Author: trevor

  • Ludzka twarz Chwalińskiej. “To już nie była ta dziewczyna z Paryża”

    Ludzka twarz Chwalińskiej. “To już nie była ta dziewczyna z Paryża”

    Maja Chwalińska odpadła z Cincinnati Open po porażce w dwóch setach z Dianą Sznajder. Rosjance udał się wielki rewanż za przegraną w Roland Garros, ale trwający cztery godziny z przerwami mecz mógł też zadowolić kibiców Polki. – Chwalińska zagrała dużo lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja z Paryża. I tak jednak była blisko. To był mecz niewykorzystanych szans, nie mogę się doczekać US Open – mówi nam Artur Szostaczko, kiedyś trener Igi Świątek.
    Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża.

    Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża. ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Dariusz Ostafiński, Interia: Ponad cztery godziny, liczne przerwy i na koniec porażka Mai Chwalińskiej z Dianą Sznajder.

    Artur Szostaczko, były trener Igi Świątek: Pamięta pan, jak przed spotkaniem mówiłem, że to będzie inny mecz niż ten w Paryżu. Głównie ze względu na nawierzchnię. Poza tym Sznajder i jej trener odrobili lekcję z Roland Garros. Sznajder weszła w ten mecz bardzo spokojnie i tak też grała. Na początku, to Maja nie wykorzystywała swoich szans, psuła łatwe piłki. Potem Polka się trochę przebudziła, ale na pierwszą przerwę związaną z deszczem schodziła z wynikiem 2:5.

    Chwalińska przegrywa. “Mecz niewykorzystanych szans”

    Mówi pan: Sznajder odrobiła lekcję.

    – Nie tylko. Trzeba by też dodać, że Mai jednak brakuje ogrania. Za dużo błędów popełniała. Na pewno grała lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja, którą pamiętamy z Paryża.

    W drugim secie Maja zrobiła jednak wiele, żeby tamten obraz przywołać.

    – To prawda. Było 4:1, miała piłkę na 5:1. A potem, przy 4:2, miała piłkę na 5:2. Nie wykorzystała i to był koniec. Przy tak wyrównanym poziomie takie rzeczy jednak się zdarzają, a każdy detal ma znaczenie. Za Chwalińską absolutnie nie przemawiała jej długa przerwa w grze spowodowana kontuzją i to, że jeszcze nie złapała tego rytmu. Doświadczenie gry na hardzie, chodzi mi o mecze z dobrymi zawodniczkami, też nie jest u niej wielkie. Poza tym ciężko się ten mecz oglądało. Te przerwy rozbijały wszystko. I na pewno zmieniały losy spotkania, pomagając raz jednej, raz drugiej.

    Chyba jednak moglibyśmy to wszystko skwitować stwierdzeniem: szkoda.

    – To dobre określenie. Bo mimo wszystkich uwag i zastrzeżeń muszę powiedzieć, że to taka niewykorzystana szansa Mai. Jak Chwalińska zaczęła lepiej grać w drugim secie i psuć mniej piłek, to wtedy Sznajder zaczęła produkować więcej błędów. Wydawało się, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Sznajder zdołała się jednak uspokoić i wrócić do tego stylu, w jakim zaczęła mecz. Pewnie pomogły konsultacje z trenerem, ale tu nie ma się co oburzać. W końcu Maja też skorzystała na pierwszej przerwie.

    Gdzieś zniknęła kamienna twarz Mai Chwalińskiej

    Zauważył pan jeszcze coś ciekawego, oglądając ten mecz?

    – Myślę, że wszyscy zobaczyliśmy. W Paryżu Maja była skałą, jak chodzi o stronę mentalną. W Cincinnati to już nie była ta dziewczyna z Paryża. Ona wie, gdzie jest i wie, co może, więc było już trochę frustracji, zobaczyliśmy ludzką twarz Mai. Były sytuacje, gdzie rozkładała ręce, gdzie zaczęła mówić coś do boksu.

    O czym to świadczy?

    – Zaczyna się presja jak u wszystkich. To jest ta chęć wygrania i udowodnienia wszystkim, że ja nie trafiłam tu przez przypadek. To jest fajne, normalne i naturalne zachowanie. W Paryżu była kamienna twarz, ale ona tam sobie grała na zasadzie: będzie, co będzie, a wyszło fenomenalnie. Teraz natomiast ona sama chce coś udowodnić sobie i innym. To się dało zauważyć. Dobre jest to, że ona zdawała sobie sprawę, gdzie pokpiła sprawę. Mowa ciała była znamienna.

    Pewnych rzeczy nie da się jednak przeskoczyć. Tu chyba można też mówić o nauce i płaceniu frycowego.

    – To jest nauka i to taka mocna. Wskoczyć do tysięcznika zaraz po kontuzji, to jest wyzwanie. Zwłaszcza dla kogoś, kto nagle znalazł się w tym towarzystwie. Maja potrzebuje czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Najlepsi są obok, na wyciągnięcie ręki i praktycznie każdy dzień jest nauką. Pamiętajmy, że dotąd nie grała regularnie z zawodniczkami z TOP50. Od razu jednak powiem, że Maja szybko się w tym wszystkim odnajduje. Jest zdecydowana poprawa w stosunku do tego, co widzieliśmy w Toronto. Były w meczu ze Sznajder błędy, w tym te niewymuszone, ale to ma najpewniej związek, z tym że brakuje jeszcze 10-15 treningów i 2-3 meczów.

    Chwalińska wróci mocniejsza na US Open

    Być może dostaniemy to w US Open?

    – Już nie mogę się doczekać. Tam mogą być trzy, cztery mecze i już to będzie świetnym wynikiem. Z drugiej strony może uda się coś więcej. Na pewno idzie to w dobrym kierunku. Już inaczej byśmy rozmawiali jakby nie te przerwy. Nie ma jednak co narzekać, bo mimo porażki, jest dużo plusów. Maja zagrała lepszy turniej niż w Toronto.

    Trochę jednak żal, że nie zagra z Rybakiną, a na horyzoncie była też szansa na mecz ze Świątek.

    – Nie lubię gdybać. Jasne, że szkoda, ale prędzej czy później dojdzie do jednego i drugiego. Niech się tylko Maja przyzwyczai tak na dobre, to będziemy zadowoleni. Ja jestem zadowolony, bo mimo porażek tak Chwalińska, jak i Fręch się postawiły, zagrały dobre mecze. O Idze już nie wspomnę, bo jest w sztosie, a jeden przegrany set z Sakkari był wypadkiem przy pracy.

    Pojawiają się informacje, że Maja pojedzie teraz na turniej do Monterey.

    – Pewnie liczyli się z tym, że granie w Cincinnati może się szybko skończyć, a Mai brakuje meczów. Niech zagra trzy, cztery i wróci na US Open jeszcze mocniejsza. A już tak na koniec, to powiem, że strasznie żałuję tego Wimbledonu i tej kontuzji. Ta trawa jej leżała, była szansa na to, żeby pójść za ciosem.

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • W Rosji zawrzało po porażce Chwalińskiej. Powtarza się jedno

    W Rosji zawrzało po porażce Chwalińskiej. Powtarza się jedno

    Maja Chwalińska w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati trafiła na Dianę Sznajder, którą pokonała w półfinale tegorocznego Roland Garros. Tym razem górą była rosyjska tenisistka, o czym momentalnie zaczęły rozpisywać się media w jej kraju. W relacjach dziennikarzy powtarza się jedno – krótki komunikat, jaki po spotkaniu zamieściła sama Sznajder. A to nie wszystko.

    Maja ChwalińskaEYEPIXAFP

    Maja Chwalińska jak dotąd ma problem z tym, by nawiązać do fenomenalnego wyniku z Paryża, kiedy to dotarła aż do finału wielkoszlemowego Roland Garros. Polka po tym turnieju zagrała jeszcze na Wimbledonie, ale miała dużego pecha, bo odniosła kontuzję w meczu pierwszej rundy i przegrała spotkanie. W Toronto ograła ją z kolei Talia Gibson. Szansa na przełamanie tej niekorzystnej serii nadeszła w Cincinnati.

    Chwalińska w końcu dopięła swego i pierwszy raz od turnieju w Paryżu wygrała mecz, w stanie Ohio z racji rozstawienia zmagania zaczęła od drugiej rundy, a w tej pokonała Cristinę Bucsę, oddając jej zaledwie cztery gemy. W kolejnym meczu trafiła na Dianę Sznajder, którą wyeliminowała w półfinale Roland Garros. Rosjanka powetowała sobie tę porażkę, w meczu przerywanym przez opady deszczu triumfowała 6:2, 7:6(3).

    “Byłam na siebie bardzo zła, ponieważ miałam kilka okazji, piłek na przełamanie, ale ich nie wykorzystałam, a potem straciłam własne podanie. Zdecydowanie byłam tym sfrustrowana i zaczęłam przygotowywać się na trzeciego seta, starając się po prostu zachować energię” – zdradziła Sznajder podczas pomeczowego wywiadu na korcie.

    WTA 1000 w Cincinnati. Rosyjskie media o meczu Chwalińska – Sznajder

    O meczu Chwalińskiej ze Sznajder rozpisują się rosyjskie media. Serwis Championat już w tytule nawiązał do ostatniego spotkania tych zawodniczek. “Sznajder zemściła się na Chwalińskiej za RG” – czytamy. A w treści na czynniki pierwsze rozłożono przebieg spotkania w Cincinnati.

    Już od pierwszych minut Diana narzuciła agresywne tempo gry, z którym Maja nie potrafiła sobie poradzić. Ostatecznie Sznajder objęła prowadzenie przy trzecim break-poincie, 1:0, a następnie podwyższyła je na 2:0. W piątym gemie Rosjanka miała trzy szanse na przełamanie serwisu Chwalińskiej, ale Chwalińska utrzymała go, Sznajder prowadziła 3:2. Chwilę później Diana zdołała jednak przełamać serwis, prowadząc 5:2, i właśnie w tym momencie mecz przerwał deszcz!

    Dziennikarze wspomnianego serwisu opisali także to, co działo się po pierwszej przerwie spowodowanej opadami deszczu i odnotowali historyczny wynik swojej rodaczki. “Diana po raz pierwszy w karierze dotarła do 1/8 finału w Cincinnati” – napisali.

    Pogromczyni Chwalińskiej po meczu na Instagramie dała do zrozumienia, że starcie z Polką nie należało do najłatwiejszych. “Cóż to była dzisiaj za bitwa. Zostawiłam tam moją duszę. I przyprawiłam swój zespół o kilka ataków serca. Istne szaleństwo” – napisała, a jej wpis powtarza się w relacjach kilku rosyjskich serwisów.

    Słowa Sznajder cytują m.in. portale sportbox.ru, sport.ru i sport24.ru. Przypominają też, że Rosjanka w czwartej rundzie zagra z Jeleną Rybakiną.

    Thiago Agustin Tirante – Martin Landaluce. Skrót meczu.

  • Radość Sabalenki w Cincinnati. Wystarczyło… 5 sekund. “Tak się wygrywa”

    Radość Sabalenki w Cincinnati. Wystarczyło… 5 sekund. “Tak się wygrywa”

    Aryna Sabalenka miała w Cincinnati powody do zadowolenia i radości – zarówno podczas spotkania z Talią Gibson, jak i bezpośrednio po nim. Liderka rankingu WTA pokonała bowiem australijską tenisistkę w dwóch setach (6:2, 7:6), a później wykonała zadanie, jakie postawili przed nią przedstawiciele kanału “Tennis Channel”. Co więcej, potrzebowała na to zaledwie 5 sekund, po których sama wybuchła śmiechem.
    Aryna Sabalenka przygotowuje się do odbicia piłki tenisowej podczas meczu, ujęcie w sportowym stroju.

    Aryna Sabalenka – liderka rankingu WTAPhoto by EYEPIX / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Półfinał w Berlinie, a potem 1/8 finału na Wimbledonie oraz w Toronto – tak wyglądały ostatnie występy w wykonaniu Aryny Sabalenki, która na kolejny tytuł czeka od marca tego roku, gdy triumfowała w Miami po finale z Coco Gauff. Okazją do tego, by przełamać złą passę, jest dla niej trwająca właśnie impreza WTA 1000 w Cincinnati.

    Rywalizację w stanie Ohio liderka światowego rankingu rozpoczęła od drugiej rundy, w której zmierzyła się z Talią Gibson, która dopiero co odprawiła z kwitkiem w Toronto Maję Chwalińską. Australijska tenisistka postawiła się także Białorusince, lecz ostatecznie i tak przegrała w dwóch setach 2:6, 6:7(2).

    – Jestem po prostu strasznie zmęczona. Było strasznie gorąco. Mam nadzieję, że się nawadniacie. To naprawdę szalona pogoda – narzekała po wygranym spotkaniu 28-latka.

    WTA Cincinnati. Aryna Sabalenka wykonała zadanie. I to błyskawicznie

    Po zejściu z kortu Aryna Sabalenka pojawiła się jeszcze w studiu “Tennis Channel”. Jego prowadzący regularnie przygotowują w Cincinnati wyzwania dla swoich gości, którzy muszą wpleść do rozmowy wylosowane przez siebie humorystyczne frazy.

    Nie inaczej było w przypadku pierwszej rakiety świata, która miała na wizji wydać z siebie krótki dźwięk: “boink boink”. I ze swoim zadaniem uporała się błyskawicznie.

    – Dobrze cię widzieć. Jak zwykle wyglądasz świetnie. Jak się czujesz? – została zapytana na wstępie Aryna Sabalenka.

    – Czuję się świetnie, boink boink – odparła, po czym wybuchła pełnym radości śmiechem. A całość trwała zaledwie 5 sekund.

    – Tak się wygrywa – usłyszała w odpowiedzi liderka światowego rankingu, która swoim wystąpieniem ewidentnie sprawiła radość nie tylko samej sobie, ale i prowadzącym rozmowę gospodarzom.
    Kobieta ubrana w czarną sportową koszulkę na ramiączkach, z rozpuszczonymi włosami, patrzy w górę z wyrazem rozbawienia lub zaskoczenia na twarzy, tło rozmyte, skupienie na postaci.

    Aryna SabalenkaChristopher PikeAFP
    Kobieta ubrana w sportowy strój na ciemnym tle, z wyrazem zmęczenia lub frustracji na twarzy, ma upięte włosy i nosi kilka złotych łańcuszków na szyi.

    Aryna SabalenkaFAYEZ NURELDINEAFP

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • Rosjanka przyznaje się po meczu z Chwalińską. Tak zemściła się na Polce

    Rosjanka przyznaje się po meczu z Chwalińską. Tak zemściła się na Polce

    Diana Sznajder wygrała z Mają Chwalińską 6:2, 7:6(3) i wyeliminowała Polkę z dalszej gry w turnieju w Cincinnati. Tym samym niejako zemściła się na 24-latce za porażkę w wielkoszlemowym Roland Garros. Po wszystkim Rosjanka opublikowała wpis w mediach społecznościowych i przyznała się, jak trudny to był mecz i co “zaserwowała” swojemu sztabowi szkoleniowemu.
    Diana Sznajder, Maja Chwalińska – turniej w Cincinnati

    Diana Sznajder, Maja Chwalińska – turniej w CincinnatiRobert PrangeGetty Images

    Maja Chwalińska przebrnęła przed 1/32 finału turnieju w Cincinnati, pokonując Cristinę Bucsę 6:2, 6:2, ale na tym koniec. W meczu kolejnej rundy los przydzielił jej Dianę Sznajder, która okazała się dla Polki za mocna. Rosjanka wygrała 6:2, 7:6(3) i wzięła udany rewanż za przegraną na wielkoszlemowym Roland Garros (6:7, 4:6).

    Po wszystkim Sznajder zabrała głos w mediach społecznościowych. Wyznała, jak się czuła, tocząc bój z Chwalińską.

    Wpis Diany Sznajder po zwycięstwie nad Mają Chwalińską

    “Cóż to była dzisiaj za bitwa. Zostawiłam tam moją duszę. I przyprawiłam swój zespół o kilka ataków serca. Istne szaleństwo” – dzieli się wrażeniami Sznajder, opisując niełatwy mecz z Mają Chwalińską w WTA 1000 Cincinnati.

    Rosjanka dołączyła do wpisu kilka materiałów ze spotkania. Na końcu jest nagranie, na którym uwieczniono reakcję jej trenera, Saschy Bajina, na długą wymianę podopiecznej z Chwalińską, która to zakończyła się po myśli Diany i zapewniła jej wygraną.

    O tym, jak ważne, ale i wymagające, było to zwycięstwo świadczy też zachowanie samej tenisistki tuż po piłce meczowej. Z ulgą krzyknęła na całe gardło.

    Sznajder zmierzy się z Rybakiną w Cincinnati. Wiadomo, kiedy mecz

    Teraz na Dianę Sznajder czeka starcie w 1/8 finału turnieju w Cincinnati. A łatwo nie będzie, bo zmierzy się z Jeleną Rybakiną, czyli wiceliderką rankingu WTA i liderką WTA Race. Mecz zaplanowano na środę 19 sierpnia.

    Do tej pory panie mierzyły się ze sobą raz, w tym roku w Stuttgarcie. Górą była Kazaszka, która wygrała wówczas 6:3, 6:4. Zresztą później ostatecznie sięgnęła po triumf w całym turnieju, pokonując Karolinę Muchovą 7:5, 6:1.

    Terminarz Mai Chwalińskiej. Przed nią jeszcze dwa turnieje

    Porażka w Cincinnati nie oznacza absolutnie końca sezonu dla Chwalińskiej. Ma ona jeszcze w planach występy w dwóch turniejach: w US Open (ostatni w tym roku Wielki Szlem odbędzie się w terminie od 30 sierpnia do 13 września) oraz w zawodach w Guadalajarze (13-19 września).

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.

  • Nie minęła godzina od triumfu Świątek. Polka poznała rywalkę, to rewelacja French Open

    Nie minęła godzina od triumfu Świątek. Polka poznała rywalkę, to rewelacja French Open

    17 sierpnia Iga Świątek awansowała do 1/8 finału WTA Cincinnati. Równolegle toczył się pojedynek, który miał wyłonić kolejną turniejową rywalkę Raszynianki. Po około 40 minutach Polka poznała swoją następną przeciwniczkę. Będzie to tenisistka, która zrobiła niemałe zamieszanie podczas tegorocznej edycji turnieju French Open.
    Iga Świątek powalczy o ćwierćfinał WTA Cincinnati

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    17 sierpnia kibice tenisa z kraju nad Wisłą mieli bardzo solidny powód do radości. Nasza najlepsza zawodniczka – Iga Świątek – pokonała bowiem Marię Sakkari. To sprawiło, że po niełatwym boju Raszynianka awansowała do 1/8 finału turnieju WTA Cincinnati. Wciąż pozostaje ona w grze o zwycięstwo w drugim “tysięczniku” z rzędu.

    Równolegle do pojedynku Świątek, na amerykańskich kortach toczyło się także inne spotkanie. To właśnie ono miało wyłonić kolejną przeciwniczkę Raszynianki. O awans do 1/8 finału starły się ze sobą Diane Parry oraz Lois Boisson.

    To ona powalczy ze Świątek o ćwierćfinał WTA Cincinnati. Wcześniej zrobiła furorę w Paryżu

    “Bratobójczy” pojedynek francuskich tenisistek ostatecznie zwyciężyła Parry. Triumf ten w żadnym wypadku nie przyszedł jej jednak z łatwością. Pierwszy set zakończył się bowiem wynikiem 6:4 dla jej rywalki. W drugiej partii Parry zdołała odzyskać kontrolę nad przebiegiem meczu, pokonując swoją rodaczkę wynikiem 6:4. Trzeci set to natomiast dość wyraźna dominacja 66. zawodniczki rankingu WTA. Parry zwyciężyła go rezultatem 6:3, zamykając tym samym całe spotkanie.

    O Parry zrobiło się bardzo głośno przy okazji tegorocznej edycji wielkoszlemowego turnieju French Open. W momencie startu paryskiej rywalizacji zawodniczka ta znajdowała się poza topową setką rankingu WTA. Nie przeszkodziło jej to jednak brnąć przez kolejne szczeble głównej drabinki turnieju. Po drodze pokonała ona takie zawodniczki jak: Anna Kalinska, Ann Li oraz Amanda Anisimowa.

    Jej brawurowy marsz zatrzymała dopiero Maja Chwalińska, która wyeliminowała reprezentantkę gospodarzy na etapie 1/8 finału. Teraz Diane Parry powalczy z Igą Świątek o awans do ćwierćfinału turnieju WTA Cincinnati.

    Zizou Bergs – Daniel Merida. Skrót meczu.

  • Triumf Świątek, chwilę potem taki komunikat organizatorów. Historyczne dzień dla Polki

    Triumf Świątek, chwilę potem taki komunikat organizatorów. Historyczne dzień dla Polki

    Mimo początkowych problemów, Iga Świątek uporała się z Marią Sakkari. Tym samym awansowała do 1/8 finału WTA Cincinnati. Organizatorzy turnieju nie mogli przejść obojętnie wobec wyczynu Polki, która dąży do zgarnięcia drugiego tytułu rangi WTA 1000 z rzędu. Po zakończeniu spotkania natychmiast wydali stosowny komunikat, obwieszczając historyczne osiągnięcie Raszynianki.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Kilka dni temu Iga Świątek zwyciężyła turniej WTA Toronto. W finałowym pojedynku pokonała ona zawodniczkę, która w ostatnim czasie ostrzy sobie zęby na fotel liderki rankingu WTA – Jelenę Rybakinę.

    Najlepsza polska tenisistka nie miała jednak zbyt wiele czasu na odpoczynek. Niemal natychmiast musiała się ona udać do USA, aby rozpocząć zmagania w ramach kolejnego “tysięcznika” – WTA Cincinnati.

    W 1/16 finału Raszynianka pokonała Emilianę Arango. To dało jej awans do 1/8 finału, gdzie trafiła na dużo bardziej wymagającą rywalkę – Marię Sakkari. Pierwszy set pojedynku z Greczynką nie zwiastował nic dobrego. Świątek przegrała go bowiem wynikiem 4:6. W kolejnych partiach tenisistka z kraju nad Wisłą złapała jednak odpowiedni rytm, kompletnie demolując swoją rywalkę.

    Historyczne zwycięstwo Świątek. To już setny raz w karierze

    Opisany wyżej wyczyn Świątek został niemal natychmiast podsumowany przez organizatorów amerykańskiego turnieju. Ci już wcześniej wiedzieli bowiem, że wraz z wygraną Polki dojdzie do historycznego wydarzenia.

    Dotychczas Iga Świątek wygrała bowiem 99 ze 126 rozegranych spotkań na kortach twardych w turniejach rangi WTA 1000. Pokonanie Marii Sakkari było więc jej okrągłym setnym triumfem na tej konkretnej nawierzchni. To sprawia, że Iga Świątek może pochwalić się skutecznością na poziomie około 78 procent (na kortach twardych w turniejach rangi WTA 1000).

    Świątek stała się również 2. zawodniczką (ex aequo z Victorią Azarenką), pod względem najmniejszej ilości meczów, potrzebnych do zapisania na swoim koncie setnego zwycięstwo na kortach twardych (w turniejach rangi WTA 1000). Od zmiany formatu rozgrywek z 2009 roku, szybciej ta sztuka udała się tylko Serenie Williams. Legendarna Amerykanka potrzebowała jedynie 118 spotkań, aby zaliczyć 100 zwycięstw na kortach twardych.

    Świątek jest pierwszą zawodniczką, która awansowała do 1/8 finału turnieju WTA Cincinnati. Kolejny mecz rozegra ona ze zwyciężczynią starcia Diane Parry – Lois Boisson.

    Oceniła występ Igi Świątek. “Cała Polska oczekuje od niej wyników”.

  • Gwałtowne przebudzenie Igi Świątek w meczu z Marią Sakkari

    Gwałtowne przebudzenie Igi Świątek w meczu z Marią Sakkari

    Iga Świątek dłużej się rozgrzewała w koszmarnym upale niż w pierwszym meczu w Cincinnati, ale jak już się rozgrzała, mecz z Marią Sakkari przypominał walkę pięściarza z workiem treningowym. Polka wygrała 4:6, 6:1, 6:1.

    Poniedziałek zaczął się dla Igi Świątek awansem z 8. miejsca rankingu WTA na 5. – w efekcie triumfu w Toronto, czyli bardzo pozytywnie. Zakończył się też bardzo dobrze.

    Poniedziałkowy mecz, ponownie rozgrywany w piekielnym skwarze i wilgotności, Polka zainicjowała bardzo solidnym serwisem i piekielnie zakręconym forhendem. Kiedy jednak wydawało się, że kontroluje spotkanie, jej serwis został przełamany po serii doskonałych returnów Greczynki na 2:3. Podanie Świątek było na tym etapie meczu precyzyjne, ale zbyt łatwe do odbioru przez Marię Sakkari. Pokazywała to statystyka returnów z dużą przewagą Greczynki. Polka z trudem broniła się przed kolejnymi przełamaniami.
    Iga Świątek – Maria Sakkari. Boska gra Greczynki

    Świątek regulowała celownik w pierwszych akcjach poprzedniego spotkania z Emilianą Arango i gdy już go wyregulowała, spotkanie przypominało walkę pięściarza z workiem treningowym. W pierwszym secie poniedziałkowego meczu było inaczej. Po prostu Sakkari dysponuje znacznie większą siłą rażenia niż Kolumbijka – jej serwis był wspaniały (80 proc. wygranych akcji po jej pierwszym podaniu), uderzane przez nią piłki nie tylko były szybsze, ale z furią – przepraszam za furię piłek – spychały Polkę za końcową linię. Nawierzchnia kortu w Cincinnati hojniej nagradza agresję i szybkość. O ile na początku meczu Świątek wydawała się być momentami niepewna i nieśmiała wybierając kierunki uderzeń, z czasem stawała się dodatkowo coraz częściej nerwowa.

    Przewaga jednego przełamania pozwoliła Greczynce wziąć pierwszy set – wygrała go 6:4, uderzając do tego dwa asy w ostatnim gemie i tzw. winnera serwisowego na dodatek. Pytanie było, czy wytrzyma narzucone przez siebie tempo.
    Maria Sakkari, lot w dół, lot w górę

    Była “trójka” światowego rankingu WTA to bohaterka niesamowitej historii walki i determinacji. Najbardziej dramatyczny rozdział tej historii otworzyła dwa lata temu od spektakularnego upadku. Trzęsienie ziemi zaczęło się od rozstania z wieloletnim trenerem Tomem Hillem po niesatysfakcjonujących wynikach. A potem już nic jej się nie układało. Do tego w końcu sezonu 2024, w US Open doznała kontuzji, która ciągnęła się za nią i ciągnęła. Kryzys fizyczny i psychiczny związany z niepowodzeniami, trwał przez cały 2025 r. i miał swoje efekty uboczne – zatrudnianie i zwalnianie kolejnych szkoleniowców. Było ich chyba czterech lub pięciu, aż w końcu Greczynka wróciła do Hilla.

    Wtedy koło fortuny odwróciło się. W Dausze 31-letnia Sakkari zagrała turniej jak marzenie – jako nr 52. w światowym rankingu pokonała Jasmine Paolini (wtedy nr 8) oraz Świątek, która była wówczas wiceliderką. Sakkari została wtedy pierwszą tenisistką, która pokonała Polkę po utracie pierwszego seta w turnieju serii WTA 1000 – takich zwycięstw Świątek zaliczyła aż 109. Ale później znów sprawy przybrały niezbyt dobry dla Greczynki obrót: wystąpiła w 24 meczach, przegrała połowę.

    Teraz mogła ją napełniać optymizmem wynik meczu z Polką w Dausze.
    Iga Świątek – Maria Sakkari. Drugi set, Grecja w kryzysie

    Na początku drugiego seta, po ładnej obronie swojego serwisu w pierwszym gemie, Świątek wypracowała sobie pierwsze w meczu szanse na przełamanie serwisu rywalki. Udało się przy drugiej okazji i Polka objęła prowadzenie 2:0. A potem 3:0, 4:1 i 5:1 po drugim przełamaniu.

    Mimo prowadzenia i przewagi na korcie, bardzo frustrowały ją nieudane zagrania przy własnym podaniu – podwójne błędy serwisowe (3, w całym meczu 6), proste błędy, serwis zbyt łatwy do odbioru. Musiała widzieć to, że nawet jeśli porządnie popracuje przy podaniu rywalki (którego skuteczność znacznie spadła w drugim secie), jej własne mogą nie pomóc. Chyba czuła, że w środku seta nie mogła być ich pewna: słaby gem serwisowy był przeplatany wspaniałymi, wybitnymi zagraniami ustawionymi właśnie przez serwis. Z czasem jednak zyskała na pewności siebie. Ostatnia akcja – ideał. Swiątek odrobiła straty, wygrała 6:1.
    Iga Świątek – Maria Sakkari, trzeci akt czyli exodos

    Trzeci set zaczęła od podania Sakkari, ale szybko okazało się, że Światek nie musiała gonić wyniku – od razu zdobyła przewagę przełamania. Po fatalnym dla Greczynki drugim secie pod względem trafień podania (zaledwie 35 proc.), w drugim było nieco lepiej, ale nie na tyle, żeby zniwelować utratę punktów naprawdę spektakularnymi niewymuszonymi błędami. Zdarzało się, że miała punkt w garści i grubo przestrzeliła. Świątek była bezlitosna – przełamała serwis Greczynki po raz drugi na 3:0, potem obroniła swój na 4:0 i otworzyła się przed nią autostrada do zwycięstwa. Po dwóch godzinach gry, przy stanie 5:1 miała piłkę meczową. I ją wygrała. Znowu 6:1.

    W IV rundzie Świątek zagra z Francuzką Diane Parry (WTA 66), która pokonała swoją rodaczkę Lois Boison (WTA 281) 4:6, 6:4, 6:3.

  • Genialna statystyka Świątek. Lepsza jest tylko jedna tenisistka

    Genialna statystyka Świątek. Lepsza jest tylko jedna tenisistka

    Iga Świątek udanie rozpoczęła walkę o obronę tytułu w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Statystyka zwycięstw Polki w zmaganiach tej rangi jest imponująca. Lepszą może pochwalić się jedynie Serena Williams.

    Iga Świątek prezentuje bardzo dobrą formę od początku tournee za oceanem. Niedawno Polka wygrała turniej WTA 1000 w Toronto, zdobywając 26. tytuł w karierze. W niedzielę z kolei w meczu otwarcia zmagań w Cincinnati pokonała 6:3, 6:0 Emilianę Arango z Kolumbii (relacja z tego spotkania TUTAJ).

    25-latka odniosła tym samym siódme zwycięstwo z rzędu. Sprawiła również, że jej bilans wygranych w turniejach rangi WTA 1000 wygląda jeszcze bardziej imponująco. Polka ma już na koncie 142 triumfy i 35 porażek w tych imprezach.

    ZOBACZ WIDEO: Sukces Igi Świątek znaczy więcej niż jakiekolwiek słowa. Na stałe przejdzie do historii

    Jak podkreśla profil OptaAce na portalu X, Świątek wygrała więc 80,2 proc. spotkań w zmaganiach tej rangi. Jest to drugi wynik od 2009 roku, czyli wprowadzenia formatu WTA 1000. Lepszą statystyką może pochwalić się jedynie Serena Williams (84,1 proc.).

    Świątek pierwszy tytuł w turnieju rangi WTA 1000 wywalczyła w Rzymie w 2021 roku. Od tego momentu 25-latka w każdym kolejnym sezonie dołożyła przynajmniej po jednym trofeum (w 2022 i 2024 roku wygrała po cztery turnieje tej rangi). Łącznie nasza tenisistka ma na koncie 12 triumfów w tych zmaganiach, co daje jej 5. miejsce na liście wszech czasów.

    Polka po sukcesie w Toronto zapewne będzie chciała pójść za ciosem i obronić tytuł w Cincinnati. W trzeciej rundzie 25-latka zmierzy się z Marią Sakkari z Grecji. Spotkanie to zaplanowano na poniedziałek na godzinę 17:00.

  • A jednak to nie plotki ws. Sabalenki i Djokovicia. Sama z radością ogłasza

    A jednak to nie plotki ws. Sabalenki i Djokovicia. Sama z radością ogłasza

    Po wygranym meczu z Talią Gibson (6:2, 7:6) w turnieju w Cincinnati Aryna Sabalenka stanęła przed kamerą i odpowiedziała na kilka pytań. Jedno z nich dotyczyło plotek o niej i Novaku Djokoviciu. Spekuluje się, że na US Open szykują razem coś wyjątkowego. Białorusinka z radością potwierdziła. “Jestem bardzo podekscytowana” – ogłosiła.
    Aryna Sabalenka i Novak Djoković

    Aryna Sabalenka i Novak DjokovićSydney Low / Zuma PressAgencja FORUM

    Aryna Sabalenka, po długiej i trudnej rozgrywce, pokonała Talię Gibson 6:2, 7:6 w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Po wszystkim – podczas rozmowy na gorąco na korcie – przyznała, że jest po prostu bardzo zmęczona tym spotkaniem, a właściwie panującymi w jego trakcie warunkami.

    Było strasznie gorąco. Mam nadzieję, że się nawadniacie. To naprawdę szalona pogoda

    Przy okazji potwierdziła też doniesienia o tym, że ona i Novak Djoković szykują razem coś wyjątkowego na zbliżający się wielkimi krokami wielkoszlemowy US Open 2026 (od 30 sierpnia do 13 września w Nowym Jorku).

    Sabalenka i Djoković zagrają razem w mikście na US Open 2026

    “Czy plotki o tym, że powstanie zespół Aryna-Nole grający w mikście na US Open, są prawdziwe? Bo jesteśmy bardzo ciekawi” – rzuciła do Sabalenki reporter. “I kto jako pierwszy odezwał się w tym temacie?” – dopytywał.

    Białorusinka nie miała zamiaru unikać odpowiedzi. “Wiesz, to on mnie błagał, żebym z nim zagrała. I wtedy ja odpowiedziałam: ‘Legendo, oczywiście, że ci pomogę. Spróbujmy się dobrze bawić i zawalczyć o tytuł’” – odpowiedziała ze śmiechem.

    “Więc sądzę, że to prawda. Zagramy razem. To będzie niesamowita zabawa. Jestem bardzo podekscytowana” – oświadczyła, a będący świadkami tej deklaracji kibice zareagowali głośnym aplauzem.

    Wszystko widać i słychać na nagraniu, które obiegło sieć. A przy okazji stało się dowodem nadchodzącej ciekawej tenisowej kooperacji.

    Sabalenka wyznała prawdę o znajomości z Djokoviciem

    Sabalenka i Djoković znają się i lubią od lat. Gdy swego czasu tenisistka została zapytana o tę relację, nie szczędziła ciepłych słów. Nazwała Serba “miłym, otwartym i świetnym facetem”.

    “Zawsze mogę poprosić go o radę, a on mi jej udzieli. Bardzo to doceniam. Naprawdę dobrze mieć kogoś takiego jak Novak. Takiego przyjaciela, na którego zawsze można liczyć. Doceniam jego pomoc” – podkreśliła, cytowana przez firstsportz.com.

    Innym razem tłumaczyła, że uwielbia ich wspólne treningi, bo to zawsze zajęcia na najwyższych obrotach. “Potem, gdy gram z dziewczynami, nie męczę się fizycznie, bo trenuję z Novakiem” – śmiała się w rozmowie z AFP.

    Z jego rad korzystała m.in. przed zeszłorocznym Wimbledonem. Podpytywała go, na czym się skupia i jakie ma nastawienie przed wyjściem na kort.

    “Rozmawialiśmy chyba przez godzinę, ale z Novakiem zawsze można rozmawiać długo i pytać o rady. A potem, przed finałem US Open, przypomniałam sobie, co mi wtedy powiedział, i myślę, że to pomogło mi sięgnąć po tytuł” – oceniła.

    Aryna Sabalenka – McCartney Kessler.

  • Nie jest tak kolorowo, jak wszyscy myśleli. Wyznanie Świątek zmroziło wszystkich

    Nie jest tak kolorowo, jak wszyscy myśleli. Wyznanie Świątek zmroziło wszystkich

    Iga Świątek rozegrała fantastyczny turniej w Toronto, sięgając tam po tytuł w imprezie rangi WTA 1000. Teraz to samo zamierza powtórzyć w Cincinnati. Pojawiła się tam pełna entuzjazmu, z promiennym uśmiechem i gotowa na kolejne wyzwanie. Jak się okazuje, to tylko fasada. Pod nią kryje się problem, o którym najlepsza polska tenisistka mówi głośno od wielu miesięcy.

    Iga Świątek Marcin CholewińskiNewspix.pl

    Iga Świątek zaliczyła nieudany start w tegorocznym Wimbledonie. Broniąc w Londynie głównego trofeum, pożegnała się z wielkoszlemową imprezą już po III rundzie. Miało to jednak swoją dobrą stronę. Do kolejnego startu mogła się przygotowywać aż przez 31 dni.

    Tak długa przerwa w trakcie sezonu to rzadkość. Za to efekt okazał się znakomity. Raszynianka przeszła przez korty w Toronto jak burza. I sięgnęła po pierwszy w tym roku tytuł.

    Iga Świątek przestała się na chwilę uśmiechać. Wraca temat toksycznego kalendarza gier

    – Ten czas bez gry to było wszystko, czego potrzebowałam – oznajmiła Świątek na spotkaniu z mediami już w Cincinnati. – Miałam czas na reset po Wimbledonie i wróciłam na kort dużo świeższa i bardziej otwarta na nowe rzeczy. Mieliśmy około dwóch tygodni, a potem przyjechałem do Toronto. Praca, którą tam wykonaliśmy, była kluczowa dla lepszej gry w tym turnieju.

    W Kanadzie wszystko ułożyło się pomyślnie. Zaraz potem w USA nasza najlepsza tenisistka pojawiła się w doskonałej dyspozycji mentalnej. Tak przynajmniej prezentowała się już na lotnisku. Szeroko uśmiechnięta, kipiąca dobrą energią, z ciepłą reakcją na każde pozdrowienie posłane w jej kierunku.

    Te reakcje były autentyczne. Nie oznacza to jednak, że wszystkie utrapienia Igi w jednej chwili rozpłynęły się w powietrzu. Dała temu dobitnie wyraz w rozmowie z dziennikarzami.

    – Kalendarz gier jest intensywny – twierdzi po raz kolejny Raszynianka. – Mówię o tym od lat i nie chcę się powtarzać. Oczywiście nie ma czasu na świętowanie. Nawet po Wielkich Szlemach. Trzeba cały czas szukać tego momentu, by docenić to, co się wydarzyło.

    – Jeśli nie potrafimy cieszyć się tym, co osiągnęliśmy, nie ma sensu walczyć, by to osiągnąć – dodała z poważną miną, wprowadzając zgromadzonych w zakłopotanie.

    Nie miała czasu na odpoczynek po Toronto. W Cincinnati zjawiła się dzień po rozpoczęciu rywalizacji w turnieju głównym. Mogła sobie na to pozwolić, bo w pierwszej rundzie miała wolny los.

    W kolejnej fazie turnieju pokonała kolumbijską kwalifikantkę Emilianę Arango 6:3, 6:0. O awans do 1/8 finału gra z Marią Sakkari (29). Relację live z tego spotkania znajdziesz TUTAJ.
    kobieta z prostymi, brązowymi włosami w jasnej bluzie z logotypami, trzyma uniesione dłonie na wysokości głowy, siedzi przed mikrofonem na tle ciemnej ściany z białymi napisami

    Iga ŚwiątekAP Photo/Aaron FavilaEast News
    Uśmiechnięta tenisistka w jasnym stroju sportowym i czapce, trzymająca rakietę na korcie podczas meczu.

    Iga ŚwiątekRobert Prange/Getty ImagesGetty Images
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z czapką zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje po zakończonym meczu.

    Iga ŚwiątekAFP

    Sebastian Baez – Learner Tien. Skrót meczu.