Category: Uncategorized

  • Zdetronizowała Igę Świątek w jej królestwie. “Zdecydowanie czuję ulgę”

    Zdetronizowała Igę Świątek w jej królestwie. “Zdecydowanie czuję ulgę”

    Po trzech latach niepodzielnej dominacji Igi Świątek w Paryżu, w tym sezonie koronę na Roland Garros przejęła Coco Gauff. Amerykanka, która przygotowuje się teraz do występu w turnieju WTA 1000 w Pekinie, w ostatnich wypowiedziach zaskoczyła kibiców.

    Sezon pełen finałów
    21-letnia Gauff w tym roku dotarła już do trzech finałów, wszystkie na kortach ziemnych. Przegrała decydujące mecze w Madrycie (z Aryną Sabalenką 3:6, 6:7) oraz w Rzymie (z Jasmine Paolini 4:6, 2:6), ale odniosła triumf w najważniejszym turnieju – Roland Garros. To właśnie tam przerwała serię zwycięstw Igi Świątek, która sięgała po paryski tytuł cztery razy.

    „Zwycięstwo w Roland Garros zdjęło ze mnie presję”
    Gauff, która rok temu wygrała w Pekinie, pokonując w finale Karolinę Muchovą 6:1, 6:3, została zapytana, czy w tym roku odczuwa presję związaną z obroną trofeum. Jej odpowiedź była nietypowa:
    – Nie wiem dlaczego, ale pod koniec sezonu czuję się inaczej. Choć formalnie jestem broniącą tytułu, nie mam takiego odczucia. Nie chcę powiedzieć, że to dla mnie bez znaczenia, bo przecież nie zamierzam przegrywać celowo. Ale zdecydowanie czuję ulgę, bo cały sezon był dla mnie udany – przyznała Amerykanka w rozmowie z Puntodebreak.

    Według niej punktem zwrotnym był triumf w Paryżu.
    – Myślę, że zwycięstwo w Roland Garros pozwoliło mi zrzucić z barków część ciężaru. W zeszłym roku bardziej się tym przejmowałam, bo wciąż nie miałam na koncie wielkiego tytułu. Teraz trudno mi określić swoje emocje, ale na pewno czuję się swobodniej. Pekin traktuję trochę jak poligon doświadczalny. Zobaczymy, jak się wszystko ułoży – dodała Gauff.

    Bilans i plany
    W stolicy Chin rozstawiona jest z numerem 2 i rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Zmierzy się w niej ze zwyciężczynią meczu Lucia Bronzetti (Włochy, 73. WTA) – Kamilla Rachimowa (Rosja, 89. WTA).

    Dotychczasowy bilans Amerykanki w sezonie to 39 zwycięstw i 13 porażek.

     

  • Świątek nie zdążyła nawet wyjść na kort i już afera. “Niedorzeczne”

    Świątek nie zdążyła nawet wyjść na kort i już afera. “Niedorzeczne”

    Iga Świątek poznała już układ drabinki turnieju WTA 1000 w Pekinie i – jak można było przewidzieć – dyskusja wśród kibiców natychmiast się rozpoczęła. Wielu fanów uważa, że losowanie nie było dla Polki łaskawe. „Naprawdę nie chcą, żeby Iga zdobyła te 1000 punktów” – napisano w jednym z popularnych wątków na portalu reddit.com.

    Świątek, która niedawno triumfowała w imprezie WTA 500 w Seulu, już w stolicy Chin będzie musiała zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami. Potencjalnie w drugiej rundzie może trafić na niewygodną Julię Putincewą, a w trzeciej na rozstawioną z numerem 29 Annę Kalinską. W kolejnych etapach jej rywalkami mogą zostać zawodniczki notowane w czołówce światowego rankingu – m.in. Emma Navarro (17. WTA), a w ćwierćfinale nawet Jessica Pegula (7. WTA). W tej samej części drabinki znalazła się też Naomi Osaka (14. WTA), która powoli wraca do najwyższej formy pod okiem Tomasza Wiktorowskiego.

    Fani nie kryją obaw, oceniając, że Polka trafiła do wyjątkowo trudnej sekcji turnieju. „Iga z najtrudniejszym losowaniem, coś nowego?”, „drabinka Igi jest niedorzeczna”, „wolałbym, żeby nie była najwyżej rozstawiona” – to tylko część komentarzy pojawiających się w sieci. Inny kibic zauważył: „To naprawdę skomplikowane losowanie. Grać z Putincewą tak wcześnie to spore ryzyko, potem Kalinska, a później mogą czekać Osaka lub Pegula”.

    Jednym z nielicznych pozytywów jest fakt, że w Pekinie nie zobaczymy Aryny Sabalenki (1. WTA). Białorusinka zmaga się z kontuzją, co w teorii ułatwia Świątek pogoń za pierwszym miejscem w rankingu.

    Turniej w Pekinie wystartuje w środę 25 września, a finał gry pojedynczej pań odbędzie się 5 października.

  • Wielka zmiana w zachowaniu Igi Świątek. “Już nie udaje”

    Wielka zmiana w zachowaniu Igi Świątek. “Już nie udaje”

    Ostatnie wystąpienia Igi Świątek na konferencjach prasowych wywołały szeroką dyskusję i momentami spotkały się z niezrozumieniem. Dziennikarze Przeglądu Sportowego postanowili sprawdzić, czy takie reakcje mogą w jakikolwiek sposób zaszkodzić jej wizerunkowi i poprosili o opinię ekspertów od PR i marketingu.

    Wokół polskiej tenisistki w ostatnich tygodniach pojawiło się sporo komentarzy, choć nie dotyczą one jej gry na korcie – ta wciąż stoi na bardzo wysokim poziomie – lecz kontaktów z mediami. Podczas US Open Świątek musiała odpowiadać na pytania, które niewiele miały wspólnego ze sportem, m.in. o koraliki we włosach czy o to, czy nie potrzebuje przerwy mentalnej. Jej reakcje były wymowne, co zwróciło uwagę wielu osób, także Dawida Celta. – Czasem odnoszę wrażenie, że Iga ma napięcie wobec polskich dziennikarzy, choć nie wiem, z czego to wynika. Może była zirytowana po porażce, może czuła się dotknięta – zastanawiał się były trener.

    Eksperci: Świątek jest autentyczna

    Adam Pawlukiewicz z Pentagon Research podkreślił, że wizerunek Świątek wciąż pozostaje bardzo pozytywny, bo wyróżnia się autentycznością. – Sportowiec nie musi zawsze się uśmiechać. Naturalność przyciąga uwagę i budzi szacunek. Konferencje prasowe nierzadko sprowadzają się do banalnych lub przewidywalnych pytań, czasem opartych na plotkach z mediów społecznościowych – zauważył ekspert.

    Podobnego zdania był Wojciech Kardyś. Jego zdaniem frustracja tenisistki przy pytaniu o koraliki była całkowicie zrozumiała. – Sam nie wiedziałbym, jak odpowiedzieć. Czy jej wizerunek jest w jakikolwiek sposób zagrożony? Absolutnie nie – stwierdził.

    Nowy etap w relacjach z mediami

    Kardyś zwrócił uwagę, że Świątek stopniowo wyznacza granice w kontaktach z prasą. – Nie udaje już osoby „miłej dla wszystkich”. Pamiętamy ją z początków kariery, gdy była jeszcze niedoświadczona, czasem powiedziała coś spontanicznie albo zabawnego. Dziś sytuacja jest inna. Po setkach godzin rozmów z mediami Iga zaczyna stawiać jasne granice i to kształtuje jej nowy wizerunek – zaznaczył.

    Ekspert podkreślił, że Świątek dojrzewa także medialnie. – To już gwiazda, która chce rozmawiać o tenisie, a nie o ozdobach we włosach. Jestem przekonany, że pracując z PR-owcami, nauczy się odpowiadać na tego typu pytania z humorem. Na to jednak potrzeba czasu – podsumował.

  • Cały świat usłyszał, co powiedziała Pajor. Kluczowe zdanie

    Cały świat usłyszał, co powiedziała Pajor. Kluczowe zdanie

    Ewa Pajor nigdy nie miała swojej idolki, dziś jednak sama stała się wzorem dla kolejnych pokoleń. Nie stworzyła kobiecego futbolu w Polsce, ale rozbudziła wyobraźnię, przesunęła granice i otworzyła drzwi tam, gdzie wcześniej były zamknięte. W poniedziałkowy wieczór zrobiła to raz jeszcze – na gali „France Football” odebrała nagrodę dla najskuteczniejszej napastniczki świata. – Nawet o tym nie marzyłam – wyznała ze sceny, szczęśliwa, dumna i nieco zdenerwowana. Jednego można być pewnym: nie jest jeszcze nasycona.

    Od Pęgowa po czerwony dywan

    Pajor doczekała się tego, o czym każda piłkarka mogłaby marzyć – czerwonego dywanu, złotej statuetki, prestiżowej gali w Théâtre du Châtelet, owacji od największych gwiazd futbolu i Luisa Figo wyczytującego jej nazwisko. Już na początku swojego przemówienia przypomniała, że pochodzi z małej miejscowości, a dziś stoi na scenie jako zawodniczka Barcelony, najlepsza napastniczka ubiegłego roku i pierwsza kobieta w historii uhonorowana nagrodą im. Gerda Muellera. Jak w takiej chwili nie czuć dumy? Jak nie pomyśleć o drodze, którą musiała przejść, aby znaleźć się w tym miejscu?

    Droga, której nikt przed nią nie przetarł

    W swoich słowach o rodzinnej miejscowości nie było przypadku. Pajor często wraca myślami do początku – do podwórka przy stodole, gdzie powstała jej pierwsza prowizoryczna bramka. Jako dziecko nie mogła nawet marzyć o takich scenach jak paryska gala. W Polsce kobieca piłka dopiero walczyła o zauważenie, a pierwszą transmisję meczu piłkarek zobaczyła dopiero jako szesnastolatka. Nie miała wzorców, akademii pod domem, a droga do Barcelony wydawała się odległa nawet z perspektywy Konina.

    Jej kariera to ciągłe przełamywanie barier – najpierw wspólny wyjazd z siostrą Pauliną, by łatwiej było im udźwignąć rozłąkę z domem, potem pierwsze kroki w Niemczech i walka o to, by nie zwątpić w siebie w starciu z lepiej przygotowanymi koleżankami z Zachodu. Trzeba było nadrabiać braki, pracować ciężej niż inni i iść pod wiatr, podczas gdy rywalki z Anglii czy Hiszpanii miały za sobą rozwinięte struktury. Dziś w najlepszej dziesiątce plebiscytu Złotej Piłki znalazło się pięć Angielek, cztery Hiszpanki i tylko jedna Polka – Ewa Pajor. Ta statystyka mówi wszystko.

    Symbol i odpowiedzialność

    Pajor od dawna oswaja nas ze swoją wielkością. Widzimy, jak reagują na nią kibice Barcelony, słyszymy pytania zagranicznych dziennikarzy na wielkich turniejach, pamiętamy okładki prestiżowych magazynów. W Uniejowie co roku organizuje własne turnieje, na których widać, jak młode dziewczynki patrzą na nią jak na bohaterkę. Jednak taki wieczór jak ten w Paryżu nadaje jej pozycji jeszcze większej mocy – to oficjalne potwierdzenie tego, co od dawna było oczywiste: Polska ma piłkarkę wyjątkową.

    To powód do dumy, ale i do odpowiedzialności. Pajor daje nam nie tylko gole, wzruszenia po awansie na Euro czy radość po historycznych zwycięstwach. Jej przykład to szansa, by wychować kolejne pokolenia zawodniczek, które będą wierzyć, że droga z małej miejscowości do wielkiego futbolu naprawdę istnieje.

    Przyszłość przed nią

    Poniedziałkowa nagroda to ważny moment, ale Pajor nie zamierza zatrzymywać się w miejscu. We wtorek wróciła już do treningów, patrząc nie wstecz, lecz przed siebie – ku kolejnym bramkom i trofeom. Jej droga jest konsekwentna: najpierw najlepsza w Pęgowie, potem w Koninie, w Polsce, w Niemczech, aż wreszcie w Barcelonie. W 2023 roku zajęła 18. miejsce w plebiscycie, teraz już 8. A przecież dopiero w grudniu skończy 29 lat. Największe cele – jak Liga Mistrzyń – wciąż są w jej zasięgu.

    Pytanie, czy polska piłka – sportowo, organizacyjnie i marketingowo – zdoła za nią nadążyć. Bo jedno jest pewne: Ewa Pajor się nie zatrzyma. I choć wielu rzeczy jeszcze sobie nie wymarzyła, to udowadnia, że marzenia można zamienić w rzeczywistość.

  • Tyle zarobiła Maria Żodzik za srebrny medal na MŚ w Tokio

    Tyle zarobiła Maria Żodzik za srebrny medal na MŚ w Tokio

    Maria Żodzik sprawiła ogromną niespodziankę podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio, zdobywając srebrny medal w skoku wzwyż. To jedyne trofeum, jakie wywalczyła reprezentacja Polski na tej imprezie. Polka nie tylko uratowała honor Biało-Czerwonych, ale także poprawiła swój rekord życiowy, skacząc 2,00 m. Sukces ten przyniósł jej również najwyższą premię finansową w dotychczasowej karierze.

    Żodzik, która uciekła z Białorusi po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, w 2024 roku otrzymała polskie obywatelstwo. Już rok później wystąpiła w biało-czerwonych barwach na igrzyskach olimpijskich, a teraz zapisała się w historii mistrzostw świata.

    Na wrześniowych zawodach w Tokio okazała się jedyną medalistką z Polski. Gdyby nie jej wynik, reprezentacja wróciłaby do kraju bez choćby jednego krążka – co ostatni raz zdarzyło się w 1987 roku. Skok na wysokość 2,00 m dał jej drugie miejsce i ogromne uznanie w świecie lekkoatletyki.

    W rozmowie z Interią Żodzik przyznała, że to osiągnięcie otworzyło przed nią nowe możliwości:
    To moja największa wypłata w karierze. Mam nadzieję, że teraz częściej będę zapraszana na zawody Diamentowej Ligi. Bardzo lubię w nich startować – powiedziała.

    Za srebrny medal w mistrzostwach świata Żodzik otrzymała nagrodę w wysokości 35 tysięcy dolarów.

    Jestem wdzięczna moim trenerom, bo zrobiliśmy to razem. Jeszcze rok temu nie mogłam nawet marzyć o takim sukcesie. Igrzyska były dla mnie rozczarowaniem, nic się nie układało. A teraz ten medal… Dziękuję, trenerze – mówiła wzruszona po finale.

    Srebrny krążek to dopiero początek – Żodzik zapowiada, że jej celem jest jeszcze większy sukces na najważniejszej imprezie sportowej świata, czyli igrzyskach olimpijskich. Kolejna okazja do walki o medale pojawi się w 2028 roku w Los Angeles.

  • Pajor wśród najlepszych na świecie! Oto miejsce Polki w plebiscycie Złotej Piłki

    Pajor wśród najlepszych na świecie! Oto miejsce Polki w plebiscycie Złotej Piłki

    Ewa Pajor zakończyła tegoroczną galę Złotej Piłki z ogromnym sukcesem i nutą niedosytu. Polka zajęła ósme miejsce w siódmym plebiscycie France Football dla najlepszych piłkarek świata. Choć mogła liczyć na wyższe notowania, to i tak jest to jej największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze. Co więcej, wróci do kraju z wyjątkowym trofeum, które po raz pierwszy w historii trafiło w ręce kobiety.

    Pajor z najlepszym wynikiem w karierze

    Za napastniczką FC Barcelony stoi kapitalny sezon. Pajor nie tylko sięgnęła po mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Królowej, ale również została królową strzelczyń obu tych rozgrywek. Mimo przegranego finału Ligi Mistrzyń jej nazwisko znalazło się w gronie trzydziestu nominowanych do głównej nagrody. Choć realne szanse na zwycięstwo były niewielkie, ósma lokata w prestiżowym rankingu stanowi potwierdzenie jej miejsca w światowej czołówce.

    Po raz trzeci z rzędu najlepszą piłkarką globu ogłoszono jej klubową koleżankę – Aitanę Bonmatí.

    Historyczne wyróżnienie – nagroda Gerda Muellera

    Pajor ma jednak powody do szczególnej dumy. Podczas gali odebrała statuetkę imienia Gerda Muellera – przyznawaną do tej pory wyłącznie mężczyznom. W tym roku organizatorzy po raz pierwszy zdecydowali się nagrodzić również kobietę. Polka zdeklasowała rywalki – w minionym sezonie zdobyła aż 52 bramki. Dla porównania druga w klasyfikacji, jej koleżanka z Barcelony Claudia Pina, strzeliła 33 gole.

    – Chciałabym podziękować całej drużynie. To trofeum jest dla nas wszystkich. Każdy dzień spędzony na boisku z takimi zawodniczkami sprawia, że staję się lepsza – mówiła Pajor, wspominając również o osiągnięciach z reprezentacją Polski. – Kocham piłkę nożną i cieszę się, że mogę być częścią rozwoju tej dyscypliny – dodała.

    Triumfy Barcelony i rozstrzygnięcia w innych kategoriach

    FC Barcelona miała jeszcze jeden powód do radości. Vicky López sięgnęła po nagrodę imienia Raymonda Kopy dla najlepszego piłkarza do 21. roku życia. Wśród mężczyzn drugi rok z rzędu tytuł ten przypadł Lamine’owi Yamalowi, który jako pierwszy w historii obronił to wyróżnienie. Najlepszym bramkarzem ogłoszono Gianluigiego Donnarummę.

    Co z męską Złotą Piłką?

    Wciąż trwa oczekiwanie na ostateczne rozstrzygnięcia w klasyfikacji mężczyzn. Głównymi kandydatami do nagrody pozostają Lamine Yamal oraz duet z PSG – Ousmane Dembélé i Vitinha, triumfatorzy ostatniej edycji Ligi Mistrzów. W kontekście Roberta Lewandowskiego spekulowano, że uplasuje się na wysokim, szóstym miejscu. Ostatecznie jednak kapitan reprezentacji Polski zakończył plebiscyt dopiero na 17. pozycji.

  • Tak Lewandowski przeszedł do historii! Mówi o nim cały świat

    Tak Lewandowski przeszedł do historii! Mówi o nim cały świat

    22 września minęło dokładnie dziesięć lat od jednego z najbardziej niezwykłych momentów w historii piłki nożnej. Tego dnia Robert Lewandowski dokonał czegoś, co do dziś uznawane jest za absolutny fenomen – w meczu Bayernu Monachium z VfL Wolfsburg zdobył pięć bramek w zaledwie dziewięć minut. Nawet Pep Guardiola, ówczesny trener Bawarczyków, nie mógł uwierzyć w to, co widział, chwytając się za głowę.

    Był 22 września 2015 roku – data, która na zawsze pozostanie symbolem w karierze „Lewego”. Polak rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych, a gdy pojawił się na murawie, odmienił losy meczu. W ciągu niecałego kwadransa nie tylko rozstrzygnął wynik, ale także przeszedł do historii futbolu. Jego wyczyn obiegł cały świat, a media długo nie przestawały o nim pisać. Lewandowski ustanowił wówczas aż cztery rekordy Guinnessa: najszybszy hat-trick (3 minuty i 22 sekundy), najszybsze cztery gole (5 minut i 42 sekundy), najszybsze pięć goli (8 minut i 59 sekund), a także największa liczba bramek zdobytych przez zawodnika, który wszedł z ławki.

    Dziesięć lat później piłkarskie media i kibice wciąż z zachwytem wspominają tamten wieczór. „Tego dnia Lewandowski wszedł z ławki i dokonał niemożliwego – pięć goli w dziewięć minut” – przypomniał profil „Bayern & Germany”. Z kolei serwis „OneFootball” pisał: „Minęła dekada od chwili, gdy Lewandowski zrobił coś niepojętego, strzelając pięć bramek w niespełna dziesięć minut”.

    Pod tymi wpisami pojawiły się setki komentarzy pełnych podziwu. „Byłem wtedy na stadionie z moją obecną żoną – byliśmy świadkami historii”, „Trzy gole w trzy minuty… już nigdy nie zobaczymy takiego szaleństwa”, „Lewy dał Guardioli niezłą lekcję, gdy ten posadził go na ławce”, „Do dziś nie mogę w to uwierzyć – to rekord, który przetrwa pokolenia”, „Ten występ zmienił moje życie” – to tylko niektóre reakcje internautów.

    Eksperci zwracają uwagę na perfekcję, z jaką Lewandowski rozegrał tamte minuty. „Idealne ustawienie, instynkt łowcy i skuteczność w każdym zagra­niu – te dziewięć minut było pokazem mistrzowskiej gry napastnika. Najszybszy hat-trick w historii mówi wszystko o jego wyjątkowym wyczuciu czasu” – podkreślano.

    Bilans Lewandowskiego w barwach Bayernu mówi sam za siebie: 375 występów, 344 gole i 73 asysty. Jednak to tamte dziewięć minut we wrześniu 2015 roku sprawiło, że jego nazwisko na zawsze znalazło się w annałach futbolu.

    https://x.com/iMiaSanMia/status/1970040309393326511?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970040309393326511%7Ctwgr%5Ecd0f7fc00386679fce08f77bd340f83782c9834e%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508232269503tak-lewandowski-przeszedl-do-historii-mowi-o-nim-caly-swiat.html

  • Wielkie wyróżnienie dla Pajor podczas gali Złotej Piłki! Jako pierwsza w historii

    Wielkie wyróżnienie dla Pajor podczas gali Złotej Piłki! Jako pierwsza w historii

    Był już dwukrotnie Robert Lewandowski wśród panów, a teraz przyszedł czas na Ewę Pajor u pań! Polska napastniczka została wyróżniona Trofeum Gerda Muellera, które odebrała podczas gali Złotej Piłki 2025. To historyczny moment, ponieważ po raz pierwszy nagrodę tę przyznano także w kobiecej piłce nożnej – a jej premierową laureatką została właśnie zawodniczka FC Barcelony. Nasza reprezentantka zdeklasowała rywalki pod względem liczby strzelonych goli w sezonie 2024/25.

    Trofeum Gerda Muellera jest stosunkowo młodym wyróżnieniem – istnieje dopiero od 2021 roku. Początkowo nosiło nazwę Nagrody dla Napastnika Roku, jednak po śmierci legendarnego niemieckiego snajpera nadano mu jego imię. Statuetkę otrzymuje piłkarz, a od tego roku także piłkarka, którzy w poprzednim sezonie zdobyli najwięcej bramek we wszystkich rozgrywkach. Pierwszym zwycięzcą był Robert Lewandowski, który triumfował w 2021 i 2022 roku.

    Polak był pionierem, a teraz jego śladem idzie rodaczka. Po Lewandowskim trofeum zdobywali Erling Haaland (2023) oraz ex aequo Harry Kane i Kylian Mbappe (2024). W 2025 roku organizatorzy gali Złotej Piłki rozszerzyli tę kategorię na futbol kobiecy i historia zatoczyła piękne koło – znów to polski zawodnik, tym razem zawodniczka, sięgnęła po nagrodę.

    Ewa Pajor nie do powstrzymania! Napastniczka Barcelony oficjalnie odebrała trofeum w Theatre du Chatelet w Paryżu. Polka, która latem 2024 roku przeniosła się z Wolfsburga do stolicy Katalonii, zrobiła to w wielkim stylu. W całym sezonie zdobyła aż 52 gole i dołożyła 18 asyst, co znacząco przyczyniło się do sukcesów Barcelony – mistrzostwa Hiszpanii, Superpucharu, Pucharu Królowej oraz awansu do finału Ligi Mistrzyń.

    Na tym jednak nie koniec – Pajor znalazła się także w gronie dziesięciu nominowanych do kobiecej Złotej Piłki. Dokładne miejsce Polki w zestawieniu poznamy jeszcze dziś, ponieważ gala wciąż trwa.

     

    https://x.com/ballondor/status/1970214982831763627?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970214982831763627%7Ctwgr%5E%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76494632269683ewa-pajor-nagrodzona-podczas-gali-zlotej-pilki-pierwsza-w-historii.html

  • Ewa Pajor jak Robert Lewandowski. Polka na gali Złotej Piłki, wraca z nagrodą

    Ewa Pajor jak Robert Lewandowski. Polka na gali Złotej Piłki, wraca z nagrodą

    W poniedziałek, 22 września, w Paryżu odbyła się gala France Football, podczas której rozdano Złote Piłki i inne prestiżowe wyróżnienia. Robert Lewandowski tym razem nie pojawił się we francuskiej stolicy, ale Polska i tak miała swoją reprezentantkę na uroczystości. Była nią Ewa Pajor, która – podobnie jak przed laty „Lewy” – sięgnęła po nagrodę imienia Gerda Müllera.

    Historia Lewandowskiego w plebiscycie Złotej Piłki pozostaje jednym z największych niewykorzystanych rozdziałów jego kariery. W 2020 roku Polak był bezsprzecznie najlepszym piłkarzem świata, jednak organizatorzy odwołali głosowanie ze względu na pandemię COVID-19 i przedwczesne zakończenie sezonu Ligue 1. Rok później wydawało się, że „Lewy” otrzyma wreszcie upragnione trofeum, ale nagroda trafiła do Leo Messiego. W efekcie wszystko wskazuje na to, że Polak zakończy karierę bez Złotej Piłki, choć z gali dwukrotnie wracał z nagrodą imienia Gerda Müllera – najpierw w 2021 roku po pobiciu legendarnego rekordu w Bundeslidze (69 goli), a później w 2022 roku, kiedy obronił tytuł z dorobkiem 57 trafień.

    Śladami Lewandowskiego podąża teraz Ewa Pajor. 27-letnia napastniczka ma za sobą znakomity sezon w barwach FC Barcelony. Wygrała ligę hiszpańską, Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii, a także dotarła z zespołem do finału Ligi Mistrzyń. W całym sezonie rozegrała 62 spotkania, zdobyła 47 bramek i zanotowała 19 asyst, będąc absolutnie kluczową postacią drużyny. Nic dziwnego, że znalazła się w gronie nominowanych do Złotej Piłki. Choć nie była faworytką do głównego lauru, już przed galą było wiadomo, że nie wróci do domu z pustymi rękami – nikt nie mógł się bowiem pochwalić lepszym dorobkiem strzeleckim. Ostatecznie Pajor została pierwszą w historii laureatką kobiecej edycji nagrody imienia Gerda Müllera.

    – Dobry wieczór wszystkim, jestem bardzo wzruszona, że mogę tu dziś stać. Dziewczynka z małej polskiej wioski nigdy nie marzyła o takim wyróżnieniu. Grając w Barcelonie, reprezentuję nie tylko klub, ale i cały mój kraj. To trofeum należy do całego zespołu – granie z wami sprawia, że staję się lepsza każdego dnia. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi się rozwijać. Ten rok był dla mnie wyjątkowy również dlatego, że po raz pierwszy awansowałyśmy z reprezentacją Polski na mistrzostwa Europy. Kocham piłkę i jestem dumna, że mogę być częścią rozwoju kobiecego futbolu. Dziękuję i życzę wszystkim miłego wieczoru – powiedziała na scenie polska napastniczka.

    Pajor, w przeciwieństwie do Lewandowskiego, ma przed sobą jeszcze wiele lat kariery i niejedną szansę, by sięgnąć również po samą Złotą Piłkę.

  • Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić

    Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić

    „Wciąż można ich złamać mentalnie” – sztab Nikoli Grbicia o rywalach Polaków

    Mateusz Nykiel, statystyk i członek sztabu reprezentacji Polski, w rozmowie z Interią podkreślił, że choć Turcy poczynili duży postęp, nadal są drużyną, którą w trudnych momentach można wybić z rytmu. – Rzeczywiście wyglądają pod tym względem lepiej niż dawniej, ale nadal uważam, że mentalnie można ich złamać – powiedział.

    Od „misji Kanada” do „operacji Turcja”

    Polski sztab pracuje z pełną skrupulatnością – niemal natychmiast po meczu z Kanadą rozpoczęły się przygotowania do ćwierćfinału z Turcją. Analiza wideo zakończyła się jeszcze przed wieczornym treningiem, a trenerzy nie pozostawiają niczego przypadkowi.

    Spotkanie, które odbędzie się w środę o 14:00 czasu polskiego, zapowiada się jako najtrudniejszy test w dotychczasowym turnieju.

    Turcja – ofensywna i pewna siebie

    Turcy przeżywają świetny turniej. Według przyjmującego Mirzy Lagumdziji czują się wręcz „nie do zatrzymania”. – Z Polską wolelibyśmy zmierzyć się w finale, ale skoro gramy teraz, to wyjdziemy po zwycięstwo. Wiemy, że to najlepsza drużyna, darzymy ich szacunkiem, ale zagramy po to, by wygrać – zapowiada brat Adisa Lagumdziji, lidera zespołu.

    Mateusz Nykiel nie ukrywa, że polski sztab nie jest zaskoczony formą Turków: – Potencjał na grę na wysokim poziomie mieli zawsze. Zaskakujące jest jedynie to, że przez cały turniej utrzymują równą dyspozycję. To drużyna bardzo groźna na zagrywce – ofensywna i silna, podobna w charakterystyce do Holandii i Kanady.

    Słabe punkty rywala

    Polacy mają świadomość, że mocną stroną Turków są zagrywka i blok. Obok Adisa Lagumdziji szczególnie groźni są przyjmujący Efe Mandiraci i środkowy Bedirhan Bulbul. Ten ostatni imponuje zarówno w ofensywie, jak i w grze na siatce.

    Jednocześnie trenerzy Biało-Czerwonych wskazują obszar, który może zadecydować o losach spotkania. – Turcy należą do słabszych drużyn w przyjęciu, więc kluczowe będą właśnie zagrywka i odbiór – zaznacza Nykiel.

    Mentalność wciąż nieidealna

    Nowy trener Turcji, Slobodan Kovac, tchnął w drużynę pewność siebie i poprawił komunikację między zawodnikami. Jednak – zdaniem polskiego sztabu – nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

    Widać progres, ale mecz z Holandią udowodnił, że wciąż mają momenty dekoncentracji. Gdy zaczęli kłócić się z sędziami i przeciwnikami, popełniali proste błędy. Wtedy trener Kovac mocno na nich naciskał, krzyczał, a zawodnicy patrzyli na siebie z pretensjami – opowiada Nykiel. – Pod tym względem są nadal drużyną, którą można złamać mentalnie.

    Czarny koń turnieju?

    Na pytanie, czy Turcy zasługują na miano czarnego konia mistrzostw, statystyk reprezentacji Polski odpowiedział z uśmiechem: – Pokazali się z bardzo dobrej strony, jak na drużynę, na którą nikt wcześniej nie stawiał. Ale czy są czarnym koniem? Nie wiem. Mam nadzieję, że nim nie będą.