Category: Uncategorized

  • Wiktorowski zastąpiony przez Fissette’a. Świątek miała świadomość ryzyka. Przepaść jest ogromna

    Wiktorowski zastąpiony przez Fissette’a. Świątek miała świadomość ryzyka. Przepaść jest ogromna

    Iga Świątek w końcówce sezonu 2024 podjęła jedną z najważniejszych decyzji w swojej dotychczasowej karierze. Po niemal trzech latach współpracy postanowiła zakończyć pracę z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem, który poprowadził ją na sam szczyt światowego tenisa. Kilkanaście dni później ogłosiła nazwisko jego następcy – został nim Wim Fissette. Już wtedy było jasne, że wybór Belga wiąże się z pewnym ryzykiem. Po Australian Open coraz głośniej słychać jednak głosy kibiców, że być może to ryzyko było zbyt duże, a współpraca z 45-letnim szkoleniowcem może zmierzać ku końcowi. Co więcej – taki scenariusz idealnie wpisywałby się w dotychczasowy przebieg kariery Fissette’a, który pod wieloma względami jest przeciwieństwem Wiktorowskiego.

    Świątek jak dotąd miała w swojej profesjonalnej karierze zaledwie trzech trenerów. Pierwszym z nich był Piotr Sierzputowski, z którym zaczęła współpracę w 2016 roku, gdy oficjalnie wkroczyła w świat zawodowego tenisa. To właśnie on towarzyszył jej w pierwszych latach rozwoju, prowadząc ją od juniorskim sukcesów aż do historycznego triumfu w Roland Garros w 2020 roku. Ich współpraca trwała pięć lat i miała charakter długofalowego projektu, opartego na stopniowym budowaniu formy i odporności mentalnej.

    Po rozstaniu z Sierzputowskim Świątek postawiła na jedno z najbardziej uznanych nazwisk w polskim tenisie. Tomasz Wiktorowski, były trener Agnieszki Radwańskiej, zapowiadał, że jego celem jest wprowadzenie Igi na absolutny szczyt światowego rankingu. Te zapowiedzi nie pozostały pustymi słowami. To właśnie pod jego wodzą Polka została liderką rankingu WTA i sięgnęła po kolejne tytuły wielkoszlemowe, przeżywając – jak dotąd – najlepszy okres swojej kariery. Ich współpraca trwała niemal równo trzy lata i zakończyła się w październiku 2024 roku.

    Decyzja o rozstaniu z Wiktorowskim była sygnałem, że Świątek chce szukać nowych impulsów i spojrzenia z zewnątrz. Wybór padł na trenera zagranicznego – Wima Fissette’a. Ogłoszenie tej współpracy nastąpiło kilkanaście dni po zakończeniu poprzedniej i od samego początku wzbudzało spore emocje. Nie chodziło wyłącznie o zmianę narodowości szkoleniowca, lecz przede wszystkim o jego dotychczasowy styl pracy.

    Fissette od lat uchodzi za trenera, który rzadko wiąże się z zawodniczkami na dłużej. W jego CV nie brakuje znanych nazwisk i sukcesów, ale uwagę zwraca przede wszystkim krótki czas poszczególnych współprac. Najdłużej pracował z Kim Clijsters – przez 33 miesiące – co i tak jest wyjątkiem na tle całej kariery Belga. Średni czas współpracy Fissette’a z jedną tenisistką wynosi niespełna 15 miesięcy (nie licząc obecnej pracy z Igą Świątek).

    To właśnie ten aspekt był najczęściej podnoszony w momencie ogłoszenia decyzji Polki. Świątek przez całą karierę stawiała na stabilność i długotrwałe relacje, podobnie jak Tomasz Wiktorowski, który sam może pochwalić się imponującą średnią – w jego przypadku współpraca z jedną zawodniczką trwa przeciętnie aż 71 miesięcy. Różnica między oboma szkoleniowcami jest więc wręcz przepaścią.

    Symboliczne „15 miesięcy”, które stało się znakiem rozpoznawczym kariery Fissette’a, wybrzmiało szczególnie mocno po Australian Open 2026. Turniej w Melbourne nie spełnił oczekiwań Świątek, a ostatnie wyniki nie napawają optymizmem w kontekście dalszej współpracy z Belgiem. Nic dziwnego, że wśród kibiców i komentatorów pojawiają się pytania, czy to nie moment, w którym historia Fissette’a po raz kolejny zatoczy koło.

    Świątek znalazła się bowiem na swoistej granicy – umownej czerwonej linii, którą w przeszłości wyznaczała większość współprac Belga. Czy tym razem będzie inaczej i relacja przetrwa trudniejszy moment, czy też dojdzie do kolejnego rozstania? Odpowiedź na to pytanie może okazać się jedną z kluczowych dla dalszego przebiegu kariery najlepszej polskiej tenisistki.

  • Lewandowski odwrócił losy spotkania. Kanonada na Camp Nou. Tak bawi się “Barca”

    Lewandowski odwrócił losy spotkania. Kanonada na Camp Nou. Tak bawi się “Barca”

    FC Barcelona pokonała FC Kopenhaga 4:1 i w efektownym stylu przypieczętowała bezpośredni awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Jedną z kluczowych postaci spotkania był Robert Lewandowski, który ponownie rozpoczął mecz w wyjściowym składzie mistrzów Hiszpanii. Polak trafił do siatki w niezwykle istotnym momencie, wywalczył rzut karny i zapisał się w klubowej historii dzięki kolejnemu imponującemu osiągnięciu strzeleckiemu.

    Mecz o wszystko i osobista stawka Lewandowskiego

    Przed ostatnią kolejką fazy ligowej sytuacja Barcelony była jasna – tylko zwycięstwo gwarantowało jej miejsce w najlepszej szesnastce rozgrywek bez konieczności gry w 1/16 finału. Statystycy wyliczali, że „Duma Katalonii” ma na to 87 procent szans, jednak boisko szybko pokazało, że droga do celu wcale nie będzie łatwa.

    W podstawowej jedenastce po raz kolejny znalazł się Robert Lewandowski, dla którego był to nie tylko mecz o awans drużyny, ale również okazja do osiągnięcia kolejnego indywidualnego kamienia milowego. Kapitan reprezentacji Polski nie zawiódł.

    Zimny prysznic na Camp Nou

    Początek spotkania był dla gospodarzy prawdziwym szokiem. Już w 4. minucie Viktor Dadason idealnie wbiegł w tempo do prostopadłego podania i w sytuacji sam na sam z Joanem Garcíą uderzył bez przyjęcia sprzed pola karnego. Piłka wpadła do siatki, a trybuny Camp Nou na moment zamilkły.

    Stracony gol okazał się wyjątkowo bolesny także z historycznego punktu widzenia – Barcelona ustanowiła bowiem niechlubny klubowy rekord, o którym szeroko pisano już po meczu.

    Kilka minut później bliski wyrównania był Lewandowski. Polak znalazł się oko w oko z Dominikiem Kotarskim, jednak tym razem górą był bramkarz mistrza Danii. Jak się okazało, był to tylko wstęp do tego, co miało nadejść.

    Przewaga Barcelony rosła

    Im dłużej trwało spotkanie, tym wyraźniej rosła przewaga gospodarzy. FC Kopenhaga miała sporo szczęścia w końcówce pierwszej połowy. Najpierw strzał Erica Garcíi zatrzymał się na poprzeczce, a chwilę później kapitalną interwencją po uderzeniu Lamine’a Yamala popisał się Kotarski.

    Po przerwie Barcelona ruszyła do zdecydowanego ataku i szybko przyniosło to efekt.

    Lewandowski daje sygnał do ataku

    Niespełna trzy minuty po wznowieniu gry Lamine Yamal przeprowadził dynamiczną akcję prawym skrzydłem i idealnie dograł piłkę na piąty metr. Tam czekał już Lewandowski, który bez problemów skierował futbolówkę do bramki. Wyrównanie na 1:1 przywróciło Barcelonie nadzieję i jednocześnie pozwoliło Polakowi wyrównać snajperski rekord Lionela Messiego w klubowych rozgrywkach europejskich.

    W tym momencie „Blaugrana” przesunęła się z 13. na 9. miejsce w tabeli fazy ligowej, ale wciąż było to za mało, by zapewnić sobie bezpośredni awans.

    Koncert Barcelony po przerwie

    Kolejne minuty należały już wyłącznie do gospodarzy. Na listę strzelców wpisali się jeszcze Lamine Yamal oraz Raphinha, który pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany po faulu na Lewandowskim. Wynik ustalił wprowadzony z ławki rezerwowych Marcus Rashford. W drugiej połowie FC Kopenhaga była jedynie tłem dla rozpędzonej Barcelony.

    W końcówce piłka co prawda ponownie wpadła do bramki gospodarzy, jednak po analizie VAR sędzia anulował trafienie, dopatrując się przewinienia w jednej z wcześniejszych faz akcji.

    Awans bezpośredni i wielkie ambicje

    Ostatecznie FC Barcelona zakończyła fazę ligową na 5. miejscu w tabeli. Taki rezultat oznacza uniknięcie barażów o 1/8 finału i bezpośredni awans do kolejnej rundy Ligi Mistrzów. Zespół z Katalonii pozostaje w grze o wszystkie najważniejsze trofea w tym sezonie, a Robert Lewandowski po raz kolejny udowodnił, że wciąż jest jedną z kluczowych postaci europejskiego futbolu.

  • Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Iga Świątek próbuje poukładać sobie w głowie i w treningu nieudany występ w Australian Open. Polka liczyła na pierwszy w karierze wielkoszlemowy triumf w Melbourne, jednak jej marzenia zakończyły się na etapie ćwierćfinału. W pierwszych wypowiedziach po porażce wydawało się, że druga rakieta świata potrzebuje chwili oddechu od turniejowej rywalizacji, by skupić się wyłącznie na pracy treningowej. Dziś wiemy już, że te deklaracje zostały odczytane zbyt pochopnie.

    Świątek przegrała walkę o półfinał z Jeleną Rybakiną – rywalką, która pokonała ją również pod koniec ubiegłego sezonu w WTA Finals. W Melbourne Polka była w stanie nawiązać wyrównaną rywalizację tylko w pierwszym secie. W drugim Kazaszka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie, a wynik 5:7, 1:6 jasno pokazał różnicę dyspozycji w kluczowym momencie spotkania.

    Ta porażka oznacza, że na skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema Świątek musi poczekać co najmniej do kolejnego sezonu. Bezpośrednio po meczu nie ukrywała frustracji i rozczarowania. Co znamienne, zamiast myśleć o odpoczynku, mówiła raczej o natychmiastowym powrocie na kort – tyle że nie meczowy, a treningowy.

    – Najbardziej chciałabym teraz wyjść na kort treningowy i poprawiać te elementy, których nie udało mi się w pełni dopracować w okresie przygotowawczym. To normalne, że wdrożenie zmian zajmuje więcej niż trzy tygodnie – podkreślała na konferencji prasowej po porażce z Rybakiną. – Na pewno są rzeczy, które mogę zmienić, żeby grać lepiej. Spróbuję to zrobić w najbliższych tygodniach i miesiącach – dodawała.

    Te słowa wielu odebrało jako zapowiedź czasowego wycofania się z turniejowej rywalizacji. Tym bardziej że Świątek już wcześniej sygnalizowała chęć luźniejszego podejścia do kalendarza startów. – W poprzednim sezonie miałam problem z omijaniem turniejów, ale w tym spróbuję zmienić nastawienie. Przy tak małej liczbie dni między zawodami trudno realnie coś poprawić w swojej grze – mówiła jeszcze w Melbourne.

    Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Druga rakieta świata nie zamierza robić długiej przerwy i wróci do gry znacznie szybciej, niż można było przypuszczać. Już za kilkanaście dni zobaczymy ją ponownie na korcie – tym razem w Dosze.

    – Kolejny turniej, w którym wystąpi Iga Świątek, to Doha – potwierdziła w rozmowie z serwisem PolskieRadio24.pl menedżerka tenisistki, Daria Sulgostowska. Turniej rangi WTA 1000 odbędzie się w dniach 8–14 lutego.

    To miejsce szczególne dla Polki. Na katarskich kortach czuje się znakomicie, co potwierdzają wyniki z ostatnich lat. Świątek triumfowała w Dosze w 2022, 2023 i 2024 roku, a w poprzedniej edycji dotarła do półfinału, gdzie musiała uznać wyższość Jeleny Ostapenko. Wszystko wskazuje na to, że właśnie tam spróbuje odpowiedzieć sportowo na rozczarowanie z Melbourne.

  • Nagły komunikat ze sztabu Świątek. Mamy komentarz po Australian Open

    Nagły komunikat ze sztabu Świątek. Mamy komentarz po Australian Open

    Po odpadnięciu z Australian Open część kibiców zastanawia się, kiedy Iga Świątek powróci na kort. W rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl, Daria Sulgostowska menedżerka tenisistki ujawniła najbliższe plany wiceliderki rankingu WTA. Najpierw czeka ją kilka dni przerwy.

    TwitterFacebookWykopE-mail
    Nagły komunikat ze sztabu Świątek. Mamy komentarz po Australian Open
    Znamy najbliższe plany Igi Świątek. Foto: Mark Baker/Associated Press/East News

    Czytaj także:
    Gdzie zagra Iga Świątek po Australian Open?

    Iga Świątek dotarła do ćwierćfinału Australian Open. Niestety, w walce o półfinał przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6 i pożegnała się z dalszą rywalizacją. – Na początku drugiego seta może trochę spadła moja intensywność. Jelena podkręciła tempo, była precyzyjniejsza. Na szybkich kortach, jak tutaj, nigdy nie będzie mi się grało gładko – powiedziała 24-latka.

    Po odpadnięciu z turnieju w Melbourne część kibiców zaczęło zadawać sobie pytanie “kiedy Świątek wróci na kort?”. Okazuje się, że podopieczna Wima Fissette’a wróci do gry już po kilku dniach przerwy.

    – Kolejny turniej, w którym wystąpi Iga Świątek to Doha – powiedziała w rozmowie z naszym portalem menedżerka Daria Sulgostowska.
    Iga Świątek zdominowała turniej w Doha

    Wiceliderka światowego zestawienia najlepszych tenisistek musi poczekać co najmniej rok na zwycięstwo w Australian Open. Być może Świątek zrekompensuje sobie to w Doha, gdzie czuje się niemal jak w domu. Polka wygrywała tę imprezę trzy razy z rzędu: w 2022, 2023 i 2024 roku. W ubiegłym sezonie dotarła do półfinału, w którym przegrała z Jeleną Ostapenko.

    WTA w Doha odbędzie się w dniach 8-14 lutego.

    Źródło: PolskieRadio24.pl/mw

  • Świątek zeszła z kortu i rozpętała burzę. Rywalka odpowiada. Wrze w Melbourne

    Świątek zeszła z kortu i rozpętała burzę. Rywalka odpowiada. Wrze w Melbourne

    Na konferencji prasowej po porażce z Jeleną Rybakiną Iga Świątek bardzo nieprzychylnie wypowiedziała się na temat podejścia do prywatności zawodniczek podczas Australian Open. – Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo? – zapytała Polka. Teraz to samo pytanie otrzymała jej rywalka z finału zeszłorocznego Wimbledonu. Amandzie Anisimovej również nie podobają się te standardy.
    Zbliżenie twarzy tenisistki w niebieskiej czapce i białej bluzie trzymającej bidon z napojem, w lewym górnym rogu zdjęcie w ramce drugiej tenisistki w fioletowej koszulce sportowej i czapce z wyraźną mimiką emocji podczas meczu.

    Amanda Anisimova / Iga ŚwiątekDAVID GRAY/AFP/East News East News

    Iga Świątek nie zacznie 2026 roku od wielkoszlemowego zwycięstwa. Polka poległa w ćwierćfinale Australian Open, nie wygrywając z Jeleną Rybakiną choćby seta. W drugiej odsłonie miała miejsce deklasacja. Skończyło się 1:6.

    Po meczu na konferencji prasowej Iga Świątek została zapytana o zakulisowy film, który odbił się bardzo szerokim echem. Widać na nim, jak Coco Gauff, po porażce z Eliną Switoliną, roztrzaskuje swoją rakietę o ziemię.

    Amerykanka najpierw opuściła kort, a dopiero później wyładowała swoje emocje na rakiecie. Potrafiła zahamować swoją furię, nie chcąc, aby kamery ją widziały. Mimo to i tak cały świat zobaczyć, jak Gauff niszczy sprzęt.

    – Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze chce się być tak uważnie obserwowanym – skomentowała Iga Świątek.

    Anisimova wtóruje Świątek. Chodzi o poczucie prywatności na Australian Open

    Dokładnie to samo pytanie po swoim meczu z Jessicą Pegulą otrzymała Amanda Anisimova. Amerykanka, która przegrała z Igą Świątek w pamiętnym finale Wimbledonu 0:6, 0:6, podziela zdanie Polki.

    Wypowiedziała się jednak nieco mniej dosadnie.

    – Myślę, że fakt, iż ten filmik z Coco został opublikowany, jest trudny, bo nie dano jej prawa głosu. Myślę, że w trakcie tego turnieju wiedziałam, że nie mam wiele prywatności, więc po prostu poszłam do szatni. Wiedziałam, że mogę tam po prostu być, więc… – skomentowała Amanda Anisimova.

    Australian Open 2026 powoli dobiega końca. W półfinałach turnieju Aryna Sabalenka zmierzy się z Eliną Switoliną. Jelena Rybakina natomiast zagra z Jessicą Pegulą.

    Svitolina z awansem do półfinału Australian Open. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekBaranowski, AKPAAKPA
    Zawodniczka tenisa w fioletowej sukience sportowej skupiona w trakcie meczu na korcie tenisowym, z rakietą w dłoniach i gotowością do odbioru piłki

    Amanda AnisimovaMinas PanagiotakisAFP
    Młoda sportsmenka w jasnozielonym stroju tenisowym i opasce na głowie stoi na korcie, patrząc z determinacją w stronę obiektywu i wskazując palcem.

    Coco GauffMinas Panagiotakis/Getty Images via AFPAFP

  • Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Sztab Igi Świątek ogłasza decyzję. Nie można dłużeć zwlekać. Koniec spekulacji

    Iga Świątek dochodzi do siebie po nieudanym starcie w Australian Open. Polka marzyła o pierwszym wielkoszlemowym triumfie na antypodach, ale sen o triumfie w Melbourne zakończył się już na ćwierćfinale. Wydawało się, że druga rakieta świata potrzebuje chwili odpoczynku od rywalizacji, by skupić się na treningu. Tak wynikało z wypowiedzi udzielanej przez nią krótko po turniejowej porażce. Już wiemy, że sprawy potoczyły się jednak w zupełnie innym kierunku.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z czapką zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje po zakończonym meczu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Iga Świątek poległa w boju o półfinał Australian Open. Nie sprostała Jelenie Rybakinie, z którą pod koniec ubiegłego roku przegrała również w WTA Finals. Tym razem równorzędną walkę nawiązała tylko w pierwszym secie, w drugim była dla rywalki jedynie tłem.

    Rezultat 5:7, 1:6 oznacza, że marzenia o skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema trzeba odłożyć na kolejny sezon. Po porażce Świątek nie kryła rozczarowania. Na kort chciała wrócić od razu, tyle że… w stroju treningowym.

    Iga Świątek nie decyduje się na czasowy rozbrat z tenisem. Niebawem startuje w swoim ulubionym turnieju

    – Najbardziej chciałabym teraz wyjść na kort treningowy i poprawiać te rzeczy, których nie zdołałam do końca w okresie przygotowawczym. Nie jest to zaskoczeniem, bo wdrożenie zmian zwykle zajmuje dłużej niż trzy tygodnie. To moja największa chęć – oznajmiła Raszynianka na konferencji prasowej po przegranej z Rybakiną.

    – Z pewnością są rzeczy, które mogę zmienić, żeby grać lepiej. Spróbuję to zrobić w najbliższych tygodniach i miesiącach – dodała.

    I to już zabrzmiało, jak zapowiedź czasowej rezygnacji z gry o stawkę. Tym bardziej, że luźniejszy kalendarz startów zapowiadała już wcześniej.

    – W poprzednim sezonie miałam problem z omijaniem turniejów, ale w tym spróbuję zmienić nastawienie. Przy tym jak mało czasu zostaje między zawodami, nie widzę szans, że można coś poprawić w swojej grze – mówiła w jeszcze w Melbourne.

    Tymczasem już wiemy, że jej słowa niesłusznie były interpretowane jako krok wstecz. Druga rakieta świata wraca na kort już za kilkanaście dni. Wybiera się do stolicy Kataru.

    – Kolejny turniej, w którym wystąpi Iga Świątek, to Doha – oznajmiła w rozmowie z serwisem PolskieRadio24.pl menedżerka zawodniczki, Daria Sulgostowska.

    Turniej rangi WTA 1000 odbędzie się na katarskiej ziemi w dniach 8-14 lutego. Iga czuje się na tamtejszych obiektach znakomicie. Triumfowała w latach 2022, 2023 i 2024. W poprzedniej edycji zakończyła zmagania na półfinale, ulegając Jelenie Ostapenko.
    Iga Świątek będzie bronić tytułu na kortach Rolanda Garrosa

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Kobieta ubrana w różową bluzę z kapturem i czapkę w tym samym kolorze siedzi, gestykuluje dłońmi i prowadzi rozmowę, obok widoczny biały ręcznik.

    Iga ŚwiątekAFP

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów.

  • To dlatego Świątek przegrała z Rybakiną. Wszystko widać jak na dłoni

    Masz więcej czasu niż myślisz – mówił do Igi Świątek jej trener. Po przegranym pierwszym secie Wim Fissette próbował przekonać swoją tenisistkę do pewnych korekt, ale Świątek wzruszała na to ramionami. Niestety, w ćwierćfinale Australian Open Polka przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6.
    Iga Świątek podczas Australian Open
    Fot. Edgar Su / REUTERS

    Iga Świątek nie skompletuje Karierowego Wielkiego Szlema w tegorocznym Australian Open. Mistrzyni Roland Garros (2020, 2022, 2023 i 2024), US Open (2022) oraz Wimbledonu (2025) z turniejem w Melbourne pożegnała się w ćwierćfinale. Niestety, zasłużenie i w dużej mierze na własne życzenie.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Jelena Rybakina to świetna tenisistka, która od jakiegoś czasu gra znakomicie. Do ćwierćfinału ze Świątek przystępowała jako delikatna faworytka. Co prawda w światowym rankingu reprezentantka Kazachstanu jest piąta, a Polka zajmuje drugie miejsce, ale ostatnio to Rybakina prezentuje się lepiej.

    Mistrzyni kończących ubiegły sezon mistrzostw WTA Finals w poprzednich rundach Australian Open nie przegrała ani jednego seta. We wspomnianych finałach poprzedniego sezonu w Rijadzie pokonała w finale światową “jedynkę” Arynę Sabalenkę, a w drodze do tego finału między innymi Świątek, odwracając mecz.

    Niespełna trzy miesiące temu Rybakina przegrała ze Świątek pierwszą partię 3:6, ale kolejne wygrała 6:1 i 6:0. Już tam pokazała imponująca siłę spokoju, którą w ostatnich miesiącach naprawdę zachwyca (od WTA Finals 2025 do ćwierćfinału Australian Open 2026 rozegrała 18 meczów, z których wygrała 17). Natomiast Świątek, niestety, w tym samym okresie co najmniej kilka razy pogubiła się w trudnych meczach.

    I – niestety – choć Świątek długo grała w ćwierćfinale z Rybakiną dobrze, to w kluczowym momencie znów przestała robić to, co powinna.
    Świątek znowu to zrobiła

    Była końcówka pierwszego seta. Po godzinie zaciętej walki Świątek serwowała, żeby doprowadzić do tie-breaka. Chwilę wcześniej realizator transmisji pokazał widzom, że Rybakina wygrywała większość krótkich wymian – takich, w których są maksymalnie cztery uderzenia. Natomiast Świątek punkty przynosiły szczególnie te wymiany, które mają więcej niż osiem uderzeń. Iga musiała mieć tego świadomość. Znany z zamiłowania do statystyk Wim Fissette na sto procent przekazywał jej, żeby przedłużała wymiany. Zresztą, sama Iga na pewno pamiętała, że to zwykle przynosi efekt w meczach z tą rywalką. I co? W punktach decydujących czy będzie tie-break, czy Rybakina wygra partię 7:5, Świątek nagle zaczęła się spieszyć. I przez własne błędy nie dała sobie szans na wyszarpanie tego seta.

    – Masz więcej czasu, niż myślisz. Powinnaś grać z większą rotacją, wyżej nad siatką – mówił do Świątek trener, zatrzymując ją na chwilę, gdy w przerwie między setami schodziła do szatni, mijając boks, w którym z Fissettem siedzieli jeszcze psycholożka Daria Abramowicz, trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk i sparingpartner Igi, Kacper Żuk.

    Reakcja Świątek była nerwowa. Widzieliśmy, jak wzruszała ramionami i gestykulowała. A po chwili poszła na przerwę toaletową. Niestety, wróciła z niej odmieniona, ale na niekorzyść. Jeśli liczyliśmy, że Świątek znajdzie w szatni spokój, to chyba – niestety – było tak, że zgubiła go już w drodze do szatni. Może już podczas tej krótkiej przemowy, jaką skierował do niej Fissette.

    Po godzinnym pierwszym secie drugi potrwał już tylko 36 minut. Po partii przegranej minimalnie, 5:7, w drugiej zobaczyliśmy już odjazd rywalki wyrażony wynikiem 1:6.

    Jeszcze przed rozpoczęciem drugiej partii trener Dawid Celt podkreślał, że za dużo jest takich sytuacji, gdy Iga ma piłkę na rakiecie i może ją oddać na drugą stronę, zmuszając Rybakinę do dalszego grania, ale tego nie robi, tylko ryzykuje. Kapitan reprezentacji Polski w Billie Jean King Cup komentował mecz w Eurosporcie razem z Justyną Kostyrą. – Rybakina ma w tym secie już siedem uderzeń kończących przy tylko dwóch niewymuszonych błędach, a bilans Igi to 0:4 – zauważała Kostyra, gdy wynik z 5:7 szybko stał się jeszcze gorszy (5:7, 0:3). – Iga za szybko zaczęła stawiać na rozwiązania siłowe. Nie można odjeżdżać w stronę tych rozwiązań, bo to się źle kończy – martwił się Celt. – Widać, że Rybakina się napędza, gra bardzo czysto, bardzo płynnie, z dużą swobodą. Widać, że pierwszy set dał jej dużo pewności siebie – dodawał.
    Ćwierćfinał to dobry wynik, ale ani Świątek, ani Fissette nie wyglądają na zadowolonych

    Niestety, Świątek tej pewności nie miała pod koniec meczu wcale. Kolejny raz w ostatnich miesiącach nie dźwignęła ciężaru trudnego pojedynku. Mecz skończyła z 10 winnerami i 25 niewymuszonymi błędami (Rybakina 26:19).

    Dla Świątek ćwierćfinał Australian Open 2026 to kolejny solidny wynik wielkoszlemowy. Odkąd jej trenerem jest Fissette, nigdy nie odpadła z turnieju tej rangi wcześniej niż przed ćwierćfinałem (półfinał Australian Open 2025, półfinał Roland Garros 2025, wygrany Wimbledon 2025, ćwierćfinał US Open 2025, ćwierćfinał Australian Open 2026). Ale nie wygląda na to, żeby Iga była tym najnowszym wynikiem uszczęśliwiona. A tym bardziej na zadowolonego nie wygląda dziś Fissette.

  • Mocne słowa Igi Świątek na konferencji! Nie gryzła się w język!

    Mocne słowa Igi Świątek na konferencji! Nie gryzła się w język!

    Pobieranie, zwielokrotnianie, przechowywanie lub jakiekolwiek inne wykorzystywanie treści dostępnych w niniejszym serwisie – bez względu na ich charakter i sposób wyrażenia (w szczególności lecz nie wyłącznie: słowne, słowno-muzyczne, muzyczne, audiowizualne, audialne, tekstowe, graficzne i zawarte w nich dane i informacje, bazy danych i zawarte w nich dane) oraz formę (np. literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne, programy komputerowe, plastyczne, fotograficzne) wymaga uprzedniej i jednoznacznej zgody Wirtualna Polska Media Spółka Akcyjna z siedzibą w Warszawie, będącej właścicielem niniejszego serwisu, bez względu na sposób ich eksploracji i wykorzystaną metodę (manualną lub zautomatyzowaną technikę, w tym z użyciem programów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji). Powyższe zastrzeżenie nie dotyczy wykorzystywania jedynie w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe oraz korzystania w ramach stosunków umownych lub dozwolonego użytku określonego przez właściwe przepisy prawa.

    Szczegółowa treść dotycząca niniejszego zastrzeżenia znajduje się tutaj.

  • Granica przekroczona. Szokujący artykuł Rosjan o Świątek

    Granica przekroczona. Szokujący artykuł Rosjan o Świątek

    Rosyjskie media po raz kolejny przekroczyły granice przyzwoitości, komentując porażkę Igi Świątek z Jeleną Rybakiną w ćwierćfinale Australian Open 2026. W skandalicznym artykule polska tenisistka została nazwana “oszustką”.

    Porażka Igi Świątek z Jeleną Rybakiną (5:7, 1:6 – WIĘCEJ TUTAJ) w ćwierćfinale Australian Open 2026 stała się dla rosyjskiego portalu sportbox.ru okazją do bezpardonowego ataku.

    Tekst Aleksieja Żeleznowa o wymownym tytule: “Czy my jesteśmy zwierzętami? Rosyjska tenisistka upokorzyła polską oszustkę”, uderza w Polkę od pierwszych zdań, nazywając ją “szalbierką, która wpadała na dopingu”.

    ZOBACZ WIDEO: Mocne słowa Igi Świątek na konferencji! Nie gryzła się w język!

    Autor w skandaliczny sposób wykorzystuje sytuację z incydentalnym wykryciem u Świątek zakazanej substancji (w jej organizmie wykryto śladowe ilości trimetazydyny) w 2024 roku (za co została oczyszczona z zarzutu umyślnego działania), by wielokrotnie nazywać ją w tekście “oszustką”.

    Żeleznow opisuje mecz w Melbourne nie jako sportowy wynik, ale jako “upokorzenie”, którego dokonała “rodowita moskwianka” Rybakina (choć reprezentuje ona Kazachstan, autor konsekwentnie podkreśla jej rosyjskie korzenie).

    Rosyjski dziennikarz atakuje Świątek również za jej wypowiedź dotyczącą braku prywatności podczas imprez tenisowych. Przypomnijmy, że Polka skrytykowała obecność kamer w kuluarach stadionu, gdzie nagrano moment, gdy ochrona nie chciała jej wpuścić bez akredytacji (WIĘCEJ TUTAJ).

    – Czy jesteśmy tenisistami, czy zwierzętami w zoo, które obserwuje się nawet wtedy, gdy się wypróżniają? – pytała retorycznie na konferencji, co Rosjanie określili mianem “naturalnej histerii” i “obwinianiem wszystkich, tylko nie siebie”.

  • Djoković dołączył do Świątek, wielkie zamieszanie w Melbourne. Granica przekroczona

    Djoković dołączył do Świątek, wielkie zamieszanie w Melbourne. Granica przekroczona

    Iga Świątek w środę zakończyła swój udział w tegorocznym Australian Open, ale z Melbourne wyjeżdża nie tylko z bagażem sportowych emocji. O Polce zrobiło się wyjątkowo głośno po jej mocnej i szczerej wypowiedzi podczas konferencji prasowej. Raszynianka nie kryła irytacji po ujawnieniu nagrania z Coco Gauff, na którym Amerykanka w złości uderza rakietą o podłogę. – „Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo?” – zapytała retorycznie Świątek, uruchamiając lawinę komentarzy w tenisowym świecie. Do dyskusji szybko włączył się także Novak Djoković.

    Tegoroczny Australian Open obfituje w wiele interesujących meczów, jednak momentami sport schodzi w Melbourne na drugi plan. Tak stało się tuż po ćwierćfinałowym starciu z udziałem Igi Świątek. Polka po porażce pożegnała się z turniejem, a kilka minut później wywołała prawdziwą burzę swoimi słowami skierowanymi do dziennikarzy. Podopieczna Wima Fissette’a bardzo krytycznie odniosła się do sytuacji, w której do sieci trafiło nagranie z Coco Gauff przeżywającą emocje tuż po meczu.

    – „Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? Jesteśmy obserwowane niemal na każdym kroku. Byłoby miło mieć choć odrobinę prywatności. Nie zawsze człowiek chce być tak intensywnie podglądany” – wypaliła Świątek, nie kryjąc frustracji. Jej słowa szybko obiegły światowe media. Temat podchwyciły m.in. hiszpańskie portale, a głos zaczęli zabierać również inni uczestnicy turnieju. Krótkie stanowisko przedstawiła Amanda Anisimova, ale to wypowiedź Novaka Djokovicia odbiła się najszerszym echem.

    Djoković reaguje. Jasne stanowisko po meczu

    Serb, który po kolejnym zwycięstwie awansował do półfinału Australian Open, także został zapytany o głośne nagranie z Coco Gauff. Na konferencji prasowej nie ograniczył się do jednego zdania. – „Doskonale wiem, jak to jest być sfrustrowanym, szczególnie po meczu, w którym grasz poniżej własnych oczekiwań. Zgadzam się z Igą – to naprawdę smutne, że nie ma miejsca, w którym można się schować i bezpiecznie rozładować złość czy gniew, bez obecności kamer” – powiedział Djoković, cytowany przez profil The Tennis Letter w serwisie X.

    To jednak nie był koniec jego wypowiedzi. – „Wygląda na to, że kamer będzie tylko więcej. Jestem wręcz zaskoczony, że nie ma ich jeszcze pod prysznicami. To pewnie kolejny krok. Jestem temu zdecydowanie przeciwny. Powinna istnieć wyraźna granica, która wyznacza naszą prywatną przestrzeń” – dodał Serb.

    Słowa Djokovicia spotkały się z dużym poparciem kibiców w mediach społecznościowych. Wielu fanów przyznało mu rację, podkreślając, że presja i ciągła inwigilacja przekraczają rozsądne granice. Na realne zmiany jednak trudno liczyć. Organizatorzy turniejów idą w stronę coraz większej medialności, a zawodnikom i zawodniczkom pozostaje przede wszystkim kontrola emocji – przynajmniej do momentu, gdy drzwi do szatni w końcu się zamkną.