Category: Uncategorized

  • Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Sabalenka czekała, thriller Osaki. 178 minut i taka reakcja Wiktorowskiego

    Oto przeredagowana wersja artykułu po polsku:

    Podczas gdy polscy kibice z zapartym tchem śledzili występ Mai Chwalińskiej w walce o awans do czwartej rundy Rolanda Garrosa, na korcie Suzanne-Lenglen rozgrywał się równie emocjonujący spektakl. Naomi Osaka i Iva Jovic stworzyły widowisko, które trwało blisko trzy godziny i trzymało w napięciu do ostatnich piłek. Zwycięsko z tej batalii wyszła Japonka, a jej sukces wywołał ogromną radość w sztabie szkoleniowym, na czele z Tomaszem Wiktorowskim.

    Osaka przyjechała do Paryża po bolesnym doświadczeniu z turnieju WTA 1000 w Rzymie. W czwartej rundzie została tam zdecydowanie pokonana przez Igę Świątek 2:6, 1:6. Sama przyznała później, że tak wyraźna porażka zachwiała jej pewnością siebie. Roland Garros stał się więc dla niej okazją do odbudowania formy i wiary we własne możliwości.

    Początek francuskiego turnieju był dla czterokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej bardzo udany. W pierwszych dwóch rundach nie straciła nawet seta, pokonując najpierw Laurę Siegemund, a następnie Donnę Vekić. Dzięki temu znalazła się o krok od potencjalnego hitowego starcia z Aryną Sabalenką w czwartej rundzie.

    Aby jednak doszło do takiego pojedynku, Osaka musiała najpierw uporać się z Ivą Jovic. Zadanie nie należało do łatwych. Obie tenisistki sąsiadują ze sobą w rankingu WTA – Japonka zajmuje 16. miejsce, natomiast Amerykanka plasuje się tuż za nią. Różnica poziomów była więc minimalna, co znalazło odzwierciedlenie na korcie.

    Pierwszy set od początku był niezwykle wyrównany. Obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania, a pierwsze większe emocje pojawiły się w piątym gemie. Wówczas Jovic wykorzystała szansę na przełamanie i objęła prowadzenie. Osaka szybko jednak odrobiła straty, a następnie wyszła na prowadzenie. Końcówka partii dostarczyła kolejnych zwrotów akcji. Japonka miała swoje okazje do zamknięcia seta jeszcze przed tie-breakiem, lecz dopiero w decydującej rozgrywce zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Wykorzystując piątego setbola, wygrała pierwszą odsłonę 7:6(5).

    Drugi set był równie zacięty. Jedyne przełamania miały miejsce w trzecim i czwartym gemie. Najpierw przewagę zdobyła Osaka, ale chwilę później Jovic odpowiedziała tym samym. W dalszej części żadna z zawodniczek nie potrafiła przełamać rywalki, choć Amerykanka wywierała coraz większą presję. O losach seta ponownie przesądził tie-break, tym razem całkowicie zdominowany przez Jovic. Amerykanka wygrała go 7:3, doprowadzając do decydującej trzeciej partii.

    W ostatnim secie przez długi czas żadna z tenisistek nie była w stanie wypracować sobie break pointa. Wszystko zmieniło się dopiero w dziesiątym gemie. Jovic serwowała, by pozostać w meczu, i prowadziła już 30:15. Od tego momentu nie zdobyła jednak ani jednego punktu. Nerwowa końcówka i kilka błędów Amerykanki pozwoliły Osace przejąć inicjatywę i zakończyć spotkanie na swoją korzyść.

    Po ostatniej piłce Japonka natychmiast spojrzała w stronę swojego boksu. Wśród członków jej sztabu znajdował się Tomasz Wiktorowski, który nie krył ogromnej radości. Polski szkoleniowiec zacisnął pięść i żywiołowo świętował zwycięstwo swojej podopiecznej.

    Po 178 minutach pełnych emocji Naomi Osaka triumfowała 7:6(5), 6:7(3), 6:4 i awansowała do czwartej rundy Roland Garros. Teraz przed nią kolejne wielkie wyzwanie. Jej następną rywalką będzie zwyciężczyni pojedynku pomiędzy Aryną Sabalenką a Darią Kasatkiną. Jeśli dojdzie do starcia z liderką światowego rankingu, kibice mogą liczyć na jeden z najciekawszych meczów tej fazy turnieju.

  • Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Wzruszony trener Chwalińskiej powiedział w emocjach prawdę. Łzy w oczach

    Trener Mai Chwalińskiej nie krył wzruszenia po kolejnym znakomitym występie swojej podopiecznej na kortach Rolanda Garrosa. Jaroslav Machovsky przyznał, że po meczu z Marią Sakkari zabrakło mu słów, by opisać to, czego dokonała Polka.

    – Zagrała fantastyczne spotkanie. Widać było, że momentami brakowało jej energii, ale trudno uwierzyć, jak szybko potrafi ją odzyskać. Nie wiem, skąd w tym niewielkim organizmie bierze się tyle siły – mówił poruszony szkoleniowiec, który po meczu, cały zlany potem i w swojej charakterystycznej czapce będącej już niemal talizmanem, z dumą opowiadał o sukcesie zawodniczki.

    Czeski trener współpracujący z Chwalińską w klubie BKT Advantage Bielsko-Biała podkreślał, że był pod ogromnym wrażeniem tego, jak jego podopieczna poradziła sobie z wymagającą rywalką. Dla 24-letniej tenisistki było to już szóste spotkanie podczas tegorocznego turnieju w Paryżu, a mimo to potrafiła narzucić swoje warunki gry i zdominować znaną ze znakomitego przygotowania fizycznego Greczynkę.

    Zdaniem Machovskiego początek meczu nie wynikał z konieczności poznawania stylu gry przeciwniczki. Obie zawodniczki miały już okazję rywalizować ze sobą rok wcześniej, dlatego Chwalińska dobrze wiedziała, czego może się spodziewać.

    – Majka od początku miała plan na ten mecz. Problemem nie była taktyka, lecz energia. Jej uderzenia nie miały odpowiedniej dynamiki, wszystko było nieco za wolne. Kiedy jednak odzyskała świeżość i zaczęła grać swobodniej, przebieg spotkania całkowicie się zmienił – tłumaczył szkoleniowiec.

    Według niego przełomowym momentem był początek drugiej partii. Sakkari popełniła kilka błędów, a Polka wprowadziła drobne korekty do swojej gry.

    – Maja zaczęła częściej korzystać z forhendu i od tego momentu mecz wyglądał już zupełnie inaczej – podkreślał trener.

    Awans do czwartej rundy oznacza dla Chwalińskiej wejście do drugiego tygodnia wielkoszlemowego turnieju, a przed nią walka o miejsce w ćwierćfinale. Machovsky nie ukrywa, że szczególnie imponuje mu sposób, w jaki jego zawodniczka radzi sobie z ogromnym obciążeniem. Jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji w głównej drabince musiała bowiem przejść przez trzy rundy kwalifikacji.

    – To naprawdę niezwykłe. Teraz najważniejsza będzie regeneracja. Trzeba odzyskać siły przed kolejnym spotkaniem i zobaczyć, jak organizm zareaguje. Niezależnie od tego, co wydarzy się dalej, już teraz można mówić o wielkim sukcesie – zaznaczył Czech, przypominając, jak ważnym osiągnięciem było już samo zwycięstwo nad Kateriną Siniakovą w pierwszej rundzie.

    Machovsky przyznał również, że spodziewał się po Marii Sakkari nieco więcej. W jego opinii Greczynka nie wykorzystała wszystkich możliwości, jakie dawała sytuacja.

    – Wiedziała, że Maja ma za sobą bardzo wiele godzin spędzonych na korcie i mogła spróbować inaczej rozegrać ten mecz. Moim zdaniem nie do końca dobrała odpowiednią taktykę. Ale to już sprawa jej i jej sztabu szkoleniowego – stwierdził z uśmiechem.

    Szkoleniowiec nie obawia się także wyzwań związanych z występami na największych arenach turnieju. Jak przypomina, jego podopieczna od dawna doskonale odnajduje się na dużych kortach i przy licznie zgromadzonej publiczności.

    – Maja uwielbia takie warunki. Już w kwalifikacjach grała na korcie Suzanne Lenglen przy pełnych trybunach i świetnie sobie z tym poradziła. Duże obiekty dodatkowo ją mobilizują – zaznaczył.

    Zapytany o to, jak daleko może zajść Chwalińska w tegorocznym Rolandzie Garrosie, trener nie chciał stawiać żadnych granic.

    – Trudno powiedzieć. W sporcie wszystko jest możliwe – odparł.

    Na zakończenie nie krył jednak ogromnych emocji związanych z historią swojej zawodniczki.

    – Jestem niezwykle szczęśliwy. Nie znam wielu osób, które w tak młodym wieku potrafiłyby tyle razy podnieść się po trudnych momentach i wrócić jeszcze silniejsze. Przetrwała naprawdę wiele i właśnie to najbardziej mnie wzrusza – powiedział, patrząc z dumą na swoją podopieczną.

  • Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Fibak bije na alarm ws. Świątek. “Od dwóch lat to samo”

    Wojciech Fibak komentuje mecz Świątek – Linette. Wskazuje problem, który powraca od lat

    Historyczny polski pojedynek na kortach Rolanda Garrosa dostarczył kibicom wielu emocji. W trzeciej rundzie wielkoszlemowego turnieju w Paryżu naprzeciw siebie stanęły dwie najlepsze polskie tenisistki ostatnich lat – Iga Świątek i Magda Linette. Zwycięsko z tego starcia wyszła czterokrotna triumfatorka francuskiej imprezy, która pokonała rodaczkę 6:4, 6:4 i awansowała do kolejnej fazy zawodów.

    Spotkanie było wyjątkowe nie tylko ze względu na jego sportową rangę. Po raz pierwszy w historii dwie Polki zmierzyły się ze sobą w singlu kobiet na kortach Rolanda Garrosa. Mecz rozegrano na legendarnym korcie Philippe’a Chatriera, najważniejszej arenie całego kompleksu. To właśnie ten fakt szczególnie poruszył Wojciecha Fibaka, jednego z najwybitniejszych polskich tenisistów w historii.

    Były reprezentant Polski przyznał, że choć nie oglądał spotkania bezpośrednio z trybun, śledził je z ogromnym zainteresowaniem. Jak podkreślił, już sama obecność dwóch Polek na centralnym korcie była powodem do dumy.

    – Dwie Polki na korcie Philippe’a Chatriera to coś niezwykłego. To mój ulubiony kort na świecie. Wiele razy miałem okazję tam występować, a później przeżywałem tam sukcesy jako współpracownik Ivana Lendla. Kiedy dowiedziałem się, że właśnie tam odbędzie się polski pojedynek, poczułem ogromną satysfakcję – zaznaczył Fibak.

    Świątek wygrała, ale Linette postawiła trudne warunki

    Mimo że Iga Świątek była zdecydowaną faworytką spotkania, Magda Linette nie zamierzała oddawać meczu bez walki. Poznanianka kilkukrotnie potrafiła przejąć inicjatywę i zmusić liderkę polskiego tenisa do wysiłku. Oba sety były wyrównane, a o końcowym wyniku decydowały pojedyncze przełamania.

    Fibak zwrócił uwagę, że Linette miała swoje szanse, jednak nie zawsze wykorzystywała odpowiednie rozwiązania taktyczne.

    – Nie jestem przekonany, czy obrana przez Magdę strategia była najlepsza. Momentami próbowała grać z Igą jej własną bronią, a to niezwykle trudne zadanie. Świątek najlepiej czuje się w wymianach z głębi kortu i bardzo rzadko przegrywa takie pojedynki na mączce – ocenił były tenisista.

    Zdaniem Fibaka zawodniczki mierzące się z raszynianką powinny częściej szukać niestandardowych rozwiązań, skracać wymiany i zmuszać ją do częstego zmieniania pozycji na korcie.

    „Od dwóch lat to samo”

    Przy okazji analizy występu Świątek Fibak zwrócił uwagę na problem, który jego zdaniem powraca regularnie już od dłuższego czasu. Chodzi przede wszystkim o momenty słabszej koncentracji i niepotrzebne przestoje w grze.

    Według byłego tenisisty Polka wciąż dominuje większość rywalek, jednak od około dwóch sezonów zdarzają jej się fragmenty spotkań, w których traci kontrolę nad przebiegiem gry. W starciach z zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki może to mieć znacznie większe znaczenie niż w meczach z niżej notowanymi przeciwniczkami.

    Fibak podkreśla jednak, że mimo tych uwag Świątek pozostaje jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w Paryżu. Jej doświadczenie na paryskiej mączce oraz imponujący bilans zwycięstw sprawiają, że każda rywalka musi wznieść się na najwyższy poziom, by myśleć o sprawieniu niespodzianki.

    Żal po porażce Huberta Hurkacza

    W rozmowie nie zabrakło również odniesienia do występu Huberta Hurkacza. Polski tenisista zakończył udział w Rolandzie Garrosie wcześniej, niż oczekiwali tego kibice. Fibak nie ukrywał rozczarowania takim obrotem spraw.

    Jego zdaniem wrocławianin miał realne możliwości, by zajść w tegorocznym turnieju znacznie dalej. Szczególnie że drabinka po kilku sensacyjnych rozstrzygnięciach zaczęła się otwierać, a z rywalizacji odpadło kilku wysoko rozstawionych zawodników.

    Były reprezentant Polski zaznaczył, że Hurkacz wciąż poszukuje pełnej stabilizacji po problemach zdrowotnych i zmianach w swoim sztabie szkoleniowym. Kiedy jednak znajduje odpowiedni rytm gry, jest w stanie rywalizować jak równy z równym z najlepszymi tenisistami świata.

    Maja Chwalińska coraz większą rewelacją turnieju

    Wojciech Fibak z dużym entuzjazmem wypowiedział się również o Mai Chwalińskiej, która przebojem wdarła się do trzeciej rundy paryskiego turnieju. Polka najpierw znakomicie przeszła kwalifikacje, a następnie odniosła dwa cenne zwycięstwa w głównej drabince.

    Zdaniem Fibaka jej mecz z Marią Sakkari zapowiada się niezwykle interesująco. Greczynka dysponuje większym doświadczeniem i przez wiele lat należała do światowej czołówki, ale obecnie nie znajduje się w najwyższej formie. Chwalińska natomiast imponuje pewnością siebie, regularnością oraz odważnym stylem gry.

    Ekspert uważa, że Polka nie stoi na straconej pozycji i może sprawić kolejną niespodziankę. Kluczowe będzie jednak utrzymanie wysokiej jakości serwisu oraz wykorzystywanie okazji do przejmowania inicjatywy w wymianach.

    Polki piszą historię w Paryżu

    Niezależnie od dalszych wyników tegoroczny Roland Garros już teraz zapisuje się jako jeden z najbardziej udanych turniejów dla polskiego tenisa kobiet. Do trzeciej rundy awansowały aż trzy reprezentantki Polski – Iga Świątek, Magda Linette i Maja Chwalińska.

    Tak liczna reprezentacja na tak zaawansowanym etapie wielkoszlemowej rywalizacji pokazuje, jak ogromny postęp wykonał polski tenis w ostatnich latach. Dla kibiców szczególnie symboliczny pozostanie jednak piątkowy pojedynek Świątek z Linette – pierwszy polski mecz singlowy kobiet na Rolandzie Garrosie, który pokazał siłę i głębię obecnego pokolenia zawodniczek.

  • Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Kostiuk przemówiła do Świątek. Rosną emocje przed polsko-ukraińskim starciem

    Marta Kostiuk nie ukrywa, że z ogromnymi emocjami czeka na starcie z Igą Świątek w czwartej rundzie Rolanda Garrosa. Ukrainka, która właśnie notuje najlepszy okres w swojej karierze, podkreśla jednak, że mimo rosnącej pewności siebie doskonale zdaje sobie sprawę z klasy rywalki. – Przegrałam z nią trzy razy, jeszcze raz w czasach juniorskich. Bardzo chciałam ponownie się z nią zmierzyć i dlatego jestem podekscytowana tym meczem. Iga uwielbia grać w Paryżu, ale wierzę, że mam swoje szanse. Wiem, że będę underdogiem, jednak chcę wyjść na kort i cieszyć się tym spotkaniem najlepiej, jak potrafię – przyznała tenisistka.

    23-letnia Kostiuk kontynuuje imponującą serię zwycięstw na kortach ziemnych. W meczu trzeciej rundy pokonała Viktoriję Golubic 6:4, 6:3, odnosząc już 15. triumf z rzędu na mączce. Ukrainka współpracuje z polską trenerką Sandrą Zaniewską, a efekty tej współpracy są coraz bardziej widoczne.

    Po zwycięstwie nad Golubic Kostiuk zwracała uwagę przede wszystkim na trudne warunki atmosferyczne. – Zaczęłam bardzo dobrze, ale później trochę się spieszyłam. Było niezwykle wilgotno i z każdym dniem wszyscy coraz bardziej odczuwają skutki tego upału. Najważniejsze, że zachowałam cierpliwość i udało mi się zamknąć mecz w dwóch setach, nie rezygnując z agresywnej gry – oceniła zawodniczka, która w rankingu WTA przesuwa się już w okolice 13. miejsca.

    Choć dotychczasowy bilans spotkań wyraźnie przemawia na korzyść Świątek, Kostiuk podkreśla, że tym razem podchodzi do rywalizacji zupełnie inaczej. Iga wygrywała z nią zarówno na kortach twardych, jak i na mączce, a ich jedyny pojedynek na paryskiej cegle miał miejsce już kilka lat temu – również w czwartej rundzie French Open.

    Ukrainka przyznała, że w poprzednich starciach często przegrywała mentalnie jeszcze przed wyjściem na kort. Teraz jednak sytuacja wygląda inaczej. – Mam zupełnie inne odczucia niż przed naszym meczem w Cincinnati. Wtedy przegrałam to spotkanie jeszcze zanim się rozpoczęło. Dziś już tak nie myślę. Nadal jestem jednak tą samą zawodniczką, która trzy razy z nią przegrała, a Iga to czterokrotna mistrzyni tego turnieju. Oczywiście chciałabym być faworytką, ale rozsądek mówi coś innego – powiedziała szczerze.

    Mimo ogromnego szacunku dla Świątek, Kostiuk nie zamierza wychodzić na kort z kompleksem niższości. – Ta seria zwycięstw niczego nie zmienia w moim nastawieniu. Chcę po prostu zagrać najlepiej, jak potrafię, i czerpać radość z tego meczu. Nawet jeśli uda mi się wygrać jednego seta, będę bardzo szczęśliwa. Tak właśnie patrzę na to spotkanie – podsumowała Ukrainka przed jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków czwartej rundy.

  • 6:0, 6:0 w meczu pogromczyni Sabalenki. 56 minut i w Paryżu było po wszystkim

    6:0, 6:0 w meczu pogromczyni Sabalenki. 56 minut i w Paryżu było po wszystkim

    Sorana Cirstea kontynuuje znakomitą passę rozpoczętą jeszcze podczas turnieju w Rzymie. Doświadczona Rumunka imponuje również na kortach Rolanda Garrosa, gdzie zameldowała się już w 1/8 finału. W piątkowym meczu z Solaną Sierrą zaprezentowała prawdziwy tenisowy koncert, nie pozostawiając rywalce najmniejszych szans.

    36-letnia zawodniczka już w stolicy Włoch pokazała, że wciąż potrafi rywalizować z najlepszymi. To właśnie tam wyeliminowała Arynę Sabalenkę i dotarła aż do półfinału, w którym zatrzymała ją dopiero Coco Gauff. Formę z Rzymu przeniosła także do Paryża, gdzie od początku turnieju prezentuje bardzo wysoką dyspozycję.

    Na inaugurację Roland Garros Cirstea pewnie pokonała Ksenię Efremovą, a następnie rozbiła Evę Lys, oddając rywalce w drugim secie zaledwie gema. Wydawało się, że trudno będzie jej jeszcze bardziej zdominować przeciwniczkę, ale starcie z Solaną Sierrą pokazało coś zupełnie innego.

    Argentynka przystępowała do pojedynku po cennych zwycięstwach nad Emmą Raducanu i Jasmine Paolini, dzięki czemu zaczęto mówić o niej jako o jednej z największych niespodzianek turnieju. Rzeczywistość okazała się jednak dla niej wyjątkowo brutalna.

    Rumunka od pierwszych piłek przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Już premierowego gema wygrała do zera przy własnym podaniu. W kolejnym Sierra próbowała jeszcze walczyć i obroniła dwa break pointy, lecz przy szóstej okazji Cirstea dopięła swego i wyszła na prowadzenie 2:0. Później przewaga faworytki była już absolutnie bezdyskusyjna. Po niespełna pół godzinie pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:0.

    Drugi set miał niemal identyczny przebieg. Rumunka dominowała w każdym elemencie tenisowego rzemiosła — świetnie serwowała, imponowała dynamiką i pewnością siebie. Mimo że od rywalki była starsza aż o 15 lat, różnicy wieku kompletnie nie było widać na korcie.

    Z kolei Sierra z każdą minutą sprawiała wrażenie coraz bardziej bezradnej. Argentynka nie potrafiła znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę, a w jej grze brakowało wiary w odwrócenie losów spotkania. Cirstea bezlitośnie wykorzystywała kolejne błędy rywalki i konsekwentnie powiększała przewagę.

    Ostatecznie mecz zakończył się po zaledwie 56 minutach wynikiem 6:0, 6:0. Rumunka wręczyła przeciwniczce tzw. „rowerek”, dając jeden z najbardziej jednostronnych pokazów podczas tegorocznego Rolanda Garrosa.

    Tym samym Cirstea wysłała wyraźny sygnał kolejnym rywalkom, że absolutnie nie można jej lekceważyć. W walce o ćwierćfinał zmierzy się z Xiyu Wang. Chinka, zajmująca obecnie 148. miejsce w rankingu WTA, sprawiła wcześniej sporą niespodziankę, eliminując Juliję Starodubcewę.

  • Zabawna wpadka Świątek, od razu się zorientowała. To powiedziała o Nadalu

    Zabawna wpadka Świątek, od razu się zorientowała. To powiedziała o Nadalu

    Iga Świątek we wczesne piątkowe popołudnie awansowała do czwartej rundy tegorocznego Rolanda Garrosa pokonując Magdę Linette w dwóch setach. Po zakończonym spotkaniu Raszynianka udała się na tradycyjną konferencję prasową, a w jej trakcie zdarzyło się jej dość zabawne przejęzyczenie, przy czym tenisistka od razu zorientowała się w sytuacji, a cała sprawa została skwitowana przez obecnych na sali dziennikarzy salwą śmiechu w przyjaznym tonie. W tle przewinął się tu zaś nie kto inny jak… Rafael Nadal.
    Iga Świątek w czapce podczas konferencji prasowej oraz tenisiści z rakietami na korcie Roland Garros 2026

    Roland Garros 2026: Iga Świątek zaliczyła zabawne przejęzyczenie dotyczące… Rafela NadalaJAMIE SQUIRE/Getty AFP/East News – x.com/igaswiarchiveEast News

    Iga Świątek jak dotychczas radzi sobie naprawdę dobrze na Rolandzie Garrosie 2026 – trzecia rakieta globu zaczęła wielkoszlemowe zmagania od pokonania Emerson Jones, a następnie też zatriumfowała nad Sarą Bejlek.

    Zabawne przejęzyczenie Igi Świątek. To powiedziała o Nadalu

    Po zakończeniu rywalizacji z Poznanianką Świątek udała się standardowo na konferencję prasową, a tam doszło do dość zabawnej sytuacji. W pewnej chwili ze strony jednego z dziennikarzy padło pytanie o niedawne treningi zawodniczki w akademii należącej do Rafaela Nadala i to, w jaki sposób pomogły one 24-latce jeśli mowa o części sezonu rozgrywanej na mączce.

    “To było świetne, dało mi wiele motywacji i energii której potrzebowałam przed grą na mączce. To był naprawdę intensywny tydzień, prawdopodobnie najintensywniejszy tydzień ćwiczeń jaki ostatnio miałam. Rafa był tam podczas dwóch treningów, co naprawdę doceniam, to był wielki zaszczyt dla niego…” – stwierdziła Świątek i tu od razu się zatrzymała w swej wypowiedzi.

    “To znaczy… dla mnie. To był wielki zaszczyt i przywilej dla mnie być z nim na korcie, dał mi trochę porad dotyczących techniki, ale w większości rozmawialiśmy o jego doświadczeniach. To było miłe zobaczyć, że jest tak otwarty w kwestii dawania porad, to naprawdę świetny facet” – dopowiedziała potem zawodniczka.

    Tę drobną wpadkę dziennikarze obecni na konferencji skwitowali przyjaznym śmiechem. Warto też nadmienić, że Igę Świątek i Rafaela Nadala od dawna łączną naprawdę serdeczne, przyjacielskie stosunki, którym obie strony dawały już wielokrotnie wyraz.

    Roland Garros 2026. Niebawem mecz Świątek z Kostiuk

    Teraz przed numerem trzy światowego rankingu mecz w 1/8 finału Rolanda Garrosa – na tym etapie turnieju rywalką Świątek będzie Ukrainka Marta Kostiuk, która w trzech dotychczasowych potyczkach z Polką ani razu nie zdołała wygrać. Do spotkania dojdzie 31 maja, dokładna godzina powinna być tu znana dzień wcześniej.
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Zawodniczka tenisowa w czarno-różowym stroju i różowej czapce okazuje radość po zdobyciu punktu, ściskając pięść i patrząc z determinacją w stronę boiska.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.

  • Świątek dosadnie podsumowała pojedynek z Linette. Dwa słowa od serca

    Świątek dosadnie podsumowała pojedynek z Linette. Dwa słowa od serca

    Pojawiły się wspomnienia z Miami, ale dziś udało mi się skoncentrować na sobie. Na początku potrzebowałam chwili, żeby się odpalić. Jestem zadowolona głównie z tego, jaką szkodę robił mój forhend i z drugiego serwisu – powiedziała Iga Świątek, która w “polskim meczu” na korcie centralnym pokonała Magdę Linette, awansując do czwartej rundy turnieju Rolanda Garrosa.

    Iga ŚwiątekPawel Andrachiewicz Newspix.pl

    – Pozostanie w swojej bańce było dla mnie najlepszą drogą do tego, żeby zagrać jak najbardziej solidnie. Trochę jestem niezadowolona z dwóch decyzji, ale to dosłownie jakieś drobiazgi – podsumowała Iga Świątek pojedynek z Magdą Linette.

    Iga Świątek: Marta ma świetny sezon, to dla niej wielki sukces

    Poprzeczkę teraz pójdzie bardzo mocno w górę, bo rywalką Świątek będzie Ukrainka Marta Kostiuk, która ma fantastyczną passę na mączce – w tej chwili wynosi ona aż piętnaście wygranych spotkań. Starcie z taką rywalką, jak podopieczna trenerki Sandy Zaniewskiej, być może zmusi Igę do płynnego reagowania na wydarzenia na korcie. Pytanie brzmi, czy ważniejsze jest realizowanie ustalonej taktyki, czy bardziej doświadczenie i intuicja, gdy sama zdaje sobie sprawę, że dana sytuacja wymaga podjęcia innej decyzji.

    – Myślę, że taktyka w 95 procentach jest zawsze słuszna. Czasami zdarza się, że przeciwniczka może czymś zaskoczyć, ale raczej wiemy, jak konkretne tenisistki grają. Więc raczej jakieś ewentualne zmiany mogą wynikać z mojej dyspozycji, typu miałam grać daną piłkę, ale tego dnia mi nie wychodzi, bo popełniam zbyt dużo błędów. Wówczas muszę faktycznie podjąć inną decyzję, przynajmniej do czasu, aż znów zacznę się czuć swobodnie – odniosła się czterokrotna triumfatorka na kortach Rolanda Garrosa.

    Odnośnie do samego starcia z napędzoną Kostiuk, Igę następująco stawia sprawę:

    – Marta ma świetny sezon. Wcześniej dotarła do półfinałów dużych turniejów. Teraz wygrała w Madrycie. To dla niej wielki sukces. Ale skupię się na sobie, przygotuję się taktycznie, jak przed każdym innym meczem i zobaczymy, co się wydarzy.

    Świątek ma dopiero 24 lata, a to jest już jej – licząc czasy juniorskie – jedenasty start w Paryżu. Dorobiła się zatem pewnych rutyn, które mogą jej bardzo pomagać na tym etapie kariery.

    – W obu sytuacjach, bycia niedoświadczoną i doświadczoną, można dużo zyskać. Bo przy niedoświadczeniu często jest tak, że przeciwniczki nie do końca wiedzą, jak z tobą grać i można w pewnym sensie się budować, nie mając presji, że teraz trzeba wygrywać. A jednocześnie mieć poczucie, że za kilka lat będzie się miało jeszcze kilka szans – odparła na pierwszą wersję Świątek.

    Do drugiej, w której obecnie sama się znajduje, odparła: – Na doświadczeniu można bazować w zależności od danych sytuacji, jakie nastąpią. Bo faktycznie przeżyłam w sporcie już dużo, ale jeśli jest coś, co mnie spotyka, to mogę skorzystać ze sposobów, które wykorzystałam wcześniej lub nauczyłam się i to pomaga. Przy tym oczywiście włączają się presja i oczekiwania. W zeszłym roku czułam, że wracam do tych wszystkich miejsc mając tyle wspomnień, iż wcale nie czułam się, jakbym miała 24 lata. Ale w tym roku, na szczęście, czuję się bardziej świeżo. Jednak warto pamiętać, że wciąż jestem młodą zawodniczką – podsumowała ten wątek Iga Świątek.

    Z Paryża – Artur Gac
    Zawodniczka w fioletowej czapce i sportowym stroju dynamicznie odbija piłkę tenisową dwuręcznym backhandem, skupiając wzrok na uderzeniu.

    Iga ŚwiątekTeresa SuarezEPA
    Tenisistka w fioletowej czapce i sportowej opasce zaciśniętej na nadgarstku unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu podczas meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekTeresa SuarezEPA

    Świątek pokonuje Pegulę i awansuje do półfinału w Rzymie

  • Świątek nie zdążyła zejść z kortu. Wciągnęli ją na listę. Dostała nr 6

    Świątek nie zdążyła zejść z kortu. Wciągnęli ją na listę. Dostała nr 6

    Iga Świątek jest już w 1/8 finału Roland Garros. Awans do tej fazy turnieju zapewniła sobie dzięki wygranej z Magdą Linette 6:4, 6:4. Pojedynek elektryzował fanów tenisa na długo przed wyjściem obu zawodniczek na kort. Miał bowiem historyczny wymiar. Zaraz po wygranej piłce meczowej Raszynianka trafiła na listę, na której do tej pory figurowało tylko pięć polskich nazwisk.

    Potworny upał w Paryżu dawał się Idze Świątek we znaki, ale nie przeszkodził jej w awansie do 1/8 finałuMustafa YalcinNewspix.pl

    Do piątkowej konfrontacji Igi Świątek i Magdy Linette doszło w samo południe na korcie centralnym. Faworytką pozostawała Raszynianka. Ale przecież tak samo było w marcu podczas Miami Open.

    Była liderka światowego rankingu przegrała wówczas ze starszą koleżanką 6:1, 5:7, 3:6. Przerwała w ten sposób passę zwycięskich meczów otwarcia w turniejach singlowych. Seria trwała od sierpnia 2021 roku i zakończyła się na 73 takich występach.

    Iga Świątek w 1/8 finału Roland Garros. Trafiła na listę, która przez 11 lat pozostawała zamknięta

    Po porażce Świątek w Miami z posadą jej coacha pożegnał się Wim Fissette. Zastąpił go Francisco Roig i to on odpowiadał za ustalenie strategii gry na paryski rewanż z Linette. Z zadania wywiązał się bez zarzutu.

    Iga odegrała się za potknięcie na Florydzie i tym razem rozstrzygnęła spotkanie w dwóch setach. Na jej korzyść przemawiała zmiana nawierzchni – z twardej na ziemną. Wygrała 6:4, 6:4 i jest już w 1/8 finału.

    Po raz pierwszy w kronikach singlowej rywalizacji na kortach French Open doszło do meczu dwóch postaci z Polski (bez podziału na kobiety i mężczyzn). Nie było to jednak pierwsze takie wydarzenie w imprezach wielkoszlemowych. Wcześniej obserwowaliśmy cztery podobne potyczki w Wimbledonie i trzy w US Open.

    Osiem gier, ale… tylko pięć nazwisk triumfatorów. Aż do dzisiaj grono zwycięzców tworzyli Władysław Skonecki, Aleksandra Olsza, Agnieszka Radwańska (trzy wygrane spotkania), Jerzy Janowicz i Magda Linette. Teraz jako szósta dołącza do nich Świątek.

    Ta nietypowa sztafeta rozpoczęła się niemal w zamierzchłych czasach, bo w 1951 roku. W XX wieku doszło jedynie do dwóch polsko-polskich konfrontacji. Kolejne odbyły się w okresie 2008-2015. Teraz, po 11 latach przerwy, zapisujemy najnowszy rozdział tej historii.

    Polsko-polskie mecze w singlowych turniejach Wielkiego Szlema:

    1951, Wimbledon: Władysław Skonecki – Ignacy Tłoczyński 6:3, 6:4, 6:4 (II runda)

    1996, Wimbledon: Aleksandra Olsza – Magdalena Grzybowska 6:4, 6:4 (II runda)

    2008, Wimbledon: Agnieszka Radwańska – Marta Domachowska 6:1, 6:3 (II runda)

    2011, US Open: Agnieszka Radwańska – Urszula Radwańska 6:2, 6:3 (I runda)

    2013, Wimbledon: Jerzy Janowicz – Łukasz Kubot 7:5, 6:4, 6:4 (ćwierćfinał)

    2015, US Open: Magda Linette – Urszula Radwańska 7:6 (7-3), 6:1 (I runda)

    2015, US Open: Agnieszka Radwańska – Magda Linette 6:3, 6:2 (II runda)
    Tenisistka w sportowej czapce i opasce na nadgarstku zaciśnięta pięść w geście triumfu, dynamiczna sylwetka na tle rozmytego widowni.

    Iga ŚwiątekDIMITAR DILKOFFAFP
    Tenisistka w fioletowej koszulce i czapce siedzi na ławce podczas przerwy meczowej, poprawiając nakrycie głowy, obok niej znajduje się osoba udzielająca jej wskazówek.

    Iga ŚwiątekMustafa YalcinAFP
    Tenisistka w jasnozielonym stroju sportowym oraz czapce z daszkiem, wyrażająca emocje po zakończonej akcji na korcie tenisowym, rozmyte tło areny sportowej.

    Magda LinetteSMG/ShutterstockEast News

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.

  • Batalia o Paryż dla Świątek, a tu takie słowa. Oto sądny dzień dla Polki

    Batalia o Paryż dla Świątek, a tu takie słowa. Oto sądny dzień dla Polki

    Polskie starcie pomiędzy Igą Świątek, a Magdą Linette w 3. rundzie Roland Garros przeszło do historii. Górą była młodsza z tenisistek, która triumfowała w dwóch setach. Eksperci natychmiast zabrali głos. Padło wiele ciepłych słów na temat Linette, która żegna się z Paryżem.
    Świątek lepsza od Linette. Tak eksperci ocenili mecz na Roland Garros

    Świątek lepsza od Linette. Tak eksperci ocenili mecz na Roland GarrosPAP/EPA/TERESA SUAREZ / PAP/EPA/YOAN VALATPAP/EPA

    Iga Świątek kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa w tegorocznym Roland Garros. 24-latka pokonała Emerson Jones (6:1, 6:2) oraz Sarę Bejlek (6:2, 6:3). W 3. rundzie na drodze czterokrotnej zwyciężczyni tego turnieju stanęła Magda Linette. – “W samo południe na główną arenę paryskiego Szlema wyszły Magda Linette i Iga Świątek, by stoczyć ze sobą batalię o awans do czwartej rundy. Raszynianka chciała się zrewanżować za sensacyjną porażkę poniesioną dwa miesiące temu w Miami. Mecz zaczął się od prowadzenia Linette 2:0, ale potem do głosu doszła Świątek. Ostatecznie Iga triumfowała 6:4, 6:4” – relacjonował Mateusz Stańczyk na łamach Interii.

    To był wyrównany mecz. Czasami Magda wymuszała u mnie jakieś błędy, dobrze się broniła. Na pewno nie było to proste spotkanie

    Polska bitwa w Paryżu. Eksperci nie mają wątpliwości

    Polskie starcie na korcie im. Philippe’a Chatrier trwało niespełna 90 minut. Tuż po nim tenisowi eksperci zabrali głos. Padło wiele ciepłych słów w kierunku Linette, która rozegrała bardzo dobry turniej. W przypadku Świątek wszyscy zgodnie podkreślają, że weryfikacja jej formy przyjdzie już w niedzielę, gdy zmierzy się z niepokonaną w tym roku na mączce Ukrainką.

    – Iga gra dalej (teraz z Kostiuk w niedzielę), a Magda nie ma się czego wstydzić – napisał Adam Romer, redaktor naczelny magazynu “Tenisklub”.

    – Przytulenie Magdy Linette i Igi Świątek na koniec polskiej batalii we French Open. Brawo dla starszej z tenisistek, nie dała się przytłoczyć skali rywalki. Iga spokojna. W czwartej rundzie czeka już na nią Marta Kostiuk – podkreśliła Sara Kalisz z TVP Sport.

    – Polski mecz dla Igi Świątek. 6:4, 6:4 z Magdą Linette. Pierwszy tydzień Iga przeszła spokojnie. Czekamy na mecz z Martą Kostiuk, bo w niedzielę się zacznie granie na wyższym poziomie – zaznaczył Rafał Smoliński.

    – Brawo Iga Świątek, brawo Magda Linette. To był mecz godny tej fazy turnieju – napisał wysłannik Interii do Paryża, Artur Gac.
    Magda Linette i Iga Świątek

    Magda Linette i Iga ŚwiątekEPA/MOHAMMED BADRA & EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSONPAP/EPA
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem trzyma rakietę w jednej ręce, drugą zaciska w geście triumfu, w tle zamazane trybuny

    Iga Świątek, 09.03.2026 r.Clive BrunskillEast News
    Tenisistka ubrana w fioletową czapkę z daszkiem i sportowy strój, zaciśnięta pięść wyrażająca emocje i skupienie podczas meczu.

    Świątek lepsza od Linette. Tak eksperci ocenili mecz na Roland GarrosTeresa SuarezEPA

  • 85 minut i koniec. Tyle Francuzi zapłacą Świątek za pokonanie Linette

    85 minut i koniec. Tyle Francuzi zapłacą Świątek za pokonanie Linette

    To było ósme polskie debry w historii turniejów wielkoszlemowych, a Iga Świątek i Magda Linette zrobiły wszystko, aby dostarczyć rodakom sporej dawki emocji. Po zaciętym pojedynku na korcie Philippe Chatrier lepsza okazała się sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Raszynianka awansowała do czwartej rundy paryskiej imprezy, a za odprawienie z kwitkiem rodaczki zainkasowała niemałe pieniądze.
    Iga Świątek, Magda Linette

    Iga Świątek, Magda LinetteAFP

    W piątkowe południe kort Philippe Chatrier stał się biało-czerwony. W trzeciej rundzie kobiecego singla w 125. edycji turnieju Rolanda Garrosa doszło bowiem do spotkania dwóch reprezentantek naszego kraju. Iga Świątek uniknęła starcia z Jeleną Ostapenko, która z hukiem wyeliminowana została przez Magdę Linette.

    Większość dziennikarzy i ekspertów w roli faworytki przed piątkowym meczem stawiała Igę Świątek, niektórzy jednak przypominali, że ostatnie starcie w Miami wygrała jednak Magda Linette. Tym razem jednak panie rywalizowały na mączce, a więc nawierzchni, na której była liderka światowego rankingu czuje się jak ryba w wodzie.

    Ostatecznie starcie było znacznie bardziej wyrównane, niż można było przypuszczać, a zwycięsko z polsko-polskiej batalii wyszła sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Świątek w godzinę i 25 minut pokonała Linette 6:4, 6:4, a w kolejnej rundzie zmierzy się z Martą Kostiuk z Ukrainy.

    Za triumf nad rodaczką Iga Świątek zainkasowała niemałe pieniądze. W tym roku organizatorzy postarali się o naprawdę imponującą pulę nagród, a za awans do czwartej rundy w grze pojedynczej płacą… 285 tys. euro (około 1,2 mln złotych). Ćwierćfinalistki zainkasują po 470 tys. euro (około 1,99 mln złotych), półfinalistki 750 tys. euro (blisko 3,18 mln złotych), a finalistki 1,4 mln euro (około 5,93 mln złotych). Triumfatorka oprócz trofeum otrzyma natomiast 2,8 mln euro (około 11,8 mln złotych).

    Pierwszy taki mecz w Paryżu. Polscy kibice mieli powody do radości

    Mecz Igi Świątek i Magdy Linette był ósmym polskim derby na turniejach wielkoszlemowych. Pierwsze takie spotkanie odbyło się w 1951 roku, gdy podczas drugiej rundy Wimbledonu doszło do starcia Władysława Skoneckiego i Ignacego Tłoczyńskiego. Pierwszy z panów wygrał wówczas 6:3, 6:4, 6:4. W 1996 roku także na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Clubu doszło do pojedynku Aleksandry Olszy i Magdaleny Grzybowskiej. W tym meczu lepsza okazała się Olsza, która pokonała rodaczkę 6:4, 6:4.

    W 2008 roku podczas Wimbledonu na jednym korcie spotkały się Agnieszka Radwańska i Marta Domachowska. “Isia” odprawiła wówczas z kwitkiem koleżankę z kadry, wygrywając 6:1, 6:3. Trzy lata później doszło do kolejnego “siostrobójczego” pojedynku. I to dosłownie – podczas US Open Agnieszka Radwańska zmierzyła się bowiem ze swoją siostrą Urszulą Radwańską i pokonała ją 6:2, 6:3.

    W 2013 roku biało-czerwono zrobiło się na kortach Wimbledonu, gdy w ćwierćfinale doszło do starcie Jerzego Janowicza i Łukasza Kubota. Wówczas pierwszy z panów pokonał drugiego 7:5, 6:4, 6:4. Ostatnie polsko-polskie pojedynki – nie licząc oczywiście piątkowego starcia Świątek i Linette – miały miejsce w 2015 roku w trakcie US Open. Najpierw Magda Linette zmierzyła się z Urszulą Radwańską i pokonała ją 7:6(3), 6:1, a następnie zagrała z Agnieszką Radwańską. Ostatecznie w tym meczu lepsza okazała się “Isia”, wygrywając 6:3, 6:2.

    W maju 2026 roku po raz pierwszy w historii do polsko-polskiego pojedynku doszło w turnieju Rolanda Garrosa. Mecz Igi Świątek i Magdy Linette zapowiadał się o tyle pasjonująco, że wcześniej panie grały ze sobą dwukrotnie i każda z nich posmakowała zwycięstwa – w 2023 roku z Chinach Raszynianka wygrała 6:1, 6:1, w tym roku w Miami z kolei lepsza okazała się Poznanianka (1:6, 7:5, 6:3).
    Dwie tenisistki witają się przy siatce po zakończonym meczu, obie trzymają rakiety i noszą sportowe stroje oraz czapki z daszkiem.

    Iga Świątek pokonała Magdę Linette w 3. rundzie Roland GarrosDIMITAR DILKOFFAFP
    Tenisistka w fioletowej czapce i sportowej koszulce z rakietą w dłoni skupia się podczas meczu, wykonując dynamiczny ruch na korcie.

    Iga ŚwiątekDIMITAR DILKOFFAFP
    Tenisistka w czapce z daszkiem i sportowym stroju siedzi z ręcznikiem w dłoniach, spoglądając w stronę obiektywu, w tle rozmyte kolorowe światła.

    Magda LinetteMANAN VATSYAYANAAFP

    Tommy Paul – Ignacio Buse. Skrót meczu.