Category: Uncategorized

  • Niezwykła droga z Białorusi do Polski. Bohaterka reprezentacji. Tak podziękowała naszemu krajowi

    Niezwykła droga z Białorusi do Polski. Bohaterka reprezentacji. Tak podziękowała naszemu krajowi

    To był absolutnie niezwykły konkurs skoku wzwyż kobiet podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. Całemu wydarzeniu dodatkowej dramaturgii dodała ulewa, która utrudniała zawodniczkom rywalizację. W tych niesprzyjających warunkach znakomicie poradziła sobie Maria Żodzik, reprezentantka Polski, która kilka lat temu przyjechała do naszego kraju z Białorusi. Mimo kłopotów zdrowotnych pokonała wysokość 2,00 m, bijąc rekord życiowy i zdobywając srebrny medal. Był to jednocześnie pierwszy w historii przypadek, gdy Polka na stadionie przeskoczyła dwa metry. 28-latka po starcie nie kryła łez i wzruszenia – swój sukces zadedykowała Polsce, dziękując za wsparcie i szansę, jaką otrzymała.


    Najważniejsze fakty

    • Maria Żodzik wywalczyła srebro w Tokio, skacząc 2,00 m i poprawiając rekord życiowy.
    • Deszcz oraz problemy z biodrem nie powstrzymały jej przed osiągnięciem historycznego wyniku.
    • Urodzona w Białorusi zawodniczka podziękowała Polsce, traktując medal jako formę wdzięczności wobec nowej ojczyzny.

    Droga do medalu

    Żodzik tradycyjnie zaczęła konkurs od strącenia pierwszej próby – na 1,88 m. Przez chwilę wydawało się, że może to przekreślić jej szanse w walce o podium. Później jednak opanowała nerwy i w trudnych warunkach pokonała kolejne wysokości – 1,93 m i 1,97 m – już w pierwszych próbach. Wtedy nad stadionem zaczęło padać. – Bóg dał mi wtedy szansę, bo 1,97 m skakałam jeszcze na sucho. To mogło być decydujące – mówiła później Polka.

    Konkurs nabrał ogromnych emocji przy próbach na 2,00 m. Gdy Żodzik szykowała się do swojego podejścia, rozpętała się ulewa i sędziowie przerwali rywalizację. Po kilkudziesięciu minutach zawodniczki wróciły na rozbieg. Australijka Nicola Olyslagers pokonała dwa metry, ale reszta faworytek, w tym Jarosława Machuczich czy Eleanor Patterson, strącały poprzeczkę. Wówczas to Żodzik, w trzeciej próbie, wykonała skok życia. Poprzeczka zatrzepotała, ale została na stojakach – to wystarczyło, by zapewnić jej medal.

    Na 2,02 m żadna z zawodniczek nie poradziła sobie z poprzeczką, co oznaczało, że Polka zakończy zawody ze srebrem. Zwyciężyła Olyslagers, a brąz przypadł Machuczich i Serbce Angeline Topić.


    Sukces mimo bólu i deszczu

    Po konkursie Żodzik przyznała, że deszcz uniemożliwił jej pełne cieszenie się z medalu. – Nie lubię skakać w takich warunkach, technika od razu się zmienia. Po prostu wykonałam skok i tyle. Bez deszczu byłabym gotowa na więcej – wyznała.

    Jej występ był jeszcze bardziej imponujący, biorąc pod uwagę kłopoty zdrowotne. Tuż przed wylotem do Tokio zmagała się z urazem biodra, który wciąż dawał się we znaki. – Teraz czuję ogromny ból, czas na leczenie i odpoczynek. Potem wracam do pracy – dodała.


    Droga z Białorusi do Polski

    Żodzik przez lata startowała dla Białorusi, brała udział m.in. w młodzieżowych mistrzostwach Europy. W 2021 roku marzyła o igrzyskach olimpijskich, ale wskutek błędów działaczy nie mogła w nich wystąpić. Decyzję o wyjeździe z ojczyzny podjęła dopiero po rosyjskiej agresji na Ukrainę, w którą zaangażował się również reżim w Mińsku. – Zrozumiałam wtedy, że Białoruś zostanie wykluczona z międzynarodowych zawodów. Przyjechałam do Polski, bo chciałam dalej uprawiać sport – wspominała.

    Jej droga do polskiego obywatelstwa była możliwa dzięki polskim korzeniom dziadków, co przyspieszyło całą procedurę. – Cała moja droga miała sens właśnie dla tego medalu. Kiedy wyjeżdżałam, zostawiłam na Białorusi całe życie. Byłam sama. Dziś, po trzech latach, czuję się tu jak u siebie. Ten medal to moje podziękowanie Polsce za to, że mogę realizować marzenia – mówiła ze łzami w oczach.


    Nowy trener i nowe otwarcie

    Na początku kariery w Polsce trenowała pod okiem Roberta Nazarkiewicza, ale w tym roku zdecydowała się na zmianę. Jej szkoleniowcem został zaledwie 24-letni Paweł Wyszyński. – Mamy świetne relacje, czuję się w tej grupie akceptowana i spokojna. To przełom w mojej karierze – psychologicznie i sportowo. Dzięki temu jestem stabilniejsza – podkreśliła.


    Srebrny medal Marii Żodzik w Tokio to nie tylko wielki sportowy sukces, lecz także piękna historia o determinacji, przezwyciężaniu trudności i wdzięczności wobec kraju, który dał jej drugą sportową i życiową szansę.

  • Polacy wygrywają w Predazzo! Stoch i Kubacki zachwycili

    Polacy wygrywają w Predazzo! Stoch i Kubacki zachwycili

    Kamil Stoch i Dawid Kubacki dali polskim kibicom sporo emocji podczas niedzielnego konkursu duetów w ramach Letniego Grand Prix w Predazzo. Biało-Czerwoni od początku pokazali świetną dyspozycję, a po pierwszej serii zajmowali pozycję liderów. Czy udało im się dowieźć zwycięstwo do końca?

    Problemy organizacyjne i start konkursu

    Rywalizacja miała rozpocząć się od serii próbnej o godzinie 16:00, jednak ta ostatecznie nie została rozegrana. Dominik Formela ze skijumping.pl informował na platformie X o zamieszaniu wokół zawodów. „Oficjalnego komunikatu brak, ale nici z serii próbnej. Wokół totalne rozprężenie i oczekiwanie na zajście słońca. Jak co dzień – tuż po 17 na skoczni w Predazzo. Konkurs powinien ruszyć o czasie lub z delikatnym poślizgiem” – relacjonował.

    Mocne otwarcie Polaków

    Pierwszym z polskich skoczków, którzy pojawili się na belce, był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski poszybował na 134,5 metra, wyprowadzając naszą drużynę na prowadzenie. Presja spoczęła na Dawidzie Kubackim, lecz on także nie zawiódł – uzyskał 127,5 metra. Po dwóch próbach Polacy mieli 176,7 pkt i przewodzili stawce.

    Najgroźniejsi okazali się Japończycy. Ryoyu Kobayashi odpowiedział skokiem na 133 metry, dzięki czemu jego drużyna plasowała się tuż za Polakami ze stratą 3,5 pkt. Na trzecim miejscu znajdowała się Słowenia, a czwarta była Austria.

    Dyskwalifikacje i zamieszanie w tle

    Po pierwszej serii z zawodami pożegnały się reprezentacje Chin, Kanady, Ukrainy, Kazachstanu, Rumunii oraz USA. Nie zabrakło kontrowersji – Amerykanie stracili szansę na awans po dyskwalifikacji Tate’a Frantza. Z kolei Kanadyjczyk Tarik Vanwieren nie oddał skoku, gdyż… pojawił się na górze skoczni w kombinezonie bez wymaganego chipu.

    Druga seria – Stoch i Kubacki powiększają przewagę

    W drugiej rundzie Stoch ponownie pokazał klasę, lądując na 134,5 metrze. Ren Nikaido z Japonii odpowiedział wynikiem 129 metrów, co pozwoliło Polakom powiększyć przewagę do 12,3 pkt. Kubacki poprawił się i skoczył 129,5 metra, lecz Kobayashi zmniejszył straty Japończyków dzięki świetnemu skokowi na 132,5 metra. Polska nadal prowadziła, mając 4,3 pkt przewagi nad Japonią i 12,7 pkt nad Słowenią.

    Finałowa seria – polska dominacja

    Do ostatniej odsłony zakwalifikowało się osiem najlepszych ekip. Japończycy wypadli gorzej – Ren Nikaido osiągnął 129 metrów, co pozwoliło Słoweńcom wyprzedzić ich w klasyfikacji. Chwilę później na belce pojawił się Stoch i oddał fantastyczny skok na 135,5 metra, który zapewnił Polakom aż 18,7 pkt przewagi nad drugą drużyną.

    W decydującym momencie Kubacki utrzymał nerwy na wodzy i poszybował aż 137,5 metra. Japończycy odpowiedzieli jeszcze dalekim lotem Kobayashiego (141 m), a Słoweńcy świetnym skokiem Anže Laniška (137 m), lecz to nie wystarczyło, by odebrać Polakom zwycięstwo.

    Wyniki końcowe

    1. Polska – 786,6 pkt
    2. Japonia – 765,7 pkt (-20,9)
    3. Słowenia – 764,7 pkt (-21,9)

    Stoch i Kubacki udowodnili, że mimo letniego okresu przygotowawczego wciąż znajdują się w znakomitej formie i są gotowi na kolejne wyzwania w nadchodzącym sezonie.

     

  • Świątek zobaczyła, co zrobiła Żodzik na MŚ. I od razu zareagowała

    Świątek zobaczyła, co zrobiła Żodzik na MŚ. I od razu zareagowała

    Maria Żodzik została jedyną polską medalistką tegorocznych mistrzostw świata w lekkoatletyce. 28-letnia zawodniczka wywalczyła srebro w konkursie skoku wzwyż, osiągając granicę dwóch metrów i poprawiając swój rekord życiowy. Lepsza od niej okazała się tylko Australijka Nicola Olyslagers.

    Po zakończeniu rywalizacji Żodzik przyznała, że warunki atmosferyczne miały duży wpływ na wynik. – Gdyby nie deszcz, myślę, że mogłabym cieszyć się jeszcze bardziej. Skoczyłam, zrobiłam swoje, ale pogoda trochę odebrała mi radość. Czułam, że byłam gotowa na wyższe skakanie – powiedziała w rozmowie z Interią.

    Na sukces Żodzik zareagowała także Iga Świątek, która kilka godzin wcześniej sięgnęła po tytuł w Seulu. Liderka światowego rankingu udostępniła na Instastories zdjęcie wzruszonej lekkoatletki, dopisując krótkie: „Wow, Maria Żodzik. Gratulacje!”.

    Reprezentacja Polski zakończyła mistrzostwa świata na 27. miejscu w klasyfikacji medalowej, z dorobkiem jednego srebrnego krążka. Dla porównania, w poprzedniej edycji nasi sportowcy zdobyli dwa srebra – Wojciech Nowicki i Natalia Bukowiecka (Kaczmarek). Najwięcej medali z Tokio wywiozła ekipa Stanów Zjednoczonych (26), wyprzedzając Kenię (11) i Kanadę (5).

    Udany dzień miała również sama Świątek. W niedzielnym finale w Seulu po ciężkim, trzysetowym boju pokonała Jekaterinę Aleksandrową 1:6, 7:6(3), 7:5 i sięgnęła po swój trzeci tytuł w tym sezonie. – Chcę pogratulować Jekaterinie świetnego tygodnia i znakomitego finału. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak udało mi się wygrać, bo grałaś rewelacyjnie, a ja walczyłam o przetrwanie. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się w finałach, bo mecze z tobą są zawsze trudne – mówiła Polka tuż po zwycięstwie.

  • Świątek przegrała 1:6 i się zaczęło. Mistrzyni! Nieprawdopodobny triumf

    Świątek przegrała 1:6 i się zaczęło. Mistrzyni! Nieprawdopodobny triumf

    Iga Świątek po raz kolejny udowodniła, że potrafi wychodzić z największych tarapatów. W finale turnieju WTA 500 w Seulu Polka trzykrotnie znalazła się w sytuacji, w której Jekatierina Aleksandrowa była zaledwie dwie piłki od zwycięstwa. Mimo to liderka polskiego tenisa zachowała chłodną głowę i po niemal trzygodzinnym thrillerze triumfowała 1:6, 7:6(3), 7:5, sięgając po 25. tytuł w karierze.

    Trudny początek i katastrofa w serwisie

    Już od pierwszych piłek finału Świątek miała kłopoty. Przegrała swój serwis w premierowym gemie, popełniając aż cztery błędy z forhendu. Wkrótce zdecydowała się nawet zmienić rakietę, ale to nie poprawiło sytuacji. Aleksandrowa, zwyciężczyni turnieju w Seulu z 2022 roku, znakomicie serwowała i po dwóch gemach miała na koncie cztery asy. Polka szybko znalazła się pod ścianą – popełniała błędy, była nerwowa, brakowało jej intensywności w pracy nóg i koncentracji. Komentatorzy nie mieli wątpliwości: to nie była dobra wersja Igi.

    Pierwszego seta Świątek przegrała błyskawicznie, 1:6, w zaledwie 31 minut. Liczby mówiły same za siebie – 14 niewymuszonych błędów Polki przy zaledwie trzech po stronie rywalki.

    Gest uciszenia sztabu i walka o oddech

    Drugi set rozpoczął się bardziej obiecująco. Rosjanka oddała Polce przełamanie po podwójnych błędach serwisowych, ale natychmiast odrobiła stratę. Wtedy kamery uchwyciły nietypową scenę – siedząca na ławce Świątek przyłożyła palec do ust, prosząc swój sztab o ciszę. Był to sygnał, że Polka chciała skupić się wyłącznie na własnej grze.

    Aleksandrowa imponowała regularnością. W pięciu kolejnych gemach serwisowych oddała tylko dwa punkty i aż trzy razy wygrywała do zera. Wydawało się, że spotkanie szybko zakończy się jej triumfem. Przy stanie 5:4 i 6:5 Rosjanka była trzy razy zaledwie dwie piłki od zwycięstwa w całym meczu. Świątek jednak zareagowała jak mistrzyni – serwowała odważnie i skutecznie, wytrzymując presję.

    W tie-breaku pokazała pełnię możliwości. Grała agresywnie, pewnie i doprowadziła do decydującego seta.

    Decydujący set pełen emocji

    Trzecia partia to była prawdziwa huśtawka nastrojów. Już w trzecim gemie Świątek oddała rywalce przełamanie po trzech podwójnych błędach serwisowych. Przegrywała 1:3, ale potrafiła odrobić straty – przy break poincie pomogła jej nawet taśma, po której piłka spadła na stronę Rosjanki.

    Przy stanie 4:3 Polka miała dwie szanse, by odskoczyć, ale Aleksandrowa się wybroniła. Emocje sięgały zenitu, a o losach meczu zadecydował dwunasty gem. Świątek przy stanie 6:5 wywalczyła dwie piłki meczowe i drugą z nich zamieniła na triumf efektownym forhendowym crossowym winnerem.

    Kolejny tytuł i znakomity bilans

    Wygrana w Seulu to 25. tytuł w karierze Igi Świątek. Polka pozostaje niemal nieomylna w finałach – na 30 rozegranych triumfowała aż w 25. Z kolei bilans Aleksandrowej w decydujących meczach to pięć zwycięstw i sześć porażek.

    Świątek pokazała, że potrafi nie tylko dominować, ale i walczyć w meczach, które wymykają się spod kontroli. Z zimną krwią i ogromną odpornością psychiczną odwróciła losy finału, udowadniając, dlaczego jest jedną z najlepszych tenisistek świata.

  • Polka sprawiła najpiękniejszą sensację na koniec MŚ! Mamy medal!

    Polka sprawiła najpiękniejszą sensację na koniec MŚ! Mamy medal!

    Polska nie wyjedzie z mistrzostw świata w Tokio z pustymi rękami! Ostatniego dnia zawodów fantastyczną niespodziankę sprawiła Maria Żodzik. Zawodniczka pochodząca z Białorusi, reprezentująca nasze barwy od roku, wzniosła się na wysokość 2,00 m, poprawiając swój rekord życiowy. Taki wynik zagwarantował jej srebrny medal w finale skoku wzwyż. Lepsza okazała się jedynie Australijka Nicola Olyslagers.

    Żodzik uzyskała polskie obywatelstwo w 2024 roku. Wówczas zadebiutowała w igrzyskach olimpijskich w Paryżu, gdzie nie odniosła większego sukcesu. Tym razem jednak los się do niej uśmiechnął – w Tokio sięgnęła po największe osiągnięcie w swojej karierze i pierwszy medal dla Polski podczas tej imprezy.

    Konkurs rozpoczął się dla niej dość nerwowo – już na wysokości 1,88 m zaliczyła pierwszą zrzutkę. Szybko się jednak pozbierała, pokonując kolejne wysokości 1,93 i 1,97 m. Kluczowa okazała się bariera 2,00 m, która zatrzymała kilka faworytek, w tym Angelinę Topić, Eleanor Patterson oraz Julię Lewczenko. Żodzik również miała problemy – dwie pierwsze próby zakończyły się niepowodzeniem. Wszystko rozstrzygnęło się w trzecim podejściu, kiedy to Polka wzniosła się ponad poprzeczką, bijąc rekord życiowy i zapewniając sobie miejsce na podium.

    Ostatecznie w grze o złoto pozostały tylko Żodzik, Olyslagers i Jarosława Mahuczich. Ukrainka, broniąca tytułu mistrzyni świata, nie zdołała zaliczyć ani 2,00 m, ani przeniesionych później prób na 2,02 m, co dało jej brąz. Dla Polki oznaczało to już pewne srebro.

    O najwyższy stopień podium Żodzik rywalizowała z Olyslagers. Obie zawodniczki atakowały wysokość 2,02 m, ale żadnej się to nie udało. O kolejności zadecydowały wcześniejsze podejścia – Australijka zaliczyła 2,00 m już w pierwszej próbie, natomiast Polka dopiero w trzeciej. Tym samym złoto trafiło do Australii, a Maria Żodzik zakończyła zawody ze srebrnym medalem, który jest jedyną polską zdobyczą na tegorocznych mistrzostwach świata.

    Wyniki finału skoku wzwyż kobiet (MŚ Tokio 2025):

    1. Nicola Olyslagers (Australia) – 2,00 m
    2. Maria Żodzik (Polska) – 2,00 m
    3. Jarosława Mahuczich (Ukraina) – 1,97 m
    4. Angelina Topić (Serbia) – 1,97 m
    5. Eleanor Patterson (Australia) – 1,97 m
    6. Julia Lewczenko (Ukraina) – 1,97 m
  • Rekord MŚ! Polki były piąte, gdy Bukowiecka ruszyła na ostatnie okrążenie

    Rekord MŚ! Polki były piąte, gdy Bukowiecka ruszyła na ostatnie okrążenie

    Polska sztafeta 4×400 metrów kobiet zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w finałowym biegu mistrzostw świata rozgrywanych w Tokio. Złote medale powędrowały do reprezentantek Stanów Zjednoczonych, które nie tylko zdeklasowały rywalki, ale również ustanowiły nowy rekord światowego czempionatu.

    Droga Polek do finału

    Biało-Czerwone nie zachwyciły w eliminacjach, a w półfinale zajęły dopiero trzecie miejsce. – Gdybyśmy nie mieli Natalii Bukowieckiej, to by była bieda. Ale mamy Natalię i mamy finał MŚ w Tokio dla naszej sztafety 4×400 metrów! Nasza liderka pobiegła genialnie, zapewniając nam awans, choć odbierała pałeczkę jako szósta – komentował wówczas dziennikarz Sport.pl, Łukasz Jachimiak.

    Skład i przebieg finału

    Polki przystąpiły do decydującego biegu w deszczowych warunkach w składzie: Anna Gryc, Alicja Wrona-Kutrzepa, Justyna Święty-Ersetic (która nie biegła w półfinale) oraz Natalia Bukowiecka. Ich rywalkami były silne reprezentacje USA, Jamajki, Holandii, Belgii, Francji, Włoch i Norwegii.

    • Na pierwszej zmianie Anna Gryc pobiegła poprawnie, ale Polki plasowały się dopiero na szóstej pozycji.
    • Świetny bieg na drugiej zmianie zanotowała Alicja Wrona-Kutrzepa, która przesunęła naszą drużynę na piąte miejsce.
    • Justyna Święty-Ersetic, biegnąca jako trzecia, nie zdołała odrobić strat do czołówki.
    • Na ostatniej zmianie Natalia Bukowiecka próbowała jeszcze podjąć walkę, ale przewaga rywalek była zbyt duża.

    Wynik i klasyfikacja

    Ostatecznie Polki ukończyły rywalizację na piątej pozycji z czasem 3:22.91, wyprzedzając Norweżki, Francuzki i Włoszki. To o jedno miejsce lepszy rezultat niż w mistrzostwach świata w 2023 roku w Budapeszcie.

    Złote medale wywalczyły Amerykanki (3:16.62 – nowy rekord mistrzostw), srebro trafiło do Jamajki (3:19.25), a brąz do Belgii. Czwarte miejsce przypadło Holenderkom.

  • Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w Seulu

    Tak wygląda ranking WTA po tym, co Świątek zrobiła w Seulu

    Iga Świątek zwyciężyła w turnieju WTA 500 w Seulu! Polka w wielkim stylu sięgnęła po swój trzeci tytuł w sezonie, choć droga do triumfu nie była prosta. W finale zmierzyła się z Jekateriną Aleksandrową i po dramatycznym pojedynku, w którym musiała odrabiać straty, wygrała 1:6, 7:6(3), 7:5. Dzięki temu sukcesowi umocniła się na pozycji wiceliderki rankingu WTA, powiększając przewagę nad Coco Gauff i zmniejszając dystans do Aryny Sabalenki.

    Pierwszy start, od razu zwycięstwo

    Debiutując w Seulu, Świątek miała jasny cel – wygrać turniej. Miasto to ma dla niej szczególne znaczenie, bo właśnie tu w 1988 roku jej ojciec występował na igrzyskach olimpijskich. 37 lat później los uśmiechnął się także do córki. Iga znakomicie radziła sobie w drodze do finału, mimo że w sobotę musiała rozegrać dwa spotkania jednego dnia z powodu opóźnień spowodowanych pogodą. Pokonała wtedy bez większych problemów Barborę Krejčíkovą (6:0, 6:3) oraz Mayę Joint (6:0, 6:2).

    Rewanż Aleksandrowej

    Ostatnią przeszkodą w drodze do tytułu była rozstawiona z numerem drugim Jekaterina Aleksandrowa. Rosjanka w Seulu wcześniej wyeliminowała Lois Boisson, Ellę Seidel oraz Katerinę Siniakovą. Starcie z Polką było dla niej okazją do rewanżu za bolesną porażkę w IV rundzie tegorocznego US Open, gdzie Świątek wygrała pewnie 6:3, 6:1. Bilans ich dotychczasowych spotkań także przemawiał za liderką polskiego tenisa – przed finałem wygrywała 5 z 7 pojedynków.

    Koszmarny początek, kapitalny finisz

    Mecz rozpoczął się dla Igi fatalnie. Aleksandrowa od początku narzuciła swoje warunki, grając niezwykle ofensywnie i skutecznie. Świątek sprawiała wrażenie zagubionej, a efektem był jednostronny set zakończony wynikiem 6:1 dla Rosjanki. Druga partia była już zupełnie inna – Polka uspokoiła grę, ograniczyła błędy i dotrzymywała kroku rywalce. O losach seta przesądził tie-break, w którym Świątek zdominowała przeciwniczkę (7:3). W decydującej odsłonie obie tenisistki walczyły punkt za punkt. Wszystko wskazywało na kolejny tie-break, ale przy stanie 6:5 Iga przełamała Aleksandrową i przypieczętowała zwycięstwo, zdobywając 25. tytuł w karierze.

    Ranking WTA – Świątek odskakuje Gauff

    Wygrana w Seulu dała Świątek 500 punktów do rankingu WTA. Polka kończy turniej z dorobkiem 8433 punktów, co oznacza, że jej przewaga nad trzecią w zestawieniu Coco Gauff wzrosła do 559 oczek. Do prowadzącej Aryny Sabalenki wciąż traci sporo – 2792 punkty – ale nadchodzące turnieje w Pekinie i Wuhan mogą to zmienić, bo tam Świątek nie broni żadnych punktów z ubiegłego roku.

    Aktualny ranking WTA po finale w Seulu:

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 11 225 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) – 8433 pkt
    3. Coco Gauff (USA) – 7874 pkt
    4. Amanda Anisimova (USA) – 5109 pkt
    5. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4793 pkt
    6. Madison Keys (USA) – 4579 pkt
    7. Jessica Pegula (USA) – 4383 pkt
    8. Jasmine Paolini (Włochy) – 4006 pkt
    9. Qinwen Zheng (Chiny) – 4003 pkt
    10. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 3833 pkt
  • 72 minuty i koniec. Sensacyjna porażka Carlosa Alcaraza!

    72 minuty i koniec. Sensacyjna porażka Carlosa Alcaraza!

    Carlos Alcaraz ma za sobą znakomity sezon – Hiszpan triumfował już w dwóch turniejach wielkoszlemowych: Roland Garros oraz US Open, a jego tegoroczny bilans prezentuje się imponująco. Tym większe zaskoczenie wywołała jego niespodziewana porażka w Laver Cup.

    Laver Cup – wyjątkowe zawody

    Puchar Lavera to międzynarodowy turniej tenisowy mężczyzn, zainicjowany w 2016 roku przez Rogera Federera. Nazwa rozgrywek upamiętnia australijską legendę tenisa, Roda Lavera, jedenastokrotnego zwycięzcę turniejów wielkoszlemowych. W rywalizacji co roku biorą udział dwie drużyny: Europa oraz Reszta Świata, każda licząca po siedmiu zawodników.

    Alcaraz bezradny przeciwko Fritzowi

    Podczas meczu rozgrywanego w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego w San Francisco (Chase Center) doszło do starcia Carlosa Alcaraza (1. ATP) z Taylorem Fritzem (5. ATP). Ku ogromnemu zaskoczeniu kibiców, Amerykanin rozbił lidera światowego rankingu w zaledwie godzinę i 12 minut, wygrywając 6:3, 6:2. Hiszpan, który dotąd miał serię 13 kolejnych zwycięstw, tym razem zdołał ugrać tylko pięć gemów.

    Jeszcze bardziej sensacyjny wydaje się wynik, jeśli przypomnieć, że w trzech wcześniejszych pojedynkach między tymi tenisistami Alcaraz zawsze był górą, tracąc zaledwie jednego seta – w półfinale tegorocznego Wimbledonu.

    Fantastyczny sezon mimo porażki

    Mimo tej niespodzianki bilans Hiszpana wciąż jest imponujący: 61 zwycięstw przy zaledwie 7 porażkach w 2025 roku. Alcaraz ma już na koncie siedem tytułów – w Rotterdamie, Monte Carlo, Rzymie, Roland Garros, Londynie, Cincinnati oraz US Open.

    Dla Taylora Fritza to wyjątkowy sukces, nawet jeśli Laver Cup ma charakter pokazowy. Jak zauważył dziennikarz Jose Morgado:
    „Wiem, że mecze w Laver Cup trzeba traktować z pewnym dystansem, ale dla Fritza to ogromne zwycięstwo. Miał bilans 0:3 z Alcarazem, cztery kolejne porażki z Sinnerem i 0-11 z Djokoviciem. Potrzebował takiego przełamania.”

    Składy drużyn

    Na obecnym etapie rywalizacji Reszta Świata prowadzi z Europą aż 9:3.

    • Drużyna Europy: Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1. ATP), Alexander Zverev (Niemcy, 3. ATP), Holger Rune (Dania, 11. ATP), Casper Ruud (Norwegia, 12. ATP), Jakub Mensik (Czechy, 17. ATP), Tomas Machac (Czechy, 22. ATP), Flavio Cobolli (Włochy, 25. ATP).
    • Drużyna Reszty Świata: Taylor Fritz (USA, 5. ATP), Alex Michelsen (USA, 32. ATP), Reilly Opelka (USA, 62. ATP), Jenson Brooksby (USA, 86. ATP), Alex de Minaur (Australia, 8. ATP), Francisco Cerundolo (Argentyna, 21. ATP), Joao Fonseca (Brazylia, 42. ATP).
  • Polska wicemistrzyni olimpijska zaatakowana przez kibiców. Musiała zareagować

    Polska wicemistrzyni olimpijska zaatakowana przez kibiców. Musiała zareagować

    Po nieudanym starcie na mistrzostwach świata Maria Andrejczyk ogłosiła, że nie zamierza jeszcze kończyć kariery i zapowiedziała udział w przyszłorocznych mistrzostwach Europy. Jej deklaracja nie wszystkim przypadła do gustu – w internecie pojawiły się kąśliwe komentarze. Polska oszczepniczka nie pozostała dłużna i szybko odpowiedziała hejterom.

    Maria Andrejczyk rozczarowana, ale nie składa broni

    Występ na mistrzostwach świata w lekkoatletyce Tokio 2025 był dla Marii Andrejczyk dużym rozczarowaniem. Polska wicemistrzyni olimpijska z Tokio 2020 zakończyła eliminacje rzutu oszczepem z wynikiem 60,04 m, co dało jej dopiero 16. miejsce. To za mało, by znaleźć się w gronie 12 finalistek, mimo że poziom kwalifikacji był raczej przeciętny.

    Andrejczyk nie ukrywała frustracji, ale od razu zaznaczyła, że nie zamierza się poddawać – nawet mimo kolejnych problemów zdrowotnych, które od lat utrudniają jej sportowy rozwój.
    – Nie zejdę ze stadionu, dopóki nie powiem sobie: zrobiłam wszystko, co mogłam. Kontuzje odebrały mi wiele, ale mam w sobie cierpliwość. Mistrzostwa Europy w Birmingham to mój cel na przyszły sezon – przyznała po występie.

    Fala hejtu po jej zapowiedzi

    Deklaracja o dalszych startach wywołała wiele komentarzy – zarówno wspierających, jak i tych skrajnie krytycznych. W mediach społecznościowych pojawiły się agresywne wpisy, w których internauci wprost wzywali zawodniczkę do zakończenia kariery.
    – Zejdź ze sceny – napisał jeden z użytkowników.

    Na tym się jednak nie skończyło. W kolejnej wiadomości posunął się jeszcze dalej:
    – Jeśli sama nie zejdziesz, my – kibice – zaczniemy zbierać podpisy pod petycją do PZLA o usunięcie cię z kadry. Mamy prawo być rozczarowani.

    Andrejczyk nie wytrzymała i odpowiedziała

    Zawodniczka nie pozostała obojętna. Na swoim profilu społecznościowym opublikowała zrzut ekranu wspomnianych wiadomości i zamieściła jednoznaczny komentarz:
    – Sorry, ale to już jest wybitne przegięcie. Odklejenie niektórych szalenie mnie zaskakuje – napisała, odnosząc się do hejterskich słów.

    Tłem jej posta był nagłówek artykułu, w którym pojawił się jej wcześniejszy cytat: „Nie zejdę ze stadionu”.

    Wciąż z nadzieją i determinacją

    Mimo trudności i hejtu, Maria Andrejczyk nie zamierza się wycofywać. Przez ostatnie lata musiała zmagać się z licznymi kontuzjami, które odbiły się na jej formie i wynikach. Jednak 29-letnia zawodniczka wciąż wierzy, że może rywalizować z najlepszymi. Właśnie dlatego zapowiedziała, że wystartuje w mistrzostwach Europy w Birmingham w 2026 roku. To tam chce udowodnić – przede wszystkim sobie – że jej historia w lekkiej atletyce jeszcze się nie kończy.

  • Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Była 1:11 w nocy, gdy Świątek zeszła z kortu. Katastrofa w drugim secie

    Dopiero o godzinie 1:11 w nocy Iga Świątek mogła zejść z kortu po wyczerpującym starciu z Jekatieriną Aleksandrową. Choć Polka prowadziła już 6:4, 5:2 i wydawało się, że jest o krok od zwycięstwa, spotkanie potrwało aż dwie godziny i 27 minut. To nie był pierwszy raz, kiedy obie zawodniczki zafundowały kibicom prawdziwy tenisowy thriller – w 2023 roku w Madrycie Świątek triumfowała po trzysetowym boju 6:4, 6:7, 6:3. Teraz przed nami ich kolejne starcie – tym razem w finale turnieju WTA 500 w Seulu.

    Sobota była dla Igi niezwykle intensywna, a zarazem imponująca. O godzinie 12 czasu miejscowego (5:00 rano w Polsce) w ćwierćfinale pewnie pokonała Barborę Krejčíkovą 6:0, 6:3. Zaledwie pięć godzin później w półfinale jeszcze mocniej zdominowała Australijkę Mayę Joint, wygrywając 6:0, 6:2. Polka wykorzystała dzień do maksimum, nadrabiając zaległości spowodowane wcześniejszymi opadami deszczu, i zapewniła sobie miejsce w finale.

    Jej rywalką będzie Jekatierina Aleksandrowa, 11. tenisistka światowego rankingu. Obie zawodniczki znają się znakomicie – do tej pory spotkały się siedem razy, a bilans jest korzystny dla Igi: 5 zwycięstw przy 2 porażkach.

    Świątek – Aleksandrowa 2:0 w 2025 roku

    W tym sezonie Polka już dwukrotnie pokonała Rosjankę – w ćwierćfinale turnieju w Bad Homburgu 6:4, 7:5 oraz w 4. rundzie US Open 6:3, 6:1. Mimo to finał w Seulu nie będzie dla niej formalnością. Aleksandrowa potrafi być bardzo groźna, o czym Świątek przekonała się w Madrycie dwa lata temu.

    W tamtym meczu Iga prowadziła 6:4, 5:2 i miała nawet piłkę meczową. Aleksandrowa jednak obroniła się, doprowadziła do tie-breaka, którego wygrała, i przedłużyła spotkanie. Dopiero w trzecim secie Polka odzyskała pełną kontrolę, nie oddała żadnego break pointa i zakończyła pojedynek zwycięstwem. Ostatni gem rozstrzygnęła do zera, zamykając spotkanie o 1:11 w nocy.

    Jubileuszowy finał Świątek

    Dziś sytuacja wygląda inaczej – Świątek wchodzi do swojego 30. finału w karierze. Ma już na koncie 24 tytuły i w Seulu powalczy o 25. trofeum. Aleksandrowa, siedem lat starsza, wystąpi w swoim 11. finale WTA. Z dotychczasowych dziesięciu pięć razy triumfowała, pięć razy musiała uznać wyższość rywalki.

    Finał w Seulu zapowiada się więc niezwykle ciekawie – z jednej strony faworytka i dominatorka światowego tenisa, z drugiej doświadczona rywalka, która potrafi wykorzystać nawet chwilę słabości przeciwniczki.