Ludzka twarz Chwalińskiej. “To już nie była ta dziewczyna z Paryża”

Written by

in

Maja Chwalińska odpadła z Cincinnati Open po porażce w dwóch setach z Dianą Sznajder. Rosjance udał się wielki rewanż za przegraną w Roland Garros, ale trwający cztery godziny z przerwami mecz mógł też zadowolić kibiców Polki. – Chwalińska zagrała dużo lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja z Paryża. I tak jednak była blisko. To był mecz niewykorzystanych szans, nie mogę się doczekać US Open – mówi nam Artur Szostaczko, kiedyś trener Igi Świątek.
Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża.

Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża. ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

Dariusz Ostafiński, Interia: Ponad cztery godziny, liczne przerwy i na koniec porażka Mai Chwalińskiej z Dianą Sznajder.

Artur Szostaczko, były trener Igi Świątek: Pamięta pan, jak przed spotkaniem mówiłem, że to będzie inny mecz niż ten w Paryżu. Głównie ze względu na nawierzchnię. Poza tym Sznajder i jej trener odrobili lekcję z Roland Garros. Sznajder weszła w ten mecz bardzo spokojnie i tak też grała. Na początku, to Maja nie wykorzystywała swoich szans, psuła łatwe piłki. Potem Polka się trochę przebudziła, ale na pierwszą przerwę związaną z deszczem schodziła z wynikiem 2:5.

Chwalińska przegrywa. “Mecz niewykorzystanych szans”

Mówi pan: Sznajder odrobiła lekcję.

– Nie tylko. Trzeba by też dodać, że Mai jednak brakuje ogrania. Za dużo błędów popełniała. Na pewno grała lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja, którą pamiętamy z Paryża.

W drugim secie Maja zrobiła jednak wiele, żeby tamten obraz przywołać.

– To prawda. Było 4:1, miała piłkę na 5:1. A potem, przy 4:2, miała piłkę na 5:2. Nie wykorzystała i to był koniec. Przy tak wyrównanym poziomie takie rzeczy jednak się zdarzają, a każdy detal ma znaczenie. Za Chwalińską absolutnie nie przemawiała jej długa przerwa w grze spowodowana kontuzją i to, że jeszcze nie złapała tego rytmu. Doświadczenie gry na hardzie, chodzi mi o mecze z dobrymi zawodniczkami, też nie jest u niej wielkie. Poza tym ciężko się ten mecz oglądało. Te przerwy rozbijały wszystko. I na pewno zmieniały losy spotkania, pomagając raz jednej, raz drugiej.

Chyba jednak moglibyśmy to wszystko skwitować stwierdzeniem: szkoda.

– To dobre określenie. Bo mimo wszystkich uwag i zastrzeżeń muszę powiedzieć, że to taka niewykorzystana szansa Mai. Jak Chwalińska zaczęła lepiej grać w drugim secie i psuć mniej piłek, to wtedy Sznajder zaczęła produkować więcej błędów. Wydawało się, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Sznajder zdołała się jednak uspokoić i wrócić do tego stylu, w jakim zaczęła mecz. Pewnie pomogły konsultacje z trenerem, ale tu nie ma się co oburzać. W końcu Maja też skorzystała na pierwszej przerwie.

Gdzieś zniknęła kamienna twarz Mai Chwalińskiej

Zauważył pan jeszcze coś ciekawego, oglądając ten mecz?

– Myślę, że wszyscy zobaczyliśmy. W Paryżu Maja była skałą, jak chodzi o stronę mentalną. W Cincinnati to już nie była ta dziewczyna z Paryża. Ona wie, gdzie jest i wie, co może, więc było już trochę frustracji, zobaczyliśmy ludzką twarz Mai. Były sytuacje, gdzie rozkładała ręce, gdzie zaczęła mówić coś do boksu.

O czym to świadczy?

– Zaczyna się presja jak u wszystkich. To jest ta chęć wygrania i udowodnienia wszystkim, że ja nie trafiłam tu przez przypadek. To jest fajne, normalne i naturalne zachowanie. W Paryżu była kamienna twarz, ale ona tam sobie grała na zasadzie: będzie, co będzie, a wyszło fenomenalnie. Teraz natomiast ona sama chce coś udowodnić sobie i innym. To się dało zauważyć. Dobre jest to, że ona zdawała sobie sprawę, gdzie pokpiła sprawę. Mowa ciała była znamienna.

Pewnych rzeczy nie da się jednak przeskoczyć. Tu chyba można też mówić o nauce i płaceniu frycowego.

– To jest nauka i to taka mocna. Wskoczyć do tysięcznika zaraz po kontuzji, to jest wyzwanie. Zwłaszcza dla kogoś, kto nagle znalazł się w tym towarzystwie. Maja potrzebuje czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Najlepsi są obok, na wyciągnięcie ręki i praktycznie każdy dzień jest nauką. Pamiętajmy, że dotąd nie grała regularnie z zawodniczkami z TOP50. Od razu jednak powiem, że Maja szybko się w tym wszystkim odnajduje. Jest zdecydowana poprawa w stosunku do tego, co widzieliśmy w Toronto. Były w meczu ze Sznajder błędy, w tym te niewymuszone, ale to ma najpewniej związek, z tym że brakuje jeszcze 10-15 treningów i 2-3 meczów.

Chwalińska wróci mocniejsza na US Open

Być może dostaniemy to w US Open?

– Już nie mogę się doczekać. Tam mogą być trzy, cztery mecze i już to będzie świetnym wynikiem. Z drugiej strony może uda się coś więcej. Na pewno idzie to w dobrym kierunku. Już inaczej byśmy rozmawiali jakby nie te przerwy. Nie ma jednak co narzekać, bo mimo porażki, jest dużo plusów. Maja zagrała lepszy turniej niż w Toronto.

Trochę jednak żal, że nie zagra z Rybakiną, a na horyzoncie była też szansa na mecz ze Świątek.

– Nie lubię gdybać. Jasne, że szkoda, ale prędzej czy później dojdzie do jednego i drugiego. Niech się tylko Maja przyzwyczai tak na dobre, to będziemy zadowoleni. Ja jestem zadowolony, bo mimo porażek tak Chwalińska, jak i Fręch się postawiły, zagrały dobre mecze. O Idze już nie wspomnę, bo jest w sztosie, a jeden przegrany set z Sakkari był wypadkiem przy pracy.

Pojawiają się informacje, że Maja pojedzie teraz na turniej do Monterey.

– Pewnie liczyli się z tym, że granie w Cincinnati może się szybko skończyć, a Mai brakuje meczów. Niech zagra trzy, cztery i wróci na US Open jeszcze mocniejsza. A już tak na koniec, to powiem, że strasznie żałuję tego Wimbledonu i tej kontuzji. Ta trawa jej leżała, była szansa na to, żeby pójść za ciosem.

Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

Comments

Leave a Reply