Category: Uncategorized

  • Polski mistrz świata uderza w Koalicję Obywatelską. Nagle padły słowa o Nawrockim

    Polski mistrz świata uderza w Koalicję Obywatelską. Nagle padły słowa o Nawrockim

    Marcin Możdżonek, mistrz świata i były kapitan reprezentacji Polski w siatkówce, coraz śmielej zaznacza swoją obecność w debacie publicznej. Tym razem polityk Konfederacji ostro skomentował sytuację w Sejmie, uderzając w Koalicję Obywatelską. W swojej wypowiedzi mówił o „dziecinadzie” i „zabawie w piaskownicy”, a przy okazji niespodziewanie odniósł się także do prezydenta Karola Nawrockiego.

    Możdżonek to postać doskonale znana kibicom siatkówki. Przez lata był jednym z filarów reprezentacji Polski, pełnił funkcję kapitana kadry, a na koncie ma najważniejsze sukcesy – mistrzostwo świata z 2014 roku oraz mistrzostwo Europy z 2009. Jako środkowy wyróżniał się nie tylko imponującymi warunkami fizycznymi, lecz także charyzmą i mentalnością lidera, które pozwoliły mu utrzymać się na najwyższym poziomie przez wiele sezonów.

    Po zakończeniu kariery sportowej nie wycofał się jednak z życia publicznego. Wręcz przeciwnie – obrał nowy kierunek i wszedł do polityki. Od czerwca 2025 roku jest członkiem partii Nowa Nadzieja, wchodzącej w skład Konfederacji. Równocześnie pełni funkcję prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej. Były siatkarz regularnie komentuje bieżące wydarzenia polityczne, nie stroniąc od ostrych, jednoznacznych ocen, które często wywołują duże emocje.

    Ostatnio Możdżonek zabrał głos w sprawie sytuacji w Sejmie. W „Rozmowie Wikły” na antenie telewizji wPolsce24 przyznał wprost, że byłby zwolennikiem jak najszybszego upadku obecnego parlamentu. Jego zdaniem rządzącą koalicję spaja dziś przede wszystkim interes – stanowiska, spółki i synekury – a nie wspólna wizja państwa. Jak podkreślił, nawet poważne różnice ideologiczne nie doprowadzą do rozpadu władzy, bo korzyści z jej utrzymania są zbyt silnym spoiwem.

    Szczególnie ostro były kapitan reprezentacji wypowiedział się o Koalicji Obywatelskiej. Skrytykował jej polityków za bojkotowanie spotkań z prezydentem, co określił mianem „dziecinady”. W jego ocenie unikanie rozmów z głową państwa jest zachowaniem niepokojącym i świadczy o braku politycznej dojrzałości. Jeśli istnieją spory, powinny być – jak zaznaczył – rozstrzygane w drodze merytorycznej debaty, a nie poprzez demonstracyjne obrażanie się.

    – Jeżeli Koalicja Obywatelska i Lewica nie idą na spotkanie z prezydentem, z głową państwa, to coś tu jest nie tak. Jeżeli chcą sporów, niech pójdą i spierają się merytorycznie. A wybrali drogę, przepraszam, dziecinady, piaskownicy: nie pójdę, bo jesteśmy obrażeni, bo zabrali nam nasze łopatki – stwierdził Możdżonek.

    Przy tej okazji były siatkarz nie szczędził pochwał prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Podkreślił, że głowa państwa nie obawia się wetować ustaw i – w jego ocenie – robi to z powodów merytorycznych. Posunął się nawet do stwierdzenia, że Nawrocki mógłby stać się „ojcem chrzestnym” szerokiej koalicji prawicowej. Jak zaznaczył, różnice programowe po prawej stronie sceny politycznej są czymś naturalnym, jednak jeśli celem ma być skuteczne rządzenie i działania propaństwowe, Konfederacja nie zamierza z tych ambicji rezygnować.

  • Sabalenka zeszła z kortu, ale co potem zrobiła Rybakina? Niewiarygodne, czekano ponad 20 lat

    Sabalenka zeszła z kortu, ale co potem zrobiła Rybakina? Niewiarygodne, czekano ponad 20 lat

    Zmagania w ramach pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym sezonie – czyli oczywiście Australian Open – zmierzają już ku swemu wielkiemu zakończeniu. W czwartkowy poranek czasu polskiego poznaliśmy finalistki rywalizacji singlowej pań – a zostały nimi Aryna Sabalenka oraz Jelena Rybakina. Białorusinka i Kazaszka przy tym dokonały wspólnie czegoś, czego korty w Melbourne nie widziały od przeszło dwóch długich dekad.
    Dwie kobiety w sportowych strojach tenisowych podczas rozgrywki na korcie. Jedna z nich ujęta w dynamicznym ruchu, druga w momencie koncentracji. Obie w pełnym skupieniu, uchwycone na ciemnym tle kortu.

    Aryna Sabalenka i Jelena RybakinaIZHAR KHAN/AFP/East News – Asanka Brendon Ratnayake/Associated Press/East NewsEast News

    Australian Open 2026 przez ostatnie ponad 1,5 tygodnia skupiało na sobie uwagę całego tenisowego świata. Niestety, widowiskowe zawody spod znaku Wielkiego Szlema już niebawem zostaną ostatecznie domknięte.

    Stanie się to już bez udziału Igi Świątek, która swoją grę we współzawodnictwie singlowym zakończyła na poziomie ćwierćfinału, ulegając w nim Jelenie Rybakinie 5:7, 1:6. Kazaszka tymczasem potem również “nie ściągnęła nogi z gazu”.

    W czwartkowy ranek według czasu środkowoeuropejskiego Rybakina ograła bowiem w półfinale Jessicę Pegulę 6:3, 7:6 (9-7). Nieco wcześniej zaś na korcie w Melbourne pojawiła się Aryna Sabalenka, która w swoim pojedynku półfinałowym również w dwóch odsłonach rozprawiła się z Eliną Switoliną.

    Australian Open. Sabalenka i Rybakina dorównały legendom. Wielki wyczyn tenisistek

    Tym samym Białorusinka oraz przedstawicielka Kazachstanu dokonały czegoś wyjątkowego – jak zwrócili uwagę sami organizatorzy turnieju, po raz pierwszy od 2004 roku na Australian Open wydarzyła się sytuacja, w której obie finalistki przez całe zmagania nie stracił ani jednego seta.

    Poprzednio, ponad dwie dekady temu, taki wyczyn udał się dwóm Belgijkom – Justine Henin oraz Kim Clijsters, a więc ikonom dyscypliny. Warto przy tym nadmienić, że przed 22 laty Henin wygrała w finale z Clijsters 6:3, 4:6, 6:3 – a o tym, czy Sabalenka lub Rybakina zdołają zachować swoją nieskazitelną serię bez przegranego seta przekonamy się w sobotę.

    Australian Open. W piątek poznamy nazwiska finalistów męskiego singla

    Nim to jednak nastąpi, w piątek dowiemy się, którzy tenisiści przedrą się do finału gry pojedynczej mężczyzn. Najpierw do akcji ruszą Carlos Alcaraz oraz Alexander Zverev, a później dojdzie do starcia Novaka Djokovicia i Jannika Sinnera. Szykuje się więc prawdziwa sportowa uczta.
    Sportowe emocje podczas meczu tenisowego, po lewej stronie zawodniczka wyraża silne emocje szeroko otwartymi ustami, po prawej druga skupiona, zaciśnięta pięść w geście motywacji, obie ubrane w sportowe stroje.

    Sabalenka, RybakinaFAYEZ NURELDINE / AFPAFP
    Dwie tenisistki w sportowych strojach na korcie, każda z rakietą tenisową w ręce, po lewej stronie zawodniczka w czerwonym stroju z widocznymi tatuażami, po prawej zawodniczka w fioletowym stroju oraz czapce sportowej.

    Aryna Sabalenka i Jelena RybakinaFAYEZ NURELDINE / AFP / Clicks Images/Getty ImagesAFP
    Dwie kobiety trzymające trofea, jedna w sportowej czerwonej sukience z talerzem za drugie miejsce WTA Finals, druga w białej sportowej koszulce i czapce z pucharem za pierwsze miejsce.

    Aryna Sabalenka i Jelena RybakinaFAYEZ NURELDINEAFP

    KPR Gminy Kobierzyce – PGE MKS El-Volt Lublin. Skrót meczu.

  • Rybakina przemówiła tuż przed finałem z Sabalenką. Jaśniej się nie dało

    Rybakina przemówiła tuż przed finałem z Sabalenką. Jaśniej się nie dało

    Jelena Rybakina po raz drugi w karierze zagra w finale Australian Open. 26-letnia tenisistka w 2023 roku miała już okazję zagrać w meczu o tytuł, lecz w nim musiała uznać wyższość Aryny Sabalenki. Trzy lata później Kazaszka będzie mogła zrewanżować się Białorusince na kortach Melbourne Park.
    Jelena Rybakina po meczu z Igą Świątek na Australian Open
    screen: Eurosport

    Jelena Rybakina w tegorocznym Australian Open po raz trzeci w swojej karierze wystąpi w finale turnieju wielkoszlemowego. W 2022 roku Kazaszka była objawieniem Wimbledonu, który wygrała po pokonaniu w meczu o tytuł Ons Jabeur. Kilka miesięcy później stanęła przed szansą zdobycia pierwszego Wielkiego Szlema na twardej nawierzchni. W drodze do finału w Melbourne w 2023 roku pokonała m.in. Igę Świątek. Rozstawiona wówczas z “22” Rybakina w dwóch setach ograła Polkę – 6:4, 6:4 na etapie czwartej rundy.

    Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! “Niektórzy skakali na skoczni”

    Urodzona w Moskwie tenisistka dotarła do finału tamtej imprezy, w którym zmierzyła się z Aryną Sabalenką. Po zwycięstwie w pierwszym secie 6:4 Białorusinka odrodziła się w kolejnych odsłonach, odwracając losy spotkania po wygranych 6:3 oraz 6:4 setach. Kolejne dwa występy na kortach w Australii nie były już tak udane dla Jeleny. W 2024 roku odpadła już w drugiej rundzie, przegrywając z Anną Blinkową, zaś ubiegłoroczna edycja imprezy zakończyła się dla niej na etapie czwartej rundy. Jej pogromczynią okazała się być późniejsza triumfatorka turnieju, Amerykanka Madison Keys.

    Jelena Rybakina w tym sezonie idzie “jak burza” w pierwszym wielkoszlemowym turnieju w kalendarzu. 26-latka odprawiła w ćwierćfinale z drabinki turniejowej Igę Świątek (7:5, 6:1), a w półfinale okazała się lepsza od Jessiki Peguli – 6:3, 7:6(7). W meczu o tytuł tenisistka z Kazachstanu ponownie zmierzy się z Aryną Sabalenką.

    Zobacz też: Pietuszewski mógł kosztować 30 milionów euro?! Szef Jagiellonii mówi wprost

    Tuż po półfinałowym starciu Rybakina została zapytana o to, jak wspomina finałowy pojedynek sprzed trzech lat. – Tak, to był wspaniały mecz, prawdziwa walka. Myślę, że (Aryna) ostatecznie zagrała trochę lepiej. Absolutnie zasłużyła na zwycięstwo. Chcę cieszyć się finałem – to pewne. Mam nadzieję, że będę serwować lepiej niż dzisiaj, a to mi pomoże. Jestem naprawdę podekscytowana grą w tym finale – przyznała na gorąco Kazaszka.

    Mecz finałowy pomiędzy Sabalenką a Rybakiną zostanie rozegrany w sobotę 31 stycznia o godzinie 9:30 czasu polskiego.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Sabalenka w finale Australian Open, ale co działo się potem. Nadano komunikat

    Sabalenka w finale Australian Open, ale co działo się potem. Nadano komunikat

    Mecz Aryny Sabalenki z Eliną Switoliną, wbrew nadziejom wielu fanów, okazał się bardzo jednostronny. Białorusinka ponownie pokazała, że jest w znakomitej formie i ani razu nie była nawet bliska utraty seta. Po spotkaniu doszło do zdarzeń, które nie był wyjątkowe dla tego meczu. Wcześniej kibice mogli przeczytać i usłyszeć specjalny komunikat.
    Sportowczyni w różowo-pomarańczowym stroju podczas meczu tenisowego, po lewej stronie skupiona i zdeterminowana, po prawej stronie siedzi na ławce i zakrywa twarz ręcznikiem, wyrażając silne emocje.

    Aryna Sabalenka, Elina SwitolinaWilliam West & Izhar KhanAFP

    Sabalenka pokonała Switolinę 6:2, 6:3 i tym samym awansowała do finału Australian Open. Białorusinka zmierzy się w nim z pogromczynią Świątek, Jeleną Rybakiną. Mecz zaplanowano na 31 stycznia, na 9:30 polskiego czasu.

    Aryna Sabalenka w finale. Wcześniej sceny na Australian Open

    Choć Sabalenka pokazywała ze swojej strony świetną grę i gładko ograła Elinę Switolinę, to nie zabrakło momentów, które mogły wywołać kontrowersje. Jednym z nich było upomnienie od sędzi w kontekście okrzyków wydawanych przez Białorusinkę, co mocno ją kosztowało. Nie dała jednak za wygraną, szybko się pozbierała i łatwo doprowadziła do wyniku 6:2 w pierwszym secie.

    Sama Sabalenka za to zgłosiła sędzi, że przeszkodzono jej w wykonaniu serwisu. Powodem miał być wydany przez jednego z fanów okrzyk już po zarządzeniu ciszy. Ukraińscy kibice mocno dopingowali także grającą Switolinę. Sabalenka ostatecznie nie straciła jednak rezonu.

    Triumf Sabalenki, a wcześniej taki komunikat

    Okazało się, że kibice mogli jeszcze zobaczyć i usłyszeć zaskakujący komunikat na korcie. Już wcześniej przekazano, że po meczu Sabalenka i Switolina nie podadzą sobie rąk. “Po zakończeniu meczu nie będzie uściśnięcia dłoni między zawodnikami. Doceniamy Państwa szacunek dla obu sportowców w trakcie i po meczu” – brzmiało ogłoszenie.

    Obie panie nawet nie zbliżyły się do siebie po spotkaniu, a zamiast tego od razu ruszyły do sędzi, by podziękować za współpracę. Switolina szybko zabrała swoje rzeczy i usunęła się w cień, natomiast Sabalenka została jeszcze na korcie, by świętować zwycięstwo i rozdawać autografy.
    Tenisistka w kolorowym stroju gestykuluje ręką podczas meczu, w tle widoczni kibice trzymający dużą ukraińską flagę.

    Aryna Sabalenka, UkrainaIZHAR KHAN / AFP / PAUL CROCK / AFPAFP
    Tenisistka w kolorowym stroju gestykuluje z wyrazem emocji na twarzy podczas meczu, a w powiększeniu w okręgu widoczny jest jej uśmiechnięty, wzruszony gest.

    Sabalenka – SwitolinaWILLIAM WEST / AFP / zrzut ekranu EurosportAFP

    PGE Projekt Warszawa – Montpellier HSC VB.

  • To był istny horror. Kwaśniewski wprost o Polakach. Poszło o Świątek

    To był istny horror. Kwaśniewski wprost o Polakach. Poszło o Świątek

    Iga Świątek mogła marzyć o tym, by na tegorocznym Australian Open “przejść grę”, jaką jest tenis, kompletując Karierowego Wielkiego Szlema. Podczas walki o ostatnie, brakujące trofeum potknęła się jednak na piątym poziomie. W ćwierćfinale rywalizacji w Melbourne bossem nie do pokonania okazała się dla Polki Jelena Rybakina.

    – Dziękuję, Melbourne! To była wielka przyjemność, by móc znów pojawić się w Australii i już nie mogę się doczekać powrotu tutaj w przyszłym roku. Jeśli chodzi o dzisiejszy mecz, nie jestem zadowolona z wyniku, ale idę naprzód z pewną ważną lekcją, którą odebrałam. Wiem na czym się skupiać i będę kontynuować swoją pracę. Do zobaczenia niebawem – napisała Iga Świątek po wypadnięciu z turniejowej drabinki, zwracając się do swoich fanów.

    Jednak nawet w takim momencie na nowo wybrzmiewają słowa, które wypowiedział już jakiś czas temu w wywiadzie z portalem Sport.pl były prezydent Polski – Aleksander Kwaśniewski, mówiąc właśnie o Idze Świątek. Jak przekonywał, bolesne upadki są po z góry wpisane w naturę sportu. A korzystając z okazji, była głowa państwa zwróciła się w tej kwestii wprost do swoich rodaków.

    Ja może za długo jestem w sporcie czy blisko sportu, żeby się przejmować aż tak bardzo, jak niektórzy. Zdaje się, że kiedyś Rafael Nadal powiedział zapłakanej Idze, żeby dała spokój, bo to jest tylko tenis, tylko sport. Oczywiście mówią, że ze wszystkich rzeczy nieważnych sport jest najważniejszy, a ja się z tym zgadzam. Ale my, Polacy, musimy się uczyć rozumienia, że porażka to coś normalnego, że ona jest w sport wkalkulowana

    Aleksander Kwaśniewski wprost o Idze Świątek. Tak oglądał jej bój z Naomi Osaką

    Aleksander Kwaśniewski wypowiedział te słowa w kontekście tego, co działo się w trakcie Rolanda Garrosa A.D. 2024, który zakończył się czwartym w karierze triumfem Igi Świątek. Triumf ten wcale nie był taki oczywisty, bo zwycięski marsz Polki mógł zakończyć się już w drugiej rundzie, w której nasza tenisistka stoczyła szalony bój z Naomi Osaką, ostatecznie wygrywając 7:6 (1), 1:6, 7:5.

    Były prezydent RP oglądał ten mecz w towarzystwie swojej córki i jak przyznał, oboje przeżywali ciężkie chwile patrząc na to, co dzieje się na paryskim korcie.

    Oglądałem go z córką, która jest wielką fanką Igi. Oboje mocno to przeżywaliśmy i – co tu kryć – w pewnym momencie już zwątpiliśmy, sądziliśmy, że strata jest już dla Igi nie do odrobienia. Świetnie było widzieć, że ona się nie poddała (…) Są różne reakcje, ale ja, na szczęście, mam zdrowe serce i biorę leki na nadciśnienie. Jestem ustabilizowany, więc mogę to oglądać!

    I dodał: – Od pewnego momentu oglądałem ten mecz na stojąco. A córka oglądała to z jeszcze większym napięciem niż ja, ponieważ ona jechała na półfinały i finał do Paryża – kupiła bilety sobie i mężowi, mieli nadzieję jechać kibicować Idze. Gdyby to nie wyszło, wyjazd na pewno nie byłby tak przyjemny, bo kogo wtedy oglądać, komu kibicować?
    Zdeterminowana tenisistka w czarnej czapce i stroju sportowym świętuje zwycięstwo z zaciśniętą pięścią na tle widowni.

    Iga ŚwiątekAdam Hunger/Associated Press/East NewsEast News
    Polacy wybrali najlepszego prezydenta. Kwaśniewski na pierwszym miejscu

    Aleksander KwaśniewskiKamil KasprzyckiReporter
    Liderka rankingu WTA – polska tenisistka Iga Świątek oraz były prezydent Polski – Aleksander Kwaśniewski

    Wiceliderka rankingu WTA – polska tenisistka Iga Świątek oraz były prezydent Polski – Aleksander KwaśniewskiWILLIAM WEST / AFP / GEORG HOCHMUTH / APA / AFPAFP

    Iga Świątek zaniepokojona ciągłą obserwacją podczas turniejów.

  • Sabalenka podpadła Ukraińcom. Koniec nadziei. Czwarta klęska

    Sabalenka podpadła Ukraińcom. Koniec nadziei. Czwarta klęska

    Sabalenka zniszczyła marzenia Ukraińców. Czwarta klęska. Koniec nadziei

    Stało się. Aryna Sabalenka zagra w czwartym z rzędu finale Australian Open. W czwartkowy poranek polskiego czasu Białorusinka rozbiła Elinę Switolinę 6:2, 6:3. Dla reprezentantki naszych wschodnich sąsiadów był to czwarty w karierze półfinał turnieju rangi Wielkiego Szlema. Czwarty, w którym nie udało jej się wyszarpać udziału w meczu o trofeum.
    Tenisistka w kolorowym stroju gestykuluje ręką podczas meczu, w tle widoczni kibice trzymający dużą ukraińską flagę.

    Aryna Sabalenka, UkrainaIZHAR KHAN / AFP / PAUL CROCK / AFPAFP

    Mało kto spodziewał się, że podczas tegorocznego Australian Open w półfinale będziemy oglądać Elinę Switolinę. W połówce drabinki 31-latki znalazły groźne zawodniczki, które nie potrafiły jednak pokonać żony Gaela Monflisa.

    Ta na start pierwszego Wielkiego Szlema w sezonie pokonała Cristinę Bucsę (6:4, 6:1). W drugiej rundzie krwi w pierwszym secie napsuła jej Linda Klimovicova. Reprezentantka Polski ostatecznie poległa 5:7, 1:6. W kolejnym pojedynku Switolina pokonała dwie Rosjanki – Dianę Sznajder (7:6 (4), 6:4) i Mirrę Andriejewę (6:2, 6:4).

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa Oliynykovej© 2026 Associated Press

    W ten sposób Sabalenka zniszczyła marzenia Ukraińców. Białorusinka bezlitosna

    Na etapie ćwierćfinału Ukrainka zmierzyła się z Coco Gauff, czyli trzecią rakietą świata. Tymczasem mecz trwał zaledwie niecałą godzinę i zakończył się brutalną porażką Amerykanki 1:6, 2:6.

    Jasnym stało się, że Switolinie po jej czwartym wielkoszlemowym półfinale znów nie będzie dane zagrać o puchar. W 2019 roku walczyła w półfinale Wimbledonu. Wówczas jej pogromczynią okazała się Simona Halep, która wygrała 6:1, 6:3. Kilka miesięcy później Ukrainka o finał rywalizowała z Sereną Williams na US Open. Przeciwko legendarnej Amerykance poległa 3:6, 1:6.

    Rok 2023 to już przegrana 3:6, 3:6 z Marketą Vondrousovą, późniejszą triumfatorką, w półfinale na korcie centralnym w Londynie. 29 stycznia 2026 roku czwartego gwoździa do trumny porażek Eliny Switoliny w tej fazie turnieju wbiła Sabalenka.

    Ukraińscy kibice tenisa z pewnością mieli nadzieję, że być może tym razem ich reprezentantka sprawi sensację. W końcu ani razu w historii Wielkich Szlemów nie oglądaliśmy ukraińskiej zawodniczki w finale. I niestety – z ich perspektywy – to się nie zmieni. Przynajmniej do połowy maja, kiedy ruszy Roland Garros. Będzie to kolejna szansa dla tenisistek z kraju naszych wschodnich sąsiadów na napisanie historii.

    Za to Aryna Sabalenka zagra w czwartym z rzędu finale Australian Open. W meczu o tytuł zmierzy się z Jeleną Rybakiną lub Jessicą Pegulą.
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025WILLIAM WEST / AFPAFP
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Anastazją Pawluczenkową o półfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Anastazją Pawluczenkową o półfinał Australian Open 2025ADRIAN DENNIS / AFPAFP
    Młoda kobieta w stroju sportowym z zamkniętymi oczami i wyrazem rozczarowania na twarzy, prawdopodobnie podczas meczu tenisowego

    Elina SwitolinaMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Levallois Paris Saint-Cloud – SSC Palmberg Schwerin. Skrót meczu.

  • Spotkanie w Pałacu Prezydenckim bez KO i Lewicy. Klub PiS stawi się w całości, Pałac tłumaczy

    Spotkanie w Pałacu Prezydenckim bez KO i Lewicy. Klub PiS stawi się w całości, Pałac tłumaczy

    Prezydent Karol Nawrocki zaprosił wszystkie kluby i koła parlamentarne na spotkanie w Pałacu Prezydenckim.

    Koalicja Obywatelska i Lewica odmówiły udziału, a ich przedstawiciele nie potwierdzili obecności.

    Spotkanie z całym klubem PiS odbędzie się jako ostatnie – o godzinie 18.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Prezydent Karol Nawrocki wystosował zaproszenia do wszystkich szefów klubów parlamentarnych na spotkania w Pałacu Prezydenckim.

    Będą się osbywały w czwartek 29 stycznia przez cały dzień. Na każde spotkanie przewidziano mniej więcej godzinę.

    Karol Nawrocki zaprasza posłów. KO i Lewica odmawiają

    “Maski opadły. KO i Lewica same wyłączają się z polityki współpracy. Paradoksalnie – dobrze, że wreszcie bez udawania” – skomentował w mediach społecznościowych szef Gabinetu Prezydenta Paweł Szefernaker.

    “Nie chodzi o kurtuazyjne spotkanie u Prezydenta. Chodzi o rozmowę o sprawach ludzi: o bezpieczeństwie, tańszym prądzie, lepszej ochronie zdrowia i problemach rolników. Prezydent zaprosił do rozmowy ponad podziałami. KO i Lewica wybrały kolejny konflikt zamiast dialogu i własny polityczny interes zamiast interesu obywateli” – dodał.

    Anna Maria-Żukowska z Lewicy wyjaśniała, że zaproszenie, które do niej trafiło, było kurtuazyjne i nie został zakreślony żaden zakres tematyczny spotkania.

    Jego zdjęcie zamieściła w serwisie X. Wynika z niego, że Lewica została zaproszona na godzinę 15.

    – Z tego, co wiem, przewodniczący klubu Zbigniew Konwiński podjął decyzję, że nie będzie uczestniczył w spotkaniu – powiedział Szłapka. Dopytywany, czy na spotkaniu z prezydentem będą inni przedstawiciele klubu, odparł: – Z tego co wiem, to nie.

    – Mam taką informację od przewodniczącego klubu – zapewnił. Na pytanie, czy ta sytuacja może się zmienić odpowiedział: “nie sądzę”.

    W Pałacu są przekonani, że decyzję o tym, by KO nie przyszła do prezydenta, musiał narzucić sam Donald Tusk. – Przecież najpierw potwierdzili, że przyjdą, a potem sami przyznali, że zmienili zdanie – uważa jeden ze współpracowników prezydenta.

    Spotkania u Karola Nawrockiego. Wyjątek dla PiS?

    Poza Lewicą i KO swoją obecność na spotkaniu z prezydentem potwierdzili przedstawiciele wszystkich pozostałych kół i klubów poselskich.

    Jako ostatnie tego dnia spotkanie zaplanowano spotkanie z klubem PiS. Kiedy pytamy współpracowników prezydenta, dlaczego w przypadku pozostałych ugrupowań zaproszenia dostali szefowie klubów, a w przypadku PiS stawi się cały klub, słyszymy, że nie ma w tym nic dziwnego.

    – Zaproszenia wystosowano do szefów klubów, ale w każdym zaproszeniu była informacja o tym, że szczegóły spotkania i wszelkie kwestie organizacyjne są do doprecyzowania. Niektóre kluby wysłały po kilka osób, a w przypadku PiS zdecydowano, że będzie to spotkanie z całym klubem. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież to PiS wspierał prezydenta w kampanii wyborczej i to naturalne, że co jakiś czas prezydent chce się z posłami spotkać – tłumaczy nam jeden ze współpracowników głowy państwa.

    I dodaje: – Formuła jak i agenda spotkań od początku były otwarte, każdy klub sam mógł zdecydować zarówno to, o czym chce rozmawiać z prezydentem jak i o tym, ilu posłów przyjdzie do Pałacu. Gdyby inni chcieli przyjść całym klubem, to wystarczyło zgłosić taką chęć i nie byłoby problemu. Tak, jak zrobił to PiS.

    Cały klub PiS u Nawrockiego? “Dziś jest poczucie w Pałacu”

    Klub PiS już na początku tygodnia rozesłał do wszystkich swoich posłów wiadomość z informacją o możliwości wzięcia udziału w spotkaniu z prezydentem w czwartek 29 stycznia o godzinie 18.

    – To nie pierwsze takie spotkanie z prezydentem, choć poprzednie nie odbywały się w Pałacu. Widać, że prezydent chce popracować nad lepszą współpracą z PiS. Dziś jest chyba poczucie w Pałacu, że to Karol prowadzi całą politykę opozycyjną wobec rządu, a PiS zajmuje się głównie walkami frakcyjnymi. Dobrze byłoby to zmienić i popracować nad większą synergią działań obozu prezydenta i PiS – mówi nam jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości.

    – Może Karolowi uda się wyrwać PiS z letargu, w jaki popadliśmy po wygranej w wyborach prezydenckich, bo rzeczywiście przydałoby się, żebyśmy się bardziej wzięli do roboty – dodaje nasz rozmówca.

    Kamila Baranowska

    KO i Lewica nie spotkają się z prezydentem. Wójcik w ”Gościu Wydarzeń”: To ogromny błąd. Pamiętajmy o tym, co dzieje się za granicami kraju

  • Wielka radość u Rosjan. Już ponad 13 lat, tylko Świątek mogła to teraz przerwać

    Wielka radość u Rosjan. Już ponad 13 lat, tylko Świątek mogła to teraz przerwać

    Iga Świątek na spełnienie marzenia o skompletowaniu karierowego Wielkiego Szlema będzie musiała poczekać co najmniej kilkanaście kolejnych miesięcy. Polka wciąż ma przed sobą tylko jedną brakującą cegiełkę – triumf w Australian Open. Pozostałe trzy najważniejsze trofea w światowym tenisie ma już na koncie: zwyciężała w Rolandzie Garrosie, Wimbledonie oraz US Open. Osiągnięcie pełnego Wielkiego Szlema byłoby wydarzeniem o ogromnym znaczeniu nie tylko dla polskich kibiców, ale i dla całego tenisowego świata. Po raz ostatni dokonała tego kobieta ponad trzynaście lat temu, a euforia ogarnęła wówczas Rosję.

    Australian Open pozostaje jak dotąd jedynym turniejem wielkoszlemowym, którego Iga Świątek nie potrafiła jeszcze podbić. W tegorocznej edycji turnieju w Melbourne podopieczna Wima Fissette’a z meczu na mecz prezentowała się coraz lepiej, aż w ćwierćfinale natrafiła na przeszkodę nie do pokonania. Jelena Rybakina ponownie okazała się dla Polki rywalką wyjątkowo niewygodną. Choć pierwszy set przyniósł wyrównaną walkę i trzymał kibiców w napięciu, w drugiej partii Kazaszka całkowicie zdominowała wydarzenia na korcie, oddając Świątek zaledwie jednego gema. Porażka była tym bardziej bolesna, że oznaczała utratę kolejnej szansy na zapisanie się w historii tenisa poprzez skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema.

    Ten wyjątkowy wyczyn polega na zwycięstwie w każdym z czterech najważniejszych turniejów: Australian Open, Rolandzie Garrosie, Wimbledonie i US Open. To osiągnięcie zarezerwowane wyłącznie dla największych legend tej dyscypliny. Do tej pory udało się to zaledwie dziesięciu tenisistkom. W tym elitarnym gronie znajdują się: Maureen Connolly, Doris Hart, Shirley Fry, Margaret Court, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Serena Williams oraz Maria Szarapowa. Co istotne, to właśnie Rosjanka jako ostatnia dołączyła do tej prestiżowej listy.

    Moment, w którym Szarapowa skompletowała karierowego Wielkiego Szlema, przeszedł do historii tenisa. Stało się to w 2012 roku na kortach Rolanda Garrosa. Rosjanka zaprezentowała wówczas znakomitą formę, przechodząc przez turniej niemal bezproblemowo. Jedynego seta straciła w pojedynku z Klarą Koukalovą, a w wielkim finale nie pozostawiła złudzeń Sarze Errani, która zdołała ugrać jedynie pięć gemów. Triumf w Paryżu był pieczęcią postawioną na jednym z najważniejszych osiągnięć w karierze Szarapowej.

    – To najbardziej wyjątkowy moment w mojej karierze. Myślałam, że wygrana w Wimbledonie w wieku siedemnastu lat będzie najcenniejszym przeżyciem, ale kiedy dziś padłam na kolana, zrozumiałam, że to chwila absolutnie szczególna, nawet bardziej niż tamta – mówiła wzruszona Rosjanka tuż po finale, cytowana przez „telegraph.co.uk”.

    Jej sukces wywołał wówczas ogromną euforię wśród rosyjskich kibiców. Radość ta trwa do dziś, bo od ponad trzynastu lat żadna inna tenisistka nie dołączyła do elitarnego grona zdobywczyń karierowego Wielkiego Szlema. Już teraz wiadomo, że także w 2026 roku lista ta nie zostanie poszerzona o nazwisko Igi Świątek.

    Tenisistki, które skompletowały karierowego Wielkiego Szlema (wg ESPN):

    Maria Szarapowa – od 2012 roku (Roland Garros)

    Serena Williams – od 2003 roku (Australian Open)

    Steffi Graf – od 1988 roku (US Open)

    Martina Navratilova – od 1983 roku (US Open)

    Chris Evert – od 1982 roku (Australian Open)

    Billie Jean King – od 1972 roku (Roland Garros)

    Margaret Court – od 1963 roku (Wimbledon)

    Shirley Fry – od 1957 roku (Australian Open)

    Doris Hart – od 1954 roku (US Open)

    Maureen Connolly – od 1953 roku (Roland Garros)

  • Fibak zobaczył, co zrobiła Świątek i nie dowierzał. “Gdybym ja tak zrobił…”

    Fibak zobaczył, co zrobiła Świątek i nie dowierzał. “Gdybym ja tak zrobił…”

    Gdybym ja tak zrobił, to Australijczycy pytaliby, czy ze mną wszystko okej – mówi Sport.pl Wojciech Fibak, odnosząc się do zachowania Igi Świątek w przegranym ćwierćfinale Australian Open. Były tenisista nie zostawia złudzeń co do sytuacji Polki w meczu z Jeleną Rybakiną i wskazuje, co jego zdaniem od dawna odpowiada za jej problemy.
    Iga Świątek, Wojciech Fibak
    Fot. REUTERS/Maxim Shemetov, YouTube/WojewódzkiKędzierski

    Od razu wiadomo było, że po czterech wcześniejszych meczach Igi Świątek w Australian Open ćwierćfinał z Jeleną Rybakiną będzie weryfikacją. I nią był. Polka przegrała 5:7, 1:6, a po nim opowiadała na konferencji prasowej m.in. o pracy nad zmianami w grze. Wojciech Fibak zaś z przekonaniem stwierdza, że żadnych zmian nie dostrzega i dodaje zaskakująco: – Gdyby Wim Fissette je wprowadził, to by stracił pracę.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    “Idze trzeba tylko współczuć”. Rybakina niczym pociąg TGV

    Fibak miał w głowie gotowy scenariusz na środowy mecz, bazując na niektórych wcześniejszych pojedynkach tych zawodniczek. Brał pod uwagę, że Rybakina może wygrać pierwszego seta, ale w drugim do gry miała się włączyć Świątek i potem gładko rozstrzygnąć na swoją korzyść decydującą partię. Wydarzenia na korcie potoczyły się inaczej, a były tenisista uważa, że przy tak grającej rywalce, Polka nie miała właściwie nic do powiedzenia.

    – Omawiamy to spotkanie od strony Igi, bo jest Polką, ale uważam, że trzeba tu pochwalić Rybakinę i pogratulować jej. A Idze trzeba tylko współczuć, że trafiła na tak dysponowaną Kazaszkę w ćwierćfinale. W drugim secie miała szansę na przełamanie przy 1:3 i być może potem by odrobiła straty, ale rywalka faktycznie nie pomagała jej wtedy. W przeszłości, gdy się mierzyły, Iga mogła liczyć na prezenty. Teraz na palcach jednej ręki można byłoby policzyć te, które miała w całym meczu – stwierdza były gracz top 10 rankingu tenisistów.

    I dodaje, że według niego nawet Świątek w swoim najlepszym wydaniu, gdy kilka lat temu dominowała, raczej z tak świetnie dysponowaną Kazaszką by w Melbourne nie wygrała. Zajmująca piąte miejsce na światowej liście tenisistka bowiem świetnie radzi sobie na szybkich kortach i “beton” na antypodach sprzyja jej stylowi.

    – Była nie do pokonania. Grała na wielkim ryzyku, mocno, płasko, blisko linii. Była jak pociąg TGV – opisuje Fibak.
    “Człowiek jest cały roztrzęsiony, wszystkie myśli kotłują się w głowie”. W tym Fibak widzi główny problem Świątek

    Nie zgadza się on z dość powszechną opinią, że tym, co przede wszystkim utrudniało Polce rywalizację w ćwierćfinale, ale też było problemem w jej wcześniejszych meczach, był nadmierny pośpiech. O więcej spokoju przy kolejnych uderzeniach apelował też nieraz trener Wim Fissette.

    – Nie dostrzegłem zbytnio pośpiechu. Gdy Rybakina narzucała zawrotne tempo, to Iga nie miała nic do powiedzenia i nie miała czasu zastanawiać się, jak zagrać, tylko czy w ogóle zdoła dobiec do piłki. Słyszałem, że komentujący mecz w Eurosporcie Dawid Celt też wspominał, że potrzeba spokoju. Ale jak można mieć spokój, gdy przegrywa się 5:7, 0:3 i nagle pojawia się szansa, by wrócić? Wiadomo, że człowiek jest cały roztrzęsiony w środku i tylko marzy o tym, by trafić, a wszystkie myśli kotłują się w głowie – argumentuje mój rozmówca.

    I choć Fibak odnotował błąd Świątek z bekhendu w ważnym momencie oraz słuchał, jak Celt – poza brakiem spokoju – zwracał uwagę też na problemy z serwisem, to sam w czym innym upatruje źródła ostatnich problemów sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych.

    – Mówię o tym od lat – największy techniczny problem Igi dotyczy forhendu. Kiedyś rozprowadzała nim rywalki po korcie, ale gdy jest rozregulowany, to rzutuje to na całość gry. Polka nadaje temu uderzeniu dużą rotację – jak Rafael Nadal. Tam jest bardzo mały margines bezpieczeństwa – może niecały centymetr na to, by piłka przeszła odpowiednio blisko ramy. Gdy pewność siebie jest trochę naruszona, to zdarza się tam więcej kiksów, nieczystych zagrań, a to deprymuje. Teraz nie ma tej regularności i to Igę gubi. Gdyby forhend funkcjonował bez zarzutu, to byśmy tych wszystkich rozmów nie prowadzili – przekonuje triumfator Australian Open z 1978 roku w deblu.
    Było już 5:7, 0:3. Wyjątkowe zachowanie Świątek. “Zwierzę tenisowe”

    Przy okazji przegranej z Rybakiną sporo osób zwróciło uwagę na dwie niepokojące tendencje. Świątek od jakiegoś czasu ma problem ze znalezieniem recepty na rywalki ze światowej czołówki. Z siedmiu ostatnich spotkań z zawodnikami z top 10 wygrała tylko jeden, a do tego ostatnie sety w pojedynkach z nimi kończyły się często bolesnym 0:6 lub 1:6. Podczas gdy w przeszłości słynęła z wychodzenia obronną ręką z sytuacji niemal niemożliwych do uratowania. Fibak jednak przekonuje, że w środę w ostatnim secie Polka nie przestała walczyć.

    – Nawet przy wyniku 0:3 i 1:4 cały czas próbowała, mobilizowała się, podskakiwała. Piłka leciała pięć metrów od linii, a ona jeszcze tam biegła, by się upewnić, że na pewno spadnie poza kortem. Gdybym jak tak zrobił, to Australijczycy pytaliby w przerwie, czy ze mną wszystko okej. 90 procent tenisistów by w ogóle nie ruszyło do takiej piłki. Ale Iga to zwierzę tenisowe, jest jak lwica. Ona stara się do samego końca i zaciska zęby. Taką niezwykłą waleczność mieli w sobie tylko Nadal, Jimmy Connors i Monica Seles – wylicza utytułowany tenisista.

    Celt i wiele innych osób powtarza, że Świątek musi wprowadzić trochę urozmaicenia w grze, bo jej dotychczasowy styl nie jest już tak skuteczny, jak kiedyś. Fibak podchodzi do tego zupełnie inaczej.

    – Iga nie jest w stanie wygrywać slajsem czy wolejami. To nie jest jej tenis, to nie jest jej styl. Żadnych slajsów. Rezygnacja ze skrótów za czasów Tomka Wiktorowskiego była właściwą decyzją, którą wsparłem. Aryna Sabalenka może i zaczęła potem to zagranie częściej stosować, ale ile razy dzięki niemu zdobyła ważne punkty? To nie dzięki niemu wygrywa. Sformułowania, że rywalki przyzwyczaiły się do stylu gry Igi, są szablonowe. O każdej zawodniczce można tak powiedzieć. Gdyby wygrywała, to nikt by jej stylu nie krytykował – argumentuje mój rozmówca.
    Ryzykowny plan Świątek? “Jedyne lekarstwo”

    Sama Polka na konferencji prasowej po środowym ćwierćfinale przyznała, że podczas okresu przygotowawczego zaczęła pracować z Fissettem, który półtora roku temu zastąpił Wiktorowskiego, nad zmianami w serwisie. I dodała, że wprowadzanie tych zmian przebiega u niej dość wolno. Fibak stwierdza, że żadnych zmian w tym elemencie u 24-latki nie dostrzega i uważa, że do takich dojść w ogóle nie powinno.

    – Uważam, że takie zmiany są groźne. Gdyby Belg je wprowadził, to by stracił pracę – stwierdza nieoczekiwanie ekspert.

    Jest jeszcze inny temat, w przypadku którego jest on bardzo sceptyczny wobec planów drugiej tenisistki świata. Ta już pod koniec poprzedniego sezonu zapowiadała, że w kolejnym ograniczy nieco starty. Po przegranej z Rybakiną w Melbourne została spytana na konferencji prasowej, czy wciąż bierze pod uwagę rezygnację nawet z obowiązkowych turniejów rangi WTA 1000, by na spokojnie popracować w tym czasie nad poprawą gry. Odpowiedź była twierdząca.

    – Iga, będąc wiceliderką światowego rankingu, nie może sobie pozwolić na to, by odpuszczać “tysięczniki”, bo będą kary finansowe i punktowe – stwierdza Fibak.

    Ale na tym nie kończy. Wraca tu do kwestii pewności siebie, której według niego brakuje teraz Świątek, a którą sam uważa za podstawę sukcesów w tenisie.

    – Nie można uzyskać jej, zamykając się w sterylnych warunkach, by pracować nad danym uderzeniem. Uzyskuje się ją tylko poprzez wygrywanie meczów o punkty. Jeśli Iga wygra np. turniej w Dosze [to pierwszy planowany start Świątek po Australian Open – red.], to pewność siebie i regularność forhendowa powrócą. Nerwowość nie zniknie, gdy zamknie się na korcie treningowym w Warszawie czy gdziekolwiek indziej. Tenisiści czasem o takich rozwiązaniach wspominają, ale realia są tak naprawdę zupełnie inne. Iga na treningu może ten forhend trafiać, ale gdy przyjdzie do ważnego meczu z wymagającą rywalką, to pewność siebie osłabnie i problem wróci. Tu żadna przerwa nie pomoże. Trzeba dalej grać i wygrywać turnieje. To jest jedyne lekarstwo – podsumowuje jeden z najlepszych polskich tenisistów w historii.

  • Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden. Kosmiczny tenis w półfinale AO

    Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden. Kosmiczny tenis w półfinale AO

    Aryna Sabalenka pierwszą finalistką Australian Open 2026! W pierwszym secie Elina Switolina nie sprawiła jej większych trudności. W drugim gra wyrównała się o wiele bardziej. Ba, Ukrainka była w stanie nawet przełamać Białorusinkę, ale długo z prowadzenia się nie cieszyła. Sabalenka szybko odzyskała rezon i wygrała 6:2, 6:3. Tym samym obroniła punkty za poprzedni sezon, a już w sobotę może dołożyć kolejne i jeszcze mocniej odskoczyć Idze Świątek w rankingu WTA.
    Aryna Sabalenka
    screen

    Już przed startem Australian Open mówiło się, że to Aryna Sabalenka jest główną kandydatką do zgarnięcia tytułu. Ta sztuka udawała jej się w poprzednich latach dwukrotnie (2023 i 2024). I faktycznie bez większych problemów zameldowała się w półfinale. Ba, w drodze do niego nie straciła nawet seta, choć trzeba wspomnieć, że grała tylko z rywalkami spoza TOP 15 więc teoretycznie miała łatwą drabinkę. Na tym etapie jej przeciwniczką była Elina Switolina, dla której to pierwszy półfinał w Melbourne w karierze. Mimo wszystko nie można było skreślać Ukrainki. Także nie straciła seta, a dodatkowo pokonała Coco Gauff czy Mirrę Andriejewą, zawodniczki z absolutnego topu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Znakomity pierwszy set Sabalenki. Nawet absurdalna sytuacja jej nie rozbiła

    Bilans bezpośrednich pojedynków przemawiał na korzyść Sabalenki. Panie mierzyły się sześciokrotnie i aż pięć z tych meczów wygrała Białorusinka, w tym cztery ostatnie. Switolina chciała w końcu przełamać tę niekorzystną serię przeciwko liderce rankingu WTA. Czy jej się to udało?

    Początek miała bardzo obiecujący. Już w pierwszym gemie wywalczyła break pointy. Prowadziła 40:15, ale Sabalenka widowiskowo wyszła z opresji. Później gra się wyrównała, a na korcie zaczęły pojawiać się coraz większe emocje. Te wzięły górę szczególnie w czwartym gemie. Wówczas sędzina nagle przerwała akcję i przyznała punkt Switolinie, z czym rywalka nie mogła się pogodzić. Powód? Sabalenka oprócz specyficznego dla siebie krzyku przy odbiciu piłki wydała jeszcze dodatkowy dźwięk w trakcie wymiany, co zgodnie z regulaminem nie jest dozwolone. – Jak wielu zawodników tak robi? – pytała zszokowana Białorusinka, ale sędzina pozostawała nieugięta. – Powiedziałaś “UH – AYA”… nie wydajesz normalnego dźwięku – broniła się pani arbiter.

    Ta sytuacja nie wpłynęła negatywnie na pierwszą rakietę świata. Ba, rozzłościła ją i dodała większej motywacji. Efekt? Przełamała Switolinę, a po chwili na tablicy wyników było już 4:1. Mimo wszystko Ukrainka nie zamierzała się poddawać i chciała odwrócić losy tego seta. Do większej pracy motywował ją również mąż, a zarazem genialny tenisista, Gael Monfils, który był obecny w jej boksie. Sabalenka była dla niej jednak za mocna. Posyłała precyzyjne i piekielnie mocne piłki. To zaowocowało kolejnym przełamaniem na korzyść faworytki, tym razem w decydującej fazie seta, czyli w ósmym gemie. Białorusinka wygrała 6:2.
    Bezkonkurencyjna Sabalenka. Kolejny finał AO w karierze

    – 21 set z rzędu wygrany przez Sabalenkę w roku 2026 – informowali komentatorzy Eurosportu. Tenisistka wydawała się w wybornej formie i mało co wskazywało, że Switolina będzie w stanie pokonać ją tego dnia. Na początku drugiej partii doszło jednak do zaskoczenia. Pierwszy gem i… utrata serwisu przez Białorusinkę. – Teraz większa inicjatywa po stronie Switoliny – mówili komentatorzy. Długo ten stan nie trwał, bo błyskawicznie Sabalenka wróciła do gry na wysokim poziomie, bombardując rywalkę serwisem.

    Zobacz też: Eksperci nie mają litości dla Świątek. 5:24 mówi wszystko.

    Znakomicie grała też w gemach serwisowych Ukrainki. I tak właśnie doszło do przełamania na korzyść Białorusinki w szóstej odsłonie tego seta (4:2). Switolina starała się jeszcze zaskoczyć czymś rywalkę, ale ta wydawała się niewzruszona. Straty odrobić się nie udało. Ostatecznie Sabalenka wygrała ten set 6:3 i mecz 2:0. Na uwagę zasługują też kosmiczne statystyki pierwszej rakiety świata. Mowa o 29 winnerach i 15 niewymuszonych błędach. A jak to wyglądało po stronie Switoliny? 12 zagrań kończących i 17 niewymuszonych błędów.

    Aryna Sabalenka – Elina Switolina 6:2, 6:3

    Tym samym Sabalenka została pierwszą finalistką tegorocznego Australian Open. A z kim zmierzy się na tym etapie? Ze zwyciężczynią starcia Jessica Pegula – Jelena Rybakina. Finał zaplanowano na sobotę, 31 stycznia.