Category: Uncategorized

  • Była 77. minuta. Wszystkim na stadionie opadły szczęki po tym, co zrobił Cash

    Była 77. minuta. Wszystkim na stadionie opadły szczęki po tym, co zrobił Cash

    Aston Villa sprawiła sporą niespodziankę w 8. kolejce Premier League, pokonując Tottenham. Bohaterem meczu został Emiliano Buendia, który zdobył decydującą bramkę, jednak cała akcja nie doszłaby do skutku, gdyby nie genialne zagranie Matty’ego Casha. Polski obrońca popisał się podaniem, które kibice długo zapamiętają.

    Zespół Unaia Emery’ego nie rozpoczął sezonu najlepiej – w pierwszych czterech meczach Premier League nie strzelił nawet jednego gola, a na koncie miał zaledwie dwa punkty. Od tamtej pory jednak wszystko się odmieniło. Aston Villa wygrała pięć kolejnych spotkań – z Fulham, Burnley, a także z Bologną i Feyenoordem w Lidze Europy. Zwycięstwo nad Tottenhamem tylko potwierdziło, że drużyna wreszcie złapała właściwy rytm.

    Genialne zagranie Casha. Polak kluczowy w akcji na wagę trzech punktów
    Od początku sezonu Matty Cash jest jednym z najpewniejszych punktów Aston Villi. Polak prezentuje wysoką formę zarówno w klubie, jak i w reprezentacji – to właśnie jego bramka dała Polsce remis z Holandią. Choć jego liczby w Premier League (jeden gol i brak asyst) nie robią wielkiego wrażenia, to boiskowy wpływ Casha trudno ująć w statystykach. Spotkanie z Tottenhamem było tego doskonałym przykładem.

    W 77. minucie meczu to właśnie po jego kapitalnym podaniu z głębi pola rozpoczęła się akcja bramkowa. Piłkę znakomicie przyjął Lucas Digne, po czym precyzyjnie dograł do Emiliano Buendii. Argentyńczyk miał sporo miejsca i bez wahania uderzył – piłka wpadła do siatki, a Aston Villa objęła prowadzenie 2:1, którego nie oddała już do końca meczu.

    „Cudowne to było!” – wykrzyknął w emocjach Andrzej Twarowski, komentujący spotkanie na antenie Canal+. I trudno się z nim nie zgodzić. Dzięki fenomenalnej akcji Polaka oraz skuteczności Buendii, Aston Villa dopisała do swojego dorobku kolejne trzy punkty i awansowała na 11. miejsce w tabeli Premier League, wyraźnie odzyskując pewność siebie i formę z poprzedniego sezonu.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1979926825426989304?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1979926825426989304%7Ctwgr%5E94cb6605bd91496a0d0d28618dd9a324a9cda866%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508032336843byla-77-minuta-wszystkim-na-stadionie-opadly-szczeki-po-tym.html

  • Nowy rekord świata złowiony w Polsce! Największa ryba w historii. “To wstrząs”

    Nowy rekord świata złowiony w Polsce! Największa ryba w historii. “To wstrząs”

    Takiego wydarzenia nie spodziewał się nikt — nawet najstarsi wędkarze w Polsce! Dotychczas rekordowe sumy trafiały się głównie w Hiszpanii, we Włoszech czy we Francji, ale od teraz to właśnie nasz kraj może pochwalić się nowym, oficjalnym rekordem świata. To, co wydarzyło się w niedzielę 19 października 2025 roku na słynnym Zalewie Elektrowni Rybnik, przejdzie do historii światowego wędkarstwa.

    To historia, która brzmi jak legenda — jak opowieść z wędkarskich baśni, w które wielu wierzyło tylko z przymrużeniem oka. Od lat wędkarze opowiadali o gigantycznych rybach czających się w głębinach polskich jezior i rzek. Wśród tych historii królowały oczywiście sumy — największe drapieżniki naszych wód. Z czasem dorastały do miana mitów: miały pożerać kaczki, łabędzie, a nawet… owce czy krowy pijące wodę z rzek. Choć wiadomo, że sum potrafi upolować ptactwo wodne, podobne historie traktowano raczej jako barwne opowieści przy ognisku. Aż do teraz.

    Polska stolicą gigantycznych sumów

    Wiadomo było, że w Polsce łowi się imponujące sumy przekraczające dwa metry długości. Jednak ci, którzy marzyli o rekordowych okazach, zwykle ruszali za granicę — nad Ebro w Hiszpanii, Pad we Włoszech czy Rodan we Francji. To właśnie tam padały największe rekordy.
    Dotychczasowy polski rekord — 261 cm — należał do Mateusza Kalinkowskiego, który w 2021 roku złowił swojego giganta na Wiśle. Światowy rekord z kolei ustanowił Włoch Alessandro Biancardi. Jego sum z rzeki Pad mierzył 285 cm.

    Rekord świata z Rybnika

    19 października 2025 roku oba te wyniki przeszły do historii. Na Zalewie Elektrowni Rybnik złowiono suma, jakiego świat jeszcze nie widział. To miejsce od dawna cieszy się sławą niezwykłego łowiska — dzięki ciepłym wodom zrzutowym ryby rosną tam szybciej i osiągają imponujące rozmiary. Regularnie łowi się tam sumy powyżej dwóch metrów i karpie przekraczające 20 kilogramów. Tym razem jednak wydarzyło się coś absolutnie wyjątkowego.

    Krzysztof Pyra i Adrian Gontarz z Polskiej Akademii Wędkarskiej wyholowali suma mierzącego aż 292 centymetry! To nowy rekord świata, rekord Polski i najdłuższy sum złowiony na wędkę w historii. Co więcej — ryba została złowiona na spinning, podczas zawodów, co czyni ten sukces jeszcze bardziej niezwykłym.

    – To wydarzenie odbije się echem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. To nie jest zwykły rekord – to dowód na to, że legendy o gigantycznych sumach miały w sobie ziarno prawdy – komentuje Piotr Boufał, przewodnik wędkarski i propagator łowienia sumów.

    Półtorej godziny walki z gigantem

    Jak wspomina jeden z łowców, Krzysztof Pyra, wszystko zaczęło się niepozornie:
    – Wiedzieliśmy, że w Rybniku pływają ogromne sumy, ale pogoda pierwszego dnia była fatalna – wiatr, deszcz, ryby nie żerowały. Mieliśmy jedno branie, niestety ryba spadła.

    Drugiego dnia warunki się poprawiły. – Około 10:00 złowiliśmy suma długości około 2,5 metra. Walka trwała godzinę, ale ryba się spięła. Byliśmy rozczarowani, lecz pół godziny później przyszło kolejne branie… – opowiada Pyra.

    Hol trwał ponad półtorej godziny. – Kiedy w końcu ją zobaczyliśmy, oniemieliśmy. To był potwór – głowa jak wiadro, ciało jak z innego świata. Po zmierzeniu okazało się, że ma 292 centymetry. Wtedy dotarło do nas, że pobiliśmy nie tylko rekord Polski, ale też rekord świata – mówi z dumą w rozmowie ze Sport.pl.

    Po krótkiej sesji zdjęciowej rekordowy sum wrócił do wody w doskonałej kondycji. Dla prawdziwych wędkarzy to właśnie dbałość o ryby i ich bezpieczeństwo jest najważniejsza. W trakcie takich połowów używa się specjalnych mat ochronnych i sprzętu minimalizującego stres i uszkodzenia ryby.

    To nie tylko triumf dwóch wędkarzy, ale i moment, który przejdzie do historii – dzień, w którym Polska stała się miejscem narodzin nowego rekordu świata w wędkarstwie.

  • Dwie kary dla Świątek od WTA, Sabalenka także uwikłana. Dotarło przypadkowe potwierdzenie

    Dwie kary dla Świątek od WTA, Sabalenka także uwikłana. Dotarło przypadkowe potwierdzenie

    Sezon w głównym cyklu kobiecego tenisa powoli dobiega końca. Wiemy już, że liderką rankingu WTA na zakończenie roku zostanie Aryna Sabalenka, a przesądziła o tym porażka Igi Świątek z Jasmine Paolini w ćwierćfinale turnieju w Wuhan. Choć kwestia pierwszego miejsca została już rozstrzygnięta, to w najbliższych dniach znów zrobi się głośno wokół zestawienia, ponieważ WTA rozpocznie proces przyznawania kar punktowych. Ucierpi na tym nie tylko Polka, ale także sama Sabalenka – choć w jej przypadku straty będą mniejsze. Wszystko wyszło na jaw przez przypadkowe potwierdzenie widoczne w transmisjach telewizyjnych.


    Nowe zasady rankingu WTA i ich skutki

    Od początku sezonu 2024 obowiązują nowe przepisy dotyczące zasad funkcjonowania rankingu. Wprowadzono wówczas m.in. regułę nakazującą czołowym zawodniczkom udział w minimum sześciu turniejach rangi WTA 500 w ciągu jednego roku. Przepis ten już przed rokiem mocno namieszał, gdy Iga Świątek straciła pozycję liderki tydzień wcześniej, niż pierwotnie zakładano, właśnie z powodu karencji za niewypełnienie tego obowiązku.

    Mechanizm jest prosty – jeśli zawodniczka nie rozegra wymaganego minimum, WTA automatycznie wpisuje do jej dorobku „zera”, jednocześnie odejmując punkty za najsłabsze wyniki, które dotąd wliczały się do rankingu.

    Właśnie w taki sposób Świątek straciła prowadzenie przed rokiem – pierwsze „zero” otrzymała 21 października, drugie tydzień później. Teraz historia się powtarza, choć w nieco innej formie, bo Sabalenka ma już zapewnione pierwsze miejsce w rankingu bez względu na wszystko.


    Iga Świątek i Aryna Sabalenka pod lupą WTA

    Po turnieju w Wuhan klasyfikacja wygląda następująco: Sabalenka prowadzi z dorobkiem 10 400 punktów, a druga w zestawieniu Świątek ma 8768 punktów. Obie zawodniczki nie planują już żadnych występów przed WTA Finals, co pozwala dokładnie przeanalizować ich sytuację.

    Świątek w tym sezonie wystąpiła w czterech turniejach zaliczanych do kategorii WTA 500 – w Stuttgarcie, Bad Homburg, Seulu oraz w United Cup (który również jest liczony jako impreza tej rangi). To oznacza, że brakuje jej dwóch występów do wymaganego limitu.

    Do końca sezonu pozostały dwa turnieje WTA 500 – jeden z nich właśnie trwa w Ningbo. W związku z tym w rankingu, który ukaże się tuż po jego zakończeniu, Polka otrzyma pierwsze „zero” i straci punkty za swój najsłabszy obecnie wynik.


    Przypadkowe potwierdzenie kary dla Świątek

    O tym, że kara jest już praktycznie przesądzona, świadczy pewien detal zauważony na transmisjach z Ningbo – w grafice prezentującej ranking WTA Race widać już pomniejszony dorobek Świątek o 65 punktów, czyli dokładnie tyle, ile wynosi jej najgorszy obecny rezultat.

    Oznacza to, że 20 października Polka straci punkty za trzecią rundę turnieju WTA 1000 w Rzymie, a w ich miejsce pojawi się wpisane przez WTA „zero”.

    Podobny problem dotyczy również Sabalenki. Białorusinka w tym sezonie rozegrała tylko trzy turnieje WTA 500 – w Brisbane, Stuttgarcie i Berlinie. Już wcześniej dostała jedno „zero” po zawodach w Seulu, ale wówczas nie straciła punktów, bo nie przekroczyła jeszcze limitu turniejów liczonych do rankingu. Teraz sytuacja się zmieniła – Sabalenka również osiągnęła już maksymalną liczbę 19 wyników i teraz także u niej zacznie się odejmowanie punktów.

    W efekcie 27-letnia Białorusinka straci 10 punktów za drugą rundę WTA 1000 w Dosze.


    Jak będą wyglądały rankingi?

    Według obecnych wyliczeń, 20 października ranking WTA będzie wyglądał następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 10 390 pkt (–10 pkt)
    2. Iga Świątek – 8703 pkt (–65 pkt)

    Tydzień później obie tenisistki czeka kolejna, ostatnia już kara, związana ze skreśleniem punktów za ubiegłoroczne WTA Finals.

    Świątek utraci 108 punktów za ćwierćfinał w Stuttgarcie oraz 400 punktów za występ w Rijadzie, co razem daje 508 punktów straty. Sabalence natomiast odjęte zostanie 120 punktów za trzecią rundę w Dubaju i również 400 punktów za WTA Finals – łącznie 520 punktów.

    Po tych zmianach klasyfikacja z 27 października powinna wyglądać tak:

    1. Aryna Sabalenka – 9870 pkt (–520)
    2. Iga Świątek – 8195 pkt (–508)

    Podsumowanie

    W ciągu najbliższych dni Świątek straci łącznie 573 punkty, natomiast Sabalenka 530. W pierwszej fazie różnica między nimi zwiększy się o 55 punktów, a tydzień później zmniejszy o 12. Ostatecznie jednak Białorusinka zyska 43 punkty przewagi więcej niż obecnie.

    Przed rozpoczęciem WTA Finals, które odbędą się w dniach 1–8 listopada, różnica między obiema zawodniczkami wyniesie około 1675 punktów, wobec 1632 obecnie.

    Choć zatem zmiany w punktacji nie wpłyną już na układ czołówki, to raz jeszcze pokazują, jak restrykcyjnie WTA podchodzi do nowych zasad – nawet wobec największych gwiazd kobiecego tenisa.

  • Iga Świątek wykluczona z grona najlepszych. Nie mogło być inaczej

    Iga Świątek wykluczona z grona najlepszych. Nie mogło być inaczej

    Iga Świątek, choć ma dopiero 24 lata, już teraz może pochwalić się imponującą kolekcją sukcesów. Na jej koncie znajduje się sześć tytułów wielkoszlemowych oraz wiele rekordów, które stawiają ją w gronie najwybitniejszych zawodniczek w historii tenisa. Dla wielu ekspertów i kibiców Polka już dziś zasługuje na miejsce w panteonie legend dyscypliny. Jednak nie wszyscy są tego zdania — nawet Andy Roddick, który wielokrotnie wypowiadał się o niej z ogromnym uznaniem, tym razem nie umieścił jej w swoim zestawieniu najlepszych tenisistek wszech czasów.

    Były mistrz US Open od dawna darzy Świątek dużą sympatią i często stawał w jej obronie. Gdy na Polkę spadła fala krytyki po słowach Nicka Kyrgiosa w kontekście afery dopingowej, Roddick jasno stanął po jej stronie. W innym przypadku ostro skrytykował rodzimych dziennikarzy, którzy – jego zdaniem – zbyt często i niesprawiedliwie oceniają Igę. – Przepraszam, ale jeśli jesteś polskim dziennikarzem i regularnie miażdżysz Świątek, to jesteś pier***nym kretynem. Przepraszam, ale to najlepszy sportowiec, jakiego kiedykolwiek mieliście – mówił w swoim podcaście „Served”.

    Tym razem jednak Roddick sprawił Polce drobną przykrość, choć zapewne nieświadomie. W rozmowie z Daxem Shepardem został zapytany o trzech najlepszych tenisistów wszech czasów. – Trzeba rozdzielić mężczyzn i kobiety – zastrzegł. – Jeśli chodzi o kobiety, to nie potrafię wskazać trzech. Muszę wymienić cztery! – dodał. Shepard zgodził się na takie rozwiązanie.

    Kiedy przyszło do konkretów, Roddick wymienił jedynie zawodniczki, które zakończyły już kariery. – Chrissy Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf i Serena Williams – wyliczył bez wahania. Igi Świątek w tym gronie nie umieścił.

    Trzeba jednak przyznać, że wybór Amerykanina nie był przypadkowy. Cała czwórka, którą wskazał, zajmuje czołowe miejsca w historii kobiecego tenisa pod względem liczby tygodni spędzonych na pozycji liderki rankingu WTA. Świątek plasuje się obecnie na siódmym miejscu tego zestawienia. Wszystkie wymienione przez Roddicka zawodniczki mogą też pochwalić się większą liczbą tytułów – zarówno ogółem, jak i wielkoszlemowych. Warto jednak pamiętać, że Polka ma dopiero 24 lata i wciąż mnóstwo czasu, by dogonić legendarne poprzedniczki.

    W przypadku mężczyzn Roddick nie miał żadnych wątpliwości. – Novak (Djoković), Roger (Federer) i Rafa (Nadal). Oni zrujnowali ten sport dla wszystkich innych, bo byli po prostu zbyt dobrzy – stwierdził były numer 1 światowego rankingu.

  • Świątek i jej “partner” mówią jednym głosem. “To po prostu smutne”

    Świątek i jej “partner” mówią jednym głosem. “To po prostu smutne”

    „Okropna lesbijka”, „jesteś hańbą” – tego typu wiadomości w ostatnich tygodniach trafiały do Igi Świątek. Najlepsza polska tenisistka sama przyznała, że stała się celem internetowego hejtu. Niestety, nie jest w tym osamotniona – coraz więcej zawodniczek i zawodników otwarcie mówi o narastającym problemie nienawiści w sieci. Ostatnio głos w tej sprawie zabrał także Casper Ruud, który uważa, że zjawisko to ma ścisły związek z zakładami bukmacherskimi. – To ciemna strona świata sportu – stwierdził Norweg.

    Iga Świątek ofiarą hejtu. Zareagował też Casper Ruud

    Świątek w ostatnich tygodniach musiała zmierzyć się z falą obraźliwych komentarzy po słabszych występach w turniejach w Pekinie i Wuhan. W mediach społecznościowych spadła na nią lawina hejtu – od wyzwisk po homofobiczne i wulgarne wiadomości. W końcu Polka nie wytrzymała i zdecydowała się część z nich ujawnić publicznie. Oskarżano ją o „brak talentu”, nazywano „żałosną” czy „okropną lesbijką”.

    – Współcześnie w sporcie to niestety smutny element naszej rzeczywistości. Boty, zakłady bukmacherskie, ale też tzw. „fani” – napisała Świątek, podkreślając, że zjawisko przybiera coraz groźniejsze rozmiary.

    Podobnego zdania jest Casper Ruud, który w sierpniu wraz z Igą stworzył duet mikstowy w trakcie US Open. Norweg, obecnie rywalizujący w turnieju w Sztokholmie, po środowym zwycięstwie nad Marinem Ciliciem (7:6(2), 6:4) odniósł się do tego, co coraz częściej dotyka czołowych tenisistów.

    „To ciemna strona tego świata” – mówi Ruud

    Ruud otwarcie przyznał, że większość hejterskich komentarzy pochodzi od osób, które przegrały zakłady bukmacherskie. – Niestety, stało się to powszechne wśród sportowców. Ludzie, którzy obstawiają pieniądze, nie mają żadnych zahamowań i wstydu. Piszą rzeczy pełne nienawiści, jakby zapomnieli, że po drugiej stronie jest człowiek. To ciemna strona tego świata – powiedział, cytowany przez portal Sportskeeda.

    Choć sam stara się do tego podchodzić z dystansem, nie ukrywa, że zjawisko jest przykre. – Staram się tego nie czytać i nie przejmować. Myślę, że większość tych ludzi po prostu reaguje złością, bo przegrali zakłady. To smutne, ale prawdziwe – dodał.

    Problem szerszy niż się wydaje

    Hejt w internecie coraz częściej dotyka nie tylko Świątek czy Ruuda. Po tegorocznym Rolandzie Garrosie mówiła o tym również Jessica Pegula. – To nigdy mnie szczególnie nie ruszało, ale zastanawiam się, czy jakikolwiek inny sport musi mierzyć się z tym na taką skalę jak tenis. Wydaje się, że to właśnie nasza dyscyplina jest na to najbardziej narażona. To naprawdę niepokojące – alarmowała Amerykanka.

    Coraz więcej głosów z tenisowego świata wskazuje, że nienawiść w sieci i presja ze strony osób obstawiających mecze stają się poważnym problemem dla zawodników. Iga Świątek, otwierając się na ten temat, po raz kolejny pokazała, że nawet najlepsi nie są odporni na toksyczne emocje, jakie potrafi wyzwolić sport w epoce mediów społecznościowych.

  • Lewandowski ujawnił prawdę. Do Polski dotarła już wypowiedź Flicka. To koniec

    Lewandowski ujawnił prawdę. Do Polski dotarła już wypowiedź Flicka. To koniec

    Fala krytyki, jaka w ostatnich dniach spadła na Roberta Lewandowskiego, zaczyna powoli wygasać. Pomógł w tym Hansi Flick, który wprost oznajmił, że nie ma żadnych pretensji do polskiego napastnika. W Hiszpanii zarzucano „Lewemu”, że zachował się nieodpowiedzialnie, pozostając na boisku do końcowego gwizdka niedzielnego meczu z Litwą, mimo odczuwanego urazu. Szkoleniowiec Barcelony rozwiał jednak wszelkie wątpliwości. — Czuł się dobrze i nie odczuwał bólu — oświadczył Niemiec. Tym samym zakończył się spór o rzekomą lekkomyślność kapitana reprezentacji Polski.

    Lewandowski zgłosił ból w udzie już w trakcie pierwszej połowy spotkania z Litwinami. Mimo to wybiegł na drugą część gry, mając nogę obandażowaną. Nie wyglądał na kontuzjowanego, strzelił gola na 2:0 i opuszczał murawę w dobrym nastroju. Dwa dni później z Barcelony dotarły jednak niepokojące wiadomości – u 37-letniego napastnika wykryto naderwanie mięśnia dwugłowego, co oznacza kilkutygodniową przerwę od gry.

    W Hiszpanii zawrzało. Krytyka spadła nie tylko na samego zawodnika, ale i na selekcjonera Jana Urbana, który – jak sugerowano – powinien był wcześniej zdjąć Lewandowskiego z boiska. Trener wyjaśnił jednak sytuację. — Mieliśmy ustalenia między mną, Robertem i doktorem, że jeśli tylko coś poczuje, ma dać sygnał, a my natychmiast dokonamy zmiany. Cały czas Karol Świderski był gotowy wejść na murawę — tłumaczył Urban w rozmowie z PAP.

    Podobną relację przedstawił Hansi Flick podczas konferencji prasowej poprzedzającej mecz Barcelony z Gironą. — Robert powiedział mi to samo. Czuł się dobrze, nie odczuwał bólu. Wiemy, że takie rzeczy mogą się zdarzyć podczas przerw na mecze reprezentacji. To trudne zarówno dla piłkarzy, jak i dla klubu, ale musimy to zaakceptować — stwierdził trener Blaugrany.

    Dziennikarze obecni na sali nie byli jednak przekonani i twierdzili, że Lewandowski sam podjął zbyt duże ryzyko. Flick pozostał przy swoim. — Nie sądzę, by był na świecie piłkarz, który lepiej dba o swoje ciało niż Robert. Powiedział mi, że nie czuł, iż doznał kontuzji. Jest wyjątkowo profesjonalny. W jego wieku, może poza Ronaldo, trudno znaleźć zawodnika w tak doskonałej formie — podkreślił.

    Pierwsze diagnozy mówiły o około sześciu tygodniach przerwy. Najnowsze doniesienia są jednak bardziej optymistyczne – Lewandowski może wrócić do gry już za trzy tygodnie. Wiadomo, że nie wystąpi w El Clasico (26 października), ale istnieje realna szansa, że zagra w listopadowych meczach eliminacyjnych z Holandią (14 listopada) i Maltą (17 listopada).

     

  • Świątek otrzyma dwie kary od WTA, Sabalenka również. Nadeszło przypadkowe potwierdzenie

    Świątek otrzyma dwie kary od WTA, Sabalenka również. Nadeszło przypadkowe potwierdzenie

    Sezon kobiecego tenisa zbliża się do końca, a sytuacja na szczycie rankingu WTA jest już przesądzona. Wiadomo, że liderką na koniec roku pozostanie Aryna Sabalenka – ostatecznie zadecydowała o tym porażka Igi Świątek z Jasmine Paolini w Wuhan. Choć walka o pierwsze miejsce jest już rozstrzygnięta, w najbliższych dniach znów zrobi się głośno o rankingach. Wszystko za sprawą nadchodzących kar punktowych, jakie WTA wkrótce nałoży na zawodniczki. Ucierpi na tym m.in. Polka, a także Sabalenka – choć w jej przypadku w mniejszym stopniu. Szczegóły operacji ujawniono przypadkiem.

    Nowe zasady i stary problem

    Od początku sezonu 2024 w życie weszły nowe przepisy dotyczące zasad funkcjonowania rankingu WTA. Wprowadzono między innymi obowiązek rozegrania przez czołowe zawodniczki co najmniej sześciu turniejów rangi WTA 500 w ciągu roku. Regulacja ta już wcześniej wywołała zamieszanie – to właśnie z jej powodu rok temu Iga Świątek straciła pozycję liderki o tydzień wcześniej, niż się spodziewano.

    WTA konsekwentnie egzekwuje ten zapis. Każdej tenisistce, która nie spełni wymogu liczby startów, wpisywane są do rankingu „zera”, które zastępują najsłabsze wyniki liczące się do punktacji. W praktyce oznacza to utratę punktów. Dla Świątek ta sytuacja miała już miejsce w październiku ubiegłego roku – wtedy właśnie Sabalenka przejęła fotel liderki.

    Kary wracają. Świątek i Sabalenka znów stracą punkty

    Po zakończeniu turnieju w Wuhan układ rankingu jest następujący: Sabalenka prowadzi z dorobkiem 10 400 punktów, a Świątek ma 8768. Obie tenisistki nie planują już żadnych startów przed WTA Finals, więc ich tegoroczne wyniki są zamknięte. Polka w 2025 roku wystąpiła w czterech turniejach rangi 500 – w Stuttgarcie, Bad Homburg, Seulu oraz w United Cup, który również zaliczany jest do tej kategorii. To jednak o dwa występy za mało, by uniknąć kar.

    Do końca sezonu pozostały dwa turnieje WTA 500, w tym trwający w Ningbo, ale Świątek nie bierze w nich udziału. Oznacza to, że w rankingu, który ukaże się po ich zakończeniu, Polka otrzyma pierwsze „zero” i straci punkty za najgorszy dotąd wynik – 65 „oczek” za trzecią rundę w Rzymie.

    Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie przypadkowe potwierdzenie ze strony WTA. Na grafikach kończących transmisje meczów z Ningbo w zestawieniu WTA Race pojawiła się już nowa, zmniejszona liczba punktów Świątek – pomniejszona właśnie o 65 punktów. To praktycznie przesądza, że kara zostanie oficjalnie naliczona 20 października.

    Sabalenka także zostanie ukarana

    Podobny los czeka Arynę Sabalenkę. Białorusinka wystąpiła w zaledwie trzech turniejach WTA 500 – w Brisbane, Stuttgarcie i Berlinie. Jedno „zero” otrzymała już wcześniej, po imprezie w Seulu, ale wówczas nie straciła żadnych punktów, bo nie przekroczyła jeszcze limitu wyników branych do klasyfikacji. Teraz jednak sytuacja się zmienia. W kolejnym notowaniu z jej konta zniknie 10 punktów za drugą rundę turnieju WTA 1000 w Dosze.

    Po pierwszej turze kar punktacja obu zawodniczek będzie wyglądać następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 10 390 pkt (-10)
    2. Iga Świątek – 8703 pkt (-65)

    Druga kara i ostateczne rozliczenie sezonu

    Tydzień później WTA wprowadzi jeszcze jedną korektę – ostatnią w tym sezonie. Wtedy z rankingu zostaną usunięte punkty za ubiegłoroczne WTA Finals oraz kolejne „zera” za brak pełnej liczby występów w turniejach 500.

    Świątek straci wówczas 108 punktów za ćwierćfinał w Stuttgarcie oraz 400 za ubiegłoroczny występ w Rijadzie – razem 508 punktów. Sabalenka natomiast odda 120 punktów za trzecią rundę w Dubaju i również 400 za WTA Finals – w sumie 520.

    Po 27 października ranking będzie wyglądał następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 9870 pkt (-520)
    2. Iga Świątek – 8195 pkt (-508)

    Bilans strat

    W efekcie Polka straci w ciągu kilku dni łącznie 573 punkty, a Sabalenka – 530. Początkowo różnica między nimi wzrośnie o 55 punktów, ale po drugim odliczeniu zmniejszy się o 12. Ostatecznie liderka rankingu zachowa dodatkowe 43 punkty przewagi.

    Przed startem turnieju WTA Finals w Rijadzie (1–8 listopada) przewaga Sabalenki nad Świątek wyniesie więc około 1675 punktów. Obecnie różnica ta to 1632 punkty. Nawet z punktowymi karami Białorusinka zachowa więc pełną kontrolę nad pozycją numer jeden na świecie.

  • Niemka krzyczała, Polka ją rozbiła. 6:0, 6:1, jest ćwierćfinał. Historyczna chwila o krok

    Niemka krzyczała, Polka ją rozbiła. 6:0, 6:1, jest ćwierćfinał. Historyczna chwila o krok

    Dwa lata temu w katalońskiej gminie Les Franqueses del Vallès Magdalena Fręch sięgnęła po tytuł w turnieju ITF W100, co pozwoliło jej awansować na najwyższe miejsce w światowym rankingu w całej karierze. Dziś w jej ślady podąża Linda Klimovicova – 21-letnia zawodniczka, która coraz śmielej puka do grona 150 najlepszych tenisistek świata. W Katalonii Polka błyskawicznie zameldowała się w ćwierćfinale, tracąc w dwóch meczach zaledwie jednego gema.

    W 2023 roku Fręch była już tenisistką z czołowej setki, więc nie musiała startować w turniejach ITF. Mimo to, późną jesienią, po zakończeniu azjatyckiego i afrykańskiego touru, zdecydowała się wystąpić w Les Franqueses del Vallès. Stawką było aż 100 punktów rankingowych – tylko trochę mniej niż za triumf w imprezie WTA 125. Cel był jasny: wygrana mogła wynieść ją na nowe życiowe maksimum. I rzeczywiście, po ponad trzygodzinnej batalii w finale pokonała Sarę Errani, co dało jej awans na 63. miejsce na świecie. Kilka miesięcy później była już w TOP 50, a następnej jesieni – nawet na 22. pozycji.

    Linda Klimovicova jest dopiero na początku takiej drogi, choć rozwija się w błyskawicznym tempie. Dokładnie rok temu, tuż po uzyskaniu polskiego obywatelstwa, leczyła kontuzję kostki. Teraz każdy punkt zdobyty do końca sezonu trafia na jej konto i może mieć ogromne znaczenie. Jeśli utrzyma formę, niebawem – jako szósta Polka w historii – zamelduje się w TOP 150 światowego rankingu.

    W Les Franqueses del Vallès Klimovicova jest rozstawiona z numerem 6. Najwyżej notowane w drabince są Darja Semenistaja i Arantxa Rus – jeśli los sprawi, że spotka się z Łotyszką w finale, będzie miała okazję zrewanżować się jej za porażkę w kwalifikacjach do tegorocznego US Open.

    Forma Polki robi wrażenie. Najpierw pokonała 19-letnią Serbkę Mię Ristić 6:4, 6:1, a w kolejnym meczu w świetnym stylu rozprawiła się z 23-letnią Niemką Giną Dittmann. Mimo że wynik 6:0, 6:1 wygląda jednostronnie, spotkanie wcale nie było tak łatwe. W pierwszym secie aż cztery gemy rozstrzygały się na przewagi – w kluczowych momentach Klimovicova przyspieszała tempo i obejmowała inicjatywę. Dittmann, która przeszła kwalifikacje i już sama obecność w drugiej rundzie była dla niej sukcesem, próbowała się napędzać głośnymi okrzykami, jednak to Polka zachowywała chłodną głowę i kontrolowała przebieg gry.

    Ostatni gem pierwszego seta trwał kilkanaście minut – Niemka miała trzy szanse na zdobycie honorowego gema, lecz to Klimovicova ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa. W drugiej partii rywalka zdołała ugrać tylko jednego gema – na 1:2 – a potem była już bezradna wobec ofensywnej gry Polki. Spotkanie trwało 78 minut i zakończyło się wynikiem 6:0, 6:1.

    W ćwierćfinale Klimovicova zmierzy się z rozstawioną z „trójką” Włoszką Lucrezią Stefanini. Faworytką rankingu będzie rywalka, ale historia ostatniego ich spotkania przemawia za Polką – w turnieju WTA 125 w Samsunie wygrała z Włoszką pewnie 6:2, 6:1. Jeśli powtórzy tamtą dyspozycję, może być o krok od kolejnego znaczącego sukcesu w karierze.

  • Prawdziwy dramat u Naomi Osaki. Wiktorowski był bezradny

    Prawdziwy dramat u Naomi Osaki. Wiktorowski był bezradny

    Naomi Osaka marzyła o powtórzeniu sukcesu sprzed sześciu lat i triumfie w turnieju w rodzinnej Osace. Wszystko wskazywało na to, że plan konsekwentnie realizuje — aż do momentu, gdy profil WTA poinformował w piątek, że rozstawiona z numerem jeden Japonka została zmuszona wycofać się z meczu o awans do półfinału.

    Ostatnie miesiące w wykonaniu Osaki były naprawdę obiecujące. Od czasu rozpoczęcia współpracy z Tomaszem Wiktorowskim, byłym trenerem Igi Świątek, jej forma wyraźnie zwyżkuje. Dotarła do finału turnieju w Montrealu, a następnie do półfinału US Open, gdzie zatrzymała ją Amanda Anisimowa. Później przyszły jednak dwa rozczarowujące występy – w Pekinie i Wuhanie. Dlatego japońska gwiazda była wyjątkowo zmotywowana, by na własnej ziemi zmazać tamte niepowodzenia.

    Koszmarne wieści dla sztabu Osaki

    Od początku zawodów w Osace prezentowała się solidnie i walecznie. W meczu z Suzan Lamens, choć przegrywała już 3:5 w pierwszym secie i popełniała sporo błędów, potrafiła odwrócić losy spotkania, zwyciężając 7:6(6), 3:6, 6:2 po ponad dwóch godzinach zaciętej rywalizacji. „Ten mecz nie miał nic wspólnego z prostotą ani przyjemnością” – zauważył portal Sport.pl.

    Wszystko wskazywało na to, że Osaka ma otwartą drogę do finału. Była najwyżej rozstawioną zawodniczką turnieju, a z rywalizacji odpadła już jej najgroźniejsza przeciwniczka, Linda Noskova. Niestety, na przeszkodzie stanęła kontuzja nogi, której Japonka doznała podczas ostatniego meczu. Uraz okazał się na tyle poważny, że zmusił ją do wycofania się z dalszej gry – co oficjalnie potwierdził profil WTA. Automatyczny awans do półfinału uzyskała tym samym Rumunka Jaqueline Cristian.

    „Życzymy Naomi szybkiego powrotu do zdrowia… Ostatnio znów grała znakomitego tenisa” – przekazał portal The Tennis Letter. Sama Osaka z pewnością miała inne plany, zwłaszcza że zaledwie dzień wcześniej świętowała swoje 28. urodziny. Jej celem był powrót na szczyt i powtórzenie triumfu z 2019 roku, gdy zwyciężyła w tym samym turnieju.

    Ciekawostką jest fakt, że jeszcze kilka godzin przed ogłoszeniem informacji o kontuzji, Osaka zamieściła w mediach społecznościowych żartobliwy wpis. „Przejrzałam swoje archiwum i przypomniałam sobie, jak kiedyś wrzucałam najbardziej szalone zdjęcia z totalnie odjechanymi opisami. Uroki młodości i braku zmartwień” – napisała na Instagramie.

    Na razie nie wiadomo, jak długo potrwa jej przerwa. Do końca sezonu pozostały jednak tylko dwa znaczące turnieje – w Tokio i Hongkongu. Fani tenisa będą mogli emocjonować się także kończącym sezon WTA Finals. Udział w nim mają już zapewniony Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimowa, Madison Keys i Jessica Pegula. Turniej finałowy odbędzie się w Arabii Saudyjskiej w dniach 1–8 listopada.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1979025526816653618?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1979025526816653618%7Ctwgr%5E146c1758624b3811d901e9f204f3f98f548b7896%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732331879prawdziwy-dramat-u-naomi-osaki-wiktorowski-byl-bezradny.html

  • Iga Świątek wyjechała na wakacje tuż przed WTA Finals. Nie jest sama

    Iga Świątek wyjechała na wakacje tuż przed WTA Finals. Nie jest sama

    Sezon tenisowy powoli dobiega końca, a przed najlepszymi zawodniczkami został już tylko jeden, najważniejszy turniej roku — WTA Finals 2025. Ostatnie dwa wolne miejsca w elicie wciąż pozostają do wzięcia, a o awans walczą trzy tenisistki. Jedną z tych, które mogą już spać spokojnie, jest Iga Świątek. Polka ma zapewniony udział w imprezie, ale od czasu porażki w turnieju WTA 1000 w Wuhan nie pojawiła się już na korcie. Jak spędza ten czas?

    Odpoczynek po Wuhan. Świątek postawiła na regenerację

    Iga Świątek przegrała w Wuhan z Jasmine Paolini 1:6, 2:6. Od tamtego momentu fani nie mieli okazji oglądać jej w żadnym z turniejów. Powód wyjaśniła Daria Sulgostowska, menedżerka PR liderki polskiego tenisa.

    „Iga Świątek nie planuje startów w żadnym z pozostałych turniejów rangi WTA 250/500 przed WTA Finals, które odbędą się na początku listopada” — przekazała w rozmowie z Aleksandrem Bernardem ze Sport.pl.

    Dla Polki oznacza to, że WTA Finals w Rijadzie będzie ostatnim występem w sezonie 2025. Zanim jednak rozpocznie się walka o końcowe trofeum, Świątek zdecydowała się na krótki, zasłużony urlop. Celem jest nie tylko odpoczynek fizyczny, ale też regeneracja psychiczna po długim i intensywnym roku, pełnym presji i oczekiwań.

    „Jakościowy czas” z tatą

    24-letnia zawodniczka pochwaliła się w mediach społecznościowych, jak spędza wolne dni. Na Instagramie opublikowała kilka zdjęć z wakacji, a na jednym z nich towarzyszy jej tata, Tomasz Świątek. Pod postem zamieściła krótki, ale wymowny podpis: „Jakościowy czas”. Fani natychmiast zasypali ją pozytywnymi komentarzami, ciesząc się, że może wreszcie złapać oddech po trudnym sezonie.

    WTA Finals 2025 — ostatni przystanek sezonu

    Turniej WTA Finals odbędzie się w dniach 1–8 listopada 2025 roku w Rijadzie (Arabia Saudyjska). Tytułu bronić będzie Coco Gauff, która przed rokiem triumfowała w tej prestiżowej imprezie i z pewnością zrobi wszystko, by ponownie sięgnąć po trofeum.

    Pewne udziału w tegorocznej edycji są już: Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Amanda Anisimova, Jessica Pegula oraz Madison Keys. O pozostałe dwa miejsca walczą jeszcze Mirra Andriejewa, Jasmine Paolini i Jelena Rybakina. Sytuacja rozstrzygnie się w turnieju WTA 500 w Ningbo — Rosjanka odpadła już z rywalizacji, więc wszystko w rękach Włoszki i Kazaszki.

    Wszystko wskazuje na to, że Iga Świątek przystąpi do WTA Finals wypoczęta, zrelaksowana i w pełni skoncentrowana na ostatnim, najważniejszym wyzwaniu tego roku.