Category: Home

  • NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z most

    Do zabawnej sytuacji doszło tuż przed rozpoczęciem wywiadu Igi Świątek ze stacją Canal+ po zwycięstwie w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza najlepsza zawodniczka, nie zdając sobie sprawy, że jest już na antenie, zażartowała w kierunku kanału sportowego.

    Co? Zaczęliście pokazywać już jakąś piłkę nożną pewnie? — stwierdziła rozbawiona Iga Świątek dosłownie chwilę przed rozpoczęciem rozmowy z Paulą Kanią-Choduń. Wiceliderka WTA była przekonana, że wywiad nie będzie nadawany na żywo zaraz po zwycięstwie nad Janą Fett 6:2, 6:2. Okazało się, że obie panie nie zdawały sobie sprawy, że transmisja już trwa. Dopiero kilka sekund później oficjalnie rozpoczęła się rozmowa.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Świątek została również zapytana, czy zamierza oglądać mecz swoich potencjalnych rywalek w kolejnej rundzie. Polka może zmierzyć się z Jeleną Ostapenko lub Emmą Navarro. — Myślę, że obejrzę trochę tego meczu, bo w Stuttgarcie mam nieco więcej czasu. Fajnie będzie samemu wyciągnąć jakieś wnioski. Natomiast to, co powie mi Wim, będzie zapewne bardziej trafne, bo ma lepsze oko do tego niż ja — powiedziała z uśmiechem.

    Paula Kania-Choduń zwróciła także uwagę na strój Igi. Zapytała, czy miała wpływ na jego krój. — Tak, chociaż ta sukienka to nie jest nic nowego, bo miałam okazję zagrać w niej bodajże w Warszawie w 2023 roku. Chciałam do niej wrócić, bo jest bardzo elegancka, a rzadko wybieram cały czarny strój, gdyż w większości miejsc, gdzie odbywają się turnieje, jest po prostu zbyt gorąco. Ale tutaj, w hali, uznałam, że to idealne połączenie — przyznała.

  • Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Od pewnego czasu mogliśmy obserwować pewną strzelecką niemoc Ewy Pajor. Nie dotyczyła ona oczywiście reprezentacji Polski, w której barwach nie tak dawno temu 28-letnia napastniczka ustrzeliła dwie bramki przeciwko Bośniaczkom. Niestety w hiszpańskiej Barcelonie jej wynik od niemal miesiąca nie uległ zmianie. Na przełamanie nieszczęśliwej passy Pajor musiała poczekać do spotkania z Sevillą, w którego pierwszej połowie popisała się ona dubletem.

    16 kwietnia byliśmy świadkami meczu 26. kolejki żeńskiej La Ligi, w którym to FC Barcelona podejmowała na własnym boisku Sevillę. Przed pierwszym gwizdkiem sędzi drużyna Ewy Pajor znajdowała się na fotelu lidera hiszpańskiej ekstraklasy, mając na swoim koncie o 4 “oczka” więcej, niż żeńska drużyna Realu Madryt. Niestety mimo świetnych rezultatów “Blaugrany”, sama Pajor nie może uznać minionych tygodni za zbytnio udane. Jej ostatnie – aż do 16 kwietnia – klubowe trafienie do siatki przeciwniczek miało miejsce dokładnie 12 marca, kiedy to w starciu damskiego Pucharu Króla, dwukrotnie zmieściła ona piłkę w bramce wspomnianego wyżej Realu.

    Od tego czasu jej piłkarski celownik niestety dość mocno się rozregulował, czego efektem był całkowity brak goli w aż sześciu kolejnych spotkaniach w barwach “Dumy Katalonii”. Co prawda pozycja Polki w tabeli królowej strzelczyń ciągle była zabezpieczona przez czteropunktową przewagę, którą posiadała nad Edną Imade, lecz przedłużający się impas mógł stanowić podłoże do pewnych niepokoi względem formy 28-latki.

    Pajor nie dała szans rywalką. Pierwsza połowa pod dyktando Polki

    Mecz z Sevillą, rozgrywany przed własną publicznością, był świetną okazją dla Pajor, która szukała przełamania strzeleckiej niemocy. Od samego początku piłkarki “Blaugrany” mocno zdominowały swoje rywalki, nie pozwalając im wyjść z własnej połowy przez dłuższą część tej odsłony meczu. Jedną z gwiazd “Blaugrany”, która błyszczała tego dnia najjaśniej, była właśnie Ewa Pajor. Polska napastniczka kilkukrotnie była bliska otwarcia wyniku i w końcu ta sztuka udała jej się w 25. minucie, kiedy po podaniu Claudie Piny, Polka pokonała bramkarkę rywali z bliskiej odległości. Tym sposobem przełamała także niechlubną passę spotkań bez zdobyczy bramkowej.

    https://x.com/Maanuf96/status/1912561074366280084

    Ewidentnie trafienie zdjęło przysłowiowy kamień z serca Pajor, która nie zamierzała zwalniać tempa. Niespełna 9 minut później Polka ponownie znalazła się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Tym razem strzał oddała Fridolina Rolfo, lecz został on sparowany przez bramkarkę Sevilli. Na jej nieszczęście futbolówka wylądowała prosto pod nogami Pajor, która nie mogła pomylić się w tej sytuacji. Strzał na pustą bramkę podwyższył prowadzenie piłkarek Barcelony, które nie zostawiały rywalkom zbyt wiele przestrzeni. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem tej połowy meczu piłkarki Sevilli zdołały jednak zapisać na swoim koncie trafienie kontaktowe, a to za sprawą fatalnego błędu bramkarki “Dumy Katalonii” Cata Coll.

    https://x.com/FutFemHiszpania/status/1912567142190633419

    Niestety Polka nie miała zbyt wiele czasu, aby powiększyć swój dorobek bramkowy, bowiem decyzją trenera Pere Romeu, opuściła ona boisko w 66. minucie meczu. Taka decyzja podyktowana była chęcią oszczędzania Pajor, która jest niezwykle ważnym elementem składu Barcelony, walczącej w tym sezonie o potrójną koronę. Ostatecznie “Duma Katalonii”, wedle wszelkich przewidywań, zwyciężyła to starcie wynikiem 5:1 po trafieniach Vicky Lopez, Alby Cano oraz Aitany Bonmati. Największą gwiazdą tego meczu była jednak bezdyskusyjnie Pajor, dla której gole w starciu z Sevillą były 18. i 19. trafieniem w obecnym sezonie damskiej La Liga.

     

  • Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świąte

    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie po ograniu Chorwatki Jany Fett 6:2, 6:2. Dziennikarze, którzy skomentowali to starcie w mediach społecznościowych, wyczekują już trudniejszych spotkań niż to.

    “Bardzo pewne wejście na mączkę Igi Świątek. 6:2, 6:2 z Janą Fett w 1h16′. Rywalka z drugiej setki, ale było czuć, że Iga jest pozytywnie nastawiona. Czekamy na sobotni ćwierćfinał z Navarro lub Ostapenko” – napisał Rafał Smoliński z WP SportoweFakty.

    “Iga Świątek w ćwierćfinale Porsche Tennis! Dobre wejście w sezon na kortach ziemnych, dominujący forehand i poza małym przestojem na początku 2 seta i lekkim brakiem rytmu z backhandu w tej fazie meczu, obiecująca dyspozycja, szczególnie, że później backhand zaczął funkcjonować. Była próba zagrania skrótu, niestety nieudana, ale oby błąd nie wpłynął na to, że kolejny skrót pojawi się za pół roku. Jest chwila na trening i jutro wieczorem przekonamy się czy będzie kolejny mecz z Ostapenko czy też Navarro, spotkanie z lepszą z tej dwójki odbędzie się w sobotę!” – podsumował szczegółowo profil Sofa Sportowa, prowadzony przez byłych tenisistów Michała Dembka i Agatę Bachanek.

    “Świetne wejście Polek w WTA Stuttgart. Fręch w 1/8, a Świątek już w 1/4. Tyle że tam poprzeczka mocno w górę – Magda v. Pegula, a Iga v. Ostapienko (!) lub Navarro. Liczymy na pomocną dłoń mączki” – brzmi wpis Roberta Sitnickiego z Canal+ Sport.

    “Iga Świątek zaczyna turniej w Stuttgarcie zgodnie z planem (6:2, 6:2 z Fett), to teraz poproszę o mecz z Jeleną Ostapenko. Chciałbym na jej tle zobaczyć, jaka jest forma (też mentalna) Igi” – przyznał Łukasz Jachim.

    “6:2 6:2 Iga Świątek. Mecz bez historii i pod kontrolą Polki. Do tego bardzo dobra reakcja na słabszy początek drugiego seta (spowodowany w dużej mierze chwilową ‘zapaścią’ Świątek), czyli wygranie sześciu gemów z rzędu. Ćwierćfinał to będzie inna historia” – ocenił dziennikarz Daniel Topczewski.

    “Co wiemy po meczu z Janą Fett? Że na odpowiedź na pytanie ‘Czy Iga Świątek odbuduje się na kortach ziemnych?’ przyjdzie nam jeszcze poczekać” – stwierdziła Agnieszka Niedziałek ze sport.pl.

  • Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    FC Barcelona z dużą łatwością poradziła sobie z Sevillą w 26. kolejce ligi hiszpańskiej. Dowód? Wygrana 5:1. I duża w tym zasługa Ewy Pajor, jednej z bohaterek spotkania. Już w pierwszej połowie ustrzeliła dublet, ale na tym zatrzymywać się nie zamierzała. Szukała hat-tricka. Czy udało jej się go zdobyć?

     

    Poprzednie spotkanie ligowe Ewa Pajor rozpoczęła na ławce rezerwowych. Trener dał jej odpocząć po dość wymagających meczach w reprezentacji Polski. Na murawie pojawiła się dopiero w 61. minucie, kiedy było już pozamiatane. Wówczas FC Barcelona prowadziła z Atletico Madryt aż 4:0. Ostatecznie starcie zakończyło się wynikiem 6:0, ale naszej rodaczce bramki zdobyć się nie udało. To niepowodzenie powetowała sobie w środowym spotkaniu.

     

    Kapitalna pierwsza połowa Ewy Pajor. Dwa trafienia w dziewięć minut

     

    Tego dnia Barcelona mierzyła się z Sevillą. Tym razem Polka nie odpoczywała, a pojawiła się w wyjściowym składzie. I już od początku pozostawała aktywna. Podłączała się pod akcje ofensywne, sama je kreowała, aż w końcu trafiła do siatki. W 25. minucie znakomite podanie w pole karne posłała Claudia Pina, a tam wbiegała już Pajor, która dostawiła nogę i wbiła piłkę do siatki. Po chwili utonęła w objęciach koleżanek.

     

    Poczynania piłkarek z trybun śledził Lamine Yamal, który skorzystał z czasu wolnego i dopingował kobiecą drużynę Barcelony. Głównie mógł podziwiać talent i popisy byłej zawodniczki Medyka Konin, która na jednym trafieniu zatrzymywać się nie zamierzała. Efekt? Kolejne trafienie. Tym razem dobiła strzał jednej z koleżanek. Gol padł w 34. minucie. Było to dla niej 35. trafienie w tym sezonie.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1912559238108369209

    Mimo wszystko piłkarki Barcelony schodziły na przerwę w nie najlepszych humorach, choć różnica w strzałach (17 do 1) czy posiadaniu piłki (75 do 25) była wręcz gigantyczna. Bramkę “do szatni” zdobyła jednak Fatoumata Kanteh Cham, po koszmarnym błędzie bramkarki Katalonek.

    Barcelona z wysokim zwycięstwem, ale Pajor bez hat-tricka

    Pajor dążyła nie tylko do tego, by pomóc drużynie odnieść zwycięstwo, ale i ustrzelić hat-tricka. Na początku drugiej połowy Barcelona podwyższyła prowadzenie, ale autorką trafienia nie była Polka, a Vicky Lopez. Była to niemal identyczna bramka, jak drugi gol Pajor. W 56. minucie Katalonki podwyższyły. Znów nasza rodaczka była blisko akcji, ale to nie ona trafiła do siatki, a Alba Cano. Polka zostawiła piłkę koleżance, bo była na minimalnym spalonym.

    I finalnie Pajor hat-tricka ustrzelić się nie udało. W 66. minucie trener posadził ją na ławce rezerwowych. – Wykonała swoją pracę. Dobra decyzja – podkreślała komentatorka TVP Sport. Ostatecznie wynik spotkania w 88. minucie ustaliła Aitana Bonmati.

    FC Barcelona – Sevilla 5:1

    Dzięki temu zwycięstwu piłkarki Barcelony umocniły się na pozycji liderek. Po 26 kolejkach mają 72 punkty na koncie. O siedem “oczek” wyprzedzają piłkarki Realu Madryt, ale przeciwniczki mają jeden mecz rozegrany mniej. A co z Sevillą? Pozostała na 9. lokacie – 31 punktów.

     

  • Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Hit w Hiszpanii. Ewa Pajor bohaterką już przed przerwą

    Ewa Pajor była największą bohaterką pierwszej połowy meczu FC Barcelony z Sevillą. “Duma Katalonii” prowadziła do przerwy 2:1, a reprezentantka Polski dwa razy wpisała się na listę strzelczyń.

     

    Kobieca drużyna FC Barcelony walczy o zdobycie mistrzostwa Hiszpanii. “Blaugrana” jest liderem tabeli, ale jej przewaga nad Realem Madryt jest na tyle niewielka, że zespół nie może pozwolić sobie na wpadki.

     

    W środowym meczu piłkarki z Katalonii mierzyły się z Sevillą, która jest drużyną środka ligowej stawki. Gospodynie tego spotkania w pierwszej połowie osiągnęły bardzo dużą przewagę i udokumentowały ją zdobyciem dwóch bramek.

     

    Autorką obu tych trafień była Ewa Pajor. Reprezentantka Polski w 25. minucie rywalizacji wykończyła bardzo składną akcję zespołu. Z bliska umieściła piłkę w siatce po dobrym dośrodkowaniu Claudii Piny.

     

    Dziewięć minut później zawodniczka Barcelony raz jeszcze pokazała swój strzelecki instynkt. Mocne uderzenie w kierunku bramki Sevilli oddała Fridolina Rolfo, a piłkę odbiła bramkarka.

     

    Na futbolówkę już czekała Pajor i pozostało jej tylko dopełnić formalności. “Duma Katalonii” po zmianie stron nie zamierzała zwalniać tempa. Gola na 3:1 strzeliła Vicky Lopez, a autorką kolejnej bramki była Alba Cano.

  • Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Iga Świątek u boku Rosjanki w Stuttgarcie. Ukraińcy oburzeni, padła prośba

    Od pewnego zwycięstwa nad Janą Fett Iga Świątek rozpoczęła swoją tegoroczną przygodę z turniejem WTA 500 w Stuttgarcie. Polka, zanim zmierzyła się z Chorwatką, wzięła udział w kilku sesjach treningowych. Zaledwie parę dni temu raszynianka kort dzieliła z Mirrą Andriejewą. Sparing z Rosjanką szybko został zauważony w Ukrainie. Reakcja naszych wschodnich sąsiadów nie była pozytywna. Teraz o krok dalej poszedł jeden z dziennikarzy. Ma on prośbę do 23-latki.

     

    W połowie kwietnia Iga Świątek wreszcie rozpoczęła ulubioną część tenisowego sezonu. Korty twarde zostały zastąpione przez ziemne, na których raszynianka momentami jest wręcz nie do zatrzymania. Kolejny na to dowód otrzymaliśmy w Stuttgarcie. Podopieczna Wima Fissette’a na dzień dobry nie dała większych szans Janie Fett. Chorwatka w całym pojedynku urwała naszej rodaczce zaledwie cztery gemy.

     

    Wiceliderka rankingu WTA na niemieckiej ziemi znajduje się od kilku dobrych dni. I nie nudzi się, ponieważ spotkanie drugiej rundy poprzedziły treningi. W mediach głośno zrobiło się choćby o sparingu Polki z Mirrą Andriejewą. Wieści o wspólnej gierce szybko dotarły między innymi do Ukrainy. Obywatele tego kraju nie byli zadowoleni z postawy 23-latki. “Kompromitacja” – dobitnie napisał nawet “sport24.ua”.

     

    Ukraińcy zobaczyli starcie Świątek z Andriejewą i nie wytrzymali. Chcą jasnej deklaracji

     

    Wywiadu na łamach “WP SportoweFakty” udzielił dodatkowo Daniił Agarkow, dziennikarz zza naszej wschodniej granicy. On także nie czuł się szczęśliwy, gdy zobaczył obrazki ze Stuttgartu. “Jest to jednak bardzo przykre, że Iga Świątek trochę zmieniła się pod względem wsparcia dla Ukrainy. O ile na początku bardzo docenialiśmy jej gesty, choćby zakładaną wstążkę w barwach kraju napadniętego przez Rosję i potem zrozumieliśmy jej wyjaśnienia, dlaczego przestała to robić, teraz jej działania są trochę niejasne” – oznajmił.

     

    Żurnalista następnie skierował nieśmiałą prośbę do drugiej rakiety globu. “Iga Świątek jest światową gwiazdą, wszyscy znają jej nazwisko. A ona zawsze mogła liczyć na wsparcie z Ukrainy, wszyscy jej kibicowali, zwłaszcza w pojedynkach z Aryną Sabalenką. Byłoby naprawdę pomocne, gdyby zajęła jasne stanowisko ws. Rosji. Nie wiemy teraz, czy zmieniła zdanie czy po prostu przestała przywiązywać do tego większą wagę” – zakończył Daniił Agarkow.

     

    Na razie Polka musi skupić się przede wszystkim na sporcie. W ćwierćfinale raszynianka zmierzy się z Emmą Navarro lub Jeleną Ostapenko. Tekstowa relacja na żywo z najbliższego spotkania podopiecznej Wima Fissette’a w Interia Sport.

     

  • Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Totalna demolka w 1. secie, a potem zwrot. Świątek wróciła na mączkę

    Skazywana na pożarcie Jana Fett kilka razy próbowała pokazać pazur, ale było to zdecydowanie za mało, by sprawić jakikolwiek większy problem Idze Świątek w 2. rundzie w Stuttgarcie. Polska tenisistka pokonała chorwacką kwalifikantkę 6:2, 6:2. Ale sprawdziły się też przedmeczowe ostrzeżenia faworytki co do jej własnej formy, czego potwierdzeniem była sytuacja z 50. minuty.

     

    Chyba jeszcze nigdy Iga Świątek nie przystępowała z tak dużą presją do rywalizacji na kortach ziemnych jak teraz. Bo nie dość, że ma do obrony mnóstwo punktów za ubiegłoroczne sukcesy, to dodatkowo wszyscy czekają na odpowiedź na pytanie, czy wiceliderka światowego rankingu odbuduje się na ulubionej nawierzchni. Na tę odpowiedź trzeba będzie jeszcze poczekać.

     

    Fett to nie Eala. Świątek ostrzegała przed meczem

     

    Polka wróciła do rywalizacji dokładnie trzy tygodnie po bolesnej i sensacyjnej przegranej ze 140. na światowej liście Alexandrą Ealą z Filipin w ćwierćfinale w Miami. Była to nie tylko pierwsza od czterech lat porażka triumfatorki pięciu turniejów wielkoszlemowych z rywalką spoza Top100, ale także kolejny w tym sezonie mecz pełen nerwów i błędów. Cała nadzieja w tym, że po przejściu na “mączkę” upora się z kryzysem.

     

    Wydawało się niemal pewne, że 153. na liście WTA Jana Fett nie zdoła w Stuttgarcie powtórzyć marcowego wyczynu Eali. Wystarczy przypomnieć, że Chorwatka w jedynym poprzednim pojedynku z Polką – w pierwszej rundzie Wimbledonu 2022 – ugrała zaledwie trzy gemy. Mimo że Świątek największe trudności ma właśnie na trawie, a trzy lata temu była na niej bardzo nerwowa (odpadła w trzeciej rundzie). Owszem, na otwarcie w głównej części rywalizacji w Niemczech zawodniczka z Bałkanów wyeliminowała teraz Donnę Vekić (Polka miała tzw. wolny los), ale trzeba zaznaczyć, że jej znacznie bardziej utytułowana i wyżej notowana rodaczka mocno opadła z sił w trakcie tego pojedynku. W środę zaś Fett zbyt często oddawała punkty po własnych błędach, by mocniej zagrozić faworytce.

     

    Według danych WTA Polka do środy rozegrała na kortach ziemnych dokładnie 100 meczów, z których wygrała 89. Kibice tenisa dobrze wiedzą, że to właśnie “mączka” najlepiej umożliwia 23-latce korzystanie ze swoich atutów i ukrycie słabości. Choć nie jest to zawsze takie pewne.

     

    – To wciąż wyzwanie, ponieważ nie jest tak, że zacznę grać na ziemi i nagle wszystko będzie funkcjonować perfekcyjnie. Po przejściu na tę nawierzchnię wciąż potrzebuję czasu, by się przystosować. Ale bez wątpienia czuję, że jestem we właściwym miejscu. Z odpowiednią ilością pracy i skupienia szybko będę w stanie zacząć grać swój tenis – zaznaczyła Świątek na konferencji prasowej przed turniejem w Stuttgarcie, w których triumfowała w latach 2022-23.

     

    Pierwsze zdanie z pewnością miało potwierdzenie podczas występu przeciwko Fett. Polka jeszcze daleka jest od gry, do której nas przyzwyczaiła na ziemi. Ale też warto pamiętać, że ma za sobą trzytygodniową przerwę, bo zrezygnowała z występu w niedawnych eliminacjach Pucharu Billie Jean King w Radomiu. W pierwszym meczu po przerwie była więc jeszcze “zardzewiała”. A do tego ma za sobą niełatwe pierwsze miesiące tego sezonu, w których nie notowała wielkich wpadek, ale też nie była w stanie wygrać kilku ważnych spotkań.

     

    Rywalka Świątek sypała prezentami. Kibice Polki mogli przecierać oczy ze zdumienia

    Z jednej strony w pierwszym secie środowego pojedynku ani przez chwilę nie mogła się czuć zagrożona, ale też w uzyskaniu przewagi 4:1 pomogła jej rywalka. Chorwatka w drugim gemie popisała się np. początkowo dwoma bardzo dobrymi podaniami, ale w czwartym zapewniła Polce “break pointa” podwójnym błędem. Tak samo było w szóstym, choć tym razem się wybroniła zarówno wtedy, jak i w trzech pozostałych sytuacjach, w których była o krok od drugiej straty podania. Na tym takie prezenty 28-latki z Zagrzebia się nie skończyły – na koniec tego seta również zepsuła oba serwisy.

     

    Gra Świątek w tej partii – obserwowana z boksu przez trenera Wima Fissette’a i trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka (nie było także zwykle towarzyszącej tenisistce psycholożki sportowej Darii Abramowicz) – była zaś dość nierówna. Popisała się za to na koniec siódmego gema sokolim wzrokiem – poprosiła o sprawdzenie śladu i okazało się, że miała rację.

     

    Kibice Polki mogli przecierać oczy ze zdumienia na początku drugiej odsłony. Wówczas po jej błędach i niepewnej grze Fett zaliczyła przełamanie, a następnie – w 50. minucie spotkania – wyszła na prowadzenie 2:0. Na tym jednak skończyło się jej święto. Świątek się przebudziła, a Chorwatka znów zaczęła popełniać seryjnie błędy. Efekt mógł być tylko jeden. Na plus w tym spotkaniu wyróżnić należy przede wszystkim skuteczność 23-latki po pierwszym podaniu, którawyniosła aż 81 procent.

    Ćwierćfinałową rywalkę Polka pozna dopiero w czwartek. Wówczas dojdzie do spotkania nazywanej koszmarem Polki Łotyszki Jeleny Ostapenko (24. WTA) z Amerykanką Emmą Navarro (11.).

  • Kolejny dublet Ewy Pajor! [WIDEO]

    Kolejny dublet Ewy Pajor! [WIDEO]

    Kolejny dublet Ewy Pajor! [WIDEO]

    Polka śrubuje znów doskonały strzelecki wynik w tym sezonie ligi hiszpańskiej. Tym razem ustrzeliła dublet.

     

    Reprezentantka Polski zdobyła dwie bramki podczas konfrontacji Barcelony z Sevillą. Oba trafienia ustrzeliła jeszcze w trakcie pierwszej połowy. Zakończyła się ona wynikiem 2:1 dla ekipy Pajor.

    https://x.com/sport_tvppl/status/1912566331607584842?t=xhWRpkxT1kSGJhLFBspxGw&s=19

    Po zmianie stron Duma Katalonii zdołała podwyższyć prowadzenie i zdecydowanie przejąć kontrolę nad spotkaniem. Na listę strzelców wpisały się również Vicky Lopez oraz Alba Cano.

     

    Po 80 minutach gry Blaugrana prowadzi 4:1. Ewa Pajor opuściła murawę w 66. minucie spotkania. Zastąpiła ją Caroline Graham Hansen. Poniżej obie bramki kapitan naszej kadrykobiet. 

     

  • Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Magdalena Fręch pokonała mistrzynię olimpijską po 192 minutach gry. Thriller w Stuttgarcie

    Środa przyniosła nam polskie emocje na turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Zanim na korcie pojawi się Iga Świątek, swój mecz rozegrała już Magdalena Fręch. Zawodniczka pochodząca z Łodzi walczyła o awans do drugiej rundy i możliwość potyczki z Jessicą Pegulą. Przeciwniczką naszej reprezentantki w dzisiejszym pojedynku była Sara Errani. Po ponad trzygodzinnej, niezwykle zaciętej batalii, lepsza okazała się 27-latka. Ostatecznie 28. tenisistka rankingu pokonała mistrzynię olimpijską z Paryża w grze podwójnej 7:5, 4:6, 7:6(5).

     

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie to pierwszy start dla Magdaleny Fręch od… niemal miesiąca. Swój ostatni pojedynek rozegrała 20 marca, podczas tysięcznika w Miami. Odpadła tam już w pierwszej rundzie, po dwusetowym w starciu z Eleną-Gabrielą Ruse. Dla 27-latki była to już piąta porażka z rzędu. Nie najlepiej prezentował się także całoroczny bilans spotkań naszej reprezentantki, który wynosił 3-9. Na dodatek po zmaganiach na Florydzie przytrafiły się problemy z prawym nadgarstkiem. Z powodu kontuzji nie zagrała w Charleston i zrezygnowała z występu podczas BJK Cup w Radomiu.

     

    Na szczęście Fręch zażegnała kłopot i mogła się pojawić w Stuttgarcie. Z racji swojej pozycji w rankingu, Polka załapała się bezpośrednio do głównej drabinki imprezy. Podczas niedzielnego losowania okazało się, że pierwszą rywalką Magdaleny ma być Rebecca Sramkova. Dzień później reprezentantka Słowacji wycofała się jednak z rywalizacji z powodu kontuzji łokcia. W związku z tym 27-latka trafiła na szczęśliwą przegraną z eliminacji. Okazała się nią Sara Errani.

     

    Doświadczona tenisistka z Italii, mistrzyni olimpijska z Paryża w grze podwójnej, uległa w decydującej rundzie kwalifikacji Weronice Kudiermietowej. Uśmiechnął się jednak do niej los i dzięki temu mogła powalczyć w głównej singlowej rywalizacji. Wyraźną faworytką pojedynku była jednak Magdalena, plasująca się 28. miejscu w rankingu WTA (o 124 lokaty wyżej od przeciwniczki). Nasza zawodniczka stanęła przed znakomitą szansą, by przełamać złą passę i odnieść swoje pierwsze zwycięstwo od ponad dwóch miesięcy. Tym bardziej, że dla Sary był to dopiero pierwszy występ w głównej drabince singlowych zmagań w tym sezonie.

     

    WTA Stuttgart: Trzysetowe starcie Fręch z Errani. Znamy rywalkę Peguli w drugiej rundzie

     

    Fręch mogła rozpocząć od bardzo pewnie utrzymanego podania, do zera. Przegrała jednak trzy akcje z rzędu i doszło do równowagi. Na szczęście końcówka rozdania potoczyła się po myśli Polki, która tym samym objęła prowadzenie. Errani popełniała sporo błędów, często niewielkich. Powodowały jednak one, że większość akcji trafiała na konto Magdaleny. Nasza reprezentantka prezentowała się solidnie i w pewnym momencie miała break pointa na… 4:0. W końcówce gema 27-latka zrobiła jednak kilka błędów i finalnie Sara zgarnęła swoje premierowe “oczko”.

     

    Od tej chwili pojedynek znacznie się wyrównał. Włoszka zdołała podwyższyć poziom swojej gry i Fręch nie miała już tak łatwo. Gemy przy serwisie Polki były rozgrywane na przewagi. Na szczęście 28. tenisistka rankingu nie dopuszczała do break pointów i dokładała kolejne zdobycze, dzięki czemu wyszła na 5:2. Sytuacja uległa zmianie w trakcie dziewiątego rozdania, gdy nasza reprezentantka podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Tenisistka z Italii wywarła nieco większą presję, pojawiły się też błędy po stronie Magdaleny. Errani odrobiła stratę breaka, a po chwili w łatwy sposób wyrównała na 5:5.

     

    Magdalena bardzo źle weszła w drugą część starcia. W pewnym momencie Errani miała piłkę na 3:0, z podwójnym breakiem. Co się nie udało mistrzyni olimpijskiej z Paryża w trzecim gemie, dokonało się w piątym. Włoszka przejęła inicjatywę na korcie i po sześciu rozdaniach objęła prowadzenie 5:1. Wówczas Polka zerwała się do walki. Najpierw utrzymała serwis, a później obroniła setbola w ósmym gemie i odrobiła stratę jednego przełamania.

     

    Kolejne dwie okazje na zamknięcie odsłony zostały zniwelowane przy podaniu Magdaleny. Reprezentantka Italii nie dopuściła jednak do całkowitego zniwelowania przewagi. Ostatecznie triumfowała w drugim secie 6:4, utrzymując na koniec swój serwis do 15. Po zakończonej partii 27-latka poprosiła o przerwę medyczną. Problem dotyczył prawej nogi, a interwencja fizjo została udzielona na korcie.

     

    Pierwszy gem trzeciej partii wlał nadzieję na lepszy fragment w wykonaniu Fręch. Na starcie utrzymała własne podanie do zera. W kolejnych minutach wynik znów zaczął jednak uciekać Polce. W trakcie trzeciego rozdania doszło do przełamania po bardzo prostym błędzie naszej tenisistki. Po chwili Magdalena mogła natychmiast odrobić stratę, ale nie zdołała wykorzystać żadnego z dwóch break pointów. Ostatnie cztery punkty trafiły na konto Errani i tym samym zrobiło się 3:1 dla Włoszki. Dwa gemy później powtórzyła się sytuacja. Polka znów prowadziła 40-15, ale ponownie to tenisistka z Italii dołożyła “oczko”.

     

    Przełom nadszedł w ósmym gemie. Znów pojawiły się szanse na przełamanie. Przy drugiej Fręch posłała piłkę w samą linię. Włoszka była kompletnie zaskoczona nie zdołała odegrać na drugą stronę. Następnie 28. rakieta świata utrzymała swoje podanie i wyszła na prowadzenie 5:4, przerzucając presję na stronę przeciwniczki. Sara doprowadziła do wyrównania, a w trakcie jedenastego rozdania korzystała na błędach Polki. Zrobiło się 0-40 przy serwisie naszej reprezentantki. Magdalena wygrała następne trzy akcje i doprowadziła do stanu równowagi. Końcówka gema potoczyła się jednak po myśli Errani. Przy stanie 6:5 mistrzyni olimpijska z Paryża w deblu serwowała po awans do drugiej rundy.

     

    To jednak nie był koniec emocji. Niemająca nic do stracenia Polka ruszyła do ataku i rozegrała kilka świetnych akcji. Przełamała do zera i doprowadziła do rozstrzygającego tie-breaka. Początek rozgrywki układał się po myśli serwujących zawodniczek. Pierwszy mini break pojawił się dopiero w piątym punkcie i stał się udziałem Errani. Włoszka zbudowała przewagę, w pewnym momencie zrobiło się już 5-2. Mimo bardzo niekorzystnej sytuacji, Fręch nie poddawała się i odwróciła losy tie-breaka. Wygrała pięć ostatnich punktów i triumfowała w całym pojedynku 7:5, 4:6, 7:6(5) po 192 minutach gry. W czwartek powalczy o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie z Jessicą Pegulą.

     

  • Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazała

    Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazała

    Świątek wygrała luksusowe Porsche. Oto komu je przekazał

     

    Iga Świątek za kilka dni może powiększyć kolekcję swoich samochodów. W przeszłości głośno było o geście wobec ojca, który dzięki niej stał się posiadaczem luksusowego auta.

     

    W dniach 14-20 kwietnia tego roku rozegrana zostanie 48. odsłona turnieju Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Iga Świątek już czeka na swój pierwszy mecz, ale jeszcze nie zna swojej pierwszej przeciwniczki.

     

    Polka bardzo lubi zmagania na niemieckich kortach. Już dwukrotnie triumfowała w poprzednich edycjach. W nagrodę ze Stuttgartu wyjechała z dwoma najnowszymi modelami Porsche, które przygotowywane są dla zwyciężczyń zawodów.

     

    W 2022 roku Świątek otrzymała Porsche Taycan Turbo S Cross Turismo, którego obecna wartość przekracza 800 tysięcy złotych. W kolejnej edycji wróciła z modelem Porsche Taycan S Sport Turismo – jego najbardziej ekskluzywna wersja również wyceniana jest na podobną kwotę. Ten drugi samochód jednak oddała swojemu ojcu, Tomaszowi Świątkowi.

     

    O tym geście opowiedziała zaraz po zakończeniu zeszłorocznych rozgrywek. – Tata będzie decydował o kolorze auta, bo to będzie dla niego! Zastanawia się nad granatowym, ale moim zdaniem ten kolor jest zbyt nudny. Mógłby postawić na coś bardziej szalonego, bo nie wiadomo, czy jeszcze kiedyś nadarzy się taka okazja – powiedziała przed kamerami Canal Plus.

     

    W tym roku znowu główną nagrodą będzie samochód marki Porsche. Tym razem na zwyciężczynię czeka model Porsche Macan Turbo. Wyceniany jest na około 569 tys. złotych.