Każdy pojedynek drużyn składa się z dwóch meczów singlowych, a jeśli po nich będzie remis – o triumfie zadecyduje debel. Obecność Igi Świątek to więc ogromne wzmocnienie reprezentacji i niemal pewna wygrana w jednym z pojedynków, co może okazać się kluczowe w walce o awans.

    Finał całych rozgrywek Billie Jean King Cup 2025 zaplanowano w Shenzhen (Chiny). W tym roku Polkom nie udało się zakwalifikować do turnieju finałowego, jednak w 2024 roku dotarły aż do półfinału, gdzie po zaciętej walce przegrały 1:2 z późniejszymi triumfatorkami – reprezentacją Włoch.

  • Przerwa macierzyńska Igi Świątek? Od razu odkryła karty: Ciężko będzie mi wrócić

    Przerwa macierzyńska Igi Świątek? Od razu odkryła karty: Ciężko będzie mi wrócić

    Dużym echem w tenisowym świecie odbiła się niedawna deklaracja Aryny Sabalenki, która zapowiedziała, że w przyszłości zamierza przerwać karierę, aby urodzić dzieci. Jej słowa wywołały szeroką dyskusję – również w kontekście innych gwiazd kobiecego tenisa. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców zaczęło zastanawiać się, jakie podejście do tej kwestii ma Iga Świątek. Okazuje się, że najlepsza polska tenisistka była już o to zapytana — i udzieliła zupełnie innej odpowiedzi niż jej białoruska rywalka. Przy okazji zdradziła, jak długo planuje jeszcze grać zawodowo.

    Sabalenka o planach macierzyńskich: „To dla mnie inspiracja”

    Temat macierzyństwa wśród tenisistek z czołówki nie jest nowy, ale ponownie przyciągnął uwagę mediów za sprawą historii Caroline Wozniacki. Dunka polskiego pochodzenia kilka lat temu zawiesiła karierę, urodziła dwójkę dzieci, a następnie wróciła na zawodowe korty. Jej powrót zainspirował wiele zawodniczek, w tym właśnie Arynę Sabalenkę.

    – Myślę, że powrót Wozniacki jest czymś niesamowitym. Nie grała przez trzy i pół roku, została mamą dwójki dzieci, a mimo to wróciła i znów prezentuje świetny poziom. To pokazuje, że jeśli raz osiągnie się pewien pułap, to on nie znika – mówiła Białorusinka na jednej z konferencji prasowych.

    – To daje mi wiarę, że kiedyś, jeśli zdecyduję się na dzieci, będę mogła wrócić do gry. Caroline jest dla mnie wielką inspiracją i bardzo się cieszę jej szczęściem – dodała w rozmowie z portalem Tennis-infinity.com.

    Niedługo później, w rozmowie z magazynem Self, Sabalenka przyznała, że sama planuje w przyszłości zostać mamą i nie wyklucza, że mogłaby wrócić do zawodowego grania po przerwie macierzyńskiej. – Chciałabym mieć rodzinę i wrócić do gry. Chcę, żeby moje dziecko widziało, jak ciężko pracuję i jak bardzo się poświęcam. To ważna lekcja – mówiła.

    A co na to Iga Świątek? „Nie wiem, jak potoczy się moje życie”

    Gdy tylko pojawiły się słowa Sabalenki, w sieci zaczęły mnożyć się komentarze – wielu internautów przyznawało, że chętnie poznaliby opinię Igi Świątek. Tymczasem polska liderka rankingu WTA już wcześniej została o to zapytana – w 2023 roku, na antenie Polsatu Sport, tuż po powrocie Wozniacki do rywalizacji.

    Dziennikarz zapytał wówczas:
    – Jak patrzysz na powrót Caroline Wozniacki? Czy widzisz siebie kiedyś jako mamę, która po przerwie wraca i mówi: „Jestem silniejsza, potrzebuję znów wyjść na kort”?

    Świątek nie miała wtedy gotowej odpowiedzi. – Oj, na razie ciężko mi w ogóle przewidzieć, jak moje życie się potoczy i jak z czasem zmieni się moje nastawienie – przyznała z uśmiechem. – Szczerze mówiąc, jestem raczej typem osoby, której byłoby trudno wrócić po zakończeniu kariery. Przez długi czas pewnie czułabym, że to już nie jest to samo, co kiedyś.

    Polka dodała też, że po zakończeniu kariery chciałaby zająć się innymi rzeczami, które od dawna ją interesują. – Jest wiele rzeczy, które chciałabym robić poza tenisem. Może wtedy zajmę się właśnie nimi i nawet nie przyjdzie mi do głowy, by wracać. Ale to przecież daleka przyszłość – myślę, że jeszcze 10–15 lat do takich decyzji – podsumowała.

    Świątek skupia się na teraźniejszości

    Z jej słów jasno wynika, że Iga Świątek nie planuje przerwy macierzyńskiej w trakcie trwania kariery. Jeśli rzeczywiście zagra jeszcze wspomniane 10–15 lat, może zejść z kortu w wieku około 32–37 lat. Dziś jednak skupia się wyłącznie na sporcie – i na dalszym rozwijaniu swojego tenisowego potencjału.

    Warto dodać, że spośród wspomnianych tenisistek to właśnie Świątek jest najmłodsza. W maju skończyła dopiero 24 lata, podczas gdy Aryna Sabalenka ma już 27, a Caroline Wozniacki niedawno obchodziła 35. urodziny. Różnica pokoleniowa jest więc wyraźna, a każda z nich podchodzi do kwestii macierzyństwa na swój własny sposób.

    Jedno jest jednak pewne — zarówno Sabalenka, jak i Świątek pokazują, że kobiety w światowym tenisie coraz śmielej mówią o swoich planach i nie boją się łączyć życia prywatnego z zawodowym sukcesem.

  • Komunikat sztabu, a teraz to. Iga Świątek ogłasza u boku ojca. Krótka wiadomość

    Komunikat sztabu, a teraz to. Iga Świątek ogłasza u boku ojca. Krótka wiadomość

    Iga Świątek korzysta z zasłużonego odpoczynku po turnieju w Wuhanie, w którym dotarła do ćwierćfinału. Teraz raszynianka koncentruje się na przygotowaniach do ostatniego występu w tym sezonie – prestiżowego WTA Finals. W międzyczasie postanowiła pokazać fanom, jak spędza wolne dni, publikując w sieci kilka zdjęć z urlopu. Na jednym z nich towarzyszy jej ojciec, Tomasz Świątek.

    Od porażki Igi w turnieju WTA 1000 w Wuhan minął już niemal tydzień. Dla Polki był to debiut na tamtejszych kortach, zakończony awansem do ćwierćfinału. Tam na jej drodze stanęła Jasmine Paolini, Włoszka o polskich korzeniach, która tego dnia zagrała znakomicie i zwyciężyła 6:1, 6:2.
    – To był jeden z tych dni, kiedy wszystko wychodziło. Byłam skupiona, szczęśliwa i czerpałam ogromną radość z gry – mówiła po meczu uradowana Paolini.

    Co dalej czeka Igę Świątek? Redakcja Interii zapytała o to jej sztab. Odpowiedzi udzieliła PR menedżerka zawodniczki, Daria Sulgostowska:
    – Kolejnym turniejem, w którym wystąpi Iga, będą WTA Finals. Po Wuhan zaplanowano kilka dni przerwy na regenerację po wymagającym azjatyckim tournée. Następnie Iga wróci do treningów. Decyzję w sprawie ewentualnego występu w Billie Jean King Cup ogłosimy w późniejszym terminie – przekazała przedstawicielka tenisistki.

    A jak wygląda wspomniana regeneracja? Iga postanowiła pokazać to sama, publikując w mediach społecznościowych zdjęcia z urlopu. Na jednej z fotografii pozuje z ojcem, który od lat jest dla niej ogromnym wsparciem, choć rzadko pojawia się na jej meczach.

    Zawodniczka nie zdradziła, dokąd dokładnie wybrała się na wakacje, choć z opublikowanych kadrów można wywnioskować, że odwiedziła malowniczą Materę we Włoszech. Do fanów skierowała krótką wiadomość, że spędza „jakościowy czas” – co można odczytać jako znak, że odpowiednio dba o odpoczynek przed finałem sezonu. Świeżość i mentalna równowaga mogą bowiem okazać się jej największym sprzymierzeńcem w walce o końcowy triumf w Rijadzie.

  • Świątek podzieliła fanów. To dlatego podjęła taką decyzję. “Kusi najbardziej”

    Świątek podzieliła fanów. To dlatego podjęła taką decyzję. “Kusi najbardziej”

    Iga Świątek rozpocznie przyszły sezon od występu w United Cup, gdzie ponownie zagra w parze z Hubertem Hurkaczem. Decyzja liderki polskiego tenisa wywołała jednak spore poruszenie wśród kibiców. Wielu z nich obawia się, że udział w tej imprezie może zaburzyć jej przygotowania do Australian Open. Głos w tej sprawie zabrał ekspert Michał Dembek, który wskazał, że za decyzją Świątek może stać bardzo konkretny powód. – Kariera nie trwa wiecznie – podsumował.

    Świątek chciała się odbudować po porażce, ale spotkał ją kolejny cios

    Iga Świątek była jedną z głównych faworytek do zwycięstwa w turnieju WTA 1000 w Wuhan. Jeszcze przed jego rozpoczęciem portal Tennis365.com pisał: „Po załamaniu w Pekinie Świątek chce się odrodzić”. Polka faktycznie zaprezentowała świetną formę w pierwszych dwóch meczach – pewnie pokonała Marie Bouzkovą oraz Belindę Bencić. Gdy w ćwierćfinale trafiła na Jasmine Paolini, wydawało się, że droga do półfinału stoi otworem – dotąd zawsze z nią wygrywała. Tymczasem stało się coś zupełnie odwrotnego: Świątek przegrała 1:6, 2:6. To była bolesna, niespodziewana porażka.

    Decyzja zapadła – Świątek zagra w United Cup

    Krótko po tamtym niepowodzeniu Świątek ogłosiła, że weźmie udział w United Cup, czyli drużynowych rozgrywkach otwierających sezon. Wystąpi tam razem z Hubertem Hurkaczem, który wraca po kontuzji. Reakcje kibiców były mieszane – wielu z nich uważa, że Polka popełnia błąd, powtarzając schemat z poprzednich lat.
    „Co roku kończy się płaczem, a ona nadal chce to robić…” – napisał jeden z fanów na portalu X.

    Ekspert tłumaczy: to nie tylko pieniądze, ale też prestiż

    Według Michała Dembka decyzja Świątek może mieć jednak głębsze uzasadnienie. – To ciekawe i nieco inne wejście w sezon niż klasyczny turniej. Warto zauważyć, że reprezentujemy kraj, a sam format United Cup jest bardziej odświeżający niż kolejna rutynowa impreza – powiedział ekspert na kanale Sofa Sportowa.

    Nie bez znaczenia są jednak również aspekty finansowe. Dembek zwrócił uwagę, że nagrody pieniężne w United Cup są znacznie wyższe niż w tradycyjnych turniejach rozgrywanych przed Australian Open, np. w Adelajdzie czy Brisbane.
    – Dla porównania: Sabalenka za zwycięstwo w Brisbane otrzymała 192 tysiące dolarów. Iga natomiast za sam udział w United Cup zainkasowała 230 tysięcy – i to bez doliczania premii za kolejne wygrane mecze – wyjaśnił.

    – Różnica jest naprawdę duża. Oczywiście nie twierdzę, że to jedyny czynnik, ale pamiętajmy, że tenisiści też chcą wykorzystać swoją karierę w pełni. Kariera nie trwa wiecznie, a możliwość dobrego zarobku zawsze kusi – dodał Dembek.

    Przed nią jeszcze WTA Finals w Rijadzie

    Zanim jednak Świątek rozpocznie sezon 2026 w barwach Polski, czeka ją jeszcze jedno bardzo ważne wyzwanie – finały WTA w Arabii Saudyjskiej, które odbędą się w dniach 1–8 listopada. Udział w tym prestiżowym turnieju oprócz Polki zapewniły już sobie m.in. Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Madison Keys oraz Jessica Pegula.

    Dla Świątek będzie to ostatni sprawdzian w końcówce sezonu – i być może okazja, by zamknąć ten rok w dużo lepszym stylu, niż zakończyły się jej występy w Azji.

  • Andriejewa wyeliminowana z turnieju. Kluczowa informacja dla Świątek ws. WTA Finals

    Andriejewa wyeliminowana z turnieju. Kluczowa informacja dla Świątek ws. WTA Finals

    Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina – te trzy zawodniczki wciąż walczą o dwa ostatnie wolne miejsca w WTA Finals w Rijadzie. Wszystkie zgłosiły się do udziału w turnieju rangi WTA 500 w Ningbo, ale to Rosjanka jako pierwsza pojawiła się na korcie. Jej występ okazał się jednak kompletną porażką – przegrała z notowaną na 219. miejscu w rankingu WTA Lin Zhu. Ten wynik może ją bardzo drogo kosztować. Na potknięcie Andriejewej czekały zarówno Paolini, jak i Rybakina, które swoje mecze rozpoczną dopiero w czwartek.

    Andriejewa to jedna z dwóch zawodniczek, którym w tym sezonie udało się dwukrotnie pokonać Igę Świątek – podobnej sztuki dokonała jedynie Coco Gauff. Rosjanka należy też do elitarnego grona trzech tenisistek, obok Aryny Sabalenki i Amandy Anisimovej, które w sezonie 2025 zdobyły po dwa tytuły rangi WTA 1000. Triumfowała w Dubaju i Indian Wells, a dodatkowo dotarła do ćwierćfinału French Open. Już w połowie roku wydawało się niemal pewne, że jej udział w WTA Finals jest przesądzony.

    Rzeczywiście, w Rijadzie pojawi się – ale najprawdopodobniej tylko w grze podwójnej, bo tam zdobyła kwalifikację wspólnie z Dianą Sznajder. Jej pozycja w singlu staje się natomiast coraz bardziej niepewna, szczególnie w kontekście słabej formy i rosnącej presji ze strony Paolini i Rybakiny.

    Podczas gdy Andriejewa zakończyła już swój udział w Ningbo, mimo że była rozstawiona z numerem jeden, Rybakina i Paolini dopiero przystąpią do rywalizacji. Rosjanka odpadła w drugiej rundzie po porażce z Lin Zhu – tenisistką, która dzień wcześniej wyeliminowała Emmę Raducanu.

    Jeszcze miesiąc temu można było śmiało zakładać, że Mirra Andriejewa zapewni sobie miejsce wśród najlepszych ośmiu tenisistek sezonu. Wtedy sytuacja wydawała się klarowna – ona i Jessica Pegula miały pewny awans, a o ostatnią przepustkę do Rijadu walczyć miały Rybakina z Paolini. Tymczasem układ sił znacząco się zmienił. Pegula wciąż punktuje regularnie, natomiast Andriejewa coraz częściej przegrywa – zarówno sportowo, jak i emocjonalnie. W Wuhanie była cieniem samej siebie, w Pekinie uległa Sonay Kartal (WTA 81), w Wuhanie przegrała z Laurą Siegemund (WTA 57), a teraz – niespodziewanie – z Lin Zhu, tenisistką z końca drugiej setki. Choć jej ranking może być mylący, bo jeszcze dwa lata temu Chinka zajmowała 31. miejsce i dopiero wraca do dawnej formy.

    Mimo wszystko nikt nie spodziewał się, że środowe spotkanie zakończy się takim wynikiem. Dla miejscowych kibiców to był prezent, a dla Rybakiny i Paolini – znakomita wiadomość.

    Obecnie w klasyfikacji WTA Race Andriejewa ma 4320 punktów, Paolini – 4131, a Rybakina – 3913. Jeśli Kazaszka zwycięży w całym turnieju w Ningbo, wyprzedzi Rosjankę. Po drodze będzie musiała jednak prawdopodobnie pokonać Włoszkę, która również może wskoczyć przed Andriejewą w zestawieniu.

    Rosjanka wcześniej nie planowała już startu w ostatnim turnieju punktowanym do klasyfikacji – WTA 500 w Tokio, który odbędzie się w przyszłym tygodniu. Teraz jednak może być zmuszona poprosić o dziką kartę, by spróbować ratować swoją sytuację. To właśnie w Japonii najprawdopodobniej ostatecznie rozstrzygnie się, kto dołączy do grona finalistek w Rijadzie.

    W starciu z Lin Zhu Andriejewa po raz kolejny zaprezentowała się bardzo nierówno. Choć wygrała pierwszego seta 6:4, z każdym kolejnym gemem traciła kontrolę nad grą. Zhu świetnie się broniła, cierpliwie odgrywała piłki, zmuszając Rosjankę do błędów. W drugim secie młoda zawodniczka popełniła aż 28 niewymuszonych błędów, w tym siedem przy własnym serwisie. Gdy Chinka wykorzystała piłkę setową po kolejnym niecelnym zagraniu rywalki, sfrustrowana Andriejewa posłała piłkę wysoko w powietrze, aż przez otwarty dach hali. To był wybuch bezsilności – i symbol jej aktualnej dyspozycji.

  • Paolini zemściła się na Świątek. “To był wspaniały dzień”

    Paolini zemściła się na Świątek. “To był wspaniały dzień”

    Jasmine Paolini dokonała w Wuhan czegoś, co dotąd wydawało się niemożliwe. Podczas turnieju WTA 1000 we wspomnianym chińskim mieście po raz pierwszy w karierze pokonała Igę Świątek. Dotąd Polka była dla niej prawdziwą zmorą — wygrywała z Włoszką za każdym razem, gdy spotykały się na korcie. Tym razem jednak role całkowicie się odwróciły, a Paolini mogła wreszcie cieszyć się z przełamania tej fatalnej passy. W rozmowie z portalem Tennis365 opowiedziała, jak smakowało jej to wyjątkowe zwycięstwo.

    Choć Jasmine Paolini ma polskie korzenie i często wspomina o pozytywnych skojarzeniach z naszym krajem, to akurat Iga Świątek długo była dla niej kimś, kto te skojarzenia skutecznie psuł. Do tej pory Włoszka przegrywała z liderką rankingu WTA na każdej możliwej nawierzchni — niezależnie od tego, czy rywalizowały na mączce, trawie czy twardych kortach. W sześciu wcześniejszych pojedynkach zdołała urwać Idze tylko jednego seta — w meczu Billie Jean King Cup w 2024 roku (3:6, 6:4, 6:4 dla Świątek). W czterech z pięciu pozostałych spotkań Paolini nie była w stanie ugrać nawet pięciu gemów.

    Przełom nastąpił właśnie w Wuhan. Włoszka zrewanżowała się Polce w spektakularny sposób, dominując w ćwierćfinale turnieju i wygrywając 6:1, 6:2. Dla wielu kibiców i ekspertów był to ogromny szok, bo Świątek wyglądała wyjątkowo bezradnie. Jak przyznała sama Paolini w rozmowie z Tennis365, zwycięstwo nad liderką światowego rankingu było jednym z najważniejszych momentów w jej karierze i dodało jej ogromnej pewności siebie.

    Choć bilans ich bezpośrednich spotkań wciąż jest dla Włoszki niekorzystny (1–6), to to jedno zwycięstwo ma dla niej ogromne znaczenie. Świątek wciąż nie potrafi z kolei przełamać swojej fatalnej serii z Jeleną Ostapenko (0–6). Paolini ma szansę ponownie zmierzyć się z Polką jeszcze w tym roku – jeśli utrzyma miejsce w czołowej ósemce rankingu WTA Race i zakwalifikuje się do prestiżowego turnieju WTA Finals w Rijadzie (1–8 listopada). Na ten moment zajmuje ostatnie premiowane awansem 8. miejsce, ale jej przewaga nad dziewiątą Jeleną Rybakiną wynosi zaledwie 218 punktów. Obie zawodniczki rywalizują obecnie w turnieju WTA 500 w Ningbo, który może okazać się kluczowy dla końcowego układu klasyfikacji.

  • Pegula przerażona po tym, co stało się ze Świątek. “Paranoja”

    Pegula przerażona po tym, co stało się ze Świątek. “Paranoja”

    Iga Świątek ma już za sobą głośną aferę dopingową, w wyniku której została zawieszona na miesiąc. W jej organizmie wykryto śladowe ilości trimetazydyny – substancji zakazanej przez WADA. Jak później ustalono, trafiła ona do organizmu Polki przez zanieczyszczoną melatoninę. Świątek zaakceptowała miesięczne zawieszenie, przez co musiała zrezygnować z udziału w turniejach w Seulu, Pekinie i Wuhan. Ostatecznie ani POLADA, ani WADA nie domagały się dłuższej kary dla liderki światowego rankingu. Mimo to temat jej dopingu wciąż co jakiś czas powraca w rozmowach środowiska tenisowego.

    Pegula o “paranoi” wśród tenisistek: “Nie wiesz, czy wszystko jest okej”

    Do sprawy niespodziewanie wróciła Jessica Pegula w jednym z odcinków podcastu The Player’s Box, w którym uczestniczyły także Jennifer Brady, Madison Keys i Desirae Krawczyk. Amerykanka, opowiadając o własnych doświadczeniach z kontrolami antydopingowymi, nawiązała do głośnej sytuacji z Igą Świątek.

    – Jeśli coś przyjmuję, zawsze robię to bardzo ostrożnie. Zapisuję wszystko – nawet jeśli chodzi o zwykły Advil czy Tylenol, bo nigdy nic nie wiadomo. Słyszy się różne historie i wtedy człowiek staje się paranoiczny. To bardzo stresujące, bo nie masz pewności, czy wszystko jest w porządku, dopóki nie dostaniesz wiadomości w stylu: “jesteś czysta”. Zakładam, że powiadomienie przychodzi tylko wtedy, gdy coś jest nie tak, więc cała ta sytuacja jest po prostu nerwowa – przyznała Pegula.

    W tym samym podcaście Amerykanka zdradziła, że w ubiegłym roku została wezwana na test antydopingowy tuż przed swoim meczem z Jeleną Rybakiną w finałach Billie Jean King Cup, co – jak podkreśliła – zdarza się niezwykle rzadko. Wcześniej na korcie rywalizowała Emma Navarro, która po trzysetowym boju pokonała Julię Putincewą.

    Świątek o chwili, gdy dowiedziała się o dopingu: “Zaczęłam płakać”

    Sama Iga Świątek po raz pierwszy szczegółowo opisała tamte dramatyczne chwile w rozmowie z Andym Roddickiem. – Byłam wtedy na sesji zdjęciowej z moim sponsorem w Warszawie. Zmienialiśmy lokalizację, gdy weszłam na skrzynkę mailową i zobaczyłam wiadomość. Nie przeczytałam jej do końca, bo od razu zaczęłam płakać. Moi agenci, którzy byli ze mną, myśleli, że stało się coś strasznego. Dałam telefon mojej menadżerce, żeby to przeczytała – wspominała tenisistka.

     

    – Nie mogłam trenować ani wyjść na kort. Miałam wrażenie, że to właśnie tenis mnie do tego doprowadził, że przez ten sport znalazłam się w tej sytuacji. Czułam, że nikt mi nie uwierzy i że cały świat się ode mnie odwróci. Na szczęście mój zespół bardzo mnie wspierał, a prawnik wszystko mi wytłumaczył i pomógł przejść przez ten proces – dodała Świątek.

    https://x.com/tenniscamfr/status/1978140870575530009?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1978140870575530009%7Ctwgr%5E69b35150565f73f54d915ca2d1fca821ad8b5b67%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732325294pegula-przerazona-po-tym-co-stalo-sie-ze-swiatek-paranoja.html

  • Taki set Osaki, że aż Wiktorowski nie dowierzał. W starciu z mistrzynią Australian Open

    Taki set Osaki, że aż Wiktorowski nie dowierzał. W starciu z mistrzynią Australian Open

    Sezon tenisowy dla czołowych zawodniczek powoli dobiega końca, a jego ostatnia część tradycyjnie rozgrywana jest w Azji. Za nami już dwa największe turnieje rangi WTA 1000 – w Pekinie i Wuhanie – a teraz przyszedł czas na mniejsze imprezy, jak choćby WTA 500 w Ningbo. Część gwiazd zdecydowała się jednak na nieco inny kierunek. Jedną z nich jest Naomi Osaka, obecnie prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, która jako turniejowa „jedynka” przystąpiła do rywalizacji w swoim rodzinnym mieście – Osace. Dla czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej był to pierwszy występ w tym miejscu od pięciu lat, a jej powrót rozpoczął się w znakomitym stylu – od zwycięstwa nad tegoroczną juniorską mistrzynią Australian Open.

    Azjatyckie tournee kończy się dla najlepszych

    Turniej w Wuhanie zakończył się w niedzielę triumfem Coco Gauff, która w finale pokonała Jessicę Pegulę. Zaskoczeniem była nieobecność Aryny Sabalenki w decydującym meczu oraz brak Igi Świątek w półfinale – Polka uległa Jasmine Paolini w ćwierćfinale. Najlepsze tenisistki świata odpoczywają już przed WTA Finals w Rijadzie, jednak kilka zawodniczek z czołówki zdecydowało się kontynuować grę. Wśród nich znalazły się Mirra Andriejewa, Jelena Rybakina, Jasmine Paolini i Jekaterina Aleksandrowa – trzy pierwsze wciąż walczą o awans do turnieju mistrzyń i dlatego wybrały start w Ningbo, gdzie zwyciężczyni otrzyma aż 500 punktów rankingowych.

    Gwiazda kontra nadzieja Japonii

    Zasady WTA nie pozwalają zawodniczkom z czołowej trzydziestki rankingu na występy w turniejach rangi 250, jeśli w tym samym czasie rozgrywany jest turniej wyższej kategorii. Istnieją jednak pewne wyjątki – i z jednego z nich skorzystała Naomi Osaka. Japonka, będąca w ojczyźnie sportową ikoną, postanowiła zagrać w Osace, choć w ostatnich latach szczęście nie zawsze jej tam sprzyjało.

    Przed rokiem musiała zakończyć sezon wcześniej z powodu kontuzji odniesionej w Pekinie, przez co ominęły ją także finały Billie Jean King Cup. Dwa lata temu dopiero wracała po przerwie macierzyńskiej, a trzy lata temu wycofała się przed meczem z Beatriz Haddad Maią, tłumacząc, że jej organizm „nie jest gotowy”. Ostatni naprawdę udany występ zanotowała aż sześć lat temu – właśnie w Osace, gdzie sięgnęła po tytuł bez straty seta.

    Udany powrót po latach

    W tegorocznej edycji Naomi została rozstawiona z numerem jeden, co samo w sobie jest wyróżnieniem. W turniejach tej rangi liderki nie są zwolnione z gry w pierwszej rundzie, co ucieszyło japońskich kibiców – mieli bowiem szansę obejrzeć swoją faworytkę o jeden mecz więcej. Losowanie ułożyło się idealnie: Osaka zmierzyła się z młodziutką Wakaną Sonobe, 17-letnią mistrzynią juniorskiego Australian Open. Młoda Japonka, uważana za ogromny talent, ma już na koncie zwycięstwo w turnieju ITF rangi 100 i znajduje się w trzeciej setce rankingu WTA.

    Sonobe mogła jednak odczuwać presję i tremę związaną z występem przeciwko idolce. W pierwszym secie nie miała nic do powiedzenia – wygrała zaledwie dwa punkty przy serwisie rywalki, a sama trzykrotnie została przełamana. Osaka wygrała partię 6:0 w zaledwie 25 minut. W drugiej odsłonie młodsza Japonka zaprezentowała się znacznie lepiej – zdobyła pierwszego gema, a później wyrównała na 2:2 po wykorzystaniu trzeciego break pointa. Na więcej jednak nie pozwoliło jej doświadczenie Osaki, która utrzymała koncentrację i pewnie zamknęła spotkanie 6:0, 6:4.

    Czas na przełamanie

    Naomi Osaka, prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, wciąż czeka na zwycięstwo w głównym cyklu WTA – ostatni taki triumf odniosła w lutym 2021 roku, podczas pandemicznego Australian Open. W tym sezonie grała już w finałach w Auckland i Melbourne, a mniejszy tytuł zdobyła w Saint-Malo. Teraz, po udanym początku w Osace, ma realną szansę, by znów stanąć na najwyższym stopniu podium i przypomnieć całemu światu, że wciąż potrafi dominować na korcie.

    https://x.com/WTA/status/1977619564490797416?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977619564490797416%7Ctwgr%5Ef0e766f88bb9c440c310b0c4a19098f68ff881a3%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-taki-set-osaki-ze-az-wiktorowski-nie-dowierzal-w-starciu-z-mnId22430511