Category: Uncategorized

  • Księżniczka z Paryża. Maja Chwalińska zagra o finał Rolanda Garrosa

    Księżniczka z Paryża. Maja Chwalińska zagra o finał Rolanda Garrosa

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska zachwyca w Paryżu. Polka w półfinale Roland Garros po wielkim zwycięstwie

    Polski tenis ma swoją „Królową Paryża” w osobie Igi Świątek, która czterokrotnie triumfowała na kortach Roland Garros. Gdy jednak w tegorocznej edycji turnieju liderka polskiej reprezentacji zakończyła rywalizację już na etapie czwartej rundy, pałeczkę przejęła jej przyjaciółka i rówieśniczka – Maja Chwalińska. Zawodniczka z Bielska-Białej napisała w stolicy Francji własną, niezwykłą historię, awansując do półfinału wielkoszlemowej imprezy.

    W ćwierćfinale 24-letnia Polka zmierzyła się z Anną Kalinską. Stawką było miejsce w najlepszej czwórce Roland Garros, czego żadna z tenisistek wcześniej nie osiągnęła. Po dwóch godzinach emocjonującej walki Chwalińska zwyciężyła 7:6(3), 6:3 i po raz pierwszy w karierze znalazła się w półfinale turnieju Wielkiego Szlema.

    Następczyni Świątek podtrzymała polską serię

    Od 2020 roku kibice przyzwyczaili się do tego, że w walce o półfinał Roland Garros oglądają reprezentantkę Polski. Przez ostatnie lata dominowała w tej roli Iga Świątek, ale tym razem los napisał inny scenariusz. Po wyeliminowaniu Świątek przez Martę Kostiuk pojawiła się szansa dla kolejnej Polki.

    Chwalińska wykorzystała ją znakomicie. Jej droga do ćwierćfinału była jednak znacznie bardziej wymagająca niż w przypadku rywalki. Polka rozpoczęła turniej już od kwalifikacji, dlatego przed spotkaniem z Kalinską miała za sobą siedem meczów. Dodatkowo od kilku tygodni zmaga się z problemami mięśni przywodzicieli i występuje z bandażem na udzie.

    Mimo tych trudności prezentowała w Paryżu tenis najwyższej próby. Korty ziemne od zawsze należały do jej ulubionych nawierzchni, a bogaty repertuar zagrań, rotacje i doskonałe wyczucie gry regularnie sprawiały kłopoty przeciwniczkom.

    Nerwowy początek i imponująca odpowiedź Polki

    Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla Kalinskiej. Rosjanka szybko przełamała Chwalińską i wydawało się, że zamierza narzucić własne warunki gry. Polka nie pozwoliła jednak rywalce rozwinąć skrzydeł.

    Już chwilę później odrobiła stratę przełamania, a następnie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie Philippe’a Chatriera. Bardzo dobrze radziła sobie w trudnych warunkach atmosferycznych i skutecznie wykorzystywała swoją kreatywność. Gdy wyszła na prowadzenie 4:1, można było dostrzec jej pewność siebie oraz odporność psychiczną.

    Kalinska próbowała skracać wymiany i atakować przy każdej okazji, lecz Chwalińska regularnie znajdowała odpowiedzi. Efektowne minięcia, zmiany tempa oraz świetna gra w defensywie sprawiały, że Rosjanka coraz częściej popełniała błędy.

    Polka prowadziła już 5:1 i miała piłkę setową, jednak nie zdołała zakończyć partii. Kalinska wróciła do gry, odrobiła straty i doprowadziła do remisu 5:5. W końcówce pierwszego seta inicjatywa przechodziła z rąk do rąk, a o wszystkim zdecydował tie-break.

    Tie-break, który zmienił wszystko

    Decydująca rozgrywka pierwszej partii dostarczyła kibicom ogromnych emocji. Po wyrównanym początku Chwalińska przejęła inicjatywę przy stanie 4:3. W jednym z najdłuższych punktów meczu zmusiła przeciwniczkę do błędu, a chwilę później jeszcze bardziej zwiększyła przewagę.

    Polka wypracowała trzy kolejne piłki setowe i tym razem nie zmarnowała swojej szansy. Po 69 minutach walki wygrała tie-break 7:3, obejmując prowadzenie w meczu.

    Dominacja w drugim secie

    Po wygraniu pierwszej partii Chwalińska nabrała jeszcze większej pewności siebie. Choć Kalinska rozpoczęła drugiego seta od utrzymania podania, z każdą kolejną minutą było widać, że Rosjanka ma coraz większe problemy.

    Polka błyskawicznie objęła prowadzenie 4:1 i znalazła się bardzo blisko największego sukcesu w swojej karierze. Kalinska próbowała ratować sytuację agresywną grą, ale coraz częściej zawodziła ją skuteczność. Dodatkowo zaczęły jej doskwierać problemy fizyczne.

    Rosjanka zdołała jeszcze dwukrotnie przełamać Chwalińską, jednak nie była w stanie regularnie wygrywać własnych gemów serwisowych. Polka zachowała spokój w kluczowych momentach i ostatecznie przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 7:6(3), 6:3.

    Historyczny awans i wielka nagroda

    Triumf nad Kalinską oznacza dla Chwalińskiej największy sukces w dotychczasowej karierze. Dzięki awansowi do półfinału Roland Garros zapewniła sobie również ogromny skok w rankingu WTA. Po zakończeniu turnieju będzie co najmniej 30. rakietą świata.

    Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie. O miejsce w finale zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku pomiędzy Aryna Sabalenka a Diana Shnaider. Półfinał zaplanowano na czwartek i wszystko wskazuje na to, że będzie drugim meczem dnia po starciu Marta Kostiuk z Mirra Andriejewa.

    Niezależnie od wyniku kolejnego spotkania, Maja Chwalińska już zapisała się w historii polskiego tenisa, stając się jedną z największych sensacji tegorocznego Roland Garros.

  • Decyzja ws. Chwalińskiej już zapadła. “To nie ma sensu, na 99 procent”

    Decyzja ws. Chwalińskiej już zapadła. “To nie ma sensu, na 99 procent”

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Po fenomenalnym występie Mai Chwalińskiej podczas tegorocznego Roland Garros jej sztab nie zamierza podejmować niepotrzebnego ryzyka. Choć 24-letnia tenisistka wciąż walczy o kolejne sukcesy w Paryżu, jej najbliższa przyszłość została już dokładnie zaplanowana. Priorytetem pozostaje zdrowie oraz odpowiednie przygotowanie do kolejnych wyzwań, przede wszystkim do Wimbledonu, który rozpocznie się 29 czerwca.

    Menedżer zawodniczki, Piotr Szczypka, przyznał w rozmowie z Interią, że obecny wynik Chwalińskiej znacznie przekroczył oczekiwania. Polka, która rozpoczęła swoją przygodę z Roland Garros od kwalifikacji, jest już w ćwierćfinale wielkoszlemowego turnieju i stała się jedną z największych sensacji imprezy.

    Po zwycięstwie nad Francuzką Diane Parry i awansie do najlepszej ósemki turnieju dzień dla całego zespołu był wyjątkowo intensywny. Oprócz obowiązków związanych z meczem i mediami, sztab musiał również omówić dalsze działania. Jak zdradził Szczypka, zawodniczka po powrocie do hotelu nie miała nawet chwili na świętowanie sukcesu.

    – Do hotelu wróciliśmy dopiero około godziny 21. Maja od razu poszła odpocząć, a my jeszcze usiedliśmy z trenerami, żeby omówić najbliższe plany – wyjaśnił menedżer.

    Jednym z najważniejszych tematów jest przygotowanie do sezonu na trawie. W związku z doskonałymi wynikami osiąganymi w Paryżu pojawiło się pytanie, czy kalendarz startów może jeszcze ulec zmianie. Odpowiedź jest jednak niemal jednoznaczna.

    Według obecnych założeń Chwalińska po zakończeniu Roland Garros nie wystąpi w żadnym turnieju poprzedzającym Wimbledon. Zamiast tego postawi na regenerację i spokojne przygotowania do gry na trawie.

    – Maja spędziła tutaj bardzo dużo czasu, biorąc pod uwagę również kwalifikacje. Po zakończeniu turnieju potrzebuje kilku dni odpoczynku. Następnie rozpocznie przygotowania do gry na trawie. Na ten moment wszystko wskazuje na to, że jej kolejnym turniejem będzie dopiero Wimbledon. Szanse na zmianę tego planu są minimalne – powiedział Szczypka.

    Jak podkreśla menedżer, taka decyzja wynika przede wszystkim z troski o zdrowie zawodniczki. Chwalińska od kilku spotkań występuje z opatrunkiem, co sugeruje problemy z przywodzicielem uda. Sztab nie chce dopuścić do pogłębienia urazu.

    – Najważniejsze jest zdrowie. Nie ma sensu ryzykować tylko po to, by zagrać dodatkowy turniej. Maja jest już w gronie pięćdziesięciu najlepszych tenisistek świata, dlatego rozsądniej będzie poświęcić czas na regenerację. W Paryżu osiągnęła znacznie więcej, niż można było zakładać przed startem imprezy. Odpoczynek może przynieść jej większe korzyści niż kolejne występy – tłumaczył.

    Plan na drugą część sezonu jest już w dużej mierze nakreślony. Po Wimbledonie Polka ma wystąpić jeszcze w kilku turniejach na mączce rangi WTA 250, a następnie przenieść się do Ameryki Północnej. Tam czekać będą prestiżowe turnieje WTA 1000 w Toronto i Cincinnati, a zwieńczeniem letniej części sezonu będzie start w US Open.

    W sztabie Chwalińskiej panuje przekonanie, że odpowiednie zarządzanie obciążeniami może okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju kariery zawodniczki. Po imponującym występie w Paryżu nikt nie chce zaprzepaścić wypracowanej pozycji przez zbyt intensywny kalendarz startów. Priorytetem pozostaje utrzymanie wysokiej formy oraz pełnej sprawności przed najważniejszymi turniejami drugiej części sezonu.

  • Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni

    Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Maja Chwalińska kontynuuje swoją niezwykłą przygodę podczas tegorocznego Roland Garros. Polka, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, stała się jedną z największych sensacji paryskiej imprezy, docierając aż do ćwierćfinału. Na tym jednak nie zamierzała poprzestać. W walce o miejsce w najlepszej czwórce stanęła naprzeciw Rosjanki Anny Kalinskiej, a wydarzenia z pierwszego seta ich pojedynku wzbudziły ogromne zainteresowanie, również wśród organizatorów turnieju.

    Droga Chwalińskiej do ćwierćfinału była imponująca. Po kolei pokonywała Qinwen Zheng, Elise Mertens, Marię Sakkari oraz Diane Parry, zyskując uznanie kibiców i ekspertów na całym świecie. Awans z kwalifikacji do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego należy do wyjątkowo rzadkich osiągnięć, dlatego nie dziwi fakt, że o Polce z dużym szacunkiem wypowiadały się największe gwiazdy kobiecego tenisa. Wśród nich znalazła się także liderka światowego rankingu WTA Aryna Sabalenka.

    Środowy mecz z Anną Kalinską miał zdecydować o tym, która z zawodniczek zamelduje się w półfinale Roland Garros. Początek spotkania nie układał się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie straciła podanie i musiała odrabiać straty. Szybko jednak przejęła inicjatywę, wygrywając pięć kolejnych gemów. Wydawało się, że pierwsza partia jest pod pełną kontrolą Chwalińskiej i za chwilę zakończy się jej zwycięstwem.

    Kalinska nie zamierzała jednak składać broni. Rosjanka znacząco podniosła poziom swojej gry, odrobiła straty i doprowadziła do tie-breaka. W decydującym fragmencie seta więcej zimnej krwi zachowała jednak Polka. Chwalińska wygrała dodatkową rozgrywkę 7:3, pieczętując sukces efektowną akcją. Ostatnia wymiana zakończyła się błędem Kalinskiej, której uderzenie wylądowało poza kortem.

    Po zakończeniu pierwszej partii Rosjanka udała się do szatni, korzystając z regulaminowej przerwy między setami. To zachowanie często można obserwować także u czołowych tenisistek, w tym u Igi Świątek. W tym czasie Maja Chwalińska pozostała na korcie, przygotowując się do dalszej części spotkania.

    Efektowny tie-break i kończąca go wymiana nie przeszły bez echa. Organizatorzy Roland Garros szybko opublikowali w mediach społecznościowych nagranie prezentujące kluczową akcję pierwszego seta. Była to jednocześnie forma uznania dla świetnej postawy Polki, która po raz kolejny udowodniła, że jej fantastyczny występ w Paryżu nie jest dziełem przypadku. Chwalińska nadal pisała jedną z najpiękniejszych historii tegorocznej edycji turnieju, zachwycając kibiców swoją odwagą, determinacją i dojrzałością na korcie.

  • Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Polka od pierwszego seta postawiła trudne warunki gry Annie Kalinskiej. Miała też szczęście, kiedy po nieczystym uderzeniu piłka prześlizgnęła się po taśmie.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska przystąpiła po raz pierwszy w karierze do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego. Przed tym sezonem polska rewelacja nawet nie była w głównej drabince Roland Garros.

    Po pokonaniu kilku uznanych tenisistek, Maja Chwalińska trafiła na Annę Kalinskę w ćwierćfinale. Próbuje przeciwstawić swój urozmaicony sposób grania mocnym uderzeniom Rosjanki.

    Maja Chwalińska musiała zmagać się z podmuchami wiatru, które na dużym korcie Philippe’a-Chatriera były odczuwalne również dla tenisistek.

    Rozwiń
    twitter
    Zobacz post na Twitterze
    Krótko po rozpoczęciu meczu, w przegranym gemie serwisowym, Maja Chwalińska miała dużo szczęścia. Po nieczystym zagraniu zza linii końcowej piłka nabrała dziwnej rotacji i prześlizgnęła się po taśmie na stronę Rosjanki.

    Anna Kalinska była mocno zawiedziona obrotem wydarzeń, a Polce pozostało podnieść dłoń w geście przeprosin. Jak się okazało, była to tylko jedna z dwóch sytuacji, w których Maja Chwalińska dostała “pomoc” od siatki.

  • Dwa słowa. Tak Sabalenka nazwała Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Dwa słowa. Tak Sabalenka nazwała Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska jest bez wątpienia jedną z największych sensacji tegorocznego Roland Garros. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju mało kto przewidywał, że 24-letnia tenisistka z Dąbrowy Górniczej zajdzie aż do ćwierćfinału paryskiego Szlema. Polka zachwyca swoją grą, a jej znakomite występy nie umykają uwadze ani kibiców, ani największych gwiazd światowego tenisa. Po meczu z Naomi Osaką na temat Chwalińskiej wypowiedziała się nawet liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka, która nie szczędziła jej komplementów.

    Przygoda Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa trwa nadal. W poniedziałek Polka pewnie zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju, pokonując reprezentantkę gospodarzy Diane Parry 6:3, 6:2. Spotkanie przebiegało pod pełną kontrolą Polki, która oddała rywalce zaledwie pięć gemów i po raz kolejny potwierdziła, że znajduje się w znakomitej formie.

    Dzięki świetnym występom Chwalińskiej polscy kibice mogą nieco łatwiej pogodzić się z niespodziewanym odpadnięciem Igi Świątek. Przez ostatnie lata to właśnie raszynianka dostarczała fanom niezapomnianych emocji podczas Roland Garros, jednak tym razem rolę polskiej bohaterki turnieju przejęła zawodniczka z Dąbrowy Górniczej. Co więcej, jej marsz przez turniej wcale nie musi zakończyć się na ćwierćfinale.

    Coraz lepsze wyniki Polki odbijają się szerokim echem również poza granicami kraju. Zagraniczne media coraz częściej poświęcają jej uwagę, a o jej możliwościach zaczynają mówić także największe nazwiska kobiecego tenisa. Jedną z osób, które szczególnie doceniły postawę Chwalińskiej, była Aryna Sabalenka.

    Po zwycięstwie nad Naomi Osaką w czwartej rundzie Białorusinka została zapytana o rewelacyjną grę Polki. Liderka światowego rankingu przyznała, że miała okazję obserwować zarówno mecze, jak i trening Chwalińskiej i jest pod dużym wrażeniem jej umiejętności.

    – Oglądałam kilka jej spotkań podczas tego turnieju, a także przypadkowo widziałam jeden z jej treningów. Gra Mai bardzo dobrze pasuje do kortów ziemnych. Świetnie porusza się po korcie, potrafi zmieniać tempo wymian i należy do zawodniczek, które bardzo mądrze budują swoją taktykę – podkreśliła Sabalenka.

    Białorusinka zwróciła również uwagę na inne atuty Polki. Jej zdaniem Chwalińska imponuje nie tylko inteligencją tenisową, ale także umiejętnością gry w defensywie, która na mączce ma szczególne znaczenie.

    – Bardzo dobrze się broni, a na tej nawierzchni jest to niezwykle ważne. Jest też prawdziwą wojowniczką. Pokazała to szczególnie w meczu z Francuzką, bo gra przeciwko reprezentantce gospodarzy nigdy nie należy do łatwych. Zaprezentowała fantastyczny tenis i uważam, że ma wszelkie predyspozycje, by w przyszłości znaleźć się w światowej czołówce – oceniła liderka rankingu WTA.

    Słowa Sabalenki szybko obiegły zagraniczne media i stały się kolejnym dowodem na to, jak duże wrażenie zrobiła Chwalińska podczas tegorocznego Roland Garros. Kiedy jedna z najlepszych tenisistek świata publicznie przewiduje zawodniczce miejsce w ścisłej elicie kobiecego tenisa, trudno o lepszą rekomendację. Dla Polki to nie tylko ogromne wyróżnienie, ale również sygnał, że jej ciężka praca zaczyna przynosić efekty dostrzegane przez cały tenisowy świat.

  • Polska trenerka Kostiuk wyjawia, w jaki sposób rozbroiła Igę Świątek

    Polska trenerka Kostiuk wyjawia, w jaki sposób rozbroiła Igę Świątek

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Sandra Zaniewska zdradza kulisy zwycięstwa Kostiuk nad Świątek. „Nie mogła pozwolić Idze przejąć kontroli”

    Marta Kostiuk kontynuuje znakomitą passę na kortach ziemnych i coraz śmielej zapisuje kolejne rozdziały swojej tenisowej historii. Ukrainka, która jeszcze kilka miesięcy temu zajmowała miejsce pod koniec trzeciej dziesiątki rankingu WTA, dziś znajduje się już w ścisłej światowej czołówce. Jej imponująca forma znalazła potwierdzenie podczas Roland Garros, gdzie w czwartej rundzie pokonała Igę Świątek, kończąc marzenia Polki o kolejnym triumfie w Paryżu.

    Za sukcesami 23-letniej zawodniczki stoi między innymi polska trenerka Sandra Zaniewska. To właśnie ona w rozmowie po spotkaniu szczegółowo wyjaśniła, jakie elementy taktyki pozwoliły jej podopiecznej znaleźć sposób na jedną z najlepszych tenisistek świata.

    Jeszcze niedawno Kostiuk i Świątek rywalizowały podczas Billie Jean King Cup w Gliwicach. Od tamtego czasu Ukrainka wykonała jednak ogromny krok naprzód. W rankingu WTA przesunęła się z 28. na 13. miejsce, a jej seria zwycięstw na mączce urosła do szesnastu kolejnych spotkań.

    Według Zaniewskiej kluczowe znaczenie miało odpowiednie podejście do pojedynku ze Świątek.

    – Marta wyszła na kort z nastawieniem, by wygrać ten mecz. Pierwszy set był bardzo wyrównany i równie dobrze mógł zakończyć się w jedną albo drugą stronę. Miałam jednak wrażenie, że Marta szybciej dostosowywała się do wydarzeń na korcie. Po pierwszej partii przewaga psychologiczna była już po jej stronie. Nawet mimo przełamania na początku drugiego seta czułam, że spotkanie zaczyna układać się bardziej po myśli Marty – przyznała trenerka.

    Dla Zaniewskiej zwycięstwo nad Świątek na paryskiej mączce ma wyjątkowy wymiar.

    – Pokonanie Igi na Roland Garros to coś niezwykłego. Żartobliwie porównywałam to nawet do zwycięstwa nad Rafaelem Nadalem w kobiecym tenisie. To naprawdę szczególne osiągnięcie i źródło ogromnej satysfakcji – podkreśliła.

    Agresja od początku była podstawą planu

    Trenerka nie ukrywała, że przygotowana strategia opierała się przede wszystkim na ofensywnym nastawieniu.

    – Wiedziałyśmy, że Marta musi grać agresywnie. Gdyby pozwoliła Idze przejąć inicjatywę, narzucać tempo i przesuwać ją po korcie, byłoby bardzo trudno. Na mączce topspin Świątek potrafi być niezwykle skuteczny. Dlatego od początku celem było przejęcie kontroli nad wymianami – wyjaśniła.

    Istotnym elementem było również odpowiednie reagowanie na serwis Polki.

    – Na początku meczu Marta zbyt mocno forsowała returny po pierwszym podaniu Igi, zwłaszcza gdy były one bardziej rotowane i wolniejsze. Skutkowało to błędami. Z czasem zaczęła jednak lepiej czekać na piłkę i odpowiadać cięższymi uderzeniami. Dzięki temu mogła budować wymiany na własnych warunkach – tłumaczyła.

    Kostiuk wywierała także dużą presję przy drugim serwisie Świątek.

    – Regularnie wchodziła w kort po drugim podaniu rywalki. To sprawiło, że Iga znalazła się pod dodatkową presją, co miało duże znaczenie szczególnie w drugim secie – oceniła szkoleniowiec.

    Taktyka zakładała cierpliwość i walkę fizyczną

    Zaniewska zwróciła uwagę, że plan nie polegał wyłącznie na szybkim kończeniu punktów.

    – Chciałyśmy, aby Marta dyktowała kierunki gry i częściej zmuszała Igę do reagowania niż odwrotnie. Jednocześnie nie zamierzałyśmy unikać długich wymian. Obie zawodniczki są świetnie przygotowane fizycznie, dlatego wiedziałyśmy, że możemy rywalizować również na tym polu – powiedziała.

    Jak podkreśliła, świadomość umiejętności Świątek na nawierzchni ziemnej sprawiła, że sztab Kostiuk nie zakładał konieczności podejmowania nadmiernego ryzyka.

    – Wiedząc, jak dobrze Iga czuje się na mączce, nie oczekiwałyśmy, że Marta będzie kończyć każdą akcję po kilku uderzeniach. Założenie było takie, że jeśli sytuacja tego wymaga, może spokojnie wytrzymywać długie wymiany i cierpliwie czekać na właściwy moment do ataku. To również okazało się bardzo ważne – podsumowała Sandra Zaniewska.

    Teraz przed Ukrainką kolejne wielkie wyzwanie. W ćwierćfinale Roland Garros zmierzy się ze swoją rodaczką, Elina Switolina, a stawką będzie miejsce w najlepszej czwórce turnieju.

  • Dosadne stanowisko WTA po meczu Chwalińskiej. Padło kilka epitetów ws. Polki

    Dosadne stanowisko WTA po meczu Chwalińskiej. Padło kilka epitetów ws. Polki

    Oto przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Maja Chwalińska kontynuuje swój fantastyczny marsz przez tegoroczny Roland Garros. Polska tenisistka, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji, zameldowała się już w ćwierćfinale wielkoszlemowej imprezy, wzbudzając zachwyt kibiców i ekspertów na całym świecie. Jej znakomita postawa nie umknęła również uwadze WTA, która po zakończeniu zmagań czwartej rundy poświęciła Polce wyjątkowo dużo miejsca na swojej oficjalnej stronie internetowej.

    24-letnia zawodniczka jest bez wątpienia jedną z największych sensacji paryskiego turnieju. Najpierw pewnie przeszła przez trzy rundy kwalifikacji, nie oddając rywalkom ani jednego seta. Następnie rozpoczęła imponującą serię zwycięstw w głównej drabince, eliminując kolejno Qinwen Zheng, Elise Mertens, Marię Sakkari oraz Diane Parry. Szczególnie cenne było ostatnie zwycięstwo odniesione na korcie Philippe-Chatrier przeciwko reprezentantce gospodarzy.

    Dzięki temu sukcesowi Chwalińska awansowała do ćwierćfinału, gdzie jej kolejną przeciwniczką będzie Anna Kalinska. Już sam fakt obecności Polki w najlepszej ósemce turnieju jest ogromnym osiągnięciem, co podkreślono także w oficjalnym podsumowaniu czwartej rundy opublikowanym przez WTA.

    Artykuł zatytułowany „Najważniejsze wydarzenia czwartej rundy Roland Garros: Chwalińska zachwyca, Kalinska nabiera rozpędu, a Sabalenka tańczy” od pierwszych zdań wskazywał, że Polka znalazła się w centrum uwagi. Autorzy przypomnieli, że została dopiero czwartą reprezentantką Polski w erze Open, która dotarła do ćwierćfinału wielkoszlemowego turnieju singlowego. Wcześniej dokonały tego jedynie Agnieszka Radwańska, Iga Świątek oraz Magda Linette.

    Największe wrażenie robi jednak sposób, w jaki WTA opisała osiągnięcia Chwalińskiej. W tekście nie szczędzono komplementów pod adresem Polki.

    „Brakuje słów, by w pełni oddać to, czego dokonała Chwalińska w Paryżu. Można jednak próbować: niezwykła, fenomenalna, spektakularna, inspirująca, olśniewająca, zapierająca dech w piersiach i wręcz niewiarygodna” – napisano.

    Autorzy podkreślili również, że siedem zwycięstw odniesionych przez Polkę podczas tegorocznej edycji Roland Garros należy uznać za osiągnięcie wyjątkowe. Szczególne uznanie zyskał jej występ przeciwko Diane Parry.

    Zdaniem WTA był to być może najlepszy mecz Chwalińskiej w całym turnieju. Polka z dużą pewnością siebie pokonała francuską zawodniczkę 6:3, 6:2, nie dając się ponieść atmosferze stworzonej przez miejscowych kibiców na największym korcie kompleksu.

    W analizie sporo miejsca poświęcono także najbliższej rywalce Polki. Anna Kalinska została przedstawiona jako jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek w tourze, która mimo ogromnych możliwości wciąż nie zdobyła jeszcze tytułu w singlu.

    WTA zwróciła uwagę na jej dramatyczny pojedynek z Anastazją Potapową. Rosjanka zwyciężyła 6:4, 2:6, 7:6(7), choć w decydującej partii musiała odwracać losy spotkania, a rywalka dwukrotnie serwowała po zwycięstwo. Według autorów artykułu Kalinska po raz kolejny udowodniła swoją odporność psychiczną i ogromny potencjał.

    Eksperci WTA podkreślają, że zarówno Kalinska, jak i Chwalińska stoją przed życiową szansą. Zwyciężczyni ich środowego pojedynku znajdzie się w półfinale Roland Garros i będzie o dwa kroki od zdobycia wielkoszlemowego trofeum.

    Ćwierćfinałowe starcie Mai Chwalińskiej z Anną Kalinską odbędzie się 3 czerwca. Dla obu zawodniczek będzie to jedna z najważniejszych prób w dotychczasowej karierze, a dla Polki kolejna okazja do napisania pięknej historii na paryskich kortach.

  • Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Poniżej znajduje się przeredagowana wersja artykułu w języku polskim:

    Ćwierćfinał Roland Garros 2026, który początkowo miał być kolejnym etapem marszu Igi Świątek po sukces w Paryżu, ostatecznie przyniósł zupełnie inne emocje. Po niespodziewanej porażce Polki z Martą Kostiuk uwaga kibiców skupiła się na pozostałych uczestniczkach rywalizacji o miejsca w najlepszej czwórce turnieju. Jednym z najbardziej interesujących spotkań dnia było starcie Mirry Andriejewej z Soraną Cirsteą. Zapowiadał się wyrównany pojedynek dwóch zawodniczek będących w świetnej formie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Historia obu tenisistek doskonale pokazuje różnicę pokoleń. Gdy Sorana Cirstea zachwycała kibiców podczas Roland Garros 2009 i docierała do ćwierćfinału imprezy, eliminując po drodze takie gwiazdy jak Alize Cornet, Caroline Wozniacki czy Jelena Janković, Mirra Andriejewa miała zaledwie dwa lata. Wówczas wydawało się, że przed Rumunką otwiera się droga do wielkiej kariery. Choć przez kolejne lata utrzymywała się w światowej czołówce, nigdy nie udało jej się na stałe wejść do ścisłego grona najlepszych zawodniczek świata.

    Dopiero sezon 2026 okazał się dla niej wyjątkowy. Cirstea ogłosiła, że będzie to jej ostatni rok na zawodowych kortach, a jednocześnie zaczęła osiągać wyniki, jakich wcześniej nie notowała. Zdobyła tytuł w Kluż-Napoce, dotarła do półfinałów w Rouen i prestiżowym turnieju w Rzymie, a także po raz pierwszy w karierze pokonała aktualną liderkę rankingu WTA. Dzięki tym rezultatom awansowała na 18. miejsce na świecie – najwyższe w swojej karierze.

    W Paryżu również imponowała. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, tracąc w czterech meczach zaledwie 16 gemów. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo 6:0, 6:0 nad Solaną Sierrą. Nic więc dziwnego, że wielu ekspertów spodziewało się interesującego widowiska przeciwko Andriejewej.

    Rosjanka od pierwszych minut pokazała jednak, dlaczego uważa się ją za jedną z największych gwiazd przyszłości kobiecego tenisa. Już teraz może pochwalić się półfinałem i ćwierćfinałem Roland Garros oraz dwoma tytułami rangi WTA 1000. W meczu z Cirsteą zaprezentowała tenis niemal perfekcyjny.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły i precyzji 19-latki. Andriejewa znakomicie serwowała, agresywnie atakowała i bezbłędnie kontrolowała przebieg wymian. Rumunka walczyła o każdą piłkę, jednak nie była w stanie znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę. Po zaledwie 22 minutach i kilku sekundach pierwsza partia dobiegła końca wynikiem 6:0 dla Rosjanki.

    Na początku drugiego seta pojawiła się nadzieja na bardziej wyrównaną walkę. Cirstea wygrała pierwszego gema, a następnie stoczyła zaciętą walkę przy serwisie rywalki. Przez chwilę wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców. Gdy jednak Rumunka objęła prowadzenie 2:1, Andriejewa ponownie przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Rosjanka ograniczyła liczbę błędów, zaczęła jeszcze skuteczniej wykorzystywać swoje atuty i szybko odzyskała przewagę. Cirstea nie była w stanie dotrzymać jej kroku ani pod względem szybkości, ani jakości uderzeń. Kolejne gemy trafiały na konto młodszej zawodniczki, a losy spotkania stawały się coraz bardziej przesądzone.

    Po niespełna godzinie gry wszystko było już jasne. Mirra Andriejewa zwyciężyła 6:0, 6:3, potrzebując zaledwie 56 minut i 43 sekund na awans do półfinału Roland Garros. Był to występ, który potwierdził jej ogromny potencjał i status jednej z głównych kandydatek do końcowego triumfu.

    W walce o finał Rosjanka zmierzy się z lepszą z ukraińskiego pojedynku pomiędzy Eliną Switoliną a Martą Kostiuk. Jeśli utrzyma poziom zaprezentowany w ćwierćfinale, każda z potencjalnych rywalek stanie przed niezwykle trudnym zadaniem.

  • Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Komunikat z obozu Nawrockiego. Brak prezydenta, a tu radość. I to potrójna

    Poniżej przeredagowana wersja artykułu:

    Historyczny sukces Wieczystej Kraków. Awans do Ekstraklasy stał się faktem

    Niedzielny wieczór zapisze się złotymi zgłoskami w historii Wieczystej Kraków. Klub, który jeszcze kilka lat temu występował na niższych szczeblach rozgrywkowych, zrealizował ambitny cel i po raz pierwszy wywalczył awans do PKO BP Ekstraklasy. Tym samym spełniło się marzenie właściciela Wojciecha Kwietnia, a krakowski zespół przypieczętował imponujący marsz przez kolejne ligi. W ciągu sześciu lat Wieczysta zanotowała aż pięć awansów.

    Dwa miejsca premiowane bezpośrednim awansem do Ekstraklasy przypadły wcześniej uznanym markom polskiej piłki – Wiśle Kraków i Śląskowi Wrocław. O ostatnią przepustkę do najwyższej klasy rozgrywkowej rywalizowały natomiast w barażach Polonia Warszawa, ŁKS Łódź, Chrobry Głogów oraz Wieczysta Kraków.

    Ostatecznie to drużyna prowadzona przez Kazimierza Moskala okazała się najlepsza. W finałowym spotkaniu barażowym krakowianie pokonali Chrobrego Głogów 2:1, choć początek meczu nie układał się po ich myśli. Goście objęli prowadzenie po trafieniu Myrosława Mazura, stawiając gospodarzy w trudnej sytuacji.

    Jeszcze przed przerwą Wieczysta zdołała jednak doprowadzić do wyrównania za sprawą Lisandro Semedo. Po zmianie stron decydujący cios zadał Stefan Feiertag, którego gol przesądził o zwycięstwie i historycznym awansie krakowskiego zespołu do Ekstraklasy.

    Sukces Wieczystej odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych. Wśród osób gratulujących klubowi znalazł się szef gabinetu prezydenta RP Karola Nawrockiego, Paweł Szefernaker, znany ze swojego zainteresowania piłką nożną.

    Polityk zwrócił uwagę na wyjątkową sytuację Krakowa, który – jak zauważył – mimo politycznych zawirowań może cieszyć się z niezwykłego osiągnięcia sportowego. Po awansie Wieczystej stolica Małopolski będzie miała aż trzech przedstawicieli w Ekstraklasie.

    „Gratulacje dla Wieczystej Kraków za awans do Ekstraklasy. Kraków to fenomen. To jedyne miasto w Polsce, które nie ma prezydenta, a ma aż trzy kluby w Ekstraklasie” – napisał Szefernaker na platformie X.

    W dalszej części wpisu podkreślił również, że sukces Wieczystej jest dowodem na to, jak ważne są długofalowa wizja i konsekwentna realizacja założonych celów.

    „Wieczysta pokazuje, że historia i duża baza kibiców mają znaczenie, ale dziś równie istotne są strategia, plan działania i konsekwencja. Właśnie w ten sposób buduje się trwały sukces” – dodał.

    Awans Wieczystej oznacza kolejny rozdział w niezwykłej historii klubu, który w rekordowym tempie przebył drogę z niższych lig do piłkarskiej elity. W nadchodzącym sezonie krakowianie po raz pierwszy będą mieli okazję rywalizować z najlepszymi drużynami w kraju.

  • Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Linda Klimovicova zanotowała kolejną porażkę. Reprezentantka Polski nieudanie zainaugurowała zmagania na trawie, ponieważ odpadła w pierwszej rundzie turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham. Lepsza od niej okazała się Mananchaya Sawangkaew.

    Linda Klimovicova przeniosła się na nawierzchnię trawiastą po trzech porażkach z rzędu na kortach ziemnych. Nasza tenisistka miała wystąpić w kwalifikacjach do turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham, ale po wycofaniach załapała się do głównej drabinki.

    W pierwszej rundzie rywalką reprezentantki Polski została Mananchaya Sawangkaew. Niżej notowana kwalifikantka okazała się lepsza w tym pojedynku, zwyciężając 6:4, 7:5.

    W premierowej odsłonie Tajka najpierw prowadziła 2:0, by następnie przegrać trzy gemy z rzędu. Ostatecznie miała miejsce wyrównana gra do momentu, w którym Klimovicova po raz drugi straciła podanie (4:5). Chwilę później Sawangkaew zakończyła seta.

    Jeżeli chodzi o II partię, to kwalifikantka rozpoczęła go znakomicie. W końcu prowadziła 4:0 i miała przewagę podwójnego przełamania. Tyle tylko, że nasza tenisistka odpowiedziała i złapała kontakt (3:4).

    Jednak w dziesiątym gemie Tajka serwowała na zakończenie pojedynku, lecz wówczas straciła serwis (5:5). Chwilę później zanotowała przełamanie, a następnie poszła za ciosem i uniknęła tie-breaka, zamykając pojedynek.

    WTA Challenger Birmingham:

    I runda gry pojedynczej:

    Mananchaya Sawangkaew (Tajlandia, Q) – Linda Klimovicova (Polska) 6:4, 7:5