Category: Uncategorized

  • Wrócił temat relacji Igi Świątek z Darią Abramowicz. Piszą o tym, co zrobiła

    Wrócił temat relacji Igi Świątek z Darią Abramowicz. Piszą o tym, co zrobiła

    Oto relacje Igi Świątek i Darii Abramowicz. Na świecie znów głośno

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym
    Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu

    Choć Daria Abramowicz to stała postać w boksie Igi Świątek od lat, wciąż przyciąga uwagę mediów. Portal PFSN, który przed meczem Polki z Jeleną Rybakiną analizował, kto wspiera zawodniczki tuż przy linii kortu, poświęcił pani psycholog niemal tyle samo miejsca co trenerowi Wimowi Fissette’owi.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Kto wspiera Igę Świątek w meczu z Rybakiną?

    Jakie jest znaczenie Darii Abramowicz dla Igi Świątek?

    Kto jest trenerem przygotowania fizycznego Igi Świątek?

    Jakie były wyniki meczu Igi Świątek z Jeleną Rybakiną?

    “Abramowicz od dawna jest częścią sztabu szkoleniowego Świątek, a Polka często chwaliła ją za to, że pomogła jej w osiągnięciu sukcesu i przetrwaniu trudnych momentów, takich jak zawieszenie po pozytywnym wyniku testu antydopingowego. Nadal jest kluczową postacią w drużynie Polki” — czytamy.

    Niewiele uwagi poświęcono pozostałej dwójce. “Maciej Ryszczuk jest trenerem przygotowania fizycznego i pracuje z nią od 2020 r., a Jules Mercier jest jej agentem” — dodano.
    Iga Świątek odpada w ćwierćfinale

    Niestety Iga Świątek pożegnała się już z Australian Open. W ćwierćfinale Polka uległa Jelenie Rybakinie w dwóch setach. Mimo obiecującego początku przegrała pierwszą partię 5:7, a drugą już znacznie bardziej dotkliwie — 1:6.

  • Wróciła “oszustka”. Żenujący popis Rosjan po porażce Świątek

    Wróciła “oszustka”. Żenujący popis Rosjan po porażce Świątek

    Iga Świątek do Melbourne przybyła tuż po wygranym przez polską reprezentację United Cup. Wiceliderka światowego rankingu przez dwie pierwsze rundy Australian Open przeszła bez mniejszych problemów, nie tracąc seta w starciach ze znacznie niżej notowanymi Chinką Yue Yuan oraz Czeszką Marią Bouzkovą. Większy problem Raszynianka miała w trzeciej rundzie, gdzie musiała rozegrać trzecią partią z Rosjanką Anną Kalinską.

    Po kontuzji i wycofaniu się z turnieju Naomi Osaki przeciwniczką Świątek w czwartej rundzie była przedstawicielka gospodarzy Maddison Inglis. 168. rakieta świata nie postawiła Polce wymagających warunków, wygrywając w meczu zaledwie trzy gemy.

    To zwycięstwo oznaczało, że na drodze Świątek po drugi z rzędu półfinał Australian Open stanie Jelena Rybakina. Ich ostatni pojedynek wielkoszlemowy zakończył się triumfem Świątek po trzysetowej rywalizacji. Ostatniej nocy szybko stało się jasne, że do powtórki nie dojdzie.

    Świątek nie dała rady Rybakinie. Drugi z rzędu półfinał Australian Open był poza zasięgiem

    Mecz rozpoczął się od wzajemnych przełamań obu tenisistek. Świątek jako pierwsza wygrała przy serwisie rywalki, lecz przy pierwszej okazji utraciła przewagę nad Rybakiną. Losy pierwszej partii zakończyły się w dwunastym gemie, gdy Rybakina za drugim razem przełamała Igę i wygrała w pierwszej partii 7:5.

    Od tego momentu Polka wygrała zaledwie jednego gema. Rybakina absolutnie zdominowała Raszyniankę, przełamując jej serwis dwukrotnie. Po 36 minutach rywalizacji w drugim secie Kazaszka wykorzystała piłkę meczową i wygrała ze Świątek 7:5, 6:1. W półfinale czeka już na nią Jessika Pegula.

    Te słowa są odniesieniem do dwóch sytuacji – wideo z udziałem Polki, w którym została zatrzymana przez ochronę z powodu braki przepustki, a także zarejestrowanego przez kamery ataku złości Coco Gauff po zaskakująco gładkiej porażce w ćwierćfinale z Eliną Switoliną.

    Rosjanie nie potrafili się powstrzymać. Znów nazwali Igę Świątek “oszustką”

    Porażka Świątek z Rybakiną i odpadnięcie z Australian Open na etapie ćwierćfinału nie uleciał uwadze rosyjskich mediów. Większość z nich w stanowczy sposób odniosła się do postawy Polki, lecz finalnie brakowało z ich strony ciosów “poniżej pasa”. Innym tropem poszła redakcja “sportbox.ru”, która po raz kolejny w bezpardonowy sposób zaatakowała Świątek.

    Po raz kolejny wypomniano Raszyniance “skandal dopingowy”, po którym musiała odbyć krótką karę dyskwalifikacji z powodu wykrycia w swoim organizmie śladowej ilości trimetazydyny.

    Tekst oznaczony jest wiele mówiącym tytułem: “Czy jesteśmy zwierzętami? Rosyjska tenisistka upokarza polskiego oszusta na Australian Open”. W kolejnych wersach autor wykorzystał cytowaną już wypowiedź Świątek, oceniając ją jako przejaw “prawdziwej histerii”, a także “obwiniania wszystkich, tylko nie siebie”.
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w jasnoniebieskiej koszulce i białej czapce trzymająca rakietę do tenisa, klaszcząca dłonią o rączkę rakiety, w tle widoczna publiczność ożywiona oglądanym meczem.

    Jelena RybakinaMinas PanagiotakisAFP
    Iga Świątek i Jelena Rybakina

    Iga Świątek i Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów. WIDEOAssociated Press© 2026 Associated Press

  • Świątek odpadła z Australian Open. Abramowicz w centrum uwagi. “Kluczowa”

    Świątek odpadła z Australian Open. Abramowicz w centrum uwagi. “Kluczowa”

    Iga Świątek ponownie znalazła się w centrum zainteresowania zagranicznych mediów. Tym razem jednak nie analizowano wyłącznie jej występów na korcie, lecz dokładnie przyjrzano się sztabowi szkoleniowemu, z którym na co dzień współpracuje wiceliderka światowego rankingu. Szczególną uwagę zwrócono na rolę Darii Abramowicz, której poświęcono w zagranicznych publikacjach tyle samo miejsca, co głównemu trenerowi Polki – Wimowi Fissette.

    Australian Open 2026 było dla Świątek pierwszym wielkoszlemowym sprawdzianem w nowym sezonie. Polka dotarła do ćwierćfinału, gdzie musiała uznać wyższość Eleny Rybakiny, przegrywając 5:7, 1:6. Choć wynik ten nie spełnił jej ambicji, postawa raszynianki stała się tematem szerokich analiz w światowych mediach. Komentatorzy skupili się nie tylko na grze Świątek, lecz także na zapleczu, które wspiera ją w walce o kolejne sukcesy.

    Daria Abramowicz na pierwszym planie

    Portal profootballnetwork.com przeanalizował skład i znaczenie poszczególnych członków sztabu Igi Świątek. Co ciekawe, niemal tyle samo uwagi co trenerowi Fissette poświęcono Darii Abramowicz – psycholog sportowej, która od lat odgrywa kluczową rolę w karierze najlepszej polskiej tenisistki.

    „Abramowicz od dawna jest częścią zespołu Świątek, a sama zawodniczka wielokrotnie podkreślała, jak ogromny wpływ miała ona na jej rozwój oraz zdolność radzenia sobie w najtrudniejszych momentach kariery, w tym podczas zawieszenia po pozytywnym wyniku testu antydopingowego w 2024 roku. Nadal pozostaje jedną z najważniejszych postaci w drużynie Polki” – napisano na łamach serwisu.

    Doświadczenie Wima Fissette

    Osobny fragment poświęcono również głównemu trenerowi Igi Świątek. W przypadku Wima Fissette dziennikarze zwrócili uwagę przede wszystkim na jego ogromne doświadczenie oraz szybkie efekty współpracy z Polką. Belg dołączył do jej zespołu pod koniec sezonu 2024 i już kilka miesięcy później pomógł jej sięgnąć po premierowy w karierze triumf w Wimbledonie w 2025 roku.

    „Fissette to uznane nazwisko w świecie tenisa. W przeszłości współpracował m.in. z Kim Clijsters, Victorią Azarenką, Simoną Halep i Naomi Osaką” – przypomniano w artykule.

    Stabilny i sprawdzony zespół

    Autorzy tekstu nie zapomnieli również o pozostałych członkach sztabu Świątek. Wspomniano o fizjoterapeucie Macieju Ryszczuku, który pracuje z tenisistką od 2020 roku, oraz o agencie Julesie Mercierze. Najdłużej, bo od 2019 roku, w zespole Polki pozostaje jednak właśnie Daria Abramowicz.

    Zagraniczne media podkreślają, że siłą Igi Świątek jest nie tylko jej talent i pracowitość, ale także stabilny, doświadczony sztab, który od lat wspiera ją zarówno w aspektach sportowych, jak i mentalnych. To właśnie ta kompleksowa współpraca ma być jednym z fundamentów jej sukcesów na światowych kortach.

  • Mocna reakcja Świątek, a teraz to. Coco Gauff nie wytrzymała, krótki komunikat

    Mocna reakcja Świątek, a teraz to. Coco Gauff nie wytrzymała, krótki komunikat

    Coco Gauff po przegranym meczu ze Switoliną, wyładowała swoją złość za kulisami, uderzając o podłogę swoją rakietą. Zdarzenie się nagrało i obiegło sieć, a sama Gauff czuła się z tym bardzo nieswojo. O to, co działo się z rywalką, zapytana została także Iga Świątek, która mocno zareagowała na te doniesienia. Teraz, gdy emocje nieco opadły, krótki komunikat nadała też sama Gauff. Pokazała jeszcze raz, co o tym sądzi.
    Dwie tenisistki na korcie, jedna siedzi ubrana w białą sportową koszulkę z czapką i rozmawia, trzymając w ręku butelkę lub napój, druga stoi trzymając rakietę do tenisa i ubrana jest w pomarańczowy strój sportowy.

    Australian Open: Iga Świątek zareagowała na doniesienia o Coco Gauff, teraz swoje trzy grosze dodała sama CocoWilliam West & Izhar KhanAFP

    Sprawa wokół prywatności tenisistów rozgorzała w trakcie Australian Open. Nagranie z Coco Gauff, która niszczyła rakietę za kulisami szybko obiegło sieć i stało się przyczyną fali krytyki w kierunku Amerykanki. Na sytuację zareagowali podczas konferencji prasowych m.in. Iga Świątek, Amanda Anisimova i Novak Djoković.

    Coco Gauff nagrana, od razu odpowiedziała

    Mecz Coco Gauff z Eliną Switoliną okazał się obfitować w zaskoczenia. Przede wszystkim dla wielu kibiców szokiem był styl, w jakim przegrała to spotkanie wyżej notowana zawodniczka. Ukrainka wykorzystała wszystkie słabości Amerykanki i nie dała jej dojść do słowa w żadnym punkcie starcia. Zakończyło się ono wynikiem 6:1, 6:2.

    Po meczu Gauff poszła do szatni i starała schować się za jednym z murków, który mógłby ją oddzielić od kamer. Tenisistka zaczęła wtedy wyładowywać swoją złość i frustrację, uderzając o podłogę rakietą tenisową. Nagranie szybko obiegło sieć i stało się początkiem fali krytyki, z jaką musiała mierzyć się trzecia zawodniczka światowego rankingu.

    Próbowałam pójść gdzieś, gdzie nie byłoby to pokazane, ale oczywiście to zrobili. Wydaje mi się, że na tym turnieju jedynym prywatnym miejscem jest szatnia

    Wyjaśniła, że nie chciała, by do takiej sytuacji doszło na korcie – tam stara się być powściągliwa. “Na korcie staram się trzymać nerwy na wodzy, bo chcę dać dobry przykład dla dzieci i kibiców na trybunach. Musiałam jednak wyrzucić emocje, bo inaczej później wyładowywałabym się na swoim zespole, a oni na to nie zasługują” – mówiła.

    Iga Świątek postanowiła zareagować

    O całą sytuację zapytana została także Iga Świątek. Podczas konferencji prasowej po przegranym meczu z Jeleną Rybakiną Polka wyjaśniła, jak się z tym czuje i postanowiła się nie hamować. Z jej ust padły mocne słowa.

    “Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze chce się być tak uważnie obserwowanym” – mówiła zawodniczka, której wypowiedź też spotkała się ze sporą krytyką. Ostatnie słowo miało należeć do Coco Gauff.

    Coco Gauff podsumowała swój występ. Na koniec takie słowa

    Coco Gauff prowadzi aktywnie konto na portalu X. Tenisistka co jakiś czas dzieli się na nim ze swoimi fanami przemyśleniami dotyczącymi tenisa i nie tylko. Tym razem postanowiła napisać o tym, co przytrafiło jej się na Australian Open i jakie są jej plany na najbliższą przyszłość.

    Żyję i uczę się, ale wciąż będę starała się brnąć naprzód. Jeszcze jedno, jestem prawdziwą osobą z prawdziwymi uczuciami… Bardzo się przejmuję i staram się być jak najlepsza. Dziękuję wszystkim, którzy to rozumieją

    W ubiegłym roku Gauff również odpadła w ćwierćfinale Australian Open. Wtedy jednak mecz z Paulą Badosą okazał się o wiele bardziej wyrównany. Póki co jednak Amerykanka z nadzieją patrzy w przyszłość i liczy na dobre występy na kolejnych turniejach w pierwszej części sezonu.
    Coco Gauff

    Coco GauffBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga Świątek AFP

    Marcin Komenda: Dziękuję za gratulacje, bo mieć dzieci to największe osiągnięcie w życiu.

  • Niebywałe konsekwencje meczu Świątek. Stało się. Awans na 1. miejsce

    Niebywałe konsekwencje meczu Świątek. Stało się. Awans na 1. miejsce

    Jelena Rybakina może świętować, szykując się do półfinału Australian Open, a Idze Świątek przyszło przełknąć gorzką pigułkę porażki. Polka przegrała swój środowy bój z reprezentantką Kazachstanu, która ma być z czego zadowolona. Poza zwycięstwem i wynikającymi z niego korzyściami, piąta obecnie rakieta świata może cieszyć się z tego, że po meczu z Polką została “turniejową jedynką”. Przynajmniej w jednej z klasyfikacji.
    Zbliżenie na tenisistkę w białym stroju sportowym na tle ciemnego tła, z widocznym logotypem sponsora na stroju. W okrągłej wstawce rozmowa tenisistki z innym zawodnikiem na korcie.

    Iga Świątek i Jelena Rybakina podczas ćwierćfinałowego starcia na kortach Australian OpenWILLIAM WEST / AFP / Martin KEEP / AFPAFP

    Iga Świątek marzyła o tym, by w Melbourne skompletować Karierowego Wielkiego Szlema. Niestety, na jej drodze stanęła Jelena Rybakina, która w rozegranym w środę na Rod Laver Arena spotkaniu okazała się lepsza od Polki, zwyciężając 7:5, 6:1.

    Na pewno nie jestem zadowolona z tego wyniku. To był mecz rozgrywany na dużej intensywności. Pierwszy set był zacięty, różnicę zrobiło w nim kilka punktów. W drugiej partii ona na pewno poprawiła swój serwis. Wchodziła na całego w uderzenia i było mi zdecydowanie trudniej

    I właśnie kwestia serwisu jest warta uwagi po ćwierćfinale Australian Open z udziałem Polki.

    Australian Open: Iga Świątek – Jelena Rybakina. Nowa liderka turnieju w Melbourne

    Pod wrażeniem popisów Jeleny Rybakiny w tym elemencie gry był podczas meczu znany dziennikarz Jose Morgado. Zachwycał się między innymi asem, przy którym piłka pędziła z prędkością 192km/h.

    Przepaść między Igą Świątek i Kazaszką jasno pokazały pomeczowe statystyki. Polka zanotowała łącznie tylko 3 asy, podczas gdy jej rywalka aż 11. Co więcej, w ten sposób 26-latka awansowała na pierwsze miejsce wśród tenisistek z najskuteczniejszym podaniem podczas tegorocznego Australian Open.

    Biorąc pod uwagę komplet pięciu rozegranych spotkań, Jelena Rybakina ma już na koncie łącznie 35 asów serwisowych, znacznie wyprzedzając resztę stawki. Druga w zestawieniu Xinyu Wang zanotowała ich 27, a zajmująca trzecią pozycję Linda Noskova – 24. Żadna z nich nie poprawi już jednak swojego wyniku.

    Szansę na to wciąż ma za to piąta na liście Aryna Sabalenka, która – podobnie jak Clara Tauson – popisała się jak na razie 22 asami. W półfinale Białorusinka zmierzy się z Eliną Switoliną, a rywalką Jeleny Rybakiny będzie Jessica Pegula.

    Warto podkreślić, że reprezentantka Kazachstanu znajduje się także wśród najszybciej serwujących tenisistek podczas tegorocznego Australian Open. Wedle oficjalnych statystyk, najwyższa wygenerowana przez nią prędkość przy podaniu wyniosła 193 km/h. Lepsze okazały się tylko obrończyni tytułu Madison Keys (194 km/h) oraz jej rodaczka Alycia Parks (196 km/h).

    Australian Open 2026. Zawodniczki z największą liczbą asów serwisowych:

    1. Jelena Rybakina – 35

    2. Xinyu Wang – 27

    3. Linda Noskova – 24

    4. Alycia Parks – 23

    5. Clara Tauson 22

    6. Aryna Sabalenka – 22

    7. Peyton Stearns – 21

    8. Jessica Pegula – 17

    9. Amanda Anisimova – 17

    10. Elina Switolina – 17

    …

    20. Iga Świątek – 11
    Po finale w Bad Homburg Iga Świątek nie kryła emocji

    Iga ŚwiątekKIRILL KUDRYAVTSEV AFP
    Tennisistka w czapce z daszkiem w stroju sportowym, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce, stoi na tle rozmytej publiczności z wyrazem zamyślenia lub rozczarowania na twarzy.

    Jelena RybakinaFoto OlimpikAFP
    Kobieta w czerwonej sukience z dużym kwiatem na ramieniu uśmiecha się do kamery na tle niebieskiej ścianki z logotypami wydarzenia sportowego, w rogu widoczne powiększenie jej twarzy z innego momentu, gdzie nosi różową czapkę sportową.

    Iga Świątek – była liderka rankingu WTAROB PRANGE / Spain DPPI / DPPI via AFP / Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Iga Świątek po wygraniu United Cup: Do trzech razy

  • Świątek zeszła z kortu i rozpętała burzę. Rywalka odpowiada. Wrze w Melbourne

    Świątek zeszła z kortu i rozpętała burzę. Rywalka odpowiada. Wrze w Melbourne

    Iga Świątek nie kryła rozczarowania nie tylko samym wynikiem ćwierćfinału Australian Open, ale również realiami, z jakimi muszą mierzyć się tenisistki poza kortem. Po porażce z Jeleną Rybakiną Polka bardzo stanowczo odniosła się do kwestii prywatności zawodniczek, zadając pytanie, które odbiło się szerokim echem w tenisowym świecie:
    – Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo?

    Temat powrócił zaledwie kilka godzin później, gdy identyczne pytanie usłyszała Amanda Anisimova. Amerykanka, finalistka zeszłorocznego Wimbledonu, również nie ukrywała, że standardy panujące podczas Australian Open budzą jej poważne wątpliwości.

    Świątek nie rozpocznie sezonu 2026 od wielkoszlemowego triumfu. W ćwierćfinale turnieju w Melbourne Polka przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Szczególnie bolesna była druga partia, w której doszło do wyraźnej deklasacji. Mecz trwał niespełna półtorej godziny i zakończył się zdecydowanym zwycięstwem reprezentantki Kazachstanu.

    Podczas pomeczowej konferencji prasowej Świątek została zapytana o nagranie zza kulis, które w ostatnich dniach obiegło media społecznościowe. Widać na nim, jak Coco Gauff – po porażce z Eliną Switoliną – w przypływie emocji roztrzaskuje rakietę. Amerykanka opuściła kort, starając się rozładować frustrację już poza zasięgiem kamer. Mimo to nagranie i tak trafiło do przestrzeni publicznej.

    Ten fakt wyjątkowo zirytował liderkę polskiego tenisa.
    – Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? Jesteśmy obserwowane nawet w najbardziej intymnych momentach. Byłoby miło mieć choć odrobinę prywatności. Nie zawsze chce się być pod nieustanną obserwacją – mówiła Świątek bez ogródek.

    Głos Polki nie pozostał odosobniony. Po swoim meczu z Jessicą Pegulą o tę samą sprawę zapytana została Amanda Anisimova. Amerykanka, która w pamiętnym finale Wimbledonu przegrała z Igą Świątek 0:6, 0:6, wyraźnie zgodziła się z jej oceną sytuacji, choć ujęła problem w spokojniejszym tonie.

    – Myślę, że opublikowanie filmiku z Coco było trudne, bo nie dano jej możliwości wypowiedzenia się ani obrony. Wiedziałam, że podczas tego turnieju prywatność jest bardzo ograniczona, dlatego po prostu poszłam do szatni. Tam przynajmniej można było na chwilę zostać samemu – przyznała Anisimova.

    Australian Open 2026 powoli zbliża się do decydującej fazy. W półfinałach Aryna Sabalenka zmierzy się z Eliną Switoliną, natomiast Jelena Rybakina stanie do walki z Jessicą Pegulą. Coraz głośniej mówi się jednak nie tylko o sportowej rywalizacji, ale również o granicach medialnej ingerencji w życie zawodniczek – granicach, które zdaniem wielu zostały w Melbourne wyraźnie przekroczone.

  • -350. Kosztowna porażka Świątek. Wszystko w rękach rywalek

    -350. Kosztowna porażka Świątek. Wszystko w rękach rywalek

    Iga Świątek zakończyła tegoroczny Australian Open na etapie ćwierćfinału, przegrywając w dwóch setach z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Ta porażka nie tylko zamknęła Polce drogę do kolejnego w karierze tytułu wielkoszlemowego, ale też wyraźnie skomplikowała jej sytuację w rankingu WTA. Za plecami wiceliderki zestawienia robi się bowiem coraz tłoczniej.

    Przed spotkaniem to właśnie Świątek była wskazywana jako minimalna faworytka starcia z urodzoną w Moskwie, a reprezentującą Kazachstan Rybakiną. Początek meczu zdawał się potwierdzać te przewidywania – Polka już w pierwszym gemie przełamała rywalkę i szybko objęła prowadzenie. Przewagi tej jednak nie zdołała utrzymać. Rybakina błyskawicznie odrobiła straty, a w kluczowym momencie pierwszego seta ponownie przełamała Świątek, choć ta prowadziła już 30:0 przy własnym podaniu. Druga partia miała już zdecydowanie jednostronny przebieg – Polka była w stanie ugrać zaledwie jednego gema, a Kazaszka kontrolowała wydarzenia na korcie od początku do końca.

    Ćwierćfinałowy występ oznacza dla Świątek wynik słabszy niż przed rokiem, gdy dotarła do półfinału. W efekcie za Australian Open 2026 dopisze do rankingu WTA 430 punktów, co w porównaniu z poprzednim sezonem oznacza stratę aż 350 „oczek”. To odczuwalna różnica, która ma bezpośrednie przełożenie na jej pozycję w światowym zestawieniu.

    Po uwzględnieniu dorobku z tegorocznej edycji turnieju w Melbourne Polka ma na koncie 7978 punktów. To aż o 2492 mniej niż prowadząca w rankingu Aryna Sabalenka, która wciąż pozostaje w grze i może jeszcze powiększyć swoją przewagę. Znacznie bardziej niepokojąco wygląda jednak sytuacja tuż za plecami Świątek.

    Szansę na wyprzedzenie jej w rankingu miała Amanda Anisimova. Amerykanka, będąc na etapie ćwierćfinału, zachowywała jeszcze teoretyczne nadzieje na zepchnięcie Polki na trzecią pozycję. Kilka godzin po porażce Świątek stało się jednak jasne, że do takiego scenariusza nie dojdzie.

    Znacznie bardziej realnym zagrożeniem może okazać się sama Rybakina. Choć Kazaszka nie ma już możliwości wyprzedzenia Polki i odebrania jej drugiego miejsca w rankingu, to w przypadku triumfu w Australian Open zbliży się do niej na zaledwie 368 punktów. Taki dystans sprawia, że walka o pozycję wiceliderki WTA w kolejnych tygodniach zapowiada się wyjątkowo interesująco.

  • 2 godziny po wygranej ze Świątek zapadł werdykt ws. Rybakiny. Zwrot akcji w Melbourne

    2 godziny po wygranej ze Świątek zapadł werdykt ws. Rybakiny. Zwrot akcji w Melbourne

    Dzisiejsze starcie z Jeleną Rybakiną nie ułożyło się po myśli Igi Świątek. Polska tenisistka w kluczowym momencie meczu wpadła w wyraźny kryzys serwisowy, który przypadł na końcówkę pierwszego seta i początek drugiego. To właśnie wtedy rywalka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie, budując przewagę, która otworzyła jej drogę do półfinału Australian Open. Kilka godzin po zakończeniu spotkania zapadło kolejne ważne rozstrzygnięcie – Kazaszka poznała swoją przeciwniczkę w walce o finał, a na Rod Laver Arena nie zabrakło emocjonującego zwrotu akcji.

    Środowe zmagania w Melbourne upłynęły pod znakiem ćwierćfinałów dolnej części drabinki singlowej kobiet. Tuż po godzinie 1:30 czasu polskiego na kort centralny wyszły Iga Świątek i Jelena Rybakina. Polka liczyła na rewanż za porażkę z Australian Open 2023, jednak historia znów potoczyła się na jej niekorzyść. Do stanu 5:5 w pierwszym secie oglądaliśmy bardzo wyrównany pojedynek, w którym żadna z zawodniczek nie była w stanie przejąć inicjatywy na dłużej. Przełom nastąpił w dwunastym gemie, gdy raszynianka wyraźnie obniżyła skuteczność pierwszego podania. Od tego momentu Rybakina złapała rytm, rozpoczęła serię wygranych gemów i do końca spotkania nie pozwoliła już Polce wrócić do gry. Mistrzyni WTA Finals 2025 zwyciężyła ostatecznie 7:5, 6:1.

    Tuż po zakończeniu meczu Świątek – Rybakina na Rod Laver Arena rozegrano ostatni ćwierćfinał kobiet, który miał wyłonić rywalkę Kazaszki w półfinale. Naprzeciwko siebie stanęły dwie Amerykanki – Jessica Pegula i Amanda Anisimova. Dla młodszej z nich stawka była podwójna, ponieważ wciąż zachowywała matematyczne szanse na wyprzedzenie Igi Świątek w rankingu WTA. Warunek był jednak jeden – triumf w całym turnieju w Melbourne. Już środowe spotkanie brutalnie zweryfikowało te nadzieje.

    Początek meczu ułożył się fatalnie dla Anisimovej. Już w pierwszym gemie serwisowym została przełamana do zera, a chwilę później ponownie musiała bronić break pointa. Tym razem wyszła z opresji, zapisując na swoim koncie pierwszego gema, ale jej gra wciąż była daleka od stabilności. Pegula prezentowała się bardzo solidnie, cierpliwie punktowała rywalkę i nie pozwalała jej rozwinąć skrzydeł.

    Kolejne przełamanie, tym razem w piątym gemie, dało starszej z Amerykanek komfort prowadzenia. Podwójny break w zupełności wystarczył, by zamknąć pierwszą partię. Choć Pegula miała jeszcze okazję na kolejne przełamanie, ostatecznie zwyciężyła w secie 6:2, kontrolując przebieg wydarzeń.

    Druga odsłona spotkania przyniosła już znacznie więcej emocji. Anisimova zaczęła od bardzo ważnego gema serwisowego, w którym obroniła aż trzy break pointy. Ten moment wyraźnie dodał jej pewności siebie i pozwolił nawiązać bardziej wyrównaną walkę. W ósmym gemie Amanda przełamała Pegulę i przy prowadzeniu 5:3 stanęła przed szansą zamknięcia seta. Nie potrafiła jej jednak wykorzystać, a dziewiąty gem zakończyła w najgorszy możliwy sposób – podwójnym błędem serwisowym.

    Frustracja młodszej z Amerykanek była coraz bardziej widoczna. W jedenastym gemie ponownie straciła podanie, mimo prowadzenia 40:15. Chwilę później Pegula serwowała już po zwycięstwo w meczu. Choć przy stanie 30:15 popełniła podwójny błąd, dopuszczając rywalkę do gry, Anisimova zdołała jedynie doprowadzić do tie-breaka.

    Decydująca rozgrywka miała jednak jednostronny przebieg. Amanda zdobyła co prawda pierwszy punkt, ale później całkowicie się rozsypała. Nie wygrała już ani jednej akcji, a Pegula wróciła do swojej konsekwentnej, bezbłędnej gry, bezlitośnie wykorzystując pomyłki przeciwniczki. Ostatecznie Jessica Pegula zwyciężyła 6:2, 7:6(1) i zameldowała się w półfinale Australian Open, gdzie zmierzy się z Jeleną Rybakiną. Anisimova natomiast po bolesnym zwrocie akcji straciła nie tylko szansę na tytuł w Melbourne, ale również na awans na pozycję wiceliderki rankingu WTA.

  • Ksiądz z Podkarpacia zagrał z WOŚP i Owsiakiem. Głos zabrała jego żona. I mówi otwarcie

    Ksiądz z Podkarpacia zagrał z WOŚP i Owsiakiem. Głos zabrała jego żona. I mówi otwarcie

    34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przeszedł już do historii, ale jego realne efekty dopiero nadejdą. Sprzęt medyczny, który zostanie zakupiony za zadeklarowane ponad 183 miliony złotych, ma pomóc w leczeniu tzw. „zdrowych brzuszków” u dzieci. W tegoroczną edycję WOŚP, w nieco nowej roli, włączył się także ks. Roman Jagiełło – proboszcz i dziekan polskokatolickiej parafii pw. Dobrego Pasterza w Łękach Dukielskich. Duchowny, który od lat wspiera Orkiestrę, tym razem po raz pierwszy kwestował jako oficjalny wolontariusz z własną puszką. W rozmowie z Interią razem z żoną Martą podzielił się swoimi refleksjami.

    – Jestem bardzo zadowolony, bo po raz pierwszy miałem własną puszkę WOŚP jako wolontariusz. Finał zbiórki nastąpił podczas mszy świętej, w momencie ofiarowania. Zamiast tradycyjnej tacy przeszedłem przez kościół razem z ministrantem, trzymając puszkę Orkiestry. To również było wydarzenie bez precedensu – przyznaje ks. Roman Jagiełło, który od trzech dekad posługuje w niewielkiej miejscowości Łęki Dukielskie, położonej około 20 kilometrów od Krosna, na Podkarpaciu.

    Jak podkreśla duchowny, wcześniej datki do jego puszki zbierała w szkole dziewczynka z sąsiedztwa, a on sam kwestował także podczas Walnego Zgromadzenia lokalnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Zapytany o to, czy parafianie byli zaskoczeni nietypową formą „tacy” przeznaczonej na WOŚP, której twarzą od lat pozostaje Jerzy Owsiak, odpowiada bez wahania:

    – Nie, bo wcześniej uprzedzałem ludzi, że w tym roku zmieni się formuła. Zamiast zbiórki po mszy, prowadzonej przez harcerzy, postanowiłem przejść z puszką bezpośrednio w trakcie nabożeństwa – tłumaczy proboszcz jednej z dwóch parafii działających w miejscowości.

    Prawdziwym zaskoczeniem okazała się natomiast frekwencja. – Była zdecydowanie większa niż zwykle. Śmiało mogę powiedzieć, że przyszło dwa razy więcej osób niż na typową niedzielną mszę – przyznaje. W kościele pojawili się nie tylko wierni z parafii polskokatolickiej, ale także osoby związane z Kościołem rzymskokatolickim, zaproszeni samorządowcy, sołtyska wsi oraz przyjaciele duchownego. – Było też dwóch doktorów: jeden z Uniwersytetu Rzeszowskiego, drugi z Podkarpackiej Szkoły Wyższej w Jaśle. Atmosfera była bardzo dobra, a ludzie okazali się niezwykle hojni. Do puszki trafiały głównie banknoty, a nie drobne monety – mówi z uśmiechem ksiądz, pochodzący z Gryfic, a wychowany w Czeladzi na Śląsku.

    Powody do satysfakcji były w pełni uzasadnione. Po podliczeniu wszystkich datków okazało się, że w puszce znalazło się dokładnie 5445,38 zł. – To kwota rekordowa – podkreśla ks. Jagiełło, dziękując jednocześnie wszystkim darczyńcom. Zaznacza przy tym, że środki pochodziły także z innych źródeł. Po mszy sprzedawane były specjalnie przygotowane na tę okazję okolicznościowe przedmioty z drewna, a część osób dokonywała celowych wpłat na konto parafii.

    – Sprzedaż tych drobnych wyrobów przyniosła dodatkowo ponad 600 złotych. Z kolei pieniądze wpłacane na konto parafii z myślą o WOŚP postanowiłem w całości przekazać dalej. Tak jak zapowiadałem, wypłaciłem z konta tysiąc złotych i dorzuciłem je do puszki – relacjonuje duchowny.

    Zapytany o ewentualne krytyczne głosy, które mógł usłyszeć tego dnia, ks. Jagiełło odpowiada wprost, że wśród parafian takich reakcji nie było. – Ludzie mnie w tym wspierają od lat i nikt nie zgłasza sprzeciwu. W internecie zdarzają się komentarze, także ze strony niektórych księży, że taca powinna być przeznaczona wyłącznie na potrzeby parafii i że duchowny nie powinien zbierać na WOŚP. Uważam jednak, że to niepoważny zarzut. Gdyby parafianie byli przeciw, po prostu by nie dali pieniędzy. Co więcej, mogliby w ogóle nie przyjść do kościoła. Tymczasem stało się dokładnie odwrotnie – tłumaczy.

    W rozmowie pojawia się również wątek życia rodzinnego duchownego. Ks. Roman Jagiełło, zgodnie z zasadami Kościoła polskokatolickiego, ma żonę. Z Martą jest związany od 1995 roku, co umożliwia brak obowiązku celibatu. Przy tej okazji proboszcz przypomina rys historyczny swojego Kościoła.

    Polski Narodowy Kościół Katolicki powstał w 1897 roku w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Jego twórca, bp Franciszek Hodur, początkowo nie zajmował jednoznacznego stanowiska w sprawie celibatu i sam pozostał bezżenny. Dopiero synod z 1921 roku wprowadził zasadę dobrowolności – duchowni, którzy chcą zawrzeć związek małżeński, mogą to zrobić bez przeszkód.

    – W efekcie większość księży w naszym Kościele ma żony i dzieci. My akurat potomstwa nie mamy, ale i tak uważam, że życie rodzinne daje zupełnie inną perspektywę. Łatwiej zrozumieć problemy wiernych, bo samemu doświadcza się podobnych sytuacji. Wierni często to podkreślają, mówiąc, że księża mający rodziny lepiej rozumieją życie codzienne – mówi duchowny.

    Podczas rozmowy ks. Jagiełło postanowił oddać głos swojej żonie. – To ja może dam do telefonu żonę, niech ona sama się wypowie – zaproponował. Pani Marta, która była obok, bez wahania podzieliła się swoim zdaniem na temat WOŚP.

    – Mam dokładnie takie samo stanowisko jak mąż. Od początku istnienia Orkiestry popieram tę formę pomocy. Jeszcze zanim trafiłam do tej parafii i zanim ksiądz został moim mężem, już uważałam, że to bardzo potrzebna inicjatywa – powiedziała.

    Zaznaczyła jednocześnie, że każdy może pomagać na swój sposób. – Jedni wolą działać głośno i publicznie, inni po cichu. Każdy ma prawo wybrać własną drogę. Najważniejsze jest jedno: nie przeszkadzać tym, którzy chcą czynić dobro – podkreśliła.

    Na koniec ks. Jagiełło przypomniał, że bliski jest mu także sport. Od lat organizuje Rajdy Rowerowe „Oikoumene”, dokumentowane na stronie internetowej parafii. Do tej pory odbyło się dziewięć edycji tego wydarzenia. – To inicjatywa łącząca trzy płaszczyzny: religijną, poetycką i sportową. Wyruszamy do miejsc kultu religijnego w promieniu do 50 kilometrów – wyjaśnia proboszcz.

  • Cały świat pisze o klęsce Świątek w Australian Open. Zwracają uwagę na jedno

    Cały świat pisze o klęsce Świątek w Australian Open. Zwracają uwagę na jedno

    Iga Świątek na ćwierćfinale zakończyła swój udział w tegorocznej edycji Australian Open. Wiceliderka rankingu WTA przegrała 5:7, 1:6 z Eleną Rybakiną. Spotkanie komentują światowe media. Dominuje wątek Wielkiego Szlema.
    Iga Świątek – Jelena Rybakina
    Fot. REUTERS/Edgar Su

    Iga Świątek nie tak wyobrażała sobie swój udział w tegorocznym Australian Open. Polka odpadła w ćwierćfinale, zbyt mocna okazała się Elena Rybakina, reprezentantka Kazachstanu wygrała 7:5, 6:1. Turniej w Melbourne to ostatnia impreza wielkoszlemowa, której jeszcze nie wygrała Świątek, to właśnie ten wątek dominował w światowych mediach.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Oto co światowe media piszą o meczu Świątek. Dominuje wątek Wielkiego Szlema

    Porażka Igi Świątek z Eleną Rybakiną jest komentowana przez światowe media, dominującym wątkiem jest utrata przez Polkę pierwszej szansy na zdobycie Wielkiego Szlema.

    “W środowym meczu Australian Open Jelena Rybakina pokonała Igę Świątek 7:5, 6:1. Tym samym awansowała do półfinału i przekreśliła marzenia Polki o karierowym Wielkim Szlemie” – czytamy na portalu ESPN.

    “Pierwsza szansa w karierze Świątek na Wielkiego Szlema przepadła” – piszę portal tennis.com.

    O straconej szansie na Wielkiego Szlema piszę też portal ausopen.com.

    “Rybakina pokazała, że liczy się w walce o końcowy triumf. Pewnie wygrała i pozbawiła Polkę szans na karierowego Wielkiego Szlema” – czytamy na portalu ausopen.com.

    Zobacz też: Eksperci biją na alarm po porażce Świątek. Robi się niebezpiecznie
    Media podkreślają klasę Rybakiny. “Jest w wielkiej formie”

    Oczywiście dużo uwagi poświęcono również triumfatorce spotkania. Media podkreślają znakomitą formę Rybakiny, zauważając, że wyrasta na jedną z głównych faworytek do tytułu w Australii.

    “Zwycięstwo Jeleny Rybakiny nad Igą Świątek dało jej awans do półfinału Australian Open i potwierdziło, że jest w wielkiej formie. Kazachska tenisistka wygrała aż 18 z ostatnich 19 spotkań, w Melbourne prezentuje tenis z najwyższej półki. Środowy mecz był jej pierwszym naprawdę wymagającym testem w tegorocznym turnieju, który zdała bez zastrzeżeń — szczególnie w drugim secie, całkowicie zdominowanym przez Rybakinę” – w takich słowach Rybakiną zachwyca się portal puntodebreak.com.

    Dla Igi Świątek przynajmniej do przyszłego roku największym sukcesem w Australian Open pozostanie dwukrotny półfinał w latach 2022 i 2025. Rybakina o wielki finał powalczy z Jessicą Pegulą.