Author: trevor

  • Polka zeszła z kortu, wtedy rozegrał się dramat. Wiktorowski dostał wiadomość

    Polka zeszła z kortu, wtedy rozegrał się dramat. Wiktorowski dostał wiadomość

    Od kilku dni trwa turniej WTA 1000 w Toronto, już we wtorek na korcie pojawią się dwie najwyżej notowane polskie tenisistki, czyli Iga Świątek i Maja Chwalińska. Dzień wcześniej w akcji oglądaliśmy inne nasze reprezentantki – Magdalena Fręch dokończyła przerwany mecz z Leolią Jeanjean, wygrywając z nią 7:5, 6:3, po niej na tym samym korcie pojawiła się Magda Linette.

    Linette dość nieoczekiwanie przegrała pierwszego seta z Carol Zhao, ale już w dwóch kolejnych oddała rywalce tylko pięć gemów, pieczętując awans do drugiej rundy, w której zagra z Evą Lys. Zakończenie tego spotkania nie oznaczało jednak końca emocji na obiekcie Grandstand, po Polce i Kanadyjce na korcie pojawiły się Panna Udvardy i Eva Lys.

    Węgierka i Niemka rozegrały trzecie bezpośrednie starcie w karierze, po dwóch poprzednich miały bilans 1:1. Lys (85. w rankingu WTA) miała okazję do rewanżu, bo to ona przegrała w ostatnim spotkaniu, a zarazem do przełamania się po serii nieudanych występów.

    WTA Toronto. Naomi Osaka poznała rywalkę w drugiej rundzie turnieju

    Tenisistka, która jeszcze pod koniec poprzedniego sezonu zagrała w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Pekinie (po drodze pokonała m.in. Jelenę Rybakinę i Ivę Jovic), w 2026 roku jeszcze ani razu nie wygrała dwóch singlowych meczów z rzędu, a na domiar złego po drodze zmagała się z urazem kolana.

    Udvardy z kolei nieźle prezentowała się na mączce, w kwietniu zagrała w finale turnieju WTA 250 w Bogocie, później w Rabacie doszła do półfinału. Ostatnio w Hamburgu już tak dobrze jej nie poszło, odpadła w drugiej rundzie po porażce z Paulą Badosą. Z Niemiec przeniosła się właśnie do Toronto.

    Rozgrywany w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego mecz początkowo układał się po myśli Lys – Niemka najpierw przy stanie 2:2 obroniła trzy break pointy, po chwili przełamała rywalkę. I pewnie kroczyła po zwycięstwo w secie, którego wygrała 6:2.

    Druga partia początkowo układała się bardzo podobnie. Lys w pierwszym gemie wybroniła break pointa, później sama przełamała wyżej notowaną rywalkę (74. w rankingu WTA) i znowu prowadziła 4:2. Tym razem jednak Udvardy udało się odwrócić losy rywalizacji, najpierw doprowadziła do stanu 5:5, później do tie-breaka. A w tym triumfowała.

    Trzeci set zapowiadał się emocjonująco, ale niestety tenisistki go nie dokończyły. Przy stanie 2:0 Lys, która wcześniej zaczęła sygnalizować problemy zdrowotne, postanowiła skreczować. Po 112 minutach gry Niemka poddała mecz, dzięki czemu Węgierka zameldowała się w drugiej rundzie. A w tej zagra z podopieczną Tomasza Wiktorowskiego, Naomi Osaką. Tym samym nie dojdzie do rewanżu za drugą rundę tegorocznego turnieju w Rzymie, kiedy to Japonka wygrała 6:4, 4:6, 6:3. Rozegrane zostanie za to pierwsze singlowe starcie między Osaką a Udvardy.

    Klaudia Zwolińska: Chciałam przywieźć medal z mistrzostw świata.

  • Demolka w polskim meczu na turnieju WTA. 6:0 na starcie. Stawką gra o ćwierćfinał

    Demolka w polskim meczu na turnieju WTA. 6:0 na starcie. Stawką gra o ćwierćfinał

    W momencie, gdy w głównym cyklu tenisowych zmagań toczy się rywalizacja w Kanadzie, trwają również imprezy niższej rangi. Drugim najistotniejszym przystankiem dla kobiet w tym tygodniu jest turniej WTA 125 w Warszawie. Mamy w nim sporo polskich akcentów. W pierwszej rundzie utworzyła się nawet para złożona z dwóch naszych reprezentantek. Weronika Falkowska nie dała szans młodszej koleżance, tracąc zaledwie dwa gemy. A to nie koniec. Oto co wydarzyło się podczas poniedziałkowych rozgrywek w stolicy.
    Weronika Falkowska rywalizowała o awans do drugiej rundy turnieju WTA 125 w Warszawie

    Weronika Falkowska rywalizowała o awans do drugiej rundy turnieju WTA 125 w WarszawieFoto OlimpikAFP

    Trwa jedyna tegoroczna impreza pod szyldem WTA, która odbywa się w Polsce. W singlowej drabince turnieju rangi “125” w Warszawie znalazło się miejsce dla dziewięciu naszych reprezentantek. To dawało wysokie prawdopodobieństwo, że trafi się para złożona wyłącznie z Polek. I tak też się stało. W pierwszej rundzie czekała nas potyczka pomiędzy Weroniką Falkowską a Amelią Paszun.

    Obie tenisistki zmierzyły się ze sobą w 18 czerwca, podczas drugiej rundy turnieju W35 w Bolszewie. Wówczas Falkowska triumfowała po trzysetowej batalii na korcie ziemnym – 6:3, 6:7(6), 6:2. Na nawierzchni twardej w stolicy obejrzeliśmy o wiele bardziej jednostronne spotkanie. Weronika potrzebowała zaledwie 72 minut, by uporać się z młodszą koleżanką. 26-latka triumfowała aż 6:0, 6:2 i pewnie zameldowała się 1/8 finału.

    WTA Warszawa: Już trzy Polki w drugiej rundzie

    Falkowska nie była jedyną Polką, która zanotowała zwycięstwo podczas pierwszego dnia głównych zmagań w grze pojedynczej. Kilka godzin później do grona triumfatorek dołączyła Katarzyna Kawa. Początkowo niewiele na to wskazywało, bowiem nasza reprezentantka przegrywała 4:6, 1:3 z Lindą Fruhvirtovą. Ostatecznie to zawodniczka z Krynicy-Zdroju cieszyła się jednak ze zwycięstwa 4:6, 6:4, 7:6(5) po 2 godzinach i 44 minutach rywalizacji.

    Na koniec dnia na korcie centralnym zaprezentowała się Martyna Kubka. 25-latka stanęła przed trudnym zadaniem, bowiem jej przeciwniczką była znajdująca się w dobrej formie Teodora Kostovic. Rozstawiona z “8” tenisistka z Serbii wygrała pod koniec lipca turniej rangi W100. Kubka i Kostovic również stoczyły trzysetową batalię. Ostatecznie zakończyła się ona po myśli Polki. Martyna pokonała rywalkę 7:6(3), 2:6, 6:1.

    Oprócz Paszun, z rywalizacją w singlu pożegnała się już także Urszula Radwańska, która przegrała z Aloną Falej 3:6, 2:6. We wtorek wyłaniają się jednak kolejne szanse dla naszych reprezentantek na awans do drugiej rundy WTA 125 w Warszawie. Weronika Ewald zmierzy się z Justiną Mikulskyte, Linda Klimovicova z Elizarą Janewą, Marcelina Podlińska z Vendulą Valdmannovą, a Zuzanna Pawlikowska – z Lią Karatanczewą. Podlińska weszła do głównej drabinki jako szczęśliwa przegrana z eliminacji, po wycofaniu się Jeline Vandromme z powodu kontuzji prawego łokcia.
    Tenisistka ubrana w sportową koszulkę i czapkę z daszkiem pokazuje zaciśniętą pięść, podkreślając silne emocje po rozegranej akcji na korcie.

    Weronika Falkowska Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w niebieskim stroju sportowym i jasnej czapce z daszkiem, na tle fioletowej ściany z logo sponsora.

    Martyna KubkaTomasz Jastrzębowski/ReporterReporter
    Kobieta z jasną opaską sportową na głowie, ubrana w jasną koszulkę, znajduje się na tle nieostrego stadionu lub kortu tenisowego.

    Katarzyna KawaMATTHIEU MIRVILLEAFP

    Tommy Paul – Kamil Majchrzak. Skrót meczu.

  • Klub Chwalińskiej nie potrafi tego zrozumieć. “Jest beznadziejna”

    Klub Chwalińskiej nie potrafi tego zrozumieć. “Jest beznadziejna”

    W drugiej połowie stycznia Linda Klimovicova była na ustach wszystkich. Polka przeszła trzy rundy kwalifikacyjne Australian Open, a w drugiej rundzie postawiła się Elinie Switolinie. Pierwszy set przegrała po zaciętej walce 5-7. W drugim przegrała już 1:6, ale wrażenie, jakie po sobie zostawiła, było bardzo dobre. Polka po AO wskoczyła na 129 miejsce w rankingu WTA, najwyższe w karierze.

    Polka była na autostradzie do pierwszej setki

    Wtedy wydawało się, że jest na autostradzie do pierwszej setki rankingu. Bardzo optymistycznie podchodził do sprawy menedżer zawodniczki Piotr Szczypka. Wszystko jednak się zacięło. W trzech następnych turniejach odpadała w 1. rundzie, w dwóch kolejnych w drugiej. Błysnęła w Oeiras Open, gdzie doszła do półfinału. Potem jednak wszystko się zacięło, a seria siedmiu porażek z rzędu (przegrała m.in. z Mananchayą Sawangkaew, z którą pechowej porażki w Wimbledonie zaznała Maia Chwalińska) zachwiała wiarą w jej możliwości. Zresztą po fatalnej serii wypadła poza drugą setkę.

    – Zaczęło to wyglądać słabo od strony mentalnej, więc wdrożyliśmy plan ratunkowy dla Lindy. Dlatego pojechała na słabo obsadzony turniej ITF W25 do angielskiego Aldershot – wyjaśnia nam Szczypka.

    Nagle zaczęli mówić, że Klimovicova jest beznadziejna

    Plan ratunkowy do pewnego stopnia wypalił, bo Klimovicova wygrała z Japonką Naho Sato (6:3, 7:6), Belgijką Clarą Vlasselaer (6:1, 6:1) oraz Hinduską Vaidehi Chaudhari (6:0, 6:3) i awansowała do półfinału. Tam musiała uznać wyższość Riny Saigo, choć była faworytką meczu ze sklasyfikowaną na 324. miejscu Japonką. Finału więc nie było, ale były trzy wygrane mecze. I choć rywalki były o wiele niżej notowane, to zwycięstwa pozwoliły do pewnego stopnia odbudować się Klimovicovej. Minuty spędzone na korcie też powinny zaprocentować.

    W BKT Advantage Bielsko-Biała martwią się tylko całą otoczką wokół zawodniczki. – Rok temu wszyscy mówili, że jest świetna, wspaniała, że mamy super talent. Teraz ta sama zawodniczka jest beznadziejna, ma fatalny team i jeszcze gorszych doradców. Linda Klimovicova z dnia na dzień stała się ofiarą nagonki i hejtu. Dziwny jest ten świat – te ostatnie słowa Szczypka już nam zaśpiewał, przyznając, że nie ma innej dobrej puenty.

    Mówi co myśli o skreślaniu Klimovicovej

    – Nie rozumiem, jak można tak łatwo wpadać w skrajności. W sezonie mamy tylko cztery Wielkie Szlemy, więc trudno tym podzielić te 10 tysięcy dziewczyn, które walczą na kortach całego świata o wygrane i o to, żeby być przynajmniej w setce. Tenis to jednak bardzo trudna dyscyplina. Trzeba być świetnie przygotowanym fizycznie i mocnym mentalnie, a i to nie gwarantuje wygranej w każdym turnieju – zauważa Szczypka.

    Menedżer Klimovicovej zwraca uwagę, że takie skreślanie kogoś z powodu słabej passy nie ma większego sensu, jak się spojrzy choćby na Chwalińską, która kilka lat czekała na swoje 5 minut w Paryżu. – Nigdy nie wiesz, kiedy to wszystko zaskoczy – przyznaje Szczypka, który oczywiście wierzy, że Linda wróci na dobre tory i znów zaskoczy.
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym wykonuje gest triumfu na korcie, trzymając rakietę tenisową. W tle widać rozmyte sylwetki kibiców.

    Linda KlimovicovaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News

    Paulina Czarnota-Bojarska o najnowszych informacjach w polskim futbolu.

  • Menedżer Chwalińskiej rezygnuje. Długa kolejka chętnych na dwa miejsca

    Menedżer Chwalińskiej rezygnuje. Długa kolejka chętnych na dwa miejsca

    Ludzie już zaczynają pisać, że słaby ze mnie menedżer, bo po takim sukcesie zawodniczki dotąd nie podpisałem żadnego kontraktu dla Mai. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że zawarcie każdej umowy wiąże się z wnikliwą analizą prawników. Chodzi o to, żeby jak najlepiej zabezpieczyć Maję – mówi nam Piotr Szczypka, menedżer Chwalińskiej, dodając, że już wkrótce zobaczymy efekty tego całego procesu.

    Chwalińska ma do sprzedania dwa miejsca na koszulce. Tyle, bo Szczypka zrezygnował ze swojego miejsca. – Jak Maja nie miała sponsorów, to reklamę na jej stroju miał mój klub BKT Advantage. Sytuacja się jednak zmieniła, więc rezygnuję, żeby dać jej miejsce – wyjaśnia nam Szczypka i dodaje, że prócz miejsc na stroju Maja może podpisać też kontrakty reklamowe na korzystanie z odzieży, butów i tenisowego sprzętu. Nie mówi, że to się stanie, ale że są ku temu możliwości.

    Na razie jednak chodzi o te dwa duże kontrakty, gdzie sponsor wykupi też miejsce na koszulce zawodniczki. – Wkrótce będą one podpisane i ogłosimy to światu. W Toronto? Nie umiem odpowiedzieć, bo to już za tydzień, czyli jest mało czasu. Przewrotnie powiem, że skoro moje działania w kwestii tych umów są tak wyśmiewane, że robi się z tego kabaret, to ja gdzieś pomiędzy śmiechem powiem o umowach – opowiada Szczypka.

    Chwalińska w telewizyjnej reklamie?

    A warto nadmienić, że chodzi nie tylko o te dwa kontrakty, gdzie logotypy zobaczymy na koszulce. W rachubę wchodzi też umowa powiązana z reklamą telewizyjną. Maja ma tu pewne doświadczenie, bo wystąpiła u boku Igi Świątek w spocie Oral-B. Tam jednak grała rolę drugoplanową. Teraz byłaby na pierwszym planie. – Duża liczba followersów, te pół miliona na Instagramie też sprawiają, że Maja ma teraz dużo większe możliwości – zauważa jej menedżer.

    W trakcie Roland Garros na koszulce Chwalińskiej pojawiły się marki: XTB oraz Oshee. To drugie było też na Wimbledonie. Wiemy jednak, że zawodniczka nie ma kontraktu długoterminowego z Oshee. Wciąż trwają zaawansowane rozmowy w tej sprawie. Szczypka nie chciał nam powiedzieć wprost, czy Oshee będzie na stroju Mai w Toronto.

    Chwalińska zasypana ofertami

    W każdym razie jeszcze może być ciekawie, bo po sukcesie w Paryżu Chwalińska została zasypana ofertami. I choć chodzi tylko o dwa miejsca na stroju, to menedżer i jego prawnicy prowadzą wiele rozmów z różnymi firmami. Na razie udało się dopiąć choćby umowę z Vistulą, która ubrała team Chwalińskiej. Już w trakcie Wimbledonu mogliśmy zobaczyć trenera Jaroslava Machovskiego w garniturze Vistuli. Także Szczypka i Aleksandra Musiał z BKT Advantage z dumą prezentowali ubrania polskiej marki.

    Po Roland Garros wartość reklamowa Mai Chwalińskiej została wyceniona na 250 milionów złotych. Mało znana zawodniczka spoza setki rankingu WTA w ciągu kilkunastu dni stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Polsce. Roland Garros wygenerował ponad 30 tysięcy publikacji o Chwalińskiej w mediach. Jak wynika z raportu Instytutu Monitorowania Mediów w Polsce, całkowity zasięg medialny osiągnął pułap 1,8 miliarda potencjalnych kontaktów z odbiorcą. Statystyczny Polak zwyczajnie został zasypany informacjami o Chwalińskiej.
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja ChwalińskaZabulon Laurent/ABACAEast News
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News
    Młoda kobieta o blond włosach w jasnej koszuli idzie w towarzystwie mężczyzny w niebieskiej marynarce, oboje skupieni, w otoczeniu innych osób.

    Maja ChwalińskaAliaksandr ValodzinEast News

    Trener Marcin Nowakowski przed starciem ze Słowenią: Jesteśmy nastawieni, że będą grali swoją najlepszą siatkó

  • Półfinał z Chwalińską, doszło do powtórki w Waszyngtonie. I znów to samo

    Półfinał z Chwalińską, doszło do powtórki w Waszyngtonie. I znów to samo

    Rok temu, także w sierpniu, Diana Sznajder po raz ostatni grała w finale turnieju WTA, mówimy tu o singlu. Imprezę w Monterrey, w tygodniu poprzedzającym US Open, omijają tenisistki ze ścisłej światowej czołówki, one są już wtedy w Nowym Jorku. Ona sama przyleciała do Meksyku jako 22. rakieta świata, została rozstawiona z trójką, w finale pokonała Jekaterinę Aleksandrową.

    Ta sama Aleksandrowa zrewanżowała się jej później w półfinale identycznego turnieju w Ningbo, w tym roku 22-letnia już Sznajder znów występowała na tym etapie. W Adelajdzie uległa 3:6, 2:6 Mirze Andriejewej, trudno to uznać za jakąś niespodziankę. Ale taką niespodzianką był już wynik z Paryża, z batalii o finał Roland Garros. Sznajder do meczu z Mają Chwalińską przystępowała na Court Philippe Chatrier jako tenisistka rozstawiona, Polka przebijała się przez kwalifikacje. A później napisała piękną przygodę w głónej drabince.

    Wygrała z Rosjanką 7:6 (4), 6:4 – było to jej dziewiąte zwycięstwo w tamtym turnieju. Serię przerwała dwa dni później Andriejewa.

    Sznajder i tak, dzięki owemu półfinałowi, zdołała wrócić do TOP 20 rankingu WTA. Na trawie wybitnie jej nie poszło, jakby miała w pamięci zmarnowaną szansę z Paryża. Wygrała tylko jedno z czterech spotkań. Inaczej było już w Waszyngtonie – została tu rozstawiona z “4”, najpierw rozbiła w 55 minut Anastazję Potapową, później w 89 – Ludmiłę Samsonową. Obie wygrały tylko 10 gemów.

    Pojawiła się szansa na pierwszy finał od 12 miesięcy. Została tylko jedna przeszkoda.

    WTA Waszyngton. Mecz Diany Sznajder z Jessicą Pegulą wyłonił pierwszą finalistkę

    Rywalką Rosjanki w grze o finał byłą turniejowa “1” – Jessica Pegula. Gdyby nie zawalony cykl turniejów na mączce w Europie, być może dziś mówilibyśmy o Amerykance jako poważnej kandydatce do przejęcia fotela liderki rankingu WTA. Tyle że w Madrycie przegrała już drugie spotkanie, w Rzymie dostała potężne lanie od Świątek w ćwierćfinale, w Paryżu sensacyjnie odpadła w pierwszej rundzie. Później był finał turnieju w Berlinie, ćwierćfinał Wimbledonu – i już ta Pegula, która tak dobrze prezentowała się w Melbourne czy Dubaju.
    Tenisistka w błękitnym stroju skupiona na nadlatującej piłce podczas meczu, z białą czapką na głowie.

    Jessica PegulaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    W Waszyngtonie początkowo nie planowała startu, dostała się do drabinki jako zawodniczka zastępująca inną z TOP 30 rankingu WTA. Miała problemy w początkowej fazie spotkania z Magdaleną Fręch, później już zdominowała Polkę. Bez straty seta ograła za to Annę Kalinską.

    Sznajder dominowała w początkowej fazie półfinału, dwukrotnie przełamała Pegulę, prowadziła już nawet 5:2. Powtórzyła się jednak sytuacja z ich kwietniowego starcia w Charleston, gdy Rosjanka prowadziła w decydującej partii 2:0. I straciła sześć gemów z rzędu. Teraz oddała pięć, co skończyło się porażką 5:7.

    W drugim secie przełamanie na 3:2 dla Peguli też przyspieszyło koniec. Mógł nastąpić już trzy gemy później, Amerykanka miała meczbola na 7:5, 6:2. Wtedy sytuacja wymknęła się jej z rąk, dała się przełamać. Chwilę później wszystko jednak się zakończyło. Pegula wygrała 7:5, 6:4, wynik był więc niemal identyczny jak w starciu Chwalińskiej ze Sznajder w Paryżu. Polka jednak w pierwszym secie musiała grać tie-breaka.

    Drugą finalistką dość nieoczekiwania została Alexandra Eala – po 76 minutach gry Filipinka pokonała 6:4, 6:2 Naomi Osakę.

    W niedzielę o godz. 18 polskiego czasu dojdzie do potyczki o finał.
    Diana Sznajder

    Diana SznajderMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP AFP

    Liga Narodów. Najlepsze akcje półfinałów.

  • Szeremeta nie poszła w ślady Świątek. Tłumaczy swoją decyzję. I to gdzie

    Szeremeta nie poszła w ślady Świątek. Tłumaczy swoją decyzję. I to gdzie

    Julia Szeremeta była piątkowym gościem Akademii Sztuk Przepięknych na Pol’and’Rock Festival, którego inicjatorem jest szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – Jerzy Owsiak. Podczas spotkania z uczestnikami wydarzenia nasza wicemistrzyni olimpijska została zapytana między innymi o kwestię współpracy z psychologiem. Na tym polu postawiła się w opozycji wobec wspomnianej z nazwiska Igi Świątek. Sama wyjawiła dlaczego i jaki był powód rezygnacji z pomocy psychologa w polskiej kadrze.
    Wicemistrzyni olimpijska w boksie Julia Szeremera, twórca WOŚP Jerzy Owsiak oraz tenisistka Iga Świątek

    Na zdjęciu Julia Szeremeta, Jerzy Owsiak oraz Iga ŚwiątrkMauro PIMENTEL / AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Henry Nicholls / AFPAFP

    W czwartek wystartowała kolejna edycja Pol’and’Rock Festival – muzycznego wydarzenia, którego pomysłodawcą jest twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – Jerzy Owsiak. Znane w całym kraju wydarzenie – wcześniej po nazwą Przystanek Woodstock – to jednak nie tylko masa głośnych koncertów.

    Jego nieodłącznym elementem w ostatnich latach jest także Akademia Sztuk Przepięknych – czyli seria inspirujących często spotkań z ciekawymi i znanymi ludźmi. W ten piątek z uczestnikami festiwalu spotkała się nasze srebrna medalistka olimpijska – Julia Szeremeta.

    Tytuły wyleciały z rąk Usyka. Jak to się stało? Polak podsumował Ukraińca

    Podczas rozmowy z naszą pięściarką padł temat między innymi współpracy z psychologiem. Stawiający pytania prezenter Radosław Mróz przytoczył bowiem przykład Igi Świątek, w której sztabie swoje stałe miejsce ma Daria Abramowicz. Julia Szeremeta odrzuciła natomiast możliwość mającej taką formę pomocy. Jak przyznała, w naszej reprezentacji obecna była nawet postać psychologa, z której jednak ostatecznie zrezygnowano. I sama otwarcie przyznała, dlaczego.

    Tak. Mieliśmy psychologa w kadrze, ale wydaje mi się, że każdy musi dobrać go sobie indywidualnie. Część osób z niego korzystała, część nie. Nie każdemu pasuje ta osoba, więc po jakimś czasie zrezygnowaliśmy, bo i tak niektóre dziewczyny pracują ze swoimi psychologami

    Dodała przy tym, że sama nie potrzebuje jakiegokolwiek wsparcia psychologicznego. A to wszystko za sprawą jej szkoleniowca. – Ja nie potrzebuję ogólnie. Trener Tomasz Dylak wzmocnił moją głowę na tyle, że raczej tego nie potrzebuję. Ale wiem, że każdemu coś innego jest potrzebne. I na dużo osób to działa, żeby przełamać się w walce czy w jakichś kryzysach, czy problemach rodzinnych, żeby porozmawiać i to przepracować – przyznała 22-latka.

    Julia Szeremeta o współpracy z psychologiem. “Trener Dylak wzmocnił moją głowię i psychikę”

    Julia Szeremeta zaznacza, że obecnie wraz z Tomaszem Dylakiem nie muszą szczególnie pracować nad sferą mentalną. Ta bowiem została już wystarczająco mocno zbudowana.

    – Teraz nie. Ale wzmocnił moją głowę i psychikę tak, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć tak, żeby coś mi się działo – zdradziła kulisy nasza wicemistrzyni olimpijska.

    Julia Szeremeta jak Iga Świątek. Niepokój wokół drugiej gwiazdy polskiego sportu

    Opowiedziała przy tym także o środkach treningowych stosowanych przez wspomnianego szkoleniowca.

    – Potrafi krzyknąć. Nasze przygotowania do igrzysk na pewno nie były łatwe. Bardzo dużo potu, łez wylanych na sali, ciężkich sparingów, które trenerowi się nie podobały. Ja robiłam dodatkowe sparingi na przykład. To było bardzo dużo przepracowanego czasu. Walki o to, żebym się nie poddała, budowanie mnie psychicznie, że jestem twarda – stwierdziła Julia Szeremeta.
    Zawodniczka w niebieskim stroju bokserskim z orłem na piersi, z uniesioną w geście zwycięstwa ręką, wyrażająca silne emocje po wygranej walce na ringu.

    Julia SzeremetaMOHD RASFAN / AFP AFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News
    Mężczyzna w okularach o czerwonych oprawkach trzyma w dłoni identyfikator i mówi do mikrofonu, w tle widoczne są kolorowe plakaty promocyjne.

    Jerzy OwsiakJakub SzametoEast News

    Iga Świątek: Przy 2-1 w tie-breaku popełniłam dwa błędy, które nie powinny się wydarzyć.

  • Pięć obronionych setboli w meczu polskiej “1”. Tie-break na sam koniec

    Pięć obronionych setboli w meczu polskiej “1”. Tie-break na sam koniec

    Świetna forma Martyny Kubki, w połączeniu z gorszą dyspozycję Lindy Klimovicovej, sprawiły, że ta pierwsza została nową polską rakietą numer 6 w rankingu WTA. Pierwszy raz wskoczyła do TOP 200 światowej listy, już za chwilę zadebiutuje w eliminacjach Wielkiego Szlema.

    Pochodząca z Ołomuńca, a mieszkająca w Bielsku-Białej Klimovicova z tej najlepszej dwusetki z kolei wypadła. Na jak długo, to pokażą kolejne tygodnie. Aby przełamać niemoc, ruszyła na turniej ITF W35 w Aldershot – na tym poziomie została rozstawiona z numerem 1. I była faworytką do końcowego triumfu.

    Dla Klimovicovej miał to być sprawdzian przed powrotem na poziom WTA 125, w najbliższym tygodniu czekają ją bowiem występy w Warszawie.

    Linda Klimovicova grała o finał turnieju ITF w Anglii. Rywalką turniejowa “4”

    W trzech pierwszych spotkaniach w Anglii Linda nie straciła ani jednego seta, zaczęła ten turniej od pokonania Japonki Naho Sato 6:3, 7:6 (4). A dwa kolejne zwycięstwa przyszły jej już bardzo łatwo.

    W sobotę poprzeczka poszła nieco w górę – rywalką w walce o finał była bowiem rozstawiona z “4” inna zawodniczka z Japonii – Rina Saigo. 25-latka z początku czwartej setki rankingu, choć była już na 290. pozycji na świecie. Niedawno występowała w kwalifikacjach WTA 250 w Pradze, grała o główną drabinkę z Weroniką Podrez.
    młoda tenisistka z blond warkoczem i w białej opasce wykonuje zamach rakietą tenisową, skupiona na grze na korcie

    Linda KlimovicovaPAUL CROCKAFP

    Reprezentantka Polski dobrze zaczęła to spotkanie, zgodnie z oczekiwaniami. Od razu popisała się breakiem, za chwilę do zera wygrała swojego gema serwisowego. Można się było spodziewać powtórki z poprzednich dni, a tymczasem… wszystko zaczęło się układać zupełnie inaczej. Japonka nie odpuszczała, dobrze biegała za końcową linią, ale to chyba cecha większości tenisistek z tego kraju.

    Japonka szybko odrobiła stratę, później obie wykorzystywały atut serwisu. Aż do ósmego gema, gdy Klimovicova serwowała przy stanie 3:4. Została przełamana, za chwilę Saigo mogła rozstrzygnąć seta. Przy pierwszej szansie wyrzuciła piłkę za boczną linię, przy drugiej – Linda popisała się świetnym returnem. A później były trzy kolejne setbole obronione przez Polkę. Ale też jedna jej szansa na 4:5, tu akurat dobrze serwisem zagrała rywalka, a Klimovicova nie zdołała jej minąć, już po zejściu Azjatki do siatki. Szósty setbol okazał się ostatnim – Saigo pomogła… siatka. Piłka zahaczyła o nią, spadła na stronę Lindy.

    Zawodniczka z Bielska-Białej poprosiła o przerwę toaletową, po wznowieniu gry Japonka nie dość, że odskoczyła na 2:0, to jeszcze miała szansę na kolejne przełamanie. Turniejowa “1” opanowała sytuację, wygrała tego gema i dwa kolejne. Nie było jednak u niej dyspozycji sprzed kilku miesięcy, choć widać było, że bardzo chciała grać lepiej.

    Ostatecznie w tym secie o triumfie decydował tie-break – ten zaś od początku układał się po myśli Japonki. Przy stanie 6-4 Saigo miała meczbola – Klimovicova obroniła go ładnym forhendem. Mogła wyrównać na 6-6, a… popełniła podwójny błąd.

    Skończyło się więc na 6:3, 7:6 (5) dla turniejowej “4”. Klimovicova może z kolei już skupić się na rywalizacji w Warszawie.
    Młoda kobieta w sportowym stroju trzyma biały ręcznik, prawdopodobnie po zakończonym meczu tenisowym. Tło jest rozmyte, widać sylwetkę innej osoby w oddali oraz fragmenty napisu na tablicy.

    Linda KlimovicovaLairys Laurent/ABACAEast News

    Wilfredo Leon – najlepsze akcje w półfinale Ligi Narodów.

  • Świątek i Chwalińska po pierwszym pojedynku w Toronto. 60 minut walki

    Świątek i Chwalińska po pierwszym pojedynku w Toronto. 60 minut walki

    Świątek and Chwalińska together on the court in Toronto. 60 minutes of playing behind the Polish women

    On Sunday, another WTA 1000 tournament will start in Toronto. In Canada, almost all the best players will be present, and there is also no shortage of m.in on the list of entries. Igi Świątek and returning after the injury of Maia Chwalińska. Polish women already have the first “duel” behind them. And that’s between you. The players trained together on the night of Friday to Saturday Polish time.
    Article Cover

    Maja Chwalińska and Iga Świątek VALENTIN IZO/HANS LUCAS/DIMITAR DILKOFF AFP

    After more than a month of break, two of the best Polish tennis players – Iga Świątek and Maja Chwalińska – will finally return to the game. All on the occasion of the WTA 1000 tournament in Toronto. The first one mentioned after the defeat at Wimbledon set out for rest and training in order to best prepare for playing in North America. The second on the courts in London contracted an ankle injury and her return depended mainly on her health.

    Do niego dojdzie właśnie we wspomnianym Toronto. Obie zawodniczki (jak i reszta Polek) znają już swoją drabinkę do upragnionego finału i aktualnie czekają na swoje rywalki. W końcu ze względu na wysokie miejsce w rankingu WTA do gry przystąpią dopiero od 2. rundy. Turniejowa “7” zmierzy się z lepszą spotkania Sara Bejlek – Wang Xinyu, natomiast niedawna finalistka Roland Garros z Talią Gibson lub Elisabettą Cocciaretto.

    Mimo to zarówno Świątek, jak i Chwalińska mają już za sobą pierwszy “pojedynek”. Nasze reprezentantki spędziły na korcie godzinkę… ze sobą. Wszystko ze względu na wspólną sesję treningową.

    Świątek i Chwalińska na jednym korcie. Był wspólny trening

    Cała sesja odbyła się niedługo po ceremonii losowania drabinki turnieju, a dokładniej w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego. W mediach społecznościowych nie brakuje fotografii z treningu pań.

    Takie obrazki zbytnio nie mogą dziwić, bowiem tenisistki znają się od kilku lat, a w czasach gry juniorskiej tworzyły nawet parę deblową.

    Turniej w Toronto na dobre rozpocznie się 2 sierpnia. Finał zaplanowany jest na 13 sierpnia. Triumfatorką przed rokiem została Victoria Mboko. Granie w Ameryce Północnej zostanie zwieńczone wielkoszlemowym US Open (30 sierpnia – 13 września).
    Tenisistka w szarej koszulce i czapce, z rakietą tenisową w ręku, wyraża frustrację w czasie meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Trener Marcin Nowakowski przed starciem ze Słowenią: Jesteśmy nastawieni, że będą grali swoją najlepszą siatkówkę

  • Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Chwalińska “skreślona” przez kapitana reprezentacji. Jest riposta menedżera

    Po rewelacyjnym występie w Paryżu i zdobyciu tytułu wicemistrzyni Roland Garros Maja Chwalińska zagrała jeden mecz na kortach Wimbledonu i zniknęła na miesiąc z powodu kontuzji kostki. Teraz wraca, by wystąpić w Toronto, Cincinnati oraz US Open. Dawid Celt, kapitan reprezentacji, nie daje jej jednak wielkich nadziei na dobry wynik. Na kanale Break Point Celt przytaknął Markowi Furjanowi, gdy ten mówił, że Chwalińska nie jest materiałem na zawodniczkę grającą regularnie w finałach turniejów wielkoszlemowych. Nie wiem, jak Chwalińska, ale jej menedżer Piotr Szczypka nie był i nie jest zachwycony tymi stwierdzeniami Celta.

    Szczypka o komentarzu Celta. “Dalsze słowa są w zasadzie zbędne”

    – W sumie nie interesuje mnie to, co się mówi na temat Mai – zaczyna Szczypka. – Ja jej pomogę na tyle, na ile będę mógł, żeby odciągnąć jej od spraw poza kortem. Trzymam kciuki za dobre wyniki w najbliższych turniejach. Jestem pozytywnie nastawiony – przyznaje menedżer.

    Po wypowiedziach Celta i Furjana zasadne wydaje się jednak pytanie, po co właściwie Chwalińska poleciała do Ameryki? Jaki wynik ją interesuje? Na co ją stać? – Powiem tak. Na każdy turniej, na jaki jedzie, to ja wierzę, że ona wygra. Każdy sportowiec trenuje, żeby być najlepszym i wygrywać. Dalsze słowa są w zasadzie zbędne. Nie trzeba nawet komentarza do tych słów o Mai.

    Jak powinien się zachować kapitan reprezentacji

    – Jakbym był głównym trenerem reprezentacji i miałbym dziewczynę, która jest obecnie numerem 21. na świecie, to w życiu bym nie powiedział, że w nią nie wierzę. Jak się nie wierzy, to najlepiej się nie zabierać za tę pracę. Jak jestem trenerem kadry, to robię wszystko, żeby te najlepsze przyjechały i im pomagam. To jest moje podejście. Inne mnie nie interesuje. Już nie pierwszy raz się jednak przekonałem, że moje podejście jest o 180 stopni inne, niż to się w sporcie praktykuje. Jakbym nie miał wiary, to nie założyłbym klubu BKT Advantage – kwituje Szczypka, niejako odpowiadając kapitanowi reprezentacji na jego słowa.

    Abstrahując od słów kapitana reprezentacji, nie sposób jednak pominąć milczeniem ponad miesięcznej przerwy z powodu kontuzji. To zawsze rodzi obawy. – Przerwa była wymuszona kontuzją. Zrobiliśmy wszystko, żeby z niej wyszła. Nie mieliśmy wpływu na całą tę sytuację. Natomiast czy się boję, że to może mieć wpływ na jej grę i wyniki? Nie. To nie pierwszy raz, kiedy Maja ma przerwę, po której wraca. Ta nie była na tyle długa, bym się bał – przyznaje Szczypka.

    Szczypka wierzy w dobre wyniki Chwalińskiej w Ameryce

    – Oczywiście pierwszy mecz w tym najbliższym turnieju będzie trudny. Jakby jednak nie było tej przerwy, to też byłby trudny. Istotne jest to, że Maja zrobiła wszystko, żeby się jak najlepiej przygotować. Grała z dziewczynami z rankingu WTA. Choćby z Weroniką Podrez z Ukrainy – ujawnia menedżer Chwalińskiej.

    Warto dodać, że BKT ma korty do hardu, a Szczypka kompletnie nie ma żadnych obaw, jak chodzi o to, że Maja straci na hardzie coś ze swojej wartości. A przecież Tomasz Wolfke przestrzegał na naszych łamach, że Chwalińskiej odpadnie forehandowy topspin. – Maja jest uniwersalna i łatwo zmienia na nawierzchnię. Na trawie zagrała bardzo dobry mecz bez żadnego przygotowania. Tylko pech i kontuzja zabrały jej awans do kolejnej rundy. Dlatego wierzę, że do hardu też się dostosuje. Jej świetne czucie powinno jej pomóc – kończy Szczypka, więc chyba możemy liczyć na wielkie emocje z udziałem Mai za Oceanem.
    Mężczyzna w białej sportowej kurtce z napisem ‘Polska’ na plecach, stojący bokiem na tle rozmytej flagi Polski oraz napisu ‘POL’, sugerujących oficjalną reprezentację kraju.

    Dawid Celt podczas meczu Polska – Ukraina w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, 11.04.2025 r.Andrzej Iwanczuk/REPORTEREast News
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News
    Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.

    Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News

    Jakub Popiwczak: Ukraińcy są tutaj ze względu na to, że świetnie zagrywają i atakują.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Na ten wynik czekała Świątek. Decydowało się rozstawienie Polki w WTA 1000

    Iga Świątek w Londynie broniła tytułu w Wimbledonie, ale także dwóch tysięcy punktów wywalczonych w stolicy Anglii dwanaście miesięcy temu. Nie udało się – po dość ciężkiej przeprawie z Taylor Townsend i efektownej wygranej z Karoliną Pliskovą sposób na Polkę znalazła Alexandra Eala. O ile w zeszłym roku wygraną Filipinki z Polką w Miami można było postrzegać jako sporą sensację, teraz była to co najwyżej niespodzianka. Świadczyły o tym tak ostatnie wyniki Polki, jak i jej 21-letniej rywalki.

    Eala poczyniła bowiem spore postępy – dziś w rankingu WTA “na żywo” jest już 25., w poniedziałek rano może być 20. Leworęcznej zawodniczce, ze świetnym forhendem i umiejętnościami gry z końcowej linii, tenisowi eksperci przewidują bowiem wielką przyszłość.

    To na jej wynik z sobotniej nocy, polskiego czasu, ze szczególną uwagę patrzył pewnie sztab polskiej zawodniczki. Decydowało się, czy Iga po raz pierwszy od 4,5 roku nie wypadnie poza najlepszą ósemkę w rankingu WTA. A to też ma istotne znaczenie.

    WTA 500 w Waszyngtonie. Elina Switolina grała z Alexandrą Ealą. Stawką półfinał turnieju

    W niedzielę zacznie się turniej WTA 1000 w Toronto – na dobre otwierający drugą część sezonu na kortach twardych. I to na nich rywalizacja będzie toczyć się do połowy listopada, czyli – de facto – końca sezonu. W Kanadzie Iga została rozstawiona z siódemką, po wycofaniu się Karoliny Muchovej – we wtorek zagra o 1/16 finału z lepszą z pary: Sara Bejlek – Xinyu Wang.

    Gdy 13 sierpnia będzie się kończyła impreza w Ontario, ruszy już kolejny z wielkich turniejów – tym razem w Cincinnati. Tam Polka będzie broniła tysiąca punktów za zeszłoroczne zwycięstwo. A w losowaniu będzie obowiązywał ranking, który WTA zaktualizuje w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem trzymająca rakietę blisko twarzy na tle zielonej ściany kortu.

    Elina SwitolinaKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP

    W nim zaś Świątek mogła zajmować dziewiątą pozycję, co przy ewentualnym powrocie Muchovej za niespełna dwa tygodnie w Ohio, utrudniłoby sytuację 25-latce z Polski. Polka byłaby bowiem losowana w przedziale 9-16, inaczej mówiąc: już na etapie czwartej rundy mogłaby wpaść na Arynę Sabalenkę czy Jelenę Rybakinę.

    Wystarczyłoby zaś, aby rozstawiona w stolicy USA z “2” Elina Switolina awansowała do półfinału. Musiała “tylko” pokonać Alexandrę Ealę. Tymczasem doszło do idealnej powtórki scenariusza z ich poprzedniej potyczki – półtora miesiąca temu w Berlinie.

    Wtedy Eala pokonała mistrzynię WTA 1000 z Rzymu 6:3, 6:4, też w 1/4 finału. Teraz po pięciu gemach Filipinka prowadziła 3:2, ale – co istotne – doszło do… pięciu przełamań. Niestabilny serwis – to jest właśnie ten element, który może jeszcze utrudniać systematyczny awans młodej zawodniczce z Azji.

    Później Eala wygrała jednak swojego gema, ale kluczowy był ten ósmy. Switolina – na returnie – miała trzy piłki z rzędu na wyrównanie na 4:4. Tymczasem Filipinka wygrała osiem kolejnych akcji, wyrwała jednak tego gema, ale też uzyskała trzy setbole w kolejnym. I wykorzystała drugiego.

    W drugim secie sytuacja układała się po myśli Switoliny, turniejowa “2” prowadziła 2:0, później 3:1. Nie potrafiła jednak domknąć gema numer sześć, mimo dwóch okazji, a w końcówce meczu znów okazała się słabsza. Przegrała 3:6, 4:6. I to Eala zagra z Naomi Osaką o finał. W drugiej parze Jessica Pegula zmierzy się z Dianą Sznajder.

    Ten wynik Switoliny oznacza, że Świątek zachowa ósme miejsce w rankingu WTA. Z kolei Eala może wyprzedzić Maję Chwalińską, ale warunkiem jest wygranie całych zawodów.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Tenisistka w białym stroju sportowym i opasce na głowie ociera twarz przedramieniem, skupiona w trakcie meczu.

    Alexandra EalaKENTARO TOMINAGA/YomiuriAFP

    Trener Justin Ziółkowski: Bardzo pilnowaliśmy czasu lokalneg