Category: Uncategorized

  • Nagle wrócił temat Szczęsnego. “Czerwony alarm” w Barcelonie. Głośno o rewolucji

    Nagle wrócił temat Szczęsnego. “Czerwony alarm” w Barcelonie. Głośno o rewolucji

    Wojciech Szczęsny ma już za sobą kilka występów w barwach FC Barcelony w obecnym sezonie, jednak jego pobyt w pierwszym składzie okazał się jedynie przejściowy. Gdy tylko Joan Garcia uporał się z urazem, wrócił między słupki „Dumy Katalonii”. To jednak wcale nie uspokoiło nastrojów wokół defensywy Blaugrany. Wręcz przeciwnie – katalońskie media zaczęły bić na alarm. Okazuje się bowiem, że młody bramkarz zmaga się z dokładnie tymi samymi problemami, które wcześniej towarzyszyły Polakowi. – Jedna kwestia jest szczególnie niepokojąca – podkreśla German Bona z dziennika „Sport”.

    Na pierwszy rzut oka sytuacja FC Barcelony nie wygląda dramatycznie. Zespół regularnie punktuje, wygrywa kolejne spotkania i ponownie znalazł się na czele tabeli LaLigi. Wyniki sportowe bronią drużynę Hansiego Flicka, jednak pod powierzchnią kryje się problem, który od tygodni nie daje spokoju kibicom i ekspertom. Chodzi o grę defensywną, a konkretnie – o liczbę traconych bramek.

    Barça wciąż zbyt łatwo pozwala rywalom na zdobywanie goli, a co gorsza, bardzo często są to trafienia otwierające wynik meczu. Przeciwnicy regularnie obejmują prowadzenie, zmuszając kataloński zespół do odrabiania strat. To schemat, który powtarza się niezależnie od tego, kto stoi w bramce.

    Szczęsny odszedł, problemy zostały. Garcia w bramce, system wciąż ten sam
    German Bona na łamach „Sportu” zwraca uwagę, że zmiana bramkarza nie przyniosła oczekiwanej poprawy. Choć między słupkami ponownie pojawił się Joan Garcia, to wraz z nim „wróciły” problemy, które wcześniej przypisywano Wojciechowi Szczęsnemu.
    – Joan Garcia stracił gole w pięciu kolejnych spotkaniach: trzy z Chelsea i Betisem oraz po jednym z Alavés, Atlético Madryt i Eintrachtem – wylicza kataloński dziennikarz.

    Jednocześnie Bona jasno zaznacza, że nie jest to kwestia indywidualnej formy bramkarza. Tak samo jak wcześniej nie był to problem samego Szczęsnego. Źródło kłopotów leży znacznie głębiej – w całym systemie defensywnym Barcelony.
    – Na ten stan rzeczy wpływa kilka czynników: odejście Inigo Martíneza, który odpowiadał za organizację gry obronnej, brak odpowiedniej koncentracji w linii defensywy oraz niewystarczające wsparcie w pressingu – analizuje Bona.

    Szczególnie alarmująca statystyka
    Jedna liczba działa jednak na wyobraźnię najmocniej. FC Barcelona przegrywała – przynajmniej przez pewien fragment meczu – aż w 11 z 22 oficjalnych spotkań rozegranych w tym sezonie. To niemal połowa meczów, w których rywale jako pierwsi znajdowali drogę do siatki.

    W wielu przypadkach scenariusz wyglądał bardzo podobnie: jedno precyzyjne podanie rozrywało linię obrony Barçy, a przeciwnicy wychodzili sam na sam lub w sytuacji dwóch na jednego z bramkarzem. W takich okolicznościach golkiper – niezależnie od nazwiska – był praktycznie bez szans. Tak było w czasie gry Szczęsnego i tak samo wygląda to teraz, gdy numerem jeden jest Garcia.

    Oczywiście Barcelona od lat słynie z umiejętności dokonywania efektownych remontad i odwracania losów spotkań nawet w beznadziejnych sytuacjach. Tyle że Hansi Flick z pewnością wolałby, aby jego drużyna nie musiała regularnie gonić wyniku i ratować się ofensywnymi zrywami. Większa kontrola nad meczami i mniej goli traconych na 0:1 to cele, bez których trudno myśleć o stabilności.

    Potrzebna rewolucja w obronie
    Nic dziwnego, że w katalońskich mediach coraz głośniej mówi się o konieczności przeprowadzenia prawdziwej rewolucji w defensywie. Jeśli FC Barcelona chce realnie liczyć się w europejskich rozgrywkach w tym sezonie, musi znacząco poprawić swoją grę w tyłach. W przeciwnym razie nadal będzie narażona na proste straty bramek, a ewentualny kryzys w ofensywie może pozbawić drużynę Flicka jej największych atutów i sprawić, że stanie się bezradna w starciach z zespołami z najwyższej półki.

  • Lewandowski się wścieknie. Chcieli go załatwić. Wyszły na jaw brudne zagrywki

    Lewandowski się wścieknie. Chcieli go załatwić. Wyszły na jaw brudne zagrywki

    Nazwisko Roberta Lewandowskiego regularnie przewija się zarówno w polskich, jak i hiszpańskich mediach. O kapitanie reprezentacji Polski zrobiło się jednak szczególnie głośno przy okazji premiery książki Sebastiana Staszewskiego „Lewandowski. Prawdziwy”. Teraz autor nieautoryzowanej biografii ujawnił, że po publikacji wiele osób próbowało wykorzystać zamieszanie wokół książki, licząc na to, że jego rękami uda się uderzyć w „Lewego”.

    Nie jest tajemnicą, że kibice reprezentacji Polski oraz klubów, w których występował Lewandowski – FC Barcelony, a wcześniej Bayernu Monachium czy Borussii Dortmund – znają jedynie fragmenty historii jego kariery. Kulisy wielu wydarzeń przez lata pozostawały poza zasięgiem opinii publicznej. Właśnie te mniej znane fakty Staszewski postanowił przybliżyć w swojej książce. W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą opowiedział, jak wyglądały pierwsze tygodnie po premierze i z jakimi reakcjami musiał się zmierzyć.

    Jak się okazało, autor miał okazję spotkać się z Robertem Lewandowskim przy okazji jednego z meczów w Barcelonie. Reakcja głównego bohatera książki była – jak podkreśla Staszewski – bardzo pozytywna. To tylko utwierdziło go w przekonaniu, że w publikacji nie znalazły się treści rozmijające się z prawdą. Tym bardziej że materiałów, które mogłyby wzbudzić ogromne kontrowersje, nie brakowało.

    – Mam mnóstwo naprawdę grubych historii, które teoretycznie mogłyby znaleźć się w tej książce. Sporo z nich mam zapisanych w notatniku, ale nie mam ich potwierdzonych w więcej niż jednym źródle. A wiele osób próbowało przy okazji tej książki załatwić swoje stare, niezałatwione sprawy z Robertem. Podrzucano mi półprawdy, ćwierćprawdy – zdradził Staszewski, jasno dając do zrozumienia, że nie brakowało chętnych, by uderzyć w kapitana reprezentacji Polski.

    Dziennikarz od początku trzymał się jednak żelaznej zasady: do książki trafiały wyłącznie te historie, które udało się potwierdzić w co najmniej dwóch niezależnych źródłach. Dzięki temu – jak podkreśla – uniknął powielania plotek i celowych insynuacji.

    Co ciekawe, podczas pobytu w Barcelonie Staszewski miał również okazję skonfrontować się z przedstawicielami medialnego zaplecza „Blaugrany”. Ci nie byli zadowoleni z ujawnienia informacji, według której FC Barcelona miała poprosić Lewandowskiego, by w końcówce poprzedniego sezonu nie strzelał bramek. Powodem miała być chęć uniknięcia wypłaty bonusów dla Bayernu Monachium, zapisanych w umowie transferowej. Na pytanie, czy taka sytuacja faktycznie nie miała miejsca, autor nie usłyszał jednak jednoznacznego dementi. A to – jak sam zauważa – mówi bardzo wiele.

  • Decyzja Karola Nawrockiego o zmianie tradycji w Pałacu Prezydenckim wywołuje pytania o przyszłość dialogu międzykulturowego w Polsce.

    Decyzja Karola Nawrockiego o zmianie tradycji w Pałacu Prezydenckim wywołuje pytania o przyszłość dialogu międzykulturowego w Polsce.

    Joanna Miziołek, Eliza Olczyk, “Wprost”: President Nawrocki has betrayed – believes some Confederate politicians. It is about signing a law on helping Ukrainians.

    Nikogo nie zdradziłem. Realizuję rozsądnie to, co zapowiedziałem. Pierwszym wetem do ustawy o pomocy Ukraińcom zmusiłem rząd, żeby wycofał się z 800 plus dla niepracujących Ukraińców i ukrócił turystykę medyczną. Weto przyniosło wymierne efekty. Co prawda nowa ustawa nie spełnia wszystkich moich oczekiwań, bo pomija te kwestie, które są dla mnie ważne, tj. walkę z symbolami UPA w Polsce czy wydłużenie okresu ubiegania się o obywatelstwo polskie przez obcokrajowców. Natomiast proszę sobie wyobrazić, co by było, gdybym tej ustawy nie podpisał. Konsekwencją byłby szturm pół miliona Ukraińców na urzędy w celu przedłużenia prawa pobytu i możliwości pracy. Ci, którzy dzisiaj mnie krytykują, narzekaliby, że doprowadziłem do tego chaosu.

    I signed the Act on Helping Ukrainians with a clear announcement that I was doing it for the last time. In six months there will be no special law for Ukrainians. All national minorities in Poland will be treated on the same terms. That’s the signal he’s been to the government.

    Jeśli ktoś mówi, że zdradziłem, to te słowa uznaję za nieodpowiedzialne. Jest jeszcze jedna perspektywa: gdyby to Polacy poza granicami kraju dostali informację, że za kilka dni muszą opuścić Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, to jako Prezydent Polski musiałbym interweniować.

    Prawie milion Ukraińców na podstawie tej ustawy może podjąć pracę. Tylko część z nich ma kartę pobytu, która reguluje tę kwestię.

    Środowiska przedsiębiorców kontaktowały się z Kancelarią Prezydenta i ze mną. Wielu Ukraińców pracuje w różnych branżach polskiej gospodarki, zatem szereg polskich przedsiębiorstw utraciłoby możliwość korzystania z ich pracy w krótkim czasie. To też brałem pod uwagę. Nie chcę być Prezydentem chaosu społecznego w Polsce, tylko rozwiązywania spraw. Przychodzę w konkretnym, zastanym społecznym momencie. Powinniśmy wycofywać się z uprzywilejowania Ukraińców w sposób przemyślany i uporządkowany.

    Odebranie 800 plus niepracującym Ukrainkom, które mają niepełnosprawne albo małe dzieci i dlatego nie pracują, nie wywołało u Pana żadnej refleksji?

    Z jednej strony są emocje i indywidualne przykłady, z drugiej zaś jest pewna wrażliwość na sprawy polskie. Wiele Polek potrzebuje dziś pomocy i nie do końca może z niej korzystać. Nie mogę jako Prezydent Polski wejść na poziom bardzo indywidualnych emocji i forsować prawa, które nie odpowiadają mojemu programowi wyborczemu. Dla mnie każdy indywidualny przypadek jest ważny, ale gdybyśmy się do nich odwoływali w prawie, to nie moglibyśmy nic zrobić.

    Jakie są Pana relacje z Prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim? Ustawa o zwalczaniu banderyzmu, którą chce Pan forsować, ograniczenie przywilejów dla Ukraińców w Polsce – to chyba nie buduje pozytywnego klimatu dla współpracy?

    Relacje z Prezydentem Zełenskim uznałbym za odpowiednie, choć nie za przyjacielskie. Są na poziomie zapewniającym współpracę Polski i Ukrainy, ale nie ukrywam, że wiele spraw widzę zupełnie inaczej niż Prezydent Ukrainy. Jest dla mnie rzeczą naturalną, że dbając o interes Polski, wywołuję pewne kontrowersje czy niezadowolenie u Prezydenta Zełenskiego.

    Rozmawialiście na ten temat?

    Nie jest to przedmiotem naszych dyskusji. Widzieliśmy się przez chwilę przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Kilkakrotnie rozmawialiśmy zdalnie lub telefonicznie. Jeżeli Prezydent Zełenski albo prezydenci innych państw są niezadowoleni z moich posunięć, to muszą sobie z tym radzić przez najbliższe pięć lat.
    001_b_a_Prezydent_Karol_Nawrocki_80_Sesja_Zgromadzenia_ONZ_20250923_MWB16273.jpg [1.21 MB]
    Prezydent RP Karol Nawrocki i Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski na debacie generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. 23 września 2025 r.

    Czy gwarancje, które uzyskał Pan od Prezydenta Donalda Trumpa podczas wizyty w USA, zwiększą bezpieczeństwo Polski? Prezydent USA ostatnio zgodził się na użycie przez Ukrainę broni dalekiego zasięgu do ataków na Rosję. Pytamy o to dlatego, że nasze bezpieczeństwo jest powiązane z wojną rosyjsko–ukraińską.

    Z Prezydentem Trumpem przede wszystkim rozmawiałem o polskich sprawach. Moje spotkania, rozmowy telefoniczne, stały kontakt z Prezydentem USA, dały poczucie, że jesteśmy z naszym najważniejszym sojusznikiem w życzliwym kontakcie. Do niedawna wydawało się to trudne czy ograniczone za sprawą polskiego rządu. Cieszę się, że mogę wypełniać tę lukę dyplomatyczną, powstałą wraz z przejęciem władzy przez obecną koalicję.

    Rozmawialiśmy o potencjalnym poszerzeniu komponentu wojsk amerykańskich w Polsce. Myślę też, że przyczyniłem się do pokazania Prezydentowi Trumpowi faktycznej roli Federacji Rosyjskiej w naszym regionie. Rosja jest zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, ale dla całej Europy Środkowo–Wschodniej.

    Jeden z uczestników Pana delegacji do USA powiedział nam, że gdyby Donald Trump spełnił choć połowę obietnic, które Panu złożył, to bylibyśmy potęgą energetyczną i militarną. Tak dużo obiecywał Prezydent USA?

    Jeśli Adam Bielan tak to widział, to nie będę z tym polemizował. Rozmawialiśmy o konkretnych i istotnych sprawach. To nie są tylko obietnice. Moi ministrowie: Karol Rabenda i Sławomir Cenckiewicz już dyskutują ze swoimi odpowiednikami w Stanach Zjednoczonych o możliwości realizacji spraw, które pojawiły się podczas rozmów w Białym Domu. Gdyby doszły do skutku, byłby to wielki sukces. Ale sukcesem jest to, że nowo wybrany Prezydent jest w stanie dyskutować z naszym najważniejszym sojusznikiem o rzeczach naprawdę konkretnych, które mogą mieć przełożenie na kolejne lata lub dekady.

    Czyli będzie Fort Trump w Polsce?

    Przydałby się, podobnie jak zwiększenie kontyngentu żołnierzy amerykańskich. Jeśli będę mógł się do tego przyczynić, to z całą pewnością zrobię wszystko, żeby tak było.

    Jak się Panu rozmawia z Donaldem Trumpem?

    Bardzo dobrze. Warto podkreślić, że Donald Trump – poza pewnością siebie, otwartością i humorem – jest człowiekiem, który potrafi słuchać. Poza tym Polska nie jest mu obojętna.
    200_Karol_Nawrocki_Waszyngton_20250903_MWB19950.jpg [649.27 KB]
    Rozmowy Prezydentów USA Donalda Trumpa i Polski Karola Nawrockiego w Białym Domu. 3 września 2025 r.

    Nerwowo robi się wokół aneksu do raportu o WSI. Zgodzi się Pan na jego publikację?

    Zleciłem analizę tej sprawy i jeżeli nie będzie przeszkód prawnych, to opublikujemy aneks. W IPN–ie byłem za odtajnianiem i publikowaniem wszystkiego, co było w naszych archiwach. I żeby przeciąć spekulacje, dodam, że to nie Sławomir Cenckiewicz przyszedł do mnie z propozycją upublicznienia aneksu, tylko ja poszedłem do niego. Aneks do raportu WSI to taki Święty Graal polskiej prawicy, nie mam przekonania, że jest w nim jakaś bomba atomowa polskiej polityki.

    Ale Prezydent Lech Kaczyński nie zdecydował się na upublicznienie tego aneksu, tak samo jak Prezydent Andrzej Duda.

    Ja jestem z IPN–u [śmiech]. Zwróciłem się do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, żeby to przeanalizowali pod względem prawnym i bezpieczeństwa Polski. Jeżeli nie będzie przeciwwskazań, to aneks zostanie opublikowany.

    A co z certyfikatem bezpieczeństwa dla pana Cenckiewicza?

    Profesor Cenckiewicz ma poświadczenie bezpieczeństwa, co potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z czerwca 2025 r. Jest ministrem wykonującym swoje obowiązki. Uczestniczył w wielu naradach przedstawicieli polskiego rządu w najbardziej krytycznych momentach i nikt nie protestował. Zatem wszystko jest w porządku. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że dla rządu jest to temat zastępczy i przy okazji nagonka na profesora Cenckiewicza.

    Z czego wynikająca?

    Z tego, że jest człowiekiem walczącym o prawdę. Jest autorem bardzo wielu ważnych książek, które nie pasują środowisku obecnej władzy. Profesor Cenckiewicz całe życie był niszczony za mówienie prawdy, dlatego jest postrzegany jako zagrożenie dla rządzących. W mojej opinii profesor Cenckiewicz, jest polskim patriotą i ostatnią osobą, którą posądzałbym o sympatie do Federacji Rosyjskiej. Oskarżanie go o to jest odwracaniem pojęć i czynieniem nieprawdy prawdą. Środowiska to podnoszące powinny skończyć z tą szopką.

    Poświadczenie bezpieczeństwa może zostać odebrane. Co Pan wtedy zrobi?

    Jest to praktyka znana w ostatnich latach. Niegodna i nieprzyzwoita. Angażowanie służb specjalnych państwa polskiego w walkę polityczną jest najniższym poziomem rywalizacji. Wiem, o czym mówię, bo sam byłem obiektem działań operacyjnych w czasie kampanii wyborczej. To wystawia jak najgorszą ocenę tym, którzy się do tego odwołują.

    Nie odpowiedział Pan na pytanie, co zrobi gdy certyfikat bezpieczeństwa zostanie mu odebrany.

    Zwróćcie Panie uwagę na wypowiedź ministra Tomasza Siemoniaka, koordynatora służb specjalnych, który powiedział: „Skoro służby tak twierdzą, to Cenckiewicz nie ma poświadczenia bezpieczeństwa”. Ale sąd twierdzi inaczej. Zasadnicze pytanie brzmi: gdzie my żyjemy? Jaka jest Polska, w której żyjemy? Czy żyjemy w Polsce, w której ostatnie zdanie należy do służb podległych politykowi, czy do sądu? Prof. Cenckiewicz powinien mieć i ma poświadczenie bezpieczeństwa. Jaka będzie jego przyszłość? Myślę, że rząd otrzeźwieje i da sobie spokój.
    004_Prezydent_Karol_Nawrocki_Wywiad_WPROST_29-09-2025_MWB11853.jpg.JPG

    Wspomniał Pan o operacjach służb w stosunku do Pana. Jak rozumiemy, chodzi Panu Prezydentowi o artykuły Onetu na temat Pana domniemanej działalności w hotelu Grand. Po co Pan pozywa dziennikarzy z artykułu 212, który może doprowadzić do tego, że pójdą do więzienia. Wygrał Pan już wybory, po co się mścić?

    To jest zemsta? Nie mam w sobie emocji zemsty. Onet tyle nakłamał na mój temat, wykorzystując dwóch ludzi, którzy obecnie wycofują się z oskarżeń, bo nic nie widzieli, nic nie słyszeli, nic nie wiedzą i nie mają wiele do powiedzenia.

    Może spowoduje to otrzeźwienie tych, którzy byli zaangażowani w te operacje niszczenia ludzi. Nie tylko kandydata na Prezydenta. Jestem w stanie poradzić sobie ze swoimi emocjami. Angażowano w to jednak wiele osób, zmuszano do wyciągania dokumentów, różnych deklaracji. Pytanie, czy teraz nie zostaną sami.

    Dążąc do procesu, tylko pogłębia Pan traumę tych ludzi, bo zostaną ujawnieni.

    Nie zostaną. To jest problem Onetu. Dlatego ich dziennikarze obawiają się tego procesu.

    Ale czy głowie państwa wypada sądzić się z dziennikarzami?

    Może nie wypada. Muszę to przemyśleć, bo ci sami ludzie mogą po wycofaniu pozwu powiedzieć, że to oni wygrali. Myślą Panie, że ja tym żyję? Nie. Do poważnych spraw przykładam wagę, a ta jest mi obojętna. Była mi obojętna w kampanii i teraz też jest.

    A sprawa pana Jerzego i jego kawalerki?

    Poszli do niego moi współpracownicy, ale nie zostali wpuszczeni, bo pan Jerzy upoważnił tylko mnie, imiennie, do odwiedzin. Zrobił to jesienią ubiegłego roku, gdy jeszcze był świadomy. Wskazał mnie jako osobę, która zawsze mu pomoże. Wzruszyłem się, gdy się o tym dowiedziałem.

    Pójdzie Pan do niego?

    Chcę pójść, ale muszę to zrobić w taki sposób, żeby nie przyciągnąć tego całego szumu. Nie chcę medialnego zamieszania wokół tego biednego człowieka.

    Czy podpisałby Pan ustawę o związkach partnerskich, gdyby rząd wreszcie ją wyprodukował i nie byłoby w niej przepisów o małżeństwie ani prawa do adopcji dzieci?

    Mówiłem w czasie kampanii wyborczej, że jestem gotowy do rozmowy o ustawie regulującej status osoby najbliższej.

    Z całą pewnością nic, co jest quasi–małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie. Podobnie w przypadku adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Natomiast urzędowe rozwiązanie sprawy statusu osoby najbliższej jest tym, o czym mogę rozmawiać.

    A co z ustawami sądowymi? Żadna co prawda nie pojawiła się jeszcze na Pana biurku, ale zastanawiamy się, czy Pana stanowisko jest zbieżne ze stanowiskiem Andrzeja Dudy, który nie akceptował np. rozliczania tzw. neosędziów?

    Jako Prezydent posiadam konstytucyjne prawo do wręczania nominacji sędziowskich. Nikt inny nie ma takiego uprawnienia. Odpowiadam w pełni za nominacje sędziów, którzy są typowani przez Krajową Radę Sądownictwa.

    Czyli dla Pana neosędziowie są normalnymi sędziami, bez przedrostka neo.

    Nie ma takiej kategorii jak neosędzia. Sędzią w Polsce jest ten, komu Prezydent wręczy nominację sędziowską. Jeśli Prezydent Andrzej Duda wręczył sędziom nominacje, to znaczy, że oni są sędziami. A KRS działała zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Zatem jeżeli minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, czy ktokolwiek inny, będzie chciał podjąć dyskusję z Pałacem Prezydenckim na ten temat, to możemy do niej przystąpić – pod warunkiem, że prezydenckie prerogatywy będą zachowane. Wokół tego możemy budować jakieś rozwiązania ustawowe.
    Może Cię zainteresować Prezydent w najbliższych tygodniach powoła Radę ds. Naprawy Ustroju Państwa

    A właściwie dlaczego Pan wszystko wetuje?

    Nie ulegajmy dezinformacji. Statystyka wygląda tak, że siedem ustaw zawetowałem, a 34 podpisałem.

    Prezydent Duda siedem ustaw zawetował przez półtora roku kohabitacji z rządem Donalda Tuska, a Pan w pierwszym miesiącu urzędowania.

    Nie jestem Andrzejem Dudą. Rząd czekał z ustawami na koniec jego kadencji i się nie doczekał. Ale siedem do trzydziestu czterech to z całą pewnością jest mniejszość.

    Opinia publiczna słyszy głównie o wetach i o tym, że zmusił Pan rząd, żeby wycofał się z ustawy wiatrakowej.

    Rządzący oszukiwali opinię publiczną, że ustawa dotyczyła zamrożenia cen energii elektrycznej. Tymczasem w dokumencie, który dostałem do podpisu, ponad 90 stron było poświęconych wiatrakom. Nie chciałyby mieć Panie takiego Prezydenta, któremu się mówi, że dostaje ustawę o mrożeniu cen energii a on czyta 90 stron o wiatrakach i mówi: wszystko w porządku.

    To była zagrywka poniżej pasa. I co z tym zrobił rząd? Wyciął wszystkie przepisy o wiatrakach, zostawiając tylko te dotyczące energii elektrycznej. Tę ustawę podpisałem.

    Czyli zaczyna Pan ogrywać rząd Tuska?

    Ja nikogo nie ogrywam, tylko robię to, co zapowiedziałem w kampanii wyborczej. Staram się dbać o interes Polski i nie popadać w emocje polityczne.

    Zatem jest Pan przeciwny wiatrakom? Andrzej Duda powiedział nam, że on nie lubi wiatraków, bo są nieładne. Panu też się nie podobają?

    Nie, tak nie powiem. Nie jestem przeciwny odnawialnym źródłom energii. Natomiast we wszystkim musi być jakaś logika i balans pomiędzy potrzebami społecznymi a potrzebami energetycznymi. Jeżeli chce się stawiać wiatraki na dawnych polach bitew – dziś miejscach historycznych albo w najbliższym otoczeniu gospodarstw domowych, to ja jestem jednak po stronie ludzi i historii, a nie po stronie wiatraka czy firmy, która go stawia. To nie jest walka z wiatrakami tylko walka o równowagę.

    Jak wyglądają Pana relacje z Donaldem Tuskiem? Chce go Pan ustawić w pozycji premiera czekającego na audiencję?

    Nikogo nie chcę ustawiać, realizuję swój mandat. Prezydent jest najwyższym urzędem w Rzeczypospolitej. Ma najświeższy mandat i konkretne kompetencje. Zatem chcę z godnością sprawować urząd Prezydenta. Nikt nie będzie wysyłał instrukcji głowie państwa, co ma robić lub mówić.

    Zabolała Pana ta uwaga Radosława Sikorskiego, że dostał Pan szczegółową instrukcję na spotkanie z Prezydentem Trumpem?

    Tę jednostronicową? Szczegółową? Widziałem dokumenty o większej szczegółowości. Chciałbym ustawić dyskusję i współpracę z rządem na pewnym przyzwoitym poziomie. Jeśli rozmawiamy ze sobą, robimy coś wspólnie dla Polski, to musimy się szanować wzajemnie; nie może być tak, że Prezydent, Zwierzchnik Sił Zbrojnych, jest traktowany przez ministrów, rząd, przez parlamentarzystów jak człowiek, który ma wyłącznie coś podpisywać albo odmawiać podpisu.

    A co będzie z ambasadorami? Skoro już Pan tak miło rozmawiał podczas sesji ONZ z ministrem Radosławem Sikorskim, to może dogadaliście się w tej sprawie?

    Do tego jeszcze długa droga. Myślę, że dla dobra Polski powinniśmy dojść do jakiegoś kompromisu. Jestem na to otwarty. Prerogatywy Prezydenta zapisane w konstytucji powinny być punktem wyjścia do naszych ustaleń. Konsekwentnie przestrzegam też dyplomatów rozpoczynających procedurę ubiegania się o stanowisko ambasadora, aby mieli wstępne uzgodnienie swojej misji z Prezydentem. A ci kandydaci, którzy podejmą się wejścia w procedurę bez wstępnego uzgodnienia z Pałacem Prezydenckim, nie służą rozwiązaniu konfliktu wokół ambasadorów. Prezydent jest jednym z organów decydującym o tym, kto jest ambasadorem.
    Może Cię zainteresować Wystąpienie Prezydenta RP podczas debaty generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ [PL/EN]
    002_Prezydenta_Karol_Nawrocki_80_Sesja_Zgromadzenia_ONZ_20250923_MWB16734.jpg [1.06 MB]
    Prezydent RP Karol Nawrocki i szef dyplomacji Radosław Sikorski na debacie generalnej 80. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. 23 września 2025 r.

    Czyli na razie sprawa jest zamrożona, tak?

    W październiku dojdzie do spotkania z ministrem Sikorskim. Mam dokładną analizę tego, jak wygląda sytuacja. W ponad połowie polskich placówek dyplomatycznych nie mamy ambasadorów. To jest dla Polski szkodliwe i powinniśmy tę sytuację rozwiązać w oparciu o konstytucję oraz dobrą praktykę. Co to jest za problem, że Prezydent wstępnie zaopiniuje przyszłego ambasadora, skoro ostatecznie ma podpisać jego nominację?

    Kierownicy placówek: Ryszard Schnepf i Bogdan Klich raczej nie dostaną nominacji?

    Ode mnie na pewno nie. Ale wśród ambasadorów, którzy czekają na nominację, są tacy, do których nie mam żadnych zastrzeżeń.

    To dlaczego nie wręczył im Pan nominacji?

    Bo chciałbym najpierw ustalić z ministrem Sikorskim mechanizm załatwiania spraw.

    Nie będę podpisywał pojedynczych nominacji w sytuacji, gdy w służbie zagranicznej panuje chaos. Chcę usiąść z ministrem spraw zagranicznych i powiedzieć: „Panie ministrze, to jest moja propozycja, jaka jest pana? I co robimy?”

    Ostatnio opinia publiczna żyła sprawą nocnej prohibicji, której nie chcieli warszawscy radni PO. Czy Pan byłby za nocną sprzedażą alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych?

    Na razie sprawa nie dotyczy całej Polski, tylko Warszawy.

    Jest w Sejmie projekt ustawy autorstwa Lewicy, zakazujący w całej Polsce nocnej sprzedaży alkoholu.

    Jestem generalnie przeciwko mnożeniu kolejnych zakazów czy nakazów. Czuję się wolnościowcem. A rozwiązań, o których Panie mówią, jeszcze nie widziałem, dlatego trudno mi je oceniać. Jeżeli przejdą przez Sejm, to się nad nimi pochylę.

    A co z wolnością dla zwierząt? Sejm uchwalił ostatnio przepisy uwalniające psy z łańcuchów. Katarzyna Piekarska, posłanka KO, powiedziała, że będzie o nich rozmawiała z Pana żoną. Podpisze Pan tę ustawę?

    Biorę pod uwagę różne argumenty. Poczekam też na te przedstawione przez posłankę Piekarską podczas rozmowy z moją małżonką i zdecyduję. Jestem wrażliwy na los zwierząt. Sami mamy dwa koty.

    Widzieliśmy chomika w kampanii. Jeszcze żyje?

    Żyje i ma się świetnie. W moim domu zawsze było dużo zwierząt, a moja siostra jest zaangażowana w kwestie obrony praw zwierząt.

    To musi Pan podpisać ustawę przeciwko psom na łańcuchach.

    Czekam na nią, ale nie składam żadnych deklaracji.
    002_Prezydent_Karol_Nawrocki_Wywiad_WPROST_29-09-2025_MWB11907.jpg.JPG

    Dlaczego wypisał Pan syna z edukacji zdrowotnej? Po co była taka deklaracja polityczna?

    Ojcowska, nie polityczna.

    Jest Pan Prezydentem, wszystko, co Pan robi jest polityczne.

    Ale jestem też ojcem i będę nim po odejściu z urzędu.

    Nie chce Pan, żeby syn się edukował zdrowotnie?

    Poradzi sobie bez tego przedmiotu, zresztą to była nasza wspólna decyzja. Z edukacją zdrowotną jest trochę tak jak z ustawą o mrożeniu cen energii elektrycznej – pozornie wszystko jest w porządku, ale zostawiono w niej furtkę umożliwiającą działania ideologiczne. Jeżeli dyskusja wokół edukacji zdrowotnej zamienia się w dyskusję o światopoglądzie, to jestem po prostu przeciwko i nie chcę, żeby mój syn w tym uczestniczył.

    To jest zresztą konsekwencja tego, że ministrem edukacji narodowej została polityk radykalnie lewicowa. Samo to wzbudza niepewność wielu rodziców, także moją. Jako prezes IPN–u śledziłem zmiany w podstawie programowej. Widziałem, jak wykreśla się bardzo ważne dla Polski i dla polskiej historii zagadnienia. A teraz jeszcze doszła edukacja zdrowotna.

    Przemysław Czarnek też był radykalnym ministrem edukacji, tylko o poglądach prawicowych. To się Panu bardziej podobało?

    Na pewno, bo jego poglądy są zbieżne z moimi. Jego argumenty bardziej do mnie trafiają niż te formułowane przez Barbarę Nowacką. Ale zgadzam się, że radykalny polityk na czele Ministerstwa Edukacji Narodowej wzbudza emocje.

    Jakie są Pana sympatie polityczne? Jest Panu bliżej do Konfederatów czy do PiS–u?

    Nigdy nie byłem członkiem partii politycznej i nie po to zostałem Prezydentem, żeby teraz określać się politycznie. W czasie kampanii wyborczej popierało mnie Prawo i Sprawiedliwość i z tym środowiskiem współpracowałem. Zresztą na Prawo i Sprawiedliwość oddawałem swój głos jako wyborca.

    Czyli na Konfederację Pan nie głosował?

    Nie. Głosowałem na Prawo i Sprawiedliwość. Natomiast wiele lat współpracowałem ze środowiskami Konfederacji – podczas marszów Żołnierzy Wyklętych, manifestacji patriotycznych, itd.

    Wszystkie środowiska patriotyczne, także te związane z Konfederacją, są mi bliskie.

    Pana projekt ustawy o CPK, który przeszedł przez Sejm w pierwszym czytaniu, wzbudził bardzo duże emocje ze względu na to, że poparła go częściowo Polska 2050 Szymona Hołowni. Był Pan tym zaskoczony?

    Cieszę się, że w Polsce 2050 są posłowie, którym bliski jest projekt ambitnej Polski. Uważam, że Centralny Port Komunikacyjny powinien być zrealizowany w wersji poszerzonej, wychodzącej do Polski powiatowej, regionalnej, lokalnej.

    Wiedział Pan, że Polska 2050 tak się zachowa?

    To było bardzo dobre i miłe, że projekt prezydencki został poparty ponad podziałami politycznymi.

    Pojawiły się spekulacje, że pan Hołownia chciałby się ubiegać o stanowisko komisarza ONZ w Genewie, a potrzebuje Pana akceptu. Może dogadaliście się w tej sprawie?

    Niezależnie od moich sympatii i antypatii, będę popierał wszystkie polskie kandydatury na stanowiska w ONZ. Te, które poznałem do dzisiaj. Nie wiem, jakie będą kolejne. Ale ci kandydaci, którzy do tej pory się zgłosili, mogą liczyć na moje wsparcie.
    Podziel się

  • Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko

    Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko

    Iga Świątek wprawiła Marylę Rodowicz w osłupienie. Nocny wpis gwiazdy mówi wszystko
    Iga Świątek

    Iga Świątek zrobiła niespodziankę Maryli Rodowicz, która w poniedziałek skończyła 80 lat. Piosenkarka była w szoku, kiedy ujrzała tenisistkę, której kibicuje od lat. “Jeszcze nie wierzę, co się stało […]” — oznajmiła gwiazda polskiej sceny w środku nocy. O poranku wspólnym zdjęciem pochwaliła się sama Świątek. 24-latka zwróciła się do Rodowicz.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Maryla Rodowicz od lat gra w tenisa i nie ukrywa, że jest wielką fanką Igi Świątek. Z powodu meczów Polki gwiazda estrady nieraz zarywała noce. Chętnie wypowiada się też na temat jej pojedynków w sieci.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Iga Świątek odwiedziła Marylę Rodowicz. Piosenkarka w szoku. “Stałam, jak słup soli”

    Teraz okazało się, że panie miały okazję się spotkać. Iga Świątek zrobiła Maryli Rodowicz prezent urodzinowy.

    “Jeszcze nie wierzę, co się stało. Odwiedziła mnie Iga Świątek z Darią Abramowicz. Stałam, jak słup soli, nie mogłam wydukać dwóch zdań. Przyjechała z życzeniami i z piękną, białą rakietą w prezencie urodzinowym. Ta sama Iga, dla której zarywam noce, do której krzyczę (do telewizora) … koncentracja kur*a, Iga, koncentracja. To był najpiękniejszy prezent ever” — oznajmiła uradowana piosenkarka w środku nocy.

    Maryla Rodowicz znów to zrobiła. Wszystko przez Igę Świątek

    “[…] Wiecie, że sięgam Idze do brody, no żesz. I nie byłam umalowana, no prawie. Najciekawsze, że mój kot rasy syberyjskiej ułożył się koło Igi i tak dotrwał do końca wizyty. To nie jest normalne u niego, ale kto koty zrozumie” — opowiadała Rodowicz.

    Chwilę później dodała kolejny wpis. “Co to był za dzień No ludzie, nagle drzwi się otwierają, a w nich staje Iga Świątek. Powtarzam, Iga Świątek z prezentem. Piękna, biała rakieta. I to był prezent urodzinowy dla mnie. Mówię wam, szok. Stałam, jak słup soli. W końcu do mnie dotarło, tak, to prawdziwa Iga. […] Posiedziała chwilę, gadu, gadu, napiła się wody i zniknęła. Jak sen złoty. Niezapomniane chwile. Ja, to mam szczęście. No i widać, jak na dłoni, ze sięgam Idze do brody. No i byłam nieumalowana, no żesz” — relacjonowała w swoim stylu.

    W środę rano Iga Świątek też opublikowała zdjęcie z Marylą Rodowicz. “Mieć tyle energii, taką karierę, tyle historii i przeżyć, tak łączyć ludzi, a właściwie całe pokolenia…coś wyjątkowego. Sto lat w zdrowiu, pani Marylo i mam nadzieję, że zobaczymy się na korcie” — zwróciła się do piosenkarki.

  • Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona

    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona

    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. Tak ma zagrać Barcelona
    Robert Lewandowski
    Robert Lewandowski (Foto: Rico Brouwer / Getty Images)

    Takich obrazków z Robertem Lewandowskim dawno nie oglądaliśmy. Hiszpańscy dziennikarze są przekonani, że po raz kolejny polskiego napastnika zabraknie w wyjściowym składzie Barcelony na sobotni mecz LaLiga z Osasuną Pampeluna (godz. 18.30). A ich dalsze rokowanie dotyczące kapitana Biało-Czerwonych nie napawają optymizmem. Oto szczegóły i jedenastka, w jakiej ma wystąpić Barca.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Nie najlepsze informacje dotyczące Roberta Lewandowskiego napływają z Hiszpanii przed sobotnim starciem LaLiga z Osasuną Pampeluna (godz. 18.30). Dziennikarze nie mają najmniejszych wątpliwości, że polski napastnik po raz kolejny rozpocznie spotkanie ligowe wśród rezerwowych. Co więcej, wiele wskazuje na to, że taki stan rzeczy może utrzymać się na dłużej.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Los Roberta Lewandowskiego przesądzony. “Jest w lepszej formie niż Polak”

    “Wydaje się, że na czele ataku ponownie pojawi się Ferran Torres. Piłkarz z Foios gra na zmianę z »Lewym« i obecnie jest w lepszej formie niż Polak” — czytamy na łamach katalońskiego dziennika “Sport”. W podobnym tonie wypowiadają się dziennikarze “Mundo Deportivo”.

    “Ferran Torres wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce przed Lewandowskim” — czytamy na łamach hiszpańskiej prasy.

    Oto przewidywany wyjściowy skład Barcelony na mecz z Osasuną:
    Tak ma wyglądać wyjściowy skład Barcy na mecz z Osasuną
    Tak ma wyglądać wyjściowy skład Barcy na mecz z Osasuną (Foto: marca.com/screen / Materiały prasowe/zdjęcia)

    Polak spędził już całe spotkanie z Realem Betis na ławce rezerwowych. Wtedy spekulowano, że Hansi Flick oszczędza jego siły w kontekście wtorkowego meczu Ligi Mistrzów z Eintrachtem Frankfurt. “Lewy” wrócił faktycznie do wyjściowego składu, ale spisał się słabo i w 66. minucie został ściągnięty z murawy. Wygląda zatem na to, że teraz Ferran Torres cieszy większym zaufaniem u niemieckiego szkoleniowca.

    Początek sobotniego starcia na Spotify Camp Nou zaplanowano na godz. 18.30. Relacje “na żywo” będzie można śledzić na łamach

  • Anisimova od razu wskazała na Świątek. Tego jeszcze nie było

    Anisimova od razu wskazała na Świątek. Tego jeszcze nie było

    Świat tenisa jeszcze przeżywa to, co działo się w zakończonym w listopadzie sezonie 2025. Jednymi z głównych bohaterek w rywalizacji kobiet były Iga Świątek i Amanda Anisimova. Reprezentantka USA wciąż jest pod wrażeniem gry i możliwości Polki. Świątek imponuje jej na tyle, że gdyby Anisimova mogła, to obsadziłaby ją na bardzo odpowiedzialnym stanowisku w szpitalu.
    Iga Świątek i Amanda Anisimova

    Iga Świątek i Amanda Anisimova błyszczały przede wszystkim w drugiej części sezonu. Polka triumfowała w Wimbledonie oraz w turniejach w Cincinnati i Seulu. Amerykanka zagrała w finale Wimbledonu i US Open i wygrała turniej w Pekinie. Wcześniej zwyciężyła w turnieju w Dosze i zagrała w finale imprezy na kortach Queen’s Club w Londynie. Sezon w rankingu WTA skończyły odpowiednio na drugim i czwartym miejscu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Anisimova wymieniła Świątek w odpowiedzi na zaskakujące pytanie

    Patrząc na to, jak wystrzeliła kariera Anisimovej, można powiedzieć, że Świątek była istotną osobą w jej rozwoju. Amerykanka rozkręciła się właśnie po Wimbledonie, gdzie przegrała z Polką w finale 0:6, 0:6. To była dla niej cenna lekcja. Odgryzła się jej na kortach US Open w ćwierćfinale, a potem pokonała Świątek w WTA Finals w Rijadzie.

    Anisimova, która ugruntowuje sobie pozycję w czołówce, podchodzi do utytułowanej polskiej tenisistki z dużym szacunkiem i podziwem. Chwali ją nie tylko za grę, ale też podejście do tenisa i rzeczy związanych z tenisowym warsztatem.

    Zobacz też: Przełomowy dzień dla Rosji. Hańba na wieki

    Na instagramowym koncie “Overtime Tennis” pojawiła się krótka i nietypowa rozmowa z Anisimovą, która miała miejsce przy okazji turnieju pokazowego A Raquet at The Rock w Prudential Center w Newark, New Jersey. Została zapytana o to, kto z tenisistów lub tenisistek byłby dobrym chirurgiem. Praktycznie bez wahania wskazała na Świątek, podając jej konkretne cechy i umiejętności.

    – O mój Boże… Hmmm… Sądzę, że najprawdopodobniej Iga. Wydaje się, że jest bardzo oczytana. Jest jedną z najbardziej skoncentrowanych zawodniczek, jaką kiedykolwiek widziałam. Byłaby idealna do tej pracy – przyznała Anisimova.

    Anisimova, występując w Newark, zaczęła przygotowania do nowego sezonu. Ma już za sobą dwa mecze z Jessiką Pegulą – pierwszy przegrany w trzech setach, drugi wygrany w dwóch partiach.

  • Sabalenka związała się z multimilionerem. Oto różnica wieku między nimi

    Sabalenka związała się z multimilionerem. Oto różnica wieku między nimi

    Aryna Sabalenka korzysta z krótkiej przerwy przed rozpoczęciem przygotowań do nowego, niezwykle intensywnego sezonu. Liderka rankingu WTA pojawiła się ostatnio na prestiżowym wydarzeniu organizowanym przez luksusową szwajcarską markę zegarków. Towarzyszył jej Georgios Frangulis – partner tenisistki, z którym jest związana od ponad roku. – Jestem szczęśliwa, że mam Georgiosa u boku – podkreślała Sabalenka w jednym z wywiadów.

    Sezon absolutnej dominacji Sabalenki

    Rok 2025 był dla Białorusinki wyjątkowy. Sabalenka nie tylko utrzymała pozycję liderki rankingu WTA przez cały sezon, ale także sięgnęła po triumf w wielkoszlemowym US Open. Do tego dołożyła zwycięstwa w prestiżowych turniejach WTA 1000 w Miami i Madrycie oraz w Brisbane. Regularnie meldowała się również w finałach – Australian Open, Indian Wells, Roland Garros, WTA Finals i w Stuttgarcie.

    – Aryna grała od początku do końca sezonu na najwyższym poziomie. Była numerem jeden na świecie, nawet jeśli kilka finałów przegrała. Na każdym turnieju to ona była tematem numer jeden. To był niesamowity rok, w którym zdominowała kobiecy tenis – oceniał Steve Johnson, były amerykański tenisista.

    Luksusowe wydarzenie i znany partner

    Niedawno Sabalenka wzięła udział w spotkaniu zorganizowanym przez szwajcarską firmę Audemars Piguet, jednego z najbardziej ekskluzywnych producentów zegarków na świecie. Białorusinka jest ambasadorką tej marki, a na wydarzeniu towarzyszył jej nie tylko sztab szkoleniowy, ale również Georgios Frangulis – brazylijsko-grecki przedsiębiorca i właściciel marki Oakberry.

    Audemars Piguet to synonim luksusu – rocznie produkuje zaledwie 40–50 tysięcy zegarków. Najtańsze modele kosztują kilka tysięcy złotych, natomiast ceny najbardziej ekskluzywnych egzemplarzy sięgają nawet kilku milionów.

    Kim jest Georgios Frangulis?

    Sabalenka i Frangulis są parą od wiosny 2024 roku. Biznesmen jest od tenisistki starszy o dziesięć lat i uchodzi za multimilionera. Jego majątek, choć nieujawniany oficjalnie, szacowany jest na setki milionów dolarów. Marka Oakberry, specjalizująca się w produktach na bazie acai, odniosła ogromny sukces na rynkach międzynarodowych i jest m.in. sponsorem zespołu Alpine w Formule 1.

    – Zauważyłem, że w Kalifornii ludzie zaczynają szaleć na punkcie acai. To produkt pochodzący z Amazonii, niezwykle popularny w Brazylii od dekad. W USA sprzedawano go drogo, bez standardów i jakości. Wiedziałem, że da się to zrobić lepiej – opowiadał Frangulis w podcaście „The Gstaad Guy”.

    Sabalenka nie ukrywa, jak ważną rolę w jej życiu odgrywa partner. – Poznaliśmy się, porozmawialiśmy, potem była kolacja i tak to się zaczęło. Jesteśmy razem od roku. Fajnie jest widzieć go w moim boksie podczas meczów. Motywuje mnie i daje ogromne wsparcie – mówiła w rozmowie z magazynem „Cosmopolitan”.

    Trudna przeszłość i nowe wsparcie

    Wcześniej tenisistka była związana z Konstantinem Kołcowem. Mężczyzna popełnił samobójstwo, co potwierdzili śledczy. – To był bardzo trudny czas w moim życiu. Tym bardziej cieszę się, że miałam wtedy Georgiosa u boku. Zawsze mnie wspierał i dbał o to, żebym nie była sama – przyznawała Sabalenka.

    Kontrowersje wokół wypowiedzi Sabalenki

    Ostatnio nazwisko liderki rankingu WTA pojawiało się w mediach również w kontekście jej wypowiedzi na temat udziału transpłciowych zawodniczek w sporcie. W rozmowie z brytyjskim dziennikarzem Piersem Morganem Sabalenka przyznała, że choć nie ma nic przeciwko takim osobom, uważa rywalizację z biologicznymi mężczyznami za niesprawiedliwą.

    – To skomplikowany temat. Kobiety całe życie pracują, by osiągnąć swoje granice, a potem muszą rywalizować z osobami biologicznie silniejszymi. Moim zdaniem to nie jest fair – stwierdziła, wywołując burzliwą dyskusję wśród kibiców i ekspertów.

    Start nowego sezonu coraz bliżej

    Nowy sezon WTA rozpocznie się na początku stycznia turniejem United Cup w Perth i Sydney. Równolegle odbędzie się także turniej WTA 500 w Brisbane, gdzie Sabalenka najprawdopodobniej będzie bronić tytułu. Kulminacją styczniowych zmagań będzie Australian Open, który wystartuje 18 stycznia i potrwa do 1 lutego. Liderka rankingu ponownie stanie przed szansą potwierdzenia swojej dominacji w kobiecym tenisie.

  • Bandycki atak Rosjan na Polaków! “Mieli pałki i noże”

    Bandycki atak Rosjan na Polaków! “Mieli pałki i noże”

    W piątkowe popołudnie, 12 grudnia, media obiegła alarmująca informacja o zatrzymaniu aż 24 kibiców Legii Warszawa w Erywaniu po zamieszkach, do których miało dojść po meczu z FC Noah. Początkowo sugerowano, że to sympatycy stołecznego klubu byli stroną agresywną. Nowe ustalenia rzucają jednak zupełnie inne światło na te wydarzenia. Jak informuje Przegląd Sportowy Onet, odpowiedzialność za ataki ponoszą rosyjscy chuligani, którzy specjalnie przyjechali do Armenii, by polować na Polaków.

    Czwartkowy wieczór był dla fanów Legii wyjątkowo gorzki. Warszawski zespół przegrał na wyjeździe z FC Noah 1:2, czym definitywnie przekreślił swoje szanse na udział w barażach o awans do 1/8 finału Ligi Konferencji, na kolejkę przed zakończeniem fazy ligowej. Sportowe rozczarowanie szybko zeszło jednak na dalszy plan, gdy po zakończeniu spotkania na ulicach Erywania doszło do brutalnych starć. Radio RMF FM podało, że miejscowa policja zatrzymała 24 kibiców Legii, co wywołało falę spekulacji na temat ich rzekomej winy.

    Jak się jednak okazuje, Polacy nie tylko nie byli agresorami, ale sami stali się celem zaplanowanego ataku. Według ustaleń Przeglądu Sportowego Onet, po meczu po stolicy Armenii poruszały się zorganizowane grupy rosyjskich kibiców, podzielone na mniejsze oddziały. Ich celem było odnalezienie i zaatakowanie fanów Legii. Kulisy tych wydarzeń ujawnił Marcin Szymczyk z portalu legia.net.

    – Wieczorem, już po meczu, po mieście krążyły grupy Rosjan szukających Polaków. Mieliśmy nawet sytuację, że weszli do knajpy, w której siedzieliśmy. Gdy zorientowali się, że są tam tylko dziennikarze, powiedzieli wprost, że nie nas szukają, tylko kibiców. Chodzili po Erywaniu grupkami i w końcu natknęli się na fanów Legii na Placu Republiki. Wtedy zebrali siły i zaatakowali – relacjonował Szymczyk w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

    Co istotne, Ormianie nie tylko nie uczestniczyli w zajściach, ale – jak wynika z relacji świadków – wykazywali wobec Polaków dużą życzliwość. Lokalni mieszkańcy i kibice FC Noah mieli pomagać fanom Legii w obronie przed rosyjskimi napastnikami.

    Z dostępnych informacji wynika, że był to zorganizowany wypad chuliganów związanych z Zenitem Sankt Petersburg. – Agresorzy mieli na sobie klubowe barwy, charakterystyczne tatuaże, a część z nich była uzbrojona – mówił Szymczyk. Inny świadek, który pragnął zachować anonimowość, potwierdził, że Rosjanie mieli przy sobie pałki i noże. – To była zasadzka. Nasi kibice po prostu się bronili, a to właśnie doprowadziło do ich zatrzymania – przekazał w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

    Ormiańska policja zareagowała szybko, jednak początkowo zatrzymani zostali głównie Polacy, którzy brali udział w bójce, broniąc się przed atakiem. W sprawę natychmiast zaangażował się polski konsul, dzięki czemu większość zatrzymanych kibiców Legii została już zwolniona. Jednocześnie służby zatrzymały także kilku Rosjan, uznawanych za bezpośrednich sprawców zajść.

    Cała sytuacja pokazuje, że dramatyczne wydarzenia w Erywaniu nie były spontaniczną bójką kibiców, lecz efektem zaplanowanej prowokacji i brutalnego ataku ze strony rosyjskich chuliganów.

  • Gortat się nie certoli. “PiS mnie niszczył”

    Gortat się nie certoli. “PiS mnie niszczył”

    Marcin Gortat od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, jednak sprawy Polski wciąż pozostają dla niego ważne. Były koszykarz NBA regularnie odwiedza ojczyznę, chociażby przy okazji organizowanego co roku Marcin Gortat Camp – obozu szkoleniowego dla młodych, utalentowanych koszykarzy. Sportowiec nigdy nie ukrywał swoich sympatii politycznych i otwarcie przyznawał, że jest mu znacznie bliżej do obecnej władzy niż do poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości. W tegorocznych wyborach prezydenckich publicznie poparł Rafała Trzaskowskiego. Teraz, goszcząc w programie „Hejt Park” na Kanale Sportowym, wprost wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na tak jednoznaczne zaangażowanie – jego zdaniem PiS przez lata bardzo uprzykrzał mu życie.

    Kiedy w czerwcu tego roku Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie, pokonując Rafała Trzaskowskiego, Gortat nie krył rozczarowania. Były zawodnik m.in. Washington Wizards i Phoenix Suns otwarcie wspierał kandydata Koalicji Obywatelskiej i po ogłoszeniu wyników jasno dał do zrozumienia, że nie jest z nich zadowolony. Szczególne emocje budził w nim fakt, że – jak podkreślał – około milion wyborców oddało głos na Grzegorza Brauna.

    Dlaczego Gortat poparł Trzaskowskiego

    Marcin Gortat pojawił się w piątkowy wieczór, 12 grudnia, w programie „Hejt Park” emitowanym na YouTube Kanału Sportowego. Jednym z głównych tematów rozmowy były właśnie wybory prezydenckie. Były koszykarz przyznał, że jego zdaniem Rafał Trzaskowski w dużej mierze sam przyczynił się do porażki.

    – Byłem zwolennikiem Rafała Trzaskowskiego. Przegrał, po prostu upuścił piłkę. Uważam, że popełnił sporo błędów, zabrakło mu energii i przede wszystkim przygotowania fizycznego. To była pierwsza rzecz, którą zauważyłem. Pan Nawrocki jest prezydentem, życie toczy się dalej – stwierdził Gortat.

    Jednocześnie podkreślił, że w normalnych okolicznościach nie angażowałby się aż tak mocno w politykę. Jak zaznaczył, zrobił wyjątek ze względu na swoje wcześniejsze doświadczenia z rządami PiS.

    – Mi polityka nie jest do niczego potrzebna. Problem w tym, że PiS bardzo mnie niszczył. Mógłbym podać co najmniej siedem konkretnych sytuacji, po których każdy zrozumiałby, dlaczego działałem tak, a nie inaczej – tłumaczył.

    Jednym z przykładów była sprawa materiału przygotowanego przez TVP. – Zrobiono reportaż, że rzekomo witałem na lotnisku w Los Angeles pierwszego Polaka, który przyleciał do USA bez wizy. Tyle że mnie na żadnym lotnisku nie było – wywiad nagrałem przed hotelem w Beverly Hills. Następnego dnia dowiedziałem się, że tym „pierwszym Polakiem” okazał się w rzeczywistości rzecznik prasowy PiS – opowiadał były koszykarz.

    Brak pieniędzy i „ban” w Ministerstwie Sportu

    Gortat przytoczył również inne sytuacje, które – jego zdaniem – miały charakter represji. Jedną z nich był brak dofinansowania dla organizowanego przez niego campu.

    – Po raz pierwszy od piętnastu lat nie dostaliśmy dofinansowania na obozy dla dzieci. Informacja przyszła dosłownie kilka dni przed startem campów. Pomyślałem: okej, może zmiana strategii, może zmiana priorytetów – relacjonował.

    Jak dodał, na zakończenie obozu postanowił otwarcie powiedzieć rodzicom uczestników, że po raz pierwszy od wielu lat na wydarzeniu nie ma banerów Ministerstwa Sportu. Zapewnił jednocześnie, że dzieci i tak polecą do Stanów Zjednoczonych na mecz NBA, a koszty pokryje on sam wraz z partnerami i sponsorami.

    – Powiedziałem to raz, drugi, trzeci… aż w końcu dostałem telefon z komunikatem: „niech się już Marcin zamknie, dostaniecie pieniądze” – ujawnił Gortat.

    Były reprezentant Polski mówił także o sytuacji, w której – jak twierdzi – nałożono na niego półroczny zakaz pojawiania się w Ministerstwie Sportu. Powodem miało być… krótkie, przypadkowe spotkanie z Rafałem Trzaskowskim.

    – Spotkałem pana Trzaskowskiego, który szedł z Hanną Zdanowską, prezydent Łodzi. Przywitaliśmy się, rozmowa trwała minutę, może minutę piętnaście. Trzydzieści minut później dostałem telefon: „macie bana, przez sześć miesięcy nie pojawiajcie się w Ministerstwie Sportu”. Tak zachowują się patrioci? – pytał oburzony były gracz NBA.

    Słowa Marcina Gortata wywołały szeroką dyskusję i ponownie pokazały, jak mocno polityka potrafi przenikać do świata sportu – nawet w przypadku osób, które na co dzień starają się trzymać od niej z daleka.

  • Zillmann zdębiała, gdy to zobaczyła. Stanowcza reakcja. “To jest to całe celebryctwo?”

    Zillmann zdębiała, gdy to zobaczyła. Stanowcza reakcja. “To jest to całe celebryctwo?”

    Katarzyna Zillmann nie przypuszczała, że po udziale w „Tańcu z Gwiazdami” jej rozpoznawalność wzrośnie do tego stopnia, że stanie się stałą bohaterką tabloidów. W ostatnich tygodniach wioślarka przede wszystkim próbuje odnaleźć równowagę po głośnym rozstaniu. Okazało się jednak, że wraz z przeprowadzką do nowego mieszkania przyszła niespodzianka, której zupełnie się nie spodziewała. „Stoją mi pod chatą” – wyznała. Zbaraniała, gdy zobaczyła fotografie wykonane z ukrycia.

    Los ten spotyka wiele gwiazd uczestniczących w „Tańcu z Gwiazdami”, ale dla Zillmann był to pierwszy raz, kiedy tak bezpośrednio doświadczyła zainteresowania paparazzich, polujących na jej prywatne momenty.

    Zillmann próbuje ułożyć sobie życie po rozstaniu

    Tuż przed finałem programu Julia Walczak zamieściła w mediach społecznościowych wpis sugerujący, że jej relacja z Katarzyną Zillmann dobiegła końca. Wkrótce później w sieci pojawiły się zdjęcia przedstawiające wioślarkę i Janję Lesar podczas czułych gestów. Fotografie wywołały ogromny szum, a ciekawość mediów dotycząca ich relacji tylko rosła.

    — To nie jest takie czarno-białe. Nigdy nie powiem nic złego o Julii. Ja noszę swój krzyż i swoje winy, a teraz muszę to przemielić w sobie — mówiła Zillmann w jednym z wywiadów.

    Jak ujawniła, ona i Lesar nie ogłosiły oficjalnie związku. Utrzymują bliską relację, którą określają jako przyjaźń, i dają sobie czas, by sprawdzić, czy przerodzi się w coś więcej. Wciąż też współpracują zawodowo — niebawem mają razem zatańczyć w teledysku.

    Wioślarka poinformowała niedawno, że wyprowadziła się do nowego mieszkania. Nie przewidziała jednak, że już na samym początku natknie się na paparazzich. Gdy zobaczyła zdjęcia z ukrycia — z zakupów i przebieżki po lesie — postanowiła zareagować.

    „Czy to już celebryctwo?” — mocna reakcja Zillmann

    W najnowszej rolce Zillmann skrytykowała tabloidy za przekraczanie granic prywatności. Pokazała artykuły ze zdjęciami zrobionymi w codziennych sytuacjach i nie kryła zaskoczenia, że ktokolwiek uznał je za materiał na news.

    — Czy to już jest to celebryctwo? To jest to, na co się zapisywałam? Dosłownie chyba stoją mi pod chatą. Wizyta w osiedlowym Lidlu czy przebieżka po lasku… Mocne. Tak mocne, że nie wiem, jak na to zareagować — mówiła.

    AaaAÀaa ją zwłaszcza to, że paparazzi odnaleźli ją, mimo że nie mieszka w centrum Warszawy. — Może powinnam wychodzić w masce Spider-Mana? — zażartowała. Zwróciła się też do fanów z prośbą o podpowiedzi, jak poradzić sobie z tą niekomfortową sytuacją.