Category: Celebrities

  • Jest decyzja Świątek. Najważniejsza osoba na Roland Garros reaguje

    Jest decyzja Świątek. Najważniejsza osoba na Roland Garros reaguje

    Jest decyzja Świątek. Najważniejsza osoba na Roland Garros reaguje

    Iga Świątek będzie bronić tytułu podczas wielkoszlemowego Roland Garros. Polka podjęła decyzję, że wcześniej niż zwykle przybędzie do Paryża. Tenisistka jest już w stolicy Francji, gdzie zapoznaje się z nawierzchnią kortów ziemnych. Jak jej szanse w Paryżu widzi Amelie Mauresmo, dyrektorka turnieju? – Początek turnieju będzie kluczowy, decydujący dla odzyskania przez nią pewności siebie – skomentowała Francuzka.

     

    Iga Świątek straciła już sporo punktów na kortach ziemnych. Jej najlepszym wynikiem na mączce w tym sezonie był półfinał w Madrycie. Poza tym odpadała w trzecich rundach turniejów w Stuttgarcie i Rzymie. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Świątek znajduje się na piątym miejscu, a jeżeli straci sporo punktów podczas Roland Garros, to osunie się jeszcze niżej. – Po prostu nie byłam gotowa, żeby walczyć i rywalizować. Skupiłam się na błędach. To mój błąd, że robię źle niektóre rzeczy – mówiła Świątek po porażce z Danielle Collins (1:6, 5:7 w Rzymie).

     

    Świątek podjęła decyzję, by przylecieć wcześniej. Dyrektorka Roland Garros reaguje

    Amelie Mauresmo, dyrektorka Roland Garros, udzieliła wywiadu Eurosportowi przed startem turnieju. Francuzka wypowiedziała się nt. szans Świątek na obronę tytułu.

     

    – Początek turnieju będzie kluczowy, decydujący dla odzyskania przez nią pewności siebie. Czasami potrzebuje się tych pierwszych wygranych, jednej, dwóch, czasami trzech, by złapać ten odpowiedni rytm. Żeby jeszcze bardziej uwierzyć w sukces. Na tych kortach zawsze jest niebezpieczna, zawsze będzie stanowić spory problem dla każdej rywalki. Fakt, że tym razem zacznie z dość niską pewnością siebie to dla niej nowość. Ciekawe, jak zareaguje na to mentalnie – powiedziała.

     

    Mauresmo dostrzegła, że Świątek przybyła znacznie wcześniej do Francji niż normalnie. Pierwszy mecz Polka na mączce na Roland Garros zagra dopiero na początku przyszłego tygodnia. – W tym sezonie nie wygrała zbyt wielu spotkań na mączce. Uważam, że chce jak najmocniej zaczerpnąć atmosferę kortu centralnego, kortu, który kocha i który być może jest jej ulubionym na świecie. Potrzebuje tego. To jeden z pierwszych przypadków, gdy tak renomowana zawodniczka pojawia się u nas już teraz – opowiada dyrektorka turnieju.

     

    Kto wygra Roland Garros? “Zawsze było kwestią otwartą”

    Kto jest główną faworytką do wygrania wielkoszlemowego Roland Garros? Mauresmo wskazała kilka zawodniczek, które mogą być groźne na kortach w Paryżu.

     

    – Aryna Sabalenka jest niesamowita od początku sezonu. Coco Gauff dobrze poukładała swoją grę, a Madison Keys w tym roku wygrała już wielkoszlemowy Australian Open. To, kto wygra turniej singlistek, zawsze było kwestia otwartą, a teraz chyba jeszcze trudniej to przewidzieć – podsumowała.

     

    Wielkoszlemowy Roland Garros rozpocznie się 25 maja i potrwa do 8 czerwca. Aktualnie jesteśmy pewni udziału piątki Polaków w głównej drabince: Igi Świątek, Magdy Linette, Magdaleny Fręch, Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka. Relacje tekstowe na żywo z Roland Garros w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Już wszystko jasne! Ogłoszono powołania na Ligę Narodów

    Już wszystko jasne! Ogłoszono powołania na Ligę Narodów

    Już wszystko jasne! Ogłoszono powołania na Ligę Narodów

    Piłkarska reprezentacja Polski kobiet już niedługo rozegra mecze Ligi Narodów z Irlandią Północną i Rumunią. Znamy listę zawodniczek powołanych na te spotkania.

     

    Reprezentacja Polski kobiet rywalizuje obecnie w Dywizji B Ligi Narodów. Biało-Czerwone do tej pory bardzo dobrze prezentowały się w rywalizacji na arenie międzynarodowej. Podopieczne Niny Patalon po czterech spotkaniach mają na swoim koncie dziesięć punktów, dzięki czemu znajdują się na pierwszym miejscu w grupie, wyprzedzając narodowe drużyny Irlandii Północnej, Bośni i Hercegowiny oraz Rumunii.

     

    Polki już niedługo rozegrają kolejne spotkania w Lidze Narodów. 30 maja zmierzą się zawodniczkami z Irlandii Północnej, a 3 czerwca zagrają z reprezentantkami Rumunii.

     

    W poniedziałek na profilu “Łączy Nas Piłka” na platformie X ogłoszono listę powołanych piłkarek na zbliżające się spotkania. Zobaczcie, które zawodniczki mogą pojawić się na murawie w nadchodzących meczach.

     

    Powołania piłkarskiej reprezentacji Polski kobiet na mecze Ligi Narodów:

    Bramkarki: N. Radkiewicz, K. Seweryn, K. Szemik

     

    Obrończynie: K. Adamek, J. Cyraniak, P. Dudek, M. Mesjasz, E. Szymczak, M. Wiankowska, A. Zaremba, W. Zieniewicz

     

    Pomocniczki: A. Achcińska, M. Brodzik, D. Grabowska, E. Kamczyk, M. Kokosz, T. Pawollek, K. Słowińska

     

     

     

    Napastniczki: K. Jedlińska, N. Padilla-Bidas, E. Pajor, P. Tomasiak, W. Zawistowska

  • Sensacja, Magda Linette nie dała szans mistrzyni Wimbledonu! Co za wynik!

    Sensacja, Magda Linette nie dała szans mistrzyni Wimbledonu! Co za wynik!

    Sensacja, Magda Linette nie dała szans mistrzyni Wimbledonu! Co za wynik

     

    Magda Linette nie dała większych szans wracającej po kontuzji Barborze Krejcikovej i pokonała aktualną mistrzynię Wimbledonu 6:3, 6:3 w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Strasburgu! Polka w kolejnym meczu zagra z Rebeccą Sramkovą, której będzie się mogła zrewanżować za ostatnią bolesną porażkę.

     

    Magda Linette do turnieju w Strasburgu przystępowała po trudnych dla niej imprezach w Madrycie i w Rzymie, gdzie nie najlepiej rozpoczęła granie na nawierzchni ziemnej w 2025 r. W stolicy Hiszpanii Polka przegrała już w pierwszym meczu z Marią Sakkari. I co prawda później zrewanżowała się Greczynce w stolicy Włoch, to jednak dwa dni później Coco Gauff nie dała jej większych szans w meczu trzeciej rundy.

     

    Fani Linette liczyli na dobry rezultat w meczu z wracającą po kontuzji Czeszką Barborą Krejcikovą, która przez uraz pleców ostatni mecz zagrała 8 listopada, czyli ponad pół roku temu. Polka od pierwszych akcji udowadniała, że jest tego dnia lepsza od byłej wiceliderki rankingu i aktualnej mistrzyni Wimbledonu, która ewidentnie nie wróciła jeszcze do dobrej formy.

     

    Linette nie dała większych szans Krejcikovej

     

    Linette przełamała rywalkę już w pierwszym gemie i po kilku minutach spotkania prowadziła 2:0. 29-latka naciskała na Polkę, jednak ta skutecznie wykorzystywała kluczowe piłki. Najbliżej przełamania rywalki Czeszka była w ósmym gemie. Linette jednak bez większych problemów obroniła break pointa. 33-latka poszła za ciosem i w dziewiątym gemie skończyła pierwszą partię, ponownie przełamując rywalkę.

     

    Drugi set rozpoczął się dość niespodziewanie — od przełamania Polki przez Czeszkę. Linette jednak odpowiedziała błyskawicznie i po kilku następnych akcjach prowadziła już 2:1. W czwartym gemie ponownie przełamała rywalkę i przy wyniku 4:1 miała już autostradę do wygranej w całym meczu.

     

    Finalnie Linette po bardzo udanym spotkaniu pokonała Krejcikovą 6:3, 6:3.

     

    W drugiej rundzie Linette zagra ze Słowaczką Rebeccą Sramkovą, która gładko pokonała Julię Putincewą 6:0, 6:4. Do tej pory Linette i Sramkova grały ze sobą jeden mecz — we wrześniu 2024 r. Słowaczka pokonała Polkę w Tajlandii w dwóch setach.

  • Pajor przeszła do historii FC Barcelony! Czegoś takiego nie dokonał nikt inny

    Pajor przeszła do historii FC Barcelony! Czegoś takiego nie dokonał nikt inny

    Pajor przeszła do historii FC Barcelony! Czegoś takiego nie dokonał nikt inny

     

    Ewa Pajor i FC Barcelona są wielkie. Na koniec sezonu Katalonki zdemolowały 6:0 Athletic Bilbao, a reprezentantka Polski przyczyniła się do tego dwiema bramkami oraz asystą. Dzięki temu ustanowiła klubowy rekord, który jeszcze będzie mogła poprawić, a także została królową strzelczyń ligi hiszpańskiej.

     

    Piłkarki FC Barcelony przystępowały do ostatniego w sezonie meczu ligowego pewne mistrzostwa kraju. A w domowym spotkaniu z Athletikiem Bilbao potwierdziły wielką klasę, do czego walnie przyczyniła się Ewa Pajor.

     

    FC Barcelona rozgromiła Athletic Bilbao na koniec sezonu w lidze hiszpańskiej. Ewa Pajor bohaterką

    Katalonki fantastycznie rozpoczęły. Już w drugiej minucie Salma Paralluelo przeprowadziła akcję lewym skrzydłem i podała do wbiegającej na 11. metr Aitany Bonmati, która płaskim strzałem zdobyła bramkę na 1:0. A potem w centrum uwagi była Polka.

     

    Kilkanaście minut po strzeleniu gola Bonmati ruszyła prawym skrzydłem i dośrodkowała w pole karne. Tam sprytem wykazała się Pajor i po uprzedzeniu obrończyni rywalek trąciła piłkę, co wystarczyło do podwyższenia prowadzenia Barcelony.

     

    Później reprezentantka Polski błysnęła po raz kolejny. Tym razem skorzystała z kapitalnej akcji Caroline Graham Hansen, która oszukała zawodniczkę Athleticu i zagrała tak, że pozostało tylko wbić piłkę do pustej bramki.

     

    Ewa Pajor zdobyła dwie bramki dla FC Barcelony i śrubuje klubowy rekord

    W ten sposób 28-latka śrubuje klubowy rekord pod względem liczby goli w debiutanckim sezonie. We wszystkich rozgrywkach ma ich 43, podczas gdy poprzednia rekordzistka Jennifer Hermoso miała ich 41 (w sezonie 2016/17). A Pajor będzie miała jeszcze dwie okazje na poprawienie wyniku (finały Ligi Mistrzów i Pucharu Królowej). Ponadto z 25 bramkami została królową strzelczyń Ligi F.

     

    W drugiej połowie Katalonki miały gigantyczną przewagę nad rywalkami i szukały kolejnych trafień, co udało im się dopiero na kilkanaście minut przed końcem. Paralluelo wygarnęła piłkę rywalkom w ich polu karnym, a następnie zagrała do Pajor, która natychmiast oddała strzał. Z tym bramkarka sobie poradziła, natomiast była bezradna przy dobitce Claudii Piny.

     

    Ta sama zawodniczka tuż przed końcem podwyższyła na 5:0. Zrobiła to, trafiając do pustej bramki po podaniu reprezentantki Polski, która zagraniem wślizgiem uprzedziła bramkarkę Athleticu. A w doliczonym czasie wynik ustaliła Esmee Brugts.

     

    30. kolejka Ligi F: FC Barcelona – Athletic Bilbao 6:0

    gole: Aitana Bonmati 2′; Ewa Pajor 21′, 37′; Claudia Pina 74′, 89′; Esmee Brugts 90+1′

    Ostatecznie piłkarki FC Barcelony zakończyły ligowy sezon z 84 pkt (na 90 możliwych) i bilansem bramkowym 128-16. A przed nimi jeszcze dwa finały, Ligi Mistrzów z Arsenalem (24 maja) oraz Pucharu Królowej z Atletico Madryt (7 czerwca).

  • Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Zrobiła to! Ewa Pajor królową strzelczyń ligi hiszpańskiej

    Piłkarka Barcelony Ewa Pajor strzeliła dwa gole w wygranym 6:0 meczu z Athletikiem Bilbao w ostatniej kolejce hiszpańskiej ekstraklasy. Reprezentantka Polski wywalczyła tytuł królowej strzelczyń z 25 bramkami na koncie.

     

    Kolejne zawodniczki w klasyfikacji najskuteczniejszych miały znacznie skromniejszy dorobek: Alexia Putellas z Barcelony i Edna Imade z Granady zaliczyły po 16 trafień.

     

    Już w drugiej minucie gola strzeliła dwukrotna laureatka Złotej Piłki – Aitana Bonmati. Jeszcze w pierwszej połowie dwie bramki zdobyła Pajor, której asystowały Bonmati i Caroline Graham Hansen. W drugiej połowie kolejne dwa gole strzeliła Claudia Pina, która weszła z ławki rezerwowych. W doliczonym czasie na 6:0 podwyższyła Esmee Brugts.

     

    W 30. kolejce La Liga Femenina gola strzeliła także inna reprezentantka Polski – Aleksandra Zaremba z Costa Adeje Tenerife. Jej zespół wygrał z Realem Sociedad San Sebastian 4:1.

     

    Barcelona już wcześniej zapewniła sobie 10. w historii oraz szóste z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. W 30 ligowych meczach odniosła 28 zwycięstw i poniosła dwie porażki – z Realem Madryt i Levante. Piłkarki “Blaugrany” strzeliły aż 128 goli, a straciły zaledwie 16. Drugie i trzecie miejsce zajęły kluby z Madrytu – Real i Atletico.

     

    Kobieca drużyna “Dumy Katalonii” ma szansę na potrójną koronę. W sobotę na Estadio Jose Alvalade w Lizbonie zagra z Arsenalem Londyn w finale Ligi Mistrzyń, a 7 czerwca zmierzy się z Atletico Madryt w finale Pucharu Królowej.

  • Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy”

    Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy”

    Iga Świątek w Paryżu, a tu taki scenariusz. Upadek i wybuch Polki. “To ją niszczy

     

    Już prawie rok minął od ostatniego triumfu Igi Świątek, do którego doszło na kortach Rolanda Garrosa. Czy właśnie tam, w swoim królestwie, Polka zdoła się w końcu przełamać? Zupełnie inny scenariusz dla 23-latki wieszczy Justin Henin. Była liderka rankingu WTA wspomniała o “upadku” Igi Świątek i możliwie czekającej ją “eksplozji”, a także stwierdziła, co jej zdaniem niszczy naszą tenisistkę, negatywnie wpływając na osiągane przez nią wyniki.

     

    Ćwierćfinał w Miami i w Stuttgarcie, półfinał w Madrycie i trzecia runda w Rzymie – przed sezonem trudno byłoby zakładać, że to zdanie opisywać będzie ostatnie występy Igi Świątek na kortach WTA. Oczywiście, obiektywnie rzecz ujmując, nie są to złe rezultaty, ale polska tenisistka przyzwyczaiła nas jednak do nieco innych standardów. Teraz jednak wpadła w błędne koło. I choć świeżo mamy w pamięci czas, gdy była absolutną dominatorką w stawce, teraz już prawie rok czeka na kolejny wygrany turniej.

     

    Swój ostatni sukces Iga Świątek święciła… a jakże – na kortach Rolanda Garrosa, gdzie wygrała trzy ostatnie edycje wielkoszlemowej imprezy. Teraz o obronę tytułu będzie niezwykle trudno, choć naszej zawodniczki nigdy nie wolno skreślać.

     

    Roland Garros. Iga Świątek w końcu się przełamie? Justin Henin ma inny scenariusz

     

    Iga Świątek przebywa już od kilku dni w Paryżu, by jak najlepiej przygotować się do rywalizacji w “swoim królestwie”. Tymczasem jej formę postanowiła skomentować była liderka rankingu WTA – Justin Henin. Jak przyznała belgijska tenisistka w rozmowie z francuskim oddziałem Eurosportu, największym wrogiem Igi Świątek jest obecnie… ona sama. A mówiąc dokładniej – jej perfekcjonizm, który nie pozwala jej błyszczeć nawet na ukochanej mączce

     

    I nawiązując do występu Polki w Rzymie, dodała: – Do tej pory nie bolało to aż tak bardzo. Obecnie mówimy jednak o mączce, którą kocha i o turnieju, który wygrała cztery razy. Jeśli był czas, żeby się odnaleźć, to właśnie teraz. Przeciwko Collins przeszła przez bardzo trudny stan emocjonalny. Na konferencji prasowej miała zaczerwienione oczy. Widać, że to bardzo głęboko ją boli.

     

    Justin Henin jest zdania, że w przypadku Igi Świątek droga powrotna na szczyt może nie prowadzić przez wielki sukces, a bolesny upadek, do którego może dojść w ulubionym dla niej miejscu. I właśnie taki scenariusz dla polskiej zawodniczki wieszczy przez zbliżającym się Rolandem Garrosem, wspominając o możliwych “wybuchu” 23-latki.

     

    – Być może to jest ten moment, kiedy wszystko musi eksplodować, żeby zrozumiała, co tak naprawdę się dzieje i mogła iść dalej. Może to właśnie tutaj, w Paryżu, zobaczymy jej upadek, zanim będzie mogła znów się podnieść – powiedziała Justin Henin.

  • Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

    Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

    Absurdalna sytuacja. Nawet Flick przeciwko Lewandowskiemu

     

    Robert Lewandowski w kończącym się sezonie przeżył drugą młodość, ale na finiszu rozgrywek zaciął się jak rzadko. Absurdalnie długa (jak na niego) niemoc może go słono kosztować. A Hansi Flick nie zamierza podać mu pomocnej dłoni.

     

    “Cześć, jestem Robert Lewandowski i od 39 dni nie strzeliłem gola…” – gdyby istniały mityngi nieanonimowych gwiazd futbolu, “Lewy” dzieliłby się teraz na nich takim doświadczeniem. W jego przypadku taka przerwa to anomalia. Zwłaszcza w sezonie, w którym przeżył drugą młodość.

     

    Jeszcze w lutym pisaliśmy, że jest jak WOŚP – będzie strzelał gole do końca kariery i… jeden dzień dłużej. Historia futbolu nie zna tak skutecznego weterana. Nawet uznawany za synonim długowieczności Cristiano Ronaldo nie był w wieku 36 lat tak skuteczny. Więcej TUTAJ. Dorobek RL9 w kończącym się sezonie jest jednak imponujący także bez podziału na kategorie wiekowe.

     

    Z 40 golami napastnik Barcelony pozostaje najskuteczniejszym piłkarzem w TOP5 – pięciu najlepszych ligach Europy, do których należą angielska, francuska, hiszpańska, niemiecka i włoska. A w kategorii open więcej bramek od niego zdobył tylko Viktor Gyokeres (53) ze Sportingu. To najlepszy sezon “Lewego” w Barcelonie, a wrażenie robi też renesans jego skuteczności.

     

    “Lewy” w Barcelonie sezon po sezonie:

     

    Zdobycz z poprzedniego sezonu poprawił o 14 goli – to skok o 54 procent! Owszem, pułap był niski, bo ubiegły sezon był jego najsłabszym od ponad dekady (więcej TUTAJ), ale rok temu o tej porze mało kto spodziewał się, że Lewandowski znów będzie tak skuteczny. Z przyjściem Hansiego Flicka wiązano wielkie nadzieje w kwestii odrodzenia “Lewego”, ale rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania.

     

    To się nie zdarza

     

    Do października mknął na życiówkę. Strzelał 1,21 gola na mecz. Potem zdjął jednak nogę z gazu i na koniec marca jego średnia wynosiła już tylko 0,91, a teraz to 0,8. To drastyczny spadek, ale nie mogło być inaczej, skoro Lewandowski na kolejnego gola czeka od 9 kwietnia – już 39 dni.

     

    W ostatnim dziesięcioleciu na dłużej zaciął się tylko dwukrotnie. Obie te niemocy dopadły go w ubiegłym sezonie i odbieraliśmy je jako zwiastun jego zejścia ze szczytu. Wtedy nie potrafił strzelić gola przez 43 (17.03-29.04.2024) i 50 (23.09-12.11.2023) dni.

     

    Owszem, teraz był wyłączony z gry z powodu kontuzji mięśnia uda. Pauzował przez nią jednak tylko dwa tygodnie, a od ostatniego trafienia wystąpił w pięciu meczach i w żadnym nie strzelił gola. Jego niemoc trwa 343 minuty i jak na niego jest wyjątkowo długa. Takie serie w karierze “Lewego” na najwyższym poziomie można policzyć na palcach jednej dłoni.

     

    Schłodzony szampan

     

    A teraz 36-latek czeka na nie byle jaką bramkę, bo licznik jego trafień dla Barcelony zatrzymał się na 99. Dotąd po strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów klubu wspinał się w tempie, jakiego nie powstydziłaby się Aleksandra Mirosław, złota medalistka IO 2024 we wspinaczce na czas.

     

    Tymczasem od 5,5 tygodnia nie ruszył z miejsca. Utknął na 21. lokacie 9 kwietnia, kiedy dzięki dubletowi ustrzelonemu z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów zrównał się z Pedro. Takiego zastoju w tej wspinaczce jeszcze nie miał.

     

    Obóz rozbił tuż przed wejściem do Klubu 100 – elitarnego grona piłkarzy, którzy strzelili dla Barcelony co najmniej 100 goli. Do jego drzwi dotarł wyjątkowo szybko, bo już po 140 występach. W XXI wieku szybszy od niego na tym odcinku był tylko Luis Suarez, ale szampan przygotowywany na okazję przekroczenia tej magicznej granicy będzie wyjątkowo dobrze schłodzony.

     

    Najlepsi strzelcy w historii Barcelony na podstawie oficjalnych danych klubu:

     

    m piłkarz gole lata gry

    1. Leo Messi 672 2004-2021

    2. Cesar Rodriguez 234 1939-1955

    3. Luis Suarez 198 2014-2020

    4. Laszlo Kubala 194 1951-1961

    5. Josep Samitier 184 1919-1932

    6. Josep Escola 166 1934-1948

    7. Paulino Alcantara 143 1912-1927

    8. Samuel Eto’o 133 2004-2009

    9. Mariano Martin 130 1940-1947

    Rivaldo 130 1997-2002

    11. Patrick Kluivert 123 1998-2004

    12. Carles Rexach 122 1965-1981

    Christo Stoiczkow 122 1990-1998

    14. Estanislao Basora 114 1946-1958

    15. Luis Enrique 110 1996-2004

    16. Eulogio Martinez 106 1956-1962

    Jose Zaldua 106 1961-1970

    18. Evaristo de Macedo 105 1957-1962

    Neymar 105 2013-2017

    20. Juan Asensi 101 1970-1981

    21. Pedro 99 2007-2015

    Robert Lewandowski 99 2022-

     

    Detronizacja?

     

    Jeszcze dłużej, bo 49 dni, Lewandowski czeka na trafienie w La Lidze. I tu jego niemożność ma już poważniejsze konsekwencje niż tylko odroczenie uzyskania członkostwa w Klubie 100 Barcelony. Gdy 30 marca zdobył dwie bramki z Gironą, w klasyfikacji strzelców Primera Division miał trzy gole przewagi nad Kylianem Mbappe.

     

    Teraz, siedem kolejek później i nad dwa mecze przed końcem sezonu, to Francuz ma trzy trafienia więcej od Polaka. W tej rywalizacji stawką nie jest jednak tylko Trofeo Pichichi. Lewandowski przez 34 kolejki zmierzał po swoją dziewiątą koronę króla strzelców lig TOP 5. Nikt na najwyższym poziomie nie był koronowany częściej od niego i Leo Messiego.

     

    “Lewy” był więc na dobrej drodze do zdobycia miana najbardziej utytułowanego króla strzelców w historii, ale Mbappe może za jednym zamachem zarówno pozbawić Polaka szans na zdetronizowanie Messiego, jak i samemu zdetronizować Lewandowskiego.

     

    W latach 2018-23 “Lewy” sześć razy z rzędu sięgał po koronę króla strzelców Bundesligi (5) i La Ligi (1), dzięki czemu został najdłużej panującym królem strzelców w historii Europy. Przebił pod tym względem Jeana-Pierre’a Papina (1988-92) i Leo Messiego (2017-21).

     

    Nie nacieszył się jednak długo tym rekordem na wyłączność. W ubiegłym sezonie dorównał mu pod tym względem właśnie Mbappe, który w latach 2019-24 rok po roku zdobywał tytuł króla strzelców Ligue 1.

     

    Jeśli Francuz podbije teraz La Ligę, a jest na dobrej drodze, to przedłuży swoje panowanie do siedmiu kolejnych sezonów i przebije Lewandowskiego. Tak długich rządów Europa jeszcze nie widziała.

     

    Zniwelowanie trzybramkowej straty do Mbappe w dwóch ostatnich kolejkach sezonu jest trudnie, ale nie jest niemożliwe. Zwłaszcza w zespole, który strzela 2,91 gola na mecz. Hansi Flick nie ma jednak zamiaru ułatwiać Lewandowskiemu walki o Trofeo Pichichi.

     

    Bramki Polaka pomogły “Dumie Katalonii” w zdobyciu potrójnej korony, ale gdy trofea są już w gablocie, nikt w klubie nie mówi: “Nie pytaj, co Lewandowski może zrobić dla Barcelony. Zapytaj, co Barcelona może zrobić dla Lewandowskiego”.

     

    Niewykluczone, że w niedzielnym meczu z Villarrealem Niemiec wystawi “11” złożoną z samych wychowanków La Masii. Dla “Lewego” siłą rzeczy nie będzie w niej miejsca. Gdy w sezonie 2020/21 Lewandowski bił rekord Gerda Muellera, Hansi Flick robił wszystko, by Polak dokonał niemożliwego.

     

    Teraz nie chce mu podać pomocnej dłoni. Z Espanyolem, gdy sprawa tytułu była już przesądzona, zdjął go z boiska przed końcowym gwizdkiem. Teraz z Villarrealem planuje posadzić go na ławce, by zapisać się w historii klubu wystawieniem “11” wychowanków.

     

    Mecz 37. kolejki La Ligi FC Barcelona – Villarreal CF w niedzielę o godz. 19. Transmisja w Canal+ Sport. Relacja tekstowa NA ŻYWO w WP SportoweFakty.

  • Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Od Debiutu do Dominacji: Jak Ewa Pajor Podbiła Barcelonę i Piłkarski Świat

    Kiedy Ewa Pajor latem 2024 roku dokonała głośnego transferu do FC Barcelony, kibice i eksperci byli przekonani, że do klubu dołącza zawodniczka światowego formatu. Jednak to, co wydarzyło się w pierwszych tygodniach sezonu, przerosło wszelkie oczekiwania i na nowo zapisało się w historii klubu.

     

    W zaledwie sześciu ligowych występach polska napastniczka zdobyła aż dziewięć bramek, bijąc dotychczasowy rekord siedmiu goli na starcie sezonu – należący do legend Barcelony, Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez. Skuteczność Pajor pod bramką rywali była wręcz zabójcza – obrońcy byli bezradni, a bramkarki bez szans. Jej występy to nie tylko efektywność, ale prawdziwy piłkarski spektakl.

     

    Najbardziej przełomowy moment nadszedł podczas prestiżowych derbów z Espanyolem. W atmosferze wielkiego napięcia i oczekiwań Pajor zagrała koncertowo, kompletując hat-tricka w zaledwie 45 minut i prowadząc Barcelonę do efektownego zwycięstwa 7:1. Wcześniej zachwyciła kibiców hat-trickiem przeciwko Granadzie, przyczyniając się do nokautującego wyniku 10:1.

     

    Jeszcze bardziej imponująca niż liczby jest błyskawiczna adaptacja Pajor do nowego otoczenia. Przejście do wielkiego klubu często wiąże się z okresem przyzwyczajenia, ale Polka wyglądała, jakby od zawsze była częścią zespołu. Pomogła w tym znajomość z trzema byłymi koleżankami z VfL Wolfsburg, które również reprezentują Barcelonę. Ale to nie znajomości, a głód sukcesu, niesamowita determinacja i zimna skuteczność sprawiły, że Pajor błyszczy na europejskich boiskach.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, idąc ramię w ramię ze swoim rodakiem, Robertem Lewandowskim, który dominuje w męskich rozgrywkach. Razem budują siłę polskiej piłki na arenie międzynarodowej, udowadniając, że biało-czerwoni mają w swoich szeregach prawdziwe gwiazdy.

     

    Jej piorunujący start zachwycił nie tylko hiszpańskich fanów – rozpalił też dumę w sercach polskich kibiców. Pajor nie tylko strzela gole – ona inspiruje. Przekracza granice, łamie rekordy i wyznacza nowy, złoty standard w kobiecej piłce.

     

    A w miarę jak sezon nabiera tempa, jedno pytanie staje się coraz bardziej ekscytujące: jeśli to dopiero początek, to jak wysoko może jeszcze sięgnąć Ewa Pajor?

     

  • Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomość

    Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomość

    Iga Świątek znów spadnie w rankingu! Ale jest jeszcze gorsza wiadomoś

     

    Cóż to był za występ Jasmine Paolini! Włoszka ograła Coco Gauff 6:4, 6:1 w finale prestiżowego turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie. Było to niezwykle istotne z punktu widzenia Igi Świątek. Polka zanotuje kolejny spadek w rankingu WTA, a to oznacza, że już w ćwierćfinale Rolanda Garrosa będzie mogła trafić na największe faworytki — z Aryną Sabalenką i Coco Gauff włącznie! Oto jak będzie wyglądał ranking WTA w poniedziałek.

     

    29-letnia Jasmine Paolini zachwyciła świat w ubiegłym sezonie. Włoszka dotarła wówczas do finałów Roland Garros i Wimbledonu, a także triumfowała w prestiżowym turnieju w Dubaju. Był to dla niej przełomowy moment – nowe otwarcie w karierze, które zaowocowało awansem na najwyższe w karierze, czwarte miejsce w rankingu WTA.

     

    Końcówka sezonu nie była już tak udana. Paolini wyraźnie odczuła trudy intensywnej pierwszej połowy roku. Również początek obecnego sezonu nie układał się po jej myśli. Przełom przyszedł dopiero w Miami, gdzie dotarła do półfinału.

     

    Tak wygląda nowy ranking WTA

    Później zagrała również w półfinale turnieju w Stuttgarcie. Choć w międzyczasie spadła na siódmą pozycję w rankingu, teraz znów wraca do czołówki. Po triumfie w Rzymie powtórzy swoje największe osiągnięcie sprzed roku i awansuje na czwarte miejsce, spychając z tej pozycji Igę Świątek. Polka od poniedziałku będzie piątą zawodniczką świata. W takiej sytuacji nasza tenisistka nie będzie rozstawiona w swojej “ćwiartce” podczas Roland Garros. Co to oznacza? Polka już w ćwierćfinale może trafić na Sabalenkę lub Gauff.

     

    W poniedziałek ranking WTA będzie przedstawiał się następująco:

     

    Aryna Sabalenka — 10 683 pkt

    Coco Gauff — 6863 pkt

    Jessica Pegula — 6308 pkt

    Jasmine Paolini — 5865 pkt

    Iga Świątek — 5838 pkt

    Mirra Andriejewa — 4986 pkt

    Madison Keys — 4674 pkt

    Qinwen Zheng — 4368 pkt

    Emma Navarro — 3831 pkt

    Paula Badosa — 3641 pkt

    Przypomnijmy, że już w przyszły weekend rozpocznie się wielkoszlemowy Roland Garros. Świątek będzie bronić tam 2000 pkt za ubiegłoroczny triumf. W momencie, gdy wszystkim tenisistkom zostaną odjęte punkty za Paryż, to Świątek z dorobkiem 3838 pkt będzie się plasować na dziewiątym miejscu.

  • Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Ewa Pajor błyszczy w doliczonym czasie – Cicha bohaterka, która ratuje Polskę i Barcelonę w ostatnich sekundach

    Kiedy czas nieubłaganie ucieka, a napięcie sięga zenitu, tylko nieliczni potrafią zachować zimną krew i wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Ewa Pajor nie raz już udowodniła, że należy do tego elitarnego grona. Jej umiejętność zdobywania bramek w końcówkach spotkań nie tylko elektryzuje kibiców, ale też prowadzi zarówno FC Barcelonę, jak i reprezentację Polski do kluczowych zwycięstw w chwilach największej niepewności.

    Serce z lodu w meczu o wszystko

    Kwalifikacje do Mistrzostw Europy wisiały na włosku, gdy Polska mierzyła się z Austrią. Stawka była ogromna. Gdy zegar pokazywał już 94. minutę, a Austria wciąż miała nadzieję na odwrócenie losów dwumeczu, Pajor zadała decydujący cios. Jej gol nie tylko przypieczętował zwycięstwo 2:0 w dwumeczu — on zapewnił Polsce awans na Mistrzostwa Europy i rozpalił radość w całym kraju. To nie była zwykła bramka. To było symboliczne zakończenie misji zrealizowanej perfekcyjnie.

    Od porażki do pogromu: pokaz siły Pajor w Barcelonie

    W piłce klubowej historia się powtarza. W starciu z Espanyolem FC Barcelona znalazła się w nietypowej sytuacji — przegrywała do przerwy. Ale Ewa Pajor nie zamierzała na to pozwolić. Rozpoczęła prawdziwy koncert strzelecki, zdobywając hat-tricka. W 82. minucie dołożyła trzeciego gola — prostego dobitkę, która nie była już konieczna, by wygrać, ale była wyraźnym sygnałem: Pajor gra do końca, bez względu na wynik. 7:1 dla Barcelony – a każdy gol był cegiełką do spektakularnego odrodzenia.

    Legenda tworzona w ostatnich minutach

    Późne bramki to nie przypadek w statystykach Pajor — to odbicie jej boiskowej inteligencji, instynktu snajpera i lodowatej precyzji. Jak podkreśla ESPN, jej wykończenie akcji i niemal intuicyjne ustawianie się w polu karnym stały się jej znakiem rozpoznawczym. Bez względu na to, czy reprezentuje barwy narodowe, czy walczy w klubowych rozgrywkach, jej wpływ na wynik jest nie do przecenienia — i często pojawia się wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone.

    https://youtu.be/n5pW3gakr2g?si=If9iUIkvBQ5MHdrA

     

    W piłce nożnej legendy rodzą się w momentach najwyższego napięcia — a Ewa Pajor właśnie w takich chwilach pisze swoją własną historię. Dziś pytanie nie brzmi już czy strzeli gola w końcówce, lecz ile razy to jeszcze zrobi, zanim sędzia zagwiżdże po raz ostatni.