Tusk kontra Nawrocki. „Bliżej mu do Brauna niż do mnie”
Premier Donald Tusk odniósł się do niedawnego wywiadu prezydenta Karola Nawrockiego dla Wirtualnej Polski, w którym ten stwierdził, że w obecnej sytuacji politycznej premier szkodzi Polsce bardziej niż lider Konfederacji Korony Polskiej, Grzegorz Braun.
„Prezydent Nawrocki oznajmił właśnie, że bliżej mu do rusofila i antysemity Brauna niż do mnie. Nigdy w to nie wątpiłem. A od dziś przynajmniej nikt nie może udawać, że jest inaczej” – napisał Tusk w poście na platformie X.
Wpis premiera szybko wywołał reakcję Rafała Leśkiewicza, rzecznika prezydenta Nawrockiego. Podkreślił on, że szef rządu „potrafi tylko dzielić i antagonizować Polaków” oraz że stosuje „putinowskie metody, wciągając służby specjalne do brudnej gry politycznej”. Leśkiewicz dodał, że gdy Tuskowi kończą się argumenty, pojawia się frustracja, manipulacje i półsłówka mające na celu skłócenie społeczeństwa, a premier od lat buduje na tym swoją karierę polityczną.
Karol Nawrocki w rozmowie z dziennikarzami Wirtualnej Polski został zapytany, kto jego zdaniem jest „lepszym” politykiem w kontekście potencjalnej współpracy – Donald Tusk czy Grzegorz Braun. Odpowiedział: „Trzeba zachować pragmatyzm. Donald Tusk jest dziś premierem, więc w mojej ocenie, w obecnej sytuacji, szkodzi Polsce bardziej”. Podkreślił, że chodzi o realne możliwości obu polityków w tym momencie.
Prezydent wskazał, że polityka obecnego rządu prowadzi do kryzysów w finansach publicznych, służbie zdrowia oraz ogranicza potencjał Polski na arenie międzynarodowej. Dodał, że bliżej mu do prawej strony sceny politycznej i konsekwentnie uważa Donalda Tuska za najgorszego premiera w Polsce po 1989 roku.
Nawrocki zaznaczył, że w przyszłości będzie współpracował z każdym rządem, licząc jednak, że kolejny będzie „lepszy”. Odniósł się również do polityki zagranicznej obecnego rządu, podkreślając, że premier „nie jest szanowanym graczem” na arenie międzynarodowej ani „atrakcyjnym partnerem do rozmów”.
Przed inauguracyjnym występem FC Barcelony w tegorocznej edycji Pucharu Króla hiszpańskie media zgodnie informowały, że Robert Lewandowski zmaga się z urazem, który ma definitywnie wykluczyć go z udziału w meczu z CD Guadalajarą. Doniesienia te szybko podchwyciły kolejne redakcje, a wokół sytuacji polskiego napastnika narosło sporo wątpliwości. Teraz jednak klub z Katalonii opublikował oficjalny komunikat, który jednoznacznie wyjaśnia sprawę i ucina wszelkie spekulacje.
W ostatnich dniach Lewandowski rzeczywiście odczuwał drobne dolegliwości, które początkowo miały sprawić, że nie znajdzie się w kadrze meczowej na spotkanie 1/16 finału Pucharu Króla z CD Guadalajarą. Mecz zaplanowano na 16 grudnia, na godzinę 21:00. W pierwszych relacjach hiszpańskich dziennikarzy pojawiały się informacje, że kontuzja wyklucza Polaka z gry, a z czasem zaczęto nawet snuć daleko idące wnioski.
Część komentatorów sugerowała, że tego typu urazy pojawiają się u 36-letniego napastnika zbyt często, co może mieć wpływ na jego przyszłość w klubie. W mediach zaczęły krążyć teorie, że latem Lewandowski może pożegnać się z FC Barceloną, a jego organizm nie jest już w stanie wytrzymać intensywności całego sezonu.
Wszystkie te domysły zostały jednak szybko zdementowane przez oficjalne stanowisko klubu. FC Barcelona potwierdziła, że Robert Lewandowski znajduje się w kadrze na mecz z Guadalajarą i będzie do dyspozycji trenera.
– W dniu przedmeczowym piłkarze trenowali w deszczu na terenie Ciutat Esportiva. Roberta Lewandowskiego nie było z grupą, jednak Hansi Flick potwierdził podczas konferencji prasowej, że napastnik będzie dostępny na jutrzejsze spotkanie. W treningu wzięli również udział młodzi zawodnicy drużyny rozwojowej: Dro, Jofre oraz Tommy – przekazano w klubowym komunikacie.
Czy to oznacza, że Polak na pewno pojawi się na boisku w meczu 1/16 finału Pucharu Króla? Niekoniecznie. Bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym Lewandowski rozpocznie spotkanie na ławce rezerwowych i w ogóle nie zostanie wprowadzony do gry, jeśli przebieg meczu będzie korzystny dla Barcelony.
Najważniejsze jest jednak to, że nie potwierdziły się teorie o poważniejszych problemach zdrowotnych i rzekomej niezdolności Lewandowskiego do znoszenia trudów sezonu – nawet przy ograniczonej liczbie minut. Polak ostatecznie pozostaje do dyspozycji Hansiego Flicka, co jasno pokazuje, że sytuacja nie jest alarmująca.
Co więcej, komunikat klubu i trenera zbiegł się w czasie z doniesieniami katalońskiego dziennika „Sport”. Według tych informacji Robert Lewandowski miał już przekazać władzom FC Barcelony, że chce pozostać w klubie także na kolejny sezon.
Taki rozwój wydarzeń sugeruje, że doświadczony napastnik byłby skłonny zaakceptować obniżenie wynagrodzenia w nowej umowie. W obliczu trudnej sytuacji finansowej „Blaugrany” byłby to bardzo istotny gest, na którym klub z Camp Nou z pewnością by skorzystał.
Najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe – zarówno w kontekście dalszych rozmów kontraktowych, jak i ostatecznej decyzji dotyczącej przyszłości Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie.
Ewa Pajor znów zachwyca świat. Występ, który przejdzie do historii
Ewa Pajor po raz kolejny udowodniła, że należy do absolutnej elity światowego futbolu kobiet. W ostatnim spotkaniu jej drużyna odniosła efektowne, wręcz miażdżące zwycięstwo, a polska napastniczka była jego bezdyskusyjną bohaterką. Strzelała gole z niezwykłą łatwością, dominowała na boisku i sprawiała wrażenie piłkarki, która w danym momencie jest o kilka klas lepsza od rywalek. To był występ kompletny – pokaz siły, techniki, inteligencji boiskowej i niepohamowanej ambicji.
Dla kibiców był to wieczór, który na długo pozostanie w pamięci. Dla ekspertów – kolejny dowód na to, że Pajor nie tylko utrzymuje najwyższy poziom, ale wciąż potrafi się rozwijać i zaskakiwać.
Dominacja od pierwszych sekund
Już od pierwszego gwizdka sędziego było jasne, że Ewa Pajor jest w doskonałej dyspozycji. Stadion wypełniony po brzegi żył każdą akcją, a jej zespół od początku narzucił rywalkom zabójcze tempo. Gra toczyła się głównie na połowie przeciwniczek, a Pajor była w centrum niemal każdej groźnej sytuacji.
Pierwszy gol padł bardzo szybko – już w 12. minucie. Polka otrzymała piłkę przed polem karnym, przyjęła ją bez zbędnej zwłoki i uderzyła z dystansu z precyzją godną najlepszych snajperek świata. Bramkarka rywalek była bez szans, a trybuny eksplodowały z radości. To trafienie ustawiło dalszy przebieg meczu.
– Czułam, że to może być mój dzień – mówiła po spotkaniu Pajor. – Od początku wszystko nam się układało. Grałyśmy bardzo zespołowo i miałyśmy pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku.
Lawina goli i pełna kontrola nad meczem
Po pierwszym trafieniu apetyt Pajor tylko wzrósł. Każde kolejne minuty przynosiły następne groźne akcje, a obrona przeciwniczek nie była w stanie znaleźć sposobu, by ją powstrzymać. Polka imponowała wszechstronnością – raz wykańczała akcje technicznym strzałem po ziemi, innym razem wykorzystywała szybkość i instynkt snajpera w polu karnym.
Gole padały jeden po drugim. Jeszcze przed przerwą Pajor skompletowała hat-tricka, a jej drużyna schodziła do szatni z komfortowym prowadzeniem 4:0. Była to absolutna dominacja – zarówno w statystykach, jak i w samym obrazie gry.
Druga połowa nie przyniosła zmiany scenariusza. Choć rywalki próbowały reagować i momentami odważniej atakowały, Pajor pozostawała nie do zatrzymania. Jej czwarty gol był prawdziwą ozdobą meczu – solowy rajd przez znaczną część boiska, dynamiczne przyspieszenie i pewne wykończenie akcji. Kibice nagrodzili ten moment owacją na stojąco.
– To była czysta piłkarska magia – mówił jeden z fanów obecnych na stadionie. – Takie występy ogląda się raz na wiele lat. Pajor pokazała klasę światową.
Występ, który umacnia legendę
Choć Ewa Pajor od lat jest uznawana za jedną z najlepszych piłkarek globu, ten mecz z pewnością jeszcze mocniej ugruntuje jej pozycję. Nie chodzi wyłącznie o liczbę zdobytych bramek, ale o całokształt jej gry. Kontrola tempa, umiejętność czytania boiska, ciągłe napędzanie zespołu i odpowiedzialność liderki – wszystko to było widoczne przez pełne 90 minut.
Eksperci nie mają wątpliwości, że był to jeden z najlepszych występów indywidualnych w kobiecej piłce nożnej ostatnich lat.
– To był nokaut na najwyższym poziomie – ocenił były selekcjoner reprezentacji Polski. – Ewa Pajor jest wzorem nowoczesnej piłkarki: szybka, inteligentna, skuteczna i niezwykle pracowita. Takie mecze zapisują się w historii.
Sukces zespołu, nie tylko jednostki
Mimo że to Pajor skradła całe show, sama zawodniczka po raz kolejny podkreślała, jak ważna jest praca całej drużyny. W jej wypowiedziach nie było ani krzty przesadnego indywidualizmu.
– Każda bramka to efekt współpracy – zaznaczyła po spotkaniu. – Bez podań, bez pracy koleżanek w defensywie i środku pola nie byłoby takiego wyniku. To zwycięstwo całego zespołu.
Jej drużyna, oprócz cennych punktów, wysłała wyraźny sygnał rywalkom – jest w znakomitej formie i gotowa walczyć o najwyższe cele. Z liderką takiego formatu jak Pajor, aspiracje do trofeów krajowych i międzynarodowych wydają się jak najbardziej realne.
Media i kibice zachwyceni
Po meczu media społecznościowe dosłownie eksplodowały. Zdjęcia, nagrania z bramek i fragmenty akcji Pajor błyskawicznie obiegły internet. Jej nazwisko było jednym z najczęściej wyszukiwanych, a kibice z różnych zakątków świata składali gratulacje i wyrazy podziwu.
– To inspiracja dla młodych piłkarek – pisała jedna z fanek w mediach społecznościowych. – Ewa Pajor pokazuje, że dzięki pracy i pasji można dojść na sam szczyt.
Coraz głośniej mówi się również o jej szansach na najważniejsze nagrody indywidualne. Wśród ekspertów i dziennikarzy sportowych pojawiają się spekulacje, że Pajor jest jedną z głównych kandydatek do zdobycia Złotej Piłki w tym sezonie.
Co dalej?
Choć po takim występie łatwo popaść w zachwyt, sama Pajor pozostaje skupiona na przyszłości. Podkreśla, że każdy mecz to nowe wyzwanie, a ona nie zamierza spoczywać na laurach.
– Każde spotkanie to nowa historia – mówiła po meczu. – Chcę dalej się rozwijać i pomagać drużynie wygrywać.
Jedno jest pewne – ten występ przejdzie do historii jako jeden z najbardziej spektakularnych w jej karierze. Ewa Pajor po raz kolejny przypomniała światu, dlaczego kobieca piłka nożna zasługuje na uwagę, szacunek i podziw. A jej historia? Wciąż się pisze – i wszystko wskazuje na to, że najlepsze rozdziały mogą być dopiero przed nią.
Karol Nawrocki od dawna nie ukrywa, że sport zajmuje w jego życiu bardzo ważne miejsce. Prezydent RP szczególnie upodobał sobie piłkę nożną oraz sporty walki – dyscypliny, które śledzi regularnie i które nie są mu obce także od strony praktycznej. Głowę państwa wielokrotnie można było zobaczyć na trybunach stadionów piłkarskich, gdzie pojawiał się zarówno podczas meczów reprezentacji Polski, jak i spotkań ligowych Lechii Gdańsk czy Legii Warszawa. W ostatnich dniach coraz głośniej mówi się jednak o jego możliwej obecności na jednym z największych wydarzeń w polskim MMA.
Zainteresowanie sportami walki w przypadku Karola Nawrockiego nie jest chwilową modą. Prezydent w przeszłości sam trenował tego typu dyscypliny i do dziś utrzymuje bliskie relacje ze środowiskiem. Kilka dni temu media informowały, że miał pojawić się na gali Rocky Boxing Night, by osobiście wesprzeć swojego przyjaciela Kacpra Meynę. Ostatecznie jednak obowiązki wynikające z pełnionej funkcji sprawiły, że Nawrocki nie dotarł do Sopotu, co tylko podsyciło spekulacje dotyczące jego przyszłych sportowych wizyt.
Nowy rozdział w tych doniesieniach otworzył Patryk Kaczmarczyk, który w połowie listopada sięgnął po pas tymczasowego mistrza KSW w wadze piórkowej po zwycięstwie nad Adamem Soldajewem. Po walce zawodnik udzielił wywiadu „Kanałowi Sportowemu”, w którym wprost zwrócił się do prezydenta RP. Kaczmarczyk podkreślał, że cieszy go fakt, iż głowa państwa interesuje się MMA i otwarcie zaprosił Karola Nawrockiego na galę KSW w Radomiu. Choć sam zawodnik nie będzie tam walczył, wyraził chęć osobistego spotkania i wspólnego obejrzenia wydarzenia.
Jak się okazuje, nie były to jedynie kurtuazyjne słowa. O sprawie wypowiedział się Wojsław Rysiewski, dyrektor sportowy organizacji KSW, który potwierdził, że temat zaproszenia prezydenta jest jak najbardziej realny. Jak zaznaczył, zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie, zaproszenie zostało wystosowane, a organizatorzy pozostają w kontakcie z otoczeniem głowy państwa. Rysiewski podkreślił jednocześnie, że wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z ogromu obowiązków spoczywających na prezydencie RP i nikt nie oczekuje, że wizyty na galach sportowych będą dla niego priorytetem. Jeśli jednak pojawi się taka możliwość, KSW zrobi wszystko, by Karol Nawrocki mógł pojawić się na trybunach.
Najbliższe tygodnie przyniosą odpowiedź na pytanie, czy te deklaracje przełożą się na realną obecność prezydenta na gali MMA. Już w sobotę, 20 grudnia, w Łodzi odbędzie się gala XTB KSW 113, natomiast 17 stycznia w Radomiu zaplanowano wydarzenie oznaczone numerem 114. To właśnie te dwie daty pojawiają się w kontekście potencjalnej wizyty Karola Nawrockiego. Na razie nie ma jednak oficjalnego potwierdzenia, czy głowa państwa faktycznie znajdzie czas, by pojawić się na jednym z tych wydarzeń.
Jedno jest pewne – zainteresowanie prezydenta sportami walki nie jest tajemnicą, a jego możliwa obecność na gali KSW byłaby wydarzeniem bez precedensu i silnym sygnałem poparcia dla polskiego MMA. Czy Karol Nawrocki zasiądzie wśród kibiców podczas jednej z nadchodzących gal? To pytanie pozostaje na razie bez odpowiedzi.
Iga Świątek od lat pozostaje wierna Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy i konsekwentnie wspiera jej działalność. Już w 2021 roku bez wahania zaangażowała się w akcję charytatywną, wykonując zdecydowany gest, a w kolejnych latach regularnie dokładała do orkiestrowej puszki naprawdę imponujące kwoty. Dzięki jej hojności na konto WOŚP trafiły setki tysięcy złotych, o czym doskonale wie także Jerzy Owsiak. Jakie dokładnie sumy udało się zebrać dzięki przedmiotom przekazanym przez najlepszą polską tenisistkę? Skala wsparcia może robić ogromne wrażenie.
Już niebawem odbędzie się 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zaplanowany na 25 stycznia 2026 roku. Wolontariusze ponownie wyjdą na ulice, by kwestować na rzecz najmłodszych pacjentów. Tegoroczny cel to diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u dzieci, a hasło akcji brzmi: „Zdrowe brzuszki naszych dzieci”. Poprzedni finał okazał się rekordowy – udało się zgromadzić aż 289 068 047,77 zł. Do tego sukcesu przyczynili się również ludzie sportu, w tym właśnie Iga Świątek.
Ogromne wsparcie Igi Świątek dla WOŚP
We wszystkich dotychczasowych 33 finałach WOŚP fundacja Jerzego Owsiaka zebrała blisko 2,6 miliarda złotych, co pozwoliło na zakup około 81 tysięcy specjalistycznych urządzeń dla polskich szpitali. Istotną częścią tej sumy są wpłaty pochodzące z aukcji związanych z Igą Świątek, która z Orkiestrą gra nieprzerwanie od 2021 roku.
Podczas swojego pierwszego finału – 29. w 2021 roku – tenisistka przekazała na aukcję rakietę oraz piłkę z French Open 2020, turnieju, w którym po raz pierwszy w karierze sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł. Przedmioty te zostały wylicytowane za 131 300 zł, które trafiły bezpośrednio do puszki WOŚP.
Rok później Świątek postanowiła pójść o krok dalej. Na licytację przekazała rakietę z turnieju w Rzymie, a dodatkowo zaoferowała prywatny trening ze sobą, możliwy do zrealizowania w 2022 roku. Aukcja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i zakończyła się kwotą 189 100 zł, przebijając wynik z poprzedniego roku.
W 2023 roku tenisistka ponownie wystawiła wyjątkowy zestaw. Tym razem była to rakieta, którą wygrała Roland Garros i US Open w 2022 roku. W pakiecie znalazło się również zaproszenie na jej mecz pierwszej rundy French Open w Paryżu w 2023 roku oraz spotkanie za kulisami turnieju. Zwycięzca tej licytacji wpłacił na konto fundacji astronomiczną kwotę 300 300 zł.
W kolejnym roku Iga Świątek zdecydowała się zerwać z dotychczasową tradycją i zamiast rakiety przekazała inny, równie wyjątkowy przedmiot. Była to elegancka czerwona suknia, w której pozowała podczas sesji zdjęciowej przy okazji WTA Finals w Cancun. Kreacja została wylicytowana za 68 300 zł.
W 2025 roku tenisistka wróciła jednak do swoich „korzeni”. Na aukcję trafiła jej rakieta z sezonu 2024, opatrzona autografem, a także unikalny obraz z klocków LEGO, przygotowany we współpracy z LEGO Polska, upamiętniający jej triumf w Roland Garros. Dzieło składało się z 13 815 klocków w 43 kolorach. Cały zestaw przyniósł WOŚP kolejne 72 tysiące złotych.
Łącznie, dzięki zaangażowaniu i wielkiemu sercu Igi Świątek, na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy udało się zebrać już 761 tysięcy złotych. Wszystko wskazuje na to, że to wciąż nie ostatnie słowo najlepszej polskiej tenisistki w tej szczytnej inicjatywie.
Wiktoria Gajosz wyrasta na jedną z największych nadziei polskiego sprintu. Choć ma zaledwie 19 lat, już teraz potrafi wywołać ogromne emocje – zarówno na bieżni, jak i poza nią. W czerwcu znalazła się na czele europejskich tabel juniorek w biegu na 200 metrów, a kilka tygodni później dołożyła do tego medal mistrzostw Europy do lat 20. Jej talent został dostrzeżony nie tylko w kraju. Nagranie z jej biegu podczas mistrzostw Polski juniorów obejrzało w sieci ponad dwa miliony osób.
Zawodniczka z Chełma uchodzi za jedną z najbardziej utalentowanych lekkoatletek młodego pokolenia w Polsce. Specjalizuje się w konkurencjach sprinterskich i od dłuższego czasu regularnie potwierdza swój potencjał wynikami. W 2024 roku w Warszawie ustanowiła rekord Polski do lat 20 na dystansie 300 metrów, uzyskując czas 36,82 s – najlepszy rezultat na świecie w tej kategorii wiekowej. Niedługo później sięgnęła po tytuł mistrzyni Polski juniorek na 400 metrów oraz triumfowała w sztafetach 4×400 m i 4×100 m. W tej drugiej miała istotny udział w pobiciu klubowego rekordu Polski U20. Kolejny sezon przyniósł następne sukcesy.
Prawdziwie głośno o Gajosz zrobiło się w czerwcu, gdy podczas mityngu w Białej Podlaskiej przebiegła 200 metrów w znakomitym czasie 23,07 s. Tym samym poprawiła rekord życiowy aż o 0,61 sekundy i objęła prowadzenie w europejskich tabelach juniorek. Nic dziwnego, że przed mistrzostwami Europy U20 w fińskim Tampere była wymieniana w gronie głównych faworytek. Zmagania w Finlandii nie potoczyły się jednak po jej myśli.
W biegu na 200 metrów Polka odpadła już w półfinale. Jak później przyznała, najlepszą formę miała za sobą, a dodatkowo zmagała się z problemami zdrowotnymi. – Nawet gdybym awansowała do finału, nie wiem, czy byłabym w stanie wystartować. Zaczął boleć mnie przywodziciel, doszło do naciągnięcia. Pojawił się znak zapytania, czy będę mogła pomóc dziewczynom w sztafecie – mówiła w rozmowie z TVP Info.
Ostatecznie Gajosz zdołała jednak przezwyciężyć trudności i z mistrzostw Europy wróciła z brązowym medalem w sztafecie 4×100 metrów. Wcześniej zachwyciła również podczas mistrzostw Polski juniorów we Włocławku, gdzie zdobyła złoto na 200 metrów oraz w sztafecie 4×100 m, potwierdzając swoją dominację w krajowej rywalizacji.
Jej występy nie przeszły bez echa także poza granicami Polski. W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej nagrań i wpisów, w których młoda sprinterka przedstawiana jest jako wschodząca gwiazda światowego formatu. W niedzielę użytkownik profilu „non aesthetic things” opublikował na platformie X film z jej biegu na 200 metrów z mistrzostw Polski we Włocławku. „Wiktoria Gajosz, przyszłość polskiego sprintu, dominuje na mistrzostwach U20, zdobywając rekordy kraju i tytuły” – napisał. Wideo w ciągu krótkiego czasu obejrzało ponad dwa miliony internautów.
Pod nagraniem pojawiło się mnóstwo entuzjastycznych komentarzy, głównie od zagranicznych kibiców. „Wiktoria pisze historię polskiego sprintu – nie ma dla niej ograniczeń”, „To prawdziwa gwiazda w kolcach, kolejne wielkie nazwisko polskiego sprintu już jest”, „Ona nie tylko biega, ona sprintem przechodzi do historii” – czytamy w reakcjach fanów.
We wtorkowy wieczór FC Barcelona rozpocznie rywalizację w kolejnej edycji Pucharu Króla. Jej rywalem będzie trzecioligowa CD Guadalajara. Hiszpańskie media piszą o ważnej decyzji, którą musi podjąć Hansi Flick. Chodzi o wybór bramkarza na pucharowe rozgrywki. Czy wybór padnie na Wojciecha Szczęsnego? A może Flick postawi na Marc-Andre ter Stegena? “Flick zawsze miałby argument, by bronić swojej decyzji” – czytamy.
Wojciech Szczęsny i Diego Kochen
FC Barcelona jest w dosyć komfortowej sytuacji w lidze hiszpańskiej. Zespół Hansiego Flicka ma cztery punkty przewagi nad Realem Madryt, a w ostatniej kolejce pokonał 2:0 Osasunę po dublecie Raphinhi. Poza tym Barcelona wciąż jest w grze o miejsce w czołowej ósemce fazy ligowej Ligi Mistrzów – aktualnie ma dziesięć punktów po sześciu meczach. Na przełomie 2025 i 2026 r. trener Barcelony będzie musiał podjąć ważną decyzję. Jest ona powiązana z powrotem Marc-Andre ter Stegena do zdrowia. Co w tej sytuacji z Wojciechem Szczęsnym?
Zobacz wideo Oto najlepszy bramkarz świata?! “Niesamowity potencjał”
Kluczowa decyzja Flicka. To może naznaczyć rolę Szczęsnego w Barcelonie
We wtorkowy wieczór Barcelona zagra z CD Guadalajara w 1/16 finału Pucharu Króla. Flick będzie musiał zdecydować, czy w tych rozgrywkach podstawowym bramkarzem też będzie Joan Garcia (jak w przypadku ligi hiszpańskiej i Ligi Mistrzów), czy warto postawić na ter Stegena lub Szczęsnego. Ostatnio Polak był poza kadrą na mecz z Osasuną ze względu na zapalenie żołądka i jelit, ale w niedzielę, a więc dzień po meczu, już normalnie trenował.
Dziennik “Sport” wskazuje na trzy scenariusze, a jednym z nich jest postawienie na Szczęsnego w Pucharze Króla “ze względu na jego formę”. “Flick zawsze miałby argument, by bronić swojej decyzji, że ter Stegen od wielu miesięcy nie gra i potrzebuje więcej treningów, by zbliżyć się do swojej najlepszej formy” – czytamy w artykule. “Sport” dodaje, że postawienie na ter Stegena mogłoby sklasyfikować Szczęsnego jako trzeciego bramkarza w Barcelonie, więc byłby “największym poszkodowanym”.
“Mecz Pucharu Króla jest znacznie ważniejszy dla przyszłości ter Stegena, niż się wydaje. Jego sytuacja w Barcelonie może się zmienić w ciągu kilku tygodni. Gdyby zagrał Szczęsny, wiadomość od Flicka wzmocniłaby intencje zarządu Joana Laporty. Pozycja ter Stegena w pierwszym składzie posłużyłaby do wyeksponowania bramkarza” – komentuje dziennik “El Confidencial”. Warto zaznaczyć, że dzięki operacji Ter Stegena Barcelona mogła zarejestrować Joana Garcię.
Zobacz też: Oto plany ter Stegena. Co będzie ze Szczęsnym w Barcelonie?
Ter Stegen trafił do Barcelony latem 2014 r. z Borussii Moenchengladbach. W tym czasie Niemiec zagrał w ponad 420 meczach, w których zachował 175 czystych kont. Barcelona z ter Stegenem w składzie wygrała sześć mistrzostw Hiszpanii, Ligę Mistrzów, Klubowe Mistrzostwo Świata czy Superpuchar UEFA.
Spotkanie CD Guadalajara – FC Barcelona odbędzie się we wtorek o godz. 21:00. Relacja tekstowa na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.
Niedziela w niemieckim Klingenthal nie należała do udanych dla polskich skoczków narciarskich. Trzech naszych reprezentantów wprawdzie punktowało w konkursie Pucharu Świata, ale najlepszym z nich był Piotr Żyła, który zajął dopiero 20. miejsce. Statystyki są przerażające – jesteśmy jedną z najgorszych reprezentacji w stawce.
20. miejsce Piotra Żyły, 21. lokata Pawła Wąska i 28. pozycja Dawida Kubackiego. Brak punktów Kamila Stocha, Macieja Kota i przede wszystkim pierwszy konkurs bez Kacpra Tomasiaka w drugiej serii. To, co wydarzyło się w niedzielnych zawodach w Klingenthal, może wprawić polskich kibiców w zatrważający nastrój.
Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska
Coraz większa strata do czołówki
– Ta skocznia nie pasuje mi idealnie, ale spodziewałem się, że będzie nieco lepiej. Wierzę w to cały czas. Jest sporo rezerwy. To nie jesto to, co mogłoby być. Czasem efekt jest gorszy, ale ciągle pracuję, by było lepiej – mówił na antenie Eurosportu Piotr Żyła.
– Jestem trochę zawiedziony, bo nie działa to tak, jakbym chciał. W drugiej serii miałem zadanie by puścić ten skok nieco bez kontroli, ale nie potoczyło się to po mojej myśli. Pracuję nad tym, by oddawać skoki, które będą sprawiać radość zarówno mnie, jak i kibicom – wtórował koledze z kadry Dawid Kubacki.
Łącznie w klasyfikacji Pucharu Narodów Polacy mają 460 punktów i zajmują 6. lokatę z olbrzymią stratą do czołowej czwórki. Jednak również strata do Norwegów powiększyła się z 49 do aż 151 oczek. Na prowadzeniu znajdują się Austriacy, których starają się gonić Słoweńcy i Japończycy.
Jest gorzej, niż mogło się wydawać
Kiedy jednak spojrzymy w inną statystykę, okazuje się, że może być gorzej. A w zasadzie niemal najgorzej w stawce. Jak zauważył Adam Bucholz z portalu Skijumping.pl, polscy skoczkowie tylko dwukrotnie plasowali się w czołowej dziesiątce, biorąc pod uwagę wszystkie dziewięć konkursów indywidualnych sezonu 2025/26.
Tym samym Polacy znajdują się za Bułgarią, która w swoich szeregach ma jedynie Władimira Zografskiego, a także za Francuzami, którzy liczyć mogą jedynie na punkty Valentina Fouberta. Francuski skoczek zresztą wywalczył w niedzielę najlepszą lokatę w karierze, zajmując 4. pozycję.
Trzeba przyznać, że nie wygląda to optymistycznie. Zwłaszcza że jeszcze niedawno staliśmy w jednym szeregu z dominującymi Austriakami, Japończykami, Słoweńcami, Niemcami czy Norwegami. Nawet ci ostatni, będąc wyraźnie “pod formą”, siedmiokrotnie kończyli zawody PŚ w TOP 10.
– Pojedyncze skoki pozwalają walczyć z najlepszymi, tylko na razie nie jesteśmy w stanie ustabilizować poziomu. My niestety popełniając błędy mamy problem, by dostać się do finału. Przy tak wyrównanej stawce decydują niuanse – stwierdził w rozmowie na łamach “Skijumping.pl” Maciej Kot.
Mimo kiepskich wyników, Maciej Maciusiak nie zdecydował się na zmiany na kolejny weekend w Engelbergu (20-21 grudnia). Na Gross-Titlis-Schanze ujrzymy zatem Kacpra Tomasiaka, Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Macieja Kota, Pawła Wąska i Piotra Żyłę.
Najnowszy Magazyn.Sport.pl już jest! Polscy skoczkowie zaczynają sezon olimpijski, a eksperci Sport.pl opisują różne konteksty nadchodzącej rywalizacji. Pogłębione analizy, komentarze, historie i kapitalne wywiady przeczytasz >> TU
Amanda Anisimova poruszyła swoich fanów niezwykle osobistym i emocjonalnym wyznaniem. Amerykańska tenisistka opublikowała na Instagramie wzruszający wpis, w którym poinformowała o śmierci swojego ukochanego psa, Miley. Jak przyznała, minione dni były dla niej wyjątkowo bolesne — nazwała je wręcz „najgorszym tygodniem w swoim życiu”.
24-letnia zawodniczka zamieściła aż 15 zdjęć, pełnych ciepłych wspomnień, miłości i bliskości, dokumentujących wspólne chwile z czworonożną przyjaciółką. Miley towarzyszyła Anisimovej od dzieciństwa i była ważną częścią jej życia przez wiele lat.
„Na zawsze pozostaniesz moim małym aniołkiem. Ostatni tydzień był najgorszym w naszym życiu. Byłaś ze mną od momentu, gdy miałam osiem lat — i zawsze będziesz. Dziękuję ci za to, że byłaś najlepszym psem, jakiego mogliśmy sobie wymarzyć. Kocham cię bardziej, niż potrafię wyrazić słowami, maleńka” — napisała tenisistka w poruszającym poście.
Towarzyszyła jej nawet na turniejach. „Dawała mi spokój”
Miłość Anisimovej do Miley nie była tajemnicą. Suczka wielokrotnie pojawiała się u boku zawodniczki, także podczas turniejów, gdzie cierpliwie czekała na swoją właścicielkę w boksie. Tenisistka wspominała po Charleston Open w 2022 roku, jak ważną rolę odgrywała jej psia towarzyszka.
— Była spokojna i opanowana przez cały mecz. Po prostu spała. To naprawdę wyjątkowy pies. Każdy, kto ją poznaje, zwraca uwagę na jej wzorowe zachowanie. Gdy zabieram ją na turnieje, daje mi poczucie spokoju. Uwielbiam mieć ją przy sobie — mówiła wówczas Anisimova.
Słowa wsparcia od kibiców i rywalek
Pod emocjonalnym wpisem szybko pojawiły się setki komentarzy. Wyrazy współczucia płynęły nie tylko od fanów, ale również od innych tenisistek z cyklu WTA.
„Bardzo mi przykro… Miley była najsłodsza” — napisała Daria Kasatkina.
„Miley, kochamy cię” — dodała Caroline Dolehide.
W trudnych chwilach Amanda Anisimova mogła więc liczyć na ogromne wsparcie tenisowej społeczności, która doskonale rozumie, jak silna potrafi być więź między człowiekiem a jego czworonożnym przyjacielem.
Po wpisie Donalda Tuska rozpętała się burza. Tak skwitowali go konfederaci
Donald Tusk po dwóch latach od wygrania wyborów parlamentarnych opublikował wpis podsumowujący ten okres, ale zderzył się z mocną krytyką ze strony opozycji. Wśród krytykujących znalazł się były reprezentant Polski Marcin Możdżonek, który uważa, że obecna władza jest pozbawiona ambicji. To nie wszystko, co napisał.
Więcej ciekawych informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym
Minęło dwa lata od momentu, gdy Donald Tusk ponownie stanął na czele rządu. W rocznicę zaprzysiężenia premier opublikował wpis w mediach społecznościowych, w którym odniósł się do dotychczasowych działań swojego gabinetu. “Za nami dwa lata. Dobre, chociaż bardzo trudne. Biorę za nie pełną odpowiedzialność. Jestem z nich dumny, ale wiem, że Polska zasługuje na jeszcze więcej. Wierzę, że Polaków na to stać. Jeszcze nie raz zadziwimy cały świat!” — napisał w serwisie X.
Czytaj więcej: Koniec serii Tomasza Fornala! Pokonała go ekipa kolegi z kadry
Możdżonek i Mentzen krytyczni wobec Tuska
Rocznica stała się również pretekstem do ostrych komentarzy ze strony polityków Konfederacji. Sławomir Mentzen nie szczędził krytyki, pisząc na platformie X: “Dzisiaj mijają dwa lata od powstania rządu Donalda Tuska. Ten rząd jest dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać po Tusku — leniwy i pozbawiony ambicji. Tusk już wiele lat temu doszedł do wniosku, że wszelkie próby reformowania państwa są bardzo niebezpieczne. Każda reforma może się nie udać, może komuś zaszkodzić, a innemu się nie spodobać. Po co narażać się na takie ryzyko? Lepiej jest nic nie robić. W dodatku wszelkie reformy zaczynają przynosić dobre efekty dopiero po jakimś czasie. A koszty ponosi się od razu”.
Działania Tuska krótko i w podobnym tonie podsumował Marcin Możdżonek, były reprezentant Polski w siatkówce, a obecnie polityk Konfederacji. W swoim wpisie nie pozostawił złudzeń co do oceny obecnej koalicji: “Smutna, ale zgodna ze stanem faktycznym ocena dwóch lat koalicji rządzącej. Niestety jeszcze przez kolejne dwa lata będziemy dryfować z rządem bez ambicji u steru”.
Tak zaczynał w polityce
Przypomnijmy, że były siatkarz zdobył z reprezentacją Polski mistrzostwo świata w 2014 roku, mistrzostwo Europy w 2009 oraz złoto Ligi Światowej w 2012. W klubach triumfował m.in. w Lidze Mistrzów CEV z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w 2016 i 2017, mistrzostwach Polski z PGE Skrą Bełchatów oraz tureckiej lidze z Halkbankiem Ankara.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Po raz pierwszy zetknął się z polityką w październiku 2024 startując w wyborach na prezydenta Olsztyna. Zdobył wówczas mandat radnego Rady Miasta (13,5 proc. głosów w pierwszej turze). To był jego debiut w formalnej polityce samorządowej. W czerwcu 2025 dołączył do Konfederacji (Nowa Nadzieja), deklarując pełne wejście w politykę po karierze sportowej. Wcześniej, przed wyborami prezydenckimi 2025, wspierał Sławomira Mentzena.
Czytaj więcej: Joanna Wołosz dominuje w KMŚ. Koniec serii Agnieszki Korneluk
W czerwcu 2025 dołączył do Konfederacji (Nowa Nadzieja), deklarując pełne wejście w politykę po karierze sportowej. Wcześniej, przed wyborami prezydenckimi 2025, wspierał Sławomira Mentzena
Badani nie są zadowoleni
Równolegle pojawiły się wyniki najnowszego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez UCE Research na zlecenie Onetu. Sondaż pokazuje, że społeczne postrzeganie pracy szefa rządu jest wyraźnie spolaryzowane, a grupa krytyków przewyższa liczbę jego zwolenników. Jednocześnie istotna część respondentów nie ma jednoznacznej opinii.
Na pytanie: “Jak ocenia Pan/Pani dotychczasową pracę premiera Donalda Tuska?” odpowiedź “bardzo dobrze” wybrało 11,26 proc. ankietowanych, a “raczej dobrze” — 21,84 proc. Łącznie daje to 33,1 proc. ocen pozytywnych. Przeciwnego zdania było 42,6 proc. badanych — 17,53 proc. wskazało odpowiedź “raczej źle”, a 25,07 proc. “bardzo źle”.