Category: Home

  • Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Robert Lewandowski walczy w tym sezonie o koronę króla strzelców La Liga oraz Złotego Buta. Na koncie ma już 25 bramek i o trzy wyprzedza Kyliana Mbappe. Tymczasem wyzwanie chciałby mu rzucić jeszcze jeden piłkarz. Mówił o tym trener Atletico Madryt Diego Simeone. Na konferencji prasowej ujawnił, w jaki sposób go motywuje. Nagle wymienił nazwisko Lewandowskiego.

     

    Atletico Madryt w poniedziałek pokonało ostatni w tabeli LaLiga Real Valladolid 4:2. Dzięki temu ekipa Diego Simeone zbliżyła się w tabeli do FC Barcelony na dystans siedmiu punktów, a do Realu Madryt traci ich tylko trzy. Bohaterem spotkania okazał się Julian Alvarez. Argentyński napastnik wykorzystał dwa rzuty karne. Po wszystkim doczekał się kilku ciepłych słów z ust swojego trenera.

     

    Piłkarz Atletico rzucił się w pościg za Lewandowskim. Simeone: “Potrzebujemy więcej”

    Dla Alvareza był to 13. i 14. gol w tym sezonie La Liga. W klasyfikacji strzelców zajmuje teraz piąte miejsce, ale do najlepszych wciąż sporo mu brakuje. Prowadzący Robert Lewandowski ma już 25 trafień, a drugi Kylian Mbappe – 22. Zawodnika Atletico wyprzedzają także Ante Budimir z Osasuny (14 trafień) i Oihan Sancet z Athleticu Bilbao (15). Mimo to w klubie liczą na więcej.

     

    Mówił o tym na pomeczowej konferencji prasowej Diego Simeone. – Chcemy, żeby dalej się rozwijał i poprawiał. Potrzebujemy od niego więcej goli. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego pokory i pracy. Ale potrzebujemy więcej. Szukaliśmy takiego zawodnika. Były momenty w grze, zarówno w Sewilli, jak i dzisiaj, kiedy przejmował rolę lidera ofensywy – chwalił, cytowany przez “OK Diario”.

     

    Tak Simeone motywuje Alvareza. “Mówimy mu, że Lewandowski…”

     

    Chwilę później ujawnił, jaki ma sposób, żeby zmotywować Alvareza. Otóż wystarczy wspomnieć mu o… Robercie Lewandowskim. – Ma 14 goli w lidze, ale mówimy mu, że Lewandowski ma więcej – śmiał się Simeone.

     

    Bez gola pozostał za to drugi z napastników Antoine Griezmann. Doświadczony Francuz na bramkę czeka aż od lutego, kiedy to pokonał Wojciecha Szczęsnego w meczu z FC Barceloną (4:4) w Pucharze Króla. W całym sezonie do siatki trafił tylko osiem razy. Mimo to Simeone konsekwentnie na niego stawia. – Nie jest w najlepszej formie. Przyzwyczaja nas do tego brakiem goli i asyst, ale wciąż go wystawiam, bo w niego wierzę. W tych siedmiu ostatnich meczach musimy mieć na boisku najlepszych zawodników – podkreślał szkoleniowiec.

     

  • FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona może być zmuszona grać bez Roberta Lewandowskiego, który w poniedziałek narzekał na uraz. Hiszpańskie media nie mają wątpliwości, kto jest faworytem do zastąpienia Polaka w Lidze Mistrzów.

     

    Robert Lewandowski tydzień temu nie miał litości dla swojej dawnej drużyny. W pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów FC Barcelona rozbiła Borussię Dortmund 4:0, a polski napastnik strzelił dwa gole. Było w zasadzie pewne, że w rewanżu wyjdzie w pierwszym składzie i powalczy o bramkę numer 100 w historii występów w “Dumie Katalonii”.

     

    W poniedziałek wieczorem pojawiły się niepokojące wieści. Barca miała ostatni trening, a po nim dziennikarze zauważyli, że “Lewy” rozmawia z trenerem Hansim Flickiem i jego asystentami. W trakcie dyskusji trzymał się za lewe udo, co odebrano, jako problemy zdrowotne.

     

    Klub na razie nie skomentował rzekomej kontuzji Polaka. Hiszpańskie media jednak już zastanawiają się, kto go może zastąpić w wyjściowej jedenastce. Faworyt jest jeden – Ferran Torres. Pisze o tym m.in. “Mundo Deportivo”.

     

    To on przeważnie grał, gdy Lewandowski odpoczywał. W roli dublera spisuje się znakomicie, bo w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach strzelił już 16 goli. W samej Lidze Mistrzów ma na koncie dwa trafienia.

     

    Dziennikarz Adria Albets także jest zdania, że reprezentant Polski usiądzie na ławce rezerwowych. Przewiduje on cztery zmiany w składzie Barcy, a jedenastka ma wyglądać następująco:

     

    Wojciech Szczesny – Jules Kounde, Ronald Araujo, Pau Cubarsi, Gerard Martin – Frenkie De Jong, Pedri, Gavi – Raphinha, Lamine Yamal, Ferran Torres.

     

    Wieczorem wszystko się wyjaśni. Rewanżowy ćwierćfinał Borussia Dortmund – FC Barcelona odbędzie się we wtorek 15 kwietnia o godzinie 21:00. Transmisja na żywo w Canal+ Extra 1, a relacja tekstowa live w WP SportoweFakty.

  • Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Już w tym tygodniu Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, w którym zwyciężała w 2022 i 2023 roku. To pierwsza impreza na “mączce” w tym sezonie. A jak wszyscy dobrze wiemy, to nawierzchnia, na której Polka czuje się najlepiej. Czy będzie w stanie odnieść na niej sukces? Głos w sprawie zabrała sama zainteresowana.

     

    Iga Świątek ma ponad cztery tysiące punktów do obrony na “mączce”. To efekt kapitalnych wyników z poprzedniego sezonu. Wówczas zdobyła tytuły w Madrycie, Rzymie i wygrała Roland Garros. Dobrze poradziła sobie też w Stuttgarcie, gdzie dotarła do półfinału. I właśnie od tego turnieju rozpocznie tegoroczną rywalizację na kortach ziemnych.

     

    Iga Świątek przemówiła przed turniejem w Stuttgarcie

     

    Wszyscy zastanawiają się, jaką formę zaprezentuje Polka. W końcu w ostatnich tygodniach miała spore problemy. Dość powiedzieć, że od 10 miesięcy czeka na tytuł, a nawet na finał. Czy na “mączce” uda jej się przełamać? Już na starcie wlała nadzieję w serca kibiców.

     

    – Na pewno czuję, że jestem we właściwym miejscu. Z dużą ilością pracy i skupieniem, szybko będę w stanie zacząć grać w moją grę – zaczęła na konferencji prasowej, nawiązując do zmiany nawierzchni z twardej na ziemną. Stwierdziła, że nie wszystko będzie jej wychodzić już od początku, ale nie ukrywa, że to jej ulubiony rodzaj kortu.

     

    – Oczywiście każdy rok jest inny. W poprzednich latach nie miałam czasu na zmianę nawierzchni. W tym roku mogę to zrobić nieco spokojniej i jestem szczęśliwa, że mam szansę to zrobić. Cieszę się, że tu jestem – podkreślała.

     

    I faktycznie po raz ostatni Polka pojawiła się na korcie w połowie marca, kiedy przegrała w ćwierćfinale w Miami. Później zrezygnowała z udziału w Billie Jean King Cup, by odpocząć i lepiej przygotować się do nadchodzącej części sezonu, jednej z najważniejszych dla niej w tym roku.

     

    Czy Świątek szybciej przyzwyczaja się do gry na kortach ziemnych niż na twardych, czy trawie? – Nie porównywałabym tego z kortami twardymi, ponieważ fakt, że gramy na nich przez większość sezonu, ułatwia nam to, z pewnością – podkreślała, zaznaczając, że na trawie zawsze jest najtrudniej. – “Mączka”? Tak, przejście na nią zawsze będzie łatwiejsze. Staram się wykorzystywać to jako moją przewagę – dodawała.

    Teraz przed nią pierwszy mecz. W I rundzie otrzymała wolny los. Na kolejnym etapie rywalizacji zmierzy się z Donną Vekić lub Janą Fett.

  • Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Wpływ Agnieszki Radwańskiej na grę Magdy Linette jest coraz mocniejszy, ale to dobry znak. Sama tenisistka jest zadowolona z dotychczasowej współpracy z byłą wiceliderką światowego rankingu. – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Chce się jej słuchać – przyznała Linette w najnowszym wywiadzie

     

    Magda Linette współpracuje z Agnieszką Radwańską od grudnia 2024 r., ale dopiero podczas marcowych turniejów w Stanach Zjednoczonych mogliśmy widzieć wymierne efekty tej współpracy. Poznanianka szczególnie zaimponowała w Miami, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Do końca turnieju na Florydzie była przy niej właśnie Radwańska.

     

    Linette zachwycona pracą z Radwańską. “Wniosła spokój”

     

    Linette bardzo ceni sobie współpracę z Radwańską. Była wiceliderka rankingu WTA wnosi sporo doświadczenia do sztabu szkoleniowego i rzuca nowe spojrzenie na pewne kwestie dotyczące gry. Linette czuje też, że krakowianka chce ją w pewnym sensie chronić przed tym, by nie popełniała tych samych błędów co ona.

     

    – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Przeszła w swej karierze przez wiele rzeczy, popełniła błędy i teraz przed tymi samymi potrafi mnie przestrzec. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Dzięki temu, że osiągnęła tak wiele, po prostu chce się jej słuchać – powiedziała Linette w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”.

     

    Aktualnie 30. rakieta świata właściwie od początku zachwala Radwańską i sposób, w jaki pracuje w sztabie. – Agnieszka zachwyciła mnie swoim podejściem. Poznałam ją, kiedy miałam 10 czy 11 lat, ale pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, że współpracujemy, bo wcześniej grałyśmy razem w tourze. Teraz trochę bardziej zbliżyłyśmy się do siebie. Jestem nią zachwycona i osobowościowo, i jeśli chodzi o współpracę na korcie. Agnieszka zasłużyła, żeby zobaczyć lepsze mecze w moim wykonaniu – mówiła w wywiadzie dla Sport.pl na początku lutego.

     

    Tenis nie jest jedynym tematem w rozmowach między Linette a Radwańską. Obie łączy wspólne hobby, czyli moda. To sprawia, że współpraca między nimi jest lepsza, dużo łatwiej było o nić porozumienia.

     

    – To coś, co bardzo lubię. Śmieję się, że to moja wielka słabość. Ekspertką nie jestem, ale sprawia mi to ogromną frajdę. Agnieszka Radwańska idealnie się w to wpisuje, bo mamy tę samą słabość. Jako dziecko nie miałam żadnych zdolności artystycznych, a dzięki modzie odnoszę wrażenie, że w jakiś sposób twórczo się spełniam – zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek bym pomyślała – przyznała.

     

    Magda Linette zagrała w meczu ze Szwajcarią w ramach Billie Jean King Cup. Pokonała Viktoriję Golubić. Zabrakło jej jednak w starciu z Ukrainą ze względu na problemy zdrowotne.

     

  • Tak Iga Świątek oceniła działania WTA po tym, co zrobił hejter w Miami

    Tak Iga Świątek oceniła działania WTA po tym, co zrobił hejter w Miami

    Tak Iga Świątek oceniła działania WTA po tym, co zrobił hejter w Miami

    – Nie nazwałabym tego groźbą, ponieważ nie było to takie ostre. Był fan, który chciał zakłócić mój rytm – powiedziała Iga Świątek przed turniejem WTA w Stuttgarcie. Wiceliderka rankingu wróciła do sytuacji, która kilka tygodni temu wywołała poruszenie w świecie tenisa. Wyraziła wdzięczność, że zajęto się jej przypadkiem.

     

    “Przygoda Igi Świątek z WTA 1000 w Miami nie należy do najprzyjemniejszych. Nie chodzi o grę czy postawę Polki na korcie, a o to, co działo się w ostatnich dniach poza kulisami. Podczas jednego z treningów 23-latka została “zaatakowana” przez jednego z widzów, który posyłał w jej stronę komentarze dotyczące jej życia prywatnego i zadawał jej pytania. I niewykluczone, że właśnie ta sytuacja wpłynęła na pojawienie się w boksie Świątek nowej osoby. O kogo chodzi?” – pisała dziennikarka Sport.pl Agnieszka Piskorz.

     

    Świątek wróciła do smutnych wydarzeń z Miami. “Nie nazwałabym tego groźbą”

     

    Rzecz działa się przed meczem 4. rundy turnieju WTA Miami, w którym Świątek miała zmierzyć się z Eliną Switoliną. Na trybunach pojawił się człowiek, który słownie zaczepiał Polkę. Udostępnił także filmiki, na których słychać było następujące słowa: “Ej Iga, zadzwoń do mamy. Ej Iga, kiedy pogodzisz się z matką? Daria biegnie z wodą, jak wytresowany piesek”.

     

    Ostatecznie WTA zdecydowała się zwiększyć bezpieczeństwo wokół wiceliderki światowego rankingu. W jej boksie pojawił się ochroniarz.

     

    Świątek wróciła do sytuacji tuż przed turniejem WTA w Stuttgarcie. Wyraziła wdzięczność za to, że takie zdarzenia są piętnowane i zawodniczki mogą cieszyć się ochroną.

     

    “Nie nazwałabym tego groźbą, ponieważ nie było to takie ostre. Był fan, który chciał zakłócić mój rytm. Staram się skupiać na fanach, którzy mnie wspierają, ale oczywiście kiedy słyszysz coś takiego, chcesz zareagować. Myślę, że WTA pomogło nam, pomogło mi poczuć się chronioną. To, co usłyszałam, nie było groźbą, ale wydaje mi się, że w Internecie było kilka gróźb. Więc tak, WTA pomogło mi szybko zareagować i sprawiło, że poczułam się bezpiecznie. Cieszę się, że ktoś nad nami czuwa i pomaga nam reagować w takich sytuacjach. Tak właśnie się stało. Cieszę się, że mam w pobliżu swój zespół, który pomaga mi w takich sytuacjach – powiedziała Świątek.

     

    Przed Polką początek turnieju WTA w Stuttgarcie. Na pierwszy ogień starcie ze srebrną medalistką igrzysk olimpijskich z Paryża Donną Vekić lub jedną z kwalifikantek. Przypomnijmy, że Świątek lubi występy w tym niemieckim mieście. Wygrała tu dwukrotnie – w 2022 i 2023 roku, a przed rokiem dotarła ażdo półfinału.

     

     

     

  • Miała tylko 30 minut… Ale to, co zrobiła Ewa Pajor przeciwko Atlético Madryt, przejdzie do historii polskiej piłki nożnej

    Miała tylko 30 minut… Ale to, co zrobiła Ewa Pajor przeciwko Atlético Madryt, przejdzie do historii polskiej piłki nożnej

    Miała tylko 30 minut… Ale to, co zrobiła Ewa Pajor przeciwko Atlético Madryt, przejdzie do historii polskiej piłki nożnej

    Kiedy trener dał jej znak, by zaczęła się rozgrzewać, nikt nie spodziewał się tego, co miało się za chwilę wydarzyć. Była 60. minuta meczu, a Atlético Madryt kontrolowało przebieg gry. Wynik na tablicy nie odzwierciedlał ich dominacji, ale tempo, posiadanie piłki i ofensywna siła gospodarzy uciszyły kibiców drużyny gości — aż do chwili, gdy ona weszła na boisko.

    Ewa Pajor — największy talent żeńskiej piłki nożnej w historii Polski — wracała po kontuzji. Oczekiwania były ostrożne. W końcu co mogła zdziałać w zaledwie 30 minut? Ale to, co wydarzyło się później, nie tylko odmieniło losy tego spotkania. Stało się momentem przełomowym, który już zapisał się w dziejach polskiego futbolu.

    Już przy pierwszych kontaktach z piłką pokazała błysk geniuszu. Jej szybkość była zabójcza, drybling perfekcyjny, a przegląd pola przyprawiał o ciarki. W 67. minucie nadeszła chwila, która porwała wszystkich z miejsc. Pajor przyjęła piłkę tuż przed polem karnym, zwiodła dwie obrończynie i huknęła nie do obrony — w samo okienko. Bramkarka nawet nie drgnęła. Trybuna gości eksplodowała z radości.

    Ale to był dopiero początek.

    Dziesięć minut później znów znalazła się w centrum wydarzeń. Tym razem rajd rozpoczęła już od połowy boiska. Jej przyspieszenie rozbiło defensywę Atlético, a po minięciu bramkarki spokojnie umieściła piłkę w siatce. W ciągu zaledwie kilku minut całkowicie odmieniła przebieg meczu.

    Do końca spotkania nie tylko strzelała — broniła, odbierała piłki, inicjowała kontrataki. Jej pasja, walka i charyzma sprawiły, że cała drużyna uwierzyła, że niemożliwe jest możliwe.

    Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek, nikt nie miał wątpliwości — mimo że grała tylko 30 minut, Ewa Pajor była Piłkarką Meczu.

    Ale to coś więcej niż tylko indywidualne wyróżnienie. Ten występ to symbol, to manifest klasy światowej, to moment, który zostanie w pamięci kibiców na zawsze. Jak legendarne gole Roberta Lewandowskiego dla reprezentacji, tak teraz dwie bramki Pajor przeciwko Atlético Madryt mają swoje miejsce w polskiej piłkarskiej mitologii.

    Dla Polski to nie była zwykła wygrana. To był moment dumy, błysk geniuszu, który będzie wspominany przez pokolenia.

    Bo czasem, by pokazać wielkość, nie potrzeba 90 minut. Czasem wystarczy trzydzieści.

  • Hiszpanie od rana trąbią o Szczęsnym. Piszą tylko o rekordzie

    Hiszpanie od rana trąbią o Szczęsnym. Piszą tylko o rekordzie

    Hiszpanie od rana trąbią o Szczęsnym. Piszą tylko o rekordzie

    Mijają dni, tygodnie i miesiące, a Wojciech Szczęsny nadal jest niepokonany w barwach Barcelony. Seria została wydłużona do 22 spotkań bez porażki po zwycięstwie 1:0 nad Leganes. Hiszpańskie media zwracają uwagę na to, że jeśli Barcelona pokona Borussię Dortmund w rewanżowym starciu ćwierćfinału Ligi Mistrzów, to Szczęsny zrówna się z klubową legendą i jej wynikiem z sezonu 1973/74.

     

    Wojciech Szczęsny wciąż jest niepokonany w barwach Barcelony. W minioną sobotę zespół Hansiego Flicka wygrał 1:0 z Leganes po bramce samobójczej Jorge Saenza. W ten sposób Barcelona utrzymuje czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. Dla Szczęsnego to był 22. mecz bez porażki, co sprawia, że Polak wyprzedził już Alberta Celadesa w historycznej klasyfikacji – Hiszpan nie przegrał 21 spotkań w sezonie 1995/96.

     

    Szczęsny może zrównać się z Cruyffem. “Szczęsny nadal tworzy historię”

     

    Hiszpańskie media cały czas piszą o Szczęsnym i o jego rekordzie. Dziennik “Mundo Deportivo” zwraca uwagę na to, że jeśli Barcelona pokona Borussię Dortmund w rewanżowym spotkaniu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów, to zrówna się z Johanem Cruyffem. Legendarny Holender nie przegrał 23 meczów w barwach Barcelony w sezonie 1973/74.

     

    “Wojciech Szczęsny nadal tworzy historię i ma szansę wyrównać rekord legendy Barcelony. Dzięki swoim spektakularnym liczbom przechodzi do historii klubu w zaledwie cztery miesiące, czyli tak długo, jak jest pierwszym bramkarzem Barcelony” – czytamy w artykule. Jeżeli Szczęsny zrówna się w tej klasyfikacji z Cruyffem, to przed nim będzie tylko Cesc Fabregas (30, sezon 2011/12) i Paulinho (25, sezon 2017/18)…

     

    Poza tym Szczęsny ma świetne liczby, jeśli chodzi o mecze na “zero z tyłu”. We wspomnianych 22 spotkaniach Szczęsny zachował 12 czystych kont. Łącznie stracił 18 goli w 22 meczach, co daje średnią 0,81 gola na spotkanie.

     

    Szczęsny = MVP. “Pokazał, dlaczego jest liderem bramki”

     

    Szczęsny był chwalony przez hiszpańskich dziennikarzy za swój występ przeciwko Leganes. Bramkarz został wybrany MVP tej rywalizacji. “Po strzale Altimiry polski bramkarz wybił piłkę i pokazał, dlaczego jest teraz niekwestionowanym liderem bramki. Uważał na wyjścia i piłki za linię obrony. Nie miał już dużo pracy. Bardzo dobra gra nogami. Zapewnia niezaprzeczalne poczucie bezpieczeństwa w polu karnym” – pisały media z Hiszpanii.

     

    Wiele wskazuje na to, że przygoda Szczęsnego z Barceloną potrwa dłużej, niż jeden sezon, na który umówiły się obie strony. Z najnowszych doniesień wynika, że wkrótce Szczęsny przedłuży kontrakt o dodatkowy sezon, a więc do czerwca 2026 r. To właśnie Polak ma rywalizować o miejsce w bramce Barcelony w kolejnych rozgrywkach z Marc-Andre ter Stegenem.

     

     

  • Piękny widok! Jest oficjalny ranking po triumfie Majchrzaka

    Piękny widok! Jest oficjalny ranking po triumfie Majchrzaka

    Piękny widok! Jest oficjalny ranking po triumfie Majchrzaka

    Kamil Majchrzak cieszył się w niedzielę ze zwycięstwa w zawodach rangi ATP Challenger Tour i dzięki temu doczekał się powrotu do Top 100. Zobacz, jak przedstawia się sytuacja Polaków i światowej czołówki po prestiżowym turnieju w Monte Carlo.

     

    Dwa tygodnie temu Kamil Majchrzak osiągnął półfinał imprezy ATP 250 w Marrakeszu i nie poprzestał na tym. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego zaprezentował się tym razem w Madrycie, gdzie odbyły się zawody rangi ATP Challenger Tour. 29-latek nie miał sobie równych. Pokonał w finale utytułowanego Chorwata Marina Cilicia i sięgnął po trofeum w hiszpańskiej stolicy.

     

    Sukces w Madrycie sprawił, że Majchrzak powrócił w poniedziałek do Top 100 rankingu ATP. “Szumi” powiększył swój dorobek o 75 punktów, a to pozwoliło mu awansować ze 102. na 91. pozycję. Teraz przed nim kolejne wyzwania, a przypomnijmy, że nasz reprezentant zajmował już nawet w 2022 roku 75. lokatę.

     

    Dobre wieści otrzymał Majchrzak, ale złe napłynęły dla Huberta Hurkacza. Wrocławianin wycofał się z zawodów ATP Masters 1000 w Monte Carlo, dlatego odpisano mu 100 punktów. Tym samym w poniedziałek “Hubi” zaliczył spadek z 26. na 28. pozycję. Na pewno nie poprawi swojego dorobku w tym tygodniu, bowiem zrezygnował ze startu w turnieju ATP 500 w Monachium.

     

    Trzeci na rankingowej liście z Polaków, Maks Kaśnikowski, nie grał w ostatnim czasie. W poniedziałek warszawianin spadł na 238. miejsce. Niewielki awans zaliczył Daniel Michalski, który przesunął się na 341. lokatę. W Top 500 jest jeszcze jeden z Biało-Czerwonych, Paweł Juszczak, który osunął się w dół na 495. pozycję.

     

    Do sporych zmian doszło w światowej czołówce. Liderem rankingu ATP pozostał co prawda Włoch Jannik Sinner, ale na drugie miejsce wskoczył po sukcesie w Monte Carlo Carlos Alcaraz. Hiszpan wyprzedził Niemca Alexandra Zvereva. Czwartą lokatę utrzymał nieobecny w Monako Amerykanin Taylor Fritz, a piątą Serb Novak Djoković.

     

    Szóste miejsce w rankingu ATP zajmuje Brytyjczyk Jack Draper. Na siódmą lokatę awansował Australijczyk Alex de Minaur, na ósmą Rosjanin Andriej Rublow, a na dziewiątą jego rodak Danił Miedwiediew. Top 10 zamyka Norweg Casper Ruud. Z tego grona wypadł natomiast Grek Stefanos Tsitsipas, który nie obronił tytułu w Monte Carlo. Drugą “10” otwiera tegoroczny finalista, Lorenzo Musetti. 11. pozycja to najwyższa w karierze Włocha.

     

    Na czele rankingu deblistów pozostali Salwadorczyk Marcelo Arevalo i Chorwat Mate Pavić. Najlepszy z Polaków, Jan Zieliński, nie wygrał meczu w Monte Carlo, ale awansował z 33. na 32. miejsce. Piotr Matuszewski spadł z 82. na 84. lokatę. 90. pozycję utrzymał natomiast Karol Drzewiecki.

     

    W tym tygodniu zostaną rozegrane dwa turnieje rangi ATP 500 na kortach ziemnych w Monachium i Barcelonie. Z Biało-Czerwonych wystąpi tylko Jan Zieliński, któremu partnerować w deblu będzie Belg Sander Gille. Obaj zaprezentują się w bawarskiej stolicy.

     

    Notowanie ATP w grze pojedynczej:

    1. Jannik Sinner (Włochy) 9930 pkt

    2. Carlos Alcaraz (Hiszpania) 7720

    3. Alexander Zverev (Niemcy) 7595

    4. Taylor Fritz (USA) 5280

    5. Novak Djoković (Serbia) 4120

    6. Jack Draper (Wielka Brytania) 3870

    7. Alex de Minaur (Australia) 3535

    8. Andriej Rublow 3490

    9. Danił Miedwiediew 3290

    10. Casper Ruud (Norwegia) 3215

    11. Lorenzo Musetti (Włochy) 3200

    12. Tommy Paul (USA) 3160

    13. Holger Rune (Dania) 3080

    14. Arthur Fils (Francja) 2820

    15. Ben Shelton (USA) 2700

    16. Stefanos Tsitsipas (Grecja) 2645

    17. Grigor Dimitrow (Bułgaria) 2595

    18. Frances Tiafoe (USA) 2550

    19. Felix Auger-Aliassime (Kanada) 2415

    20. Tomas Machac (Czechy) 2250

    28. Hubert Hurkacz (Polska) 1755

    91. Kamil Majchrzak (Polska) 670

    238. Maks Kaśnikowski (Polska) 232

    341. Daniel Michalski (Polska) 148

    495. Paweł Juszczak (Polska) 83

    579. Olaf Pieczkowski (Polska) 62

    589. Filip Peliwo (Polska) 58

    748. Filip Pieczonka (Polska) 33

    883. Jasza Szajrych (Polska) 22

    949. Maciej Rajski (Polska) 17

    986. Tomasz Berkieta (Polska) 16

    1003. Martyn Pawelski (Polska) 15

    1093. Alan Bojarski (Polska) 11

    1094. Karol Filar (Polska) 11

    1116. Marcel Kamrowski (Polska) 10

    1141. Kacper Szymkowiak (Polska) 9

    1201. Marcel Zieliński (Polska) 8

    1221. Kacper Żuk (Polska) 7

    1301. Szymon Kielan (Polska) 6

    1477. Karol Drzewiecki (Polska) 3

    1497. Piotr Siekanowicz (Polska) 3

    1561. Gabriel Matuszewski (Polska) 3

    1715. Alan Ważny (Polska) 2

    1719. Bruno Kokot (Polska) 2

    1760. Fryderyk Lechno-Wasiutyński (Polska) 2

    1782. Mikołaj Lorens (Polska) 1

    1782. Bartosz Wojnar (Polska) 1

    1871. Piotr Pawlak (Polska) 1

    1871. Przemysław Michocki (Polska) 1

    1871. Karol Malirz (Polska) 1

    1957. Miłosz Sroka (Polska) 1

    2067. Jakub Jędrzejczak (Polska) 1

     

    Lista kwalifikacyjna do ATP Finals:

    1. Carlos Alcaraz (Hiszpania) 2410 pkt

    2. Jannik Sinner (Włochy) 2000

    3. Alexander Zverev (Niemcy) 1675

    4. Jack Draper (Wielka Brytania) 1640

    5. Novak Djoković (Serbia) 1520

    6. Alex de Minaur (Australia) 1485

    7. Jakub Mensik (Czechy) 1330

    8. Alejandro Davidovich Fokina (Hiszpania) 1210

    9. Felix Auger-Aliassime (Kanada) 1205

    10. Ben Shelton (USA) 1120

    57. Hubert Hurkacz (Polska) 365

    71. Kamil Majchrzak (Polska) 306

     

    Notowanie ATP w grze podwójnej:

    1. Mate Pavić (Chorwacja) 9440 pkt

    1. Marcelo Arevalo (Salwador) 9440

    3. Harri Heliovaara (Finlandia) 7590

    4. Henry Patten (Wielka Brytania) 7590

    5. Jordan Thompson (Australia) 6460

    6. Andrea Vavassori (Włochy) 5760

    7. Simone Bolelli (Włochy) 5700

    8. Kevin Krawietz (Niemcy) 5610

    9. Tim Puetz (Niemcy) 5520

    10. Marcel Granollers (Hiszpania) 5125

    32. Jan Zieliński (Polska) 2460

    84. Piotr Matuszewski (Polska) 1073

    90. Karol Drzewiecki (Polska) 973

    143. Szymon Walków (Polska) 557

    263. Szymon Kielan (Polska) 257

    273. Filip Pieczonka (Polska) 252

    569. Hubert Hurkacz (Polska) 90

    663. Jasza Szajrych (Polska) 73

    782. Kamil Majchrzak (Polska) 53

    920. Maks Kaśnikowski (Polska) 41

    936. Filip Peliwo (Polska) 40

    1018. Tomasz Berkieta (Polska) 33

    1034. Paweł Juszczak (Polska) 32

    1139. Kacper Szymkowiak (Polska) 26

    1202. Olaf Pieczkowski (Polska) 24

    1237. Kacper Żuk (Polska) 22

    1277. Martyn Pawelski (Polska) 21

    1313. Adam Bajurko (Polska) 20

    1368. Oskar Grzegorzewski (Polska) 18

    1413. Daniel Michalski (Polska) 16

    1562. Marcel Kamrowski (Polska) 12

    1583. Mateusz Lange (Polska) 11

    1622. Adam Majchrzak (Polska) 10

    1640. Fryderyk Lechno-Wasiutyński (Polska) 10

    1657. Alan Bojarski (Polska) 10

    1669. Przemysław Michocki (Polska) 9

    1678. Jakub Jędrzejczak (Polska) 9

    1756. Leon Zaorski (Polska) 8

    1758. Alan Ważny (Polska) 8

    1766. Bruno Kokot (Polska) 8

    1767. Karol Filar (Polska) 8

    1847. Filip Kosiński (Polska) 6

    1948. Przemysław Nikołajuk (Polska) 4

    1981. Piotr Galus (Polska) 4

    1981. Maciej Matuszczyk (Polska) 4

    2014. Wiktor Lewandowski (Polska) 4

    2062. Piotr Pawlak (Polska) 4

    2100. Gabriel Matuszewski (Polska) 4

    2102. Tobiasz Sopoliński (Polska) 3

    2204. Mateusz Kułakowski (Polska) 3

    2204. Karol Malirz (Polska) 3

    2279. Krzysztof Plewa (Polska) 3

    2279. Kacper Dworak (Polska) 2

    2279. Mateusz Terczyński (Polska) 2

    2381. Mikołaj Kowal (Polska) 2

    2381. Aleksander Orlikowski (Polska) 2

    2381. Wiktor Sasko (Polska) 2

    2381. Borys Zgoła (Polska) 2

    2476. Mikołaj Lis (Polska) 2

    2476. Piotr Siekanowicz (Polska) 2

    2576. Jakub Hrynkiewicz (Polska) 2

    2606. Marcel Zieliński (Polska) 2

     

    Lista kwalifikacyjna debli do ATP Finals:

    1. Heliovaara / Patten 3380 pkt

    2. Arevalo / Pavić 3080

    3. Cash / Glasspool 2715

    4. Bolelli / Vavassori 2130

    5. Harrison / King 1780

    6. Krawietz / Puetz 1230

    7. Arneodo / Guinard 1206

    8. Doumbia / Reboul 1115

    9. Nys / Roger-Vasselin 1095

    10. Goransson / Verbeek 875

    13. Gille / Zieliński 825

    42. Drzewiecki / Matuszewski 245

  • Tak FC Barcelona nazwała Szczęsnego. Lepiej się nie dało

    Tak FC Barcelona nazwała Szczęsnego. Lepiej się nie dało

    Tak FC Barcelona nazwała Szczęsnego. Lepiej się nie dało

    Wojciech Szczęsny po raz kolejny błysnął w barwach FC Barcelony. Tym razem został wybrany najlepszym piłkarzem sobotniego meczu z Leganes. Trudno się dziwić, że zarówno eksperci, jak i kibice są nim zachwyceni. Niespodziewanie na oficjalnym klubowym profilu pojawiła się grafika z naszym bramkarzem, któremu wymyślono nowy przydomek.

     

    Wojciech Szczęsny zadebiutował w FC Barcelonie 4 stycznia w pucharowym meczu z UD Barbastro. Od tamtej pory jego statystyki robią ogromne wrażenie. Najważniejsze jest jednak to, że z Polakiem w bramce drużyna jeszcze nie przegrała. I nie zamierza tego robić. – Czy jesteśmy niezniszczalni? Na razie w 2025 roku – tak. (…) Jeśli będziemy grali tak, jak od początku roku, to ciężko będzie przegrać – przyznał sam zainteresowany miesiąc temu po wygranej z Atletico. I dotąd nic się nie zmieniło.

     

    Tak nazwano Wojciecha Szczęsnego. Błyskawiczna reakcja kibiców FC Barcelony

     

    Szczęsny nie ukrywa, że czerpie bardzo dużą radość z tego, co robi na co dzień. – To najpiękniej i najskuteczniej grający zespół, w którym grałem. 19 mecz i 19 bez porażki. Dziś, pomimo tej presji pod koniec, to nie było celnego strzału na moją bramkę. Całkiem przyjemna robota. Polecam wszystkim Polakom, pracujcie, aby mieć podobnie – wyjaśnił po wygranym rewanżu Pucharu Króla z Atletico.

     

    34-latek po raz kolejny pokazał w sobotnim spotkaniu z Leganes wielką klasę. I został nawet wybrany piłkarzem meczu. W środku nocy opublikowano wymowny post w mediach społecznościowych. “Pan Czyste Konto” – tak nazwał go profil FC Barcelony. Spotkanie z Leganes było przecież dwunastym, w którym nie puścił gola. Na tym jednak nie koniec, gdyż w niedzielę po południu nadano mu kolejny przydomek.

     

    “Talizman” – przekazano, zaznaczając, że FC Barcelona ze Szczęsnym między słupkami nie jeszcze nie przegrała. To daje już 22 mecze z rzędu, z czego aż 19 kończyło się zwycięstwami drużyny Hansiego Flicka. “Polski mur”, “najlepszy bramkarz FCB w ostatniej dekadzie”, “niepojęty” – można przeczytać w komentarzach.

    https://x.com/FCBarcelona_cat/status/1911419101165273349

    Były reprezentant Polski nie po raz pierwszy jest tak nazywany w Hiszpanii. “Szczęsny, talizman Flicka: dziewięć meczów bez porażki i cztery czyste konta” – pisał w lutym dziennik “El Mundo”, zaznaczając wówczas, że nasz bramkarz ma zdecydowanie lepsze statystyki niż Inaki Pena.

     

    FC Barcelona rozegra kolejny ligowy mecz w sobotę 19 kwietnia, kiedy na własnym stadionie zmierzy się z Celtą Vigo. Cztery dni wcześniej czeka ją za to rewanż w Lidze Mistrzów z Borussią Dortmund. Po 31. kolejkach ligowych piłkarze Hansiego Flicka zajmują pozycję lidera La Liga z dorobkiem 70 pkt. Drugą lokatę okupuje Real Madryt (66 pkt), natomiast trzecią Atletico (60 pkt).

     

  • Kamil Majchrzak pokonał mistrza US Open w deszczowym thrillerze. Polak wygrał turniej ATP

    Kamil Majchrzak pokonał mistrza US Open w deszczowym thrillerze. Polak wygrał turniej ATP

    Kamil Majchrzak pokonał mistrza US Open w deszczowym thrillerze. Polak wygrał turniej AT

    Pod nieobecność Huberta Hurkacza, emocje w męskich rozgrywkach gwarantuje nam Kamil Majchrzak. Dzisiaj 29-latek rywalizował o główne trofeum w turnieju ATP Challenger 100 w Madrycie. Jego finałowym przeciwnikiem był utytułowany Chorwat – Marin Cilić, mistrz US Open w grze pojedynczej z 2014 roku. Panowie stoczyli emocjonującą batalię, przerwaną w połowie trzeciego seta przez deszcz. Po powrocie na kort lepiej zaprezentował się nasz tenisista, który ostatecznie wygrał spotkanie 6:3, 4:6, 6:4.

    Jeszcze dwa tygodnie temu, gdy Kamil Majchrzak przystępował do rywalizacji w głównej drabince ATP 250 w Marrakeszu, 29-latek zajmował 122. miejsce w rankingu. Ta lokata gwarantowała mu rozstawienie w eliminacjach do wielkoszlemowego Roland Garros. Ostatnie dni mocno zmieniły jednak jego pozycję. W Maroku dotarł do półfinału, gdzie stoczył zacięty bój z Tallonem Griekspoorem. Ostatecznie go przegrał, ale na tym Polak nie poprzestał.

    W miniony wtorek zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego rozpoczął udział w kolejnych zmaganiach, tym razem rangi ATP Challenger 100 w Madrycie. Na “dzień dobry” wyeliminował turniejową “2” – Hugo Delliena. Wczoraj zanotował prawdziwy maraton, który zakończył się wielkim sukcesem. Najpierw zrewanżował się Pablo Carreno Buście za porażkę poniesioną podczas tegorocznego Australian Open, a później dokonał kapitalnego powrotu w pojedynku z Norbertem Gombosem ze stanu 3:5 w trzecim secie. Triumf po tie-breaku zagwarantował mu powrót do TOP 100 rankingu po ponad dwuletniej przerwie (94. miejsce w zestawieniu LIVE) oraz zapewnił udział w głównej drabince Roland Garros, bez potrzeby grania w eliminacjach. Po ostatniej piłce meczu nie krył emocji.

    Dziś, można już powiedzieć, że w nagrodę, Majchrzak otrzymał możliwość starcia z mistrzem US Open 2014 w singlu – Marinem Ciliciem. Chorwat, który siedem lat temu plasował się nawet na 3. miejscu w rankingu ATP, również nie miał łatwej przeprawy w półfinale. Musiał nawet bronić piłki meczowej w tie-breaku trzeciego seta. Ostatecznie 36-latek przechylił jednak szalę na swoją korzyść w potyczce z Francuzem – Valentinem Royerem. Teoretycznie większa presja przed finałem ciążyła na barkach Cilicia. Tenisista z Bałkanów musiał wygrać z Kamilem, by powrócić do TOP 100 męskiego zestawienia i zagwarantować sobie miejsce w głównej drabince Roland Garros. Polak to zapewnienie już miał, dzięki sukcesowi w półfinale. Zapowiadało się ciekawe widowisko.

    Trzysetowa batalia Majchrzak – Cilić. Znamy triumfatora turnieju ATP Challenger 100 w Madrycie

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu naszego tenisisty. Kamil bez większych problemów utrzymał podanie, później to samo uczynił Marin. Pierwsze większe emocje zrodziły się w czwartym gemie. Wówczas Polak wymusił błąd na Chorwacie i doszło do dwóch break pointów dla 29-latka. Już przy pierwszej okazji Cilić posłał piłkę w siatkę i doszło do pierwszego przełamania w meczu. Po chwili nasz reprezentant w pewnym stylu potwierdził przewagę, wychodząc na 4:1. Ciekawie układała się także sytuacja podczas szóstego rozdania. Zaczęło się od 30-0 dla Majchrzaka, potem była równowaga. Gdy mistrzowi US Open 2014 brakowało serwisu, Kamil natychmiast z tego korzystał. W kluczowym momencie Cilić wspomógł się jednak dobrym podaniem i dorzucił drugie “oczko” na swoje konto.

    W siódmym gemie Chorwat załapał się na grę przy serwisie Majchrzaka, doprowadził do równowagi. Ostatnie dwa punkty trafiły na konto naszego reprezentanta, który dzięki temu powrócił do trzech “oczek” przewagi. Do końca seta obaj utrzymali już własne podania. Ostatecznie nasz reprezentant triumfował w premierowej odsłonie 6:3.

    Druga partia mogła rozpocząć się znakomicie z perspektywy Kamila. Już na “dzień dobry” miał w sumie dwie okazje na przełamanie. Mistrz US Open 2014 zdołał jednak wydostać się z tarapatów i objął prowadzenie. W następnych minutach Chorwat rozkręcił się i doczekał się swoich pierwszych szans na breaka. Tym razem to Majchrzak dwukrotnie oddalił zagrożenie i wyrównał na 2:2. Także piąte rozdanie przyniosło sporo emocji, znów obserwowaliśmy stan równowagi. Końcówka została jednak rozstrzygnięta na korzyść Cilicia, przez co to 36-latek ponownie znalazł się z przodu w drugiej odsłonie.

    Decydujące fragmenty drugiego seta należały do Chorwata. Przy prowadzeniu 5:4 wywarł presję na serwującym Polaku. Wypracował sobie dwa break pointy, stanowiące od razu szanse na zamknięcie partii. Już przy pierwszym nasz reprezentant popełnił niewymuszony błąd, posyłając piłkę w korytarzy deblowy. Rezultat 6:4 z perspektywy Marina oznaczał, że o losach tytułu zdecyduje trzecia odsłona pojedynku.

    Emocji nie brakowało także od początku decydującej partii. W trzecim gemie 29-latek wyszedł na prowadzenie 40-0 przy serwisie przeciwnika, a to oznaczało trzy szanse na przełamanie. Cilić w znakomitym stylu wyszedł z opresji, ale po chwili pojawiła się jeszcze jedna okazja dla Majchrzaka. Także i tym razem Chorwat oddalił zagrożenie i wyszedł na prowadzenie 2:1. W następnych minutach w tarapatach znalazł się Kamil. Musiał bronić w sumie dwóch break pointów na 3:1, ale na szczęście zrobił to skutecznie i doprowadził do wyrównania na 2:2. Przy stanie 3:2 dla 36-latka, doszło do przerwy z powodu opadów deszczu. W pewnym momencie kort zamienił się w jedną wielką kałużę.

    Zawodnicy wrócili na arenę dopiero po trzech godzinach. Grę od serwisu wznowił Kamil. Nasz reprezentant rozpoczął niewiarygodnie, od siedmiu punktów z rzędu. To oznaczało trzy break pointy w siódmym gemie po rewelacyjnym returnie. Pierwsze dwie okazje obronił Cilić, ale przy trzeciej Chorwat popełnił błąd i to dało przełamanie Majchrzakowi. Po chwili Marin zerwał się do walki, doprowadził do stanu równowagi przy podaniu Polaka. Ostatnie dwa punkty powędrowały jednak do 29-latka i zrobiło się 5:3.Zawodnik pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego utrzymał już przewagę do samego końca. Ostatecznie wygrał spotkanie 6:3, 4:6, 6:4 i zdobył tytuł rangi ATP Challenger 100 w Madrycie. Dzięki temu zwycięstwo podskoczy jeszcze w rankingu.

    W zestawieniu LIVE plasuje się już na 91. miejscu.Dokładny zapis relacji z meczu Kamil Majchrzak – Marin Cilić jest dostępny TUTAJ.