Category: Uncategorized

  • Ależ wieści ws. Świątek! A jeszcze nie zdążyła wyjść na kort

    Ależ wieści ws. Świątek! A jeszcze nie zdążyła wyjść na kort

    Ledwie zakończyła udany występ w Seulu, a już za chwilę czeka ją kolejne wyzwanie. Iga Świątek przyleciała do Pekinu, gdzie rozpocznie zmagania w prestiżowym turnieju WTA 1000. Pod nieobecność Aryny Sabalenki to właśnie Polka będzie główną faworytką do końcowego triumfu – tak przynajmniej twierdzą eksperci i dziennikarze portalu tennis365.com, którzy wskazali swoje typy dotyczące finału i potencjalnej zwyciężczyni.

    Od triumfu w Seulu do chińskiego wyzwania

    Świątek przyjeżdża do Pekinu w świetnym nastroju. Kilka dni temu w dramatycznych okolicznościach wygrała finał w Seulu z Jekatieriną Aleksandrową 1:6, 7:6(3), 7:5 i sięgnęła po 25. tytuł w karierze. – Szczerze mówiąc, nie wiem, jak udało mi się wygrać. Grałaś znakomicie, ja walczyłam o przetrwanie. Gratuluję tobie i twojemu zespołowi. Obyśmy częściej spotykały się w finałach, bo zawsze trudno się z tobą gra – mówiła Polka do rywalki podczas dekoracji. Teraz czeka ją nowe wyzwanie – turniej w stolicy Chin.

    Typowania ekspertów: Świątek z największymi szansami

    Świątek będzie najwyżej rozstawioną zawodniczką w Pekinie. Sabalenka zrezygnowała z gry, co sprawia, że Iga stanie przed szansą na zmniejszenie dystansu w rankingu, który obecnie wynosi ponad dwa tysiące punktów. Według tennis365.com właśnie ona ma największe szanse na zwycięstwo.

    Świątek wróciła do topowej formy tego lata – właśnie triumfowała w Korei – i będzie niezwykle zmotywowana, by ponownie zdobyć tytuł w Pekinie, który już wygrała w 2023 roku. Rok później nie mogła bronić trofeum z powodu zawieszenia – napisali dziennikarze.

    Redakcja przeanalizowała drabinkę Polki i zauważyła, że droga do finału nie będzie łatwa. W ćwierćfinale może trafić choćby na Jessicę Pegulę lub Naomi Osakę. – Amerykanka to jedna z nielicznych rywalek, które potrafią nawiązać równą walkę ze Świątek – podkreślono. Mimo to prognozują, że w ćwierćfinale Iga zmierzy się z Osaką i wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko.

    Co więcej, zdaniem tennis365.com to właśnie Świątek wygra cały turniej. W finale ich typem jest Amanda Anisimova, z którą Polka może spotkać się po raz trzeci w tym roku. Dotychczasowy bilans to 1:1.

    Pekin wita liderkę

    Organizatorzy turnieju zadbali o ciepłe powitanie polskiej tenisistki. Na lotnisku wręczyli jej symboliczny prezent, by od razu poczuła się wyjątkowo. – Cześć wszystkim, właśnie przyleciałam do Pekinu. Cieszę się, że znów tu jestem. Liczę na wspaniałe doświadczenia i mam nadzieję, że spotkam wielu z was na kortach. Trzymajcie za mnie kciuki – przekazała kibicom Świątek w nagraniu powitalnym.

    Główna drabinka turnieju rusza 24 września, a Iga Świątek od pierwszych dni zmagań będzie jedną z najważniejszych postaci imprezy.

  • Wszyscy czekają na mecz Świątek, a tu morderczy bój w Pekinie! 3,5 godziny

    Wszyscy czekają na mecz Świątek, a tu morderczy bój w Pekinie! 3,5 godziny

    Co za spektakl w Pekinie! Maria Sakkari i Ashlyn Krueger dostarczyły kibicom emocji na najwyższym poziomie, grając jak o życie w każdym z trzech setów pierwszej rundy turnieju WTA 1000. Aż dwie partie kończyły się tie-breakami, a niewiele brakowało, by i trzeci set miał taki sam finał. Ostatecznie to Greczynka zachowała więcej zimnej krwi w decydujących momentach i zwyciężyła 7:6(5), 6:7(5), 7:5 po ponad trzech i pół godzinie wyczerpującej walki.

    Sakkari i jej kryzys formy

    Jeszcze niedawno Maria Sakkari należała do ścisłej czołówki światowego tenisa i przez długi czas utrzymywała się w TOP 10 rankingu WTA. Zdołała sprawić wiele problemów najlepszym, a Iga Świątek długo nie potrafiła znaleźć na nią sposobu – Polka przegrała trzy pierwsze bezpośrednie starcia z Greczynką. Jednak od początku 2024 roku jej dyspozycja wyraźnie spadła. Po obiecującym początku sezonu przyszła seria słabszych występów, a obecny rok także nie układa się po jej myśli. Najlepszy rezultat osiągnęła w Madrycie, gdzie wygrała trzy mecze z rzędu. Kilka dni temu w Guadalajarze poniosła dotkliwą porażkę, zdobywając tylko dwa gemy przeciwko Elsie Jacquemot. Do Pekinu przyjechała z nadzieją na przełamanie złej passy.

    Obiecujący start i nagły zwrot akcji

    Los skojarzył ją w pierwszej rundzie z Ashlyn Krueger. To był ich pierwszy pojedynek, a minimalną faworytką – patrząc na ranking – była Amerykanka (45. miejsce), podczas gdy Sakkari plasuje się obecnie na 56. pozycji. Spotkanie od początku było wyrównane, lecz to Greczynka szybciej złapała rytm. Przy stanie 3:2 uzyskała przełamanie, a chwilę później prowadziła już 5:2 i miała trzy piłki setowe. Niespodziewanie jednak dopadł ją kryzys, a Krueger skrzętnie to wykorzystała, odrabiając straty. O losach partii przesądził tie-break, w którym skuteczniejsza była Sakkari (7:5).

    Krueger odpowiada

    W drugiej odsłonie inicjatywę przejęła Amerykanka. Szybko przełamała Sakkari i wyszła na prowadzenie 2:1. Greczynka odrobiła stratę w ósmym gemie i doprowadziła do wyrównania (4:4), lecz Krueger ponownie wywalczyła przewagę w 11. gemie. Prowadziła 6:5 i miała dwie piłki setowe, ale nie potrafiła ich zamknąć. Tym razem Sakkari wytrzymała presję i doprowadziła do tie-breaka, lecz ostatecznie to Krueger triumfowała w nim 7:5, przedłużając mecz.

    Trzeci set – prawdziwy maraton

    Decydująca partia była równie dramatyczna. Obie zawodniczki miały trudności z utrzymaniem serwisu, a przełamania pojawiały się z obu stron. Wszystko wskazywało, że i tym razem rozstrzygnięcie nastąpi w tie-breaku. Jednak Sakkari w kluczowych momentach wykazała się większym spokojem i opanowaniem. W 12. gemie utrzymała serwis i wykorzystała drugą piłkę meczową, zamykając spotkanie po 3 godzinach i 32 minutach gry.

    Greczynka, choć nadal daleka od swojej najlepszej formy, tym razem przełamała serię niepowodzeń i zameldowała się w drugiej rundzie. Tam jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 25 Leylah Fernandez.

  • Rosjanie nie mogą się pogodzić z porażką. Wielki triumf Świątek. “Bała się”

    Rosjanie nie mogą się pogodzić z porażką. Wielki triumf Świątek. “Bała się”

     

    Była liderka światowego rankingu Dinara Safina i legendarny trener Wiktor Janczuk podzielili się swoimi spostrzeżeniami na temat finału turnieju WTA 500 w Seulu, w którym Iga Świątek pokonała Jekatierinę Aleksandrową. Oboje wskazali zupełnie różne powody porażki Rosjanki, ale nie mieli wątpliwości, że triumf Polki nie był przypadkiem.

    Safina: „Aleksandrowa się przestraszyła”

    1. Safina w rozmowie na kanale „Bolshe!” skupiła się na psychice zawodniczki. Jej zdaniem Aleksandrowa miała wszystko, by zakończyć mecz w dwóch setach, ale nie potrafiła wykorzystać swojej przewagi. – Katia wygrała pierwszego seta 6:1 i wyglądało na to, że kontroluje przebieg gry. Jednak od pewnego momentu sprawiała wrażenie, jakby bała się postawić kropkę nad i. Dała Idze szansę, a ta z niej skorzystała – podkreśliła Safina.

    Była numer 1 zauważyła, że Świątek rozpoczęła finał nerwowo i kompletnie się pogubiła. – Pierwszy set wyglądał tak, jakby nic jej nie wychodziło. Ale później to Aleksandrowa oddała inicjatywę. Gdyby zagrała spokojniej, mogła zamknąć spotkanie wynikiem 6:1, 6:3. Zmarnowała wielką szansę – stwierdziła.

    Według Safiny nie zawiodły umiejętności czy przygotowanie fizyczne Rosjanki, lecz wyłącznie sfera mentalna.

    Janczuk: „Zmęczenie zrobiło swoje”

    Inaczej widział sprawę Wiktor Janczuk. Rosyjski szkoleniowiec uważa, że kluczowe było zmęczenie Aleksandrowej po rozegraniu dwóch meczów jednego dnia. – Widać było, że pod koniec finału była fizycznie słabsza od Igi – zaznaczył. Trzeba jednak pamiętać, że Polka również miała w Seulu napięty harmonogram, więc ta teoria budzi wątpliwości.

    Aleksandrowa po porażce: „Dałam z siebie wszystko”

    Sama zainteresowana po meczu przyznała, że starcie ze Świątek zawsze jest ogromnym wyzwaniem. – Gra przeciwko niej to wyjątkowo trudne zadanie. Starałam się dać z siebie wszystko, ale to nie wystarczyło – powiedziała Aleksandrowa.

    Przed oboma tenisistkami turniej w Pekinie

    Po rywalizacji w Seulu Świątek i Aleksandrowa przenoszą się do Pekinu, gdzie obie są rozstawione i rozpoczną zmagania od drugiej rundy. Polka zmierzy się z Yue Yuan lub Julią Putincewą, a Rosjanka zagra z Barborą Krejčíkovą albo Anną Blinkową.

    Turniej w chińskiej stolicy to ogromna szansa dla Świątek. Aryna Sabalenka, liderka rankingu WTA, wycofała się z zawodów i nie obroni punktów, natomiast Polka nie ma nic do stracenia, bo rok temu w Pekinie nie startowała. To idealna okazja, by znacząco zmniejszyć dystans do Białorusinki.

  • Aleksandra Mirosław znowu to zrobiła! Deklasacja rywalek na MŚ

    Aleksandra Mirosław znowu to zrobiła! Deklasacja rywalek na MŚ

    Aleksandra Mirosław ma szansę dopisać do swojej imponującej listy kolejny wielki sukces. Na jej czele stoi oczywiście najcenniejsze trofeum – złoty medal olimpijski z ubiegłego roku. Teraz 31-letnia zawodniczka w świetnym stylu awansowała do finałowej fazy najważniejszej imprezy sezonu – mistrzostw świata w Seulu.

    Minione miesiące sprawiły, że Mirosław stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu. To właśnie ona w 2024 roku zdobyła jedyny złoty medal dla Polski podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu, przyciągając uwagę kibiców do wspinaczki sportowej. Dziś lublinianka znów zachwyca formą – i to w momencie, gdy stawka jest najwyższa.

    Dominacja Mirosław w eliminacjach

    W środowych eliminacjach konkurencji na czas Polka zdeklasowała rywalki. W najlepszym biegu uzyskała wynik 6,083 sekundy – zaledwie o dwie setne gorszy od swojego olimpijskiego rekordu. W strefie medalowej znalazła się także Natalia Kałucka. Była mistrzyni świata w tej specjalności (2021) z czasem 6,56 sekundy zajęła piąte miejsce.

    Walka o trzeci tytuł mistrzyni świata

    Dla Mirosław to kolejna okazja, by sięgnąć po złoto mistrzostw świata. Do tej pory triumfowała dwukrotnie – w Innsbrucku w 2018 roku i rok później w Hachioji. Później stawała jeszcze na podium, choć już nie na najwyższym jego stopniu. Łącznie ma na koncie pięć krążków tej rangi: dwa złote i trzy brązowe – pierwszy z 2014 roku w Gijon oraz dwa zdobyte niedawno, w Moskwie (2021) i Bernie (2023). W tym sezonie dorzuciła do kolekcji także tytuł mistrzyni Europy w Chamonix.

    Droga do medalu w Seulu

    W 1/8 finału Mirosław zmierzy się z Japonką Rey Koymatsu. Z kolei Natalia Kałucka powalczy o awans z Adrianą Romero Perez. Zmagania najlepszej szesnastki zawodniczek rozpoczną się w środę 24 września o godzinie 13:00 czasu lokalnego.

    Czy Aleksandra Mirosław dopisze do swojego dorobku trzeci tytuł mistrzyni świata? Patrząc na jej formę w eliminacjach, perspektywa kolejnego złota wydaje się jak najbardziej realna.

  • Stało się! Polak dostał walkę życia w UFC! Mistrz podjął wyzwanie

    Stało się! Polak dostał walkę życia w UFC! Mistrz podjął wyzwanie

    Opłaciła się medialna presja i publiczne wyzwania! Mateusz Gamrot (25-3) już wkrótce stanie przed największą szansą w karierze. 11 października w Rio de Janeiro zmierzy się z byłym mistrzem UFC, Charlesem Oliveirą (35-11). Polak wskoczył do walki w miejsce kontuzjowanego Rafaela Fizieva (13-4), a całej decyzji towarzyszyła prawdziwa saga medialna.

    Jak doszło do walki Gamrot – Oliveira?

    Historia zaczęła się 20 września, kiedy to z rywalizacji z Brazylijczykiem wycofał się Fiziev. Dla UFC problem był poważny – starcie z Oliveirą miało być walką wieczoru, a sam „Do Bronx” jest jedną z największych gwiazd brazylijskiego MMA. Konieczne było więc szybkie znalezienie zastępstwa. Wtedy do gry wkroczył Gamrot, błyskawicznie wyzywając Oliveirę do pojedynku. Droga do finalizacji starcia okazała się jednak wyboista.

    Oliveira pod ostrzałem, Gamrot nie odpuszcza

    Rywalem Polaka w walce o angaż byli jeszcze Renato Moicano oraz Benoit Saint-Denis. Pierwszy nie wzbudził zainteresowania UFC, drugi wycofał się sam. Oliveira krytykował ich decyzje, lecz jednocześnie nie palił się do pojedynku z Gamrotem, tłumacząc, że „Polak ma inny styl niż Fiziev, pod którego się przygotowywał”. To wywołało falę zarzutów o hipokryzję – ze strony dziennikarzy, ekspertów, a nawet byłych gwiazd UFC, takich jak Michael Bisping czy Paul Felder. Sam Gamrot również nie ustawał w zaczepkach w mediach społecznościowych, raz po raz przypominając Brazylijczykowi o wyzwaniu.

    Presja zadziałała – walka potwierdzona!

    Ostatecznie medialne naciski przyniosły efekt. We wtorek wieczorem czasu polskiego oficjalnie ogłoszono, że to właśnie Gamrot zmierzy się z Oliveirą w walce wieczoru gali w Rio. Decyzję potwierdził sam Brazylijczyk. – Mateusz Gamrot, z tobą pójdziemy na wojnę. Inni chcieli tylko rozgłosu. Mateuszu, dziękuję ci za przyjęcie wyzwania. To będzie wielka bitwa, lew wciąż jest głodny – ogłosił w nagraniu opublikowanym w sieci.

    Najtrudniejsza przeszkoda, ale i największa szansa

    Starcie z Oliveirą to dla Gamrota historyczna okazja. Były mistrz i obecny numer 4 rankingu kategorii lekkiej to zawodnik światowej klasy. Pokonanie go – i to wchodząc na zastępstwo, bez pełnego obozu przygotowawczego – otworzyłoby Polakowi drogę do rywalizacji o mistrzowski pas.

    Łatwo jednak nie będzie. Oliveira to legenda parteru, autor rekordowej liczby poddań w UFC (16). Dysponuje również mocnym uderzeniem – w 2021 roku zdobył mistrzostwo nokautując Michaela Chandlera. Dodatkowym utrudnieniem będzie brazylijska publiczność, która w Rio stworzy niesamowitą atmosferę przeciwko Polakowi.

    Gamrot również ma jednak swoje atuty. Nigdy nie przegrał przed czasem, a w parterze potrafi skutecznie rywalizować nawet z najlepszymi. Warto dodać, że Oliveira powróci do oktagonu zaledwie 3,5 miesiąca po ciężkim nokaucie zadanym mu przez obecnego mistrza Ilię Topurię. To może mieć znaczenie dla jego dyspozycji.

    Walka wieczoru w Rio de Janeiro odbędzie się w sobotę, 11 października i zakontraktowana jest na pięć rund. Dla Mateusza Gamrota będzie to największy sprawdzian w całej dotychczasowej karierze.

  • Włosi na drodze kadry Grbicia, syn Polaków spełnia swój sen. Oto co wyjawił

    Włosi na drodze kadry Grbicia, syn Polaków spełnia swój sen. Oto co wyjawił

    Kamil Rychlicki: Polska jest faworytem, ale to my bronimy tytułu

    – Doskonale znamy zawodników z reprezentacji Polski, dlatego jasne jest, że to właśnie oni są głównym kandydatem do medalu, a nawet do wygrania całego turnieju. Z drugiej strony, to my jesteśmy mistrzami świata i bronimy tytułu, więc naturalnie spoczywa na nas duża odpowiedzialność – podkreśla w rozmowie z Interią 28-letni atakujący reprezentacji Włoch Kamil Rychlicki, urodzony w Luksemburgu syn polskich rodziców. Dziś jego drużyna zmierzy się z Belgią w ćwierćfinale mistrzostw świata rozgrywanych na Filipinach.

    „Zagraliśmy najlepszy mecz turnieju”

    Rychlicki przyznał, że spotkanie z Argentyną było dla Włochów kluczowe. – To był mecz o być albo nie być. Argentyńczycy prezentowali świetny poziom przez cały turniej, dlatego zwycięstwo 3:0 dało nam ogromną satysfakcję. To był nasz najlepszy mecz na tym czempionacie i z optymizmem patrzymy teraz na ćwierćfinał – ocenia.

    Choć wynik sugerował pewną dominację, sam zawodnik nie ukrywa, że rywale postawili trudne warunki. – Tylko w drugim secie mieliśmy wyraźną przewagę. W pozostałych fragmentach Argentyna świetnie prezentowała się w obronie, na zagrywce i w ataku. Na szczęście dobrze utrzymaliśmy przyjęcie, co bardzo nam pomogło – dodaje.

    Zaskakujące sensacje

    Na tegorocznych mistrzostwach nie brakuje niespodzianek. Już w fazie grupowej odpadli m.in. mistrzowie olimpijscy Francuzi czy Brazylijczycy. – Byłem zaskoczony, ale nie skupiałem się na tym za bardzo, bo sami mieliśmy trudną sytuację i musieliśmy pokonać Ukrainę. To jednak pokazuje piękno sportu – nie zawsze wygrywa faworyt. Warto też zaznaczyć, że zespoły, które sprawiły niespodzianki, grały naprawdę dobrą siatkówkę, jak choćby Finlandia – podkreśla.

    Zapytany o komentarze, że w sporcie „nie ma już słabych drużyn”, odpowiada: – Myślę, że wiele zależy od podejścia mentalnego. Faworyci muszą wygrywać, a outsiderzy nie mają nic do stracenia. Jeśli nie wejdzie się dobrze w mecz, można szybko zapłacić wysoką cenę.

    Polska w oczach Rychlickiego

    Choć nie oglądał wielu spotkań Biało-Czerwonych na turnieju, Rychlicki nie ma wątpliwości co do ich siły. – Skład reprezentacji Polski znamy bardzo dobrze. To drużyna, która ma potencjał, by zdobyć medal i sięgnąć po tytuł. Szczególnie ważnym zawodnikiem jest Wilfredo Leon, ale każdy dokłada swoją cegiełkę – zaznacza.

    Droga do siatkówki

    Rychlicki opowiedział też krótko swoją historię. – Urodziłem się i wychowałem w Luksemburgu, ale rodzice pochodzą z Polski. Co roku spędzaliśmy wakacje i ferie w ojczyźnie, nad Wisłą. Teraz dodatkowo cieszę się, że w przyszłym sezonie będę grał w PlusLidze, w Zaksie Kędzierzyn-Koźle – zdradza.

    Gra o najwyższe cele

    Choć reprezentacja Włoch nie narzuciła sobie konkretnego planu minimum, zawodnik nie kryje, że presja jest ogromna. – Jesteśmy mistrzami świata, więc naturalnie naszym celem jest zajść jak najdalej. Wiemy, jaka odpowiedzialność na nas ciąży – podkreśla.

    Adaptacja do warunków w Azji nie sprawiła im większych problemów. – Jesteśmy tu już od dawna, wcześniej trenowaliśmy w Japonii. Każdy znosi zmianę czasu trochę inaczej, ale nie ma u nas większych trudności. Wierzę, że do końca turnieju nic nas nie zatrzyma – zakończył.

     

  • Szeremeta startowała z list Konfederacji. Tyle dostała głosów

    Szeremeta startowała z list Konfederacji. Tyle dostała głosów

    Julia Szeremeta is one of the hottest names in Polish sport in recent months. At the World Championships in Liverpool, she won silver despite struggling with an injury. Her successes in the ring are widely admired, but from time to time a subject resurfaces that the boxer herself would prefer to forget – a brief episode connected with politics. “Some people tried to make me into a political fanatic,” she recalled in one interview.

    A brief flirt with politics

    Before Szeremeta became well known thanks to her sporting achievements, she took part in the 2024 local elections. Her name appeared on the Confederation’s lists in the race for the Lublin Voivodeship Assembly. She won 1,409 votes – just one percent in her district – not enough to secure a seat. As she later admitted, she never conducted any campaign and never treated her candidacy seriously.

    “I was kind of dragged into it, more or less unconsciously. I got one offer, then another. To have peace of mind, I agreed, but in reality I didn’t take part. I didn’t post anything online, I didn’t get involved, because politics has never interested me,” she said in an interview with Kanał Sportowy in August last year.

    Coach’s reaction and consequences

    The boxer’s decision caused tension within her team. Her coach, Tomasz Dylak, openly admitted he was unhappy ùùe, and we argued about it. I knew Julka would sooner or later become a star, and politics would only get in her way. While an athlete is pursuing a career, they should remain apolitical; later on, it’s their choice,” he stressed.

    “Politics is not my thing”

    Today, the athlete firmly distances herself from that episode. “I have never been interested in politics, and I’m still not. I never went to rallies, I don’t have any politicians’ banners in my home. The media tried to portray me as politically engaged, but I swallowed it and moved on. For me, sport and my career are what matter,” she said in an interview with WP SportoweFakty.

    The loudest name in Polish boxing

    Now Julia Szeremeta is already one of the biggest hopes of Polish boxing. She won Olympic silver in Paris and recently added a World Championship silver medal to her collection. In Liverpool, she lost her fight for gold after a split and widely debated judges’ decision. Many experts and fans were convinced that she should have been crowned the new world champion.

    Do you want me to expand this into a longer, more feature-style article in English, with more background on Szeremeta’s career and rise to success?

  • Absolutna sensacja w Pucharze Polski! Oto co zrobiła drużyna Piszczka

    Absolutna sensacja w Pucharze Polski! Oto co zrobiła drużyna Piszczka

    Dzisiejsze zmagania w Pucharze Polski rozpoczęły się od naprawdę interesującego widowiska. Rezerwy LKS-u Goczałkowice-Zdrój, w których wystąpił Łukasz Piszczek, zmierzyły się z wiceliderem II ligi – Stalą Stalowa Wola. Kibice, którzy śledzili to spotkanie, mogli zobaczyć nie tylko walkę na boisku, ale i dość nietypowe zagrania taktyczne gospodarzy. Jeden z ich rzutów rożnych niemal zakończył się… bramką dla rywali. Ostatecznie to jednak drużyna z Goczałkowic zwyciężyła po dogrywce 3:1.

    Choć na papierze starcie przedstawiało się jako pojedynek zespołu z V ligi z drugoligowcem, faktycznie sytuacja wyglądała nieco inaczej. LKS II wystąpił w składzie odpowiadającym poziomowi III ligi, natomiast Stal desygnowała do gry głównie rezerwowych. Dzięki temu rywalizacja od początku była wyrównana.

    Taktyka Piszczka przy stałych fragmentach gry

    Największą gwiazdą meczu był oczywiście Łukasz Piszczek – były reprezentant Polski i obecnie grający trener swojej drużyny. Już w 10. minucie kibice mogli obejrzeć jego firmowy pomysł na rzut rożny. Cała drużyna LKS-u, łącznie z bramkarzem, ruszyła pod pole karne Stali. Ta odważna decyzja mogła się skończyć fatalnie – po szybkim kontrataku drugoligowiec był o krok od zdobycia gola.


    Złota Piłka znów nie dla Polski

    Na gali w Paryżu ponownie nie doczekaliśmy się polskiego triumfu w plebiscycie Złotej Piłki. Robert Lewandowski, mimo świetnego sezonu, uplasował się dopiero na 17. pozycji, co wzbudziło sporo kontrowersji. Wielu ekspertów i kibiców liczyło, że 37-latek znajdzie się przynajmniej w pierwszej dziesiątce.

    Za to w kobiecej edycji wyróżniono Ewę Pajor. Polka zajęła 8. miejsce – najwyższe w swojej karierze – i choć nie zdobyła głównej nagrody, z Paryża wróciła z wyjątkowym trofeum. Została pierwszą kobietą w historii uhonorowaną Trofeum Gerda Muellera dla najlepszej strzelczyni roku. Jej dorobek robi wrażenie – aż 52 gole zdobyte w barwach klubu i reprezentacji.


    Gratulacje od Darii Abramowicz

    Sukces Pajor odbił się szerokim echem w świecie sportu. Gratulacje płynęły nie tylko od kibiców i dziennikarzy, ale również od znanych osobistości. Wśród nich była Daria Abramowicz – psycholożka sportowa współpracująca na co dzień z Igą Świątek, ale również wspierająca Pajor.

    Abramowicz udostępniła w mediach społecznościowych zdjęcie piłkarki z nagrodą i opatrzyła je wymownymi emotikonami: zaciśniętą pięścią symbolizującą siłę oraz dłońmi złożonymi do oklasków. W ten sposób podkreśliła determinację i sukces swojej podopiecznej.


    Hiszpańskie media zachwycone Polką

    Osiągnięcie Pajor zauważyły również hiszpańskie media, które pisały o niej z wielkim uznaniem. Określano ją mianem „kluczowej ofensywnej zawodniczki Barcelony” i „zabójczej napastniczki”. Podkreślano, że bez wątpienia pozostaje jedną z liderek ataku katalońskiego klubu i jest gotowa walczyć zarówno o kolejne Trofeum Gerda Muellera, jak i o samą Złotą Piłkę.

    Na razie jej liczby są imponujące – w czterech meczach tego sezonu zanotowała już cztery gole i trzy asysty, potwierdzając, że jej ambicje są jak najbardziej uzasadnione.

  • Świątek triumfuje, a oto co robi Sabalenka. Mówi o tym cały świat

    Świątek triumfuje, a oto co robi Sabalenka. Mówi o tym cały świat

    Iga Świątek w ostatnich dniach żyje w ogromnym tempie. Zaledwie zakończyła niezwykle udany występ w Seulu, gdzie sięgnęła po kolejny triumf, a już pojawiła się w Pekinie, by rozpocząć rywalizację w prestiżowym turnieju WTA 1000. W tym samym czasie Aryna Sabalenka zdecydowała się zrezygnować z udziału w zawodach, a jej aktywność poza kortem błyskawicznie przyciągnęła uwagę mediów na całym świecie – wszystko za sprawą jednego zdjęcia, które opublikowała w sieci.

    Polka w niedzielę sięgnęła po swoje 25. trofeum w zawodach rangi WTA. Choć w finale w Seulu przegrywała z Jekateriną Aleksandrową aż 1:6, zdołała odwrócić losy meczu i wygrała w emocjonujących okolicznościach 7:6(3), 7:5. Czasu na świętowanie jednak nie miała – już dwa dni później była w Pekinie, gotowa na kolejne wyzwanie. W drabince zabraknie liderki rankingu, Aryny Sabalenki, która wycofała się z rywalizacji.

    Organizatorzy tłumaczyli decyzję Białorusinki „drobniejszym urazem” i życzyli jej szybkiego powrotu do zdrowia. Sama Sabalenka jednak nie ukrywa, że czas przerwy wykorzystuje na wypoczynek. 27-latka wybrała się na wakacje do Grecji razem ze swoim partnerem, Georgiosem Frangulisem. Para spędza czas m.in. na luksusowym jachcie, pływając po Morzu Śródziemnym.

    Największe poruszenie wywołała jednak inna relacja z jej pobytu. Sabalenka spotkała się w Grecji z Novakiem Djokoviciem i zamieściła wspólne zdjęcie w InstaStories, opatrując je podpisem: „With the GOAT” („Z największym wszech czasów”). To wystarczyło, by media sportowe w Europie i poza nią zaczęły szeroko komentować tę znajomość. Francuski portal welovetennis.fr pisał nawet, że „Djoković i Sabalenka są niemal nierozłączni”, przypominając, że oboje darzą się sympatią i niejednokrotnie trenowali razem. Rosyjski serwis championat.com dodał, że tenisistów połączyła lokalizacja – Sabalenka spędza urlop w Grecji, a Djoković obecnie tam mieszka.

    Nieobecność Białorusinki w Pekinie będzie jednak miała swoje konsekwencje sportowe. Sabalenka straci 215 punktów w rankingu WTA, które przed rokiem zdobyła za awans do ćwierćfinału chińskiego turnieju.

  • Słowa Żodzik niosą się po Białorusi. “Nie chcę wracać”

    Słowa Żodzik niosą się po Białorusi. “Nie chcę wracać”

    Maria Żodzik okazała się jedyną reprezentantką Polski, która przywiozła medal z lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. W konkursie skoku wzwyż ustanowiła nowy rekord życiowy (2,00 m) i wywalczyła srebro, ratując honor biało-czerwonych. Jej historia wzbudza duże emocje nie tylko w Polsce, ale również na Białorusi, gdzie się urodziła i gdzie wciąż z zainteresowaniem śledzi się jej karierę. Po zdobyciu medalu powiedziała jednak stanowczo: „Nie chcę wracać na Białoruś” – słowa te szeroko komentują tamtejsze media.

    Żodzik pochodzi z Baranowicz, z rodziny o polskich korzeniach. Jeszcze do niedawna reprezentowała barwy Białorusi, lecz w 2022 roku przeniosła się do Polski. Dwa lata później otrzymała polskie obywatelstwo, co otworzyło jej drogę do występu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Tam nie osiągnęła wymarzonego wyniku, ale odkuła się w Tokio, zdobywając medal i zyskując status bohaterki polskiej ekipy.

    Nie chcę wracać na Białoruś. W Polsce znalazłam swój dom – przyznała w rozmowie z Interią. – Jeszcze niedawno wydawało się, że w mojej ojczyźnie jest szansa na zmiany, ale teraz już w to nie wierzę. Chciałabym kiedyś odwiedzić rodziców, ale nie widzę tam dla siebie przyszłości. Dziś całe moje życie planuję w Polsce. Bałam się, że będzie mi trudno po wyjeździe, a tymczasem wszystko potoczyło się naturalnie. Tu czuję się jak u siebie.

    Jej wypowiedzi odbiły się szerokim echem w niezależnych białoruskich mediach, takich jak zerkalo.io (kontynuator zamkniętego przez reżim portalu TUT.by), pozirk.online czy nashaniva.com. Przypominają one również, że Żodzik w 2020 roku popierała prodemokratyczne protesty na Białorusi oraz publicznie potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.

    Media kontrolowane przez władze w Mińsku natomiast milczą – zarówno o jej sportowym sukcesie, jak i o głośnym oświadczeniu, że nie zamierza wracać do kraju swojego urodzenia.