Category: Uncategorized

  • Rzucił wyzwanie Djokoviciowi, Majchrzak nie dał mu szans. Koncert Polaka, totalna dominacja

    Rzucił wyzwanie Djokoviciowi, Majchrzak nie dał mu szans. Koncert Polaka, totalna dominacja

    Tenisowy cykl ATP powoli przenosi się z Azji do Europy, a jednym z przystanków jest turniej rangi „250” w Sztokholmie. W stolicy Szwecji mamy swojego reprezentanta — Kamila Majchrzaka, który rozpoczął zmagania od imponującego występu. W pierwszej rundzie rywalem Polaka był Filip Misolić — Austriak, który kilka miesięcy temu mierzył się z samym Novakiem Djokoviciem podczas Roland Garros. Tym razem nie miał jednak żadnych szans. Majchrzak zagrał koncertowo i pewnie zameldował się w drugiej rundzie, pokazując pełną dominację na korcie.

    Powrót po kontuzji i udany start w Azji

    Dla Kamila Majchrzaka to dopiero początek powrotu do pełnej rywalizacji po kontuzji, która zmusiła go do poddania meczu trzeciej rundy US Open. Po rehabilitacji Polak wystąpił w prestiżowym turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju, gdzie zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Po raz pierwszy w karierze awansował tam do najlepszej trzydziestki dwójki, eliminując po drodze dwóch Amerykanów — Ethana Quinna i Brandona Nakashimę, z których drugi był rozstawiony.

    Jego przygoda w Azji zakończyła się dopiero na trzeciej rundzie po porażce z Alexem de Minaurem. Australijczyk wygrał 6:1, 7:5, ale Kamil pokazał się z dobrej strony, szczególnie w drugim secie, gdzie miał nawet przewagę przełamania. Jak sam później przyznał, nie spodziewał się aż tak dobrego występu po przerwie spowodowanej urazem.

    Mocne otwarcie w hali w Sztokholmie

    Po powrocie z Szanghaju Majchrzak rozpoczął europejską część sezonu od turnieju halowego w Sztokholmie. Już w pierwszej rundzie trafił na Filipa Misolicia, notowanego na 95. miejscu w rankingu ATP — o dwadzieścia pozycji niżej niż Polak. Co ciekawe, obaj w tym sezonie triumfowali w turniejach Challenger w Polsce: Austriak na mączce w Poznaniu, a Majchrzak na twardych kortach w Kozerkach.

    Misolić zasłynął w tym roku awansem do trzeciej rundy Roland Garros, gdzie stawił opór Djokovicowi. To jednak gracz typowo ziemny — na twardych nawierzchniach jego wyniki są znacznie słabsze. Do Sztokholmu przyjechał po serii sześciu porażek z rzędu, którą przerwał dopiero w kwalifikacjach, wygrywając po trzysetowych bojach. Wszystko wskazywało więc na to, że faworytem spotkania będzie Majchrzak.

    Dominacja Polaka od pierwszych piłek

    Początek meczu był wyrównany. Misolić rozpoczął od własnego serwisu i zdołał obronić się przed wczesnym przełamaniem, ale już w trzecim gemie Polak dopiął swego. Od tego momentu kontrolował przebieg wydarzeń. Austriak coraz częściej się mylił, a Majchrzak pewnie wykorzystywał jego błędy. W siódmym gemie Misolić miał jeszcze trzy szanse, by utrzymać podanie, jednak żadnej nie wykorzystał. Polak przełamał po raz drugi i chwilę później zamknął seta wynikiem 6:2.

    Druga partia przebiegała według bardzo podobnego scenariusza. Choć Misolić miał okazje na przełamanie przy stanie 1:0, Kamil zachował zimną krew i obronił się świetnym serwisem. Po chwili sam zdobył breaka, powiększył przewagę i nie zwalniał tempa. Austriak próbował jeszcze odrobić straty, ale Polak grał zbyt precyzyjnie i konsekwentnie. W siódmym gemie ponownie przełamał rywala i po kilku minutach zakończył spotkanie kolejnym wygranym gemem serwisowym. Wynik 6:2, 6:2 mówi wszystko — był to jednostronny mecz i pełna kontrola ze strony Majchrzaka.

    Czas na rewanż z Kordą

    Dzięki zwycięstwu Kamil Majchrzak awansował do drugiej rundy turnieju ATP 250 w Sztokholmie. W walce o ćwierćfinał zmierzy się z Amerykaninem Sebastianem Kordą — tenisistą, z którym przegrał kilka tygodni temu w Winston-Salem. Teraz będzie miał okazję do rewanżu. Spotkanie zaplanowano na środę jako drugi mecz od godziny 14:00, po starciu Arthura Fery’ego z Lorenzo Sonego.

    Polak wraca do wysokiej formy i pokazuje, że kontuzja nie pozostawiła po sobie śladu. Jeśli utrzyma ten poziom gry, w Sztokholmie może zajść naprawdę daleko.

  • Sensacyjny transfer Lewandowskiego? Ależ słowa. “Żona trzyma go krótko”

    Sensacyjny transfer Lewandowskiego? Ależ słowa. “Żona trzyma go krótko”

    Robert Lewandowski wkrótce może pożegnać się z FC Barceloną — i choć sam temat transferu rozgrzewa hiszpańskie media, to brytyjski serwis talksport.com postanowił spojrzeć na jego karierę z zupełnie innej strony. Dziennikarze skupili się bowiem nie na tym, gdzie zagra Polak, lecz na osobie, która stoi za jego sukcesem – Annie Lewandowskiej. „Trzyma go dość krótko” – skomentował z przymrużeniem oka ekspert stacji, Andy Brassell.

    Lewandowski pod lupą. „To ona stoi za jego długowiecznością”

    Napastnik Barcelony rozgrywa obecnie czwarty sezon w barwach Dumy Katalonii i wiele wskazuje na to, że może być to jego ostatni rok na Camp Nou. Mimo 37 lat na karku, Lewandowski nadal imponuje przygotowaniem fizycznym i skutecznością, co – jak zauważają Brytyjczycy – nie jest dziełem przypadku.

    „Kluby Premier League zostały wezwane do skorzystania z zaskakującej decyzji Barcelony o nieprzedłużeniu kontraktu z Lewandowskim” – czytamy w publikacji talksport.com. „Polak ma już 37 lat, ale jego forma nie budzi żadnych obaw. W poprzednim sezonie zdobył aż 42 gole, a w obecnych rozgrywkach ma już cztery trafienia, mimo że tylko czterokrotnie zaczynał mecz w wyjściowym składzie. Potencjalnych klubów nie powinny odstraszać jego urazy, ponieważ żona utrzymuje go w absolutnym szczycie formy” – podkreślono.

    „Odwrotna dieta” i perfekcyjna dyscyplina

    W centrum uwagi znalazła się więc Anna Lewandowska – trenerka fitness, dietetyczka i była mistrzyni świata w karate. To ona, zdaniem mediów, od lat czuwa nad każdym elementem codziennego życia piłkarza, dbając o jego regenerację, dietę i rutynę treningową.

    „Anna, guru fitnessu i była mistrzyni świata w karate, jest przekonana, że to właśnie ich nietypowe nawyki żywieniowe pozwalają Robertowi zachować świetną kondycję mimo upływu lat” – czytamy w artykule. Brytyjczycy przypomnieli też jej wypowiedź sprzed roku, gdy stwierdziła, że „Robert jest fizycznie o 11 lat młodszy, niż wskazywałby jego wiek – wszystko dzięki tzw. odwrotnej diecie”.

    Jak opisywał kiedyś The Times, Lewandowscy stosują specyficzną zasadę odwróconego porządku posiłków:

    „Posiłek zaczyna się od deseru – najczęściej brownie – potem pojawia się ryż lub kasza gryczana, następnie mięso lub ryba, a na końcu sałatka lub zupa. Chodzi o to, by oddzielić węglowodany od białek i nie obciążać organizmu nadmiarem różnorodnych składników”.

    Małżeństwo sukcesu

    W ten sposób Anna Lewandowska stała się nie tylko żoną, ale też kluczowym ogniwem w karierze jednego z najlepszych piłkarzy XXI wieku. To dzięki jej wiedzy i dyscyplinie Robert Lewandowski nadal imponuje formą i może myśleć o kontynuowaniu kariery, nawet jeśli rozdział barceloński dobiegnie końca.

    Brytyjscy komentatorzy nie mają wątpliwości – jego sekret tkwi nie tylko w talencie, ale i w perfekcyjnie zorganizowanym życiu, w którym Anna odgrywa rolę trenera, doradcy i partnerki w pełnym tego słowa znaczeniu.

  • Nazwał Świątek “przestępcą”. Tak zareagował na skandal z udziałem Sabalenki

    Nazwał Świątek “przestępcą”. Tak zareagował na skandal z udziałem Sabalenki

    Aryna Sabalenka ponownie znalazła się w centrum kontrowersji. Wszystko przez incydent, do którego doszło podczas jej półfinałowego meczu z Jessicą Pegulą w turnieju WTA 1000 w Wuhan. Białorusinka w napadzie złości cisnęła rakietą, która o włos nie trafiła chłopca do podawania piłek. Zachowanie liderki rankingu wywołało falę oburzenia, a znany dziennikarz Ben Rothenberg wezwał władze tenisa do podjęcia stanowczych kroków.

    Rakieta poleciała niebezpiecznie blisko dziecka

    Mecz Sabalenki z Pegulą dostarczył ogromnych emocji. Amerykanka przegrywała już 2:5 w decydującym secie, jednak zdołała odwrócić losy spotkania, wygrała pięć gemów z rzędu i triumfowała 7:6 (7:2). Zamiast jednak mówić o sportowej walce, świat tenisa komentuje zachowanie Sabalenki w końcówce spotkania.

    Jak relacjonują Dominik Senkowski i Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, w decydującym momencie przy stanie 5:5 i break poincie dla Peguli, Sabalenka nie zdołała odegrać dropszota i została przełamana. Wówczas wpadła w furię. – Wściekła liderka rankingu rzuciła rakietą w kierunku ławki. Ta odbiła się i wróciła w stronę kortu, mijając dosłownie o kilka centymetrów chłopca do podawania piłek. Tuż obok znajdował się również kamerzysta – opisali dziennikarze.

    Apel do władz WTA i ATP

    Wydarzenie z Wuhan wywołało reakcję wielu osób ze środowiska tenisowego, w tym Bena Rothenberga – amerykańskiego dziennikarza znanego z ostrych komentarzy. – Spóźniłem się z reakcją, ale obie organizacje – WTA i ATP – muszą w końcu podjąć zdecydowane działania wobec zawodników, którzy w gniewie rzucają przedmiotami. To wygląda fatalnie i stwarza realne zagrożenie dla osób znajdujących się na korcie. Sabalenka miała ogromne szczęście, że nie skończyło się to gorzej, jak w przypadku BvdZ w zeszłym tygodniu – napisał na platformie X.

    Niebezpieczne sytuacje na kortach

    Rothenberg nawiązał do incydentu z udziałem Botica Van de Zandschulpa, który niedawno w złości rzucił rakietą w stronę trybun po przegraniu seta z Nuno Borgesem. Rakieta odbiła się od krzeseł i poleciała w kierunku widzów, lecz na szczęście nikogo nie trafiła. Gdyby doszło do uderzenia kibica, Holendrowi mogła grozić dyskwalifikacja.

    Rothenberg znów uderza w czołowe gwiazdy

    Ben Rothenberg nie po raz pierwszy zabiera głos w sprawach kontrowersyjnych zachowań zawodników. Wcześniej głośno krytykował także Igę Świątek. Podczas jej ćwierćfinałowego meczu z Jessicą Pegulą na US Open określił Polkę mianem „przestępczyni” – wszystko przez długą przerwę toaletową po przegranym pierwszym secie. – To zgodne z przepisami, ale nie jestem pewien, czy powinno być. Świątek nie jest jedyną ‘winowajczynią’, ale jedną z najbardziej wyrazistych – pisał wówczas.

    Incydent z Wuhan ponownie rozpalił dyskusję o granicach emocji na korcie i konieczności wprowadzenia surowszych kar za niebezpieczne zachowania zawodników. Coraz więcej głosów domaga się, by WTA i ATP wreszcie zareagowały stanowczo, zanim dojdzie do naprawdę poważnego wypadku.

    https://x.com/BenRothenberg/status/1977860542636154966?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1977860542636154966%7Ctwgr%5E2d6cd859ead2b3fa4ae3642ce3fe01360e98e623%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732323037nazwal-swiatek-przestepca-tak-zareagowal-na-to-co-zrobila.html

  • Najnowsze wieści ws. Igi Świątek. Menadżerka ujawnia

    Najnowsze wieści ws. Igi Świątek. Menadżerka ujawnia

    Iga Świątek zakończyła już azjatycką część sezonu, w której wystąpiła w trzech turniejach – w Seulu, Pekinie i Wuhanie. Początkowo planowano, że Polka zostanie w Chinach nieco dłużej i zagra jeszcze w kolejnym turnieju, jednak ostatecznie sztab zdecydował się zrezygnować z tego pomysłu. Teraz liderkę polskiego tenisa czeka ostatni duży sprawdzian w sezonie – prestiżowe WTA Finals w Rijadzie. Menadżerka zawodniczki, Daria Sułgostowska, ujawniła, jak wygląda plan Świątek na najbliższe tygodnie.

    W azjatyckim tournee Świątek zanotowała solidne wyniki – triumfowała w Seulu, dotarła do czwartej rundy w Pekinie i do ćwierćfinału w Wuhanie. Początkowo rozważano jeszcze jej udział w turnieju WTA 500 w Ningbo, o czym świadczy zgłoszenie po tzw. „dziką kartę”, jednak ostatecznie Polka się wycofała. Na liście możliwych startów znajdował się też turniej w Tokio, lecz najprawdopodobniej również zostanie pominięty. W ostatnich występach było bowiem widać oznaki zmęczenia długim i wymagającym sezonem.

    Ostatnie przygotowania przed WTA Finals

    Choć końcówka roku zbliża się wielkimi krokami, Świątek ma jeszcze przed sobą jedno ważne wyzwanie – WTA Finals w Rijadzie. Przed rokiem w Arabii Saudyjskiej wystąpiła tam jako rezerwowa, wygrywając dwa mecze (z Barborą Krejčíkovą i Darią Kasatkiną), ale ostatecznie nie wyszła z grupy z powodu gorszego bilansu setów. Lepsza wówczas okazała się Coco Gauff, która później sięgnęła po końcowy triumf. W tym roku Polka będzie chciała poprawić swój rezultat i zakończyć sezon mocnym akcentem.

    Wielu kibiców zastanawiało się, jak wygląda plan Świątek po powrocie z Azji. Odpowiedzi udzieliła jej menadżerka PR, Daria Sułgostowska, w rozmowie z portalem sportowy24.pl:

    „Iga trenuje, przygotowuje się do zawodów i odpoczywa. Nie udzielamy informacji, czy trenuje w Polsce, czy za granicą” – skomentowała krótko przedstawicielka zawodniczki.

    Turniej WTA Finals w Rijadzie odbędzie się w dniach 1–8 listopada. Udział mają już zapewniony: Iga Świątek, Aryna Sabalenka oraz aż cztery Amerykanki – Coco Gauff, Jessica Pegula, Amanda Anisimova i Madison Keys. O dwa pozostałe miejsca w stawce walczą jeszcze Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina. Zawodniczka, która nie zdoła awansować, znajdzie się na liście rezerwowych. Co ciekawe, Andriejewa i Paolini wystąpią również w turnieju deblowym.

  • Transferowa bomba z Lewandowskim. Zaskakujący kierunek. “Umowa do 2028”

    Transferowa bomba z Lewandowskim. Zaskakujący kierunek. “Umowa do 2028”

    To byłby bez dwóch zdań transfer, o którym mówiłby cały piłkarski świat. Jak donosi portal Sporx.com, Robert Lewandowski znalazł się w orbicie zainteresowań Fenerbahce Stambuł. Turecki gigant jest podobno gotów zrobić wszystko, by sprowadzić Polaka po jego spodziewanym odejściu z Barcelony. Kluczowy argument, który ma przekonać 37-letniego napastnika? Kontrakt obowiązujący aż do 2028 roku. Nad Bosforem panuje przekonanie, że żaden inny europejski klub nie zaoferuje mu dwuletniej umowy przy porównywalnych zarobkach.

    Spekulacje dotyczące przyszłości Lewandowskiego przybierają na sile. Wszystko za sprawą doniesień z hiszpańskich mediów, według których FC Barcelona nie planuje przedłużenia kontraktu ze swoim kapitanem. Obecna umowa Polaka wygasa wraz z końcem bieżącego sezonu, a jeśli nie zostanie przedłużona, Lewandowski będzie musiał podjąć decyzję o nowym kierunku kariery. Sam zawodnik podkreśla, że na piłkarską emeryturę nie jest jeszcze gotowy.

    Wkrótce więc stanie na rozdrożu. Lewandowski może liczyć na oferty z Arabii Saudyjskiej, jednak ta opcja – jak donoszą media – nie wydaje się dla niego zbyt atrakcyjna. Alternatywą mogłaby być MLS w Stanach Zjednoczonych lub AC Milan, gdzie niedawno trafił inny doświadczony zawodnik – Luka Modrić.

    Tymczasem tureckie media przekonują, że Fenerbahce uczyniło z Lewandowskiego cel transferowy numer jeden. Klub ma już doświadczenie w sprowadzaniu piłkarzy z podobnym stażem – przykładem jest Edin Džeko, który dołączył do drużyny w wieku 37 lat i w 99 meczach zdobył 46 goli.

    Turecki zespół liczy, że Polaka przekona właśnie długość kontraktu – umowa do 30 czerwca 2028 roku ma być najważniejszym argumentem w rozmowach.

    Warto dodać, że barwy Fenerbahce reprezentuje już Sebastian Szymański, który w ostatnim meczu eliminacyjnym z Litwą był bohaterem reprezentacji Polski. Pomocnik strzelił gola i zaliczył asystę przy trafieniu… Roberta Lewandowskiego.

    W obecnym sezonie kapitan biało-czerwonych rozegrał w klubie dziewięć spotkań, zdobył cztery bramki, a na boisku spędził 431 minut. Wszystko wskazuje na to, że najbliższe miesiące mogą być dla niego kluczowe – zarówno w kontekście dalszej kariery, jak i decyzji o nowym piłkarskim rozdziale.

  • Aż huczy o wybryku Sabalenki. Oto co zrobiła sędzia z Polski

    Aż huczy o wybryku Sabalenki. Oto co zrobiła sędzia z Polski

    O Arynie Sabalence znów zrobiło się głośno – tym razem jednak nie z powodu jej gry czy wyników, lecz skandalicznego zachowania podczas półfinału turnieju WTA 1000 w Wuhanie. Białorusinka w napadzie złości rzuciła z impetem rakietą, a nagranie z meczu pokazuje, że niewiele brakowało, by trafiła w dziecko do podawania piłek. Cała sytuacja wzbudziła ogromne emocje i ponownie wywołała dyskusję o tym, gdzie leżą granice sportowego zachowania na korcie.

    Agresywny incydent w końcówce meczu

    Sabalenka przegrała z Jessicą Pegulą 6:2, 4:6, 6:7, mimo że w decydującym secie prowadziła już 5:2. Amerykanka doprowadziła jednak do wyrównania, a w tie-breaku nie dała liderce rankingu żadnych szans. Spotkanie było zacięte, pełne emocji, ale to nie sam wynik, lecz porywcza reakcja Sabalenki przyćmiła sportową rywalizację.

    Przy stanie 5:5 i break poincie dla Peguli, Białorusinka nie zdołała odegrać piłki po dropshocie rywalki. Wściekła, stojąc blisko siatki, cisnęła rakietą w stronę swojej ławki. Sprzęt odbił się od kortu i wrócił w kierunku boiska, mijając dosłownie o kilka centymetrów chłopca do podawania piłek. Chłopiec w ostatniej chwili zdążył się uchylić, unikając poważnego uderzenia. W pobliżu znajdował się także kamerzysta.

    Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale nagranie, które trafiło do sieci, jasno pokazuje, że sytuacja była bardzo groźna. Gdyby rakieta trafiła w dziecko, Sabalenka mogłaby zostać natychmiast zdyskwalifikowana.

    „Było bardzo blisko dyskwalifikacji”

    Mecz prowadziła polska sędzia Marta Mrozińska, która ukarała Białorusinkę ostrzeżeniem. Jak wyjaśnia w rozmowie ze Sport.pl międzynarodowa sędzia Gabriela Załoga, Sabalenka miała sporo szczęścia:
    – Oglądałam tę sytuację i mogę powiedzieć, że było bardzo blisko dyskwalifikacji. Zaważyło to, że rakieta odbiła się od kortu, a nie trafiła bezpośrednio w chłopca, oraz to, że dziecku nic się nie stało. Gdyby doszło do kontaktu, sędzia zapewne wezwałaby supervisora i mogłoby się to skończyć wyrzuceniem z turnieju – tłumaczy Załoga.

    Przypomina przy tym, że ostateczną decyzję o dyskwalifikacji podejmuje nie arbiter meczu, lecz sędzia naczelny zawodów, tzw. supervisor. To właśnie on podjął kiedyś decyzję o wyrzuceniu Novaka Djokovicia z US Open, gdy Serb przypadkowo trafił piłką w sędzię liniową.

    Dzieci nigdy się nie skarżą

    Załoga zauważa, że sędzia główna w Wuhanie miała ograniczoną możliwość oceny sytuacji:
    – Arbiter prowadząca mecz mogła zapytać dziecko, czy zostało uderzone lub czy coś mu się stało. Ale z doświadczenia wiem, że dzieci podające piłki zawsze odpowiadają, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli mocno oberwą – mówi.

    „WTA i ATP nie wiedzą, gdzie kończy się show”

    Ekspertka zwraca uwagę na brak konsekwencji w karaniu zawodników:
    – Powinna istnieć jasna granica – takie zachowania są nieakceptowalne. Niestety, w ostatnich latach WTA i ATP zdają się gubić w tym, co jest widowiskiem, a co już przekroczeniem granic. Publiczność lubi dramaty i wybuchy emocji, więc organizatorzy często przymykają oko – ocenia Załoga.

    Kary finansowe? „Dla Sabalenki to śmiech na sali”

    Według sędzi pieniężne sankcje nie robią żadnego wrażenia na czołowych tenisistach.
    – Takiej Sabalenki to w ogóle nie rusza. Uważam, że skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby odbieranie punktów rankingowych, tak jak to ma miejsce w rozgrywkach juniorskich. Wtedy zawodnicy naprawdę odczuliby konsekwencje. Teraz płacą symboliczne grzywny i śmieją się w twarz sędziom – podsumowuje.

    Milczenie liderki rankingu

    Od zakończenia meczu Sabalenka nie skomentowała swojego zachowania. W mediach społecznościowych ograniczyła się do krótkiego wpisu:

    „To koniec gry w Wuhanie. Nie takiego zakończenia chciałam, ale dziękuję wszystkim za spędzony tutaj czas. Czuję się tu jak w domu”.

    Była to jej pierwsza porażka w historii startów w chińskim turnieju, który wygrywała w latach 2018, 2019 i 2024.

    Kolejny wybryk w tym sezonie

    Nie jest to pierwszy raz w tym roku, gdy Sabalenka trafia na czołówki serwisów nie z powodu gry, lecz zachowania. Po przegranym finale Australian Open z Madison Keys jej team został przyłapany na obscenicznym geście wobec trofeum za drugie miejsce. Z kolei po porażce z Coco Gauff w finale Roland Garros Białorusinka w kontrowersyjny sposób skomentowała sukces Amerykanki, sugerując, że „Iga Świątek wygrałaby ten finał, gdyby grała innego dnia”.

    Dwojakie standardy?

    W sieci nie brakuje głosów, że gdyby w podobnej sytuacji znalazła się Iga Świątek, reakcja środowiska tenisowego byłaby znacznie ostrzejsza. Internauci zarzucają WTA stosowanie podwójnych standardów i zbyt łagodne podejście do wybryków obecnej liderki rankingu.

     

    Na razie żadna z legend światowego tenisa nie odniosła się publicznie do incydentu z Wuhanu. Jednak jedno jest pewne – zachowanie Sabalenki po raz kolejny pokazuje, jak cienka jest granica między sportową pasją a brakiem opanowania.

    https://x.com/dfonbp/status/1976998837752619122?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1976998837752619122%7Ctwgr%5E58abb833e0bb1bd04ae4f199d47689969e77dc93%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732319317az-huczy-o-wybryku-sabalenki-oto-co-zrobila-sedzia-z-polski.html

  • Świątek przed Sabalenką! Są najnowsze wyliczenia, kapitalna sprawa

    Świątek przed Sabalenką! Są najnowsze wyliczenia, kapitalna sprawa

    Iga Świątek to dziś prawdziwa gwiazda światowego tenisa, a jej sukcesy przekładają się nie tylko na sportowe triumfy, lecz także na ogromne zarobki. Najnowsza premia, jaką otrzymała za ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Wuhan, sprawiła, że Polka awansowała w wyjątkowo prestiżowym zestawieniu – rankingu najlepiej zarabiających tenisistek w historii. W tym gronie przed nią znajduje się już tylko jedna zawodniczka.

    Za dotarcie do ćwierćfinału w Wuhan (porażka 1:6, 2:6 z Jasmine Paolini) Świątek zainkasowała 83 250 dolarów. Dzięki temu jej łączne zarobki z nagród turniejowych w karierze wynoszą już 42 945 490 dolarów. To pozwoliło jej wyprzedzić Venus Williams (42 867 364 dolary) i wskoczyć na drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów.

    Na czele listy niezmiennie znajduje się Serena Williams, która w swojej błyskotliwej karierze zgromadziła 94 816 730 dolarów – kwotę, do której reszcie tenisistek wciąż bardzo daleko.

    Choć Świątek ma za sobą dopiero kilka pełnych sezonów w zawodowym tourze, jej tempo zarabiania jest imponujące. Polka może teraz skupić się na dalszej pogoni za rekordzistką, ale jej pozycja wiceliderki jest nieco zagrożona – przez Arynę Sabalenkę, której dorobek finansowy po ostatnich turniejach wynosi 42 480 621 dolarów. Różnica między obiema zawodniczkami to zaledwie 464 869 dolarów, co w realiach kobiecego tenisa jest kwotą możliwą do nadrobienia w jednym dobrze rozegranym turnieju.

    Najlepiej zarabiające tenisistki w historii (stan na październik 2025):

    1. Serena Williams – 94 816 730 dol.
    2. Iga Świątek – 42 945 490 dol.
    3. Venus Williams – 42 867 364 dol.
    4. Aryna Sabalenka – 42 480 621 dol.
    5. Simona Halep – 40 236 618 dol.
    6. Wiktoria Azarenka – 38 890 473 dol.
    7. Maria Szarapowa – 38 777 962 dol.
    8. Petra Kvitova – 37 653 615 dol.
    9. Caroline Wozniacki – 36 479 231 dol.
    10. Angelique Kerber – 32 545 460 dol.
    11. Coco Gauff – 29 064 121 dol.
    12. Agnieszka Radwańska – 27 683 807 dol.
    13. Elina Switolina – 26 657 071 dol.
    14. Karolina Pliskova – 26 140 530 dol.
    15. Swietłana Kuzniecowa – 25 816 890 dol.
      …
    16. Magda Linette – 8 101 629 dol.
    17. Magdalena Fręch – 4 130 131 dol.

    Końcówka sezonu może jeszcze sporo zmienić. Zarówno Świątek, jak i Sabalenka będą miały okazję znacząco powiększyć swoje konto podczas WTA Finals – turnieju, którego pula nagród wynosi aż 15,5 mln dolarów, a triumfatorka zgarnie z tego kilka milionów.

    Wszystko więc wskazuje na to, że Polka wciąż może piąć się w górę nie tylko w rankingach sportowych, ale też finansowych – potwierdzając, że jest jedną z największych postaci współczesnego tenisa.

  • Celt zobaczył, co stało się ze Świątek i wydał wyrok. “Będzie tylko trudniej”

    Celt zobaczył, co stało się ze Świątek i wydał wyrok. “Będzie tylko trudniej”

    Dawid Celt nie gryzł się w język, komentując ostatnie występy Igi Świątek. W podcaście “Break Point” kapitan kobiecej reprezentacji Polski przyznał, że w najlepszej tenisistce świata coś zgasło — zabrakło jej energii i charakterystycznego ognia, który napędzał ją jeszcze kilka miesięcy temu. Celt wskazał też główny powód słabszej dyspozycji Polki podczas azjatyckich turniejów. Jego słowa nie napawają optymizmem. – Z każdym kolejnym rokiem będzie tylko trudniej – ostrzegł.

    „Zgasł w niej ogień” – analiza Dawida Celta

    Świątek zakończyła azjatyckie tournee z mieszanymi wynikami. Co prawda wygrała turniej WTA 500 w Seulu, ale w Pekinie i Wuhan nie potrafiła dotrzeć nawet do półfinału. W stolicy Chin odpadła już w 1/8 finału po porażce z Emmą Navarro, a w Wuhan została rozbita przez Jasmine Paolini 1:6, 2:6. Celt, który oglądał te mecze bardzo uważnie, wskazał na jeden zasadniczy problem.

    – Zgasł w niej ten ogień, ta energia, którą Iga miała od Rolanda Garrosa. W końcówce azjatyckich turniejów wyraźnie tego zabrakło. Nie było już „prądu”, a wraz z tym pojawiły się kłopoty. Z Navarro łatwo oddany trzeci set, z Bouzkovą – wiadomo, inne granie. Z Bencić widać było, że Iga gaśnie, że momentami jest zbyt spokojna, jakby pogodziła się z losem. A z Paolini to już w ogóle… – mówił Celt.

    „Paolini zakręciła Igą strasznie”

    Ekspert podkreślił, że pojedynek z Włoszką obnażył wszystkie problemy Polki. – Widać było, kto gdzie jest w danym momencie. Paolini walczyła o awans do WTA Finals, była pełna energii, grała agresywnie, szybko, z dużą intensywnością. Narzucała swoje tempo, zmieniała kierunki, wchodziła w kort. Zakręciła Igą strasznie. A u Igi widać było, że nie mogła wejść na odpowiednie obroty, brakowało jej tej sportowej złości i świeżości. Głowa miała już dość tego grania – ocenił.

    Przemęczenie daje o sobie znać

    Według Celta źródłem problemów Świątek jest przeciążenie i narastające zmęczenie po kilku bardzo intensywnych sezonach. – Ten mecz z Paolini tylko to potwierdził. Tego prądu jest po prostu mało. To już czwarty rok z rzędu, gdy Iga ma ponad 60 zwycięstw w sezonie. To ogromny wysiłek, a obciążenia zaczynają się kumulować. Takie są fakty. Czy można było coś zrobić inaczej – mniej grać, inaczej zaplanować starty – to już pytania do jej sztabu. Ale z każdym kolejnym rokiem będzie trudniej, nie łatwiej – podkreślił Celt.

    Czas na regenerację przed WTA Finals

    Kapitan reprezentacji wierzy jednak, że Świątek uda się naładować baterie przed końcem sezonu. – W Azji po prostu zabrakło paliwa. Teraz najważniejsze, by odpoczęła, złapała świeżość i przygotowała się do turnieju Masters. To będzie kluczowy moment roku – zaznaczył.

    WTA Finals, wieńczący sezon turniej najlepszych tenisistek świata, odbędzie się w dniach 1–8 listopada w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej. Dla Świątek to ostatnia szansa, by zakończyć rok mocnym akcentem.

  • Sabalenka straciła tytuł w Wuhanie. Znamy nową mistrzynię. Zwrot akcji w ostatnim secie

    Sabalenka straciła tytuł w Wuhanie. Znamy nową mistrzynię. Zwrot akcji w ostatnim secie

    Jessica Pegula, która w sobotę 11 października sensacyjnie pokonała Arynę Sabalenkę, odbierając jej marzenia o kolejnym triumfie w Wuhan, w niedzielnym finale zmierzyła się z Coco Gauff. Pierwszy set padł łupem młodszej z Amerykanek, a w drugim Pegula była już o krok od doprowadzenia do wyrównania. W decydujących momentach to jednak Gauff zachowała więcej zimnej krwi i sięgnęła po tytuł, przejmując symbolicznie koronę po Sabalence.

    Po jednym z najlepszych spotkań całego sezonu, w którym Jessica Pegula pokonała światową liderkę Aryną Sabalenkę, Amerykanka awansowała do finału prestiżowego turnieju WTA 1000 w Wuhan. Tam czekała już na nią jej rodaczka, Coco Gauff — pogromczyni Jasmine Paolini z półfinału.

    Po półfinałach to właśnie Pegula sprawiała wrażenie zawodniczki w lepszej dyspozycji. W meczu z Sabalenką zdołała odwrócić losy pojedynku, mimo że przegrywała 0:1 w setach i 3:5 w decydującej partii. Białorusinka była o dwa punkty od zwycięstwa, ale Amerykanka popisała się niesamowitym pościgiem i triumfowała w tie-breaku, zapewniając sobie miejsce w finale. W niedzielę jednak wszystko zaczynało się od nowa.

    Gauff lepsza na otwarcie – Pegula goniła, ale bez skutku

    Coco Gauff rozpoczęła finał z ogromną energią i pewnością siebie. Już po kilkunastu minutach prowadziła 3:0, zanim Pegula zdołała zapisać na swoje konto pierwszego gema. Z czasem starsza z Amerykanek zaczęła grać odważniej i coraz częściej przejmowała inicjatywę, a w siódmym gemie przełamała serwis rywalki. Mimo to nie zdołała doprowadzić do wyrównania – Gauff natychmiast odpowiedziała kolejnym przełamaniem i zakończyła seta wynikiem 6:3, wychodząc na prowadzenie w meczu.

    Emocjonujący drugi set i triumf Gauff w Wuhan

    Druga partia rozpoczęła się idealnie dla Peguli, która już w pierwszym gemie przełamała serwis Gauff. Szybko jednak okazało się, że żaden z serwisów nie daje gwarancji punktów – do siódmego gema obie zawodniczki wymieniały się przełamaniami aż siedem razy. Ostatnie z nich, na korzyść Peguli, wydawało się kluczowe. Amerykanka wyszła na prowadzenie 5:4 i miała szansę zamknąć seta przy własnym podaniu.

    Coco Gauff jednak nie zamierzała się poddać. Zagrała z determinacją, doprowadziła do remisu 5:5, a następnie wygrała swój gem serwisowy. Pegula stanęła przed zadaniem utrzymania się w meczu, lecz w kluczowych momentach popełniła kilka kosztownych błędów. Gauff wykorzystała każdą okazję i zakończyła finał zwycięstwem 7:5 w drugim secie, zdobywając tytuł mistrzyni WTA 1000 w Wuhan.

    To był finał pełen zwrotów akcji, ale ostatecznie to młodsza z Amerykanek udowodniła, że w kluczowych momentach potrafi zachować spokój i wykorzystać presję na swoją korzyść.

  • Świątek podjęła decyzję. Przeciek z ostatniej chwili. Dwa i pół miesiąca oczekiwania

    Świątek podjęła decyzję. Przeciek z ostatniej chwili. Dwa i pół miesiąca oczekiwania

    Iga Świątek zakończyła azjatyckie tournée po trzech występach – triumfie w Seulu, czwartej rundzie w Pekinie oraz ćwierćfinale w Wuhanie. Choć zdołała nieco zmniejszyć stratę punktową do Aryny Sabalenki, to jednak nie na tyle, by zachować realne szanse na zakończenie sezonu 2025 na szczycie rankingu WTA. W tej sytuacji pojawiły się spekulacje, czy Polka zdecyduje się jeszcze na dodatkowy start – na przykład w Tokio. Ostatecznie podjęła pozytywną decyzję dotyczącą kolejnego występu, lecz w zupełnie innym miejscu.

    Walka o fotel liderki

    Po Wimbledonie Świątek rozpoczęła pogoń za Sabalenką, która wcześniej miała sporą przewagę. Polka wygrała prestiżowy turniej WTA 1000 w Cincinnati, ale w US Open Białorusinka ponownie powiększyła dystans. Dlatego kluczowe miały być dla Igi turnieje w Azji – ich celem było zmniejszenie różnicy punktowej do mniej niż 1500, co pozostawiłoby otwartą kwestię pierwszego miejsca przed WTA Finals w Rijadzie.

    Przegrana z Jasmine Paolini w ćwierćfinale w Wuhanie przekreśliła jednak te nadzieje. Sabalenka, dzięki awansowi do półfinału, zagwarantowała sobie utrzymanie pozycji liderki niezależnie od wyników finałowego turnieju sezonu.

    Spekulacje o dodatkowym starcie

    Niektórzy sugerowali, że Świątek mogłaby spróbować jeszcze jednego występu, np. z dziką kartą w turnieju WTA 500 w Ningbo. Jednak losowanie drabinki w sobotę przekreśliło ten scenariusz. Alternatywą mógł być turniej w Tokio, lecz zgodnie z przepisami zawodniczka tej klasy nie może w tym czasie wystąpić w imprezie niższej rangi (WTA 250). Menedżerka PR Polki, Daria Sulgostowska, potwierdziła, że Iga nie planuje już żadnych występów przed WTA Finals – całą uwagę koncentruje na przygotowaniach do turnieju w Arabii Saudyjskiej.

    Aż do niedzieli, gdy pojawiła się niespodziewana wiadomość o jej planach na nowy sezon.

    Świątek znów zagra dla Polski

    Jak poinformował australijski portal The Sydney Morning Herald, Iga Świątek zdecydowała, że w styczniu 2026 roku ponownie wystąpi w United Cup – turnieju drużynowym, w którym rywalizują reprezentacje krajowe. To oznacza, że Polka nie wybierze startu indywidualnego w WTA 500 w Brisbane, gdzie tytułu ma bronić Aryna Sabalenka.

    United Cup od trzech lat jest dla Igi początkiem sezonu. W pierwszej edycji Polacy dotarli do półfinału, a w dwóch kolejnych przegrali dopiero w finałach – najpierw z Niemcami, potem ze Stanami Zjednoczonymi. Tradycyjnie w drużynie Biało-Czerwonych liderami byli Świątek i Hubert Hurkacz. Ten drugi, po kontuzji i długiej przerwie, zapowiedział powrót na kort właśnie w nowym roku.

    – United Cup to wyjątkowe wydarzenie. To ogromny zaszczyt reprezentować swój kraj, szczególnie u boku tak wspaniałych zawodników – powiedziała Świątek w rozmowie z australijskim portalem. – Uwielbiam atmosferę drużynową i mam wspaniałe wspomnienia z tego turnieju. To inne emocje niż w typowych zawodach indywidualnych – dodała.

    Turniej z rekordową pulą nagród

    Nadchodząca edycja United Cup odbędzie się od 2 do 11 stycznia 2026 roku, a rywalizacja będzie toczyć się w Perth i Sydney. Weźmie w niej udział 18 reprezentacji, a łączna pula nagród wzrośnie do 17 milionów dolarów australijskich.
    Australijczycy, jako gospodarze, mają zagwarantowany udział w turnieju, a w ich składzie zobaczymy m.in. Alexa De Minaura oraz Darię Kasatkinę (WTA 19) lub Mayę Joint (WTA 35) – co sprawi, że ich drużyna będzie najmocniejsza w historii.

    Dla Igi Świątek to zatem nie tylko start w nowym sezonie, lecz także symboliczny początek kolejnego etapu – ponownie w barwach narodowych i z nadzieją na sięgnięcie po upragnione drużynowe trofeum.