Author: newuser

  • Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Krzyk, płacz i wózek inwalidzki. Taki koniec pogromczyni Sabalenki w Paryżu

    Środowe mecze drugiej rundy singla na kortach Rolanda Garrosa przyniosły polskim kibicom sporo emocji. Awans do kolejnej fazy wywalczyły dwie z trzech reprezentantek Polski — Iga Świątek oraz Magda Linette, które teraz staną naprzeciw siebie w bezpośrednim pojedynku o miejsce w 1/8 finału. W cieniu tych wydarzeń rozegrał się jednak dramatyczny mecz na korcie numer 6, gdzie doszło do jednej z najbardziej przykrych scen tegorocznego turnieju.

    W spotkaniu o trzecią rundę zmierzyły się Hailey Baptiste i Xiyu Wang. Amerykanka jeszcze kilka tygodni temu przeżywała najlepszy okres w swojej karierze. Kapitalny występ w Madrycie, gdzie pokonała między innymi Aryna Sabalenka po niezwykle dramatycznym meczu, pozwolił jej awansować do czołowej trzydziestki rankingu WTA. W Paryżu liczyła na kolejny przełomowy wynik, ale jej przygoda zakończyła się w prawdziwie koszmarnych okolicznościach.

    Jeszcze przed rozpoczęciem drugiej rundy wiele wskazywało na to, że w dolnej części drabinki może dojść do kilku wielkich hitów. Potencjalny pojedynek Świątek z Jelena Ostapenko przepadł po sensacyjnej porażce Łotyszki z Linette. Równie ciekawie zapowiadało się możliwe starcie Elena Rybakina z Baptiste. Ostatecznie jednak kibice zobaczą w piątek mecz Julia Starodubcewa z Wang, ponieważ Amerykanka nie była w stanie dokończyć swojego spotkania.

    Baptiste jeszcze niedawno pozostawała zawodniczką szerzej nieznaną. Choć od końcówki 2024 roku regularnie utrzymywała się w pierwszej setce rankingu, prawdziwy przełom nastąpił dopiero w obecnym sezonie. Dobre wyniki w Australii, półfinał turnieju w Abu Zabi i znakomity występ w Miami sprawiły, że zaczęto mówić o niej jako o jednej z najbardziej dynamicznie rozwijających się tenisistek w tourze. W Miami wyeliminowała między innymi Elina Switolina i Ostapenko, a w Madrycie ograła samą Sabalenkę po ponad 2,5 godzinach walki i obronie sześciu piłek meczowych. Dopiero w półfinale zatrzymała ją Mirra Andriejewa.

    Roland Garros rozpoczęła od bardzo trudnego starcia z Barbora Krejcikova. Choć przegrała pierwszego seta, zdołała odwrócić losy meczu i triumfowała 6:7, 7:6, 6:2. Wydawało się, że również przeciwko Wang może odrobić straty, mimo że od początku spotkania musiała gonić wynik.

    Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:5 w pierwszym secie. W niezwykle długim gemie Baptiste walczyła o wyrównanie, ale Wang skutecznie się broniła. Przy jednej z akcji Chinka zagrała mocny bekhend, piłka po taśmie spadła na stronę Amerykanki. Baptiste dobiegła do uderzenia, wykonała ruch na lewą nogę i nagle upadła na kort. Wszystko wskazuje na to, że doszło do bardzo poważnego urazu kolana.

    Tenisistka od razu zaczęła krzyczeć z bólu. Na kort wbiegł jej ojciec Qasim, ale zawodniczka prosiła, by jej nie dotykać. Chwilę później rozpłakała się, a sędzia Marija Cicak natychmiast wezwała pomoc medyczną. Na trybunach zapadła cisza, przerywana jedynie jękami cierpiącej zawodniczki.

    Po kilku minutach Baptiste została zabrana z kortu na wózku inwalidzkim. Dokładna diagnoza nie jest jeszcze znana — dopiero badania pokażą, czy doszło jedynie do przeprostu, czy też do poważniejszego uszkodzenia więzadeł. Już teraz wiadomo jednak, że Amerykanka najprawdopodobniej nie wystąpi również w deblu, gdzie miała zagrać u boku Venus Williams.

  • Świat czekał na hit Świątek – Ostapenko. Linette powiedziała: sprawdzam

    Świat czekał na hit Świątek – Ostapenko. Linette powiedziała: sprawdzam

    Gdy losowanie drabinki Rolanda Garrosa dobiegło końca, kibice błyskawicznie zaczęli wyczekiwać potencjalnego starcia Igi Świątek z Jeleną Ostapenko już w trzeciej rundzie. Taki scenariusz wydawał się bardzo realny — Polka pewnie przechodziła kolejne przeszkody, a Łotyszka, mistrzyni French Open z 2017 roku, miała uchodzić za jedną z największych przeszkód na drodze trzeciej rakiety świata. Tymczasem rzeczywistość napisała zupełnie inny scenariusz. Zamiast hitu Świątek – Ostapenko, kibice w Paryżu dostaną polski pojedynek Igi z Magdą Linette.

    Świątek swoje zadanie wykonała bez najmniejszych problemów. Najpierw odprawiła Emerson Jones, a następnie Sarę Bejlek, tracąc w obu spotkaniach łącznie zaledwie osiem gemów. Polka prezentowała się bardzo solidnie i spokojnie czekała na wyłonienie swojej kolejnej rywalki. A o tę walczyły Magda Linette i Jelena Ostapenko.

    Choć przed spotkaniem więcej argumentów przemawiało za Łotyszką, Linette od początku pokazała, że nie zamierza pełnić jedynie roli statystki. Polka weszła w mecz odważnie, agresywnie returnowała i świetnie czytała serwis rywalki. Już w pierwszych gemach było widać, że Ostapenko ma problem z utrzymaniem regularności, a Magda bardzo umiejętnie wykorzystywała każdą chwilę zawahania przeciwniczki.

    Kluczowym elementem pierwszego seta była cierpliwość i koncentracja Linette. Polka nie dawała się wyprowadzić z równowagi, podczas gdy Ostapenko coraz bardziej irytowała się sytuacjami wokół kortu. Łotyszka dyskutowała z sędzią Miriam Bley, zgłaszała pretensje dotyczące zachowania kibiców, a nawet przeszkadzało jej to, że Linette korzystała z lodówki podczas przerwy. Tymczasem Magda konsekwentnie realizowała swój plan.

    Efekt był imponujący. Ostapenko popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, miała problemy z drugim podaniem i nie potrafiła znaleźć rytmu. Linette natomiast utrzymywała wysoki poziom koncentracji, dobrze rozrzucała piłki i zasłużenie wygrała pierwszego seta 6:2. Statystyki tylko potwierdzały przewagę Polki — była skuteczniejsza i znacznie stabilniejsza od swojej rywalki.

    Druga partia wyglądała jednak zupełnie inaczej. Ostapenko pokazała wtedy swoją najlepszą wersję — niezwykle agresywną, ofensywną i praktycznie nie do zatrzymania. Łotyszka zaczęła ryzykować jeszcze bardziej, ale tym razem wszystko trafiało w kort. Jej returny były niezwykle mocne, a Linette momentami mogła jedynie bezradnie obserwować kolejne kończące uderzenia przeciwniczki.

    To właśnie wtedy można było zobaczyć, dlaczego Ostapenko od lat uchodzi za jedną z najbardziej nieprzewidywalnych tenisistek świata. Gdy wpada w odpowiedni rytm, potrafi grać tenis niemal perfekcyjny i narzucić tempo nawet największym gwiazdom kobiecego touru. Łotyszka wygrała drugiego seta 6:2 i wydawało się, że przejmuje pełną kontrolę nad spotkaniem.

    Decydująca partia ponownie przyniosła jednak zwrot akcji. Linette doskonale wiedziała, że kluczem będzie utrzymanie własnego serwisu i zmuszenie Ostapenko do grania pod presją. Polka znakomicie wytrzymała trudny moment przy stanie 2:2, gdy musiała bronić break pointów. Udało jej się wyjść z opresji dzięki odważnej grze i bardzo ważnemu asowi serwisowemu.

    Chwilę później to Ostapenko zaczęła się rozsypywać. Łotyszka ponownie straciła cierpliwość, pojawiły się nerwowe gesty w stronę sztabu, a Linette wykorzystała ten moment bezlitośnie. Przełamała rywalkę i odskoczyła na 4:2, a później pewnie utrzymywała przewagę.

    W końcówce Polka nie zadrżała. Przy prowadzeniu 5:2 kibice coraz głośniej dopingowali poznaniankę, a ona odwdzięczyła się kapitalnym zakończeniem spotkania. Ostatnia akcja była prawdziwą ozdobą meczu — Linette najpierw fenomenalnie obroniła trudną piłkę, a następnie posłała idealnego loba w linię, pieczętując sensacyjne zwycięstwo 6:2, 2:6, 6:2.

    Dla Magdy Linette to dopiero trzeci w karierze awans do trzeciej rundy Rolanda Garrosa, ale jednocześnie jeden z najbardziej wartościowych triumfów na paryskiej mączce. Dzięki tej wygranej wiadomo już, że co najmniej jedna Polka zamelduje się w drugim tygodniu turnieju.

    W piątek kibice zobaczą więc wyjątkowy mecz — Iga Świątek kontra Magda Linette. Zamiast kolejnego rozdziału historii rywalizacji Świątek z Ostapenko, Roland Garros przyniesie polskie starcie o miejsce w 1/8 finału.

  • Iga Świątek gra w otwarte karty po trudnym meczu. Tajemnica zespołu rozwiązana

    Iga Świątek gra w otwarte karty po trudnym meczu. Tajemnica zespołu rozwiązana

    Iga Świątek zameldowała się w trzeciej rundzie Rolanda Garrosa po zwycięstwie 6:2, 6:3 nad Sarą Bejlek. Choć wynik może sugerować jednostronne spotkanie, Polka przyznała po meczu, że starcie z młodą Czeszką wcale nie należało do łatwych. Szczególnie wymagające okazało się odnalezienie odpowiedniego rytmu gry i podejmowanie właściwych decyzji w kluczowych momentach.

    – Najbardziej cieszy mnie to, że w najważniejszych fragmentach meczu dobrze oceniłam sytuację – wiedziałam, kiedy przyspieszyć, a kiedy zachować cierpliwość – podkreślała Świątek podczas konferencji prasowej po spotkaniu rozegranym na korcie Philippe’a Chatriera.

    Liderka polskiego tenisa nie ukrywała jednak, że dostrzega elementy, nad którymi musi jeszcze popracować. Zwróciła uwagę przede wszystkim na pierwszy serwis oraz skuteczność w ofensywie.

    – Były momenty, gdy popełniałam błędy przy ataku, mimo że miałam sporo piłek do wykorzystania. Muszę też poprawić pierwszy serwis, bo zdarzały się pomyłki na długość – oceniła raszynianka, dodając z uśmiechem, że czeka jeszcze na wyłonienie kolejnej rywalki.

    W chwili rozmowy z dziennikarzami trwał jeszcze pojedynek Magdy Linette z Jeleną Ostapenko. Świątek przyznała, że śledziła przebieg tego starcia.

    – Wiem, że Magda wygrała pierwszego seta, później sytuacja się odwróciła, więc wszystko wyglądało bardzo wyrównanie – mówiła trzecia rakieta świata.

    Polka sporo uwagi poświęciła także samej Sarze Bejlek, podkreślając, że Czeszka prezentuje nietypowy styl gry, który wymagał ciągłego dostosowywania się.

    – To był trudny mecz pod względem rytmu. Sara gra inaczej niż większość zawodniczek i trzeba było cały czas szukać odpowiedniego balansu. Jestem jednak zadowolona z tego, jak potrafiłam się zaadaptować i jak podejmowałam decyzje na korcie. Nie zawsze było jasne, kiedy należy zaatakować, a kiedy lepiej się wycofać – tłumaczyła czterokrotna mistrzyni Rolanda Garrosa.

    Podczas konferencji pojawił się również temat współpracy Świątek z Francisco Roigiem. Dziennikarze zauważyli, że Hiszpan, mimo problemów zdrowotnych, regularnie podjeżdżał do zawodniczki specjalnym pojazdem w trakcie treningów, by omawiać kolejne elementy zajęć.

    Świątek przyznała, że komunikacja z nowym szkoleniowcem wygląda inaczej niż w przypadku wcześniejszych trenerów.

    – Zdecydowanie więcej rozmawiamy. Dostaję od Francisa dużo informacji zwrotnych i często robimy krótkie przerwy podczas treningów właśnie po to, by omówić konkretne kwestie. Bardzo mi to odpowiada, bo dzięki temu mogę wracać do ćwiczeń z jasnym planem, a nie tylko grać dla samego grania – wyjaśniła.

    Na koniec Polka odniosła się jeszcze do wyjątkowo wysokich temperatur panujących w Paryżu. Jak zaznaczyła, upały nie stanowią dla niej większego problemu.

    – Pamiętam, że bardzo ciepło było na początku ubiegłorocznego Wimbledonu. W pewnym sensie nawet mi to pomogło, bo trawa była bardziej spalona – żartowała. – Podobne warunki były też podczas igrzysk olimpijskich tutaj w Paryżu. Zwykle pogoda podczas Rolanda Garrosa wygląda inaczej, ale to nie ma większego znaczenia. Kluczowe będzie to, kto najlepiej poradzi sobie ze zmieniającymi się warunkami w dalszej części turnieju – podsumowała Świątek.

  • Osaka prosto z mostu ws. Wiktorowskiego. Nie tego się spodziewała

    Osaka prosto z mostu ws. Wiktorowskiego. Nie tego się spodziewała

    Po zwycięstwie w pierwszej rundzie tegorocznego Roland Garros Naomi Osaka pojawiła się na konferencji prasowej i otwarcie opowiedziała o swojej współpracy z Tomasz Wiktorowski. Japonka nie ukrywała zadowolenia z relacji z polskim szkoleniowcem i zdradziła kilka szczegółów dotyczących ich codziennej pracy.

    Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa rozpoczęła zmagania w Roland Garros od zwycięstwa nad Laura Siegemund 6:3, 7:6(3). Po meczu została zapytana o kulisy współpracy z byłym trenerem Iga Świątek. Odpowiedziała bardzo szczerze.

    – Tak naprawdę Tomasz nie próbuje mnie przesadnie przeciążać. Czuję, że ufa mi i decyzjom, które podejmuję. Wie, że często działam intuicyjnie – przyznała Osaka.

    Japonka wyjaśniła również, na czym najbardziej koncentrują się podczas treningów.

    – Dużo rozmawiamy o utrzymaniu jakości gry. Gram bardzo szybko w porównaniu do wielu zawodniczek i trener chce, żebym utrzymywała takie tempo przez cały mecz. Mam tendencję do wycofywania się, kiedy zaczynam za dużo analizować. Dzień przed spotkaniem dostaję sporo konkretnych schematów do przećwiczenia, choć wszystko zależy od przeciwniczki – tłumaczyła.

    Nie był to pierwszy raz, gdy Osaka publicznie chwaliła polskiego szkoleniowca. Już kilka miesięcy temu, w rozmowie z Canal+ Sport, zdradziła, że najbardziej zaskoczył ją charakter Wiktorowskiego.

    – Jest naprawdę zabawny. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Z boku zawsze wydawał się bardzo poważny, a w rzeczywistości jest niezwykle dowcipny – mówiła z uśmiechem.

    Jak dodała, trener często żartuje i posługuje się sarkazmem, co bardzo jej odpowiada. Podkreślała również jego profesjonalizm i ogromną wiedzę tenisową.

    – Doskonale zna się na swojej pracy i przede wszystkim wie, o czym mówi. Bardzo to szanuję. Atmosfera podczas naszej współpracy jest naprawdę świetna – podkreślała.

    Osaka zdradziła też zabawną anegdotę dotyczącą treningów. Przyznała, że Wiktorowski czasami mówi coś po polsku i podejrzewa, że nie zawsze są to eleganckie słowa. Sama jednak nie potrafiłaby dziś żadnego z nich powtórzyć.

    W ostatnich tygodniach Japonka miała okazję zmierzyć się z dawną podopieczną polskiego trenera, czyli Igą Świątek. Ich pojedynek zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Polki 6:2, 6:1. Na razie nic nie wskazuje na to, by tenisistki ponownie spotkały się w tegorocznej edycji paryskiego turnieju, choć obie pozostają w grze.

    W drugiej rundzie Roland Garros Osaka zmierzy się z Donna Vekić. Dotychczas tenisistki grały przeciwko sobie dwukrotnie – w Australian Open 2016 oraz podczas turnieju w Stuttgarcie w 2019 roku. W obu przypadkach lepsza okazywała się Japonka.

  • Chwalińska bohaterką, zachwyty nad grą Polki. “Wybiła mistrzyni tenis z głowy”

    Chwalińska bohaterką, zachwyty nad grą Polki. “Wybiła mistrzyni tenis z głowy”

    Dawid Celt nie krył zachwytu po występach polskich tenisistek w pierwszej rundzie Roland Garros. Szczególne słowa uznania skierował w stronę Mai Chwalińskiej, która sensacyjnie wyeliminowała mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. W rozmowie z Interią szkoleniowiec podkreślał, że Polka swoją inteligentną i konsekwentną grą kompletnie odebrała Chince pewność siebie.

    – Maja to prawdziwa czarodziejka. Zawsze się nad nią rozpływamy, ale tym razem naprawdę zrobiła coś wyjątkowego. Dawno nie widziałem meczu, w którym jedna zawodniczka aż tak obrzydziłaby tenis swojej rywalce. Ogromne gratulacje dla niej, bo po prostu zawiązała nogi mistrzyni olimpijskiej – mówił Celt.

    Trener sporo miejsca poświęcił także swojej podopiecznej, Daria Snigur, która pokonała Clarę Tauson. Jak przyznał, sukces Ukrainki ma szczególne znaczenie, ponieważ jeszcze niedawno kompletnie nie wierzyła ona w swoje możliwości na kortach ziemnych.

    – Patrząc na to, z jakiego miejsca startowaliśmy i gdzie jesteśmy teraz, to ogromny sukces. Daria była przekonana, że na mączce nie potrafi wygrywać. Tymczasem rozegrała naprawdę solidny sezon na ziemi i zwieńczyła go zwycięstwem w Roland Garros. To dla niej wielka rzecz – tłumaczył.

    Celt zaznaczył, że Snigur ma ogromny talent do kontroli piłki i potrafi grać w bardzo niewygodny dla przeciwniczek sposób, ale wciąż wymaga pracy nad przygotowaniem mentalnym i fizycznym.

    – Najważniejsze jednak, że zmieniła nastawienie. Uwierzyła, że może wygrywać również na tej nawierzchni. Pokonanie takich zawodniczek jak Kasatkina czy Tauson, niezależnie od okoliczności, jest dla niej wielkim osiągnięciem – dodał.

    Szkoleniowiec nie szczędził pochwał również pozostałym reprezentantkom Polski. Podkreślał, że awans czterech Polek do drugiej rundy to znakomita wiadomość dla całego polskiego tenisa.

    Wiele ciepłych słów usłyszała także Magda Linette, która stoczyła niezwykle wyczerpujący bój.

    – Magda pokazała ogromny charakter. Mimo upływu lat nadal imponuje cechami wolicjonalnymi. Przepchnęła bardzo trudny mecz, walcząc nie tylko z rywalką, ale i ze swoimi słabościami. Warunki były ekstremalne, dawno nie pamiętam takiego upału w Paryżu – przyznał.

    Odnosząc się do występu Iga Świątek, Celt ocenił, że liderka polskiego tenisa wykonała swoje zadanie bardzo solidnie.

    – To była dobra rywalka na wejście w turniej. Można było trochę pograć w warunkach meczowych, ale bez wielkiego zagrożenia. Pierwsze rundy dla największych gwiazd bywają jednak zdradliwe, bo często niewiele wiadomo o przeciwniczce i pojawia się sporo niewiadomych – zauważył.

    Pozytywnie wypowiedział się także o Magda Fręch, która pokonała Elenę-Gabrielę Ruse.

    – Magda świetnie wykonała swoją pracę. W tych warunkach Rumunka po prostu fizycznie nie wytrzymała. Ale to też efekt konsekwentnej i solidnej gry Magdy – ocenił.

    Na koniec rozmowy Celt odniósł się do występu Hubert Hurkacz, który udanie rozpoczął turniej po zmianach w sztabie szkoleniowym.

    – Hubert grał agresywnie, bardzo dobrze serwował i świetnie operował forhendem. Podobało mi się, jak obiegał bekhend i przejmował inicjatywę. Widać było, że dobrze wykorzystuje szybkie warunki i wysoki kozioł piłki. Oczywiście miał moment kryzysu, ale szybko odzyskał kontrolę nad meczem i zasłużenie wygrał – podsumował.

    Celt z uśmiechem odniósł się też do trudów pracy trenerów w paryskim upale, wspominając swoją żonę, Agnieszka Radwańska.

    – Paradoksalnie czasem lepiej się ruszać niż siedzieć na metalowej ławce w takim piekarniku. Ale prawdziwymi bohaterami są zawodnicy. To oni muszą wytrzymać bieganie, stres i emocje w takich warunkach – zakończył.

  • Nie będzie starcia Sabalenki z Pegulą. Nocna sensacja na Roland Garros

    Nie będzie starcia Sabalenki z Pegulą. Nocna sensacja na Roland Garros

    Podczas czwartkowego losowania drabinki Roland Garros wiele uwagi poświęcono potencjalnemu ćwierćfinałowi pomiędzy Aryną Sabalenką a Jessicą Pegulą. Amerykanka trafiła bowiem do tej samej części turniejowej układanki co liderka rankingu WTA. Dziś wiadomo już jednak, że do takiego starcia w Paryżu nie dojdzie. Wszystko za sprawą ogromnej sensacji, jaka wydarzyła się podczas wieczornej sesji na kortach French Open.

    Dobiega końca rywalizacja w pierwszej rundzie kobiecego singla. W czwartek na paryskich obiektach pojawiło się kilka gwiazd światowego tenisa. Jako pierwsza na korcie Philippe’a-Chatriera zameldowała się Aryna Sabalenka. Białorusinka zmierzyła się z Jessicą Bouzas Maneiro i choć Hiszpanka momentami potrafiła postawić trudne warunki, ostatecznie nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej liderki rankingu. Sabalenka wygrała 6:4, 6:2 i pewnie awansowała do drugiej rundy.

    Kilka godzin później kibice oglądali kolejne spotkania z udziałem zawodniczek ze światowej czołówki. Coco Gauff miała problemy jedynie na początku meczu z Taylor Townsend. Później finalistka ubiegłorocznego Roland Garros całkowicie przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i triumfowała 6:4, 6:0.

    Największe emocje przyniósł jednak wieczorny pojedynek Jessiki Peguli z Kimberly Birrell na korcie Simonne-Mathieu. Amerykanka, która zaledwie dwa tygodnie temu została rozbita przez Igę Świątek w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie 1:6, 2:6, tym razem chciała szybko odzyskać pewność siebie. Wszystko wskazywało na to, że czeka ją spokojny wieczór. Rywalką piątej rakiety świata była bowiem sklasyfikowana na 83. miejscu w rankingu Australijka.

    Początek meczu przebiegał dokładnie według przewidywań. Pegula od pierwszych piłek narzuciła swoje warunki gry i błyskawicznie objęła prowadzenie 4:0. Birrell zdołała odpowiedzieć jedynie pojedynczym przełamaniem w piątym gemie, ale na więcej nie było jej stać. Końcówka seta ponownie należała do Amerykanki, która zamknęła premierową odsłonę wynikiem 6:1.

    Również druga partia rozpoczęła się korzystnie dla Peguli. Po przełamaniu w trzecim gemie prowadziła 2:1 i wydawało się, że kontroluje sytuację. Wtedy jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot. Birrell błyskawicznie odrobiła straty, a chwilę później obroniła stan 0:40 przy własnym serwisie, co wyraźnie dodało jej pewności siebie. Od tego momentu Australijka zaczęła grać coraz odważniej, a Pegula stopniowo traciła rytm. Przy stanie 3:3 Amerykanka wygrała ostatniego gema w tej partii. Końcówka należała już wyłącznie do niżej notowanej tenisistki, która po niezwykle zaciętych gemach triumfowała 6:3.

    Decydujący set przyniósł kontynuację sensacyjnego scenariusza. Birrell szybko przełamała rywalkę do zera i wyszła na prowadzenie 2:1. Pegula próbowała jeszcze wrócić do meczu, miała break pointy w czwartym i szóstym gemie, ale nie wykorzystała żadnej okazji. Australijka grała coraz pewniej, ponownie odebrała podanie Amerykance i przy stanie 5:2 serwowała po największe zwycięstwo w swojej karierze.

    Choć Pegula zdołała jeszcze na moment przedłużyć emocje, przełamując rywalkę, chwilę później znów straciła własny serwis. Kimberly Birrell wykorzystała drugą piłkę meczową i sensacyjnie wygrała całe spotkanie 1:6, 6:3, 6:3. Tym samym wyeliminowała jedną z głównych faworytek turnieju już w pierwszej rundzie i sprawiła, że kibice nie zobaczą w ćwierćfinale starcia Jessiki Peguli z Aryną Sabalenką. To zdecydowanie największa niespodzianka kobiecej części tegorocznego Roland Garros.

  • Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Obie mają po 24 lata i należą do tego samego pokolenia polskiego tenisa. Znają się niemal całe życie – ich relacja zaczęła się jeszcze w dzieciństwie, gdy miały zaledwie po dziesięć lat. Dziś każda z nich znajduje się w innym miejscu kariery, ale historia, którą wspólnie pisały przez lata juniorskich startów, wciąż pozostaje ważna. Iga Świątek już dawno stała się światową gwiazdą po triumfie w Roland Garros w 2020 roku, natomiast Maja Chwalińska właśnie przeżywa najpiękniejsze chwile swojej przygody w Paryżu. Awans do drugiej rundy tegorocznego Roland Garros tylko potwierdził, że dla zawodniczki z Dąbrowy Górniczej może to być turniej przełomowy.

    Los sprawił, że ich historie ponownie przecięły się tego samego dnia. Chwalińska rozpoczęła zmagania w głównej drabince na kameralnym korcie numer 7. Choć to nie największa arena Rolanda Garrosa, właśnie tam często można zwrócić uwagę najbardziej wymagających kibiców i obserwatorów śledzących mecze z sąsiedztwa centralnego kortu Philippe’a Chatriera.

    Gdy spotkanie Mai zbliżało się do końca, na największy kort turnieju wychodziła już Świątek. Chwalińska sprawiła jedną z największych sensacji pierwszej rundy, eliminując mistrzynię olimpijską z Paryża, Qinwen Zheng. Z kolei dla Świątek był to spokojny, choć niepozbawiony drobnych niedoskonałości dzień pracy – Polka pewnie pokonała 17-letnią kwalifikantkę Emerson Jones.

    Po zwycięstwie Chwalińska nie kryła radości, ale jednocześnie podkreślała, że nie zamierza zatrzymywać się na samym awansie do czołowej setki rankingu WTA. Jeszcze niedawno taki wynik wydawał jej się spełnieniem marzeń, dziś jednak chce znacznie więcej.

    Jeszcze zanim Świątek pojawiła się przed dziennikarzami, zdążyła już w rozmowie z Eurosportem pochwalić występ swojej rodaczki. Gdy więc Chwalińska pojawiła się przed mediami, została zapytana o relację z najlepszą polską tenisistką ostatnich lat.

    – Z Igą łączy nas ogromna część życia. Znamy się od dziesiątego roku życia. Grałyśmy razem drużynowe mistrzostwa świata i Europy, wspólnie jeździłyśmy na turnieje. Bardzo dużo razem przeszłyśmy i myślę, że to buduje więź. Obie wiemy, ile kosztowała nas droga do tego miejsca i ile pracy włożyłyśmy w realizację marzeń – opowiadała Chwalińska.

    Tenis jednak sprawił, że ich kariery potoczyły się inaczej. Świątek błyskawicznie wspięła się na światowy szczyt, podczas gdy Chwalińska musiała długo walczyć o swoje miejsce.

    – Potem nasze drogi trochę się rozeszły. Iga wystrzeliła, jej kariera nabrała ogromnego tempa. To naturalne, że miałyśmy mniej czasu dla siebie. Tak po prostu wygląda życie – przyznała szczerze Maja.

    Polka podkreśliła jednak, że ogromnie ceni osiągnięcia Świątek i z uznaniem patrzy na jej rozwój.

    – Bardzo ją szanuję. To niesamowita sportsmenka. To, czego dokonała, jest czymś wielkim. Kibicuję jej i mam poczucie, że ona również trzyma za mnie kciuki. Mam nadzieję, że będziemy częściej spotykać się na największych turniejach, bo to będzie oznaczało, że sama zbliżam się do poziomu, na którym Iga już od dawna się znajduje – mówiła.

    Zapytana o to, jaką cechę najchętniej „przeniosłaby” z gry Świątek do własnego tenisa, Chwalińska miała problem z wyborem tylko jednej rzeczy.

    – Jej intensywność robi ogromne wrażenie. We wszystko wkłada pełne zaangażowanie. Do tego dochodzi jakość każdego uderzenia. Naprawdę trudno wskazać jedną konkretną cechę, bo Iga jest po prostu niezwykle kompletną zawodniczką – tłumaczyła.

    Sama Świątek również nie szczędziła koleżance ciepłych słów po sensacyjnym zwycięstwie nad Qinwen Zheng.

    – Bardzo się cieszę z jej sukcesu. Od dawna wszyscy wiedzieliśmy, że Maja ma wielki talent i niesamowite czucie piłki. Potrafi sprawiać problemy najlepszym zawodniczkom świata. Pokonanie Qinwen Zheng to świetny wynik, bo to bardzo wymagająca rywalka. Z tego, co słyszałam, Maja doskonale wykorzystała swój styl gry i wyjątkowe wyczucie. Mam nadzieję, że będzie dalej korzystać z tych atutów, bo naprawdę niewiele zawodniczek potrafi grać takie skróty i loby. Ma umiejętność mieszania gry w sposób, którego praktycznie nikt inny nie posiada. Oby zaszła w tym turnieju jak najdalej – powiedziała z uśmiechem Świątek.

  • 6:0 Chwalińskiej z mistrzynią olimpijską. Historyczny debiut Polki w Paryżu

    6:0 Chwalińskiej z mistrzynią olimpijską. Historyczny debiut Polki w Paryżu

    Poniedziałkowe mecze na kortach Rolanda Garrosa przyniosły polskim kibicom ogromne emocje. Na paryskiej mączce oglądaliśmy troje reprezentantów Polski, a jako pierwsza na korcie pojawiła się Maja Chwalińska. Dla 24-latki sam udział w głównej drabince wielkoszlemowego turnieju był już wydarzeniem historycznym, bo po raz pierwszy w karierze awansowała do głównego turnieju French Open. Los nie był jednak dla niej łaskawy — już w pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. Polka nie zamierzała jednak ograniczać się do roli statystki i sprawiła gigantyczną sensację, wygrywając 6:4, 6:0.

    Tegoroczny Roland Garros już wcześniej okazał się wyjątkowy dla zawodniczki klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Chwalińska znakomicie przeszła przez kwalifikacje, nie oddając rywalkom ani jednego seta. Najwięcej problemów sprawiła jej Holenderka Suzan Lamens. W decydującym meczu eliminacji Polka odrabiała straty w obu partiach, a w drugim secie przegrywała już 3:5. Mimo trudnej sytuacji zachowała jednak spokój i zwyciężyła 7:6(4), 7:5, pieczętując pierwszy w karierze awans do głównej drabinki Roland Garros.

    Gdy w piątek poznano zestawienie pierwszej rundy, stało się jasne, że przed Chwalińską stoi niezwykle trudne zadanie. Qinwen Zheng należała do najbardziej wymagających przeciwniczek, na jakie mogły trafić zawodniczki z kwalifikacji. Chinka, która podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu zatrzymała Igę Świątek w walce o złoty medal, na kortach ziemnych czuje się bardzo dobrze i była zdecydowaną faworytką spotkania. Polka miała jednak własny plan — wykorzystać swoją nieprzewidywalną, techniczną grę i wytrącić rywalkę z rytmu.

    Od początku meczu było widać, że Chwalińska wyszła na kort bez kompleksów. Już w pierwszych gemach narzucała swój styl gry, zmieniała tempo wymian i zmuszała Zheng do popełniania błędów. Chinka sprawiała momentami wrażenie kompletnie zagubionej. Kluczowy dla przebiegu pierwszego seta okazał się czwarty gem, kiedy Polka wypracowała sobie break pointy i od razu wykorzystała pierwszą okazję do przełamania. Po chwili potwierdziła przewagę własnym serwisem i objęła prowadzenie 4:1.

    Zheng próbowała odpowiedzieć i w końcówce seta zaczęła grać znacznie agresywniej. W siódmym gemie odrobiła stratę przełamania, choć wcześniej Chwalińska była o krok od prowadzenia 5:2. Chinka zaczęła trafiać mocniej i dokładniej, a jej serwis coraz częściej ratował ją z opresji. Przy stanie 4:4 wydawało się, że mistrzyni olimpijska odzyskuje kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Polka nie straciła jednak koncentracji. Dziewiątego gema wygrała do zera, a w kolejnym wywarła ogromną presję na przeciwniczce. Zheng popełniła kilka błędów i Chwalińska wypracowała trzy piłki setowe. Już pierwsza z nich zakończyła się kolejną pomyłką Chinki, dzięki czemu Polka triumfowała w premierowej odsłonie 6:4.

    Drugi set okazał się prawdziwym popisem reprezentantki Polski. Chwalińska utrzymała wysoki poziom gry i błyskawicznie przejęła inicjatywę. Już w drugim gemie przełamała Zheng, a chwilę później podwyższyła prowadzenie na 3:0. W tym momencie mistrzyni olimpijska poprosiła o przerwę medyczną z powodu problemów z prawą stopą. Pauza nie wybiła jednak Polki z rytmu.

    Po powrocie na kort Chwalińska nadal grała znakomicie. Rozrzucała rywalkę po całym korcie, zmieniała kierunki uderzeń i konsekwentnie wykorzystywała błędy Zheng. Chinka kompletnie nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na sprytną i bardzo inteligentną grę Polki. Efekt był bezlitosny — kolejne gemy wpadały na konto zawodniczki z Bielska-Białej, a drugi set zakończył się wynikiem 6:0.

    Tym samym Maja Chwalińska odniosła jedno z największych zwycięstw w swojej karierze i awansowała do drugiej rundy Roland Garros. O miejsce w trzeciej rundzie zagra z Belgijką Elise Mertens albo Niemką Tatjana Maria.

  • Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Jelena Rybakina, podobnie jak Iga Świątek, rozpocznie rywalizację w tegorocznym Roland Garros dopiero w poniedziałek. Jeszcze przed swoim pierwszym meczem poznała jednak potencjalną przeciwniczkę w drugiej rundzie. Wyłoniło ją starcie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Wiadomo już, że reprezentantka Kazachstanu nie będzie miała okazji do rewanżu za bolesną porażkę z Australian Open 2024. Niedziela przyniosła także kilka innych ważnych rozstrzygnięć dotyczących możliwej ścieżki Rybakiny w paryskim turnieju.

    Roland Garros ruszył w niedzielę, a tego dnia udane otwarcie zaliczyły m.in. Magda Linette i Magdalena Fręch, które awansowały do drugiej rundy. W cieniu ich zwycięstw poznawaliśmy również potencjalne przeciwniczki dla Rybakiny, która do gry wkroczy dopiero dzień później.

    Kazaszka przyjechała do Paryża po nie do końca udanym występie w Rzymie. Choć wcześniej imponowała formą i pewnie eliminowała kolejne rywalki, w ćwierćfinale zatrzymała ją Elina Switolina. Mimo tego Rybakina ma za sobą bardzo solidny sezon na kortach ziemnych — triumfowała już przecież w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W pierwszej rundzie Roland Garros zmierzy się z Veroniką Erjavec, a jej potencjalna droga do kolejnych etapów staje się coraz bardziej klarowna.

    Rywalkę dla Rybakiny w drugiej rundzie wyłoniło spotkanie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Mecz rozpoczął się fatalnie dla Rosjanki, która już na starcie straciła podanie. Ukrainka szybko przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i błyskawicznie odskoczyła na 5:0. Choć przy pierwszej okazji nie wykorzystała piłki setowej, Blinkowa nie zdołała odwrócić losów partii. Rosjanka zdołała wprawdzie zmniejszyć straty do stanu 3:5, ale końcówka należała do Starodubcewej, która przy czwartej piłce setowej zamknęła inauguracyjną odsłonę wynikiem 6:3.

    W drugim secie przewaga Ukrainki była już bezdyskusyjna. Starodubcewa całkowicie zdominowała rywalkę, oddając jej zaledwie jednego gema i zwyciężając 6:1. Cały pojedynek trwał 92 minuty. Dzięki temu to właśnie Ukrainka będzie potencjalną przeciwniczką Rybakiny w kolejnej rundzie.

    Taki rezultat oznacza jednocześnie, że Rybakina nie dostanie szansy na rewanż za wcześniejsze porażki z Blinkową. Obie tenisistki mierzyły się dotychczas dwukrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Rosjanka. Ostatni raz doszło do tego podczas Australian Open 2024.

    W niedzielę poznaliśmy także możliwe przeciwniczki Kazaszki w dalszej części turnieju. Jeśli Rybakina przejdzie przez dwie pierwsze rundy, w trzeciej może trafić na Hailey Baptiste lub Xiyu Wang. Z kolei w walce o ćwierćfinał potencjalnie czekają na nią m.in. Sorana Cirstea albo Solana Sierra.

    Szczególnie interesująco wygląda sytuacja związana z Emmą Raducanu. Mistrzyni US Open z 2021 roku pożegnała się z turniejem już na początku, przegrywając właśnie z Sierrą. To ważna informacja dla Rybakiny, ponieważ Brytyjka nigdy nie potrafiła znaleźć sposobu na Kazaszkę. W dwóch dotychczasowych pojedynkach zdołała ugrać przeciwko niej zaledwie cztery gemy.

  • Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Jeszcze przed wyjściem na kort Mirra Andriejewa była wskazywana jako zdecydowana faworytka starcia z Fiona Ferro. Młoda Rosjanka, rozstawiona z numerem ósmym w tegorocznym Roland Garros, potwierdziła te przewidywania i bez większych problemów awansowała do drugiej rundy paryskiego turnieju. Spotkanie rozegrane na korcie Philippe’a-Chatriera zakończyło się po zaledwie 71 minutach wynikiem 6:3, 6:3.

    19-latka z Krasnojarska przyjechała do Paryża w znakomitej dyspozycji. W ostatnich tygodniach regularnie meldowała się w końcowych fazach największych turniejów na kortach ziemnych. Triumfowała w zawodach WTA 500 w Linzu, później dotarła do półfinału w Stuttgarcie, a następnie zachwycała podczas prestiżowego turnieju w Madrycie, gdzie awansowała aż do finału. Tuż przed Roland Garros zanotowała również ćwierćfinał imprezy WTA 1000 w Rzymie, przegrywając dopiero po trzysetowym boju z Coco Gauff.

    Nic więc dziwnego, że eksperci zaczęli wymieniać Andriejewą w gronie zawodniczek mogących odegrać znaczącą rolę podczas wielkoszlemowej rywalizacji w Paryżu. Już pierwszy mecz pokazał, że Rosjanka jest bardzo dobrze przygotowana do walki o kolejne zwycięstwa.

    Początek pojedynku z Ferro przebiegał całkowicie pod dyktando młodszej tenisistki. Andriejewa szybko przejęła inicjatywę, pewnie utrzymała własne podanie, a następnie przełamała rywalkę. Po kilku minutach prowadziła już 3:0 i wydawało się, że całkowicie kontroluje wydarzenia na korcie.

    Francuzka próbowała jeszcze wrócić do gry. W siódmym gemie miała nawet trzy break pointy z rzędu, by odrobić stratę przełamania. Rosjanka zachowała jednak zimną krew i wyszła z ogromnych kłopotów, zdobywając pięć kolejnych punktów. Ferro walczyła ambitnie również pod koniec seta, ale ostatecznie nie zdołała zatrzymać rozpędzonej przeciwniczki. Pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Andriejewej.

    Drugi set rozpoczął się od wygranego gema przez reprezentantkę gospodarzy, jednak później Rosjanka ponownie wrzuciła wyższy bieg. Cztery kolejne gemy padły jej łupem i sytuacja Ferro stała się bardzo trudna. Francuzka nie zamierzała jednak składać broni. W pewnym momencie zdołała zmniejszyć straty i była bliska doprowadzenia do remisu 4:4, prowadząc 30:15 przy serwisie przeciwniczki.

    Andriejewa ponownie pokazała jednak ogromny spokój oraz dojrzałość. Nie dopuściła do odwrócenia losów seta, a na zakończenie spotkania dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Ostatecznie triumfowała 6:3, 6:3, wywołując rozczarowanie wśród francuskiej publiczności.

    W drugiej rundzie rosyjska tenisistka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Marina Bassols Ribera a Emiliana Arango. Warto podkreślić, że Andriejewa znalazła się w tej samej połówce drabinki co Iga Świątek. Potencjalnie już wcześniej może jednak dojść do jej starcia z Jelena Rybakina, ponieważ obie zawodniczki trafiły do tej samej ćwiartki turniejowej drabinki.