Category: Celebrities

  • 9:0, dwa gole Ewy Pajor! Barcelona z mistrzostwem Hiszpanii!

    9:0, dwa gole Ewy Pajor! Barcelona z mistrzostwem Hiszpanii!

    9:0, dwa gole Ewy Pajor! Barcelona z mistrzostwem Hiszpanii

    Szaleństwo w Barcelonie! Kobieca drużyna Blaugrany rozbiła Real Betis aż 9:0 i została mistrzem Hiszpanii. I znów możemy zachwycać się Ewą Pajor, która rozegrała genialne spotkanie!

    FC Barcelona wyszła na prowadzenie już w trzeciej minucie gry po golu Ewy Pajor. Po sześciu minutach prowadziła już 2:0, a czerwona kartka dla Pauli Vzoso już kompletnie rozbiła Real Betis: Efekt? Trzy gole przed przerwą i aż sześć po niej!

    Ewa Pajor zakończyła ten mecz z dwiema bramkami i asystą, a po spotkaniu mogła rozpocząć świętowanie. FC Barcelona zdobyła bowiem w tym sezonie już 81 punktów i oficjalnie została mistrzem Hiszpanii!

    Ewa Pajor jest nie do zatrzymania! Nieprawdopodobne, co robi w Barcelonie

    Przed Barceloną jeszcze jeden mecz ligowy, z Athletic Club. Poza tym Blaugrana zagra w finale Ligi Mistrzyń z Arsenalem (24 maja) i w finale krajowego pucharu z Atletico Madryt (07.06).

    Tylko w rozgrywkach ligowych Ewa Pajor zdobyła w tym sezonie 23 bramki i zanotowała osiem asyst. A to oznacza, że jest już niemal pewna tytułu królowej strzelczyń Ligi F.

  • Ewa Pajor dała popis i jest mistrzynią! Kosmiczny mecz Barcelony

    Ewa Pajor dała popis i jest mistrzynią! Kosmiczny mecz Barcelony

    Ewa Pajor dała popis i jest mistrzynią! Kosmiczny mecz Barcelony

    Jak pieczętować mistrzostwo, to najlepiej w takim właśnie stylu! Kobiecy zespół FC Barcelony rozgniótł wręcz na wyjeździe Real Betis 9:0 i zapewnił sobie tytuł mistrzyń Hiszpanii! Fantastyczny mecz rozegrała Ewa Pajor, która ustrzeliła dublet. Polka tym samym w swoim debiutanckim sezonie w Hiszpanii może dopisać sobie do konta tytuł mistrzowski, a co więcej, jest na najlepszej drodze do korony królowej strzelczyń.

     

    Choć w głowach piłkarek FC Barcelony jest już zapewne sobota 24 maja, gdy zagrają z Arsenalem w finale Ligi Mistrzyń, trzeba było jeszcze postawić kropkę nad “i” w rozgrywkach ligowych. W nich czekał je wyjazdowy mecz ze znajdującymi się w strefie spadkowej zawodniczkami Realu Betis. Układ był prosty, zwycięstwo dawało im gwarancję zdobycia tytułu mistrzowskiego już na kolejkę przed zakończeniem sezonu. Były wielkimi faworytkami, więc szampany w katalońskich lodówkach już mogły się powoli mrozić.

     

    Pajor rozpoczęła strzelaninę. Przy czym strzelała tylko jedna strona

    Polscy kibice czekali na kolejny występ Ewy Pajor. Nasza reprezentantka była o krok od mistrzostwa Hiszpanii w swym debiutanckim sezonie, a w dodatku w starciu z niezbyt mocnymi rywalkami mogła jeszcze powiększyć swoją przewagę nad Edną Imade w klasyfikacji strzelczyń La Liga Femeni (przed meczem było 21:16 dla Polki).

     

    Rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. Dla rywalek Barcelony. Katalonki od pierwszego gwizdka rzuciły się na Real Betis jak wściekłe i już po sześciu minutach było 2:0. Strzelanie rozpoczęła Pajor, która głową nie dała szans bramkarce przeciwniczek. Do przerwy jej drużyna nie zdobyła już więcej bramek, ale w szatni najwyraźniej doszły do wniosku, że dwie to za mało. O wiele za mało. W drugiej połowie dorzuciły więc… siedem. Pomogła im w tym czerwona kartka dla bramkarki rywalek Pauli Vizoso Prieto jeszcze z 27. minuty.

     

    Mistrzostwo zdobyte! Nowy cel: Liga Mistrzyń

    Pajor do siatki po raz drugi trafiła w 83. minucie, w polu karnym korzystając z dogrania Caroline Graham Hansen. Było to trafienie na 8:0, a w 86. minucie zawodniczki Realu dobiła jeszcze Alexia Putellas. Największą bohaterką spotkania była autorka hattricka Claudia Pina. Gdy rozbrzmiał ostatni gwizdek, Katalonki mogły zacząć świętowanie! FC Barcelona po raz dziesiąty w historii wywalczyła mistrzostwo Hiszpanii (na kolejkę przed końcem mają 6 pkt przewagi nad Realem Madryt). Ewa Pajor ma już siedem goli przewagi w klasyfikacji strzelczyń (23 trafienia).

     

    Teraz z czystą głową mogą szykować się na wspomniany wyżej finał Ligi Mistrzyń na Estadio Jose Alvalade w Lizbonie (24 maja, 18:00). Dla Ewy Pajor będzie to szansa spełnić wiecznie uciekające marzenie, jako że jeszcze w barwach Wolfsburga cztery razy przegrywała finały LM (raz z Barceloną).

     

  • Barcelona Femeni rozgromiła Real Betis 9:0 i zapewniła sobie szóste z rzędu mistrzostwo ligi

    Barcelona Femeni rozgromiła Real Betis 9:0 i zapewniła sobie szóste z rzędu mistrzostwo ligi

    Barcelona Femeni rozgromiła Real Betis 9:0 i zapewniła sobie szóste z rzędu mistrzostwo ligi

    Barcelona Femeni w niedzielę przypieczętowała swoje szóste z rzędu mistrzostwo ligi, pokonując Real Betis 9:0 na stadionie Ciudad Deportiva Luis de Sol.

     

    Kolejne efektowne zwycięstwo drużyny Pere Romeu wystarczyło, by zapewnić zespołowi dziesiąty tytuł mistrza ligi i kontynuować dominację w Hiszpanii.

     

    Ewa Pajor rozpoczęła strzelanie już w trzeciej minucie spotkania, a trzy minuty później Claudia Pina dołożyła kolejne

    https://x.com/FCBfemeni/status/1921537688827473945?t=d_3s_Af_yRw_Bqmn39cvCA&s=19 trafienie, zapewniając Katalonkom świetny start.

     

    Esmee Brugts zdobyła trzecią bramkę przed przerwą, praktycznie kończąc rywalizację i przypieczętowując mistrzostwo dla Barcelony.

     

    Po przerwie drużyna Romeu urządziła prawdziwy festiwal strzelecki — Pajor trafiła ponownie, Pina skompletowała hat-tricka, Alexia Putellas zdobyła dwa gole, a Aitana Bonmatí dołożyła jedno trafienie, czyniąc ten dzień idealnym dla zespołu.

     

    To najwyższe zwycięstwo Barcelony w tym sezonie, a dzisiejszego wieczoru z pewnością nie zabraknie świętowania. Gratulacje!

     

  • Magda Linette odpadła z turnieju WTA w Rzymie. Polska tenisistka przegrała w dwóch setach z Amerykanką Coco Gauff.

    Magda Linette odpadła z turnieju WTA w Rzymie. Polska tenisistka przegrała w dwóch setach z Amerykanką Coco Gauff.

    Magda Linette odpadła z turnieju WTA w Rzymie. Polska tenisistka przegrała w dwóch setach z Amerykanką Coco Gauff

    Na początku należy przypomnieć, że Linette i Gauff już raz stanęły naprzeciwko siebie w tym sezonie. Podczas turnieju w Miami lepsza okazała się Polka. Kibice nie wiedzieli zatem, czego spodziewać się po niedzielnym meczu.

    Pierwszy set był bardzo wyrównany. Gauff przegrała jeden gem przy swoim serwisie, natomiast Linette została przełamana dwukrotnie. Ta na pozór niewielka różnica była kluczowa dla wyniku tej części meczu. Szalę zwycięstwa na swoją stronę przechyliła Amerykanka, wygrywając partię 7:5.

    W następnym secie również żadna z zawodniczek nie była w stanie przejąć inicjatywy. Zarówno Polka, jak i Amerykanka miały momenty lepszej i gorszej gry. Ponownie chłodniejszą głowę zachowała trzecia rakieta rankingu WTA. Gauff ostatecznie wygrała seta 6:3 i awansowała do kolejnego etapu turnieju.

    Jej następną przeciwniczką w czwartej rundzie będzie triumfatorka spotkania Emma Raducanu – Weronika Kudiermietowa.

    Linette – Gauff. Wynik meczu. Kto wygrał w Rzymie?
    Magda Linette – Coco Gauff 5:7, 3:6

  • Cały świat pisze o kryzysie Świątek. “Polka nie ma pojęcia”

    Cały świat pisze o kryzysie Świątek. “Polka nie ma pojęcia”

    Cały świat pisze o kryzysie Świątek. “Polka nie ma pojęcia

     

    “Klęska”, “koszmar trwa, “katastrofa”, “wielki kryzys trwa” – to tylko niektóre z komentarzy zagranicznych mediów pod adresem Igi Świątek po jej sensacyjnym odpadnięciu z turnieju w Rzymie.

     

    Do ośmiu wzrosła liczba turniejów w tym roku w wykonaniu Igi Świątek, w których nie awansowała do finału. W sobotnie popołudnie 23-letnia tenisistka sensacyjnie przegrała 1:6, 5:7 w III rundzie turnieju WTA 1000 na kortach ziemnych w Rzymie z Amerykanką Danielle Collins (35. WTA). – To był wyraźnie słaby występ naszej tenisistki. – Bardzo źle wygląda Iga – zauważyli komentatorzy Canal+ Sport. Po pierwszym secie mówili nawet, że “nie podejmuje walki” – pisał w analizie spotkania Dominik Senkowski, dziennikarz Sport.pl.

     

    “Wielki kryzys Światek trwa”

    Zagraniczne media zwróciły uwagę na łatwą wygraną Danielle Collins.

     

    “Klęska Świątek trwa, a Collins odnosi miażdżące zwycięstwo w Rzymie” – to tytuł z “Tennisuptodate”. “Polka w pierwszym secie została zmiażdżona. W końcu znalazła w sobie charakter, ale dopiero w drugim secie, gdy była przyparta do muru i nieco uratowała skórę. Ostatnie chwile poza kortem nie były dla Świątek najlepszym czasem, bo straciła dziadka, a teraz nie udało jej się rozbudzić w sobie tej aury, która pozwoliła jej w ciągu ostatnich kilku sezonów zyskać miano królowej mączki, a Collins w pełni to wykorzystała” – dodają dziennikarze.

     

    “Koszmar Świątek. Collins nie daje jej szans” – to tytuł z Ubitennis. “Trzęsienie ziemi w Rzymie, a wielki kryzys mistrzyni trwa, która została wyeliminowana przez amerykańską weterankę. Iga ryzykuje wypadnięciem z czołowej czwórki światowego rankingu. Collins dosłownie zdominowała pierwszą fazę meczu, a następnie pokazała swoją osobowość, wykorzystując sporo niewymuszonych błędów coraz bardziej zdenerwowanej Świątek” – dodają dziennikarze.

     

    “Collins błyszczy w Rzymie, by rozszyfrować zniechęconą Świątek” – tak relację z meczu tytułuje Puntodebreak. “Danielle od samego początku spisywała się znakomicie i wyeliminowała Świątek, zwiększając tym samym jej obawy przed Rolandem Garrosem” – pisze.

     

    Z kolei Tennis-infinity zwrócił uwagę, że Świątek ma wielkie problemy przed swoim ulubionym turniejem – Roland Garros, którego wygrywała już cztery razy w karierze. Przypominają też czasy, w których Polka dominowała w światowym tourze.

     

    “Świątek ma ogromne kłopoty przed obroną tytułu Rolanda Garrosa” to tytuł artykułu. “Najgorsze jest to, że Polka nie ma pojęcia, jak wrócić na właściwą ścieżkę. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że nikt nie będzie w stanie nawet rzucić wyzwania Świątek w światowym tourze. Polska zawodniczka zdominowała niemal wszystkie turnieje, w których brała udział, i często miażdżyła rywalki. Była tak dominująca, że wielu fanów tenisa zaczęło żartować z jej piekarni, bo często dostarczała rywalkom bajgle. W tym roku 23-latka nie zdołała nawet zbliżyć się do zeszłorocznego sukcesu na kortach ziemnych” – czytamy.

     

    Eksperci przypominają, że jeśli Jasmine Paolini wygra turniej w Rzymie, to Świątek spadnie na piąte miejsce w światowym rankingu.

     

    “Spadek na piąte miejsce na świecie oznaczałby, że Świątek mogłaby spotkać się z obecną numerem jeden na świecie i najbardziej dominującą zawodniczką w światowym tourze Aryną Sabalenką, już w ćwierćfinale w Paryżu. Biorąc pod uwagę jej brak pewności siebie i ogólne trudności, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje Świątek, jest takie starcie, ale wszystkie jej problemy narastają i tworzą jedną wielką kulę, której najwyraźniej nie potrafi powstrzymać” – dodają dziennikarze.

     

    Tennis-infinity wskazuje również największy obecnie problem Igi Świątek.

     

    “Jej największym problemem nie jest ranking WTA czy trudna drabinka w Paryżu, ale połączenie dwóch rzeczy. Nie jest już tak pewna siebie, jak kiedyś, a jej przeciwnicy nie boją się jej tak bardzo. Wielu ekspertów mówiło, jak Wielka Trójka: Nadal, Djokovic i Federer często wygrywali mecze, zanim wyszli na kort, bo rywale się ich bali. Świątek miała taką ‘aurę’ w tourze, zwłaszcza na kortach ziemnych, ale jej ostatnie porażki pokazały, że z pewnością można ją pokonać, nawet w Rolandzie Garrosie. Pod koniec dnia wszystko nadal jest w jej rękach przed tą imprezą, ale jej karty są o wiele, wiele gorsze niż rok temu” – pisze.

     

    Tymczasem portal Welovetennis zastanawia się, kto jest faworytką numer jeden do wygrania Rolanda Garrosa.

     

    “Czy Świątek, czterokrotna zwyciężczyni i trzykrotna obrończyni tytułu Rolanda Garrosa, nadal jest faworytką kolejnej edycji? To pytanie zadaje sobie wielu obserwatorów po przedwczesnej porażce polskiej zawodniczki z Collins w tę sobotę w Rzymie, gdzie, podobnie jak w Madrycie, straciła koronę. Świątek jest niepokojąca, nawet na kortach ziemnych. I to jest niezwykłe” – piszą dziennikarze.

  • Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Ewa Pajor Weszła na Boisko — i Odmieniła Losy Meczu

    Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Ewa Pajor Weszła na Boisko — i Odmieniła Losy Meczu

    Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Ewa Pajor Weszła na Boisko — i Odmieniła Losy Meczu

    Przez 90 minut wydawało się, że perfekcyjna passa FC Barcelony kobiet właśnie dobiegnie końca. Panujące królowe hiszpańskiego futbolu próbowały wszystkiego w starciu z Athletic Bilbao, ale wynik wciąż utrzymywał się na bezbramkowym remisie. I wtedy, w ostatnich sekundach meczu, jedno nazwisko zmieniło cały bieg wydarzeń: Ewa Pajor.

     

    Polska napastniczka, która rozpoczęła mecz na ławce rezerwowych, pojawiła się na murawie w 61. minucie. To, co stało się później, było absolutnie przełomowe. Gdy czas nieubłaganie uciekał, a presja rosła, Pajor rozegrała znakomitą akcję z Alexią Putellas, która zakończyła się bramką otwierającą wynik. Kilka minut później Vicky Lopez przypieczętowała wygraną, a FC Barcelona dopisała kolejne trzy punkty do swojego dorobku — tym razem w wyjątkowo dramatycznych okolicznościach.

     

    Od momentu, gdy latem 2024 roku dołączyła do Barcelony, Pajor dała się poznać jako piłkarka, która potrafi zmienić losy spotkania. W zespole pełnym gwiazd światowego formatu, ona błyszczy własnym światłem. Już od pierwszych występów udowodniła, że nie była tylko głośnym transferem — była brakującym ogniwem w dominującym zespole.

     

    Sobotni mecz w Bilbao był prawdziwym sprawdzianem wytrzymałości i głębi składu. Barcelona bez Pajor w wyjściowej jedenastce miała ogromne trudności z przełamaniem obrony gospodyń. Ale gdy Polka weszła na boisko, wszystko się zmieniło. Jej asysta z 90. minuty do Putellas to popis futbolowej inteligencji i precyzji. W doliczonym czasie Lopez ustaliła wynik na 2:0, a Katalonki zachowały nieskazitelny bilans ligowy.

     

    A ten bilans naprawdę robi wrażenie: 16 meczów i 16 zwycięstw. 74 strzelone gole. Zaledwie 7 straconych. Jedenaście punktów przewagi nad Realem Madryt na szczycie tabeli. To dominacja nie tylko w wynikach, ale i w stylu, strategii oraz wykonaniu.

     

    Indywidualnie, Ewa Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń z dorobkiem 14 goli — o trzy więcej niż Edna Imade z Granady. Trzecie miejsce zajmuje wspomniana już Putellas z dziewięcioma trafieniami. Ale Pajor nie tylko strzela — również asystuje. Pięć ostatnich podań daje jej prowadzenie w klasyfikacji kanadyjskiej, łączącej bramki i asysty. To dowód na to, że Polka jest nie tylko skuteczna, ale też niezwykle zespołowa.

     

    Kolejny wielki sprawdzian już 22 stycznia, kiedy FC Barcelona zmierzy się z Atletico Madryt w półfinale Superpucharu Hiszpanii. W drugim półfinale Real Madryt podejmie Real Sociedad. Po niedawnym triumfie męskiej drużyny w tych rozgrywkach, wszystkie oczy zwrócone są teraz na panie — czy powtórzą ten sukces?

     

    Jedno jest pewne: jeśli Barcelona znów znajdzie się pod ścianą, doskonale wie, do kogo się zwrócić. Ewa Pajor już pokazała, że potrafi odmienić losy meczu wtedy, gdy ma to największe znaczenie.

     

  • Spadek Świątek. Aż przykro patrzeć na ranking “na żywo”

    Spadek Świątek. Aż przykro patrzeć na ranking “na żywo”

    Spadek Świątek. Aż przykro patrzeć na ranking “na żywo”

    Sprawdził się najgorszy z możliwych scenariuszy, jeżeli chodzi o miejsce Igi Świątek w światowym rankingu WTA. Polka po porażce z Danielle Collins w trzeciej rundzie turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie zanotuje spadek.

     

    W tym sezonie Iga Świątek nie prezentuje się tak samo dobrze, jak w poprzednich. Wystarczy powiedzieć, że do tej pory nie osiągnęła finału w żadnym turnieju, przez co straciła sporo punktów w światowym rankingu WTA, bo w niektórych imprezach broniła tytułu.

     

    Przed turniejem rangi WTA 1000 w Rzymie, gdzie rok temu Polka okazała się najlepsza, jasne było, że może zanotować spory spadek w rankingu. Potrzebowała bowiem dojść do finału, by mieć w ogóle szansę na pozostanie na 2. miejscu.

     

    Ta sztuka jej się jednak nie udała. Nasza tenisistka sensacyjnie odpadła już w trzeciej rundzie po tym, jak ograła ją Amerykanka Danielle Collins 1:6, 5:7.

     

    Tym samym jasne stało się, że Świątek zostanie wyprzedzona w rankingu przez Amerykanki Coco Gauff i Jessikę Pegulę. Wobec tego po raz pierwszy od trzech lat wypadnie poza czołową trójkę rankingu. Oficjalnie dojdzie do tego po zakończeniu rywalizacji w Rzymie, czyli 18 maja.

     

    To jednak nie wszystko. Wciąż istnieje możliwość, że Polkę minie także Jasmine Paolini. Jednak Włoszka, która posiada nasze korzenie, musiałaby odnieść końcowy triumf w stolicy Włoch, co wydaje się mało prawdopodobne.

  • Iga Świątek znów była bezradna!

    Iga Świątek znów była bezradna!

    Iga Świątek znów była bezradna

     

    Iga Świątek odpadła w trzeciej rundzie turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie! Nasza tenisistka nie znalazła sposobu na Amerykankę Danielle Collins, która odniosła pewne zwycięstwo 6:1, 7:5.

     

    Po nieudanym występie w półfinale turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie, gdzie Iga Świątek została rozbita przez Amerykanką Coco Gauff (1:6, 1:6), Polka przeniosła się do Rzymu. W kolejnej imprezie rangi WTA 1000 ponownie przyszło jej bronić tytułu, który wywalczyła sezon temu.

     

    Nasza tenisistka bez żadnych problemów awansowała do trzeciej rundy po tym, jak rozbiła Włoszkę Elisabettę Cocciaretto (6:1, 6:0). Jej kolejną rywalką została Amerykanka Danielle Collins, która niespodziewanie okazała się lepsza, triumfując 6:1, 7:5.

     

    Wiceliderka światowego rankingu WTA rozpoczęła mecz źle, ponieważ na dzień dobry straciła podanie. Stało się to po tym, jak Collins udaną akcją wypracowała break pointa, a następnie Świątek popełniła podwójny błąd serwisowy.

     

    Po pomyłce Amerykanki Polka mogła od razu odrobić stratę, lecz zmarnowała break pointa. Ostatecznie nie była w stanie nic wskórać w gemie serwisowym rywalki, a chwilę później także w swoim!

     

    Niewykorzystana szansa na utrzymanie podania się zemściła. Collins posłała świetny forhend i wówczas nasza tenisistka popełniła kolejny w tym meczu podwójny błąd serwisowy. Po tym, jak Amerykanka utrzymała podanie po autowym zagraniu Świątek, prowadziła już 4:0.

     

    W kolejnym gemie miał miejsce koncert błędów ze strony Polki. W połączeniu z dobrą grą Collins nasza tenisistka ponownie straciła podanie, gdy przeciwniczka posłała winner z returnu i odskoczyła na 5:0.

     

    W końcu doczekaliśmy się wygranego gema przez Świątek, w dodatku przy serwisie rywalki. Jednak jej sytuacja wciąż była fatalna, bo przegrywała 1:5. Polka przy swoim podaniu nie była w stanie wejść na odpowiedni poziom, przez co znów została przełamana do zera, co zakończyło seta!

     

    Na początku II partii pojawiło się jednak światełko w tunelu. Wiceliderka rankingu wypracowała trzy break pointy (40:0), lecz doszło do równowagi. Ostatecznie przy piątej okazji na przełamanie Collins nie trafiła w kort i straciła podanie.

     

    Jednak Świątek nie wykorzystała dwóch szans na prowadzenie 2:0 i tego pożałowała. Przy break poincie Amerykanka posłała winnera z returnu i odrobiła stratę. Wówczas obie tenisistki zdecydowanie podniosły poziom we własnych gemach serwisowych.

     

    Efekt tego był taki, że dopiero w dziewiątym gemie pojawiły się kolejne break pointy. Collins musiała się bronić i najpierw dokonała tego za sprawą forhendowego winnera, a przy następnym Polka trafiła w siatkę.

     

    Nasza tenisistka, która ostatecznie nie zanotowała przełamania, w dziesiątym gemie miała spory problem, bo Collins posłała winner z returnu i wypracowała piłkę meczową. Wówczas jednak wiceliderka rankingu zaczęła grać jak z nut, zdobyła trzy punkty z rzędu i doprowadziła do stanu 5:5.

     

    Świątek nie była w stanie przełamać przeciwniczki w jedenastym gemie, przez co mogła wygrać seta jedynie w tie-breaku. Najpierw jednak musiała do niego doprowadzić. Tymczasem Collins wypracowała trzy piłki meczowe (40:0) i była o krok od triumfu. Przy drugiej Amerykanka była w stanie zamknąć tę potyczkę i sprawić sensację w Rzymie.

     

    Internazionali BNL d’Italia, Rzym (Włochy)

    WTA 1000, kort ziemny, pula nagród 6,009 mln euro

    sobota, 10 maja

     

    III runda gry pojedynczej:

     

    Danielle Collins (USA) – Iga Świątek (Polska, 2) 6:1, 7:5

  • Tak Świątek zareagowała na 1:6 z Collins w Rzymie. Polka obroniła w sumie dwa meczboleMateusz Stańczyk

    Tak Świątek zareagowała na 1:6 z Collins w Rzymie. Polka obroniła w sumie dwa meczboleMateusz Stańczyk

    Tak Świątek zareagowała na 1:6 z Collins w Rzymie. Polka obroniła w sumie dwa meczboleMateusz Stańczyk

     

    Na sobotę zaplanowano pierwsze mecze w ramach trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Rzymie. Na jedno z najciekawszych starć wyrastał pojedynek Iga Świątek – Danielle Collins. Panie wyszły na kort centralny kilkanaście minut po godz. 13:00. Pierwsza partia ułożyła się zupełnie nie po myśli naszej reprezentantki. W drugiej obserwowaliśmy już zdecydowanie więcej walki, ale zacięta końcówka przyniosła zwycięstwo Amerykance. Ostatecznie Collins wygrała 6:1, 7:5 i wyeliminowała z gry obrończynię tytułu.

     

    Iga Świątek rozpoczęła tegoroczną edycję turnieju WTA 1000 w Rzymie w bardzo dobrym stylu. Jej pierwszy mecz potrwał zaledwie 52 minuty. Tyle Polka potrzebowała, by wyeliminować swoją koleżankę z czasów juniorskich – Elisabettę Cocciaretto. Nasza reprezentantka rozegrała bardzo solidne spotkanie i pokonała Włoszkę 6:1, 6:0. Później została wyłoniona kolejna rywalka dla raszynianki. Okazała się nią Danielle Collins, która pokonała Elenę-Gabrielę Ruse 6:3, 6:3.

     

    W ten sposób Amerykanka zagwarantowała nam jej dziewiątą bezpośrednią batalię z 23-latką. Przed dzisiejszym starciem w zestawieniu H2H aktualna wiceliderka rankingu prowadziła 7-1, triumfując w sześciu ostatnich potyczkach. Poprzednia rywalizacja, która miała miejsce w ćwierćfinale ubiegłorocznych igrzysk, wywołała sporo emocji. Zakończyła się wtedy kreczem Danielle w zaawansowanej fazie trzeciego seta. Po meczu Amerykanka kierowała sporo cierpkich słów pod adresem naszej tenisistki. Collins lubiła w poprzednich miesiącach zaczepiać Polkę, m.in. w swoich mediach społecznościowych. Pojawiało się zatem pytanie czy także w trakcie sobotniego pojedynku reprezentantka Stanów Zjednoczonych będzie próbowała sprowokować czymś raszyniankę.

     

    WTA Rzym: Collins postawiła trudne warunki Świątek. Polka miała sporo kłopotów

     

    Początek spotkania nie ułożył się najlepiej z perspektywy Świątek. Chociaż Polka prowadziła w pierwszym gemie 30-15 przy własnym podaniu, to później przegrała trzy akcje z rzędu. Ostatnią z nich po podwójnym błędzie serwisowym. Iga próbowała natychmiast odrobić stratę. Najpierw obroniła piłkę na 2:0, potem miała break pointa. Kluczowe trzy punkty powędrowały jednak na konto Collins i zrobiło się 2:0.

     

    Problemy raszynianki nie ustawały. Mimo piłki na premierowe “oczko”, znów dała się przełamać. Gem zakończył się w taki sam sposób, jak pierwszy – podwójnym błędem serwisowym. Czwarte rozdanie również obfitowało w mini szansę po stronie Igi. Mimo wyniku 30-15 z perspektywy wiceliderki rankingu, znów zobaczyliśmy niekorzystne zakończenie. Nasza reprezentantka wpadła w spiralę błędów, z każdą minutą problemy się nawarstwiały.

     

    Świątek znów znalazła się w rozsypce, podobnie jak w pierwszym secie meczu z Keys czy przez całe spotkanie z Gauff. W piątym gemie raszynianka została przełamana do zera. Przy stanie 5:0 Collins serwowała po zwycięstwo w premierowej odsłonie. Amerykanka nie wykorzystała swojej szansy na uzyskanie tzw. bajgla. Pojawiły się break pointy dla raszynianki i przy drugim z nich Danielle popełniła podwójny błąd serwisowy. Chwilę później 31-latka dopięła już jednak swego. Znów w bardzo łatwy sposób dobrała się do podania Igi, nie tracąc ani jednego punktu. O tym, jak źle funkcjonował serwis Świątek, świadczył procent pierwszego podania.

     

    Po kilkuminutowej przerwie tenisistki wróciły do gry. Już pierwszy gem drugiej odsłony dostarczył niesamowitych emocji. Najpierw mieliśmy trzy break pointy z rzędu dla Polki, potem jedną piłkę na 1:0 dla Amerykanki. Ostatecznie to Świątek zamieniła piątą okazję na przełamanie w prowadzenie. W następnych minutach raszynianka miała w sumie dwie szanse na 2:0. Iga nie przypieczętowała swojej przewagi i pozwoliła rywalce na odrobienie straty. Chwilę później to zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych znalazła się z przodu.

     

    Niebezpiecznie układał się początek szóstego gema. Na starcie Polka zanotowała dwa poważne błędy w drodze do siatki. Na szczęście udało się jednak wyjść ze stanu 0-30, wygrywając cztery kolejne akcje i mieliśmy 3:3. Z racji tego, że to Danielle serwowała jako pierwsza w drugiej odsłonie, Amerykanka próbowała narzucać przez to presję na naszej tenisistce. Podczas ósmego rozdania doprowadziła do równowagi. Decydujące słowo należało do Świątek i znów na tablicy wyników zagościł remis.

     

    W dziewiątym gemie wiceliderka rankingu doczekała się break pointów. 23-latka miała w sumie dwie okazje na 5:4, ale przy pierwszej świetnie wybroniła się Collins, a przy drugiej to raszynianka popełniła błąd z forhendu, zagrywając w siatkę. Ostatecznie piąte “oczko” powędrowało na konto Amerykanki. Kolejne rozdanie mogło być ostatnim. Po świetnym returnie Danielle wypracowała sobie meczbola. Iga wyszła jednak z opresji na swoich warunkach, po czym wyrównała na 5:5. Kolejnego zagrożenia Polka już nie oddaliła. 31-latka zakończyła spotkanie jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem. Wykorzystała w sumie trzeciego meczbola i zapewniła sobie zwycięstwo 6:1, 7:5. Taki rezultat oznacza, że nasza reprezentantka spadnie na co najmniej 4. miejsce w rankingu.

  • Z 2:5 na 7:5. Fantastyczny powrót Hurkacza w Rzymie. Wyczekiwane zwycięstwo Polaka

    Z 2:5 na 7:5. Fantastyczny powrót Hurkacza w Rzymie. Wyczekiwane zwycięstwo Polaka

    Z 2:5 na 7:5. Fantastyczny powrót Hurkacza w Rzymie. Wyczekiwane zwycięstwo Polaka

     

    Sobota na Foro Italico nie stała tylko pod znakiem występu Igi Świątek. O awans do trzeciej rundy ATP Masters 1000 w Rzymie walczył także Hubert Hurkacz. Polak zmierzył się Pedro Martinezem, którego pokonał w finale ubiegłorocznego turnieju rangi “250” na kortach ziemnych w Estoril. Nasz reprezentant w komfortowym stylu wygrał premierową odsłonę, ale w drugiej pojawiły się problemy. W pewnym momencie rywal prowadził 5:2, miał później nawet setbola. Ostatecznie Hurkacz wygrał jednak 6:1, 7:5.

     

    Hubert Hurkacz dotarł na turniej ATP Masters 1000 w Rzymie z nadzieją na premierowe zwycięstwo na mączce w tym sezonie. Po tym, jak Polak w ostatniej chwili wycofał się ze zmagań w Miami z powodu kontuzji, jego absencja okazała się na tyle długa, że nie zobaczyliśmy go także w Monte Carlo oraz Monachium. Pierwszym startem wrocławianina po powrocie była impreza w Madrycie. Tam jednak odpadł już na “dzień dobry”, przegrywając w drugiej rundzie z Benjaminem Bonzim.

     

    28-latek musiał zatem szukać przełamania w stolicy Włoch. A to niezwykle ważny turniej, bowiem decyduje on o rozstawieniach na Roland Garros. Przed rokiem Hubert dotarł w Rzymie do ćwierćfinału, zarobił dzięki temu 200 pkt do rankingu. Ewentualna utrata tego dorobku mogłaby go kosztować brak miejsca w TOP 32. Przez to już w premierowej fazie imprezy wielkoszlemowej w Paryżu mógłby trafić na takich tenisistów, jak Jannik Sinner, Carlos Alcaraz, Alexander Zverev czy Novak Djoković.

     

    We włoskiej imprezie Hurkacz to rozstawienie jeszcze miał. Przystępował do rywalizacji jako turniejowa “30”, dzięki czemu otrzymał wolny los w pierwszej rundzie. W drugiej fazie Polak trafił na Pedro Martineza. Hiszpan pokonał na otwarcie Mattię Bellucciego 6:4, 6:2. Zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego to tenisista, który najlepiej czuje się właśnie na mączce. Mimo to wrocławianin dwukrotnie ogrywał swojego dzisiejszego przeciwnika na tej nawierzchni, w sumie ma bilans 3-0 w zestawieniu H2H. Ostatnią potyczkę rozegrali w finale ubiegłorocznego ATP 250 w Estoril. Wówczas Hubert wygrał 6:3, 6:4 i sięgnął po swój premierowy skalp na mączce. W sobotę Martinez polować na rewanż za tamtą porażkę.

     

    Mecz rozpoczął się bardzo optymistycznie z perspektywy Hurkacza. Polak stracił zaledwie jeden punkt w swoich pierwszych dwóch gemach serwisowych. W trakcie czwartego rozdania pogubił się Martinez. Nasz reprezentant doskonale wykorzystał swoją szansę i przełamał rywala do zera. Po chwili znów nie dał szans przeciwnikowi przy własnym podaniu i zrobiło się 4:1. Nie dość, że Pedro nie miał za bardzo pomysłu na dobranie się do serwisu Polaka, to jeszcze sam generował sobie kłopoty przy własnym podaniu. Po dwóch podwójnych błędach serwisowych z rzędu Hubert wyszedł na prowadzenie z podwójnym przełamaniem. Po chwili 28-latek pewnie domknął premierową odsłonę rezultatem 6:1.

     

    Hurkacz dopiął jednak swego w trakcie dziewiątego rozdania. Najpierw obronił setbola, a potem dorzucił jeszcze dwie wygrane akcje i strata przełamania została zniwelowana. Po chwili Hubert serwował na 5:5. Polak miał trochę kłopotów, przegrywał 15-30 przy własnym podaniu. Później zgarnął trzy akcje z rzędu i wyrównał stan rywalizacji w drugiej odsłonie. Wrocławianin poszedł za ciosem i zamknął pojedynek jeszcze przed potencjalnym tie-breakiem. W jedenastym gemie wrócił ze stanu 0-30 i przełamał Martineza po czterech skutecznych akcjach. Chwilę później domknął spotkanie rezultatem 6:1, 7:5. W trzeciej rundzie ATP Masters 1000 w Rzymie zagra z Taylorem Fritzem lub Marcosem Gironem.