Author: newuser

  • Sabalenka wraca do swoich najgorszych zachowań. Za chwilę wszystko straci

    Sabalenka wraca do swoich najgorszych zachowań. Za chwilę wszystko straci

    Aryna Sabalenka jeszcze niedawno dominowała w kobiecym tourze i wydawało się, że nikt nie będzie w stanie zagrozić jej pozycji liderki rankingu WTA. Tymczasem po nieudanych występach w Madrycie i Rzymie wokół Białorusinki zaczęły pojawiać się coraz większe znaki zapytania. Po porażkach z niżej notowanymi rywalkami sama tenisistka tłumaczyła słabszą dyspozycję problemami zdrowotnymi i przeciążeniem organizmu. Lech Sidor patrzy jednak na sytuację zupełnie inaczej.

    – Mam wrażenie, że Sabalenka stała się własnym problemem – mówi ekspert Eurosportu i autor kanału Trzeci Serwis. Jego zdaniem w grze liderki światowego rankingu zniknęły cechy, które wcześniej wyniosły ją na szczyt: głód zwycięstw, koncentracja i nieustępliwość.

    Sidor przypomina, że gdy Sabalenka walczyła o pozycję numer jeden z Igą Świątek, prezentowała zupełnie inne podejście. – Wtedy była w niej ogromna determinacja. Widać było tenisową pasję i pełne skupienie na celu. Dziś proporcje mocno się zachwiały – ocenia.

    Ekspert zauważa, że przewaga Białorusinki nad rywalkami w rankingu WTA zaczyna topnieć w bardzo szybkim tempie. Coraz bliżej są zarówno Jelena Rybakina, jak i Iga Świątek czy Coco Gauff. – Jeszcze chwilę temu Sabalenka miała dużą przewagę i sprawiała wrażenie zawodniczki nie do zatrzymania. Teraz kolejne wpadki powodują, że inne tenisistki znów uwierzyły, że można ją dogonić – podkreśla.

    Zdaniem Sidora problem nie dotyczy wyłącznie samej gry. Coraz częściej zwraca się uwagę na życie poza kortem i medialny wizerunek liderki rankingu. – Za dużo jest wszystkiego wokół: imprez, sesji zdjęciowych, medialnego szumu. Widzimy fotografie z luksusowych wydarzeń, futra, prywatne loty. Mam wrażenie, że tenis przestał być absolutnym numerem jeden – mówi.

    Ekspert uważa również, że na korcie wróciły zachowania, które wcześniej Sabalenka próbowała wyeliminować. Chodzi przede wszystkim o nerwowe reakcje, obrażanie się po błędach i wyraźną frustrację. – Wygląda momentami tak, jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że może przegrać z niżej notowaną rywalką. W meczu z Hailey Baptiste miałem wrażenie, że do końca nie wierzyła w możliwość porażki – tłumaczy.

    Sidor przyznaje, że spodziewał się reakcji po nieudanym występie w Madrycie. Liczył, że porażka podziała na Sabalenkę mobilizująco. – Myślałem, że w Rzymie zobaczymy zupełnie inną zawodniczkę, bardziej skupioną i sportowo rozdrażnioną. Tymczasem pojawił się ciąg dalszy teatralnych reakcji i pretensji – ocenia.

    Porównując zachowanie Białorusinki do dawnych mistrzów, ekspert przywołał Ivana Lendla. – Lendl był perfekcjonistą i potrafił się irytować nawet po drobnych błędach, ale za tym zawsze szła ogromna dyscyplina. U Sabalenki momentami wygląda to bardziej na strojenie fochów niż sportową złość – zaznacza.

    Na koniec Sidor nie ukrywa, że kolejne nieudane tygodnie mogą mieć dla liderki rankingu bardzo poważne konsekwencje. – Jeśli jeszcze jeden czy dwa turnieje jej nie wyjdą, może naprawdę odczuć presję. Pozycja numer jeden jest dla niej bardzo ważna i mocno ją podkreśla. Tyle że sam status nie wystarczy. Żeby utrzymać się na szczycie, musi wrócić do tej wersji siebie, która kiedyś goniła Świątek i zachwycała agresywnym, ale jednocześnie zdyscyplinowanym tenisem. Teraz mam wrażenie, że zrobiła się z niej trochę tenisowa królewna – podsumowuje ekspert.

  • Na ten wynik czekała Świątek. Gauff prowadziła z Andriejewą już 5:1 w trzecim secie

    Na ten wynik czekała Świątek. Gauff prowadziła z Andriejewą już 5:1 w trzecim secie

    Coco Gauff i Mirra Andriejewa stanęły naprzeciw siebie w ćwierćfinale Internazionali d’Italia, a stawką był nie tylko awans do półfinału turnieju w Rzymie. Wynik tego spotkania miał również ogromne znaczenie dla układu czołówki rankingu WTA przed losowaniem Roland Garros. Dla Igi Świątek szczególnie korzystny byłby triumf 19-letniej Rosjanki, bo zapewniłby Polce utrzymanie trzeciej pozycji na świecie. Kibice zgromadzeni na Campo Centrale dostali jednak widowisko pełne zwrotów akcji, emocji i trzysetowej walki zakończonej zwycięstwem Amerykanki.

    Już przed meczem wiadomo było, że Aryna Sabalenka przystąpi do French Open jako liderka rankingu, a Jelena Rybakina pozostanie numerem dwa. Pewna miejsca w czołowej czwórce była także Iga Świątek, co gwarantuje jej uniknięcie starcia z Sabalenką, Rybakiną lub Coco Gauff już na etapie ćwierćfinału w Paryżu. Wciąż jednak trwała walka o trzecią lokatę pomiędzy Świątek, Gauff i Jessicą Pegulą. Spośród nich tylko Coco mogła jeszcze wyprzedzić Polkę przed Roland Garros.

    Historia bezpośrednich pojedynków zdecydowanie przemawiała za Amerykanką. Gauff wygrała wszystkie cztery wcześniejsze mecze z Andriejewą, w tym trzy na kortach ziemnych. Rok wcześniej pokonała Rosjankę również w ćwierćfinale w Rzymie.

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Gauff już w pierwszej akcji popełniła podwójny błąd serwisowy, chwilę później podobny błąd przydarzył się Andriejewej. Obie utrzymały jednak swoje podania. Szybko inicjatywę przejęła Rosjanka, która przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 3:1. Przy stanie 15:40 w kolejnym gemie serwisowym Amerykanki wydawało się, że może odskoczyć jeszcze bardziej.

    Gauff zdołała jednak wyjść z opresji, a potem całkowicie odmieniła losy seta. Wygrała dziewięć kolejnych punktów i doprowadziła do remisu 3:3. Momentum ponownie zmieniło jednak właścicielkę. Andriejewa zaczęła grać odważniej, imponowała precyzją i szybko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Zdobyła przełamanie na 4:3, a chwilę później podwyższyła prowadzenie na 5:3.

    Choć Gauff utrzymała jeszcze własne podanie, nie była już w stanie odrobić strat. Andriejewa spokojnie zamknęła seta przy swoim serwisie i po 37 minutach wygrała pierwszą partię 6:4, prezentując tenis bardzo wysokiej jakości.

    Początek drugiego seta mógł jeszcze bardziej podbudować Rosjankę. Gauff prowadziła w swoim gemie 40:0, ale Andriejewa doprowadziła do break pointa. W kluczowym momencie Amerykanka jednak się przebudziła. Zaczęła poruszać się znacznie lepiej, grała agresywniej i coraz częściej spychała rywalkę do defensywy.

    Szczególne wrażenie zrobił fenomenalny bekhend Gauff po krosie, którym zakończyła jednego z gemów. Piłka idealnie zmieściła się przy linii, a Andriejewa mogła jedynie bezradnie odprowadzić ją wzrokiem. Coco szybko zbudowała przewagę 3:0 i tym razem nie oddała już kontroli nad setem.

    Poziom gry w tej partii był mniej stabilny niż w pierwszym secie, obie tenisistki popełniały sporo błędów. Rosjanka jeszcze dwukrotnie ratowała się ze stanu 0:30 przy własnym podaniu, ale za trzecim razem skapitulowała. Gauff wygrała drugiego seta 6:2 i doprowadziła do decydującej odsłony.

    Trzeci set rozpoczął się znakomicie dla Andriejewej, która szybko zdobyła przełamanie. Nie zdołała jednak potwierdzić przewagi. Gauff obroniła się w niezwykle efektowny sposób, co wywołało żywiołową reakcję jej matki na trybunach. Po chwili Amerykanka wyrównała na 1:1, a następnie sama przejęła inicjatywę.

    Gauff objęła prowadzenie 3:1 z przełamaniem, mimo że momentami popełniała bardzo kosztowne błędy przy serwisie. Jeden z jej podwójnych błędów był wręcz kuriozalny — piłka poleciała wysoko w trybuny, nawet nie dotykając kortu. Mimo tego Amerykanka utrzymała podanie i odskoczyła na 4:1.

    Kluczowy moment nastąpił chwilę później. Gauff po niezwykle widowiskowej wymianie, podczas której biegała praktycznie po całym korcie i rozpaczliwie broniła się przed atakami Rosjanki, zdobyła kolejne przełamanie. Prowadziła już 5:1 i wydawało się, że losy meczu są rozstrzygnięte.

    Andriejewa nie zamierzała jednak składać broni. Rosjanka obroniła piłkę meczową przy stanie 2:5, a następnie jeszcze jedną przy 3:5. Doprowadziła do niezwykle nerwowej końcówki i była o krok od wyrównania na 5:5. Gauff wytrzymała jednak presję. W najważniejszych momentach zachowała więcej spokoju i ostatecznie wygrała całe spotkanie 4:6, 6:2, 6:4.

    Dzięki temu zwycięstwu Coco Gauff nadal pozostaje w grze o trzecią pozycję w rankingu WTA. Aby wyprzedzić Igę Świątek przed Roland Garros, musi jednak wygrać cały turniej w Rzymie. Oznacza to konieczność pokonania najpierw Sorany Cirstei w półfinale, a później triumfu w finale. Dodatkowo Polka musiałaby przegrać swoje spotkanie z Jessicą Pegulą. Jeśli Świątek zwycięży w czwartek, zachowa trzecią lokatę bez względu na dalsze wyniki Gauff.

  • Gortat wbija szpilę w Nawrockiego na oczach widzów TVP. Nawiązał do Dudy

    Gortat wbija szpilę w Nawrockiego na oczach widzów TVP. Nawiązał do Dudy

    Podczas programu „Kwiatki polskie” emitowanego w TVP wrócono do głośnego wystąpienia Karola Nawrockiego w języku angielskim. Prowadzący zestawili fragment jego przemówienia ze słynną sceną z kultowego „Misia” Stanisława Barei. Niedługo później w studiu pojawił się Marcin Gortat, który wykorzystał okazję, by w ostrych słowach odnieść się zarówno do prezydenta, jak i do wcześniejszych wypowiedzi Andrzeja Dudy.

    Katarzyna Kasia i Grzegorz Markowski żartowali z akcentu prezydenta RP podczas anglojęzycznego wystąpienia. Nawiązali przy tym do legendarnej sceny z filmu Barei, w której bohaterka grana przez Marię Winiarską próbuje mówić po angielsku z ziemniakiem w ustach, wywołując przez megafon pasażera Stanisława Palucha.

    – Literka „ć” sponsorowała wystąpienie pana prezydenta – ironizowała prowadząca program.

    Po chwili do rozmowy dołączył były koszykarz NBA Marcin Gortat. Sportowiec odniósł się do słów Andrzeja Dudy dotyczących tzw. ustawek kibicowskich i przeszłości Karola Nawrockiego. Prezydent mówił wcześniej w Kanale Zero, że nie pochwala takich zachowań, ale też „nie potępia ich w sposób absolutny”, jeśli uczestnicy dobrowolnie umawiają się na bójki według określonych zasad.

    Gortat nie ukrywał oburzenia tym podejściem.

    – Nasz prezydent, za którym chyba dzisiaj tęsknimy, mówi, że spotkanie 70 na 70 w lesie to tak naprawdę dżentelmeńska ustawka. To są przerażające rzeczy w dzisiejszych czasach – powiedział na antenie TVP.

    Prowadzący szybko sprostowali jego wypowiedź, przypominając, że Andrzej Duda wciąż pełni urząd prezydenta.

    Były reprezentant Polski kontynuował jednak swoją krytykę. Podkreślał, że jako ojciec zwraca szczególną uwagę na wartości przekazywane młodemu pokoleniu.

    – To jest przerażające, szczególnie kiedy wychowuje się syna i chce przekazać mu szacunek do ludzi, kobiet i wszystkich wokół. Dzisiaj często wyśmiewa się dobre wartości, a promuje zupełnie inne zachowania – mówił Gortat, przywołując przy okazji słynny cytat Bogusława Lindy o tym, że „cnota jest wyśmiewana”.

    Nie pierwszy raz były koszykarz otwarcie krytykuje środowisko polityczne związane z Karolem Nawrockim. Po wyborach prezydenckich również dawał do zrozumienia, że jest rozczarowany ich wynikiem. Jak tłumaczył w Kanale Sportowym, jego zaangażowanie w sprawy polityczne wynika przede wszystkim z osobistych doświadczeń.

    https://x.com/chrzanikx/status/2053571684234391819?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2053571684234391819%7Ctwgr%5E68bd7271b91a9b029b83cbedc8945ad655a8b9e8%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fsportowe-zycie%2Fnews-gortat-wbija-szpile-w-nawrockiego-na-oczach-widzow-tvp-nawianId23476599
    Gortat przekonywał, że za rządów PiS miał być wielokrotnie atakowany przez media publiczne, a jego fundacja miała napotykać problemy z uzyskaniem wsparcia finansowego na organizację sportowych obozów dla dzieci. Wspominał również o rzekomym zakazie pojawiania się w Ministerstwie Sportu po przypadkowym spotkaniu z Rafałem Trzaskowskim.

  • Przyjaciółka Sabalenki prosto z mostu ws. Świątek. Jest odpowiedź Polki

    Przyjaciółka Sabalenki prosto z mostu ws. Świątek. Jest odpowiedź Polki

    Iga Świątek po efektownym zwycięstwie nad Naomi Osaką 6:2, 6:1 zameldowała się w ćwierćfinale turnieju Internazionali d’Italia w Rzymie. Przed Polką kolejne duże wyzwanie — starcie z Jessicą Pegulą, z którą rywalizowała już jedenaście razy i ma z nią dodatni bilans sześciu zwycięstw. Spotkanie zapowiada się wyjątkowo ciekawie nie tylko ze względu na stawkę, ale również przez słowa, jakie niedawno padły pod adresem raszynianki.

    Kilka tygodni temu wokół Igi Świątek zrobiło się głośno po zmianach w jej sztabie szkoleniowym. Polka zakończyła współpracę z Wimem Fissette’em i rozpoczęła nowy etap u boku Francisco Roiga. Jednym z pierwszych kroków nowego duetu był wyjazd do Akademii Rafaela Nadala na Majorce, gdzie Świątek mogła trenować nie tylko z nowym trenerem, ale również korzystać ze wskazówek samego Hiszpana.

    To właśnie ten fakt stał się tematem żartobliwej rozmowy w podcaście „The Player’s Box Podcast”, prowadzonym przez Jessicę Pegulę, Madison Keys i Jennifer Brady. Amerykanki z dużym uznaniem, ale też humorem komentowały współpracę Polki z legendarnym „Królem Mączki”.

    — To idealne dla Igi. Widziałam nagranie z nią i Rafą na kortach ziemnych. To brzmi przerażająco dla reszty stawki — mówiła Pegula.
    — Ostatnią osobą, jakiej Iga potrzebowała na mączce, był jeszcze Rafael Nadal — żartowała Madison Keys.
    Na koniec Pegula dodała z uśmiechem: — To powinno być nielegalne.

    Podczas konferencji prasowej w Rzymie dziennikarz Interii Sport Mateusz Stańczyk poprosił Świątek o odniesienie się do tych słów. Polska tenisistka przyznała, że sama nie oglądała fragmentu podcastu, ale słyszała o całej sytuacji.

    — Nie widziałam tego nagrania, ale słyszałam o nim. Szczerze mówiąc, zrobiło mi się miło. Rzadko słyszy się tyle pozytywnych rzeczy od innych zawodniczek z touru, więc poczułam się doceniona — przyznała Świątek.

    Jednocześnie podkreśliła, że traktuje tego typu komentarze z dystansem i skupia się przede wszystkim na swojej grze.

    — To tylko podcast i luźne komentarze. Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się na korcie. Muszę po prostu dobrze przygotować się do kolejnego meczu, niezależnie od żartów czy opinii innych — zaznaczyła trzecia rakieta świata.

    Mecz ćwierćfinałowy pomiędzy Igą Świątek a Jessicą Pegulą zaplanowano na środę 13 maja o godzinie 13:00. Stawką będzie awans do półfinału, gdzie na zwyciężczynię czekać będzie lepsza z pary Elina Switolina — Jelena Rybakina.

    Obie potencjalne rywalki są dla Polki bardzo wymagające. W tym sezonie Świątek przegrała zarówno ze Switoliną w Indian Wells, jak i z Rybakiną podczas Australian Open. Statystyki pokazują jednak, że zdecydowanie lepiej układały jej się dotąd pojedynki z Ukrainką — wygrała cztery z sześciu spotkań. W przypadku Rybakiny bilans jest idealnie wyrównany: po dwanaście meczów i sześć zwycięstw każdej z tenisistek.

  • Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    Po efektownym zwycięstwie nad Naomi Osaką coraz więcej wskazuje na to, że Iga Świątek zaczyna wracać do swojego najlepszego tenisa. — Najważniejsze jest to, że przestała rozdawać prezenty rywalkom. Ta maszyna powoli znowu zaczyna działać tak, jak dawniej — mówi w rozmowie z Interią Lech Sidor, autor kanału Trzeci Serwis na YouTube. Jego zdaniem w grze Polki widać wyraźne efekty współpracy z nowym sztabem szkoleniowym, a przemiana, jaka dokonała się podczas turnieju w Rzymie, może okazać się kluczowa przed nadchodzącym Roland Garros.

    Dziennikarz Interii Dariusz Ostafiński przypomniał słowa Zbigniew Boniek, który stwierdził, że po dwóch pierwszych piłkach meczu Świątek z Naomi Osaka wiedział już, jak zakończy się spotkanie. Lech Sidor podszedł jednak do tego ostrożniej.

    — Z Osaką zawsze trzeba uważać, bo to zawodniczka, która potrafi nagle odwrócić losy meczu. Wystarczy przypomnieć ich pamiętne starcie na Roland Garros, gdzie pierwszy set też wyglądał jednostronnie, a później wszystko się skomplikowało — zauważył.

    Przed spotkaniem wielu kibiców spodziewało się znacznie bardziej wyrównanej walki. Dodatkowe emocje wzbudziły obrazki z meczu Japonki z Dianą Sznajder, podczas którego kamery uchwyciły uśmiech trenera Tomasz Wiktorowski. Dla wielu był to sygnał, że Osaka jest świetnie przygotowana do pojedynku ze Świątek.

    — Patrząc na to, jak Osaka rozbiła Sznajder, można było oczekiwać naprawdę ciężkiego meczu. Tymczasem skończyło się wynikiem 6:2, 6:1 — podkreślił Sidor.

    Ekspert uważa, że Japonka nie była w stanie zaprezentować poziomu, jaki pokazała kiedyś w Paryżu, przede wszystkim dlatego, że wciąż nie czuje się komfortowo na kortach ziemnych.

    — Żeby grać tak jak wtedy, trzeba regularnie występować na mączce. W Rzymie dodatkowo każdy kort zachowuje się inaczej. Zawodnik musi się do tego przyzwyczaić, a Osaka nie była odpowiednio „nagrana”. Widać było problemy z poruszaniem się i brak konkretnego pomysłu taktycznego — wyjaśnił.

    Choć wielu spodziewało się, że współpraca Osaki z Wiktorowskim pomoże jej skutecznie rozpracować Świątek, według Sidora problem leżał gdzie indziej.

    — Przez ostatni rok wystarczyło utrzymać kilka piłek w korcie, bo Iga sama popełniała mnóstwo błędów. Teraz jednak to zaczyna się zmieniać — zaznaczył.

    Zdaniem autora kanału Trzeci Serwis ogromny wpływ na poprawę gry Polki ma nowy trener Francisco Roig oraz hiszpańska szkoła tenisa inspirowana metodami Rafael Nadal.

    — Iga zaczęła rozumieć, że nie musi na siłę szukać asów serwisowych i ryzykować przy każdym uderzeniu. Kluczowy jest jej solidny, głęboki serwis oraz cierpliwe budowanie punktów. Zmuszanie rywalki do biegania i ciężkiej pracy zawsze było jej największą siłą — tłumaczył.

    Sidor zauważył, że pierwsze oznaki tej zmiany można było dostrzec już podczas meczu z Caty McNally. Wtedy Świątek momentami jeszcze wracała do dawnych błędów, ale ostatecznie wygrała dzięki większej cierpliwości i dyscyplinie taktycznej.

    — Najważniejsze, że przestała być „świętym Mikołajem” rozdającym punkty rywalkom. Coraz częściej widać tę dawną Igę, choć nadal zachowałbym ostrożność z wielkim optymizmem. Jeden trudny moment może sprawić, że wrócą stare nawyki — przyznał.

    Kolejnym sprawdzianem dla Polki będzie ćwierćfinał z Jessica Pegula. Sidor uważa jednak, że styl Amerykanki może odpowiadać Świątek.

    — Pegula nie przepada za wysokim topspinem. Gra płasko i szybko, dlatego zawodniczki narzucające głęboką, ciężką grę sprawiają jej problemy. Jeśli Iga utrzyma obecny kierunek i nie zacznie znowu przesadnie ryzykować, powinna mieć przewagę — ocenił.

    Ekspert podkreślił również, że automatyzm i powtarzalność w grze Świątek wcale nie są wadą.

    — Nie ma nic złego w tym, że tenisistka gra jak maszyna. Niektóre zawodniczki po prostu stopniowo wykańczają rywalki fizycznie i mentalnie. Iga właśnie w tym była najlepsza — powiedział.

    Według Sidora obecna przemiana to powrót do sprawdzonych schematów, które wcześniej przyniosły Polce największe sukcesy.

    — Hiszpanie pomagają jej przypomnieć sobie, jak budować akcje: prawa strona, lewa strona, cierpliwość, a dopiero potem kończące uderzenie. Czasem trzeba po prostu przebić piłkę i zmusić przeciwniczkę do błędu. Jeśli proporcja winnerów do błędów wróci do właściwego poziomu, rywalki znowu zaczną się jej bać — przekonywał.

    Sidor nie szczędził też krytyki poprzedniemu trenerowi Polki, Wim Fissette.

    — Już dawno uważałem, że ten duet nie zadziała. Fissette chciał narzucić Idze bardziej agresywny, szybki tenis, ale to nigdy nie było zgodne z jej naturalnym stylem. Między nimi nie było odpowiedniej chemii — stwierdził.

    Na koniec ekspert zaznaczył, że najważniejsze są teraz kolejne mecze i budowanie stabilności.

    — Dopiero seria spotkań daje trenerom prawdziwy materiał do analizy. Jeśli Świątek dojdzie w Rzymie co najmniej do półfinału, będzie mogła pojechać na Roland Garros z odpowiednio naładowanymi akumulatorami i coraz większą pewnością siebie — podsumował.

  • Zwycięstwo Świątek z Osaką. To nie koniec nerwów. Miejsce wisi na jednym punkcie

    Zwycięstwo Świątek z Osaką. To nie koniec nerwów. Miejsce wisi na jednym punkcie

    Iga Świątek pewnie pokonała Naomi Osakę i dopisała kolejne punkty do rankingu WTA. Dzięki awansowi do ćwierćfinału turnieju w Rzymie Polka zagwarantowała sobie miejsce w czołowej czwórce przed nadchodzącym Rolandem Garrosem, co oznacza korzystne rozstawienie w paryskim Wielkim Szlemie. Nadal jednak ważą się losy jej pozycji na podium rankingu, ponieważ szansę na wyprzedzenie Świątek wciąż ma Coco Gauff.

    Spotkanie Igi Świątek z Naomi Osaką nie przyniosło większych emocji. Choć wielu spodziewało się wyrównanego widowiska, Polka od początku kontrolowała przebieg meczu i nie pozostawiła rywalce większych nadziei. Świątek wygrała 6:1, 6:2, prezentując bardzo solidny tenis i pewność siebie, która może być sygnałem powrotu do najwyższej formy na kortach ziemnych.

    Coraz więcej wskazuje na to, że właśnie na swojej ulubionej nawierzchni Polka ponownie zaczyna grać tenis, który w ostatnich latach dawał jej największe sukcesy. Osaka nie była w stanie znaleźć sposobu na agresywną i niezwykle regularną grę raszynianki.

    Po zwycięstwie w Rzymie Świątek umocniła się na trzecim miejscu w rankingu WTA. Niezależnie od dalszych wyników w turnieju, Polka pozostanie na tej pozycji, nawet jeśli sięgnie po końcowy triumf. Może jednak zmniejszyć stratę do wyżej notowanej Jeleny Rybakiny, a także odrobić część dystansu do liderującej Aryny Sabalenki, która sensacyjnie odpadła już na wcześniejszym etapie rywalizacji i nie obroni zdobytych przed rokiem punktów.

    Awans do ćwierćfinału sprawił, że dorobek Świątek wzrósł do 7098 punktów. Jeśli Polka przegra swój kolejny mecz, zakończy turniej właśnie z takim wynikiem. Z kolei triumf w całej imprezie oznaczałby powiększenie dorobku do 7883 punktów.

    Jednocześnie wiadomo już, że Jessica Pegula nie będzie w stanie wyprzedzić Polki po zakończeniu turnieju w Rzymie. Teoretyczne szanse ma jeszcze Coco Gauff, ale potrzebny byłby bardzo konkretny scenariusz. Świątek musiałaby odpaść już w następnym spotkaniu, a Amerykanka musiałaby wygrać cały turniej. W takim przypadku Gauff wyprzedziłaby Polkę zaledwie o jeden punkt — miałaby ich dokładnie 7099.

    Oznacza to, że nawet w najbardziej niekorzystnym wariancie Idze Świątek grozi najwyżej spadek na czwarte miejsce w rankingu WTA. Jedno pozostaje jednak pewne — przed Rolandem Garrosem Polka na pewno utrzyma miejsce w czołowej czwórce światowego rankingu i w Paryżu będzie rozstawiona wśród największych faworytek do końcowego triumfu.

  • Świątek zapytana o Roiga i Wiktorowskiego. Fala komplementów po triumfie z Osaką

    Świątek zapytana o Roiga i Wiktorowskiego. Fala komplementów po triumfie z Osaką

    Po efektownym zwycięstwie nad Naomi Osaką w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie Iga Świątek nie ukrywała zadowolenia – zarówno ze swojej gry, jak i z początku współpracy z nowym trenerem, Francisco Roigiem. Polka rozbiła Japonkę 6:2, 6:1, oddając rywalce zaledwie trzy gemy i prezentując tenis, którego kibice oczekiwali od niej od początku sezonu na mączce.

    Zmiany w sztabie szkoleniowym były jedną z najgłośniejszych decyzji Świątek w ostatnich miesiącach. Po nieudanej – jak sama oceniała – części sezonu na kortach twardych zdecydowała się zakończyć współpracę z Wimem Fissettem. Belg prowadził ją przez niespełna półtora roku, a największym sukcesem tego duetu pozostaje triumf w Wimbledonie. Jego miejsce zajął doświadczony Hiszpan Francisco Roig, przez lata związany między innymi z zespołem Rafaela Nadala.

    Pierwsze tygodnie współpracy Świątek i Roiga upłynęły na intensywnych treningach na Majorce. Tam Polka miała okazję pracować nie tylko z nowym trenerem, ale również trenować w otoczeniu Rafaela Nadala. Efekty tej pracy zaczęły być widoczne właśnie podczas rzymskiego turnieju, gdzie liderka polskiego tenisa prezentuje się coraz pewniej.

    Po spotkaniu z Osaką Świątek otwarcie przyznała, że już od początku współpracy czuła porozumienie z hiszpańskim szkoleniowcem.

    – Czułam się dziś naprawdę solidnie. To właśnie dlatego trenujemy w taki sposób z Francisem. Mam wrażenie, że ostatnie tygodnie pracy bardzo mi pomogły i zrobiłam wyraźny krok naprzód – powiedziała podczas konferencji prasowej.

    Później jeszcze szerzej opowiedziała o tym, co najbardziej ceni u nowego trenera.

    – Szczerze mówiąc, od początku czułam, że rozumiem Francisa. W relacji zawodniczki z trenerem to niezwykle ważne. Każdy tenisista chce mieć obok siebie kogoś z dobrym okiem, konkretnym planem i jasną wizją dojścia do celu – tłumaczyła.

    Świątek podkreśliła również, że Roig patrzy na tenis bardzo kompleksowo i potrafi łączyć wszystkie elementy wpływające na formę zawodniczki.

    – Francis świetnie dostosowuje trening do aktualnych potrzeb. Zwraca uwagę na każdy detal i rozumie, jak mocno łączą się kwestie fizyczne, mentalne i techniczne. To daje poczucie spokoju i pewności – zaznaczyła.

    Nie mogło zabraknąć również pytań o wyjątkowy kontekst meczu z Osaką. Japonkę prowadzi obecnie Tomasz Wiktorowski, czyli były trener Świątek, z którym Polka osiągała największe sukcesy w karierze. Mimo to raszynianka zapewniła, że nie miało to wpływu na jej koncentrację.

    – To specyficzna sytuacja, ale nauczyłam się skupiać wyłącznie na swoim zadaniu na korcie. Nie było czasu na dodatkowe myśli. Ostatecznie gra się przeciwko przeciwniczce, a nie trenerowi siedzącemu w boksie – podsumowała spokojnie Świątek.

  • Niecodzienny widok. Tylko spójrz, czym na kort przyjechała Świątek

    Niecodzienny widok. Tylko spójrz, czym na kort przyjechała Świątek

    Iga Świątek w walce o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Rzymie zmierzyła się z Naomi Osaką. Starcie dwóch wielkich gwiazd kobiecego tenisa zapowiadało się na jedno z największych wydarzeń całej rundy. Mimo to organizatorzy podjęli decyzję, która zaskoczyła wielu kibiców i ekspertów. Pojedynek Polki z Japonką nie został rozegrany na głównym korcie Foro Italico, lecz na BNP Paribas Arena — drugim co do znaczenia obiekcie w kompleksie.

    Dla Świątek turniej w stolicy Włoch ma ogromne znaczenie. Polska tenisistka szuka powrotu do najwyższej dyspozycji po trudniejszych tygodniach i zmianach w sztabie szkoleniowym. Od początku kwietnia nad jej formą czuwa Francisco Roig, który przejął obowiązki pierwszego trenera po Wimie Fissette’ie. Jak dotąd współpraca z Hiszpanem nie przyniosła jeszcze spektakularnych efektów, ale w Rzymie widać oznaki poprawy.

    Na inaugurację zmagań Świątek po trzysetowym boju pokonała Catherine McNally, a następnie w imponującym stylu rozbiła Elisabettę Cocciaretto. Dzięki temu awansowała do czwartej rundy, gdzie czekało ją niezwykle prestiżowe starcie z Osaką. Łącznie obie zawodniczki mają na koncie aż dziesięć tytułów wielkoszlemowych, dlatego wielu spodziewało się, że mecz odbędzie się na najbardziej prestiżowym korcie.

    Tak się jednak nie stało. Organizatorzy skierowali spotkanie na BNP Paribas Arena, czyli obiekt położony najdalej od strefy przeznaczonej dla zawodniczek i zawodników. Właśnie z tego powodu kibice mogli zobaczyć nietypowe sceny przed rozpoczęciem meczu.

    Iga Świątek wraz ze swoim sztabem została bowiem przewieziona na kort meleksem. Zamiast tradycyjnego przejścia korytarzami prowadzącymi bezpośrednio do areny, Polka musiała pokonać dłuższą trasę specjalnym pojazdem. Nagranie z krótkiej podróży szybko pojawiło się w mediach społecznościowych i wzbudziło spore zainteresowanie fanów.

    Choć sytuacja mogła wyglądać nietypowo, podobne rozwiązania są stosowane również podczas innych dużych turniejów. W Indian Wells przewożenie zawodników meleksem między kortami i strefami treningowymi jest wręcz codziennością. W Rzymie jednak taki widok pojawia się zdecydowanie rzadziej, dlatego przyciągnął uwagę kibiców śledzących przygotowania do hitowego meczu Świątek z Osaką.

  • Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Jest ogłoszenie ws. meczu Świątek z Osaką. Kibice nie będą zadowoleni

    Poniedziałkowy wieczór w kompleksie Foro Italico miał upłynąć pod znakiem jednego z najbardziej wyczekiwanych pojedynków tegorocznego turnieju WTA 1000 w Rzymie. Kibice od wielu godzin żyją bowiem starciem dwóch wielkich gwiazd kobiecego tenisa – Iga Świątek oraz Naomi Osaka. Wszystko wskazuje jednak na to, że fani będą musieli wykazać się sporą cierpliwością, ponieważ mecz 1/8 finału najprawdopodobniej rozpocznie się znacznie później, niż pierwotnie zakładano.

    Polska tenisistka ma za sobą intensywny początek sezonu na kortach ziemnych. Choć w poprzednich latach dominowała zarówno w Stuttgarcie, jak i w Madrycie, tym razem nie udało jej się sięgnąć po kolejne tytuły. Najpierw w Niemczech musiała uznać wyższość młodej rosyjskiej sensacji, Mirra Andriejewa, a później w Madrycie jej występ zakończył się w dramatycznych okolicznościach. W trakcie spotkania z Ann Li Polka zmuszona była poddać mecz z powodu problemów zdrowotnych, co wywołało niepokój wśród jej kibiców.

    Rzym przyniósł jednak zupełnie inną energię. Na włoskiej mączce Świątek od początku prezentuje się zdecydowanie lepiej i wygląda na zawodniczkę, która odzyskała pewność siebie. W pierwszym meczu pokonała swoją dawną partnerkę deblową Catherine McNally 6:1, 6:7(5), 6:3, pokazując zarówno skuteczność, jak i odporność psychiczną. Jeszcze bardziej imponująco zaprezentowała się w kolejnym spotkaniu, gdy całkowicie zdominowała reprezentantkę gospodarzy Elisabetta Cocciaretto, wygrywając 6:1, 6:0.

    Teraz przed siedmiokrotną mistrzynią wielkoszlemową zdecydowanie trudniejsze wyzwanie. Po drugiej stronie siatki stanie bowiem Naomi Osaka, była liderka światowego rankingu i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci współczesnego sportu. Dodatkowego smaczku temu pojedynkowi dodaje fakt, że Japonka od pewnego czasu współpracuje z Tomasz Wiktorowski, który przez lata był trenerem Igi Świątek i doskonale zna mocne oraz słabsze strony swojej byłej podopiecznej.

    Pierwotnie organizatorzy zaplanowali rozpoczęcie spotkania nie wcześniej niż o godzinie 18.00. Już kilka godzin przed meczem stało się jednak jasne, że harmonogram mocno się posypał. Wszystko przez przeciągające się pojedynki rozgrywane wcześniej na BNP Paribas Arena. Dwa pierwsze mecze trwały niemal po dwie godziny, co automatycznie wywołało efekt domina dla kolejnych zawodników oczekujących na wyjście na kort.

    W momencie gdy kibice zaczęli analizować możliwe opóźnienie meczu Świątek z Osaką, na korcie trwało jeszcze spotkanie Elina Switolina z Nikola Bartunkova. To jednak nie był koniec problemów organizatorów. Przed meczem Polek i Japonki zaplanowano jeszcze starcie w męskiej części turnieju, w którym mieli zmierzyć się Daniił Miedwiediew oraz Pablo Llamas Ruiz.

    W tej sytuacji coraz więcej wskazuje na to, że Iga Świątek i Naomi Osaka pojawią się na korcie dopiero około godziny 19.20 lub nawet później. Oczywiście wiele zależy od przebiegu wcześniejszych spotkań – jeśli mecze będą wyjątkowo wyrównane lub dojdzie do tie-breaków i długich setów, kibice mogą czekać jeszcze dłużej.

    Jedno pozostaje jednak pewne – zainteresowanie tym pojedynkiem jest ogromne. Starcie Świątek z Osaką to nie tylko walka o ćwierćfinał prestiżowego turnieju WTA 1000, ale również pojedynek dwóch tenisistek, które przez ostatnie lata wyznaczały standardy kobiecego tenisa. Emocji z pewnością nie zabraknie, nawet jeśli kibice będą musieli poczekać na pierwszy serwis znacznie dłużej, niż pierwotnie planowano.

  • Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Kontuzja i dramat w meczu Ostapenko z Rosjanką. Nie było uścisku ręki

    Poniedziałkowy harmonogram turnieju Internazionali d’Italia był wyjątkowo napięty. Organizatorzy zaplanowali wszystkie mecze 1/8 finału kobiet jednego dnia, co oznaczało, że część tenisistek musiała rywalizować dzień po dniu. W takiej sytuacji znalazła się także Jelena Ostapenko, która oprócz singla wciąż walczy również w deblu. Łotyszka zmierzyła się z Anną Kalinską, a przed spotkaniem trudno było wskazać zdecydowaną faworytkę. Szybko jednak okazało się, że Rosjanka zmaga się z problemami zdrowotnymi, przez co widowisko straciło na wyrównanym charakterze.

    Turniejowa drabinka została podzielona tak, że zawodniczki z górnej części rozgrywały swoje mecze trzeciej rundy już w sobotę, a tenisistki z dolnej połowy – dzień później. Mimo to wszystkie uczestniczki 1/8 finału musiały pojawić się na kortach Foro Italico właśnie w poniedziałek. Organizatorzy zachowali jednak równowagę w terminarzu – ćwierćfinały dla zawodniczek grających wcześniej odbędą się we wtorek, natomiast ewentualny mecz Iga Świątek z ćwierćfinałowym rywalkami został zaplanowany dopiero na środę, o ile Polka pokona Naomi Osakę. Taki sam system obowiązywał wcześniej podczas turnieju w Madrycie.

    Mecz Ostapenko z Kalinską rozegrano na malowniczym korcie Pietrangeli, który stał się dla Łotyszki niemal domowym obiektem podczas tegorocznej edycji imprezy. Było to już jej trzecie spotkanie singlowe na tym korcie. Choć Ostapenko słynie z nieprzewidywalności i jest znana jako „zmora” Świątek dzięki bilansowi 6-0 przeciwko Polce, tym razem ciążyła nad nią zupełnie inna seria. W czterech wcześniejszych starciach z Kalinską nie wygrała ani razu, choć nigdy wcześniej nie mierzyły się na kortach ziemnych.

    Od początku spotkania widać było jednak, że Rosjanka nie jest w pełni sił. Jeszcze w pierwszym gemie serwisowym zdołała obronić break pointy, ale później jej problemy stawały się coraz bardziej widoczne. Już po trzecim gemie sięgnęła po środki przeciwbólowe, a chwilę później arbiter Tom Sweeney zwrócił uwagę, gdy próbowała konsultować się z trenerką Patricią Tarabini. Pierwszy set zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Ostapenko 6:1, a Kalinska poprosiła o przerwę medyczną poza kortem. Rosjanka od początku grała z bandażem na udzie, a pod koniec partii praktycznie nie poruszała się po korcie.

    Wiele wskazywało na to, że mecz zakończy się kreczem, ale Kalinska postanowiła walczyć do końca. W drugim secie zdołała utrzymać dwa pierwsze gemy serwisowe i doprowadzić do stanu 2:2. Ostapenko nie zamierzała jednak zwalniać tempa. Łotyszka regularnie kierowała serwis w ciało przeciwniczki, a następnie próbowała zmuszać ją do biegania po korcie. Kluczowy okazał się piąty gem, w którym Kalinska została przełamana po podwójnym błędzie serwisowym. Wtedy stało się jasne, że to Ostapenko jest o krok od awansu do ćwierćfinału.

    Rosjance nie można było odmówić ambicji, ale tego dnia Łotyszka była zdecydowanie lepsza. Spotkanie trwało 70 minut, choć część tego czasu pochłonęły przerwy związane z pomocą medyczną. Ostatecznie Ostapenko zwyciężyła 6:1, 6:2 i po dwóch latach ponownie zameldowała się w ćwierćfinale rzymskiego turnieju.

    Po zakończeniu meczu doszło jednak do zaskakującej sytuacji. Po ostatniej piłce Kalinska nie podeszła do siatki, by podziękować rywalce za spotkanie i nie podała jej ręki. Rosjanka od razu skierowała się do swojej ławki, gdzie doszło jeszcze do krótkiej wymiany zdań z trenerką. Tymczasem Ostapenko mogła świętować nie tylko awans do najlepszej ósemki turnieju, ale również praktycznie zapewnione rozstawienie przed losowaniem drabinki Roland Garros.