Category: Celebrities

  • Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata!

    Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata!

    Kapitalny pokaz boksu. Szeremeta awansowała do finału Pucharu Świata

     

    Sameenah Toussaint w 2022 roku pokonała Julię Szeremetę. Zemsta była słodka. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża nie dała Angielce żadnych szans w półfinale 40. Turnieju im. Feliksa Stamma, który odbywa się w ramach Pucharu Świata.

     

    – Czekam na rewanż, lubię rewanże, na pewno pokażę się z dobrej strony i moja ręka powędruje do góry – zapewniała Julia Szeremeta w rozmowie z TVP Sport.

     

    Polka rozpoczynała rywalizację w Turnieju im. Feliksa Stamma, który odbywa się w Warszawie jako zawody Pucharu Świata, od półfinału. W nim zmierzyła się z Sameenah Toussaint. Zaprezentowała znakomity boks, rewanżując się Angielce za porażkę sprzed trzech lat.

     

    – Pięknie! O to chodzi! Trafiłaś – słychać było z narożnika Polki w pierwszej rundzie. Szeremeta popisała się kilkoma efektownymi kombinacjami, “częstując” rywalkę soczystymi lewymi.

     

    Kolejne rundy była nieco spokojniejsze, ale także toczyły się pod dyktando Polki. Wicemistrzyni olimpijska zwyciężyła jednogłośną decyzją sędziów.

     

    “Wielkie brawa, pokaz eleganckiego boksu i umiejętność wykorzystania walki z bliska” – ocenił wygraną Szeremety Piotr Jagiełło, komentator TVP Sport.

     

    W walce o złoto w kategorii 57 kg Szeremeta zmierzy się z Khumorabonu Mamajonovą z Uzbekistanu, która pokonała Turczynkę Yildiz Kahraman Esrę.

     

    Finały turnieju na warszawskim Torwarze odbędą się w piątek, 16 maja i będą transmitowane przez TVP Sport.

     

  • Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Oto co może pomóc Idze Świątek. Sensacyjny scenariusz

    Iga Świątek zapewne powoli zaczyna się przygotowywać do jej ulubionego Roland Garros, choć jak mówiła, nie ma za dużych oczekiwań co do występu w Paryżu, gdyż ostatnio na korcie nie jest sobą. Nad przyczynami problemów Polki zastanawiają się i eksperci i kibice, a Dawid Celt wspomniał o czymś, co paradoksalnie mogłoby pomóc byłej wiceliderce rankingu WTA.

     

    Problemy Igi Świątek. Trudny sezon

    Iga Świątek nie ma teraz najlepszego czasu. Raszynianka przegrała walkę o finał w Madrycie z Coco Gauff, a później już po trzeciej rundzie pożegnała się z turniejem w Rzymie, przegrywając z Danielle Collins. Przed Polką jej ulubiony Roland Garros, jednak ona sama nie wydaje się nie wierzyć już w to, że zawojuje Paryż. Sytuacja 23-latki jest trudna, od prawie roku nie wygrała w żadnym turnieju, a teraz Dawid Celt, cytowany przez Sport.pl, powiedział, co jego zdaniem mogłoby jej pomóc. Dodał natomiast, że takiej sytuacji jej nie życzy.

     

    Celt jasno o tym, co dzieje się z Igą Świątek

    “Upieram się, że to jest duże zmęczenie układu nerwowego. Ona jest przebodźcowana. Wiemy, że Iga ma problem ze znalezieniem dystansu, odcięciem się. Nie ma innego wyjścia. Musi sobie znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania” — powiedział Dawid Celt, zaznaczając, że mimo że team Polki mówi o tym, że pracuje nad zmianami, na razie efektów tej pracy nie widać.

     

    To mogłoby pomóc Świątek. Celt o sensacyjnym scenariuszu

    Celt wspomniał jednak o sytuacji, która paradoksalnie mogłaby pomóc Idze Świątek. Mówi o jeszcze większej porażce, tak, żeby łatwiej było jej odbić się od dna…

     

    “To już jest trudny rok i on będzie jeszcze trudniejszy. Chociaż niewykluczone, że będzie taki moment, gdy Iga uderzy mocniej o ziemię, czego jej oczywiście nie życzę, na przykład przegra szybko w Paryżu, co nie jest niemożliwe. Gdyby tak się wydarzyło, to możliwe, że później to wszystko zejdzie z niej, to całe ciśnienie. Może nastąpić wtedy takie odbicie, Iga jest za dobrą tenisistką, by mówić o totalnym załamaniu” — zaznaczył cytowany przez Sport.pl Celt.

  • Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!”

    Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!”

    Wielkoszlemowa mistrzyni nie dowierza w to, co powiedział Fissette. “Koleś, nie!

     

    – Myślę, że przekroczyła już limit zmartwień. Nie jest też prowadzona dobrze, co wpływa na jej tenis – mówi była australijska tenisistka Rennae Stubbs o kryzysie Igi Świątek. Była mistrzyni wielkoszlemowa uderzyła również w trenera Polki – Wima Fissette’a.

     

    Iga Świątek po raz pierwszy w tym sezonie nie doszła minimum do ćwierćfinału turnieju WTA. Już w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie polska tenisistka gładko przegrała z Amerykanką Danielle Collins (WTA 29) 1:6, 5:7, co sprawia, że nie obroni tytułu wywalczonego w stolicy Włoch przed rokiem i straci drugie miejsce w rankingu WTA.

     

    – Nie wiem. Cóż, czułam, że nie byłam obecna na korcie do walki i rywalizacji. Koncentrowałam się na błędach. To mój błąd, nie robię rzeczy tak, jak powinnam. Muszę się skoncentrować na tym, co zawodzi, i spróbować to zmienić – mówiła po spotkaniu z Amerykanką Świątek, która teraz musi się skupić na wielkoszlemowym Roland Garros, gdzie również będzie broniła tytułu i aż 2000 punktów rankingowych.

     

    “Koleś, nie!”. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przejechała się po trenerze Świątek

    – Graj, by wygrać. Energia na każdej piłce – takie słowa miał kierować do polskiej tenisistki jej trener Wim Fissette w trakcie meczu z Collins. Do tego oraz do formy Świątek odniosła się w swoim podcaście była australijska tenisistka Rennae Stubbs, czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w grze podwójnej, która zwróciła uwagę na dwa negatywne aspekty.

     

    – Myślę, że przekroczyła już limit zmartwień. Nie jest też prowadzona dobrze, co wpływa na jej tenis – powiedziała Stubbs, która przejechała się również po Wimie Fissette.

     

    – Słyszałam, jak w pewnym momencie Wim powiedział “Graj, by wygrać”. Koleś, nie! Co ty na to, by dać jej proces myślowy, idź przez środek przy returnie, z pełną mocą. Jeśli przegrasz gema, okej. Potem zaserwuj trochę pierwszych serwisów z kickiem. Odzyskaj rytm na pierwszym serwisie. Coś taktycznego, nie “Graj, by wygrać” – stwierdziła Australijka.

     

    Stubbs dość regularnie wypowiada się na temat Igi Świątek. Po jej porażce z Jeleną Ostapenko w Stuttgarcie wyraziła swoje obawy o stan psychiczny Polki.

     

    – Ona teraz ma to uczucie przerażenia: “Nie wygrywam i to nawet na kortach ziemnych. Co się ze mną dzieje?”. Czy jest obawa? Zdecydowanie, myślę, że jest trochę obaw. Czy ona może odzyskać to i naprawić to wszystko w Madrycie, Rzymie i Francji? Jeśli to się nie uda, to martwię się o jej psychikę w przyszłości, ponieważ jej gra jest tak bardzo oparta na pewności siebie – mówiła wówczas 54-latka.

     

    Do wielkoszlemowego Roland Garros Iga Świątek ma jeszcze niespełna dwa tygodnie, bo turniej w Paryżu startuje 25 maja. Mimo kilkunastu dni wolnego Polka nie planuje zagrać na turnieju WTA 500 w Strasburgu, gdzie zagra choćby Amerykanka Jessica Pegula.

  • Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Jak Ewa Pajor odmieniła Barcelonę: “Góra goli” i niezapomniany dzień 28. urodzin

    Ewa Pajor nigdy nie zapomni swoich 28. urodzin. Sama przyznaje, że był to jeden z najpiękniejszych dni w jej życiu.

    3 grudnia 2024 roku Pajor zdobyła bramkę, która dała Polsce historyczny awans do pierwszego w historii wielkiego turnieju w kobiecej piłce nożnej. W 94. minucie meczu w Wiedniu trafiła do siatki, pieczętując zwycięstwo 2:0 w dwumeczu z Austrią i zapewniając Polsce udział w letnich Mistrzostwach Europy w Szwajcarii.

     

    To musiała być ona. Nikt nie zrobił więcej dla kobiecej piłki nożnej w Polsce. Od poprowadzenia reprezentacji do złota na mistrzostwach Europy U-17 w 2013 roku, przez debiut i bramkę w seniorskiej kadrze w tym samym roku, aż po rekord 64 bramek w 97 meczach – Pajor stała się symbolem i inspiracją dla całego pokolenia młodych piłkarek.

     

    – Ewa to niesamowity wzór do naśladowania dla młodych zawodniczek w Polsce – powiedziała trenerka reprezentacji Polski Nina Patalon w rozmowie z ESPN. – Jej droga od piłki amatorskiej do bycia czołową napastniczką Barcelony to prawdziwa inspiracja. Dziewczynki, które wcześniej bały się marzyć o karierze piłkarskiej, teraz widzą, że to realna droga.

     

    Jeszcze bardziej imponująca jest jej kariera klubowa. Zadebiutowała w Medyku Konin jako 15-latka (oczywiście zdobywając bramkę), a następnie przeniosła się do niemieckiego Wolfsburga, gdzie zdobyła 135 goli w 196 występach i czterokrotnie grała w finale Ligi Mistrzyń. Latem 2024 roku dołączyła do Barcelony, aktualnych mistrzyń Europy.

     

    Od tamtej pory strzela gola za golem. Przed zbliżającym się kluczowym starciem z Realem Madryt na Stadionie Olimpijskim ma na koncie 33 gole w 33 meczach. Zdobyła już pięć hat-tricków, w tym pierwszy w historii kobiecego Klasyku podczas półfinału Pucharu Królowej. A wszystko to w sezonie, który nie był dla Barcelony prosty – nowy trener Pere Romeu zastąpił Jonatana Giráldeza, a klub opuściły takie gwiazdy jak Mariona Caldentey, Lucy Bronze i Keira Walsh.

     

    Mimo to Barça wciąż dominuje: zdobyła Superpuchar Hiszpanii, prowadzi w lidze, jest blisko półfinału Ligi Mistrzyń i gra w finale Pucharu Królowej. Były jednak momenty niepewności – porażka z Manchesterem City w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, domowa przegrana z Levante (pierwsza od 2019 roku), czy trudności ze zdobywaniem bramek. Źródła zbliżone do drużyny przyznają jednak, że zespół ewoluuje i z optymizmem patrzy na końcówkę sezonu – w dużej mierze dzięki obecności naturalnej środkowej napastniczki, jaką jest Pajor.

     

    – Styl gry Barcelony wymaga aktywnego udziału napastników w budowaniu akcji i Ewa świetnie się do tego dostosowała – mówi Patalon. – Udoskonaliła swoje poruszanie się bez piłki, co czyni ją jeszcze groźniejszą. Jej zaangażowanie zawsze było imponujące, ale w Barcelonie osiągnęła nowy poziom.

     

    – Jej transfer odmienił sposób gry Barcelony – powiedział asystent trenera Espanyolu Juan Ignacio Ibarra. – Potrzebowali typowej napastniczki, skutecznej w polu karnym. Przez ostatnie sezony brakowało im takiej zawodniczki. Pina, Mariona czy Salma Paralluelo rotowały na tej pozycji, ale to nie to samo.

     

    – Barça potrzebowała kogoś jak Pajor, by zyskać nowe opcje i przesunąć Salmę na skrzydło. Ten transfer był strzałem w dziesiątkę. Dane mówią same za siebie – strzeliła górę goli i była decydująca.

     

    Pajor lubi grać na granicy spalonego, wykorzystując przestrzeń za plecami obrońców – co nieczęsto się zdarza w meczach Barcelony – ale ma też inne atuty. W meczu z Espanyolem jej zespół przegrywał do 60. minuty, a ona strzeliła wyrównującą bramkę głową po stałym fragmencie gry, co rozpoczęło odwrócenie losów spotkania.

     

    – Przygotowując się do meczu z Barceloną, zwracaliśmy szczególną uwagę na to, jak Pajor porusza się w polu karnym – dodał Ibarra. – Jest świetna w atakowaniu dośrodkowań, zwłaszcza z prawej strony, gdzie gra Hansen. Ich współpraca, jeszcze z czasów Wolfsburga, przynosi efekty. Pajor często uderza z pierwszej piłki.

     

    – Również przy stałych fragmentach gry jest bardzo groźna, mimo że nie wydaje się wysoka. Właśnie w ten sposób zdobyła wyrównującego gola w pierwszym meczu z nami. Dzięki niej Barça może grać z typową dziewiątką, jeśli tego potrzebuje.

     

    – Największe atuty Ewy to szybkość, skuteczność i boiskowa inteligencja – mówi Patalon. – Ma niesamowity instynkt, potrafi zachować zimną krew pod presją i tworzyć sytuacje z niczego.

     

    Pajor wpisuje się też w coraz silniejszą polską reprezentację w barwach Barcelony. Ona przewodzi strzelczyniom w drużynie kobiet, Robert Lewandowski robi to samo u mężczyzn, a Wojciech Szczęsny wrócił z emerytury, by dołączyć do zespołu. Do tego młode talenty jak Emilia Szymczak – “jest na naszym radarze”, mówi Patalon – i Weronika Araśniewicz pukają do drzwi pierwszego zespołu.

     

    Dla takich zawodniczek jak Szymczak i Araśniewicz, obecność Pajor w zespole to nie tylko dowód na to, co jest możliwe, ale też lekcja ciężkiej pracy. Jej historia to połączenie talentu i determinacji.

     

    W dzieciństwie mierzyła się z typowymi problemami – brak zorganizowanej piłki dla dziewczyn. Pochodzi z wioski liczącej mniej niż 100 mieszkańców, jako jedno z pięciorga rodzeństwa pomagała na gospodarstwie, podziwiała Cristiano Ronaldo i grała z chłopakami, których regularnie ogrywała.

     

    W wieku 11 lat opuściła dom rodzinny i zamieszkała w internacie w Koninie wraz z o rok starszą siostrą Pauliną, rozpoczynając treningi w Medyku Konin. Jej pierwszą trenerką była… Nina Patalon, wiele lat zanim została selekcjonerką seniorskiej reprezentacji. Pajor płakała przez kilka dni po przeprowadzce, ale wiedziała, że to konieczne.

     

    – Przyszła na trening z piłką rozmiaru 5, która sięgała jej do kolan – wspominała Patalon w rozmowie z TVP. – Była drobna, miała krótkie włosy… trochę wystraszona. Pomyślałam: “Mam nadzieję, że jej nie zrobię krzywdy”. Grała z dziewczynami o dwa lata starszymi, a i tak była od nich lepsza: szybsza, bardziej zwinna, agresywna. Pierwszy raz widziałam taki talent.

     

    Zadebiutowała w ekstralidze w wieku 15 lat i 133 dni – najmłodsza zawodniczka w historii. Potem przyszły sukcesy z kadrą młodzieżową i transfer do Wolfsburga w 2015 roku. To właśnie tam zdiagnozowano u niej poważny problem ze wzrokiem – stożek rogówki. Zwykłe badanie u sponsora klubu, optyka, wykazało, że widzi zaledwie 10% prawym okiem i 30% lewym. Groziła jej nawet utrata wzroku, ale operacja i specjalne soczewki pozwoliły jej kontynuować karierę.

     

    Pajor wracała też po dwóch poważnych kontuzjach kolana, które ograniczyły jej występy w sezonach 2020/21 i 2021/22. W tym czasie postanowiła pracować nad sobą. Rozpoczęła współpracę z psycholożką Darią Abramowicz – tą samą, która opiekuje się Igą Świątek. Zaczęła też jeszcze intensywniej analizować grę największych napastniczek, by doskonalić swój styl.

     

    Efekty były widoczne: w sezonie 2022/23 była królową strzelczyń Ligi Mistrzyń i zajęła 18. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Sezon zakończył się jednak rozczarowaniem – Wolfsburg przegrał finał z Barceloną, mimo pięknego gola Pajor z dystansu.

     

    Do naturalnego talentu dołączyła pracowitość. Jak powiedział trener Wolfsburga Tommy Stroot w 2023 roku: – Rzadko spotyka się zawodniczki, które dają z siebie tyle na każdym treningu. Poziom w naszym klubie jest wysoki, a ona i tak go przekraczała.

     

    A rok 2025 może być jeszcze lepszy. Jeśli Ewa strzeli gola i poprowadzi drużynę do zwycięstwa nad Realem, Barça odskoczy na 10 punktów w lidze, a mistrzostwo Hiszpanii będzie na wyciągnięcie ręki. Ale to trofeum Ligi Mistrzyń pozostaje jej największym marzeniem. Zdobycie go byłoby idealnym wstępem do tego, co czeka ją latem – pierwszego w historii wielkiego turnieju z reprezentacją Polski.

     

  • Celt wyłożył karty na stół ws. Świątek. Widział na własne oczy, co się dzieje

    Celt wyłożył karty na stół ws. Świątek. Widział na własne oczy, co się dzieje

    Celt wyłożył karty na stół ws. Świątek. Widział na własne oczy, co się dzieje

    Nie milkną echa ekspresowego odpadnięcia Igi Świątek z turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka jest w głębokim kryzysie tuż przed swym ulubionym Roland Garros. Mieliśmy nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej, a tymczasem jest dokładnie na odwrót. Ekspert tenisowy i wielokrotny kapitan reprezentacji Polski Dawid Celt stwierdził, że problemy Igi widać jak na dłoni oraz wskazał, co paradoksalnie mogłoby jej pomóc.

     

    Od kilku lat Roland Garros wywoływał w polskim kibicu tenisa niemalże wyłącznie pozytywne emocje. Już mogliśmy zacierać ręce na kolejne triumfy Igi Świątek, a ona po prostu wygrywała. Trzy razy z rzędu w samym Paryżu. Niestety ten rok jest zupełnie inny. Zamiast ekscytacji i spokoju, są liczne powody do zmartwień. O ile porażki z Coco Gauff czy Jeleną Ostapenko w Madrycie oraz Stuttgarcie mogły wstrząsnąć, to Danielle Collins w Rzymie kibiców zmieszała, eliminując Polkę już w III rundzie.

     

    Świątek na mączce była demonem. Teraz z takowymi walczy

    Sama Świątek z każdym kolejnym meczem wydaje się coraz bardziej sfrustrowana. Jeszcze rok temu na mączce to jej rywalki mogły mieć wrażenie, że wychodzą na kort z jakimś potworem, który zaraz je rozszarpie. Dziś to Polka walczy z demonami. Demonem kiepskiego serwisu, demonem nierównej formy, demonem kiepskiej odporności psychicznej. Przeciwniczki mające dość umiejętności, by to wykorzystać (np. Collins) widzą to, czują swoją szansę i niestety ją wykorzystują.

     

    Świątek ma te same kłopoty. Celt wskazuje, co mogłoby pomóc

    Problemy Polki na podstawie własnych obserwacji na żywo z samego Rzymu podsumował Dawid Celt. Wieloletni kapitan naszej kadry narodowej ocenił, że tu cały czas kłopoty kręcą się wokół tego samego i nikt nie umie nic zmienić. – Upieram się, że to jest duże zmęczenie układu nerwowego. Ona jest przebodźcowana. Wiemy, że Iga ma problem ze znalezieniem dystansu, odcięciem się. Nie ma innego wyjścia. Musi sobie znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania. Razem ze swoim sztabem, w który cały czas wierzy i ciągle to powtarza. Na razie zmian nie widać żadnych – stwierdził Celt.

     

    Zdaniem byłego tenisisty jest coś, co mogłoby paradoksalnie Idze pomóc. Choć akurat tego nikt jej nie życzy. Chodzi bowiem o… jeszcze większą porażkę. – To już jest trudny rok i on będzie jeszcze trudniejszy. Chociaż niewykluczone, że będzie taki moment, gdy Iga uderzy mocniej o ziemię, czego jej oczywiście nie życzę, na przykład przegra szybko w Paryżu, co nie jest niemożliwe. Gdyby tak się wydarzyło, to możliwe, że później to wszystko zejdzie z niej, to całe ciśnienie. Może nastąpić wtedy takie odbicie, Iga jest za dobrą tenisistką, by mówić o totalnym załamaniu. Dla niej obecna sytuacja to coś nowego, ale taka jest ta kariera tenisowa – ocenił Celt.

  • Barcelona mistrzem już w środę? Oczy skierowane na Madryt

    Barcelona mistrzem już w środę? Oczy skierowane na Madryt

    Barcelona mistrzem już w środę? Oczy skierowane na Madryt

     

    Detale dzielą klub Wojciecha Szczęsnego i Roberta Lewandowskiego od zapewnienia sobie mistrzostwa Hiszpanii. Być może FC Barcelona będzie mogła cieszyć się już bez wychodzenia na boisko. To zależy od wyniku meczu Real Madryt z RCD Mallorca.

     

    Przed meczem na Santiago Bernabeu lider FC Barcelona ma siedem punktów przewagi nad wiceliderem Realem Madryt. Dodatkowo, korzystny bilans meczów bezpośrednich z “Królewskimi”. To oznacza, że tylko wygrana Realu z RCD Mallorca przedłuży jeszcze walkę o mistrzostwo Hiszpanii.

     

    FC Barcelona była długo na pierwszym miejscu w rywalizacji o mistrzostwo Hiszpanii. Do wstrząsu mogło jeszcze dojść w niedzielę w El Clasico, ale Barca nie tylko utrzymała przewagę nad największym rywalem, ale dodatkowo powiększyła ją o trzy punkty dzięki zwycięstwu 4:3. “Duma Katalonii” była lepsza w czterech meczach z “Królewskimi” w sezonie, ponieważ zwyciężyła również w Pucharze Króla i w Superpucharze Hiszpanii.

     

    Tym samym Barca może świętować bez wychodzenia na boisku już w środę, choć walczący jeszcze także o wicemistrzostwo Hiszpanii zespół z Madrytu będzie faworytem starcia z RCD Mallorca. Mecz rozpocznie się o godzinie 21:30.

     

    Sama FC Barcelona rozegra mecz 36. kolejki w czwartek, a jej przeciwnikiem będzie RCD Espanyol. Wygrana pozwoli fetować odzyskanie mistrzostwa Hiszpanii bez oglądania się na jakikolwiek inny wynik. Wśród bliskich wygrania La Ligi piłkarzy są Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski.

  • Anita Włodarczyk już w wieku 13 lat sięgnęła po złoto. I to nie w rzucie młotem

    Anita Włodarczyk już w wieku 13 lat sięgnęła po złoto. I to nie w rzucie młotem

    Anita Włodarczyk już w wieku 13 lat sięgnęła po złoto. I to nie w rzucie młotem

     

    Anita Włodarczyk jest rekordzistką świata oraz trzykrotną mistrzynią olimpijską w rzucie młotem i to właśnie z tą dyscypliną jest od lat kojarzona. Co ciekawe, utytułowana lekkoatletka pierwszy znaczący sukces odniosła nie w rzucie młotem, a zupełnie innej dyscyplinie, w której wywalczyła mistrzostwo Europy juniorów w drużynie. Rok później została z kolei indywidualną mistrzynią świata.

     

    Anita Włodarczyk ma na swoim koncie cztery mistrzostwa świata, cztery złota mistrzostw Europy oraz trzy tytuły mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem. Do niemal 40-letniej dzisiaj zawodniczki należy też kilkukrotnie poprawiany rekord świata, a mnogość tytułów pozwoliła jej zapisać się złotymi zgłoskami w historii dyscypliny.

     

    Zanim jednak Polka zaczęła osiągać pierwsze sukcesy (w 2005 roku była szósta w swoim debiucie na mistrzostwach Polski, trzy lata później zajęła czwarte miejsce podczas igrzysk w Pekinie), próbowała swoich sił w innym, mniej znanym sporcie.

     

    Anita Włodarczyk trenowała speedrower. I odnosiła sukcesy

     

    Włodarczyk pochodzi ze sportowej rodziny – jej ojciec grał w piłkę nożną, z kolei matka była koszykarką. Rodzice późniejszej mistrzyni olimpijskiej byli też związani z klubem speedrowerowym RKS Pavart Rawicz, gdzie piastowali wysokie stanowiska (ojciec był prezesem). To właśnie oni zabierali Anitę oraz starszego od niej o sześć lat brata Karola na zawody – w Rawiczu powstał bowiem pierwszy w Polsce tor służący do uprawiania tej specyficznej dyscypliny.

     

    “Pewnego dnia stwierdziłam, że też chciałabym się poduczać, spróbować tej dyscypliny. Tak się zaczęła przygoda ze speedrowerem. Byłam jedyną w Polsce dziewczyną, która trenowała tę dyscyplinę. Ścigałam się z chłopakami. Ten sport nauczył mnie przede wszystkim też charakteru, bo stałam się taka waleczna” – opowiadała w 2015 roku na antenie TVP Sport.

     

    Speedrower, jak we wspomnianej rozmowie tłumaczyła Włodarczyk, przypomina żużel. Polega bowiem na ściąganiu się na owalnym torze o sypkiej powierzchni na rowerach. Dyscyplina dobrze kojarzyła się późniejszej mistrzyni olimpijskiej, ponieważ ta razem z rodzicami pojawiała się na meczach żużlowych w Lesznie. “Chyba miała z półtora roczku, jak była pierwszy raz na żużlu” – opowiadała jej mama, Maria, w “Dzień dobry TVN”.

     

    W Polsce speedrower stał się popularny w latach 90. – w 1995 roku zorganizowano pierwszą edycję Drużynowych Mistrzostw Polski. Trzy lata później wielki sukces osiągnęła… 13-letnia wówczas Anita Włodarczyk. Razem z kolegami z drużyny w angielskim Poole zdobyła Drużynowe mistrzostwo Europy juniorów. W 1999 roku została z kolei indywidualną mistrzynią świata, co zresztą udokumentowano, a nagranie z biegu finałowego można obejrzeć poniżej.

     

    Ostatecznie Włodarczyk zrezygnowała ze speedroweru i postanowiła skupić się na lekkoatletyce – najpierw trenowała rzut dyskiem, później postawiła na rzut młotem. Powody swojej decyzji o rezygnacji z “żużla na rowerach” tłumaczyła po latach w rozmowie z mitsmr.pl.

  • Tego wcześniej nie pokazali. Lewandowski ruszył do niego po El Clasico

    Tego wcześniej nie pokazali. Lewandowski ruszył do niego po El Clasico

    Tego wcześniej nie pokazali. Lewandowski ruszył do niego po El Clasico

    Robert Lewandowski tylko z ławki rezerwowych mógł oglądać, jak FC Barcelona odrobiła straty i wygrała z Realem Madryt 4:3. Polski napastnik po zakończonym spotkaniu pokazał, że dba o dobrą atmosferę w zespole, ruszając, żeby pocieszyć jednego z młodszych kolegów.

     

    W minioną niedzielę FC Barcelona wygrała po szalonym meczu z Realem Madryt 4:3 i jest praktycznie pewna mistrzostwa Hiszpanii, gdyż na trzy kolejki przed końcem sezonu ma siedem punktów przewagi nad “Królewskimi”. Jednocześnie w tym meczu z Polaków wystąpił jedynie Wojciech Szczęsny, gdyż Robert Lewandowski przesiedział całe spotkanie na ławce, co jest pokłosiem urazu, którego nabawił się przy okazji rywalizacji z Celtą Vigo (4:3).

     

    Robert Lewandowski pocieszał młodszego kolegę po anulowaniu jego gola

    W samej końcówce gol na 5:3 dla FC Barcelony zdobył Fermin Lopez, ale po interwencji systemu VAR jego trafienie zostało anulowane, gdyż na początku akcji piłka trafiła w jego rękę. Tym samym pomocnik nie mógł się cieszyć z pięknego trafienia, ale szybko w celu pocieszenia go ruszyli koledzy z zespołu, a jednym z nich był Robert Lewandowski.

     

    Kapitan reprezentacji Polski podszedł do 22-latka, powiedział mu kilka słów na pocieszenie i przytulił go po końcowym gwizdku. Wcześniej podobnie postąpili Eric Garcia czy Marc Casado.

     

    Do końca sezonu FC Barcelonę czekają trzy spotkania: na wyjeździe z Espanyolem, u siebie z Villarrealem i na wyjeździe z Athletikiem. Co zaś tyczy się liczb Roberta Lewandowskiego, to Polak ma w tym sezonie 40 bramek i trzy asysty w 49 spotkaniach. Za to w klasyfikacji najlepszych strzelców La Ligi jest drugi. Ma 25 bramek, a pierwszy Kylian Mbappe 27.

     

    Mecz z Espanyolem, w którym FC Barcelona może zapewnić sobie mistrzostwo Hiszpanii, zostanie rozegrany w czwartek 15 maja o godz. 21:30. Relacja na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Hurkacz pokonał mistrza Miami Open po tie-breaku trzeciego seta. Polak zagra o półfinał

    Hurkacz pokonał mistrza Miami Open po tie-breaku trzeciego seta. Polak zagra o półfinał

    Hurkacz pokonał mistrza Miami Open po tie-breaku trzeciego seta. Polak zagra o półfina

     

    Hubert Hurkacz jako jedyny z naszych reprezentantów zameldował się w czwartej rundzie singlowych rozgrywek w Rzymie. Dzisiaj wrocławianin rywalizował o awans do ćwierćfinału. Jego przeciwnikiem okazał się Jakub Mensik – triumfator tegorocznego ATP Masters 1000 w Miami. Panowie rozegrali zaciętą, trzysetową batalię. Mecz dwukrotnie był przerywany z powodu deszczu – raz na ponad 2,5 godziny. O wyniku przesądził dopiero tie-break decydującej odsłony. Triumfował Hurkacz – 7:6(5), 4:6, 7:6(5).

     

    Turniej ATP Masters 1000 w Rzymie przyniósł przełamanie dla Huberta Hurkacza. Polak doczekał się pierwszej wygranej w tym roku na mączce po zwycięstwie z Pedro Martinezem. Wczoraj zaś stoczył dziwny mecz z Marcosem Gironem. Na początku dominował wrocławianin, potem grę kontrolował Amerykanin. W końcówce nasz reprezentant zdeklasował jednak przeciwnika, zgarniając 26 z 33 akcji w trzecim secie. Dzięki temu 28-latek wygrał 6:3, 1:6, 6:1.

     

    Hurkacz nie miał zbyt wiele czasu na odpoczynek, bowiem już dzisiaj przyszło mu walczyć o ćwierćfinał włoskich zmagań. Jego przeciwnikiem okazał się Jakub Mensik, sensacyjny triumfator tegorocznego tysięcznika w Miami. W finale pokonał wówczas swojego idola Novaka Djokovicia po dwóch tie-breakach. 19-latek plasuje się obecnie na 21. pozycji w rankingu – o 10 lokat wyżej od naszego reprezentanta. Czech pragnął rewanżu za porażkę poniesioną w drugiej rundzie Australian Open 2024. Wtedy Hubert triumfował po pięciosetowej batalii. Zapowiadała się elektryzująca batalia o miejsce w najlepszej “8” ATP Masters 1000 w Italii.

     

    ATP Rzym: Hurkacz i Mensik stoczyli zaciętą batalię. Walka w deszczu o ćwierćfinał

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Mensika. Pierwsze dwa punkty trafiły na konto Hurkacza, ale później Czech podniósł poziom swojego podania i spokojnie wyszedł z opresji. Obaj doskonale czuli się przy własnym serwisie, generowali sporo łatwych punktów. Mimo to od czasu do czasu panowie prezentowali znakomite akcje. Jak choćby w piątym gemie, gdy Hubert efektownie przelobował wysokiego rywala, mieszcząc piłkę tuż przed linią końcową.

     

    Od dziewiątego rozdania zawiązała się rywalizacja. Wtedy niespodziewanie pojawiły się dwa break pointy dla naszego reprezentanta. Jakub podejmował złe decyzje, a wrocławianin doskonale z tego skorzystał. W kluczowym momencie zabrakło jednak trochę skuteczności 28-latkowi. Piłka dwukrotnie była w grze, ale to Hurkacz popełniał błędy. Raz posłał zagranie w siatkę, a raz zanotował minimalny aut. Ostatecznie Mensik oddalił zagrożenie, po raz piąty utrzymując swój serwis.

     

    Po chwili to Hubert niespodziewanie znalazł się w tarapatach. Chociaż Polak prowadził 30-0 przy swoim podaniu, doszło do setbola dla Czecha. W grze był drugi serwis, mistrz Miami Open zaciekle atakował. Przy kluczowym zagraniu posłał jednak piłkę w taśmę i zrobiła się równowaga. Walka trwała – najpierw zobaczyliśmy piłkę na 5:5, potem kolejne dwa setbole dla Jakuba. Za każdym razem wrocławianin bronił się jednak doskonałym serwisem. Ostatecznie udało się naszemu tenisiście wyrównać stan rywalizacji.

     

    Ciekawie układał się także jedenasty gem. W pewnym momencie Hubert prowadził już 30-15, ale potem rywal zgarnął trzy akcje z rzędu. Finalnie o losach partii decydował tie-break – pierwszy dla 28-latka od trzech miesięcy. Zaczęło się źle dla Hurkacza, przegrał pierwsze dwa punkty. Później nastąpiła jednak kapitalna passa ze strony naszego reprezentanta, wyszedł na 5-2. Mimo to Mensik zdołał jeszcze wyrównać na 5-5 i o wszystkim rozstrzygnęły dwie ostatnie wymiany. Te trafiły na konto wrocławianina. Najpierw utrzymał serwis, a później odebrał podanie przeciwnika, zagrywając return pod linię końcową. 19-latek nie wytrzymał i ze stojącej piłki zagrał w siatkę. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się zwycięstwem Polaka 7:6(5).

     

    Na początku drugiej partii nad obiektami Foro Italico zagościł deszcz. Z każdą minutą opad się nasilał, ale przez długi czas zawodnicy kontynuowali grę. Ciekawie rozwijała się sytuacja w drugim gemie. Hurkacz miał break pointa na 2:0, ale rywal obronił go asem. Panowie toczyli grę na przewagi, ale w końcu rozpadało się na tyle mocno, że sędzia zarządził przerwanie gry przy stanie 1:0 40-40 z perspektywy Polaka, przy serwisie Czecha. Zawodnicy na moment opuścili kort. Na szczęście przerwa nie potrwała zbyt długo i po kilkunastu minutach gra została wznowiona.

     

    Ostatecznie drugi gem został wygrany przez Jakuba. Po chwili reprezentant naszych południowych sąsiadów próbował się dobrać do serwisu Polaka, miał break pointa. Kluczowe trzy akcje powędrowały jednak na konto wrocławianina. W trakcie czwartego rozdania to Mensik zanotował powrót ze stanu 15-30 i wyrównał stan rywalizacji. Niezwykle ważny moment nastał w siódmym gemie. Chociaż Hurkacz wygrał pierwszą akcję, to później… nie zdobył już ani jednego punktu przy swoim podaniu. Na koniec wyrzucił piłkę z forhendu i doszło do pierwszego przełamania w meczu.

     

    Hubert stracił na kilka minut pewność w uderzeniach i przez moment pachniało, że partia może się nawet skończyć rezultatem 6:3 z perspektywy 19-latka. Ostatecznie wrocławianin wyszedł jednak ze stanu 15-30 w dziewiątym gemie i dorzucił czwarte “oczko”. Presja zamykania seta przeszła na stronę Czecha. Znów zobaczyliśmy rezultat 30-15 z perspektywy returnującego. Finalnie naszemu reprezentantowi nie udało się obronić straty breaka. Popełnił minimalny błąd z forhendu, a później przegrał jeszcze dwie wymiany. Tym samym druga odsłona zakończyła się wynikiem 6:4 dla korzyść Mensika.

     

    Trzeci set od początku był trudny dla naszego reprezentanta. Rywal podniósł poziom returnu i sprawiał coraz więcej kłopotów. Już na “dzień dobry” obserwowaliśmy rywalizację na przewagi przy serwisie Hurkacza, na szczęście szybko zakończoną przez Polaka. W następnym gemie przy podaniu wrocławianina pojawiły się już jednak break pointy. Czech miał swoją szansę, zwłaszcza przy trzeciej okazji. Ale ostatecznie to rozdanie zakończyło się po myśli 28-latka.

     

    Półfinalista Wimbledonu 2021 nie miał łatwo także w piątym gemie. Tam zanotował jednak powrót ze stanu 15-30, wygrywając trzy akcje z rzędu. Kilka minut później nastała kolejna przerwa z powodu deszczu. Tym razem opady okazały się na tyle intensywne, że trzeba było zawiesić grę. Kort został w tym czasie przykryty plandeką. Wydawało się, że panowie wrócą na arenę około godz. 17:30, ale później znów się rozpadało i ostatecznie tenisiści zjawili się na obiekcie dopiero po 19:15. Przerwa potrwała zatem ponad 2,5 godziny.

     

    Szósty gem został dokończony już po jednym punkcie. Zrobiło się 3:3 i zawodnicy wrócili do punktu wyjścia. Kolejne “oczka” pewnie wpadały na konto serwujących. Ciekawiej zrobiło się w trakcie dziewiątego rozdania. Wówczas Hurkacz prowadził 40-15, ale doszło do równowagi. Na szczęście Polak nie musiał bronić break pointów i wyszedł na 5:4. Ta sama sytuacja powtórzyła się dwa gemy później – dzięki temu Hubert zagwarantował sobie co najmniej tie-breaka.

     

    Ostatecznie doszło do decydującej rozgrywki. Ta rozpoczęła się znakomicie dla Mensika – od wygrania trzech akcji z rzędu. Później jednak Hurkacz wrócił do gry, w pewnym momencie objął prowadzenie 5-4. Przy stanie 5-5 Jakub popełnił podwójny błąd serwisowy. To oznaczało meczbola dla wrocławianina. Polak wytrzymał decydującą akcję przy swoim podaniu. Ostatecznie nasz reprezentant triumfował 7:6(5), 4:6, 7:6(5). W ten sposób awansował do ćwierćfinału ATP Masters 1000 w Rzymie, gdzie jego rywalem będzie Tommy Paul lub Alex de Minaur. 28-latek zagwarantował sobie także rozstawienie w Roland Garros.

  • Nawet polski duchowny zareagował po słowach Krzysztofa Stanowskiego w debacie TVP

    Nawet polski duchowny zareagował po słowach Krzysztofa Stanowskiego w debacie TVP

    Nawet polski duchowny zareagował po słowach Krzysztofa Stanowskiego w debacie TVP

     

    W trakcie debaty prezydenckiej w TVP Krzysztof Stanowski kilkukrotnie spiął się z prowadzącą Dorotą Wysocką-Schnepf. W pewnym momencie właściciel kanału Zero nazwał ją “arcykapłanką propagandy”. Dziennikarka nie pozostała mu dłuższa. Na wymianę zdań pomiędzy Wysocką-Schnepf i Stanowskim zareagował o. Grzegorz Kramer, który stanął po stronie prowadzącej debatę. “Bezstronność dziennikarska nie polega na tym, że dziennikarz ma nie reagować, kiedy jest obrażany” — napisał na portalu X.

     

    – Bardzo się cieszę, że jestem w tej świątyni propagandy i bardzo się cieszę, że widzę przed sobą arcykapłankę propagandy — powiedział na początku debaty prezydenckiej w TVP Krzysztof Stanowski, uderzając w prowadzącą Dorotę Wysocką-Schnepf.

     

    Krzysztof Stanowski spiął się z Dorotą Wysocką-Schnepf. “Nie każdy może mnie obrazić”

    W dalszej części Stanowski wciąż uderzał w prowadzącą. — Sądziłem, że się pani spali ze wstydu, po tym, jak większość komitetów wyborczych zaprotestowała przeciwko pani obecności podczas debaty. Widocznie liczyłem na zbyt wiele i niektóre osoby się ze wstydu nie palą — dodał.

     

    Wysocka-Schnepf nie pozostała dłużna i chwilę po wypowiedzi Stanowskiego, postanowiła mu odpowiedzieć. — W uzupełnieniu do pana Krzysztofa Stanowskiego jeszcze zacytuję pana prof. Bartoszewskiego, który niegdyś mówił, że kiedy pijany zwymiotuje na mnie w autobusie, to nie jest to obelga. To nieprzyjemne, ale nie każdy może mnie obrazić — stwierdziła.

     

    Polski duchowny zareagował na zachowanie Krzysztofa Stanowskiego i Doroty Wysockiej-Schnepf

    Niektórzy internauci zwrócili uwagę, że Wysocka-Schnepf nie powinna reagować na słowa Stanowskiego w ten sposób. Innego zdania jest o. Grzegorz Kramer. “Bezstronność dziennikarska nie polega na tym, że dziennikarz ma nie reagować, kiedy jest obrażany” — napisał polski duchowny na portalu X.

     

    Pierwsza wymiana zdań pomiędzy Stanowskim i prowadzącą nie była jedyna. Przy okazji kolejnej serii odpowiedzi właściciel kanału Zero znów się do niej zwrócił. — Najpierw prośba do pani prowadzącej, żeby pilnowała czasu, bo taka jest jej rola i nic więcej — stwierdził.

     

    — Podobno w tym pisowskim ośmioleciu to pan Stanowski miał program w TVP Kurskiego i to może by wyjaśniało tę obsesję, którą realizuje — dodała później z kolei Wysocka-Schnepf, gdy Stanowski uderzał w Telewizję Polską.