Author: newuser

  • Trzysetowy dreszczowiec Gauff i Switoliny. Nowa mistrzyni WTA w Rzymie

    Trzysetowy dreszczowiec Gauff i Switoliny. Nowa mistrzyni WTA w Rzymie

    Jeszcze w czwartek wydawało się, że to Iga Świątek zamelduje się w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka prezentowała się na Foro Italico znakomicie — przypominała zawodniczkę, która w poprzednich latach dominowała na kortach ziemnych. Najpierw pewnie ograła Naomi Osaka, a później nie pozostawiła większych złudzeń Jessica Pegula. Wszystko zmieniło się jednak w półfinale, gdy po dramatycznym starciu lepsza okazała się Elina Switolina.

    Ukrainka, która wcześniej wyeliminowała także Jelena Rybakina, awansowała do finału, gdzie czekała już Coco Gauff — aktualna mistrzyni Roland Garros. Sobotni finał Internazionali d’Italia rozpoczął się zgodnie z planem mimo deszczowej pogody w Rzymie i opóźnień innych spotkań.

    Lepiej w mecz weszła Amerykanka. Gauff szybko przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 2:0, a później kontrolowała wydarzenia na korcie. Przy stanie 4:2 miała nawet trzy okazje na kolejne przełamanie, które mogło praktycznie zamknąć pierwszego seta. Wtedy jednak Switolina odwróciła losy partii.

    Ukrainka zaczęła grać znacznie pewniej, ograniczyła liczbę błędów i coraz częściej zmuszała Gauff do ryzyka. Amerykanka zaczęła się mylić, a frustracja rosła z każdą akcją. Switolina wygrała cztery gemy z rzędu, a pierwszą odsłonę zakończyła po podwójnym błędzie serwisowym rywalki, triumfując 6:4.

    Gauff była wyraźnie rozbita. Kamery uchwyciły łzy w jej oczach, gdy schodziła z kortu po zakończeniu seta. Druga partia również zaczęła się dla niej nerwowo, bo Switolina szybko wypracowała break pointy. Amerykanka zdołała jednak wyjść z opresji i stopniowo odzyskiwała pewność siebie.

    Set był niezwykle wyrównany. Obie tenisistki utrzymywały własne podania, choć emocji nie brakowało. Przy stanie 5:5 Gauff przełamała Ukrainkę po efektownej akcji przy siatce i wydawało się, że za chwilę doprowadzi do decydującego seta. Chwilę później sama jednak straciła serwis, a o losach partii zdecydował tie-break.

    W nim początkowo trwała wyrównana walka, ale od stanu 3:2 dla Switoliny inicjatywę przejęła Gauff. Amerykanka wygrała kilka kluczowych punktów z rzędu i zwyciężyła 7-3, doprowadzając do trzeciego seta.

    Decydująca partia długo przypominała półfinałowy mecz Switoliny ze Świątek. Gauff miała szansę na przełamanie i prowadzenie 3:1, lecz Ukrainka obroniła break pointa, a potem całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Świetnie serwowała, znakomicie broniła i coraz częściej zmuszała rywalkę do błędów.

    Amerykanka nie była już w stanie odpowiedzieć. Switolina dwukrotnie przełamała Gauff i pewnie zamknęła spotkanie, wygrywając 6:4, 6:7(3), 6:2 po 169 minutach walki.

    Dla 32-letniej Ukrainki to trzeci triumf w turnieju Internazionali d’Italia. Wcześniej wygrywała w Rzymie w 2017 i 2018 roku, pokonując w finałach Simona Halep. Dzięki sukcesowi wróci także do czołówki światowego rankingu — od poniedziałku będzie siódmą rakietą świata i z takim numerem zostanie rozstawiona podczas Roland Garros.

  • Robert Lewandowski żegna się z Barceloną. Polak ogłosił swoją decyzję

    Robert Lewandowski żegna się z Barceloną. Polak ogłosił swoją decyzję

    Robert Lewandowski oficjalnie potwierdził zakończenie swojej przygody z Barceloną. Polski napastnik poinformował o swojej decyzji za pośrednictwem mediów społecznościowych, kończąc tym samym miesiące spekulacji dotyczących swojej przyszłości w katalońskim klubie.

    Od dłuższego czasu pojawiały się doniesienia, że wygasający 30 czerwca 2026 roku kontrakt nie zostanie przedłużony. Teraz wszystko stało się jasne — po czterech sezonach spędzonych w Hiszpanii 37-letni napastnik opuszcza Barcelonę.

    — Po czterech latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy nadszedł moment, by ruszyć dalej. Odchodzę z poczuciem, że moja misja została wykonana — przekazał Lewandowski w opublikowanym wpisie. Nie zabrakło również podziękowań skierowanych do kibiców za wsparcie podczas pobytu w klubie.

    Robert Lewandowski trafił do Barcelony latem 2022 roku i szybko stał się jedną z najważniejszych postaci zespołu. W barwach „Dumy Katalonii” zdobył trzy mistrzostwa Hiszpanii, sięgnął po Puchar Króla oraz trzy Superpuchary Hiszpanii. Jedynym trofeum, którego nie udało mu się wywalczyć, pozostała Liga Mistrzów.

    Na brak zainteresowania Polak z pewnością nie może narzekać. Media od pewnego czasu łączą go z różnymi kierunkami. Wśród potencjalnych klubów wymienia się między innymi amerykańskie Chicago Fire czy Juventus Turyn. Najwięcej mówi się jednak o możliwym transferze do Arabii Saudyjskiej. Według nieoficjalnych informacji Al-Hilal miałoby zaoferować napastnikowi kontrakt opiewający nawet na 90 milionów euro za sezon. Na oficjalne potwierdzenie tych doniesień trzeba jednak jeszcze poczekać.

    Przed Lewandowskim pozostały już tylko dwa występy w koszulce Barcelony. W niedzielny wieczór Polak po raz ostatni zaprezentuje się kibicom na Camp Nou podczas spotkania z Realem Betis. Początek meczu zaplanowano na godzinę 21:15 i wszystko wskazuje na to, że będzie to wyjątkowe pożegnanie jednej z największych gwiazd ostatnich lat w Barcelonie.

    https://www.instagram.com/reel/DYZZlfhMVeZ/?utm_source=ig_web_copy_link

  • Świątek wyrzucona z turnieju. Nagle ogłasza. Chce powrotu i podaje 3 powody

    Długo wydawało się, że to właśnie Rzym stanie się miejscem przełomu dla Igi Świątek i przyniesie jej pierwszy tytuł w tym sezonie. Polka podczas turnieju WTA 1000 prezentowała tenis na bardzo wysokim poziomie, imponując pewnością siebie i jakością gry. Ostatecznie jej marsz po trofeum zatrzymała jednak Elina Switolina, która pokonała ją w półfinale. Mimo tej porażki Raszynianka nie zamierza rozpamiętywać niepowodzenia. Wręcz przeciwnie — wpis, który opublikowała w mediach społecznościowych, pokazuje, że nadal tryska optymizmem i z ogromną motywacją patrzy w przyszłość.

    Świątek w tegorocznym Italian Open prezentowała się znakomicie. Wygrała cztery kolejne spotkania, co samo w sobie było ważnym sygnałem po trudniejszych tygodniach. Jeszcze bardziej cieszył jednak styl, w jakim osiągała kolejne zwycięstwa. W jej grze znów było widać swobodę, dynamikę i charakterystyczną dla niej pewność na kortach ziemnych. Wielu kibiców zaczęło już wyobrażać sobie moment, w którym po raz czwarty w karierze odbierałaby w Rzymie mistrzowskie trofeum.

    Marzenia o finale zakończyły się jednak na etapie półfinału. Ukrainka Elina Switolina okazała się lepsza i zwyciężyła 6:4, 2:6, 6:2. Spotkanie było wymagające i pełne intensywnych wymian, a po jego zakończeniu Świątek nie ukrywała rozczarowania. Jednocześnie podkreśliła, że dostrzega wyraźne efekty pracy wykonanej w ostatnim czasie.

    „Wczorajszy mecz był trudny i oczywiście liczyłam na inny rezultat. Mimo to bardzo dobrze czułam się tutaj na korcie i widzę, że moja gra zaczyna nabierać odpowiedniego rytmu dzięki pracy, którą ostatnio wykonaliśmy” — napisała na Instagramie.

    Polka podkreśliła również, że występy w stolicy Włoch mają dla niej wyjątkowe znaczenie. „Rzym zawsze będzie dla mnie szczególnym miejscem. Tenis, kibice i — nie ukrywam — także jedzenie sprawiają, że już teraz nie mogę doczekać się powrotu tutaj za rok. Grazie!” — dodała z entuzjazmem.

    Turniej we Włoszech był dla Świątek najlepszym występem od czasu rozpoczęcia współpracy z trenerem Francisco Roigiem. Eksperci zwracali uwagę, że Polka zaczęła ponownie grać tenis przypominający jej najlepsze momenty z poprzednich sezonów. Na korcie znów widoczna była lekkość, odwaga i finezja, których chwilami brakowało w pierwszych miesiącach tego roku.

    Ogromne wrażenie zrobił zwłaszcza ćwierćfinał z Jessicą Pegulą. Piąta rakieta świata była w starciu z Polką praktycznie bezradna i ugrała zaledwie trzy gemy. Tym samym Świątek przerwała serię siedmiu kolejnych porażek z zawodniczkami z czołowej dziesiątki rankingu WTA.

    Teraz przed nią najważniejsze wyzwanie sezonu na kortach ziemnych — Roland Garros. Wielkoszlemowa rywalizacja w Paryżu rozpocznie się 18 maja i potrwa do 7 czerwca. To właśnie tam Świątek święciła największe triumfy, zdobywając tytuły w latach 2020, 2022, 2023 i 2024. Jeśli forma z Rzymu okaże się zapowiedzią pełnego odrodzenia, Polka ponownie może być jedną z głównych faworytek do końcowego zwycięstwa.

  • Smutna prawda o Idze Świątek. “Każda z TOP 10 może z nią wygrać”

    Smutna prawda o Idze Świątek. “Każda z TOP 10 może z nią wygrać”

    Półfinałowa porażka Igi Świątek w turnieju w Rzymie znów wywołała dyskusję o jej aktualnej formie. Tym razem Polka stoczyła bardzo wymagający bój z Eliną Switoliną, a eksperci dostrzegają zarówno wyraźne oznaki poprawy, jak i problemy, które nadal uniemożliwiają jej powrót do dawnej dominacji. Komentator Eurosportu Tomasz Wolfke uważa jednak, że występ raszynianki można ocenić pozytywnie, choć jednocześnie tonuje oczekiwania przed Roland Garros.

    — To był zdecydowanie lepszy mecz Igi niż poprzednie starcie ze Switoliną w Indian Wells. Tam wyglądało to źle także pod względem jakości gry, a teraz oglądaliśmy tenis na znacznie wyższym poziomie — ocenił Wolfke w rozmowie z Interią.

    Ekspert podkreślił, że obie zawodniczki zasłużyły na uznanie za intensywność i tempo wymian. Zwrócił jednak uwagę na ogromną liczbę niewymuszonych błędów. Łącznie pojawiło się ich ponad sto, co przy tak dynamicznym tenisie było częściowo zrozumiałe, ale mimo wszystko zbyt wysokie.

    Zdaniem Wolfkego właśnie błędy były jednym z głównych powodów porażki Świątek, choć nie jedynym. Wskazał również na kwestie taktyczne.

    — Brakowało mi częstszej zmiany kierunku gry. Było sporo wymian granych po crossie, natomiast za mało zaskakujących zagrań w wolną przestrzeń. W nowoczesnym tenisie trzeba umieć odwrócić akcję i zmusić przeciwniczkę do biegania. Iga robiła to za rzadko, a Switolina świetnie wytrzymywała długie wymiany — wyjaśnił.

    Wolfke zauważył też, że Ukrainka jest obecnie w znakomitej dyspozycji, co znajduje potwierdzenie również w rankingu WTA Race, gdzie znajduje się w ścisłej czołówce sezonu. Według komentatora to pokazuje, że obecnie Świątek nie jest już zawodniczką całkowicie dominującą nad resztą stawki.

    — Musimy się przyzwyczaić do tego, że Iga nie jest dziś dominatorką. Nadal należy do najlepszych tenisistek świata, ale w czołowej dziesiątce praktycznie każda rywalka może ją pokonać — ocenił.

    Ekspert przyznał, że dla kibiców może to być trudna diagnoza, bo jeszcze niedawno Świątek wydawała się niemal nietykalna na kortach ziemnych. Jego zdaniem kolejne tygodnie potwierdzają jednak, że Polka przeszła z pozycji absolutnej liderki do roli bardzo solidnej tenisistki ścisłej światowej czołówki.

    Nie oznacza to jednak końca wielkich sukcesów. Wolfke uważa, że Świątek wciąż może wygrywać turnieje wielkoszlemowe i realizować najważniejsze cele swojej kariery.

    — Australian Open pozostaje dla niej ogromnym wyzwaniem, bo triumf tam dałby jej komplet zwycięstw we wszystkich Szlemach. Roland Garros też może jeszcze kilka razy wygrać, choć nie jest tak dominująca jak jej idol Rafael Nadal — podkreślił.

    Komentator zwrócił też uwagę na pierwsze efekty współpracy Świątek z nowym sztabem. Według niego widać poprawę po treningach na Majorce, choć droga do pełnej odbudowy wciąż jest daleka.

    — Widać, że jest lepiej niż jeszcze w marcu. W Rzymie oglądaliśmy dwa czy trzy mecze na poziomie przypominającym sezon 2022 czy 2023, ale zabrakło pełnej regularności przez cały turniej. Ze Switoliną zabrakło detali — stwierdził.

    Do najważniejszych problemów Wolfke zaliczył niewykorzystane break pointy. Switolina wykorzystała sześć z dziewięciu okazji, natomiast Świątek tylko pięć z szesnastu.

    Ekspert zauważył jednak również pozytywną zmianę w zachowaniu Polki na korcie.

    — Widać było spokój. Nie było frustracji ani nerwowych reakcji. Tylko raz, w trzecim secie, wyglądało na to, że chce uderzyć rakietą o kort, ale się powstrzymała. To pokazuje, że pracuje nad emocjami — ocenił.

    Całościowo występ Świątek w Rzymie ocenił wysoko.

    — Dałbym jej cztery plus, może nawet pięć minus. Poprawa jest wyraźna, a jednocześnie trzeba oddać klasę Switolinie — podsumował.

    Jednocześnie przed Roland Garros Wolfke pozostaje ostrożny. Jego zdaniem Polka nie pojedzie do Paryża w roli zdecydowanej faworytki.

    — Jeśli dotrze do ćwierćfinału, to już będzie można mówić o sukcesie. Oczywiście może wygrać cały turniej, ale wiele będzie zależało od dyspozycji dnia i drabinki. Lepiej, żeby po drodze nie trafiła ponownie na Switolinę, bo przegrała z nią już dwa razy z rzędu — zakończył.

  • Porażka Świątek. Oto konsekwencje w rankingu. Robi się nerwowo   

    Porażka Świątek. Oto konsekwencje w rankingu. Robi się nerwowo  

    Iga Świątek nie awansowała do finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka po emocjonującym, trzysetowym spotkaniu uległa Elinie Switolinie, a tuż po zakończeniu meczu jasne stało się, jak porażka wpłynie na jej sytuację w rankingu WTA przed zbliżającym się Roland Garros. Jedno nie budzi wątpliwości — raszynianka coraz mocniej musi oglądać się za siebie.

    Po imponujących zwycięstwach nad Naomi Osaką i Jessicą Pegulą wielu ekspertów i kibiców zaczęło wierzyć, że Świątek wraca do swojej najwyższej dyspozycji i ponownie zamelduje się w finale prestiżowej imprezy na kortach Foro Italico.

    W półfinale po drugiej stronie siatki stanęła jednak będąca w świetnej formie Elina Switolina. Ukrainka już wcześniej pokazała swoją siłę, eliminując w ćwierćfinale samą Jelenę Rybakinę, czyli aktualną wiceliderkę światowego rankingu.

    Czwartkowe spotkanie od początku zapowiadało się niezwykle interesująco i nie zawiodło oczekiwań. Mecz rozpoczął się bardzo późno, po godzinie 22:00, ale mimo to obie zawodniczki stworzyły widowisko na najwyższym poziomie. Świątek i Switolina wymieniały się inicjatywą, a tempo gry momentami było imponujące. O losach awansu zdecydował trzeci set, w którym więcej spokoju i skuteczności zachowała Ukrainka. Switolina wygrała ostatecznie 6:4, 2:6, 6:2 i to ona zagra o tytuł w Rzymie.

    Dla Igi Świątek półfinał oznacza jednak najlepszy wynik osiągnięty w tym sezonie. Dzięki zdobytym punktom Polka utrzyma trzecią pozycję w rankingu WTA. Za występ w stolicy Włoch dopisała do swojego dorobku 325 punktów, ale mimo tego jej przewaga nad rywalkami wyraźnie stopniała.

    Coraz bliżej Świątek znajduje się Coco Gauff. Amerykanka awansowała do finału turnieju i w zależności od jego wyniku może bardzo mocno zbliżyć się do Polki w rankingu. Jeśli Gauff sięgnie po tytuł, strata do Świątek będzie wynosiła jedynie 174 punkty. W przypadku zwycięstwa Switoliny różnica pozostanie większa i wyniesie 524 punkty.

    Sam awans do finału przyniósł także ogromne korzyści Switolinie. Ukrainka przesunęła się już z 10. na 8. miejsce w światowym zestawieniu, a triumf w finale pozwoli jej awansować jeszcze wyżej — aż na siódmą lokatę.

    Na czele rankingu nadal pozostaje Aryna Sabalenka, która utrzymuje prowadzenie przed Jeleną Rybakiną. Tymczasem turniej w Rzymie był ostatnim dużym sprawdzianem przed rozpoczynającym się 24 maja Roland Garros. To właśnie na paryskiej mączce Świątek będzie walczyć o swój piąty tytuł wielkoszlemowy we French Open i kolejny triumf na ukochanych kortach w Paryżu.

  • To dlatego Świątek przegrała ze Switoliną. A już było tak dobrze

    To dlatego Świątek przegrała ze Switoliną. A już było tak dobrze

    Półfinał turnieju WTA 1000 w Rzymie miał być dla Igi Świątek kolejnym krokiem w stronę odzyskania pełnej dominacji na kortach ziemnych. Po świetnym występie przeciwko Jessice Peguli wydawało się, że Polka wraca do swojej najlepszej wersji. Tymczasem na drodze stanęła Elina Switolina, która po trzysetowym boju wygrała 6:4, 2:6, 6:2 i po raz drugi w tym sezonie znalazła sposób na wiceliderkę światowego rankingu.

    Już przed meczem sporo mówiło się o przygotowaniu fizycznym Ukrainki. Dzień wcześniej rozegrała wyczerpujący ćwierćfinał z Jeleną Rybakiną, zakończony późnym wieczorem po niemal dwóch i pół godzinach walki. Po spotkaniu była tak zmęczona, że podczas rozmowy z mediami poprosiła o krzesło, by choć na chwilę odpocząć. Świątek znajdowała się w znacznie bardziej komfortowej sytuacji — jej starcie z Pegulą trwało niewiele ponad godzinę.

    Na korcie jednak różnicy nie było widać. Switolina od pierwszych piłek imponowała ruchem, determinacją i znakomitą defensywą. Biegała do niemal każdej piłki, zmuszając Polkę do ryzykowania i szukania idealnych rozwiązań. To był pojedynek wymagający ogromnej cierpliwości, a właśnie tego momentami brakowało Świątek.

    Początek meczu dawał jeszcze nadzieję na pełną kontrolę po stronie Polki. Ukrainka po zdobytym przełamaniu rozegrała fatalnego gema serwisowego, popełniając aż trzy podwójne błędy. Publiczność na Campo Centrale reagowała z niedowierzaniem, bo takie serie w wykonaniu Switoliny należą do rzadkości. Świątek odrobiła stratę i doprowadziła do remisu 3:3, a z trybun popłynęły motywujące okrzyki polskich kibiców.

    Z czasem jednak inicjatywa znów zaczęła przechodzić na stronę Ukrainki. Świątek popełniała coraz więcej błędów, brakowało jej dokładności i spokoju, które imponowały w meczu z Pegulą. Switolina znakomicie czytała grę, agresywnie atakowała drugi serwis Polki i często wchodziła głęboko w kort, wywierając nieustanną presję. Efekt był taki, że Iga jeszcze dwukrotnie straciła podanie i przegrała pierwszego seta 4:6.

    Warto podkreślić, że Switolina przeżywa obecnie najlepszy okres od czasu powrotu do rywalizacji po urodzeniu dziecka. W rankingu WTA Race, obejmującym wyłącznie wyniki z obecnego sezonu, znajduje się w ścisłej czołówce. Jej gra stała się bardziej ofensywna, a przy returnie drugiego podania przeciwniczek Ukrainka coraz częściej przejmuje inicjatywę.

    Po przerwie między setami Świątek wróciła jednak odmieniona. Grała spokojniej, bardziej cierpliwie i znacznie częściej korzystała z topspinowego forhendu, który od lat jest jej największą bronią na mączce. Piłki po uderzeniach Polki odskakiwały wysoko i agresywnie, zmuszając Switolinę do gry powyżej linii barków. Z perspektywy trybun było doskonale widać, jak trudne były to uderzenia do opanowania.

    To właśnie nad tym elementem Świątek intensywnie pracowała ostatnio z Francisco Roigiem. Po ćwierćfinale z Pegulą mówiła, że treningi na Majorce koncentrowały się właśnie na przywróceniu mocnego topspinu, który na wolnych kortach ziemnych daje jej ogromną przewagę. W Rzymie warunki wyjątkowo sprzyjały takiej grze.

    Efekty było widać natychmiast. Polka szybko objęła prowadzenie 5:1 i pewnie wygrała drugą partię 6:2. Wydawało się, że przejęła pełną kontrolę nad spotkaniem i zmierza do kolejnego finału w Foro Italico.

    Decydujący set znów przyniósł jednak gwałtowny zwrot akcji. Świątek już w pierwszym gemie nie wykorzystała trzech break pointów, a chwilę później sama straciła podanie. Do gry Polki wrócił pośpiech i nadmierne ryzyko. Zamiast cierpliwie budować akcje topspinowymi uderzeniami, coraz częściej próbowała kończyć wymiany zbyt szybko, co prowadziło do błędów.

    Switolina momentalnie to wykorzystała. Ukrainka odzyskała energię, zaczęła grać pewniej i błyskawicznie odskoczyła na 3:0. Po raz pierwszy w meczu było też widać frustrację po stronie Świątek.

    Przy stanie 2:4 Polka miała jeszcze szansę wrócić do gry, ale znów zabrakło cierpliwości. W jednej z kluczowych akcji pospieszyła się z forhendem, posyłając piłkę minimalnie poza linię boczną, choć wymiana mogła potrwać jeszcze kilka uderzeń. Switolina utrzymała podanie i nie oddała już przewagi do końca spotkania.

    Jeszcze przed półfinałem Ukrainka otwarcie mówiła, że wie, jak pokonać Świątek. Nawiązywała do ich marcowego meczu w Indian Wells, gdzie również wygrała po trzech setach. W Rzymie po raz kolejny zrealizowała swój plan niemal perfekcyjnie — znakomicie broniła, wytrzymywała najtrudniejsze momenty i cierpliwie czekała na błędy rywalki.

    To właśnie cierpliwości najbardziej zabrakło tym razem Idze Świątek. Po znakomitym drugim secie wydawało się, że odnalazła właściwy rytm, ale w decydującej partii nie potrafiła utrzymać tej samej jakości gry. W efekcie to Elina Switolina awansowała do finału turnieju WTA 1000 w Rzymie, gdzie zmierzy się z Coco Gauff, która wcześniej pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:3.

  • Oto ranking WTA “na żywo” po porażce Świątek w półfinale

    Oto ranking WTA “na żywo” po porażce Świątek w półfinale

    Iga Świątek walczyła o czwarte w karierze końcowe zwycięstwo w turnieju WTA 1000 w Rzymie, jednak tym razem nie zdołała awansować do finału. Polka przegrała w półfinale z Elina Switolina, przez co nie odrobiła strat punktowych do Jelena Rybakina w rankingu WTA.

    Turniej w stolicy Włoch Świątek rozpoczęła znakomicie. Choć największe problemy sprawiła jej już pierwsza rywalka – Caty McNally, która urwała Polce seta – w kolejnych spotkaniach raszynianka prezentowała się bardzo pewnie. Bez większych trudności pokonała Elisabetta Cocciaretto, Naomi Osaka oraz Jessica Pegula.

    W półfinale na drodze Świątek stanęła Switolina, która wcześniej wyeliminowała Rybakinę i zapowiadała walkę o kolejny skalp. Ukrainka świetnie rozpoczęła mecz i wygrała pierwszego seta 6:4. W drugiej partii Polka odpowiedziała zdecydowanie, triumfując 6:2. Decydujący set ponownie należał jednak do Switoliny, która wykorzystała słabszy fragment gry Świątek i przypieczętowała awans do finału.

    Tam Ukrainka zmierzy się z Coco Gauff. Amerykanka wcześniej pokonała Sorana Cîrstea 6:4, 6:3.

    Porażka w półfinale oznacza, że Świątek nie zbliżyła się do Rybakiny w rankingu WTA. Gdyby triumfowała w Rzymie, mogłaby mieć na koncie 7533 punkty, tymczasem jej dorobek wynosi obecnie 7273 punkty. Do drugiej w zestawieniu Kazaszki traci aż 1432 „oczka”.

    Czwarta w rankingu Gauff ma obecnie 6749 punktów i nawet ewentualne zwycięstwo w turnieju nie pozwoli jej wyprzedzić Polki. Na pozycji liderki pozostaje Aryna Sabalenka z dorobkiem 9960 punktów.

    W czołowej dziesiątce rankingu znajdują się również Pegula, Amanda Anisimova, Mirra Andriejewa, Switolina, Victoria Mboko oraz Karolína Muchová. Coraz bliżej awansu do TOP 10 są także Belinda Bencić i Linda Nosková, które tracą niewiele punktów do Muchovej.

    Aktualne czołówka rankingu WTA po meczu Świątek – Switolina prezentuje się następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 9960 pkt

    2. Jelena Rybakina – 8705 pkt

    3. Iga Świątek – 7273 pkt

    4. Coco Gauff – 6749 pkt

    5. Jessica Pegula – 6286 pkt

    6. Amanda Anisimova – 5958 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4181 pkt

    8. Elina Switolina – 3965 pkt

    9. Victoria Mboko – 3405 pkt

    10. Karolína Muchová – 3328 pkt

  • Trzysetowe starcie Świątek ze Switoliną. Thriller wyłonił drugą finalistkę

    Trzysetowe starcie Świątek ze Switoliną. Thriller wyłonił drugą finalistkę

    Pięć zwycięstw w jednym turnieju — właśnie tyle Iga Świątek czekała od sierpnia ubiegłego roku, kiedy dotarła do finału w Cincinnati, a później sięgnęła tam po tytuł. W Rzymie wielu kibiców liczyło, że historia zatoczy koło. Polka wreszcie prezentowała na mączce tenis przypominający jej najlepsze występy sprzed dwóch lat. W efektownym stylu odprawiła Naomi Osakę i Jessicę Pegulę, ale w półfinale czekało ją wyjątkowo wymagające starcie z Eliną Switoliną — tą samą rywalką, która dwa miesiące wcześniej wyeliminowała ją w Indian Wells. O tym, która z nich zagra w finale Internazionali d’Italia, zdecydował trzysetowy bój pełen zwrotów akcji.

    Gdy w Rzymie zbliżała się godzina 22, w walce o tytuł pozostawały już tylko trzy tenisistki. W finale miejsce miała zapewnione Coco Gauff, która wcześniej pewnie pokonała Soranę Cirsteę 6:4, 6:3. Tym razem Amerykanka obyła się bez dramatów, które towarzyszyły jej wcześniejszym spotkaniom.

    Drugą finalistkę miało wyłonić starcie Świątek ze Switoliną. Faworytką bukmacherów była Polka, która na Foro Italico imponowała formą. Poza trudniejszym początkiem meczu z Caty McNally dominowała rywalki, a jej topspin znów robił ogromne wrażenie. Naomi Osaka i Jessica Pegula boleśnie przekonały się, jak trudno było znaleźć odpowiedź na agresywną i precyzyjną grę raszynianki.

    Wydawało się wcześniej, że przeciwniczką Świątek może zostać Jelena Rybakina, prezentująca znakomitą dyspozycję od wielu miesięcy. Kazaszka dobrze rozpoczęła jednak ćwierćfinał ze Switoliną, ale później jej poziom wyraźnie spadł, szczególnie przy drugim serwisie. Ukrainka wykorzystała to bezlitośnie i zameldowała się w półfinale.

    Do tej pory Świątek i Switolina mierzyły się sześć razy. Cztery zwycięstwa miała na koncie Polka, a na mączce była niepokonana. Ostatnie starcie, rozegrane w Indian Wells, zakończyło się jednak triumfem Ukrainki i dawało nadzieję na kolejne wielkie widowisko.

    Spotkanie rozpoczęło się bardzo późno, bo dopiero o 22:19. Wcześniej kibice oglądali niezwykle emocjonujący półfinał ATP pomiędzy Daniiłem Miedwiediewem a Martinem Landaluce. Rosjanin przegrywał już 0:5, ale zdołał odwrócić losy pojedynku i wygrał 1:6, 6:4, 7:5, zapewniając sobie półfinał z Jannikiem Sinnerem.

    Mecz Świątek ze Switoliną od początku zapowiadał się na fizyczną i wymagającą batalię. Polka wygrała losowanie i ku zaskoczeniu zdecydowała się na return. Pierwszy gem należał do Ukrainki, choć już na starcie popełniła podwójny błąd serwisowy, by chwilę później odpowiedzieć asem.

    W Rzymie było chłodno — temperatura spadła do około 16 stopni — dlatego Świątek rozpoczęła spotkanie w bluzie. Szybko jednak weszła w intensywną wymianę ciosów z rywalką. Obie tenisistki długo utrzymywały się przy linii końcowej, wymieniając mocne uderzenia z forhendu i bekhendu. Switolina imponowała defensywą, wytrzymywała ogromną presję i sama potrafiła przejmować inicjatywę.

    Pierwsze przełamanie zdobyła Ukrainka, obejmując prowadzenie 3:1, ale chwilę później sama straciła serwis po serii podwójnych błędów. Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie, a tempo wymian mogło imponować nawet najbardziej wymagającym kibicom.

    Kluczowy fragment pierwszego seta nastąpił przy stanie 3:5 z perspektywy Świątek. Polka zdołała jeszcze odrobić stratę przełamania, ale ostatecznie po 48 minutach przegrała partię 4:6. Zawodził przede wszystkim pierwszy serwis, a liczba niewymuszonych błędów była zdecydowanie zbyt wysoka. Switolina świetnie się broniła i zmuszała Igę do coraz bardziej ryzykownych zagrań.

    Po zakończeniu seta Świątek udała się na przerwę toaletową i po powrocie wyglądała zdecydowanie lepiej. Od początku drugiej partii narzuciła swoje warunki gry. Szybko zdobyła przewagę przełamania, a później kontrolowała przebieg wydarzeń na korcie. Switolina zaczęła mieć problemy fizyczne i nie nadążała za tempem wymian. Polka wygrała seta 6:2 i wydawało się, że całkowicie przejęła kontrolę nad półfinałem.

    Decydująca odsłona przyniosła jednak kolejny zwrot akcji. Już na początku Świątek miała trzy szanse na przełamanie, ale żadnej nie wykorzystała. Chwilę później sama straciła podanie i przegrywała 0:2. Switolina ponownie weszła na bardzo wysoki poziom, a jej serwis w najważniejszych momentach działał znakomicie.

    Przy stanie 4:2 Ukrainka obroniła break point asem serwisowym i praktycznie zamknęła drogę do odrobienia strat. Świątek była coraz bardziej sfrustrowana, a z boksu próbowała uspokajać ją Daria Abramowicz. Polka miała w trzecim secie kilka okazji do przełamania, ale nie wykorzystała żadnej. Switolina natomiast pozostała niezwykle skuteczna.

    Ostatecznie po 134 minutach walki Ukrainka triumfowała 6:4, 2:6, 6:2 i to ona awansowała do finału turnieju w Rzymie. W sobotę na Campo Centrale zmierzy się z Coco Gauff w walce o tytuł Internazionali d’Italia.

  • Skasowany mecz Coco Gauff na Foro Italico. Oficjalnie podano chorobę

    Skasowany mecz Coco Gauff na Foro Italico. Oficjalnie podano chorobę

    Ubiegłoroczna edycja Internazionali d’Italia przeszła do historii kobiecego tenisa. Wszystko za sprawą Jasmine Paolini, która triumfowała zarówno w singlu, jak i w deblu — osiągnięcie niezwykle rzadkie w czasach pełnej specjalizacji zawodniczek. W tegorocznej odsłonie turnieju szansę na podobny wyczyn zachowała Coco Gauff. Amerykanka zrobiła kolejny krok w tym kierunku w czwartek, gdy na Campo Centrale pokonała Soranę Cirsteę i zameldowała się w finale gry pojedynczej. Chwilę później organizatorzy przekazali jednak niespodziewaną wiadomość dotyczącą jej dalszych występów.

    Na Foro Italico pozostało już tylko kilka meczów do rozegrania. W czwartek odbywają się półfinały singla kobiet, a także kończone są ćwierćfinały debla. W akcji miały pojawić się m.in. Mirra Andriejewa i właśnie Coco Gauff, podczas gdy miejsce w półfinale wywalczyła już Jessica Pegula. W piątek zaplanowano półfinały debla, w sobotę finał singla, a dzień później decydujące starcie w grze podwójnej. Potem tenisowa czołówka przeniesie się do Paryża, choć wcześniej rozegrany zostanie jeszcze turniej WTA 500 w Strasburgu. Losowanie głównej drabinki Roland Garros odbędzie się w przyszły czwartek o godz. 14.

    Coco Gauff może być zadowolona z czwartkowego występu. Jej półfinał z Soraną Cirsteą nie rozpoczął się idealnie — Rumunka szybko przełamała Amerykankę i objęła prowadzenie 4:2 w pierwszym secie. Od tego momentu Gauff zaczęła jednak grać znacznie pewniej i dokładniej. Ostatecznie zwyciężyła 6:4, 6:3, zapewniając sobie awans do sobotniego finału.

    Na swoją przeciwniczkę Amerykanka musi jeszcze poczekać. Wyłoni ją wieczorne starcie Igi Świątek z Eliną Switoliną, które rozpocznie się po zakończeniu meczu Daniiła Miedwiediewa z Martinem Landaluce — prawdopodobnie nie wcześniej niż około godz. 21.

    Jeszcze przed tym pojedynkiem Gauff miała dowiedzieć się, czy pozostanie w grze o wyjątkowy dublet, który rok temu osiągnęła Jasmine Paolini. Włoszka najpierw wygrała singla w Rzymie, pokonując w finale właśnie Gauff 6:4, 6:2, a dzień później triumfowała także w deblu u boku Sary Errani. W finale włoski duet pokonał Weronikę Kudiermietową i Elise Mertens 6:4, 7:5, nie tracąc po drodze ani jednego seta. Kilka tygodni później Paolini i Errani świętowały również triumf na kortach Rolanda Garrosa.

    Sama Coco Gauff ma bogatą historię sukcesów w deblu. Była liderką światowego rankingu i wygrała French Open w 2024 roku. Obecnie jednak znacznie rzadziej łączy występy w obu konkurencjach. W tym sezonie zdecydowała się na grę podwójną dopiero po raz trzeci — wcześniej występowała w Dosze i Madrycie. W Rzymie partnerowała jej Caty McNally, którą tydzień wcześniej z turnieju singlowego wyeliminowała Iga Świątek.

    Amerykański duet wygrał dwa pierwsze mecze i w czwartek miał walczyć o półfinał z Cristiną Bucsą oraz Nicole Melichar-Martinez. Spotkanie zaplanowano na korcie numer 2, nie wcześniej niż po godz. 18.30. Wszystko zależało od czasu potrzebnego Gauff na odpoczynek po półfinale singla — zgodnie z przepisami zawodniczki zwykle otrzymują co najmniej dwie godziny przerwy między spotkaniami.

    Tymczasem na stronie WTA niespodziewanie pojawiła się informacja o walkowerze dla pary Bucsa/Melichar-Martinez. Oficjalnym powodem była choroba Caty McNally. Tym samym marzenia Gauff o powtórzeniu wyczynu Jasmine Paolini dobiegły końca jeszcze przed ćwierćfinałem debla.

    Wkrótce organizatorzy opublikowali również plan gier na piątek. Półfinał debla pomiędzy duetami Siniakova/Townsend oraz Bucsa/Melichar-Martinez rozpocznie się na Campo Centrale o godz. 13.30 i poprzedzi męski półfinał z udziałem Caspera Ruuda i Luciano Darderiego.

  • Trener reaguje na to, co na korcie robi Świątek. “Dziewczyny tego nienawidzą”

    Trener reaguje na to, co na korcie robi Świątek. “Dziewczyny tego nienawidzą”

    Paweł Strauss nie ma wątpliwości, że w grze Igi Świątek zaczynają być widoczne efekty współpracy z ludźmi związanymi z akademią Rafaela Nadala. Doświadczony trener w rozmowie z Interią zwrócił uwagę przede wszystkim na zmiany w forhendzie Polki, ale także na większą różnorodność w jej stylu gry. Jego zdaniem właśnie tego brakowało Świątek w ostatnich miesiącach.

    – Mam wrażenie, że Iga wreszcie odzyskała stabilność i pewność. Ludzie, którzy teraz są wokół niej, to prawdziwi fachowcy z ogromnym doświadczeniem. Jeśli rzeczywiście korzysta z wiedzy środowiska Nadala, to dostaje fundamenty z najwyższej półki – ocenił Strauss.

    Szkoleniowiec uważa, że szczególnie mocno zmienił się sposób wykańczania forhendu Świątek. Jak zaznaczył, wcześniej jej uderzenie pozostawało praktycznie nietykalne dla trenerów Tomasza Wiktorowskiego i Piotra Sierzputowskiego, a obecnie widać wyraźną korektę techniczną.

    – Nie chodzi o kopiowanie forhendu Nadala, bo kobiety nigdy nie wygenerują takiej samej siły jak Rafa. Bardziej chodzi o biomechanikę i naturalność ruchu. Forhend Igi wydaje się dziś bardziej miękki, płynniejszy i efektywniejszy – tłumaczył.

    Strauss podkreślił również ogromne znaczenie mentalne współpracy z ludźmi związanymi z hiszpańskim mistrzem. Według niego już sama świadomość, że za plecami stoi środowisko Nadala, może działać na zawodniczkę niezwykle budująco.

    W rozmowie pojawił się także temat treningów z udziałem Rafaela Nadala. Trener przywołał historię Jana Choinskiego, który miał okazję sparować z Hiszpanem.

    – Po dwóch godzinach treningu był kompletnie wyczerpany. Intensywność Nadala była niewiarygodna. A przecież Rafa nadal jest świetnie przygotowany fizycznie. Jeśli zawodniczka trenuje z kimś grającym w takim tempie, później w meczu turniejowym wszystko wydaje się wolniejsze – zaznaczył.

    Strauss zgodził się też z opinią Dawida Celta dotyczącą większej liczby wariacji w grze Świątek. Chodzi przede wszystkim o częstsze używanie topspinu, slajsa czy zmian tempa wymian.

    – Kobiecy tenis często wygląda bardzo podobnie: mocne, płaskie granie w równym rytmie. Tymczasem zawodniczki nie cierpią zmian tempa i wysokości piłki. Jeśli Iga potrafi mieszać topspin, slajs i klasyczne uderzenia, staje się znacznie trudniejsza do rozszyfrowania – wyjaśnił.

    Według szkoleniowca właśnie rozwijanie nowych elementów było konieczne, bo sam powrót do dawnej wersji gry mógłby już nie wystarczyć. Rywalki nauczyły się bowiem reagować na jej schematy.

    – Jeśli robisz dokładnie to samo co wszystkie inne zawodniczki, nie będziesz najlepsza. Sabalenkę najłatwiej pokonać właśnie zmianami rytmu i rotacji, a nie siłą – podkreślił.

    Strauss uważa, że akademia Nadala doskonale rozumie specyfikę kobiecego tenisa i wie, jak rozwijać Świątek. Zwrócił uwagę choćby na znaczenie serwisu z rotacją na wysoki bekhend, który bardzo utrudnia życie tenisistkom.

    – Najtrudniejsze w tenisie są wysokie piłki. Wtedy trudno mocno przyspieszyć i często można jedynie przebić piłkę na drugą stronę. A tam Iga już czeka z forhendem – analizował.

    Na koniec trener zaznaczył, że sukcesy Świątek byłyby także ogromną reklamą dla akademii Nadala.

    – Jeśli Idze będzie szło dobrze, do akademii zaczną przyjeżdżać kolejne zawodniczki z Polski i nie tylko. To działa jak najlepsza promocja. Ale przede wszystkim widać, że tam naprawdę potrafią pracować nad specjalizacją i rozwojem zawodników – podsumował.