Category: Uncategorized

  • Półfinał z Chwalińską, doszło do powtórki w Waszyngtonie. I znów to samo

    Półfinał z Chwalińską, doszło do powtórki w Waszyngtonie. I znów to samo

    Rok temu, także w sierpniu, Diana Sznajder po raz ostatni grała w finale turnieju WTA, mówimy tu o singlu. Imprezę w Monterrey, w tygodniu poprzedzającym US Open, omijają tenisistki ze ścisłej światowej czołówki, one są już wtedy w Nowym Jorku. Ona sama przyleciała do Meksyku jako 22. rakieta świata, została rozstawiona z trójką, w finale pokonała Jekaterinę Aleksandrową.

    Ta sama Aleksandrowa zrewanżowała się jej później w półfinale identycznego turnieju w Ningbo, w tym roku 22-letnia już Sznajder znów występowała na tym etapie. W Adelajdzie uległa 3:6, 2:6 Mirze Andriejewej, trudno to uznać za jakąś niespodziankę. Ale taką niespodzianką był już wynik z Paryża, z batalii o finał Roland Garros. Sznajder do meczu z Mają Chwalińską przystępowała na Court Philippe Chatrier jako tenisistka rozstawiona, Polka przebijała się przez kwalifikacje. A później napisała piękną przygodę w głónej drabince.

    Wygrała z Rosjanką 7:6 (4), 6:4 – było to jej dziewiąte zwycięstwo w tamtym turnieju. Serię przerwała dwa dni później Andriejewa.

    Sznajder i tak, dzięki owemu półfinałowi, zdołała wrócić do TOP 20 rankingu WTA. Na trawie wybitnie jej nie poszło, jakby miała w pamięci zmarnowaną szansę z Paryża. Wygrała tylko jedno z czterech spotkań. Inaczej było już w Waszyngtonie – została tu rozstawiona z “4”, najpierw rozbiła w 55 minut Anastazję Potapową, później w 89 – Ludmiłę Samsonową. Obie wygrały tylko 10 gemów.

    Pojawiła się szansa na pierwszy finał od 12 miesięcy. Została tylko jedna przeszkoda.

    WTA Waszyngton. Mecz Diany Sznajder z Jessicą Pegulą wyłonił pierwszą finalistkę

    Rywalką Rosjanki w grze o finał byłą turniejowa “1” – Jessica Pegula. Gdyby nie zawalony cykl turniejów na mączce w Europie, być może dziś mówilibyśmy o Amerykance jako poważnej kandydatce do przejęcia fotela liderki rankingu WTA. Tyle że w Madrycie przegrała już drugie spotkanie, w Rzymie dostała potężne lanie od Świątek w ćwierćfinale, w Paryżu sensacyjnie odpadła w pierwszej rundzie. Później był finał turnieju w Berlinie, ćwierćfinał Wimbledonu – i już ta Pegula, która tak dobrze prezentowała się w Melbourne czy Dubaju.
    Tenisistka w błękitnym stroju skupiona na nadlatującej piłce podczas meczu, z białą czapką na głowie.

    Jessica PegulaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    W Waszyngtonie początkowo nie planowała startu, dostała się do drabinki jako zawodniczka zastępująca inną z TOP 30 rankingu WTA. Miała problemy w początkowej fazie spotkania z Magdaleną Fręch, później już zdominowała Polkę. Bez straty seta ograła za to Annę Kalinską.

    Sznajder dominowała w początkowej fazie półfinału, dwukrotnie przełamała Pegulę, prowadziła już nawet 5:2. Powtórzyła się jednak sytuacja z ich kwietniowego starcia w Charleston, gdy Rosjanka prowadziła w decydującej partii 2:0. I straciła sześć gemów z rzędu. Teraz oddała pięć, co skończyło się porażką 5:7.

    W drugim secie przełamanie na 3:2 dla Peguli też przyspieszyło koniec. Mógł nastąpić już trzy gemy później, Amerykanka miała meczbola na 7:5, 6:2. Wtedy sytuacja wymknęła się jej z rąk, dała się przełamać. Chwilę później wszystko jednak się zakończyło. Pegula wygrała 7:5, 6:4, wynik był więc niemal identyczny jak w starciu Chwalińskiej ze Sznajder w Paryżu. Polka jednak w pierwszym secie musiała grać tie-breaka.

    Drugą finalistką dość nieoczekiwania została Alexandra Eala – po 76 minutach gry Filipinka pokonała 6:4, 6:2 Naomi Osakę.

    W niedzielę o godz. 18 polskiego czasu dojdzie do potyczki o finał.
    Diana Sznajder

    Diana SznajderMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP

    Liga Narodów. Najlepsze akcje półfinałów.

  • Szeremeta nie poszła w ślady Świątek. Tłumaczy swoją decyzję. I to gdzie

    Szeremeta nie poszła w ślady Świątek. Tłumaczy swoją decyzję. I to gdzie

    Julia Szeremeta była piątkowym gościem Akademii Sztuk Przepięknych na Pol’and’Rock Festival, którego inicjatorem jest szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – Jerzy Owsiak. Podczas spotkania z uczestnikami wydarzenia nasza wicemistrzyni olimpijska została zapytana między innymi o kwestię współpracy z psychologiem. Na tym polu postawiła się w opozycji wobec wspomnianej z nazwiska Igi Świątek. Sama wyjawiła dlaczego i jaki był powód rezygnacji z pomocy psychologa w polskiej kadrze.
    Wicemistrzyni olimpijska w boksie Julia Szeremera, twórca WOŚP Jerzy Owsiak oraz tenisistka Iga Świątek

    Na zdjęciu Julia Szeremeta, Jerzy Owsiak oraz Iga ŚwiątrkMauro PIMENTEL / AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Henry Nicholls / AFPAFP

    W czwartek wystartowała kolejna edycja Pol’and’Rock Festival – muzycznego wydarzenia, którego pomysłodawcą jest twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – Jerzy Owsiak. Znane w całym kraju wydarzenie – wcześniej po nazwą Przystanek Woodstock – to jednak nie tylko masa głośnych koncertów.

    Jego nieodłącznym elementem w ostatnich latach jest także Akademia Sztuk Przepięknych – czyli seria inspirujących często spotkań z ciekawymi i znanymi ludźmi. W ten piątek z uczestnikami festiwalu spotkała się nasze srebrna medalistka olimpijska – Julia Szeremeta.

    Tytuły wyleciały z rąk Usyka. Jak to się stało? Polak podsumował Ukraińca

    Podczas rozmowy z naszą pięściarką padł temat między innymi współpracy z psychologiem. Stawiający pytania prezenter Radosław Mróz przytoczył bowiem przykład Igi Świątek, w której sztabie swoje stałe miejsce ma Daria Abramowicz. Julia Szeremeta odrzuciła natomiast możliwość mającej taką formę pomocy. Jak przyznała, w naszej reprezentacji obecna była nawet postać psychologa, z której jednak ostatecznie zrezygnowano. I sama otwarcie przyznała, dlaczego.

    Tak. Mieliśmy psychologa w kadrze, ale wydaje mi się, że każdy musi dobrać go sobie indywidualnie. Część osób z niego korzystała, część nie. Nie każdemu pasuje ta osoba, więc po jakimś czasie zrezygnowaliśmy, bo i tak niektóre dziewczyny pracują ze swoimi psychologami

    Dodała przy tym, że sama nie potrzebuje jakiegokolwiek wsparcia psychologicznego. A to wszystko za sprawą jej szkoleniowca. – Ja nie potrzebuję ogólnie. Trener Tomasz Dylak wzmocnił moją głowę na tyle, że raczej tego nie potrzebuję. Ale wiem, że każdemu coś innego jest potrzebne. I na dużo osób to działa, żeby przełamać się w walce czy w jakichś kryzysach, czy problemach rodzinnych, żeby porozmawiać i to przepracować – przyznała 22-latka.

    Julia Szeremeta o współpracy z psychologiem. “Trener Dylak wzmocnił moją głowię i psychikę”

    Julia Szeremeta zaznacza, że obecnie wraz z Tomaszem Dylakiem nie muszą szczególnie pracować nad sferą mentalną. Ta bowiem została już wystarczająco mocno zbudowana.

    – Teraz nie. Ale wzmocnił moją głowę i psychikę tak, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć tak, żeby coś mi się działo – zdradziła kulisy nasza wicemistrzyni olimpijska.

    Julia Szeremeta jak Iga Świątek. Niepokój wokół drugiej gwiazdy polskiego sportu

    Opowiedziała przy tym także o środkach treningowych stosowanych przez wspomnianego szkoleniowca.

    – Potrafi krzyknąć. Nasze przygotowania do igrzysk na pewno nie były łatwe. Bardzo dużo potu, łez wylanych na sali, ciężkich sparingów, które trenerowi się nie podobały. Ja robiłam dodatkowe sparingi na przykład. To było bardzo dużo przepracowanego czasu. Walki o to, żebym się nie poddała, budowanie mnie psychicznie, że jestem twarda – stwierdziła Julia Szeremeta.
    Zawodniczka w niebieskim stroju bokserskim z orłem na piersi, z uniesioną w geście zwycięstwa ręką, wyrażająca silne emocje po wygranej walce na ringu.

    Julia SzeremetaMOHD RASFAN / AFP AFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News
    Mężczyzna w okularach o czerwonych oprawkach trzyma w dłoni identyfikator i mówi do mikrofonu, w tle widoczne są kolorowe plakaty promocyjne.

    Jerzy OwsiakJakub SzametoEast News

    Iga Świątek: Przy 2-1 w tie-breaku popełniłam dwa błędy, które nie powinny się wydarzyć.

  • Pięć obronionych setboli w meczu polskiej “1”. Tie-break na sam koniec

    Pięć obronionych setboli w meczu polskiej “1”. Tie-break na sam koniec

    Świetna forma Martyny Kubki, w połączeniu z gorszą dyspozycję Lindy Klimovicovej, sprawiły, że ta pierwsza została nową polską rakietą numer 6 w rankingu WTA. Pierwszy raz wskoczyła do TOP 200 światowej listy, już za chwilę zadebiutuje w eliminacjach Wielkiego Szlema.

    Pochodząca z Ołomuńca, a mieszkająca w Bielsku-Białej Klimovicova z tej najlepszej dwusetki z kolei wypadła. Na jak długo, to pokażą kolejne tygodnie. Aby przełamać niemoc, ruszyła na turniej ITF W35 w Aldershot – na tym poziomie została rozstawiona z numerem 1. I była faworytką do końcowego triumfu.

    Dla Klimovicovej miał to być sprawdzian przed powrotem na poziom WTA 125, w najbliższym tygodniu czekają ją bowiem występy w Warszawie.

    Linda Klimovicova grała o finał turnieju ITF w Anglii. Rywalką turniejowa “4”

    W trzech pierwszych spotkaniach w Anglii Linda nie straciła ani jednego seta, zaczęła ten turniej od pokonania Japonki Naho Sato 6:3, 7:6 (4). A dwa kolejne zwycięstwa przyszły jej już bardzo łatwo.

    W sobotę poprzeczka poszła nieco w górę – rywalką w walce o finał była bowiem rozstawiona z “4” inna zawodniczka z Japonii – Rina Saigo. 25-latka z początku czwartej setki rankingu, choć była już na 290. pozycji na świecie. Niedawno występowała w kwalifikacjach WTA 250 w Pradze, grała o główną drabinkę z Weroniką Podrez.
    młoda tenisistka z blond warkoczem i w białej opasce wykonuje zamach rakietą tenisową, skupiona na grze na korcie

    Linda KlimovicovaPAUL CROCKAFP

    Reprezentantka Polski dobrze zaczęła to spotkanie, zgodnie z oczekiwaniami. Od razu popisała się breakiem, za chwilę do zera wygrała swojego gema serwisowego. Można się było spodziewać powtórki z poprzednich dni, a tymczasem… wszystko zaczęło się układać zupełnie inaczej. Japonka nie odpuszczała, dobrze biegała za końcową linią, ale to chyba cecha większości tenisistek z tego kraju.

    Japonka szybko odrobiła stratę, później obie wykorzystywały atut serwisu. Aż do ósmego gema, gdy Klimovicova serwowała przy stanie 3:4. Została przełamana, za chwilę Saigo mogła rozstrzygnąć seta. Przy pierwszej szansie wyrzuciła piłkę za boczną linię, przy drugiej – Linda popisała się świetnym returnem. A później były trzy kolejne setbole obronione przez Polkę. Ale też jedna jej szansa na 4:5, tu akurat dobrze serwisem zagrała rywalka, a Klimovicova nie zdołała jej minąć, już po zejściu Azjatki do siatki. Szósty setbol okazał się ostatnim – Saigo pomogła… siatka. Piłka zahaczyła o nią, spadła na stronę Lindy.

    Zawodniczka z Bielska-Białej poprosiła o przerwę toaletową, po wznowieniu gry Japonka nie dość, że odskoczyła na 2:0, to jeszcze miała szansę na kolejne przełamanie. Turniejowa “1” opanowała sytuację, wygrała tego gema i dwa kolejne. Nie było jednak u niej dyspozycji sprzed kilku miesięcy, choć widać było, że bardzo chciała grać lepiej.

    Ostatecznie w tym secie o triumfie decydował tie-break – ten zaś od początku układał się po myśli Japonki. Przy stanie 6-4 Saigo miała meczbola – Klimovicova obroniła go ładnym forhendem. Mogła wyrównać na 6-6, a… popełniła podwójny błąd.

    Skończyło się więc na 6:3, 7:6 (5) dla turniejowej “4”. Klimovicova może z kolei już skupić się na rywalizacji w Warszawie.
    Młoda kobieta w sportowym stroju trzyma biały ręcznik, prawdopodobnie po zakończonym meczu tenisowym. Tło jest rozmyte, widać sylwetkę innej osoby w oddali oraz fragmenty napisu na tablicy.

    Linda KlimovicovaLairys Laurent/ABACAEast News

    Wilfredo Leon – najlepsze akcje w półfinale Ligi Narodów.

  • Świątek i Chwalińska po pierwszym pojedynku w Toronto. 60 minut walki

    Świątek i Chwalińska po pierwszym pojedynku w Toronto. 60 minut walki

    Świątek and Chwalińska together on the court in Toronto. 60 minutes of playing behind the Polish women

    On Sunday, another WTA 1000 tournament will start in Toronto. In Canada, almost all the best players will be present, and there is also no shortage of m.in on the list of entries. Igi Świątek and returning after the injury of Maia Chwalińska. Polish women already have the first “duel” behind them. And that’s between you. The players trained together on the night of Friday to Saturday Polish time.
    Article Cover

    Maja Chwalińska and Iga Świątek VALENTIN IZO/HANS LUCAS/DIMITAR DILKOFF AFP

    After more than a month of break, two of the best Polish tennis players – Iga Świątek and Maja Chwalińska – will finally return to the game. All on the occasion of the WTA 1000 tournament in Toronto. The first one mentioned after the defeat at Wimbledon set out for rest and training in order to best prepare for playing in North America. The second on the courts in London contracted an ankle injury and her return depended mainly on her health.

    Do niego dojdzie właśnie we wspomnianym Toronto. Obie zawodniczki (jak i reszta Polek) znają już swoją drabinkę do upragnionego finału i aktualnie czekają na swoje rywalki. W końcu ze względu na wysokie miejsce w rankingu WTA do gry przystąpią dopiero od 2. rundy. Turniejowa “7” zmierzy się z lepszą spotkania Sara Bejlek – Wang Xinyu, natomiast niedawna finalistka Roland Garros z Talią Gibson lub Elisabettą Cocciaretto.

    Mimo to zarówno Świątek, jak i Chwalińska mają już za sobą pierwszy “pojedynek”. Nasze reprezentantki spędziły na korcie godzinkę… ze sobą. Wszystko ze względu na wspólną sesję treningową.

    Świątek i Chwalińska na jednym korcie. Był wspólny trening

    Cała sesja odbyła się niedługo po ceremonii losowania drabinki turnieju, a dokładniej w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego. W mediach społecznościowych nie brakuje fotografii z treningu pań.

    Takie obrazki zbytnio nie mogą dziwić, bowiem tenisistki znają się od kilku lat, a w czasach gry juniorskiej tworzyły nawet parę deblową.

    Turniej w Toronto na dobre rozpocznie się 2 sierpnia. Finał zaplanowany jest na 13 sierpnia. Triumfatorką przed rokiem została Victoria Mboko. Granie w Ameryce Północnej zostanie zwieńczone wielkoszlemowym US Open (30 sierpnia – 13 września).
    Tenisistka w szarej koszulce i czapce, z rakietą tenisową w ręku, wyraża frustrację w czasie meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Trener Marcin Nowakowski przed starciem ze Słowenią: Jesteśmy nastawieni, że będą grali swoją najlepszą siatkówkę

  • Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Po rewelacyjnym występie w Paryżu i zdobyciu tytułu wicemistrzyni Roland Garros Maja Chwalińska zagrała jeden mecz na kortach Wimbledonu i zniknęła na miesiąc z powodu kontuzji kostki. Teraz wraca, by wystąpić w Toronto, Cincinnati oraz US Open. Dawid Celt, kapitan reprezentacji, nie daje jej jednak wielkich nadziei na dobry wynik. Na kanale Break Point Celt przytaknął Markowi Furjanowi, gdy ten mówił, że Chwalińska nie jest materiałem na zawodniczkę grającą regularnie w finałach turniejów wielkoszlemowych. Nie wiem, jak Chwalińska, ale jej menedżer Piotr Szczypka nie był i nie jest zachwycony tymi stwierdzeniami Celta.

    Szczypka o komentarzu Celta. “Dalsze słowa są w zasadzie zbędne”

    – W sumie nie interesuje mnie to, co się mówi na temat Mai – zaczyna Szczypka. – Ja jej pomogę na tyle, na ile będę mógł, żeby odciągnąć jej od spraw poza kortem. Trzymam kciuki za dobre wyniki w najbliższych turniejach. Jestem pozytywnie nastawiony – przyznaje menedżer.

    Po wypowiedziach Celta i Furjana zasadne wydaje się jednak pytanie, po co właściwie Chwalińska poleciała do Ameryki? Jaki wynik ją interesuje? Na co ją stać? – Powiem tak. Na każdy turniej, na jaki jedzie, to ja wierzę, że ona wygra. Każdy sportowiec trenuje, żeby być najlepszym i wygrywać. Dalsze słowa są w zasadzie zbędne. Nie trzeba nawet komentarza do tych słów o Mai.

    Jak powinien się zachować kapitan reprezentacji

    – Jakbym był głównym trenerem reprezentacji i miałbym dziewczynę, która jest obecnie numerem 21. na świecie, to w życiu bym nie powiedział, że w nią nie wierzę. Jak się nie wierzy, to najlepiej się nie zabierać za tę pracę. Jak jestem trenerem kadry, to robię wszystko, żeby te najlepsze przyjechały i im pomagam. To jest moje podejście. Inne mnie nie interesuje. Już nie pierwszy raz się jednak przekonałem, że moje podejście jest o 180 stopni inne, niż to się w sporcie praktykuje. Jakbym nie miał wiary, to nie założyłbym klubu BKT Advantage – kwituje Szczypka, niejako odpowiadając kapitanowi reprezentacji na jego słowa.

    Abstrahując od słów kapitana reprezentacji, nie sposób jednak pominąć milczeniem ponad miesięcznej przerwy z powodu kontuzji. To zawsze rodzi obawy. – Przerwa była wymuszona kontuzją. Zrobiliśmy wszystko, żeby z niej wyszła. Nie mieliśmy wpływu na całą tę sytuację. Natomiast czy się boję, że to może mieć wpływ na jej grę i wyniki? Nie. To nie pierwszy raz, kiedy Maja ma przerwę, po której wraca. Ta nie była na tyle długa, bym się bał – przyznaje Szczypka.

    Szczypka wierzy w dobre wyniki Chwalińskiej w Ameryce

    – Oczywiście pierwszy mecz w tym najbliższym turnieju będzie trudny. Jakby jednak nie było tej przerwy, to też byłby trudny. Istotne jest to, że Maja zrobiła wszystko, żeby się jak najlepiej przygotować. Grała z dziewczynami z rankingu WTA. Choćby z Weroniką Podrez z Ukrainy – ujawnia menedżer Chwalińskiej.

    Warto dodać, że BKT ma korty do hardu, a Szczypka kompletnie nie ma żadnych obaw, jak chodzi o to, że Maja straci na hardzie coś ze swojej wartości. A przecież Tomasz Wolfke przestrzegał na naszych łamach, że Chwalińskiej odpadnie forehandowy topspin. – Maja jest uniwersalna i łatwo zmienia na nawierzchnię. Na trawie zagrała bardzo dobry mecz bez żadnego przygotowania. Tylko pech i kontuzja zabrały jej awans do kolejnej rundy. Dlatego wierzę, że do hardu też się dostosuje. Jej świetne czucie powinno jej pomóc – kończy Szczypka, więc chyba możemy liczyć na wielkie emocje z udziałem Mai za Oceanem.
    Mężczyzna w białej sportowej kurtce z napisem ‘Polska’ na plecach, stojący bokiem na tle rozmytej flagi Polski oraz napisu ‘POL’, sugerujących oficjalną reprezentację kraju.

    Dawid Celt podczas meczu Polska – Ukraina w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, 11.04.2025 r.Andrzej Iwanczuk/REPORTEREast News
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News

    Jakub Popiwczak: Ukraińcy są tutaj ze względu na to, że świetnie zagrywają i atakują.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Iga Świątek w Londynie broniła tytułu w Wimbledonie, ale także dwóch tysięcy punktów wywalczonych w stolicy Anglii dwanaście miesięcy temu. Nie udało się – po dość ciężkiej przeprawie z Taylor Townsend i efektownej wygranej z Karoliną Pliskovą sposób na Polkę znalazła Alexandra Eala. O ile w zeszłym roku wygraną Filipinki z Polką w Miami można było postrzegać jako sporą sensację, teraz była to co najwyżej niespodzianka. Świadczyły o tym tak ostatnie wyniki Polki, jak i jej 21-letniej rywalki.

    Eala poczyniła bowiem spore postępy – dziś w rankingu WTA “na żywo” jest już 25., w poniedziałek rano może być 20. Leworęcznej zawodniczce, ze świetnym forhendem i umiejętnościami gry z końcowej linii, tenisowi eksperci przewidują bowiem wielką przyszłość.

    To na jej wynik z sobotniej nocy, polskiego czasu, ze szczególną uwagę patrzył pewnie sztab polskiej zawodniczki. Decydowało się, czy Iga po raz pierwszy od 4,5 roku nie wypadnie poza najlepszą ósemkę w rankingu WTA. A to też ma istotne znaczenie.

    WTA 500 w Waszyngtonie. Elina Switolina grała z Alexandrą Ealą. Stawką półfinał turnieju

    W niedzielę zacznie się turniej WTA 1000 w Toronto – na dobre otwierający drugą część sezonu na kortach twardych. I to na nich rywalizacja będzie toczyć się do połowy listopada, czyli – de facto – końca sezonu. W Kanadzie Iga została rozstawiona z siódemką, po wycofaniu się Karoliny Muchovej – we wtorek zagra o 1/16 finału z lepszą z pary: Sara Bejlek – Xinyu Wang.

    Gdy 13 sierpnia będzie się kończyła impreza w Ontario, ruszy już kolejny z wielkich turniejów – tym razem w Cincinnati. Tam Polka będzie broniła tysiąca punktów za zeszłoroczne zwycięstwo. A w losowaniu będzie obowiązywał ranking, który WTA zaktualizuje w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem trzymająca rakietę blisko twarzy na tle zielonej ściany kortu.

    Elina SwitolinaKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP

    W nim zaś Świątek mogła zajmować dziewiątą pozycję, co przy ewentualnym powrocie Muchovej za niespełna dwa tygodnie w Ohio, utrudniłoby sytuację 25-latce z Polski. Polka byłaby bowiem losowana w przedziale 9-16, inaczej mówiąc: już na etapie czwartej rundy mogłaby wpaść na Arynę Sabalenkę czy Jelenę Rybakinę.

    Wystarczyłoby zaś, aby rozstawiona w stolicy USA z “2” Elina Switolina awansowała do półfinału. Musiała “tylko” pokonać Alexandrę Ealę. Tymczasem doszło do idealnej powtórki scenariusza z ich poprzedniej potyczki – półtora miesiąca temu w Berlinie.

    Wtedy Eala pokonała mistrzynię WTA 1000 z Rzymu 6:3, 6:4, też w 1/4 finału. Teraz po pięciu gemach Filipinka prowadziła 3:2, ale – co istotne – doszło do… pięciu przełamań. Niestabilny serwis – to jest właśnie ten element, który może jeszcze utrudniać systematyczny awans młodej zawodniczce z Azji.

    Później Eala wygrała jednak swojego gema, ale kluczowy był ten ósmy. Switolina – na returnie – miała trzy piłki z rzędu na wyrównanie na 4:4. Tymczasem Filipinka wygrała osiem kolejnych akcji, wyrwała jednak tego gema, ale też uzyskała trzy setbole w kolejnym. I wykorzystała drugiego.

    W drugim secie sytuacja układała się po myśli Switoliny, turniejowa “2” prowadziła 2:0, później 3:1. Nie potrafiła jednak domknąć gema numer sześć, mimo dwóch okazji, a w końcówce meczu znów okazała się słabsza. Przegrała 3:6, 4:6. I to Eala zagra z Naomi Osaką o finał. W drugiej parze Jessica Pegula zmierzy się z Dianą Sznajder.

    Ten wynik Switoliny oznacza, że Świątek zachowa ósme miejsce w rankingu WTA. Z kolei Eala może wyprzedzić Maję Chwalińską, ale warunkiem jest wygranie całych zawodów.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Tenisistka w białym stroju sportowym i opasce na głowie ociera twarz przedramieniem, skupiona w trakcie meczu.

    Alexandra EalaKENTARO TOMINAGA/YomiuriAFP

    Trener Justin Ziółkowski: Bardzo pilnowaliśmy czasu lokalneg

  • 7:6, 6:2 w meczu Świątek. To dzieje się naprawdę. Jednak ogromna zmiana

    7:6, 6:2 w meczu Świątek. To dzieje się naprawdę. Jednak ogromna zmiana

    7:6, 6:2 w boju Świątek. Niebywałe, co stało się potem. Ogromna zmiana

    Alexandra Eala to zawodniczka, która skupia na sobie obecnie wzrok wielu fanów oraz ekspertów. I nic w tym dziwnego. Nie tak dawno Filipinka błysnęła na Wimbledonie, odprawiając z kwitkiem między innymi obrończynię tytułu Igę Świątek i obecnie prezentuje najlepszy tenis w swojej karierze. Ba, potwierdzają to także statystyki, którym przyjrzał się portal Tennishead. Jak zauważył, w grze 21-latki dokonała się ogromna zmiana.
    Iga Świątek i Alexandra Eala podczas meczu na Wimbledonie, uderzenie piłki i tenisistka klęcząca na korcie

    Iga Świątek i Alexandra Eala podczas starcia na WimbledonieHenry NICHOLLS / AFPAFP

    Ćwierćfinał turnieju w Dubaju, wygrana w Birmingham, półfinał w Berlinie, a także 1/8 finału na Wimbledonie – to najjaśniejsze momenty w tym sezonie w wykonaniu Alexandry Eali. Momenty, które pozwoliły jej awansować na 28. miejsce w rankingu WTA. A na tym 21-latka wcale nie zamierza poprzestać.

    Jej występ na londyńskich kortach Wielkiego Szlema został okraszony między innymi zwycięstwem 7:6(9), 6:2 nad samą obrończynią tytułu – Igą Świątek, co sama zainteresowana świętowała z przejęciem i niedowierzaniem.

    Trenował Igę Świątek, teraz dołączył do Jeleny Ostapenko. I od razu ogłasza ws. pracy

    Teraz, po porażce Alexandry Eali z Leylah Fernandez w 1/8 finału imprezy w Waszyngtonie, jej formę wzięli pod lupę dziennikarze serwisu Tennishead, dopatrując się niebywałej poprawy w grze 21-latki.

    Zagłębiając się w podstawowe dane, staje się jasne, że Alexandra Eala gra w najlepszy tenis w swojej dotychczasowej karierze

    A broniąc tej tezy, przedstawili twarde dowody oparte na tenisowych statystykach.

    Tenis. Alexandra Eala pod lupą. “Najlepszy tenis w karierze”

    Te najbardziej spektakularne dotyczą serwisu filipińskiej tenisistki, który do tej pory często był jej słabością, wykorzystywaną przez rywalki. Teraz widzimy jednak odwrotną tendencję.

    Jeszcze w 2024 roku Alexandra Eala zanotowała ledwie cztery asy, podczas gdy teraz jej licznik dobił już do 56, a przecież przed nami wciąż kilka imprez do rozegrania. Wzrostów można dopatrzyć się także w punktach wygranych przy własnym serwisie (od 47,8 procent w 2024 roku, do 56,4 w tym sezonie) oraz wygranych gemach (od 44,6 do 65,6).

    Grała w finale Wimbledonu ze Świątek. Wraca do byłego trenera. Wyciekło nagranie

    To jednak tylko jeden z kilku aspektów, jakie w ostatnim czasie wyszlifowała Alexandra Eala.

    – Stała się też znacznie bardziej agresywna, potrafi odwrócić losy wymian z trudnych pozycji, będąc zepchnięta do obrony i nie ogranicza się już tylko do tego, by wytrzymać dłużej niż przeciwniczki – podsumowuje przemianę 21-latki serwis Tennishead.
    Tenisistka ubrana na biało klęczy na trawie z rakietą w dłoni, opierając się na jednej ręce i patrząc w dół, wyrażając emocje po zakończonej akcji.

    Alexandra EalaADRIAN DENNISAFP
    Osoba w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem podnosi rękę do czoła, patrząc w bok, z przodu mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7 vía Europa Press/Associated Press/East News East News

  • Długo oczekiwane losowanie w Kanadzie. Polski hit już w pierwszej rundzie

    Długo oczekiwane losowanie w Kanadzie. Polski hit już w pierwszej rundzie

    Męski kalendarz w drugiej połowie roku jest ułożony inaczej niż ten w WTA, choć do zakończenia US Open oba się niemal pokrywają. Panowie mniej ważnych imprez mają w Azji (w jednym tygodniu dwa turnieje 500 w Tokio i Pekinie, później Masters w Szanghaju), mocnym akcentem kończą zaś w Europie. To nie tylko ATP Finals w Turynia i decydująca faza Pucharu Davisa (Bolonia), ale też Masters w Paryżu i istotne turnieje rangi 500 w Bazylei oraz Wiedniu.

    Najpierw jednak ten okres zaczynają rywalizacje w Ameryce Północnej – ATP 1000 w Montrealu, później w Cinncinnati, wreszcie US Open.

    W Kanadzie rywalizacja zacznie się w poniedziałek, będzie trochę “kulawa”. To za sprawą rezygnacji gwiazd: wycofali się m.in. Jannik Sinner i Novak Djoković, z kolei Carlos Alcaraz zaplanował swój powrót po kilku miesiącach przerwy dopiero w Cincinnati.

    A to oznacza przerwanie serii Włocha, który wygrał wszystkie tegoroczne rywalizacje w zawodach tej rangi.

    ATP Masters 1000 w Montrealu. Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak poznali swoich rywali

    Hubert Hurkacz w pechowy sposób zakończył Wimbledon. To mógł być jego najlepszy Wielki Szlem od 2,5 roku i Australian Open 2024, Polak był faworytem w starciu z Janem-Lennardem Struffem o ćwierćfinał. I prowadził 2:0. Pod koniec czwartej partii doznał kontuzji, przetrwał jeszcze kilkadziesiąt minut, by w końcu jednak skreczować przy 2:4 w piątej partii. Uraz mięśni brzucha okazał się na tyle bolesny, że Wrocławianin wycofał się z imprez rangi 250 w Umagi i Estoril. Powrót zaplanował właśnie na Montreal – tu w 2022 roku grał o tytuł, niespodziewanie lepszy w finale okazał się Hiszpan Pablo Carreño Busta.
    Mężczyzna w białej koszulce sportowej z widocznym logotypem Adidas na tle niebieskiego kortu tenisowego wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta.

    Hubert HurkaczIzhar KHAN / AFPAFP

    Gośćmi ceremonii losowania National Bank Open byli Daniił Miedwiediew i kończący już karierę Gael Monfils. Rosjanin wygrał ten turniej pięć lat temu, choć w Toronto. Francuz dwukrotnie był w półfinale – w 2016 roku przegrał go z Novakiem Djokoviciem, trzy lata później oddał walkowerem starcie z Rafą Nadalem.

    I to na ich oczach obaj Polacy poznali swoje miejsce w singlowej drabince.
    Gael Monfils

    Gael MonfilsAFP

    Obaj nasi zawodnicy nie zostali rozstawieni, a to oznaczało, że zaczną zmagania od pierwszej rundy. Majchrzak, który zaliczył już przetarcie w Waszyngtonie (wygrał z Tommym Paulem, później przegrał z Taylorem Fitzem), od razu wpadł na… Mofilsa. Zagra z niespełna 40-letnią legendą po raz pierwszy w karierze. Triumfator tej potyczki wpadnie w drugiej rundzie na rozstawionego z “12” Amerykanina Learnera Tiena.

    A później może być… sprawdzony schemat z Waszyngtonu – Tommy Paul w trzeciej rundzie, Taylor Fritz – w czwartej. Najwyżej rozstawionym zawodnikiem w tej ćwiertce jest Alexander Zverev – turniejowa jedynka.

    Hurkacz z kolei swojego rywala pozna… w niedzielę. Będzie to bowiem jeden z zawodników, który w sobotę zacznie zmagania w kwalifikacjach. Jeśli Wrocławianin wygra, to w drugiej rundzie zmierzy się z Alejsandro Tabilo. A w trzeciej może wpaść na… Miedwiediewa.

    Po godz. 18 zacznie się ceremonia losowania WTA w Toronto.
    Mężczyzna w sportowej koszulce na tle rozmytego stadionu, z zaciśniętą pięścią i poważnym wyrazem twarzy, co sugeruje moment sportowej rywalizacji lub świętowania sukcesu.

    Hubert HurkaczCARMEN JASPERSENAFP
    Tenisista w czapce podczas wykonywania uderzenia oburącz, skupienie na piłce i rakiecie w trakcie dynamicznej akcji na korcie.

    Kamil MajchrzakIris van den BroekAFP

    Bartłomiej Bołądź: Nastawiamy się na ciężkie spotkanie.

  • Chwalińska u Sabalenki, duży fart Świątek. Tak wygląda drabinka w Toronto

    Chwalińska u Sabalenki, duży fart Świątek. Tak wygląda drabinka w Toronto

    Rok temu Iga Świątek do Wimbledojnu przystępowała jako czwarta zawodniczka rankingu, po finale w Bad Homburg, choć była rozstawiona z “8”. A i tak zdobyła historyczny tytuł na trawie. W turniejach rangi 1000 nie miała tak niskiej pozycji od rywalizacji w Dosze w lutym 2022 roku. To tam zaczęła swoją serię 37 kolejnych zwycięstw, która wprowadziła ją bardzo szybko na sam szczyt.

    Teraz Iga spadła na ósme miejsce w rankingu, choć w kanadyjskim turnieju została rozstawiona z “7”. To efekt wycofania się Karoliny Muchovej. W Toronto tytułu nie będzie też broniła Victoria Mboko, doznała kontuzji w Queens na początku czerwca – to z kolei sprawiło, że na jeszcze wyższą pozycję w drabince mogła liczyć Maja Chwalińska. Ona dostała numer “18”, również po rezygnacji Jasmine Paolini.

    Dla Świątek i Chwalińskiej będą to pierwsze spotkania od Wimbledonu – Maja w Londynie doznała kontuzji, mając piłkę meczową w starciu z Mananchayą Sawangkaew. Musiała zrezygnować z gry w deblu, opuściła też turnieje na mączce w Jassach i Hamburgu. A Iga przegrała w trzeciej rundzie z Alexandrą Ealą.

    Rozstawienie oznaczało, że obie zaczną zmagania w stanie Ontario od drugiej rundy – w środę lub czwartek. A Magda Linette i Magdalena Fręch – od pierwszej. One miały już przetarcie za oceanem – wystąpiły w WTA 500 w Waszyngtonie.

    WTA 1000 w Toronto. Ceremonia losowania, gwiazdą… Iga Świątek

    Sześciokrotna mistrzyni Wielkich Szlemów została zaproszona na ceremonię losowania. – Cieszę się, że mogłam przylecieć trochę wcześniej, przygotować się na warunki tutaj. No i jet lag odpadnie w trakcie turnieju – mówiła.

    Igę oczywiście pytano o jej pierwszy start w Toronto – z 2019 roku. Miała 18 lat, przeszłą kwalifikacje, a później pokonała Ajlę Tomljanovic i Caroline Wozniacki, co było sporą sensacją. Dunka zajmowała wtedy 18. miejsce na świecie, Polka – 65. Dopiero w trzeciej rundzie Iga przegrała z ówczesną wiceliderką rankingu Naomi Osaką 6:7 (4), 4:6. – Zawsze czułam tu wsparcie kibiców, także polskich – przyznała.
    Sportowiec w fioletowej czapce z daszkiem i koszulce bez rękawów stoi na korcie tenisowym, w tle rozmyte sylwetki publiczności.

    Iga ŚwiątekFoto OlimpikAFP

    W 2022 roku Iga przegrała w Toronto w trzeciej rundzie z Beatriz Haddad Maią, dwa lata temu zrezygnowała z udziału, bo musiałaby lecieć do Kanady prosto z igrzysk olimpijskich w Paryżu.

    W drabince znalazło się miejsce dla 96 zawodniczek – 32 rozstawione tenisistki od razu znalazły się w 1/32 finału.

    Świątek trafiła do górnej połówki – z Aryną Sabalenką. A w ćwiartce znalazła się z Jessicą Pegulą. Zacznie jednak od potyczki z lepszą z pary Sara Bejlek – Xinyu Wang. A później może zmierzyć się z Donną Vekić. Niemniej do 1/8 finału ścieżka Igi wygląda… bardzo spokojnie. A to ważne po tak długiej przerwie bez gry.

    Ścieżka Igi Swiątek w Toronto:

    1. runda – wolny los

    2. runda – Sara Bejlek lub Xinyu Wang

    3. runda – Kimberly Birrell, Viktorija Golubic lub Donna Vekic

    4. runda – Marta Kostiuk lub Madison Keys

    1/4 finału – Diana Sznajder, Anna Kalinska, Jessica Pegula

    1/2 finału – Aryna Sabalenka, Elina Switolina, Clara Tauson, Amanda Anisimova

    Finał: Jelena Rybakina, Linda Noskova, Coco Gauff, Mirra Andriejewa, Belinda Bencic, Naomi Osaka, Barbora Krejcikova.

    Chwalińska wpadła do sektora z Aryną Sabalenką – to jej potencjalna rywalka już w 4. rundzie. Maja zacznie zmagania od meczu z Talią Gibson lub Elisabettą Cocciaretto. A jeśli wygra, może wpaść na Jekateriną Aleksandrową, o ile ta będzie w stanie rywalizować po udarze cieplnym, przez który swój mecz w Waszyngtonie zakończyła na wózku.

    Magdalena Fręch w pierwszej rundzie zagra z kwalifikantką, a jeśli wygra – dojdzie do jej rewanżu z… Jessicą Pegulą. Z kolei Magdę Linette czeka mecz z kanadyjską “dziką kartą” Carol Zhao, a później następny jej mecz w ostatnim czasie z Ivą Jovic. Na razie w bilansie ich potyczek jest 3:0 dla 18-latki z USA.

    Już w trzeciej rundzie może dojść do kilku hitów. A na takie miano zasługują starcia: Sabalenka – Ostapenko czy Kostiuk – Keys.
    Młoda kobieta z długimi, jasnymi włosami w zielonej sportowej kurtce z logotypami Lotto i Orlen, stojąca na tle z rozmytymi emblematami.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzębowski/ReporterEast News
    Magda Linette

    Magda LinettePhoto by FOTO OLIMPIK / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Denis Shapovalov – Dalibor Svrcina. Skrót meczu.

  • Polska tenisistka robi furorę, wygrana w turnieju. Nagle zdumiewające słowa

    Polska tenisistka robi furorę, wygrana w turnieju. Nagle zdumiewające słowa

    Czy świat oglądany z perspektywy 185. miejsca w rankingu WTA wygląda troszkę piękniej, ładniej, przyjemniej?

    Martyna Kubka: – Nie (uśmiech). Myślę, że nie odczułam jakiejś różnicy, bo koniec końców są to tylko numerki. Wiadomo, bardzo się cieszę, że ostatnio mój tenis zmierza w dobrym kierunku. Bardzo jestem zadowolona z tego, nie ma co ukrywać. Aczkolwiek przede mną też kolejne wyzwania i cele, nie chciałabym się zatrzymywać, ale progres bardzo cieszy. Wierzę, że będę w stanie piąć się dalej w rankingu, plasować się coraz wyżej.

    Przy okazji Wimbledonu odbyliśmy rozmowę, gdy ważyły się twoje losy i zabrakło jednego miejsca, byś wystartowała w kwalifikacjach najstarszego turnieju wielkoszlemowego. Zwracałaś uwagę na progres i postęp w swoim tenisie, co rozpoczęło się w grudniu zeszłego roku. Wszystko to, o czym mówiłaś, zaprowadziło cię do zwycięstwa w Hiszpanii, czy ten turniej jeszcze coś dodatkowo uwypuklił?

    – Zacznę od tego, jeśli mam być w pełni szczera, że nie jestem do końca zadowolona z tego, jak zaprezentowałam się w Hiszpanii.

    A to ciekawe.

    – Ogólnie to był dość specyficzny turniej, bo niby był rozgrywany na nawierzchni twardej. I technicznie rzecz biorąc to była nawierzchnia twarda, ale troszkę inna, bardziej asfaltowa. Nie ukrywam, że trochę specyficzna, dosyć szybka, plus dochodziła delikatna wysokość miejscowości Vitoria-Gasteiz, chyba 550 metrów nad poziomem morza. Więc warunki były dosyć ciężkie i też wiem, że nie tylko dla mnie, bo rozmawiałam z innymi dziewczynami. Nie tylko grałyśmy, ale trenowałyśmy razem, więc wiem, że wiele z nich miało podobne odczucia. Nie będę ukrywać, że grało się ciężko. Wymiany też nie były za długie, a wysokość, nawierzchnia plus szybkość powodowało, że popełniało się więcej błędów.

    To może tym bardziej powinnaś być zadowolona, że sobie poradziłaś.

    – Poniekąd tak, zdecydowanie (śmiech). Nie sztuką jest wygrać mecz, jak wszystko wychodzi. Cieszę się, bo ostatnie trzy mecze były bardzo długie i wymagające. Już praktycznie przegrałam ćwierćfinał, bo wyszłam z 2:5 i piłki meczowej. Trzeba było wytrzymać te najważniejsze momenty. Najbardziej jestem zadowolona, że wytrzymałam mentalnie, ale powtórzę, że z poziomu swojego tenisa do końca nie jestem usatysfakcjonowana.

    To specyfika całego naszego kochanego sportu, jaką wagę mają pojedyncze mecze. Maja Chwalińska jedno z najtrudniejszych spotkań w Paryżu stoczyła w decydującej rundzie eliminacji. Gdyby nie wyszła z tego trudnego położenia, jej przepiękna historia w Roland Garros by się nie napisała. Ty wspominasz o swoim ćwierćfinale, sytuacja już była dramatyczna i w gruncie rzeczy mnóstwo osób już pewnie godziło się z myślą, że pewnie na tym zakończy się twoja przyprawa.

    – Wszystko prawda. To właśnie też pokazuje po prostu, że w tenisie trzeba grać do ostatniej piłki. Nawet można bardzo wysoko prowadzić, ale gdy jeszcze nic nie jest przesądzone, nie wolno obniżać poziomu. Z drugiej strony zawsze opłaca się walczyć, nawet gdy sytuacja jest już w pewnym sensie beznadziejna. Krótko mówiąc, opłaca się walczyć. Przy tym wyniku już wiedziałam, że prawdę mówiąc nie mam nic do stracenia, więc po prostu starałam się walczyć o każdy punkt. Potem, jak wykrywałam kolejne gemy, zdawałam sobie sprawę, że przeciwniczce nie gra się najłatwiej. Miała w głowie, że przed chwilą miała piłkę meczową, a nie zamknęła meczu. Starałam się to wykorzystać, więc jest to naprawdę bardzo, bardzo cenne zwycięstwo. Myślę, że w pewnym sensie pozwoliło mi wygrać kolejne spotkania. W trzysetówkach w półfinale i finale też miałam trudne momenty, w finale przegrałam pierwszego seta, ale wtedy przypominałam sobie, z jakich tarapatów potrafiłam wyjść. To też mnie budowało, a jednocześnie pozwalało się w pewien sposób rozluźnić. Przekonywałam siebie, że dla przeciwniczki to także jeszcze daleka droga do zwycięstwa, więc zbudowałam sobie cenną historię.

    Z Hiszpanii ruszyłaś do Pragi, gdzie zagrałaś w ćwierćfinale debla w parze z Nadią Kiczenok, ale przegrałyście po super tie-breaku. Tam zamieszanie dotyczyło waszych rywalek, ale najwyżej rozstawioną parę Xinyu Jiang/Fang-Hsien Wu zastąpiły rozstawione z “piątką” Ingrid Martins i Makoto Ninomiya. Do tego doszło napiętnowanie w Ukrainie twojej deblowej partnerki za obecność na ślubie pochodzącej z Rosji Darii Kasatkiny, która też mogła nie czuć się swojo.

    – Co do Nadii, to nie dała mi odczuć, aby ta sprawa miała na nią wpływ. Aczkolwiek rozmawiałyśmy na ten temat, ponieważ stał się on dość głośny. Jednak nie wydaje mi się, żeby to w większym stopniu wpłynęło na jej poczynania na korcie. Wiadomo, że cała ta sytuacja na linii Ukraina – Rosja jest dosyć skomplikowana, ale nie chciałabym się w to zagłębiać.

    A jeśli chodzi o sam przebieg tego zaciętego spotkania, zakończonego rezultatem 7:10?

    – Pierwszy set był na pewno na dużo lepszym poziomie z naszej strony. Potem troszkę sytuacja się odwróciła, od drugiego seta zaczęłyśmy grać trochę gorzej. Zwłaszcza ja, nie ukrywam, że nie jestem zadowolona ze swojej gry potem. Też odczuwałam zmęczenie po turnieju w Hiszpanii, bo tak naprawdę w dniu finału przetransportowałam się do Pragi. Wiadomo, starałam się trochę potrenować, a z drugiej strony trochę odpocząć, co było wyzwaniem.

    – Wiadomo, że nie zdążyłam na singla do Pragi przez to, jak dobrze mi poszło w Hiszpanii, dlatego leciałam na samego debla. Może czułam pewnego rodzaju ulgę, że gram samego debla. Na singla bym nie wyszła, bo byłam naprawdę mocno zmęczona. Fajnie, że mogłam zagrać z Nadią, bo jest doświadczoną deblistką, ale nie jestem do końca zadowolona z mojej gry. Taki jest sport: raz się wygrywa, raz się przegrywa. Za to teraz mam parę dni odpoczynku, więc chwila na regenerację po tym wymagającym okresie i potem chwila przygotowań do turnieju w Warszawie.

    No właśnie, WTA 125 w stolicy, wielkie wydarzenie w naszej metropolii w dniach 2-8 sierpnia. Z twoim podwójnym udziałem.

    – Tak jest, dostałam “dziką kartę” do singla, a wystąpię także w deblu.

    Gra podwójna szykuje się wyjątkowo. Nie wiem, na ile bywasz emocjonalna, ale wystąpisz w parze z weteranką Alicją Rosolską, na której to będzie pożegnalny występ. Mocnych doznań zapewne nie zabraknie.

    – Ala jakiś czas temu do mnie napisała, czy chciałabym z nią zagrać w Warszawie. Od razu powiedziała, jaka jest sytuacja, że to będzie jej ostatni turniej. Niewątpliwie nadciąga fajne wydarzenie, zwłaszcza, że z Alą dobrze się znamy i mamy fajny kontakt. Bardzo mi miło, że byłam jej pierwszym wyborem (uśmiech). Mam nadzieję, że sporo osób przyjdzie kibicować Ali i wszystkim Polkom.

    A jak później będzie wyglądał plan, gdy chodzi o Amerykę i przygotowania do US Open, gdzie wystąpisz w kwalifikacjach?

    – Generalnie organizatorzy turniejów ITF i WTA nie ułatwiają zadania zawodniczkom w okolicach mojego rankingu. Chciałabym zagrać jakiś turniej w Stanach przed US Open, tylko po prostu nie ma ani jednego turnieju, gdzie mogłabym wystąpić. Na ten moment sprawa wygląda tak, że niestety będę jechać od razu na US Open, bo fajnie byłoby się rozegrać. Wiadomo, zmienić strefę czasową i zagrać jakiś mecz w zbliżonych warunkach, ale tego nie będzie.

    Faktycznie, dalece to niekomfortowe.

    – Skoro jednak nie ma takiej możliwości, więc nawet nie mam co nad tym rozmyślać i obciążać się mentalnie. Zatem na pewno zagram turniej w Warszawie i kolejny ruch będzie zależał od tego, jak mi pójdzie i ile meczów zagram. Jeżeli ta liczba będzie niewystarczająca, to jeszcze od razu po Warszawie zagram ITF-a niższej rangi, chyba 35 w Hiszpanii lub Wielkiej Brytanii, bo też nie ma nic innego. A jeśli w stolicy pogram dobrze, to potem chwilę potrenuję i polecimy do Nowego Jorku.

    Już założyłaś sobie, ile rozegranych meczów da odpowiedź, który wariant wybrać?

    – Tak sztywno to nie. Oczywiście wiadomo, że jeden nie byłby wystarczająco, a co przy kolejnych? To zależy, jak pogram singla i debla, a także jak wymagające będą te spotkania. Zadecydujemy na pewno po turnieju.

    Zapętlmy jeszcze naszą rozmowę. Media i kibice mocno odtrąbili twój awans. Mocno budujesz się tym faktem, że jesteś w drugiej setce światowego rankingu? Poczułaś dodatkowy wiatr w żagle?

    – Wiadomo, że bardzo się z tego cieszę. I też cieszę się z faktu, że cieszą się inni. Jednocześnie staram się nie narzucać na siebie większej presji z tego tytułu, że jestem wyżej w rankingu i prawdopodobnie będę grała teraz wyższe rangą turnieje, bo będę się do nich dostawała. Dla mnie najważniejszy jest proces, progres i trenowanie. Wsparcie kibiców i mediów jest bardzo ważne i bardzo się z niego cieszę, ale mam nadzieję, że na tym nie poprzestanę, bo chcę piąć się wyżej i wyżej.

    Rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Zawodniczka w czerwonym stroju sportowym z godłem Polski, uniesiona zaciśnięta pięść w geście determinacji na tle trybun.

    Martyna KubkaSebastian SienkiewiczNewspix.pl
    Tenisistka w czerwonej koszulce i białej spódniczce z zaciśniętą pięścią krzyczy z determinacją po udanej akcji na korcie podczas meczu.

    Martyna KubkaKRZYSZTOF HELIOS/400MMNewspix.pl

    Analiza Macieja Synówki po meczu Mai Chwalińskiej z Mananchayą Sawangkaew