Category: Uncategorized

  • Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Tenisowe rozgrywki nie zwalniają tempa. Dopiero co zakończył się wielkoszlemowy Roland Garros, a już za trzy tygodnie startują główne zmagania na Wimbledonie. Wczoraj w mediach społecznościowych ukazał się filmik, jak Iga Świątek szykuje się do obrony tytułu w Londynie. Najpierw jednak Raszynianka zawita na turniej WTA 500 do Bad Homburg. Właśnie pojawił się specjalny komunikat organizatorów, istotny dla naszej reprezentantki. Dotyczy on Jeleny Rybakiny.
    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian Open

    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian OpenIzhar KHAN / AFPAFP

    Wielkoszlemowy Roland Garros nie potoczył się zbyt dobrze dla Igi Świątek. Po raz pierwszy od siedmiu lat Raszynianki zabrakło w najlepszej “8” paryskich rozgrywek. Słabszy występ trzeciej rakiety świata osłodziła nam Maja Chwalińska, która przebyła drogę od kwalifikacji do finału. Świątek, po przegranej w czwartej rundzie z Martą Kostiuk, miała kilka dni na złapanie oddechu przed rozpoczęciem przygotowań do obrony tytułu na Wimbledonie.

    Wiemy już, że Iga zainaugurowała treningi na trawie. Wczoraj jedna z młodych zawodniczek umieściła w swoich mediach społecznościowych filmik, jak śledzi Polkę w trakcie zajęć. Co ciekawe, nasza reprezentantka przebywa w Londynie, na obiekcie All England Lawn Tennis Club Community Tennis Centre w Raynes Park. To właśnie stamtąd pochodzi ujęcie, które w niedzielę obiegło sieć.

    25-latka ma w planach jeden start w turnieju WTA przed Wimbledonem. Podobnie jak w zeszłym roku, wybrała imprezę rangi “500” w Bad Homburg. Wówczas osiągnęła finał, przegrywając dopiero z Jessicą Pegulą. Była to jedyna przegrana Polki w minionym sezonie na trawie. Potem udała się do Londynu i zdobyła tytuł w trakcie wielkoszlemowej imprezy, tracąc po drodze tylko seta.

    Rybakina zabiera Świątek “1” na WTA Bad Homburg

    Tym razem Amerykanki zabraknie na starcie. Pojawi się za to… Jelena Rybakina. Dziś organizatorzy turnieju opublikowali specjalny komunikat, w którym podali do informacji, że reprezentantka Kazachstanu wskoczyła na listę jako “zastępstwo za tenisistkę z TOP 30”. W taki sam sposób mistrzyni Australian Open 2026 dostała się do zmagań, które odbywają się w tym tygodniu na kortach Queen’s Club w Londynie.

    Potem Rybakina ma jeszcze w planach wystąpić w Berlinie i dopiero na koniec w Bad Homburg. Zobaczymy zatem czy Jelena zagra we wszystkich trzech rozgrywkach poprzedzających Wimbledon, czy może jednak zdecyduje się na wycofanie z którychś zmagań. Trzeba również pamiętać, że Kazaszka rywalizuje z Aryną Sabalenką o pozycję liderki rankingu WTA. W notowaniu po Roland Garros różnica między paniami wynosi 947 pkt na korzyść Białorusinki.

    Obecny kalendarz wskazuje na to, że Rybakina stanie na drodze Świątek do tytułu już w pierwszym tegorocznym występie Polki na trawie. Iga miała być rozstawiona z “1”, ale pojawienie się Jeleny na liście oznacza, że to Kazaszka wskoczyła na szczyt tego zestawienia. Nasza reprezentantka otrzyma “2”, co oznacza, że i tak obie mogą się spotkać najwcześniej w finale. Z TOP 10 rankingu WTA mają się pojawić w Bad Homburg jeszcze: Mirra Andriejewa, Elina Switolina i Karolina Muchova. Główne zmagania rangi “500” potrwają od 21 do 27 czerwca.
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wykonuje gest ręką, trzymając w drugiej ręce rakietę tenisową, z wyrazem frustracji na twarzy

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Kobieta w sportowym stroju i białym daszku, z zaplecionym warkoczem, skupiona podczas meczu tenisowego.

    Jelena RybakinaMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Młoda tenisistka w różowym stroju i opasce poprawia daszek, skoncentrowana na meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaMustafa Yalcin / Anadolu AgencyAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem przesądna, trenerzy już tak. Od trzech tygodni codziennie jedzą…

  • Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Szerokim echem poniósł się sukces Mai Chwalińskiej. Polka z kwalifikacji do drabinki głównej turnieju Rolanda Garrosa przedostała się aż do finału, gdzie lepsza 6:3. 6:2 okazała się dopiero Mirra Andriejewa. Triumf 19-latki nie przeszedł obojętnie Marii Szarapowej, byłej utytułowanej tenisistce. Ta pogratulowała rodaczce wygranej. I krótko podsumowała jej celebracje. O Polce natomiast… słowa brak.
    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)

    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)Jean Catuffe/Getty Images/ Tim Clayton/Getty ImagesGetty Images

    W sobotę po południu Maja Chwalińska przystąpiła do walki o zdecydowanie największy triumf w karierze – zwycięstwo w turnieju Rolanda Garrosa. Polka w Paryżu spisywała się kapitalnie i do meczu decydującego dotarła walcząc po drodze w kwalifikacjach do głównej drabinki.

    Tuż po sukcesie otrzymała ona mnóstwo gratulacji. Nie inaczej było również w przypadku naszej zawodniczki, która skradła serca niemal całego świata sportu. Mimo to niektórzy całkiem zapomnieli o historycznym występnie 24-latki i całkowicie ominęli ją w gratulacjach, jakie składali.

    Szarapowa zwróciła się do Andriejewej. “Znak mistrza”

    Jedną z takich osób jest Maria Szarapowa. Była utytułowana zawodniczka pogratulowała 19-letniej Rosjance triumfu nie tylko osobiście, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Przekazała, że jest z niej niezwykle dumna, a także zwróciła uwagę na celebracje, która nie była zbyt huczna. Jej zdaniem, jest to oznaka mistrza. O Polsce natomiast… nie ma ani słowa.

    – Jestem z ciebie dumna Mirra. Uroczystość mówi wszystko. Podekscytowana, ale niespełniona. Znak mistrza – czytamy.

    Kiedy Chwalińska wróci do gry? Teraz tenisistkę czeka zapewne odpoczynek po tej trzytygodniowej batalii w stolicy Francji. Należy przypuszczać, że swoje pierwsze spotkanie rozegra 22 czerwca – podczas pierwszego dnia zmagań w kwalifikacjach do tegorocznego Wimbledonu. Być może otrzyma ona jednak dziką kartę. Wtedy rywalizacje rozpocznie w drabince głównej (start 29 czerwca).
    Kobieta z długimi, rozpuszczonymi włosami stoi przy mikrofonie, uśmiecha się szeroko i klaszcze w dłonie, ubrana w czarną sukienkę, w tle widać rozmyte, kolorowe światła.

    Maria SzarapowaKena BetancurAFP
    Tenisistka w różowym stroju i czapce odbija piłkę rakietą podczas dynamicznego uderzenia forehandowego.

    Mirra AndriejewaTHOMAS SAMSONAFP
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Dawid Olejniczak: Maja Chwalińska z zawodniczki z drugiej ligi weszła do ekstraklasyPolsat Sport

  • Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Maja Chwalińska już teraz zapisała się w historii polskiego sportu i światowego tenisa. Za moment Polka rozpocznie rywalizację w finale Roland Garros, jej przeciwniczką będzie Mirra Andriejewa. Po aktualizacji 24-latka wskoczy minimum do TOP 30 rankingu WTA, ale zgodnie z przepisami to nie umożliwi jej automatycznego występu w głównej drabince Wimbledonu. Szansą jest dzika karta. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Tomaszewski.
    Maja Chwalińska w sportowym stroju siedzi na ławce i poprawia włosy po meczu tenisowym.

    Maja ChwalińskaAnadoluGetty Images

    Maja Chwalińska sensacyjnie dotarła do finału Roland Garros, w którym o tytuł powalczy z Mirrą Andriejewą. Kosmiczny wynik sprawił, że po wygranej z Dianą Sznajder Polka zapewniła sobie awans z 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Jeśli triumfuje w starciu o puchar, zostanie 14. rakietą świata.

    Co z dziką kartą dla Chwalińskiej? Tomaszewski stawia ultimatum

    W takiej sytuacji nawet po ewentualnym triumfie w Paryżu Polka będzie musiała grać w kwalifikacjach Wimbledonu. Tak się nie stanie wtedy, kiedy organizatorzy – a konkretnie All England Lawn Tennis and Croquet Club – przyznaliby jej “dziką kartę”.

    Niestety rzeczywistość wygląda tak, że władze Wielkiego Szlema w Anglii najczęściej takie wejściówki zostawiają dla swoich rodaków. Jednocześnie przypadek Mai Chwalińskiej jest naprawdę wyjątkowy. Zdaniem wielu ekspertów nasza rodaczka zwyczajnie zasługuje na ten przywilej.

    Tego zdania jest chociażby Tomasz Tomaszewski. Doświadczony komentator Polsatu Sport postawił nawet pewnego rodzaju ultimatum. – Jeżeli Maja nie otrzyma dzikiej karty, to ja się obrażam na Wimbledon i nie będę komentował Wimbledonu. Uważam, że to byłby skandal. Zwłaszcza że Maja Chwalińska świetnie gra na trawie – powiedział przed kamerami.

    Jego zdaniem 24-latka na Wimbledonie mogłaby spisać się równie świetnie, co na paryskich kortach ziemnych. – Widziałem, jak ona gra na trawie. To jest dziewczyna, która ma taki naturalny talent do gry. Miękkie nogi, miękką rękę, więc ona może też zrobić furorę na trawie – uzupełnił.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaALEX NICODIMEast News
    Zawodniczka uderza piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie ziemnym, skupiona w trakcie intensywnej akcji.

    Maja ChwalińskaWu HuiwoEast News
    Zawodniczka tenisowa w jasnej koszulce i czarnych szortach trzymająca rakietę, skoncentrowana podczas meczu na korcie.

    W finale Roland Garros finezyjny tenis Mai Chwalińskiej zderzy się z brutalną siłą.DIMITAR DILKOFFAFP

    “Liga Narodów może nam pomóc”. Wiemy, jakie cele ma reprezentacja Polski.

  • Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    W kwietniu 2023 roku Mirra Andriejewa była tuż przed 16. urodzinami, gdy – dzięki swojej agencji – dostała “dziką kartę” do Mutua Madrid Open. Po Australian Open skończyła z rywalizacją juniorską, tam w finale przegrała z młodszą o kilka lat rodaczką Aliną Korniejewą. Na ich przykładzie doskonale widać, jak bardzo może się różnić droga z tenisa juniorskiego na zawodowy szczyt.

    Korniejewa, choć wciąż ma 18 lat, właśnie w najbliższy poniedziałek zadebiutuje w TOP 100 światowego rankingu. Mirra wskoczyła do niego w lipcu 2023 roku, jako 16-latka, po zaledwie kilku zawodowych turniejach.

    Już wtedy widać było jej ogromny potencjał – miała prawo być zmęczona, chwilę wcześniej w Szwajcarii wygrała dwa turnieje ITF W60 (13 meczów, pierwszy zaczynała od kwalifikacji). A w Madrycie imponowała – pokonała Leylah Fernandez (WTA 49), Beatriz Haddad Maię (WTA 14), a już dzień po 16. urodzinach – Magdę Linette (WTA 19). Zatrzymała ją dopiero Aryna Sabalenka. W Paryżu i Londynie przeszła kwalifikacje, w Garrosie zatrzymała się na trzeciej rundzie (Coco Gauff), w Londynie – na czwartej (Madison Keys). Jednocześnie ta ostatnia potyczka z Amerykanką pokazała coś, co chyba najbardziej szkodzi tenisistce urodzonej na Syberii. Niestabilność emocjonalną na korcie.

    Mirra Andriejewa. Sensacyjne wejście w dorosły tenis. Nie zawsze było jednak tylko różowo

    W tamtym meczu z Keys 16-latka prowadziła 6:3, 4:1 i miała break point na 5:1. A przegrała po trzysetowej batalii. W samej końcówce straciła punkt po tym, jak wściekła rzuciła rakietą w trawę. Na Wimbledonie jest to od razu karane, z uwagi na możliwe uszkodzenia nawierzchni. Andriejewa tłumaczyła, że to efekt poślizgnięcia się, ale szwedzka sędzia Louise Azemar Engzell nie miała wątpliwości. To ta sama arbiter, która prowadziła już dwa spotkania Chwalińskiej, w początkowej fazie turnieju.

    Wtedy kibice zobaczyli nerwy Mirry po raz pierwszy, ale późniejsze przypadki były już dużo bardziej poważne. Trochę mogły być efektem rosyjskiego systemu szkolenia, bo przecież uderzanie się rakietą czy ręką widać też u Andrieja Rublowa czy Warwary Graczowej, Daria Kasatkina rozharatała sobie niegdyś szyję, a Swietłana Kuzniecowa, grając z Agnieszką Radwańską, obcięła sobie na ławce… część włosów.
    młoda tenisistka w fioletowym stroju sportowym z wyrazem zdziwienia lub niezadowolenia na twarzy, wykonująca gest dłonią, w tle rozmazane sylwetki widzów

    Mirra Andriejewa, gdy nie idzie, często zaczyna się denerwować. I pokazuje to wszystkim dookołaSeverin Aichbauer AFP

    Andriejewa w Australian Open w 2024 roku grała o czwartą rundę z Diane Parry – tą samą, którą w Paryżu ograła Chwalińska. Rosjanka wygrała po thrillerze, ale wściekła, w trakcie trzeciego seta, ugryzła się w rękę. Takie ataki, samookaleczenie, uderzenie pięściami czy rakietą w uda, można wyliczać długo. I to nawet w tym roku. Były też ataki histerii, gdy mecz nie układał się po jej myśli. Tak właśnie zmarnowała wielką szansę awansud do singlowych zmagań w WTA Finals zeszłej jesieni, choć miała olbrzymią przewagę nad Jeleną Rybakiną. A tymczasem w Pekinie przegrała z Sonay Kartal (WTA 81), w Wuhanie z Laurą Siegemund (WTA 57), a w Ningbo – z Lin Zhu (WTA 219).

    To właśnie ta ciemna strona być może największego w tenisie talentu z ostatnich lat, nad którą próbuje zapanować jej trenerka Conchita Martinez. I do takiego ataku może doprowadzić ją Chwalińska, jeśli zdoła przetrzymać pierwszą fazę spotkania.

    Ale jest też i ta druga. Ta, która powoduje, że już kilkanaście miesięcy temu wskazywano ją jako przyszłą liderkę rankingu. Po sukcesach w WTA 1000 w Dubaju i Indian Wells.

    Z Cannes na salony. Tak rodziły się sukcesy Mirry Andriejewej

    Mirra Andriejewa ma bowiem potężną siłę, posyła serwisy z prędkością dochodzącą do 200 km/godz (z Martą Kostiuk było 196), ale jednocześnie świetnie się broni i “czuje grę”, umie poruszać się po korcie. A to potrafią połączyć wyłącznie wybitne jednostki. Pochodzi z Krasnojarska na Syberii, rodzice przenieśli się do Moskwy, ale już jako nastolatka wybrała się na zachód Europy, stałą ścieżką talentów z tamtego rejonu świata. To starsza siostra Erika, dziś w trzeciej setce rankingu, przecierała jej ścieżki.

    Mogły, z rodzicami, wybrać Akademię Nadala na Majorce, wybrały akademię w Cannes, w świat juniorskiego tenisa wprowadzali ją Jean-Christophe Faurel i Jean-Rene Lisnard. Mirra szybko przyćmiła Erikę, już jesienią 2024 była w TOP 20 rankingu WTA, przyczynił się do tego m.in. półfinał French Open. A doszła do niego po ograniu Aryny Sabalenki, choć ówczesna wiceliderka rankingu tłumaczyła się zatruciem pokarmowym.
    Tenisistka w pomarańczowej koszulce i białej czapce obejmuje duży, szklany puchar, stojąc na korcie w otoczeniu rozmytej publiczności.

    Marzec 2025. Mirra Andriejewa z trofeum po triumfie w Indian Wells. To jej najcenniejsza zdobycz. I… oby tak zostałoPATRICK T. FALLONAFP

    Mirra poległa wtedy w starciu z Jasmine Paolini – to Włoszka była rywalką Świątek w finale. Rok temu Mirra celowała już w coś więcej, a uległa w ćwierćfinale Lois Boisson, która była równie dużą sensacją, jak teraz Chwalińska. Nie wytrzymała presji trybun, które jej nie pomagały, przegrała w dwóch setach z 361. zawodniczką rankingu. Zdołała jeszcze awansować na piąte miejsce w rankingu, później nastąpił jednak nieznaczny spadek.

    Po zakończeniu zmagań na kortach twardych, w tym roku, Rosjance groziło nawet wypadnięcie z TOP 10. Awaryjnie poprosiła o dziką kartę do WTA 500 w Linzu – turnieje na mączce wszystko zmieniły. Tam triumfowała, w Stuttgarcie w półfinale przegrała z Jeleną Rybakiną. W Madrycie był finał (porażka z Martą Kostiuk), w Rzymie ćwierćfinał i przegrana z Coco Gauff, która na razie jest dla niej tym, kim Ostapenko dla Świątek.

    Ale ten mecz z Campo Centrale pokazał też, że Mirra może mieć problem w potyczkach z zawodniczkami, które potrafią się świetnie bronić. Tak jak Coco. U Chwalińskiej to też duży atut, bo siłowo do Andriejewej nie przystaje. U Rosjanki średnia prędkość pierwszego serwisu z czterech ostatnich spotkań to 175 km/godz., u Chwalińskiej najmocniejszy w tym czasie miał 161.

    Polka ma jednak inne atuty – i być może ona znów wezmą górę, Bo w żadnym ze spotkań w głównej drabince nie była faworytką. Nie zapominajmy bowiem: zmierzą się dwie tenisistki rozstawione z “8”, ale Maja była nią tylko w kwalifikacjach.

    Początek finału – po godz. 15. Tekstowa relacja “na żywo” w Interii Sport.
    Tenisistka w niebiesko-żółtym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta, jej twarz ukazuje determinację i zaangażowanie podczas meczu na korcie.

    Mirra AndriejewaWilliam WestAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Stefano Lavarini: Każdy dzień jest po to, by poprawiać swoje umiejętności

  • Kibice Chwalińskiej “przejmują” Paryż. Historia dzieje się na naszych oczach

    Kibice Chwalińskiej “przejmują” Paryż. Historia dzieje się na naszych oczach

    Polacy opanowali Paryż. Wszystko dla Mai Chwalińskiej. „Nie wracam do kraju, historia dzieje się na naszych oczach”

    Jeszcze kilka tygodni temu niewielu kibiców tenisa potrafiłoby wskazać Maję Chwalińską jako kandydatkę do wielkiego sukcesu w Paryżu. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Polska tenisistka stoi przed szansą na największe osiągnięcie w karierze, a wraz z nią marzą tysiące rodaków, którzy tłumnie ruszyli do stolicy Francji, by być świadkami historycznego wydarzenia.

    Sobota jest dniem, na który czeka cała tenisowa Polska. W finale Roland Garros 24-letnia Chwalińska zmierzy się z Rosjanką Mirra Andriejewa. To spotkanie elektryzuje nie tylko kibiców nad Wisłą, ale również francuskie media. Największy sportowy dziennik we Francji, L’Équipe, zapowiada finał wymownym hasłem: „Odyseja trwa”.

    Trudno się dziwić. Historia, którą pisze Polka, przypomina scenariusz filmu. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju była zawodniczką pozostającą poza gronem największych gwiazd. Dziś świat zachwyca się jej stylem gry, a eksperci próbują wyjaśnić fenomen tenisistki, która przeciwstawia się dominującemu trendowi opartemu na sile i bezwzględnej mocy uderzeń.

    Świat odkrywa nową bohaterkę

    Francuskie media szczegółowo analizują tenis Chwalińskiej. Podkreślają przede wszystkim jej niekonwencjonalność, kreatywność i techniczne umiejętności. W czasach, gdy kobiecy tenis coraz częściej przypomina wymianę potężnych ciosów z głębi kortu, Polka imponuje inteligencją, finezją i nieprzewidywalnością.

    Jeszcze niedawno zagraniczni dziennikarze mieli problem nawet z poprawnym wymówieniem jej nazwiska. Teraz każdego dnia pojawiają się kolejne analizy poświęcone zawodniczce, która z nieznanej szerzej tenisistki przeobraziła się w jedną z największych sensacji sezonu.

    Dodatkowego uroku całej historii dodaje fakt, że jeszcze przed Roland Garros Chwalińska nie należała do grona zawodniczek rozchwytywanych przez sponsorów. Sama otwarcie mówiła o trudnościach finansowych i konieczności nieustannej walki o wsparcie. Ta szczerość oraz autentyczność sprawiły, że kibice błyskawicznie obdarzyli ją ogromną sympatią.

    „Po co mam wracać? Mamy Polkę w finale”

    Na trybunach podczas półfinału przeciwko Rosjance Diana Sznajder można było odnieść wrażenie, że mecz odbywa się w Polsce. Biało-czerwoni zdominowali atmosferę na korcie centralnym, a doping dla Chwalińskiej był słyszalny praktycznie przez całe spotkanie.

    Jednym z kibiców był Darek z Gdańska, który specjalnie na półfinał przyleciał do Paryża niemal w ostatniej chwili.

    Jeszcze dzień wcześniej odpoczywał nad jeziorem. Biletu nie miał, ale nie zamierzał się poddawać. Kiedy udało mu się znaleźć wejściówkę w oficjalnej aplikacji turnieju, natychmiast wsiadł do samolotu.

    Po zwycięstwie Polki podjął kolejną decyzję.

    – Miałem wracać do kraju, ale po co mam wracać, skoro mamy Polkę w finale? Wolę zostać tutaj. Historia tenisa dzieje się na naszych oczach – mówił z ogromnym entuzjazmem.

    Jak przyznaje, zdobycie biletu wymaga cierpliwości i odrobiny szczęścia. Sam kupił miejsce na górnej trybunie za 90 euro, by późnym wieczorem znaleźć jeszcze lepszą lokalizację przy korcie za 180 euro.

    – Trzeba odświeżać aplikację bez przerwy. Jeśli pojawi się bilet, trzeba klikać natychmiast. Czasem jest dostępny dosłownie przez sekundę – tłumaczy.

    „Jeszcze trzy tygodnie temu nikt o niej nie słyszał”

    Wśród polskich kibiców nie brakowało również osób mieszkających na co dzień we Francji. Wielu z nich przyjechało do Paryża specjalnie dla Chwalińskiej.

    – To wszystko wydaje się nierealne. Jesteśmy przeszczęśliwi. Trzy tygodnie temu mało kto wiedział, kim jest Maja Chwalińska, a dziś cała tenisowa Europa mówi o niej bez przerwy – opowiadał jeden z fanów.

    Jego syn podkreślał, że po odpadnięciu Iga Świątek wielu polskich kibiców sądziło, że emocje związane z tegorocznym Roland Garros dobiegły końca.

    – Dzięki Mai nadal możemy marzyć. Już teraz zapisała się w historii polskiego tenisa, a finał może sprawić, że stanie się jedną z najważniejszych postaci naszego sportu – mówił.

    „To tenis z innej epoki”

    Nie mniejszego zachwytu nad grą Polki nie kryją kibice, którzy śledzą największe turnieje na całym świecie. Wojciech, Krzysztof i Marta przyjechali do Paryża już na ćwierćfinał. Bez wahania zdecydowali się zostać również na finał.

    Choć za bilety zapłacili około 200 euro za osobę, nie mają żadnych wątpliwości, że było warto.

    – Maja prezentuje tenis z innej bajki. Dzisiaj mało kto gra w taki sposób. To jest inteligencja, technika i kreatywność. Publiczność uwielbia takie historie, dlatego nawet Francuzi jej kibicują – podkreśla Wojciech.

    Jego zdaniem Chwalińska ma wszelkie atuty, aby w przyszłości znaleźć się w ścisłej światowej czołówce.

    – Jeśli będzie zdrowa i jeszcze trochę rozwinie swoją fizyczność, spokojnie może wejść do czołowej piątki rankingu. Jestem o tym przekonany. Oglądaliśmy mecze na całym świecie, między innymi w Australii i Dubaju, ale takiego dopingu jak tutaj dla Mai dawno nie widzieliśmy. Czujemy się jak w Polsce – mówi.

    Podobne zdanie ma Krzysztof.

    – Rywalki często nie wiedzą, czego się spodziewać. Skróty, loby, slajsy, zmiany tempa – Maja cały czas zmusza przeciwniczki do myślenia. Widać było to przeciwko Sznajder. Rosjanka świetnie poradziła sobie wcześniej z Aryną Sabalenką, ale przeciwko Mai momentami wyglądała na kompletnie zdezorientowaną – zauważa.

    W oczekiwaniu na wielki finał

    Przed decydującym meczem emocje sięgają zenitu. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że Andriejewa dysponuje większą siłą i doświadczeniem na najwyższym poziomie. Kibice Chwalińskiej wierzą jednak, że tenis to nie tylko moc uderzeń.

    Nieprzypadkowo była mistrzyni Wimbledonu, Marion Bartoli, porównała Polkę do legendarnej Martina Hingis, wskazując na jej wyjątkowe czytanie gry i zdolność przewidywania wydarzeń na korcie.

    Wojciech patrzy na finał podobnie.

    – Andriejewa ma ogromną moc, ale tutaj nie wszystko rozstrzyga siła. Liczą się głowa, taktyka i technika. Dlatego wierzę, że Maja ma naprawdę duże szanse. I powiem szczerze: widzę więcej argumentów za jej zwycięstwem niż za porażką.

    W sobotnie popołudnie tysiące Polaków na trybunach i miliony przed telewizorami będą miały nadzieję, że niezwykła paryska opowieść jeszcze się nie kończy. Dla Mai Chwalińskiej już teraz jest to turniej życia. Dla polskich kibiców może stać się jednym z najbardziej pamiętnych momentów w historii rodzimego tenisa.

  • “Wylewano pomyje, tyle nieszczęść i cierpienia”. Doktor o Chwalińskiej

    “Wylewano pomyje, tyle nieszczęść i cierpienia”. Doktor o Chwalińskiej

    „Bez Piotra nie byłoby tego finału”. Lekarz Mai Chwalińskiej odsłania kulisy niezwykłej historii

    To opowieść o wierze, lojalności i walce z przeciwnościami, które przez lata wydawały się nie do pokonania. Maja Chwalińska zachwyca świat podczas Roland Garros 2026, ale za jej sukcesem stoją ludzie, którzy nie zwątpili nawet wtedy, gdy inni dawno postawili na niej krzyżyk. Jednym z nich jest dr Jan Paradowski, chirurg ortopeda, który pomagał tenisistce wrócić do zdrowia po poważnych problemach z kolanem.

    – To, co przeszli Maja i Piotr Szczypka, jest wręcz niewiarygodne. Przez lata spotykali się z niedowierzaniem, odmowami, niesprawiedliwymi ocenami i zwykłą ludzką nieżyczliwością. A Piotr trwał przy niej nieprzerwanie przez piętnaście lat. Wierzył wtedy, gdy wszyscy mówili, że jest za niska, że nie ma szans, że nie warto inwestować w jej rozwój. To historia naprawdę ogromnego formatu – podkreśla lekarz.

    Obietnica złożona po kwalifikacjach

    Paradowski przyznaje, że jeszcze przed rozpoczęciem głównej części turnieju był przekonany, że Chwalińska może osiągnąć w Paryżu coś wyjątkowego.

    – Po kwalifikacjach powiedziałem Piotrowi, że nie interesują mnie małe sukcesy. Zażartowałem, że jeśli Maja dotrze do czwartej rundy, natychmiast przylatuję do Paryża. I słowa dotrzymałem – opowiada.

    Wymagało to całkowitej reorganizacji prywatnych planów. Lekarz miał uczestniczyć w rodzinnej uroczystości na Majorce, jednak zgodnie z obietnicą pojawił się we Francji. Między kolejnymi meczami tenisistki zdążył jedynie na krótko odwiedzić rodzinę, po czym wrócił do stolicy Francji.

    – Teraz jesteśmy już tutaj do końca. Wspieramy Maję i chcemy przeżyć z nią ten wyjątkowy moment – mówi.

    Bajka, której nikt się nie spodziewał

    Zdaniem Paradowskiego określenie „bajka” idealnie oddaje to, co wydarzyło się podczas tegorocznego Roland Garros.

    – Nikt z nas nie przewidywał takiego scenariusza. Oczywiście jechaliśmy do Paryża z nadzieją na dobry wynik, ale finał Wielkiego Szlema? Tego nie zakładał chyba nikt. Poza jedną osobą – Mają – mówi z uśmiechem.

    Lekarz podkreśla, że zawodniczka od najmłodszych lat marzyła o największych sukcesach i zawsze stawiała sobie bardzo wysokie cele.

    – To perfekcjonistka. Ma ogromne ambicje, ale nie wynikają one z pychy czy arogancji. Ona po prostu od dziecka chciała rywalizować z najlepszymi i wygrywać największe turnieje. Dlatego tak mocno przeżywała lata, w których mimo ciężkiej pracy nie mogła przebić się na poziom odpowiadający jej możliwościom – tłumaczy.

    Dlaczego przełom nastąpił właśnie teraz?

    Według Paradowskiego nie istnieje jedna konkretna odpowiedź na pytanie, dlaczego eksplozja formy nastąpiła akurat podczas tegorocznego Roland Garros.

    – W sporcie wyczynowym nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ten przełomowy moment. Mogę jednak powiedzieć, że w ostatnim roku Maja wykonała gigantyczny krok naprzód pod względem przygotowania fizycznego i motorycznego. To rezultat wieloletniej, konsekwentnej pracy całego sztabu – podkreśla.

    Szczególne słowa uznania kieruje pod adresem trenera Jaroslava Machovsky’ego oraz specjalisty od przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka.

    – Oni wykonali fantastyczną pracę. Ale trzeba też pamiętać, że to sama Maja stworzyła wokół siebie odpowiedni zespół. Potrafiła dobrać właściwych ludzi i zbudować środowisko, które pozwoliło jej się rozwijać. To świadczy o jej dojrzałości i profesjonalizmie – zaznacza.

    „Bez Piotra nie byłoby tego sukcesu”

    Mimo wielkiej roli trenerów lekarz nie ma wątpliwości, kto jest jedną z kluczowych postaci tej historii.

    – Gdybym miał wskazać osoby stojące za tym sukcesem, to na pierwszym miejscu postawiłbym Maję, a zaraz za nią Piotra Szczypkę. Bez niego ta historia mogłaby nigdy się nie wydarzyć – mówi.

    Przypomina, że menedżer zawodniczki wspiera ją od kilkunastu lat, finansował jej rozwój, podróżował z nią po turniejach i pomagał przetrwać najtrudniejsze chwile.

    – Wylewano na nich mnóstwo pomyj. Słyszeli, że to nie ma sensu, że nic z tego nie będzie. Tymczasem Piotr trwał przy niej przez cały czas. To niezwykły przykład lojalności i wiary w drugiego człowieka – podkreśla.

    Historia słynnej koszuli

    W ostatnich dniach kibice zwrócili uwagę na przemianę samego Szczypki, który po awansie Chwalińskiej do finału zaczął pojawiać się publicznie w eleganckiej koszuli.

    Paradowski zdradza, że to właśnie on namówił menedżera do zmiany wizerunku.

    – Powiedziałem mu: „Załóż tę koszulę, będziesz pokazywany w telewizjach na całym świecie”. Chciałem, żeby godnie reprezentował Polskę i wyglądał odpowiednio do rangi wydarzenia – opowiada.

    Jak dodaje, nie chodziło o luksus czy manifestowanie statusu.

    – Zależało mi po prostu na tym, aby menedżer polskiej finalistki Wielkiego Szlema prezentował się elegancko i profesjonalnie – wyjaśnia.

    Walka o zdrowie

    Lekarz przypomina również, że droga Chwalińskiej do sukcesu była wielokrotnie przerywana przez problemy zdrowotne.

    – Miałem okazję pomagać Mai w kilku kluczowych momentach kariery. Najtrudniejszy był okres, gdy z powodu urazu kolana nie mogła trenować ani startować w turniejach. Jej dalszy rozwój stanął pod ogromnym znakiem zapytania – wspomina.

    Początkowo próbowano leczenia zachowawczego, jednak efekty okazały się jedynie tymczasowe.

    – Ostatecznie konieczne było leczenie operacyjne. Cały proces został bardzo dokładnie zaplanowany, tak aby nie tylko przywrócić pełną sprawność, ale również umożliwić jak najszybszy powrót do najwyższych obciążeń treningowych. W sporcie zawodowym to ogromne wyzwanie – tłumaczy.

    Operacja była dopiero początkiem

    Paradowski podkreśla, że sukces rehabilitacji był efektem współpracy wielu osób.

    – Zabieg był tylko jednym z etapów. Potem trzeba było koordynować działania fizjoterapeutów pracujących w różnych miastach, monitorować postępy i na bieżąco podejmować decyzje dotyczące kolejnych kroków. Piotr odegrał w tym procesie ogromną rolę – mówi.

    Jak przyznaje, menedżer tenisistki przez wiele miesięcy kontrolował każdy szczegół leczenia i rehabilitacji.

    – Był zaangażowany całym sercem. Potrzebowaliśmy nie tylko wiedzy medycznej i ciężkiej pracy, ale również odrobiny szczęścia. Dzięki wspólnemu wysiłkowi udało się uniknąć komplikacji i dziś możemy oglądać Maję w finale Roland Garros. To nagroda za lata poświęceń wszystkich ludzi, którzy nigdy nie przestali wierzyć – podsumowuje.

  • Tego Paryż nigdy nie widział. Pierwszy raz w historii. Wszystkie gwiazdy bledną

    Tego Paryż nigdy nie widział. Pierwszy raz w historii. Wszystkie gwiazdy bledną

    Maja Chwalińska napisała historię. Sensacyjny awans do finału Roland Garros 2026

    To, co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się nierealne, dziś stało się faktem. Maja Chwalińska awansowała do finału Roland Garros 2026, zapisując się złotymi zgłoskami w historii światowego tenisa. Polka, która przed rozpoczęciem turnieju zajmowała dopiero 113. miejsce w rankingu WTA, została pierwszą kwalifikantką w dziejach paryskiego Wielkiego Szlema, która dotarła do meczu o tytuł.

    24-letnia zawodniczka od początku turnieju zachwycała formą i konsekwencją. Przez cały Roland Garros straciła zaledwie jednego seta. Jedyną tenisistką, która zdołała wygrać z nią partię, była Greczynka Maria Sakkari. Wszystkie pozostałe rywalki schodziły z kortu pokonane bez zdobycia seta.

    Droga Chwalińskiej do finału była imponująca. Polka eliminowała kolejne znane nazwiska światowego tenisa. Na jej liście zwycięstw znalazły się między innymi Zheng Qinwen, Elise Mertens, Maria Sakkari, Diane Parry, Anna Kalinskaya oraz Diana Shnaider. Szczególnie półfinał pokazał ogromną dojrzałość Polki – Sznajder nie była w stanie znaleźć sposobu na znakomicie dysponowaną Chwalińską.

    Awans do finału oznacza, że Polka dokonała czegoś, czego wcześniej nie udało się żadnej kwalifikantce w historii Roland Garros. W całej erze Open podobnego wyczynu dokonała jedynie Emma Raducanu, która w 2021 roku przeszła kwalifikacje do US Open 2021, a następnie sensacyjnie sięgnęła po tytuł. Nigdy wcześniej kwalifikantka nie wystąpiła jednak w finale paryskiego turnieju wielkoszlemowego.

    W przeszłości zdarzały się wprawdzie spektakularne marsze kwalifikantek do półfinałów Wielkiego Szlema. Takie osiągnięcia miały na koncie między innymi Christine Matison, Alexandra Stevenson oraz Nadia Podoroska. Żadna z nich nie zdołała jednak awansować do finału. Tym bardziej sukces Chwalińskiej można uznać za wydarzenie bez precedensu.

    Przed Polką pozostał już tylko jeden krok. W sobotnim finale zmierzy się z Mirra Andreeva, dla której również będzie to pierwszy wielkoszlemowy finał w karierze. Rosjanka dała się poznać światu już dwa lata wcześniej, gdy jako nastolatka dotarła do półfinału Roland Garros, ale dopiero teraz stanie przed szansą zdobycia najcenniejszego trofeum.

    Jedno jest pewne – tegoroczny finał przyniesie nową mistrzynię Wielkiego Szlema. Polscy kibice mają nadzieję, że historyczny turniej Mai Chwalińskiej zakończy się w najpiękniejszy możliwy sposób i że to właśnie ona uniesie nad głową trofeum na kortach Rolanda Garrosa.

  • Chwalińska ma problem na głowie. Głośny apel menedżera. Zostało mało czasu

    Chwalińska ma problem na głowie. Głośny apel menedżera. Zostało mało czasu

    Piotr Szczypka po historycznym awansie Mai Chwalińskiej: Jesteśmy w szoku. To spełnienie marzeń

    Jeszcze kilka miesięcy temu codziennością Mai Chwalińskiej była nieustanna walka o miejsce w turniejach. Dziś Polka stoi przed szansą na największy sukces w karierze, a jej menedżer Piotr Szczypka nie ukrywa ogromnych emocji po awansie do finału Roland Garros.

    – Chyba po raz pierwszy mogę powiedzieć, że jestem w szoku. Trudno mi znaleźć odpowiednie słowa. Oczywiście marzyliśmy o takim momencie i wierzyliśmy, że ciężka praca w końcu przyniesie efekty, ale rzeczywistość przerosła nasze wyobrażenia. Sam awans z kwalifikacji do finału turnieju wielkoszlemowego to coś absolutnie wyjątkowego. Każdemu życzyłbym przeżycia takich emocji. Nie da się ich opisać ani kupić za żadne pieniądze – przyznaje.

    Jeszcze niedawno życie zawodowe Chwalińskiej wyglądało zupełnie inaczej.

    – Zgłaszałem Maję do czterech różnych turniejów jednocześnie. Co dwa dni sprawdzaliśmy listy startowe, analizowaliśmy, gdzie się dostanie, gdzie trzeba ją dopisać, a skąd wypisać. Ciągle przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce. To bardzo wyczerpujące, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Kibice często patrzą wyłącznie na wyniki, nie zdając sobie sprawy, że zawodnik potrafi przez kilka nocy prawie nie spać, a później musi wyjść na kort i rywalizować na najwyższym poziomie.

    Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie.

    – Dzięki temu wynikowi może występować w największych turniejach świata bez oglądania się na rankingi i listy zgłoszeń. Zyskuje również spokój finansowy. Najważniejsze jednak jest to, że sama zobaczyła, iż potrafi wygrywać z najlepszymi. Pokonała już dziewięć świetnych zawodniczek i wie, że może rywalizować jak równa z równą z każdym. To bezcenne doświadczenie.

    Przed finałem pojawiły się również pytania o słynną obietnicę kąpieli w Sekwanie.

    – Umowa była jasna. Jeśli Maja wygra Wielkiego Szlema, wskakuję do Sekwany. Kąpielówki mam już przygotowane, bo spodziewałem się upałów. Teraz zrobiło się chłodniej, więc przyjemność będzie mniejsza. Muszę jeszcze sprawdzić temperaturę wody. Na szczęście znalazłem już drugiego trenera, który zadeklarował, że skoczy razem ze mną. Syn próbował mnie straszyć, że w rzece są pijawki i skończy się wizytą u dermatologa, ale w takiej sytuacji naprawdę nie ma to znaczenia – śmieje się Szczypka.

    W sztabie reprezentantki Polski panuje pełna mobilizacja, szczególnie jeśli chodzi o kwestie zdrowotne. Chwalińska od kilku dni zmaga się z problemami dotyczącymi przywodzicieli.

    – Maja jest obandażowana, ale sytuacja jest pod kontrolą. Przez cały tydzień pomaga nam Maciek Ryszczuk, który robi wszystko, aby postawić ją na nogi. Dołączył do nas także doktor Jasiek Paradowski z Krakowa, który wcześniej operował jej kolano i doskonale zna jej organizm. Mamy więc przy sobie dwóch najwyższej klasy specjalistów.

    Jak podkreśla menedżer, uraz jest bolesny, ale nie powinien mieć długofalowych konsekwencji.

    – Przywodziciele dają się we znaki, jednak nie wygląda to na problem, który mógłby wykluczyć ją z gry na dłuższy czas. Oczywiście odczuwa ból, korzysta z leków przeciwbólowych, ale wychodzi na kort i walczy. W dużej mierze niesie ją adrenalina. Maja jest niesamowicie ambitną i bardzo twardą zawodniczką. Jestem przekonany, że zrobi absolutnie wszystko, aby wygrać ten finał.

    Ogromną rolę odgrywa również przygotowanie mentalne. Do sztabu dołączył psycholog, który ma wspierać zawodniczkę w najważniejszych dniach kariery.

    – Powiem tylko tyle, że jest z nami pani psycholog. Na razie nie chcę zdradzać więcej szczegółów, ponieważ nie mam na to zgody. Mogę natomiast powiedzieć, że staramy się zapewnić Mai wszystkie możliwe warunki do osiągnięcia sukcesu.

    Po latach ciężkiej pracy Chwalińska znalazła się w miejscu, które jeszcze niedawno wydawało się bardzo odległe.

    – Teraz najważniejsze jest cieszenie się tą chwilą, dbanie o zdrowie i dalsza praca. Za tym sukcesem stoi piętnaście lat ogromnego wysiłku. Wierzę, że to dopiero początek i że najlepsze chwile są jeszcze przed nią – podsumowuje Piotr Szczypka.

  • Chwalińska skierowała wiadomość do rosyjskiej rywalki w finale. Zaskakującą

    Chwalińska skierowała wiadomość do rosyjskiej rywalki w finale. Zaskakującą

    Maja Chwalińska przed finałem Roland Garros: „Chcę jeszcze nacieszyć się tym zwycięstwem”

    Maja Chwalińska kontynuuje swoją niezwykłą przygodę na kortach Rolanda Garrosa. Polska tenisistka, która do turnieju głównego przedzierała się przez kwalifikacje, osiągnęła coś, czego wcześniej nie dokonała żadna zawodniczka w erze open – awansowała do finału paryskiego Wielkiego Szlema, rozpoczynając rywalizację już od eliminacji. Teraz przed nią najważniejszy mecz życia, ale zanim skupi się na walce o tytuł, chce jeszcze przez chwilę cieszyć się historycznym sukcesem.

    – Na razie chcę pocelebrować to zwycięstwo. O finale pomyślę jutro. W sobotę czeka mnie niezwykle trudne wyzwanie. Mirra Andriejewa to tenisistka światowej czołówki, bardzo solidna i regularna. Zawsze z przyjemnością oglądam jej mecze. Dla mnie jednak nic się nie zmienia – muszę zagrać najlepszy tenis, na jaki mnie stać, a potem zobaczymy, jaki będzie efekt – powiedziała Chwalińska po półfinałowym triumfie.

    Problemy zdrowotne nie przeszkodziły w zwycięstwie

    Po zakończeniu spotkania z Dianą Sznajder Polka pojawiła się na konferencji prasowej wyraźnie zachrypnięta. W trakcie meczu potrzebowała nawet pomocy medycznej, co wzbudziło pytania o jej stan zdrowia przed finałem.

    Jak jednak sama przyznała, sytuacja wygląda coraz lepiej.

    – Pierwsze oznaki osłabienia pojawiły się już po meczu czwartej rundy. Na szczęście dziś czuję się lepiej niż wczoraj i mam nadzieję, że najgorsze mam już za sobą – uspokajała.

    To dobra wiadomość dla polskich kibiców, którzy z ogromnymi nadziejami czekają na finałowy pojedynek.

    Publiczność w Paryżu pokochała Polkę

    Jednym z najbardziej niezwykłych obrazków tegorocznego turnieju są reakcje kibiców na występy Chwalińskiej. Trybuny największego kortu Rolanda Garrosa niemal jednogłośnie wspierały reprezentantkę Polski, a doping niósł ją przez kolejne trudne momenty.

    Sama tenisistka przyznaje, że trudno jej wyjaśnić źródło tej sympatii.

    – Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Mogę jedynie powiedzieć, że jestem za to ogromnie wdzięczna. Mam nadzieję, że kibice będą ze mną również podczas finału – mówiła z uśmiechem.

    Wszystko wskazuje na to, że jej życzenie się spełni. Historia, którą pisze w Paryżu, przyciąga uwagę fanów tenisa z całego świata.

    Chwila oddechu po maratonie meczów

    Półfinał ze Sznajder był już dziewiątym meczem Chwalińskiej podczas tegorocznego turnieju, licząc kwalifikacje. Co więcej, po raz pierwszy nie miała między spotkaniami dnia przerwy. Mimo ogromnego obciążenia fizycznego udało jej się zachować świeżość.

    – Największą zmianą było to, że mogłam się porządnie wyspać. W poprzednich dniach często grałam pierwsze mecze i musiałam bardzo wcześnie wstawać. Tym razem mogłam pozwolić sobie na spokojny poranek, a bardzo sobie takie chwile cenię – wyjaśniła.

    Coraz większe zainteresowanie światowych mediów

    Fantastyczna postawa Polki sprawia, że zainteresowanie jej osobą rośnie z dnia na dzień. Na konferencjach prasowych pojawia się coraz więcej zagranicznych dziennikarzy, a największe media świata chcą poznać historię zawodniczki, która podbiła serca kibiców.

    Podczas anglojęzycznej części spotkania Chwalińska opowiadała o swojej fascynacji Rogerem Federerem oraz legendarną „Wielką Trójką”. Jeden z reporterów zapytał nawet, czy wyobraża sobie, że kiedyś eksperci będą wymieniać jej nazwisko obok największych gwiazd tenisa.

    – Nie, nie, absolutnie. To zabrzmiałoby tak, jakbym porównywała się do nich, a przecież nawet o tym nie myślę. Nadal próbuję zrozumieć wszystko, co wydarzyło się w ostatnich dniach. Na razie skupmy się na tym turnieju – odpowiedziała ze śmiechem.

    Czas na wielki finał

    Już w sobotę Chwalińska stanie przed największym wyzwaniem w swojej karierze. Po pokonaniu Diany Sznajder zmierzy się z kolejną Rosjanką – Mirrą Andriejewą, która w półfinale nie dała większych szans Marcie Kostiuk.

    Polka nie zamierza jednak wybiegać myślami zbyt daleko.

    – Analizę rywalki zostawiam na jutro. Dziś chcę jeszcze nacieszyć się tym zwycięstwem. Wiem, że finał będzie piekielnie trudny, ale zamierzam wyjść na kort i dać z siebie wszystko. Tylko to mogę zrobić – podsumowała.

    Jedno jest pewne: niezależnie od wyniku finału Maja Chwalińska już zapisała się w historii światowego tenisa. Teraz stanie przed szansą, by zwieńczyć tę niezwykłą podróż zdobyciem jednego z najbardziej prestiżowych tytułów w sporcie.

  • Tak Rosjanka zareagowała na klęskę z Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Tak Rosjanka zareagowała na klęskę z Chwalińską. Klasy nie kupisz

    Maja Chwalińska nie była faworytką pojedynku z Dianą Sznajder. Do roli “underdoga” zdążyła się już jednak zapewne przyzwyczaić. Rosjanka w czwartkowym pojedynku zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko, ale nawet “wysoko” to wciąż było za mało, by uporać się z Polką. Choć porażka 6:7, 4:6 musiała być gorzką pigułką, reakcja zawodniczki z Żygulowska po ostatniej piłce mówiła sama za siebie.
    Maja Chwalińska i Diana Sznajder, półfinalistki Roland Garros 2026

    Maja Chwalińska (na górze kadru) i Diana Sznajder, źr. x.com/rolandgarrosmateriały prasowe

    Sznajder nie lada sensację sprawiła w ćwierćfinale, odsyłając do domu liderkę rankingu WTA, Arynę Sabalenkę. Gdyby jednak o sukcesach decydował wyłącznie ranking, Maja Chwalińska nie miałaby prawa być w miejscu, w którym jest obecnie. Jej magiczny tenis dał jej przepustkę do najlepszej czwórki, a jak miało się okazać – na tym się nie skończy.

    Wielki mecz Mai Chwalińskiej. Oto, jak zareagowała jej rywalka

    Po bardzo efektownym (zwłaszcza w pierwszym secie) pojedynku to Polka zameldowała się w finale, w którym jej rywalką będzie Mirra Andriejewa. Sznajder pokonała 7:6, 6:4, a gdy “zamknęła” drugiego seta nie posiadała się z radości. Padła na kort i skryła twarz w dłoniach. Poruszeni byli wszyscy: ona, kibice, a nawet komentatorzy polskiej telewizji. Długo nie należało też czekać na reakcję przeciwniczki.

    Rosjanka, której w trakcie meczu dokuczały problemy zdrowotne, spotkała się z Chwalińską przy siatce i uścisnęła ją, gratulując sukcesu. Nasza zawodniczka zaś podziękowała kibicom, po czym usiadła i… ponownie skryła twarz ręcznikiem, dając upust ogromnym emocjom.
    Zawodniczka tenisowa odczuwa intensywne emocje, trzymając dłoń przy ustach tuż po zakończonej grze na korcie.

    Maja ChwalińskaPhoto by ANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFPAFP

    Zespół Mai Chwalińskiej zabrał głos ws. sukcesu na Roland Garros. “Dopiero zaczyna to docierać”Polsat Sport