Category: Uncategorized

  • Ukrainiec potwornie znokautował Polaka. Medycy w akcji, groza na oczach tłumu

    Ukrainiec potwornie znokautował Polaka. Medycy w akcji, groza na oczach tłumu

    Dramatyczne sceny rozegrały się w walce kategorii półciężkiej (do 79,4 kg), w której naprzeciw siebie stanęli Maksym Miszczenko i Rafał Dudek. Zaledwie niedawno środowisko bokserskie żyło wstrząsającymi wydarzeniami z udziałem Michała Soczyńskiego, a tym razem znów widzowie musieli zmierzyć się z obrazami, które na długo zapadają w pamięć. W trzeciej rundzie doszło do ciężkiego nokautu – publiczność zamarła, a na ringu natychmiast pojawili się medycy, by udzielić pomocy Dudkowi. Ukrainiec nie krył emocji: uklęknął przy rywalu, a po chwili, gdy napięcie nieco opadło, ponownie padł na kolana.

    Jeszcze przed pierwszym gongiem jasne było, że 33-letni Miszczenko (11–3–1, 6 KO) przystępuje do pojedynku w roli wyraźnego faworyta. Znajdujący się w najlepszym sportowym wieku pięściarz mierzył się z 41-letnim Dudkiem – weteranem, który nie tylko miał znacznie skromniejsze doświadczenie zawodowe (3–3–1, 2 KO), ale też w swojej karierze przeplatał zwycięstwa porażkami.

    Nokaut i chwile grozy. Co wydarzyło się z Rafałem Dudkiem

    Pojedynek na gali MIRRA Rocky Boxing Night w Sopocie, będący częścią rywalizacji pomiędzy grupami promotorskimi Rocky i Babilon Promotion, od samego początku toczył się pod dyktando Ukraińca. Miszczenko był wyraźnie szybszy, dobrze pracował na nogach, balansował tułowiem i z każdą minutą nabierał coraz większej pewności siebie.

    Decydujące i zarazem najbardziej dramatyczne momenty przyszły w trzeciej rundzie. Doszło wówczas do bardzo ciężkiego nokautu. Dudek przyjął potężną kombinację trzech ciosów: najpierw trafił go prawy, po chwili Miszczenko dołożył lewy, by na koniec ponownie dosięgnąć Polaka mocnym prawym.

    To ostatnie uderzenie rzuciło Dudka bezwładnie na deski. Polak upadł jak długi i przez dłuższą chwilę pozostawał nieruchomy. Na trybunach natychmiast zapadła złowroga cisza, a wielu kibicom wróciły w pamięci niedawne dramatyczne sceny z innej gali, gdy o zdrowie Michała Soczyńskiego drżeli jego najbliżsi. Na ring wezwano medyków, którzy szybko rozłożyli sprzęt i rozpoczęli akcję ratunkową.

    Przez kilka minut nikt nie wiedział, jak poważna jest sytuacja. Komentatorzy zastanawiali się nawet, czy konieczne będzie użycie noszy. Na szczęście po pewnym czasie napięcie zaczęło opadać – Dudek zdołał podnieść się o własnych siłach. Choć sprawiał wrażenie nie do końca świadomego, gdzie się znajduje, w tym momencie strach przed najgorszym minął, a na trybunach rozległy się gromkie brawa.

    Ulgę mógł odczuć również wyraźnie poruszony Miszczenko. Gdy emocje opadły, Ukrainiec zrealizował plan, który – jak się okazało – nosił w głowie jeszcze przed walką. Wykorzystując transmisję na antenie Polsatu Sport, uklęknął na środku ringu i w niezwykle uroczystej atmosferze oświadczył się swojej partnerce. Wzruszona wybranka nie zawahała się ani chwili – odpowiedziała „tak”, zamykając ten pełen skrajnych emocji wieczór w Sopocie.

  • Nie do wiary jak potraktowali Pajor. Taki cios tuż po triumfie Barcelony. Bez sentymentów

    Nie do wiary jak potraktowali Pajor. Taki cios tuż po triumfie Barcelony. Bez sentymentów

    Kobieca FC Barcelona od dłuższego czasu działa jak perfekcyjnie naoliwiony mechanizm. Piłkarki z Katalonii po raz kolejny potwierdziły swoją klasę w sobotnim meczu z Badaloną. Choć w trakcie spotkania nie obyło się bez momentów trudniejszych, „Duma Katalonii” ostatecznie sięgnęła po wyraźne zwycięstwo 5:1. Strzelanie już na samym początku rozpoczęła Ewa Pajor, która w ostatnich tygodniach imponuje wręcz kosmiczną skutecznością. Paradoksalnie jednak kolejne gole reprezentantki Polski przestają wywoływać większe emocje w hiszpańskich mediach.

    Od zespołu, który przez lata wypracował sobie status absolutnego hegemona w kobiecej piłce nożnej, oczekuje się nieustannego dominowania. Czołowe miejsce w lidze, regularne zwycięstwa i realna walka o wszystkie najważniejsze trofea to w Barcelonie norma, a nie powód do zachwytów. Dokładnie w takiej rzeczywistości funkcjonuje dziś żeńska drużyna FC Barcelony. Katalonki są liderkami hiszpańskiej La Ligi, mając siedem punktów przewagi nad Realem Madryt, a także przewodzą swojej grupie w Lidze Mistrzyń.

    Nic więc dziwnego, że przed sobotnim starciem z Badaloną to właśnie Barcelona była jednoznacznym faworytem. Ewa Pajor, będąca w znakomitej dyspozycji strzeleckiej, potrzebowała zaledwie kilku minut, by potwierdzić tę opinię. Już w 6. minucie Polka znalazła sposób na defensywę rywalek i otworzyła wynik meczu. Badalona nie zamierzała jednak składać broni – szybka odpowiedź sprawiła, że w pierwszej połowie faworytki napotkały niespodziewane problemy. Po przerwie Barcelona wrzuciła jednak wyższy bieg i bez większych wątpliwości rozstrzygnęła losy spotkania, aplikując rywalkom kolejne bramki i wygrywając 5:1.

    Dla Ewy Pajor było to już siódme trafienie w sześciu ostatnich występach w barwach katalońskiego zespołu. Taka seria w wielu przypadkach oznaczałaby medialną burzę i lawinę pochwał, jednak tym razem reakcja hiszpańskich dziennikarzy była zaskakująco stonowana. Portal „sport.es” ograniczył się do krótkiej wzmianki o bramce Polki oraz jej imponującej passie, znacznie więcej miejsca poświęcając młodziutkim zawodniczkom Barcelony, które również wpisały się na listę strzelczyń. Podobny ton przyjęli dziennikarze „as.com”.

    „Graham dośrodkowała do Pajor, która otworzyła wynik meczu swoim zabójczym instynktem w piątej minucie. Polka wbiegła w wolną przestrzeń między Pujadas a Carmoną” – tak lakonicznie akcję bramkową opisał portal „AS”. Równie oszczędne komentarze pojawiły się w relacjach „MARCA” oraz „Mundo Deportivo”.

    Taki chłodny odbiór może dziwić, zwłaszcza że jeszcze niedawno Ewa Pajor była jedną z najbardziej chwalonych postaci kobiecej piłki w Hiszpanii. Media z Półwyspu Iberyjskiego szeroko rozpisywały się o jej wpływie na grę Barcelony, podkreślając jej znaczenie nie tylko w pojedynczych meczach, ale w całym sezonie. Dziś wygląda na to, że regularność i skuteczność Polki stały się czymś oczywistym – czymś, co nie wymaga już specjalnych zachwytów.

    Nie zmienia to jednak faktu, że 29-letnia napastniczka rozgrywa kolejny znakomity sezon. W samej La Lidze ma na koncie już 11 bramek w 12 występach, pozostając jedną z kluczowych postaci zespołu i potwierdzając, że jej miejsce wśród najlepszych piłkarek Europy jest w pełni zasłużone.

  • Jest legendą siatkówki, a medale trzyma w ekologicznej torbie. Tak teraz patrzy na sport

    Jest legendą siatkówki, a medale trzyma w ekologicznej torbie. Tak teraz patrzy na sport

    Katarzyna Skowrońska: sportowa emerytura to nowy rozdział, nie koniec drogi

    Katarzyna Skowrońska to jedna z ikon polskiej siatkówki. Największe sukcesy z reprezentacją odnosiła na początku XXI wieku, będąc filarem legendarnej drużyny „Złotek”. Od 2019 roku pozostaje poza zawodowym sportem, ale – jak sama podkreśla – absolutnie nie czuje się emerytką. W rozmowie z Interią Sport była reprezentantka Polski wraca do swojej kariery, opowiada o życiu po siatkówce, ocenia młodsze pokolenie zawodniczek i zdradza, czym dziś wypełnia jej codzienność.

    „Nie czuję się emerytką”

    Choć od zakończenia kariery minęło już sześć lat, Skowrońska wciąż mówi o tym etapie z pewnym dystansem. Jak przyznaje, początki nie były łatwe. Przez lata funkcjonowała według ściśle określonego rytmu – treningi, mecze, zgrupowania. Gdy to wszystko nagle zniknęło, musiała nauczyć się zupełnie nowego sposobu organizowania dnia.

    Z czasem zaczęła jednak dostrzegać ogromne plusy takiej zmiany. Po raz pierwszy od wielu lat mogła naprawdę zadbać o siebie i swoje zdrowie, bez presji, że kolejny mecz czeka tuż za rogiem. Dziś pozwala sobie na zwolnienie tempa i spojrzenie na sport oraz życie z zupełnie innej perspektywy. – Czuję się fantastycznie i cieszę się, że ten moment w moim życiu w końcu nadszedł – podkreśla.

    Propozycje powrotu? „Były, i to bardzo kuszące”

    Po odwieszeniu butów na kołek pojawiały się oferty, również z zagranicy. Najwięcej w pierwszych dwóch latach – w tym nawet propozycja z nowo powstającej ligi w Stanach Zjednoczonych, gdzie mogłaby pełnić rolę wsparcia treningowego i w razie potrzeby wracać na boisko na własnych zasadach. Zainteresowanie wykazywały także kluby europejskie.

    Mimo to Skowrońska pozostała konsekwentna. Decyzja o zakończeniu kariery dojrzewała w niej długo i była w pełni świadoma. Wiedziała, że fizycznie zbliża się moment, w którym rywalizacja z młodszymi zawodniczkami stanie się coraz trudniejsza. Nie chciała doprowadzić do sytuacji, w której sportowiec „gaśnie”. – Zakończyłam karierę w najlepszym możliwym momencie i do dziś jestem z tej decyzji dumna – mówi. Tęsknota za emocjami? Oczywiście, szczególnie gdy ogląda wielkie mecze. Ale ten rozdział jest już zamknięty.

    Medale w torbie, nie w gablocie

    Na koncie ma imponującą kolekcję trofeów, choć – jak zdradza z uśmiechem – medale trzyma w zwykłej ekologicznej torbie, zawiązanej na supeł. Największą wartość mają dla niej dwa tytuły mistrzyń Europy, które otworzyły jej drzwi do wielkiej kariery. Ważne są też sukcesy klubowe, zdobywane w różnych krajach, bo każdy z nich miał swoją historię i cenę.

    Czy czegoś zabrakło? Oczywiście – mistrzostwa świata, medalu olimpijskiego czy triumfu w Lidze Mistrzyń. Ale Skowrońska nie postrzega tego w kategoriach porażki. – Dla mnie szklanka jest do połowy pełna. Udało mi się przeżyć i osiągnąć coś, czego wielu wybitnych sportowców nigdy nie doświadczyło – zaznacza.

    „Złotka” – maksimum w Europie, niedosyt igrzysk

    Pytana o reprezentację sprzed lat, nie ma wątpliwości, że na mistrzostwach Europy zespół wykorzystał swój potencjał w pełni. Największy żal dotyczy braku awansu na igrzyska olimpijskie. – Gdybyśmy pojechały na kolejny turniej olimpijski i tam coś wywalczyły, można by mówić o stu procentach wykorzystanych możliwości – przyznaje.

    Zwraca też uwagę, że tamte czasy były zupełnie inne pod względem medialnym i marketingowym. Gdyby dzisiejszy świat social mediów istniał wtedy, „Złotka” mogłyby stać się jeszcze większym fenomenem. Późniejsze lata przyniosły zmiany trenerów i koncepcji, nie zawsze trafione. Wyników z początku wieku nie udało się już powtórzyć.

    Trenerka? „To nie moja droga”

    Choć wielu byłych sportowców naturalnie przechodzi do roli trenerów, Skowrońska nigdy nie czuła takiej potrzeby. Propozycje pojawiały się zarówno w Polsce, jak i za granicą, ale ona doskonale zna realia tej pracy i związany z nią stres. – Nie czuję, że muszę komukolwiek cokolwiek oddawać czy spłacać – mówi wprost.

    Podobnie było z ofertami menedżerskimi czy administracyjnymi w strukturach sportowych. Choć docenia obecność kobiet w takich rolach, sama nie znalazła w nich emocji, które towarzyszyły jej na boisku. Chciała pójść w zupełnie innym, bardziej kreatywnym kierunku.

    Telewizja i igrzyska

    W 2024 roku wróciła na igrzyska olimpijskie – tym razem jako ekspertka telewizyjna. To doświadczenie wspomina jako ogromne wyróżnienie i cenną lekcję. Praca przy transmisjach na żywo, komentowanie meczów u boku Tomasza Swędrowskiego i ogromna odpowiedzialność były sporym wyzwaniem, zwłaszcza na początku. Z każdą kolejną relacją czuła się jednak coraz pewniej.

    Podkreśla, że jako była zawodniczka starała się być rzeczowa i sprawiedliwa w ocenach, pamiętając, jak łatwo słowem można kogoś zranić.

    Reprezentacja dziś i TauronLiga

    Zdaniem Skowrońskiej kadra kobiet pod wodzą Stefano Lavariniego wciąż ma przestrzeń do rozwoju. Medale Ligi Narodów i solidne występy na mistrzostwach świata pokazują postęp, ale to jeszcze nie sufit. Brakuje czasu, doświadczenia i odrobiny szczęścia.

    Znacznie bardziej krytycznie ocenia natomiast poziom TauronLigi. Jej zdaniem potencjał nie jest w pełni wykorzystywany, zwłaszcza jeśli chodzi o doświadczenie byłych zawodniczek, które mogłyby realnie pomóc w rozwoju rozgrywek. – Polacy kochają siatkówkę i zasługują na ligę na wysokim poziomie – podkreśla.

    Włoski rozdział życia

    Kilka miesięcy temu na stałe przeniosła się do Włoch – kraju, który pokochała jeszcze jako młoda zawodniczka. Ceni tamtejszy styl życia, ludzi, kuchnię i poczucie bezpieczeństwa. Choć często bywa w Polsce ze względu na rodzinę i sprawy zawodowe, to właśnie we Włoszech czuje się dziś najbardziej „u siebie”.

    Stary młyn i nowa pasja

    Obecnie jej największym projektem jest renowacja zabytkowego młyna z 1470 roku, który kupiła we Włoszech. Remont to wyzwanie – także ze względu na włoską biurokrację – ale jednocześnie ogromna pasja. Skowrońska zajmuje się aranżacją wnętrz, projektowaniem ogrodu i całej przestrzeni wokół.

    – Wcześniej nie miałam na to czasu. Dziś mogę łączyć różne pasje w jednym miejscu. To mnie rozwija i daje mi prawdziwą radość – podsumowuje legenda polskiej siatkówki.

  • Niebywałe, co wymyślili Amerykanie przed mundialem. To dotyczy Polaków

    Niebywałe, co wymyślili Amerykanie przed mundialem. To dotyczy Polaków

    Administracja Donalda Trumpa ponownie wywołuje kontrowersje. Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem piłkarskich mistrzostw świata władze USA zaproponowały rozwiązanie, które może wstrząsnąć środowiskiem kibiców z całego globu. Amerykanie chcą wprowadzić obowiązek ujawniania historii aktywności w mediach społecznościowych z ostatnich pięciu lat przez osoby przyjeżdżające do Stanów Zjednoczonych. Nowe regulacje miałyby objąć również obywateli Polski.

    O sprawie szeroko informują media zagraniczne, w tym brytyjski „The Guardian”. Dziennik wskazuje, że inicjatywa ma zostać wdrożona przez Customs and Border Protection (CBP) – agencję podlegającą Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego USA. Podobne przepisy zaczęły obowiązywać już w czerwcu w odniesieniu do studentów planujących podjęcie nauki w Stanach Zjednoczonych, o czym informowała także Ambasada USA w Polsce.

    Tym razem skala projektu ma być jednak znacznie większa. Nowe zasady mają dotyczyć wszystkich turystów przekraczających granicę USA, w tym również osób podróżujących w ramach programu bezwizowego ESTA. Oznacza to, że obowiązek obejmie także Polaków. Przyjezdni będą musieli ujawnić swoje konta w mediach społecznościowych oraz numery telefonów używane w ciągu ostatnich pięciu lat. To jednak nie wszystko – władze chcą również dostępu do danych członków rodziny, a także adresów e-mail wykorzystywanych nawet w ciągu ostatniej dekady.

    Projekt ustawy został już wpisany do Rejestru Federalnego. Od tego momentu opinia publiczna ma dwa miesiące na zgłaszanie uwag i zastrzeżeń do proponowanych przepisów. Trudno jednak nie łączyć tych działań z nadchodzącymi wielkimi wydarzeniami sportowymi. Już 11 czerwca w Stanach Zjednoczonych, a także w Kanadzie i Meksyku, rozpoczną się piłkarskie mistrzostwa świata. Z kolei w 2028 roku Los Angeles będzie gospodarzem letnich igrzysk olimpijskich. Tak daleko idąca kontrola i inwigilacja mogą skutecznie zniechęcić wielu kibiców do przyjazdu i osobistego wspierania swoich reprezentacji.

    Międzynarodowa opinia publiczna nie pozostaje obojętna wobec tych planów. W rozmowie z „The Guardian” głos zabrał Ronan Evain, dyrektor wykonawczy organizacji Football Supporters Europe. Jego stanowisko jest jednoznacznie krytyczne.

    – Zapowiedziane działania rządu USA są absolutnie nie do zaakceptowania. Wolność słowa oraz prawo do prywatności to fundamentalne, uniwersalne prawa człowieka. Żaden kibic piłkarski nie traci ich tylko dlatego, że przekracza granicę państwa. Taka polityka tworzy atmosferę mrożącego krew w żyłach nadzoru, która stoi w sprzeczności z otwartym i gościnnym duchem mistrzostw świata. Te plany powinny zostać natychmiast wycofane – podkreślił Evain, cytowany przez „Przegląd Sportowy Onet”.

    Proponowane zmiany już teraz budzą ogromne emocje i zapowiadają gorącą debatę, która może mieć realny wpływ na frekwencję i atmosferę podczas największych sportowych imprez organizowanych w USA.

  • Tomasiak w czołówce, a tu kolejny spadek Polaka. To wygląda coraz gorzej

    Tomasiak w czołówce, a tu kolejny spadek Polaka. To wygląda coraz gorzej

    Kacper Tomasiak w sobotni wieczór po raz kolejny dorzucił kilkanaście cennych punktów do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Dzięki dobremu występowi w Klingenthal, osiemnastolatek wciąż znajduje się w szerokiej czołówce i goni dzielnie goni dziesiątkę najlepszych obecnie skoczków. Zdecydowanie gorzej wiedzie się natomiast Pawłowi Wąskowi. Dziś na niemieckiej ziemi bohater poprzedniej zimy nie zdobył choćby jednego “oczka” przez co spadł w zestawieniu. Które miejsca zajmują pozostali Polacy? Tabela.
    Paweł Wąsek

    Paweł Wąsek tej zimy nie ma powodów do radościMarcin Golba/NurPhotoAFP

    Bez większego szału dla podopiecznych Macieja Maciusiaka zakończył się dzisiejszy konkurs w Klingenthal. Początkowo pachniało sporą sensacją, bo po pierwszej serii na znakomitym piątym miejscu znajdował się Kacper Tomasiak. Niestety w drugim skoku bielszczaninowi poszło zdecydowanie gorzej. Nie dość, że nie wdrapał się na podium, to na dodatek wypadł z czołowej dziesiątki. Lider “Biało-Czerwonych” zmagania ukończył na osiemnastej lokacie.

    Dwie pozycje niżej znalazł się Kamil Stoch. Punktowali także Maciej Kot oraz Piotr Żyła. Do drugiej serii nie dostali się Dawid Kubacki oraz Paweł Wąsek. Niska lokata martwić musi zwłaszcza ostatniego z naszych rodaków. Po formie z poprzedniej zimy nie ma już choćby śladu. Po sobotnim konkursie w Klingenthal cieszynianin nie znajduje się nawet w czołowej czterdziestce. Podczas ośmiu zawodów zgromadził on tylko 13 “oczek”.

    Skoki narciarskie. Klasyfikacja generalna Pucharu Świata po konkursie w Klingenthal [TABELA]

    Lepsi od Pawła Wąska są wszyscy pozostali “Biało-Czerwoni”, którzy choćby raz znajdowali się w drugiej serii konkursowej obecnie trwającej kampanii Pucharu Świata. 36. miejsce zajmuje Maciej Kot, 33. Dawid Kubacki, 23. Piotr Żyła, a 21. Kamil Stoch. Wszystkich nadal przyćmiewa Kacper Tomasiak. Bielszczanin ma dokładnie 137 punktów i do dziesiątego Stephana Embachera traci 96 “oczek”.

    W górnych rejonach równych sobie nie ma Domen Prevc. Triumfator sobotnich zmagań w Klingenthal pewnie prowadzi z dorobkiem 570 punktów. Podium uzupełniają Anze Lanisek oraz Ryoyu Kobayashi.

    Klasyfikacja generalna Pucharu Świata po 8 z 30 konkursów:

    1. Domen Prevc (Słowenia) – 570 punktów

    2. Anze Lanisek (Słowenia) – 453

    3. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 451

    4. Philipp Raimund (Niemcy) – 347

    5. Daniel Tschofenig (Austria) – 328

    …

    14. Kacper Tomasiak (Polska) – 137

    21. Kamil Stoch (Polska) – 88

    23. Piotr Żyła (Polska) – 71

    33. Dawid Kubacki (Polska) – 28

    36. Maciej Kot (Polska) – 24

    41. Paweł Wąsek (Polska) – 13

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Skoczek narciarski ubrany w kombinezon startowy z numerem 52, kaskiem i goglami unosi rękę w geście pozdrowienia, trzymając narty, wokół widoczny tłum kibiców oraz reklamy partnerów zawodów.

    Kacper Tomasiak okazał się najlepszym z Polaków podczas niedzielnego konkursu w WiśleAndrzej Iwańczuk/ReporterEast News
    Paweł Wąsek

    Paweł WąsekJONATHAN NACKSTRAND / AFPAFP
    Maciej Maciusiak

    Maciej MaciusiakMarcin Golba/NurPhotoAFP

  • 11! Ewa Pajor potrzebowała tylko 5 minut! Co za początek meczu

    11! Ewa Pajor potrzebowała tylko 5 minut! Co za początek meczu

    Ewa Pajor potrzebowała tylko 5 minut! Co za początek meczu
    Ewa Pajor
    Ewa Pajor (Foto: Joan Valls / Getty Images)

    Ewa Pajor nie zwalnia tempa w barwach FC Barcelona. Reprezentantka Polski zdobyła kolejną bramkę w lidze hiszpańskiej, otwierając wynik spotkania z Badaloną Women już w 5. minucie meczu. 29-letnia zawodniczka jest w naprawdę doskonałej formie.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    To było idealne otwarcie meczu dla Barcelony. Polka znakomicie odnalazła się w polu karnym po dośrodkowaniu Caroline Graham Hansen i precyzyjnym strzałem prawą nogą posłała piłkę przy lewym słupku. Dla Barcelony był to gol na 1:0, a dla Pajor – następne potwierdzenie świetnej formy strzeleckiej.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Polka zdobyła bramkę w szóstym meczu z rzędu we wszystkich rozgrywkach. Zaledwie trzy dni wcześniej trafiła także w Lidze Mistrzyń w domowym spotkaniu z Benficą. W europejskich rozgrywkach ma już na koncie cztery gole i jest współliderką klasyfikacji strzelczyń, ex aequo z Caroline Weir (Real Madryt), Lineth Beerensteyn (Wolfsburg) oraz Alessią Russo (Arsenal).
    Ewa Pajor może zostać królową strzelczyń

    Dzisiejsze trafienie oznacza, że Ewa Pajor ma już 11 bramek w sezonie, o jedną więcej niż jej klubowa koleżanka Claudia Pina. FC Barcelona pozostaje zdecydowanym liderem ligi hiszpańskiej – po 13 rozegranych spotkaniach miała komplet 36 punktów (12 zwycięstw i jedna porażka), a mecz z Badaloną jest jej 14. występem w sezonie. Dziewięć punktów mniej na koncie ma wicelider tabeli, Real Sociedad.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    13 grudnia 2025 15:34
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Piłka nożna kobiet – Euro 2025

    ©

    2025

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Kosmiczna seria Pajor, potrzebowała tylko 6 minut. Koszmarny błąd i 6 goli w meczu Barcelony

    Kosmiczna seria Pajor, potrzebowała tylko 6 minut. Koszmarny błąd i 6 goli w meczu Barcelony

    W ostatnich tygodniach Ewa Pajor prezentuje kapitalną formę w barwach kobiecej FC Barcelony. Polska napastniczka imponuje regularnością – w pięciu kolejnych spotkaniach ligowych nie schodziła z boiska bez zdobytej bramki. 13 grudnia otrzymała następną okazję, by przedłużyć tę imponującą serię. Tego dnia „Duma Katalonii” podejmowała Badalonę w meczu hiszpańskiej La Ligi F. Kibice rywalek mogli mieć nadzieję, że strzelecki instynkt Pajor w końcu zawiedzie, lecz Polka bardzo szybko rozwiała wszelkie wątpliwości. Wystarczyło jej zaledwie sześć minut, by ponownie wpisać się na listę strzelczyń. Mimo ambitnej postawy Badalony, spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem Barcelony 5:1.

    Kobieca drużyna FC Barcelony od dłuższego czasu uchodzi za absolutnego dominatora w świecie kobiecego futbolu. Na krajowym podwórku lideruje tabeli La Ligi F, mając cztery punkty przewagi nad Realem Madryt i jednocześnie jeden mecz rozegrany mniej. Zespół prowadzony przez Pere Romeu równie pewnie radzi sobie w Lidze Mistrzyń, gdzie także zajmuje pierwsze miejsce w fazie ligowej. Jedną z kluczowych postaci tej znakomitej passy jest właśnie Ewa Pajor. Reprezentantka Polski notuje kolejny znakomity sezon i mimo przerwy spowodowanej kontuzją pozostaje najskuteczniejszą zawodniczką katalońskiego zespołu. W pięciu poprzednich meczach zdobyła sześć bramek, potwierdzając swoją ogromną wartość dla drużyny.

    Starcie z Badaloną, zespołem plasującym się na dziewiątym miejscu w tabeli, miało wyraźnego faworyta jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Barcelona od początku narzuciła swoje tempo, a Pajor szybko potwierdziła swoją dyspozycję. Już w 6. minucie idealnie odnalazła się w polu karnym i bezbłędnie wykończyła akcję koleżanek, zdobywając siódmego gola w sześciu ostatnich występach.

    Gospodynie nie zamierzały jednak łatwo oddać pola. Zaledwie kilka minut później wykorzystały poważny błąd defensywy Barcelony i doprowadziły do wyrównania. Ten moment wyraźnie wpłynął na przebieg gry. W szeregach „Blaugrany” pojawiło się sporo nerwowości, a brak na boisku takich zawodniczek jak Irena Paredes czy Alexia Putellas sprawił, że inicjatywę zaczęły przejmować piłkarki Badalony. W pierwszej połowie to one częściej gościły pod bramką faworytek.

    W okolicach 30. minuty Pajor miała doskonałą okazję, by ponownie wyprowadzić Barcelonę na prowadzenie. Otrzymała świetne podanie ze skrzydła, lecz zdecydowała się na strzał z pierwszej piłki, który okazał się niecelny. Chwilę później kibice gospodarzy znów mogli odetchnąć z ulgą. W 38. minucie Claudia Pina popisała się efektownym uderzeniem, pokonując bramkarkę Badalony i ustalając wynik do przerwy na 2:1 dla Barcelony.

    Po zmianie stron piłkarki „Blaugrany” zaprezentowały się znacznie pewniej. Tym razem to one kontrolowały przebieg wydarzeń na boisku, nie pozwalając rywalkom na zbyt wiele. Niestety w 55. minucie kontuzji doznała Maria Leon, która musiała opuścić murawę. Jej miejsce zajęła Aicha Camara. Przy okazji tej przerwy trener zdecydował się także na zmianę Ewy Pajor – Polkę zastąpiła Kika Nazareth.

    Mimo zejścia najlepszej strzelczyni, Barcelona nie straciła impetu. Już w 59. minucie Camara posłała precyzyjne dośrodkowanie na głowę Carli Julii Martinez. Sędzia początkowo wstrzymał się z uznaniem gola, a VAR sprawdzał możliwego spalonego, jednak ostatecznie bramka została zaliczona. Chwilę później Martinez zeszła z boiska, a w jej miejsce pojawiła się Esmee Brugts.

    Losy meczu zostały definitywnie rozstrzygnięte w 76. minucie, gdy Vicky Lopez zdobyła czwartego gola dla Barcelony. Młoda Hiszpanka skutecznie wykończyła akcję zespołu, odbierając rywalkom resztki nadziei. Chwilę później do siatki trafiła jeszcze Martine Fenger, lecz tym razem VAR dopatrzył się zagrania ręką i bramka została anulowana.

    Ostatnie słowo należało jednak do Barcelony. W doliczonym czasie gry Esmee Brugts wpisała się na listę strzelczyń, ustalając wynik spotkania na 5:1. Choć pierwsza połowa przyniosła chwilowe problemy, ostatecznie FC Barcelona potwierdziła swoją klasę. Kolejne zwycięstwo umocniło lidera tabeli, a przewaga nad Realem Madryt wzrosła do siedmiu punktów. Ewa Pajor, mimo że tym razem zakończyła mecz z jednym trafieniem, po raz kolejny udowodniła, że pozostaje jedną z największych gwiazd kobiecej La Ligi.

    https://x.com/LigaF_oficial/status/1999845323498201550?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1999845323498201550%7Ctwgr%5E669b7023b3720e96ba7e988fce5a51907ab9103a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fnews-kosmiczna-seria-pajor-potrzebowala-tylko-6-minut-koszmarny-bnId22498195

  • Takich ujęć jeszcze nie było. Nie do wiary, co robi Iga Świątek

    Takich ujęć jeszcze nie było. Nie do wiary, co robi Iga Świątek

    Choć emocje po sezonie 2025 jeszcze nie do końca opadły, to Iga Świątek już przygotowuje się do rozgrywek w 2026 r. Cel na jego początek może być tylko jeden. Australian Open jest jedynym turniejem wielkoszlemowym, którego nasza tenisistka jeszcze nie ma w swoim dorobku. Niezwykłe obrazki z treningu Polki pokazał w mediach społecznościowych jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Świątek ciężko trenuje przed wylotem do Australii, który czeka ją już niebawem, bo nowy sezon rozpocznie się 1 stycznia. Na swoim instastories Maciej Ryszczuk pokazał obrazki z treningu Polki. Widać na nim, jak robi przysiady na specjalnej maszynie, co przypomina pompowanie piłki.
    Trening Igi Świątek
    Trening Igi Świątek (Foto: instagram/maciej_ryszczuk_rehsport)

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Tak trenuje Iga Świątek

    W piątek Iga Świątek spóźniła się na trening ze swoim szkoleniowcem, bo oglądała wyczyny Lindsey Vonn.

    “Zamiast być o czasie na rozgrzewce to siedzi przed tv” — skomentował to Maciej Ryszczuk na portalu X.

    Zobacz także: Ważne wieści z Australian Open. Tak wszystko się zacznie

    — Wzoruję się na niej. To znaczy, szczerze mówiąc, nie miałam wielu sportowców, których śledziłam, ale ona była jednym z nich, kiedy jeździła na nartach. Przeczytałam też jej biografię i znalazłam w niej ogromną inspirację. Spotkałyśmy się już kilka razy i zawsze rozmawiamy dłużej niż zwykle. Dała mi kilka wskazówek, więc może chce być częścią zespołu — przyznawała kiedyś Iga Świątek.

    Zanim jednak Polka zagra w Australian Open, to najpierw weźmie udział u boku Huberta Hurkacza w United Cup.

  • Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Nieprawdopodobny sukces Polaka! Pobił rekord XXI wieku

    Galica w swoim debiucie osiągnął stuprocentową skuteczność na strzelnicy. Następnie dobrze wypadł w biegu sprinterskim, co ostatecznie pozwoliło mu zająć 24. miejsce. Tuż za 18-latkiem uplasował się Konrad Badacz, który również uzyskał kwalifikację do sobotniego biegu pościgowego na 12,5 kilometra. To jednak o wyczynie Galicy mówi cały świat sportów zimowych.

    Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska
    Niemal 30-letni rekord pobity!

    Reprezentant Polski bowiem pobił niezmienny od 1996 roku rekord należący do Chińczyka, Rena Longa. Galica został najmłodszym w historii zawodnikiem, który zapunktował w Pucharze Świata w Biathlonie.

    Dokładny wiek naszego sportowca w chwili osiągnięcia takiego wyniku to 18 lat, osiem miesięcy i 29 dni. Ren Long z kolei w trakcie bicia rekordu miał 19 lat, dwa miesiące i 21 dni.

    – Ciężko mi coś powiedzieć. Początek sezonu był jaki był. Nie dość, że to debiut, to jeszcze spełnienie marzeń. Dodatkowo dwa zera, ciężko mówić. Nic tylko się cieszyć – przyznał w rozmowie z TVP Sport Galica, mając w oczach łzy szczęścia.

    Co więcej, dotąd żadnemu z Polaków nie udało się w pierwszym starcie w PŚ zająć wyższej lokaty niż 60. To tylko pokazuje, że możemy mieć do czynienia z talentem generacyjnym.

    Piątkowe zawody padły łupem Tommaso Giacomela. Drugi, ze stratą czterech sekund był Francuz, Eric Perrot. Podium uzupełnił Philipp Horn z Niemiec.

  • Wojciech Szczęsny wycofany z kadry Barcelony! Wiadomo dlaczego

    Wojciech Szczęsny wycofany z kadry Barcelony! Wiadomo dlaczego

    Wojciech Szczęsny na pewno nie wystąpi w sobotnim spotkaniu FC Barcelony z Osasuną Pampeluna. Rezerwowy bramkarz „Dumy Katalonii” został wycofany z kadry meczowej z powodu problemów zdrowotnych o podłożu gastrycznym. Klub wydał w tej sprawie oficjalny komunikat, a absencja Polaka otwiera drzwi do głośnego powrotu jednej z gwiazd zespołu do meczowej osiemnastki.

    Wszystko wskazuje na to, że dolegliwości Szczęsnego pojawiły się nagle. Informacja o jego nieobecności została przekazana zaledwie sześć godzin przed pierwszym gwizdkiem – mecz rozpocznie się o 18:30. FC Barcelona szybko odniosła się do sytuacji w mediach społecznościowych.

    – Bramkarz pierwszego zespołu Wojciech Szczęsny nie zagra w dzisiejszym meczu z Osasuną z powodu zapalenia żołądka i jelit – poinformował klub w oficjalnym komunikacie.

    Obecnie Szczęsny pełni w Barcelonie rolę drugiego bramkarza. Numerem jeden między słupkami jest Joan Garcia, który od początku sezonu regularnie występuje w wyjściowym składzie katalońskiej drużyny. Polak zastępował 24-latka jedynie w momentach, gdy ten zmagał się z kontuzją.

    W trwających rozgrywkach Szczęsny rozegrał dziewięć spotkań we wszystkich rozgrywkach. W samej LaLiga wystąpił sześć razy, tracąc 17 bramek i ani razu nie zachowując czystego konta. Jego liczby nie zachwycają, ale trzeba podkreślić, że do gry wchodził w trudnych momentach, często bez rytmu meczowego.

    Na mecz z Osasuną w kadrze znaleźli się Joan Garcia, Diego Kochen oraz Marc-André ter Stegen. Obecność niemieckiego golkipera wzbudza szczególne emocje. Były niekwestionowany numer jeden Barcelony, odsunięty ostatnio na boczny tor, po raz pierwszy w tym sezonie znajdzie się na ławce rezerwowych w meczu ligowym. Od jego ostatniego występu w LaLiga minęło aż siedem miesięcy.

    FC Barcelona przystępuje do sobotniego spotkania w znakomitych nastrojach. Zespół wygrał sześć kolejnych meczów ligowych, dzięki czemu wyprzedził Real Madryt w tabeli i obecnie ma cztery punkty przewagi nad odwiecznym rywalem. Starcie z Osasuną ma być kolejnym krokiem w umacnianiu pozycji lidera.